Komentarze do artykułu

Jestem baronem. Nie chcę dłużej żyć w średniowieczu

Mam 38 lat. Jestem baronem. Od ponad dwóch lat jestem senatorem Uniwersytetu Wrocławskiego. Od sześciu lat jestem zastępcą dyrektora Instytutu Politologii. Moim księciem jest profesor Ryszard Herbut, dyrektor tego Instytutu. Moim królem był profesor Andrzej Czajowski, teraz jest nim profesor Jerzy Juchnowski. Dziekani Wydziału Nauk Społecznych. Moim cesarzem był profesor Leszek Pacholski. Teraz jest nim profesor Marek Bojarski. Rektorzy Uniwersytetu Wrocławskiego

Jestem baronem. Niech chcę dłużej żyć w średnio... Dodaj do ulubionych

  • drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
  • drzewko odwrotne
  • Nareszcie jakiś stanowczy głos w tej debacie.
    5 lat studiowania na WNS mnie osobiście obrzydziło całą polską naukę.
    Np. Dlaczego tak jest, że z Uniwerku nie da się wylecieć? Nieudolni profesorowie przepuszczają nieudolnych studentów, bo są dla siebie wszyscy wzajemnym gwarantem utrzymania stanu rzeczy i etatów.
    Żeby Ci, pożal się boże 'naukowcy',wiedzieli jak studenci z nich drwią.
    Kto zostaje doktorem politologii? Ktoś kto nie dostał pracy nawet McDonald's...

    Co raz częściej łapię się na tym, że wstydzę się przyznać, że skończyłem UWr - politologię, bo się ze mnie zwyczajnie ludzie śmieją.
    Śmieją się u mnie w pracy, moi przełożeni po politechnice, śmieją się znajomi po lepszych uczelniach...
    Dobrze by było, żeby ktoś w końcu wziął się za odbudowę tej uczelni i jej wizerunku, bo gorzej być nie może...
    • Gratuluję postawy i odwagi!
      Znając tzw środowiska naukowe wrocławskich uczelni wszelkie zmiany są bardzo trudne do przeprowadzenia. Sytuacje podobne są i na Akademii Medycznej, i na Politechnice, I ASP.
      Wszędzie profesorowie są udzielnymi władcami. Tworzą wzajemne koterie, zwalczają się itd.
      Życzę Panu cierpliwości, odwagi no i oczywiście powodzenia!

      • Gość: Schlesier IP: *.ssp.dialog.net.pl 28.01.11, 20:23
        Gratuluję odwagi Panie Doktorze. To naprawdę wielka sztuka widzieć od wewnątrz to, co z zewnątrz widzą wszyscy. Myślę o siedzących po drugiej strony katedry. Absolwent PN2 AD 2010.
        • Gość: dala.tata IP: *.opera-mini.net 28.01.11, 23:36
          Szanowni Państwo!

          Co doktor niehabilitowany (nawet jeśli jest senatorem) może wiedzieć o uczelni, jej wewnętrznym funkcjonowaniu i reformach nauki? Odpowiedź jest krótka i stanowcza. NIC! Jako profesor zwyczajny, doktor habilitowany, autor kilku książek opublikowanych w renomowanych wydawnictwach, dziesiątków artykułów naukowych z lingwistyki stosowanej, a także kilku tysięcy postów na forum Doktorat - nauka - uczelnia, poruszających problemy nauki i polskiego szkolnictwa wyższego, zmuszony jestem sprostować absurdalne i wyssane z palca tezy doktora niehabilitowanego.

          Sytuacja polskiej nauki jest dziś, to jest pod koniec roku 2010, jedną z najlepszych na świecie i zdecydowanie jest ona najlepsza w całej ponad tysiącletniej historii Rzeczypospolitej, a to na skutek mądrej polityki prowadzonej przez rządy RP począwszy od roku 1989, czyli od momentu, gdy premierem został profesor Tadeusz Mazowiecki, a tym samym zakończyły się w Polsce rządy tzw. ciemniaków, jak to je trafnie określił nieodżałowany Kisiel.

          Lata 1989-2010 to okres nieprzerwanego ciągu sukcesów polskiej nauki, w którym to okresie, dzięki światłemu poparciu polskich władz i Kościoła, polscy uczeni odkryli m.in. szereg nowych planet, zbudowali szereg nowoczesnych aparatów - np. tzw. błękitny laser, a przede wszystkim odnieśli olbrzymie sukcesy w badaniach nad historią Polski czy też nad naszym ojczystym językiem. Osobny hołd należy zaś złożyć naszym iście genialnym ekonomistom, z profesorem Leszkiem Balcerowiczem na czele, którzy w sposób wręcz cudowny zapełnili towarami półki polskich sklepów, kończąc tym samym wieloletni okres tzw. gospodarki niedoborów.

          Owe sukcesy były możliwie tylko dzięki mądrej polityce premierów RP, a szczególnie profesorów-premierów takich jak profesorowie Mazowiecki, Bielecki czy Buzek. Owa światła polityka polegała głównie na:

          1. Nieingerencji władz państwowych w wewnętrzne sprawy wyższych uczelni, jako iż tylko rektor wybrany przez profesorów wie, jak najlepiej zarządzać wyższą uczelnią i jak dbać o interesy swych profesorów, a jak wiadomo, uczelnia wyższa to głównie profesorowie – bez nich nie może ona po prostu istnieć.

          2. Popieraniu prorodzinnej polityki selekcji młodych kadr naukowych i awansowania pracowników naukowych. Jak bowiem wiadomo, tylko potomstwo naukowców, wychowane w atmosferze naukowej od wczesnej młodości, ma szansę zostać naukowcem i efektywnie współpracować z podobnymi sobie osobami. Próby wprowadzenia do środowiska naukowego osób z plebsu muszą się zawsze źle kończyć, gdyż plebs z definicji ma niższą inteligencję i bardzo złe maniery.

          3. Duże znaczenie ma tu też stabilizacja kariery naukowej, czyli popieranie modelu ‘od studenta do rektora na tej samej uczelni’. W przeciwnym wypadku mielibyśmy jak na tzw. zachodzie: ciągłą niepewność co do jutra oraz ciągłe zmiany pracy, które uniemożliwiają optymalny rozwój naukowca oraz zbudowanie trwałego, dobrze ze sobą współpracującego zespołu naukowców.

          4. Istnieniu habilitacji. Bez habilitacji nie jest bowiem możliwa racjonalna selekcja pracowników naukowych na pracowników niesamodzielnych, to jest nieposiadających habilitacji i na pracowników samodzielnych, czyli habilitowanych. Habilitacja jest jak nobilitacja, jest sitem, które ostatecznie odsiewa plewy, np. osobników z nizin społecznych, którzy tak czy inaczej wciąż próbują się wślizgnąć w szeregi polskiej profesury.

          5. Istnieniu państwowej („belwederskiej”) profesury. Tak jak habilitacja jest przyjęciem w ekskluzywne grono szlachty akademickiej, tak mianowanie na profesora przez Prezydenta RP jest przyjęciem w jeszcze bardziej ekskluzywne grono akademickiej arystokracji. Bez tej państwowej profesury nie mielibyśmy elity polskiej nauki, tego crème de la crème polskiej nauki. Bowiem tylko osoba mianowana przez najwyższą władzę państwową może decydować o przyszłości polskiej nauki. Otrzymanie dyplomu profesora to dla polskiego uczonego jest prawdziwy i jakże wymierny cel z życiu. Jakże puste i niepełne musi być życie naukowca w krajach, w których nie ma ani habilitacji, ani też państwowej profesury. Tam byle chłystek z doktoratem może zostać profesorem i promować nowych doktorów. Nic więc dziwnego, ze w krajach takich jak np. Stany Zjednoczone, Zjednoczone Królestwo, Kanada czy Australia poziom takich dyscyplin jak np. historia Europy Centralnej (a szczególnie Polski), filologia słowiańska ( a szczególnie polska) czy tez lingwistyka słowiańska jest wręcz przerażająco niski.

          6. I wreszcie na obowiązku nostryfikacji zagranicznych dyplomów akademickich, szczególnie zaś doktoratów. Bez owej nostryfikacji istniałoby bowiem całkiem realne zagrożenie, że do polskiej nauki dostały by się osoby z niezweryfikowanymi w Polsce kwalifikacjami, obniżając tym samym jej, tak obecnie wysoki, poziom.

          Podsumowując: jeszcze nigdy w historii Polski nie mieliśmy aż tylu studentów. To jest nasz olbrzymi sukces, gdyż np. w roku 1938 mieliśmy w Polsce (przy zbliżonej ludności) mniej niż 50 tysięcy studentów, a dziś mamy ich prawie 2 miliony ( w roku akademickim 2008/2009 mieliśmy dokładnie 1.927.762 studentów i 32.494 doktorantów). W latach 1936-1937 nadano zaledwie 26 tytułów doktora (w tym tylko 2 czyli niecałe 8% - kobietom), a w samym tylko roku 2008 nadano doktoraty aż 5427 osobom, w tym aż 2719 (nieco ponad 50%) – kobietom, zaś 941 osób otrzymało w tymże roku habilitacje a 369 tytuły profesorskie.

          Tak więc nauka polska i polskie wyższe uczelnie wręcz dziś kwitną, i jedyne czego potrzebują to więcej pieniędzy i mniej ingerencji ze strony państwa. Nasz rząd powinien bowiem jeszcze bardziej zaufać polskiej profesurze, pod wieloma względami najlepszej na świecie, i zmniejszyć jeszcze bardziej swą ingerencję w sprawy nauki. Polscy profesorowie dowiedli, iż potrafią optymalnie sterować nauką i uczelniami wyższymi, więc zostawmy ową naukę oraz owe uczelnie pod ich światłym kierownictwem. Dajmy im tylko więcej pieniędzy, aby mogli szerzej rozłożyć swe skrzydła i poszybować jeszcze wyżej!

          Na początek proponuję więc następujące podwyżki uposażeń:

          1. Profesor zwyczajny 100%.

          2. Profesor uczelniany i docent z habilitacja 75% (bez habilitacji jak adiunkt z habilitacją).

          3. Adiunkt z habilitacją 50%.

          4. Adiunkt bez habilitacji i starszy wykładowca 25%.

          5. Asystent z doktoratem i wykładowca 10%.

          6. Pozostali pracownicy, w tym asystenci bez doktoratu 5%.


          Pozostaje mi tylko mieć nadzieję, iż głos mój zostanie wysłuchany.

          ***
          Więcej informacji znajdziecie Państwo na moim blogu: dalatata.blox.pl/html , na który serdecznie zapraszam wszystkich uczestników dyskusji. Tutaj dowiecie się m.in., jak się uprawia naukę w Wielkiej Brytanii, do której wyemigrowałem przed laty, co wciąż uważam za najtrafniejszą decyzję mojego życia.


          Prof. zw. dr hab. dala.tata czyli dalatata01@gmail.com


          --
          Doktorat - nauka - uczelnia
          Forum dla doktorantów, doktorów, a nawet dla profesorow!
          • Gość: dr hab. IP: 80.54.47.* 29.01.11, 04:02
            To wspaniale, że Pan tak to widzi. Ja proponuję polskie osiągnięcia porównać z niemieckimi lub brytyjskimi. Ichniejsze podzielny nawet przez 2, a nawet 3 dla zachowania proporcji. Wynik?
            Nie mamy się z czym porównywać. By to wiedzieć trzeba trochę wyściubić nosa z tego polskiego grajdołka i popracować na zagranicznych uczelniach.

            Skoro jest tak Pana zdaniem wspaniale, to dlaczego jest tak źle?
          • Gość: magdacan IP: *.ed.shawcable.net 29.01.11, 04:27
            osoby z plebsu, z nizin spolecznych?????!!! Az mi sie wierzyc nie chce, ze takie cos napisal profesor zwyczajny o podobno wysokiej inteligencji. A gdzie maniery??? Pan chyba studiowal w czasach komuny, kiedy przyjmowano na uczelnie w wiekszosci ludzi z "plebsu" o niskiejj inteligencji i manierach. Nie chcialabym zeby pan uczyl moje dziecko
            .
            I zabraklo odwagi, zeby sie podpisac imieniem i nazwiskiem? Pan temu jak to pan nazwal "doktorowi niehabilitowanemu" do piet nie dorasta!!

            No chyba, ze to troll bo az wierzyc mi sie nie chce zeby takie cos mogl napisac czlowiek z wyksztalceniem srednim a tym bardziej z tytulem profesora.
            • Gość: gość IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.01.11, 04:55
              - naprawdę nie dostrzegacie ironii ???
              • Gość: sum Zagłoba IP: 88.220.70.* 29.01.11, 08:40
                Czyżby tych trzech komentujących na serio było właśnie produktami tego "sukcesu" polskiej edukacji;)
                Jakie trzeba mieć wykształcenie żeby pojąć ironię: PRLowskie średnie albo dzisiejszy doktorat?
                • Gość: Ja IP: *.aster.pl 29.01.11, 09:21
                  • Gość: dala.tata IP: *.opera-mini.net 29.01.11, 15:52
                    jeszcze raz prosze nie wypaczac sensu tego moich slow, to sa moje autentyczne propozycje reform w polskiej nauce. poparte wieloletnim doswiadczeniem naukowym tak na polskich, jak i zagranicznych uczleniach. im szybciej zostana wdrozone, tym lepiej dla polskiej nauki.

                    --
                    Doktorat - nauka - uczelnia
                    Forum dla doktorantów, doktorów, a nawet dla profesorow!
                  • Gość: Przerażony IP: *.internetia.net.pl 29.01.11, 19:41
                    Porażające dopiero są fakty. Polskiemu podatnikowi w głowie się nie mieści, że Wydział Nauk Społecznych zatrudniał profesora z Niemiec, który przez dwa (2) lata nie musiał przychodzić do pracy, bo nie miał studentów! Nie miał studentów, bo nikt nie znał specjalistycznego niemieckiego. Nie wykładał, a brał pieniądze. Fingował listę słuchaczy, ktoś tę listę zatwierdzał, ktoś inny wypłacał pieniądze, nagrody, podwyżki itd. Jego zatrudnienie trzeba było przegłosować i wielce utytułowani przegłosowywali, mimo że wiedzieli, że jest to sprawa podpadająca pod kk. I nikt się nie bał!
                  • "Jeden student raz przyszedł do mnie negocjować przedłużenie warunku. I swoją strategię oparł na założeniu: ludzie postrzegają Pana jako sku...syna. Jak da mi Pan przedłużenie, to będę wszystkim rozpowiadał, że wcale Pan nie jest sku...synem, tylko fajny z Pana gość. I ta strategia, oparta na różnicy między reputacją faktyczą, a porządaną byłaby genialna, gdyby nie błąd w rozpoznaniu moich intencji. Bo ja wcale nie chciałem, żeby mnie postrzegano jako wyluzowanego, fajnego faceta. Ja chciałem być sku...synem"
                    --
                    "Power is the ultimate aphrodisiac" - prezes JK za Henry Kissingerem.

                    Don't worry about the world coming to an end today. It's already tomorrow in Australia.
                    koham.mihnika© - alter ego koham.mihnika
                    • sie pan postara o prace na Zachodzie. W Polsce myslacy nie sa towarem poszukiwanym.
                      Pan jest zagrozeniem dla facetow z inna iloscia palek w koronie.
                      --
                      "Power is the ultimate aphrodisiac" - prezes JK za Henry Kissingerem.

                      Don't worry about the world coming to an end today. It's already tomorrow in Australia.
                      koham.mihnika© - alter ego koham.mihnika
              • a ja jestem hrabim, głupalem, chamem z Politechniki
              • Gość: dala.tata IP: *.opera-mini.net 29.01.11, 15:51
                prosze nie wypaczac sensu tego moich slow, to sa moje autentyczne propozycje reform w polskiej nauce. poparte wieloletnim doswiadczeniem naukowym tak na polskich, jak i zagranicznych uczleniach.

                --
                Doktorat - nauka - uczelnia
                Forum dla doktorantów, doktorów, a nawet dla profesorow!
            • Gość: Paweł IP: *.finemedia.pl 29.01.11, 12:11
              Przeczytaj post nad Tobą do końca i bez emocji i zrozum swój błąd...
          • Gość: darek IP: *.hstntx.fios.verizon.net 29.01.11, 05:42
            Do dala.tata: najlepszy komentarz o naszej nauce jaki widzalem! Szczegolnie polityka prorodzinna :)
          • Gość: antropolok IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.01.11, 06:09
            panie dala.tata, niech pan nie liczy, że ktoś tu zrozumie pańską ironię. "Personel" uniwersytetów przyjmie to na poważnie a prosty lud weźmie pana za idiotę.
          • Gość: Edynburg2010 IP: *.187.244.22.ip.abpl.pl 29.01.11, 07:44
            Witam Pana,
            Artykuł złośliwy jak nowotwór...ale mało kto dostrzeże istotę rzeczy którą chciał Pan przekazać.Nad tym polskim uczelnianym grajdołkiem wisi jakieś przekleństwo. Jestem świeżo "rehabilitowanym" doktorkiem. W końcu to zrobiłem bo by mnie wyp...li z uczelni.Sorry za brzydkie słowo...jak się już jest habem to powinno się reprezentować jakiś poziom kultury przecież.Co z tego że miałem publikacje z tzw. listy filadelfijskiej czy jakieś głupowate cytowania niezależne (znaczy niekolesiowskie). Co z tego że miałem publikacji razem więcej niż miała połowa profesorów z rady wydziału....nie masz haba ...jesteś śmieciem. Byłem już na pierwszej radzie wydziału....ciekawe doświadczenie (a mówili mi że tym razem było bardzo spokojnie). Na początku powinno być trzęsienie ziemi...jak mawiał mistrz kryminału Alfred H. Będzie się działo....Tu się raczej nic nie zmieni...Teraz będę częściej indagowany o córkę pani sekretarki...bo wiecie panie kolego...pani Kasia tyle robi dobrego dla uczelni...I obawiam się że mogę w niektórych przypadkach nie mieć wyjścia.Manus manum lavat. Zbiera się na wymioty...Z drugiej strony nie gloryfikujmy uczelni w Anglii, USA itd. Siedziałem trochę w Szkocji i Austrii na uczelniach. Dużo lepiej się pracowało...ale też mają swoje za skórą. Też są kolesie i cały ten bagaż smrodu.
            Dr rehab. Edynburg
            • Gość: Sceptyk IP: *.internetunion.pl 29.01.11, 12:52
              Rady wydziału to gniazda kolesiostwa. Nie liczy się kompetencja, powołują na recenzentów ludzi dyspozycyjnych: członek samodzielnie myślący nigdy nie zostanie recenzentem, głosowania nad doktoratem czy habilitacją urąga logice. Głosują w temacie, na którym wcale nie znają się , np językoznwaca głosuje w kwestii, która należy do archeologii itp. Mało tego są tacy ,że nawet nie wiedzą czego dotyczy głosowanie, albo oddają głosy przed albo po posiedzeniu rady. I tak się toczy wesoły autobus.
          • Gość: goscgosc IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.01.11, 08:51
            Tych studentów pseudouczelni i na pseudonaukach to mamy w przeliczeniu na określoną populację najwięcej w świecie! I to jest nasza tragedia!!! A więc DURNIU NAUKOWY: TYM NAUKOWCOM NA PEDAGOGICE ZARZĄDZANIA, FIZYCE MUZYCZNEJ, FILOZOFII MEDYCZNEJ, PEDAGOGICE RZĘŻĄCEJ, SPRAWIEDLIWOŚCI RŻNĄCEJ, BALCEROWICZOWSKIEJ GOSPODARNOŚCI, J.K.BIELECKIEJ BABKOWOŚCI, SARYUSZO WOLSKIEJ EUROPEISTYCE,..., TO PO 1000% PODWYŻKI!!! tO ICH RAJ W BŁAZEŃSKIM DEMOKRATYŹMIE I FRAJERSKIM NARODZIE!!! A najprościej durniu zejdź z garbu narodu i pokaż ile jesteś wart! I na co cię stać! Taki mordoklap za jakiekolwiek pieniądze na pewno nie przejdzie!!!
          • Świetne, obawiam się jednak, że większość weźmie to na poważnie, haha.
          • Gość: Kuba IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.01.11, 10:52
            Szkoda tylko, że zapomniał Pan wymienić, w tym gronie "zasłużonych" profesora L.Kaczyńskiego i doktora J.Kaczyńskiego. Tak dla pełniejszego obrazu.
          • Autor musiał się napracować, żeby go stworzyć. Gratuluję poczucia humoru!
          • Gość: absolwent IP: *.internetia.net.pl 29.01.11, 12:50
            Ech, Panie dala.tralalala, co Pan tam za zioło jara w tej Anglii...Sam bym pokosztował...
          • Gość: Amber IP: *.kalisz.mm.pl 29.01.11, 15:54
            Gratuluję oglądania świata przez różowe okulary.
            Oczywiście - zgadzam się ze stwierdzeniem, iż należy być dumnym z ilości studiujących osób. Ale jest to równocześnie pułapka. Nadprodukcja magistrów skutkuje lawinowym wzrostem ilości wykształconych bezrobotnych. A i jakość tego wykształcenia pozostawia wiele do życzenia. Ktoś już to przede mną zauważył. Może więc warto ograniczyć rozbuchaną "machinerię"? Gdyby pazerność publicznych (oraz niepublicznych - jednak to temat na osobną debatę...) uczelni, łasych na państwowe pieniądze, należące się jak przysłowiowemu psu buda, nie była tak ogromna, jakość wykształcenia akademickiego znacznie by się poprawiła. Dziś nie jest już niczym szczególnym posiadanie statusu osoby o wykształceniu wyższym, wręcz przeciwnie - pojęcie to totalnie się zdeprecjonowało. Może warto zatem zastanowić się nad powiedzeniem "liczy się ilość a nie jakość"? Wszystkim nam wyszło by to na zdrowie...
          • Gość: Schlesier IP: *.ssp.dialog.net.pl 29.01.11, 19:11
            Co wyemigrowany prof. zwycz. dala tata może wiedzieć o polskim szkolnictwie wyższym? NIC! Dlatego lepiej, aby o sprawach, o których nie ma bladego pojęcia się nie wypowiadał. Absolwent PN2 AD 2010.
          • Gość: niehab IP: *.icpnet.pl 29.01.11, 19:12
            Kiedy pan Mazowiecki ukończył studia wyższe????? Bo chyba bez tego w dzisiejszych czasach profesorem nie można być już nawet w liceum..
          • Gość: Nino IP: *.internetia.net.pl 29.01.11, 19:27
            Mazowiecki nie skończył studiów, a był świetny! Widać, że jesteś wioskowy, bo strasznie cię tytuły kręcą.
          • Gość: srata tata IP: *.azylnet.com 29.01.11, 20:03
            Podpisz się pan pod postem. Panie mądry
          • Penie Profesorze dr hab. dala.tata,
            Poglądy bardzo trafne, z tym tylko, że w Pańskich propozycjach zabrakło jeszcze kilku szczególów. A mianowicie:
            1. Proponuję wprowadzić w polskiej nauce dodatkowe tytuły. Oprócz profesora belwederskiego powinien być jeszcze profesor wawelski i podwawelski z dodatkowymi honorowymi tytułami: zwyczajny, podsuszany, suchy i jałowcowy.
            2. Tytuły naukowe począwszy od dr. hab. powinny być dziedziczne i przechodzić w linii męskiej z ojca na syna (tzw. delfina habilitowanego), a w żeńskiej - z matki na córkę.
            3. Procedura starania się o habilitację powinna skorzystać z doświadczeń procedury beatyfikacyjnej (1 cud zaliczony). A procedura uzyskiwania tytułu profesorskiego - z procedury kanonizacyjnej (co najmniej 2 cuda). Rady Wydziałów muszą dostać odpowiednie uprawnienia do kwalifikowania tych cudów.
            To narazie tyle. Myślę, że warto nadal pracować nad wykreowaniem nowych pomysłów wzbogacających naszą naukę i uzupełnić przygotowywaną przez Panią min. Kudrycką ustawę o te wszystkie postulaty.
          • Gość: propaganda;) IP: *.165-67-87.adsl-dyn.isp.belgacom.be 30.01.11, 12:29
            Podziwiam wyjątkową zawziętość w sianiu "optymistycznej propagandy" Panie profesorze, doktorze habilitowany.
            Pracuję naukowo na zagranicznej uczelni i jestem w stanie porównac jakosc nauki, badan, aparatury pomiarowej z Polski i z Zachodu (o mentalności pracowników juz nie wspomne). Polsce jestesmy mniej wiecej w okolicach SREDNIOWIECZA!. Potwietrdzam wiec opinię autora artykułu . I nikt nie wcisnie mi kitu o wspaniałosci polskiej nauki. Wg najnowszych raportów Polska nauka nie istnieje.
            Kadry sa skostniałe, oporne na jakiekolwiek zmiany (wyjątki oczywiscie są ale SPORADYCZNE-znam osobiscie osoby na Uniwersytecie Wr. napietnowane przez swoje nowatorskie podejscie). Wszyscy siedza sobie na swoich cieplusich grzędach, nikt nie rozlicza nikogoz tzw DOKONAŃ naukowych. Tworza sie swego rodzału koła wzajemnej adoracji, publikacje pojawiają się w miejscowych "gazetkach" o których NIKT nie słyszał, zamiast znanych na swiecie pism o wysokich IF. Za to nagrody i zaszczyty na rodzimych uniwesytach sa rozdawane bardzo hojne. Apeluję wiec zamiast życ sobie w swoim szczelnie zamkniętym świecie ułudy ZABIERZCIE SIE DO ROBOTY.
            I moje gratulacje dla Pana Doktora z UWR który mimo wszystko zabrał głos w sprawie za przeproszeniem "miejscowej zgnilizny", wyłamał się i napisał ten artykuł. Domyslam sie ze bardzo szybko stanie się ofiarą ostrych represji ze strony władz Uniwersytetu. Ja wiem ze nigdy nie wróce, ale bede trzymać kciuki za tych którzy maja siły z tym walczyć. Oby wiecej takich jak on, moze po 100 latach walk coś się ruszy i Polska nauka zostanie zauważona.

            ps Z całym szacunkiem Habilitacja nie poszerza az tak pola widzenia;) ale pogarda z jaką pisze Pan o tych biednych "NIEhabilitowanych" to czysta esencja tego co dzieje sie w Polskiej nauce;) ..""No cóż oni mogą wiedzieć?",powinni siedzieć cicho prawda? To naprawdę zabawne. A przy okazji - poza Polska w wiekszości krajów habilitacja nie jest honorowana;), nie istnieje i nie widze u naukowców jakichkolwiek ułomniści z tego powodu.

            Z Pozdrowieniami
            Emigrantka
            • Gość: Emigrantka IP: *.165-67-87.adsl-dyn.isp.belgacom.be 30.01.11, 13:01
              Włsnie przeczytałam info na dole Pana emigracji
              smutna i straszna ironia....ale dobre podejście!
              • Gość: dala.tata IP: *.opera-mini.net 30.01.11, 14:10
                szanowna pani, nie jest to z mojej strony zadna ironia, jeszcze raz powtarzam. habilitacja jest niezbednym kryterium odsiewania ziarn od plew w nauce i ciesze sie, ze pracuje tam, gdzie jest ona doceniana. z tego wlasnie powodu habilitacja powinna zostac utzymana w cywilizowanym akademickim swiecie i do konca mojego zycia bede o to walczyl, dla dobra nauki i calego srodowiska akademickiego.

                --
                Sometimes, I think the surest sign that there is intelligent life out there in the universe is that none of it has a habilitation. Bill Watterson.
                • Gość: dala.tata IP: *.dsl.telepac.pt 30.01.11, 14:14
                  Ja takze uwazam, nie jest to z mojej habilitowanej strony zadna ironia i jeszcze raz powtarzam, ze habilitacja jest niezbednym kryterium odsiewania ziarn od plew w nauce i ciesze sie, ze pracuje tam, gdzie jest ona doceniana. I z tego wlasnie powodu, habilitacja powinna zostac utzymana w cywilizowanym akademickim swiecie i do konca mojego zycia bede o to walczyl, dla dobra nauki i calego srodowiska akademickiego.
                  prof. (nad)zw. dr(re)hab. (mult.) Dala Tata
            • Szanowna Emigrantko, i czegóż to gratulujesz Baronowi, przecież to między innymi Baron odpowiada za to, co nazywasz sredniowieczem.
              • Gość: Matylda IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.01.11, 15:46
                A ty nie odpowiadasz? Przyznaj się, ile razy stawiałaś studentom same piątki i czwórki, bo tak kazali zwierzchnicy? Ile razy przepychałaś miernoty, bo płacili za studia? Ile skorzystałaś dzięki układom i protekcjom i ile sama dawałaś "po znajomości"? Ile razy biernie przyglądałaś się patologiom na swojej uczelni? Mam dalej wymieniać? Kto pracuje na polskiej uczelni i jest bez winy, niech pierwszy rzuci kamień. Barona było przynajmniej stać na to, żeby skrytykować to bagno, w które każdy musi wdepnąć, pracując na uczelni. Ty nie dość, że nawet nie masz tyle odwagi cywilnej, co on, to jeszcze niszczysz jego wysiłek, który jest ważnym krokiem w kierunku zmian w tym bagnie.
                • Droga Matyldo, ja w przeciwieństwie do skądinąd sympatycznego Kolegi Dybczyńskiego odebrałam cięgi za prawdziwy sprzeciw wobec patologii i prawdziwe działania. A mówców ci u nas dostatek. Życzę powodzenia z filozofią łykania wszystkiego, co usłyszysz od osób podziwianych. Tak na marginesie: skoro wszsycy winni, to nie ma winnego, a bohaterem ten, kto krzyczy: my wszyscy winni.
          • szanowny panie!
            i z czego tu się cieszyć, że mamy największa ilość studentów od czasów wojny :O
            należy się wstydzić za poziom, który ci studenci prezentują po skończeniu studiów!!! i za ten NISKI poziom odpowiedzialni są właśnie tacy wykładowcy jak pan - "szanowny" :D
            bo nie ilość, a jakość się liczy!!! ale wy, ludzie oderwani od otaczającej ich rzeczywistości, skąd to macie wiedzieć...
            już teraz na uczelniach wyższych pracują albo stare dziadki, albo nieudane egzemplarze młodzików nie potrafiących odnaleźć się na rynku pracy. nie ma jak praca w PRZECHOWALNI miernych talentów...
            tylko po co marnować czas i studiować te 5 lat???!!! niestety ten papier wciąż dobrze wygląda na CV - i nic poza dobrym wyglądem do tego CV nie wnosi :D :D :D

            należałoby zredukować ilość ośrodków akademickich, wyciąć starą, w większości bezużyteczną, kadrę i skupić swe siły na utrzymaniu tych kilku dobrych uczelni gwarantujących wysoki poziom nauczania, i to wyłącznie dla zdolnych i wymagających studentów.

            reszta młodzieży, niech poprzestanie na zaliczeniu matury i nauce języków obcych, ewentualnie zdobyciu (sic!) licencjata (cokolwiek to wnosi), żeby nie ośmieszać się i swojej rodziny swoimi (rodzinnymi) żałosnymi ambicjami nie popartymi w żaden sposób wiedzą i zdolnościami. a następnie do roboty!!!

            bo nic tak nie kształci i uczy życia, jak ciężka praca :D

            pozdrawiam!

            PS.
            wyrzucić staruchy na zasłużone emerytury, to od razu lżej się zrobi na uczelniach...
            a może obnaży to niziutki poziom uczelni i "wyciągane" za uszy tytuły naukowe?

            OGŁOSZENIE: profesora do pracy na uniwerku przyjmę - od zaraz!!! inaczej uczelnia straci status uczelni wyższej :D :D :D
          • Gość: Lizotryina IP: *.internetdsl.tpnet.pl 31.01.11, 07:51
            Żałośniutkie jaśnie panie dalatato, a najgorsze że przekora nieuzasadniona i nie dla wszystkich zrozumiała.
      • Gość: absolwent IP: *.147.129.165.nat.umts.dynamic.eranet.pl 28.01.11, 21:47
        Brawo , Gratuluje cywilnej odwagi! To samo jest na AWF Wrocławskiej, wszyscy profesorowie w układach i czerpia korzyści dla swoich interesów nie tylko partylularnych! Dzisiaj w świecie wstyd jest sie przyznac , że ukończyło się w Polsce studia - żadnej uczelni w pierwszej 300-ce listy rankingowej na świecie !!!!
    • tak jest wszędzie w administracji publicznej - wszystkie urzędy, szkoły, uniwersytety. spychologia, brak odpowiedzialności i poczucie rządzenia światem. trzeba by wszystkich na raz wymienić, żeby cokolwiek się zmieniło. a przynajmniej tych "grzejących stołki"
    • Gość: inzynier IP: *.dynamic.chello.pl 28.01.11, 20:25
      Gratulacje, no i - brawo, Brawo, BRAWO!
      Teraz czas na PWr.
      ps
      a obserwowanie wspinających się w reakcji na ten tekst na szczyt zakłamania, serwilizmu i żenady Panów Profesorów, będzie widowiskiem godnym sprzedawania biletów.
    • Gość: na główną! IP: *.dip.t-dialin.net 28.01.11, 20:31
      Na główną stronę GW z tym tekstem!!!!!!!!!
    • Gość: dyrdum_fiksum IP: *.internetia.net.pl 28.01.11, 20:32
      Jestem pod wrażeniem !
      Brawa za odwagę nazwania spraw po "imieniu".
      Opisany problem jest szerszy i dotyczy nie tylko UW ale każdej innej instytucji utrzymywanej z pieniędzy podatników :-( kolesiostwo, marazm, brak zmian, polityka obsadzania stanowisk i 1000 metrów mułu :-( nie wiem co mogłoby spowodować chęć zmian bo ponoć hołotą łatwiej się rządzi
    • Gość: dr IP: *.dynamic.chello.pl 28.01.11, 20:40
      Ojjj... Gorzej, niż Marcinkowski, który przez 2 kadencje przeliczał aniołki z Auli Leopoldiny na doktorantów i wyliczał, ile metrów kwadratowych przypadnie na jedną książkę w nowej bibliotece UWr. Tyle, że to nic nie da - dyskusja zejdzie na tory "czy powinno się kalać własne gniazdo?", autora z barona zdegradują do roli błazna (jak Marcinkowskiego), a meritum sprawy dalej będzie leżało odłogiem...
    • Podziwiam odwagę. Doceniam warsztat tekstu. Przyznaję racje niemalże w 100%. Może w końcu normalni ludzie i prawdziwi specjaliści w swoich dziedzinach zaczną tworzyć i stanowić rzeczywistość. Cała Polska śmierdzi trupem. Ciekawe, że woń ta narosła za czasów rządu partii, która była nadzieją na dobre zmiany. A Uniwersytet trzeba oczyścić jak stajnie Augiasza. W końcu nurty Odry pod bokiem.
    • jako były parobek Pana Barona (absolwent politologii) chcę powiedzieć, że właśnie tak Pan traktował studentów, jakby był Pan panem i władcą, a oni nędznymi robalami. I nie chodzi mi o sprawy naukowe, nie miałam wątpliwego szczęścia mieć z tym Panem zajęć, lecz o bycie chamskim i pokazywanie swojej wyższości w każdy możliwy sposób.
      • Gość: była studentka IP: *.dynamic.gprs.plus.pl 28.01.11, 21:46
        A ja miałam tą wątpliwą przyjemność mieć egzamin z dr Dybczyńskim i m.in. to spowodowało,że magisterkę postanowiłam zrobić gdzie indziej. Przyznaję,że tekst tu zamieszczony jest tu prawdziwy i dotyczy nie tylko UWr,ale panie doktorze jak ktoś chce wprowadzać zmiany, to niech najpierw zacznie od siebie. Studenci to jednak też ludzie, więc prosiłabym o mniej chamstwa w stosunku do nich...
        • Gość: obecna studentka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.01.11, 22:37
          ja jako obecna studentka dr Dybczyńskiego nie mogę się zgodzić z tym, że jest on chamski wobec studentów. wręcz przeciwnie, jego wykłady są jedynymi na jakie chodzę z czystej przyjemności. a rzekome "chamstwo" nazwałabym raczej czystą ironią i ludzie, którzy mają choć trochę dystansu do samego siebie, nie powinni tego źle odbierać.
          odnośnie tekstu powiem tylko jedno: mam nadzieję, że za szczerość nie zostanie Pan ukarany i będziemy mieć przyjemność spotkać się z Panem na egzaminie, jak i na ćwiczeniach w ciągu najbliższych lat (:
          • jakżesz bolesna, a jakżesz nie interesująca dla nadbudowy. Oczywiście, że p. dr Dybczynski poniesie zasłużoną karę za kalanie własnego gniazda. Takie są zasady solidaryzmu systemowego, zwłaszcza, że p. dr złamał opisaną prze siebie zasadę - nie mając władzy próbuje zmieniać system.
            Uniwersytet im B.B. (i to nie jest Brigitte Bardot!!!) wydaje się być opoką niezmienności. Rozbawiła mnie serdecznie angedota o pożółkłych kartkach.......... Z dawnych lat przypomina sobie zasłużonego idiotę belwederskiego, który cichych, usypiających głosem odczytywał swoje mondrości z rozpadających się pożółkłych zeszytów. Nie byłoby to nic strasznego, ale na egzaminach idiota ten walił wszystkich, ponieważ lubił walić. To było jego hobby.

            Analiza p dr. Dybczynskiego pokazuje, że biurokracja jest niezmienna i to ona właśnie rządzi wszystkim. Naukowcy i studenci są jedynie złym dodatkiem do systemu pan kretynek z kwestury, dziekanatu, Czy ten system da sie zmienić? Królestwo za konia, który pociągnie pług, co by miał przeorać tą chałę zwaną uniw. wroc. im B.B. Czy znajdzie się rolnik, który na nowo zaorze i zasieje? Niestetyż, ja uważam że nie ma bata! System stworzony w Polszcze jest właśnie taki i produkuje swoje kwiatki tu i tam. Czasami, kiedy idzie o ludzie życie, efekty są bolesne; czasami, kiedy idzie jedynie o tak nie ważne kwestie, jak nauka, to kończy się to epokowym iwytryskami intelektualnymi obrazoburczych portretów byłych rektorów.

            A prawda tego kraju jest taka: system nie pozwala na rozwój. System nie jest jednak w stanie ukrócić pojawiania się geniuszy. A geniusze są w tym kraju jak kwiatki do korzenia i stanowią doskonałe alibi dla tych, którzy twierdzą, że wsjo jest wporzo.

            Czy da się zmienić cokolwiek? Gdyby studenci swoją masą powiedzieli kiepskim profesorom, kiepskim wykładowcom - spadać!, może by coś uległo by zmianie. Jednak studenci wolą wyjeżdżać z grajdołów, kiedy już stwierdzą panujący tu burdel. Jednak wszyscy nie są w stanie wyjechać, więc............ jakoś się kręci panie dziejaszku i wszyscy - administracja, profesura i chętni na karierę tzw. akademicką, są zadowoleni. A że ktoś sobie pitoli? A niech se pitoli, się go prytnie jak żywopłot i będzie................

            PS.
            Oprócz pierwszej 10 uniwersytetów światowych, muszą zaistnieć również twory w formie Uniw. wroc. im. B.B.
      • duszkucasperku - podstawowe zasady logiki świadczą, że pieprzysz co ci ślina na język przyniesie. Primo - jeżeli byłeś studentem-parobkiem Pana Barona, to w jaki sposób nie miałeś z nim zajęć. Secundo - jak mam rozumieć jego chamstwo i okazywanie wyższości - może nie ustąpił ci krzesełka w tramwaju? Tertio - jak tam praca w McDonaldzie?
        • old-firehand - dr nie tylko prowadzi zajęcia, ma też/lub miał funkcje administracyjne i w tych okolicznościach się spotkaliśmy.
          dr nie jeździ tramwajem i nie oczekiwałabym od starszego prawie 2 razy faceta, żeby mi miejsca ustępował, a chamstwem cechował się w prostej rozmowie. Nie potrafił oprzeć się pokusie, aby zgnoić studenta i zmieszać go z błotem, gdy mógłby tylko odpowiedzieć tak lub nie. załatwienie czegokolwiek pod jego panowaniem graniczyło z cudem. i nie mówię tu tylko o skrajnym formalizmie, bo to akurat można zrozumieć, ale o traktowaniu studenta jako istotę niższą z zasady.
          odnośnie pracy nie narzekam, pracuje w instytucji finansowej jako specjalista i stać mnie na nie jadanie w maku.
          patrząc na znajomych skończenie politologii wcale nie jest piętnem, jeśli się przez 5 lat zajmowało czymś więcej niż imprezami można mieć niezłą pracę. i wielu z nas ma. co nie oznacza, że zawdzięczamy ją wiedzy zdobytej na studiach...
          • Gość: manitou IP: *.ssp.dialog.net.pl 29.01.11, 19:37
            to ile ty masz lat, babo? On ma 38, stosujac prosta matematyke (jak tam z tym u politologow?) mozna obliczyc, ze polowa z tego to 19. Jestes byla studentka tego goscia, zakladam, ze skonczylas studia i masz ok. 23 lata. Co wedlug ciebie znaczy "prawie"?
            • Gość: krytix IP: *.wroclaw.vectranet.pl 29.01.11, 22:23
              i pracuje w instytucji finansowej jako specjalista, a nawet liczyć nie potrafi hłe hłe hłe

              Dybczyński jest nielubiany, bo wymagał niemożliwego: żeby student się uczył, a żeby dostać warunek/awans trzeba było mieć odpowiednią minimalną średnią. Nie pasowało to oczywiście bumelantom wszelkiej maści, jakich na Politologii pełno, co to by chcieli, aby dyplom najjepiej to na wejściu dawali.
              "Ja mam chodzić na zajęcia, ja?"
              A jak oni psioczyli, jak skomleli... :-)
      • Gość: mettos IP: *.adsl.inetia.pl 29.01.11, 07:21
        Ciesze się że pojawił się taki wątek w wypowiedziach jak powyżej.
        Dodam miałem okazję być studentem w/w i po przeczytaniu przyszła mi własnie taka refleksja; jak on gnoił studentów i to bynajmniej nie w imię rozwoju i wzrostu kompetencji, to było dobrze, teraz gówienko chciałoby wpłynąć na szersze wody i jego zgnojono - zapałał świętym oburzeniem. Panie Dybczyński zbyt wiele osób pamięta jak Pan traktował(traktuje ?) ludzi przedmiotowo żeby uwierzyć w Pana intencje reformatorskie starasz się Pan załapać i skorzystać na zmianie. mam nadzieję że teraz ktoś Pana potraktuje zgodnie z zasadami przewidzianymi dla szkodliwych frustratów i pieniaczy.
    • Panie Doktorze,
      Cztery lata temu byłam Pańską studentką i dziś jestem z tego dumna. Cieszę się, że ktoś w końcu zaczął mówić o tej fikcji, która rządzi tą uczelnią. I mam nadzieję, że będzie o tym coraz głośniej. Choćby o profesorach i profesorkach (a na WNS są tacy i takie na pewno), które swoją karierę naukową zawdzięczają przepisywaniu treści nie tylko z zagranicznych publikacji, ale i z prac swoich studentów i doktorantów. Pewnie nie wiem nawet o jednym procencie zepsucia, które trawi uniwersytet, ale choćby ten fragment, który zobaczyłam mnie boli. Chciałabym móc pisać uniwersytet z wielkiej litery, ale to by chyba było za wielkie słowo. A szkoda... Pozostaje się cieszyć, że zwrot do Pana z wielkiej litery nie jest na wyrost. Pozdrawiam bardzo serdecznie.
      • Gość: dead-sea IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.01.11, 21:09
        Sporo naiwności, mnóstwo rozgoryczenia i prawie 100% prawdy.. Nasze uczelnie to totalna porażka. Ukończyłem stacjonarnie Wydział Prawa i Administracji UWr w 1997 r. Z oceną bardzo dobrą rzecz jasna. Następnie zrobiłem aplikację, ukończylem kilka studiów podyplomowych, zrobiłem MBA, od 12 lat pracuję jako prawnik dla dużych instytucji finansowych ... Z całym przekonaniem moge stwierdzić, że studia prawnicze na tym Wydziale praktycznie nic mi nie dały. Przez całe studia nie napisałem żadnej opinii prawnej, nie zredagowałem żadnej umowy, nie napisałem żadnego projektu pozwu czy jakiegokolwiek środka odwoławczego, nie widziałem żadnej uchwały walnego zgromadzenia, nie byłem w sądzie na żadnej rozprawie. Jedyne co dały mi te studia to formalna przepustkę do egzaminu na aplikację, która dopiero pokazała jak działa prawo, jak z niego korzystać, jak się go uczyć. Studia na polskich uniwersytetach to jak dla mnie prawie niczym nie zmącona impreza, przerywana czasem mniej lub bardziej teoretycznym testem wiedzy w praktyce do niczego nie przydatnej. Nie wiem czy przez kilkanaście ostatnich lat coś się zmieniło ale obserwując absolwentów trafiających obecnie na rynek pracy śmiem wątpić... Bez zmian na uniwerystetach, bez otwarcia ich na biznes, na praktyków, bez rywalizacji, bez rankingów, bez kontaktu ze światem, bez znajomości języków obcych, bez rzetelnej oceny jakości kształcenia i związanej z tym wielkości środków, które te uczelnie otrzymują do dyspozycji, bez tego wszystkiego nie będzie zmian a głos Pana Doktora pozostanie głosem wołającego na puszczy... Dobrze jednak, że ten głos się w końcu rozległ.
    • Brawa dla autora za odwage. Mam nadzieje, ze ma On juz podpisany kontrakt na zagranicznym uniwersytecie, bo jak inaczej, to...

      Moje szczegółowe uwagi do pańskiego memorandum są zaś następujące (oparte są one glównie na propozycjach prof. Macieja Żylicza):

      1. Polskie szkolnictwo wyższe jest w stanie głębokiego kryzysu - p. ekspertyzy OECD oraz Banku Światowego.
      2. Sytuacja w polskiej nauce jest zła i samo podniesienie nakładów finansowych na szkolnictwo wyższe nie spowoduje jej uzdrowienia, a tylko spowoduje dalsze i większe marnotarwstwo srodkow.
      3. Zaniechanie głębokiej reformy wyższych uczelni w Polsce musi doprowadzić do prawdziwej zapaści całego systemu edukacji w naszym kraju, co zresztą widać dzis juz "gołym okiem".
      4. W nauce powinna działać „zasada merytorycznej selekcji”, czyli ze najlepsze wykształcenie powinni otrzymywać najzdolniejsi i najlepiej umotywowani, a nie najlepiej urodzeni.
      5. Uważam, ze zasada równego dostępu do kształcenia jest utopią i automatycznie doprowadza do obniżenia poziomu nauczania, co widac dzis w Polsce "golym okiem".
      6. Uniwersytety (i ich pracownicy) powinni konkurować także w zakresie proponowania innowacyjnej dydaktyki i być za to oceniani, (nagradzani, etc.), ale równocześnie ta działalność powinna być oddzielona (finansowo) od ich działalności badawczej.
      7. Kluczem do słabości europejskich uniwersytetów jest brak powiązania przywilejów wynikających z ich autonomii z egzekwowaniem ich powinności wobec społeczeństwa i państwa. Innymi slowy: państwo zostawia profesurze bardzo duży stopień autonomii, ale nie wiąże z nią odpowiedzialności za wyniki, co prowadzi w naturalny sposob do korupcji, kumoterstwa i zapasci polskiej nauki, ktore to symptomy widac dzis w Polsce "golym okiem".
      8. Konkursy na stanowiska nauczycieli akademickich, jak i ocena ich pracy, są w Polsce fikcją. Standardem sa ustawiane konkursy, ktore prowadza w naturalny sposob do upadku polskiej nauki i polskich wyższych uczelni, który to upadek widać dzis w Polsce "gołym okiem".
      9. Uczelnia nie uczy dziś studenta myślenia i elastycznego zachowania na rynku pracy, a w najlepszym przypadku uczy tylko wąsko pojętego zawodu. Wynikająca z korporacyjnej solidarności profesorów "klanowa" struktura na wydziałach powoduje, że student nie uczy się tych zagadnień, które mogą mu się przydać w przyszłości, a program nauczania jest wypadkową pensum dydaktycznego zatrudnionych na uczelni nauczycieli akademickich oraz siły przebicia każdego z nich (co nie zawsze idzie w parze z czynnikami merytorycznymi). Znów prowadzi to w naturalny sposób do zapaści polskiej nauki, która to zapasc widać dzis w Polsce "gołym okiem".
      10. Zarządzanie uczelnią w naszym kraju przypomina zarządzanie „socjalistyczną spółdzielnią pracy”. I znów prowadzi to w naturalny sposób do zapaści polskiej nauki, która to zapasc widać dzis w Polsce "gołym okiem".
      11. Wybory rektora staly się w Polsce plebiscytem popularności i na ogol zdarza się, że wygrywają je osoby, które nie wahają się głosić najbardziej populistycznych haseł wyborczych, a przede wszystkim zapewniają zachowanie bezpiecznego dla wszystkich interesariuszy status quo. I znów, j.w., prowadzi to w naturalny sposób do zapaści Polskiej nauki, ktora to zapasc widać dzis w Polsce "gołym okiem".

      Uważam wiec, ze jedyna droga do ratowania polskiej nauki i polskiego szkolnictwa wyższego (juz nie naprawy, bo na naprawę jest juz za pozo po zmarnowaniu lat 1980-1989 i 1990-2009) to w wielkim skrócie:

      1. Odstąpienie od państwowego dyplomu licencjackiego i magisterskiego a wprowadzenie dyplomów uczelnianych i egzamimow państwowych, obowiazkowych tylko dla lekarzy, prawników, księgowych i inzynierow.
      2. Zróżnicowanie szkół wyższych na akademickie i zawodowe.
      3. Interdyscyplinarność kształcenia i badan - bez niej czeka nas dalszy zastój i upadek polskiej nauki.
      4. Umiędzynarodowienie uczelni i nauki. Nauczyciele akademiccy (w tym obywatele innych krajów) powinni być zatrudniani na podstawie międzynarodowego konkursu.
      Skład komisji konkursowych także powinien być międzynarodowy. Wprowadzenie tego systemu wymaga spójnych procedur nostryfikacji dyplomów. Tam, gdzie jest to uzasadnione, wykłady i seminaria powinny odbywać się w języku angielskim, aby umożliwić studiowanie w Polsce osobom nieznającym naszego języka (obecnie mamy tylko 0,6% studentów obcokrajowców).
      5. Likwidacja siatki płac i pensum dydaktycznego oraz wprowadzenie rzetelnej oceny osiągnięć dydaktycznych (w tym oceny dokonywanej przez studentów) i naukowych tak, aby dobra praca była dobrze wynagradzana. Bezwzględnie obowiązywać powinna 6-8 letnia karencja na zatrudnianie na stanowiskach profesorskich osób, które w tej samej uczelni uzyskały stopień doktora.
      6. Likwidacja obecnej procedury nadawania tytułu profesora przez Prezydenta RP, jako przeżytku feudalno-"komunistycznego".
      7. Habilitacja powinna zostać zastąpiona międzynarodowym konkursem na stanowisko profesora nadzwyczajnego.
      8. Zmiana systemu zarządzania uczelniami – powoływanie i odwoływanie rektora szkoły publicznej przez radę powierniczą, w skład której poza najwybitniejszymi profesorami (niebędącymi reprezentantami poszczególnych wydziałów!) danej uczelni – wchodziliby przedstawiciele ministerstwa właściwego dla szkolnictwa wyższego, a także środowiska naukowego i gospodarczego danego regionu.

      Serdecznie pozdrawiam
      Lagan, czyli Dr. Lech Keller-Krawczyk, PhD (Monash), MA (Melbourne), BComm (Warsaw)
      Researcher, Centro de Estudos Transdisciplinares para o Desenvolvimento (CETRAD)
      Universidade de Trás-os-Montes e Alto Douro (UTAD), Vila Real, Portugal
      www.cetrad.info/?action=pessoas/viewPerson&id=90
      Email: lech.keller@gmail.com
      • A tu jest moja propozycja naprawy polskiej nauki inaczej nieco ujeta:
        1. Zlikwidować wreszcie te dożywotnie, belwederskie profesury.
        2. Zlikwidować habilitacje, a jednocześnie zweryfikować doktoraty i podwyższyć wymogi ich uzyskiwania.
        3. Nie uznawać dyplomów z podejrzanych uczelni (np. ze Słowacji), choćby były one unijne, a natomiast uznawać dyplomy czołowych uczelni świata, niezależnie od kraju, w którym zostały one uzyskane.
        4. Wprowadzić uczciwe, otwarte konkursy na stanowiska od asystenta do profesora, w których jury składało by się z cudzoziemców, wylosowanych przez komputer z puli ekspertów (na to musza się znaleźć fundusze).
        5. Wprowadzić w Polsce jako prawo Europejska Kartę Naukowca oraz Kodeks Postępowania przy Rekrutacji Pracowników Naukowych:
        64.233.183.132/search?q=cache:lXz9qRRQ4OUJ:europa.eu/eracareers/pdf/kina21620b8c_pl.pdf+karta+naukowca&hl=pl&ct=clnk&cd=1&gl=pl
        6. Zlikwidować autonomie uczelni państwowych - są one finansowane przez podatników, i przed podatnikami muszą one odpowiadać.
        7. Wprowadzić ograniczenia w wieloetatowości.
        8. Zlikwidować PAN (dyrekcję, nie instytuty, które powinny być połączone z uczelniami wyższymi).
        9. Zamiast rozpraszać fundusze na finansowanie małych laboratoriów, przeznaczyć je na udział Polski w takich instytucjach międzynarodowych jak CERN czy ESA.
        10. Przestać gadać o reformie, a zacząć ją wreszcie wdrażać!
        Kagan
        (Dr. Lech Keller-Krawczyk, PhD (Monash), MA (Melbourne), BComm (Warsaw)
        Researcher, Centro de Estudos Transdisciplinares para o Desenvolvimento (CETRAD)
        Universidade de Trás-os-Montes e Alto Douro (UTAD), Vila Real, Portugal
        www.cetrad.info/?action=pessoas/viewPerson&id=90
        Email: lech.keller@gmail.com)
        • Gość: gosc IP: *.114.224.16.homesurf.thn-ag1.dyn.plus.net 28.01.11, 21:26
          Zgadzam sie z wiekszoscia Panskich postulatow, natomiast chcialbym zwrocic Panska uwage ze na forum zwykle sie dyskutuje a nie prezentuje elaborat dotyczacy problemu. Sugerowalbym bardziej sciesle trzymanie sie konkretnych zagadnien, a Panska teorie umiescilbym na osobnej stronie do ktorej link moze Pan wklejac w swoich krotszych komentarzach na forum. W przeciwnym razie - niezaleznie czy Pan chce czy nie - wiekszosc ludzi bedzie omijac Pana wpisy zakladajac ze widzieli je juz wiele razy. W szczegolnosci - to konkretne forum dotyczy artykulu na temat (dez)organizacji Uniwersytetu Wroclawskiego - jest to bardziej "case study" niz rozwazania na temat ogolnej reformy.
          • Gość: dala.tata IP: *.opera-mini.net 28.01.11, 23:49
            zdradze w sekrecie, ze Lesio, podobnie jak autor komnentowanego tekstu, jest doktorem niehabilitowanym. co doktor niechabilitowany moze wiedziec o nauce i reformach? nic! w przeciwnienstwie do mnie, profesora doktora habilitowanego. habilitacja nie tylko daje wiedze ale tez ksztaltuje umysl, sposob myslenia i rozumnienia, o czym nie moga wiedziec doktozy niehabilitowani.

            --
            Sometimes, I think the surest sign that there is intelligent life out there in the universe is that none of it has a habilitation. Bill Watterson.
            • Sorry kol. "chabilitowany". Najpierw sie zre(c)habilitujcie za te swa "chabilitacje", a POzniej pogadamy...
            • Gość: nie oświecony IP: *.147.144.176.nat.umts.dynamic.eranet.pl 29.01.11, 23:20
              habilitowany przygłup jesteś !!! nie ma takiego tytułu naukowego na żadnej uczeli z pierwszej 10 rankingu swiatowego!!! docentów też jakoś brak... tylko w taki kraju jak Polska rozwija sie w tym kierunku nauka doskonale jak za PRL !!!!
          • A ja uwazam, ze ten konkretny przypadek tu na tym watku oPiSany doskonale ilustruje potrzebe gruntownej reformy polskiej nauki i polskiego szkolnictwa wyzszego. A POza tym, to nikt mych POstow czytac nie musi, a nie kazdy ma tez ochote na klikanie na link i otrzymanie odpowiedzi, ze dana strona (witryna) jest "chwilowo niedostepna".
            A Poza tym to POzdrawiam!
            Kagan czyli lech.keller@gmail.com
      • Gość: Historyk IP: *.internetunion.pl 29.01.11, 13:18
        Dodałbym jeszcze konieczność zlikwidowania wszechobecnego nepotyzmu, który doprowadził do marazmu i upadku Akademię Zamojską i Akademię Krakowską. Dzisiaj zatrudniane są całe klany rodzinne na kształt komet.
        • Panie Historyku! Oczom nie widze! Czyzby byl Pan przeciwko POlityce prorodzinnej, a wiec takze i przeciwko rodzinie, tej POdstawie naszego sPOleczenstwa? A moze takze Swieta Rodzina sie Panu nie POdoba, co?
          Kagan (lech.keller@gmail.com)
          Gość portalu: Historyk napisał(a): Dodałbym jeszcze konieczność zlikwidowania wszechobecnego nepotyzmu, który doprowadził do marazmu i upadku Akademię Zamojską i Akademię Krakowską. Dzisiaj zatrudniane są całe klany rodzinne na kształt komet.
    • Polskie politcheniki to dzis tez, niestety, posmiewisko... Muzea, a wl. skanseny technologii z polowy XX wieku z pracownikami o PRLowskiej mentalnosci i z wiedza z lat 1980tych (w najlepszym przypadku).
      Kagan
      • ajent.007 napisała:
        > Polskie politcheniki to dzis tez, niestety, posmiewisko... Muzea, a wl. skansen
        > y technologii z polowy XX wieku z pracownikami o PRLowskiej mentalnosci i z wie
        > dza z lat 1980tych (w najlepszym przypadku).
        > Kagan
        Wiele zalezy od wydzialu, czlowiek z dlugim doswiadczeniem w telekomunikacji twierdzi, ze o ile PW ksztalci akademikow a nie praktykow, o tyle P. Gdanska wypuszcza niezlych fachowcow.
        Co do poziomu absolwentow - niestety tu klania sie "pieniadz idacy za studentem".
        Uczelni oplaca sie przepychac najwiekszych glabow i plagiatorow, bo za kazdego z nich dostaje sie pieniadze pozwalajace funkcjonowac wydzialowi.
        Niestety, nauka i oswiata nie maja szczescia do sensownych ministrow.

        Reforma proponowana przez p. Kudrycka (o ile zostanie wprowadzona) to tragedia.
        Owszem, nalezy oczyscic te stajnie Augiasza, ale bez splawiania koni.

        Tak na marginesie - idiotyczne "oszczednosci" spowodowaly, ze przepadla szansa na zapewnienie polskim uczelniom dostepu do swiatowego czasopismiennictwa naukowego za niewielkie pieniadze.
        Stracilismy tez szanse na stworzenie bazy pozwalajacej polskim naukowcom na darmowe korzystanie z publikacji powstalych dzieki pieniadzom podatnikow.
        Z malych zarcikow - z budzetu ministerstwa nauki sfinansowano (sic) stworzenie systemu kontroli i laczenia danych od operatorow GSM dla ABW.
        I tak, dobrze rozumiecie - to nie ABW zaplacila, a uczelnia.
        • No coz, zawsze sie znajdzie wsrod miliardow ludzi conajmniej jeden czlowiek, ktory najczerniejszy odcien czerni bedzie upacie nazywal najbielsza biela...
          Zas "reforma" Kudryckiej nic nie zmieni, nawet nie przyspieszy upadku polskiej nauki, gdyz ten upadek rzadzi sie juz swymi wlasnymi prawami, bedacymi zreszta szczegolnym przypadkiem praw rzadzacych upadkiem organizacji zbyt zbiurokratyzowanych i zbyt skorumpowanych...
          Pozdr.
          Kagan (lech.keller@gmail.com)
      • Gość: dala.tata IP: *.opera-mini.net 28.01.11, 23:52
        Lesiu drogi, co ty mozesz wiedziec o politechnikach, serdelku? rzaluje ze nie jestem tu moderatorem bo juz by twojego postu tu nie bylo.

        --
        Doktorat - nauka - uczelnia
        Forum dla doktorantów, doktorów, a nawet dla profesorow!
    • Będąc w Niemczech miałem kontakt z tutejszymi profesorami. Dwóch z nich wdało się w dłuższe pogaduchy osobiste.

      Na pytanie o uczelnię - pierwszy z nich skomentował "stary, dobry, pruski Uniwersytet" po czym zaczął rozmawiać o długiej historii Wrocławskiej Alma Mater. Drugi na wieść o Wrocławiu - zaczął jak karabin nawijać o wrocławskich noblistach..

      Tak naszą uczelnie widzą ludzie, którzy nie mieli z nią kontaktu osobiście. Ciekawe jakby zareagowali przeczytawszy ten artykuł.

      Sądzę, że ostatni portret rekora bardzo dobrze pokazuje kondycję UWr - zamiast gronostajów i dumy - wymięta koszula i portret kołchoźnika.
      --
      Si non confectus, non reficiat
      • Gość: obserwator UWr IP: *.adsl.inetia.pl 28.01.11, 21:40
        Z kwestiami poruszonymi w tekście nie sposób się nie zgodzić. Połowa (jak nie więcej) przedmiotów prowadzona jedynie po to, by prowadzący miał etat. Rzeczy do niczego nieprzydatne, 0 praktyki, sama teoria. Ale to kwestie naukowe...

        Największą hańbą na uniwersytecie wrocławskim (celowo) jest ŁAMANIE PRAWA! Zarówno prawa polskiego, jak i własnych uregulowań Regulaminu Studiów!
        Przykłady?
        Proszę nr 1: w wydziałowej księgarni pani Hela sprzedaje książki profesorów/doktorów/magistrów bez paragonu. Pytam: czemu? Odpowiedź wydaje się jasna (choć oczywiście nieudzielona i pozostawiona przemilczana): prowadzący woli wprowadzić książeczkę dla studentów, którzy ją ładnie kupią, a pieniążki zamiast na VAT podzielą w zyskach pani Hela i pan "doktór".

        Przykład 2
        Pan Zenek ma ksero w budynku jednego z wydziałów. Oficjalnie tylko kseruje, ale gdy się poprosi to wyjmuje spod lady skserowane dzieła tutejszych profesorów. Z danego wydziału! Proszę mi wytłumaczyć czy dziekan i ci profesorowie są nie do końca sprawni umysłowo? Każdy wie o tym procederze. Więc czy pan Zenek nie ma jakiegoś "układu" z dziekanem i profesorami skoro nie pozywają go do sądu?

        Przykład 3
        Na prośbę moją i moich przyjaciół w wyniku ewidentnego pokrzywdzenia przez prowadzące chcieliśmy przeprowadzenia egzaminu komisyjnego, gdyż świadomość naszej wiedzy pozwalała sądzić, iż przedmiot zostałby zdany przy ocenianiu przy dowolnego, innego prowadzącego. Powołaliśmy się na punkt w regulaminie, który w określonych przypadkach dopuszcza taką formę. I co? I nic, dziekan nie uznał tego za wystarczające, z powodu znanemu jemu i poniekąd nam (prowadzący ma dość znane na UWr nazwisko).

        Jeżeli takie rzeczy dzieją się na jednym tylko wydziale, nie chcę wiedzieć jak wygląda całościowy obraz. Po prostu nie chcę. Kolesiostwo, nepotyzm, łamanie prawa, to jest CODZIENNOŚĆ UNIWERSYTETU WROCŁAWSKIEGO DZIŚ!
      • Gość: Espea IP: *.o2.ie 29.01.11, 01:38
        W latach dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku, w pierwszej ich połowie, skończyłem na wrocławskim Uniwerku dwa fakultety, zrezygnowałem z doktoratu i po kilku latach pracy w Polsce w glorii "młodego zdolnego", wyjechałem byłem na stałe.
        Jakież było moje zdziwienie, jak mało wiem w moich dziedzinach!!! Z kolegami po fachu moglem godzinami gadać o historycznych aspektach naszych profesji - tu biłem ich na głowę. Stan badań współczesnych i aktualnie wiodąca tematyka dyskusji naukowej - byłem tępy jak łeb karpia. Ale, co gorsza, przełożenie wiedzy na "sprzedawalny" produkt, czego ode mnie oczekiwano - tu byłem z kolei cieniutki jak tyłek węża... Nie pomogło "nadczytywanie" zaległości, trza było... iść na studia, bo to nie tylko o rodzaj przeczytanych książek chodziło.
        Poszedłem. W trzy lata przyswoiłem więcej UŻYTECZNEJ wiedzy, niż podczas pięcioletnich studiów w Polsce (choć było mi łatwiej, miałem świetnie opanowane historie, wstępy, przyczynki i zarysy).
        W Polsce bylem bardzo dumny z obu dyplomów. Potem było mi trochę wstyd, jak mało umiem, mając dwa dyplomy w pokrewnych dziedzinach. Gdy nie potrafiłem się znaleźć w systemie edukacji, który zmusza do myślenia i szukania, nie zaś zapamiętywania i słuchania. Odnalazłem się na szczęście po jakimś czasie i znów poczułem radość posiadania wiedzy i robienia w życiu tego, co się lubi.
    • Szanowny Panie!
      Jaki tam baron z pana, bardziej William Wallace i oby pańska historia nie skończyła się podobnie.Mieszkam w małej miejscowości, która dała już mi się poznać jako skarbnica uświęconych tradycji.Jako studiujący we Wrocławiu przyszły etnolog już wiem, że naruszanie takich wiejskich świętości kończy się dekapitacją zamachowca.I proszę mi wierzyć,że bardziej niż rozwścieczonej wiejskiej tłuszczy bałabym się sfory pierdzieli w gronostajach, która zjednoczy szeregi przeciwko panu.Chapeau bas !
    • Brawo za odwagę. Pan dr rozumiem ma już wyrobione żółte papiery albo podpisany kontrakt za granicą wiec nie boi sie zawiśći profesorskiej..?
      A co do polskich uczelni to żyją w feudaliżmie utrwalanym przez polityków, z których żaden nie chce podpaść profesorom którzy właśnie tego sobie życzą. Wystarczyłoby zlikwidować profesury belwederskie i habilitacje (to wstyd żeby światowy noblista z tytułem doktora był na polskiej uczelni kimś niższym niż polski dr hab. ), zrobić konkursy na stanowiska profesorskie, w których wygrywaliby ci co mają przynajmniej kontakt ze światową nauką i którzy znają aktualne trendy w nauce i jej praktycznych zastosowaniach. Ale zapomnijcie o tym - nauka opiera się reformie od czasów komuny to i teraz nic się nie zmieni. A polscy naukowcy co najwyzej załapią się do jakiejs renomowanej swiatowej ucelni. Ale może kiedyś wrócą i tchną nowego ducha w zatęchłe mury pokazując że nauka może być fajna, praktyczna i pożyteczna. Jakby każdy naukowiec przejmujący się tym zajął się najpierw sobą i robieniem dobrze wokół siebie - to jest szansa na zmianę, pan dr powinien zając się najpierw pracą nad sobą i odpieraniem nacisków a nie uleganiem im a potem dopiero ujawnianiem brudów swoich i innych. Im wiecej będzie prawych i odpornych na brud tym będzie lepiej, ale to niestety trudniejsze niż napisanie ładnego tekstu do gazety....
    • Trzeba skończyć z tymi pseudonaukami jak politologia, socjologia, europeistyka, itp. To mogą być specjalności na jakimś ogólnym kierunku a nie kierunki same w sobie. Zwłaszcza, że do studiowania tych bzdur ani tęga głowa, ani intelekt, ani talent nie są potrzebne. Stąd wypierduchy z rodzin polityków i różnych szmatłwych elyt!!!
    • BRAWO człowieku- jesteś współczesnym, ale znudziłeś się zabawą z idiotami i sprzedawczykami własnego sumienia !!! Dobrze byłoby gdybyś został zaskarżony do sądu, wtedy mógłbyś współczesnemu społeczeństwu publicznie w majestacie sądu ( jeszcze bardziej chorego sądownictwa pod powłoką uczciwości i izolacji społecznej) UJAWNIŁ oraz UDOWODNIŁ w twarz temu cesarzowi ,królowi i dalszym cieniasom anty naukowym i nauczycielskim.
    • Gość: aaa IP: *.warszawa.mm.pl 28.01.11, 22:38
      tylko wszystkich polskich uczelni.
      Mogłabym to podsumować jednym uproszczonym zdaniem: każdy ciągnie w swoją stronę (interesów prywatnych, własnych ambicji).

      "Uczelnia utrwala feudalną zależność młodszych pracowników naukowych od pracowników samodzielnych, nie oferuje jednak opieki seniora nad wasalem. Oczekuje się kapitalistycznej wydajności przy zachowaniu socjalistycznych wynagrodzeń. Konserwuje się socjalistyczne wzorce biurokratyczne, jednocześnie likwidując socjalistyczne przywileje socjalne (z trwałością zatrudnienia na czele). " Dno i rozczarowanie, a przecież bycie naukowcem powinno być najważniejszym zawodem - to oni przecież popychają koło cywilizacyjne do przodu, dzięki nim ma się żyć lepiej całej ludzkości. Jeśli tego nie mają cały czas przed oczami to jest to tylko strata czasu, marnowanie życia.
      • Gość: gosc IP: *.115.226.125.homesurf.pcl-ag03.dyn.plus.net 28.01.11, 23:45
        To nie jest dobry wniosek - na "zachodnich" uczelniach tez kazdy probuje ciagnac w swoja strone, ale ogolnie system jest bardziej przyjazny i jest wiecej ludzi z wizja ktorym sie chce. Gdyby na polskich uczelniach wprowadzic miedzynarodowy system oceny, uzaleznic od tego pensje i budzet na nauke, a potem podwoic lub potroic budzet, byloby moze wiecej ludzi o szerokich horyzontach ktorym sie chce cos robic.

        Trudno sie tez zorientowac czy to system jest zly czy tez mierni sa rektorzy/dziekani. Byc moze jedno i drugie, i tym sposobem przez nastepne lata bagienko bedzie sie konserwowac.
    • Gość: Judyta IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.01.11, 22:41
      Pan dr Dybczynski ma rację, kiedy opisuje system panujący na Wydziale Nauk Społecznych UWr, jednak sam przez lata wysługiwał się systemowi, który teraz atakuje. Brakuje mi jednak drobnych szczegółów o charakterze personalnym, po pierwsze, czyżby, jako wicedyrektor, nie wiedział, że w Zakładzie Dziekana i pracownika Instytutu Politologii (którego dr Dybczyński jest wicedyrektorem) pracuje syn Dziekana-to jest nepotyzm, czy są znane jego wypowiedzi (jako wicedyrektora), że zatrudnienie Pani Aleksandry Nowak (córki Prorektor, która jest szefem Zakładu, w którym pracuje Pan dr Dybczyński) w Instytucie Politologii jest co najmniej nieetyczne-czyżby następny przykład nepotyzmu. Pan wicedyrektor nie poniósł konsekwencji, był to tzw. honorowy zakład, kiedy przyzwolił na zjedzenie przez studenta kartek papieru z podręcznika. Odpowiedni film był dostępny w internecie, Pan wicedyrektor proponował, o ile dobrze pamiętam, jędzącemu studentowi musztardę, aby bardziej mu smakowało. Pan dr Dybczyński ma rację, kiedy opisuje panujące stosunki na Wydziale i Uniwersytecie, jednak sam je współtworzył, był tym, który te stosunki nie tylko wzmacniał (jako wicedyrektor) ale i kreował. Pan dr Dybczyński zachowuje się jak człowiek, który zrobił karierę na tzw. złym systemie, a kiedy ten zaczyna się sypać, staje się nagle reformatorem. Czyżby chciał zostać bohaterem studentów i adiunktów. Nie zmienia to faktu, że Pan dr Dybczyński ma rację opisując ten system. Wie o tym najlepiej, przecież sam go współtworzył
      • Pan wicedyrektor nie poniósł konsekwencji, był to tzw. honorowy zakład, kiedy przyzwolił na zjedzenie przez studenta kartek papieru z podręcznika. Odpowiedni film był dostępny w internecie, Pan wicedyrektor proponował, o ile dobrze pamiętam, jędzącemu studentowi musztardę, aby bardziej mu smakowało.

        za to ma u mnie plusa. też bym zaproponował musztardę! zakład to zakład!
        www.youtube.com/watch?v=CaNKklb_geg
        • Gość: prof. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.01.11, 00:05
          Głupi jesteś jak but. Zakład był głupi, a od wykładowcy uniwersytetu powinno się wymagać, żeby miał trochę więcej rozsądku niż student. Czy jakby założyli się o życie i honorowo wyrównywali porachunki przy pomocy pistoletów i sekundantów, to też usprawiedliwiałbyś sprawę, bo "zakład to zakład"?

          Jakoś dziwnie czuję, że jesteś jednym z tych wykładowców z Uniwersytetu Wrocławskiego, na których sypią się tu gromy. Oby jak najmniej było takich ułomków intelektualnych i etycznych wśród nauczycieli!
          • widzę, że kolega bardzo kulturalny :)
            wg mnie zakład śmieszny, zakończenie pozytywne, a do doktora żalu nikt nie ma (może poza takimi ponurakami jak ty) - zresztą Dybczyński sam skonsumował kawałek skryptu - myślisz, ze zjedzenie kawałka papieru komuś zaszkodzi?


            • Gość: Polak IP: *.wroclaw.mm.pl 29.01.11, 02:12
              prof.-esorowi na pewno.
            • Gość: aristo IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.01.11, 02:36
              tocqueville napisał:

              > wg mnie zakład śmieszny

              A ja zgadzam się z profesorem. Ciekawe, czy dalej by cie to śmieszyło, gdyby zjedzenie skryptu zakończyło się płukaniem żołądka, wrzodami żołądka, chorobami wątroby, jelit czy jeszcze kilkoma innymi, dużo groźniejszymi schorzeniami (ktore niekonecznie muszą od razu się objawić). Zapewniam, że nikt by wtedy nie usprawiedliwiał pana doktora, że zakład to zakład -poniósłby zwyczajnie odpowiedzialność karną. Troszkę wyobraźni, bo jak na nauczyciela akademickiego nie masz jej więcej, niż mało rozgarnięty student.

              Poza tym nie oglądałeś dokłdnie filmu, albo celowo zniekształcasz fakty, bo czym innym jest zjedzenie listka papieru (tyle skonsumował doktor), a czym innym całego podrecznika.
              • Gość: Jasio IP: *.dag.pl 29.01.11, 02:47
                Gdyby było inaczej, to by było inaczej.
              • Gość: Beata IP: *.opera-mini.net 29.01.11, 02:54
                Zgadza się. Nie chciałabym być w skórze pana doktora, gdyby wyniknęły z tego jakieś komplikacje zdrowotne. Bez względu na to, czy zakład był dobrowolny czy nie, on jako opiekun ponosi odpowiedzialność za to, co się dzieje na jego zajęciach, łącznie z konsekwencjami prawnymi. Kolega "tocqueville" najwyraźniej nie wie, o czym pisze.
                • Gość: yestor IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.01.11, 03:00
                  Niektorym inaczej niz kara wiezienia nie wytlumaczysz takich rzeczy.Niestety...
                • Gość: Ish IP: *.dynamic.chello.pl 29.01.11, 03:06
                  Rozumiem, że na studiach poza kadrą są wyłącznie niepełnoletni, nad którymi kadra akademicka realizuje obowiązek opieki? Rozumiem, że jakby zakład zrealizowali - dla przykładu - w pobliskiej kawiarence, to w razie komplikacji zdrowotnych odpowiadałby właściciel tejże kawiarni?

                  Interesujące.
                  • Gość: Beata IP: *.opera-mini.net 29.01.11, 03:27
                    Poczytaj sobie odpowiednie przepisy. Szkoda, że nie ma o nich pojęcia wielu nauczycieli akademickich zabierających głos na tym forum.
                    • --
                      prosze o odpowiednie przepisy, szczególnie takie w którym za zjedzenie kartki papieru przez studenta odpowiada wykładowca
                      • Gość: aristo IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.01.11, 15:15
                        Ty albo udajesz takiego imbecyla, albo naprawdę takim jesteś. Wracaj na forum "Doktorat - nauka - uczelnia" - tam jest miejsce dla trolli akademickich. Że nie znasz obowiązujących cię przepisów, to tylko ja najgorzej świadczy o tobie, bo ja w 5 minut wyguglałem odpowiedni zapis.
                        • A to do kogo bylo? Chyba NIE do prof. (nad)zw. dr (re)hab. Dalalataty, kol. "aristo"telesie!
                        • Gość: Ish IP: *.dynamic.chello.pl 30.01.11, 00:49
                          Także fascynujące, że najgłośniejsi są najczęściej w największym błędzie.

                          Rzecz pierwsza - potrzebowałbym 30 sek., żeby na pierwszym lepszym forum internetowym napisać, że umiem znaleźć w Internecie cokolwiek, wytykając przy tym innym nieznajomość owego czegokolwiek.
                          Druga - potrzebowałbym 5 minut, żeby umieścić tamże dowolną informację.
                          Trzecia - kolejne 5 minut, aby sprawić, że pod umieszczoną przeze mnie informacją pojawi się podpis Dalajlamy kontrasygnowany przez samego Jezusa, a całość upubliczni CIA.

                          Na szczęście nie potrzebuję nawet sekundy, aby ruszyć swoją mózgownicą i zwrócić uwagę na to, że zakład ten nie był zrealizowany ani w trakcie zajęć z dr Dybczyńskim, ani nawet w żadnej sali ćwiczeniowej.

                          Niewątpliwie wytykanie innym ignorancji, samemu będąc jej wiernie oddanym orędownikiem, też należy do niezbyt pracochłonnych i intelektualnie wymagających zajęć, co by tłumaczyło popularność tego zajęcia.
                          • Gość: taka prawda IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.01.11, 01:25
                            Kolejny, który nie zna obowiązujących go przepisów. Po wypowiedziach niektorych trudno sie dziwić, dlaczego studenci tak narzekają na chamskie wybryki wykładowców. Widziałeś w ogóle film? Spróbuj żreć przez 10 minut papier, a potem pogadamy o skutkach zdrowotnych.
              • Poza tym nie oglądałeś dokłdnie filmu, albo celowo zniekształcasz fakty, bo czym innym jest zjedzenie listka papieru (tyle skonsumował doktor), a czym innym całego podrecznika.

                gdzie ty tam masz zjedzenie całego podręcznika? kto manipuluje faktami?
                trochę luzu w życiu siee przyda - naprawdę
                • Gość: aristo IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.01.11, 15:16
                  Chyba jednak nie oglądałeś tego filmu. Uważaj, żeby ten luz nie zaprowadził cię za kratki.
                  • Gość: Ish IP: *.dynamic.chello.pl 30.01.11, 00:52
                    Znowuż Ty książki na oczy nie widziałeś, skoro nie umiesz od niej odróżnić kartek papieru w formacie A4, mniej lub bardziej skorelowanych i stanowiących tzw. "skrypt".
                    • Gość: taka prawda IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.01.11, 01:28
                      No jasne, bo dla ciebie ważniejsze jest nie to, czy ktoś żre (przyznajmniej) 10 minut papier, tylko czy kartki są skorelowane, czy nie. Gratuluję inteligencji.
                      • Gość: skrypt IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.01.11, 15:02
                        jejku czemu się czepiacie ciągle tego jedzenia skryptu?! przecież było już pisane, że student który zjadł skrypt zrobił to z własnej woli i nie w czasie zajęć. nie wiecie dokładnie jak to się odbywało, a gadacie w kółko to samo. a mówienie, że dr Dybczyński odpowiadał za owego studenta i byłby odpowiedzialny za komplikacje, po zjedzeniu skryptu, jest głupotą. studenci są dorośli i jeśli będę mieć ochotę zjeść skrypt w trakcie zajęć dr Dybczyńskiego czy jakiegokolwiek innego dr/mgr/prof to po prostu zjem ten skrypt i nic nikomu do tego. Amen
          • Gość: łajza IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.01.11, 09:42
            czytanie czegoś takiego godzi we mnie osobiście. mnie studenta politologi. dr Dybczyński głupi jak but? zapraszam na Jego wykłady, wtedy będziemy mogli podyskutować o Jego "ułomności intelektualnej".
            co do zakładów, to trzeba też wspomnieć o tym, że dr Dybczyński jak sam przegrał zakład to był na tyle honorowy, że zafarbował włosy na różowo.
            ja mam wielki szacunek dla dr Dybczyńskiego i czytanie takich durnych komentarzy osób, które nigdy w życiu nie rozmawiały z Nim, po prostu mnie irytuje. a pisanie, że jest głupi jak but jest zupełnie nie na miejscu, bo jest on jednym z najmądrzejszych osób, jakie było mi dane w życiu słuchać
            • Słuchajcie ludzie: Doktor Dybczyński jest najmądrzejszy, bo powiedział/a o tym Łajza. A kto nie wierzy, tego zapraszamy na zajęcia Pana doktora.
            • Gość: aristo IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.01.11, 15:25
              Czytanie ze zrozumieniem się kłania. Szkoda, że nie nauczyły cię tego te "mądre osoby". "Głupi jak but" jest kolega tocqueville, co niestety potwierdza na każdym kroku. Chociażby przez brak znajomości obowiązujących go przepisów. Doktor Dybczyński może sobie robić, co mu się podoba, co wcale nie oznacza, że jako opiekun grupy studentów może na wszystko pozwalać. Za coś takiego grożą po prostu sankcje karne. I tyle. Jak ktoś ma jeszcze jakieś wątpliwości, niech najpierw sięgnie do kodeksu karnego czy kodeksu wykroczeń, a dopiero później zabiera głos. A czy doktor Dybczyński przychodzi przygotowany na wykład, czy nie, to zupełnie inna bajka.
              • Gość: Adam IP: *.opera-mini.net 29.01.11, 18:36
                Masz rację, Aristo, szkoda, że te trolle z forum Doktorat-nauka-uczelnia wszędzie naśmiecą...
                • Gość: Matylda IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.01.11, 20:07
                  Weszłam sobie na to słynne forum "doktorat - nauka - uczelnia". Okazuje się, że tam juz jest podobny wątek. A w nim m.in. taka wypowiedzi:

                  "Tutaj wyrok już zapadł i apelacji nie będzie. Facet nie ma dorobku (jak rozumiem, na podstawie danych sprzed pięciu lat) i nie ma szans na habilitację, więc robi wokół siebie szum na do widzenia. No i w ogóle sku...el, bo zamiast żyć z pensji kelnera tyle że bez napiwków, ma drugi etat w prywatnej szkole.
                  Aha! Wszystko, o czym pisze, to może dzieje w jakimś Wrocławiu, który tak naprawdę jest w Niemczech, ale nie u nas, nie w piastowskiej Warszawie czy jagiellońskim Krakowie."
                  forum.gazeta.pl/forum/w,87574,121495162,121523263,O_sobie_czy_o_nas_.html

                  Większość pozostałych wypowiedzi w tym samym stylu. Wygląda na to, że tam rzeczywiście pisze jakis akademicki beton. Czytając rózne wypowiedzi, odniosłam wrażenie, że dyskutanci na tym forum doskonale wiedzą, jaki cel przyświecał doktorowi Dybczyńskiemu, a nawet wiedzieli zanim jeszcze ten opublikował swój artykuł. A może po prostu zobaczyli to, co chcieli zobaczyć?
        • Gość: GBL IP: 78.96.205.* 29.01.11, 01:01


          GBL - Grupa Bojowa Lotniskowca Cię dojedzie za te pomówienia! Jeśli wiesz co mam na myśli!
      • Gość: MBP IP: *.internetia.net.pl 28.01.11, 22:54
        Zgadzam się z większością Twoich zarzutów, ale też nie można doskonałych w swoim fachu osób obrażać. Parę lat temu miałam okazję być studentką Pani Aleksandry i muszę przyznać, że były to jedne z najlepiej przygotowanych merytorycznie zajęć, prowadzone przez osobę, która była i dobrym pedagogiem, i pasjonatem.

        A co do zakładów autora artykułu - to czy zmuszał do tego studentów? przykładał im pistolet do głowy? z tego co ja pamiętam to studenci sami chcieli i zawsze mieli przy tym mnóstwo zabawy. Więc w czym jest problem, bo nie bardzo rozumiem?
      • Gość portalu: Judyta napisał(a):

        > Pan wicedyrektor nie poniósł
        > konsekwencji, był to tzw. honorowy zakład, kiedy przyzwolił na zjedzenie przez
        > studenta kartek papieru z podręcznika. Odpowiedni film był dostępny w interneci
        > e, Pan wicedyrektor proponował, o ile dobrze pamiętam, jędzącemu studentowi mus
        > ztardę, aby bardziej mu smakowało.

        Proponuję włączyć sobie jeszcze raz ten filmik i poczytać chwilę jego opis.
        Wszystko jest tam dobrze wyjaśnione - proszę poczytać a dopiero potem rzucać bezpodstawne oskarżenia.

        Pozdrawiam
      • Gość: czytelnik IP: *.internetia.net.pl 28.01.11, 23:56
        > Brakuje mi jednak drobnych szczegółów o charakterze personalnym, po pierwsze,
        > czyżby, jako wicedyrektor, nie wiedział, że w Zakładzie Dziekana i pracownik
        > a Instytutu Politologii (którego dr Dybczyński jest wicedyrektorem) pracuje syn
        > Dziekana-to jest nepotyzm, czy są znane jego wypowiedzi (jako wicedyrektora),
        > że zatrudnienie Pani Aleksandry Nowak (córki Prorektor, która jest szefem Zakła
        > du, w którym pracuje Pan dr Dybczyński) w Instytucie Politologii jest co najmni
        > ej nieetyczne-czyżby następny przykład nepotyzmu.

        "Nie, nie jestem bez winy. Prosiłem i spełniałem takie prośby. Uśmiechałem się i udawałem, że wszystko jest w porządku. Słyszałem i przekazywałem. Gdy tego potrzebowałem bądź gdy było to dla mnie wygodne. Częściej niż inni. Podlej niż inni. Zresztą dalej tak robię."

      • Gość: taka sobie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.01.11, 01:34
        A ja popatrzyłam na listę publikacji pana Doktora (8 lat po doktoracie): oczywiście wszystkie nierecenzowane (!)współautorstwo wydania encyklopedycznego, dwa artykuły i dwie prace złożone do druku. Czy są to publikacje w czasopismach o wysokim IF (impact factor)? A może jeśli nie wysokim, to takim sobie? Niestety nie. Wydajność naukowa też raczej taka sobie (jedna praca na dwa lata). Popatrzyłam też, gdzie pan Doktor pracuje i już rozumiem, że nie ma czasu przysparzać Uniwersytetowi pieniędzy (za każdy artykuł w recenzowany czasopiśmie, znajdującym się na liście ministerialnej Ministerstwo przyznaje punkty danej jednostce, a im więcej punktów uzbiera ona, tym więcej pieniążków Ministerstwo jej daje na działalność naukową). Niestety, pan Doktor, jak i większość (o ile nie wszyscy) pracownicy jego wydziału, pracuje dodatkowo w innej wyższej szkole. O tamtej szkole nie wypowiada się, mówiąc o systemie, mimo że także i tamta szkoła w tym systemie tkwi. Z tego, co przeczytałam w regulaminie Uniwersytetu, pracownik naukowo-dydaktyczny, czyli i pan Doktor ma oprócz obowiązków dydaktycznych (wykłady itd.), jeszcze naukowe (prowadzenie badań i publikacja ich efektów), także obowiązki organizacyjne. Nie wiem, jak można pogodzić to wszystko na dwóch etatach, pełniąc dodatkowo funkcję zastępcy dyrektora instytutu. Widocznie na tym wydziale spokojnie można. Cieszę się, że pan Doktor napisał tak krytyczny w stosunku do skostniałego środowiska uczelnianego i siebie list. Cieszę się, że nazywa siebie sarkastycznie baronem....Obawiam się, że na uczelni większość pracowników, to właśnie baronowie, jako że prawdziwą nauką niewielu się para. Powoli na uczelni zostają króliliki i sami znajomi królika. Wiedza i kompetencja nie była im potrzebna przy zatrudnieniu, wystarczyło, że byli protegowanymi profesora, promotora itd. Ci, którzy byli tylko bardzo dobrymi naukowcami, ale "bez zaplecza", pracują w Biedronce, lub gdziekolwiek poza nauką. Do takiego stanu rzeczy pan Doktor też się przyczynił (nie wypiera się tego, więc jest świadom swoich błędów). Ja, jako dużo starsza koleżanka z innego humanistycznego wydziału, dziękuję panu Doktorowi za krytykę nienormalności na uczelni. Mam równocześnie nadzieję, że swojego listu do gazety pan Doktor nie wpisze na listę swoich publikacji naukowych (jak to czasem niektórym się zdarza). Pozostaję z szacunkiem.
      • Gość: kubek IP: *.tktelekom.pl 29.01.11, 01:50
        Dziewczyno, zanim coś napiszesz, to zorientuj się dobrze w sytuacji. Mówisz, że film był dostępny w internecie, więc było oglądać dokładnie. Tym studentem byłem ja i jakoś sobie nie przypominam, żebym jęczał, powiem nawet, że się dobrze bawiliśmy. Również ja wrzuciłem film na SWÓJ kanał na YouTubie, więc chyba dalsza dyskusja jest jałowa. Zresztą, przez moją głupotę Pan doktor miał problemy, bo znaleźli się właśnie tacy kretyni, którzy widzieli na tym filmie wielkie bestialstwo prowadzącego. To tylko kolejny dowód na to, że jak ktoś chce, to nawet w gó...e zobaczy złoto.
        Co do "wysługiwania się systemowi" - sam to zaznacza w tekście. Nie chcę go bronić do ostatniej kropli krwi, bo też nie o to tu chodzi, ale przynajmniej niech szczekacze zachowają trochę umiaru.
    • anie Doktorze, spostrzeżenia która Pan przedstawia są oczywiście powszechnie znane ale brakowało osoby z nazwiskiem, która problem podniesie i Pan to zrobił.

      Wielokrotnie wspominał Pan (i pewnie wspominać Pan będzie, jak choćby w ww. publikacji) o tym jaki poziom prezentują aktualnie studenci. To prawda, choć prawdą jest i to, że wielu Profesorów, jak i sami Dziekani (przynajmniej jeden mi znany) powinni uderzyć się w pierś - o tym również Pan wspomina.
      Szkoły wyższe masowo produkują osoby z wyższym wykształceniem ale tak naprawdę osoby niezdolne do pracy na wyższych stanowiskach - to martwi.
      Uniwersytety przyjmują jak największą ilość studentów a następnie pozwalają by Ci - płacąc ogromne sumy - pozostawali na studiach z wieloma warunkami, smutne to.
      Gdy na jednych zajęciach rok temu podniosłem ten problem - przyznając jednocześnie, że i ja mógłbym bardziej poświęcić się nauce - prowadzący przyznał, że nie powinienem mówić tego głośno ale myślę, że w duchu przyznał mi rację.
      Profesor, który czyta wykłady z kartki/gazety a brak odpowiedzi na proste pytania, dotyczące kwestii o których przed chwilą wspomniał - to niestety nie odosobnione przypadki.
      Aktualnie coraz ciężej znaleźć jest prowadzącego, który porwie, zachęci do studiowania.
      Ważną kwestią jest również utracony przez uczelnie wyższe prestiż.
      Prestiż, które tracą również kierunki humanistyczne.
      Dziś hasło "studiuję politologię" wywołuje jedynie salwy śmiechu.
      Cieszę się więc, że kierunek ten studiuje dla siebie, mając już dalsze plany - pogłębianie zainteresowań - tylko to może dać aktualnie większość humanistycznych kierunków.

      Jeśli chodzi o ataki absolwentów - są śmieszne.
      Po pierwsze moi drodzy, Doktor Dybczyński zaznaczał na początku zajęć, że w sposób specyficzny prowadzi zajęcia.
      Jednakże jeśli chodzi o kulturę osobistą, to mimo iż nie studiuję długo, mógłbym wyróżnić niewiele osób, które takową mogą się poszczycić, w tej grupie z pewnością znajduje się Pan Doktor.
      *Pozdrawiam Pana Profesora M.Dymarskiego oraz Pana Doktora (hab.) K.Dziubkę.

      Jak większość - gratuluję odwagi i życzę rychłej habilitacji (o ile w ostatnich dniach nie dopiął Pan celu).
      • Gość: student WNS IP: *.Skarbowcow.korbank.pl 29.01.11, 01:34
        Oto kilka przykładów patologii WNS, nie tych, które dotyczą feudalizmu, ale kwestii administracyjno-dydaktycznych:

        1. Tzw. studia "Masters" dla studentów z zagranicy, na których uczyć mogą się również Polacy. Gdy uruchamiano je dwa lata temu oprócz cudzoziemców złożył tam podanie jeden (tak, jeden) Polak. A trzeba przecież otworzyć pełną grupę, bo kasa przepadnie. Efekt? Dyrektor ds. spraw dydaktycznych wydzwaniał po studentach, którzy najlepiej zdali egzamin wstępny na studia magisterskie na politologię (nota bene przyjęto wszystkich kandydatów) i proponował im możliwość nauki po angielsku. Ci, którzy się zgodzili mogą się tylko cieszyć, bowiem - jak sami przyznają - studiuje im się łatwiej, na zaliczenia są eseje i testy, zamiast egzaminów, które zdawać muszą ich koledzy na "normalnych studiach". Słowem: SPA, by zacytować Pana Doktora Dybczyńskiego. Nie to jest jednak problemem. Z uwagi na ich "specyficzną" rekrutację formalnie mają taki sam status, jak studenci uczący się po polsku, co - w połączeniu z łatwością zaliczania na wysokie stopnie - powoduje, iż "podebrali" większość stypendiów naukowych, bowiem prodziekan nie wydał dokumentu, który decydowałby o uruchomieniu dla nich osobnej puli pieniędzy. O tych studentach mówi się też, że łatwa droga na studia doktoranckie stoi przed nimi otworem, ale tego nie można będzie zweryfikować aż do września, przytaczam "głos korytarzy". W kolejnym roku akademickim problemu nie ma, bowiem Polacy przeszli normalną procedurą rekrutacyjną...Plus jest taki, że ktoś się jednak zorientował...po czasie, ale jednak.

        2. Zgubione przedmioty. W połowie semestru sekretariat połapuje się, że w planie jednej ze specjalności na V roku politologii brak przedmiotu. Wypadł z planu, wyparował, winnych nie ma. Zmiana planu na miesiąc przed sesją i dochodzi kolejny przedmiot, oczywiście kończący się egzaminem. Jak stwierdza pani sekretarka "dobrze, że wpadliśmy na to tak szybko, zdążycie z materiałem". Ma dobry humor, bo przedmiot jest tylko 15 godzinny (7 ćwiczeń i 7 wykładów), a że zostało 1,5 miesiąca do sesji, spokojnie można zrealizować temat. Po drodze są oczywiście Święta i inne dni wolne. Na szczęście prowadząca przedmiot Pani Doktor jest równie wściekła na administrację jak brać studencka, więc zamiast egzaminu na zaliczenie wprowadza prezentacje na zadany temat realizowane w grupach. Oczywiście wszelkie pisemne skargi nie mają sensu, bowiem przedmiot MUSI być zrealizowany w danym semestrze, inaczej zabraknie punktów ETCS i nie da się zaliczyć półrocza.

        3. Egzaminy zaczynające się o 9 rano i kończące się o 2, albo i 3 w nocy to też normalka, ale tu akurat panowała piknikowa atmosfera (wspólne zamawianie pizzy o północy do pustego Instytutu w oczekiwaniu na egzamin to niezapomniane wspomnienie) a i Pan Doktor to niezmiernie sympatyczny, acz mający specyficzne podejście do czasu, człowiek.

        4. Łamanie przed kadrę naukową przepisów, w których ustalaniu sama brała udział. Dotyczy to głównie zapisu regulaminowego o obowiązkowym losowaniu pytań na egzaminie. Część pracowników daje je (starym zwyczajem) "na twarz". I jak tu zwrócić profesorowi belwederskiemu uwagę, że postępuje wbrew statutowym normom, nie ryzykując przy tym, iż zostanie się oblanym?

        O sprawie pań od angielskiego i o tym, jak załatwiano formalne skargi na ich postępowanie nie ma już nawet sensu pisać. Dość powiedzieć, że "młoda" kadra jest zbulwersowana całą sytuacją (sprawa książek, traktowania studentów per noga, niszczenia własności ich na zajęciach etc), ale cóż mogą zrobić, skoro złożona przez studentów skarga została zbyta.

        A mimo to lubię studiować politologię, ale tylko fakt, że to moja wielka pasja pozwala wytrzymać niektóre z sytuacji, które powoli toczą WNS niczym złośliwy nowotwór.
    • nnnno, muszę przyznać że śliczne i pełne honoru jest to Pańskie samobójstwo. Wiele pokoleń samurajów (skoru już mowa o średniwieczu) byłoby dumnych z przyjaźni z kimś kto tak potrafi zrobić sepuku. ale polskiej nauki to nie zmieni. Polska nauka pozostanie jaka jest nawet gdy nie będzie państwa.
      spojrzenie na polską naukę ze świata zewnętrznego. pracuję w firmie produkcyjnej. w badaniach i rozwoju. Czy raczej w namiastce tego co na świecie.
      Poczatek RP III był nawet dobry. Łatwo było "doganiać zachód", bo startowało ię z poziomu .... z dna technologicznego. I "doganialiśmy", często niemal zrównując się z firmami z lepszego świata. sami. Coś tam wtedy jeszcze naukowcy próbowali, ale ... Potem już nie próbują. Musieliby nauczyć się innego języka. I poznać problemy "nieco" inne niż Pan tu opisuje, a nawet inne niż Wasz swiat nauki, oderwanej od świata realnego.
      Od wielu lat technika na świecie idzie do przodu. Ucieka nam. A my stoimy. przemysł ześladowym R&D nie ma szans zmniejszać przepaść. Zresztą oni są już za daleko.
      Czy czekamy na pomoc polskiej nauki? NIE. nie ma sensu. tyle to my wiemy. Jeszcze jakiś czas potrwamy. To znaczy potrwają nasze przedsiębiorstwa. Jakiś czas. bez oczekiwania na cud w polskiej nauce.
    • Intelektualne SPA obrodziło dorodnym owocem. Gratuluje zgrabnego ujęcia problemu.
      • Gość: Studentka WNS IP: *.internetia.net.pl 28.01.11, 23:28
        Wielkie brawa dla dr Dybczyńskiego za odwagę i zabranie głosu w tej sprawie. Sytuacja na UWr wygląda dużo gorzej niż to się z zewnątrz wydaje, bałagan jest wręcz nie do opisania i to dosłownie na każdym kroku, tutaj ze wszystkim jest problem. Dr Dybczyński przedstawia tylko niewielki wycinek tej smutnej prawdy, wierzchołek góry lodowej.
        Pozostaje mieć nadzieję, że heroiczna postawa pana doktora nie pójdzie na marne i da początek prawdziwej debacie o przyszłości Uniwersytetu.
    • Nareszcie ktoś podpisał się swoim nazwiskiem pod czymś o czym wszyscy mówią ale nikt nigdy nie wystąpił z tym oficjalnie. Sam kończyłem UWr i nie dziwię się niczemu co zostało poruszone w tym tekście.
      • Ja od lat sie podPiSuje na tym forum swoim wlasnym nazwiskiem.
        Kagan czyli Dr. Lech Keller-Krawczyk, PhD (Monash), MA (Melbourne), BComm (Warsaw)
        Researcher, Centro de Estudos Transdisciplinares para o Desenvolvimento (CETRAD)
        Universidade de Trás-os-Montes e Alto Douro (UTAD), Vila Real, Portugal
        www.cetrad.info/?action=pessoas/viewPerson&id=90
        Email: lech.keller@gmail.com
        tomesto napisał: Nareszcie ktoś podpisał się swoim nazwiskiem pod czymś o czym wszyscy mówią ale nikt nigdy nie wystąpił z tym oficjalnie. Sam kończyłem UWr i nie dziwię się niczemu co zostało poruszone w tym tekście.
    • Gość: dr_nauk IP: *.internetia.net.pl 28.01.11, 23:35
      z miłościwie nam panującym prof. nadz. dr. hab. J. Kunderą.
    • Opis UWr jest prawdziwy, ale niepełny. Zajmuję się na UWr naukami ścisłymi. Wybaczcie anonimowość, ale jestem na dole drabiny feudalnej.

      Wielu naukowców zajmujących się chemią, fizyką, matematyką, informatyką, czy biotechnologią jest świetnych. Można to obiektywnie zweryfikować ich publikacjami w najlepszych światowych czasopismach i uczestnictwem w życiu naukowym na świecie (konferencje, recenzje, itp.). Oni pracują na pozytywny naukowy wizerunek UWr. Niestety mają małe przebicie w sprawach ogólnouniwersyteckich. Być może dlatego, że zajmując się prawdziwymi badaniami naukowymi, nie mają czasu na politykę i walkę o pozycję w uniwersyteckiej grupie trzymającej władzę (GTW).

      Żeby naprawić UWr trzeba zrobić wiele. M.in. należy rozbić GTW składającą się z niektórych pracowników administracji ogólnouniwersyteckiej ("musi Pan się nauczyć, Panie Dziekanie, że Dziekani się zmieniają, a to administracja rządzi Uniwersytetem") i niektórych profesorów ("Musi Pan zrozumieć, Panie Kolego, że Uniwersytet jest własnością wspólnoty profesorów").

      Nie podam konkretnych nazwisk, bo nie znam całej sieci powiązań GTW. Ale BŁAGAM, NIECH KTOŚ TO ROZPRACUJE (dziennikarz, albo ktoś z UWr kto ma dużo czasu i odwagi) I O TYM NAPISZE. Podam jeden z tropów. UWr dostał z ministerstwa pewną liczbę stypendiów dla doktorantów zajmujących się zagadnieniami kluczowymi dla gospodarki. Zobaczcie jak je podzielono (GTW!) między wydziały. Aż się nie chce wierzyć co może być dla gospodarki kluczowe. :(

    • Szkoda, że rok temu kiedy jako doktoranci organizowaliśmy demonstrację w 25 stopniowym mrozie, tuż przed Senatem, a w czasie jego obrad przedstawiliśmy nasze stanowisko, nikt ale to nikt, w tym dr Dybczyńskiego, nie zająknął się słowem na temat tychże samych problemów, o których traktuje ten artykuł, z którym takę w 100% się zgadzam.

      Pozdrawiam
    • Tak oto baron zakończył karierę popełniając polityczne sepuku. Miejsce po nim zajmie z pewnością "przyjaciel". Wilczy bilet z prędkością elektronicznego przekazu otrzyma każdy uniwersytet świata.
      Popieram i współczuję, baronie.
      • Przecież niektóre wydziały UWr nie opanowały poczty email :D
        --
        Możecie mnie wszyscy wiecie gdzie i co. Więc do dzieła.

        elektrycznyklecznik.blox.pl/html
      • Gość: babkazwroclawia IP: *.sip.mia.bellsouth.net 29.01.11, 02:12
        Tak sie w naszej Polsce zgladza talent i zapal na rzecz przecietnosci (jezeli nawet). Konkurencja nie istnieje na uczelniach. Poniewaz zawsze czolowal bedzie ten ktos kto jest z kims spokrewniony albo ta ktura d*** nadstawia, a jak nie nadstawi to pewnie takze dostanie taki wilczy bilet i kopa w d*** na dowidzenia.

        I powiem ze na dany moment nie wierze ze cos sie zmieni. GW stalo sie arena powtarzania tego co jest oczywiste, lamentowania w pruznie. Watpie ze bedzie istrumentalne dla zmiany. Miedzy tym co wszyscy wiemy i co jest oczywiste, a tym co sie powinno robic, jest przepasc nie do pokonania. Totalny zanik jakiegokolwiek zapalu i zaangazowania. Totalna beznadzieja.
        • Gość: babkazwroclawia IP: *.sip.mia.bellsouth.net 29.01.11, 04:58
          Administracje uczelni w Polsce sa samowystarczalne. Poglady studenckie, lub kogokolwiek, Bron Boze zaangazowanie, nie sa mile widziane. Studenci sa cialami wypelniajacymi sale wykladowe zapewniajacymi staly doplyw kasy od podatnikow. To wszystko. Wyruznieni sa ci ktorzy, no wiemy, coz gadac. Nagrodzeni ci ktorzy, no wiemy, coz gadac.

          Sztuka przetrwania w tym systemie polega na wytrwalym milczeniu. Bron Boze nie mozna tej reguly lamac. Kleska dla tych kturzy cos powiedza bo posmakuja surowy smak rzeczywistosci jeden w gebie, drugi w d****. Doslownie. Tu nie ma tchurzy i bohaterow. Tu jest skrajnie chory system. Nie ma co sie smucic, buntowac. Trzeba sie po prostu DOSTOSOWAC.

          Vivat Polskie Uczelnie!
    • może nie doczytałem... 38letni doktor? przy dobrych wiatrach dr można uzyskać w wieku 28 lat. co robił Pan przez ostatnie 10 lat?

      sam nie cierpię UWr, choć jestem z nim jakoś-tam związany. coraz częściej wątpię, czy naprawdę chcę. Basią Bzowską nie jestem. Za darmo pracować nie będę. A prestiż związany z tą uczelnią jest mocno wątpliwy. Wystarczy spojrzeć na historię sztuki. Jej siłą jest jedna pani profesor - nb po Jegiellońskim...
      • Gość: Jasio IP: *.dag.pl 29.01.11, 00:38
        A kto to jest Basia Bzowska??
        • Gość: Sławomira Woźniak IP: *.icpnet.pl 29.01.11, 13:31
          Basia Bzowska to nieletnia bohaterka "Awantury o Basię" Kornela Makuszyńskiego.

          Sądzę, że nasz roztargniony kolega miał raczej na myśli Stasię Bozowską czyli tytułową "Siłaczkę" Żeromskiego Stefana.

          Pozdrawiam :)
      • Gość: ktoś IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.01.11, 00:38
        no i co w tym dziwnego, że doktor Dybczyński w wieku 38 lat jest doktorem? chyba ważniejsze od tytułów są kompetencje, a tych Panu doktorowi nie brakuje
      • acurator napisał:

        > może nie doczytałem... 38letni doktor? przy dobrych wiatrach dr można uzyskać w
        > wieku 28 lat. co robił Pan przez ostatnie 10 lat?
        >
        Gdybyś miał możliwość chociaż raz porozmawiać z tym 38-letnim "tylko doktorem", to pewnie zgodziłbyś się ze stwierdzeniem, że stopnie naukowe są baardzo mylące. on potrafi zagiąć i niektórych profesorów.
        • Gość: Polak IP: *.wroclaw.mm.pl 29.01.11, 02:08
          ja jestem ciekaw czy mu ktoś tej habilitacji zwyczajnie nie blokuje, bo to przecież norma na polskich uczelniach
          • Gość: studentka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.01.11, 09:28
            z tego co się mówi na WNS, to dr Dybczyński jest w trakcie habilitacji
            jednak bez habilitacji czy bez "Dybczas" jest jedynym z najlepszych wykładowców na całym unierku
            • Gość: lolek IP: 77.114.211.* 29.01.11, 10:12
              popieram w 100%
              Pozdrawiam
            • Jestem niezmiernie ciekawy, na podstawie jakiego dorobku naukowego. Bo ten wykazany na jego stronie internetowej jest zadziwiająco skromny.
              --
              Fio Maravilha, Nós gostamos de você
              Fio Maravilha, Faz mais um pra gente ver
              • Oj, widzę, że komuś żal ściska pewną tylną częśc ciała ze względu na popularność dr. Dybczyńskiego wśród studentów... Sam pewnie niczego nie osiągnąłeś, a krytykujesz innych. Jedyne co pewnie "popełniłeś" na WNS UWr to kilka elaboratów o wpływie zorzy polarnej na demokratyzację RP. Na tym Wydziale premiuje się miernotę, pisanie o niczym, wtórność poglądów, a każda zdolnośc samodzielnego myślenia jest wyśmiewana.
                • Nie pracuję na UWr, nie działam też w tej dyscyplinie co dr Dybczyński. Bardzo się cieszę, że jest popularny wśród studentów choć (jeszcze) popularność wśród żaków nie jest głównym czynnikiem uprawniającym do wszczęcia kolokwium habilitacyjnego.

                  Natomiast chciałbym uprzejmie zauważyć, że człowiek myślący próbuje zrozumieć otaczającą go rzeczywistość, a nie bezkrytycznie wszystko akceptuje. Dlatego właśnie się zastanawiam i próbuję zrozumieć, czym kierował się dr Dybczyński pisząc swój artykuł do GW.

                  Przecież sam jest po części za tą złą sytuację na uniwersytecie odpowiedzialny - przez ostatnie 6 lat jest wicedyrektorem instytutu, a od 2 lat zasiada w senacie. Jakoś nie nagłaśnia w artykule swoich pomysłów na reformę uniwersytetu - widocznie takich nie ma.

                  Jego artykuł mógłby jeszcze zostać uznany za rozpaczliwy protest wobec tragicznej kondycji uczelni - gdyby na przykład zrezygnował z tych funkcji kierowniczych.

                  Na razie jednak jego stanowisko jest kuriozalne. Krytykuje elity uniwersytetu, sam do nich należąc. Itak się dziwnie składa, że dzieje się to w momencie gdy najprawdopodobniej podejmuje starania o wszczęcie procedury habilitacyjnej.

                  --
                  Fio Maravilha, Nós gostamos de você
                  Fio Maravilha, Faz mais um pra gente ver
                  • Gość: adiunkt IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.01.11, 17:05
                    Z twoich przemądrzałych wypocin wynika, że lepiej by było, żeby nadal siedział cicho i przyklepywał, tak jak robi większość. Cóż, wiem, że wielu polskim naukowcom takie postępowanie bardzo odpowiada. A może, zamiast krytykować, sam napiszesz, co zrobiłeś dobrego w eliminowaniu patologii w polskiej nauce? Chyba, że uważasz, że wszystko jest O.K. (w takiej sytuacji nie dziwi mnie twoja krytyka osoby, która odważyła się głośno mówić), albo że ty jesteś nieskazitelnie czysty (w to też nie wierzę). Cenię autora tekstu, że pomimo zaanagażowania w sprawy wewnętrzne uczelni odważył się głośno mówić o nieprawidłowościach, a fakt, że pełni znaczące funkcje, tylko potwierdza wiarygodność tego, co pisze. Zdaję sobie sprawę, że może przy tym realizować jakiś własny interes, ale dobrze, że przy okazji robi coś dobrego, a tylko głupiec robi cokolwiek nie dbając przy tym o własny interes. Reasumując: łatwo krytykować, samemu nic nie robiąc, a gdybyś cokolwiek zrobił, z pewnością sam byś się naraził na taką samą, niekonstruktywną krytykę.
                    • A to bylo do kogo, kol. adiunkcie???
                    • Chodzi tylko o to, że intencje tego Pana są niezbyt jasne.

                      Jeśli chodzi o walkę z patologiami w polskiej nauce, stosuję się do słów Młynarskiego i "robię swoje". Ja żadnego pociotka nie przepychałem na egzaminach ani nie zatrudniałem w zakładzie, uczciwie przygotowuje się do zajęć i staram się solidnie pracować naukowo i publikować.

                      Tak, stosując się do kryteriów Pana "Barona", jestem czysty. Nie marnuję pieniędzy polskich podatników, sumiennie pracuję na jednym etacie. Ba - takich osób na polskich uczelniach jest zdecydowana większość.
                      --
                      Fio Maravilha, Nós gostamos de você
                      Fio Maravilha, Faz mais um pra gente ver
                      • Gość: Kagan IP: *.dsl.telepac.pt 29.01.11, 18:15
                        Jakim to cudem skończyłeś studia wyższe, flamengisto, skoro na podstawie tego, że ty jestes "czysty" (co jest zresztą też tylko pustym, nieweryfikowalnym stwierdzeniem) wyciągasz ogólny wniosek, że uczciwych pracowników nauki jest na polskich uczelniach zdecydowana większość?
                        I zdecydowanie marnujesz pieniądze polskich podatników, gdyż twoja praca nie przynosi żadnych obiektywnie weryfikowalnych wyników. Np. na PoP zapytanie o flamengistę daje ERROR 1169 (w indeksie nie znaleziono pozycji odpowiadającej podanemu kluczowi).
                      • Gość: Adam IP: *.opera-mini.net 29.01.11, 18:49
                        Taaa... Jeśli dla ciebie kryteriami uczciwości jest tylko to, co jedna osoba napisała na swój temat... W takiej sytuacji będzie oczywiste, że większość pracowników uczelni będzie "czysta", bo większość nie zajmuje kierowniczych stanowisk, jak autor tekstu. Ale gdyby zapytać, kto stawia same dobre oceny studentom, bo tak wymagają zwierzchnicy, kto spóźnia się na zajęcia i konsultacje, kto olewa sprawdzanie prac studentów, kto przymyka oko na niemoralne zachowania kolegów, kto wręcz broni ich, bo tak wymaga solidarność zawodowa, kto pracuje na kilku etatach, oczywiście kosztem jakości pracy, kto załatwia układami różne sprawy, własne i innych... to liczba naprawdę czystych pracowników stopniałaby do zera.

                        Sorry, że tak walę prosto z mostu, ale nie mam wątpliwości, że masz coś na sumieniu, bo tylko postępując tak jak inni, można przetrwać w patologicznym środowisku. Twoje naiwne usprawiedliwienia świadczą raczej, że nie masz świadomości niemoralnych zachowań swoich i swoich kolegów, niż że jesteś wzorem moralności, jak próbujesz siebie przedstawiać.
                        • swoje wątpliwości, nie mam zamiaru cię przekonywać.

                          Wiem tyle że ja, mój szef i kilku moich kolegów i koleżanek których znam najlepiej - nie robi nic z tych rzeczy, które przed chwilą wymieniłeś.

                          Smutne jest to, że obraz uczelni jako patologii ciąży w świadomości ludzi do tego stopnia, że nie mieści im się w głowie że są też normalni pracownicy naukowi i wykładowcy.

                          I między innymi mnie ta deklaracja Dybczyńskiego naprawdę wkurza. Bo on pisze per "My". Żadne "my" - niech mówi za siebie. A nie za całe środowisko naukowe w Polsce.
                          --
                          Fio Maravilha, Nós gostamos de você
                          Fio Maravilha, Faz mais um pra gente ver
                          • Gość: KAGAN IP: *.dsl.telepac.pt 29.01.11, 19:11
                            Wystarczy, ze podasz na poczatek liste swych publikacji. Inaczej jestes po prostu pustoslowny i niewiarygodny...
                            I osoby, ktore wymieniles, nie sa reprezentatywna probka polskich pracownikow naukowych. Nie kompromituj sie wiec wiecej swa nieznajomoscia statystyki w szczegolnosci a logiki i metody naukowej w ogolnosci. Poza tym, to nawet jesli gdzies jeszcze w Polsce sa uczciwi pracownicy nauki, to sa oni w takiej mniejszosci, ze nie wplywaja oni na ogolny obraz swego srodowiska. Dr Dybczynski slusznie wiec zabiera glos w imieniu olbrzymiej wiekszosci swego srodowiska, a wiec w praktyce w imieniu calego tego srodowiska.
                            A na poczatek zajrzyj, prosze tutaj i zapamietaj ponizsze:
                            Fałszywe uogólnianie
                            Ktoś wysnuwa wnioski z wątpliwych lub nie związanych ze sprawą dowodów. Postępowanie to przybiera dwie formy:
                            1) Pobieżne/pospieszne uogólnienie (ang. hasty generalization). Ktoś wysnuwa wnioski na podstawie minimalnej wiedzy (niekoniecznie prawdziwej), na wyjątkowych lub tylko wybranych faktach, zanim jeszcze zbierze wszystkie fakty i dowody.
                            2) Szerokie uogólnienie (dieto simplicter}. Ktoś wysnuwa wnioski, stosując ogólną regułę do konkretnej sytuacji. Przykład: „Słyszałem, że ta część miasta jest niebezpieczna. Nie zawiozę tam tej paczki". A przecież ulica, o której mowa, może być najbezpieczniejszą w mieście.
                            Pozdr.
                            lech.keller@gmail.com
                            • Gość: Adam IP: *.opera-mini.net 29.01.11, 19:29
                              Zgadzam się. Choć rozumiem, że teraz wielu, zamiast uderzyć się w piersi, będzie szukać na siłę dziury w artykule Dybczyńskiego, żeby wyjść (przynajmniej w swoich oczach), na takiego, którego to nie dotyczy. Normalna psychologicznie racjonalizacja. Znam mnóstwo naukowców, którzy, owszem, uważają że polskie środowisko naukowe jest przesiąknięte patologiami, ale są święcie przekonani, że winni są wszyscy, tylko nie oni. A jak się im dokładniej przyjrzeć, to okazuje się, że postepują dokładnie tak samo. Obrzydliwe zakłamanie, ktore tylko utrudnia jakiekolwiek zmiany w nauce.

                              Tym większe brawa dla doktora Dybczyńskiego, że stać go było na samokrytykę. Szkoda, że jego krytykantów nie stać nawet na tyle.
                          • Gość: Adam IP: *.opera-mini.net 29.01.11, 19:20
                            Jasne, same cnotki. Jakiś dziwny zbieg okoliczności, że skupiły się one akurat w twoim otoczeniu. Wiesz, ja też znam naukowców, wobec których żaden z ich podwładnych nie powie złego słowa, nawet anonimowo. Chodzące wzory moralne do naśladowania. Ale jakby zapytać osoby nie będące w zależności służbowej czy układach osobistych z tymi naukowcami, to okazuje się, że prawda wygląda wręcz przeciwnie. I tak właśnie wygląda uczelniana rzeczywistość. Układy, układy i jeszcze raz uklady. Są tacy, którzy to widzą, pomimo że tkwią w tych strukturach (zaliczyłbym do nich Dybczyńskiego) i tacy, którzy tak są zindoktrynowani, że tego nie widzą i pewnie nigdy już nie zobaczą. I właśnie ci drudzy są według mnie najgorsi i najbardziej szkodzą, gdyż oni samą swoją biernością sankcjonują uczelniane patologie.

                            Gdybyś był, tak jak piszesz, krystalicznie czysty, pierwszy wołałbyś o zmiany. Bo na uczelniach z pewnością jest co zmieniać. Nie robisz tego, bo nie rozumiesz, że sama bierność w obliczu niegodziwości też jest niegodziwością. No, ale gdzie ty się miałeś biedaku tego nauczyć, skoro większość życia spędziłeś w instytucji, gdzie konformizm uznaje się za przejaw inteligencji, a nie nikczemności?
                            • Przecież gdybyś zaglądnął na nasze forum, zobaczyłbyś że my diagnozę taką jak Baron postawiliśmy jakieś 3 lata temu. Generalnie jest co zmieniać w polskiej nauce, ale nie z założeniem że wszyscy to złodzieje i oszuści.

                              Tak się składa, że jeżdżę sporo za granicę na konferencje czy staże badawcze i generalnie porównanie jest przykre dla Polski. To nie tak, że tylko USA wyprzedza nas o lata świetlne. Jeśli chodzi o finanse, warunki pracy i jakość kształcenia i badań wyprzedzają nas już niektóre kraje dawnego III świata (np. Brazylia).

                              Tylko że sprawa jest złożona. Obecne plan reform nic nie da, bo nie idą za nimi pieniądze. Bez znacznego zwiększenia finansowania nic się nie ruszy.

                              --
                              Fio Maravilha, Nós gostamos de você
                              Fio Maravilha, Faz mais um pra gente ver
                              • Gość: Kagan IP: *.dsl.telepac.pt 29.01.11, 21:50
                                Alez sie usmialem. Przeciez matka zalozycielka tego forum dawno temu mnie zabanowala za PiSanie tego samego, co teraz mozna dzis przeczytac na tym watku!
                              • Gość: Adam IP: *.opera-mini.net 29.01.11, 22:10
                                Ciężko widzę te zmiany, bo zdecydowana większość pracowników naukowych prezentuje taką mentalność, jak twoja: w nauce jest źle, ale winni są wszyscy, tylko nie ja. I nikt nic nie robi. A jak w końcu pojawi się odważny, to środowisko naukowe pluje na niego, zgodnie z zasadą, że nie kala się własnego gniazda. Solidarność zawodowa i konformizm okazują się ważniejsze niż dobro nauki. Podobnie jest z reformami: wszyscy mówią, że są konieczne, a jak ktoś zaczyna reformować, to nagle nikomu nic nie pasuje. I wszystko trwa dalej tak, jak było. I jak tu w nauce ma być lepiej?

                                Dla mnie rada jest jedna: należy wziąć środowisko za mordę i najlepiej, żeby to zrobił ktoś z zewnątrz. Nikt nie patyczkuje się z innymi grupami zawodowymi i naukowcy wcale nie powinni być pod tym względem jakimś wyjątkiem.
                                • Gość: Kagan IP: *.dsl.telepac.pt 29.01.11, 22:43
                                  POpieram Adama!
                                  (...) należy wziąć środowisko (naukowe) za mordę i najlepiej, żeby to zrobił ktoś z zewnątrz. Nikt nie patyczkuje się z innymi grupami zawodowymi i naukowcy wcale nie powinni być pod tym względem jakimś wyjątkiem.
                                • Rozumiem, że "wzięcie środowiska za mordę" spowoduje entuzjazm wśród młodych naukowców, którym się oferuje stypendium doktoranckie w wysokości 1050 zł miesięcznie, lub (dla szczęśliwców) etat asystencki w wysokości 1500 zł na rękę?

                                  Bo oprócz wypasionych zarobków ktoś ich "weźmie za mordę"?

                                  Ja jednak obstawiam, że to ich ostatecznie zniechęci do pracy naukowej.

                                  A co do reformowania: ja bym oczekiwał, że reformy pójdą przede wszystkim w tym kierunku, by przynajmniej nam pracy nie utrudniać. Mówiąc "nam" mam na myśli tych otwartych na Zachód, gotowych do nowych wyzwań ciężko pracujących naukowców których wcale nie jest tak mało.

                                  My w przeciwieństwie do dr Dybczyńskiego obok krytyki obecnego systemu mamy pomysły, jak go zmieniać. M.in. studia w języku angielskim, ściąganie zagranicznych wykładowców. Prowadzimy badania, współpracując ze znanymi, uznanymi zachodnimi ośrodkami naukowymi.

                                  Nas zasiadanie w dyrekcji instytutu i w senacie nie interesuje. Chcemy wsparcia instytucjonalnego - by nie trzeba było rozpisywać przetargów na wydruk materiałów promocyjnych projektu za 700 zł (autentyk!). W tym powinna nam pomagać administracja. Chcemy się zajmować badaniami naukowymi na porządnym poziomie i dydaktyką, która ma sens. Czyli praca z dobrymi studentami, od których oczekujemy więcej ale w zamian też możemy zaproponować coś więcej, niż "pożółkłe wykłady".

                                  I dlatego mnie takie artykuły jak powyższy wkurzają. Facet sam przyznaje się, że ten system wspierał i budował - ujawnia jego najgorsze strony ale wcale nie obiecuje poprawy, ani propozycji zmian!
                                  --
                                  Fio Maravilha, Nós gostamos de você
                                  Fio Maravilha, Faz mais um pra gente ver
                                  • Gość: Adam IP: *.opera-mini.net 30.01.11, 00:03
                                    Nie wiem, czy spowoduje entuzjazm. I mało mnie to obchodzi. Ale - jak widać - inaczej się nie da. Z tymi stypendiami przesadzasz. Jak doktorant bierze udział w grantach, projektach badawczych, potrafi zarobić miesięcznie więcej niż adiunkt. 1050 jest dla tych, co nic więcej poza pisaniem doktoratu nie robią. I nie uważam, że powinni mieć więcej - jak ktoś skupia się tylko na minimum, to dostaje tyle, ile potrzeba na przeżycie. A samo pisanie doktoratu (i ewentualnie prowadzenie kilkudziesięciu godzin zajęć w semestrze) nie jest wysiłkiem, który pochłania 8 godz. pracy dziennie. Tak zresztą powinno być też przy zatrudnianiu na etaty. Jakoś wypłukanie Polski z naukowców nie za bardzo nam grozi, biorąc pod uwage, że większość doktorów po obronie nie ma szans na etat na uczelni.

                                    Co do propozycji zmian, to ma je każdy. Mniej (takich jest większość) lub bardziej sensowne. Mówiąc inaczej, każdy z naukowców uważa, że wie najlepiej, w jakim kierunku nalezy reformować naukę. Ot, taka narcystyczna mentalność. I stąd tyle krytyki, gdy ktoś chce wprowadzać reformy, a tak mało zgody i kompromisu. Tak więc nie jest to towar deficytowy. W przeciwieństwie do tego, osób jawnie i otwarcie sprzeciwiającym się patologiom akademickim jest wśród naukowców bardzo mało. Na Akademii Medycznej chyba tylko jeden profesor zdecydował się otwarcie potępić plagiat rektora. Reszta oczywiście była zajęta "konstruktywnym wdrażaniem nowych pomysłow" i obmyślała kolejne "propozycje zmian". Twoja opinia o artykule jest dla mnie co najmniej dziwna i niezrozumiała. Artykuł dotyczy tego, czego dotyczy, i trudno zarzucać mu, że nie dotyczy czegoś innego. I bardzo dobrze, bo takich artykułów, o ktorych piszesz, można znaleźć na pęczki. Dla mnie jest to tworzenie nagonki przez ciebie i twoich kolegów z forum na kogoś, kto odwazył się napisać o nieprzyjemnych rzeczach. Każdy teraz próbuje zabłysnąć, że jest mądrzejszy od autora tekstu, szkoda, że nikt nie próbuje popisać się odwagą w co najmniej takim jak on stopniu. Innego wytłumaczenia nie widzę.
                                    • Gość: Piotrek IP: *.unknown.vectranet.pl 30.01.11, 18:36
                                      IMHO nie do końca ma Pan rację, w czasie mojego doktoratu szef zlecał z pozycji pryncypała robienie analiz do różnego rodzaju prac badawczych a mimo to zarabiałem na tamte czasy) 800pln. Zasadą szefa było nie płacenie doktorantom, i ciekaw jestem kto był bym w stanie sprzeciwić się profesorowi - promotorowi szczególnie jeżeli praca dr była na wysokim stopniu zaawansowania. Teraz często czytam opinie,ze ktoś ma słaby dorobek - po obronie dr miałem 2 art z lf filadelfijskiej, na których mój profesor był 1 autorem (sic! - tzw polska norma) oraz 3 w których nie było mojego nazwiska, za to mój promotor był 1 autorem, zaś ja byłem "współautorem widmo". Teraz czytam często te porównania umiejętności naukowców przez pryzmat ilości publikacji na lf, i śmiać mi się chce.

                                      Zawsze można tak zakręcić doktoranta, żeby był szczęśliwy z wykonanej pracy,choć jej 80% się mówiąc wprost - ukradło - i to jest fakt.

                                      Przykro mi nieraz gdy dostaję obuchem od jakiegoś internetowego oszołoma, który nie znając mojej pracy, godzin spędzonych w laboratorium od razu kwalifikuje do nierobów lub betonu w zależności jak mu pasuje i czy lubi dane forum czy nie ;). Może wystarczyło by (w nauce i innych dziedzinach) zacząć wracać do oceniania rzeczywistych umiejętności, personalizacji zadań i rozliczania każdego z rzeczywistych efektów jego pracy. Bo znam takich, którzy wiedzą i pracowitością wyrabiają od lat dorobek katedry za to sa wiecznymi autorami widmo - zaś jakiekolwiek zawirowania kadrowe np likwidacja instytutu powodują, ze ich się wymiata w pierwszej kolejności zostawiając największych nierobów i ludzi o najmniejszym potencjale.

                                  • Gość: Kagan IP: *.dsl.telepac.pt 30.01.11, 12:04
                                    1. Kto bedzie prowadzic zajecia po angielsku? Chyba nie polscy wykladowcy, ktorzy na ogol ledwo znaja ten jezyk.
                                    2. Jak sciagniesz do Polski zagranicznych naukowcow, skoro oni nie maja habilitacji ani nawet doktoratu czy magistra(tu) nostryfikowanego w Polsce, a wiec moga byc w Polsce najwyzej studentami badz w najlepszym wypadku mlodszymi asystentami, chyba, ze masz na mysli naukowcow z Libii czy Slowacji...
                                    lech.keller@gmail.com
                              • Zwiększenia finansowania? Jeszcze więcej pieniędzy? Moim zdaniem nawet dziesięciokrotne zwiększenie budżetu UWr nic nie da, ponieważ uniwersytet nie potrafi gospodarować pieniędzmi i z dnia na dzień się tego nie nauczy. Nie znam lekarstwa na chorobę, która dotknęła tę uczelnię, nie będę silić się na wymyślanie rozwiązań problemu, który przybrał tak ogromną skalę. Potrzebna jest ogólnospołeczna debata nad sensem istnienia tej średniowiecznej instytucji.

                                Ale jedno jest pewne, poza pieniędzmi podatników, poza wpływami z reklam, uniwersytet finansują również studenci, ja osobiście do dnia dzisiejszego wpłaciłam na konto uniwersytetu:
                                34 410zł
                                i cóż otrzymałam w zamian? Nic to mało powiedziane, ale bez papierka z potwierdzeniem mgr nie osiągnę tego, co zaplanowałam osiągnąć. Może gdybym te całe realia uniwersyteckie znała wcześniej, obrałabym inną drogę, ale teraz nie ma już odwrotu.

                                Gratuluję dr Dybczyńskiemu samobójczej odwagi, ale moim zdaniem jest to zawracanie kijem Wisły. Aczkolwiek sytuacja na całym WNSie to jakiś żart, wiem z autopsji, oceny na twarz, brak sensownych kryteriów oceniania, ręka rękę myje, grupy wzajemnej adoracji, a już najbardziej dotkliwy jest - nie pamiętam dokładnie jaką funkcję pełni ten dr, ale chyba z-ca dyr. ds. dydaktycznych, ale jego widok kiedy w bardzo namiętny sposób całuje się ze swoją dziewczyną/żoną, jest conajmniej nie na miejscu, zwłaszcza gdy odbywa się to w jego gabinecie, w godzinach konsultacji. Ale to koniec małej dygresji.

                                I jeszcze raz meritum - żeby dostać więcej pieniędzy trzeba sobie zasłużyć, trzeba być tego wartym, a narazie proponuje powalczyć o to co już uniwersytet dostaje, żeby tego nie stracić.
                                • Gość: Kagan IP: *.dsl.telepac.pt 29.01.11, 22:42
                                  A moze by tak metoda BIG BANG zredukowac dotacje z budzetu dla UWr i jemu podobnych "uniwersytetow" do zera? Wtedy sie dopiero okaze, jakie jest rzeczywiscie spoleczne zapotrzebowanie na uniwersytety w Polsce: ci, ktorzy beda ich naprawde potrzebowac, beda je przeciez finansowac (albo zwroca sie do zagranicznych wyzszych uczelni, ale ostatecznie to mamy przeciez globalizacje)...
                                • Zwiększenie finansowania ma tylko sens wtedy, gdy będzie system premiowy.

                                  Sprawa prosta. Publikujesz artykuł w świetnym,uznanym w świecie czasopiśmie - premia. Zdobywasz wielomilionowy grant - premia.

                                  Tyle o nauce. Natomiast w kwestii finansowania szkolnictwa wyższego... Studentów jest 5 razy więcej, niż w 1989, a zatrudnienie na uczelniach wzrosło o 40%. Tu bez radykalnych zmian nic się nie zmieni. Możliwości są dwie:
                                  1. Radykalne zwiększenie finansowania - by utrzymać obecny poziom studiujących
                                  2. Radykalne zmniejszenie liczby studiujących
                                  W obu sytuacjach uzyskujemy większe nakłady/studiującego, więc jest możliwość wyegzekwowania wyższego poziomu. Jak zamiast 40 seminarzystów na roku będę ich miał 10, to każdemu będę mógł poświęcić więcej czasu niż obecnie. To chyba proste:)

                                  [quote]ja osobiście do dnia dzisiejszego wpłaciłam na konto uniwersytetu: 34 410zł i cóż otrzymałam w zamian? Nic to mało powiedziane, ale bez papierka z potwierdzeniem mgr nie osiągnę tego, co zaplanowałam osiągnąć.[/quote]

                                  No ale wpłaciłaś równowartość 10 tys. dolarów. Rok studiów na Harvardzie kosztuje blisko 100 tys. dolarów. Zapłaciłaś więc 40 razy mniej, niż za Harvard. A jakość dostałaś ~ 10 razy niższą. Więc moim zdaniem zrobiłaś niezły biznes.

                                  [quote]I jeszcze raz meritum - żeby dostać więcej pieniędzy trzeba sobie zasłużyć, trzeba być tego wartym, a narazie proponuje powalczyć o to co już uniwersytet dostaje, żeby tego nie stracić.[/quote]

                                  Oczekujesz, że maluch startujący w F1 w kwalifikacjach zmieści się w pierwszej 10tce. A w nagrodę fundniesz mu nowy silnik i spoiler. Ok, można stawiać takie warunki ale to nic nie da.

                                  --
                                  Fio Maravilha, Nós gostamos de você
                                  Fio Maravilha, Faz mais um pra gente ver
                                  • Porównanie było by trafne jeżeli moje/moich rodziców zarobki były by porównywalne do tych w Stanach, ale nie są. Dlatego stwierdzenie, że zrobiłam niezły interes jest chybione. I na jakiej podstawie stwierdza Pan, że jakość kształcenia jest 10 razy niższa? Harvard jest w czołówce uniwersytetów śwatowych, UWr nawet nie jest na szarym końcu, po prostu go nie ma.

                                    I jeszcze raz o finansowaniu. Uniwersytet naprawdę otrzymuje ogromne pieniądze, tylko nie potrafi nimi gospodarować. Więc nadal jestem przeciw zwiększeniu nakładów finansowych.

                                    A co do tego malucha. To nie oczekuję żeby znalazł się w pierwszej 10, tylko żeby zaczął jeździć jak się go zatankuje. Czyli już bez głupawych porównań, żeby uniwersytet spełniał swoją funkcję, czyli kształcił, a nie zajmował się wszystkim innym, spychając dydaktykę na dalszy plan, bo przecież i tak nikt tego nie sprawdzi.
                            • Nie czepiaj się flemengisty - tak się złożyło, że pracuje na dobrej uczelni (prawie tak dobrej jak moja :), gdzie takich zjawisk po prostu nie ma albo są marginalne, a na pewno nie są normą.

                              Kagan szczeka jak mały psiaczek w każdym wątku na tematy związane ze szkolnictwem wyższym - co zrobić taka "psiche turbada"
                    • "CICHO siorbać" i " głośno MÓWIĆ".
                      MYŚLAŁEM, bo lubię sobie tak pomyśleć, że myśli się CICHO, a gada GŁOŚNO-nooooo, słyszalnie.
                      A do tego, drrrrrrrrrrrrrr JĘDREK DYBCZYŃSKI nie powiedział głośno, a jedynie napisał w znajomym periodyku codziennym NR mgrPOLO Jerzego sSAWKI.
                      ZALECAM działania w podgrupach i kontakt z panem drrrrrrrr MIGALSKIM- taki EUROparlamentarzysta i w ramach projektu "TRZECH muszkieterów".

                      NA RA z poważaniem
                      A ESTIME
                      mgr inż. mechaNIC TADEUSZ PIECZONKA "60+2"-ZIELONY
                      11/13-cie years SANStravail/JOBless , non sans TRAVAIL WHISTLEblower
                      ul. SZMARAGDOWA 31
                      59 900 ZGORZELEC / 0048 75 649 30 44 / WWW.ROPOIWZK.COM - RUCH040404@WP.PL

                  • Gość: Ish IP: *.dynamic.chello.pl 30.01.11, 01:13
                    Widzisz, ale gdyby nawet zrezygnował z funkcji w imię jakichś górnolotnych ideałów, to nie brakłoby głosów sugerujących, że w istocie go wywalili ze stanowisk i postanowił się zrewanżować pisząc omawiane przez nas słowa.

                    Wszyscy w zabawny sposób gdybacie. Staracie się "zrozumieć", nie wiedząc nawet jakiego procesu. Staracie się "wiedzieć", nie mając pełnej informacji. Patrzycie krytycznie na materiał, jak sugerujecie, ale nie patrzycie krytycznie na własne poznanie.

                    Nauka, tak?

                    Nota bene podoba mi się sprowadzanie czyjegoś intelektu i wiedzy do jego "dorobku naukowego" rozumianego jako ilość publikacji. Szczególnie, kiedy w tym kraju kopia goni kopię na kopii, bo to jest najłatwiejszy sposób wspinania się w feudalnej hierarchii i dopchania się nieco bliżej do budżetowego koryta.
      • Gość: Sławomira Woźniak IP: *.icpnet.pl 29.01.11, 13:41
        Drogi Anonimowy Kolego,

        Basia Bozowska to główna bohaterka "Awantury o Basię" Kornela Makuszyńskiego. Nieletnia, niepracująca (nawet za darmo).

        Przypuszczam, że miał Pan na myśli Stanisławę Bozowską, tytułową "Siłaczkę" Żeromskiego.
        Wypadałoby jednak sprawdzić przed wpisaniem bzdury na forum - choć pewnie z racji anonimowości podszytej tchórzem czuje się Pan zwolniony z takich drobiazgów.

        Pozdrawiam.
    • I'm gonna make him an offer he can't refuse.
      tak to przynajmniej wygląda.każde posunięcie oskarżonych można wykorzystać na własny użytek i potwierdzać słuszność własnych słów.

      Ja popieram Pana dr Dybczyńskiego. I chyba każdy student naszej uczelni, taki, którypotrafi widzieć, słyszeć i analizować wydarzenia, zrobi to samo. ten artykół i tak jest jedną z najłagodniejszych form pokazania sytuacji wewntęrznej UW.

      Z wyrazami szacunku,
      K.Kruk
    • mam nadzieje ze szklonictwo wyzsze nie bedzie wygladalo w polsce nigdy tak jak w uk gdzie chodzi wylacznie o kase ktora placa studenci i poziom odpowiada naszej szkole sredniej
      • Gość: nanader IP: *.cache.ed.ac.uk 29.01.11, 23:49
        Poziom może odpowiadać szkole średniej; tak jest w przypadku kiepskiej uczelni. Chodzę akurat do dobrej, gdzie poziom nauczania i badań jest jednym z najwyższych na świecie.

        Naprawdę - nie ma tygodnia żeby nie powstała tutaj, na uniwersytecie edynburskim, nowa technologia lub forma wiedzy, która rozwiązuje jakiś znaczący problem na świecie.

        Poza tym na uczelniach zawsze, ale to zawsze historyczniee chodziło, chodzi i będzie chodziło o kasę i interesy - karierę, pensję, zysk, pozycję społeczną. W Polsce uczelnie kasę dostają prawie tylko od państwa, które samo boi się reformować te zapyziałe instytucje w bardziej radykalny sposób.
    • Nie baronem, ale don Quijotem
    • Studiowałam na Uniwersytecie Jagiellońskim i tam było tak samo jak w artykule. Teraz mieszkam obok Kingston, Ontario i znam ludzi z Queens University i tam tez jest podobnie, nawet gorzej... To widocznie wcale nie zalezy od miejsca, uniwersytety po prostu maja swoja specyfike :).
    • Panie Doktorze, gratuluję odwagi i bardzo dziękuję za ten tekst.
      Dodatkowo dodałabym jeszcze tylko 1 kwestię:
      Jak to w ogóle jest możliwe ,że osoby, posiadające zakres swojego słownictwa na poziomie niecałych 1000 słów, zostają na tej uczelni magistrami? Szczerze przyznam, że mi czasami jest wstyd - nie tylko za moich kolegów w roku, ale niestety za naszych wykładowców, którzy z imię dobrej zabawy przy wysłuchiwaniu idiotyzmów wypowiadanych przez tych pseudostudentów, zaliczają im kolejne przedmioty, mimo absolutnie zerowej wiedzy. Tak naprawdę to wstyd jest nawet przyznać, że z kimś takim się studiuje na publicznej uczelni w trybie stacjonarnym...
    • .....niech sie zapisze do SLD..... bedzie Czerwonym Baronem.....
    • Jako że tekst jest najistotniejszy to najpierw o nim. Jak większość już stwierdziła nie da się podważyć prawdziwości tego co zostało napisane (mowa o bezpośrednich obserwatorach, nie osobach starających się usilnie bronić własnych posad), znaczna część osób wyraziła swoje obawy na temat czy spowoduje on jakąś reakcje. Nie sprowadzajmy oczywiście reakcji do oddelegowania dr Dybczyńskiego z uniwersyteckiego obozu. Zamiast wyrażać obawy o losy tego tekstu, najlepiej sami dołóżmy starań, by coś zmieniło się na lepsze, a nie jedynie na ugodowe "lepsze" ;) Nawet rola studentów może okazać się tutaj istotna, nie jesteśmy przecież motłochem, która może się jedynie przyglądać i być popychanym. Trzeba zdecydowanie działać, zamiast wciąż zgłębiać kolejne poziomy konformizmu. Nie jest to oczywiście namowa do jakiegoś pospolitego ruszenia, a jedynie sugestia by otworzyć oczy na to co się dzieje wokół nas. I zupełnie nie interesują mnie sfrustrowane głosy, które będą zaciekle broniły wygodnej pozycji biernego obserwatora. Z pewnością każdy chętny znajdzie w tekście fragment, z którym chętnie by polemizował. Nie o to jednak w tym wszystkim chodzi, nie o to na pewno by uspokoić własne sumienie i zagłuszyć je krytyką wobec jednostki, która wystawiła się lanie. Bo być może jednak da się coś jeszcze zmienić...

      Chciałbym także zwrócić uwagę na małostkowość niektórych wypowiedzi, koncentrujących się na zupełnie nieistotnych aspektach, krzyczących o pomoc, "sponiewieranych" przez pana D. studentów. Miałem styczność z twórcą tego artykułu i to jak wspominam "wspólnie spędzone chwile" nie ma prawa przyćmić tego o co toczy się gra. Apeluję o nieco dystansu do siebie i koncentracje na głównym temacie.
      Pozdrawiam ;)
    • Gość: magdacan IP: *.ed.shawcable.net 29.01.11, 04:09
      Wielkie brawa dla pana, panie doktorze za odwage! Pracowalam kiedys na uczelni i wiem, ze kazde slowo ktore pan tutaj napisal jest prawda. Skladam wyrazy szacunku.
    • zamiast jeczec z niezadowolenia wystarczylo sie umowic na spotkanie z panem rektorem zadac mu dreczace cie pytania i przedstawic nam tu w liscie jego odpowiedzi, zamiast beczec jak niedorozwiniety baran, i takie niedudolne balwany "ucza"? czego? jak byc baranem i balwanem bez krzty inicjatywy?
      • Gość: Bartek IP: *.tktelekom.pl 29.01.11, 17:25
        Drogi Panie Mądry. Wybitnie.
        Pańska wypowiedź, oczywiście anonimowa, świadczy o Pańskim poziomie chamstwa i prostocie, jaką Pan sobą reprezentuje. I o problemach z czytaniem ze zrozumieniem.
        Autor wskazuje w swojej wypowiedzi na ważną kwestię gnuśności, marazmu i stagnacji na jednej z największych uczelni w Polsce. Wytykając błędy w sposobie funkcjonowania środowiska uczelnianego na szerokim forum zachęca do odważniejszego piętnowania nieudolności na szczeblach władzy. A nagłośnienie sprawy może przyczynić się choćby do - być może zbawiennej - chwili refleksji niektórych prominentów. To, Drogi Panie, jest inicjatywa. Co to takiego - odsyłam do słownika W. Kopalińskiego. Może okazać się pomocny przy formułowaniu kolejnych wypowiedzi.
      • Gość: Krakowski spleen IP: *.mynet.com.pl 29.01.11, 17:33
        widzę że nie wygodny tekst juz kogoś boli;-P wszędzie tak jest ....ryba psuje się od głowy
    • Szacun Panie Baronie!
      Gdybyśmy pozrzucali te skorupy i maski to być może większość absurdów zniknęła by wraz z nimi.
    • Gość: jw IP: 77.236.26.* 29.01.11, 07:50
      Uniwersytet Wrocławski nie jest wyjatkiem, raczej standardem. Teksty krytyczne o mizerii moralnej uniwersytetów pisali i innii pod własnym nazwiskiem i to od 30 lat. por np.
      wobjw.wordpress.com/category/blok-inna-prawda-o-uj/

      blogjw.wordpress.com/tag/uj/

      nfapat.wordpress.com/tag/uj/

      nfaetyka.wordpress.com/2010/12/27/etyka-i-patologie-polskiego-srodowiska-akademickiego/

      Owocnej lektury !
      Józef Wieczorek
      • Zgoda! NIE jest. Ale Panie Doktorze Wieczorek - czemu mnie Pan zabanowal na swoim NFA?
        Czy dla tego, ze mam inne POglady POlitycznie niz Pan i uwazam, ze nie mozna robic reformy szkolnictwa wyzszego metodami bolszewickimi, tyle ze uzywajac ich do tropienia duchow owych bolszewikow ponad 20 lat po obaleniu owego bolszewizmu?

        Kagan czyli dr. Lech Keller-Krawczyk, PhD (Monash), MA (Melbourne), BComm (Warsaw)
        Researcher, Centro de Estudos Transdisciplinares para o Desenvolvimento (CETRAD)
        Universidade de Trás-os-Montes e Alto Douro (UTAD), Vila Real, Portugal
        www.cetrad.info/?action=pessoas/viewPerson&id=90
        Email: lech.keller@gmail.com
    • Bravo za odwagę ! Jestem z Panem, Baronie!
    • Gość: były z AJD z Cz-wy IP: *.play-internet.pl 29.01.11, 09:00
      Jako były pracownik Akademii Jana Długosza w Częstochowie mogę tylko stwierdzić że Wrocław nie jest niczym specjalnym w Częstochowie jest takie samo bagno. Wywołanego do tablicy prof. Pacholskiego poznałem osobiście i mam o nim tylko złe zdanie. Za to mogę potwierdzić że bardzo dobrze chroni hermetyczność swojego środowiska i jak to w nauce polskiej liczy się tylko zdanie elity "przy kierownicy" w której rączka rączkę........
      • Gość: Absolwent UW IP: 78.8.136.* 29.01.11, 09:52
        SZACUN za odwagę,

        efektowne samobójstwo,

        Pana tekst nie zmieni NIC,

        ELYTA zewrze szeregi, dożywotnia profesura odetnie się od ptaka co własne gniazdo, itd.....
        • Gość: mrcogito IP: *.formlessnetworking.net 29.01.11, 10:19
          Okazuje, się że nie tylko nie potrafimy budować. O czym powtórzony tekst jaki napisałem przy okazji wpadek budowlańców.

          W tej krainie nie potrafimy więcej i więcej i więcej. I od dawna. Czy pora zgasić światło ? Dybczyński jest młody i w każdej chwili może wyemigrować. I wyemigruje, bo w tak zorganizowanym państwie, nie ma dla niego przyszłości. Świat jest duży, Polska bez Dybczyńskiego jeszcze trochę potrwa, ale za 50 lat Polacy będą służącymi na tym obszarze Europy. W wielu dziedzinach już są służącymi. Czyje są banki, montownie, centra handlowe, linie lotnicze, centra logistyczne, centra programistyczne, operatorzy telekomunikacyjni, dowództwo strategiczne wojska, fabryki lekarstw, fabryki samochodów, najwięksi eksporterzy, najwięksi producenci artykułów spożywczych, największe firmy budujące stadiony, drogi, autostrady, stacje prywatnych nadawców telewizyjnych ( popatrzcie gdzie są siedziby Polsatu, Cyfry Plus, TVN, ) .. Czyli to wszystko gdzie klient jest masowy, zyski duże, podatki na Cyprze albo innych Kajmanach.
          A Polacy żyją Smoleńskiem, Wawalem, chorymi umysłowo Posłami, manipulującymi dziennikarzami, reklamą bzdetów, dziurami w drogach, beatyfikacją sługi Bożego JP2, zimą, powodziami, Prezesem, MAK-iem, raportem, Małyszem, i setkami bzdur o czym napisał Dybczyński.

          I tekst o nieumiejętności budowania, ale nauka to też budowanie. Budowanie przyszłego pokolenia i przyszłych obywateli i przyszłego kraju.

          Powoli, bardzo powoli trafia do waszej świadomości myśl, że nie potrafimy BUDOWAĆ. Ani dróg, ani torów, ani fabryk, ani szkół, ani przedszkoli, ani szpitali, ani centrów handlowych, ani banków, ani basenów, ani stoków narciarskich, ani wieżowców, ani równych chodników, ani nieprzeciekających dachów, ani równych torów tramwajowych, ani szybko, ani tanio, ani dobrze.
          Takie jest polskie plemie. Zapamiętajcie to sobie i więcej nie dyskutujcie.
          Jeśli widzicie w okolicy coś wybudowanego, czyli jakieś magazyny, jakieś fabryki, jakieś centra handlowe, jakieś banki, jakieś stadiony, jakieś równe drogi, to najczęściej inwestorem lub wykonawcą, budowniczym jest zachodnia albo światowa korporacja, zachodni albo światowy bank, zachodnia albo światowy producent, zachodni albo światowy potentat z nowoczesnej branży. Zrobili to, bo im się to opłacało. Jak im się przestanie opłacać, to pojadą gdzie indziej.

          Dowodów na indolencję Polaków jest tak wiele, że szkoda pisać. Najprostszy i wszędzie widoczny stan to :
          - dziury w drogach i ulicach ( sami nie potrafimy tego załatać, bo żyjemy z łatania dziur, a nie z tego że dziur nie będzie )
          - brudne chodniki
          - zasrane trawniki
          - zapetowane skrzyżowania i miasta ( chamy z samochodów traktują peta jak wroga i natychmiast wyrzucają go poza przestrzeń własnego samochodu )
          - brudne samochody ( prawie tak samo brudne jak w Rosji, Ukrainie. Widać przynależność plemienną :)) )
          - chamstwo i prostactwo
          - wszechogarniający brud, bałagan, szarość
          - zwalanie winy na kogoś innego i szukanie winnego za płotem
          - rozrost i rak biurokracji państwowej i samorządowej
          - nieumiejętność wybierania ludzi do sprawowania władzy
          - negatywna selekcja w doborze kandydatów na listach wyborczych
          - sprzedawanie, przekupywanie w czasie wyborów
          - brak zdolności do zbiorowego, racjonalnego współdziałania
          - kłótliwość, bezinteresowna zawiść
          - zajmowanie się sprawami drugorzędnymi, pozostawiając sprawy ważne w rękach i głowach ludzi którzy nie są w stanie tych ważnych, podstawowych spraw w żaden sposób rozwiązać
          - znakomita większość polskich budów to jakaś mniejsza albo większa katastrofa. Bez znaczenia czy to Wrocław, czy Poznań, czy Warszawa. Wszędzie jest później, wszędzie jest z wadami i wiecznymi poprawkami.

          KRÓLE SĄ NAGIE. Mowa o Tusku, Dutkiewiczu, Schetynie, Kaczyńskich, Napieralskich, Pawlakach. Cała polska „klasa” polityczna to banda amatorów, leni, ludzi nieodpowiedzialnych. Takich sobie wybieracie, i macie to co za oknem. Szaro, dziurawo, późno, drogo, błędnie.
          W tej właśnie filozofii mieści się także rozbicie samolotu w Smoleńsku. Nic się nie dzieje bez przyczyny.

          Taka jest nasza Polska w 2011r.

          forum.gazeta.pl/forum/w,72,121095737,,Wchodza_sobie_w_droge_przy_przebudowie_ul_Kosm_.html?v=2

          I co smutne, nie widać kogoś z kim przegra Tusk, Kaczyński, Pawlak, Napieralski. Miernoty. Ale nikogo ponad te miernoty nie widać :(((
          • Faktycznie, już wszystko się wyjaśniło. Dr Dybczyński jest młodym, niezłomnym opozycjonistą, do tego błyskotliwym naukowcem któremu się blokuje karierę na uczelni;)

            Jakoś tylko do tego obrazu nie pasuje fakt objęcia stanowiska wicedyrektora instytutu w wieku 32 lat, w 2 lata po obronieniu doktoratu. Na ogół na uniwersytetach takie funkcje pełnią profesorowie, czasem samodzielni (dr hab.). Ponadto tacy "niezłomni opozycjoniści" rzadko trafiają do senatu.

            Ba - młodzi zdolni naukowcy nie pchają się do funkcji kierowniczych na uczelni, bo chcą się właśnie rozwijać naukowo. A sprawowanie tych funkcji zajmuje masę czasu, który można wykorzystać na badania.

            Natomiast bardzo często na funkcje kierownicze na uczelni pchają się ludzie zupełnie z innych pobudek, niż rozwój naukowy.
            --
            Fio Maravilha, Nós gostamos de você
            Fio Maravilha, Faz mais um pra gente ver
            • Z uwagą śledzę dyskusje na temat funkcjonowania uczelni. W moim przekonaniu spostrzeżenia Flamengisty są celne i warte rozważenia. Znam środowisko wrocławskie, znam Pana Dybczyńskiego i moje odczucia są ambiwalentne.
              • Tyle ze kol. Flamengista to jeden z kliki prof. (nad)zw. dr (re)hab. dalataty: POdpory i Obercoenzora forum Doktorat-Nauka-Uczelnia...
                • Lesiu, Ty też jesteś z kliki Dalataty, skoro się pod niego podszywasz na forach:-)
                  • Ja jestem nie tylko z kliki Dalataty, ja jestem takze Nim samym i Jego Tworca jednoczesnie!
                    KAGAN
                    czyli
                    Dr. Lech Keller-Krawczyk, PhD (Monash), MA (Melbourne), BComm (Warsaw)
                    Researcher, Centro de Estudos Transdisciplinares para o Desenvolvimento (CETRAD)
                    Universidade de Trás-os-Montes e Alto Douro (UTAD), Vila Real, Portugal
                    www.cetrad.info/?action=pessoas/viewPerson&id=90
                    Email: lech.keller@gmail.com
                    • Gość: ekonom IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.01.11, 15:43
                      Szkoda, że na tym forum pod anonimowymi nickami zabierają głos ludzie, których zachowania są właśnie krytykowane. Mam tu na myśli klikę osób (flamengista, prawdziwam2011 dala.tataczy czy tocqueville), którzy zamiast zajmować się nauką, plotkują na forach internetowych (głównie są znani z forum "Doktorat - nauka - uczelnia"), wspierając się wzajemnie. Szkoda, że nie mają przy tym przeważnie pojęcia o dyskutowanej sprawie, co absolutnie nie przeszkadza im wysuwać kategorycznych opinii. Bo gdyby mieli, wiedzieliby, że na WNS UWr często zdarza się, że młodzi doktorzy dostają się na stanowiska wicedyrektorów instytutu, i wcale nie ze względu na karierowiczostwo czy zdolności menadżerskie, tylko są po prostu wybierani przez dyrektorów instytutu. Tak jest na przykład w Instytucie Socjologii UWr, gdzie po zmianie dyrektora wicedyrektorami zostały dwie osoby tuż po obronie doktoratu (!). Zgodnie z zasadą "mierni, ale wierni". Łatwo to sprawdzić na stronach instytutu. Jakie takie osoby mają pojęcie o funkcjonowaniu instytutu i uczelni? Inna sprawa, że bezpośrednie zaangażowanie w jakieś działania wcale oznacza, że taka osoba nie ma prawa krytykować. Gdyby tak było, to naukowcy nie mieliby prawa krytykować stosunków rządzących polską nauką, bo przecież każdy ma coś na sumieniu, prawda? Proszę więc nie siać zamętu na forum, a jak chcecie trollować, proponuję wrócić na swoje macierzyste forum "Doktorat - nauka - uczelnia". Już jeden wątek zaśmieciliście, i wystarczy.
                      • Mam rozumieć, że dr Dybczyński został siłą zmuszony do objęcia stanowiska wicedyrektora. Mon Dieu! - toż to mobbing w najczystszej postaci... Do senatu biedak też pewnie został wypchnięty siłą.

                        Jestem prawdziwym szczęściarzem, mnie na uczelni do objęcia funkcji kierowniczych nikt nie zmusza;)

                        Co do wspomnianym forum - zamiast wypisywać niesprawdzone informację, zapraszam. Proszę zaglądnąć i porozmawiać z nami merytorycznie o problemach polskiej nauki. Każdy głos, również krytyczny jest mile widziany.

                        --
                        Fio Maravilha, Nós gostamos de você
                        Fio Maravilha, Faz mais um pra gente ver
                        • Nie rozmijaj sie z prawda, flamengista! Nie pisz, ze 'każdy głos, również krytyczny jest mile widziany', gdyz wiadomo ze za krytyke poczynan polskiej mafii profesorskiej zostalem zabanowany na forum doktorat-nauka-uczelnia.
                          kagan (lech.keller@gmail.com)
                        • Gość: ekonom IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.01.11, 17:14
                          Tak się składa, że to ty wypisujesz niesprawdzone informacje, nie mając pojęcia o regułach rządzących na WNS UWr. Ja ci napisałem, jak tam wygląda, a znam ten wydział bardzo dobrze. Zamiast więc rozsiewać fałszywe plotki, lepiej zapoznaj się ze sprawą. Co do twojego forum: wiem, jak "merytoryczne" dyskusje tam rządzą i obserwuję od dłuższego czasu, jak traktujecie osoby z nieco innymi poglądami. Może zajęlibyście się w końcu nauką, zamiast zaśmiecać fora internetowe? Moja opinia o waszym forum jest, jak zdążyłem się zorientować, nie odosobniona.
                      • Zasada zgodnie z którą dyrektor Indtytutu wybiera niższego rangą zastępcę spośród adiunktów mi osobiście nie odpowiada. W świecie Uczelni kolejność winna być następująca: obowiązki naukowe, potem dydaktyka i na końcu działalność organizacyjna. Odwrócenie tej kolejności prowadzi do patologii. Bo przecież kiedy taki zaabsorbowany sferą orgazniacyjną biedaczek ma prowadzić badania naukowe, koło się zamyka. I potem się przepycha przez procedurę habilitacyjną takiego świetnego organizatora, a że dorobek naukowy mały... kto będzie o tym pamiętał.
                        • Gość: ekonom IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.01.11, 17:17
                          Fakt, że coś ci nie odpowiada, wcale nie oznacza, że to nie istnieje. A patologii w polskiej nauce jest wiele, chyba nie muszę tego przypominać.
                      • Uwazam, ze dobrze iz trolle z forum doktorat-nauka-uczelnia tu sie czasem pokazuja, gdyz inaczej to malo kto by wiedzial, jak nisko upadla polska nauka...
                        Kagan, ktorego z tego forum zabanowano za nieprawomyslnosc i odkrycie istnieia w Polsce mafii profesorskiej...
                      • Gość portalu: ekonom napisał(a):

                        > Szkoda, że na tym forum pod anonimowymi nickami zabierają głos ludzie, których
                        > zachowania są właśnie krytykowane. Mam tu na myśli klikę osób (flamengista, pra
                        > wdziwam2011 dala.tataczy czy tocqueville),

                        Dodaj jeszcze ajenta i kagana i będziesz miał komplet trolli. W rzeczywistości jest to jedna osoba. Na forach z dobrym moderatorem już by ich nie było.
                        • Gość: Adam IP: *.opera-mini.net 30.01.11, 04:18
                          To Kagan loguje się pod takimi nickami jak "pfg", "flamengista", "tocqueville", "prawdziwam2011", "matdok" i innymi znanymi z forum "Doktorat - nauka - uczelnia". Bardzo ciekawe, zwłaszcza że tych nicków wszędzie pełno, także na forach moderowanych. Za twoją tezą przemawiałoby jednak, że dziwnie jednomyślnie bronią starych porządków w nauce. Ale zgadzam się z tobą w jednym: należałoby ich bezwzględnie ciąć, bo wszędzie, gdzie się pojawią, zaśmiecają wątki i niszczą dyskusje. Tacy z nich właśnie naukowcy, którzy całe dnie spędzają na trollowaniu na forach internetowych.
                          • A tak z przymrużeniem oka: może to jest rozwiązanie dla narzekających na habilitacje, my jakoś znaleźlismy czas i na habilitacje i na profesury i na aktywaność w sieci...
                            • Gość: grizzly IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.01.11, 14:23
                              No właśnie teraz widać, ile są warte wasze habilitacje i profesury. Układy, układy i jeszcze raz układy, a gdy sprawdzić dorobek, to miernota taka, że nawet splunąć nie warto. Jesteście wrzody na tkance społecznej, a nie żadne profesory!
                          • Gość: KAGAN IP: *.dsl.telepac.pt 30.01.11, 11:26
                            Kagan tylko kopiuje tutaj posty akadedmickiego betonu ("dalatata", "pfg", "flamengista", "tocqueville", "prawdziwam2011", "matdok" etc.) z forum doktorat-nauka-uczelnia, abyscie sie mogli z nimi latwo zapoznac.
                            lech.keller@gmail.com
                        • o sorry, Kagan i Ajent to z innej bajki.
                        • Gość: Kagan IP: *.dsl.telepac.pt 30.01.11, 11:45
                          Ja sie zawsze podpisuje jako Lech Keller, kiedy pisze jako kagan badz ajent.007. I widze, ze nie cierpisz braku cenzury!
                          lech.keller@gmail.com
          • Gość: gosc IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.01.11, 15:02
            - mało tego.
            Dopiero to co widać po katastrofie TO JEST PRAWDZIWA KATASTROFA.Niestety Katyń czy Smoleńsk to przy tym "pikuś" - z całym szacunkiem dla ofiar.Jednak szacunek dla ofiar nie może przysłaniać przyczyn.Mamy to na co jako naród zasługujemy.Ani przez tych ze Wschodu, ani przez tych z Zachodu.
          • Panie Cogito,
            ten tekst zasluzyl na na toast, smutno-kwasny.
          • ODNOŚNIE budowania zapraszam wszystkich WROCŁAWIAN i brać studencką na plac ROZJEZDNY we WROCŁAWIU- obok torowiska PKP przed dworcem GŁÓWNYM -od strony zachodniej.

            AD MERITUM::
            niestety NIE udało mi się namówić pana mgr inżyniera MACIOROWSKIEGO i Jego pryncypała NR mgrPOLO Jerzego sSSAWKI, do sesji zdjęciowej na RZECZONYM obiekcie.
            ALE WCIĄŻ próbuję; może uda się.

            AD VOVEM::::
            Eeeeeee, jaki ze mnie EINSTEIN.
            A ESTIME
            mgr inż. mechaNIC TADEUSZ PIECZONKA "60+2"-ZIELONY
            11/13-cie years SANStravail/JOBless , non sans TRAVAIL WHISTLEblower
            ul. SZMARAGDOWA 31
            59 900 ZGORZELEC / 0048 75 649 30 44 / WWW.ROPOIWZK.COM-ruch040404@wp.pl
      • Gość: Judym IP: *.internetunion.pl 29.01.11, 15:01
        Pracowałem w Akademii Świętokrzyskiej i to samo można powiedzieć : nepotyzm, kolesiostwo, dożywotnie synekury, fikcyjne konkursy, ważniejsze są układy niż kompetencje merytoryczne, zdolniejszym tak umila się życie , aby sami odeszli.
        Tego żadna osoba nie zmieni, bo temu służy specyficzny klimat polityczny w kraju. To jest wołanie na puszczy. Każdego śmiałka zmiażdżą.
    • Jaki jest cel tego tekstu? Co autor pragnie nim osiągnąć? Czy zdaje sobie sprawę z zarzutów, które sam wysunął przeciwko... sobie?

      Skoro autor przyznał sobie prawo do oceny gremialnej całej wspólnoty akademickiej na swojej uczelni, to i czytelnik ma chyba prawo dokonać próby zinterpretowania jego intencji.

      W związku z tym: wydaje mi się, że autor jest człowiekiem zgorzkniałym, który zniechęcił się do pracy na uniwersytecie. Najwyraźniej chce z tej pracy zrezygnować, przy okazji wylewając publicznie wszystkie żale do szefów, pracodawcy i kolegów.

      Dobrze tylko, że starcza mu uczciwości by samemu przyznać że za wiele zaniechań i czynów nieetycznych sam ponosi odpowiedzialność.

      Natomiast czy ten tekst coś zmieni na lepsze - śmiem wątpić. Autor dostarcza tylko amunicji tym środowiskom, które chcą dodatkowo obciąć środki na niedofinansowaną polską naukę.
      --
      Fio Maravilha, Nós gostamos de você
      Fio Maravilha, Faz mais um pra gente ver
      • Gość: Paweł IP: *.finemedia.pl 29.01.11, 13:16
        No i może właśnie czasowe obcięcie środków na niedofinansowaną polską naukę pomoże?

        Przez wiele, wiele lat TVP była marnotrawnym molochem zatrudniającym wielu niepotrzebnych pracowników/zleceniobiorców/firm zewnętrznych. Dopóki środków (gwarantowanych przymusem państwowym) było wystarczająco wiele nikt się specjalnie tym nie przejmował. Manager firmy był z nominacji politycznej, miał dbać o słuszną linię programową i o to, by był spokój. Niestety reformy racjonalizujące zatrudnienie spokojowi nie służą... Spadki wpływów z abonamentu wymusiły na TVP zmiany, które jeszcze kilka lat wcześniej były nie do pomyślenia. Inną kwestią jest to, czy zwolniono tych co trzeba.

        Jakąś analogię między uczelniami (z pewnym sensie "politycznym" rektorem) a formalnie niezależną TVP (z prezesem "bezstronnym fachowcem") widzę. Pytanie brzmi, czy ewentualne zmniejszenie finansowania wywoła zmiany na lepsze (cięcia w administracji, itp.) czy na gorsze? Tak czy inaczej będzie taniej, a to plus sam w sobie...
        • Pelna zgoda z Pawlem, ktory napisal "Tak czy inaczej będzie taniej, a to plus sam w sobie...".
          Efekty sa i tak zadne (zerowe), a wiec kazda zlotowka oszczedzona na tzw. nauce i tzw. szkolnictwie wyzszym to zlotowka wiecej na inne cele, np. na rozbudowe i odbudowe infrastruktury...
        • Owszem - dostrzegam coś kuszącego w tezie: "skoro marnotrawią kasę, to im obetnijmy finansowanie".

          Ale po pierwsze: nie marnotrawią. Biorąc pod uwagę poziom finansowania i liczbę studentów - polskie uczelnie odwalają kawał dobrej roboty. Owszem, poziom studiów w Polsce jest b. niski. Ale mimo wszystko coś tym ludziom w głowach zostaje, gdy z uczelni wychodzą. Gdyby finansowanie było na normalnym, unijnym poziomie - można by wymagać znacznie więcej.

          Natomiast obcięcie funduszy spowoduje, że trzeba będzie komuś zabrać. Jak Pan myśli: komu zabiorą? Profesorom, czy młodym pracownikom nauki? W sytuacji, gdy zagraża widmo utraty pracy i zarobków nie gada się o kwestiach etycznych, tylko ratuje swoją skórę.

          Obecnie zarobki młodych naukowców: asystentów i adiunktów + stypendia dla doktorantów - są na takim poziomie, że poza największymi pasjonatami naprawdę trudno przyciągnąć na uczelnie wartościowych pracowników.

          Jak finansowanie spadnie, nawet tych młodych, przymierających głodem pasjonatów nie będzie. Już i tak mamy lukę pokoleniową, starych profesorów nie ma kto zastąpić a będzie jeszcze gorzej.

          Sprawa jest prosta. Albo się nic nie zmienia w finansowaniu - wtedy nie psujmy systemu, który jest kiepski, bo koszty reform zawsze są i można jeszcze dodatkowo coś zepsuć. Albo zwiększamy solidnie finansowanie - wtedy hulaj dusza! Stawiamy twarde wymagania, bo pensje na uczelniach i ogólne warunki pracy stają się bardziej atrakcyjne. Więc na każde miejsce czeka kolejka chętnych, nie gorszych od obecnie pracujących.
          --
          Fio Maravilha, Nós gostamos de você
          Fio Maravilha, Faz mais um pra gente ver
          • Niestety, ale marnotrawia. Nic nie produkuja ponad nikomu niepotrzebne kasiazki i artykuly, bedace kopia tego, co juz ogloszono uprzednio na Zachodzie.
            Gdzie sa Noble? Gdzie sa patenty (nie mowie tu o polskich "zgloszeniach patentowych", ale o patentach zgloszonych za granica, np. w USA czy w Niemczech)?
            Nie oszukujmy sie: polskiej nauki juz nie ma, a to, co ja udaje, nie zasluguje nawet na grosz od podatnikow...
            Kagan (lech.keller@gmail.com)
            • Gość: gosc IP: *.115.226.125.homesurf.pcl-ag03.dyn.plus.net 29.01.11, 15:09
              jesli chodzi o marnotrawstwo, blizej mi do pogladow flamengisty - trudno nazwac marnotrawstwem przejedzenie ulamku procentu budzetu przez spora rzesze ludzi. gdyby zabrac te pieniadze, trzeba by je bylo natychmiast wyplacic spowrotem w formie zasilkow dla 95% zwolnionych.

              trzeba reformowac i zwiekszac budzet. sciagac manager'ow nauki z zachodu i od razu wychowywac nastepcow. trzeba zmienic system prawny, ograniczyc autonomie przez jasno sprecyzowane odpowiedzialnosci, wprowadzic zagranicznych recenzentow grantow i sprawozdan jednostek naukowych. ale tez trzeba wprowadzic program przejsciowy na najblizsze 10-15 lat, ktory pozwoli na plynne przejscie miedzy systemami (lesne dziadki nie beda bruzdzic bo dojada jakos do emerytury, choc juz bez grantow i extra srodkow, a mlodzi beda sie rozwijac w nowym systemie). to moze bys ostatni moment, dopoki choc czesc dobrych studentow i mlodych naukowcow-pasjonatow chce zostac w kraju.
              • Oj nie przesadzaj, gosciu! Zasilek to gora jakies kilkaset zl miesiecznie przez pol roku, czyli mniej niz pensja asystenta. A dolicz olbrzymie oszczednosci wynikle chocby z zarobienia na wynajmnie pomieszczen, dotychczas bezproduktywnie marnowanych przez POlskie 'uczelnie' i 'instytuty'!
                A z Zachodu nikogo nie sciagniesz do Polski, gdyz Polska do dzis nie uznaje doktoratow z USA, UK czy Australii a nawet i Niemiec czy Francji. Poza tym, to zachodni Noblista moglby byc w Polsce gora adiunktem, gdyz nie ma on(a) habilitacji!
                KAGAN czyli lech.keller@gmail.com
              • Porównujcie osiągnięcia nauki polskiej do Armenii, Egiptu czy Peru, a nie do Niemiec czy Francji. Rocznie Polska przeznacza na naukę ok. 1,5 mld USD, a Niemcy ok. 52 mld USD czyli blisko 36 razy więcej.
                • Gość: kagan IP: *.dsl.telepac.pt 30.01.11, 11:43
                  A jaka jest efektywnosc ekonomiczna nakladow na nauke w Polsce w porownaniu do Niemiec?
                  Od roku 1989 to 12 Niemcow otrzymalo nagrody Nobla z dziedzin uwazanych za naukowe, a zero Polakow. Tak wiec efektywnosc ekonomiczna (w ujeciu globalnym, ale tylko takie nas przeciez interesjuje, gdyz nauka jest na calym swiecie tylko jedna) nakladow na nauke w Polsce wynosi dokladnie zero, a dla Niemiec okolo 1%. Innymi slowy w Polsce zmarnowalismy na nauke, w tym samym czasie co Niemcy 'wyprodukowali' 12 Noblistow, ok. 33 mld $. Koszt wyprodukowania jednego Noblisty w Niemczech to zas ok. 95 mld $, co nie oznacza, ze jesli przeznaczymy w Polsce okolo 100 mld $ na nauke, to 'wyprodukujemy' Nobliste, gdyz Polska to nie Niemcy (inna skala wielkosci nauki i inna jej produktywnosc).
                  Liczylem tak: 22 lata razy 52 mld $ to jest okolo 1144 mld $, a 12 przez 1144 to jest 0.0010 czyli ok. 1%.
                  Pozdr.
                  lech.keller@gmail.com
                  Ponizej lista niemieckich noblistow od roku 1989 wedlug
                  www.tatsachen-ueber-deutschland.de/en/education-and-research/content/background/german-nobel-prize-winners-in-the-natural-sciences-and-medicine.html?type=1
                  1989 Wolfgang Paul (1913 – 1993), Physics
                  1991 Erwin Neher (born 1944), Medicine, Bert Sakmann (born 1942), Medicine
                  1994 Reinhard Selten, (born 1930), Economics
                  1995 Christiane Nüsslein-Volhard (born 1942), Medicine
                  1998 Horst Ludwig Störmer (born 1949), Physics
                  1999 Günter Grass (born 1927), Literature
                  2000 Herbert Kroemer (born 1928), Physics
                  2001 Wolfgang Ketterle (born 1957), Physics
                  2005 Theodor Hänsch (born 1941), Physics
                  2007 Peter Grünberg (born 1939), Physics, Gerhard Ertl (born 1936), Chemistry
                  2008 Harald zur Hausen (born 1936), Medicine

          • Gość: nanader IP: *.cache.ed.ac.uk 30.01.11, 00:05
            Mydlenie oczu - artykuł mówi o ocenie obrazów! Nic o kiepskiej jakości nauczania.

            Zmieniasz temat, a system edukacji wyższej naprawdę jest do kitu. Nawet przy obecnym poziomie dofinansowania są to pieniądze marnowane.
    • Spowiedź skruszonego mafioza, ot co.

      100% prawdy w prawdzie, ale czystość intencji poddaję w wątpliwość.

      Za bardzo cuchnie przypadkiem Migalskiego, dziś wziętego europosła.
    • Bardzo gratuluję odwagi. To najlepszy zaangażowany, dyskusyjny tekst jaki od dawna czytałam. Mam nadzieję, że autor nie zostanie "relegowany' ze środowiska uczelni. Powodzenia życzę Panu. I dziękuję! Jagoda
    • Dobrze znam Wydział Nauk Społecznych na UWr. Tekst dr Dybczyńskiego jest jedną z niewielu racjonalnych ocen kondycji tamtejszej kadry naukowej. Wydawać by się mogło, że to wydział humanistyczny, lecz humanistyczne wartości należą tu do rzadkości. Wśród kadry dominuje nepotyzm, miernota intelektualna i iście zezwierzęcenie w obronie własnego „dobrego” imienia oraz niezdolność do jakiejkolwiek samokrytyki.
    • Przypomina jakąś litanię, użalanie się nad sobą, samobiczowanie bez jasno sprecyzowanych celów, pomysłów zmiany. Osobiście z uniwerkiem nie mam wiele wspólnego i nie piszę tego jako jedna ze stron, chociaż jako mieszkańcowi Wrocławia dobro uniwersytetu leży mi na sercu. Wydaje mi się, że autor listu za bardzo skupił się na lamencie a za mało na przedstawieniu pozytywnego scenariusza. W końcu jako naukowiec powinien być w stanie podać pozytywny scenariusz?
    • 29.01.11, 11:56
      Tekst powinien znaleźć się na pierwszej stronie GW, bo dotyczy nie tylko sytuacji na UWr. ale i na wszystkich uczelniach w Kraju.
    • Szanowny Panie Rybczyński,

      dla mnie nie jest pan żadnym baronem a flanelą opluwającą swoich nauczycieli i tych, którzy umożliwili panu pobyt w książnicy nauki, jaką jest uniwersytet.
      To co pan robi, to jest bezsensowne plucie na ludzi zasłużonych i obrzucanie ich błotem.
      Sądzę, że samorząd uczonych wydziału na którym pan (jeszcze!) pracuje, właściwie oceni pona nielojalność i flanelowatość.

      Jeżeli ma pan 38 lat i jest pan tylko doktorem, oznacza, że jest pan zwyczajnym osłem.
      Człowiek z talentem i minimalnie pracowity, kończy studia w wieku najdalej 24 lat. Robi doktorat w wieku najdalej 27 lat. Uzyskuje habilitację najdalej w wieku 33 lat. I potem oczywiscie zostaje peofesorem belwederskim lub uczelnianym.

      Jeżeli pan w wieku 38 lat jest zaledwie doktorem, to oznacza to, że jest pan zapóźniony w rozwoju i właściwie, to dawno powinien pan zostać wyrotowany z uczelni. Uczelnia po prostu alimentuje miernotę.
      Być może, że jest to podyktowane potrzebami dydaktycznymi uczelni, ale przy obecnej konkurencji zdolni doktoranci z powodzeniem mogą pana zastąpić w dydaktyce.

      Niech pan sobie zapamięta, najgodszą cechą człowieka jest plucie na instytucję, dzięki której pan żyje i gryzienie ręki, która daje panu taką bułkę z masłem. Dzisiaj praca w budżetówce i to jeszcze tak znakomitej jak uniwersytet, to dar losu, który należy hołubić a nie wypisywać brednie w gazetach.
      Moim zdaniem już powinien pan sobie szukać nowej pracy i zobaczyń jak ciężko i beznadziejnie jest w sferze pozabudżetowej. Praktycznie nie da się tam żyć bez kantów i szwindli.
      Szczerze mi pana żal.
      • Gość: nonsens IP: *.internetia.net.pl 29.01.11, 12:37
        Idiota. Od kiedy tytuł naukowy świadczy o poziomie wiedzy? Jestem studentką doktora i pomimo jego ostrości i regoryce zaliczeń i zajęc, z ręką na sercu przyznaje - jest erudytą w pełnej krasie. o ludziach z tytułami profesorskimi, z którymi mialam juz przyjemnośc się spotkać, nie mogę zawsze powiedzieć tego samego.
        Nie wiem czy panu doktorowi habilitacji ktoś blokuje czy tez nie - takie rzeczy nie są interesujące i nie są wyznacznikiem. Zapraszam chociaż na jeden wykład doktora - z spuszczoną głową opuścił by pan sale. O ile stać pana na pokorę, bo po tekście wnioskuję że to słowo jest panu obce. Ale w Internecie łatwo być takim najmądrzejszym i kozakiem, prawda ?
        • A po co zaraz wyzywać innych od idiotów? Rozumiem, że lubi Pani wykłady dra Dybczyńskiego, być może jest jego fanką. Nie znaczy to, że dr bryluje w nauce, bo tego wyznacznikiem są publikacje. A na tym polu nie wyglada to najlepiej. Wiem, blokują doktorowi publikowanie, trzyma je pewnie w szufladzie, czekając na dogodny moment. Sarkazm nie był zamierzony. Proszę wybaczyć, mnie interesuje działalność naukowa, wszelka inna na Uczelni powinna stanowić rzecz wtórną.
          • Gość: simo IP: *.dynamic.chello.pl 29.01.11, 13:39
            > odny moment. Sarkazm nie był zamierzony. Proszę wybaczyć, mnie interesuje dział
            > alność naukowa, wszelka inna na Uczelni powinna stanowić rzecz wtórną.

            Jeśli za działalność wtórną Uniwersytetów uznamy UCZENIE studentów (czyli m.in. jakość wykładów) to możemy je wszystkie pozamykać.
            • na pierwszym miejscu praca badawcza, na jej bazie działalność dydaktyczna, na trzecim organizacyjna. Znam wielu sprawnych albo "sprawnych" organizatorów, którzy mają gdzieś pracę naukową.
              • Gość: simo IP: *.dynamic.chello.pl 29.01.11, 18:11
                > na pierwszym miejscu praca badawcza, na jej bazie działalność dydaktyczna, na t
                > rzecim organizacyjna. Znam wielu sprawnych albo "sprawnych" organizatorów, któr
                > zy mają gdzieś pracę naukową.

                Znam wielu dobrych naukowców, którzy kompletnie nie nadają się do nauczania. Znam wielu świetnych dydaktyków, którzy nie mają badawczego pazura. Nauka i dydaktyka to dwie zupełnie inne działki. Co to znaczy, że bazą dydaktyki ma być praca badawcza? Każdy dydaktyk ma być badaczem? Głupota. Zaprzeczenie specjalizacji i marnowanie zasobów. Jedyną badawczą bazą dydaktyki jest to, że uczy się czegoś, co wcześniej ktoś wymyślił/zbadał. I na tym koniec. Reszta to kwestia odpowiednich osób na odpowiednim miejscu.
                • taki dydaktyk powinien uczyć w szkole średniej, ale nie w uczelni. dlatego poziom szkolnictwa wyższego jest poniżej wszelkiego poziomu. Uczelnie stały się szkółkami. Jednym słowem, wyniki własnych badań powinny się przekładać na dydaktykę.
                  • Gość: Kagan IP: *.dsl.telepac.pt 29.01.11, 18:22
                    Pochwal sie wiec przed nami,'prawdziwam2011', wynikami swych wlasnych badan!
                    lech.keller@gmail.com
                  • Gość: simo IP: *.dynamic.chello.pl 29.01.11, 18:39
                    > taki dydaktyk powinien uczyć w szkole średniej, ale nie w uczelni. dlatego pozi
                    > om szkolnictwa wyższego jest poniżej wszelkiego poziomu. Uczelnie stały się szk
                    > ółkami. Jednym słowem, wyniki własnych badań powinny się przekładać na dydaktyk
                    > ę.

                    Problem w tym, że nie ma związku między wynikami badań a poziomem dydaktyki. To, że dostałeś Nobla z chemii nie znaczy, że jesteś najwłaściwszą osobą, żeby nauczyć innych, jak uzyskać odkryty przez ciebie związek. Do tego wystarczy ktoś mniej genialny niż ty, ale na tyle zdolny, żeby zrozumieć Twój artykuł naukowy. I o wiele bardziej od Ciebie zdolny w zakresie dydaktyki.

                    Nie uważasz, że dydaktyka to marnowanie gigantycznego potencjału noblisty? A może on zwyczajnie nie czuje się dobrze odpowiadając na głupie pytania przeciętnych studentów? Może zamiast oceniać wypociny studentów mógłby zrobić nowe odkrywcze badania?

                    Dlaczego nie wszyscy zajmują się nauką, nie wszyscy są lekarzami, nie wszyscy są piekarzami? Bo specjalizacja jest najbardziej efektywna. Dotyczy to także naukowców i nauczycieli.
                    • Gość: ela IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.01.11, 18:51
                      Dr Dybczynski ma rację, kiedy opisuje sytuację na Wydziale (jego wypowiedź można potraktować jako spowiedź grzesznika), to, dlaczego to robi, jest jego sprawą (nie mnie wchodzić w jego intencje). Faktem są liczne ,,patologie''?! na Wydziale. Zrobę ich ranking, jeśli ktoś jest chętny, możemy je szeregować w zależności od wielkości. Oto mój typ
                      1 miejsce-prodziekan (filozof) oskarżany o kilka plagiatów nadal pełni swoją funkcję
                      2 miejsce-oskarżenia wobec innego prodziekana, iż znęcał się nad swoimi podwładnymi (kobietami)
                      3 miejsce-Dziekan zatrudniający w swoim Zakładzie syna
                      4 miejsce-były Rektor zatrudniający swoją córkę w swoim Zakładzie (ciekawie musi w tym przypadku wyglądać ocena pracownika)
                      5 miejsce-wicedyrektor dr Cesarz, któremu podlega inny dr Cesarz (prywatnie, ten gdrugi jest ojcem pierwszego)
                      6 miejsce - sposób przyjęcia do pracy Pani doktor A. Nowak, przypadkiem córki Pani Prorektor
                      7 miejsce - dr Dybczyński i jego zakład (student je papier, zakąszając musztardą)
                      8 miejsce - anglistki z politologii i afera ze zmuszaniem studentów do kupowania książek ich autorstwa (prywatnie jedna z nich jest córką Rektora)
                      9 miejsce ...
                      czekam na propozycję
                    • A to ciekawe:-) Wszak chcemy ściągać do Polski noblistow, by prowadzili wykłady. To jedna sprawa. Druga, twierdzisz, że dobrze byłoby, gdyby dydaktyka była oddzielona od nauki. Naukę można oddzielić od dydaktyki (JBR), ale już dydaktyki od nauki nie (gdy tak jest to powstaje poziom szkółek, ale nie szkół wyższych).
                      • Gość: Kagan IP: *.dsl.telepac.pt 29.01.11, 18:57
                        Ciekawe, ktory z Noblistow (a przypominam, ze nie maja oni ani habilitacji ani tez belwederskiej profesury) skusi sie w POlsce na POsade adiunkta ew. st. asystenta i POdPiSze umowe na zatrudnienie jako de facto i de jure NIKT na POlskiej 'wyzszej' uczelni?
                      • Gość: simo IP: *.dynamic.chello.pl 29.01.11, 22:46
                        Ja mówię o kompetencjach osób uczących a nie zawartości merytorycznej wykładów. Można mieć wysoki poziom nauczania bez osiągnięć naukowych. Ważne, żeby była przekazana wiedza o najważniejszych osiągnięciach naukowych.

                        Naukę można oddzielić od dydaktyki, a dydaktyki od nauki - nie? Czyli jak jesteś świetnym naukowcem to nie musisz marnować swojego czasu na nauczanie. Ale jeśli chcesz nauczać to musisz być dobrym naukowcem? Skąd w takim razie weźmiemy dobrych dydaktyków? A rozumiem... Problem rozwiąże to, że nie będziemy oceniać jakości dydaktyki. Będziemy oceniać poziom nauki. Nie ważne, jak będziesz uczył. Ważne jakie będą twoje odkrycia naukowe. One uratują posadę kiepskiego nauczyciela. Gdzie zdrowy rozsądek? To tak, jakby oceniać piekarza nie po smaku chleba tylko po pomyśle na przepis.

                        PS. A noblistów zaprasza się z dwóch powodów. Albo, żeby mieć nazwisko przyciągające uwagę. Wtedy nie ma znaczenia, czy ktoś cokolwiek z wykładu rozumie. Albo, zaprasza się tych, których da się słuchać, bo potrafią mówić.
          • Gość: goryle we mgle IP: *.dynamic.chello.pl 29.01.11, 13:51
            Nie chodzi tu o to, czy autor jest cacy, czy jest be, chamski czy kulturalny, lubiany czy znienawidzony, pracowity czy leniwy. W ogóle nie chodzi o jego cnoty i niegodziwości.

            Rzecz w tym, czy artykuł jest sensowny, czy też nie. Czy diagnoza słuszna, czy niesłuszna. Czy wreszcie można coś z tym zrobić, czy jedynie ponarzekać na forum.

            Niestety górą jest jak zwykle klasyczny mechanizm - tłum pokazuje paluchami i przekrzykuje się, czy czy autor obrzezany, złodziej, moskiewski agent wpływu, dorobkiewicz, czy może bohater, prorok, geniusz, równy chłop i erudyta. Górą prostacka analiza - skoro pisarz garbaty i notowany, to książka pewnikiem głupia. A jeśli prosty i niekarany, aaaa, to wtedy, panie, mądrości prawi. Wszystko na łbie postawione - punktem wyjścia do egzegezy jest ustalenie, czy autor to "autorytet", lub czy ma "mandat moralny", tylko tak można "czytać" dziś teksty, czyli przyjąć a priori za pewnik, że złe są i kłamliwe, lub też słuszne i zbawienne.

            Tłuszczą zawsze łatwo sterować i kierować jej uwagę na tematy zastępcze. Zazwyczaj jednak jest to zbędne, bo ona sama nie jest w stanie skupić się na problemie, dostrzegać sedna, plując, wrzeszcząc i gardłując, aż gardła wyschną, łapy zdrętwieją od wymachiwania, pochodnie pogasną i noc zapadnie. Wtedy wróci, nieco ochrypła, ale zadowolona z siebie, do swoich bezpiecznych norek. Zapadnie cisza. I wszystko będzie po staremu.
            Tłuszcza lubuje się w anonimowym mieszaniu z błotem osób wymienionych z imienia i nazwiska. Stara rozrywka hołoty, zawsze aktualna.

            Ogarnijcie się trochę, zróbcie dwa kroki w tył, spójrzcie jeszcze raz na problem i przestańcie roztrząsać zagadnienie stopnia czystości gaci autora. Zejdźcie z poziomu "pudelka" i przestańcie pukać w dno od spodu.
            • Gorzko czyta się tekst Kolegi Doktora. Rzeczywistość, którą opisuje, nie jest specyficznie wrocławska. Nie inaczej dzieje się w innych ośrodkach akademickich - i to zarówno tych, które uchodzą w kraju za renomowane, jak i tych, które mają opinię beznadziejnie prowincjonalnych.
              Ich cechą wspólną jest nader prosto (by nie rzec: prostacko) uprawiana "polityka prorodzinna" oraz staranna dbałość o utrzymanie "wyrównanego" - tzn. jak najbardziej nijakiego i szarego - poziomu.
              Prawdziwe kłopoty w krajowych uczelniach najczęściej mają nie "wiekuiści adiunkci", niezdolni przez 20 lat do napisania czegokolwiek, co nie pachniałoby z daleka kompilacją, przekraczającą granice plagiatu; prawdziwe kłopoty mają ci, którzy niebacznie ujawnią własne koncepty. Albowiem taka niebaczność najczęściej jest traktowana jako sygnał ostrzegawczy - człowiek ma pomysły? Umie je przedstawić? Przecież to może zagrozić interesom rozlicznych protegusów, którzy po to są protegusami, żeby im się dobrze działo - a nie po to, żeby musieli się czymkolwiek wykazywać.

              Dla młodego Kolegi z Wrocławia mam smutną wiadomość: Kolega błądzi - nie żyjemy w Średniowieczu. Żyjemy w Trzecim Świecie - z jego inercją, sitwiarstwem i korupcją. Jakikolwiek zaś "zamach stanu" (uprzywilejowana w tym świecie forma zmiany władzy) skutkować zaś będzie płynnym wpasowaniem się w zastany modus operandi, niezależnie od tego, jakie reguły zostaną ustalone - bo to nie sprawa reguł, ale mentalności.
              • A tu zgoda z jael53, która napisała: Żyjemy w Trzecim Świecie - z jego inercją, sitwiarstwem i korupcją. Jakikolwiek zaś "zamach stanu" (uprzywilejowana w tym świecie forma zmiany władzy) skutkować zaś będzie płynnym wpasowaniem się w zastany modus operandi, niezależnie od tego, jakie reguły zostaną ustalone - bo to nie sprawa reguł, ale mentalności.
                Co wiec zrobic?
                1. Zlikwidować dożywotnie, belwederskie profesury, jako relikt feudalizmu i PRLu, gdyż po ich nadaniu nie ma już żadnej motywacji do dalszego rozwoju naukowego (zapewniona praca a później wysoka emerytura).
                2. Zlikwidować habilitację, jako niekompatybilną ze standardami światowej nauki i uniemożliwiające zatrudnienie w Polsce najlepszych uczonych, w tym także Noblistów, a jednocześnie zweryfikować uprzednio nadane doktoraty i podwyższyć wymogi ich uzyskiwania.
                3. Nie uznawać dyplomów z podejrzanych wyższych uczelni (np. ze Słowacji czy Libii), choćby nawet były one unijne, gdyż przedstawiają one (w olbrzymiej większości) wręcz żałosny poziom, natomiast uznawać, ze względu na ich wysoką jakość, dyplomy czołowych uczelni świata, niezależnie od kraju, w którym zostały one uzyskane.
                4. Wprowadzić uczciwe, otwarte konkursy na stanowiska od asystenta do profesora, w których jury składałoby się z cudzoziemców, wylosowanych przez komputer z puli ekspertów (na to musza się znaleźć fundusze), aby na polskich wyższych uczelniach pracowali najlepsi naukowcy, a nie, jak dziś, naukowcy z najlepszymi znajomościami.
                5. Wprowadzić w Polsce jako prawo, w celu uzdrowienia procesu rekrutacji na stanowiska naukowe i dostosowania go do najlepszych światowych standardów, Europejska Kartę Naukowca oraz Kodeks Postępowania przy Rekrutacji Pracowników Naukowych:
                64.233.183.132/search?q=cache:lXz9qRRQ4OUJ:europa.eu/eracareers/pdf/kina21620b8c_pl.pdf+karta+naukowca&hl=pl&ct=clnk&cd=1&gl=pl
                6. Zlikwidować autonomie uczelni państwowych, gdyż są one finansowane przez podatników, a więc przed podatnikami muszą one odpowiadać.
                7. Wprowadzić ograniczenia w wieloetatowości, gdyż nie jest fizycznie możliwe prowadzenie wysokiej jakości działalności naukowej i dydaktycznej na więcej niż jednej uczelni i na więcej niż jednym etacie.
                8. Zlikwidować PAN (dyrekcję, nie instytuty, które powinny być połączone z uczelniami wyższymi), też jako relikt feudalizmu i PRLu, niemający racji bytu w realiach XXI wieku i gospodarki rynkowej.
                9. Zamiast rozpraszać fundusze na finansowanie małych laboratoriów, przeznaczyć je na udział Polski w takich instytucjach międzynarodowych jak CERN czy ESA, gdyż inaczej to nawet te skromne fundusze, które przeznaczamy na naukę, są po prostu marnowane.
                10. Przestać gadać o reformie, a zacząć ją wreszcie wdrażać! To chyba nie wymaga komentarza…
                lech.keller@gmail.com
      • Gość: Cuth IP: *.ssp.dialog.net.pl 29.01.11, 12:50
        Zakładam, że to tylko mało smaczna i kompletnie niepotrzebna prowokacja z Pana strony. No chyba, że jest Pan tym utalentowanym i trochę pracowitym który studia skończył w wieku 24 a może i mniej lat. A habilitację zrobił Pan zaraz po 30:) Czego oczywiście z całego serca bym Panu życzył.
        A celu samego artykułu specjalnie nie rozumiem - nagłe nawrócenie? Czy szukanie alternatywnej drogi dla habilitacji? Ale w tym drugim przypadku myślę, że na przykład dr Migalski wybrał lepszy sposób na ustawienie się na przyszłość :P
      • Gość: Kuba IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.01.11, 13:22
        Idiota. A ty długo pracowałeś w strefie poza budżetowej, że same szwindle tam widzisz? Często jest tak własnie, że najcześciej samych cwaniaków i oszustów widzie ten, który w ten sposób właśnie mysli i postepuje
      • Gość: gość IP: *.ssp.dialog.net.pl 29.01.11, 13:24
        I właśnie przez takich ludzi jak ty, tak to wygląda. Wreszczcie ktoś zauważył i wytknał błędy w systemie to zaraz znajduje się taki jak ty, który anonimowo zaczyna go obrażać i wyśmiewać się z jego tytułu. Ciekawe czym ty się możesz pochwalić, a teraz idz i liż stopy swojemu pracodawcy bo przecież on ci daje na bułke z masłem to musisz go czcić.
      • Gość: golmark IP: *.internetia.net.pl 29.01.11, 13:24
        Piękny tekst.
        A stać pana na coś bardziej merytorycznego ?
        Ja nie uważam, że mówienie o niedostatkach i niedoskonałościach instytucji mnie zatrudniającej jest czymś nagannym - "pluciem " ! Szacunek dla każdego kto potrafi podejść do tego konkretnie, bez zadęcia.
        Proszę się nie dawać podpuszczać przez "myślących inaczej " panie Rybczyński. I tak większość jest z panem.
      • A kol. manfred211 to ma odwage sie POsPiSac swym wlasnym nazwiskiem POd swym tekstem?
        Kagan czyli dr. Lech Keller-Krawczyk, PhD (Monash), MA (Melbourne), BComm (Warsaw)
        Researcher, Centro de Estudos Transdisciplinares para o Desenvolvimento (CETRAD)
        Universidade de Trás-os-Montes e Alto Douro (UTAD), Vila Real, Portugal
        www.cetrad.info/?action=pessoas/viewPerson&id=90
        Email: lech.keller@gmail.com
        • Gość: gosc IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.01.11, 15:14
          w/g mnie kolega manferd... ma ten luksus, że poprostu nic z tego nie rozumie i fajnie mu się żyje.
    • koleś wygląda jak russel crowe w pięknym umyśle.
    • Ci Politolodzy z Koszarowej w większości myślą że są jakimiś starożytnymi mędrcami, przemądrzali, bo wiedzą jak się spodnie na tyłek wkłada. Miałem okazje studiować u nich tą politologie jako jeden z moich fakultetów i to były w większości stracone lata, w porównaniu do innych kierunków humanistycznych Uniwersytetu Wrocławskiego, to kadra z koszarowej jest przykładem zarozumiałości na skalę wszechświata, mają studenta za śmiecia, na każdym kroku czuć było, że jest się tylko numerem w indeksie, a sam Dybczyński, no cóż. Nigdy mi niczym nie zaimponował, a to jego wystąpienie traktuje jako głos sfrustrowanego, gościa przed 40. taki Miałczyński z Nic Śmiesznego.
      Gdybym spędził więcej czasu w tym gronie, to niechybnie zmieniliby moją psychikę w nieodwracalny sposób.

      Dziękuje też red. Sawce za wytłumaczenie ciemnej ludowi, co dr Dybczyński miał na myśli, normalnie troska pana reaktora, bym wszytko dokładnie zrozumiał mnie ujęła.

      Skoro dr Dybczyński jest tak oburzony, to czemu nie rzuci tej roboty i nie szuka szczęścia gdzieś indziej, razem z tymi których tak uwielbia, niech zakładają swój uniwersytet.
    • Jak wygląda sytuacja nauczania na Uniwersytecie Wrocławskim?
      Perspektywa studenta socjologii z Wydziału Nauk Społecznych.


      Opowiem o moich doświadczeniach, nie wiem jak inni się zapatrują na ten problem. Mówię w swoim imieniu, ale podejrzewam, że ludzi myślących podobnie jest więcej.

      Czas dziecięcej naiwności
      Pierwszy rok. Przyszedłem pełen optymizmu i zapału do pracy. Jeszcze przed rozpoczęciem studiów sprawdzałem, jakie są koła naukowe w moim instytucie, czy prowadzone są badania, w których można wziąć udział. O naiwności!, miałem nawet nadzieję chodzić na wykłady sąsiedzkich instytutów, by wysłuchać porywających przemówień.

      Dom z piasku i mgły
      Owe, wielce naiwne i idealistyczne, założenia rozwiewały się stopniowo, miesiąc po miesiącu. Już pierwszy wykład, czytany z notatek, powinien być dla mnie znakiem ostrzegawczym, nakazującym szybkie wzięcie nóg za pas. W miarę upływu czasu, stało się jasne jak wyglądają typowe ćwiczenia. Prowadzący zadaje tekst do przeczytania, który w założeniu studenci mają posłusznie przeczytać, by następnie dyskutować o nim na zajęciach. Rzeczywistość zweryfikowała to, iż tekstów czytać nie trzeba. Nie trzeba ich nawet posiadać. Przecież nie ma za to praktycznie żadnych konsekwencji. Przez studia można spokojnie przejść plotąc co ślina na język przyniesie, oraz korzystając z licznych opracowań tekstów, które krążą na e-mailach grupowych.

      Mów, nie ważne co
      Tak, warto podkreślić, iż mówienie czegokolwiek jest zazwyczaj najlepszą strategią na podwyższenie oceny. Przytłaczająca większość pracowników nie dokonuje krytycznej oceny tych wypowiedzi, nie zwraca nawet uwagi na błędy stylistyczne, nie wspominając już o błędach merytorycznych. Czytając niektóre komentarze pod wypowiedzią dr Dybczyńskiego nie dziwię się ich miernocie. Skąd mamy mieć pojęcie o rzeczowej dyskusji akademickiej, skoro studia nas tego nie uczą? Nawet podstawowa umiejętność jasnego artykułowania myśli nie jest tu kształcona. By przeżyć trzeba mówić. Można próbować być aktywnym, czytać teksty. Jednak zwykle wychodzi się na tym podobnie jak na 'totalnym wodolejstwie'. W konsekwencji, moja początkowa inicjatywa została zniszczona.

      Syndrom Koszarowej
      Wykształciło się to, co nazywam 'syndromem Koszarowej', czyli klimat mentalnej inercji, pustego rytualizmu i wszechogarniającego marazmu.
      Utrwaliło się to przez: nieciekawe zajęcia (program studiów uśpiłby niejedną nadpobudliwą jednostkę), ich zbytnie przeteoretyzowanie (badania? to tylko u lekarza), olewactwo prowadzących.
      Tak ukształtowani wykładowcy wpływają na swoich podopiecznych, którzy z kolei wpływają na nowych wykładowców, nieraz krewkich i wychodzących z inicjatywą, u których utrwalają 'jedyny i słuszny' schemat postępowania. To wzajemne oddziaływanie na siebie prowadzących i studentów tworzy błędne koło, z którego nie sposób się wyrwać. Jeśli komuś to nie odpowiada, to może studiować gdzie indziej.


      Zdarzenia losowe - casus zaliczeń
      Prace zaliczeniowe są kolejną kwestią. Na wrocławskiej socjologii zwykle tajemnicą pozostaje to, czy prowadzący przeczytał/a pracę, czy też nie. Istnieją chlubne wyjątki, lecz jest to niestety mniejszość. Zazwyczaj 'sprawdzonych' prac nikt nie dostaje ponownie do ręki. Nie wiadomo, gdzie popełniono błąd, jakie były kryteria oceny (poza czysto arbitralnymi), jaka powinna być oczekiwana odpowiedź. Nie ma tu czegoś takiego jak 'przykładowe kolokwium', które może dać pewne pojęcie o tym, jak wygląda właściwe zaliczenie. Pytania nierzadko wymyślane są na poczekaniu, do czego zresztą prowadzący się jawnie przyznają na forum grupy.

      Grupa Trzymająca Kserówki
      Na osobny akapit zasługuje także kwestia tekstów na zajęcia. Student pierwszego roku socjologii zostaje wprowadzony w świat kserówek. Na początku może to dziwić, że ludzie nie wypożyczają książek. Nawet po pobieżnym rzucie oka na sytuację, widać, że na instytucie niepodzielnie króluje Pan S. (mąż jednej z wykładowczyń), który wypracował sobie monopol na kserowanie. Łatwo o to, gdy pomagają mu naukowcy, którzy sami na tacy przynoszą teksty do skserowania dla studentów, czy na zajęciach mówią o tym, że tekst będzie dostępny u Pana S. To jest standard, przeciwko któremu nikt się nie buntuje. Ba, dodaje on nawet swoistego kolorytu wrocławskiej socjologii!

      Wyrok: winny
      Naturalnie, nikt tu nie jest bez winy, o czym doskonale wiem. Studenci, którzy prą do tytułu magistra po najmniejszej linii oporu są tak samo winni, jak idąca na łatwiznę część kadry naukowej. Sam również przyznaję się do moich grzechów: lenistwa, oportunizmu, inercji i zapewne paru innych.
      Wiem także, że wrocławska socjologia nie ma mi nic do zaoferowania, poza tytułem pseudonaukowym. Wielokrotnie myślałem o wyrwaniu się z tej uczelni, ale ciągle trzymała mnie myśl o bliskości tytułu licencjata. To przecież tylko 2 lata. Dziś, na szczęście, to już tylko jeden semestr.


      Krzysztof Podruczny, niechlubny student socjologii na Uniwersytecie Wrocławskim

      PS. Celowo nie wspomniałem o powszechnym lizusostwie studentów, gdyż to by już było skarżenie się ;)
      • Gość: politolog IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.01.11, 19:03
        "syndrom Koszarowej" jest trochę sformułowane na wyrost, gdyż jako studentka politologii nie zgodzę się z wieloma rzeczami.
        po pierwsze jeszcze nigdy nie spotkałam się na wykładzie żeby któryś z wykładowców czytał z kartek. owszem, mają notatki, jednak są one używane jedynie w celu zrealizowania całej tematyki danego wykładu. przykłady znakomitych wykładowców: dr hab. prof. nadzw. UWr M. Dymarski, dr hab. K. Dziubka, dr A. Dybczyński, prof R. Herbut
        po drugie, owszem są zajęcia na które można nie czytać tekstów, ale również istnieje sporo takich na których bez notatek i tekstów ani rusz (przykład: zajęcia z dr. Sulą)
        po trzecie, nie wiem jak na socjologii, ale na politologi jest zwracana uwaga na to jak i co się mówi.
        po czwarte, mówienie że na WNS są nieciekawe zajęcia też jest zbytnim uogólnieniem. to logiczne, że nie wszystkim musi się wszystko podobać, ale są przedmioty naprawdę warte uwagi i bardzo ciekawe
        po piąte, jeśli się chce mieć wgląd do swojej pracy wystarczy jedynie pójść do prowadzącego (:
        po szóste, kolokwia są i jak dla mnie one są wystarczająco "przykładowe"

        podsumowując, jak widać inaczej wygląda sytuacja na socjologi, inaczej na politologi. a sformułowanie "syndrom Koszarowej" powinno się raczej zmienić na "syndrom socjologii na WNSie" (:
    • Gorzka prawda o uniwerku - świetny tekst - zapraszam do dyskusji - www.facebook.com/home.php?sk=group_181998891838172
    • taki "pro, pro, pro, pro---fesor", nazywał się Michał Post, dziś przypuszczalnie emeryt. Ten to etatowo załatwiał miejsca ludziom z kasą i znajomkom z całego rejonu. Wchodził gość do sali egzaminacyjnej i głośno i bez ogródek mówił członkom komisji, ten i ten ma zdać, dostać 5 i już. W przypadku, gdy członkowie komisji odmawiali, tłumacząc się, że będzie awantura, bo przecież kandydaci, którzy zostaną odrzuceni, są tysiąc razy lepsi, sam wpisywał oceny i się podpisywał. Innym razem przychodzi Michał na komisję egzaminacyjną i powiada do komisji, wy tu dobrze macie, takie możliwości, zazdroszczę wam, jak się jest w komisji to można sporo w kopertach wziąć. Widać nie wiele się zmieniło na naszym uniwerku, z tym, że teraz na koszarową się przeniosło.
    • Tak nawiasem: na PoP (Publish or Perish) dr Andrzej Dybczynski ma 2 publikacje, oraz tym zero cytatow a wiec ma h=0. Oczywiscie, nie mozna go na tej POdstawie oceniac, gdyz wielu POlskich profesorow belwederskich z habilitacjami i orderami w ogole nie jest rozpoznawanych przez PoP.
      Kagan (lech.keller@gmail.com)
      • że jest współautorem:
        1. jednego artykułu w przyzwoitym (ale bez szaleństw) zagranicznym czasopiśmie - z 2006 roku oraz
        2. szeregu haseł w anglojęzycznej encyklopedii - czego za recenzowany dorobek chyba się nie uważa.

        Natomiast w bazie MAK znajduje się 2 (słownie: dwa) artykuł jego autorstwa - relacja z konferencji, opublikowana w Przeglądzie Politologicznym w 2000 roku oraz artykuł o konflikcie izraelsko-palestyńskim z 2002.

        Po 2005 nie ma nic. Baza MAK daleka jest od doskonałości, ale jednak to trochę kiepski wynik.
        --
        Fio Maravilha, Nós gostamos de você
        Fio Maravilha, Faz mais um pra gente ver
      • Gość: emi IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.01.11, 00:05
        A ten krytyk Keller ma 2 książki w wybitnym wydawnictwie:
        VDM Publishing is a German publishing group based in Saarbrücken, Germany, with offices in Mauritius and in Moldova. Submissions are neither peer reviewed nor edited. Its book production is based on print on demand technology.
        Samizdat czy co?
        • Gość: Kagan IP: *.dsl.telepac.pt 30.01.11, 11:53
          Najpierw przeczytaj moja ksiazke, a pozniej pisz na jej temat oszczerstwa. Moja ksiazka byla 'peer reviewed' i edytowana, jako PhD thesis (Monash University). I co masz do 'print on demand technology'? Swiat sie zmienia. Tylko polska nauka i polskiei wyzsze uczelnie stoja w miejscu...
          lech.keller@gmail.com
      • Gość: Borys IP: *.ssp.dialog.net.pl 30.01.11, 11:09
        Miałem przyjemność mieć zajęcia z dr A. Dybczyńskim i powiem tylko tyle - to najlepszy prowadzący jakiego spotkałem. Wspaniały człowiek, świetny wykładowca i wymagający nauczyciel, który do tego daje naprawdę wiele od siebie. To, że nie ma iluś tam publikacji niczego nie zmienia. Jeśli ktoś pyta jacy powinni być prowadzący powinien pójść na jego wykład ;)
    • Panie Doktorze, mieszkam w znacznie mniejszym ośrodku akademickim jakim jest Bydgoszcz, moje doświadczenia w "walce" z uczelnią związane były tylko z funkcjami starosty i szarego członka samorządu studenckiego , tylko potwierdzają tezę że najlepszym statnem jest stan istniejący i nic nie zmieniamy ....
      Życzę powodzenia
    • Gość: gosc portalu IP: *.icpnet.pl 29.01.11, 15:26
      znakomity tekst! brawa dla autora! artykul przelamuje zmowe milczenia konformistycznego srodowiska!!! "[...] system funkcjonowania naszego Uniwersytetu jako mieszankę feudalizmu, kapitalizmu i socjalizmu." - dokładnie! dotyczy to nie tylko UW. niestety, obawiam sie, ze sprawa zostanie - jak zwykle - zamieciona pod dywan, a autor bedzie mial problemy z kolejnym przewodem, nie tyko na UW... brawa dla autora!
      • Gość: babkazwroclawia IP: *.sip.mia.bellsouth.net 29.01.11, 17:41
        Wydaje mi ze jednym mozliwym podejsciem jest powolanie zewnetrznego niezaleznego konsultingu ktury przeprowadzi analize, bedzie wspolpracowal z czlonkami zespolow, jak i zaoferuje konkretne rozwiazania. Po czym Senaty beda akceptowaly albo odrzucaly podane rozwiazania. Wydaje mi sie ze to nie Senaty powinny pierwszorzednie powolac konsulting ale ciala studenckie (w kturych interesie jest jakosc swiadczonych im uslug na uczelniach takich jak jakosc i przyszlosciowa uzytecznosc tego na czym spedzaja 4-6 lat nauki jak i uslug podrzednych takich kture im ulatwiaja ten czas nauki). Takze zwiazki pracy powinny byc zaangazowane w powolanie konsultingu do analizy uczelni, to znaczy organizacje kture wiedza czego dany rynek potrzebuje od absolwenta, lub jaka wiedze i umiejentosci przewidyduje beda potrzebne w przyszlosci. Potrzebna jest ekspertyza. Ciezko jej oczekiwac od wewnetrzych osub kturych prywatne interesy moga sie mijac z pozadanymi celami uczelni lub nawet celami danego rynku.

        Nie jestem ekspertem ale studentka ktura przeszla przez uczlenie i mysle ze konsulting jest potrzebny w:

        - analiza jakosci edukacji (wiedzy i umiejentnosci) i analiza jej stosownosci na danym rynku
        - analiza jakosci infrastruktury na uczelni
        - analiza zarzadzania finansami na uczelniach przez zewnetrznych ekspertow
        (ciezko jest mi przelknac ze osoby kture sa powolane na role zarzadzania finansami na uczelni nie maja zielonego pojecia o tym jak to robic, zadko spotyka sie wladze uczelni wyszkolone w tej dziedzinie, osoby powolane do tej bardzo waznej roli to znaczy dystrybucji srodkow zapewniajacych sprawne funkcjionowanie, funkcjionowanie kture nie tylko zalata dziury na dany moment stworzone przez poprzednie wladze ale zarzadzanie finansami kture ma jakis sens takze z mysla o przyszlosci, osoby powolane na te role sa wybierane przez ciala administracyjne kture takze zielono maja w glowie o tym temacie a co gorsza osoby kture powoluja na te role nie sa sprawdzane czy takie umiejetnosci posiadaja, to co ja widze to jest totalny brak wyobrazni w zarzadzaniu finasami, w kreatywnym zabezpieczaniu srodkow na teraz i na przyszlosc, ale panuje totalne zaspakajanie prywatnych potrzeb osub zarzadzajacych kture niestety nie przeklada sie na zaspakajanie potrzeb uczleni)

        Dlaczego rozmowa o badaniach naukowych. W tym tkwi prestiz. W tym tkwi kasa. W tym tkwi przyszlosc i postep. Jedno napedza drugie.

        Jakiekolwiek zaniedbanie w tej sferze (czy to takiej blahostce jak zapewnienie przez uczlenie dostepu do czasopism, do laboratorii, do infrastruktury ktura wspomoze naukowcow, itp) jest zaniedbaniem o ubieganie sie bardzo waznego srodku finansowego. Na uczleniach powinny byc nauczyciele rozliczani z tego ile badan i jakiej jakosci produkuja rocznie. Jezeli nie robia tego, to do widzenia. Takze z tego jak angazuja w te badania swoich stdentow. Jezeli tego nie robia, to do widzenia. O zabezpieczanie grantow. Jak tego nie spelniaja to do widzenia. A jak wladze nie zapweniaja potrzebnej ifrastruktury i srodkow adekwatnych na te cele dla pracownikow danej uczleni. To do widzenia takim wladzom.
        • Gość: Kagan IP: *.dsl.telepac.pt 29.01.11, 18:04
          A "kturom" to óczelnie skończyłaś studętko (pardą, babko z wroclawia), że siem tak mondże tótej wypowiadasz na tym forómie?
          • Gość: babkazwroclawia IP: *.sip.mia.bellsouth.net 29.01.11, 19:46
            Moje doswiadcznia dotycza uczelni ktura jest typowym odzwierciedleniem wszystkich patologii wymienionych na forum i wiecej, kutra istnieje w przekonaniu ze otwarta szczera rozmowa lub Bron Boze jakiekolwiek wspomnienie o zmianie i rozwoju, zagrazaja jej raczej niz jej moga pomuc NA KORZYSC wszystkich powiem ze nawet moze pomuc i tym pierdzacym w stolki czekajacych na emerture trzymajacych stolki dla swoich krewnych, bo przynajmniej ich dzieci (elity) beda studiowaly w konkretnym systemie a nie kretynskim cyrku. Mozna dokonac zmian i nie musi to byc bolesne dla nikogo. To sa zmiany w mysleniu, doszkolenie, zmiany w infrastrukturze, w kreatywnym ubieganiu sie o srodki finansowania, to jest po prostu zmiana podejscia to problemow i otwartego rozmawiania o nich. Ale tutaj panuje paranoia i nastepujaco nic sie nie dzieje, ludzie boja sie otworzyc geby o nawet najbardziej malych sprawach (takich jak dostep do laboratorii, itp) bo nie chca naruszac milczenia bo nie chca poniesc porazki i na dany czas nieuniknionych konsekwencji. Mozna do sprawy podejsc normalnie, bez tej absurdalenj paranoii. To ze ten artykul istnieje i to ze ludzie muwia o tym czlowieku jako bohater i oklaskuja ten tam oczywisty czyn po prostu otwartego podejscia do problemu jest objawem tej istniejacej patologii. Ale to jest pierwszy krok w dobra strone rozwoju, oby na tym nie poprzestalo. Trzeba przemuwic do tych starych zrezygnowanych lub wygodnych, ze niszcza szansy mlodzierzy na lepsza pryszlosc trzymajac sie z paranoja starych absrurdanlcyh tradycji i nawykow kture prznikaja wszystkie sfery funkcjionowania Polskich uczelni chamujac rozwuj ktury takze moze dotkac ich potomstwa.
            • Gość: kagan IP: *.dsl.telepac.pt 29.01.11, 19:50
              A ktura to jest óczelnia wyrzsza? Morze Szkoła Głuwna Chandlowa? A morze Óniwersytet Żeszowski? A morze Politehnika Łucka albo Świentokszyska?
              • KAGAN ,
                nie rób jaj z dziewczyny, z dysleksją na klawiaturze.
                AD MERITUM::
                JA serdecznie zapraszam do obrony swojego wydziału POLITOLOGÓW w osobach wczorajszego WOJEWODY dolnośląskiego- a dzisiejszego MARSZAŁKA SEJMIKU -zDOLNEGOśląska.
                No i tą, panią JOLANTĘ FEDAK= MPiPS, ZAWÓD wyuczony PLS
                A ESTIME
                mgr inż. mechaNIC TADEUSZ PIECZONKA "60+2"-ZIELONY
                11/13-cie years SANStravail/JOBless , non sans TRAVAIL WHISTLEblower
                ul. SZMARAGDOWA 31
                59 900 ZGORZELEC / 0048 75 649 30 44 / WWW.ROPOIWZK.COM- RUCH040404@WP.PL
                • Gość: Kagan IP: *.dsl.telepac.pt 29.01.11, 22:06
                  Odczep sie lepiej Koles od P. Minister Fedak, bo ja jestem jej doradca od OFE, jak by sie kto pytal...
                  A PiSownie tp mozna latwo sprawdzic, np. Word'em...
                  Ciao!
                  • KAGAN ,
                    ja też doradzam pani MINISTRZE Jolancie FEDAK;;; możesz JĄ lege artis ZAPYTAĆ-PRZEPYTAĆ.== JOLANTA FEDAK <info@mpips.gov.pl>
                    JOLANTAFEDAKwgWŁAŚCIWOŚCI <info@mpips.gov.pl>

                    ad meritum

                    NAGLE okazuje się , że problemy rektora -profesora BOJARSKIEGO, urodziły wczoraj , a ZESRAŁY - excuseZZZZZZ le MOT- dzisiaj ;;; w tetrową pieluchę.
                    A ESTIME
                    mgr inż. mechaNIC TADEUSZ PIECZONKA "60+2"-ZIELONY
                    11/13-cie years SANStravail/JOBless , non sans TRAVAIL WHISTLEblower
                    ul. SZMARAGDOWA 31
                    59 900 ZGORZELEC / 0048 75 649 30 44 / WWW.ROPOIWZK.COMI zobaczymy co z tego wyniknie.
    • Ukończyłem Politologię 7 lat temu, nie żyje już studenckim klimatem i jego problemami, nie wiem jak sytuacja wygląda teraz ale patrząc z perspektywy własnych przeżyć i doświadczeń z Uniwerkiem Wrocławskim wydaje się, że ten tekst obnaża realne problemy i choroby tej uczelni, jak i mam wrażenie innych w kraju. Poza tym bije z niego autentyczna miłość do swojej profesji, do Uniwersytetu i jego misji. To tylko moje przypuszczenia ale wiem jedno - miałem na 4 i 5 roku sporo zajęć z dr Dybczyńskim i był to absolutnie jeden z najlepszych nauczycieli jacy tam uczyli a już z całą pewnością jeden z najbardziej inteligentnych i błyskotliwych. Surowy, niekiedy mocno złośliwy i nieprzyjemnie szczery wobec różnych studenckim "sztuczek" ale sprawiedliwy. Dlatego mu wierzę i mam nadzieje, że jego trudny dla środowiska głos odbije się echem. Myślę, że tacy ludzie, szczerze piszący również o swoim udziale w złym systemie są niezbędni aby choć spróbować coś zmienić na polskich uczelniach.
      Pozdrawiam
      Marcin
      • Zwiałem z WNS mając skończone 4 lata studiów pięcioletnich magisterskich, ponieważ stwierdziłem, że jeżdżenie na Koszarową dwa semestry dłużej w celu zdobycia papieru, który poświadcza, że nic nie robiłem, jest bez sensu.

        Zajęcia z dr Dybczyńskim wspominam jako jedne z nielicznych, na których wymagano ode mnie jakiegokolwiek myślenia. Bywał nieprzyjemny, ale w przeciwieństwie do zdecydowanej większości mdłych, niezaangażowanych i premiujących bylejakość [np. poprzez ciągłe tolerowanie na zajęcia wodolejstwa i traktowanie każdej wypowiedzi, choćby horrendalnie głupiej, jako wkładu do dyskusji, bo w końcu "każdy może mieć swoje zdanie"] pracowników dydaktycznych WNS UWr stwarzał warunki do wyrabiania sobie swojej opinii. Do argumentacji. Logicznego myślenia.

        Jak ktoś jest delikatny to mógł czasem poczuć się urażony, ale takim ludziom i ogólnie wszystkim studentom WNS dużo większą krzywdę wyrządzano przyuczając ich do rytualnego powtarzania wykutych, banalnych formułek z podręczników, w których 1/3 zawartości to niekończące się, nieprzydatne w praktyce teoretyczne podziały z 25 punktów widzenia i inne rozwlekanie na tematy, które średnio inteligentny człowiek zrozumie w 20 minut]. A tak wygladała przytłaczająca większość zajęć.

        Nieliczni - poza dr Dybczyńskim - potrafiący zainspirować do chociaż kilku minut wysiłku intelektualnego, jak dr Cesarz [zarówno ojciec jak i syn], dr Drałus, dr Dudek, prof. Dymarski, dr. hab. Kazimierz Dziubka [!], dr Rogaczewska, dr Tuziak, dr Rogowska - sami nie odmienią tego wydziału.
        • Gość: nic IP: *.internetia.net.pl 29.01.11, 18:04
          Mam dyplom PWr z 1989r. Solidny Wydział Elektryczny. Moje córki studiują na Chemicznym, minęło wiele lat, ale komuna na polibudzie trzyma się niestety na całego.
          Szanowny Panie Doktorze z UWr, ktoś wyżej pisał o sepuku, o posadzie na zagranicznym uniwersytecie, ludzie zgadują jakie były powody Pańskiego artykułu....
          Ja też przeszłam podobną szkołę, ale z firmami państwowymi. System, który Pan opisuje jest wszechobecny w naszym kraju. Moja rewolucja polegała na tym, że założyłam własna firmę. Myślę, że Pan nie jest w stanie założyć własnego uniwersytetu :(
          Mam również nadzieję, że ten artykuł nie jest bazą testową dla analizy naukowej (czyli prowokacją do wypowiedzi na temat).
          Nie sądzę, aby był Pan oszołomem, jak część komentatorów próbuje to przedstawić.
          Nie sądzę również - po lekturze postów - aby nie lubił Pan swojej pracy w zasadniczym jej aspekcie. Nie jest Pan wariatem i wie Pan jakie konsekwencje są możliwe.
          Ja - i myślę że inni też, w takiej sytuacji poszliśmy "po bandzie", zgadzając się na rzetelną krytykę, zachowania tłumów, opinie publiczne i to wszystko, co TEN artykuł wywoła.
          Szczerze - nie mam złudzeń, że sytuacja szkolnictwa wyższego w Polsce ulegnie zmianie z powodu Pańskiego wystąpienia. Rektor nawet nie kichnie, Senat nie bąknie, kumple będą hihihi chichotać w korytarzach uczelni.
          Ale u mnie i u innych osób (vide forum) ma Pan uznanie.
          Moje życie po podjęciu decyzji podobnej do Pańskiej potoczyło się wspaniale. Czego i Panu życzę.


        • podpisuje się pod listą nazwisk, szczególnie dr Dziubka był rewelacyjny (choć każdy jest inną osobowością i u niektórych pewne cechy trochę drażniły np. pan Cesarz senior choć był uosobieniem kultury i wiedzy to czasem popełniał grzech zaniechania i bylejakości) natomiast muszę do tej listy konieczni dopisać dwa nazwiska:
          pana Kalickiego i pana Herbuta, nie wiem kim są teraz, jakie pełnią funkcję na uczelni i czy w ogóle wciąż tam są jednak za moich czasów byli wyspami zaangażowania w swojej profesji, choć przyznam, że różnili się dość znacznie w sposobie tego zaangażowania:) Jednakże nauczycielami byli wspaniałymi, obok dr Dybczyńskiego i dr Dziubki to byli najlepsi pedagodzy.
          • Gość: wns IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.01.11, 17:46
            i prof Herbut (obecny Dyrektor Instytutu Politologii) i dr Kalicki wciąż są na WNSie :P
            ja bym do tej listy dorzuciła jeszcze prof Dymarskiego, dr Rogaczewską, dr Zielińskiego, dr Sulę, prof Wiszniowskiego, dr Kozierską i jeszcze kilka nazwisk by się znalazło :)
    • Ale Panie i Panowie, to jest wierzchołek góry lodowej zwanej Polską!!!! Jeśli tak jest za Uniwersytecie Wrocławski,. to co się dzieje w Ministerstwach, w poszczególnych agendach rządowych, w polskim Rządzie, Sejmie, Senacie, czyż nie "odwraca" się naszej uwagi "pierdutami" od spraw najważniejszych - jak kondycja i przyszłość tego kraju "rozmienianego" na drobne sprawy...Przecież tak naprawdę wszystkie reformy: podatkowa, ubezpieczeniowa, zdrowotna, edukacyjna, gospodarcza są "spieprzane" - potem dyletancko poprawiane, bo prasa albo media coś "wyłapią" powoduje, iż wychodzą z tego "prawne zmutowane hybrydy", które zamiast "leczyć" polską rzeczywistość , są toksyczne i "rakotwórcze". Przecież cała energia ludzi spoza "Układu" jest kanalizowana, albo przez sprzedajne media, prasę, które z byle patriotycznego odruchu robią fobię, albo przez władzę, która ogłasza kolejny narodowy fajerwerk - jak z EURO - który bardziej "obnaża" Polską bezradność, ośmiesza ją na arenie światowej niż dodaje nam splendoru. Znamy mi biznesmen z Warszawy związany kiedyś z opozycją, powiedział mi prawdę jeszcze bardziej smutną; gdyby nie EURO, nie dałoby się pokonać marazmu Urzędników Ministerialnych, którzy mają w swoim obowiązku - czuwanie nad rozwojem gospodarczym kraju. Mamy potencjał, i pozwalamy, na paraliż Polski, wypuszczając, ba "wyrzucając" młodych specjalistów za granicę. Ten sam biznesmen, tłumaczy to, tym, że nagłe podniesienie pensji w Polsce - doprowadziło by do prawdziwej rewolucji w podejściu do wiedzy, a "Układ" nie chce tu żadnych zmian, bo można "ciąć" na wynagrodzeniach, kosztem swojego poziomu życia. Bo taką wizję przywieźli nasi " Ojcowie Założyciele" kapitalistycznej Polski - z USA, będąc tam na stypendiach Fundacji im. Fulbrighta, i innych...
      Myślę, że teraz dr. Autor artykułu skończy jak "Wszyscy Próbujący Coś Zmienić" czyli pełny ostracyzm ze strony środowiska, wewnętrzne "śledztwo" w sprawie "wstawiennictwa" i "poplecznictwa", może jakaś "Komisja Śledcza", albo "anonim" do Prokuratury...
      Układu nie można ruszyć, bo to domino, ruszysz jeden element, a wszystkie się zawalą. dojdzie do zapaści władzy... Okaże się bowiem, że przez te 20 lat cementowała taki "Układ" w naszym państwie doprowadzając mimo unijnych funduszy - do wielu zaniechań: inwestycje w energetykę, infrastrukturę, odtworzenie przemysłu terenowego ( to robią w podłej socjalistycznej Francji /rejon Akwitani, w Dolnej Saksonii, bo taka jest potrzeba społeczna!), promocja nauki (0,7% PKB na naukę!!!, na kulturę 0,5% PKB!!!) Przecież to grozi zapaścią cywilizacyjną!!! Dlaczego Władza, POlacy przecież budują "Bantustan" w środku Europy, w XXI wieku!!! I to jest pytanie na które powinniśmy sobie odpowiedzieć wszyscy, nie tylko środowisko uniwersyteckie!!! Jeśli naprawdę zależy nam na naszym kraju, na Polsce!!! Przepraszam za ten końcowy "egzaltacyjny" ton
      • Gość: starszy mieszkanie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.01.11, 19:54
        Ma Pan [gabkamski] racje z tą byle jakoscia struktur władzy, nie tylko na UWr, ale na szczeblu centalnym też. Co robić, stawiał już retoryczne pytanie jeden klasyk a jego ide niezbyt dobrze skończyły. Zgadzam się też, że ton w kraju, nadaja "stypendyści" od Fulbrighta. To w Europie raczej się nie sprawdza i kraje przodujące [Niemcy, Francja, Norwegia, Szwecja] stosuja skutecznie inne modele zarządznia i państwem i gospodarką. Model Stanów Zjednoczonych opiera sie o kompleks militarny i nasa, w który pompuje sie miliardy dolarów i to napędza innowacyjność i przewage technologiczną [w nauce też; MIT i inne uczelnie] za którą i tak płaci cały swiat kupując amerykańską broń [60% swiatowej puli]. Ten model dla Polski odpada, nie mamy takiego komplesu przemysłowego, Bumar nędza a WAT też nie zawalczy. Trzeba zejść z obłoków i puścić poły wielkiego brata skupić się na współpracy naukowej w Europie i z ich nauk społecznych oraz historii [sasiadów] brać przykład. Wróćmy jednak do Wrocławia. Przecież taki sam bizantyjski styl władzy mamy w magistracie z Pane Prezydentem na czele. On publicznie oswiadczył, że nie musi przymować stron, mówiąc prosto zwykłych obywateli, on wybiera a Rektorów i owszem. Dwór dostarcza mu tego co stwarza luksus władzy np.nowe autko pewnie już kupione a tłuszcza odgoniona przez pretorian. Natomiast kłopoty się pietrzą przed miastem, komunikacyjne, komunikacji publicznej [najwolniejsza], finansowe, kulturalne także i te o których pisze Pan doktor, to jest miasto uniwesyteckie. Pózniej bedzie wielki krzyk, a przecież do wyborów poszło tylko 38 % mieszkańców z 500 tyś i ok. 120 tys głosowało na Sternika, zresztą doktora logiki. Mam trochę lepszą ocenę prof. Pacholskiego ale nie ulega wapliwości, że poległ gdyż miał zamiary reformatorskie, które środowisko torpedowało, ale o tym prasa nie pisała ale zajęła się portretem Pan Rektora, to też bezpieczne. Jeśli naprawdę zależy nam na naszym mieście, na Polsce; to trzeba nam wiecej trzeżwych głosów i mam nadzieje, że nie dojdzie do katastrofy krajowej, jak 200 lat temu, o czym pisał jeden z internautów.
    • Gość: dala.tata IP: *.dsl.telepac.pt 29.01.11, 18:44
      ... ktory glownie pluje, niespecjalnie jest cos do zrobienia. Mozna go ignorowac lub isc do sadu. Ale jednak tolerowanie tego, co robi, nie ma nic wspolnego z wolnoscia slowa. to jest tolerowanie przestepstwa, sukinsynstiwa, ohydy (jakkolwiek to nazwac) ze wzgledu na 'znikoma szkodliwosc', a nie pamiec o tym, ze mamy prawo do tego, by mowic w zgodzie ze swoim sumieniem.
      Zajrzyjcie tez tutaj.
      prof. (nad)zw. dr (re)hab. (mult.) dalatata
      • Gość: pfg IP: *.dsl.telepac.pt 29.01.11, 18:50
        Nie, mój drogi dalatato, ja niczego nie mylę. Uważasz, że postępowanie Kellera jest nie do przyjęcia - podaj go do sądu. To jest twoje prawo, podobnie jak i twoim, i moim prawem jest publicznie zdezawuować impostora, czym oni zresztą się na ogół nie przejmują. Prawem zaś i głupców, i mędrców, i ludzi małostkowych, i wielkodusznych, i mściwych, i szlachetnych jest postępować - w tym wypowiadać się publicznie - w sposób, jaki dyktuje im ich intelekt i sumienie, ryzykując, że jeśli złamią przy tym prawo, zostaną ukarani. Tego prawa nie wolno nikomu bez wyroku sądu odbierać, to zaś stwierdzenie nie jest bynajmniej tożsame z pochwałą tych zachowań, w tym obrzydliwych postępków Kellera. Jednak - neminem captivabimus nisi iure victum (nikogo nie uwięzimy bez wyroku sądowego).
        forum.gazeta.pl/forum/w,87574,121495162,121522961,Re_tak_dla_nas.html?wv.x=2
        PFG czyli dr hab. Paweł F. Góra
        Pełnomocnik dziekana d/s Informatyki Stosowanej
        Wydziałowy koordynator d/s kierunków zamawianych
        Uniwersytet Jagielloński
        Wydział Fizyki, Astronomii i Informatyki Stosowanej
        Zakład Fizyki Statystycznej
        ul. Reymonta 4, 30-059 Kraków
        tel: 12 663 55 66
        fax: 12 633 40 79
        e-mail: gora@if.uj.edu.pl
        th-www.if.uj.edu.pl/zfs/gora/
        • Gość: dala.tata IP: *.dsl.telepac.pt 29.01.11, 18:52
          Po raz kolejny myslisz mój drogi PFG wolnosc slowa z przyzwoleniem na kradziez tozsamosci i obrazanie innych. to nie ma nic wspolnego z wolnoscia slowa. w duzej mierze, to co robi Keller nadaje sie do sadu - podszywanie sie pod innych jest przepstepstwem, przynajmniej w cywilizowanym swiecie. tyle, ze sadzenie sie z takim indywiduum jest legitymizacja tegoz indywiduum. i miedzy innymi dlatego nie robie tego.
          forum.gazeta.pl/forum/w,87574,121495162,121521381,Re_tak_dla_nas.html?wv.x=2
          prof (nad)zw. dr (re)hab. (mult.) dalatata
        • Gość: domenico IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.01.11, 18:57
          Zjeżdżajcie na swoje forum "Doktorat - nauka - uczelnia", obrzydliwe trolle z tytułami akademickimi!!! Mało już zaśmieciliście forów swoimi osobistymi porachunkami, zgrajo nierobów? Przyszliście także tutaj??? Won stąd, nikt was tu nie chce!!!
          • Gość: dala.tata IP: *.dsl.telepac.pt 29.01.11, 19:24
            Hola hola, panie Domenico! Obrazasz tutaj grono dozywotnich, habilitowanych i rehabilitowanych profesorow a nawet i rektorow i to takich z licznymi orderami i wstegami oraz togami i gronostajami, a wiec UWAZAJ!
            prof. (nad)zw. dr (re)hab. (mult.) Dalatata
    • Gość: kubek IP: *.tktelekom.pl 29.01.11, 19:05
      Ty, może ty zaocznie te studia robiłeś, co?
    • Koncepcji, która, co oczywiste dla każdego rozsądnego obserwatora mającego jakieś pojęcie o funkcjonowaniu szkolnictwa wyższego w innych krajach, nie rozwiąże problemów polskiej nauki, a jedynie pogłębi stan zapaści?

      Tym jednym zdaniem Autor artykulu dodatkowo dyskwalifikuje siebie. W sumie artykul zenujacy, potwierdzajacy niskie morale srodowiska akademickiego i jego mentalnosc. Obecnie gdy etyka srodowiska nie jest juz zadna tajemnica (to miliony studentow i brutalna konfrontacja nabytych umiejetnosci z rynkiem pracy determinuja opinie spoleczna) odwaga mocno potaniala!!!

      Szkoda, ze w artykule nie ma ani jednej konstruktywnej i pozytywnej propozycji rozwiazania opisywanych problemow, za to cytowana krytyka obecnej nowelizacji bez podania jednego argumentu.

      Do obecnej nowelizacji mam wiele zastrzezen - glownie te, ze byla napisana pod dyktando zachowawczej profesury i KRASP (podobnie ostatnie zmiany w podkomisji ENM). Propozycja by srodowisko rozpoczelo dyskusje jest zwyczajnie smieszna - nie przy tej mentalnosci!!!

      Jedno jest cenne w tym atrykule - potwierdza mniej znany fakt o polskim SW - ryba psuje sie "od glowy" - nie tylko profesorskiej, ale przede wszystkim od "czolowych" uczelni. To one determinuja jakosc polskiego szkolnictwa wyzszego, a nie tak jak sie probuje wmowic spoleczenstwu uczelnie zawodowe i prywatne.
    • Ale to wszystko zbyt mało, by wyrwać nas z zaklętego kręgu quasi-sarmackiej ideologii ... która, ... „jest wykorzystywana dla usprawiedliwienia... sobiepaństwa, ksenofobii, lenistwa umysłowego i zwykłego oportunizmu podszytego lękiem przed wprowadzeniem niechcianych zmian, nowinek, rozwiązań, które mogłyby zakłócić święty spokój pracowników wyższych uczelni.”

      Całość w tekście: wyborcza.pl/1,76842,8417907,Polskie_uczelnie_w_objeciach_sarmatyzmu.html
      • Bardzo dobry tekst. Sądzę, że jakby podatnicy wiedzieli jak wydaje się ich pieniądze na uczelniach to by ich trafiło. Marazm, lenistwo, zaklinanie rzeczywistości, turystyka konferencyjna !!!.
        Uciekłem z Politech. do przemysłu (R&D) i dopiero teraz wiedzę, ze problemem Uczelni nie jest zbyt mała ilość pieniędzy (ich jest aż nadto w np nauk . tech. ), ale fatalne zarządzanie nimi.
        • Gość: Kagan IP: *.dsl.telepac.pt 29.01.11, 21:01
          Zgoda. Ale zrozum, ze kapitalistyczna Polska zawsze byla jest i bedzie polkolonia Zachodu, rynkiem zbytu na nadwyzki produkowane przez zachodnie koncerny w Chinach i rezerwuarem taniej sily roboczej dla owego Zachodu... Takie sa bowiem obiektywne prawa rzadzace rozwojem panstw kapitalistycznych (albo, jak kogos brzydkie slowo 'kapitalizm' razi, panstw o gospodarce rynkowej). Przed wojna Polska miala garstke studentow (dzis mamy wiecej doktorantow niz wowczas wszystkich studentow), a wiec ta garstka mogla dostac dosc dobre wyksztalcenie, ale po co Polsce w ogole wyzsze uczelnie, skoro z definicji mamy sie zdac na importowana technologie i know how?
          lech.keller@gmail.com
    • Gość: kroki IP: *.ssp.dialog.net.pl 29.01.11, 20:11
      Mam kolegę tu we Wrocławiu, który chełpi się posiadaniem tytułem licencjata z politologii.
      Do tej pory dziwiło mnie jak osoba robiąca podstawowe błędy ortograficzne i z miernym poziomem wiedzy o świecie może jednocześnie być "po studiach", nawet I stopnia.Teraz już mnie to nie dziwi, naiwny i nieświadomy byłem..
    • Fakty są takie, że Uniwersytet Wrocławski wymaga gruntownych reform.

      Problem leży w systemie, finansowanie Uniwersytetu, wydziału, w znacznej mierze zależy od liczby studentów, stąd by przetrwać trzeba iść na ilość nie na jakość. Stąd nacisk kładziony jest na to by były zajęcia, i mniejsza z tym czy jest dla kogo, i co... Należy też wspomnieć o generalnym upadku poziomu kształcenia w Polsce.

      Kolejnymi sprawami jest nieudolna biurokracja na UWr, ale także część kadry dydaktyczno-naukowej jest słaba i nieudolna. Jednak to cechuje większość szkół wyższych, nie tylko w Polsce. Można więc ciągnąć niekończącą się dyskusję, ale problem naprawdę jest bardzo złożony...


      Jednak uważam, że są pewne możliwości zmian, bardzo powolnych... ale każdy kto ma wolę coś zmieniać, winien zmieniać od siebie. Jeśli ktoś, pisze mówi, że UWr. to bagno, to niech wie, że sam te bagno kształtuję... Więc albo się zwalniam, albo próbuję coś zmienić na lepsze..., albo jak Pan doktor do tej pory jestem w systemie i czerpie zyski...

      Nie znam się na naukach społecznych, ale liczba prac Pana doktora, przyjemniej tych, które widnieją na jego stronie jest niewielka, powiedziałbym, że ledwo starcza na doktorat. Możliwe, że nie wszystko jest ewidencjonowane na jego stronie. Ale jeśli ten dorobek jest tak mały to chyba za mało na habilitację. Szczere, zapewne, i dobre opinie studentów nie mogą tu być miernikiem poziomu naukowego prowadzącego zajęcia, bowiem studenci w większości mają małe pojęcie o badaniach naukowych. Ich oceny zwykle kształtują PR-wskie zachowania pracowników, a w nauce na PR-e daleko się nie zajedzie. Oczywiście to nie musi dotyczyć naszego doktora, nie znam go więc nie wiem...

      Chciałbym jednak zwrócić uwagę na jeden interesujący aspekt. Na Uniwersytecie, adiunkt ma 10 lat na zrobienie hab. Od pewnego czasu ludzie nie wyrabiający się w tym czasie, są przyciskani przez władze uczelni (czy skutecznie to inna bajka). Rodzi się wiec pytanie, czy ww artykuł nie jest jakimś odwetem, bowiem jak łatwo policzyć Panu doktorowi kończy się czas.... Oczywiście nie można zarzucić kłamstwa Panu doktorowi, pisze zapewne on prawdę. Myślę, jednak, że zamiast pisać list do wyborczej winien, najpierw spróbować, w inny sposób, na forum UWr. A tak można mieć wrażenie, że Pan dr sięga po kolejne narzędzia by pchnąć swoją karierę do przodu.





      • Gość: Kagan IP: *.dsl.telepac.pt 29.01.11, 21:06
        Gruntownych reform wymaga cala polska nauka i cale polskie szkolnictwo wyzsze, ale aby sie one udały, to trzeba zreformowac gruntownie cala Rzeczpospolita!
        Powiedzmy sobie szczerze, że, kapitalistyczna Polska zawsze byla jest i bedzie polkolonia Zachodu, rynkiem zbytu na nadwyzki produkowane przez zachodnie koncerny w Chinach i rezerwuarem taniej sily roboczej dla owego Zachodu. Takie sa bowiem obiektywne prawa rządzące rozwojem panstw kapitalistycznych (albo, jak kogos brzydkie slowo 'kapitalizm' razi, panstw o gospodarce rynkowej). Przed wojna Polska miala garstke studentow (dzis mamy wiecej doktorantow niz wowczas wszystkich studentow), a wiec ta garstka mogla dostac dosc dobre wyksztalcenie, ale po co Polsce w ogole wyzsze uczelnie, skoro z definicji mamy sie zdac na importowana technologie i know how?
        lech.keller@gmail.com
      • Gość: trix IP: *.dynamic.chello.pl 30.01.11, 14:37
        Ale ta nieudolność administracji wynika właśnie z negatywnej selekcji przy jej zatrudnianiu. Czyli - polityka prorodzinna, etaty z litości, po znajomości, brak ścieżki kariery zawodowej, ustawiane konkursy, brak oceny efektywności pracy itd.

        To jest źródło całego problemu. Z jednej strony wszyscy chcieliby, żeby było efektywnie i profesjonalnie. Ale wtedy musieliby przestać zatrudniać krewnych i znajomych. A tak nie można. Więc zatrudniają znajomych, a potem psioczą, że urząd jest nieudolny. Zero zdolności do skorelowania własnych wyborów z konsekwencjami.

        A co do osoby autora listu - dobrze, że o tym pisze, nawet (a może zwłaszcza) jeśli siedzi w środku tego bagna. Bo do tej pory najczęstsza reakcja kadry profesorskiej było wyparcie, zaprzeczenie i oburzenie.
        • Gość: grizzly IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.01.11, 14:45
          Dokładnie! Nasza "kadra akademicka" wyspecjalizowała się tylko w dwóch rzeczach: nieróbstwie i zwalaniu winy na innych (administracja, pani minister, studenci, politycy, media...). Winni są wszyscy inni, tylko oni, niczym skrzywdzeni prometeusze, dźwigają na swoich pochylonych barkach całe zło tego świata. Może przyszedł czas walnąć się w pierś i zobaczyć belkę we własnym oku, zamiast drzazgi w oczach innych, panowie proffesorzy i doktórzy?
    • Sądząc z większości postów artykuł pozostanie niezrozumiany. Studenci i "autorytety z nieznanych przyczyn zaczęli recenzować autora tekstu. Zajrzano natychmiast do spisu publikacji, oceniono poziom dydaktyki itd. To, co mówi autor mało ważne, ważne kim jest i czy ma habilitację!
      Odnosząc się do niezłego i niestety prawdziwego tekstu, chciałbym tylko napisać, że przez blisko 15 lat pracy na UWr. (nauki przyrodnicze) nigdy nie zdarzyło mi się popierać, ułatwiać zdania egzaminów i usadzać na stanowiskach, protegowanych różnych osób z administracji czy też znajomych/rodziny innych naukowców. Takie prośby (nieco zakamuflowane) otrzymywałem jakieś 3 do 5 razy w ciągu całej dotychczasowej pracy, zarówno na stanowisku asystenta jak i adiunkta, ale nigdy nie ich nie spełniałem. Dokładnie tak samo postąpiłem w stosunku do swojej bliskiej rodziny, która tez oczekiwała na jakieś ekstra wsparcie. Uważam takie rzeczy za nieetyczne i nikt mnie nie złamie w takich sprawach. Dziwię się więc postępowaniu autora teksu, bardzo się dziwię.
      Tekst niezły i niestety pokazujący kawałek prawdy.

      P.S. Porównujcie osiągnięcia nauki polskiej do Armenii, Egiptu czy Peru, a nie do Niemiec czy Francji. Rocznie Polska przeznacza na naukę ok. 1,5 mld USD, a Niemcy ok. 52 mld USD czyli blisko 36 razy więcej.
    • Drogi Andrzeju!
      Wielki niesmak wzbudziły we mnie Twoje "niby zwierzenia". Mieszasz w nich bowiem (oczywiście, że świadomie) sprawy ważne i nieważne, mijając się przy tym z prawdą. Co do portretu, o którym piszesz-ani go nie widziałem, ani mnie on nie interesuje, ani zapewne nie zainteresuje, jak wielu innych pracowników Uniwersytetu. Wmawiasz natomiast czytelnikom, że "wojna o portret" jest wojną powszechną-nie jest, o czym wiesz doskonale. Piszesz, że "cywilna odwaga oraz swoboda wypowiedzi mają swoje granice, zwłaszcza na Uniwersytecie" i że jedną z metod walki z oponentami to przypisywanie im łatki "wariata". Maz rację-wszak sam tę swobodę świadomie ograniczałeś i sam uczestniczyłeś w "robieniu wariata"-między innymi ze mnie. Piszesz, że wbrew ustawowym obowiązkom Senat uczelni nie uchwalił kryteriów ocen okresowych pracowników. Uchwalił! A że Twoi i moi pryncypałowie opiniowali i oceniali pracowników wbrew owym kryteriom, za to według fochów własnych, jest kwestią odrębną. Piszesz o biciu piany w sprawie różnicy pomiędzy "parametrem i kryterium". Wiesz przecież, że meritum jest w czymś innym-w tym mianowicie, że władze wydziałowe nie mogą zgodnie z prawem ustanawiać ekskluzywnych kryteriów dla oceniania pracowników wyłącznie danego wydziału; tak, jak nie mogą oceniać wyłącznie adiunktów. Piszesz: "żyjemy", "nie wierzymy" etc., świadomie tworząc jakieś sztucznie "MY". Pisz, Drogi Andrzeju, w swoim własnym imieniu, to bowiem, iż nie wierzysz (TY nie wierzysz!!!) "już chyba w żadną wartość", jest dla mnie i dla wielu oczywiste od lat. W swoim własnym imieniu opowiadaj również o przysługach, które wyświadczałeś członkom rodzin i znajomym kadry uniwersyteckiej. Nie czyń zaś tego zwłaszcza w moim imieniu, bo ja takich usług nie świadczyłem. Tak, jak nie przychodziłem na zajęcia i/lub wykłady z pożółkłymi konspektami oraz nie robiłem wielu rzeczy, które robili jacyś "MY". Drogi Andrzeju, jesteś członkiem rady instytutowej i wydziałowej oraz Senatu UWr. Byłeś również-za kadencji rektora Pacholskiego-we władzach Związku Zawodowego Nauczycieli Akademickich. Ja-oprócz krótkiego współprzewodniczenia związkowi-żadnej z tych funkcji nie pełniłem. Więcej, kiedy uznałem, iż związek-także z powodu Twojej szkodliwej działalności-nie spełnia swej ustawowej i statutowej roli, odszedłem. Ty od lat zasiadasz w oby radach i w Senacie. Nie uczyniłeś jednak nic, by wymienione ciała uczelniane działały in gremio w sposób bardziej racjonalny. Nawet nie zdobyłeś się na to, by w ramach protestu zrzec się członkostwa w obu radach i mandatu Senatora. Gorzej-jako członek dyrekcji Instytutu Politologii aktywnie współuczestniczyłeś w procesie stworzenia z tej jednostki "obozu pracy dydaktycznej". Nie ważne były ani prawo, ani zdrowy rozsądek, ani poziom kształcenia, zwłaszcza nie ważne były badania naukowe. Liczyła się tylko ilość studentów!!! Piszesz, że się wstydzisz-jest za co! Wmawiasz jednocześnie czytelnikom, że wstydzić się powinni jacyś "My", choć większość tych "My" ma czyste sumienie. Osobiście uważam, że niczego się nie wstydzisz, grasz jedynie na emocjach czytelników głównie dla obrony interesu własnego, acz pod płaszczykiem interesu ogółu. Nikomu nie odmawiam prawa do rachunku sumienia i zmiany postępowania, także Tobie. Nie napisałeś jednak, iż publicznie "wyznajesz" rzekomą prawdę o błędach i wypaczeniach w sytuacji dla siebie wyjątkowo niekorzystnej. Powoli jesteś bowiem rozliczany z konkretnych decyzji i konkretnych zaniechań przez coraz lepiej zorganizowaną opozycję wobec uniwersyteckich patologii, opozycję także wobec Ciebie.
      Dr Tomasz Krawczyk
      adiunkt w Instytucie Politologii
      Wydziału Nauk Społecznych Uniwersytetu Wrocławskiego
      • Gość: genia IP: *.internetia.net.pl 30.01.11, 10:45
        Studiowałam politologię. To prawda, że nie trzeba się za bardzo wysilać żeby dobrnąć do końca. Większośc studentów się stara. Wystarczy kombinować, kserować, ściągać, podlizywać się.
        O wiele łatwiej jest dostać zaliczenie gdy np. cwiczeniowec przychodzi tylko na 2 pierwsze zajęcia w semestrze, potem połowę semestru zajęcia się w ogóle nie odbywają oczywiście bez żadnej informacji dlaczego. Na skargę częsci studentów dostajemy zastępstwo. Inna osoba, inny plan, inne warunki zaliczenia od tych przedstawionych na początku. I gdy już wszyscy ochłonęli i pogodzili się ze zmianami w dniu ostatnich zaliczających zajęc jak gdyby nigdy nic pojawia się pan który prowadził dwa pierwsze ćwiczenia.
        Wynika zamieszanie, nikt już nie wie od kogo w końcu mamy otrzymac wpis.
        Może studenci stacjonarni są traktowani z większym szacunkiem, nie wiem byłam na zaocznych.
        Co do Pana Dybczyńskiego. Miał naprawde interesujące wykłady. Prowadził je w taki sposób, że nikt nie spał, tylko słuchał z otwartą buzią. Uważam, że i tak miał do nas więcej szacunku niż osoba z historii opisanej wyżej, mimo, że potrafił z nas szydzić, że czegoś nie umiemy, choć powinnismy już na tym etapie edukacji umieć.
        • Gość: KAGAN IP: *.dsl.telepac.pt 30.01.11, 10:57
          Polska nauka i polskie szkolnictwo wyzsze NIE dzialaja w prozni. Jak to uczyl pewien madry brodaty Zyd, nauka i szkolnictwo wyzsze sa czesciami nadbudowy, a wiec w ostatecznym rozrachunku o ich jakosci w dluzszym okresie czasu decyduje poziom rozwoju bazy. Coz to konkretnie oznacza? Ano to, ze jesli chcemy miec w Polsce nauke i szkolnictwo wyzsze na poziomie swiatowym, to musimy tez miec w Polsce przemysl na poziomie swiatowym, albowiem to przemysl generuje popyt na nauke, a NIE odwrotnie. Tak wiec musimy zaczac w Polsce odbudowywac nasz wlasny polski przemysl po ekscesach tzw. planu Balcerowicza, ktory doprowadzil do upadku nie tylko nasz polski przemysl, ale razem z nim polska mysl techniczna, a wiec takze i polska nauke, a wraz z nia polskie szkolnictwo wyzsze. Po prostu kraj, ktory z gory nastawia sie na import technologii i know how, nie potrzebuje wlasnych wysoko kwalifikowanych kadr: wystarcza mu technicy, a garstke inzynierow ktora bedzie wciaz potrzebna, aby utrzymac w ruchu montownie oparte na importowanej technologii i importowanym know how, moze sobie znacznie taniej sprowadzic z zagranicy niz starac sie ich wyksztalcic w kraju (problem skali produkcji zwiazany z tzw. kosztami stalymi). Podobnie jest tez z naukami spolecznymi: po co Polsce ekonomisci czy socjolodzy, skoro z gory zakladamy, ze zachodni model organizacji gospodarki i spoleczenstwa jest najlepszym z mozliwych nawet w specyficznych polskich warunkach. A co do humanistyki: w biednym kraju, nie majacym wlasnego przemyslu ani wlasnej mysli technicznej, ksztalcenie humanistow jest po prostu luksusem, na ktory taki kraj nie jest stac. Oczywiscie, odbudowa polskiego przemyslu nie oznacza zadnych tendecji autarkicznych, a wrecz przeciwnie. Aby istnienie polskiego przemyslu mialo sens, musi byc on nowoczesny a przede wszystkim konkurencyjny . Oznacza to, ze w Polsce musza znajdowac sie zarzady (centrale) polskich firm (czy beda one prywatne, panstwowe czy tez z mieszna wlasnoscia jest tu sprawa drugorzedna, gdyz jak to mawial Deng Xiaoping "nie ważne czy kot jest biały czy czarny, byle dobrze łapał myszy”, a ze mial racje, to widzimy po rozwoju ChRL) oraz biura konstrukcyjne, zas produkcja moze odbywac sie wszedzie tam, gdzie ma to sens ekonomiczny (ze wzgledu np. na jej koszta, koszta dystrybucji czy tez dostep do sily roboczej albo surowcow) - wazne jest aby polskie firmy produkowaly nowoczesne i konkurencyjne (nie tylko cenowo, ale i jakosciowo) wyroby, i aby zyski z ich produkcji i dystrybucji wracaly do Polski. Tylko wtedy bedziemy miec w Polsce srodki finansowe na reforme i rozwoj polskiej nauki i polskiego szkolnictwa wyzszego, i tylko wtedy Polska moze stac sie naprawde nowoczesnym, liczacym sie w swiecie panstwem. Oczywiscie, UE nie bedzie popierac takiego programu, gdyz Zachod nie jest zainteresowany tym, aby wyrosl mu u boku powazny konkurent. Tak wiec odbudowa polskiego przemyslu, a wraz z nim calej polskiej gospodarki oraz odbudowa polskiej nauki i polskiego szkolnictwa wyzszego wymagac moze wystapienia Polski z UE, ale nic nie stoi na przeszkodzie, aby Polska pozostala w Strefie Szengen i w Europejskim Obszarze Gospodarczym (EEA).
          lech.keller@gmail.com
        • Konkretnie poproszę-jaki przedmiot, który semestr, którego roku akademickiego? Konkretnie odpowiadam, że za organizację zastępstw odpowiadają konkretni zastępcy Dyrektora IP.
          T. Krawczyk
      • Gość: Kagan IP: *.dsl.telepac.pt 30.01.11, 11:16
      • Gość: Kagan IP: *.dsl.telepac.pt 30.01.11, 11:22
        Panie Tomaszu!
        Czy pracowal Pan na Politechnice Warszawskiej? Gdyz na PoP jest jeden Tomasz Krawczyk, ale nie z Uniwersytetu Wroclawskiego a z Politechniki Warszawskiej.
        Pytam sie wiec Pana, czym zasluzyl Pan na pobieranie od polskich podatnikow pensji adiunkta? Jakie ma Pan konkretne osiagniecia naukowe? O dydytaktyczne nie pytam, gdyz dydaktyke to powinni prowadzic glownie wykladowcy a nie adiunkci (assistant professors, ktorzy na Zachodzie zajmuja sie glownie badaniami).
        lech.keller@gmail.com
        • Nie, nie nigdy nie pracowałem na jakiejkolwiek politechnice. Moje osiągnięcia są bardzo konkretne naukowe-w postaci opublikowanych tekstów, tekstów w druku oraz w przygotowaniu. Na stronach internetowych IP wykaz moich publikacji sprzed jakiś 6 lat, a pracuję od 2004 r. Na tym m.in. polega patologia polskiej nauki, że niemal zawsze prowadziłem (jak większość adiunktów) zajęcia i wykłady z ogromną liczbą nadgodzin (za dwie osoby-standard!). Czy Pan uważa, że prowadzenie zajęć od 8.00 do 19.30 to normalne? Ja nie, ale tak mi narzucano. Czy Pan uważa, że wyjazd na poważną konferencje zagraniczną do jednego z brytyjskich instytutów to koszt 1000 zł? Tyle mi zwrócono, bo tyle się maksymalnie zwraca-z własnej kieszeni zapłaciłem około 3.500 zł. Proszę wybaczyć, ale na uprawianie nauki trzeba mieć-oprócz otwartego umysłu-również czas i pieniądze.
          • OK. Ale to znaczy, ze na swiecie to Pan jako naukowiec po prostu nie istnieje. Nie twierdze ze z Pana winy, a raczej z winy systemu. Niemcy, ktore licza okolo 2 razy tyle mieszkancow co Polska, mialy od roku 1989 dwunastu Noblistow z dziedzin naukowych (glownie fizyka a takze chemia, medycyna i ekonomia), zas Polska miala ich dokladnie zero. I to wystaczy, aby zwatpic w sens dalszego finansowania przez polskich podatnikow polskiej nauki i polskiego szkolnictwa wyzszego.
            Pozdr.
            Kagan czyli lech.keller@gmail.com
          • Gość: adiunkt IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.01.11, 15:12
            Panie Tomaszu, a co pan konkretnie zrobił, żeby wyeliminować te patologie w polskiej nauce, choćby tylko we własnym otoczeniu? Wszyscy doskonale wiemy, że od lat źle się dzieje na Uniwersytecie, sam Pan też pisze o patologiach, które uniemożliwiają Panu karierę naukową. Pan Dybczyński przynajmniej miał tyle odwagi, żeby skrytykować ten patologiczny stan rzeczy, za to po przeczytaniu Pańskiego listu mam wrażenie, że jedyne na co Pana stać, to - i tu przepraszam za szczerość i walenie bez ogródek - obrzydliwe lizusostwo wobec przełożonych. I przyznam szczerze, że nie specjalnie mnie obchodzi, jakie funkcje pełni pan Dybczyński na uczelni, jakie ma osiągnięcia naukowe, jaki może być ukryty cel jego artykułu - dla mnie najważniejsze jest, że w końcu szczerze napisał to, co wszyscy na Uniwersytecie wiemy od dawna. Jego artykuł to z pewnością ważny krok w kierunku zmian na Uniwersytecie, na które wszyscy czekamy. Być może pan Dybczyński nie przemawia w Pańskim imieniu, ale przemawia w moim imieniu i - podejrzewam - także w imieniu wielu pracowników uczelni, którzy chcą normalnie funkcjonować i się rozwijać, a także w imieniu społeczeństwa, które (co można wywnioskować z wyjątkowo licznych wypowiedzi na tym forum) żąda otwartej, uczciwej i zgodnej z regułami państwa prawa oceny instytucji, finansowanej przecież z jego podatków. Proszę tego nie niszczyć, w imię swoich prywatnych interesów.
            • Gość: adiunkt IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.01.11, 15:22
              I jeszcze jedno: proszę nie pisać, że jest Pan krystalicznie czysty, bo - jak wynika z przytoczonych danych - nie wywiązuje się Pan ze swoich podstawowych obowiązków, do których, obok pracy dydaktycznej, należy też publikowanie artykułów naukowych z konkretnymi, wartościowymi rezultatami badań. Tak więc Pan też cierpi na tym, że tkwi w tym patologicznym bagnie. Z Pańskiego listu wynika, że Panu taka sytuacja odpowiada, ale proszę nie wymagać tego od innych.
              • Z jakich danych-z wykazu publikacji sprzed 6 lat na stronach IP? Poza tym jest jeszcze kryterium jakościowe.
              • Gość: magister IP: *.wroclaw.vectranet.pl 30.01.11, 19:36
                Panie adiunkt, a właściwie Panie Dybczyński, jako "rządzący" sam Pan ten układ petryfikował. W Pana artykule nie ma żadnych propozycji. Zbacza Pan z tematu "atakując" dr Krawczyka za brak wartościowych publikacji, implicite zakładając, że wartościowe znaczny z tzw. listy filadelfijskiej. Po pierwsze, to się nijak ma do słuszności zarzutów stawianych Panu przez kolegę z wydziału. Po drugie, nie ma obowiązku publikowania na liście filadelfijskiej (nie oceniam czy to dobrze czy źle). Obowiązkiem wynikającym z ustawy i regulaminu UWr jest zrobienie habilitacji w ciagu 9 lat. Po trzecie, czymś rzadkim w polskiej politologii jest publikowanie na LF - toteż wymaganie tego akurat od dr Krawczyka jest niepoważne.
                • Gość: adiunkt IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.01.11, 19:44
                  Nie nazywam się Dybczyński i nie jestem kolegą z wydziału pana Krawczyka. Więc post nie do mnie.
                • Gość: taka sobie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.01.11, 21:46
                  Zgadzam się z magistrem. Autor artykułu, choć mówi o sprawach istotnych, to jednak nie jest dla mnie wiarygodny. Jest to tzw. narzekanie dla narzekania. Wytykanie błędów i patologii bez najmniejszej próby zaproponowania jakichkolwiek rozwiązań tychże, jest tylko pustym biadoleniem. Zabieg retoryczny stosowany przez aytora artykułu, polegający na "ujawnianiu bezeceństw" i równoczesnym biciu się w piersi, że on też brał w tym udział, ale na tyle go to mierziło, że nie chce, by tak dalej było, znany już był w Średniowieczu. Być może, gdyby autor mógł pochwalić się aktywnością naukową większą, niż wymagana jest na przeciętnej polskiej uczelni do wszczęcia przewodu DOKTORSKIEGO, gdyby nie zasiadał w gremiach swojej uczelni, a więc nie tworzył prawa obowiązującej na niej, byłby wiarygodny w swych oskarżeniach. Niestety, mam nieśmiałe przeczucie, że autorowi jednak nie o dobro UWr. chodzi. Jak co roku, w marcu na uczelniach odbywają się oceny nauczycieli akademickich. I choć autor twierdzi, że senat nie uchwalił zasad oceny nauczycieli (a sam zasiada w senacie, czyli nie wie, co się dzieje na posiedzeniach - choć wystarczyło wejść na bip uniwersytecki), zasady te zostały uchwalone już chyba rok, czy dwa lata temu i nie są one zbyt łaskawe dla leniuszków naukowych. Niestety, mała aktywność naukowa, brak habilitacji w przepisowym terminie to realna groźba zwolnienia. Często w takiej sytuacji osobie małoaktywnej pozostaje albo "odroczenie" poprzez staranie się o urlop zdrowotny (ocena się oddala o rok), albo założenie związku zawodowego i bycie w jego władzach, albo też zrobienie szumu medialnego (p. Migalski). Nie chcę się wypowiadać co do intencji autora artykulu przyświecających mu w napisaniu tekstu, bo aż tak bardzo mnie to nie frapuje. Co do perspektyw jego dalszego zatrudnienia autora artykulu na krytykowanej przez niego uczelni to mogę tylko stwierdzić, że artykuł, wbrew pozorom, bardzo mu pomógł, gdyż teraz nikt nie odważy się nawet palcem mu pogrozić, by nie być posądzonym o sprzyjanie temu, co sam autor piętnował, a z czego garściami czerpał. A jak jest naprawdę? A czy to ma jakieś znaczenie? To są tylko takie moje dywagacje starszej pani, której na szczęście już to wszystko nie dotyczy.
                • Gość: Borussia IP: *.opera-mini.net 30.01.11, 22:28
                  Po trzecie, czymś rzadkim w polskiej politologii jest publikowanie na LF - toteż wymaganie tego akurat od dr Krawczyka jest niepoważne.

                  To jest właśnie mentalność polskiego naukowca. Czy ja dobrze zrozumiałam? Skoro w jakiejś dyscyplinie nikt nie publikuje na LF, to wymaganie tego od przedstawiciela tej dyscypliny jest niepoważne? Brawo! Jest pan świetnym kandydatem na polskiego naukowca, panie magistrze, na pewno planuje pan zostać politologiem, skoro tak świetnie orientuje się w zwyczajach tego środowiska. I na pewno pociągnie pan polską naukę do przodu, tak że wszyscy inni będą tylko zgrzytać zębami z zazdrości.
                  Inna sprawa, że pan magister chyba nie za bardzo wie, do kogo pije, bo zdaje się pomylił jednego z dyskutantów z autorem tekstu. Albo celowo miesza w dyskusji. To pewnie też taki przejaw inteligencji akademickiej...
            • Zrobiłem na tyle wiele, że trzeba mnie było niszczyć pomówieniami i bezceremonialnym łamaniem prawa. U władz wszelkich już dawno jestem skreślony, bo się nigdy nie podlizywałem i nadal nie podlizuję. Wrażenia to jedno, a fakty to drugie. Powtarzam-jest jeszcze strategia ruchów wyprzedzających. Kto wierzy w to, w co wierzy-jego sprawa. Mamy wolność wyznania.
              T. Krawczyk
              • Gość: adiunkt IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.01.11, 16:28
                Proszę o konkrety, co Pan zrobił i co Panu zrobiono. Nie wiem, czy ma Pan tyle odwagi, żeby je podać, ale z tego, co Pan już napisał, wynika, że jednak patologia uniwersytecka również Pana dotknęła całkiem mocno. Wynikałoby z tego, że pan Dybczyński pisał jednak również w Pańskim imieniu (o ile Pan chce, żeby te niemiłe rzeczy, np. "bezceremonialne łamanie prawa", więcej się nie powtórzyły).
                • Proszę się przedstawić z imienia i nazwiska, przesłać e-maila na mój służbowy adres, to może będzie to jakieś przedpole do dyskusji. Nie życzę sobie, żeby ktokolwiek w moim imieniu mówił per MY-MY zrobiliśmy, My nie wierzymy etc. Ja odpowiadam wyłącznie za siebie i za swoje czyny.
                  T. Krawczyk
                  • Gość: adiunkt IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.01.11, 17:21
                    Zabrał Pan głos w publicznej dyskusji, więc proszę publicznie uzasadniać swoje stwierdzenia faktami. Tak chyba należy postępować w akademickiej dyskusji. W przeciwnym wypadku jest to lanie wody i rzucanie słów na wiatr. Z Pańskiej ostatniej wypowiedzi wnioskuję, że albo Panu tych faktów brakuje, albo nie potrafi Pan dyskutować. I jedno, i drugie nie świadczy o Panu dobrze, jako naukowcu. Czekam więc na fakty, o które prosiłem...
                    • Konkretnie proszę udać się do zarządu Związku Zawodowego Nauczycieli Akademickich i poprosić o całość dokumentacji związku. Znajduje się tam wiele ciekawych szczegółów odnośnie tego z kim i o co dr Dybczyński walczył. Równie wiele szczegół jest tam na temat tego, z czym o i co ja starałem się walczyć. Po przeczytaniu tych dokumentów można sprawdzić jeszcze inne źródła o statusie informacji publicznej, włącznie z moimi i nie moimi skargami do PiP oraz oświadczeniami załączanymi do protokołów z Rady Naukowej IP UWr. Wszystko na ten temat.
                      Żegnam, bo czym innym list otwarty, a czym innym polemika z osobą anonimową.
                      T. Krawczyk
                      • Gość: adiunkt IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.01.11, 18:10
                        kazimierara napisała:

                        > Równie wiele szczeg
                        > ół jest tam na temat tego, z czym o i co ja starałem się walczyć.

                        Więc proszę podać te szczegóły. Brakuje Panu odwagi? Ale żeby publicznie wylać kubeł pomyj na kolegę z instytutu, podpisując się imieniem i nazwiskiem, to już odwagi Panu nie zabrakło?

                        Nie zmienia to faktu, że z informacji, jakie Pan podał, widać, że tkwi Pan w tym samym bagnie, co dr Dybczyński. Nie rozumiem więc sensu Pańskiego listu otwartego. Wyraźnie wynika, że - wbrew temu, co Pan pisze - dr Dybczyński przemawia również w Pańskim imieniu. A usprawiedliwianie się, że mam niski dorobek naukowy, bo jestem zawalony pracą dydaktyczną, jest co najmniej niepoważne. Odbieram Pański list jako efekt jakichś wewnętrznych porachunków w instytucie, szkoda tylko, że wywlekanych na forum publiczne.
                        • Ponieważ nie chcę wlaśnie tego, żeby mój List otwarty był traktowany jako porachunki osobiste i personalne animozje, lecz jako sceptycyzm co do chęci i co do legitymacji moralnej dr. Dybczyńskiego, odsyłam Pana/Panią do dokumentów. Tam są fakty-obiektywne! Wnioski proszę wyciągnąć samemu/samej. Jestem (już) odporny na ataki ad personam. Nikt za mną nie stoi i niczego nie usprawiedliwiam. I tyle.
                          T. Krawczyk
                          • Gość: adiunkt IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.01.11, 19:14
                            Nie napisał Pan żadnych konkretów, co jest w tych dokumentach, a kota w worku nie kupuję. Zresztą również przy innych moich zapytaniach nie stać było Pana na żadne fakty. Dla mnie Pańskie tłumaczenia są nieracjonalne, nieprzekonujące, a przy tym jest w nich sama woda i zero konkretów. Innego wyjaśnienia motywacji, jaka przyświecała Panu podczas pisania tego listu, nie widzę. Przykro mi, ale nic Pan nie zrobił, żeby moje wnioski były inne.
                            • Gość portalu: adiunkt napisał(a):

                              > przy tym jest w nich sama woda i zero konkretów. Innego wyjaśnienia motywacji,
                              > jaka przyświecała Panu podczas pisania tego listu, nie widzę. Przykro mi, ale n
                              > ic Pan nie zrobił, żeby moje wnioski były inne.

                              panie adiunkcie szanowny, a może pan mi wyjasni jakie byly motywacje Dybczynskiego w napisaniu tego listu? Dlaczego uzywa on wszedzie my? ja jestem z wydzialu Mat&Inf i na swoj los nie narzekam. Dlatego nie uwazam ze reprezentuje on mnie. Wydaje mi sie ze istnieje ogromna przepasc miedzy naszymi wydzialami (w zarobkach, osiagnieciach naukowych, grantach).
                        • Gość: Okiem obserwatora IP: *.dynamic.chello.pl 30.01.11, 19:46
                          Abstrahując od Panów "dyskusji" zastanawiam się jaki trzeba mieć tupet, żeby pisząc pod anonimowym nickiem oskarżać o brak odwagi kogoś, kto się podpisał imieniem i nazwiskiem.
                          I na ile trzeba być bezczelnym, żeby z pozycji anonima rozliczać tu kogokolwiek z jego publikacji i osiągnięć (stanowi to zresztą ulubiony sport gawiedzi w tym wątku, jak zdążyłam się zorientować).

                          Degrengolada moralna i intelektualna. A już zwłaszcza w wykonaniu przedstawiciela "elity", o ile ten Pański nick ("adiunkt") ma coś wspólnego z rzeczywistością.

                          Faktycznie wygląda na to, że podatnicy powinni zabrać Wam fundowane przez siebie zabawki i wygonić z piaskownicy.

                          • Gość: adiunkt IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.01.11, 19:53
                            Jak by przeczytał Pan uważniej tę "dyskusję", zauważyłby Pan, że nie ja pierwszy zacząłem temat o publikacjach. Ja tylko sprostowałem nieprawdę na ten temat, napisaną przez pana Krawczyka.
                          • Gość: Kagan IP: *.dsl.telepac.pt 30.01.11, 19:57
                            No, to sie czujemy sie na tym forum, jak na dobrej polskiej wyzszej uczelni. Zamiast merytorycznej dyskusji, obserwujemy tu nasz mily polski akademicki grajdolek, w ktorym najwazniejsze jest dokopac koledze/kolezance, aby on(a) nie mial(a) mozliwosci dokopac pierwszy(a)... :(
        • Gość: Judyta IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.01.11, 11:55
          W liście dr. Krawczyka jest dużo racji, dr Dybczyński wiele skorzystał ze starego systemu (współtworzył go), nagle staje się jego krytykiem. Nie możemy jednak odrzucić twierdzenia, że nagle zrozumiał, iż postępował źle (sam zresztą o tym pisze). Powinien jednak napisać, jakie brzydkie rzeczy robił, bynajmniej nie dla administracji.
          NIECH Z NAZWISKA PODA PROFESORÓW, DR HABILITOWANYCH, DLA KTÓRYCH ROBIŁ PODŁE RZECZY, JAKIE TO BYŁY DZIALANIA. JEST TO WIINNY TYM LUDZIOM, KTÓRYM UDAŁO SIĘ JEDNAK ZACHOWAĆ ODROBINĘ HONORU.
          Apeluję do dr Dybczyńskiego-myślę, że czyta to forum, aby ujawnił te szczegóły, niech studeci dowiedzą się, jak działą korporacja profesorska.
      • Gość: obserwator IP: *.adsl.inetia.pl 30.01.11, 13:05
        Jak to sie dzieje, ze wszystkie dyskusje o wadach systemu instytucjonalnego, zamieniaja sie u nas w dyskusje o to, kto jest lepszy? Nie znam obu panow, ale przeciez ich diagnoza stanu uniwersytetu jest identyczna - jedyne co ich rozni to to, ze autor tekstu przyjmuje (wreszcie przyjal) na siebie wspolodpowiedzialnosc za to, a autor listu otwartego usiluje wprowadzic podzial na "grzeszacych" i "sprawiedliwych". Juz widze te dyskusje w srodowisku, ktoredy biegnie linia tego podzialu!
        • Szanowna Pani-nic nie usiłuję, po prostu stwierdzam fakty. System nie tworzy się sam, tworzą go konkretni ludzie. Pani wybaczy, ale jako zwykły adiunkt tego systemu nie współtworzyłem, a nawet wobec niego oponowałem, za co zebrałem baty. Bardzo konkretne baty!!! I proszę nie sugerować domyślnie, iż jestem członkiem jakiejś oligarchii, grupy interesów, czy-jak wielokrotnie słyszałem-bandy. Nie jestem. I opowiadam się za dogłębną reformą polskiej nauki oraz polskiego szkolnictwa wyższego, co nie znaczy, że bezkrytycznie popieram pomysły Pani Minister Barbary Kudryckiej-w 60% nie popieram. Dobrze jest najpierw znać fakty, a potem dokonać ich ich interpretacji. W innym przypadku pozostaje widzenie-w sensie wizji wróżbitów.
          T. Krawczyk
      • Gość: gość IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.01.11, 18:18
        Szkoda Pańskiego tekstu na forum. Może jeszcze poprosi Pan redakcję GW o wydrukowanie Pańskiego listu w drukowanym wydaniu GW.
      • Gość: saviola IP: 89.174.34.* 30.01.11, 18:29
        Drogi Panie Tomaszu, zajęcia przez Pana prowadzone należały do jednych z najgorszych (najnudniejszych) jakie pamiętam z 5 lat studiów, Pana podejście do studentów, sposób ocenienia, też dalekie były od ideału. Na pewno do "świętych" Pan nie należał, więc może trochę samokrytyki pod swoim adresem.


        były student
        • Nigdy za świętego się nie uważałem. A że zazwyczaj uczyłem przedmiotów trudnych i zazwyczaj w patologicznym wymiarze godzin, nie moja wina. Moja wina, że przez stanowczo zbyt długi czas milczałem. Ankiety z ocenami studentów są do wglądu. I nie wynika z nich, by większość studentów miała podobne zdanie.
          T. Krawczyk
    • Nie należy lekceważyć oddolnych działań.
      Tak naprawdę tylko one mogą realnie przyczyniać nie do zmiany chorych sytuacji na uczelniach.
      Przed laty młodzież z wrocławskiej Akademii Muzycznej strajkiem zdetronizowała rektora Sąsiadka.
      Doktor Heimrath z Akademii Medycznej potrząsnął niedawno Akademią Medyczną. Miejmy nadzieję, że tylko zdrowo, ale też skutecznie.
      Ten protest uniwersyteckiego senatora też ma szansę na powodzenie.
      Zwłaszcza, że mocnym głosem wspiera go szef ważnego wrocławskiego medium, Gazety Wyborczej.
    • Prosze sobie buzi nie wycierac sredniowieczem. W sredniowieczu uniwersytety mialy sie dobrze, lepiej, niz Uniw. Wroclawski.
      • W sredniowiecu uczono na uniwersytetach glownie guslarstwa stosowanego (czyli teologii) i tego, ze Ziemia jest srodkiem Swiata i ma jakies 10 tys. lat...
        • A co dopiero na UMK w Toruniu się dzieje...
          --
          NIE dla Toruńskiej Agendy Kulturalnej "TAK".
        • ajent.blox napisała:

          > W sredniowiecu uczono na uniwersytetach glownie guslarstwa stosowanego (czyli t
          > eologii) i tego, ze Ziemia jest srodkiem Swiata i ma jakies 10 tys. lat...

          Nie, nie wszędzie, prawa nauczania teologii nie przyznawano każdemu. W wielu uniwersytetach jej w ogóle nie było. Uczono prawa (obojga praw, ściślej mówiąc), nauk wyzwolonych, medycyny (prawda, na niskim poziomie - ale taki był wówczas poziom wiedzy).
    • charioteer1 napisał: W USA facet dostalby zakaz wchodzenia do internetu, a gdyby nie poskutkowalo, zostalby zamkniety w instytucji.

      pfg napisał: Szczerze? Bardzo w to wątpię. Zapoznałem się tylko z niewielką próbką dzieł Kellera, więc może coś mi umknęło, ale Keller chyba nie wzywa do fizycznego rozprawienia się z dala.tatą, więc jakieś oskarżenie o "conspiracy to break the law" odpada. Kradzież tożsamości jest przestępstwem, ale czy jest nim kradzież anonimowego nicka? Tym bardziej, że Keller mógłby się bronić, że - jak to słusznie już podniesiono - dla każdego średnio rozgarniętego użytkownika forum jest jasne, iż "Gość: dala.tata" to co innego, niż "dala.tata" linkujące do odpowiedniego profilu na forum, a zatem Keller w istocie nie ukradł nicka. Pozostawałby pozew o damages, bardzo trudny i kosztowny, tym bardziej, że faktyczna osoba posługująca się przedmiotowym nickiem musiałaby (a) ujawnić swoją tożsamość, (b) wykazać, że oszukańcze posty Kellera wyrządzają jej szkodę. Moim zdaniem Keller drastycznie narusza dobre obyczaje. I tyle.
      Kagan pisze: czekam wiec na ten pozew sądowy ze strony nicka "dala.tata".
      Prosze na poczatek pisac na adres lech.keller@gmail.com, a wysle wtedy moj adres 'fizyczny' z tzw. realu, aby mi mozna bylo "zaserwowac' ow pozew, gdyz ja, w odroznieniu od "dala.taty" nie wstydze tego kim jestem i co robie w "cywilu".
      KAGAN
    • Gość: dr IP: *.dynamic.chello.pl 30.01.11, 13:20
      Szkoda goscia teraz ta banda uczelnianych miernot go wykonczy.
    • świetny gorzki prawdziwy tekst - zapraszam do dyskusji i wsparcia - on.fb.me/popieram-dybczynskiego, jest nas tam coraz więcej...
    • > Co raz częściej łapię się na tym, że wstydzę się przyznać, że skończyłem UWr -
      > politologię, bo się ze mnie zwyczajnie ludzie śmieją.
      > Śmieją się u mnie w pracy, moi przełożeni po politechnice, śmieją się znajomi p
      > o lepszych uczelniach...

      Bądźmy szczerzy, śmieją się bardziej z tej politologii niż UWr. Gdybyś był po UWr i kierunku informatyka, matematyka, fizyka itp. to wątpię aby się śmiali.
    • na uczelniach polskich zawsze panowal feudalizm, stad pozne awanse naukowe, na pocieszenie-najlepszy uniwersytet niemiecki, czyli monachijski (52 na swiecie) ma taka baze (jestem tam codziennie) ze daleko do uniwersytetu w Zielonej Gorze , budynki i wyposazenie i ich stan jak w Polsce za komuny, pare tygodni temu profesorem honorowym z wielka pompa zostal szef firmy Rodenstock (okulary) Roland Rodenstock, za wybitne osiagniecia menadzerskie ktorymi dzielil sie ze studentami, a kilka dni temu czytalem w prasie, ze doprowadzil do bankructwa wlasna firme (300 mln €) i odsprzedal udzialy, banki probuja ratowac firme, hipokryzja nie jest specjalnoscia tylko UW
    • Gość: keller nie nudz IP: *.dynamic.chello.pl 30.01.11, 14:07
      Kagan Keller Ajent Popisuarka i te twoich 200 innych nicków
      przestań zaśmiecac ten wątek swoimi wypocinami bo zaraz i z tego forum cie wyrzuca
      zarzucasz innym brak osiagniec a sam nie masz jakichkolwiek (w liscie publikacji naukowych podajesz recenzje na merlin.pl)
      wykazujesz innym braki na PoP a sam tam nie istniejesz, nie masz tez nic na IF
      dlaczego ktokolwiek mialby cie zatrudniac? chyba jakiś masochista
      jestes internetowym trollem, jaki z ciebie naukowiec?
      dorobiles sobie teorie spiskowe ze świat się na ciebie uwziął a w istocie jestes winny sam sobie, nie masz dorobku
      wyrzucaja cie kolejno ze wszystkich możliwych forów, blogów czy stron
      wyrzucili cie z forum "nauka" "doktoranci", "po doktoracie", "doktorat nauka uczelnia", wyrzucił cie nawet Wieczorek ze swej strony
      wyrzucali cie tez kolejno ze wszystkich uczelni w jakich pracowales, najpierw z monash, a potem ze wszyskich szkółek gdzie postawiles stope: z nikozji, z łodzi, z portugalii - wloczysz sie po calej europie i nikt cie nie chce
      nie dlatego ze jestes glupi, wykazujesz intelegincje, ale dlatego obrazasz innych, kłamiesz, szczujesz, piszesz donosy, jesteś mitomanem i paranoikiem
      dlatego skoncz zmyślać, bo każdy kto cie zna ma juz wyrobione zdanie
      a tu na forum niedlugo sie też poznają
      • Gość: Kagan IP: *.dsl.telepac.pt 30.01.11, 14:23
        A czemu nie masz odwagi podpisac sie swym nazwiskiem pod swym postem?
        Poza tym, to:
        1. Jestem na PoP (jako Lech Keller).
        2. Jak na razie, to probowano mnie zabanowac tylko na forum doktorat-nauka-uczelnia i u Wieczorka, ale ten jest przeciez znanym religijnym oszolomem (bezrobotny dr geologii, gdy na swiecie brakuje geologow).
        3. Z Monash mnie nie wyrzucili, tylko nie przedluzyli ze mna kontraktu, w ramach oszczednosci budzetowych (co w tym zlego, ze sie z nimi procesowalem?). Z zadnej innej uczelni tez mnie nie wyrzucili, a tym bardziej z Portugalii, co mozna latwo sprawdzic.
        TYLE U CIEBUE TEKSTU, A TAK MALO PRAWDY. WSTYD!
        • Gość: Nieważne IP: *.newcastle.edu.au 31.01.11, 01:39
          Lechu,

          Wstyd. Krótko, pracujesz na jednak nie najlepszej uczelni w Portugalii, wielkiego dorobku naukowego nie masz, publikowanie doktoratu jako książki i mówienie że jest 'peer reviewed' jest dyskusyjne (jestem na uczelni w Australii po doktoracie w UK i wiem jak to z doktoratami wygląda, odrzuconych prawie nie ma a polityka wszędzie jest obecna; w zasadzie przyszłe miejsce pracy definiuje jaki był twój doktorat)... W każdym razie, wszystko to jest ok, ale proszę, nie pozuj na wspaniałego naukowca, lepszego niż Ci, którzy zrobili doktorat w Polsce. Jesteś przeciętny, a dowartościowywanie się na forum jest niestety tylko oznaką tej przeciętności...

          P.S. Ja też jestem przeciętny wg moich własnych kryteriów, więc 'no offence'. Owszem, większość naukowców w Polsce nie jest nawet na Twoim, czy moim 'przeciętnym' poziomie, ale w dużej mierze, niestety, tylko dlatego że nie wyjechali wtedy kiedy powinni byli wyjechać. Koledzy którzy skończyli doktorat w Polsce nie byli na początku doktoratu w niczym gorsi niż ja... a może nawet lepsi. Tym niemniej teraz ich dorobek naukowy jest nieporównywalny...
          • doktorat Lecha poszedł do wydawnictwa Books on demand, bez recenzji, co każdy może sprawdzić... facet, jak zwykle, kłamie
            --
            Louder Than Bombs...
          • Czemu nie masz odwagi podpisac sie pod swym postem? A ad rem:
            1. Pracuje na uczelni, na ktora mnie skierowala Portugalska Fundacja Rozwoju Nauki, m. in. po to, aby podniesc jej poziom. Nie widze tu wiec zadnego powodu do wstydu.
            Mozesz tez sie o takie stypendium postarac!
            2. Moja rozprawa doktorska byla, to nie raz, 'peer reviewed', a wiec nic dziwnego, ze mi ja pozniej opublikowano w postaci ksiazkowej bez kolejnych, zbednych juz przeciez, recenzji.
            3. Owszem, olbrzymia wiekszosc doktoratow zakwalifikowana wewnetrznie 'przechodzi' na Monash przez sito egzaminacyjne, ale zauwaz, ze tylko mniejszosc doktorantow zostaje w Australii doktorami, przynajmniej na Monash. Wiekszosc rezygnuje po prostu sama, a wiec selekcja dokonuje sie glownie naturalnie. Co widzisz w tym zlego?
            4. Na tym forum ja sie nie dowartosciowuje, a tylko staram sie popchnac reforme polskiej nauki.
            5. Nie uwazam sie bynajmniej za geniusza, ale tez uwazam, ze reprezentuje dobry europejski poziom, a wiec o wiele lepszy niz olbrzymia wiekszosc polskiej profesury. I zauwaz, ze ja jestem na posadzie mniej wiecej adiunkta (albo, jak kto woli 'lecturer' badz 'assistant professor'), z czym sie wcale przeciez nie kryje!
            Niemniej pozdr.
            lech.keller@gmail.com
    • Gość: Były_student IP: *.adsl.inetia.pl 30.01.11, 14:29
      .....piękny bełkot... aż żal, że nie będzie części drugiej....! Zapytam się tylko... czy wypada zaliczać osobom, z którymi się wspolnie impezuje, czy wypada byc z częscią grupy po imieniu, a innymi nie? Czy wypada dawać zaliczeniia za przebieranie się na uczelni? Czy wypada ustanawiać kryteria, które ośmieszają studentów? Czy wypada nie uznawać zwolnienia lekarskiego... i mimo to ciągać po konsultacjach z Kissingerem...czy wypada mieć "bliższy" kontakt ze swoją studentką?? Prawo do krytyki pozostawmy ludziom kryształowym. Niech się Pan nie martwi, powodzenia w habilitacji bo z doktoratem nie wyszlo chyba tak gładko?? Może uda się tym razem za pierwszym razem.... PAMIĘTAMY!!!!!!!!!!!!!!!!
    • Gość: Tomasz IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.01.11, 14:44
      Tak jest z KAŻDYM uniwersytetem w Polsce! Wystarczy tylko nazwiska pozmieniać i na każdej regionalnej stronie gazety umieścic.
      Strefa budżetówki to wielkie zło i malwersacja publicznych pieniędzy, jest to wspomniane średniowiecze! Najgorzej jak człek pójdzie np. na podyplomowe studia na Uniwerek (a nei do jakieś sensowanej uczelnii wyższej gdzie wykładają praktycy) i usłyszy zbitki terorii z książek wydrukowanych w kilkanaście lat temu! Gdzie na kierunku Zarządzanie w służbie zdrowia - nie wykłada żaden praktyk zarządzania we wspomnianej slużbie zdrowia. Czyli zarządzania w tym sektorze uczą teoretycy akademicy. Nie cierpie, nie szanuje całej budżetówki!
    • faktem, że są ludzie którzy to, polskie badziewie, chcą zmieniać. Ten "baron opisuje" Polskę. Świat zapie..., z szybkością "wielkiego wybuchu (niemalże)", a MY stoimy w miejscu. Grozi nam krach finansów publicznych bo ? Bo, Tusk sparaliżowany strachem nie robi nic, a szef największej partii opozycyjnej, zamiast bić na trwogę, karmi nas psychodelicznymi wynurzeniami na temat miłości do mamuśki, braciszka i kota. Polacy, "któś" Wam dosypuje "cóś" do jedzenia, że jesteście tacy głupi ?!
    • temat. Ty piszesz: "A tak można mieć wrażenie, że Pan dr sięga po kolejne narzędzia by pchnąć swoją karierę do przodu" ergo....trzeba zajebac Pana doktora.
    • Gratuluję odwagi. Mam nadzieję, że ten art. nie pozostanie bez odpowiedzi i poważnej debaty.
    • Gość: cuda donka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.01.11, 16:27
      W tym wieku powinien byc dawno wylany. Secundo, co ten przeterminowany doktor wie o Średniowieczu i ówczesnych uniwersytetach? Temu nieukowi chcę powiedzieć, że nigdy później uniwersytety nie miały takiej autonomii jak w Średniowieczu.
      Po pierwsze, były całkowicie niezależne od prawdowastwa kościelnego i cywilnego. Były prawdziwym AZYLEM
      Po drugie, to studenci wybierali rektorów (mieli ok. 70 % głosów)
      Po trzecie, tylko te średniowieczne uniwersytety do dnia dzissiejszego są ścisłą czołówką w Europie.
      Po czwarte, nigdy później aniżeli w Średniowieczu, tak nie dbano o niezwykle wyśróbowany ethos naukowy. Dziś mało który doktor czy ahbilitant podołaby wymogom (rygorom) pubilcznej obrony bakalaureatu
      Tertio, o czym ten przeterminowny doktor właściwie pisał? Bo pisał praktycznie o wszytskim i ... niczym. - Jeśli więcej jest takich postępowych doktorów na UWr, to ja chcę do Średniowiecza!
      • Gość: Socjolog IP: *.dynamic.chello.pl 30.01.11, 20:13
        Tak, owszem, z pewnością w Średniowieczu poziom nauki ortografii był bardziej wyśróbowany niż obecnie...

        Z googlem na podorędziu każdy może być dzisiaj mediewistą i powymądrzać się nie na temat, bezpiecznie i anonimowo na forum.

        Może proszę przyjść na WNS, przedstawić się i poprosić o publiczną debatę z tym "nieukiem"? Z tego co piszą o Nim studenci, chętnie się zgodzi. Zaprosi się studentów, wykładowców i media, zgoda?

      • @cuda donka
        Tak żeś się w swoją mądrość zapatrzył i zasłuchał, żeś nawet nie zauważył, że w tekście ani słowa o średniowiecznych uniwersytetach nie było...

        --
        Przeczytać, zrozumieć, napisać komentarz - nigdy w odwrotnej kolejności
    • No, to mamy zaliczoną ostrą dyskusję.
      Wszyscy pochylamy się z troską nad tematem.
      Jak będzie dalej ?
      Tak samo.
    • Nie ważne, czy jest innowatorem czy desperatem. Facet ma rację, ale zakrzyczą go. Wrocławski Uniwerek nie jest uczelnią najwyższych lotów, ale nasze najlepsze uniwerki (UJ i UW) też mają podobne problemy. Najgorsze, że nawet na uczelniach ekonomicznych nie jest lepiej - wiem, bo obroniłem doktorat na najlepszej z nich. Tak to jest, gdy nie ma dobrych prywatnych uniwersytetów. Niestety "uczelnie" prywatne w Polsce specjalizują się w gotowaniu na gazie, puszczaniu kolorowych bąków i biznesie (nie mylić z ekonomią czy finansami)
    • to jedyna polska szkoła po 1945 która wychowała noblistę w przedmiocie innym niż układanie wierszyków. A jeśli odliczy się temat walki o pokój to ZERO.
      • Gość: absolwentka UWr IP: *.wroclaw.mm.pl 30.01.11, 17:56
        Po ci gość siedzi w tym bagnie? Za karę tam jest? Wyrok odsiaduje? Niech szuka innej pracy, jak mu ta nie odpowiada. Marudzi, ale pieniadze z konta co miesiąc pobiera. W tym artykule nie ma konkretnych zarzutów, tylko jakieś takie ogólne ble, ble ble,niektóre nawet absurdalne ( chocby o szkoleniach BHP- przeciaż są w każdym zakładzie, to nie wina Uniwersytetu, że sie odbywają - takie sa przepisy). Zły to ptak, co własne giazdo kala.
        • Gość: Kagan IP: *.dsl.telepac.pt 30.01.11, 18:00
          Czemu uwazasz, ze jak ktos krytkuje zlo, to znaczy ze cokolwiek (kogokolwiek) kala? I jaka jest wedlug ciebie przewaga nad kalaniem CUDZEGO gniazda, zamiast swojego? Ja np. wole, aby sasiad zostawial swoj kal u siebie, a nie u mnie...
          lech.keller@gmail.com
          • Gość: absolwentka UWr IP: *.wroclaw.mm.pl 30.01.11, 18:21
            Gość portalu: Kagan napisał(a):

            > Czemu uwazasz, ze jak ktos krytkuje zlo, to znaczy ze cokolwiek (kogokolwiek
            > ) kala?
            I jaka jest wedlug ciebie przewaga nad kalaniem CUDZEGO gniazda, za
            > miast swojego? Ja np. wole, aby sasiad zostawial swoj kal u siebie, a nie u mni
            > e...

            W tym przysłowiu akcent logiczny pada na słowo " kala''. Więc twoje rozważanie są nieco od czapki. Logika się kłania.Całuski.
        • Gość: atos IP: *.e-wro.net.pl 30.01.11, 19:09
          "Czy ten ptak kala gniazdo, co je kala, czy ten co mówić o tym nie pozwala?"
        • No właśnie : po co on tam jeszcze siedzi? I dlaczego - jaka jest tego przyczyna????
          Nie znam dr Dybczyńskiego (ale tekst w GW i dużą część komentarzy przeczytałem z uwagą). Nie jestem nawet absolwentem politologii ani w ogóle Uniwersytetu Wr. Nie mam doktoratu (!). Ale znam pewnego gościa, który spełnia wszystkie wymienione warunki, a nie uzyskawszy poklasku zaraz po doktoracie na macierzystej uczelni i na owym wydziale, w szale kariery rzucił się na bogu ducha winną instytucję publiczną i teraz tam wprowadza swoje pomysły, których uczelnia nie kupiła i realizuje "po nowemu" wszystko, czego się tknie. Dybczyński w swym posłaniu zauważył, że "każdy student politologii wiedział, że podstawowym warunkiem realizacji jakiejkolwiek koncepcji politycznej jest posiadanie WŁADZY". Więc absolwent doskonale ogarnia, jakim ją zdobyć sposobem. Ano - wyższa polityka. Kolesiostwo. Układy. Manipulowanie ludźmi. Dosłownie wszystko, czego się nauczył. Nawet wachlarz łacińskich powiedzonek (bez tłumaczenia na polski), które poznał od swoich wykładowców, panie Dybczyński i z upodobaniem stosuje! Tak więc, przyjmując Pańską spowiedź za dobrą monetę i próbę samokrytyki, jestem jednakowo pewny i przerażony, że opisani w Pańskim wystąpieniu prasowym niehabilitowani o czasie pracownicy nauki z Pana Instytutu pójdą po władzę jeszcze dalej i to po trupach. No cóż - gdy uczeń przerasta mistrza, należałoby się cieszyć. Jakoś niełatwo się do tego zmusić, gdy "rządzonych" nie pyta się o zdanie. Nawiązując do Pańskiej nomenklatury zapożyczonej ze średniowiecza - mają oni szansę co najwyżej zostać tylko Waszymi wasalami. W zamian za atrakcyjne lenno uzyskane w drodze negocjacji zobowiązałbym się jako wasal służyć wiernie tytularnemu Doktorowi Niehabilitowanemu swą radą i pomocą orężną. Ale na pewno nie złożyłbym hołdu i przysięgi na wierność panu Doktorowi Niehabilitowanemu, bo to poniżej mojej godności.
          Magister panaroiarum - a może paranoiarum.
    • 1. Jakie masz argumenty za utrzymaniem belwederskiej profesury, nieznanej poza Polska?
      2. Jakie masz argumenty za utrzymaniem habilitacji, nieznanej w krajach z najlepszymi uniwersytetami?
      3. Jakie masz argumenty za utrzymaniem nostryfikacji w Polsce dyplomow z czolowych uniwersytetow swiata?
      4. Jakie masz argumenty przeciwko uczciwej rekrutacji pracownikow naukowych?
      5. Jakie masz argumenty przeciwko wprwadzeniu w Polsce Europejskiej Karty Naukowca oraz Kodeksu Postępowania przy Rekrutacji Pracowników Naukowych?
      6. Jakie masz argumenty za utrzymaniem wieloetatowosci w wiec i niskiej jakosci nauczania?
      7. Jakie masz argumenty za utrzymaniem PANu, instytucji typowo stalinowskiej?
      8. Jakie masz argumenty przeciwko odpowiedzialnosci wyzszych uczelni za fundusze otrzymywane od podatnikow?
      9. Jakie masz argumenty przeciwko umiedzynarodowieniu polskiej nauki?
      lech.keller@gmail.com
      • Gość: Iwo IP: *.play-internet.pl 30.01.11, 22:12
        ad. 1 tytuł honorowy za całokształt pracy naukowej i dydaktycznej może być?
        ad 2 a jakie ma Pan argumenty za jej zlikwidowaniem?
        ad 3 nostryfikuje się dyplomy z poszczególnych krajów. System musi być ogólny i dotyczyć wszystkich. Nawet na najlepszych uniwersytetach nie wszystkie kierunki są najlepsze. Inna sprawa jak szybko i na jakich warunkach należy nostryfikować dyplomy
        ad 4 pytanie idiotyczne. Co Pan rozumie pod pojęciem uczciwe?
        ad 5 Nic
        ad 6 Brak pieniędzy w systemie szkolnictwa wyższego a co za tym idzie brak możliwości zatrudnienia tylu wykładowców ilu być powinno. Oczywiście jestem przeciw wieloetatowości.
        ad 7 Na czym polega stalinowskość PANu?
        ad 8 Odpowiedź zależy od tego na czym miałaby polegać odpowiedzialność zarówno w dydaktyce jak i badaniach.
        • 1. Wystarczy prof. uczelniany, jak np. na Oxbridge.
          2. Jak pisalem: przezytek feudalno-bolszewicki, brak jej w krajach z najlepszymi uniwersytetami. W Polsce zmaiast robic badania, robi sie wciaz habilitacje.
          3. Powinno sie zmienic ten system. Czemu ja nie musze nostryfikowac mego australijskiego PhD nigdzie na zachodzie Europy, a musze w Polsce?
          4. Uczciwe, czyli nie ustawiane (jak obecnie) pod konkretne osoby, a nastawiane na wylapanie najlepszych kandydatow.
          5. Czemu NIC?
          6. Brak pieniedzy oznacza, ze powinismy ksztalcic mniej studentow, a nie ze powinnismy ich zle ksztalcic.
          7. PAN powstal za Stalina i wzorowany jest do dzis na b. stalinowskiej AN ZSRR.
          8. Odpowidzialnosc przed podatnikami za uzywanie pieniedzy tychze podatnikow.
          Pozdr.
          • -> 2. przezytek feudalno-bolszewicki,
            -> W Polsce zmaiast robic badania,
            -> robi sie wciaz habilitacje.

            Panie Kagan;

            Napisał Pan już ze 100 postów , wymądrza się Pan jak nie wiem, ale pojęcia Pan nie ma o czym pisze. Moja habilitacja polegała na spięciu zszywaczem kilku dobrze opublikowanych prac i napisaniu do nich 5-stronnicowego wspólnego wstępu. Habilitacje 30 moich znajomych z różnych wydziałów i uczelni wyglądały tak samo. To jest w tej chwili zabieg, polegający na ocenie dorobku, skutkujący zatrudnieniem na stałe. Nikt nie "robi habilitacji zamiast badań" . Być może "robią habilitacje" na różnych takich wydziałach jak WNS UWr, ale oni też nie robią tego "zamiast badań", bo to nie są ludzie którzy w jakichkolwiek okolicznościach byliby w stanie robić jakieś badania. I problem z nimi nie polega na istnieniu habilitacji, tylko na istnieniu takich wydziałów w ogóle,

            Więc proszę może najpierw się zapoznać z faktami,
            a nie wygłaszać kazania oparte na Pana głebokim , lecz fałszywym
            przeświadczeniu o tym jak rzeczy się na pewno mają .
            • Gość: Kagan IP: *.dsl.telepac.pt 31.01.11, 11:44
              Ja zas znam zupelnie inne realia. Np. moi koledzy z Polski, aby sie habilitowac, musieli latami pisac swe rozprawy habilitacyjne. Widac nie mieli az tak dobrych plecow jak Pan, ale tez jakies musieli miec, bo jednak ich habilitacje przeszly...
              I jak widze, nie ma Pan najmiejszego pojecia o metodzie naukowej w ogolnosci a o statystyce matematycznej w szczegolnosci, skoro na podstawie NIElosowej, systematycznie dobranej, a wiec NIEreprezentacyjnej probki (30 znajomych) wyciaga Pan ogolne wnioski co do calej populacji (tu doktorow habilitowanych). Ja zas panska teze obalilem z latwoscia, przytaczajac przypadki, ktore nie zgadzaja sie z nia.
              PYTANIE: kto Pana przepuscil przez egzaminy na studiach, kto Panu nadal stopnie naukowe dr i dr hab.? Musieli to byc tacy sami ignoranci i pseudonaukowcy jak Pan sam! Niechcacy podal Pan doskonale uzasadnienie za zniesieniem habilitacji (skoro kazdy, byle dobrze ustawiony, ignorant moze ja dostac za pomoca zszywacza i dobrych plecow) i za wstrzymaniem finansowania z budzetu obecnej polskiej nauki.
              Pozdr. mimo wszystko
              lech.keller@gmail.com
              • > PYTANIE: kto Pana przepuscil przez egzaminy na studiach, kto Panu nadal stop
                > nie naukowe dr i dr hab.?
                Musieli to byc tacy sami ignoranci i pseudonaukow
                > cy jak Pan sam! Niechcacy podal Pan doskonale uzasadnienie za zniesieniem ha
                > bilitacji
                (skoro kazdy, byle dobrze ustawiony, ignorant moze ja dostac za p
                > omoca zszywacza i dobrych plecow)

                Jest Pan głupim sfrustrowanym trollem, tak beznadziejnym, że smiech ogarnia.

                W dodatku megalomanem, któremu się zdaje, że jest w pozycji żeby reformować
                życie tysiącom ludzi, którzy przerastają go [ w sensie dorobku naukowego ] o trzy głowy. EOT.
                • To ma byc odpowiedz? Zamiast (kontr)argumentow ad rem, chamski atak ad personam, na dodatek z ukrycia, uzywajac anonimowego nicka.
                  OTO NAJLEPSZA ILUSTRACJA TEGO, JAK STRASZNIE NISKO UPADL POZIOM POLSKIEJ NAUKI I POLSKICH, POZAL SIE BOZE, NAUKOWCOW...
                  lech.keller@gmail.com
    • bo ja tak. nie miałam całe szczęście okazji mieć z nim ani zajęć ani konfrontacji...ale pamiętam jakim chamem i sku...elem był w stosunku do innych dzieciaków na roku. a teraz mówi o ...o czym ? uczciwości ? ciekawie co chce osiągnąć tym razem. odświeżcie sobie kochani pamięć jak to było jak studiowaliście na Wydziale Nauk Społecznych....
      • Gość: Itsme IP: *.internetia.net.pl 30.01.11, 22:26
        Kilka lat temu napisałem, że U Wr. w obecnej formie jest jednym ze żródeł cofania się
        cywilizacyjnego Polski. Marna to dla mnie satysfakcja, czytać artykuł, ktory to potwierdza.
        Jedno jest pewne, za lat kilka ta instytucja będzie całkiem inaczej wyglądać.
        Z bardzo prozaicznego powodu. Na jej utrzymanie zabraknie pieniędzy. Na uczelni tej kształci się
        na wielu kierunkach, które śmiało można zaliczyć w poczet hobby,
        Odnoszę wrażenie, że wielu jej studentów żyje iluzją wielkiej misji, która się kiedyś spełni.
        Zyczę im jak najlepiej.
        Przykładem takiego kierunku jest m. inn. politologia.
        Autor artykułu wymienia nazwiska osób, które dla zdecydowanej większości Wrocławian są
        nieznane i pozostaną nieznane. Wyjątkiem jest tu J. M. Prof. Pacholski świetlana osobowość
        w morzu przeciętniactwa.
        Kilka lat temu kupując samochód, miałem do czynienia z miłym sprzedawcą, który z wykształcenia był politologiem po U. Wr.
        Jak mi powiedział w rozmowie jego dwóch kolegów też politologów też zajmują się sprzedażą
        samochodów {u innego dealera}.
        Jako płatnik podatku dochodowego, czyję, że mnie ktoś okrada z moich pieniędzy. Itsme.
        i
      • Gość: anka IP: *.prawo.uni.wroc.pl 31.01.11, 12:00
        dziewczyno. nie pie...moe odzywaj sie skoro nie mialas stycznosci z tym gosiem...ttak to jest pogloski.... zal ......... Pan doktor donrez mowi..jestem studentka prawa i widze c sie dzieje na u czelni...renoma...phuuu
    • Gość: abecadło IP: *.adsl.inetia.pl 31.01.11, 00:22
      wszystko pięknie ładnie, i szczypta ironii, i wysublimowanego humoru. ale konkretów żadnych. takie narzekanie z wodą w ustach. erudycja na 5. tylko tyle.
      bo my jeździć po sobie lubimy.
    • Wielki "szacun" dla p. doktora za ten tekst. Niestety panu doktorowi się oberwie, ale nic się nie zmieni w skostniałej strukturze uczelni i systemie jej funkcjonowania. To głoś na puszczy. A liczy się dziś tylko kasa! Niemniej - jeszcze raz gratulacje!
      • Gość: Obserwator IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.01.11, 09:44
        Przeczytałem tekst. Zrozumiałem, że głównymi winowajcami są Pacholski i w trochę mniejszym stopniu Bojarski.
        Przejrzałem dyskusję na forum. Jeśli pominąć wzajemnie obszczekiwanie się grupy internetowych trolli, posty zawierające konkrety pochodzą, z małymi wyjątkami, z Wydziału Nauk Społecznych.
        Mam wobec tego pytanie, czy pozostałe wydziały nie dojrzały jeszcze do wyznania grzechów i poprawy, czy też - jak sądzę - problemy dotyczą przede wszystkim WNS. Jeśli tak, to ciekawy jestem, dlaczego Dybczyński wali z nazwiska tylko w rektorów, a nie wymienia bezpośrednich przełożonych. Czy dlatego, że rektor (a tym bardziej były) nic mu nie może zrobić, a grupa trzymająca władzę na wydziale - owszem, owszem, może dowalić. Na krytykę prawdziwych szefów potrzebna jest prawdziwa odwaga, a nie zimna kalkulacja.
        W Związku Radzieckim byli odważni dziennikarze, którzy, podobnie jak dziennikarze w USA, mieli odwagę krytykować rząd amerykański.
        • Dr Dybczyński czyni to, co czyni za pełna zgodą, a nawet z błogosławieństwem wiadomo kogo. System przeciążony, to robi dodatkowo za wentyl bezpieczeństwa. Ot, wojenka na górze. A że przy okazji można opozycję spacyfikować-kto by nie skorzystał? Proste, jasne, przejrzyste. Qui bono?
          T. Krawczyk
          • Gość: Borussia IP: *.opera-mini.net 31.01.11, 15:59
            A mógłby pan napisać konkretniej, za czyją zgodą i błogosławieństwem dr Dybczyński to czyni?
    • Gratuluję odwagi za napisanie artykułu.Połowa ludzi zatrudniona na UWR i jednostkach podległych siedzi i nic nie robi a do pracy faktycznie przychodzą w sprawach towarzyskich...Jak polepszyć sytuacje płacową i finansową na uczelni? Tych , którzy mają np wiek emerytalny wysłać na emerytury i polikwidowac etaty.
      • Gość: kura IP: *.internetdsl.tpnet.pl 31.01.11, 13:40
        Tak sobie poczytałem wcześniejsze rozważania i pomyślałem sobie, nie wiem, czy się zgodzicie, że dyskutując o uniwersytecie trzeba by było zrobić rozróżnienie między "nauką" (science) i różnymi "dziedzinami wiedzy" (mam tu na myśli szeroko pojętą humanistykę). Wydaje mi się, że co innego "naukowiec" - fizyk, matematyk, inżynier, biolog etc., a co innego "uczony" - historyk, filolog, pewnie też adept nauk politycznych. Reforma chce iść w kierunku pragmatycznego powiązania nauki (science) z konkretnym rozwojem technologicznym kraju etc. i tu wydają się słuszne rózne postulaty, o których w dyskusji mowa (choćby zniesienie habilitacji, kontrakty itd.). Naukowcy w tym rozumieniu mają coś wytwarzać (innowacyjne pomysły do praktycznego stoswoania itd.) i z tego być rozliczani (choć może fizyk teoretyczny w tym miejscu się obruszy i pewnie słusznie). Moim zdaniem nieporozumienia pojawiają się wtedy, kiedy mieszamy "naukowców" z "uczonymi" i zaczynamy stosować w odniesieniu do obu grup te same pragmatyczne kryteria rozliczania ich osiągnięć. Krytyka osiągnieć polskich naukowców chyba jednak w głównej mierze dotyczy "naukowców" własnie, a nie "uczonych", którzy w swoich dziedzinach mają w świecie nienajgorsze notowania. Reasumując, cała dyskusja o polskiej nauce zostawia na marginesie polskich uczonych, bo zazwyczaj uważa się, że są oni nieproduktywni w sensie pragmatycznym. W kontekście znaczenia wiedzy humanistycznej dla życia społeczeństwa, narodu etc. to trochę niebezpieczne...Nawet te obcene tutaj nieprzemyślane wypowiedzi na temat znaczenia średnowiecza coś w tej kwestii pokazują...Myślę, sobie, że na uniwersytecie powina się realizować idea universitas, czyli swoje miejsce (i kryteria rozliczania) powinni mieć i naukowcy i uczeni. Boję się, że polska humanistyka może wiele stracić przez taką uniformizację...Chyba trochę nie wpisałem się w ostry klimat dyskusji, sorry....Pozdrawiam
        • Niestety, ale zarowno polskie nauki scisle jak tez i polska humanistyka od lat nie maja sie czym wykazac. Nie mowie tu juz o Noblach, ale gdzie sa te zagraniczne patenty w przypadku "scislakow"? A polska humanistyka zamknela sie w twierdzy jezyka polskiego i udaje, ze jest jedyna a wiec z definicji najlepsza na swiecie. Stad tez wnioskuje o zaprzestanie finansowania z budzetu zarowno polskiej nauki (w sensie nauk scislych) z powodu braku jakichkolwiek realnych, wymiernych efektow (tony papieru zuzytego na odtworcze publikacje to nie efekt, a marnotrawstwo srodkow), a finansowanie z budzetu czyjegos hobby (czyli humanistyki) tez z definicji sensu nie ma...
          lech.keller@gmail.com
          • Gość: kura IP: *.internetdsl.tpnet.pl 31.01.11, 14:39
            Mówiąc o humanistyce jako hobby potwierdza Pan moje najgorsze przeczucia co do tego, gdzie będziemy za parę lat, jeśli do wspomnianej przeze mnie uniformizacji kryteriów i wymagań rzeczywiście dojdzie. Pańskie stwierdzenie dowodzi totalnej dydaktycznej systemowej klapy (i tu rzeczywiście w takim razie jest duży problem), jaka jest udziałem polskiej humanistyki - przecież nawet Pan (Pan, o ile rozumiem, jest chyba naukowcem,a nie uczonym) nie za bardzo wie, jaka powinna być rola humanistyki w zaawansowanych cywilizacyjnie społeczeństwach...Brakuje w Polsce naprawdę dobrej humanistycznej edukacji. Dziś funkcje, które humanistyka powinna pełnić, przejmują media (seriale telewizyjne, teleturnieje i talk-showy etc). Ech, nie będę dalej biadolił, bo to i tak tylko słowa, a minister zrobi, co zrobi, niezależnie od naszych tutaj, czy gdziekolwiek indziej prowadzonych, dyskusji...Pozdrawiam
            • 'Jestem kim jestem'. Na 100% zadnym baronem, a uwazam sie za "social scientist". I niestety, ale humanistyka to hobby: szlachetne, ale tylko hobby. Bardzo fajnie jest np. miec ladna zone, i na dodatek po historii sztuki, archeologii srodziemnomorskiej, filozofii czy tez filologii francuskiej albo hiszpanskiej czy wloskiej, gdyz wtedy bedzie w towarzystwie blyszczec nie tylko uroda, ale i wiedza, a i w domu sie nie znudzi. Ale czemu cale spoleczenstwo ma lozyc na taka zaawansowana, a wiec i kosztowna, edukacje dla takich dobrze urodzonych panieniek?
              Pozdr.
              Kagan (lech.keller@gmail.com)
              • Gość: kura IP: *.internetdsl.tpnet.pl 31.01.11, 15:51
                Czy tworzenie modeli, które dotyczą nieprzewidywalnego z natury zachowania jednostek czy grup społecznych to "science"? Nie żartujmy:) To co najwyżej wróżenie z fusów:) Dlaczego społeczeństwo ma na to łożyć jakiekolwiek pieniądze? Jeśli to jest praktyczne, to niech się samo obroni w ramach jakiejś fajnej prywatnej szkoły, gdzie przyszli wróżbici będą się uczyć konstruowania modeli:) "Science" to tylko i wyłącznie empiria:) A może góralom, którzy przewidują, kiedy będzie wiosna, też budżte państwa powinien płacić za działalność "naukową"?:) Mam nadzieję, że wyczuł Pan lekką ironię...
    • Dorobek naukowy wielu "ściślaków" można ściśle wymierzyć - liczbą publikacji i cytowań, Impact Factor czasopisma. Dorobek zawodowy innych - projektami, np. mostów. Jakie obektywne sukcesy mają polscy humaniści?
      • Liczba publikacji i cytowan to ZADEN dorobek dla 'scislakow! Ich dorobek mierzy sie iloscia otrzymanych Nobli i patentow (ale tych zagranicznych, a nie polskich "zgloszen patentowych"). A projekty mostow to sa typowe prace inzynierskie, a nie naukowe! Chyba, ze jakis polski inzynier wymysli jakis naprawde nowy typ mostu albo radykalnie nowa technologie ich budowy. I zgoda: polscy humaniści TEŻ nie maja zadych obiektywnych sukcesow!
        lech.keller@gmail.com
      • Gość: kura IP: *.internetdsl.tpnet.pl 31.01.11, 15:18
        Troszkę erystyki się wkrada w dyskusję:) Nikt nie lekceważy "ściślaków" - cieszę się, że dzięki nim moge jeździć fajnym samochodem, mam dobrą pralkę i świetny komputer:) Pewnie to zbytek luksusu, na który mogą sobie pozwolić właśnie tylko zaawansowane technologicznie społeczeństwa, ale chciałbym do tego jeszcze, żeby w tym posługiwaniu się udogodniającymi życie technologiami, był ktoś, kto mi powie czasem (w książce, wierszu, wykładzie czy spektaklu...) o tym, po co mi właściwie to wszystko, po co ja tutaj żyję, czy to ważne, ze jestem Polakiem, który ma taką, a nie inną historię, czy wyznawanie jakichś wartości ma jakikolwiek sens (wbrew pozorom, a wiedzą o tym politycy, na płąszczyźnie społecznej taka "nadbudowa" to coś bardzo praktycznego), a może udowodni, że zdrowy organizm po prostu żyje, a nie myśli itd.:) Jakkolwiek dziwnie to zabrzmi, to sądzę, że sukcesem humanisty jest wpływ, jaki wywiera na życie innych ludzi. A jak to robi? Pisze i mówi - nie doceniamy wielkiej roli dydaktyki w życiu społecznym i dlatego szkoła nie wygląda najlepiej... Obawiam się, że docenimy wtedy, kiedy będzie już za późno...A jak mierzyć i ważyć pracę, która dotyczy tak nieuchwytnej materii? Humaniści piszą przecież ksiązki i artykuły i przecież jest system punktowania za to, okresowo ocenia się też pracę dydaktyczną i administracyjną itd. . Myślę, że chodzi tu tylko o to, żeby zrozumieć specyfikę badań humanistycznych i tyle i nie wrzucać wszystkich do jednego worka. A bez "ściślaków" nie wyobrażam sobie życia....

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Okazje.info.pl

Bestsellery

Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.