Komentarze do artykułu

Jestem baronem. Nie chcę dłużej żyć w średniowieczu

Mam 38 lat. Jestem baronem. Od ponad dwóch lat jestem senatorem Uniwersytetu Wrocławskiego. Od sześciu lat jestem zastępcą dyrektora Instytutu Politologii. Moim księciem jest profesor Ryszard Herbut, dyrektor tego Instytutu. Moim królem był profesor Andrzej Czajowski, teraz jest nim profesor Jerzy Juchnowski. Dziekani Wydziału Nauk Społecznych. Moim cesarzem był profesor Leszek Pacholski. Teraz jest nim profesor Marek Bojarski. Rektorzy Uniwersytetu Wrocławskiego

Jestem baronem. Niech chcę dłużej żyć w średnio... Dodaj do ulubionych

  • drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
  • drzewko odwrotne
  • Nareszcie jakiś stanowczy głos w tej debacie.
    5 lat studiowania na WNS mnie osobiście obrzydziło całą polską naukę.
    Np. Dlaczego tak jest, że z Uniwerku nie da się wylecieć? Nieudolni profesorowie przepuszczają nieudolnych studentów, bo są dla siebie wszyscy wzajemnym gwarantem utrzymania stanu rzeczy i etatów.
    Żeby Ci, pożal się boże 'naukowcy',wiedzieli jak studenci z nich drwią.
    Kto zostaje doktorem politologii? Ktoś kto nie dostał pracy nawet McDonald's...

    Co raz częściej łapię się na tym, że wstydzę się przyznać, że skończyłem UWr - politologię, bo się ze mnie zwyczajnie ludzie śmieją.
    Śmieją się u mnie w pracy, moi przełożeni po politechnice, śmieją się znajomi po lepszych uczelniach...
    Dobrze by było, żeby ktoś w końcu wziął się za odbudowę tej uczelni i jej wizerunku, bo gorzej być nie może...
    • Gratuluję postawy i odwagi!
      Znając tzw środowiska naukowe wrocławskich uczelni wszelkie zmiany są bardzo trudne do przeprowadzenia. Sytuacje podobne są i na Akademii Medycznej, i na Politechnice, I ASP.
      Wszędzie profesorowie są udzielnymi władcami. Tworzą wzajemne koterie, zwalczają się itd.
      Życzę Panu cierpliwości, odwagi no i oczywiście powodzenia!

      • Gość: Schlesier IP: *.ssp.dialog.net.pl 28.01.11, 20:23
        Gratuluję odwagi Panie Doktorze. To naprawdę wielka sztuka widzieć od wewnątrz to, co z zewnątrz widzą wszyscy. Myślę o siedzących po drugiej strony katedry. Absolwent PN2 AD 2010.
        • Gość: dala.tata IP: *.opera-mini.net 28.01.11, 23:36
          Szanowni Państwo!

          Co doktor niehabilitowany (nawet jeśli jest senatorem) może wiedzieć o uczelni, jej wewnętrznym funkcjonowaniu i reformach nauki? Odpowiedź jest krótka i stanowcza. NIC! Jako profesor zwyczajny, doktor habilitowany, autor kilku książek opublikowanych w renomowanych wydawnictwach, dziesiątków artykułów naukowych z lingwistyki stosowanej, a także kilku tysięcy postów na forum Doktorat - nauka - uczelnia, poruszających problemy nauki i polskiego szkolnictwa wyższego, zmuszony jestem sprostować absurdalne i wyssane z palca tezy doktora niehabilitowanego.

          Sytuacja polskiej nauki jest dziś, to jest pod koniec roku 2010, jedną z najlepszych na świecie i zdecydowanie jest ona najlepsza w całej ponad tysiącletniej historii Rzeczypospolitej, a to na skutek mądrej polityki prowadzonej przez rządy RP począwszy od roku 1989, czyli od momentu, gdy premierem został profesor Tadeusz Mazowiecki, a tym samym zakończyły się w Polsce rządy tzw. ciemniaków, jak to je trafnie określił nieodżałowany Kisiel.

          Lata 1989-2010 to okres nieprzerwanego ciągu sukcesów polskiej nauki, w którym to okresie, dzięki światłemu poparciu polskich władz i Kościoła, polscy uczeni odkryli m.in. szereg nowych planet, zbudowali szereg nowoczesnych aparatów - np. tzw. błękitny laser, a przede wszystkim odnieśli olbrzymie sukcesy w badaniach nad historią Polski czy też nad naszym ojczystym językiem. Osobny hołd należy zaś złożyć naszym iście genialnym ekonomistom, z profesorem Leszkiem Balcerowiczem na czele, którzy w sposób wręcz cudowny zapełnili towarami półki polskich sklepów, kończąc tym samym wieloletni okres tzw. gospodarki niedoborów.

          Owe sukcesy były możliwie tylko dzięki mądrej polityce premierów RP, a szczególnie profesorów-premierów takich jak profesorowie Mazowiecki, Bielecki czy Buzek. Owa światła polityka polegała głównie na:

          1. Nieingerencji władz państwowych w wewnętrzne sprawy wyższych uczelni, jako iż tylko rektor wybrany przez profesorów wie, jak najlepiej zarządzać wyższą uczelnią i jak dbać o interesy swych profesorów, a jak wiadomo, uczelnia wyższa to głównie profesorowie – bez nich nie może ona po prostu istnieć.

          2. Popieraniu prorodzinnej polityki selekcji młodych kadr naukowych i awansowania pracowników naukowych. Jak bowiem wiadomo, tylko potomstwo naukowców, wychowane w atmosferze naukowej od wczesnej młodości, ma szansę zostać naukowcem i efektywnie współpracować z podobnymi sobie osobami. Próby wprowadzenia do środowiska naukowego osób z plebsu muszą się zawsze źle kończyć, gdyż plebs z definicji ma niższą inteligencję i bardzo złe maniery.

          3. Duże znaczenie ma tu też stabilizacja kariery naukowej, czyli popieranie modelu ‘od studenta do rektora na tej samej uczelni’. W przeciwnym wypadku mielibyśmy jak na tzw. zachodzie: ciągłą niepewność co do jutra oraz ciągłe zmiany pracy, które uniemożliwiają optymalny rozwój naukowca oraz zbudowanie trwałego, dobrze ze sobą współpracującego zespołu naukowców.

          4. Istnieniu habilitacji. Bez habilitacji nie jest bowiem możliwa racjonalna selekcja pracowników naukowych na pracowników niesamodzielnych, to jest nieposiadających habilitacji i na pracowników samodzielnych, czyli habilitowanych. Habilitacja jest jak nobilitacja, jest sitem, które ostatecznie odsiewa plewy, np. osobników z nizin społecznych, którzy tak czy inaczej wciąż próbują się wślizgnąć w szeregi polskiej profesury.

          5. Istnieniu państwowej („belwederskiej”) profesury. Tak jak habilitacja jest przyjęciem w ekskluzywne grono szlachty akademickiej, tak mianowanie na profesora przez Prezydenta RP jest przyjęciem w jeszcze bardziej ekskluzywne grono akademickiej arystokracji. Bez tej państwowej profesury nie mielibyśmy elity polskiej nauki, tego crème de la crème polskiej nauki. Bowiem tylko osoba mianowana przez najwyższą władzę państwową może decydować o przyszłości polskiej nauki. Otrzymanie dyplomu profesora to dla polskiego uczonego jest prawdziwy i jakże wymierny cel z życiu. Jakże puste i niepełne musi być życie naukowca w krajach, w których nie ma ani habilitacji, ani też państwowej profesury. Tam byle chłystek z doktoratem może zostać profesorem i promować nowych doktorów. Nic więc dziwnego, ze w krajach takich jak np. Stany Zjednoczone, Zjednoczone Królestwo, Kanada czy Australia poziom takich dyscyplin jak np. historia Europy Centralnej (a szczególnie Polski), filologia słowiańska ( a szczególnie polska) czy tez lingwistyka słowiańska jest wręcz przerażająco niski.

          6. I wreszcie na obowiązku nostryfikacji zagranicznych dyplomów akademickich, szczególnie zaś doktoratów. Bez owej nostryfikacji istniałoby bowiem całkiem realne zagrożenie, że do polskiej nauki dostały by się osoby z niezweryfikowanymi w Polsce kwalifikacjami, obniżając tym samym jej, tak obecnie wysoki, poziom.

          Podsumowując: jeszcze nigdy w historii Polski nie mieliśmy aż tylu studentów. To jest nasz olbrzymi sukces, gdyż np. w roku 1938 mieliśmy w Polsce (przy zbliżonej ludności) mniej niż 50 tysięcy studentów, a dziś mamy ich prawie 2 miliony ( w roku akademickim 2008/2009 mieliśmy dokładnie 1.927.762 studentów i 32.494 doktorantów). W latach 1936-1937 nadano zaledwie 26 tytułów doktora (w tym tylko 2 czyli niecałe 8% - kobietom), a w samym tylko roku 2008 nadano doktoraty aż 5427 osobom, w tym aż 2719 (nieco ponad 50%) – kobietom, zaś 941 osób otrzymało w tymże roku habilitacje a 369 tytuły profesorskie.

          Tak więc nauka polska i polskie wyższe uczelnie wręcz dziś kwitną, i jedyne czego potrzebują to więcej pieniędzy i mniej ingerencji ze strony państwa. Nasz rząd powinien bowiem jeszcze bardziej zaufać polskiej profesurze, pod wieloma względami najlepszej na świecie, i zmniejszyć jeszcze bardziej swą ingerencję w sprawy nauki. Polscy profesorowie dowiedli, iż potrafią optymalnie sterować nauką i uczelniami wyższymi, więc zostawmy ową naukę oraz owe uczelnie pod ich światłym kierownictwem. Dajmy im tylko więcej pieniędzy, aby mogli szerzej rozłożyć swe skrzydła i poszybować jeszcze wyżej!

          Na początek proponuję więc następujące podwyżki uposażeń:

          1. Profesor zwyczajny 100%.

          2. Profesor uczelniany i docent z habilitacja 75% (bez habilitacji jak adiunkt z habilitacją).

          3. Adiunkt z habilitacją 50%.

          4. Adiunkt bez habilitacji i starszy wykładowca 25%.

          5. Asystent z doktoratem i wykładowca 10%.

          6. Pozostali pracownicy, w tym asystenci bez doktoratu 5%.


          Pozostaje mi tylko mieć nadzieję, iż głos mój zostanie wysłuchany.

          ***
          Więcej informacji znajdziecie Państwo na moim blogu: dalatata.blox.pl/html , na który serdecznie zapraszam wszystkich uczestników dyskusji. Tutaj dowiecie się m.in., jak się uprawia naukę w Wielkiej Brytanii, do której wyemigrowałem przed laty, co wciąż uważam za najtrafniejszą decyzję mojego życia.


          Prof. zw. dr hab. dala.tata czyli dalatata01@gmail.com


          --
          Doktorat - nauka - uczelnia
          Forum dla doktorantów, doktorów, a nawet dla profesorow!

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Okazje.info.pl

Bestsellery

  • Kategorie tematyczne
  • Najnowsze wątki
  • Więcej forów
  • Więcej wątków na ten temat
  • Tagi
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.