Dodaj do ulubionych

Nauczyciele na bezrobociu: młodych usuwa się pi...

30.07.11, 13:19
Na Boga! To nie idźcie na historię! Czy rynek pracy jest w stanie wchłonąć 60 absolwentów historii rocznie???
Poza tym - młody, entuzjastyczny, zachęcający - spoko. Ale nie znaczy to - dobry nauczyciel.
Edytor zaawansowany
  • eeemil 30.07.11, 13:20
    Akurat w przypadku pracy nauczyciela , wystarczy przed podjęciem studiów przejrzeć dane demograficzne aby zorientować się w rozmiarze rynku pracy na jaki będzie się po skończeniu studiów wkraczać, szkoda że w innych zawodach nie jest to tak przewidywalne.
  • Gość: uni IP: *.opera-mini.net 30.07.11, 15:52
    Cytat z artykułu:
    "Co z tego, że 3 lata temu opuszczaliśmy z Łukaszem mury uczelni z najwyższymi lokatami na roku, skoro teraz nie możemy pracować w zawodzie?"

    Buhahaha! To fajnych absolwentów produkuje Instytut Historyczny UWR, skoro najlepsi lądują na bezrobociu.

    Niedługo szczytem inteligencji absolwentów UWR będzie umiejętność trafienia do najbliższego PUP. W zasadzie jest to bardzo prawdopodobne, zważywszy na fakt, że tylko tego powinni się tam uczyć.
  • Gość: pinio IP: 109.197.42.* 31.07.11, 12:46
    historia są tak oblegane. Czy aby nie dlatego że z palcem w .... dostanie się tytuł mgr-a, a później jakoś to będzie.
  • Gość: zz IP: *.40.14.130.netask.pl 31.07.11, 14:38
    A nie lepiej było wybrać zawód nauczyciela fizyki? Rocznie na Dolnym Śląsku specjalność nauczycielską kończy 1 do 3 osób, większość obecnych nauczycieli jest w wieku okołoemerytalnym, znalezienie pracy nie powinno stanowić problemu.
  • Gość: belfer IP: *.adsl.szeptel.net.pl 31.07.11, 19:12
    Chłopie, historię skończy pierwszy lepszy debil, fizykę niesyety nie. To samo tyczy się innych kierunków ścisłych. Proste jak używanie kobiety, po co filozofować.
  • Gość: trops IP: *.inowroclaw.mm.pl 31.07.11, 21:05
    Nie mogę zrozumieć, dlaczego uczelnie kształcą tylu "nauczycieli"?
    Swoją drogą, to poziom tzw. kształcenia jest niezwykle niski. Młodzi nauczyciele w większości nic nie potrafią i nic nie chcą się nauczyć. Jestem przerażony, co się stanie jak odejdzie ze szkół stara kadra. Dotyczy to przede wszystkim gimnazjum i podstawówek, w liceach i tak zwykle było z tym kiepsko.
  • Gość: zebu IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.07.11, 21:36
    > Nie mogę zrozumieć, dlaczego uczelnie kształcą tylu "nauczycieli"?

    To proste. Po prostu po większości kierunków uniwersyteckich uczenie w szkole to praktycznie jedyna praca zgodna w zawodem, jaką można wykonywać. A instytuty potrzebują studentów, żeby utrzymać kadrę. Po takiej historii na przykład w zasadzie można zrobić dwie rzeczy:
    a) pójść uczyć do szkoły,
    b) przekwalifikować się.

    Do tego drugiego trzeba mieć choć trochę życiowej zaradności.
  • Gość: zz IP: *.40.14.130.netask.pl 31.07.11, 21:51
    Uwaga o tym, że instytuty potrzebują studentów, by utrzymać kadrę, jest prawdziwa w odniesieniu do praktycznie wszystkich typów uczelni i studiów w Polsce, z PWr włącznie (bo jaki inny cel ma Studium Kształcenia Podstawowego?),

    Gdyby zrobić porządne badania, to okazałoby się, ze większość absolwentów większości uczelni nie pracuje w zawodzie - nawet po Akademii Rolniczej tylko ok. 50% zostaje w zawodzie. Pytanie: czy studia historyczne dają wiedzę i umiejętność, które ułatwiają start w dorosłe życie? Jak widać z artykułu - nie dają!

  • Gość: zebu IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.07.11, 22:51
    Problem w tym, że niektóre instytuty tylko po to potrzebują studentów, by utrzymać kadrę.

    Średnia statystyczna, ile absolwentów nie pracuje w zawodzie, nic nie mówi. Na pewno wygląda to różnie po różnych kierunkach. Ważne są też umiejętności, które nabywa się na studiach, a które przydają się też w innych zawodach. To też wygląda różnie po różnych kierunkach.
  • Gość: klio IP: 195.22.96.* 31.07.11, 08:30
    Może i tak, ale nie można przecież zamknąć wydziałów, które nie dają pewności znalezienia pracy po studiach, bo za kilka lat takich absolwentów zabraknie. Uczelnie przyjmują zbyt wielu studentów, aby zapewnić zatrudnienie swoim etatowym nauczycielom akademickim i stąd nadmiar absolwentów na rynku pracy. Ale uważam, że jeśli ktoś był jednym z najlepszych studentów na roku, to szkoły nie powinny go skreślać. To jest bardzo smutne....
  • Gość: pinio IP: 109.197.42.* 31.07.11, 12:58
    A ja uważam że niech się każdy martwi o siebie a nie zwala odpowiedzialność na bliźniego.
  • Gość: Jacek IP: 213.229.79.* 31.07.11, 13:31
    Gość portalu: klio napisał(a):

    > Ale uważam,
    > że jeśli ktoś był jednym z najlepszych studentów na roku, to szkoły nie powinn
    > y go skreślać.

    Tyle, że same piątki w indeksie wcale nie świadczą, że ktoś jest dobry w swoim fachu. Doskonałe przykłady tego mamy na załączonym obrazku. Tacy ludzie nadają się głównie na studia doktoranckie.
  • Gość: Romek IP: 193.46.186.* 01.08.11, 08:57
    Tylko że doktorat w trybie dziennym to zwykła strata czasu jeśli jednocześnie nie można w pełnym wymiarze pracować. Taki doktorant (albo doktor) jest zerem - nie ma ani doświadczenia zawodowego (jesli uczelnia go potem nie przyjmie), ani lat emerytury (okres kompletnie bezskładkowy) ani też piędzy na życie (o mieszkaniu nie wspominając).
  • Gość: fanboy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.08.11, 14:04
    To po co robić doktorat jeśli to "zwykła strata czasu"? Jeśli wszystko się robi na pół gwizdka to nic dziwnego, że potem nie ma ani stypendium, ani pracy. Tak to często bywa, że jak ktoś chce mieć wszystko, nie ma nic.
  • tarkiina.arawis 30.07.11, 13:34
    Na historii od wielu lat przyjmuje się ok. 60 osób na specjalizację nauczycielską, chociaż nie powinno więcej 20-30 rocznie (pieniądze za każdego studenta dla IH), ale elementarna logika nakazuje zastanowić się PRZED wyborem studiów czy tylu nauczycieli jest potrzebnych i czy mają szansę znaleźć pracę. Ta brutalna prawda dotyczy też wszystkich innych kierunków.

    Dwudziestoparolatek to nie jest dziecko do prowadzenia za rękę, a absolwent historii powinien wiedzieć jak mało kto, że proste przełożenia "mam wiedzę i chęci - mam/będę mieć cudowną pracę" działają bardzo rzadko. Chyba, że te piątki to za aktywność, czyli byle na zajęciach powiedzieć więcej jak to się często w IH praktykuje...

  • r0b0l 30.07.11, 13:50
    zrób jeden z drugą kurs zawodowy i wtedy poszukajcie roboty.
    Rozumiem że po studiach to byle posada nie odpowiada. Nawet jak zechcecie poszukać szczescia za granicą to od prostego zawodu trzeba zacząć.

    Swoją droga się dziwię, po co kończyc studia skoro nie ma po nich roboty?

    Kelner po 2 fakultetach, recepcjonistka po 2 , po jednym to od biedy pizze można rozwozić

    Ludzie, wiejcie z tego kraju póki jesteście młodzi.

    --
    ops za dużo Cię kasujemy, Poczytaj netykietę.
  • zawilec1 30.07.11, 14:26
    Rozumiem rozgoryczenie, ale nadużyciem jest twierdzenie, ze nauczyciele z duzym stażem źle pracują, wiekszość pracuje dobrze i z poswiecenirm i też maja pomysły, na swoje przywileje zapracowali.
  • xp17 30.07.11, 14:54
    Dobrze, że ta paniusia nie pracuje w szkole. Skreślanie wszystkich z góry tylko dlatego, ze mają 40 lat (myślę, żę dla niej są to już starcy ;) ) jest tak idiotyczne, że dopuszczenie jej do pracy z młodzieżą byłoby nieodpowiedzialne.
    Swoją drogą na miejscu UW wstydziłbym się takiej absolwentki.

    Niech się cieszy, że pracuje z ksiązkami i korzysta z wiedzy w nich zawartej. Może za parę lat zmądrzeje. ;)
  • sverir 30.07.11, 15:13
    Tak właściwie, to autor ma na imię Paweł, nie Paulina. Jest więc raczej absolwentem UWr, a nie absolwentką. Ale to bez znaczenia.
  • Gość: klio IP: *.vivaldiego.wroclaw.pl 31.07.11, 08:41
    Autor artykułu wcale nie pisze, że starsi nauczyciele powinni odejść, bo mają 40 lat, ale dlatego, że mają przestarzałe metody kształcenia, że nie rozwijają się, nie poznają nowych metod nauczania (to tak jakby informatyk chciał dziś pracować na systemie komputera ODRA i zapomniał, że w międzyczasie świat poszedł naprzód). Na pewno nie wszyscy nauczyciele z długim stażem są leniami, którym się nie chce przygotować do lekcji i dyktują notatki z pożółkłych zeszycików, tych samych od 20 lat. Ale jeśli w zespole nauczycieli zwalnia się nie najgorszych, a najmłodszych, często także ze względów towarzyskich, to właśnie to jest nie w porządku...
  • Gość: Jacek IP: 213.229.79.* 31.07.11, 13:38
    Tyle, że wszystko to są subiektywne odczucia obu panów, nie poparte żadnymi poważnymi argumentami, danymi itp. No, chyba że za poważny argument należy uznać stwierdzenie: wiem, że moja siostra jest dobra, bo ją znam. Nie takich argumentów należałoby oczekiwać od doktorantów, przyszłych naukowców. Opinie innych nauczycieli wypowiadających się w tej dyskusji nie potwierdzają spostrzeżeń obu sfrustrowanych doktorantów.

    Z listu Kukurowskiego wynika tyle, że mają pretensję do decydentów, że nie zwalniają starszych, żeby zrobić miejsce młodym. To ja się pytam: na jakiej podstawie ktoś ma tracić pracę z tego tytułu??? Jeszcze żeby to byli naprawdę wybitni ludzie, to można by się zastanowić. Ktoś z dyskutantów poprosił udzielającego się w tej rozmowie jednego z historyków o potwierdzenie swoich ponadprzeciętnych osiągnięć i kwalifikacji. Rozmowa ucichła.
  • Gość: tbernard IP: *.54.19.145.static.telsat.wroc.pl 31.07.11, 13:54
    > Tyle, że wszystko to są subiektywne odczucia obu panów, nie poparte żadnymi pow
    > ażnymi argumentami, danymi itp. No, chyba że za poważny argument należy uznać s
    > twierdzenie: wiem, że moja siostra jest dobra, bo ją znam.

    Tam było napisane coś mocniejszego:
    "Piszę "uczyła", bo nie przedłużono z nią umowy, choć - znając ją - była jednym z najsolidniejszych pedagogów w swej placówce. Teraz bezskutecznie szuka pracy!"

    Nie ma żadnych przesłanek, że oprócz siostry zna większość innych nauczycieli z nią pracujących i na tej podstawie swoją opinię wygłasza. Wystarczy, że zna siostrę i wie, że większość od niej jest gorsza.
  • Gość: szuler IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.07.11, 14:06
    Mnie się wydaje, że on nawet siostry nie zna. Siebie zresztą też...
  • Gość: szuler IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.07.11, 15:40
    Uśmiałem się, czytając wypociny tego nauczyciela. Mnie to wygląda wyłącznie na obronę interesów swoich znajomków (kolegi ze studiów, siostry, która musi być dobrą nauczycielką, bo ją zna itp.). Szkoda, że poza prywatnymi znajomościami ten pan nie ma żadnych obiektywnych wskaźników (nagrody, dyplomy, wyróżnienia itp.) na poparcie entuzjastycznych opinii o wspaniałych kompetencjach dydaktycznych swoich kamratów. Argumentacja żałosna, można tylko dziękować Bogu, że ktoś taki nie pracuje w szkole i nie indoktrynuje uczniów swoimi spaczonymi poglądami. Skoro ten pan ma tatusia polonistę na UWr, to mógł zrobić doktorat i zostać na uczelni - na pewno miał łatwiej niż większość absolwentów (nepotyzm to jedno z podstawowych praw rządzących w akademickim światku). Jeśli nie zrobił - widać jest naprawdę totalnym zerem.

    Bycie dobrym nauczycielem nie zależy, drogi panie, od wieku - dużo bardziej od inteligencji. A tej najwyraźniej panu brakuje. Pisze pan, że obecni studenci historii nie domyślają się, że po studiach czeka ich bezrobocie. A pan popisał się większą wyobraźnią? Gdyby, poza znajomością dat i faktów historycznych, miał pan choć trochę inteligencji i zaradności, z łatwością by się pan przekwalifikował. Dla absolwenta z dyplomem magistra nie powinno to stanowić żadnego problemu. Ludzie zaradni, zamiast narzekać, biorą życie we własne ręce, nieudaczników stać tylko, aby wyciągać rękę pełną roszczeń do państwa.
  • mirakao 30.07.11, 15:53
    Zastanawia mnie jaki cel ma GW w tym szczuciu młodych na starych. Target czytelniczy? To trochę krótkowzroczne.
  • ewa9717 30.07.11, 15:54
    Otóż to, szuler.
    Tym bardziej, że nie od dziś, a od dooooobrych kilku lat bębni się wszędzie, że nie bardzo są miejsca pracy dla tabunów humanistów wszelkiej maści.
  • Gość: WT IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.07.11, 15:57
    Powiem więcej: od doooooooooooooooobrych kilku lat bębni się wszędzie, że do szkół idzie niż demograficzny.
  • heimao 30.07.11, 16:42
    Chyba nie o to chodzi czy nauczyciel jest młodszy czy z dłuższym stażem... po prostu naprawdę pasjonatów w szkole się nie trzyma bo szlachetne grono chce spokojnie "powisieć do emeryturki" a nie być narażone na jakieś nawały pracy bo ktoś ma chęć popracować z i dla uczniów... dlatego jest cała ta "papierologia" wymyślona jak parawan dla niemocy i braku kompetencji w pracy z uczniami, którzy są jednak inni niż tamci z 20 lat temu...
    zawracanie głowy! po to jest wywalczona "karata nauczyciela" aby zajęcie było zapewnione...
  • interistaonly 30.07.11, 16:43
    Proszę, proszę. Kto tu wylewa żale? Oczywiście Kukur i jego papużka nierozłączka Baron (Migniewicz). Dwa wyjątkowo zdziwaczałe osobniki z instytutu historycznego. Sam studiowałem historię (rok wyżej niż oni), więc miałem z tymi panami do czynienia. Powiem tyle, jeśli któryś z nich, lub ich trzeci kumpel Dariusz G. będzie w przyszłości uczył moich dzieci, to z miejsca zmieniam dziecku szkołę! Nie chciałbym, żeby ich nauczycielami były osoby, które studia spędziły na przymilaniu się do profesorów i stojące permanentnie w kolejce na konsultacje, aby się dowiedzieć czegoś nowego.
    Historia to specyficzny kierunek, ja poszedłem tam z pasji, wiedząc, że hegemonem na rynku pracy nie będę. Też mam skończoną specjalizację nauczycielską, a do tego archiwalną, jednak ja w przeciwieństwie do tych panów nie siedzę i nie jęczę, że nie ma pracy, tylko przekwalifikowałem się, zrobiłem studia podyplomowe i pracuję w zupełnie innej branży. Edukuję się nadal, bo kto stoi w miejscu ten się cofa. Niestety panowie z artykułu szans na przekwalifikowanie nie mają, bo im ciasność umysłu na to nie pozwala!
  • Gość: asd IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.07.11, 16:59
    hehe, potwierdza się tylko wniosek, że najwyższe lokaty na studiach nie wystarczą, żeby radzić sobie z wychowywaniem młodzieży, a nawet w ogóle poradzić sobie w życiu. Lizusy, kujony, wazeliniarze - skąd ja to znam?

    > jednak ja w przeciwieństwie do tych panów nie siedzę i nie ję
    > czę, że nie ma pracy, tylko przekwalifikowałem się, zrobiłem studia podyplomowe
    > i pracuję w zupełnie innej branży.

    Myślę, że większość absolwentów takich kierunków tak robi. Dlaczego ci "najlepsi" tego nie potrafią?
  • Gość: Ola IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.07.11, 17:26
    Bo najlepsi idą na studia z pasji a nie po to, żeby się przekwalifikowywać.
  • Gość: Jacek IP: 213.229.79.* 30.07.11, 17:59
    Tyle, że znam mnóstwo pasjonatów, którzy musieli dostosować się do życia (czyt.: realiów rynku pracy), bo zwyczajnie nie było zainteresowania na ich usługi. Ja np. uwielbiam zbierać znaczki. I co, kto mi za to zapłaci? Dlatego po studiach (też mało rynkowych) uprofilowałem się tak, żeby w miarę godnie żyć i nie mieć kłopotów z pracą, a swoje pasje realizuję wieczorami.

    Czy państwo ma dbać o to, żeby każdemu pasjonatowi zapewnić pracę zgodną z jego zainteresowaniami? Chyba nie. Dlaczego podatnicy mają płacić za czyjeś prywatne zainteresowania, z których społeczeństwo nie ma żadnych korzyści?

    Poza tym ci panowie mają mnóstwo możliwości zawodowej realizacji swoich pasji historycznych, np. zrobić doktorat i uczyć na uczelni, znaleźć pracę w jakiejś instytucji historycznej, wyjechać z Wrocławia do innych miast i tam poszukać pracy w szkole itd. Jeśli tego nie potrafią, to znaczy, że w rzeczywistości nie są tak dobrzy, jak widzą się we własnych oczach.
  • Gość: LM IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.07.11, 18:11
    No tak, inicjaly niewiele postronnym mowia. Lukasz z tej strony. Frustratem nie jestem, wyrazilem tylko swoja opinie w trakcie rozmowy z reporterka GW, ktora do mnie zadzwonila. Za slowa Pawla nie moge odpowiadac, choc dobrze, ze zabral glos. Wazne jest, ze ktos potrafi napisac cos od siebie, a nie powtarzac zaslyszane i obiegowe opinie... Niektore osoby tutj wyciagaja za daleko idace wnioski. Trudno jest szukac w nich odwolan do mojej i Pawla wypowiedzi. Wiekszosc z nich zeruje na obrazaniu mnie i Pawla. Ps. Doktora robie, z pasji. Jesli ktos choc troche sie orientuje jaka jest sytuacja na Uczelni to wie, ze pracy jako dr na nim raczej nie znajdziesz.

    Z powazaniem Lukasz
  • Gość: szuler IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.07.11, 19:04
    Panie Łukaszu, bardzo dobrze, że pan się odezwał. Mam do pana jedną prośbę: czy mógłby pan przedstawić jakiekolwiek obiektywne wskaźniki (nagrody, dyplomy, wyróżnienia itp.), które potwierdzałyby pańskie ponadprzeciętne kompetencje dydaktyczne? W przeciwnym wypadku będę zmuszony uznać, że są to wyłącznie pańskie subiektywne odczucia.

    Ta sama prośba jest oczywiście także adresowana do pana Kukurowskiego. Jestem przekonany, że czyta te komentarze.

  • Gość: Ola IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.07.11, 18:15
    Akurat historia to chyba nie jest dziedzina, z której społeczeństwo nie ma korzyści. Oczywiście, nie dla każdego znajdzie się miejsce pracy, ale autorowi artykułu chodzi o ogromny zastój, jaki panuje w szkolnictwie. Młodym ludziom często nie dane jest spróbować swoich sił w zawodzie, bo szkoły są pełne zasiedziałych belfrów. Młodszy nauczyciel niekoniecznie będzie lepszy, ale jeżeli połowa nauczycieli w szkole jest w wieku emerytalnym, to jest to przesada. Poza tym w swoim życiu miałam wielu emerytowanych nauczycieli i w pełni zgadzam się z autorem artykułu - w większości po prostu widać było, że nie chce im się już pracować. Przychodzili i dyktowali utarte regułki a wszystkie lekcje wyglądały tak samo. Nauczycieli z pasją - w każdym wieku - jest garstka. Poza tym mało komu udaje się uniknąć syndromu wypalenia zawodowego i wkrada się rutyna. Dlatego jeżeli komuś przysługuje emerytura - powinien odejść.
  • Gość: Jacek IP: 213.229.79.* 30.07.11, 18:35
    Gość portalu: LM napisał(a):

    > No tak, inicjaly niewiele postronnym mowia. Lukasz z tej strony.

    Fajnie, widać odpowiednie upomnienia czasem pomagają. Proszę jeszcze pisać pod jednym nickiem, z pewnością będzie się nam wtedy lepiej rozmawiać.

    W związku z powyższym odpowiem "hurtowo":

    > Doktora robie, z pasji. Jesli ktos cho
    > c troche sie orientuje jaka jest sytuacja na Uczelni to wie, ze pracy jako dr n
    > a nim raczej nie znajdziesz.

    Pan to naprawdę jest biedny. Proszę wybaczyć ironię, ale zaczynam podejrzewać, że pan nawet z tytułem profesora nigdzie nie znajdzie pracy.

    Po co w takim razie robi pan ten doktorat?

    > Akurat historia to chyba nie jest dziedzina, z której społeczeństwo nie ma korz
    > yści. Oczywiście, nie dla każdego znajdzie się miejsce pracy...

    O to właśnie chodzi. Jest nadprodukcja historyków (i wielu reprezentantów innych zawodów również). Społeczeństwo nie ma obowiązku ich utrzymywać. Sorry, ale jak ktoś nie potrafi znaleźć sobie pracy w zawodzie, niech poszuka pracy gdzie indziej. Może zamiast robić doktorat z przekonaniem, że nawet z nim nie znajdzie się pracy w zawodzie, należałoby skończyć w tym czasie drugi kierunek w bardziej cenionej na rynku dyscyplinie?

    > Młodszy nauczyciel niekoniecznie będzie lepszy, ale jeżeli połowa na
    > uczycieli w szkole jest w wieku emerytalnym, to jest to przesada.

    Jakieś konkretne przykłady, dane statystyczne etc.?

    Reszta to wyłącznie prywatne i subiektywne odczucia. Moje doświadczenia ich nie potwierdzają. Nigdy nie zauważyłem, żeby wiek był głównym czynnikiem determinującym kompetencje zawodowe nauczycieli.
  • Gość: belferka IP: *.wroclaw.mm.pl 30.07.11, 19:03
    Gość portalu: Ola napisał(a):

    Dlatego jeżeli
    > komuś przysługuje emerytura - powinien odejść.
    W mojej szkole każdego, kto ma uprawnienia emerytalne,od kilku lat siłą wysyła się na emeryturę. Dyrektor nie ma wyjścia- etatów coraz mniej.Grono w ciągu 5 lat zmniejszyło się o polowę. Tylko część odchodzących nauczycieli miała uprawnienia do emerytury. Część musiała odejść z zawodu.Moja koleżanka z dwudziestoletnim stażem w zawodzie teraz pracuje na czarno jako opiekunka do dzieci. Nie sądzę,by w jakiejś szkole uchowali się emeryci. Taka jest rzeczywistość na rynku pracy. Jeśli nie ma pracy w szkole, to trzeba jej szukać gdzie indziej, a nie mieszać z błotem tych, ktorzy w niej pracują.
  • Gość: LM IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.07.11, 17:29
    Drogi absolwencie, kultura wypowiedzi wymaga sie przedstawic, w momencie w ktorym sie kogos szkaluje Latwo ukryc sie za nickiem, czujesz sie wtedy bezpieczniej, nieprawda? Jakze wysublimowane jest twoje tchorzostwo. Do rzeczy: chęc dowiedzenia sie czegos wiecej na dany temat, jest chyba zwiazane z pasją, zwazywszy, ze konsultacje na ktore chodzilismy (rozne) byly u ludzi, z ktorymi nie mielismy zajec lub egzaminow. Jesli byles pasjonatem, to wybierales ksiazki a nie ich autorow jesli miales ich na miejscu? To dopiero zdziwaczenie. Czy komus komentujacemu ten artykul przyszlo do glowy, ze ktos bardzo nauczycielem chcial i chce byc? Owszem przekwalifikowac sie mozna, ale czy nie warto realizowac swojej pasji jaka jest uczenie? Ps. Jesli wymarzonej pracy, po kilku latach jej wykonywania, nie znajde to bede zmuszony poszukac czegos innego. Ja jednak w przeciwienstwie do Ciebie poszedlem na historie z mysla zostania nauczycielem... Pozdrawiam i wiecej odwagi i samokrytycyzmu
  • Gość: też anonim IP: 213.229.79.* 30.07.11, 17:49
    Gość portalu: LM napisał(a):

    > Drogi absolwencie, kultura wypowiedzi wymaga sie przedstawic, w momencie w ktor
    > ym sie kogos szkaluje Latwo ukryc sie za nickiem, czujesz sie wtedy bezpieczni
    > ej, nieprawda? Jakze wysublimowane jest twoje tchorzostwo.

    A ty się przedstawiłeś? Bardzo to łatwo pouczać innych o kulturze, gdy samemu jej brakuje.

    Który historyk-frustrat tym razem nadaje: Łukasz Migniewicz czy Paweł Kukurowski?
  • Gość: WT IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.07.11, 18:20
    Sądząc po inicjałach, to chyba ten pierwszy.
  • sverir 31.07.11, 00:37
    A studiuj sobie szefie co tylko chcesz, możesz być nawet muzykologiem. Ale nie oczekuj, że znajdziesz pracę w wymarzonym zawodzie tylko dlatego, że jesteś pasjonatem przedmiotu. Takie jęczenie "chciałem być nauczycielem i chcę być, ale nie dają mi pracy, to niesprawiedliwe" jest bardzo, bardzo dziecinne.
  • Gość: szuler IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.07.11, 01:32
    Dokładnie. Samo bycie pasjonatem to trochę mało. Gdy były rozmowy kwalifikacyjne na studia, to przypuszczam, że mówiło tak 90% kandydatów na dany kierunek. Dobrze by było, gdyby ci panowie mieli jakieś osiągnięcia potwierdzające, że są lepsi od innych (co najmniej), a najlepiej wybitni, i warto ich jakoś szczególniej potraktować przy rekrutacji. Przypuszczam jednak, że nie mają się czym pochwalić, poza wzajemnym wystawianiem sobie pozytywnych opinii.
  • Gość: szuler IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.07.11, 01:58
    A, byłbym zapomniał, że kolega Kukurowski zdążył się pochwalić, że jest "młody, z pomysłami, który chce młodzież zachęcić (a przynajmniej nie zniechęcić - to też ważne!)". Podkreślony przeze mnie argument jednoznacznie pokazuje, że pan Kukurowski byłby z pewnością wspaniałym nauczycielem, z ambicjami sięgającymi nieporównanie wyżej ponad przeciętną w środowisku belferskim.
  • korcia2000 30.07.11, 16:52
    Myślę, że istota sprawy jest bardziej złożona. Z jednej strony - znam wielu młodych nauczycieli i wiem, że nie wszyscy są tak dynamiczni i tryskający nowatorskimi metodami. Natomiast często są wygodni, koncentrują się na "odwalaniu" zajęć i niemal każde słowo przeliczają na złotówki. Z drugiej - wśród nauczycieli starszego pokolenia jest wielu wybitnych, doświadczonych specjalistów podejmujących różne formy pozalekcyjnych prac z młodzieżą bez oglądania się na efekty materialne. Nie jest to oczywiście reguła. Ponadto przeciętny dyrektor woli mieć sprawdzonego nauczyciela niż pracować z młodym, któremu często trzeba poświęcić wiele wysiłku. Prawda zawsze leży po środku. Doraźna recepta - ograniczyć kształcenie na kierunkach, których absolwenci mają trudności z zatrudnieniem.
  • Gość: Itsme IP: *.internetia.net.pl 30.07.11, 18:56
    Coś nie rozumiem, jak można podniecać się wykonywaniem zawodu nauczyciela historii w sytuacji, kiedy jest ich jak "mrówek".
    Nie twierdzę, że to niepotrzebny zawód.
    W Polsce z zawodu tego uczyniono świętość, coś co stoi na straży tożsamości narodowej.
    Kształcąc taką ilość historyków,dopuszczono się oszustwa na młodych ludziach, zostawiając
    ich bez możliwości pracy.
    Uważam, że trzeba stać twardo na ziemi i myślec bardziej w kategoriach praktycznych a historię pozostawić sobie jako pasję w czasie wolnym.
    Tu chcę podać przykład ojca i córki, którzy nie są historykami z zawodu, a napisali historię
    Polaków na Wołyniu w czasie II WS.
    To co dziś spotyka historyków, jutro dotknie przedstawicieli innych kierunków po humanistyce.


  • Gość: mati IP: *.wroclaw.mm.pl 30.07.11, 19:04
    A ja dziękuję niebiosom, że swego czasu miałem starego i złego nauczyciela historii.
    Z domu rodzinnego wyniosłem zainteresowania historią, a fajny nauczyciel w szkole średniej potrafił je jeszcze rozwijać - czułem się "historykiem" ;)
    Do czasu ... kiedy to w ostatniej klasie zmienił się nauczyciel potrafiący zohydzić nie tylko wykładany przez siebie przedmiot.
    I dzięki bogom za to!
    Zamiast studiować historię (jak cały czas zamierzałem) - poszedłem na matematykę.
    Nie muszę teraz szukać pracy ani pisać płaczliwych listów!
    Wiwat źli nauczyciele!!!
  • tomek854 31.07.11, 03:43
    Gość portalu: mati napisał(a):


    > Wiwat źli nauczyciele!!!

    ...historii.

    Bo jakby Cię zniechęcili do matematyki i innych przedmiotów ścisłych, poszedłbyś na historię czy inne kulturoznawstwo ;-)

    --
    ŻYJ ZDROWO - UŻYWAJ TYLKO LOGARYTMÓW NATURALNYCH!
  • Gość: human IP: 65.98.1.* 31.07.11, 05:19
    A ty co masz tomek po tej swojej astronomii?

    No, pochwal się, cwaniaczku!

    To jest dopiero wylęgarnia bezrobotnych. Ilu absolwentów astronomii pracuje w zawodzie?
  • Gość: zz IP: *.40.14.130.netask.pl 31.07.11, 14:40
    Pytanie źle postawione. Spytaj, ilu ma ciekawą, dobrze płatną pracę.
  • tomek854 31.07.11, 15:17
    Gość portalu: zz napisał(a):

    > Pytanie źle postawione. Spytaj, ilu ma ciekawą, dobrze płatną pracę.

    Cóż spośród znanych mi pracę ciekawą mają wszyscy, a dobrze płatną Ci którzy nie zostali na państwowym ;-)


    --
    _@/"
  • tomek854 31.07.11, 15:16
    Gość portalu: human napisał(a):

    > To jest dopiero wylęgarnia bezrobotnych. Ilu absolwentów astronomii pracuje w z
    > awodzie?

    Może Cię to zdziwi, ale spośród znanych mi większość. Kilku uczy fizyki w szkołach a kilku pracuje jako informatycy.


    --
    _@/"
  • Gość: fanboy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.07.11, 16:42
    buhahaha! a mój brat skończył kulturoznawstwo i też pracuje jako informatyk
  • Gość: WT IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.07.11, 16:57
    Nie przejmuj się. Tomkowi854 płacą w GW za udawanie Jasia Fasoli.

    Dzięki temu jest więcej komentarzy na forum.
  • tomek854 16.08.11, 13:21
    Gość portalu: WT napisał(a):

    > Nie przejmuj się. Tomkowi854 płacą w GW za udawanie Jasia Fasoli.
    >
    > Dzięki temu jest więcej komentarzy na forum.

    Problem jak widać dotyczy nie tylko nauczycieli.

    Ja tu mam ciepłą posadkę na której powinienem udawać idiotę. Ale nie mam ku temu ani predyspozycji, ani doświadczenia ani zapału. I dlatego zupełnie mi to nie wychodzi.

    Tymczasem kolega WT jest, jak widać, prawdziwym i wybitnym idiotą z powołania i urodzenia i musi zadowolić się amatorskim udziałem w forum bo jemu za to nikt płacić nie chce.

    Stąd pewnie ta frustracja ;-)


    --
    orys.blox.pl
  • Gość: Mikołaj IP: 64.18.130.* 16.08.11, 13:37
    Akurat najwybitniejszym idiotą na forum jesteś ty. Piszę to wyłącznie po lekturze twoich postów.
  • tomek854 16.08.11, 13:04
    Ale czy WIĘKSZOSĆ z jego kolegów z roku pracuje jako kulturoznawcy? Bo wydaje mi się, że ta informacja Ci umknęła ;-)
    --
    Poziomki powstają przez przewracanie pionków.
  • monaiwona 30.07.11, 21:04
    Trochę ten artykuł jest bez ładu i składu...i niestety -chyba samobój...I jeszcze samouwielbienie nauczyciela historii.
    Jeżeli nauczyciel zatrudniony jest na czas określony - w zastępstwie za nauczyciela dyplomowanego ,który przebywa na urlopie dla podratowania zdrowia, to logicznym jest, że umowa o pracę zostaje automatycznie rozwiązana z ostatnim dniem , na jaki została zawarta. Prawda- Panie Zarozumiały?
  • ab103 30.07.11, 21:53
    Młodzi nauczyciele na bezrobociu, a dlaczego, bo we wszystkich szkołach pracują niezgodnie z prawem nauczyciele, którzy już są na emeryturze. Oczywiście, na to musi zgodzić się dyrektor Wydziału Edukacji Urzędu Miejskiego, ale czego nie robi się dla swoich kolegów dyrektorów szkół ( oni o to wnioskują). Taka sytuacja jest od lat i nie zmienia się pomimo zapewnień dyrektor Bugajskiej. Przykre to jest zwłaszcza, kiedy tyle słyszy się o pomocy Państwa dla absolwentów szkół wyższych. Jak zwykle ci u koryta, trzymają się najlepiej.
  • Gość: anna katarzyna IP: *.internetia.net.pl 30.07.11, 22:49
    na zatrudnienie nauczyciela emeryta musi zgodzić się kuratorium, mało tego - trzeba udowodnić, że akurat ten nauczyciel jest najlepszy, a młodych z właściwym wykształceniem i kompetencjami nie ma i nie będzie.

    Przechodzę do skomentowania artykułu - też skończyłam historię, pracuję jako urzędnik państwowy, a teraz zamierzam się dokształcać na podyplomówce - radzę sobie.
    List tego pana jest pełen goryczy, żalu, pretensji - po prostu nie ma komu się wypłakać i wyżalić, może ma jakiś poważny problem ze sobą, nie wiem. Młody nauczyciel może znaleźć pracę przy odrobinie szczęścia - jeśli nie daje rady konwencjonalnie to ma przecież (jak p.Kukurowski) możliwości "zakulisowe" - mama była nauczycielką i z tego co wiem, aktywnie działa lub działała w związkach zawodowych. Ma rozliczne znajomości.

    Jest praca dla młodych, może na początek cząstki etatu, umowy na czas określony, na zastępstwo. To daje możliwość pokazania się, zdobycia doświadczeń, a może i przekona się, że nie jest taki wspaniały i nie nadaje się jednak na nauczyciela. Trzeba brać to co dają, a nie wybrzydzać. Pan pisze jeszcze o siostrze, kolegach - może nie są tacy cudowni i niezastąpieni jak jemu się wydaje. Poza tym - są dorośli, niech wypowiadają się za siebie.
    Młody nauczyciel (i ogólnie pracownik) od razu na start chciałby kokosy. Nauczycieli jest wielu, a szkoły niestety wszystkich nie przyjmą na cały etat na czas nieokreślony. Trochę pokory przydałoby się panu.

    Nauczyciel w dzisiejszych czasach to musi być człowiek z charyzmą, z wielką siłą charakteru i oczywiście z talentem i powołaniem do przekazywania wiedzy i wychowywania - niestety do zawodu najczęściej trafiają ludzie o słabej konstrukcji psychicznej, mało odporni, płaczliwi, lękliwi, albo pełni pretensji, użalań i wzdychań - jak autor listu z tego co możemy wyczytać. Chcą tylko brać pieniądze, dodatki, rozliczne przywileje wynikające z obowiązywania czegoś tak niesprawiedliwego społecznie jak Karta Nauczyciela (kto by nie chciał urlopu 35 dni?) i zagwarantowane ustawą podwyżki pensji oraz świadczenia. Fajna praca panie Kukurowski i koledzy, prawda? Nauczyciela nie tak łatwo usunąć w razie czego, zawsze można do związków wstąpić, na Warszawę pójść z krzykiem o podwyżkę, mieć kupę urlopu, brać dodatki najróżniejsze itp.

    Na koniec o polityce zatrudniania nauczycieli - nauczyciel młody, bez doświadczenia jest najtańszy, czyli jego zatrudnienie powinno być w interesie władz gminy. Jednocześnie szkoły są pełne emerytowanych nauczycieli - bo młodych nie interesuje kawałek etatu, pierwsze umowy są na czas określony lub zastępstwo, albo po prostu domyślają się, że to nie dla nich.
    O tym nie decydują urzędnicy w wydziale edukacji. Często też nauczycielami chcą zostać osoby, które nie mają kierunkowego wykształcenia, bądź robią je z doskoku, sami nie wiedzą czego chcą, bo KN zapewnia im te wszystkie fajne rzeczy.

    Gdyby p. Kukurowski i koledzy czy siostra naprawdę chcieli uczyć dzieciaki kierując się pasją i powołaniem - uczyliby dawno w szkołach, a nie przemawiali przez rozgoryczonego człowieka w liście do Gazety. O, a może p. Paweł liczył, że gazeta się za nim ujmie i pójdzie nakrzyczeć w UMie?



  • ab103 31.07.11, 00:13
    Jeszcze raz podkreślam, wszyscy nauczyciele wiedzą, że są zatrudniani przez Wydział Edukacji a nie Kuratorium. Nie wiem, skąd ta błędna wiadomość, lepiej jej nie powielać. Kuratorium wydaje zgody wtedy, kiedy brak jest pełnych kwalifikacji nauczycielowi. Owszem, przy zatrudnianiu emeryta trzeba wykazać, że lepszy jest emeryt od młodego nauczyciela, zwłaszcza, że zazwyczaj to ci starsi piszą te uzasadnienia, no i oczywiście nie ma żadnego chętnego na etat - podań się po prostu nie przyjmuje !!!
  • Gość: anna katarzyna IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.08.11, 10:16
    oczywiście masz rację, z tym, że o zatrudnieniu bądź nie konkretnej osoby decyduje zawsze dyrektor jako pracodawca i osoba sprawująca władzę w placówce z ramienia Wydziału Edukacji UM. Może występować o zgodę do Kuratora w określonych przypadkach i jeśli ją uzyska może zatrudnić albo i nie - tutaj raczej WE UM nie ma wiele do powiedzenia. Chyba, że przysyłają kogoś "po znajomości" i lepiej będzie jak taki dyrektor zatrudni osobę z tzw. "polecenia".

    O całościowej liczbie etatów natomiast decyduje WE UM. Może je obcinać, może je dodawać - też w określonych przypadkach.

    Jeszcze słówko na temat listu "nieszczęśliwego nauczyciela i jego kolegów" - jeśli mama i tata p. Pawła nie są w stanie załatwić ani jemu, ani siostrze (która notabene winna być teraz z niemowlakiem w domu), to znaczy, że albo wcale nie są tacy lubiani i znani jak się zawsze przedstawiali, albo wiedzą, że syn i córka nie za bardzo garną się do nauczania (a raczej do apanaży z KN).
  • fajny.mongrel 31.07.11, 00:29
    Nie wiem, czy ograniczanie miejsc na studiach to dobry pomysł. Moja znajoma skiończyła geografię i szukala pracy w biurach turystycznych. Po jakimś czasie stwierdziła, że praca w księgowości to jest to. Ideałem jest kierunek studiów związany ściśle z wykonywanym potem zawodem, ale życie pokazuje, że ludzie zmieniają pomysł na siebie. Oczywiście są tacy, którzy chcą uczyć, ale trzeba mieć na uwadze sytuację na rynku pracy podejmując takie kierunki.
  • Gość: schuler IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.07.11, 01:46
    No właśnie, 5 lat studiów do kosza. Na geografię już za moich czasów brali wszystkich jak leci. Bo chętnych było mało, a pracownikom naukowym studenci są potrzebni - do obciążeń dydaktycznych. Studenci już od pierwszych lat studiów byli przyzwyczajani, że na pracę w zawodzie nie mają specjalnie co liczyć.

    Gdyby państwo bardziej aktywnie angażowało się w regulowanie ilości studentów na poszczególnych kierunkach w zależności od zapotrzebowania na rynku pracy, nie byłoby tych zmarnowanych lat. A jakie są koszty dla państwa (czyli podatników) kształcenia tabunów studentów, którzy potem nie znajdują pracy w zawodzie? Tymczasem na rynku edukacyjnym panuje wolna amerykanka. Studenci są potrzebni uczelniom do finansowania nierentownych instytutów, na najbardziej obleganych kierunkach humanistycznych (socjologia, pedagogika, psychologia, politologia itd.) pracownicy uczelni państwowych i prywatnych zbijają niezłą kasę, a studentów mami się na zupełnie nieperspektywiczne studia obietnicami bez pokrycia (typu jakie to nie wiem perspektywy czekają człowieka po studiach licencjackich z komunikacji społecznej w jakiejś prywatnej szkółce w Pcimiu Wielkim).

    I później mamy takie ofiary losu, które tak pilnie się uczyły na studiach, że nawet nie miały czasu się zastanowić, po co im to i co z tego będą miały. A pracodawców najmniej interesuje, czy ktoś miał piątki w indeksie, czy czwórki.
  • marckok 31.07.11, 01:52
    jeśli jest Pan tak kreatywny jak tato, to współczuję

    skończyłem wiele lat temu polonistykę na UW (dziennie, z wynikiem bardzo dobrym) i wspominam zajęcia z dr Kukurowskim jako prawdziwy koszmar - facet jest uosobieniem fenomenu opisanego kiedyś przez Grupińskiego jako tzn PIN - Polski Intelektualista: zakompleksiony, niewiele umiejący i przekonany o własnej wyjątkowości; widzę że ten fenomen przechodzi na kolejne pokolenia

    nigdy nie pracowałem w szkole, pracę zacząłem na drugim roku studiów (1996) i od tamtego momentu nawet jeden dzień nie byłem bezrobotny; od 4 lat prowadzę własną firmę

    może właśnie iść na swoje zamiast marudzić że historyków nie chcą...
  • Gość: klio IP: *.vivaldiego.wroclaw.pl 31.07.11, 09:04
    Ja też skończyłam studia polonistyczne. Nie zgadzam się z opinią o drze Kukurowskim. Był zawsze bardzo wymagającym wykładowcą i dzięki zajęciom z nim nie miałam później problemów ze zdaniem egzaminu (u innego wykładowcy oczywiście). Wiem, że dr Kukurowski nie ma wielu sympatyków, ale właśnie dlatego, że studenci, którzy chcieliby zaliczyć przedmiot niskim kosztem, są nagle zaskoczeni, że muszą się uczyć...
  • Gość: Ola IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.07.11, 10:38
    marckok napisał:
    facet jest uoso
    > bieniem fenomenu opisanego kiedyś przez Grupińskiego jako tzn PIN - Polski Inte
    > lektualista: zakompleksiony, niewiele umiejący i przekonany o własnej wyjątkowo
    > ści; widzę że ten fenomen przechodzi na kolejne pokolenia

    Ciekawe jak to jest być jednocześnie zakompleksionym i przekonanym o własnej wyjątkowości :D tego, że doktor Kukurowski jest rzekomo "niewiele umiejący" nawet nie skomentuję, bo to śmiechu warte. Zamiast kogoś anonimowo obrażać, napisz lepiej, ile razy podchodziłeś do zaliczenia kolokwium, bo coś mi się wydaje, że nie był to raz ani dwa...
  • marckok 31.07.11, 10:53
    specjalnie zaznaczyłem z jaką oceną zakończyłem studia, żeby uniknąć takich właśnie zarzutów; nie zgadzam się że ocena jakości pracy nauczyciela akademickiego jest obrażaniem go - nie napisałem że jest głupi albo brzydko pachnie tylko że jest kiepskim wykładowcą - ale proszę sięgnąć do wskaźników obiektywnych, choćby prac czy cytowań

    wspomniałem o nim dlatego, że uosabiał on dla mnie koszmar polskich uczelni (zwłaszcza humanistyki) - klasę ludzi, którzy sami nie potrafią wyjść z inicjatywą, stworzyć, tylko czekają aż zostanie im dane i tkwią w sztucznym światku uczelnianym bez kontaktu ze światem zewnętrznym (także przez nieumiejętność komunikowania się, brak znajomości języków itp); i nawet słowem bym się na temat pana dra nie zająknął, ale widzę że jego syn powiela ten schemat myślenia

    rozmowa jest na temat listu sfrustowanego mgr historii, który narzeka, że nie chcą go zatrudnić w szkole - a mnie to śmieszy - ciekawe czy ja mógłbym sobie ponarzekać, że klient nie przyjął oferty mojej firmy albo nie wygrałem przetargu
  • Gość: Ola IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.07.11, 11:44
    Czy "zakompleksiony" i "przekonany o własnej wyjątkowości" to ocena pracy nauczyciela akademickiego? Szczerze wątpię. Bez kontaktu ze światem zewnętrznym? Absurd! Niewiele osób orientuje się tak dobrze jak dr K. co dzieje się w świecie literatury, czasem miałam podczas zajęć wrażenie, że nie umyka mu żadne nowe wydanie jakiejś książki czy literacki debiut. W świecie pozaliterackim także się świetnie orientuje, nie jest zamknięty w jednej dziedzinie. Co do znajomości języków obcych, nie mam żadnych informacji, ale wątpię, żeby nie posługiwał się ani jednym językiem poza polskim. Jakie są te wskaźniki obiektywne? Ilość wydanych publikacji? Jakość? Bo tego nie rozumiem.
  • Gość: Jacek IP: 213.229.79.* 31.07.11, 13:41
    Panie Łukaszu M., dlaczego wypowiada się pan w tej rozmowie pod różnymi nickami? Taki z pana bohater?
  • Gość: Janusz IP: *.opera-mini.net 31.07.11, 03:24
    Pozwolę sobie zauważyć, że obaj panowie (Paweł Kukurowski i Łukasz Migniewicz) są doktorantami w Instytucie Historycznym UWr (obaj na I roku). Tutaj wykaz wszystkich doktorantów tegoż instytutu. Stypendium doktoranckie nie jest może wysokie, ale pozwala na utrzymanie się. Na pewno więc nie są w gorszej sytuacji niż tysiące innych doktorantów na polskich uczelniach. Po skończeniu studiów doktoranckich i obronie doktoratu ich sytuacja będzie z kolei dużo lepsza niż większości absolwentów historii.

    Przyznam więc, że nie rozumiem powodów wylewania żalów przez obu panów. Czy to nie dziwne, że nie wstydzą się narzekać ludzie, którzy wcale nie mają najgorzej, a zwykli absolwenci historii, którym jest dużo ciężej, nie zabierają w ogóle głosu? Może tym panom po prostu apetyt rośnie w miarę jedzenia albo uważają, że ich potrzeby są większe? Ze szkół mają być zwalniani nauczyciele, dla których praca w szkole to jedyne źródło utrzymania, bo panowie chcieliby sobie dorobić?

    Ja na ich miejscu chyba jednak bym się wstydził.
  • Gość: Ola IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.07.11, 10:22
    Tylko że stypendium doktoranckie przysługuje nielicznym. Tak więc być może z tytułem doktora jest się w lepszej sytuacji, ale przez te cztery lata trzeba z czegoś żyć, poświęcając jednocześnie mnóstwo czasu na pracę naukową.
  • Gość: Jacek IP: 213.229.79.* 31.07.11, 13:22
    Stypendium doktoranckie przysługuje najlepszym. I wcale nie jest jakimś wybitnym osiągnięciem, strasznie trudnym do zdobycia. Skoro tym panom nie przyznano stypendium doktoranckiego, potwierdza to tylko, że nie są tak wspaniali, jak im się wydaje.
  • Gość: Jacek IP: 213.229.79.* 31.07.11, 13:50
    Tak z ciekawości, zajrzałem sobie na stronę UWr na zasady przyjęć na studia doktoranckie w Instytucie Historii UWr (link). W tym roku było 6 miejsc ze stypendium, czyli prawie połowa wszystkich miejsc (łączny limit - do 15 miejsc). Czy miejsce ze stypendium doktoranckim naprawdę jest tak trudne do osiągnięcia dla kandydatów, którzy "opuszczali mury uczelni z najwyższymi lokatami na roku"?
  • Gość: doktorantka IP: *.cdma.centertel.pl 31.07.11, 12:07
    buhaha - stypendium doktoranckie. Dobrze mowic, jak sie nie wie, ze wiekszosc doktorantow w ogole go nie dostaje. Tak to jest w tym kraju, ze do rozwoju nauki trzeba przyczyniac sie za darmo, bez wdziecznosci ze strony imbecylow na forum, ktorzy nawet nie placa za gazete, bo po co, skoro jest internet. Wydaje im sie ze wszystko im sie nalezy, a innym nic, bo nie sa juz
    tacy sprytni jak oni
  • Gość: Jacek IP: 213.229.79.* 31.07.11, 13:26
    Droga doktorantko, twój żenująco niski poziom kultury świadczy jedynie, że z ciebie żaden naukowiec i żadna intelektualistka, tylko zwykła, smarkata gó......ra. Takich, niestety, doktorantów produkuje nasz świadek akademicki.

    Jakbyś się trochę bardziej postarała, stypendium z pewnością byś miała.
  • Gość: szuler IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.07.11, 14:01
    Doktorantka nawet pisać się nie nauczyła...
  • zawilec1 31.07.11, 10:26
    Dyrektorom zalezy na utrzymaniu w szkołach dobrych nauczycieli, bo ich praca wpływa na osiaganie lepszych wyników na ogólnopolskich sprawdzianach i egzaminach, lubią tez sie chwalic róznymi akcjami, konkursami, nagrodami itp. Wójtowie, burmistrzowie tez chca sie chwalić oświatą przed wyborcami, więc nacisk władz na dyrektorów jest duży. Dyrektor jezeli zatrzymuje emeryta tzn, ze jest on skuteczny i kreatywny w swojej pracy. Osoby leniwe i nieudolne- o ile to tylko mozliwe- są ze szkól usuwane.
  • po_etry 31.07.11, 10:43
    wiedząc, że nie ma pracy po tym kierunku. Nie chcę więc, by ktoś, kto poszedł do przechowalni, czyli dawnej WSP, uczył moje dzieci. Tyle w temacie.
  • interistaonly 31.07.11, 11:28
    Ja jak już pisałem byłem rok wyżej niż Kukurowski i Migniewicz, historię skończyłem w 2007 roku. Wtedy pojawiło się pytanie co robić dalej: szukać pracy czy może zacząć studia doktoranckie, które troszkę mnie kusiły. Wybrałem pracę, bo pasja pasją, ale jak już ktoś napisał można ją realizować wieczorami, a żyć za coś trzeba. Tu mała uwaga, jeśli ktoś uważa, że dostanie się na doktorat świadczy o wybitności danego absolwenta, to jest w grubym błędzie. Na moim roku WSZYSCY ci, którzy złożyli papiery na studia doktoranckie zostali przyjęci, a bynajmniej same orły dokumentów nie składały. Zresztą nie wiem jak teraz, ale kryteria przyjęć nie były specjalnie wygórowane średnia bodaj 4.00 a może 4.20 i parę innych banalnych do spełnienia wymogów. Dużo osób wybierając historię wykazuje się naiwnością licząc, że pracodawcy się na nich rzucą, a później następuje bolesne spotkanie z rzeczywistością i lamenty a la Kukurowski i Migniewicz. Dalej część tych osób brnie w frustrację robiąc doktorat, który okazuje się tylko papierkiem i możliwością dopisania sobie dr przez nazwiskiem.
    Czytając ten artukuł, gdy zobaczyłem nazwisko Kukurowski od razu zacząłem wodzić oczami i szukać Migniewicza. To było oczywiste, że będą obaj. Oni są jak ruda cynku i ołowiu, gdzie oba pierwiastki występują razem. Chłopaki skoro jesteście tacy super to załóżcie prywatną szkołę. Kukurowski przyjmie siostrę, która na pewno jest bardzo solidna, a kadrę oprzecie na tych młodych i zdolnych, których nie brakuje. Jak będziecie dobrzy, to zrobicie renomę i odniesiecie sukces. Ale do tego czasu przestańcie się wynurzać, bo się kompromitujecie. Nikt Was na tę historię siłą nie zaganiał. Zresztą, mam kontakt z paroma osobami ode mnie z roku, które uczą w szkołach. Im się jakoś udało, póki co nikt ich nie zwalnia, więc to z Wami musi być coś nie tak, skoro nikt Was nie chce. Mówiąc szczerze, niespecjalnie mnie to dziwi.
  • angrusz1 31.07.11, 12:36
    jak ten problem rozwiązać ?

    Problem dotyczy nie tylko nauczycieli .
    Starsi mają pracę , starają trzymać się stanowisk i ... muszą pracować dłużej do emerytury , bo system emerytalny nie ma pieniędzy .

    Ale młodzi także nie mają pracy . Przez pewien czas dostają zasiłki dla bezrobotnych .

    Kto? Jaki polityk ? i Jak to rozwiąże ?
  • marckok 31.07.11, 12:46
    Politycy i państwo mają stwarzać warunki i regulacje tam gdzie to konieczne

    skoro nie ma zapotrzebowania na pracę pana Kukurowskiego, to nikt nie będzie mu jej szukał - myślenie rodem z innej epok że "Państwo ma zapewnić pracę"

    a co do nauki i jej finansowania - wolę, żeby moje podatki szły na projekty rozwojowe i prawdziwą naukę a nie na realizowanie pasji historyków - niech założą fundację i niech ona finansuje ich etaty itp.

    z rozwijania takiej pseudo-nauki jak historia ten kraj się nie będzie rozwijał
  • tomaszgcw3 31.07.11, 12:56
    Drogi młody, wykształcony i z wielkiego miasta historyku!
    Uczę historii i niestety WOS od 23 lat. Mam 52 lata. Wg. Twoich mądrości nie tylko już się do niczego nie nadaję ale jeszcze bezczelnie uniemożliwiam należny rozwój wszystkim błyskotliwie wykształconym adeptom najlepszych na świecie polskich uczelni. Wg. Twojego tzw. myślenia powinienem się poddać eutanazji albo wybrać sobie jakiś hasiok na resztę niegodnego życia. POzdrawiam.
  • Gość: LM IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.07.11, 14:11
    Hmm, czytając komentarze pod listem Pawła Kukurowskiego, czuję lekki niesmak, zwłaszcza kiedy wczytuję się w wypowiedzi ludzi nie znających się na temacie. Dziwią mnie także wypowiedzi w stylu "Caeca invidia est". Ostatni raz tutaj zaglądam, ponieważ widzę, że na merytoryczną dyskusję nie ma sensu, coraz bardziej utwierdzając się w opinii, że fora pod różnej maści artykułami, służą do wylewania pomyj na ludzi. Ludzi, których w większości się nie zna, nic nie wie się o środowisku w którym się obracają i..., z zupełnie innej beczki, nie czyta się ich wypowiedzi, wkładając w ich usta to czego nie powiedzieli. Odpowiem "hurtowo" na kilka wątków, jeśli ktoś chciałby się ze mną spotkać w cztery oczy i porozmawiać, zapraszam, jestem otwarty. Odważnego chojraka można zgrywać za ścianą z klawiatury i monitora.
    1. Nie piszę pod wieloma nickami, jeśli ktoś tak twierdzi, to niech to udowodni (porówna ip itp.)
    2. Studia doktoranckie nie są ucieczką, a realizowaniem pasji. Stypendium na takich studiach nie otrzymuje się nie tylko z powodu słabszego wyniku ale także z innych przesłanek, np. wykonywania pracy zarobkowej legalnej; polecam wszystkim zainteresowanym wczytanie się w regulaminy studiów doktoranckich, nim zabiorą głos.
    3. Jeśli ktoś pracował na zastępstwo, odchodzi; jeśli jednak pracował w normalny sposób to o jego odejściu przy braku etatów w pierwszej kolejności decyduje stopień awansu zawodowego nauczyciela, staż pracy itp. a dopiero na końcu inne przesłanki. Odsyłam do Karty Nauczyciela i Ustawie o Systemie Oświaty (z aktualizacjami).
    4. List Pawła jest listem Pawła, nie moim, dlatego nie rozumiem ataków personalnych na moją osobę oraz tekstów w stylu, że mówiłem, że jestem najlepszy. Nic takiego nie ma w mojej wypowiedzi do pani redaktor, która dzwoniła do mnie w tym tygodniu.
    5. Odnośnie dyplomów itp., ktoś domagał się usilnie tego typu zaświadczeń. Po trzech latach pracy mam ich trochę i się ich nie wstydzę. Zapraszam, spotkajmy się, pokażę.



  • marckok 31.07.11, 14:21
    prowadzę własną firmę, zatrudniam ponad 20 osób, ale z Panem spotykać bym się nie chciał i nie wiem po co ktoś inny miałby to robić i jeszcze oglądać dyplomy...

    napisał Pan rozsądnie, ale wtrącił łacińską sentencję na początek - typowy sposób do zaznaczenia własnej "lepszości"

    numer o tyle efektowny, co i bez sensu - no bo niby kto z piszących w tym temacie na forum przejawia zazdrość wobec Panów ? czego tu zazdrościć ??
  • Gość: szuler IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.07.11, 14:24
    W domu to ja mam słonia w karafce. Napisz, kto wystawił te dyplomy i za co, bo jechać zobaczyć wyróżnienie za zajęcie trzeciego miejsca w konkursie recytatorskim w II klasie podstawówki to jakoś nie bardzo mi się opłaca.
  • Gość: Jacek IP: 213.229.79.* 31.07.11, 14:32
    Gość portalu: LM napisał(a):

    > 2. Studia doktoranckie nie są ucieczką, a realizowaniem pasji. Stypendium na ta
    > kich studiach nie otrzymuje się nie tylko z powodu słabszego wyniku ale także z
    > innych przesłanek, np. wykonywania pracy zarobkowej legalnej; polecam wszystki
    > m zainteresowanym wczytanie się w regulaminy studiów doktoranckich, nim zabiorą
    > głos.

    Ale jaką pracę pan wykonuje, skoro cały czas pisze, że tej pracy nie ma? Trzeba było zrezygnować z pracy i postarać się o stypendium, albo nie brać stypendium, a zadbać o swoją pracę. A tak nie ma pan i jednego, i drugiego.

    Pan to jakiegoś strasznego pecha w życiu, panie Migniewicz. Bo że jest pan wybitnym dydaktykiem i genialnym historykiem - nie wątpię.
  • Gość: szuler IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.07.11, 14:36
    He he, nie na darmo mówi się, że doktoranci to banda nieudaczników.
  • jotgie27 31.07.11, 14:25
    Sądząc po PISowni ostatniego wyrazu, należy Pan do tych, jakże licznych na forach internetowych, osób, którym wszystko się kojarzy z jednym - każdy, najbardziej nawet "obojętny" politycznie artykuł, muszą podciągnąć pod paradygmat wojny między dwiema przewodzącymi w sondażach partiami. Jestem nauczycielem z mniej więcej Pańskiego pokolenia i mam wrażenie, że problem, który tutaj jest poruszany, nie jest zależny od tego, kto akurat jest u władzy, więc może go nie upolityczniajmy na siłę. A skoro już mówimy o humanistycznych kompetencjach: skrót "wg" piszemy bez kropki na końcu.
  • Gość: mona IP: *.hiload.org 31.07.11, 14:49
    Ja po przeczytaniu całej dyskusji bardzo prosze dyrektorów wszystkich szkół,żeby nie zatrudniali panów Migniewicza i Kukrurowskiego. to dla dobra uczniow
  • wezyronly 31.07.11, 17:03
    Nie tylko mlodych nauczycieli wyrzuca sie z pracy. poczytajcie tutaj:
    gazetapraca.pl/gazetapraca/1,90439,8204621,Gilotyna_na_nauczycieli.html
    Dyrektor jest panem zycia i smierci nauczyciela, korzystajac przy tym z bezwladnosci i niedoskonalosci polskiego sadownictwa. Bo wyrok sadu mozna przeciez zlekcewazyc... Doswiadczylam na wlasnej skorze.
  • Gość: shogun_x2 IP: *.dynamic.mtsallstream.net 31.07.11, 17:13
    Zgadzam sie. Trzeba bylo myslec o innym kierunku, najlepiej tecnicznym. W tych kierunkach jest zapotrzebowanie i w szkolnictwie (np nauczyciel fizyki, matematyki, itd) i w iinnych branzach gospodarki. Humanusci po prostu nie maja wziecia, za duza podaz. A w ogole to nie bardzo rozumiem tresc tego artykulu. Czy autor sugeruje tu zeby wyrzucac ze szkol nauczycieli ze stazem i w wieku przedemerytalnym a na ich miejsce przyjmowac mlodzikow? Bo jezeli tak to ten artykul/skarga nie ma sensu. Jezeli natomiast chodzi tu o jakies konkretne rozwiazania to bardzo chetnie przeczytam ale tutaj takowych nie widze. Jezeli zas sam tekst jest po to tylko zeby ponarzekac to radze sie autorowi przekwalifikowac na inny zawod/kierunek.
  • truten.zenobi 31.07.11, 19:32
    czyli co postuluje autor artykułu usuwać starych i doświadczonych nauczycieli by jego młody kolega nie stracił pracy - bo pewnie jest taką fajtłapą że znowu długo jej nie znajdzie.

    prawda jest taka że wiek nie ma większego znaczenia.
    oczywiście młodzi nie mają doświadczenia a starzy popadają w rutynę ale jeśli ktoś jest dobrym nauczycielem to pewnie nie ma to większego znaczenia.

    problemem jest zaś burdel jaki panuje w edukacji i to że toleruje się nauczycieli złych i miernych.... ale autor wolał się skupić na problemach kolegi...



    --
    "you don't believe we're on the eve of destruction"
  • Gość: nicram112 IP: *.acn.waw.pl 31.07.11, 23:02
    bo amtematyki sie uczyc nie chcialo wiec poszli na historie... a za 5 lat conajwyzej beda sobie mogli dorobic w spotach PIS
  • angrusz1 01.08.11, 08:49
    Trutniu !! weź pod uwagę i taki aspekt .

    Starzy mają często , ba !!! chyba zawsze umowy o pracę na czas nieokreślony . Są tzw dyplomowani lub mianowani . Takich trudno zwolnić .

    Młodzi najczęściej mają umowy na czas określony . Czas mija i nauczyciela nie trzeba zwalniać . To samo się dzieje . Wystarczy nie przedłużyć umowy o pracę .

    Stąd ten problem .

    Młodzi nie mają stabilizacji w pracy .

    No ale od wielu lat idzie i pogłębia się niż demograficzny i niesie on ze sobą wiele patologii .
    Choćby ta jak w artykule .
  • Gość: fanboy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.08.11, 14:09
    No właśnie, z tego wynika, że należałoby zwalniać starych, żeby móc przedłużać umowy młodym. Nie ma ku temu żadnych przesłanek, jeśli starzy dobrze wykonują swoją pracę.

    Każdy pracodawca woli dobrego, doświadczonego pracownika, zamiast młokosa po studiach, który jeszcze nic nie umie. Ci panowie historycy dopatrują się wszędzie spisku, a mi się wydaje, że obarczają winą innych za własną niezaradność.
  • angrusz1 01.08.11, 15:06
    Fanboy pisze :"Każdy pracodawca woli dobrego, doświadczonego pracownika, zamiast młokosa po studiach, który jeszcze nic nie umie "

    Niby prawda i w wielu miejscach tak się dzieje ale są i inne sytuacje.
    Każda szkoła ma swój budżet i dyrektor z tego jest rozliczany .
    Dlatego dyrektor , dla oszczędności , zatrudnia młodego nauczyciela : stażystę lub kontraktowego , bo tańszy .

    I tak to też działa !!

    Jak to pozornie słuszne rozumowanie może nie być stosowane w praktyce .
  • Gość: fanboy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.08.11, 16:20
    Tańszy nie znaczy: lepszy. Ci dwaj panowie może tez tak myśleli. I nieźle się przejechali na takim podejściu.
  • Gość: angrusz1 IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.08.11, 16:30
    ale dla dyrektora tańszy i to dla niego jest najważniejsze .
    Przy takiej wysokości subwencji oświatowej liczy się cięcie kosztów a nie jakość nauczania .
    Takie są realia w większości gmin .
    No może Kleszczów nie ma takich problemów .
  • Gość: fanboy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.08.11, 16:58
    Więc niech ci panowie idą pracować do szkół, gdzie najbardziej oszczędza się na nauczycielach. Może za wysoko mierzyli (do za dobrych, jak na nich, szkół) i stąd te rozczarowania?
  • Gość: angrusz1 IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.08.11, 20:10
    Fanboyou - chłopaczku w krótkich majteczkach idź sobie pograć w piłkę a nie dyskutuj tu na forum .
    To nie twój poziom umysłowy .
  • Gość: angrusz1 IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.08.11, 21:21
    Ja tu jestem największym debilkiem więc nie zajmuj mojego miejsca .
    Pod względem debilizmu nie dam się nikomu prześcignąć !
  • Gość: fanboy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.08.11, 21:41
    No cóż, nie dziw się, że debilów nikt nie traktuje poważnie.
  • truten.zenobi 01.08.11, 17:26
    Ok ja to rozumiem tyle że przecież nie o to chodzi by zamiast młodych zwalniać starych - a tak w zasadzie można odebrać ten artykuł.

    poza tym to nie niż demograficzny jest winny! w dalszym ciągu w wielu szkołach dzieci uczą się na zmiany, w zbyt licznych klasach. a przecież wiele patologii ma ewidentnie inne źródło (politykę, oczekiwania społeczne, zacofanie i konserwatyzm...)
    --
    "tak umiera demokracja w burzach oklasków..."
  • truten.zenobi 01.08.11, 17:28
    wiele patologii chociażby taka że często zły nauczyciel jest nie do ruszenia. a dyrektor to już w ogóle...
    --
    "mam dosyć tego kraju
    czerwono czarnej mafii"
  • Gość: angrusz1 IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.08.11, 20:18
    Taak , taka patologia też bywa .
    Dlatego dyrektorzy wolą uchronić się przed taką ewentualnością i zatrudniają nauczycieli młodych : stażystów, kontraktowych ( nie tylko tańszych ) ale i na czas określony np co rok nowy stażysta .
  • Gość: angrusz1 IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.08.11, 20:16
    Truteń pisze :"...
    poza tym to nie niż demograficzny jest winny! "

    To mniejszy popyt na pracę nauczycieli nie jest winien niż demograficzny wg ciebie , to co jest tego powodem, że szkoły się zamyka a nauczyciele zwalnia albo nie przedłuża umów o pracę .

    A liczebność klas jest określana w przepisach państwowych i samorządy - nie wszystkie i nie w każdej sytuacji - ale nie mają ochoty dopłacać ze swoich lokalnych pieniędzy . Po prostu dostosowują koszty utrzymania szkoły do wysokości państwowej subwencji .
    Wg przepisów w klasie np musi być co najmniej 25 uczniów, by dzielić klasę na grupy przy nauce języków , informatyki czy przedmiotów zawodowych .
    Jeśli liczebność spada poniżej tej liczby , to organ nadzorujący - starosta , wójt , burmistrz, prezydent - każde zwolnić zbędnych nauczycieli a lekcje są z całą klasą .

    Podsumowując Trutniu powtórzę : nie pieprz .
  • truten.zenobi 01.08.11, 22:14
    przez lata polskie szkoły opierały się na nauce na zmiany i przepełnionych klasach.
    niż demograficzny troche poprawił sytuację (gwoli ścisłości tylko statystycznie ;) )
    zamiast wykorzystac to by poprawić jakosc nauczania i przeprowadzić niezbędne roformy skupiono się na oszczedzaniu

    czyli to nie niż demograficzny ale głupota i skapstwo urzedników doprowadziły do tego co opisujesz
    --
    "znów zabijają w nas młodość
    znów zabierają nam wolność..."
  • Gość: angrusz1 IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.08.11, 17:13
    co do nauki na zmiany . Kiedy i gdzie to było na dużą skalę .

    Bo jak uczę - a uczę już od 1996 roku w wielu szkołach - nie spotkałem się z nauką na zmiany.

    Ale masz rację to głupota urzędników , którzy winni chronić miejsca pracy w szkołach poprzez obniżenie obowiązkowej minimalnej liczby uczniów w klasie dla np podziału na grupy .

    No ale budżet państwa wymaga cięć - większych niż budżet amerykański .

    I tu nie należy liczyć na jakieś pozytywne zmiany .
  • truten.zenobi 03.08.11, 20:01
    sp3 Wrocław klasy 1-3 liczebność klas 26-29 uczniów a dodajmy w tym momencie że przedszkola nie wydalają pomimo iz 6 latki zostały wywalone do szkół... niedługo ta fala trafi do szkół i co wtedy?
    smaczku dodaje to że na osiedlu były 3 budynki szkolne jeden budynek sprzedano chyba w połowie lat 90. z drugiego zrobiono gimnazjum.
    w latach 80 w tych szkołach nauka odbywała się na 3 zmiany

    ale nie jest to odosobniony przypadek, sądząc po wpisach na różnych forach odnoszących się do stanu przygotowania szkół na przyjęcie 6 latków.

    > Ale masz rację to głupota urzędników , którzy winni chronić miejsca pracy w szk
    > ołach poprzez obniżenie obowiązkowej minimalnej liczby uczniów w klasie

    ja myślę że obniżenie liczebności klas to podstawa poprawy jakości systemu edukacji, niż demograficzny mógł jedynie ułatwić wprowadzanie tego rozwiązania.
    i jestem jak najdalszy od chronienia miejsc pracy ( szkoła ma służyć uczniom a nie dawać nauczycielom pracę!!!)- tyle że w tym przypadku akurat konfliktu nie widzę.


    --
    "tak umiera demokracja w burzach oklasków..."

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.