Dodaj do ulubionych

Bachmann: To nie król jest nagi, lecz arystokracja

31.01.11, 07:10
Popieram Klausa, srodowisko akademickie znam z czasow (niedleglych) zanim wyjechalem na bardziej zielone pastwiska. Dzialalnosc pseudonaukowa, odtworcza, "mamy taki odczynnik, co by tu zbadac...?", dopisywanie autorow, "zelazna" pozycja kierownika zakladu wsrod tych autorow, itp, itd.

Dlatego nie wracam.
Edytor zaawansowany
  • borsuk07 31.01.11, 07:43
    NIE WIADOMO " KTO z KIM ŚPI ".
  • Gość: babkazwroclawia IP: 74.237.64.* 31.01.11, 15:15
    pozwole sobie na ten maly niegrzeczny zart ;) to jeden wielki burdel
  • Gość: babkazwroclawia IP: *.sip.mia.bellsouth.net 31.01.11, 15:21
    .... jezeli juz rozliczamy to w ta rachube takze trzeba wlaczyc sekretarki, nie tylko tych na "wyzszych szceblach, no i cala pracowita zaloge ktura jeszcze nie poszla na plciowa emeryture ;)
  • Gość: dala.tata IP: *.opera-mini.net 31.01.11, 17:25
    Szanowni Państwo!

    Jako profesor zwyczajny, doktor habilitowany, realizator grantów liczonych w milionach euro, autor kilku książek opublikowanych w dobrych, międzynarodowych wydawnictwach, kilkudziesięciu artykułów z zakresu lingwistyki stosowanej wydrukowanych w renomowanych czasopismach naukowych i co najmniej kilkuset postów na forum "Doktorat - nauka - uczelnia" w żaden sposób nie mogę zgodzić się z panem Bachmannem! Wprawdzie autor komentowanego tekstu ma habilitację (według mnie mocno podejrzaną, wiadomo dlaczego), to jednak nie posiada tzw. belwederskiej profesury! Tymczasem powszechnie wiadomo, że to akademicka arystokracja (do której można zaliczyć tylko profesorów belwederskich) najwięcej wie o nauce, środowisku akademickim etc., w związku z czym tylko ona jest uprawniona do wygłaszania wiarygodnych opinii na ten temat. Oto więc moja riposta, demaskująca wyjątkowo niską wiedzę pana Bachmanna w kwestiach tak polskiej, jak i światowej nauki.

    Sytuacja polskiej nauki jest dziś, to jest pod koniec roku 2010, jedną z najlepszych na świecie i zdecydowanie jest ona najlepsza w całej ponad tysiącletniej historii Rzeczypospolitej, a to na skutek mądrej polityki prowadzonej przez rządy RP począwszy od roku 1989, czyli od momentu, gdy premierem został profesor Tadeusz Mazowiecki, a tym samym zakończyły się w Polsce rządy tzw. ciemniaków, jak to je trafnie określił nieodżałowany Kisiel.

    Lata 1989-2010 to okres nieprzerwanego ciągu sukcesów polskiej nauki, w którym to okresie, dzięki światłemu poparciu polskich władz i Kościoła, polscy uczeni odkryli m.in. szereg nowych planet, zbudowali szereg nowoczesnych aparatów - np. tzw. błękitny laser, a przede wszystkim odnieśli olbrzymie sukcesy w badaniach nad historią Polski czy też nad naszym ojczystym językiem. Osobny hołd należy zaś złożyć naszym iście genialnym ekonomistom, z profesorem Leszkiem Balcerowiczem na czele, którzy w sposób wręcz cudowny zapełnili towarami półki polskich sklepów, kończąc tym samym wieloletni okres tzw. gospodarki niedoborów.

    Owe sukcesy były możliwie tylko dzięki mądrej polityce premierów RP, a szczególnie profesorów-premierów takich jak profesorowie Mazowiecki, Bielecki czy Buzek. Owa światła polityka polegała głównie na:

    1. Nieingerencji władz państwowych w wewnętrzne sprawy wyższych uczelni, jako iż tylko rektor wybrany przez profesorów wie, jak najlepiej zarządzać wyższą uczelnią i jak dbać o interesy swych profesorów, a jak wiadomo, uczelnia wyższa to głównie profesorowie – bez nich nie może ona po prostu istnieć.

    2. Popieraniu prorodzinnej polityki selekcji młodych kadr naukowych i awansowania pracowników naukowych. Jak bowiem wiadomo, tylko potomstwo naukowców, wychowane w atmosferze naukowej od wczesnej młodości, ma szansę zostać naukowcem i efektywnie współpracować z podobnymi sobie osobami. Próby wprowadzenia do środowiska naukowego osób z plebsu muszą się zawsze źle kończyć, gdyż plebs z definicji ma niższą inteligencję i bardzo złe maniery.

    3. Duże znaczenie ma tu też stabilizacja kariery naukowej, czyli popieranie modelu ‘od studenta do rektora na tej samej uczelni’. W przeciwnym wypadku mielibyśmy jak na tzw. zachodzie: ciągłą niepewność co do jutra oraz ciągłe zmiany pracy, które uniemożliwiają optymalny rozwój naukowca oraz zbudowanie trwałego, dobrze ze sobą współpracującego zespołu naukowców.

    4. Istnieniu habilitacji. Bez habilitacji nie jest bowiem możliwa racjonalna selekcja pracowników naukowych na pracowników niesamodzielnych, to jest nieposiadających habilitacji i na pracowników samodzielnych, czyli habilitowanych. Habilitacja jest jak nobilitacja, jest sitem, które ostatecznie odsiewa plewy, np. osobników z nizin społecznych, którzy tak czy inaczej wciąż próbują się wślizgnąć w szeregi polskiej profesury.

    5. Istnieniu państwowej („belwederskiej”) profesury. Tak jak habilitacja jest przyjęciem w ekskluzywne grono szlachty akademickiej, tak mianowanie na profesora przez Prezydenta RP jest przyjęciem w jeszcze bardziej ekskluzywne grono akademickiej arystokracji. Bez tej państwowej profesury nie mielibyśmy elity polskiej nauki, tego crème de la crème polskiej nauki. Bowiem tylko osoba mianowana przez najwyższą władzę państwową może decydować o przyszłości polskiej nauki. Otrzymanie dyplomu profesora to dla polskiego uczonego jest prawdziwy i jakże wymierny cel z życiu. Jakże puste i niepełne musi być życie naukowca w krajach, w których nie ma ani habilitacji, ani też państwowej profesury. Tam byle chłystek z doktoratem może zostać profesorem i promować nowych doktorów. Nic więc dziwnego, ze w krajach takich jak np. Stany Zjednoczone, Zjednoczone Królestwo, Kanada czy Australia poziom takich dyscyplin jak np. historia Europy Centralnej (a szczególnie Polski), filologia słowiańska ( a szczególnie polska) czy tez lingwistyka słowiańska jest wręcz przerażająco niski.

    6. I wreszcie na obowiązku nostryfikacji zagranicznych dyplomów akademickich, szczególnie zaś doktoratów. Bez owej nostryfikacji istniałoby bowiem całkiem realne zagrożenie, że do polskiej nauki dostały by się osoby z niezweryfikowanymi w Polsce kwalifikacjami, obniżając tym samym jej, tak obecnie wysoki, poziom.

    Podsumowując: jeszcze nigdy w historii Polski nie mieliśmy aż tylu studentów. To jest nasz olbrzymi sukces, gdyż np. w roku 1938 mieliśmy w Polsce (przy zbliżonej ludności) mniej niż 50 tysięcy studentów, a dziś mamy ich prawie 2 miliony ( w roku akademickim 2008/2009 mieliśmy dokładnie 1.927.762 studentów i 32.494 doktorantów). W latach 1936-1937 nadano zaledwie 26 tytułów doktora (w tym tylko 2 czyli niecałe 8% - kobietom), a w samym tylko roku 2008 nadano doktoraty aż 5427 osobom, w tym aż 2719 (nieco ponad 50%) – kobietom, zaś 941 osób otrzymało w tymże roku habilitacje a 369 tytuły profesorskie.

    Tak więc nauka polska i polskie wyższe uczelnie wręcz dziś kwitną, i jedyne czego potrzebują to więcej pieniędzy i mniej ingerencji ze strony państwa. Nasz rząd powinien bowiem jeszcze bardziej zaufać polskiej profesurze, pod wieloma względami najlepszej na świecie, i zmniejszyć jeszcze bardziej swą ingerencję w sprawy nauki. Polscy profesorowie dowiedli, iż potrafią optymalnie sterować nauką i uczelniami wyższymi, więc zostawmy ową naukę oraz owe uczelnie pod ich światłym kierownictwem. Dajmy im tylko więcej pieniędzy, aby mogli szerzej rozłożyć swe skrzydła i poszybować jeszcze wyżej!

    Na początek proponuję więc następujące podwyżki uposażeń:

    1. Profesor zwyczajny 100%.

    2. Profesor uczelniany i docent z habilitacja 75% (bez habilitacji jak adiunkt z habilitacją).

    3. Adiunkt z habilitacją 50%.

    4. Adiunkt bez habilitacji i starszy wykładowca 25%.

    5. Asystent z doktoratem i wykładowca 10%.

    6. Pozostali pracownicy, w tym asystenci bez doktoratu 5%.

    Pozostaje mi tylko mieć nadzieję, iż głos mój zostanie wysłuchany.


    Prof. zw. dr hab. dala.tata czyli dala.tata@gazeta.pl

    --
    Doktorat - nauka - uczelnia
    Forum dla doktorantów, doktorów, a nawet dla profesorow!
  • kagan.blox 31.01.11, 21:39
    POpieram tu na 100% prof. (nad)zw. dr (re)hab. (mult.) Dala Tate. A nawet wiecej: calkowicie i rozniczkowo sie z nim nie zgadzam!
    Dr niehab. U know who
  • Gość: JG IP: *.opera-mini.net 01.02.11, 22:13
    najzupełniej się z kolegą profesorem habilitowanym zgadzam, jest super i może być jeszcze lepiej, gdyby tylko ludzie się postarali i więcej kandydatów na maturzystów płodzili. Tymczasem niektórzy czynią obstrukcję i się nie rozmnażają! A można by jeszcze proces kształcenia wyższego usprawnić, są możliwości - praktycznie nieograniczone - jakie stwarza Internet. Można by zatem nawet dyplomy rosyłać mailem, zinteresowani sami by sobie je drukowali wedle potrzeby. W takim ukadzie 1 doktór, habilitowany, czy nie, mógłby obslużyć dośc dużą ilość wyższych uczelni jednoosobowo. Po dopracopwaniu płatności sieciowych wszystko funkcjonowałoby jak w zegarku i problemy nauki krajowej znikły by jak fatamorgana, żadne reformy nie byłyby potrzebne. Hough!
  • kagan.blox 01.02.11, 23:08
    W imieniu Arcyprofesora Dala Taty, POpieram ten projekt i sie POd nim POsPiSuje!
  • Gość: szmatan IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.01.11, 08:24
    o Bachmann do rzeczy pisze - rzadko mu się to zdarza...
  • Gość: Alma Mater IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.01.11, 08:33
    Też ma swój udział w tym systemie.
  • pssz 31.01.11, 08:51
    Podobnie jest w urzędach, nawet w firmach zagranicznych. A na prowincji lokalne układy są prawie przysłowiowe.
  • Gość: gość IP: *.xdsl.centertel.pl 31.01.11, 09:00
    W jednym zdaniu Autor pisze, że jest przeciwny zwiększaniu nakładów na naukę, a trochę niżej - że efektywnym naukowcom należy więcej płacić. Jeśli ilość pieniędzy w systemie się nie zwiększy, to trzeba się jeszcze zastanowić, komu zabrać, żeby zapłacić tym publikującym autorom. Jakieś propozycje?
  • Gość: o!o IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.01.11, 10:39
    zbyt proste?
  • Gość: miś IP: *.ssp.dialog.net.pl 31.01.11, 09:01
    A tak poza tym to zupełnie jak na PKP.
    Ciekawe czy problem alkoholowy równie duży.
  • agniecha75 31.01.11, 09:55
    tak, szczegolnie podczas wyjazdowych tzw "konferencji naukowych" czy tez "sympozjow"
  • jacek-wroclaw 31.01.11, 10:07
    Ech ... zwłaszcza z tą dydaktyką się zgadzam. Zdawało mi się, że na pierwszych latach prawa powinienem wkuwać p. konstytucyjne, cywilne, karne... Gdzie tam. Największy nacisk kładzie się na historie powszechną, historię polski, filozofię. Przypadkiem może mi się zapomnieć kilka instytucji prawa cywilnego, ale boże uchowaj, żeby zapomnieć Marsyliusza z Padwy, Jana z Salisbury, poglądy Piusa IX, XI, XII, oraz kilkunastu innych papierzy, jak i kilkuset (sic!) innych filozofów.
    Mam wrażenie, że Uniwersytet akurat ma na stanie wybitnych specjalistów ds. wspomnianych wyżej zagadnień. Brak mu niestety kogoś kto mógłby studentów uczyć np. retoryki, przemawiania, prawa UE ...
    Dlatego, jak to mawia jeden ze 'zwykłych' doktorów, "jest jak jest".
  • Gość: Kleofas IP: *.wroclaw.mm.pl 31.01.11, 10:11
    jacek-wroclaw
    Odpowiedz Ech ... zwłaszcza z tą dydaktyką się zgadzam. Zdawało mi się, że na pierwszych latach prawa powinienem wkuwać p. konstytucyjne, cywilne, karne... Gdzie tam. Największy nacisk kładzie się na historie powszechną, historię polski, filozofię. Przypadkiem może mi się zapomnieć kilka instytucji prawa cywilnego, ale boże uchowaj, żeby zapomnieć Marsyliusza z Padwy, Jana z Salisbury, poglądy Piusa IX, XI, XII, oraz kilkunastu innych papierzy, jak i kilkuset (sic!) innych filozofów.



    Powinni dodać jeszcze zajęcia ortografii !
  • tbernard 31.01.11, 10:39
    E tam, wystarczy w google wpisać hasło papierz aby znaleźć na przykład to:
    www.papierz.pl/kontakt.htm
  • Gość: Krociech IP: 193.200.51.* 31.01.11, 14:46
    W bardzo spójnym, przemyślanym i stojącym na wysokim poziomie tekście pojawia się błąd ortograficzny, należy przypuszczać, że mamy do czynienia z prawdziwą dysortografią, a nie niedouczeniem. Miałem kiedyś nauczyciela gramatyki angielskiej, native speakerzy pytali go o zdanie, ale niestety, miał prawdziwą dysleksję. Powiedział nam o tym i nie było problemu.

    A tak przy okazji - umiesz bez sprawdzania odpowiedzieć, czy pisze się Hongkong, czy Hong Kong?
  • Gość: ranaboska IP: *.dip.t-dialin.net 31.01.11, 12:23
    jacek-wroclaw martwi się, że:> Brak niestety kogoś kto mógłby studentów uczyć np. retoryki, przemawiania...<
    RETORYKI uczy podobno posłanka KEMPA na jakiejś b. ważnej uczelni.
  • kalam07 31.01.11, 14:06
    retoryka jest - jako przedmiot do wyboru, poza tym elementy retoryki sa na logice
  • greges58 31.01.11, 12:35
    Po to są Aplikacje, abyś nauczył się rzeczy naprawdę istotnych !
    Dyplom jest niczym. Świstek ;)
    Na Cholerę - urzędnikowi - Retoryka ? ? ?

    Podstawą jest, mimo wszystko, teoria i historia.
    Nie ma się z czego śmiać.
    Przyda się !

    Studiowałeś zaocznie ?
    To widać ;)

    ^ ^
  • kalam07 31.01.11, 14:06
    jacek-wroclaw napisał:

    > Ech ... zwłaszcza z tą dydaktyką się zgadzam. Zdawało mi się, że na pierwszych
    > latach prawa powinienem wkuwać p. konstytucyjne, cywilne, karne... Gdzie tam.
    > Największy nacisk kładzie się na historie powszechną, historię polski, filozofi
    > ę. Przypadkiem może mi się zapomnieć kilka instytucji prawa cywilnego, ale boże
    > uchowaj, żeby zapomnieć Marsyliusza z Padwy, Jana z Salisbury, poglądy Piusa I
    > X, XI, XII, oraz kilkunastu innych papierzy, jak i kilkuset (sic!) innych filoz
    > ofów.
    > Mam wrażenie, że Uniwersytet akurat ma na stanie wybitnych specjalistów ds. wsp
    > omnianych wyżej zagadnień. Brak mu niestety kogoś kto mógłby studentów uczyć n
    > p. retoryki, przemawiania, prawa UE ...
    > Dlatego, jak to mawia jeden ze 'zwykłych' doktorów, "jest jak jest".

    Zdasz egzamin z doktryn to za rok będziesz marudził, że sie nacisk kładzie na nikomu niepotrzebne postepowanie administracyjne :)
  • Gość: Baza IP: *.adsl.inetia.pl 31.01.11, 16:21
    Kiedyś zrobienie błędu ort.na maturze dyskwalifikowało ucznia - teraz chyba nie.Nie pierwszy raz widzę ludzi z tytułami naukowymi, którzy nie umieją pisać ortograficznie.
  • Gość: absolwentka wpaie IP: *.finemedia.pl 31.01.11, 22:34
    dr Machaj dał się we znaki? To poczekaj na dra hab. Szydłę. Zrozumiesz, że doktrynki to była miła rozgrzewka mózgu przed prawdziwym wyzwaniem. A i niby kiedy jest konstytucyjne, jeśli nie na pierwszym roku? Może plan na następny semestr sobie przejrzyj.
  • heraldek 31.01.11, 11:13
    ......choc czasami blazny bywaly najmadrzejsze na dworach....
  • Gość: Kleofas IP: *.wroclaw.mm.pl 31.01.11, 11:25
    heraldek napisał:

    > ......choc czasami blazny bywaly najmadrzejsze na dworach....


    Na "drabinie" rozwoju stawiam cię szczebel wyżej od lemurów ......

  • map4 31.01.11, 11:46
    janek.p napisał:

    > Dlatego nie wracam.

    na poważnie: naprawdę, kiedykolwiek myślałeś o powrocie ?
    Po weekendzie spędzonym we Wrocławiu odliczam dni do powrotu do normalności.

    --
    Wrocław bez cenzury
  • Gość: Ludmiła IP: *.hands.com 31.01.11, 11:46
    w sprawie piastowskiego uniwerystetu ?
    czy to nie oni chcieli zgermanizować Polaków ?
    nie lubią wszystkiego co Polskie, nawet co zastanawiające
    polskich zwierząt, cudownych - www.klausb.patrz.pl
  • Gość: Kleofas IP: *.wroclaw.mm.pl 31.01.11, 11:58
    Gość portalu: Ludmiła napisał(a):

    > w sprawie piastowskiego uniwerystetu ?
    > czy to nie oni chcieli zgermanizować Polaków ?
    > nie lubią wszystkiego co Polskie, nawet co zastanawiające
    > polskich zwierząt, cudownych - www.klausb.patrz.pl



    a tak poza tym, wszystko w porządku z główką ?
  • retropercepcje 31.01.11, 11:53
    ojojojoj.... i zaslona milczenia padla na morde...
    i co to teraz bedzie???
  • Gość: Paweł IP: *.finemedia.pl 31.01.11, 12:19
    Prawdopodobnie to co zawsze, czyli w zasadzie nic.

    Ot będą jeszcze ze 2 artykuły, być może anonimowy list jakiegoś pracownika nauki do redakcji, ewentualnie oświadczenie władz Uniwersytetu, w którym:
    - pochwalą się tym co już zrobiły w trakcie swojej kadencji
    - stwierdzą, że w tak dużej społeczności mogą się zdarzać patologie, ale nie należy wyciągać pochopnych wniosków dotyczących całej uczelni
    - uznają, że za większość problemów odpowiada państwo - dając za mało pieniędzy, wprowadzając nieprzemyślane reformy i ogólnie sypiąc piach w tryby
    - itp.

    Konkluzja będzie taka, że ogólnie jest nieźle, a biorąc pod uwagę środki przeznaczane na studenta/profesora/metr kwadratowy powierzchni/inny bardzo ważny miernik jest dobrze, albo i lepiej...

    Następnie przez 2-3 dni, góra tydzień dyskusja na forum, a później cisza... Do czasu aż kolejnemu doktorowi "nie odbije"
  • Gość: taki jeden IP: *.dynamic.chello.pl 31.01.11, 12:48
    Zgadza się. Tak to zapewne będzie. Kilka dni dymu i "wszystko od nowa, Polska Ludowa". Nadal w "firmie" będą zatrudniani "krewni i znajomi królika" i nadal Senat będzie rozprawiał, czy Rektor na obrazie ma być w todze czy w kąpielówkach. Kto zna tę "firmę" od środka wie, że dobrze nie jest. Żadna, choćby najbardziej mądra reforma nie zmieni faktu, że klasę się ma, bądź nie. Profesura zdaje się myśleć, że uczelnia to oni. Nikt inny. Administracja tkwi w przekonaniu, że nikt jej nie ruszy, bo i po co kłopoty. Zwróćcie uwagę na nazwiska pracujących na uczelni. Na każdej stronie www jedne i te same. Kobiety mają lepiej, bo wyjdą za mąż i nazwisko inne. Komu wydaje się książki? Kto otrzymuje granty wewnętrzne? Kto przycina etaty na kilku uczelniach? A WNS? No coż - Pani Prorektor Łoś - Nowak - córka zatrudniona na Politologii (podobno bez konkursu). Pan Rektor Bojarski - córka zatrudniona na Politologii. Pan Dziekan Juchnowski - syn j.w. O pociotkach nie wspomnę. Inne Wydziały? ... Ufff. Nie chce mi się wymieniać, bo mam doła! Nie przekreślajmy jednak dzieci swoich rodziców. Mają prawo pracować, ale niech będzie jasne, że dookoła nie było lepszych.
    A teraz idę (na zajęcia) i już nie zaglądam w te teksty, bo szlag mnie trafia. Bye, bye. Tnijcie się, zarzynajcie, piszcie prawdę, bądź nie. Mam to w tyle.
  • jb777 31.01.11, 12:38
    "układ" - jakże różne są jego odcienie - jakoś tak za czasów prześwietnych acz minionych nikt ich nie burzył - ordynarnie dezawułował ex katedra, pod publiczkę
    Tak najłatwiej - ale tak każdy potrafi ..

  • Gość: REWIZOR IP: *.wroclaw.vectranet.pl 31.01.11, 13:21
    Oczywiście, prof. Bachmann ma rację. Pytanie tylko: co z tej racji wynika. Zaproponował jakieś zmiany? A może w proteście przeciwko uniwersyteckiemu "bagienku" rzuci tę pracę?Przecież i tak pracuje na prywatnej uczelni i w dodatku ostatnio chyba zajmuje się więcej publicystyką niż nauką. Ile czasu mu pozostaje na zaangażowanie się w życie uniwersytetu. Mam wrażenie, że sam należy do arystokracji - a wypowiada się w imieniu bliżej nieokreślonych "my" i pomstuje na całe środowisko.
  • logiks 31.01.11, 13:27
    dawniej mówiono wśród arystokracji,człowiek z pochodzeniem i to nobilitowało,teraz też mamy takich osobników z pochodzeniem ruskim,niemieckim,żydowskim,litewskim a nawet jedna sirota z czeskim,siąść i płakać czytając życiorysy
  • Gość: Kleofas IP: *.wroclaw.mm.pl 31.01.11, 15:06
    logiks
    dawniej mówiono wśród arystokracji,człowiek z pochodzeniem i to nobilitowało,teraz też mamy takich osobników z pochodzeniem ruskim,niemieckim,żydowskim,litewskim a nawet jedna sirota z czeskim,siąść i płakać czytając życiorysy



    nie ma to jak "prawdziwy polak" z genami spod Kilimandżaro
  • Gość: nikt IP: *.ip-point.pl 31.01.11, 14:11
    Kłania się Uniwersytet Warszawski - fabryka magistrów i wylęgarnia naukowców nierobów, których konspekty wykładów zżerają już kołatki. Są tu i profesorowie, którzy teoretycznie prowadzą zajęcia na warszawskiej uczelni, ale od lat nie byli w Polsce, gdyż np. wiedeńskie uczelnie płacą lepiej. Badań się nie prowadzi, ale pieniądze za nie bierze... Zatrudnia się niekompetentnych, ale swoich..., bo kolega, bo córka koleżanki, bo jego tatuś dużo może... Wiedza i zaangażowanie nie odgrywa żadnej roli. Tak, to słynny Uniwersytet Warszawski...
  • pfg 31.01.11, 15:49
    Czegoś nie rozumiem. Klaus Bachmann pisze

    jestem przeciwny zwiększeniu nakładów na naukę

    dwa zdania później zaś

    Profesorzy, adiunkci, administracja powinni dostać więcej środków - za konkretne wyniki. Za publikacje w renomowanych czasopismach naukowych, za książki dyskutowane też poza Polską, za wyniki badań, które inni mogą wdrożyć, za wysoki (i regularnie kontrolowany) poziom dydaktyki.

    Pomijam to, że pieniądze za dydaktykę to nie są pieniądze na naukę (tylko na szkolnictwo wyższe - wspólne ministerstwo, ale inna pozycja w budżecie), ale dostrzegam pewną sprzeczność: skoro nakłady na naukę nie mają być zwiększane, skąd ma się wziąć owe "więcej środków" za osiągnięcia? Stoliczku, nakryj się, czy też musimy komuś zabrać? A jeśli tak, to komu, w jakich proporcjach i wedle jakich kryteriów?
    --
    Twierdza konserwy polskiej fizyki
  • trzy.14 31.01.11, 16:51
    Odpowiadam: jeżeli reforma miałaby polegać tylko na dorzuceniu mamony do kociołka akademickiego, to akademicy te mamonę przetrawią i z wielką wprawą popartą wieloletnim doświadczeniem zamienią na g????.
    Reforma powinna polegać na zamrożeniu płac zasadniczych (skoro nie da się ich obniżyć) i kierowaniu podwyżek - poprzez system grantowy - do tych, którzy ich są warci, tzn. tych którzy pracują a nie pozorują.
  • Gość: Uhn IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 31.01.11, 16:56
    Trzeba oczywiscie przypomniec ze tzw.srodowisko akademickie poza kilkoma chlubnymi wyjatkami jak mur stanelo po stronie PO i SB gdy poszlo o lustracje.Przeprowadzenie takowej daloby wiele odpowiedzi i pomoglo zrozumiec zachowanie czlonkow "srodowiska". Jednak majac do czynienia z takim a nie innym elektoratem PO mozemy jedynie pomarzyc...;-)
  • Gość: Kleofas IP: *.wroclaw.mm.pl 31.01.11, 23:06
    Gość: Uhn
    Odpowiedz Trzeba oczywiscie przypomniec ze tzw.srodowisko akademickie poza kilkoma chlubnymi wyjatkami jak mur stanelo po stronie PO i SB gdy poszlo o lustracje.Przeprowadzenie takowej daloby wiele odpowiedzi i pomoglo zrozumiec zachowanie czlonkow "srodowiska". Jednak majac do czynienia z takim a nie innym elektoratem PO mozemy jedynie pomarzyc...;-)



    Nie żem elektorat PO, ale czy ty spełniłeś obowiązek i zlustrowałeś dziadka i tatula ?
  • pfg 31.01.11, 17:27
    trzy.14 napisał:

    > Reforma powinna polegać na zamrożeniu płac zasadniczych (skoro nie da się ich o
    > bniżyć) i kierowaniu podwyżek - poprzez system grantowy - do tych, którzy ich
    > są warci, tzn. tych którzy pracują a nie pozorują.

    Jestem jak najbardziej za, ale
    (i) nakłady na naukę to nie tylko (i nawet nie przede wszystkim) pensje, ale także wydatki na sprzęt, materiały, literaturę, komputery, opłaty konferencyjne etc etc; nie dajmy się wpuścić w kanał "naukowcom chodzi tylko o wynagrodzenia".
    (ii) to, co piszesz, jednak oznacza wzrost nakładów na naukę, wbrew temu, co zdaje się głosić Bachmann.
    --
    Troll z habilitacją
  • Gość: Zbigniew IP: *.dziennikarstwo.uni.wroc.pl 01.02.11, 15:54
    Jesteś nie na bieżąco. Płace zasadnicze są zamrożone od 4 lat :D
  • zdzislawmszulc 01.02.11, 01:20
    @pfg. Rzeczywiscie, Autor strasznie kreci oraz plata sie w koncowce tekstu. Przestraszyl sie czegos?

    Jestem przeciw (wzrost nakladow na nauke), a potem za (dla tych ,ktorzy cos pozytecznego/widocznego robia)? Dalej, prezentuje przeswiadczenie dla czarodzejskiej mocy sprawczej panstwa, ktore, jak widac po istniejacym stanie, nic wiekiego tu do ostnich lat nie czynilo…Placilo w niewybredny sposob, za to wszystko co sie produkowalo ( od ilosci oraz wg uznania, za stopien oraz tytul, i z tabelki).

    Przeciwnie, wiemy ze srodowisko akademickie na uczelniach nie mialo juz zaraz po1989r adekwatnego wplywu/ wladzy, przejelo inicjatywe, wykazalo dojrzalosc, swiadomosc, wiedze oraz mialo w reku strategie, aby wprowadzic takie lub inne dalekoidace reformy systemowe w zycie? Dopiero po wejsciu do EU sytuacja zaczela sie powoli zmieniac.

    Niemiej, byle ekipy ministerialne + Beton/sily zachowawcze sklecily sredniackie ustawy/rozwiazania pod siebie, takie, aby bylo jako tako, i to bez odpowiedzialnosc za cokolwiek, z obu stron?

    Podsumowujac, nie probuje On bronic srodowiska/tlumaczyc go,podac recepy uzdrowienia sytuacji na poziomie uczelni …w sytuacji gdy ktos, w sposob bezeremonialny, wykazal slabosci i konieczna potrzebe naprawy istniejacego stanu rzeczy od reki?

    Na przyklad, zle zarzadzanie, brak przejrzystosci w dzialaniu, nieprzestrzeganie prawa/procedur/zasad, brak kontroli na dole i z gory, dalo w efekcie zanik etyki pracy! A w konsekwencji upadek autorytetu oraz rozmijanie sie z misja szkoly wyzszej: solidnie ksztalcic, prowadzic badania na poziomie oraz wychowywac studenta pracujac z nim lub uczac go czesciej niz tylko w godzinach kontaktowych/na zajeciach…

    W wielu krajach uniwersytety robia to (tj spelniaj swoja misje) bez interwencji panstwa...

    Za duzo uwagi jest skierowane tu tam, gdzie nie lezy sedno problemow...
  • greges58 31.01.11, 20:17
    Ty jesteś nudniejszy niż " Kagan " ! ! !
    Ten, co to habilitacji zrobić nie może...

    ^ ^

    Grzesiek
    Prosty Magister ;)
  • kagan.blox 31.01.11, 21:35
    A po co Kaganowi habilitacja na Zachodzie?
  • greges58 01.02.11, 00:31
    Ale żyje w POLSCE !!!
    Ot, co...
    Mimo wszystko, pozdrawiam ^ ^

    Mgr Grzesiek ;)
  • badziewiak66 31.01.11, 20:33
    żadnej roli. Jak jesteś nietypowy , nie dajesz i nie bierzesz to cie zaraz prezes sądu rejonowego wciąga nie listę i jadą z tobą by cię wykończyć. Orzekają przeciwko tobie nawet gdy jest to totalnie bezprawne. To jest demokracja ? To gorzej niż w Egipcie !!!!
  • Gość: Popieram IP: *.internetia.net.pl 01.02.11, 01:47
    Strona wyraża poparcie dla żądania zmian w funkcjonowaniu Uniwersytetu Wrocławskiego, wyrażonego w liście Dr Andrzeja Dybczyńskiego. Uważamy, iż konieczne są zmiany w celu poprawienia kondycji naszej uczelni. Żądamy jasnego podziału obowiązków i kompetencji pracowników odpowiedzialnych za kierowanie Uniwersytetem na wszystkich jego szczeblach.
    Uważamy za konieczne stworzenie platformy, za pomocą której możliwy byłby otwarty dialog z władzami uczelni.
    Dyskusja już się rozpoczęła.

    www.facebook.com/profile.php?id=1686349356&ref=notif¬if_t=friend_confirmed#!/pages/Popieram-zadanie-zmian-na-Uniwersytecie-Wroclawskim/106037969473468?v=wall
  • ksks3 01.02.11, 09:21
    Stosunki przypominające zależności feudalne dotyczą wszystkich polskich uczelni. Student to chłop pańszczyźniany, niższa kadra naukowa jest w sytuacji niewiele lepszej. Tylko ten kto otarł się mocniej o zagraniczne uczelnie dostrzega piramidalny anachronizm naszego szkolnictwa wyższego. To, że do studenta mówi się "na pan" to za mało. Trzeba skończyć ze swoistą falą akademicką. Do habilitowanych musi dotrzeć ze studenci, asystenci i wszelki "drobiazg" akademicki to też ludzie.
  • tegepe 01.02.11, 10:35
    Co Ty bredzisz??? "Do habilitowanych musi dotrzeć ze studenci, asystenci i wszelki "drobiazg" akademicki to też ludzie:. Może w jakimś zapyziałym ośrodku akademickim panują takie stosunki, ale na pewno nie w dużych uniwersytetach.
  • tegepe 01.02.11, 10:29
    Panie Bachmann, Pańskie opinie na temat polskiego szkolnictwa wyższego proszę zachować dla czytelników niemieckich, dla których Pan pisze. Jest Pan gościem w naszym kraju, nawet jeżeli ma Pan polską żonę. Nie zna Pan specyfiki polskiego środowiska akademickiego i proszę się o nim nie wypowiadać. Za krótko Pan pracuje na uczelni i proszę nie pisać, że cokolwiek Pan tutaj budował. A pisanie, że zwiększanie nakładów na szkolnictwo wyższe nie ma sensu, jest szczytem niekompetencji w sprawach, o których się Pan wypowiada. Jest Pan żałosny.
  • Gość: gość IP: *.pl 01.02.11, 11:14
    Nie ważne kim jest z pochodzenia jeśli mówi prawdę!!!! A niestety to co piszę, to prawda :( Jestem doktorantem na Uniwersytecie Szczecińskim i doskonale widzę także to jak to u nas działa. Nazwiska i imienia nie ujawnię, bo mnie później jeszcze ktoś zgnoi (chłopi pańszczyźniani nie powinni się wychylać) mimo, że w sumie mógłbym (moje główne źródło dochodów jest poza uczelnią). Ten tekst o Uniwersytecie Wrocławskim dr Dybczyńskiego to coś z czego możecie być dumni. Także z tekstu prof. Bachmanna. To jest sensowna krytyka, którą światli ludzie zrozumieją. A nie próbować zamiatać sprawy pod dywan jak z prorektorem Akademii Medycznej... przecież system na uczelniach w Polsce sprzyja takim chorym sytuacją i dobrze, że ktoś to opisał!!!!! Ja bym łączył obie sprawy. Jedną na plus (Bachmann, Dybczyński) jedną na minus (Jędrzejczak czy jak mu tam). W którą stronę chcecie aby polska nauka poszła? Krętactwa czy rozwoju?
  • tegepe 01.02.11, 10:45
    No i bardzo dobrze, zostań tam, gdzie Ci jest lepiej. Krzyżyk na drogę!!!
  • janusz.moszumanski 01.02.11, 14:49
    To nie jest wcale "przepaść klasowa". W średniowieczu "zwykły lud" nie mógł zostać szlachtą. natomiast każdy doktor może zostać doktorem habilitowanym. Potrzebny jest tylko talent, praca i jeszcze raz praca a także pewne dodatnie walory charakteru (niekonfliktowość, lojalność, uczciwość zawodowa, koncyliacyjność, ipt.). To chyba podstawowy mankament rozumowania Pana Bachmanna.

    Poziom w naukach humanistycznych i społecznych jest niski głównie z uwagi na olbrzymią inflację różnych pseudo uczelni, gdzie najłatwiej jest produkować tylko "humanistów" (niskie koszty wyprodukowania takich "fachowców" - wystarczy jakaś sala, krzesło, biurko, kreda, tablica, kilka gazet, parę książek i pożółkłe ze starości notatki).
    Efekt tego jest taki, że mamy w Polsce najwyższy na świecie odsetek absolwentów (specjalistów) "marketingu i zarządzania" oraz "politologii". Oczywiście przy tak przemysłowym produkowaniu absolwentów tych kierunków poziom musi być niski. Dochodzi do tego dzielenie obowiązków naukowych i dydaktycznych pracowników uniwersytetów pomiędzy macierzystą uczelnie a prywatną szkołę-fabrykę. Efekt jest taki, że pracownicy naukowi uniwersytetów drastycznie obniżają swój poziom naukowy i dydaktyczny (brak czasu na samoedukację, kreatywność, pisanie prac naukowych).
    Oczywiście mógł by ten proces skutecznie kontrolować i wymuszać określone standardy naukowe samorząd uczonych (rady wydziałów, rady naukowe instytutów), tylko z niezrozumiałych powodów tego nie robi.

    Druga sprawa dotyczy struktury hierarchicznej uczelni. Sądzę, że na uniwersytetach jest zupełnie jasna i czytelna formalna hierarchia. Wyznaczają ją tytułu naukowe, stopnie naukowe oraz funkcje i stanowiska. Od administracji publicznej (miałem okazję pracować jako burmistrz w administracji samorządowej) odróżnia uniwersytety znacznie mniejszy stopień zbiurokratyzowania, znacznie mniejsza podległość służbowa, większa swoboda twórcza, więcej czasu wolnego, który niestety nie wszyscy potrafią racjonalnie zagospodarować.
    Stąd się właśnie biorą takie pozornie rewolucyjne teksty 38-letnich mocno sfrustrowanych doktorów, którzy w normalnych warunkach powinni zostać wyrotowani z powodu nie zrobienia w terminie habilitacji. Powinno to nastąpić po to, żeby zrobić miejsce młodym świetnie zapowiadającym się doktorantom lub doktorom, znającym biegle kilka języków, posiadających świetnie opanowany aparat logiczno-matematyczny (potrafiących modelować zjawiska społeczne).
    Brak drożności kadry naukowej i naturalnej selekcji pozytywnej powoduje że bezpowrotnie tracimy świetnych młodych doktorów, dla których nie ma miejsca na uczelni. Nie stać nas na takie marnotrawstwo.
    Jest to moim zdaniem główna przyczyna słabych osiągnięć naukowych naszych uczelni, zwłaszcza w odniesieniu do nauk społecznych a politologii w szczególności.
    Często jadąc rano autobusem w Krakowie przysłuchuję się rozmowom studentów politologii jadących autobusem 409 na zajęcia dydaktyczne. Z rozmów tych wynika, że istotą ich studiów jest czytanie gazet i dywagacje plotkarskie o tym co w tych gazetach przeczytali. Słucham tych opowieści ze zdumieniem, że w ogóle coś takiego można w ogóle studiować a zwłaszcza liczyć po skończeniu takich studiów na świetnie płatną pracę!
    W Krakowie staje się regułą, że absolwenci z tytułem magistra humanistyki lub nauk społecznych, zapisują się do pomaturalnych techników zawodowych, żeby zdobyć zawód, który umożliwi im podjęcie pracy zawodowej.

    Pozdrawiam, Janusz Moszumański, Kraków.
  • janusz.moszumanski 01.02.11, 15:09
    Zupełnie nie widzę logiki w negatywnej ocenie przez pana Bachmanna faktu, że np. dyrektor Centrum Willego Brandta zatrudniał jako pracownika naukowo-dydaktycznego, kogoś kto pełnił jednocześnie funkcję prorektora uniwersytetu.
    Co innego funkcja administracyjna w uczelni, a co innego status naukowy pracownika i wynikające z niego obowiązki naukowo dydaktyczne.
    Gdy kiedyś pracowałem w Politechnice Wrocławskiej, to moim szefem Zakładu był docent, który pełnił jednocześnie funkcję prorektora Politechniki Wrocławskiej. Z kolei dyrektorem Instytutu był inny docent. Mój szef - prorektor, w sprawach naukowych Instytutu podlegał władzy i decyzjom dyrektora Instytutu, z kolei dyrektor Instytutu w sprawach rektorskich (uczelnianych) podlegał decyzjom mojego szefa.
    Nigdy nie zauważyłem najmniejszego problemu w funkcjonowaniu Instytutu. Było to panie Bachmann nie tylko "do wyobrażenia" ale nie rodziło nigdy nawet najmniejszego "braku odpowiedzialności".
    Należy po prostu rozróżniać funkcje dziekańskie od funkcji naukowych w Instytutach i katedrach. Nie rodzą one żadnych sprzeczności a bardzo często się krzyżują. Bycie prorektorem nie zwalnia nikogo z odpowiedzialności w strukturach naukowych Instytutu czy katedry.
    Być może, że pan Bachmann myli po prostu struktury istniejące od dziesięcioleci w instytucjach naukowych z ... wojskiem, gdzie liczy się tylko jednowymiarowa podległość służbowa.
    Tymczasem są to po prostu dwa różne obszary hierarchii zawodowej i kariery zawodowej w instytucjach naukowych.
    Kiedyś w Prusach cesarskich za rządów kanclerza Bismarcka był na uczelniach niemieckich taki tytuł "geheimrats" (tajny radca), który w zasadzie nie mieścił się w strukturach hierarchicznych.
    Nie sądzę by do takiego tytułu można było powrócić w obecnej zdemokratyzowanej nauce.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.