Komentarze do artykułu

Bachmann: Jaki jest sens egzaminów na studiach?

Rok temu przedstawiłem tutaj fikcyjnego wykładowcę polskiej uczelni, Andrzeja F., który ułatwia sobie życie, dając wszystkim studentom piątki. Teraz okazuje się, że we Wrocławiu mamy przypadek odwrotny, prof. Anny Dąbrowskiej, której wymogi wobec studentów są tak wysokie, że tylko maleńka część z nich zdaje, a niektórzy kilkakrotnie przystępują do egzaminu - i to w dodatku bez sukcesu

Bachmann: Jaki jest sens egzaminów na studiach? Dodaj do ulubionych

  • drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
  • drzewko odwrotne
  • Student ma opanować minimum programowe i od tego powinna zależeć różnica między oceną pozytywną i negatywną. Oceny pozytywne powinny pozwolić z kolei na gradację umiejętności.
    W swoim życiu zdawałem kilkadziesiąt egzaminów, a prowadziłem kilka i mam święte przekonanie, że połowa studentów podchodzących do egzaminu przychodzi z nastawieniem, że jakoś to będzie. Nie czytają podstawowych podręczników, nigdy nie chodzą na wykłady.
    Dziś się przyjęło, że za 3 terminem każdy powinien zdać, a to złe założenie. Nie ma podstaw, żeby z jakichkolwiek studiów zrobić maszynki do produkcji magistrów. Niedawno wyszło, że magistrowie historii nie wiedzą np. kto bronił, a kto atakował Monte Cassino w 1944 roku.
    To kto oblał egzamin z nauczania?
    • Nie rozumiem jak egzamin może nie być związany z procesem nauczania? Przecież proces nauczania właśnie kończy się egzaminem jako formę sprawdzenia skuteczności tego nauczania. Różnicowanie co roku i dopasowywanie oceniania do poziomu "uczniów" też nie ma sensu. To tak jakby co roku zmieniać kryteria egzaminu na prawo jazdy. Jeśli kursanci są lepsi to podnosić wymogi, jeśli gorsi to obniżać. To czego wówczas dojdzie na drogach chyba nie muszę pisać.
      Inny przykład to lekarze z rocznika "lepszego" i "gorszego". Obaj zdali ten sam egzamin tylko byli rożnie oceniani. Jakie mogą być konsekwencji decyzji tego niedouczonego, bo akurat wtedy poziom studentów był niższy? Myślę, że właśnie egzaminy powinny cechować się tymi sami kryteriami dla wszystkich przy ocenie, dlatego przecież wprowadzono obowiązującą teraz maturę, dlatego wprowadza się system boloński. Jeśli przyjmiemy tezę autora artykuły to tym samym zaprzeczymy sensowi wprowadzanych zmian.
      • Nie potrzebujemy miliona inżynierów i miliona robotników, bo te proporcje są niewłaściwe. Wystarczy przecież kilkudziesięciu inżynierów do pokierowania rzeszą mniej lub bardziej wykwalifikowanej siły roboczej.
        W Polsce tymczasem każdy głupek pcha się na studia, bo pokutuje jeszcze mit, że wyższe wykształcenie otwiera drzwi do świetlanej przyszłości. Może na zmywaku, w Wielkiej Brytanii, ale nie w naszym kraju, gdzie oprócz tytułu trzeba jeszcze mieć "plecy".
        Przed dwudziestu laty studiowali rzeczywiście ci, którzy intelektualnie wybijali się ponad przeciętną. Dzisiaj studiuje bydło, które pokazuje, czym naprawdę jest podczas Juwenaliów, na Wyspie Słodowej, klnąc prostacko w tramwajach et cetera.
        • Gość: amadeo IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.12.11, 21:53
          Ale skąd ty wiesz, że studenci są coraz głupsi? Z opowieści profesorów? Tak się składa, że narzekania nauczycieli na młode pokolenia były zawsze, a świat wcale się nie wali. Co więcej - mamy coraz lepsze mosty, coraz lepszych lekarzy, coraz lepszą technikę itp. Jeśli już do kogoś można się przyczepić, to właśnie do poziomu naszych naukowców, czego dowodzą wszelkie międzynarodowe rankingi. W przypadku uczniów i studentów jest coś wręcz przeciwnego - rankingi potwierdzają, że mamy dobrze wyedukowanych młodych ludzi, którzy bardzo dobrze radzą sobie na studiach za granicą. Może to po prostu takie leczenie kompleksów?
          • Gość: tomek IP: *.opera-mini.net 04.12.11, 22:20
            Zabawne, że uczelnie zrzucają winę na szkoły średnie za mierny poziom studentów (potrafią to robić nawet na ostatnim roku studiów), tymczasem w szkołach uczą przecież absolwenci polskich uczelni. Może czas przyjrzeć się sobie i swojej pracy, drodzy państwo profesorzy i doktorzy, zamiast ganiać za kolejnymi etacikami po różnych niedzielnych szkółkach i obwiniać za marne efekty pracy (zarówno w dydaktyce, jak i w nauce) wszystkich, tylko nie siebie?
            • Gość: technik samochodow IP: *.play-internet.pl 05.12.11, 00:13
              gdy chodziłem do popularnego we Wrocławiu technikum samochodowego, połowa nauczycieli to byli Niemcy , a najwazniejszym przedmiotem w szkole był niemiecki , do dzisiaj pamietam kolędy spiewane na zajęciach , więc z wiedzą w szkołach srednich róznie bywa
            • Gość: o!o IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.12.11, 09:10
              tylko na spokojne, stabilne powtarzanie rytuałów do emerytury. A że produkuje półinteligentów (wykształciuchy)? jakby zbyt dobrze uczyli mogli by stracić pracę i "naukowe" synekury.
              Wykształcenie się zdobywa, a szkoły się kończy. Tylko jak poznać, czy ktoś skończył uniwerek, czy zdobył wykształcenie? :-)
          • Tak sie składa, że miałam styczność z młodzieżą przedreformową i poreformową. To zupełnie inne osobniki.
            Studiowałam filologię polską jeszcze w czasach, gdy dostać się na studia w ogóle, w tym na filologię polską, bylo bardzo trudno. Nie bylo internetu i żeby sie przygotowac do zajęć lub egzaminu, trzeba było wiele godzin przeslęczeć w bibliotece, bo nie bylo takich wynalazków cudownych jak skanery i kopiarki.
            Porównuję kanon lektur dla terazniejszych studentów ze swoim. My musielismy czytać o wiele więcej i w nieokrojonej postaci. Na filologii wówczas były trudne przedmioty - dokładnie takie jak teraz - gramatyka historyczna, scs i językoznawstwo. Były tez chodzące legendy srudentów, chocby osławiony docent Dir. Jednak nie pyskowalo sie, tylko uczylo i tyle.
            Moja córka zdawała maturę w ostatnim roku starych zasad i gdy studiowała /już nie filologię, a kierunek inżynierski/,wiele razy slysdzała od wykładowców utyskiwanie na mlodzież pogimnazjalną. Kilka razy miała,juz podczas pracy na uczelni, okazję obserwowac studentów zdających po raz kolejny ten sam egzamin z chemii - miała wrażenie, że oczekują oni piątki i nagrody tylko za to. że potrafią się poprawnie podpisać. Jej kolega prowadzi zajęcia ze studentami. Kiedys, na kilku kolejnych zajęciach, analizował po wielekroć z mlodymi 10 /!!!/ przykładów. Te same zadania dał do rozwiązania na kolokwium. Rezutlat - 2/3 studentów oddalo puste kartki.
            System nauczania się wali i myslę, że twórcy reformy, którzy dozyli tych lat /pani Dzieżgpowska juz wącha lilie w raju/, powinni za to odpowiedzieć.
            Kiedys czytałam na tym forum wypowiedz jednego z forumowiczów, który przytaczał przykład z renomowanej zachodniej uczeli, że na zajęciach bodajże z fizyki, wykładowca niezmiernie ucieszył się, gdy jakiś genialny student potrafił odpowiedziec na bardzo trudne pytanie. Takie mianowicie - jaką odleglość pokona po godzinie ktoś jadący z prędkością 100 km/h.
            Jeśli sie ktos nie opamięta, nasze uczelnie niebawem zaczną produkowac podobnie genialnych absolwentów.
            Dlatego popieram autora artykułu. Nie ośmieszajcie się kochani wykładowcy. Nie wymagajcie, nie egzaminujcie, a studenci razem z indeksem niech otrzymują akt gwarantujący otrzymanie dyplomu magisterskiego. A co tam, niech będzie, że doktorat im się da i już.
            • Upssss, wybaczcie, moi drodzy, starej kobiecie.
              Błędnie napisałam nazwisko wielkiej twórczyni reform. Mialo być DZIERZGOWSKA, Irena zdresztą. Pozsdrawiam i liczę na wyrozumialość :-)
            • Gość: angrusz1 IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.12.11, 11:36
              Piszesz :"System nauczania się wali i myslę, że twórcy reformy, którzy dozyli tych lat /pani Dzieżgpowska juz wącha lilie w raju/, powinni za to odpowiedzieć. "

              Dodajmy jeszcze inne sławne nazwiska : radziwiłły hantkie itp .
              To oni wciskali nam - nauczycielom - że powinniśmy podchodzić do swojej pracy jak sprzedawca do klientów w sklepie .

              Nawet jak klient w twarz pluje to się uśmiechać i przyznawać rację klientowi .

              No i sposób utrzymywania dyscypliny . Dawniej były różne czasem drastyczne narzędzia np tzw łapy . One skutecznie wymuszały spokój na lekcji .
              Była dość częsta drugoroczność .
              Teraz to jest negatywnie oceniane przez władze oświatowe .
              No i taki leń i nieuk przepychany jest z klasy do klasy a potem jeszcze dostaje się na studia i tam tego samego oczekuje . A przecież pierwsze trzy lata nauki w ogóle nie jest oceniane - nie ma stopni , i tez nie można być drugorocznym .

              No ale kto jest winien ?

              Ano samo rodzice , sami ... wyborcy , bo to oni wybierają takich polityków jak hallówy , które pozwalają przepchnąć radzie pedagogicznej nieuka, który nie zdał egzaminu poprawkowego nawet w liceum .
              A inne durnie - tzw postępaki - to samo i wcześnie uczyniły na niższych szczeblach .

              No i tak to działa od lat .
              Z roku na rok coraz gorzej , z roku na rok mało widoczne to jest , ale już w skali pokolenia - jak ty to zauważasz - jest to wyraźnie widoczne .

              Ale takie hallówy są na każdym szczeblu a przede wszystkim są dyrektorami szkół .

              To taki postępak - dyrektor / ka zwolni raczej nauczyciela , który owszem solidnie , rzetelnie ale stawia dużo jedynek a zatrudni " lepszego " .
              Mnie to wiele razy spotkało .
              Ba !! dyrektorka gimnazjum , które zostało przyłapane na ściąganiu podczas egzaminu gimnazjalnego , awansowała na dyrektora technikum .
              I tak to właśnie działa .
              • Gość: zet IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.12.11, 13:31
                Jasne, wróćmy do XIX wieku, uczmy dyscypliny bijąc rózgą po rękach, a wiedzę wkładajmy do głów kuciem na pamięć. Popatrz lepiej, jak funkcjonuje edukacja na zachodzie, gdzie podmiotowość studenta jest o wiele bardziej szanowana niż u nas. I to tam tworzą wynalazki, mają nowoczesną technikę, dobrych inżynierów i wybitnych naukowców. Nam jeszcze wiele brakuje, żeby zrozumieć, że nauka nie polega tylko na wkuwaniu, ale przede wszystkim zachęceniu do samodzielnego poszerzania wiedzy. A tego nie da się zrobić siłą, strachem i przymusem.
                • Gość: angrusz1 IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.12.11, 15:07
                  do zet a popatrz na tych młodych ludzi z zadymy podczas marszu niepodległości - może na tych Niemców, którzy gościnnie przyjechali do Polski z kijami i kastetami . A latem w Londynie widzieliśmy tych " uczniów " w akcji .

                  Czy i do nich twoje perswazje dotrą , by zadymy nie robić .
                  Tacy ludzie i w szkołach podobnie się zachowują . Radze trzymać się ziemi zanim głupotę się powie .
                  • YYYYY, czy ja niedowidze, czy mnie w ubiegłym jeszce wieku nie nauczono czytania ze zrozumieniem? A kiedyż ja wspominałam że bicie to jakakolwiek metoda wychowawcza? Wierz mi, że przepracowałam w szkole prawdopodobnie dłużej, niz Ty chodzisz po ziemi i nigdy nie splamiłam się używaniem siły fizycznej i krzyku, nie spotkałam sie też z przejawami tzw. nowego wychowania ze strony młodziezy. Nie mnie krytykowac zachowania poszczególnych nauczycieli, ale co mam powiedzieć, gdy wchodzę do klasy, a tam nauczyciel licytuje sie z uczniem, kto ma dluższy język???????? Ostatnio dzieciaki prawie każde polecenie kwitują "bez sensu", "a po co" i jesli nauczyciel dla własnego spokoju, ze strachu przed dyrekcją, rodzicami uczniów i samymi uczniami nie przekona ich że jednak z sensem i po coś, to to wszystko rzeczywiście będzie bez sensu i po nic.
                    • Gość: dyzio IP: *.opera-mini.net 06.12.11, 15:01
                      > Ostatnio dzieciaki prawie każde polecenie kwitują "bez sensu", "a p
                      > o co"...

                      Hm, pamiętam z własnej szkoły, że też były lekcje, gdy wszyscy w klasie tak się zwracali do nauczyciela. Zawsze jednak było tak, że byli też nauczyciele, do których nikt tak nie mówił. Ten konkretny, "poszkodowany" nauczyciel oczywiście tego nie wiedział, bo wiedział co się dzieje tylko na jego zajęciach.

                      Może warto równać do najlepszych, zamiast narzekać? Dzieciaki posiadają jedną istotną cechę - zawsze są szczere i nie uśmiechają się do nieudaczników tylko dlatego, że tak powinno się robić. Co dla niektórych może być baaardzo niewygodne.
                  • Gość: dyzio IP: *.opera-mini.net 06.12.11, 14:56
                    Szkoda, że nie podałeś przykładu nieletnich kryminalistów. Gratuluję umiejętności rozumienia rzeczywistości - a raczej zwykłej demagogii.
      • Gość: Jacek IP: *.wroclaw.mm.pl 04.12.11, 20:21
        Zdecydowanie nie zgadzam się z tym, że "Ta zasada opiera się na założeniu, że w każdym roczniku studentów trzeba na nowo ustalić, co jest "odpowiednim poziomem"". Przecież nie chodzi o to, żeby zdało (załóżmy) 75% studentów, ale żeby odsiać tych, którzy nie posiedli wiedzy czy umiejętności na odpowiednim poziomie, od pozostałych. Przecież chodzi nam o to, żeby inżynier był w stanie zaprojektować most, a nie o to, żeby nie był w grupie 25% najsłabszych.
        Tak samo wywołana tu już matura. To jest egzamin dojrzałości. W konstytucji jest zapisane, że wszyscy jesteśmy równi. Jeśli teraz się ma okazać, że rok temu matury nie zdałem, ale w tym roku z taką samą punktacją bym zdał, to gdzie ta równość? Czy to również oznacza, że "moralnie" mógłbym się czuć dorosłym?
        Poza tym, jeśli na egzaminie jest założenie, że ma zdać 75% studentów, to jak potem pracodawcy mają próbować ocenić kto jest lepszy, jeśli zgłosi się pięć różnych osób, które co prawda kończyły tą samą uczelnię i kierunek, ale każda w innym roku? Tym bardziej ten dyplom nic nie będzie znaczył, bo i tak trzeba będzie każdego samemu sprawdzić.
        • Gość: amadeo IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.12.11, 22:01
          No tak, tylko weź zdefiniuj ten "odpowiedni poziom wiedzy". Można zrobić to tylko na podstawie rozkładu normalnego. Nawet trudno porównywać z poprzednimi rocznikami, bo świat cały czas się zmienia. Inna sprawa, o czym pisze też Bachmann, to fakt, że kryteria egzaminacyjne wpływają też a priori na poziom wiedzy studentów, motywując ich do nauki lub nie. Student, którego zmusza się do nauki siłą, może zda egzamin, ale na tym się jego motywacja skończy i po miesiącu i tak zapomni, co było na egzaminie. Student zmotywowany będzie uzupełniał swoją wiedzę, rozwijał się także po studiach. A o to chyba w edukacji chodzi.
          • > No tak, tylko weź zdefiniuj ten "odpowiedni poziom wiedzy". Można zrobić to tyl
            > ko na podstawie rozkładu normalnego.
            Ale czemu ROZKŁADU normalnego? Przecież skoro ma projektować mosty, to musi umieć zaprojektować most. Policzyć strzałkę ugięcia, policzyć częstotliwość rezonansową żeby się most przy przemarszu wojsk nie zarwał bo wpadnie w wibrację, wytrzymałość gleby, itp.
            I jeśli 100% studentów nie umie tego zrobić - to uwalić 100% studentów. Żeby się potem ich most nie zarwał.
            Jeśli 100% studentów umie to zrobić - przepuścić 100% studentów. Że potem pracy dla wszystkich nie będzie - to nie powód, żeby gościu nie dostał dyplomu. Na dyplom zasłużył i basta, a potem niech on się martwi, co zrobić z bezużyteczną kartką papieru.



            --

            www.polnocnolubuskie.blogspot.com

            Wędrówki po północnej części woj. lubuskiego
            Bo nawet największa podróz zaczyna się od pierwszego kroku...
            • Gość: zet IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.12.11, 13:37
              Kotuś, też chciałbym, żeby wszystko było takie proste, jakim jest dla ciebie. Zastanawiałeś się kiedyś, co to znaczy "umieć"? Zacznijmy od tego, że na egzaminie nie oblicza się mostów, tylko przeważnie trzeba popisać się wiedzą teoretyczną. Czy gdy ktoś powie to samo trochę innymi słowami niż jest w podręczniku to już umie czy nie umie? Nie wiem też, czy zauważyłeś, ale dyskusja wzięła się z oceniania na polonistyce, a tam nie udowodnisz, że student się nie nauczył, bo napisał, że 2+2=5 a nie 4.
              • Gość: Zbych IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.12.11, 14:16
                W dodatku 2+2 może się równać 5. :) To efekt synergii. Przepraszam z góry za durny komentarz, ale wydało mi się to zabawne, bo ktoś może zdawać egzamin, na którym to właśnie będzie prawidłowa odpowiedź.
              • > astanawiałeś się kiedyś, co to znaczy "umieć"? Zacznijmy od tego, że na egzamin
                > ie nie oblicza się mostów, tylko przeważnie trzeba popisać się wiedzą teoretycz
                > ną.
                Bo rozumiem, że do policzenia mostów nie trzeba znać wiedzy teoretycznej?
                PS. nie wiem jak jest na PWr, na mojej polibudzie na egzaminach też były zadania. Znaczy, policzyć trzeba było.

                > Czy gdy ktoś powie to samo trochę innymi słowami niż jest w podręczniku to
                > już umie czy nie umie?
                Skoro powiedział to samo...

                > Nie wiem też, czy zauważyłeś, ale dyskusja wzięła się z
                > oceniania na polonistyce, a tam nie udowodnisz, że student się nie nauczył, bo
                > napisał, że 2+2=5 a nie 4.
                Nie no, jak napisze, że rzeczownik jest jednym z 7 przypadków, to chyba wiadomo, że się nie nauczył ;)

                --

                Wrocław - Polska Mekka Fantastyki


                Idzie się!!!
                • Gość: dyzio IP: *.opera-mini.net 06.12.11, 15:07
                  zetkaf napisał:

                  > Bo rozumiem, że do policzenia mostów nie trzeba znać wiedzy teoretycznej?
                  > PS. nie wiem jak jest na PWr, na mojej polibudzie na egzaminach też były zadani
                  > a. Znaczy, policzyć trzeba było.

                  Od liczenia są przede wszystkim ćwiczenia i projekty domowe. Jak sprawdzisz na egzaminie w inny sposób niż teoretyczny, czy ktoś potrafi zaprojektować most?

                  > Skoro powiedział to samo...

                  Dla jednego będzie to samo, dla drugiego nie...

                  > Nie no, jak napisze, że rzeczownik jest jednym z 7 przypadków, to chyba wiadomo
                  > , że się nie nauczył ;)

                  Tyle, że takie zadania to możesz dawać w pierwszych klasach podstawówki, a nie na studiach polonistycznych. Są sytuacje, gdy da się sprawdzić wiedzę w ten sposób, a są takie, gdy ocena nie musi być jednoznaczna. I już to wystarczy, żeby twoje proste rozumienie świata wzięło w łeb.
                  • > Od liczenia są przede wszystkim ćwiczenia i projekty domowe.
                    Projekty domowe można kupić, więc jest to forma nauki, ale nie sprawdzenia wiedzy.

                    >Jak sprawdzisz na
                    > egzaminie w inny sposób niż teoretyczny, czy ktoś potrafi zaprojektować most?
                    W taki sam sposób, jak na zaliczeniu z laborek - każesz policzyć konkretne zadanie. Jak pisałem, na egzaminach na późniejszych latach egzaminy bez zadania do policzenia były rzadkością...

                    > Są sytuacje, gdy da się sprawdzić wiedzę w ten spo
                    > sób, a są takie, gdy ocena nie musi być jednoznaczna. I już to wystarczy, żeby
                    > twoje proste rozumienie świata wzięło w łeb.
                    Sorry, ale kwestia odpowiednich kryteriów... nic więcej. I nie mówię tu o porównaniu czy definicja zgadza się słowo w słowo z książkową. Ja już podawałem przykład, jak temat się pięknie załatwia - egzamin pisemny plus ustny jako kontrola tego, czy student miał na myśli to co napisał i czy na pewno to nie profesor go opacznie zrozumiał.

                    --

                    Fantastyczny przewodnik po Wrocławiu


                    Idzie się!!!
                    • Gość: olo IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.12.11, 01:11
                      zetkaf napisał:

                      > > Od liczenia są przede wszystkim ćwiczenia i projekty domowe.
                      > Projekty domowe można kupić, więc jest to forma nauki, ale nie sprawdzenia wied
                      > zy.

                      No jasne, egzamin, w trakcie którego wykładowca wychodzi sobie z sali i wraca, gdy trzeba zebrać kartki, doskonale sprawdza wiedzę.

                      > W taki sam sposób, jak na zaliczeniu z laborek - każesz policzyć konkretne zada
                      > nie. Jak pisałem, na egzaminach na późniejszych latach egzaminy bez zadania do
                      > policzenia były rzadkością...

                      Spróbuj obliczyć cały most na egzaminie. Powodzenia...

                      > Sorry, ale kwestia odpowiednich kryteriów... nic więcej. I nie mówię tu o porów
                      > naniu czy definicja zgadza się słowo w słowo z książkową. Ja już podawałem przy
                      > kład, jak temat się pięknie załatwia - egzamin pisemny plus ustny jako kontrola
                      > tego, czy student miał na myśli to co napisał i czy na pewno to nie profesor g
                      > o opacznie zrozumiał.

                      Przecież już ci pisali, że egzaminy moga być tylko pisemne.
                      • > No jasne, egzamin, w trakcie którego wykładowca wychodzi sobie z sali i wraca,
                        > gdy trzeba zebrać kartki, doskonale sprawdza wiedzę.
                        Skoro część osób nie zdaje, to chyba o czymś świadczy? Jak wspomniałem, i tak później musisz wytłumaczyć co zrobiłeś, i tak, więc samo spisanie od kogoś nie wystarczy...
                        i zazwyczaj jak się pojawiają prace spisywane, to jakoś autor zdaje bez problemów, a ci przepisujący podchodzą do ustnego po kilka razy...

                        > Spróbuj obliczyć cały most na egzaminie. Powodzenia...
                        Dobrze, ale można kazać policzyć konkretne podpunkty mostu. Jeśli ktoś umie policzyć kilka części tego mostu, to poradzi sobie z całością. Jeśli nie potrafi policzyć strzałki ugięcia - uwali egzamin....


                        --

                        Fantastyczny przewodnik po Wrocławiu


                        Idzie się!!!
                        • Gość: olo IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.12.11, 16:12
                          zetkaf napisał:

                          > Skoro część osób nie zdaje, to chyba o czymś świadczy? Jak wspomniałem, i tak p
                          > óźniej musisz wytłumaczyć co zrobiłeś, i tak, więc samo spisanie od kogoś nie w
                          > ystarczy...
                          > i zazwyczaj jak się pojawiają prace spisywane, to jakoś autor zdaje bez problem
                          > ów, a ci przepisujący podchodzą do ustnego po kilka razy...

                          Skoro część osób nie zdaje egzaminu, to egzamin sprawdza wiedzę? Gratuluję logiki. Napisz, jakie studia kończyłeś?

                          > Jeśli ktoś umie pol
                          > iczyć kilka części tego mostu, to poradzi sobie z całością. Jeśli nie potrafi p
                          > oliczyć strzałki ugięcia - uwali egzamin....

                          Ech, kolejny przykład zetkafowej "logiki"...

                          Twój przypadek pokazuje jedno: współczesnych studentów krytykują głównie ci, którzy sami mają braki w wiedzy i umiejętności myślenia. I to chyba wszystko w tym temacie.
                          • Gość: angrusz1 IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.12.11, 16:38
                            zaskoczył pisząc !!
                            "
                            Skoro część osób nie zdaje egzaminu, to egzamin sprawdza wiedzę?"

                            Zdawanie - czyli podchodzenie do egzaminu jest sprawdzaniem wiedzy .To oczywiste .
                            Ten , kto nie zaliczył egzaminu , dowodzi, że tej wiedzy nie miał .
                            To też chyba oczywiste .

                            No ale słowa " nie zdaje " mogą mieć i inne znaczenie .
                            Nie zdaje, bo nie podchodzi do egzaminu .
                            No tak wtedy jeśli nie zdaje, czyli nie podchodzi , nie przystępuje do egzaminu , no to nie ma sprawdzenia wiedzy .

                            Czy tak należy rozumieć twoje - olo - słowa ?
                            • Gość: dyzio IP: *.opera-mini.net 07.12.11, 16:45
                              Sprawdza a sprawdzić wiedzę to dwie różne rzeczy. Egzamin jest nie po to, żeby sprawdzać wiedzę, tylko żeby ją sprawdzić. Troszkę logiki kolego, bo czytając twoje komentarze zaczynam wierzyć w upadek polskiej edukacji. Tyle, że musiało to nastąpić już dawno temu, a nie obecnie.
      • Gość: kierowca IP: *.swps.edu.pl 05.12.11, 08:52
        To dlaczego zmieniaja sie co kilka lat zasady prawa jazdy?
        • Gość: zet IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.12.11, 13:43
          Dlatego, że rzeczywistość cały czas się zmienia, czego niektórzy wykładowcy i dyskutanci na tym forum nie są w stanie zrozumieć. Miałem np. takich nauczycieli, dla których fakt, że uczeń nie jest w stanie wykonać skomplikowanego dzielenia w pamięci, było dowodem na upadek edukacji, bo ich w szkole tego uczyli. Nie przemawiał do nich fakt, że przy pomocy kalkulatora ci sami uczniowie byli w stanie policzyć dużo sprawniej i szybciej o wiele bardziej skomplikowane operacje matematyczne.

          Ot, takie leczenie kompleksów wśród niedowartościowanych, sfrustrowanych belfrów. Dobry nauczyciel potrafi zrozumieć swoich uczniów i nawet jak ma słabszy rocznik - dopasowuje metody do niego. Zły ma sztywne reguły postępowania bez względu na okoliczności, a brak kompetencji dydaktycznych rekompensuje narzekaniami.
          • Gość: angrusz1 IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.12.11, 15:28
            groźnie to brzmi :"dopasowuje metody do niego "

            Bo wg mojego doświadczenia sprowadza się to do obniżenia wymagań .
            Wprawdzie nie szkoła wyższa , tylko technikum i to kiepskie ale taka sytuacja na egzaminie poprawkowym z angielskiego po pierwszej klasie : no to może dni tygodnia ?

            Hmm - uczeń nie bardzo potrafi .
            No to przeczytaj coś ?
            Uczeń nie przyniósł książki .

            Czy tez uważasz , że takie wymogi są nadmierne i nieuzasadnione ?
            W słowniku dni tygodnia można znaleźć .
            To tak jak z liczeniem w głowie i na kalkulatorze .

            Hmm , nie przekonasz mnie do swoich " metod " .


            • Gość: dyzio IP: *.opera-mini.net 06.12.11, 15:12
              Proponuję popatrzeć, jak wyglądają egzaminy w szkołach dla dorosłych (np. w szkołach językowych). Tam jest czymś normalnym, że zdają wszyscy (i to na czwórki, piątki), bo szkoły boją się, że stracą klientów. W innym przypadku byłaby taka awantura, że szkoda mówić. Zawsze powtarzam, że wykładowcy powinni dziękować Bogu, że mają tak wdzięczną pracę, ucząc młodych, jeszcze nie znających życia ludzi, z którymi wszystko można zrobić (pod warunkiem, że się chce i potrafi), a nie ludzi trochę starszych.
    • Gość: adiunkt IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.12.11, 19:36
      Jeśli jest wątpliwość co do zasadności ocen, to dziekan może wziąć kilka arkuszy egzaminacyjnych i albo dać komuś z uczelni do ponownej oceny, albo nawet wysłać do innej uczelni w celu weryfikacji.
    • Coraz częściej, również w Polskich uczelniach, stosuje się kilka składowych oceny końcowej. Proponuje się projekty grupowe oraz indywidualne, które stanowią procent oceny. Jest to o wiele efektywniejsze pod względem końcowych umiejętności studenta, ponieważ polega na trawieniu i przyswajaniu wiedzy, nie wkuwaniu 4 dni przed egzaminem. W dodatku, warto jest inwestować w zmysł pracy grupowej wśród młodych polaków, bo z tym jest nienajlepiej.

      Istenieje również problem selekcji negatywnej na polskich uczelniach, ale to już inna historia. Produkujmy bezrobotnych magistrów
      • > Jest to o wiele efektywniejsze pod względem końcowych umiejętnośc
        > i studenta, ponieważ polega na trawieniu i przyswajaniu wiedzy, nie wkuwaniu 4
        > dni przed egzaminem. W dodatku, warto jest inwestować w zmysł pracy grupowej wś
        > ród młodych polaków, bo z tym jest nienajlepiej.
        A ty byłeś kiedyś na studiach? Zauważyłeś może, że oprócz egzaminów są jeszcze laborki, ćwiczenia, itp.? Egzamin jest egzamin i ocena jest Z EGZAMINU, natomiast oprócz oceny z egzaminu w indeksie masz jeszcze ocenę z laborek, z ćwiczeń. Więc czemu egzamin ma ponownie uwzględniać ocenę z ćwiczeń?
        Co innego ocena KOŃCOWA ZE STUDIÓW - ta już uwzględnia trochę więcej rzeczy niż sam wynik egzaminu. I można mieć bdb z egzaminu końcowego studiów, i byle dostateczny ze studiów jako takich...

        --

        Wrocław - Polska Mekka Fantastyki


        Idzie się!!!
        • Gość: zet IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.12.11, 13:49
          Sądząc po tym, że zaczynasz odpowiedź od personalnych wycieczek, raczej nie. Na dodatek nie zrozumiałeś postu przedmówcy, bo on nie pisał o laborkach, ćwiczeniach itp. I ma całkowitą rację - średnia z całego semestru pracy jest dużo bardziej obiektywnym narzędziem oceny niż ocena z trzech pytań na egzaminie. Ponadto uczy systematyczności pracy, premiuje chęć wgłębiania się w temat (a nie wkucie notatek z wykładów pani profesor), indywidualizuje tok studiów itp. Dopóki w Polsce uczą takie puste głowy jak twoja, nie ma szans na to, żeby coś zmieniło się na lepsze w edukacji. No i gdyby to nie był jeden egzamin, a średnia z wielu ocen cząstkowych, takich spraw jak ta z prof. Dąbrowską by nie było.
          • > Sądząc po tym, że zaczynasz odpowiedź od personalnych wycieczek, raczej nie.
            Sorry, ale jak przedpiśca pokazuje, że nie wie, jak wyglądają studia, to co, mam sens studiów podważać? Głupoty pisze, a właściwie to raczej nie na temat (bo pisze o ocenie KOŃCOWEJ, a dyskusja jest o pojedynczym egzaminie).

            > dodatek nie zrozumiałeś postu przedmówcy, bo on nie pisał o laborkach, ćwiczen
            > iach itp. I ma całkowitą rację - średnia z całego semestru pracy jest dużo bard
            > ziej obiektywnym narzędziem oceny niż ocena z trzech pytań na egzaminie.
            To średnią sobie można dalej liczyć - z wszystkich 30 ocen, jakie student dostał. Mimo to, jeśli jeden egzamin zawalił, a z pozostałych ma 5, to w obecnym systemie i tak nie zdał, i tak. Mimo wysokiej średniej...

            > o uczy systematyczności pracy, premiuje chęć wgłębiania się w temat (a nie wkuc
            > ie notatek z wykładów pani profesor),
            co? średnia uczy systematyczności pracy i premiuje chęć wgłębienia się w temat? A jeśli to właśnie pani profesor wymagała wgłębienia się w temat, a reszta pozwalała zakuć notatki bez zrozumienia? A jeśli średnia z jednego semestru uczy według ciebie systematyczności pracy...

            > się na lepsze w edukacji. No i gdyby to nie był jeden egzamin, a średnia z wie
            > lu ocen cząstkowych, takich spraw jak ta z prof. Dąbrowską by nie było.
            Ale ocena KOŃCOWA jest liczona z wielu ocen cząstkowych. Ale poszczególne przedmioty trzeba po drodze zdać. I nie można dopuścić do tego, że absolwent wydziału elektrycznego który nie zna "tylko" prawa Ohma i Kirchoffa i zawalił elektrotechnikę, ale pozostałe przedmioty jakoś zdał, żeby miał dyplom magistra inżyniera elektryka, czyż nie?

            --

            Ziemiański, Szmidt - kto jeszcze pisał o Wrocławiu?


            Przez Dolny Śląsk na piechotę
            • Gość: dyzio IP: *.opera-mini.net 06.12.11, 15:22
              zetkaf napisał:

              > > Sądząc po tym, że zaczynasz odpowiedź od personalnych wycieczek, raczej n
              > ie.
              > Sorry, ale jak przedpiśca pokazuje, że nie wie, jak wyglądają studia, to co, ma
              > m sens studiów podważać? Głupoty pisze, a właściwie to raczej nie na temat (bo
              > pisze o ocenie KOŃCOWEJ, a dyskusja jest o pojedynczym egzaminie).

              Ech, kultura... Ja myślę, że to ty nie dorosłeś do tej dyskusji.

              > To średnią sobie można dalej liczyć - z wszystkich 30 ocen, jakie student dosta
              > ł. Mimo to, jeśli jeden egzamin zawalił, a z pozostałych ma 5, to w obecnym sys
              > temie i tak nie zdał, i tak. Mimo wysokiej średniej...

              Otóż to. I dlatego to nie jest system oceniania na podstawie ocen cząstkowych.

              Nie każdy musi być dobry ze wszystkiego. Znam wiele przypadków dobrych fachowców, mimo że mieli kłopoty z zaliczeniem jakiegoś przedmiotu na studiach.

              > A jeśli to właśnie pani profesor wymagała wgłębienia się w temat, a reszta poz
              > walała zakuć notatki bez zrozumienia?

              Wyjątkowo nielogiczne spekulacje. Mało prawdopodobne jest, że jedna pani profesor posiadła monopol na nieomylność, a reszta błądzi.

              > Ale ocena KOŃCOWA jest liczona z wielu ocen cząstkowych. Ale poszczególn
              > e przedmioty trzeba po drodze zdać. I nie można dopuścić do tego, że absolwent
              > wydziału elektrycznego który nie zna "tylko" prawa Ohma i Kirchoffa i zawalił e
              > lektrotechnikę, ale pozostałe przedmioty jakoś zdał, żeby miał dyplom magistra
              > inżyniera elektryka, czyż nie?

              O to właśnie chodzi, że jedna negatywna ocena cząstkowa może zadecydować o niezdaniu całych studiów. Mimo że ktoś jest bardzo dobry z innych przedmiotów. Masz bardzo sztywne myślenie. Pamiętam ze swojej szkoły ucznia, który miał bardzo słabe oceny z WF-u (kilka razy miał nawet problem z zaliczeniem tego przedmiotu), a świetne oceny z pozostałych przedmiotów. Na szczęście z tego WF-u zawsze go przepychali. Teraz jest dobrym naukowcem (a ułomkiem fizycznym też specjalnie nie jest). Gdyby w twojej klasie uczył się taki student, przypuszczam, że taki talent zostałby zmarnowany.
              • > nie jest). Gdyby w twojej klasie uczył się taki student, przypuszczam, że taki
                > talent zostałby zmarnowany.
                No widzisz, u nas profesorowie sami z siebie wiedzieli, które przedmioty są ważne, które są sztuką dla sztuki. I przez wf nikt nie uwalił, choć nawet najsłabsi wiedzieli, że za wf uwalić można - nie za brak kondycji, ale za olanie tematu. Znaczy, jak nie umiałeś zrobić dwutaktu, ale było widać że próbujesz, to cię jakoś przepuścili, jednak paru osobom dano do zrozumienia, że albo zaczną chodzić na zajęcia i choć trochę się ruszać, albo zostaną poddane bezwzględnie kryteriom. Wystarczyło jednak w miarę regularnie chodzić na wf, podejść do każdej wymaganej próby, a na takie szczegóły przymykano oko. Z historii filozofii też się nie znęcano...

                --

                Fantastyczny przewodnik po Wrocławiu


                Idzie się!!!
                • Gość: olo IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.12.11, 01:13
                  O właśnie, profesorowie oceniali, które przedmioty są ważne, a to jest kwestia SU-BIEK-TYW-NA. Przypuszczam, że studenci na językoznawstwie też się starali...
                  • > O właśnie, profesorowie oceniali, które przedmioty są ważne, a to jest kwestia
                    > SU-BIEK-TYW-NA.
                    Widzisz, po ilus latach pracy w zawodzie stwierdzam, że ocena była w miarę dostosowana do zawodu. Zresztą niektóre przedmioty wprost są opisane jako "poszerzające horyzonty myślowe" (jak filozofia na kierunkach inżynieryjnych) albo odwrotnie, zawodowe, kierunkowe (po trosze matma, a z pewnością wszystkie bezpośrednio dotyczące przedmiotu).
                    Ale co tam widzę ze niektórzy próbują udowodnić, że profesor z założenia jest głupi, i nawet nie wie, co jest potrzebne do pracy w danym zawodzie, o wiele mądrzejszy jest student, który najprawdopodobniej poza kasą w tesco nie pracował nigdzie? Jeśli z perspektywy kasy w tesco oceniasz, co ci będzie potrzebne potem w pracy, to czemu potem się dziwić, że większość absolwentów na kasie w końcu skończy?

                    --

                    Wrocław - Polska Mekka Fantastyki


                    Idzie się!!!
                    • Gość: olo IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.12.11, 16:17
                      Kasa w Tesco? O właśnie, to ty próbujesz udowadniać, że studenci z założenia są głupi. A jeśli 100 studentów uważa tak samo, to dla ciebie jest to tylko głupota pomnożona przez 100. Że ci studenci zdali egzaminy u wszystkich wykładowców poza tą panią profesor, to już do ciebie nie dociera.

                      Czytając twoje posty dochodzę do jednego wniosku: twoi nauczyciele jednak popełnili OGROMNY błąd, że dali ci dyplom.
                      • Gość: angrusz1 IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.12.11, 16:44
                        tak

                        "Kasa w Tesco? O właśnie, to ty próbujesz udowadniać, że studenci z założenia są głupi. A jeśli 100 studentów uważa tak samo, to dla ciebie jest to tylko głupota pomnożona przez 100. Że ci studenci zdali egzaminy u wszystkich wykładowców poza tą panią profesor, to już do ciebie nie dociera.

                        Czytając twoje posty dochodzę do jednego wniosku: twoi nauczyciele jednak popełnili OGROMNY błąd, że dali ci dyplom. "

                        Jeśli stu studentów nie zdało egzaminu to jeszcze o nich nic to nie świadczy .
                        Jest to tylko informacja, że nie mieli dość wiedzy , by - wg egzaminatora - mieć zaliczony egzamin .

                        Jeżeli tych 100 studentów zaliczyło wszystkie egzaminy a tylko tego jednego nie , wcale nie oznacza,że to wina pani profesor .
                        Wina może być po stronie pani profesor ale i równie dobrze po stronie studentów .
                        ( no i po obu stronach też )
                        Czy to nie oczywiste ?
                        To tylko takie prawa logiki .
                        • Gość: dyzio IP: *.opera-mini.net 07.12.11, 16:51
                          Jeśli 100 studentów nie zdaje egzaminu, to wcale nie oznacza to, że się nie nauczyli. Jeśli wg egzaminatora studenci nie mieli dość wiedzy, żeby zdać egzamin, wcale nie oznacza to, że nie umieją.

                          Jeśli 100 studentów zalicza egzaminy u innych wykładowców, a nie zalicza u jednego, to jest to przesłanka mówiąca, że z tym jednym egzaminatorem jest coś nie tak.

                          Logika wymaga posługiwać się obiektywnie prawami logiki.
                          • Gość: angrusz1 IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.12.11, 22:25
                            Dyzio pisze :"
                            Jeśli 100 studentów zalicza egzaminy u innych wykładowców, a nie zalicza u jednego, to jest to przesłanka mówiąca, że z tym jednym egzaminatorem jest coś nie tak. "

                            Logika mówi , że jeśli 100 studentów zdało egzaminy u innych egzaminatorów , to oznacza, że egzaminatorzy zaliczyli im egzaminy a jeżeli 100 studentów nie zdało egzaminu u egzaminatora D, to oznacza, że egzaminator nie zaliczył im egzaminu .

                            Co jest powodem niezaliczenia ?
                            Należy domniemywać, że egzaminator D uznał , iż wiedza tych 100 studentów była niedostateczna , by zaliczyć im egzamin .

                            Władze uczelni mają większe doświadczenie zarówno ze studentami niezdającymi egzaminu jak i z egzaminatorami niezaliczającymi egzamin .
                            Komu bardziej uwierzą ?

                            Hmm , trudno wyczuć . Ja stawiam na profesor D.

                            Taka jest logika .
                            A dyzio ty jakiś kit wciskasz .
                            • Gość: marcel IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.12.11, 05:05
                              Ech ta twoja logika, angrusz...

                              Logika, a także doświadczenie pokazują, że na uczelniach panuje nepotyzm, kolesiostwo, układziki itp. Jesteś naiwniejszy od studenta I roku.
                              • Gość: angrusz1 IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.12.11, 07:06
                                Oraz sposób dyskusji wg marcela

                                "Ech ta twoja logika, angrusz...

                                Logika, a także doświadczenie pokazują, że na uczelniach panuje nepotyzm, kolesiostwo, układziki itp. Jesteś naiwniejszy od studenta I roku "

                                Nie podoba ci się moja logika, to pokaż na czym polega błąd .
                                Bo w przeciwnym razie jesteś gołosłownym trollem - patrz ilość twoich postów - postów marcela . A może to inne wcielenie dyzia ?
                                • Gość: dyzio IP: *.opera-mini.net 08.12.11, 21:48
                                  Przecież ty i tak nie zrozumiesz, skoro przez kilkadziesiąt postów trzeba ci tłumaczyć najprostsze rzeczy. I napisał prawdę - logiki ci brakuje i to bardzo.

                                  > A może to inne wcielenie dyzia ?

                                  Sądząc po IP, to raczej ty rozmawiasz sam ze sobą, trollu.
                          • > Jeśli 100 studentów zalicza egzaminy u innych wykładowców, a nie zalicza u jedn
                            > ego, to jest to przesłanka mówiąca, że z tym jednym egzaminatorem jest coś nie
                            > tak.
                            A czemu z tym egzaminatorem? A może to właśnie inni egzaminatorzy olewali swoje studia? Sugerujesz, że nie powinienem dostać dyplomu, a dostałem. LOGICZNIE wnioskując, należy wysnuć wniosek, że kryteria egzaminowania na studiach są mocno zaniżone, a egzaminatorzy przepuszczają osoby, których nie powinny. Logika wskazuje, że nie trafiłem na odpowiednik pani profesor, który zrobiłby porządną selekcję ;)

                            --

                            www.polnocnolubuskie.blogspot.com

                            Wędrówki po północnej części woj. lubuskiego
                            Bo nawet największa podróz zaczyna się od pierwszego kroku...
                      • > Kasa w Tesco? O właśnie, to ty próbujesz udowadniać, że studenci z założenia są
                        > głupi.
                        Nie, jedynie próbuję udowodnić, że wśród studentów znajduje się grupa osobników głupich. Taka mała różnica...

                        > ta pomnożona przez 100. Że ci studenci zdali egzaminy u wszystkich wykładowców
                        > poza tą panią profesor, to już do ciebie nie dociera.
                        Biorąc pod uwagę, że był to pierwszy rok studiów uzupełniających, pozostaje pytanie jak liczna była grupa "wszystkich wykładowców" i na ile obejmowała przedmioty skomplikowane, a na ile tylko jakieś elementarne?

                        --

                        Ziemiański, Szmidt - kto jeszcze pisał o Wrocławiu?


                        Przez Dolny Śląsk na piechotę
    • Kryteria egzaminacyjne powinny być stałe, przynajmniej w jakimś przedziale czasowym. Ciekawe jak technicznie zrobić tę proponowaną w artykule różnicowanie poziomu egzaminów zależnie od poziomu rocznika? Najpierw egzamin wstepny szacujący poziom danego roku studentów, a potem egzamin właściwy dostosowany do wyników wstępnej selekcji oceniającej?
      • Gość: ccc IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.12.11, 22:04
        Proponowałbym raczej zastanowić się, jak określić te stałe kryteria, nie uwzględniając aktualnego poziomu wiedzy studentów...
      • Ależ nie ma problemu - można się wzorować na uczelniach amerykańskich (które przecież należy naśladować, czyż nie?) i kryteria oceny ustalać już po egzaminie tak, by oblewało 30%, 5% uzyskiwało ocenę najwyższą, a w pozostałych - był rozkład normalny.
      • Choć tylko trochę w szczegółach. Akurat fragment:
        "podać najważniejsze pytania do wiadomości kilka tygodni wcześniej i już mamy gwarancje, że będą się precyzyjnie uczyć tego, co dla wykładowcy jest najważniejsze. Ale w takim systemie istnieje duże prawdopodobieństwo, że albo wszyscy, albo prawie wszyscy zdają."
        nie potwierdził się w praktyce.
        • > "podać najważniejsze pytania do wiadomości kilka tygodni wcześniej i już mamy g
          > warancje, że będą się precyzyjnie uczyć tego, co dla wykładowcy jest najważniej
          > sze. Ale w takim systemie istnieje duże prawdopodobieństwo, że albo wszyscy, al
          > bo prawie wszyscy zdają."
          > nie potwierdził się w praktyce.
          Dokładnie. Sam miałem egzamin, na którym kryteria były jasne. Wykładowca wchodzi, podaje pytania, wychodzi z sali, wraca za 5 godzin, kartki mają być oddane. Następnie egzamin ustny - proszę znaleźć swoją pracę, proszę wytłumaczyć co pan tutaj zrobił. Plus pytania dodatkowe wynikające bezpośrednio z tego, co pan zrobił - dlaczego tak, a nie inaczej, itp. Czas: możecie przychodzić codziennie od 8 do 15, ile razy chcecie, miesiąc wolnego mam w trakcie wakacji, 30 września muszę wpisać oceny do indeksów - kto nie zaliczy, tego dnia dostaje dwóję.
          I niby nie był złośliwy, tylko dokładnie pytał, w moim przypadku czepił się jednej rzeczy - wytłumaczyłem grzecznie, że owszem, jego założenie było słuszne, jednak niedoprecyzował pytania, więc sobie sam coś dopowiedziałem i dlatego zrobiłem tak a nie inaczej, on też mi przyznał rację, że PRZY TYCH ZAŁOŻENIACH to faktycznie mam rację, że faktycznie były podstawy do przyjęcia takich założeń, podkreślił jedynie, że na przyszłość warto jedynie przed rozpoczęciem projektowania czegoś doprecyzować z klientem, co chce otrzymać (co już było uwagą poza tematem wykładów). Zdane za pierwszym podejściem, dodam, że gdyby nie podejście "przychodzicie ile razy chcecie" to zdawalność byłaby na poziomie 10-20%. Po latach pracy w zawodzie uważam, że jego wymagania to były MINIMALNE podstawy.

          --

          www.polnocnolubuskie.blogspot.com

          Wędrówki po północnej części woj. lubuskiego
          Bo nawet największa podróz zaczyna się od pierwszego kroku...
          • Gość: zet IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.12.11, 13:53
            To po co ten egzamin pisemny, jak wykładowca nawet nie pilnował, czy studenci ściągają czy nie?

            A twój przykład jest do bani, bo obecne przepisy wyraźnie mówią, że egzamin ma być pisemny, a nie ustny.
            • > To po co ten egzamin pisemny, jak wykładowca nawet nie pilnował, czy studenci ś
              > ciągają czy nie?
              Miałeś napisać program. Żebyś miał co potem tłumaczyć na egzaminie ustnym, bo tylko z tego co napisałeś na kartce pytał profesor. Dodam, że potrafiło być po kilka prac dokładnie takich samych, a ich "autorzy" zdawali różnie... bo jeden wiedział co napisał, a reszta nie wiedziała co skopiowała ;)

              > A twój przykład jest do bani, bo obecne przepisy wyraźnie mówią, że egzamin ma
              > być pisemny, a nie ustny.
              To pisemny był - a co, ustne już zabronione? A to już kicha...

              --

              Fantastyczny przewodnik po Wrocławiu


              Idzie się!!!
              • Gość: dyzio IP: *.opera-mini.net 06.12.11, 15:25
                Równie dobrze taki program każdy mógł sobie napisać w domu. A egzamin nie był pisemny - trudno nazwać egzaminem coś takiego, gdy profesor wychodzi sobie z sali.
                • Gość: angrusz1 IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.12.11, 17:13
                  Piszesz :"A egzamin nie był pisemny - trudno nazwać egzaminem coś takiego, gdy profesor wychodzi sobie z sali. "

                  Masz rację , ale to norma w szkołach .

                  Jak więc ocenić takich nauczycieli ?
                • > Równie dobrze taki program każdy mógł sobie napisać w domu.
                  Poza tym, że nie wiedziałeś przed rozpoczęciem egzaminu, co to ma być za program, to masz zupełną rację. Wystarczyło mieć dar przewidywania posunięć profesora (dodajmy, że zadanie zawsze było wymyślane na miejscu ;) i można było napisać w domu ;)

                  >A egzamin nie był pisemny
                  a jaki? ustny egzamin polegający na NAPISANIU czegoś na kartce?

                  > trudno nazwać egzaminem coś takiego, gdy profesor wychodzi sobie z sali.
                  Widzisz, u nas nie tylko na tym jednym egzaminie profesorowie wychodzili, choć na 5 godzin to chyba tylko on. Mimo to, niektórzy potrafili egzamin uwalić, także te, które były tylko pisemne...

                  --

                  Ziemiański, Szmidt - kto jeszcze pisał o Wrocławiu?


                  Przez Dolny Śląsk na piechotę
                  • Gość: olo IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.12.11, 01:16
                    Ile razy trzeba ci tłumaczyć, że wszystkie egzaminy muszą być pisemne? Rozumiesz ty, co czytasz?

                    > Widzisz, u nas nie tylko na tym jednym egzaminie profesorowie wychodzili, choć
                    > na 5 godzin to chyba tylko on. Mimo to, niektórzy potrafili egzamin uwalić, tak
                    > że te, które były tylko pisemne...

                    Mogę tylko pogratulować profesorów i szkoły. Na pewno ich oceny były super obiektywne...
                    • > Ile razy trzeba ci tłumaczyć, że wszystkie egzaminy muszą być pisemne? Rozumies
                      > z ty, co czytasz?
                      Tak, rozumiem. Spytałem czy chodzi o totalny zakaz "egzaminy TYLKO pisemne" czy może "musi być pisemny, ale nikt nie zabroni go uzupełnić ustnym" (wtedy w końcu egzamin pisemny jest - czyli kryterium muszenia jest spełnione) i odpowiedzi NIE DOSTAŁEM.
                      Poza tym, pytanie o podstawę prawną - jeśli nie jest to jakaś ustawa, a jedynie ukaz uniwersytetu wrocławskiego, to dziwne by było, żeby obowiązywał on na mojej uczelni.

                      > Mogę tylko pogratulować profesorów i szkoły. Na pewno ich oceny były super obie
                      > ktywne...
                      No cóż, jakoś ci lepsi (w ocenie także studentów) zazwyczaj dobre oceny mieli, zazwyczaj ci słabsi też jakoś cienko wypadali. Choć nie mówię, że i tym lepszym czasem jakaś słabsza ocena się nie trafiła, i mimo to np. ocenę końcową mieli bardzo wysoką.

                      --

                      www.polnocnolubuskie.blogspot.com

                      Wędrówki po północnej części woj. lubuskiego
                      Bo nawet największa podróz zaczyna się od pierwszego kroku...
                      • Gość: olo IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.12.11, 16:21
                        Czy ty rozumiesz słowo "egzamin"? Bo że nie potrafisz myśleć, to już udowodniłeś nie raz. Sformułowanie, że egzamin ma być pisemny, oznacza nic innego, tylko że ocena może zależeć wyłącznie od tego, co student napisze.

                        A rozmawiać ze studentami profesorowie sobie mogą (jak mają czas) - wieczorami, po zajęciach, przy kawce...
                        • > Czy ty rozumiesz słowo "egzamin"?
                          A czy ty rozumiesz zwrot "podstawa prawna"? Bo już był taki jeden, co wmawiał, że rowerzysta jest pieszym ;) Być może stwierdzenie że egzamin może być tylko pisemny jest jedynie wymysłem jego chorej wyobraźni?


                          --

                          Fantastyczny przewodnik po Wrocławiu


                          Idzie się!!!
                          • Gość: marcel IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.12.11, 05:11
                            A co, pokłóciłeś się z wujkiem Google? Za co ty masz tego magistra? Wytworem chorej wyobraźni są przede wszystkim twoje "argumenty" - same gdybania i zero faktów...
                            • > A co, pokłóciłeś się z wujkiem Google?
                              Nie, ale czemu ja mam udowadniać czyjeś argumenty, które być może są jedynie wytworem jego chorej wyobraźni? A może powołuje się na coś, co usłyszał na jakiejś zaściankowej uczelni, i nawet nie wie, że to jedynie lokalny ukaz? I teraz ja mam szukać, która to zaściankowa uczelnia ma taki ukaz, żeby udowodnić?
                              PS. co do trollowania: sam ze sobą tej dyskusji nie prowadzę. Jeśli nazywasz mnie trollem, to jak nazwiesz tych, co ze mną dyskutują? W przeciwieństwie np. do benka, poza sporadycznymi uzupełnieniami swoich wypowiedzi, nie odpowiadam na swoje maile. Jeśli nie podoba ci się, że dyskutuję, to czemu sam dyskutujesz? I tylko podobnie jak benek, jedynie zmieniasz nicka, żeby komuś się wydawało, że to kolejna osoba przyznaje ci rację i podkreśla twój autorytet...


                              --

                              Wrocław - miasto spotkań różnych rzeczywistości


                              Z drogi piszę
                              • Tak to widzisz panie zetkaf .
                                Ja z tobą się zgadzam na wiele tematów w tej dyskusji jak i na metodę prowadzenia tej dyskusji ale są inni , którym piana na usta wyskakuje, kiedy im się udowadnia miałkość ich argumentów i zaczynają bluzgać ( katolicki trollu ) .
                                Taki to poziom tych dyskutantów .

                                Dziwnym trafem ci dyskutanci zawsze biorą stronę tych " uwalonych " na egzaminie studentów .
                                Chyba mają coś wspólnego .
                                • > Ja z tobą się zgadzam na wiele tematów w tej dyskusji
                                  twoje prawo... bez różnicy poglądów ciężko o dyskusję, czyż nie?

                                  > ale są inni , którym piana na usta wyskakuje,
                                  i z tego powodu mnie obrażasz? Z tego powodu nie przytoczysz dowodu swoich argumentów?

                                  > kiedy im się udowadnia miałkość ich argumentów
                                  bo hasło "egzamin ma być pisemny" bez podania źródła nie jest argumentem miałkim?
                                  Ja powiem "egzamin ma być ustny" i który argument lepszy?

                                  --

                                  www.polnocnolubuskie.blogspot.com

                                  Wędrówki po północnej części woj. lubuskiego
                                  Bo nawet największa podróz zaczyna się od pierwszego kroku...
                                  • Gość: angrusz1 IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.12.11, 12:13
                                    Do zetkaf :

                                    Piszesz mnie cytując :" > ale są inni , którym piana na usta wyskakuje,
                                    i z tego powodu mnie obrażasz? Z tego powodu nie przytoczysz dowodu swoich argumentów? "

                                    Chyba pomyliłeś osoby .
                                    Dla jasności , nie ciebie miałem na myśli .
                                    To byli niejaki jkl i olo a ostanio niejaki marcel
                                    • Gość: dyzio IP: *.opera-mini.net 08.12.11, 21:52
                                      O proszę, nasz trollik angrusz1 vel zetkaf już rozmawia sam ze sobą... Od samego początku wiedziałem, że masz coś nie tak z głową, ale nie przypuszczałem, że aż tak.
                                      • > O proszę, nasz trollik angrusz1 vel zetkaf już rozmawia sam ze sobą...
                                        ooo, kolega zaczyna już benkowe argumenty wysuwać... czyżby wyszło szydło z worka?

                                        > o początku wiedziałem, że masz coś nie tak z głową,
                                        Widzisz, u Ziemiańskiego jest piękny tekst, gdy nagle jednego z bohaterów zaczyna ogarniać szaleństwo. Wydaje mu się, że to wariat zaczyna mówić normalnie, a dopiero po chwili zauważa, że to tenże bohater nagle zaczął mówić językiem szaleńców i wariat go zaczął rozumieć. Tak więc cieszy mnie, że mój język jest dla ciebie niezrozumiały ;)



                                        --

                                        Wrocław - miasto spotkań różnych rzeczywistości


                                        Z drogi piszę
                                        • Gość: dyzio IP: *.opera-mini.net 08.12.11, 22:19
                                          zetkaf napisał:

                                          > ooo, kolega zaczyna już benkowe argumenty wysuwać...

                                          Aha, widzę, że nie jestem pierwszy, który cię zdemaskował. Dziękuję :-)

                                          > Widzisz, u Ziemiańskiego jest piękny tekst, gdy nagle jednego z bohaterów zaczy
                                          > na ogarniać szaleństwo. Wydaje mu się, że to wariat zaczyna mówić normalnie, a
                                          > dopiero po chwili zauważa, że to tenże bohater nagle zaczął mówić językiem szal
                                          > eńców i wariat go zaczął rozumieć. Tak więc cieszy mnie, że mój język jest dla
                                          > ciebie niezrozumiały ;)

                                          No, ja widzę, że nikt tu nie rozumie, o co ci chodzi. Więc popatrz lepiej w lustro, czy to nie ty przypadkiem jesteś wariatem. Przebudzenie może być bolesne...
    • Obawiam się, że oświadczenie autora, iż o sprawie wie tyle, ile napisała GW, jest i tak nieco na wyrost- bo wie jednak nieco mniej.
      Mianowicie ta lawina ocen niedostatecznych (skądinąd istotnie zastanawiająca!) spadła nie na wszystkich egzaminowanych, a na tych, którzy egzaminu przynajmniej raz już nie zdali i przystąpili do egzaminu poprawkowego (jaka była tzw. zdawalność w pierwszym terminie nie wiem, ale domyślam się, że wyniosła około 50%- skoro do poprawki przystąpiło nieco ponad 100 osób, a przeciętny rok na polonistyce liczy sobie około dwu setek ludzi). Dobrze jest rozróżniać te rzeczy.

      Zaś co do samych egzaminów jako takich to (jak sądzę) ich celem jest ustalenie stanu wiedzy osoby do niego przystępującej i jej "wycena" poprzez wystawienie stosownej oceny. Nie widzę tu specjalnego sensu w jakiś zabiegach dostosowywania ocen do poziomu rocznika. Pół biedy na takiej polonistyce, ale na kierunkach inżynierskich czy medycynie efekty mogłyby być potencjalnie tragiczne w dalszej perspektywie (nie chciałbym się leczyć u kardiologa, któremu - podczas egzaminu z tej dziedziny medycyny - obniżono kryteria i który zna, powiedzmy, jedynie prawy lub lewy przedsionek).
      • Gość: wobo IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.12.11, 22:06
        To może najpierw zorientuj się, ilu jest studentów na polonistyce. Może wtedy przestaniesz pisać bzdury.
        • Gość portalu: wobo napisał(a):

          > To może najpierw zorientuj się, ilu jest studentów na polonistyce. Może wtedy p
          > rzestaniesz pisać bzdury.

          Och, skoro wiesz, że piszę bzdury, to podziel się wiedzą, ile osób liczy ten 1 rok uzupełniających studiów magisterskich - oraz ile osób zdaje go po raz kolejny będąc już na roku drugim. Z głosów poniżej wynika, że te dwieście osób z ogonkiem na roku mniej więcej odpowiada stanowi faktycznemu.
          Wtedy uznam, że przestałeś pisać bezpodstawne dyrdymały.
          • Gość: olo IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.12.11, 01:18
            Ale to ty przedstawiasz tu wyliczenia, nie on. Wypadałoby podeprzeć się jakimś wiarygodnym źródłem danych. Fakt, że takiego nie potrafisz wskazać, świadczy o tym, że twoje wnioski oparte na tych wyliczeniach są do dupy.
      • Gość: tomek IP: *.opera-mini.net 04.12.11, 22:13
        A co z zaocznymi, z których prawie wszyscy zdali ten przedmiot? Zaoczni są lepsi?

        Najpierw skończmy z takimi cyrkami na uniwerku (typu: kto płaci, ten dostaje), a dopiero potem bierzmy się za podnoszenie poziomu studentów.
    • Gość: amadeo IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.12.11, 21:47
      Przykład nieco (ale tylko nieco) przerysowany: jeśli państwo ich uczy w liceum, że tylko odpisywanie podręczników zapewnia dobre oceny, to państwo nie może ich karać na uczelni, kiedy tam popełniają plagiat.

      Ha, z wszystkim zgoda, za wyjątkiem jednego: plagiatów to studenci mogą się się uczyć akurat na uczelniach, od swoich profesorów. Nie będę przytaczał przykładów, wszyscy znamy przynajmniej kilka z ostatnich lat, a to i tak tylko wierzchołek góry lodowej. I nie chodzi tu tylko o plagiaty artykułów naukowych, doktoratów czy habilitacji, ale także np. zżynanie z podręczników materiału do wykładów bez podania źródła, co jest rzeczą nagminną. Na ironię zakrawa fakt, że ci sami profesorowie, którzy popełniają plagiaty, tępią je u studentów z autentycznym przekonaniem, jakie to plagiatowanie jest niemoralne. Tymczasem szkody, jakie wyrządza plagiat profesora i studenta są nieporównywalne.
      • Gość: Itsme IP: *.internetia.net.pl 04.12.11, 22:26
        A może pani profesor pragnie zredukować liczbę studentów polonistyki do możliwości wchłonięcia
        ich przez rynek pracy w Polsce.
        Działanie takie odbieram jako nie pozbawione sensu.
        Prędzej czy póżniej liczba studentów tzw. humanistycznych kierunków i tak zostanie zweryfikowana (pomniejszona).
        Ktoś pisze np.,że absolwenci historii nie wiedzieli, kto z kim walczył pod Monte Cassino.
        A nawet jeżeli ci absolwenci dokładnie wiedzą, kto z kim walczył, itd. to w końcu jaki z nich
        jest pożytek.
        Na ile ich wiedza przyczynia się o powiększenie dochodu narodowego o wartość dodaną.
        Jeżeli z tego nie zdamy sobie sprawy, to dalej taśma w fabryce dyplomów pt. Uniwersytet
        Wroclawski będzie jak do tej pory wydajna.
        • Gość: amadeo IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.12.11, 22:34
          Gość portalu: Itsme napisał(a):

          > A może pani profesor pragnie zredukować liczbę studentów polonistyki do możliwo
          > ści wchłonięcia
          > ich przez rynek pracy w Polsce.

          Hm, jak na humanistkę to metoda niezbyt humanitarna...

        • > Ktoś pisze np.,że absolwenci historii nie wiedzieli, kto z kim walczył pod Mont
          > e Cassino.
          > A nawet jeżeli ci absolwenci dokładnie wiedzą, kto z kim walczył, itd. to w ko
          > ńcu jaki z nich jest pożytek.
          > Na ile ich wiedza przyczynia się o powiększenie dochodu narodowego o wartość do
          > daną.
          A czy po to się uczy historyków i polonistów, aby zwiększali dochód narodowy? Czy może cele są inne? A o ile dochód narodowy zwiększa PATRIOTYZM? Pewnie też nieznacznie... czyli co, od jutra twierdzimy, że patriotyzm rzeczą zbędną w narodzie?

          --

          Wrocław - Polska Mekka Fantastyki


          Idzie się!!!
          • Gość: zet IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.12.11, 13:57
            Chłopie, ty mentalnie chyba wciąż żyjesz w czasach rozbiorów. Patriotyzm dzisiaj to nie sama znajomość dat i powstań, ale przede wszystkim działalność na rzecz swojej ojczyzny. Jeśli twierdzisz, że powiększanie dochodu narodowego nie jest przejawem działania patriotycznego, to oby nasz kraj miał jak najmniej takich patriotów jak ty.
            • > Chłopie, ty mentalnie chyba wciąż żyjesz w czasach rozbiorów. Patriotyzm dzisia
              > j to nie sama znajomość dat i powstań, ale przede wszystkim działalność na rzec
              > z swojej ojczyzny. Jeśli twierdzisz, że powiększanie dochodu narodowego nie jes
              > t przejawem działania patriotycznego, to oby nasz kraj miał jak najmniej takich
              > patriotów jak ty.
              Jeśli patriotyzm przeliczasz tylko na złotówki... no cóż. Niejeden człowiek jest po prostu chciwy i pazerny, i ma TOTALNIE GDZIEŚ, że państwo na tym zyska (ew. marudzi, że go państwo oszwabia). Ale co tam, według ciebie to patriota, bo duuużo zarabia?
              A jak obcokrajowiec został wysłany do Polski na kontrakt, zarabia pewnie dużo kasy, oficjalnie często zatrudniony jest w Polsce... to co, polski patriota, bo dochód narodowy zwiększa?

              --

              www.polnocnolubuskie.blogspot.com

              Wędrówki po północnej części woj. lubuskiego
              Bo nawet największa podróz zaczyna się od pierwszego kroku...
              • Gość: dyzio IP: *.opera-mini.net 06.12.11, 15:30
                zetkaf napisał:

                > Jeśli patriotyzm przeliczasz tylko na złotówki... no cóż.

                Patriotyzm to nie jest bujanie w obłokach, tylko wiąże się z wymiernymi korzyściami dla ojczyzny. Inaczej ojczyzna ci powie, że możesz wsadzić sobie w d... swój patriotyzm.

                Zajarzyłeś wreszcie, o co biega?

                > Niejeden człowiek jes
                > t po prostu chciwy i pazerny, i ma TOTALNIE GDZIEŚ, że państwo na tym zyska (ew
                > . marudzi, że go państwo oszwabia). Ale co tam, według ciebie to patriota, bo d
                > uuużo zarabia?

                Widzisz, taki człowiek może być większym patriotą (podnosząc przy okazji PKB kraju) niż ktoś, kto nic nie robi, tylko rozmyśla, jakim to on jest wielkim patriotą.

                > A jak obcokrajowiec został wysłany do Polski na kontrakt, zarabia pewnie dużo k
                > asy, oficjalnie często zatrudniony jest w Polsce... to co, polski patriota, bo
                > dochód narodowy zwiększa?

                A nie? Jeśli działa na korzyść naszego państwa, to jest jak najbardziej polskim patriotą.
                • > Patriotyzm to nie jest bujanie w obłokach, tylko wiąże się z wymiernymi korzyśc
                  > iami dla ojczyzny. Inaczej ojczyzna ci powie, że możesz wsadzić sobie w d... sw
                  > ój patriotyzm.
                  Rzeczpospolita tylko żąda. Nie płaci, nie wynagradza. Tylko żąda i dlatego służymy jej jak psy
                  Andrzej Ziemiański

                  Widzę, że ty z tych patriotów, co sobie zastrzegają prawo oceniania, co jest, a co nie jest patriotyzmem? Dla jednego patriotyzmem jest pamiętanie o świętach narodowych, dla innego dbanie o dobry wizerunek i rozwój gospodarczy kraju. Można łatwo ocenić, który patriotyzm jest BARDZIEJ UŻYTECZNY krajowi (choć i to nie do końca), jednak trudno mówić który jest LEPSZY. Dla niektórych lepszym patriotyzmem było bycie na pochówku Kaczyńskiego...

                  > Widzisz, taki człowiek może być większym patriotą
                  ten, który MA TOTALNIE GDZIEŚ, jak jego przychody wpłyną na państwo? Sorry, ale gdzie tu "bycie patriotą"? Co innego, gdyby pragnął osiągnąć jak najlepsze zyski, żeby płacić jak najwyższe podatki żeby się państwo bogaciło - wtedy możemy mówić o postawie patriotycznej. jeśli jednak tylko patrzy, by mieć więcej, by mieć więcej, by mieć więcej - a ile państwo zyska, to ma w du... to gdzie tu patriotyzm? Zysk dla kraju być może jest, ale nie patriotyzm...

                  > A nie? Jeśli działa na korzyść naszego państwa, to jest jak najbardziej polskim
                  > patriotą.
                  Nie, patriotą to on będzie, jak będzie to robił dla kraju, a nie przy okazji. Tak co najwyżej może być użyteczny dla Polski, tego akurat nie kwestionuję.

                  --

                  Wrocław - miasto spotkań różnych rzeczywistości


                  Z drogi piszę
                  • Gość: olo IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.12.11, 01:24
                    > > Widzisz, taki człowiek może być większym patriotą
                    > ten, który MA TOTALNIE GDZIEŚ, jak jego przychody wpłyną na państwo? Sorry, ale
                    > gdzie tu "bycie patriotą"?

                    Sam sobie zaprzeczasz, bo najpierw piszesz, że patriotyzm nie musi być użyteczny, a teraz, że jak ktoś nie myśli w kategoriach użyteczności dla państwa, to nie jest patriotą. Widzę, że sam nie rozumiesz, czym jest patriotyzm, a tak chętnie pouczasz innych.

                    A jakbyś miał chocby podstawowe pojęcie o ekonomii, to wiedziałbyś, że zysk kapitalisty nieodłącznie pociąga za sobą zysk państwa.
                    • Gość: angrusz1 IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.12.11, 07:56
                      Zetkaf napisał :"Nie, patriotą to on będzie, jak będzie to robił dla kraju, a nie przy okazji. Tak co najwyżej może być użyteczny dla Polski, tego akurat nie kwestionuję. "

                      Widzisz olo , nie każdy kapitalista , który ma zysk z działalności gospodarczej jest patriotą .
                      Tu liczy się przede wszystkim osobisty stosunek do państwa .

                      Zysk i przydatność to rzecz drugorzędna i nie niezbędna .

                      A przy okazji nie słyszałeś o pompowaniu kosztów, by zmniejszyć zysk albo go wytransferować do innego kraju - tam , gdzie kapitalista mieszka , ma siedzibę .
                      • Gość: olo IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.12.11, 16:24
                        Nie masz racji. Patriotyzm to przede wszystkim realne działania na rzecz kraju. Co kto sobie myśli, to nikogo nie obchodzi.

                        Z takim rozumieniem patriotyzmu, jak twoje, daleko byśmy nie zajechali. No, ale przynajmniej wszyscy bylibyśmy patriotami... :D
                        • Gość: angrusz1 IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.12.11, 16:50
                          pisząc :"Nie masz racji. Patriotyzm to przede wszystkim realne działania na rzecz kraju. Co kto sobie myśli, to nikogo nie obchodzi. "

                          Nie olo .
                          Mylisz się .
                          Realne działania mogą być przejawem patriotyzmu ale nie muszą .
                          Podobnie działania nie związane z " realnością " a tylko w sferze ducha , też mogą być przejawem patriotyzmu .
                          Twoje rozumowanie jest fałszywe i po prostu prostackie .

                          Owszem cenię realne działania na rzecz kraju i też uznaję , że jeśli takich działań nie ma , to kraj ma problemy lub znika z mapy - jak to zdarzyło się w 1795 roku .
                          Może i ci z Targowicy też twierdzili , że są patriotami ale realnie szkodzili państwu .

                          Te słowa " przede wszystkim " ratują twoją wypowiedź przed totalną głupotą .
                          No bo zawsze może jest jeszcze coś , coś więcej oprócz " realnego działania "
                          • Gość: dyzio IP: *.opera-mini.net 07.12.11, 16:56
                            Wyjdź na ulicę, mądralo, i zapytaj, kto jest patriotą. Wyjdzie ci, że każdy. Co ci po takich deklaracjach?

                            "Może i ci z Targowicy też twierdzili , że są patriotami ale realnie szkodzili państwu ."

                            Ale dla ciebie byli to patrioci. Gratuluję... no właśnie, czego? Głupoty?

                            Chroń panie Boże naszą ojczyznę przed takimi patriotami jak angrusz1!
                            • > Wyjdź na ulicę, mądralo, i zapytaj, kto jest patriotą. Wyjdzie ci, że każdy. Co
                              > ci po takich deklaracjach?
                              Spytaj go, czym się to okazuje... i potem dopiero oceń. Jak spytasz każdego, czy jest mądry, to też 99% społeczeństwa powie, że jest mądre. A jak zaczniesz weryfikować wiedzę - to się okaże, że mądrych to jest 5%, w tym pewnie wszyscy z tego 1% co powiedzieli, że nie są ;)


                              --

                              Ziemiański, Szmidt - kto jeszcze pisał o Wrocławiu?


                              Przez Dolny Śląsk na piechotę
                              • Gość: marcel IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.12.11, 05:13
                                Nie mam pojęcia, o co ci chodzi, ale lepiej idź się wyśpij. Jednego jestem pewien: ty do tych 5% nie należysz...
                                • > Nie mam pojęcia, o co ci chodzi, ale lepiej idź się wyśpij. Jednego jestem pewi
                                  > en: ty do tych 5% nie należysz...
                                  Powaliła mnie siła merytoryczna twoich argumentów... no cóż, skoro skończyły ci się argumenty, to może pora skończyć dyskusję?

                                  --

                                  Wrocław - miasto spotkań różnych rzeczywistości


                                  Z drogi piszę
                                  • Gość: dyzio IP: *.opera-mini.net 08.12.11, 21:55
                                    A ty w ogóle miałeś jakiekolwiek argumenty? Śledzę twoje posty w tej dyskusji i widzę, że poza gdybaniem, co studenci mogli zrobić, a czego nie mogli, co się mogło stać a co nie mogło, co by było, gdyby ciocia miała wąsy, żadnych konkretnych faktów i rzeczowych argumentów nie potrafisz podać. Klasyczne trollowanie i nic więcej.
                                    • > A ty w ogóle miałeś jakiekolwiek argumenty? Śledzę twoje posty w tej dyskusji i
                                      > widzę, że poza gdybaniem, co studenci mogli zrobić, a czego nie mogli, co się
                                      > mogło stać a co nie mogło, co by było, gdyby ciocia miała wąsy, żadnych konkret
                                      > nych faktów i rzeczowych argumentów nie potrafisz podać.
                                      W przeciwieństwie do oponentów, którzy po pierwsze podają fakty wzięte z własnych domniemań, po drugie kłamliwie wmawiają, że pierwszy rok studiów uzupełniających to już prawie końcówka studiów ;)


                                      --

                                      www.polnocnolubuskie.blogspot.com

                                      Wędrówki po północnej części woj. lubuskiego
                                      Bo nawet największa podróz zaczyna się od pierwszego kroku...
                                      • Gość: dyzio IP: *.opera-mini.net 08.12.11, 22:15
                                        zetkaf napisał:

                                        > W przeciwieństwie do oponentów, którzy po pierwsze podają fakty wzięte z własny
                                        > ch domniemań

                                        Ciekawe, bo akurat dokładnie to samo tobie zarzucają forumowicze.

                                        > po drugie kłamliwie wmawiają, że pierwszy rok studiów uzupełniają
                                        > cych to już prawie końcówka studiów ;)

                                        A co, może początek?
                                        >
                            • Gość: angrusz1 IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.12.11, 23:27
                              Dyzio napisał :"Wyjdź na ulicę, mądralo, i zapytaj, kto jest patriotą. Wyjdzie ci, że każdy. Co
                              > ci po takich deklaracjach?
                              >
                              > "Może i ci z Targowicy też twierdzili , że są patriotami ale realnie szkodzili
                              > państwu ."
                              >
                              > Ale dla ciebie byli to patrioci. Gratuluję... no właśnie, czego? Głupoty?
                              >
                              > Chroń panie Boże naszą ojczyznę przed takimi patriotami jak angrusz1!"

                              No widzisz, wkładanie w usta dyskutanta tego , czego on nie powiedział , to stary chwyt nieuczciwych dyskutantów .

                              Ty takim się okazujesz .
                              Ja nigdy nie twierdziłem , że ci od Targowicy byli patriotami , chociaż oni być może za takich się uważali . Historia i kolejne pokolenia zweryfikowały ich mniemania .
                              Zweryfikowały negatywnie , to tak dla jasności .
                              • Gość: marcel IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.12.11, 05:14
                                A co twierdziłeś? Bo najpierw twierdzisz jedno, a potem coś wręcz przeciwnego. Czy ty w ogóle wiesz, o co ci chodzi?
przejdź do: 1-100 101-193
(101-193)

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.