• drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
Dodaj do ulubionych

prawda o schronisku dla zwierzat we wroclawiu

  • 29.05.11, 23:14
    dlaczego ludzie boja sie mowić, czy rządząca ponad 20 lat pani Z.B. trzyma urzednikow w kieszeni ? dlaczego wrocław milczy w tej sprawie, kto stanie w obronie zwierzat.
    tu link do calosci artykułu www.forum-bedzin.pl/viewtopic.php?p=16366&sid=adab2190d23d25b363b44ea909092596

    schronisko Wrocław, do niedawna gloryfikowane, świecznik polskich schronisk.

    Jak psu micha.
    Okazuje się, że w Polsce można bez najmniejszych wyrzutów
    sumienia okraść wszystkich i wszystko. Nawet wynędzniałe, bezpańskie psy w
    biednym schronisku.

    Stolica województwa dolnośląskiego może się pochwalić bardzo nowoczesnym,
    czystym i bogatym jak na polskie warunki schroniskiem dla bezdomnych
    zwierząt. Rozciągający się na 6 hektarach przytułek dla naszych braci
    mniejszych jest prawdziwym ewenementem na mapie kraju. Wielu sponsorów, w
    tym z Niemiec hojnie pomaga, wysyłając na przykład tony markowej karmy dla
    schroniskowych czworonogów. Tak przynajmniej darczyńcom się wydaje.
    Pani Irena H. (nazwisko do wiadomości redakcji) pracowała w schronisku
    prawie 15 lat. Zaczęła w 1993 roku, bo kocha zwierzęta i bardzo chciała się
    nimi zajmować. Była tzw. referentem do spraw obrotu zwierzętami, czyli
    prowadziła przyjmowanie i wydawanie zwierząt, opiekowała się również kotami
    i psami po sterylizacji i innych zabiegach. Jej opowieść (dokładny zapis z
    dyktafonu) jest szokująca
    - Gdy tylko zaczęłam pracę, to zostałam poinformowana przez panią dyrektor
    Z.B. żeby nie spoufalać się z pracownikami, bo tu wszyscy kradną, a
    jej mąż ma tak niewdzięczną funkcję, że musi pilnować żeby tego nie robili.
    Faktycznie traktował ludzi z dystansem, a dyrektorka potrafiła wzbudzać tak
    wielkie zaufanie, że bez wahania uwierzyłam w jej zapewnienia. Pracowałam w
    tej nieświadomości kilka lat. Pewnego W razu zaprowadzałam suczkę do boksu
    obok kuchni, gdzie przebywał mąż pani dyrektor. . Stałam przy tym boksie i pilnowałam, żeby tej
    suczki inne psy nie pogryzły. Wtedy zauważyłam jak podjechał samochód, który
    zawsze dowoził mięso dla naszych zwierząt. Oczywiście trudno było to nazwać
    mięsem, bo to z reguły były zalane wodą, zamrożone i zmielone wcześniej
    płuca. W momencie kiedy to wyładowali zobaczyłam jak mąż dyrektorki – J.W. pakuje naszą najlepszą karmę taką jak "Royal" do tego wozu. Byłam w
    szoku. Opowiedziałam o tym koledze z pracy, który działał w związkach
    zawodowych, a on mnie wyśmiał. Dziwił się, że dopiero teraz zauważyłam.
    Zaczęłam baczniej wszystkiemu się przyglądać. Okazało się, że bardzo często
    J.W. i jego koledzy wyjeżdżali załadowanymi po brzegi naszą karmą
    samochodami w siną dal. Mieli obowiązek zapisywania wyjazdów w zeszycie
    interwencyjnym, ale tego nie robili. Po prostu bardzo droga karma "Royal"
    wyjeżdżała w biały dzień poza schronisko, a było jej naprawdę dużo. Jednego
    razu na przykład dostaliśmy za darmo jakieś 8 ton. Wywieźli tego wiele
    taczek.
    ***
    Gdy mąż dyrektor schroniska zorientował się, że nasza rozmówczyni widziała
    jak wywoził z magazynu worki z karmą nie próbował niczego tłumaczyć, wręcz
    odwrotnie:
    - "Ty kur..., ty szmato jedna. Wypie...j stąd. Ja cię zrównam z ziemią".
    Takimi epitetami zwracał się do mnie gdy pewnego dnia przyłapałam go na
    kradzieży. Dobrze, że wówczas w porę przyszła moja koleżanka, bo pewnie by
    mnie uderzył. Poszłam do dyrektorki, czyli jego żony, na skargę. Nic nie
    wskórałam. Przeciwnie, coraz częściej słyszałam: "Ja cię kur... załatwię".
    Notorycznie miałam przebijane opony w samochodzie, całą karoserię zalaną
    klejem budowlanym. To się zdarzało bardzo często, a ja nie mogłam przyłapać
    tego łobuza na gorącym uczynku. Śmiał mi się tylko w twarz i pytał czy "Co,
    złapałaś mnie kiedyś za rękę?".
    W końcu zdesperowana Irena poszła do prawnika. Chciała oskarżyć prześladowcę
    o mobbing, ale w końcu nie zrobiła tego, bo dyrektorskie małżeństwo
    obiecywało, że to się już nigdy nie powtórzy. Ale się powtarzało.
    Irena H. za swoją wścibskość płaciła wysoką cenę. Okradano ją z firmowych
    dokumentów, zarzucano kradzież, przywłaszczanie schroniskowych pieniędzy
    itd. Wszystko po to, aby poszła sobie ze schroniska do diabła i nie
    przeszkadzała w interesie. A ona się zawzięła. Inni świadkowie, z którymi
    rozmawialiśmy w pełni potwierdzają relacje naszej rozmówczyni i zgodnie
    twierdzą, że wywożenie najlepszej karmy, której jedno opakowanie kosztowało
    150 i więcej złotych, było w schronisku normą. Zwierzęta zamiast
    wysokogatunkowego jedzenia dostawały bardzo złej jakości odpady mięsne, a
    raczej śmierdzącą, gnijącą breję, która nie nadawała się do niczego. Jedna z
    pracowniczek schroniska opowiada:

    - Przyjęłam kiedyś darowiznę. Siedem piętnastokilowych worków schowałam do
    magazynu. To nie była polska karma, tylko bardzo droga niemiecka i
    kanadyjska. Śmiałam się sarkastycznie z kolegą, że pewnie niedługo ktoś to
    zabierze. Nie musieliśmy długo czekać, bo już na następny dzień karma
    znikła.
    Inna wolontariuszka, która od lat pracuje we wrocławskim schronisku też
    niejedno widziała:
    - Wiele razy obserwowałam jak przywozili nową karmę z darowizn, a na drugi
    dzień kiedy chciałam nią nakarmić psy, którymi się opiekowałam już jej nie
    było. W zamian dostawały breję, którą do misek nakładano łopatami, bo nawet
    przelać się tego nie dało. To były skisłe kasze, makarony i jakieś zielone
    kawałki parówek. To wszystko aż bulgotało, syczało i pieniło się. Suczki po
    zabiegach sterylizacyjnych musza dostawać lepsze jedzenie, bo są na diecie.
    Poszłam do magazyniera i poprosiłam o tą dobrą suchą karmę, która przyszła z
    zagranicy, w odpowiedzi usłyszałam, że się "wpie...m" w nieswoje sprawy.
    ***
    Ta breja, którą gotowali w kotle, przechodziła ludzkie pojęcie - snuje swoją
    opowieść Irena - To było coś okropnego. W kuchni tak potwornie śmierdziało,
    że nie można było wytrzymać. Psy bez przerwy miały po tym ohydztwie
    biegunkę, nierzadko z krwią. Poszłam do dyrektorki i opowiedziałam jej co
    się dzieje. Mówiłam, że boksy są całe w cieknących kupach biegunki. Poszła
    sprawdzić i stwierdziła, że to dobre mięso, i tylko. z wierzchu zielone a w
    środku jest czerwone. Ręce mi opadły. Przecież musiała widzieć te muchy,
    które w tym kotle składały już jaja. Jednak miliony much i smród nie zrobiły
    na niej wrażenia.
    ***
    Docieramy do kolejnych świadków. Opowiadają, jak wojsko oddawało schronisku
    część swoich zapasów konserw, bo co trzy lata mieli obowiązek wymienić je na
    nowe.
    - Dostawaliśmy od nich naprawdę tego bardzo dużo. Pewnego razu przyjechał
    do schroniska olbrzymi transport tych konserw. Pielęgniarze i wolontariusze
    już na drugi dzień chcieli wziąć trochę dla młodych piesków, ale spóźnili
    się. Cały, dosłownie cały transport zniknął.
    ***

    Pani Irena w końcu powiedziała dość i zażądała znakowania opakowań karmy.
    Zarząd schroniska ją wyśmiał, więc sama zaczęła zaznaczać długopisem
    niektóre opakowania. Dobrze wiedziała, gdzie należy szukać karmy z darowizn.
    Na jednym z wrocławskich targowisk znalazła oznakowane przez siebie
    opakowania. Sprzedawał je. pracownik schroniska. Zadzwoniła na policję a
    równolegle poprosiła koleżankę, żeby spróbowała zakupić kradziony towar. Nie
    było z tym problemu, więc po kilku chwilach sprzedający został aresztowany.
    Ale policji powiedział, że kupił ją od bezdomnego, który pewnie ją kradnie.
    Uwierzyli! I sprawa rozeszła się po kościach.
    - Prokuratura również niewiele zdziałała i umorzyła śledztwo, bo kradzież
    nie przekroczyła 250 zł. Więc niska szkodliwość itd. - mówi Irena.
    ***
    Wrocławskie schronisko podlega pod Towarzystwo Opieki nad Zwierzętami.
    Jednak nie dolnośląski TOZ, a warszawski zajmuje się sprawami placówki.
    Dlaczego tak jest?
    Edytor zaawansowany
    • Gość: kret IP: *.play-internet.pl 30.05.11, 23:53
      moze wreszcie ruszą ten komunistyczny obelisk i w nowym schronisku zapanuje nowy ład a nie stary syf
      • 24.03.14, 06:58
        Obawiam się że nie. UWAGA ! NEWS. Kierownictwo schroniska wpadło na genialny pomysł. Chcąc rozlozyc parasol ochronny na swoją niecna działalność wkupilo się w laski wrocławskich prawnikow przy Okręgówej Radzie Adwokackiej zrzeszajacej się pod nazwą Koło Przyjaciół Czworonogow które postanowiło pomagac schronisku pod względem prawnym, rzeczowym, finansowym i adopcyjnym !!! Odsylam wszystkich zbulwersowanych do zapóznania się z tym tematem i wyrażania swoich opinii. Wszystkim sprzymierzencom skandalicznych działań personelu schroniska powiedzmy zdecydowane NIE !!!!!!!!!
    • 31.05.11, 06:08
      schroniskowych weterynarzy...

      Kilkakrotnie byłem świadkiem, gdy właściciel psa czy kota, urządzał awantury, że w normalnie działającej lecznicy ceny są makabrycznie wysokie... Tyle, że lecznice działają w "oparciu" o wolny rynek- płacą czynsz, kupują leki i materiały. Doktor R. nie tylko korzysta darmowo z wyposażenia schroniska, ale klientów/pacjentów "z miasta" leczy darmowymi-przeznaczonymi dla schroniska lekami. Nie wystawia przy okazji ani paragonu ani innego zaświadczenia... Nie chcę myśleć, gdzie chowa pieniądze z zabiegów.


      --
      To jest mój kraj,bo tu się urodziłem i tutaj pewnie umrę.
      Ale dlaczego mam się cieszyć z tego, że ...
      To jest mój kraj, bo tu się urodziłem i tutaj pewnie umrę.
      • Gość: ktoś IP: *.Martel.Biz 31.05.11, 08:38
        To co przeczytałam to skandal, nie zdawałam sobie sprawy że można ktos kto się zwie człowiekiem, może okradać te biedne i tak juz doświadczone przez los zwierzaki.
        Mnie zbulwersowała jeszcze jedna sprawa dotycząca weterynarzy w schronisku. W styczniu zgarnełam z ulicy potrąconego psa, ktoś go zostawił żeby nastepny samochód dokończył robotę:/. zapakowałam do samochodu i zawiozłam do schroniska, było to ok godziny 20. na moje pytanie czy mogę zostać i poczekac aż lekarz zbada psa, zdiwiony wolontariusz powiedział, że owszem mogę, ale to troche potrwa bo weterynarz jest tylko do 17. Przeciez tam jest pełno zwierząt, trafiaja tam psy z wypadków i co mają czekać nawet na to żeby ktoś im ulżył w cierpieniu całą noc. jak dla mnie niedopuszczalne żeby nie było tam weterynarza na dyżurze całą dobe.
        • Gość: judyta IP: *.wroclaw.vectranet.pl 31.05.11, 09:32
          Tego nawet czytać nie można bez emocji. Dlaczego jest przyzwolenie na taki proceder?
          Ja bym tych pseudo-ludzi zmieliła i rzuciła na pożarcie!!!
          • Gość: Jak rozwiązywać ko IP: *.ssp.dialog.net.pl 04.06.11, 08:03
            Zjawisko okropne, nie mogę uwierzyć. Czy złożono doniesienie do prokuratury? Jeżeli ze schroniska kradnie się karmę na na taką skale, to już kryminał. Nie można dać rady kryminalistom? Skandal. Jeżeli będziemy się godzić na takie przestępstwa, to niedługo będą ludzi okradać w biały dzień.
      • 17.03.14, 12:16
        pan Rak w ogóle nie leczy zwierząt schroniskowych tylko prywatne i robi tak jak wyżej.Znam to z autopsji gdyż pomagałam przy zwierzętach i mam na to dowody że wydawano chore zwierzaki
      • 23.03.14, 15:47
        Nie tylko zarabiaja na sprzedaży leków,szczepion karmy ale także na handlu rasowymi psami które trafiaja do schroniska /procederem tym zajmowała się Lidia S na targowisku przy dworcu swiebodzkim/.
    • Gość: miastowa IP: *.dynamic.gprs.plus.pl 01.06.11, 19:21
      A gdzie są władze miasta utrzymujące z naszych podatków ten przybytek grozy i rozpaczy, czyżby nie wiedziały co się w nim dzieje? Trudno w to uwierzyć, bo przecież od dawna i wielokrotnie pisano o tym w lokalnych i krajowych gazetach no i każdy, kto choć trochę interesuje się losem zwierząt w schronie, dobrze wie jakie panują w nim "porządki", jak są karmione zwierzęta, jak leczone, jak traktowane, jakie funkcjonują tam układy. Dlaczego np. zgadzają się (te władze) na uprawianie nepotyzmu: pielęgniarz i kierowca w jednej osobie od niepamiętnych czasów podlega służbowo swojej żonie dyrektorce schroniska Z.B. Albo na to, że lekarze schroniskowi prowadzą prywatne praktyki w ambulatorium schron., więc jak się rozliczają z leków, materiałów, sprzętu, godzin pracy, etyki.
      A spróbuj zadzwonić w nocy żeby poratować np. potrąconego zwierzaka, to lepiej od razu zawież go na własny koszt do jakiejś lecznicy, bo nawet do rana nikt nie odbierze twojego telefonu. Podobnie w ciągu dnia- musisz mieć bardzo dużo czasu i anielską cierpliwość żeby doczekać się, aż ktoś po 2-giej stronie kabla raczy się odezwać.
      Pytam się również co robi tzw.Towarzystwo Opieki na Zwierzętami, najlepiej zorientowane w tej demonicznej sytuacji. Przecież z racji swojej roli powinno odważnie i skutecznie bronić dobra zwierząt, a nie tchórzliwie milczeć, ukrywać i akceptować ich koszmar.
      • Gość: kirkor IP: *.play-internet.pl 03.06.11, 21:47
        w nowym schronisku budynki piekne, jeszcze...
        zwierzeta nadal sie nie licza, ale mozna przeciez niezly biznes na nich zrobic.
        co sie dzieje z karma z darow to juz wiadomo.
        gdzie ida pieniadze z puszek TOZ ? kto ma nad tym kontrole, dlaczego jesli miasto wydaje rocznie tyle pieniedzy na utrzymanie schroniska + dary zwierzeta dostaja tylko pomyje. smierdzace mieso jest gotowane przez dwa dni, pies glodny jeszcze to zje ale kot juz ma problem.
        czy ktos wogle to kontroluje ? zaglada psom do misek, kotom do klatek czy licza sie tylko cyferki na papierze i wypita kawa z pania kierownik. kto nie ma serca to wiemy ale dlaczego sie na to pozwala ? ! wszystko wyglada ładnie tylko z zewnątrz, zapraszamy do środka !
        • Gość: ada IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.06.11, 12:16
          A ja słyszałam, że w schronisku usypiają wiele zwierząt bez wyraźnej potrzeby. A kolega mówił mi, że oddał do sterylizacji dwie podwórkowe kotki, zupełnie zdrowe, a potem mu powiedzieli, jak chciał odebrać, że nie przetrzymały zabiegu?! Ja też zajmuję się sterylizacją i w głowie coś takiego mi się nie mieści!
          • 22.03.14, 10:25
            To prawda, co pewien czas robią "czystke" aby zwolnic miejsca dla nowo przybyłych i usypiaja stare i chore, a na codzien same sie wykanczaja, gdyż mieszane są chore ze zdrowymi i po krótkim czasie same padaja/ oszczednosc Morbotalu /.
    • Gość: gość IP: *.centertel.pl 22.04.13, 22:07
      czy coś się zmieniło od tego momentu we Wrocławskim schronisku?
      • Gość: ja IP: *.189.44.226.atman.pl 25.10.13, 11:19
        Nie, nic się nie zmieniło.
        • 27.10.13, 10:00
          24 marca musiałam zdecydować się na uśpienie mojego psa (nowotwór nerek). Zawsze bałam sie, co stanie się z nim, gdyby mnie zabrakło, nie myślałam natomiast, co będzie ze mną, gdy zabraknie jego. Po powrocie z lecznicy przyrzekłam sobie, że nigdy więcej żadnego zwierzaka, bo po raz drugi nie przeżyję rozstania. Ten dzień był dla mnie bardzo ciężki, nie wytrzymywałam w domu, uciekałam pod byle pretekstem. Mówi się, że gdy odchodzi kochany pies cząstka jego duszy zostaje z właścicielem i chyba ta cząstka kazała mi w następnym dniu zajrzeć na strony adopcyjne wrocławskiego schroniska. Wśród wystawionych do adopcji piesków zobaczyłam zdjęcie malutkiego psiego nieszczęścia. Psina stała pod płotkiem, miała wielkie, smutne oczy i w tym momencie wiedziałam, że on czeka na mnie i na mój dom. 27 marca jechaliśmy całą rodziną do schroniska. Pierwsze zaskoczenie to kompletna pustka na ogromnym terenie otaczającym schronisko, a przecież wyobrażałam sobie, że na tym terenie wolontariusze będą spacerować z psami, uczyć je, poznawać i przygotowywać do adopcji. W biurze podałam numer pieska i po chwili na postronku przyprowadzono przerażoną psinkę. Ponieważ 24-go przekazaliśmy do schroniska obróżki, smyczki, odżywki, szczotki, kosmetyki, koce i kocyki zapytałam, dlaczego taki mały piesek prowadzony jest na tak grubym sznurze? Pytanie przeleciało mimo uszu, a mnie polecono wziąć pieska na spacer. Maleństwo było tak przerażone, że rozpłakałam się. Aha, zrobił paskudną, czerwoną kupę i już wiadome było, że pieski na pewno nie są karmione (jak powiedziały panie w biurze) ryżem, kaszą, kluseczkami i mięsem. Zapytałam panie, co mogą mi powiedzieć o piesku, czy lubi ludzi, jak zachowuje się przy dzieciach, jak zareaguje, gdy dotknę jego miski itd. Panie nie umiały mi nic odpowiedzieć i pouczyły mnie, że to muszę zaobserwować sama (!). Jak można wystawić psa do adopcji i nie znać tych podstawowych spraw? Przywieźliśmy to psie przerażenie do domu, po drodze wstąpiliśmy do lecznicy, bo okazało się, że cierpi na tzw. kichanie wsteczne. Zastosowane leczenie dało wyniki, a odpowiednie żywienie (gotowane) zlikwidowało dolegliwości jelitowe. Długo czekałam, by piesek się otworzył, by nabrał zaufania i pewności, że już nigdy nic złego nie wydarzy się w jego życiu i to udało mi się osiągnąć. Nadal jednak piesek bardzo boi się mężczyzn, tak bardzo, że staje się wobec nich agresywny, choć już rzadziej niż na początku. Na widok mężczyzn ubranych na czarno pies prawie czołga się i omija ich dużym łukiem. W schronisku czarne ubrania noszą ochroniarze. To tylko takie skojarzenie, ale może nie pozbawione sensu. Do schroniska jechaliśmy z mocnym postanowieniem przekazania 1% , ale szybko wyleczylismy się z tego szlachetnego porywu. Pod artykułem znalazłam wiele poruszających komentarzy. Mam apel - Ludzie! Nie kupujcie psów! Pomóżcie tym, które są i w makabrycznych warunkach, niekochane, odtrącane, nikomu niepotrzebne każdego dnia czekają na zmianę swego losu. Adoptujcie psa, kota, bo tylko Wy możecie wynagrodzić wszystkie krzywdy, jakie tym zwierzakom wyrządził ich "brat starszy" I jeszcze jedno - wszystkie moje psy razem wzięte nie kochały mnie tak, jak ten adoptowany mój Fox 2. Pozdrawiam wszystkich zwierzolubów.
          • Gość: bdomanska4 IP: *.internetunion.pl 06.01.14, 16:26
            Czy nie ma sposobu by wyrzucić na pysk takie hieny bo to nie można powiedzieć że tam pracują ludzie . Wyrzucić panią dyrektor i jej chamskiego męża na bruk pozbawić pracy zresztą kto na taki układ pozwolił zależność zawodowa męża od żony niezłe lody kręcić mogą kosztem zwierząt czy nasze władze tego nie widzi raczej im tak wygonie nie widzieć normalka . A może oni maja przyzwolenie a urzędnicy maja jeszcze z tego dodatkowa kasę w tym kraju wszystko możliwe kasa zabija w nas ludzkie odruchy nic się nie liczy tylko mamona. Może o to tez chodzi nie o zwierzęta tylko cholerne pieniądze które zasłaniają ludzkie oczy i zamykają serce na cierpienie tych istot może należy tez z grona Pana Dutkiewicza kogoś zwolnic za łapówkarstwo pozwalniać drani, gnidy niech sami po żyją w takich warunkach szmaciarze bo jak czytałam wszystkie posty to kroiła bym tą panią dyrektor i jej męża po kawałku i soliła żeby cierpieli jak te biedne bezbronne istoty. Niech zatrudnią ludzi z sercem na to stanowisko kogoś komu zależy na tych zwierzętach a nie na odbieraniu jedzenia zwierzakom dla własnych zysków. Tu trzeba LUDZI a nie bestii żeby pomoc tym zwierzę tą. Niech nasze cholerne władze coś z tym zrobią niech rusza dupy z za biurek i pojada zobaczyć jakim bestia płaca pensje z naszych podatków i niech coś zmienia żeby zwierzęta nie były tak traktowane. Czy nie ma nikogo w tej zafajdanej Polsce żeby władze biorące kasę nie zrobiły nic dla tych zwierzaków czy wszyscy urzędnicy to bezduszne dranie liczące tylko na kasę i łapówki dla wyciszenia spaw. Czy na tym cholernym świecie nie ma nikogo komu by leżało na sercu dobro zwierząt widzę ze zanika w społeczeństwie człowieczeństwo mamy tylko kult pieniądza ocknijcie się wszyscy a zwłaszcza ci rządzący i zacznijcie myśleć nie tylko o sobie ale o zwierzakach które kochają nas miłością bezwarunkowa a jak nie umiecie z tym sobie poradzić to może warto się zastanowić nad zrezygnowaniem i oddaniem władzy ludzią którym leży los zwierząt. Władza to nie maszynka do robienia łatwych pieniędzy tylko do działania i zrobienia czegoś pożytecznego nie tylko dla siebie pomyślcie żeby zrobić porządek i wyrzucić na zbity pysk panią dyrektor bestie i jej zafajdanego mężulka hieny krzywdzące zwierzęta i kradnące im jedzenie dla kasy tak nie robią ludzie tylko hieny
            • Gość: konrad IP: *.adsl.inetia.pl 06.01.14, 17:19
              Ależ zadanie własne gminy to znakomita okazja do kręcenia lodów.
              Można męża po flaszke wysłać a dojazd rozpisać jako interwencję do potrąconego psiaka który był się i zmył.
              Tak działa to wszędzie bo ja akurat Wrocławia na oczy nie widziałem.
              Tylko przypisanie psa do konkretnej osoby zwanej WŁAŚCICIELEM może miskodawce zmobilizować do nadzoru nad swoją chwilową fanaberią jaką dla wielu jest pies.
              Wystarczy sejmowa ustawa nakazująca czipowanie psów i ewidencja centralna tak jak się to czyni z świniami , krowami i czy kozami.
              no tak ale są dwa problemy---
              po pierwsze pies zaczął by kosztować
              no i urwało by się kręcenie lodów przez osoby najkrzywdzie psiaków.głośniej gardłujące o
              • 09.01.14, 11:48
                Niedługo zacznie się przekazywanie 1% podatku, może dziennikarze wyborczej przyjrzeliby się wrocławskiemu schronisku? Bo może lepiej ten 1% oddać jakiejś fundacji prozwierzęcej, a nie wspierać sobiepaństwo?
                Może wolontariusze pracujący w schronie coś opowiedzą? Jaka jest prawda?
                • Gość: konrad IP: *.adsl.inetia.pl 10.01.14, 07:25
                  W większości ośrodków grupa trzymająca władze to ekolog ,biurwa i pismak.
    • Gość: wtajemniczona IP: *.play-internet.pl 18.03.14, 10:31
      Ano dlatego, że gł toż w polsce jest jednostką nadrzedna i ma nadzor nad schroniskiem we wrocławiu. Stąd wynika że p. dyr białoszewska i wet nowak kontroluja się sami, gdyż są członkami zarządu głównego toż w warszawie. Ba mało tego, p. Z B założyła przy schronisku stowarzyszenie pro zwierzęce, co robi z datkami i darami? To samo co zwykle? Założyła również związek zawodowy któremu szefuje, więc jest nie do ruszenia. Miasto również akceptuje taki stan, dlaczego? - powiem innym razem.
      • Gość: konrad IP: *.adsl.inetia.pl 18.03.14, 17:53
        Każde miasto chce mieć spokój medialny ---nikt nie chce bowiem być posądzonym że nie lubi piesków.
        Więc układ trzymający władze czyli ekolog, biurwa i pismak po uszy umaczani są w tzw, zadaniu własnym gminy..............
    • 20.03.14, 12:04
      Chciałem na rzecz schroniska przeznaczyć swój 1%,ale po tym,czego dowiedziałem po przeczytaniu tego wątku ,chyba tego nie zrobię !
    • Gość: asdf IP: *.ii.uni.wroc.pl 24.07.14, 17:37
      Schronisko powinno zmienić nazwę, bo nie jest dla zwierząt żadnym schronieniem, skoro z taką szybkością pozbywa się zwierząt: koty znikają w ciągu 2 tygodni, usypiane są całe mioty 2-3 miesięcznych kociąt, które nie widnieją w żadnej ewidencji, starsze - z powodu depresji. Pytanie: jak weterynarz może stwierdzić depresję u kota, który ma apetyt, jest wychudzony, bo na schroniskowym żarciu prosto z najtańszego supermarketu zdrowy też się rozchoruje i długo nie pożyje. I taki kot usypiany jest tylko dlatego, że jest smutny i siedzi w kącie.
      Zwierzę to towar dla tych ludzi - nie schodzi, to się go trzeba pozbyć. Po co starać się o znalezienie domu, skoro zastrzyk jest tańszy, mniej pracochłonny i czasochłonny. Po co leczyć, opiekować się, karmić, to kosztuje i denerwuje. Zastrzyk - to jest wyjście. Trzeba się uczyć od lepszych - dr Mengele górą.
    • Gość: wr IP: 194.181.155.* 02.01.15, 14:20
      Nie wiem, co te biedne zwierzęta tam jedzą, ale wiem, co o schronisku mówią wrocławscy weterynarze i sama się ostatnio przekonałam, jak ich adopcje wyglądają. Oni wydają chore i zarobaczone zwierzęta do adopcji jako zdrowe, mają burdel w dokumentacji, weterynarz wiecznie się spieszy (o ile w ogóle jest w gabinecie) i nawet nie przyjrzy się zwierzakowi dokładnie. Według książeczki zdrowia zwierzęta są niedoszczepione i źle odrobaczane (jedna dawka odrobaczenia to za mało, to trzeba powtarzać wg harmonogramu, a tego w schronisku się nie robi, więc jest to pic na wodę i tyle). Do tego wszystkie koty są w jednym pomieszczeniu, więc łapią katar i robaki jedne od drugich.

      Widziałam tam rodziny z dziećmi, jak zabierały te "zdrowe" zwierzaki - pogratulować beztroski personelowi schroniska, który nie widzi najwyraźniej problemu, "oj tam oj tam". Kłamać w żywe oczy, że zaniedbane zwierzę jest zdrowe i bezpieczne i już nie wymaga żadnej dodatkowej kontroli weterynaryjnej to zwykła bezczelność, zagrożenie dla właścicieli i krzywda dla tych zwierząt, które nie dostają właściwej opieki.
  • Powiadamiaj o nowych wpisach

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.