Dodaj do ulubionych

Latem u sąsiada: Zamek pradziadka Rudolfa

12.07.10, 19:44
Swietny poczatek - czekamy na dalsze artykuly!
Skoro mieszka Pan w Kudowie to moze troche cos blizszego niz Liberec,z
Kotliny blizej do Hradec Kralove niz Liberca przeciez. Ale jesli tak Panu
jednak bardziej pasuje to prosze pisac o wszystkim - Czechy to fascynujacy
kraj, im wiecej bedziemy na jego temat wiedziec tym lepiej!
Obserwuj wątek
    • Gość: geograf Re: Latem u sąsiada: Zamek pradziadka Rudolfa IP: *.opera-mini.net 12.07.10, 20:33
      Szkoda tylko, że "Gazeta" przepytuje ludzi mających niewielkie pojęcie o tym, co mówią. Nowych Miast jest w Czechach kilka, warto byłoby więc dodać, że chodzi o Nowe Miasto nad Metują. Nie ma "tak zwanego Czeskiego Raju", jest za to kraina geograficzna i historyczna, która od dawna nosi oficjalną nazwę Czeski Raj. Co to znaczy, że rynek w Turnovie "biegnie pod skosem"??? I jeszcze jedna sprawa: czy dziennikarze GW nie potrafią wziąć do ręki pierwszej z brzegu mapy i wstawić znaki diakrytyczne w czeskich nazwach?

      Reasumując: gdyby pan Wysocki pracował w firmie, gdzie ceni się rzetelne wykonywanie swoich obowiązków, już dawno wyleciałby z pracy, bowiem każdy maturzysta powinien napisać lepiej ten tekst niż on.
      • Gość: Znajomy Re: Latem u sąsiada: Zamek pradziadka Rudolfa IP: *.lanet.net.pl 12.07.10, 21:57
        Taki artykuł jaki "znaffffca" W.Heliński. Wojtek - gratualcje, świetna robota,
        nie ma to jak połechtać swoje EGO (przez duże E, G i O) na łamach Gazety - tylko
        pozazdrościć pochodzenia, bo już bajki o byciu "aktorem" (w jakim teatrze? bo mi
        umknęło), "muzykiem" (czy to chodzi o przypadłości wokalne z czasów "chińskiego
        psa" w Domku?), "poetą" (...) a w szczególności "znawcą" historii Kudowy i
        polsko-czeskiego pogranicza nie kupuję.
        Pozdrawiam z oddalenia!
        • Gość: Pawel Re: Latem u sąsiada: Zamek pradziadka Rudolfa IP: 212.160.172.* 13.07.10, 07:42
          Oj, typowo polskie negatywno - zawistne podejscie...

          Moj stosunek do autora artykulu jest zupelnie obojetny choc
          przyznaje, ze w tekscie faktycznie razi mnie odrobinke
          watek "rodowodowy". Artykul traktuje jednak jako zaproszenie do
          zwiedzania Czech. Coraz bardziej rosnie moja chec by poszwedac sie
          nieco po przygranicznej okolicy i zobaczyc nieco ciekawych rzeczy.
          A chyba wlasnie takie powinno byc glowne przeslanie
          artykulu: "zapraszamy do Czech". To przeslanie bylo udane.

          Nawiasem mowiac sam chetnie sprawdze jak wyglada "Rynek pod
          skosem" :) I sprawi mi to mam nadzieje nieco przyjemnosci.

          Pozdrawiam
          • Gość: kalinka Re: Latem u sąsiada: Zamek pradziadka Rudolfa IP: *.wroclaw.mm.pl 13.07.10, 10:19
            > Artykul traktuje jednak jako zaproszenie do
            > zwiedzania Czech. Coraz bardziej rosnie moja chec by poszwedac sie
            > nieco po przygranicznej okolicy i zobaczyc nieco ciekawych rzeczy.
            > A chyba wlasnie takie powinno byc glowne przeslanie
            > artykulu: "zapraszamy do Czech". To przeslanie bylo udane.

            Przesłanie nie było udane. Wolałabym, żeby o atrakcjach Czech opowiadali ludzie, którzy się na tym znają, a nie przypadkowo napotkani laicy. Wtedy wiem, że trafię bezbłędnie do celu, a obiekty, które zwiedzam, rzeczywiście sa tego warte. Zgadzam sie też z poprzednikiem, że Redakcja powinna trochę bardziej popracować nad stroną językową tekstu.
            • Gość: Pawel Re: Latem u sąsiada: Zamek pradziadka Rudolfa IP: 212.160.172.* 13.07.10, 12:57
              Wybacz szczerosc prosze...
              Do mnie przeslanie dotarlo. Z Ciebie natomiast wychodzi jakas
              pretensja (nie wnikam w jej zasadnosc) pod adresem autora artykulu.
              Mnie ten czlowiek naprawde "lotto". Dowiedzialem sie jednak, ze
              gdzies w Czechach jest jakis zamek - reszte informacji juz sobie
              zdobede sam. Nie trzeba mi podawac lopatologicznie planu wycieczki
              czy rysu historycznego budowli z dokladnoscia do miesiecy. Mysle, ze
              jest calkiem spora grupa ludzi, dla ktorych wskazowka jest
              wystarczajaca by samodzielnie zglebic temat - i to z przyjemnoscia.

              Jak juz pisalem - watek "rodowodowy" wprowadzony przez autora
              artykulu jest wielce niskich lotow - bezdyskusyjnie. Wrecz bawi mnie
              takie usilne szukanie rodowodowych korzonkow. Nie czuje sie jednak
              ani odrobinki gorzej z powodu "niemania" takiego pradziadka ;)
              Pozdrawiam serdecznie
              • Gość: kalinka Re: Latem u sąsiada: Zamek pradziadka Rudolfa IP: *.wroclaw.mm.pl 13.07.10, 18:24
                > Dowiedzialem sie jednak, ze
                > gdzies w Czechach jest jakis zamek - reszte informacji juz sobie
                > zdobede sam.

                Strasznie dużo się dowiedziałeś, ja to wiedziałam bez tego artykułu.

                > Nie trzeba mi podawac lopatologicznie planu wycieczki
                > czy rysu historycznego budowli z dokladnoscia do miesiecy. Mysle, > ze
                > jest calkiem spora grupa ludzi, dla ktorych wskazowka jest
                > wystarczajaca by samodzielnie zglebic temat - i to z przyjemnoscia.

                A ja myślę, że nie nie jesteś w stanie zrozumieć pewnych rzeczy, bo tekst powinien być przede wszystkim rzetelny. Wiele osób z różnych wzgledów zasugeruje się nim i uwierzy w napisane tu rzeczy - kto weźmie odpowiedzialność za to, że pobłądzą albo zobaczą nie to, co napisano? Życzę sukcesów w "samodzielnym zgłębianiu tematu" i szczęścia, żebyś nie natknął się na drugie tak samo nierzetelne źródło informacji.
    • orsinger Latem u sąsiada: Zamek pradziadka Rudolfa 13.07.10, 10:10
      Autor chyba nie wie, o czym mówi: sensem istnienia obiektu muzealnego - nawet w Polsce :) - jest jego udostępnianie publiczności, a nie ogradzanie i niedostępność. Muzea to nie tylko otwarte ekspozycje, ale dostępne zbiory biblioteczne, a jeśli przedstawi się sensowny powód zainteresowania, to i udostępniane indywidualnie niektóre zbiory magazynowe.

      Czesi traktują zabytki jak najbardziej jako obiekty muzealne, a te w prywatnym rękach, jeżeli mają status dobra narodowego, znajdują się pod ścisłym nadzorem państwa.

      Gwoli ścisłości:
      - ogrody zamku w Nowym Mieście nad Metują (Novém Městě nad Metuji) NIE SĄ utrzymane w stylu włoskiego renesansu, ale stanowią połączenie zrekonstruowanej na początku XXI wieku części barokowej i ogrodu modernistycznego, zaprojektowanego przez słowackiego architekta Dušana Jurkoviča,

      - pradziadek Rudolf nie nazywał się Collorado von Mannsfeld, ale VON COLLOREDO-MANNSFELD (wstyd, panie Heliński!)

      - rodzina Colloredo-Mannsfeldów nie stara się PODOBNO o zwrot majątku, ale od lat próbuje bezskutecznie odzyskać w ramach restytucji utraconą po wojnie własność. Hrabianka Krystyna była przez pewien czas posiadaczką części opoczyńskiego zamku, ale z powodu rzekomego kolaborowania ostatniego "przedwojennego" Colloredo-Mannsfelda z faszystami sprawa wróciła do sądu i nadal pozostaje nierozstrzygnięta.

      - w okolicy Opoczna można, bez stukilometrowego skoku w stronę Czeskiego Raju, odwiedzić (prócz wspomnianego Nowego Miasta nad Metują i Ratibořic) inne zamki i obiekty zabytkowe, np. Hradek u Nechanic, Kuks, Doudleby nad Orlici, Rychnov nad Kněžnou, Vamberk, Častolovice, Broumov i wiele, wiele innych ("co najmniej kilkanaście" to dość ogólna jednostka miary).

      Na koniec uwaga kąśliwa: jest taki wierszyk Andrzeja Waligórskiego pt. "Almanach" ...
    • hellinsky Latem u sąsiada: Zamek pradziadka Rudolfa 13.07.10, 16:06

      Szanowni Państwo !
      Nazywam się Wojciech Heliński. Mam 37 lat . Od urodzenia mieszkam w
      Kudowie Zdroju ( powiat kłodzki, granica polsko-czeska).
      Nie pamiętam już kiedy zakochałem się Czechach. Pamiętam etapy ,
      które przynosiły kolejne powody do tego stanu.
      Wycieczki rowerowe z przyjaciółmi zacząłem jakieś 17 lat temu.
      Głownie po dobrze przygotowanych , przemyślanych i oznakowanych
      czeskich szlakach ( po polskiej stronie nie było) na których
      spotykaliśmy mnóstwo życzliwych , uśmiechniętych ludzi w różnym
      wieku , radośnie reagujących na fakt ,że jesteśmy Polakami.
      Współpracę z czeskimi KO-wcami ( jestem animatorem kultury od 17
      lat). Poznałem setki tzw. amatorskich zespołów muzycznych i
      teatralnych , których poziom większość polskich „gwiazd” osiągnie za
      70 lat.
      Wyjazdy na punk-rockowe przeglądy podczas których jest pełno piwa ,
      zero ochroniarzy a wspólnie bawi się publika w wieku 7 do 70.
      Dyskoteki na których bawią się wspólnie metale i fani techno.
      Połowę swojego dorosłego życia spędzam w Czechach, gdzie realizuję
      się muzycznie i teatralnie (zarobiłem już dzięki temu jakieś 400
      koron czeskich). Oczywiście, że nie każdy Polak musi znać zespoły
      Aroma Lososa, legendarną punkrockową grupę „Kurvvva Zdrój” czy off-
      ową grupę teatralną J.S.T.E „Dred” z Nachodu , założoną 10 lat temu
      przez Ondre Pumra, od 5 lat polsko-czeską. Nie każdy Polak musi
      wiedzieć że ten teatr „wygrywa” ( chociaż Czesi nie lubią tego
      określenia) średnio 4 festiwale rocznie w całych Czechach…oraz w
      Pradze.
      Ale tzw. średnio interesujący się teatrem Polak, tym
      bardziej „znajomy”, chyba zna Teatr Ko-Ku Mariana Półtoranosa z
      Kłodzka ( festiwal Zderzenie) .
      Jak każdy zakochany, przyznaję szczerze : jestem subiektywny,
      niesprawiedliwy w osądach i ocenach. Mam inną skalę ważności faktów
      i tendencje do koloryzowania. .Gdyż mam jedną maniakalną
      upierdliwość – notoryczną potrzebę aby Polacy lepiej poznali Czechy
      i Czechów.
      Życie na granicy uczy tolerancji i pokory w temacie przynależności
      narodowej i kulturowej.
      Czesi pomagają mi odpowiedzieć na ważne dla mnie pytanie – co znaczy
      być Polakiem.
      Jako artysta , jestem bardziej Czechem i mam „ego” wielkości Czech.
      Dlatego patrzę na pewne sprawy inaczej niż artyści , historycy,
      geografowie których ego jest wielkości Polski.
      I dobrze mi z tym.
      Nazw geograficznych i faktów historycznych nie precyzuję, nie
      pamiętam, bo…. i niech to będzie wersja dla internetowych
      wszystko wiedzących narzekaczy - większość podróży po Czechach z
      Czechami obfituje w zacne czeskie piwo i legalne w tym kraju używki.
      Patrzę na ten kraj bardziej oczami Hrabala niż polskich
      encyklopedii. Wybaczcie rodacy!
      Ba! Podobnie patrzę na Polskę , która dzięki temu wydaje mi się
      jeszcze piękniejsza.
      Dziękuję redaktorowi Tomaszowi Wysockiemu za zaufanie , jakim mnie
      obdarzył spisując moją opowieść- zaproszenie do Czech. Wiem, że nie
      było to łatwe – w końcu to była rozmowa z osobnikiem który
      jest „pijany uczuciem do Czech” . A rozmowa z osobą wskazującą na
      spożycie jest zawsze trudna. Miało być na jeden numer więc
      strzelałem jak karabin – oby więcej , przyznaję. Ostatecznie wywiad
      został podzielony, ze względu na swoją obszerność na 4 części.
      Pewnie po przeczytaniu zaledwie jednej z nich można odnieść
      wrażenie, iż np. „najważniejsze dla mnie jest że dziadek mój
      Zbigniew i „kniże pan” von Colloredo czy tam von Colargoll to psze
      Pana rodzina”.
      Ale polecam całość. Ufam, że Polacy korzystają z Internetu i nie
      traktują jej jako przewodnika turystycznego – nie o to chodziło..
      Chcieliśmy wskazać Państwu nazwy kilkunastu interesujących miejsc i
      fakt, iż Czechy są w pewnym sensie krajem „egzotycznym” w który
      warto się zanurzyć.
      Zapraszam serdecznie do rozmowy - po całości. A wszystkich , którzy
      są przekonani, iż potrafią lepiej zachęcić szczerze zapraszam do
      współpracy- naprawdę zależy mi na tym.
      Przyślijcie mi swoje wersje tekstu „Zapraszam do Czech”. Postaram
      się w imieniu Stowarzyszenia Fundus Glacensis (
      fundusglacensis@gmail.com), którego jestem szefem zdobyć środki i
      wydać to w formie książeczki na przykład pod takim właśnie tytułem,
      którą ( może się uda) bezpłatnie damy czytelnikom „GW”.
      Dziękuje za wszystkie głosy i komentarze- z pewnością się przydadzą.
      Zdravim
      ... bo do Czech to ja mam za darmo!!!
      Wojta Heliński


      • janusz.g-1 Re: Latem u sąsiada: Zamek pradziadka Rudolfa 13.07.10, 18:44
        Panie Heliński, nie wiem po co te przydługie (i - powiem szczerze - niepoważne) wyjaśnienia (dużo słów, mało treści), ale moje zdanie jest takie: pańskie subiektywne odczucia są pańską prywatną sprawą, a w tekście podstawową rzeczą jest rzetelność przy podawaniu danych. Rozumiem, że ma pan "artystyczną duszę", która każe panu patrzeć na świat nie "szkiełkiem i okiem", ale "duszą i sercem", ale nie usprawiedliwia to konfabulacji w tekście, który dla wielu czytelników będzie źródłem informacji (część z tych konfabulacji czytelnicy już tu wskazali). Jak widać, red. Wysocki pomylił się, obdarzając pana zaufaniem. Kto teraz będzie pisał sprostowania: pan czy on? A może - jak znam życie i "Gazetę Wyborczą", po prostu macie gdzieś, czy to, co piszecie, jest zgodne z prawdą, czy nie? Liczy się przecież tylko nakład i czy ciemny lud kupi te podkoloryzowane bajdurzenia, czyż nie?

        Od siebie dodam, że też jestem zapalonym turystą i miłośnikiem Czech, a ponadto przewodnikiem sudeckim, ale nigdy bym nie napisał takiego tekstu, bo - w przeciwieństwie do pana i red. Wysockiego - wiem, co to znaczy odpowiedzialność za słowo.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka