• drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
Dodaj do ulubionych

Bachmann: Jaki jest sens egzaminów na studiach?

  • 04.12.11, 19:27
    Student ma opanować minimum programowe i od tego powinna zależeć różnica między oceną pozytywną i negatywną. Oceny pozytywne powinny pozwolić z kolei na gradację umiejętności.
    W swoim życiu zdawałem kilkadziesiąt egzaminów, a prowadziłem kilka i mam święte przekonanie, że połowa studentów podchodzących do egzaminu przychodzi z nastawieniem, że jakoś to będzie. Nie czytają podstawowych podręczników, nigdy nie chodzą na wykłady.
    Dziś się przyjęło, że za 3 terminem każdy powinien zdać, a to złe założenie. Nie ma podstaw, żeby z jakichkolwiek studiów zrobić maszynki do produkcji magistrów. Niedawno wyszło, że magistrowie historii nie wiedzą np. kto bronił, a kto atakował Monte Cassino w 1944 roku.
    To kto oblał egzamin z nauczania?
    Edytor zaawansowany
    • 04.12.11, 19:35
      Nie rozumiem jak egzamin może nie być związany z procesem nauczania? Przecież proces nauczania właśnie kończy się egzaminem jako formę sprawdzenia skuteczności tego nauczania. Różnicowanie co roku i dopasowywanie oceniania do poziomu "uczniów" też nie ma sensu. To tak jakby co roku zmieniać kryteria egzaminu na prawo jazdy. Jeśli kursanci są lepsi to podnosić wymogi, jeśli gorsi to obniżać. To czego wówczas dojdzie na drogach chyba nie muszę pisać.
      Inny przykład to lekarze z rocznika "lepszego" i "gorszego". Obaj zdali ten sam egzamin tylko byli rożnie oceniani. Jakie mogą być konsekwencji decyzji tego niedouczonego, bo akurat wtedy poziom studentów był niższy? Myślę, że właśnie egzaminy powinny cechować się tymi sami kryteriami dla wszystkich przy ocenie, dlatego przecież wprowadzono obowiązującą teraz maturę, dlatego wprowadza się system boloński. Jeśli przyjmiemy tezę autora artykuły to tym samym zaprzeczymy sensowi wprowadzanych zmian.
      • 04.12.11, 20:05
        Nie potrzebujemy miliona inżynierów i miliona robotników, bo te proporcje są niewłaściwe. Wystarczy przecież kilkudziesięciu inżynierów do pokierowania rzeszą mniej lub bardziej wykwalifikowanej siły roboczej.
        W Polsce tymczasem każdy głupek pcha się na studia, bo pokutuje jeszcze mit, że wyższe wykształcenie otwiera drzwi do świetlanej przyszłości. Może na zmywaku, w Wielkiej Brytanii, ale nie w naszym kraju, gdzie oprócz tytułu trzeba jeszcze mieć "plecy".
        Przed dwudziestu laty studiowali rzeczywiście ci, którzy intelektualnie wybijali się ponad przeciętną. Dzisiaj studiuje bydło, które pokazuje, czym naprawdę jest podczas Juwenaliów, na Wyspie Słodowej, klnąc prostacko w tramwajach et cetera.
        • Gość: amadeo IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.12.11, 21:53
          Ale skąd ty wiesz, że studenci są coraz głupsi? Z opowieści profesorów? Tak się składa, że narzekania nauczycieli na młode pokolenia były zawsze, a świat wcale się nie wali. Co więcej - mamy coraz lepsze mosty, coraz lepszych lekarzy, coraz lepszą technikę itp. Jeśli już do kogoś można się przyczepić, to właśnie do poziomu naszych naukowców, czego dowodzą wszelkie międzynarodowe rankingi. W przypadku uczniów i studentów jest coś wręcz przeciwnego - rankingi potwierdzają, że mamy dobrze wyedukowanych młodych ludzi, którzy bardzo dobrze radzą sobie na studiach za granicą. Może to po prostu takie leczenie kompleksów?
          • Gość: tomek IP: *.opera-mini.net 04.12.11, 22:20
            Zabawne, że uczelnie zrzucają winę na szkoły średnie za mierny poziom studentów (potrafią to robić nawet na ostatnim roku studiów), tymczasem w szkołach uczą przecież absolwenci polskich uczelni. Może czas przyjrzeć się sobie i swojej pracy, drodzy państwo profesorzy i doktorzy, zamiast ganiać za kolejnymi etacikami po różnych niedzielnych szkółkach i obwiniać za marne efekty pracy (zarówno w dydaktyce, jak i w nauce) wszystkich, tylko nie siebie?
            • Gość: technik samochodow IP: *.play-internet.pl 05.12.11, 00:13
              gdy chodziłem do popularnego we Wrocławiu technikum samochodowego, połowa nauczycieli to byli Niemcy , a najwazniejszym przedmiotem w szkole był niemiecki , do dzisiaj pamietam kolędy spiewane na zajęciach , więc z wiedzą w szkołach srednich róznie bywa
            • Gość: o!o IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.12.11, 09:10
              tylko na spokojne, stabilne powtarzanie rytuałów do emerytury. A że produkuje półinteligentów (wykształciuchy)? jakby zbyt dobrze uczyli mogli by stracić pracę i "naukowe" synekury.
              Wykształcenie się zdobywa, a szkoły się kończy. Tylko jak poznać, czy ktoś skończył uniwerek, czy zdobył wykształcenie? :-)
          • 05.12.11, 09:53
            Tak sie składa, że miałam styczność z młodzieżą przedreformową i poreformową. To zupełnie inne osobniki.
            Studiowałam filologię polską jeszcze w czasach, gdy dostać się na studia w ogóle, w tym na filologię polską, bylo bardzo trudno. Nie bylo internetu i żeby sie przygotowac do zajęć lub egzaminu, trzeba było wiele godzin przeslęczeć w bibliotece, bo nie bylo takich wynalazków cudownych jak skanery i kopiarki.
            Porównuję kanon lektur dla terazniejszych studentów ze swoim. My musielismy czytać o wiele więcej i w nieokrojonej postaci. Na filologii wówczas były trudne przedmioty - dokładnie takie jak teraz - gramatyka historyczna, scs i językoznawstwo. Były tez chodzące legendy srudentów, chocby osławiony docent Dir. Jednak nie pyskowalo sie, tylko uczylo i tyle.
            Moja córka zdawała maturę w ostatnim roku starych zasad i gdy studiowała /już nie filologię, a kierunek inżynierski/,wiele razy slysdzała od wykładowców utyskiwanie na mlodzież pogimnazjalną. Kilka razy miała,juz podczas pracy na uczelni, okazję obserwowac studentów zdających po raz kolejny ten sam egzamin z chemii - miała wrażenie, że oczekują oni piątki i nagrody tylko za to. że potrafią się poprawnie podpisać. Jej kolega prowadzi zajęcia ze studentami. Kiedys, na kilku kolejnych zajęciach, analizował po wielekroć z mlodymi 10 /!!!/ przykładów. Te same zadania dał do rozwiązania na kolokwium. Rezutlat - 2/3 studentów oddalo puste kartki.
            System nauczania się wali i myslę, że twórcy reformy, którzy dozyli tych lat /pani Dzieżgpowska juz wącha lilie w raju/, powinni za to odpowiedzieć.
            Kiedys czytałam na tym forum wypowiedz jednego z forumowiczów, który przytaczał przykład z renomowanej zachodniej uczeli, że na zajęciach bodajże z fizyki, wykładowca niezmiernie ucieszył się, gdy jakiś genialny student potrafił odpowiedziec na bardzo trudne pytanie. Takie mianowicie - jaką odleglość pokona po godzinie ktoś jadący z prędkością 100 km/h.
            Jeśli sie ktos nie opamięta, nasze uczelnie niebawem zaczną produkowac podobnie genialnych absolwentów.
            Dlatego popieram autora artykułu. Nie ośmieszajcie się kochani wykładowcy. Nie wymagajcie, nie egzaminujcie, a studenci razem z indeksem niech otrzymują akt gwarantujący otrzymanie dyplomu magisterskiego. A co tam, niech będzie, że doktorat im się da i już.
            • 05.12.11, 09:59
              Upssss, wybaczcie, moi drodzy, starej kobiecie.
              Błędnie napisałam nazwisko wielkiej twórczyni reform. Mialo być DZIERZGOWSKA, Irena zdresztą. Pozsdrawiam i liczę na wyrozumialość :-)
            • Gość: angrusz1 IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.12.11, 11:36
              Piszesz :"System nauczania się wali i myslę, że twórcy reformy, którzy dozyli tych lat /pani Dzieżgpowska juz wącha lilie w raju/, powinni za to odpowiedzieć. "

              Dodajmy jeszcze inne sławne nazwiska : radziwiłły hantkie itp .
              To oni wciskali nam - nauczycielom - że powinniśmy podchodzić do swojej pracy jak sprzedawca do klientów w sklepie .

              Nawet jak klient w twarz pluje to się uśmiechać i przyznawać rację klientowi .

              No i sposób utrzymywania dyscypliny . Dawniej były różne czasem drastyczne narzędzia np tzw łapy . One skutecznie wymuszały spokój na lekcji .
              Była dość częsta drugoroczność .
              Teraz to jest negatywnie oceniane przez władze oświatowe .
              No i taki leń i nieuk przepychany jest z klasy do klasy a potem jeszcze dostaje się na studia i tam tego samego oczekuje . A przecież pierwsze trzy lata nauki w ogóle nie jest oceniane - nie ma stopni , i tez nie można być drugorocznym .

              No ale kto jest winien ?

              Ano samo rodzice , sami ... wyborcy , bo to oni wybierają takich polityków jak hallówy , które pozwalają przepchnąć radzie pedagogicznej nieuka, który nie zdał egzaminu poprawkowego nawet w liceum .
              A inne durnie - tzw postępaki - to samo i wcześnie uczyniły na niższych szczeblach .

              No i tak to działa od lat .
              Z roku na rok coraz gorzej , z roku na rok mało widoczne to jest , ale już w skali pokolenia - jak ty to zauważasz - jest to wyraźnie widoczne .

              Ale takie hallówy są na każdym szczeblu a przede wszystkim są dyrektorami szkół .

              To taki postępak - dyrektor / ka zwolni raczej nauczyciela , który owszem solidnie , rzetelnie ale stawia dużo jedynek a zatrudni " lepszego " .
              Mnie to wiele razy spotkało .
              Ba !! dyrektorka gimnazjum , które zostało przyłapane na ściąganiu podczas egzaminu gimnazjalnego , awansowała na dyrektora technikum .
              I tak to właśnie działa .
              • Gość: zet IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.12.11, 13:31
                Jasne, wróćmy do XIX wieku, uczmy dyscypliny bijąc rózgą po rękach, a wiedzę wkładajmy do głów kuciem na pamięć. Popatrz lepiej, jak funkcjonuje edukacja na zachodzie, gdzie podmiotowość studenta jest o wiele bardziej szanowana niż u nas. I to tam tworzą wynalazki, mają nowoczesną technikę, dobrych inżynierów i wybitnych naukowców. Nam jeszcze wiele brakuje, żeby zrozumieć, że nauka nie polega tylko na wkuwaniu, ale przede wszystkim zachęceniu do samodzielnego poszerzania wiedzy. A tego nie da się zrobić siłą, strachem i przymusem.
                • Gość: angrusz1 IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.12.11, 15:07
                  do zet a popatrz na tych młodych ludzi z zadymy podczas marszu niepodległości - może na tych Niemców, którzy gościnnie przyjechali do Polski z kijami i kastetami . A latem w Londynie widzieliśmy tych " uczniów " w akcji .

                  Czy i do nich twoje perswazje dotrą , by zadymy nie robić .
                  Tacy ludzie i w szkołach podobnie się zachowują . Radze trzymać się ziemi zanim głupotę się powie .
                  • 05.12.11, 19:28
                    YYYYY, czy ja niedowidze, czy mnie w ubiegłym jeszce wieku nie nauczono czytania ze zrozumieniem? A kiedyż ja wspominałam że bicie to jakakolwiek metoda wychowawcza? Wierz mi, że przepracowałam w szkole prawdopodobnie dłużej, niz Ty chodzisz po ziemi i nigdy nie splamiłam się używaniem siły fizycznej i krzyku, nie spotkałam sie też z przejawami tzw. nowego wychowania ze strony młodziezy. Nie mnie krytykowac zachowania poszczególnych nauczycieli, ale co mam powiedzieć, gdy wchodzę do klasy, a tam nauczyciel licytuje sie z uczniem, kto ma dluższy język???????? Ostatnio dzieciaki prawie każde polecenie kwitują "bez sensu", "a po co" i jesli nauczyciel dla własnego spokoju, ze strachu przed dyrekcją, rodzicami uczniów i samymi uczniami nie przekona ich że jednak z sensem i po coś, to to wszystko rzeczywiście będzie bez sensu i po nic.
                    • Gość: dyzio IP: *.opera-mini.net 06.12.11, 15:01
                      > Ostatnio dzieciaki prawie każde polecenie kwitują "bez sensu", "a p
                      > o co"...

                      Hm, pamiętam z własnej szkoły, że też były lekcje, gdy wszyscy w klasie tak się zwracali do nauczyciela. Zawsze jednak było tak, że byli też nauczyciele, do których nikt tak nie mówił. Ten konkretny, "poszkodowany" nauczyciel oczywiście tego nie wiedział, bo wiedział co się dzieje tylko na jego zajęciach.

                      Może warto równać do najlepszych, zamiast narzekać? Dzieciaki posiadają jedną istotną cechę - zawsze są szczere i nie uśmiechają się do nieudaczników tylko dlatego, że tak powinno się robić. Co dla niektórych może być baaardzo niewygodne.
                  • Gość: dyzio IP: *.opera-mini.net 06.12.11, 14:56
                    Szkoda, że nie podałeś przykładu nieletnich kryminalistów. Gratuluję umiejętności rozumienia rzeczywistości - a raczej zwykłej demagogii.
      • Gość: Jacek IP: *.wroclaw.mm.pl 04.12.11, 20:21
        Zdecydowanie nie zgadzam się z tym, że "Ta zasada opiera się na założeniu, że w każdym roczniku studentów trzeba na nowo ustalić, co jest "odpowiednim poziomem"". Przecież nie chodzi o to, żeby zdało (załóżmy) 75% studentów, ale żeby odsiać tych, którzy nie posiedli wiedzy czy umiejętności na odpowiednim poziomie, od pozostałych. Przecież chodzi nam o to, żeby inżynier był w stanie zaprojektować most, a nie o to, żeby nie był w grupie 25% najsłabszych.
        Tak samo wywołana tu już matura. To jest egzamin dojrzałości. W konstytucji jest zapisane, że wszyscy jesteśmy równi. Jeśli teraz się ma okazać, że rok temu matury nie zdałem, ale w tym roku z taką samą punktacją bym zdał, to gdzie ta równość? Czy to również oznacza, że "moralnie" mógłbym się czuć dorosłym?
        Poza tym, jeśli na egzaminie jest założenie, że ma zdać 75% studentów, to jak potem pracodawcy mają próbować ocenić kto jest lepszy, jeśli zgłosi się pięć różnych osób, które co prawda kończyły tą samą uczelnię i kierunek, ale każda w innym roku? Tym bardziej ten dyplom nic nie będzie znaczył, bo i tak trzeba będzie każdego samemu sprawdzić.
        • Gość: amadeo IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.12.11, 22:01
          No tak, tylko weź zdefiniuj ten "odpowiedni poziom wiedzy". Można zrobić to tylko na podstawie rozkładu normalnego. Nawet trudno porównywać z poprzednimi rocznikami, bo świat cały czas się zmienia. Inna sprawa, o czym pisze też Bachmann, to fakt, że kryteria egzaminacyjne wpływają też a priori na poziom wiedzy studentów, motywując ich do nauki lub nie. Student, którego zmusza się do nauki siłą, może zda egzamin, ale na tym się jego motywacja skończy i po miesiącu i tak zapomni, co było na egzaminie. Student zmotywowany będzie uzupełniał swoją wiedzę, rozwijał się także po studiach. A o to chyba w edukacji chodzi.
          • 05.12.11, 07:43
            > No tak, tylko weź zdefiniuj ten "odpowiedni poziom wiedzy". Można zrobić to tyl
            > ko na podstawie rozkładu normalnego.
            Ale czemu ROZKŁADU normalnego? Przecież skoro ma projektować mosty, to musi umieć zaprojektować most. Policzyć strzałkę ugięcia, policzyć częstotliwość rezonansową żeby się most przy przemarszu wojsk nie zarwał bo wpadnie w wibrację, wytrzymałość gleby, itp.
            I jeśli 100% studentów nie umie tego zrobić - to uwalić 100% studentów. Żeby się potem ich most nie zarwał.
            Jeśli 100% studentów umie to zrobić - przepuścić 100% studentów. Że potem pracy dla wszystkich nie będzie - to nie powód, żeby gościu nie dostał dyplomu. Na dyplom zasłużył i basta, a potem niech on się martwi, co zrobić z bezużyteczną kartką papieru.



            --

            www.polnocnolubuskie.blogspot.com

            Wędrówki po północnej części woj. lubuskiego
            Bo nawet największa podróz zaczyna się od pierwszego kroku...
            • Gość: zet IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.12.11, 13:37
              Kotuś, też chciałbym, żeby wszystko było takie proste, jakim jest dla ciebie. Zastanawiałeś się kiedyś, co to znaczy "umieć"? Zacznijmy od tego, że na egzaminie nie oblicza się mostów, tylko przeważnie trzeba popisać się wiedzą teoretyczną. Czy gdy ktoś powie to samo trochę innymi słowami niż jest w podręczniku to już umie czy nie umie? Nie wiem też, czy zauważyłeś, ale dyskusja wzięła się z oceniania na polonistyce, a tam nie udowodnisz, że student się nie nauczył, bo napisał, że 2+2=5 a nie 4.
              • Gość: Zbych IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.12.11, 14:16
                W dodatku 2+2 może się równać 5. :) To efekt synergii. Przepraszam z góry za durny komentarz, ale wydało mi się to zabawne, bo ktoś może zdawać egzamin, na którym to właśnie będzie prawidłowa odpowiedź.
              • 05.12.11, 22:38
                > astanawiałeś się kiedyś, co to znaczy "umieć"? Zacznijmy od tego, że na egzamin
                > ie nie oblicza się mostów, tylko przeważnie trzeba popisać się wiedzą teoretycz
                > ną.
                Bo rozumiem, że do policzenia mostów nie trzeba znać wiedzy teoretycznej?
                PS. nie wiem jak jest na PWr, na mojej polibudzie na egzaminach też były zadania. Znaczy, policzyć trzeba było.

                > Czy gdy ktoś powie to samo trochę innymi słowami niż jest w podręczniku to
                > już umie czy nie umie?
                Skoro powiedział to samo...

                > Nie wiem też, czy zauważyłeś, ale dyskusja wzięła się z
                > oceniania na polonistyce, a tam nie udowodnisz, że student się nie nauczył, bo
                > napisał, że 2+2=5 a nie 4.
                Nie no, jak napisze, że rzeczownik jest jednym z 7 przypadków, to chyba wiadomo, że się nie nauczył ;)

                --

                Wrocław - Polska Mekka Fantastyki


                Idzie się!!!
                • Gość: dyzio IP: *.opera-mini.net 06.12.11, 15:07
                  zetkaf napisał:

                  > Bo rozumiem, że do policzenia mostów nie trzeba znać wiedzy teoretycznej?
                  > PS. nie wiem jak jest na PWr, na mojej polibudzie na egzaminach też były zadani
                  > a. Znaczy, policzyć trzeba było.

                  Od liczenia są przede wszystkim ćwiczenia i projekty domowe. Jak sprawdzisz na egzaminie w inny sposób niż teoretyczny, czy ktoś potrafi zaprojektować most?

                  > Skoro powiedział to samo...

                  Dla jednego będzie to samo, dla drugiego nie...

                  > Nie no, jak napisze, że rzeczownik jest jednym z 7 przypadków, to chyba wiadomo
                  > , że się nie nauczył ;)

                  Tyle, że takie zadania to możesz dawać w pierwszych klasach podstawówki, a nie na studiach polonistycznych. Są sytuacje, gdy da się sprawdzić wiedzę w ten sposób, a są takie, gdy ocena nie musi być jednoznaczna. I już to wystarczy, żeby twoje proste rozumienie świata wzięło w łeb.
                  • 06.12.11, 22:02
                    > Od liczenia są przede wszystkim ćwiczenia i projekty domowe.
                    Projekty domowe można kupić, więc jest to forma nauki, ale nie sprawdzenia wiedzy.

                    >Jak sprawdzisz na
                    > egzaminie w inny sposób niż teoretyczny, czy ktoś potrafi zaprojektować most?
                    W taki sam sposób, jak na zaliczeniu z laborek - każesz policzyć konkretne zadanie. Jak pisałem, na egzaminach na późniejszych latach egzaminy bez zadania do policzenia były rzadkością...

                    > Są sytuacje, gdy da się sprawdzić wiedzę w ten spo
                    > sób, a są takie, gdy ocena nie musi być jednoznaczna. I już to wystarczy, żeby
                    > twoje proste rozumienie świata wzięło w łeb.
                    Sorry, ale kwestia odpowiednich kryteriów... nic więcej. I nie mówię tu o porównaniu czy definicja zgadza się słowo w słowo z książkową. Ja już podawałem przykład, jak temat się pięknie załatwia - egzamin pisemny plus ustny jako kontrola tego, czy student miał na myśli to co napisał i czy na pewno to nie profesor go opacznie zrozumiał.

                    --

                    Fantastyczny przewodnik po Wrocławiu


                    Idzie się!!!
                    • Gość: olo IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.12.11, 01:11
                      zetkaf napisał:

                      > > Od liczenia są przede wszystkim ćwiczenia i projekty domowe.
                      > Projekty domowe można kupić, więc jest to forma nauki, ale nie sprawdzenia wied
                      > zy.

                      No jasne, egzamin, w trakcie którego wykładowca wychodzi sobie z sali i wraca, gdy trzeba zebrać kartki, doskonale sprawdza wiedzę.

                      > W taki sam sposób, jak na zaliczeniu z laborek - każesz policzyć konkretne zada
                      > nie. Jak pisałem, na egzaminach na późniejszych latach egzaminy bez zadania do
                      > policzenia były rzadkością...

                      Spróbuj obliczyć cały most na egzaminie. Powodzenia...

                      > Sorry, ale kwestia odpowiednich kryteriów... nic więcej. I nie mówię tu o porów
                      > naniu czy definicja zgadza się słowo w słowo z książkową. Ja już podawałem przy
                      > kład, jak temat się pięknie załatwia - egzamin pisemny plus ustny jako kontrola
                      > tego, czy student miał na myśli to co napisał i czy na pewno to nie profesor g
                      > o opacznie zrozumiał.

                      Przecież już ci pisali, że egzaminy moga być tylko pisemne.
                      • 07.12.11, 08:13
                        > No jasne, egzamin, w trakcie którego wykładowca wychodzi sobie z sali i wraca,
                        > gdy trzeba zebrać kartki, doskonale sprawdza wiedzę.
                        Skoro część osób nie zdaje, to chyba o czymś świadczy? Jak wspomniałem, i tak później musisz wytłumaczyć co zrobiłeś, i tak, więc samo spisanie od kogoś nie wystarczy...
                        i zazwyczaj jak się pojawiają prace spisywane, to jakoś autor zdaje bez problemów, a ci przepisujący podchodzą do ustnego po kilka razy...

                        > Spróbuj obliczyć cały most na egzaminie. Powodzenia...
                        Dobrze, ale można kazać policzyć konkretne podpunkty mostu. Jeśli ktoś umie policzyć kilka części tego mostu, to poradzi sobie z całością. Jeśli nie potrafi policzyć strzałki ugięcia - uwali egzamin....


                        --

                        Fantastyczny przewodnik po Wrocławiu


                        Idzie się!!!
                        • Gość: olo IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.12.11, 16:12
                          zetkaf napisał:

                          > Skoro część osób nie zdaje, to chyba o czymś świadczy? Jak wspomniałem, i tak p
                          > óźniej musisz wytłumaczyć co zrobiłeś, i tak, więc samo spisanie od kogoś nie w
                          > ystarczy...
                          > i zazwyczaj jak się pojawiają prace spisywane, to jakoś autor zdaje bez problem
                          > ów, a ci przepisujący podchodzą do ustnego po kilka razy...

                          Skoro część osób nie zdaje egzaminu, to egzamin sprawdza wiedzę? Gratuluję logiki. Napisz, jakie studia kończyłeś?

                          > Jeśli ktoś umie pol
                          > iczyć kilka części tego mostu, to poradzi sobie z całością. Jeśli nie potrafi p
                          > oliczyć strzałki ugięcia - uwali egzamin....

                          Ech, kolejny przykład zetkafowej "logiki"...

                          Twój przypadek pokazuje jedno: współczesnych studentów krytykują głównie ci, którzy sami mają braki w wiedzy i umiejętności myślenia. I to chyba wszystko w tym temacie.
                          • Gość: angrusz1 IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.12.11, 16:38
                            zaskoczył pisząc !!
                            "
                            Skoro część osób nie zdaje egzaminu, to egzamin sprawdza wiedzę?"

                            Zdawanie - czyli podchodzenie do egzaminu jest sprawdzaniem wiedzy .To oczywiste .
                            Ten , kto nie zaliczył egzaminu , dowodzi, że tej wiedzy nie miał .
                            To też chyba oczywiste .

                            No ale słowa " nie zdaje " mogą mieć i inne znaczenie .
                            Nie zdaje, bo nie podchodzi do egzaminu .
                            No tak wtedy jeśli nie zdaje, czyli nie podchodzi , nie przystępuje do egzaminu , no to nie ma sprawdzenia wiedzy .

                            Czy tak należy rozumieć twoje - olo - słowa ?
                            • Gość: dyzio IP: *.opera-mini.net 07.12.11, 16:45
                              Sprawdza a sprawdzić wiedzę to dwie różne rzeczy. Egzamin jest nie po to, żeby sprawdzać wiedzę, tylko żeby ją sprawdzić. Troszkę logiki kolego, bo czytając twoje komentarze zaczynam wierzyć w upadek polskiej edukacji. Tyle, że musiało to nastąpić już dawno temu, a nie obecnie.
      • Gość: kierowca IP: *.swps.edu.pl 05.12.11, 08:52
        To dlaczego zmieniaja sie co kilka lat zasady prawa jazdy?
        • Gość: zet IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.12.11, 13:43
          Dlatego, że rzeczywistość cały czas się zmienia, czego niektórzy wykładowcy i dyskutanci na tym forum nie są w stanie zrozumieć. Miałem np. takich nauczycieli, dla których fakt, że uczeń nie jest w stanie wykonać skomplikowanego dzielenia w pamięci, było dowodem na upadek edukacji, bo ich w szkole tego uczyli. Nie przemawiał do nich fakt, że przy pomocy kalkulatora ci sami uczniowie byli w stanie policzyć dużo sprawniej i szybciej o wiele bardziej skomplikowane operacje matematyczne.

          Ot, takie leczenie kompleksów wśród niedowartościowanych, sfrustrowanych belfrów. Dobry nauczyciel potrafi zrozumieć swoich uczniów i nawet jak ma słabszy rocznik - dopasowuje metody do niego. Zły ma sztywne reguły postępowania bez względu na okoliczności, a brak kompetencji dydaktycznych rekompensuje narzekaniami.
          • Gość: angrusz1 IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.12.11, 15:28
            groźnie to brzmi :"dopasowuje metody do niego "

            Bo wg mojego doświadczenia sprowadza się to do obniżenia wymagań .
            Wprawdzie nie szkoła wyższa , tylko technikum i to kiepskie ale taka sytuacja na egzaminie poprawkowym z angielskiego po pierwszej klasie : no to może dni tygodnia ?

            Hmm - uczeń nie bardzo potrafi .
            No to przeczytaj coś ?
            Uczeń nie przyniósł książki .

            Czy tez uważasz , że takie wymogi są nadmierne i nieuzasadnione ?
            W słowniku dni tygodnia można znaleźć .
            To tak jak z liczeniem w głowie i na kalkulatorze .

            Hmm , nie przekonasz mnie do swoich " metod " .


            • Gość: dyzio IP: *.opera-mini.net 06.12.11, 15:12
              Proponuję popatrzeć, jak wyglądają egzaminy w szkołach dla dorosłych (np. w szkołach językowych). Tam jest czymś normalnym, że zdają wszyscy (i to na czwórki, piątki), bo szkoły boją się, że stracą klientów. W innym przypadku byłaby taka awantura, że szkoda mówić. Zawsze powtarzam, że wykładowcy powinni dziękować Bogu, że mają tak wdzięczną pracę, ucząc młodych, jeszcze nie znających życia ludzi, z którymi wszystko można zrobić (pod warunkiem, że się chce i potrafi), a nie ludzi trochę starszych.
    • Gość: adiunkt IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.12.11, 19:36
      Jeśli jest wątpliwość co do zasadności ocen, to dziekan może wziąć kilka arkuszy egzaminacyjnych i albo dać komuś z uczelni do ponownej oceny, albo nawet wysłać do innej uczelni w celu weryfikacji.
    • 04.12.11, 20:02
      Coraz częściej, również w Polskich uczelniach, stosuje się kilka składowych oceny końcowej. Proponuje się projekty grupowe oraz indywidualne, które stanowią procent oceny. Jest to o wiele efektywniejsze pod względem końcowych umiejętności studenta, ponieważ polega na trawieniu i przyswajaniu wiedzy, nie wkuwaniu 4 dni przed egzaminem. W dodatku, warto jest inwestować w zmysł pracy grupowej wśród młodych polaków, bo z tym jest nienajlepiej.

      Istenieje również problem selekcji negatywnej na polskich uczelniach, ale to już inna historia. Produkujmy bezrobotnych magistrów
      • 05.12.11, 08:06
        > Jest to o wiele efektywniejsze pod względem końcowych umiejętnośc
        > i studenta, ponieważ polega na trawieniu i przyswajaniu wiedzy, nie wkuwaniu 4
        > dni przed egzaminem. W dodatku, warto jest inwestować w zmysł pracy grupowej wś
        > ród młodych polaków, bo z tym jest nienajlepiej.
        A ty byłeś kiedyś na studiach? Zauważyłeś może, że oprócz egzaminów są jeszcze laborki, ćwiczenia, itp.? Egzamin jest egzamin i ocena jest Z EGZAMINU, natomiast oprócz oceny z egzaminu w indeksie masz jeszcze ocenę z laborek, z ćwiczeń. Więc czemu egzamin ma ponownie uwzględniać ocenę z ćwiczeń?
        Co innego ocena KOŃCOWA ZE STUDIÓW - ta już uwzględnia trochę więcej rzeczy niż sam wynik egzaminu. I można mieć bdb z egzaminu końcowego studiów, i byle dostateczny ze studiów jako takich...

        --

        Wrocław - Polska Mekka Fantastyki


        Idzie się!!!
        • Gość: zet IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.12.11, 13:49
          Sądząc po tym, że zaczynasz odpowiedź od personalnych wycieczek, raczej nie. Na dodatek nie zrozumiałeś postu przedmówcy, bo on nie pisał o laborkach, ćwiczeniach itp. I ma całkowitą rację - średnia z całego semestru pracy jest dużo bardziej obiektywnym narzędziem oceny niż ocena z trzech pytań na egzaminie. Ponadto uczy systematyczności pracy, premiuje chęć wgłębiania się w temat (a nie wkucie notatek z wykładów pani profesor), indywidualizuje tok studiów itp. Dopóki w Polsce uczą takie puste głowy jak twoja, nie ma szans na to, żeby coś zmieniło się na lepsze w edukacji. No i gdyby to nie był jeden egzamin, a średnia z wielu ocen cząstkowych, takich spraw jak ta z prof. Dąbrowską by nie było.
          • 05.12.11, 22:44
            > Sądząc po tym, że zaczynasz odpowiedź od personalnych wycieczek, raczej nie.
            Sorry, ale jak przedpiśca pokazuje, że nie wie, jak wyglądają studia, to co, mam sens studiów podważać? Głupoty pisze, a właściwie to raczej nie na temat (bo pisze o ocenie KOŃCOWEJ, a dyskusja jest o pojedynczym egzaminie).

            > dodatek nie zrozumiałeś postu przedmówcy, bo on nie pisał o laborkach, ćwiczen
            > iach itp. I ma całkowitą rację - średnia z całego semestru pracy jest dużo bard
            > ziej obiektywnym narzędziem oceny niż ocena z trzech pytań na egzaminie.
            To średnią sobie można dalej liczyć - z wszystkich 30 ocen, jakie student dostał. Mimo to, jeśli jeden egzamin zawalił, a z pozostałych ma 5, to w obecnym systemie i tak nie zdał, i tak. Mimo wysokiej średniej...

            > o uczy systematyczności pracy, premiuje chęć wgłębiania się w temat (a nie wkuc
            > ie notatek z wykładów pani profesor),
            co? średnia uczy systematyczności pracy i premiuje chęć wgłębienia się w temat? A jeśli to właśnie pani profesor wymagała wgłębienia się w temat, a reszta pozwalała zakuć notatki bez zrozumienia? A jeśli średnia z jednego semestru uczy według ciebie systematyczności pracy...

            > się na lepsze w edukacji. No i gdyby to nie był jeden egzamin, a średnia z wie
            > lu ocen cząstkowych, takich spraw jak ta z prof. Dąbrowską by nie było.
            Ale ocena KOŃCOWA jest liczona z wielu ocen cząstkowych. Ale poszczególne przedmioty trzeba po drodze zdać. I nie można dopuścić do tego, że absolwent wydziału elektrycznego który nie zna "tylko" prawa Ohma i Kirchoffa i zawalił elektrotechnikę, ale pozostałe przedmioty jakoś zdał, żeby miał dyplom magistra inżyniera elektryka, czyż nie?

            --

            Ziemiański, Szmidt - kto jeszcze pisał o Wrocławiu?


            Przez Dolny Śląsk na piechotę
            • Gość: dyzio IP: *.opera-mini.net 06.12.11, 15:22
              zetkaf napisał:

              > > Sądząc po tym, że zaczynasz odpowiedź od personalnych wycieczek, raczej n
              > ie.
              > Sorry, ale jak przedpiśca pokazuje, że nie wie, jak wyglądają studia, to co, ma
              > m sens studiów podważać? Głupoty pisze, a właściwie to raczej nie na temat (bo
              > pisze o ocenie KOŃCOWEJ, a dyskusja jest o pojedynczym egzaminie).

              Ech, kultura... Ja myślę, że to ty nie dorosłeś do tej dyskusji.

              > To średnią sobie można dalej liczyć - z wszystkich 30 ocen, jakie student dosta
              > ł. Mimo to, jeśli jeden egzamin zawalił, a z pozostałych ma 5, to w obecnym sys
              > temie i tak nie zdał, i tak. Mimo wysokiej średniej...

              Otóż to. I dlatego to nie jest system oceniania na podstawie ocen cząstkowych.

              Nie każdy musi być dobry ze wszystkiego. Znam wiele przypadków dobrych fachowców, mimo że mieli kłopoty z zaliczeniem jakiegoś przedmiotu na studiach.

              > A jeśli to właśnie pani profesor wymagała wgłębienia się w temat, a reszta poz
              > walała zakuć notatki bez zrozumienia?

              Wyjątkowo nielogiczne spekulacje. Mało prawdopodobne jest, że jedna pani profesor posiadła monopol na nieomylność, a reszta błądzi.

              > Ale ocena KOŃCOWA jest liczona z wielu ocen cząstkowych. Ale poszczególn
              > e przedmioty trzeba po drodze zdać. I nie można dopuścić do tego, że absolwent
              > wydziału elektrycznego który nie zna "tylko" prawa Ohma i Kirchoffa i zawalił e
              > lektrotechnikę, ale pozostałe przedmioty jakoś zdał, żeby miał dyplom magistra
              > inżyniera elektryka, czyż nie?

              O to właśnie chodzi, że jedna negatywna ocena cząstkowa może zadecydować o niezdaniu całych studiów. Mimo że ktoś jest bardzo dobry z innych przedmiotów. Masz bardzo sztywne myślenie. Pamiętam ze swojej szkoły ucznia, który miał bardzo słabe oceny z WF-u (kilka razy miał nawet problem z zaliczeniem tego przedmiotu), a świetne oceny z pozostałych przedmiotów. Na szczęście z tego WF-u zawsze go przepychali. Teraz jest dobrym naukowcem (a ułomkiem fizycznym też specjalnie nie jest). Gdyby w twojej klasie uczył się taki student, przypuszczam, że taki talent zostałby zmarnowany.
              • 06.12.11, 22:14
                > nie jest). Gdyby w twojej klasie uczył się taki student, przypuszczam, że taki
                > talent zostałby zmarnowany.
                No widzisz, u nas profesorowie sami z siebie wiedzieli, które przedmioty są ważne, które są sztuką dla sztuki. I przez wf nikt nie uwalił, choć nawet najsłabsi wiedzieli, że za wf uwalić można - nie za brak kondycji, ale za olanie tematu. Znaczy, jak nie umiałeś zrobić dwutaktu, ale było widać że próbujesz, to cię jakoś przepuścili, jednak paru osobom dano do zrozumienia, że albo zaczną chodzić na zajęcia i choć trochę się ruszać, albo zostaną poddane bezwzględnie kryteriom. Wystarczyło jednak w miarę regularnie chodzić na wf, podejść do każdej wymaganej próby, a na takie szczegóły przymykano oko. Z historii filozofii też się nie znęcano...

                --

                Fantastyczny przewodnik po Wrocławiu


                Idzie się!!!
                • Gość: olo IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.12.11, 01:13
                  O właśnie, profesorowie oceniali, które przedmioty są ważne, a to jest kwestia SU-BIEK-TYW-NA. Przypuszczam, że studenci na językoznawstwie też się starali...
                  • 07.12.11, 08:16
                    > O właśnie, profesorowie oceniali, które przedmioty są ważne, a to jest kwestia
                    > SU-BIEK-TYW-NA.
                    Widzisz, po ilus latach pracy w zawodzie stwierdzam, że ocena była w miarę dostosowana do zawodu. Zresztą niektóre przedmioty wprost są opisane jako "poszerzające horyzonty myślowe" (jak filozofia na kierunkach inżynieryjnych) albo odwrotnie, zawodowe, kierunkowe (po trosze matma, a z pewnością wszystkie bezpośrednio dotyczące przedmiotu).
                    Ale co tam widzę ze niektórzy próbują udowodnić, że profesor z założenia jest głupi, i nawet nie wie, co jest potrzebne do pracy w danym zawodzie, o wiele mądrzejszy jest student, który najprawdopodobniej poza kasą w tesco nie pracował nigdzie? Jeśli z perspektywy kasy w tesco oceniasz, co ci będzie potrzebne potem w pracy, to czemu potem się dziwić, że większość absolwentów na kasie w końcu skończy?

                    --

                    Wrocław - Polska Mekka Fantastyki


                    Idzie się!!!
                    • Gość: olo IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.12.11, 16:17
                      Kasa w Tesco? O właśnie, to ty próbujesz udowadniać, że studenci z założenia są głupi. A jeśli 100 studentów uważa tak samo, to dla ciebie jest to tylko głupota pomnożona przez 100. Że ci studenci zdali egzaminy u wszystkich wykładowców poza tą panią profesor, to już do ciebie nie dociera.

                      Czytając twoje posty dochodzę do jednego wniosku: twoi nauczyciele jednak popełnili OGROMNY błąd, że dali ci dyplom.
                      • Gość: angrusz1 IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.12.11, 16:44
                        tak

                        "Kasa w Tesco? O właśnie, to ty próbujesz udowadniać, że studenci z założenia są głupi. A jeśli 100 studentów uważa tak samo, to dla ciebie jest to tylko głupota pomnożona przez 100. Że ci studenci zdali egzaminy u wszystkich wykładowców poza tą panią profesor, to już do ciebie nie dociera.

                        Czytając twoje posty dochodzę do jednego wniosku: twoi nauczyciele jednak popełnili OGROMNY błąd, że dali ci dyplom. "

                        Jeśli stu studentów nie zdało egzaminu to jeszcze o nich nic to nie świadczy .
                        Jest to tylko informacja, że nie mieli dość wiedzy , by - wg egzaminatora - mieć zaliczony egzamin .

                        Jeżeli tych 100 studentów zaliczyło wszystkie egzaminy a tylko tego jednego nie , wcale nie oznacza,że to wina pani profesor .
                        Wina może być po stronie pani profesor ale i równie dobrze po stronie studentów .
                        ( no i po obu stronach też )
                        Czy to nie oczywiste ?
                        To tylko takie prawa logiki .
                        • Gość: dyzio IP: *.opera-mini.net 07.12.11, 16:51
                          Jeśli 100 studentów nie zdaje egzaminu, to wcale nie oznacza to, że się nie nauczyli. Jeśli wg egzaminatora studenci nie mieli dość wiedzy, żeby zdać egzamin, wcale nie oznacza to, że nie umieją.

                          Jeśli 100 studentów zalicza egzaminy u innych wykładowców, a nie zalicza u jednego, to jest to przesłanka mówiąca, że z tym jednym egzaminatorem jest coś nie tak.

                          Logika wymaga posługiwać się obiektywnie prawami logiki.
                          • Gość: angrusz1 IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.12.11, 22:25
                            Dyzio pisze :"
                            Jeśli 100 studentów zalicza egzaminy u innych wykładowców, a nie zalicza u jednego, to jest to przesłanka mówiąca, że z tym jednym egzaminatorem jest coś nie tak. "

                            Logika mówi , że jeśli 100 studentów zdało egzaminy u innych egzaminatorów , to oznacza, że egzaminatorzy zaliczyli im egzaminy a jeżeli 100 studentów nie zdało egzaminu u egzaminatora D, to oznacza, że egzaminator nie zaliczył im egzaminu .

                            Co jest powodem niezaliczenia ?
                            Należy domniemywać, że egzaminator D uznał , iż wiedza tych 100 studentów była niedostateczna , by zaliczyć im egzamin .

                            Władze uczelni mają większe doświadczenie zarówno ze studentami niezdającymi egzaminu jak i z egzaminatorami niezaliczającymi egzamin .
                            Komu bardziej uwierzą ?

                            Hmm , trudno wyczuć . Ja stawiam na profesor D.

                            Taka jest logika .
                            A dyzio ty jakiś kit wciskasz .
                            • Gość: marcel IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.12.11, 05:05
                              Ech ta twoja logika, angrusz...

                              Logika, a także doświadczenie pokazują, że na uczelniach panuje nepotyzm, kolesiostwo, układziki itp. Jesteś naiwniejszy od studenta I roku.
                              • Gość: angrusz1 IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.12.11, 07:06
                                Oraz sposób dyskusji wg marcela

                                "Ech ta twoja logika, angrusz...

                                Logika, a także doświadczenie pokazują, że na uczelniach panuje nepotyzm, kolesiostwo, układziki itp. Jesteś naiwniejszy od studenta I roku "

                                Nie podoba ci się moja logika, to pokaż na czym polega błąd .
                                Bo w przeciwnym razie jesteś gołosłownym trollem - patrz ilość twoich postów - postów marcela . A może to inne wcielenie dyzia ?
                                • Gość: dyzio IP: *.opera-mini.net 08.12.11, 21:48
                                  Przecież ty i tak nie zrozumiesz, skoro przez kilkadziesiąt postów trzeba ci tłumaczyć najprostsze rzeczy. I napisał prawdę - logiki ci brakuje i to bardzo.

                                  > A może to inne wcielenie dyzia ?

                                  Sądząc po IP, to raczej ty rozmawiasz sam ze sobą, trollu.
                          • 07.12.11, 22:44
                            > Jeśli 100 studentów zalicza egzaminy u innych wykładowców, a nie zalicza u jedn
                            > ego, to jest to przesłanka mówiąca, że z tym jednym egzaminatorem jest coś nie
                            > tak.
                            A czemu z tym egzaminatorem? A może to właśnie inni egzaminatorzy olewali swoje studia? Sugerujesz, że nie powinienem dostać dyplomu, a dostałem. LOGICZNIE wnioskując, należy wysnuć wniosek, że kryteria egzaminowania na studiach są mocno zaniżone, a egzaminatorzy przepuszczają osoby, których nie powinny. Logika wskazuje, że nie trafiłem na odpowiednik pani profesor, który zrobiłby porządną selekcję ;)

                            --

                            www.polnocnolubuskie.blogspot.com

                            Wędrówki po północnej części woj. lubuskiego
                            Bo nawet największa podróz zaczyna się od pierwszego kroku...
                            • Gość: marcel IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.12.11, 05:07
                              Właśnie twój przykład pokazuje, że poziom egzaminów jest zaniżony. Reszta to same gdybania zetkafa, wiecznego trolla tego forum....
                      • 07.12.11, 22:40
                        > Kasa w Tesco? O właśnie, to ty próbujesz udowadniać, że studenci z założenia są
                        > głupi.
                        Nie, jedynie próbuję udowodnić, że wśród studentów znajduje się grupa osobników głupich. Taka mała różnica...

                        > ta pomnożona przez 100. Że ci studenci zdali egzaminy u wszystkich wykładowców
                        > poza tą panią profesor, to już do ciebie nie dociera.
                        Biorąc pod uwagę, że był to pierwszy rok studiów uzupełniających, pozostaje pytanie jak liczna była grupa "wszystkich wykładowców" i na ile obejmowała przedmioty skomplikowane, a na ile tylko jakieś elementarne?

                        --

                        Ziemiański, Szmidt - kto jeszcze pisał o Wrocławiu?


                        Przez Dolny Śląsk na piechotę
                        • Gość: marcel IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.12.11, 05:09
                          Jak widać bardzo liczna, skoro tylko wobec jednej profesor się zbuntowali. I przestań już trollować gościu...
    • 04.12.11, 20:07
      Kryteria egzaminacyjne powinny być stałe, przynajmniej w jakimś przedziale czasowym. Ciekawe jak technicznie zrobić tę proponowaną w artykule różnicowanie poziomu egzaminów zależnie od poziomu rocznika? Najpierw egzamin wstepny szacujący poziom danego roku studentów, a potem egzamin właściwy dostosowany do wyników wstępnej selekcji oceniającej?
      • Gość: ccc IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.12.11, 22:04
        Proponowałbym raczej zastanowić się, jak określić te stałe kryteria, nie uwzględniając aktualnego poziomu wiedzy studentów...
      • 04.12.11, 22:40
        Ależ nie ma problemu - można się wzorować na uczelniach amerykańskich (które przecież należy naśladować, czyż nie?) i kryteria oceny ustalać już po egzaminie tak, by oblewało 30%, 5% uzyskiwało ocenę najwyższą, a w pozostałych - był rozkład normalny.
      • 04.12.11, 22:57
        Choć tylko trochę w szczegółach. Akurat fragment:
        "podać najważniejsze pytania do wiadomości kilka tygodni wcześniej i już mamy gwarancje, że będą się precyzyjnie uczyć tego, co dla wykładowcy jest najważniejsze. Ale w takim systemie istnieje duże prawdopodobieństwo, że albo wszyscy, albo prawie wszyscy zdają."
        nie potwierdził się w praktyce.
        • 05.12.11, 08:14
          > "podać najważniejsze pytania do wiadomości kilka tygodni wcześniej i już mamy g
          > warancje, że będą się precyzyjnie uczyć tego, co dla wykładowcy jest najważniej
          > sze. Ale w takim systemie istnieje duże prawdopodobieństwo, że albo wszyscy, al
          > bo prawie wszyscy zdają."
          > nie potwierdził się w praktyce.
          Dokładnie. Sam miałem egzamin, na którym kryteria były jasne. Wykładowca wchodzi, podaje pytania, wychodzi z sali, wraca za 5 godzin, kartki mają być oddane. Następnie egzamin ustny - proszę znaleźć swoją pracę, proszę wytłumaczyć co pan tutaj zrobił. Plus pytania dodatkowe wynikające bezpośrednio z tego, co pan zrobił - dlaczego tak, a nie inaczej, itp. Czas: możecie przychodzić codziennie od 8 do 15, ile razy chcecie, miesiąc wolnego mam w trakcie wakacji, 30 września muszę wpisać oceny do indeksów - kto nie zaliczy, tego dnia dostaje dwóję.
          I niby nie był złośliwy, tylko dokładnie pytał, w moim przypadku czepił się jednej rzeczy - wytłumaczyłem grzecznie, że owszem, jego założenie było słuszne, jednak niedoprecyzował pytania, więc sobie sam coś dopowiedziałem i dlatego zrobiłem tak a nie inaczej, on też mi przyznał rację, że PRZY TYCH ZAŁOŻENIACH to faktycznie mam rację, że faktycznie były podstawy do przyjęcia takich założeń, podkreślił jedynie, że na przyszłość warto jedynie przed rozpoczęciem projektowania czegoś doprecyzować z klientem, co chce otrzymać (co już było uwagą poza tematem wykładów). Zdane za pierwszym podejściem, dodam, że gdyby nie podejście "przychodzicie ile razy chcecie" to zdawalność byłaby na poziomie 10-20%. Po latach pracy w zawodzie uważam, że jego wymagania to były MINIMALNE podstawy.

          --

          www.polnocnolubuskie.blogspot.com

          Wędrówki po północnej części woj. lubuskiego
          Bo nawet największa podróz zaczyna się od pierwszego kroku...
          • Gość: zet IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.12.11, 13:53
            To po co ten egzamin pisemny, jak wykładowca nawet nie pilnował, czy studenci ściągają czy nie?

            A twój przykład jest do bani, bo obecne przepisy wyraźnie mówią, że egzamin ma być pisemny, a nie ustny.
            • 05.12.11, 22:46
              > To po co ten egzamin pisemny, jak wykładowca nawet nie pilnował, czy studenci ś
              > ciągają czy nie?
              Miałeś napisać program. Żebyś miał co potem tłumaczyć na egzaminie ustnym, bo tylko z tego co napisałeś na kartce pytał profesor. Dodam, że potrafiło być po kilka prac dokładnie takich samych, a ich "autorzy" zdawali różnie... bo jeden wiedział co napisał, a reszta nie wiedziała co skopiowała ;)

              > A twój przykład jest do bani, bo obecne przepisy wyraźnie mówią, że egzamin ma
              > być pisemny, a nie ustny.
              To pisemny był - a co, ustne już zabronione? A to już kicha...

              --

              Fantastyczny przewodnik po Wrocławiu


              Idzie się!!!
              • Gość: dyzio IP: *.opera-mini.net 06.12.11, 15:25
                Równie dobrze taki program każdy mógł sobie napisać w domu. A egzamin nie był pisemny - trudno nazwać egzaminem coś takiego, gdy profesor wychodzi sobie z sali.
                • Gość: angrusz1 IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.12.11, 17:13
                  Piszesz :"A egzamin nie był pisemny - trudno nazwać egzaminem coś takiego, gdy profesor wychodzi sobie z sali. "

                  Masz rację , ale to norma w szkołach .

                  Jak więc ocenić takich nauczycieli ?
                • 06.12.11, 22:19
                  > Równie dobrze taki program każdy mógł sobie napisać w domu.
                  Poza tym, że nie wiedziałeś przed rozpoczęciem egzaminu, co to ma być za program, to masz zupełną rację. Wystarczyło mieć dar przewidywania posunięć profesora (dodajmy, że zadanie zawsze było wymyślane na miejscu ;) i można było napisać w domu ;)

                  >A egzamin nie był pisemny
                  a jaki? ustny egzamin polegający na NAPISANIU czegoś na kartce?

                  > trudno nazwać egzaminem coś takiego, gdy profesor wychodzi sobie z sali.
                  Widzisz, u nas nie tylko na tym jednym egzaminie profesorowie wychodzili, choć na 5 godzin to chyba tylko on. Mimo to, niektórzy potrafili egzamin uwalić, także te, które były tylko pisemne...

                  --

                  Ziemiański, Szmidt - kto jeszcze pisał o Wrocławiu?


                  Przez Dolny Śląsk na piechotę
                  • Gość: olo IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.12.11, 01:16
                    Ile razy trzeba ci tłumaczyć, że wszystkie egzaminy muszą być pisemne? Rozumiesz ty, co czytasz?

                    > Widzisz, u nas nie tylko na tym jednym egzaminie profesorowie wychodzili, choć
                    > na 5 godzin to chyba tylko on. Mimo to, niektórzy potrafili egzamin uwalić, tak
                    > że te, które były tylko pisemne...

                    Mogę tylko pogratulować profesorów i szkoły. Na pewno ich oceny były super obiektywne...
                    • 07.12.11, 08:20
                      > Ile razy trzeba ci tłumaczyć, że wszystkie egzaminy muszą być pisemne? Rozumies
                      > z ty, co czytasz?
                      Tak, rozumiem. Spytałem czy chodzi o totalny zakaz "egzaminy TYLKO pisemne" czy może "musi być pisemny, ale nikt nie zabroni go uzupełnić ustnym" (wtedy w końcu egzamin pisemny jest - czyli kryterium muszenia jest spełnione) i odpowiedzi NIE DOSTAŁEM.
                      Poza tym, pytanie o podstawę prawną - jeśli nie jest to jakaś ustawa, a jedynie ukaz uniwersytetu wrocławskiego, to dziwne by było, żeby obowiązywał on na mojej uczelni.

                      > Mogę tylko pogratulować profesorów i szkoły. Na pewno ich oceny były super obie
                      > ktywne...
                      No cóż, jakoś ci lepsi (w ocenie także studentów) zazwyczaj dobre oceny mieli, zazwyczaj ci słabsi też jakoś cienko wypadali. Choć nie mówię, że i tym lepszym czasem jakaś słabsza ocena się nie trafiła, i mimo to np. ocenę końcową mieli bardzo wysoką.

                      --

                      www.polnocnolubuskie.blogspot.com

                      Wędrówki po północnej części woj. lubuskiego
                      Bo nawet największa podróz zaczyna się od pierwszego kroku...
                      • Gość: olo IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.12.11, 16:21
                        Czy ty rozumiesz słowo "egzamin"? Bo że nie potrafisz myśleć, to już udowodniłeś nie raz. Sformułowanie, że egzamin ma być pisemny, oznacza nic innego, tylko że ocena może zależeć wyłącznie od tego, co student napisze.

                        A rozmawiać ze studentami profesorowie sobie mogą (jak mają czas) - wieczorami, po zajęciach, przy kawce...
                        • 07.12.11, 22:47
                          > Czy ty rozumiesz słowo "egzamin"?
                          A czy ty rozumiesz zwrot "podstawa prawna"? Bo już był taki jeden, co wmawiał, że rowerzysta jest pieszym ;) Być może stwierdzenie że egzamin może być tylko pisemny jest jedynie wymysłem jego chorej wyobraźni?


                          --

                          Fantastyczny przewodnik po Wrocławiu


                          Idzie się!!!
                          • Gość: marcel IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.12.11, 05:11
                            A co, pokłóciłeś się z wujkiem Google? Za co ty masz tego magistra? Wytworem chorej wyobraźni są przede wszystkim twoje "argumenty" - same gdybania i zero faktów...
                            • 08.12.11, 08:34
                              > A co, pokłóciłeś się z wujkiem Google?
                              Nie, ale czemu ja mam udowadniać czyjeś argumenty, które być może są jedynie wytworem jego chorej wyobraźni? A może powołuje się na coś, co usłyszał na jakiejś zaściankowej uczelni, i nawet nie wie, że to jedynie lokalny ukaz? I teraz ja mam szukać, która to zaściankowa uczelnia ma taki ukaz, żeby udowodnić?
                              PS. co do trollowania: sam ze sobą tej dyskusji nie prowadzę. Jeśli nazywasz mnie trollem, to jak nazwiesz tych, co ze mną dyskutują? W przeciwieństwie np. do benka, poza sporadycznymi uzupełnieniami swoich wypowiedzi, nie odpowiadam na swoje maile. Jeśli nie podoba ci się, że dyskutuję, to czemu sam dyskutujesz? I tylko podobnie jak benek, jedynie zmieniasz nicka, żeby komuś się wydawało, że to kolejna osoba przyznaje ci rację i podkreśla twój autorytet...


                              --

                              Wrocław - miasto spotkań różnych rzeczywistości


                              Z drogi piszę
                              • 08.12.11, 09:09
                                Tak to widzisz panie zetkaf .
                                Ja z tobą się zgadzam na wiele tematów w tej dyskusji jak i na metodę prowadzenia tej dyskusji ale są inni , którym piana na usta wyskakuje, kiedy im się udowadnia miałkość ich argumentów i zaczynają bluzgać ( katolicki trollu ) .
                                Taki to poziom tych dyskutantów .

                                Dziwnym trafem ci dyskutanci zawsze biorą stronę tych " uwalonych " na egzaminie studentów .
                                Chyba mają coś wspólnego .
                                • 08.12.11, 10:16
                                  > Ja z tobą się zgadzam na wiele tematów w tej dyskusji
                                  twoje prawo... bez różnicy poglądów ciężko o dyskusję, czyż nie?

                                  > ale są inni , którym piana na usta wyskakuje,
                                  i z tego powodu mnie obrażasz? Z tego powodu nie przytoczysz dowodu swoich argumentów?

                                  > kiedy im się udowadnia miałkość ich argumentów
                                  bo hasło "egzamin ma być pisemny" bez podania źródła nie jest argumentem miałkim?
                                  Ja powiem "egzamin ma być ustny" i który argument lepszy?

                                  --

                                  www.polnocnolubuskie.blogspot.com

                                  Wędrówki po północnej części woj. lubuskiego
                                  Bo nawet największa podróz zaczyna się od pierwszego kroku...
                                  • Gość: angrusz1 IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.12.11, 12:13
                                    Do zetkaf :

                                    Piszesz mnie cytując :" > ale są inni , którym piana na usta wyskakuje,
                                    i z tego powodu mnie obrażasz? Z tego powodu nie przytoczysz dowodu swoich argumentów? "

                                    Chyba pomyliłeś osoby .
                                    Dla jasności , nie ciebie miałem na myśli .
                                    To byli niejaki jkl i olo a ostanio niejaki marcel
                                    • Gość: dyzio IP: *.opera-mini.net 08.12.11, 21:52
                                      O proszę, nasz trollik angrusz1 vel zetkaf już rozmawia sam ze sobą... Od samego początku wiedziałem, że masz coś nie tak z głową, ale nie przypuszczałem, że aż tak.
                                      • 08.12.11, 22:10
                                        > O proszę, nasz trollik angrusz1 vel zetkaf już rozmawia sam ze sobą...
                                        ooo, kolega zaczyna już benkowe argumenty wysuwać... czyżby wyszło szydło z worka?

                                        > o początku wiedziałem, że masz coś nie tak z głową,
                                        Widzisz, u Ziemiańskiego jest piękny tekst, gdy nagle jednego z bohaterów zaczyna ogarniać szaleństwo. Wydaje mu się, że to wariat zaczyna mówić normalnie, a dopiero po chwili zauważa, że to tenże bohater nagle zaczął mówić językiem szaleńców i wariat go zaczął rozumieć. Tak więc cieszy mnie, że mój język jest dla ciebie niezrozumiały ;)



                                        --

                                        Wrocław - miasto spotkań różnych rzeczywistości


                                        Z drogi piszę
                                        • Gość: dyzio IP: *.opera-mini.net 08.12.11, 22:19
                                          zetkaf napisał:

                                          > ooo, kolega zaczyna już benkowe argumenty wysuwać...

                                          Aha, widzę, że nie jestem pierwszy, który cię zdemaskował. Dziękuję :-)

                                          > Widzisz, u Ziemiańskiego jest piękny tekst, gdy nagle jednego z bohaterów zaczy
                                          > na ogarniać szaleństwo. Wydaje mu się, że to wariat zaczyna mówić normalnie, a
                                          > dopiero po chwili zauważa, że to tenże bohater nagle zaczął mówić językiem szal
                                          > eńców i wariat go zaczął rozumieć. Tak więc cieszy mnie, że mój język jest dla
                                          > ciebie niezrozumiały ;)

                                          No, ja widzę, że nikt tu nie rozumie, o co ci chodzi. Więc popatrz lepiej w lustro, czy to nie ty przypadkiem jesteś wariatem. Przebudzenie może być bolesne...
    • 04.12.11, 20:25
      Obawiam się, że oświadczenie autora, iż o sprawie wie tyle, ile napisała GW, jest i tak nieco na wyrost- bo wie jednak nieco mniej.
      Mianowicie ta lawina ocen niedostatecznych (skądinąd istotnie zastanawiająca!) spadła nie na wszystkich egzaminowanych, a na tych, którzy egzaminu przynajmniej raz już nie zdali i przystąpili do egzaminu poprawkowego (jaka była tzw. zdawalność w pierwszym terminie nie wiem, ale domyślam się, że wyniosła około 50%- skoro do poprawki przystąpiło nieco ponad 100 osób, a przeciętny rok na polonistyce liczy sobie około dwu setek ludzi). Dobrze jest rozróżniać te rzeczy.

      Zaś co do samych egzaminów jako takich to (jak sądzę) ich celem jest ustalenie stanu wiedzy osoby do niego przystępującej i jej "wycena" poprzez wystawienie stosownej oceny. Nie widzę tu specjalnego sensu w jakiś zabiegach dostosowywania ocen do poziomu rocznika. Pół biedy na takiej polonistyce, ale na kierunkach inżynierskich czy medycynie efekty mogłyby być potencjalnie tragiczne w dalszej perspektywie (nie chciałbym się leczyć u kardiologa, któremu - podczas egzaminu z tej dziedziny medycyny - obniżono kryteria i który zna, powiedzmy, jedynie prawy lub lewy przedsionek).
      • Gość: wobo IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.12.11, 22:06
        To może najpierw zorientuj się, ilu jest studentów na polonistyce. Może wtedy przestaniesz pisać bzdury.
        • 06.12.11, 20:33
          Gość portalu: wobo napisał(a):

          > To może najpierw zorientuj się, ilu jest studentów na polonistyce. Może wtedy p
          > rzestaniesz pisać bzdury.

          Och, skoro wiesz, że piszę bzdury, to podziel się wiedzą, ile osób liczy ten 1 rok uzupełniających studiów magisterskich - oraz ile osób zdaje go po raz kolejny będąc już na roku drugim. Z głosów poniżej wynika, że te dwieście osób z ogonkiem na roku mniej więcej odpowiada stanowi faktycznemu.
          Wtedy uznam, że przestałeś pisać bezpodstawne dyrdymały.
          • Gość: olo IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.12.11, 01:18
            Ale to ty przedstawiasz tu wyliczenia, nie on. Wypadałoby podeprzeć się jakimś wiarygodnym źródłem danych. Fakt, że takiego nie potrafisz wskazać, świadczy o tym, że twoje wnioski oparte na tych wyliczeniach są do dupy.
      • Gość: tomek IP: *.opera-mini.net 04.12.11, 22:13
        A co z zaocznymi, z których prawie wszyscy zdali ten przedmiot? Zaoczni są lepsi?

        Najpierw skończmy z takimi cyrkami na uniwerku (typu: kto płaci, ten dostaje), a dopiero potem bierzmy się za podnoszenie poziomu studentów.
    • Gość: amadeo IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.12.11, 21:47
      Przykład nieco (ale tylko nieco) przerysowany: jeśli państwo ich uczy w liceum, że tylko odpisywanie podręczników zapewnia dobre oceny, to państwo nie może ich karać na uczelni, kiedy tam popełniają plagiat.

      Ha, z wszystkim zgoda, za wyjątkiem jednego: plagiatów to studenci mogą się się uczyć akurat na uczelniach, od swoich profesorów. Nie będę przytaczał przykładów, wszyscy znamy przynajmniej kilka z ostatnich lat, a to i tak tylko wierzchołek góry lodowej. I nie chodzi tu tylko o plagiaty artykułów naukowych, doktoratów czy habilitacji, ale także np. zżynanie z podręczników materiału do wykładów bez podania źródła, co jest rzeczą nagminną. Na ironię zakrawa fakt, że ci sami profesorowie, którzy popełniają plagiaty, tępią je u studentów z autentycznym przekonaniem, jakie to plagiatowanie jest niemoralne. Tymczasem szkody, jakie wyrządza plagiat profesora i studenta są nieporównywalne.
      • Gość: Itsme IP: *.internetia.net.pl 04.12.11, 22:26
        A może pani profesor pragnie zredukować liczbę studentów polonistyki do możliwości wchłonięcia
        ich przez rynek pracy w Polsce.
        Działanie takie odbieram jako nie pozbawione sensu.
        Prędzej czy póżniej liczba studentów tzw. humanistycznych kierunków i tak zostanie zweryfikowana (pomniejszona).
        Ktoś pisze np.,że absolwenci historii nie wiedzieli, kto z kim walczył pod Monte Cassino.
        A nawet jeżeli ci absolwenci dokładnie wiedzą, kto z kim walczył, itd. to w końcu jaki z nich
        jest pożytek.
        Na ile ich wiedza przyczynia się o powiększenie dochodu narodowego o wartość dodaną.
        Jeżeli z tego nie zdamy sobie sprawy, to dalej taśma w fabryce dyplomów pt. Uniwersytet
        Wroclawski będzie jak do tej pory wydajna.
        • Gość: amadeo IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.12.11, 22:34
          Gość portalu: Itsme napisał(a):

          > A może pani profesor pragnie zredukować liczbę studentów polonistyki do możliwo
          > ści wchłonięcia
          > ich przez rynek pracy w Polsce.

          Hm, jak na humanistkę to metoda niezbyt humanitarna...

        • 05.12.11, 08:01
          > Ktoś pisze np.,że absolwenci historii nie wiedzieli, kto z kim walczył pod Mont
          > e Cassino.
          > A nawet jeżeli ci absolwenci dokładnie wiedzą, kto z kim walczył, itd. to w ko
          > ńcu jaki z nich jest pożytek.
          > Na ile ich wiedza przyczynia się o powiększenie dochodu narodowego o wartość do
          > daną.
          A czy po to się uczy historyków i polonistów, aby zwiększali dochód narodowy? Czy może cele są inne? A o ile dochód narodowy zwiększa PATRIOTYZM? Pewnie też nieznacznie... czyli co, od jutra twierdzimy, że patriotyzm rzeczą zbędną w narodzie?

          --

          Wrocław - Polska Mekka Fantastyki


          Idzie się!!!
          • Gość: zet IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.12.11, 13:57
            Chłopie, ty mentalnie chyba wciąż żyjesz w czasach rozbiorów. Patriotyzm dzisiaj to nie sama znajomość dat i powstań, ale przede wszystkim działalność na rzecz swojej ojczyzny. Jeśli twierdzisz, że powiększanie dochodu narodowego nie jest przejawem działania patriotycznego, to oby nasz kraj miał jak najmniej takich patriotów jak ty.
            • 05.12.11, 22:48
              > Chłopie, ty mentalnie chyba wciąż żyjesz w czasach rozbiorów. Patriotyzm dzisia
              > j to nie sama znajomość dat i powstań, ale przede wszystkim działalność na rzec
              > z swojej ojczyzny. Jeśli twierdzisz, że powiększanie dochodu narodowego nie jes
              > t przejawem działania patriotycznego, to oby nasz kraj miał jak najmniej takich
              > patriotów jak ty.
              Jeśli patriotyzm przeliczasz tylko na złotówki... no cóż. Niejeden człowiek jest po prostu chciwy i pazerny, i ma TOTALNIE GDZIEŚ, że państwo na tym zyska (ew. marudzi, że go państwo oszwabia). Ale co tam, według ciebie to patriota, bo duuużo zarabia?
              A jak obcokrajowiec został wysłany do Polski na kontrakt, zarabia pewnie dużo kasy, oficjalnie często zatrudniony jest w Polsce... to co, polski patriota, bo dochód narodowy zwiększa?

              --

              www.polnocnolubuskie.blogspot.com

              Wędrówki po północnej części woj. lubuskiego
              Bo nawet największa podróz zaczyna się od pierwszego kroku...
              • Gość: dyzio IP: *.opera-mini.net 06.12.11, 15:30
                zetkaf napisał:

                > Jeśli patriotyzm przeliczasz tylko na złotówki... no cóż.

                Patriotyzm to nie jest bujanie w obłokach, tylko wiąże się z wymiernymi korzyściami dla ojczyzny. Inaczej ojczyzna ci powie, że możesz wsadzić sobie w d... swój patriotyzm.

                Zajarzyłeś wreszcie, o co biega?

                > Niejeden człowiek jes
                > t po prostu chciwy i pazerny, i ma TOTALNIE GDZIEŚ, że państwo na tym zyska (ew
                > . marudzi, że go państwo oszwabia). Ale co tam, według ciebie to patriota, bo d
                > uuużo zarabia?

                Widzisz, taki człowiek może być większym patriotą (podnosząc przy okazji PKB kraju) niż ktoś, kto nic nie robi, tylko rozmyśla, jakim to on jest wielkim patriotą.

                > A jak obcokrajowiec został wysłany do Polski na kontrakt, zarabia pewnie dużo k
                > asy, oficjalnie często zatrudniony jest w Polsce... to co, polski patriota, bo
                > dochód narodowy zwiększa?

                A nie? Jeśli działa na korzyść naszego państwa, to jest jak najbardziej polskim patriotą.
                • 06.12.11, 22:26
                  > Patriotyzm to nie jest bujanie w obłokach, tylko wiąże się z wymiernymi korzyśc
                  > iami dla ojczyzny. Inaczej ojczyzna ci powie, że możesz wsadzić sobie w d... sw
                  > ój patriotyzm.
                  Rzeczpospolita tylko żąda. Nie płaci, nie wynagradza. Tylko żąda i dlatego służymy jej jak psy
                  Andrzej Ziemiański

                  Widzę, że ty z tych patriotów, co sobie zastrzegają prawo oceniania, co jest, a co nie jest patriotyzmem? Dla jednego patriotyzmem jest pamiętanie o świętach narodowych, dla innego dbanie o dobry wizerunek i rozwój gospodarczy kraju. Można łatwo ocenić, który patriotyzm jest BARDZIEJ UŻYTECZNY krajowi (choć i to nie do końca), jednak trudno mówić który jest LEPSZY. Dla niektórych lepszym patriotyzmem było bycie na pochówku Kaczyńskiego...

                  > Widzisz, taki człowiek może być większym patriotą
                  ten, który MA TOTALNIE GDZIEŚ, jak jego przychody wpłyną na państwo? Sorry, ale gdzie tu "bycie patriotą"? Co innego, gdyby pragnął osiągnąć jak najlepsze zyski, żeby płacić jak najwyższe podatki żeby się państwo bogaciło - wtedy możemy mówić o postawie patriotycznej. jeśli jednak tylko patrzy, by mieć więcej, by mieć więcej, by mieć więcej - a ile państwo zyska, to ma w du... to gdzie tu patriotyzm? Zysk dla kraju być może jest, ale nie patriotyzm...

                  > A nie? Jeśli działa na korzyść naszego państwa, to jest jak najbardziej polskim
                  > patriotą.
                  Nie, patriotą to on będzie, jak będzie to robił dla kraju, a nie przy okazji. Tak co najwyżej może być użyteczny dla Polski, tego akurat nie kwestionuję.

                  --

                  Wrocław - miasto spotkań różnych rzeczywistości


                  Z drogi piszę
                  • Gość: olo IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.12.11, 01:24
                    > > Widzisz, taki człowiek może być większym patriotą
                    > ten, który MA TOTALNIE GDZIEŚ, jak jego przychody wpłyną na państwo? Sorry, ale
                    > gdzie tu "bycie patriotą"?

                    Sam sobie zaprzeczasz, bo najpierw piszesz, że patriotyzm nie musi być użyteczny, a teraz, że jak ktoś nie myśli w kategoriach użyteczności dla państwa, to nie jest patriotą. Widzę, że sam nie rozumiesz, czym jest patriotyzm, a tak chętnie pouczasz innych.

                    A jakbyś miał chocby podstawowe pojęcie o ekonomii, to wiedziałbyś, że zysk kapitalisty nieodłącznie pociąga za sobą zysk państwa.
                    • Gość: angrusz1 IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.12.11, 07:56
                      Zetkaf napisał :"Nie, patriotą to on będzie, jak będzie to robił dla kraju, a nie przy okazji. Tak co najwyżej może być użyteczny dla Polski, tego akurat nie kwestionuję. "

                      Widzisz olo , nie każdy kapitalista , który ma zysk z działalności gospodarczej jest patriotą .
                      Tu liczy się przede wszystkim osobisty stosunek do państwa .

                      Zysk i przydatność to rzecz drugorzędna i nie niezbędna .

                      A przy okazji nie słyszałeś o pompowaniu kosztów, by zmniejszyć zysk albo go wytransferować do innego kraju - tam , gdzie kapitalista mieszka , ma siedzibę .
                      • Gość: olo IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.12.11, 16:24
                        Nie masz racji. Patriotyzm to przede wszystkim realne działania na rzecz kraju. Co kto sobie myśli, to nikogo nie obchodzi.

                        Z takim rozumieniem patriotyzmu, jak twoje, daleko byśmy nie zajechali. No, ale przynajmniej wszyscy bylibyśmy patriotami... :D
                        • Gość: angrusz1 IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.12.11, 16:50
                          pisząc :"Nie masz racji. Patriotyzm to przede wszystkim realne działania na rzecz kraju. Co kto sobie myśli, to nikogo nie obchodzi. "

                          Nie olo .
                          Mylisz się .
                          Realne działania mogą być przejawem patriotyzmu ale nie muszą .
                          Podobnie działania nie związane z " realnością " a tylko w sferze ducha , też mogą być przejawem patriotyzmu .
                          Twoje rozumowanie jest fałszywe i po prostu prostackie .

                          Owszem cenię realne działania na rzecz kraju i też uznaję , że jeśli takich działań nie ma , to kraj ma problemy lub znika z mapy - jak to zdarzyło się w 1795 roku .
                          Może i ci z Targowicy też twierdzili , że są patriotami ale realnie szkodzili państwu .

                          Te słowa " przede wszystkim " ratują twoją wypowiedź przed totalną głupotą .
                          No bo zawsze może jest jeszcze coś , coś więcej oprócz " realnego działania "
                          • Gość: dyzio IP: *.opera-mini.net 07.12.11, 16:56
                            Wyjdź na ulicę, mądralo, i zapytaj, kto jest patriotą. Wyjdzie ci, że każdy. Co ci po takich deklaracjach?

                            "Może i ci z Targowicy też twierdzili , że są patriotami ale realnie szkodzili państwu ."

                            Ale dla ciebie byli to patrioci. Gratuluję... no właśnie, czego? Głupoty?

                            Chroń panie Boże naszą ojczyznę przed takimi patriotami jak angrusz1!
                            • 07.12.11, 22:56
                              > Wyjdź na ulicę, mądralo, i zapytaj, kto jest patriotą. Wyjdzie ci, że każdy. Co
                              > ci po takich deklaracjach?
                              Spytaj go, czym się to okazuje... i potem dopiero oceń. Jak spytasz każdego, czy jest mądry, to też 99% społeczeństwa powie, że jest mądre. A jak zaczniesz weryfikować wiedzę - to się okaże, że mądrych to jest 5%, w tym pewnie wszyscy z tego 1% co powiedzieli, że nie są ;)


                              --

                              Ziemiański, Szmidt - kto jeszcze pisał o Wrocławiu?


                              Przez Dolny Śląsk na piechotę
                              • Gość: marcel IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.12.11, 05:13
                                Nie mam pojęcia, o co ci chodzi, ale lepiej idź się wyśpij. Jednego jestem pewien: ty do tych 5% nie należysz...
                                • 08.12.11, 08:35
                                  > Nie mam pojęcia, o co ci chodzi, ale lepiej idź się wyśpij. Jednego jestem pewi
                                  > en: ty do tych 5% nie należysz...
                                  Powaliła mnie siła merytoryczna twoich argumentów... no cóż, skoro skończyły ci się argumenty, to może pora skończyć dyskusję?

                                  --

                                  Wrocław - miasto spotkań różnych rzeczywistości


                                  Z drogi piszę
                                  • Gość: dyzio IP: *.opera-mini.net 08.12.11, 21:55
                                    A ty w ogóle miałeś jakiekolwiek argumenty? Śledzę twoje posty w tej dyskusji i widzę, że poza gdybaniem, co studenci mogli zrobić, a czego nie mogli, co się mogło stać a co nie mogło, co by było, gdyby ciocia miała wąsy, żadnych konkretnych faktów i rzeczowych argumentów nie potrafisz podać. Klasyczne trollowanie i nic więcej.
                                    • 08.12.11, 22:12
                                      > A ty w ogóle miałeś jakiekolwiek argumenty? Śledzę twoje posty w tej dyskusji i
                                      > widzę, że poza gdybaniem, co studenci mogli zrobić, a czego nie mogli, co się
                                      > mogło stać a co nie mogło, co by było, gdyby ciocia miała wąsy, żadnych konkret
                                      > nych faktów i rzeczowych argumentów nie potrafisz podać.
                                      W przeciwieństwie do oponentów, którzy po pierwsze podają fakty wzięte z własnych domniemań, po drugie kłamliwie wmawiają, że pierwszy rok studiów uzupełniających to już prawie końcówka studiów ;)


                                      --

                                      www.polnocnolubuskie.blogspot.com

                                      Wędrówki po północnej części woj. lubuskiego
                                      Bo nawet największa podróz zaczyna się od pierwszego kroku...
                                      • Gość: dyzio IP: *.opera-mini.net 08.12.11, 22:15
                                        zetkaf napisał:

                                        > W przeciwieństwie do oponentów, którzy po pierwsze podają fakty wzięte z własny
                                        > ch domniemań

                                        Ciekawe, bo akurat dokładnie to samo tobie zarzucają forumowicze.

                                        > po drugie kłamliwie wmawiają, że pierwszy rok studiów uzupełniają
                                        > cych to już prawie końcówka studiów ;)

                                        A co, może początek?
                                        >
                            • Gość: angrusz1 IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.12.11, 23:27
                              Dyzio napisał :"Wyjdź na ulicę, mądralo, i zapytaj, kto jest patriotą. Wyjdzie ci, że każdy. Co
                              > ci po takich deklaracjach?
                              >
                              > "Może i ci z Targowicy też twierdzili , że są patriotami ale realnie szkodzili
                              > państwu ."
                              >
                              > Ale dla ciebie byli to patrioci. Gratuluję... no właśnie, czego? Głupoty?
                              >
                              > Chroń panie Boże naszą ojczyznę przed takimi patriotami jak angrusz1!"

                              No widzisz, wkładanie w usta dyskutanta tego , czego on nie powiedział , to stary chwyt nieuczciwych dyskutantów .

                              Ty takim się okazujesz .
                              Ja nigdy nie twierdziłem , że ci od Targowicy byli patriotami , chociaż oni być może za takich się uważali . Historia i kolejne pokolenia zweryfikowały ich mniemania .
                              Zweryfikowały negatywnie , to tak dla jasności .
                              • Gość: marcel IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.12.11, 05:14
                                A co twierdziłeś? Bo najpierw twierdzisz jedno, a potem coś wręcz przeciwnego. Czy ty w ogóle wiesz, o co ci chodzi?
                          • Gość: olo IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.12.11, 17:05
                            > Owszem cenię realne działania na rzecz kraju i też uznaję , że jeśli takich dzi
                            > ałań nie ma , to kraj ma problemy lub znika z mapy - jak to zdarzyło się w 179
                            > 5 roku .

                            Żyjesz chłopcze mitami i historią. Której na dodatek nie znasz (albo znasz tylko wybiórczo). Jest dokładnie na odwrót: przetrwa nie ten kraj, który ma dużo "patriotów", tylko ten, który ma dużo ludzi robiących coś dla jego dobra (a niekoniecznie uważających się za patriotów). Pierwszy przykład z brzegu - Czesi. W czasie wojny byli o wiele mniej patriotycznie nastawieni niż Polacy, a dzięki pragmatyzmowi zachowali swój kraj w o wiele lepszym stanie niż Polacy. Poducz się historii, bo bez jej znajomości raczej nie zostaniesz patriotą choćbyś nie wiem jakie super hiper miał o sobie mniemanie.
                            • Gość: angrusz1 IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.12.11, 23:04
                              Olo pisze :"
                              Jeśli 100 studentów zalicza egzaminy u innych wykładowców, a nie zalicza u jednego, to jest to przesłanka mówiąca, że z tym jednym egzaminatorem jest coś nie tak. "

                              Nie .
                              Żadnego stanowczego wniosku nie można wyciągnąć .

                              Niech to olo do ciebie dotrze .

                              Może równie dobrze to oznaczać , że zły , złośliwy , nieuczciwy jest egzaminator jak i może to oznaczać, że to studenci nieukami są a egzaminator uczciwy ale wymagający .

                              Taka jest logika .
                              • Gość: marcel IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.12.11, 05:15
                                "Może" jest szerokie i głębokie. Tym bardziej z tego żadnych wniosków nie da się wyciągnąć...

                                Kto cię uczył logiki?
                            • Gość: angrusz1 IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.12.11, 23:17
                              Olo napisał :" : przetrwa nie ten kraj, który ma dużo "patriotów","

                              Jeżeli ja napiszę, że " złoto " jest nic nie warte , to jest to oczywiste .
                              Cudzysłów o tym decyduje .
                              Ja mam na myśli patriotów a nie " patriotów ".

                              Trzeba być olo w dyskusji uczciwym i nie używać cudzysłowu .
                              Czyli nie można wciskać kitu i twierdzić, że to złoto .

                              A poczucie patriotyzmu jest dość subiektywnym odczuciem , więc nie będę określał , kto nim jest a kto nie .
                              Najlepiej , aby patriota był użytecznym dla ojczyzny - także i materialnie ale nie jest to warunek nieodzowny .
                              • Gość: marcel IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.12.11, 05:17
                                Idź się lepiej wyśpij, bo chyba sam już nie wiesz, o co ci chodzi. Jesteś zwykłym pospolitym trollem.
                                • 08.12.11, 09:00
                                  > Idź się lepiej wyśpij, bo chyba sam już nie wiesz, o co ci chodzi. Jesteś zwykł
                                  > ym pospolitym trollem.
                                  No i to jest "dyskusja na poziomie"... marcela ;) Nie ma co powiedzieć, przegrywa w dyskusji, to nagle zacznie do wszystkich ten sam, obraźliwy, niemerytoryczny argument rzucać.

                                  --

                                  Wrocław - Polska Mekka Fantastyki


                                  Idzie się!!!
                                  • Gość: dyzio IP: *.opera-mini.net 08.12.11, 21:57
                                    Ale ja też nie mam pojęcia, o co ci chodzi, zetkafie vel angruszu1. Plączesz się w wypowiedziach jak kabel od myszy. Możesz precyzyjnie wyjaśnić, o co ci chodziło?
                    • 07.12.11, 08:28
                      > Sam sobie zaprzeczasz, bo najpierw piszesz, że patriotyzm nie musi być użyteczn
                      > y, a teraz, że jak ktoś nie myśli w kategoriach użyteczności dla państwa, to ni
                      > e jest patriotą.
                      Tak, bo nie w użyteczności leży patriotyzm, a w MYŚLENIU. W powodach, dla których coś robisz. Jeśli robisz to z pazerności i w du... masz, jak to ma się do narodu, to jest to PAZERNOŚĆ a nie patriotyzm. Myślenie "chcę kaski, chcę kaski" ciężko nazwać patriotyzmem...

                      > Widzę, że sam nie rozumiesz, czym jest patriotyzm, a tak chętn
                      > ie pouczasz innych.
                      Bo nie ma precyzyjnej definicji patriotyzmu, każdy może odczuwać to trochę inaczej. Jednak to nie ja próbuję narzucić "jedyne słuszne" kryterium oceny kto jest, a kto nie jest patriotą - właśnie próbuję pokazać, że nie istnieje takie kryterium, i nie można nikomu narzucać jak ma kochać swoją ojczyznę. Jedynie próbuję pokazać, że człowieka, który nie kocha ojczyzny*, który ma gdzieś jaki wpływ na swój kraj, ciężko nazywać patriotą.
                      * oczywiście, wspomnianego Niemca na kontrakcie oceniam jako nie-patriotę w stosunku do Polski. Jego ojczyzną są oczywiście Niemcy, jednak może on tęsknić za krajem, co jest przejawem patriotyzmu do ojczyzny (czyt. Niemiec) i ciężko mówić, że nie jest patriotą, bo nie płaci podatków w swoim kraju ojczystym - chyba tęsknota do kraju też świadczy o patriotyzmie?

                      > A jakbyś miał chocby podstawowe pojęcie o ekonomii, to wiedziałbyś, że zysk kap
                      > italisty nieodłącznie pociąga za sobą zysk państwa.
                      A ty jakbyś miał umiejętność czytania ZE ZROZUMIENIEM to wiedziałbyś, że ja to wiem. Tyle, że nie łączę tego z pojęciem patriotyzmu. Bo chyba nie ma żadnej nauki, która udowodniłaby że zysk kapitalisty jest dowodem patriotyzmu?

                      --

                      Ziemiański, Szmidt - kto jeszcze pisał o Wrocławiu?


                      Przez Dolny Śląsk na piechotę
                      • Gość: olo IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.12.11, 16:31
                        Ciekawe, bo cała ta dyskusja o patriotyzmie wzięła się właśnie z tego, że to ty próbujesz za wszelką cenę udowadniać, że twoje rozumienie patriotyzmu jest jedynie słuszne. Widzisz, jak kogoś pytasz, czy jest patriotą, to każdy ci powie, że oczywiście że tak, że kocha swoją ojczyznę, ble ble, itp. Tyle, że w ogromnej części są to puste deklaracje. Gdy popatrzysz, kto działa na rzecz kraju, okaże się, że tych prawdziwych patriotów jest już dużo mniej. Dlatego nie obchodzi mnie niczyje myślenie o sobie - liczą się czyny. Większym patriotą jest ten, który nie uważa się za patriotę, a działa w jakiś sposób dla dobra kraju, niż ten, który na każdym kroku podkreśla swój patriotyzm, a nic wartościowego nie robi.
                        • 07.12.11, 22:53
                          > Ciekawe, bo cała ta dyskusja o patriotyzmie wzięła się właśnie z tego, że to [b
                          > ]ty[/b] próbujesz za wszelką cenę udowadniać, że twoje rozumienie patriotyzmu j
                          > est jedynie słuszne.
                          Nie, próbuję jedynie pokazać, że NIE MA JEDYNEJ SŁUSZNEJ DEFINICJI PATRIOTYZMU. Jednak mowa o miłości do kraju, a nie o wartości finansowej człowieka.

                          > ten, który nie uważa się za patriotę, a działa w jakiś sposób dla dobra kraju,
                          Czyli Niemiec, który miał pecha (przynajmniej tak to ocenia) pracować w Polsce, który tylko czeka wrócić do kraju, ale ma większą wypłatę niż kasjerka w tesco, która kocha swój kraj mimo, iż ma tak podłą pracę?
                          Patriotyzm co się zowie - nienawidzący Polski jest większym patriotą niż ten, który kocha mimo wad?
                          (ps. przypomnę, że mówimy o "patriotyzmie względem Polski", bo oczywiście Niemiec nie płacący podatków w Niemczech, a w Polsce, jest wg mojej oceny patriotą względem swojego heimatu - czyt. Niemiec).
                          > niż ten, który na każdym kroku podkreśla swój patriotyzm, a nic wartościowego
                          > nie robi.
                          A patriotyzmem nie jest np. to, że ktoś kocha swój kraj, że cieszy się że mieszka w Polsce, a nie w Niemczech, że docenia piękno tego kraju, a nie postrzega jedynie dziur w drogach i krzywych chodników? Co tam, ktoś kto dużo zarabia (czyt. płaci wysokie podatki) a ciagle tylko podkreśla jak to źle jest w Polsce, a jak wspaniale w Niemczech, jest zdecydowanie większym patriotą - bo większe podatki płaci?


                          --

                          Fantastyczny przewodnik po Wrocławiu


                          Idzie się!!!
                          • Gość: marcel IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.12.11, 05:19
                            Ten post potwierdza, że jednak próbujesz na siłę udowadniać, że istnieje jedno jedyne rozumienie patriotyzmu. Po co więc kłamiesz?

                            Oby Polska miała jak najmniej takich "patriotów" jak ty.
                            • 08.12.11, 08:48
                              > Ten post potwierdza, że jednak próbujesz na siłę udowadniać, że istnieje jedno
                              > jedyne rozumienie patriotyzmu. Po co więc kłamiesz?
                              Widzisz, patriotyzm jest pojęciem bardziej filozoficznym niż matematycznym. To miłość, szacunek dla ojczyzny, poczucie przynależności do wspólnoty. I nie da się go wyrazić żadnym matematycznym wzorem, co próbujesz wmówić. Podobnie jak pojęcia miłość czy szacunku, są to pojęcia z założenia rozmyte.
                              Bo weźmy miłość do żony. Ją też kochasz w złotówkach? Zapewne znajdziesz kobietę która uzna to za dobre kryterium kochania i żonę sobie znajdziesz. A jak będziesz harował po 12h na dobę i przynosił więcej kasy - będzie to dla niej przejaw twojej miłości. Ale inna będzie wolała czułości, żebyś był przy niej, a wystarczy jej że przyniesiesz minimalną krajową. I co, czy tacy mężowie którzy okazują żonom miłość a przynoszą mniej kasy, kochają mniej?

                              Albo jeszcze bardziej skrajny przykład. Gmina ma 110mln złotych na budowę drogi. Dwóch przedsiębiorców robi kalkulacje, każdemu wychodzi że potrzebują wydać 100mln na koszty, 10mln będzie dla nich.
                              Przedsiębiorca A wyjdzie z założenia: to mój kraj umiłowany, który zapewnił mi opiekę medyczną gdy jako dzieciak zachorowałem, dał kasę na moje szkolenie żebym teraz umiał prowadzić przedsiębiorstwo budujące drogi, trzeba zrobić porządną drogę, żeby się gmina rozwijała, żeby ludzie mieli jak dojeżdżać do pracy. Zrobi drogę porządnie, a jeszcze zrezygnuje z 300tys. bo projekt był zły i nie uwzględniał, że w miejscu nasypu, który miał wykonać, jest jakaś górka i potrzebuje mniej materiału na jego wykonanie. Zysk: niecałe 10mln, zapłacony podatek: niecałe 2 mln.
                              Przedsiębiorca B wyjdzie z założenia: ten kraj mnie okradał w postaci podatków przez lata, a praktycznie nic nie dał, bo do lekarza musiałem stać, a drogi zawsze były dziurawe. To teraz się odkuję, dam rzadkiego betonu, asfaltu z odzysku, pod spodem nie nawiozę i nie ubiję ziemi, poleję wszystko na taką ziemię jaka jest, zaoszczędzę 50mln. Do tego dogadam się z archeologami, że niby coś odkryłem, oni nic nie znajdą, ale przez miesiąc maszyny będą mogły pracować na innej robocie, którą robię na czarno, a koszty i tak pójdą w budowę tej drogi, to sobie od podatku odliczę. No i 10mln doliczę za archeologów. A za rok wyjdą dziury, to wpadnie kolejne zlecenie, znowu się odkuję. Przewidywany zysk: 60 mln, zapłacony podatek: 12mln.
                              To mi teraz powiedz, który według ciebie jest większym patriotą? Według podanego kryterium, rzekomo większym jest ten, co zrobi beznadziejną drogę, żeby się odkuć na kraju który go kantował? A ten, co z miłości dla kraju wykona uczciwie drogę, aby służyła ona naszemu narodowi, jest kiepskim patriotą?

                              --

                              www.polnocnolubuskie.blogspot.com

                              Wędrówki po północnej części woj. lubuskiego
                              Bo nawet największa podróz zaczyna się od pierwszego kroku...
                              • Gość: dyzio IP: *.opera-mini.net 08.12.11, 22:04
                                zetkaf napisał:

                                > Widzisz, patriotyzm jest pojęciem bardziej filozoficznym niż matematycznym.

                                Hm, a jeśli coś jest filozoficzne, to nie może być zarazem użyteczne? Mógłbyś podeprzeć swoje poglądy koncepcjami jakichś filozofów, skoro odwołujesz się do filozofii? Bo widzisz, domorosłym filozofem może być każdy, z czego jeszcze absolutnie nic nie wynika. Może to są wyłącznie twoje prywatne gdybania, a więc subiektywne spekulacje, jakie może mieć każdy, co jeszcze nie świadczy o ich zasadności i mądrości.
                                • 08.12.11, 22:15
                                  > Hm, a jeśli coś jest filozoficzne, to nie może być zarazem użyteczne?
                                  Widzisz, gdybyś umiał czytać ze zrozumieniem, wiedziałbyś, że nigdzie nie zaprzeczam, że patriotyzm MOŻE być użyteczny. Jedynie twierdzę, że istnieje też użyteczność nie związana z patriotyzmem.

                                  > Mógłbyś podeprzeć swoje poglądy koncepcjami jakichś filozofów
                                  A mógłbyś odpowiedzieć na KONKRETNY przykład, kto według podanych kryteriów jest patriotą a kto nie? Ten, co zapłaci niższy podatek, czy ten, co oszuka swój kraj?

                                  > Bo widzisz, domorosłym filozofem może być każdy, z czego jeszcze abso
                                  > lutnie nic nie wynika.
                                  Z tworzenia własnych koncepcji patriotyzmu np. podatkowego - też nic nie wynika.


                                  --

                                  Wrocław - Polska Mekka Fantastyki


                                  Idzie się!!!
                                  • Gość: dyzio IP: *.opera-mini.net 08.12.11, 22:27
                                    zetkaf napisał:

                                    > Widzisz, gdybyś umiał czytać ze zrozumieniem, wiedziałbyś, że nigdzie nie zaprz
                                    > eczam, że patriotyzm MOŻE być użyteczny. Jedynie twierdzę, że istnieje też użyt
                                    > eczność nie związana z patriotyzmem.

                                    A co ma użyteczność niezwiązana z patriotyzmem do patriotyzmu?

                                    > A mógłbyś odpowiedzieć na KONKRETNY przykład, kto według podanych kryteriów jes
                                    > t patriotą a kto nie? Ten, co zapłaci niższy podatek, czy ten, co oszuka swój k
                                    > raj?

                                    Nie mam pojęcia, bo twoje przykłady są do d... Czyli jednak miałem rację, że taki z ciebie filozof co z zawszonego kota tygrys, a twoja filozofia jest warta tyle, co nic.

                                    > Z tworzenia własnych koncepcji patriotyzmu np. podatkowego - też nic nie wynika

                                    Ale to ty tworzysz własne koncepcje, o czym właśnie dobitnie świadczy fakt, że nie potrafisz powołać się na ani jednego filozofa. Właśnie teraz wyszła jak szydło z worka cała miałkość twoich pseudofilozoficznych spekulacji.
                                    • 09.12.11, 08:44
                                      > A co ma użyteczność niezwiązana z patriotyzmem do patriotyzmu?
                                      A no dokładnie NIC. I o to właśnie chodziło ;)

                                      > Nie mam pojęcia, bo twoje przykłady są do d...
                                      Jak nie wygodne, znaczy, że do d...? Widać pan domorosły filozof woli puste rozważania o domniemaniach, niż konkretne przykłady.

                                      > Ale to ty tworzysz własne koncepcje
                                      JAAA??? Czy ja gdzieś napisałem o patriotyzmie podatkowym? A może to powszechnie uznana koncepcja i dyskutant ją jedynie przytoczył? Jeśli tak, to poproszę o źródło.
                                      Bo ja podałem jedynie koncepcję patriotyzmu jako "postawa szacunku, umiłowania i oddania własnej ojczyźnie oraz chęć ponoszenia za nią ofiar" - cytat za wikipedią, więc nie stworzyłem własnej koncepcji.


                                      > o czym właśnie dobitnie świadczy fakt, że
                                      > nie potrafisz powołać się na ani jednego filozofa.
                                      Ernest Gellner, Johann Gottfried Herder....

                                      > Właśnie teraz wyszła jak szy
                                      > dło z worka cała miałkość twoich pseudofilozoficznych spekulacji.
                                      No cóż, jak wspomniałem, patriotyzm nie jest pojęciem "twardym" i jednoznacznym jak pojęcia matematyczne, tylko miałką spekulacją, jak każde filozoficzne stwierdzenia. Ale może jest to bardziej pojęcie socjologiczne niż matematyczne? Wciąż pozostajemy w obrębie nauk humanistycznych, a nie ścisłych...


                                      --

                                      Wrocław - miasto spotkań różnych rzeczywistości


                                      Z drogi piszę
                                      • Gość: olo IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.12.11, 18:27
                                        > > nie potrafisz powołać się na ani jednego filozofa.
                                        > Ernest Gellner, Johann Gottfried Herder....

                                        A może mógłbyś przedstawić poglądy Ernesta Gellnera i Johanna Gottfrieda Herdera, a także napisać, jak to ma się do tego, co ty napisałeś? Mam nadzieję, że nie wkleiłeś tych nazwisk z Wikipedii, kompletnie bez znajomości rzeczy?

                                        > No cóż, jak wspomniałem, patriotyzm nie jest pojęciem "twardym" i jednoznacznym
                                        > jak pojęcia matematyczne, tylko miałką spekulacją,

                                        Dla kogo jest, dla tego jest. Może dlatego mamy takie "sukcesy" gospodarcze, bo mamy takich "patriotów" jak ty...

                                        > > A co ma użyteczność niezwiązana z patriotyzmem do patriotyzmu?
                                        > A no dokładnie NIC. I o to właśnie chodziło ;)

                                        Nie zrozumiałeś kompletnie nic z dyskusji, bo my cały czas piszemy o użyteczności związanej z patriotyzmem.
                                        • 09.12.11, 23:28
                                          > Nie zrozumiałeś kompletnie nic z dyskusji, bo my cały czas piszemy o użytecznoś
                                          > ci związanej z patriotyzmem.
                                          To widać ty nie zrozumiałeś, bo ja od samego początku próbuję wytłumaczyć tu co poniektórym (co poniektóremu?), że użyteczność nie zawsze związana jest z patriotyzmem. Nie kwestionuję oczywiście patriotyzmu tych, którzy są "użyteczni dla kraju" z powodów patriotycznych.... jedynie nie neguję faktu, że są i tacy, co są użyteczności dla kraju mimo braku powodów patriotycznych ;)

                                          --

                                          Wrocław - miasto spotkań różnych rzeczywistości


                                          Z drogi piszę
                                          • Gość: olo IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.12.11, 20:59
                                            Rany, jaki dekiel... Albo troll. Ile razy mam ci tłumaczyć, że nie dyskutujemy o takiej użyteczności??? Każdy głupi wie, że użyteczność nie musi być związana z patriotyzmem. Czy jak ktoś ci powie, że w tym sklepie sprzedają zepsutą kiełbasę, ty w równie rezolutny sposób zaczniesz opowiadać o zepsutych samochodach?
    • Gość: p. IP: 82.160.91.* 04.12.11, 22:11
      Studiowałem ponad 20 lat temu jeden z trudniejszych kierunków na PWr. Z 210 osób które rozpoczęły studia skończyło ok. 60%. Bywały egzaminy które zdawało w terminie 20%. Ci którzy nie zdali po prostu uznawali że nie nadają się na ten kierunek. I tyle. Dzisiaj studiuje 10x tyle "studentów" więc nie ma się co dziwić, że poziom spada. Na wydziale elektrycznym są studenci którzy nie znają prawa Ohma.
      • Gość: wroclove IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.12.11, 22:16
        Gość portalu: p. napisał(a):

        > Na wydziale elektrycznym są studenci którzy nie znają prawa O
        > hma.

        Może wykładowcy też go nie znają, skoro przepuszczają takich studentów?
        • Gość: prof. PWr IP: *.static.korbank.pl 05.12.11, 08:30
          a co to jest? po co to komu? 30 lat ucze i nie slyszalem o tym ;-)
          • Gość: zet IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.12.11, 14:01
            Bo profesor może nie wiedzieć (wówczas wszyscy zgodnie krzykną, że jest to przejawem jego geniuszu, gdyż ma w głowie dużo ważniejsze rzeczy), ale student już nie (bo wówczas wszyscy jednoznacznie okrzykną tego studenta głupkiem). Znasz taki dowcip o asystencie, który wszystko wie, adiunkcie, który ma wszystko w książkach, docencie, który wie, gdzie szukać adiunkta i profesorze, który ma wszystko... w dupie?
    • Gość: absolwent IP: 176.31.222.* 04.12.11, 22:29
      Czytam te dyskusje o egzaminie na polonistyce (to już chyba trzeci artykuł na ten temat w "Wyborczej, nie licząc artykułów w innych gazetach) i myślę sobie, że ładnie odwdzięczyli się studenci swojej pani profesor po egzaminie. Sam bym chętnie wręczył podobny "prezent" wielu swoim wykładowcom na studiach. W moim przypadku to już woda po kisielu, ale polecam metodę pod rozwagę wszystkim obecnym studentom :)))
      • Gość: absolwent IP: 176.31.222.* 04.12.11, 22:31
        PS. Pracę mam i tak lepszą niż wielu prymusów z mojego rocznika :))
      • Gość: chyzy ruj IP: *.dynamic.gprs.plus.pl 04.12.11, 23:41
        ość portalu: absolwent napisał(a):
        >W moim przypadku to już woda po kisielu

        chyba raczej "musztarda po obiedzie".
        Oj, coś mi się wydaje, "absolwencie z lepszą pracą", że Ty byś jednak nie zdał tego egzaminu z lingwistyki ogólnej u prof. AD, skoro masz podstawowe problemy ze stałymi związkami frazeologicznymi. Mam nadzieję, że przynajmniej swoją pracę wykonujesz rzetelnie...
        • Gość: zenek IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.12.11, 02:46
          On i tak chyba jest jeszcze z tych lepszych roczników, bo wie, że zdanie zaczyna się z dużej litery, czego nie można powiedzieć o tobie, "filologu" z maturą od wujka Giertycha...
          • Gość: chyzy ruj IP: *.dynamic.gprs.plus.pl 05.12.11, 16:20
            Zauważ łaskawie "mondralo", że moje zdanie nie zaczęło się od "chyba" tylko od zacytowania "absolwenta".
            Ty natomiast oprócz mózgu zaczadzonego tvn'owsko-gwnianą nienawiścią do Giertycha, masz problemy z poprawną polszczyzną. Piszemy "dużą lub wielką literą", a nie "z dużej/wielkiej litery", nieuku.
            • Gość: dyzio IP: *.opera-mini.net 06.12.11, 15:32
              Bo ty, gościu, nawet nie wiesz, jak zaczyna się zdania. O nieznajomości interpunkcji nawet nie wspomnę.

              Dobrze ci radzę: wyłącz od czasu do czasu ten TVN i przeczytaj jakąś książkę. Kultury i tak pewnie się nie nauczysz, ale może przynajmniej będziesz robił mniej błędów.
    • 05.12.11, 00:25
      Pozwoli Pan, że wpierw Pana zacytuję:

      " Najlepiej postępuje wobec tego wykładowca, który konstruuje swoje egzaminy tak, aby one dały maksymalny rozrzut ocen - od kilku dwójek po wszystkie możliwe oceny pośrednie aż do piątki. Ta zasada opiera się na założeniu, że w każdym roczniku studentów trzeba na nowo ustalić, co jest "odpowiednim poziomem", jaki powinni osiągnąć, że kryteria egzaminów nie są ustalone raz na zawsze dla wszystkich."

      Teraz mam pytanie. Czy chciałby Pan być operowanym przez lekarza, który zdał egzamin właśnie dzięki "ustaleniu odpowiedniego poziomu"? A może wolałby Pan lekarza, który rzeczywiście zna się na swojej robocie?
      Nie lekarza? To weźmy prawnika. Kto ma Pana reprezentować (albo rozstrzygać spór)? Ten, który miał "ustalony odpowiedni poziom", czy ten, który uczciwie zdał egzamin i naprawdę wie?
      A po jakim moście chce Pan jechać? Tym zaprojektowanym dzięki "dopasowaniu poziomu"?

      --
      "Nie ma ludzi niewinnych, są tylko źle przesłuchani."
      FELIKS DZIERŻYŃSKI

      Proszę nie pisać do mnie na maila, bo i tak nie sprawdzam skrzynki na GW.
      • Gość: zenek IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.12.11, 02:51
        Nie unoś się tak, panikarzu. Najpierw udowodnij, że dzisiejsi studenci rzeczywiście są gorsi od dawniejszych, a potem możesz zacząć się zastanawiać, którym mostem przejeżdżać przez Odrę. Ja w te opowieści profesorków, którzy sami nie mogą pochwalić się jakimiś konkretnymi rezultatami pracy naukowej, jakoś nie specjalnie wierzę, a ty - jak widzę - łykasz bezmyślnie wszystko, co ci wleci do uszu.

        No i udowodnij jeszcze, że dzisiejsze mosty są gorsze od tych sprzed wojny, dzisiejsi lekarze gorzej leczą, a prawnicy gorzej bronią. Bo fakty pokazują coś wręcz przeciwnego.
        • Gość: Wroc IP: *.play-internet.pl 05.12.11, 07:09
          Kilka lata temu podchodziłam na wrocławskiej polonistyce do egzaminu z Językoznawstwa ogólnego i wówczas nie zdało go około 70% studentów, zaś na poprawce jedynie kilka osób zdołało naprawić czerwcowy błąd. Wynik zatrważający? Pani profesor jest tyranem? Otóż, nie. Zapewne zaraz odezwą się głosy, że jeżeli ja zdałam, to uważam, że egzamin był łatwy/przyjemny etc. i inni też powinni go zdać. Powinni. Wykład Pani Profesor był jednym z klarowniejszych na studiach (genialnie stworzone slajdy, materiał poukładany w sensowne bloki, wykaz literatury na pierwszym wykładzie). Zatem? Jeżeli ktoś zaczyna uczyć się do tego egzaminu dwa dni przed, wcześniej zaś w ogóle nie chodził na wykład, bo postanowił, że skseruje notatki, które pokutują u Baśki (punkt kserograficzny) od kilku lat, to niech się nie dziwi, że nie zdał. Pani profesor uaktualnia swoje wykłady, dodaje nową literaturę, wątki, które wcześniej się nie pojawiły. Tematy rozbudowane kilka lat temu zawęża, by wprowadzić nowe i te rozszerzyć.
          Moja rada: zamiast biadolić dziennikarzom, którzy tworzą obraz quasi-męczenników polonistyki i gdzie tyranem stojącym z batem nad studentami jest prof. Dąbrowska, lepiej przyłóżcie się do grudniowego egzaminu, wtedy na pewno zdacie!
          • Gość: zet IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.12.11, 14:06
            Ale to wcale nie dowodzi, że studenci są coraz głupsi. Wręcz przeciwnie: skoro tak gdzieś od 70% w górę nie zdaje co roku u tej pani profesor, to znaczy to jednak, że to z tą panią profesor jest coś nie tak, a nie z tym rocznikiem studentów.

            Widzisz, ty się chlubisz, że należałeś do rocznika, gdy nie zdało "tylko" 70% studentów. Osoby z kilku lat wcześniej napiszą, że twój rocznik był tępy, bo u nich nie zdało "tylko" 50% studentów. Itd. itd...

            Poza tym wytłumacz mi, jakim cudem ze studiów dziennych nie zdało tyle osób, a z zaocznych zdali wszyscy?
            • Gość: CBDU IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.12.11, 19:24
              Zdałam ten egzamin za pierwszym podejściem, nie chcę nikogo wkurzać tym, na jaką ocenę, ale nie smyknęłam się ledwo co. I uważam mimo tego, że to ekstremalnie trudny, przekombinowany egzamin o dość niejasnych kryteriach oceniania, arcydzieło sztuki testowej, a nie narzędzie do sprawdzania wiedzy. Chociaż zwykle nie mam kłopotów z ocenianiem, jak mi poszło, w tym wypadku nie miałam zielonego pojęcia - taki to był zbijający z pantałyku egzamin. Do dziś mam wrażenie, że zdałam, bo miałam zdać (naturalnie chodzi mi o digitus Dei, nikogo bym tak śmiało nie posądziła o protekcję). No i po co komu coś takiego? Nie można normalnie zadać pytań, uzyskać odpowiedzi...?
              • Gość: dyzio IP: *.opera-mini.net 06.12.11, 15:35
                Hm, nawet jeśli ktoś zdaje egzamin, a nie wie, dlaczego, raczej nie świadczy to dobrze o tym egzaminie, jak i osobie, która go przeprowadza...
        • 05.12.11, 13:21
          Po pierwsze weźmy pod uwagę postęp techniczny.
          Po drugie lepiej nie wyskakuj z inżynierią, bo wystarczy popatrzeć na przedwojenne mosty i powojenne rondo Reagana, żeby zacząć wątpić w dzisiejszych polskich inżynierów.

          Ale do rzeczy. Przez wiele, wiele lat setki i tysiące ludzi podchodziły do tego egzaminu u tej samej prowadzącej i jakoś go zdawali bez wzywania na pomoc mediów. W tym roku nie wyszło im. Czy aby na pewno jest to winą studentów? Jeżeli egzamin od lat jest prowadzony wedle tych samych zasad, przez tego samego prowadzącego, z tego samego materiału, to ja bym się upatrywał przyczyn raczej gdzie indziej.
          Dalej - tutaj mamy do czynienia (z tego, co się zorientowałem) z egzaminem na IV roku, czyli tak naprawdę I roku studiów uzupełniających. Na te studia zapewne poprzyjmowano mnóstwo zaocznych licencjatów z wyższych szkół pierdzenia w stołek i całkiem możliwe, że ów egzamin był pierwszym prawdziwym egzaminem, z jakim mieli do czynienia.
          Kolejna sprawa jest taka, że z tego, co mi wiadomo, to przeciętny rok polonistyki liczy ok. 200-250 osób. Tutaj mowa jest o 120, którzy zdawali i niecałej setce, która oblała. Wynika z tego, że egzamin (w pierwszym i drugim terminie) zdało w sumie około 60 może nawet 70% studentów. Więc o co ten krzyk? Nie każdy musi być magistrem i sam fakt, że ktoś się dostał na studia nie oznacza, że je ukończy.
          Kiedy ja studiowałem, to na I roku było nas 250, w terminie studia zakończyła może 150. Z mojej grupy ćwiczeniowej na 36 osób rozpoczynających studia do V roku dotarło około 25. Reszta albo powtarzała jakiś rok, albo odpadła po drodze. To są studia a nie zerówka!
          --
          "Nie ma ludzi niewinnych, są tylko źle przesłuchani."
          FELIKS DZIERŻYŃSKI

          Proszę nie pisać do mnie na maila, bo i tak nie sprawdzam skrzynki na GW.
          • Gość: zet IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.12.11, 14:13
            Ale co ty widzisz wspólnego w przedwojennych mostach i rondzie Reagana? Poza tym mało to mostów zawaliło się przed wojną? Rozumiem też, że rondo Reagana to jedyny przejaw działalności współczesnych polskich inżynierów, jaki znasz?

            Reszta to co najwyżej twoje osobiste domysły, nie znajdujące potwierdzenia w faktach, które były już opisywane w tej dyskusji i poprzednich. Bardzo łatwo i przyjemnie wyciąga się w ten sposób wnioski, ale proponowałbym najpierw zapoznać się z faktami.
            • 05.12.11, 21:23
              Gość portalu: zet napisał(a):

              > Ale co ty widzisz wspólnego w przedwojennych mostach i rondzie Reagana? Poza ty
              > m mało to mostów zawaliło się przed wojną? Rozumiem też, że rondo Reagana to je
              > dyny przejaw działalności współczesnych polskich inżynierów, jaki znasz?

              Po prostu pokazuję, że takie uproszczenia nie mają sensu.

              >
              > Reszta to co najwyżej twoje osobiste domysły, nie znajdujące potwierdzenia w fa
              > ktach, które były już opisywane w tej dyskusji i poprzednich. Bardzo łatwo i pr
              > zyjemnie wyciąga się w ten sposób wnioski, ale proponowałbym najpierw zapoznać
              > się z faktami.

              Fakty są takie, że egzamin zdało około 60-70% piszących (pamiętajmy, że GW pisze o poprawce a nie wspomina, ile osób zdało egzamin w pierwszym terminie). To nie jest jakiś rewelacyjny wynik, ale nie jest też tak tragiczny. Fakt drugi jest też taki, że dzisiaj studentów jest za dużo i o ile kiedyś na studia z zasady szli najzdolniejsi, to dzisiaj idzie praktycznie rzecz biorąc każdy, kto chce. Fakt trzeci jest taki, że samo dostanie się na studia nie oznacza uzyskania magisterium.

              --
              "Nie ma ludzi niewinnych, są tylko źle przesłuchani."
              FELIKS DZIERŻYŃSKI

              Proszę nie pisać do mnie na maila, bo i tak nie sprawdzam skrzynki na GW.
              • Gość: dyzio IP: *.opera-mini.net 06.12.11, 15:40
                wielki_czarownik napisał:

                > Po prostu pokazuję, że takie uproszczenia nie mają sensu.

                Tyle, że to raczej ty stosujesz uproszczenia. I to ogromne...

                > Fakty są takie, że egzamin zdało około 60-70% piszących (pamiętajmy, że GW pisz
                > e o poprawce a nie wspomina, ile osób zdało egzamin w pierwszym terminie). To n
                > ie jest jakiś rewelacyjny wynik, ale nie jest też tak tragiczny.

                Jak to obliczyłeś, geniuszu? Nie widziałem, żeby gdzieś podano informację o całkowitej liczbie studentów.

                > Fakt drugi jes
                > t też taki, że dzisiaj studentów jest za dużo i o ile kiedyś na studia z zasady
                > szli najzdolniejsi, to dzisiaj idzie praktycznie rzecz biorąc każdy, kto chce.

                To też gdzieś wyczytałeś, czy tak ma być, bo "wielki_czarownik" tak twierdzi?

                > Fakt trzeci jest taki, że samo dostanie się na studia nie oznacza uzyskania ma
                > gisterium.

                Jasne, ale selekcja nie oznacza selekcji rok przed uzyskaniem dyplomu. Dla mnie jest oczywiste, że ktoś tu chciał za dużo zarobić. A studenci to dostrzegli i teraz odbija mu się głośną czkawką...
                • 06.12.11, 16:04
                  Gość portalu: dyzio napisał(a):


                  >
                  > Jak to obliczyłeś, geniuszu? Nie widziałem, żeby gdzieś podano informację o cał
                  > kowitej liczbie studentów.
                  >

                  Bo wiem, ile osób średnio studiuje na filologii polskiej? Choćby dlatego, że znam kogoś, kto tam studiuje?


                  > To też gdzieś wyczytałeś, czy tak ma być, bo "wielki_czarownik" tak twierdzi?
                  >

                  To powszechnie znany fakt.


                  > Jasne, ale selekcja nie oznacza selekcji rok przed uzyskaniem dyplomu. Dla mnie
                  > jest oczywiste, że ktoś tu chciał za dużo zarobić. A studenci to dostrzegli i
                  > teraz odbija mu się głośną czkawką...

                  Nie nie. To nie są studia jednolite, pięcioletnie. To uzupełniająca dwulatka po licencjacie. Czyli nie na rok przed uzyskaniem dyplomu a po zakończeniu pierwszego roku nauki.

                  --
                  "Nie ma ludzi niewinnych, są tylko źle przesłuchani."
                  FELIKS DZIERŻYŃSKI

                  Proszę nie pisać do mnie na maila, bo i tak nie sprawdzam skrzynki na GW.
                  • Gość: olo IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.12.11, 01:30
                    wielki_czarownik napisał:

                    > > Jak to obliczyłeś, geniuszu? Nie widziałem, żeby gdzieś podano informację
                    > o cał
                    > > kowitej liczbie studentów.
                    > >
                    >
                    > Bo wiem, ile osób średnio studiuje na filologii polskiej? Choćby dlatego, że zn
                    > am kogoś, kto tam studiuje?

                    Jak znasz kogoś, kto tam studiuje, to nie wiesz, ile osób średnio studiuje na polonistyce, tylko co najwyżej w danym roczniku.

                    > Nie nie. To nie są studia jednolite, pięcioletnie. To uzupełniająca dwulatka po
                    > licencjacie. Czyli nie na rok przed uzyskaniem dyplomu a po zakończeniu pierws
                    > zego roku nauki.

                    Bzdura. Studia dzielą się na dwa etapy tylko na papierze, w rzeczywistości prawie wszyscy studenci są ci sami i te same są studia. Wykładowcy doskonale znają swoich studentów i powinni ich odsiać już podczas rekrutacji na studia mgr, a nie w połowie tych studiów. Nie mogą więc tłumaczyć się, że ten rok był im potrzebny na dokładniejsze sprawdzenie studentów, tak jak to się dzieje np. na studiach licencjackich.
                    • 07.12.11, 16:30
                      Gość portalu: olo napisał(a):


                      > Jak znasz kogoś, kto tam studiuje, to nie wiesz, ile osób średnio studiu
                      > je na polonistyce, tylko co najwyżej w danym roczniku.
                      >

                      Jakoś nie wpadło Ci do głowy geniuszu, że mogłem po pierwsze znać kilka osób tam studiujących a po drugie, że studenci z reguły wiedzą, ile osób studiuje na poszczególnych latach?


                      >
                      > Bzdura. Studia dzielą się na dwa etapy tylko na papierze, w rzeczywistości praw
                      > ie wszyscy studenci są ci sami i te same są studia. Wykładowcy doskonale znają
                      > swoich studentów i powinni ich odsiać już podczas rekrutacji na studia mgr, a n
                      > ie w połowie tych studiów.

                      Po pierwsze "prawie jak Żywiec".
                      Po drugie wykładowcy nie znają swoich studentów, bo przy tej liczbie osób studiujących i takim obciążeniu dydaktycznym, jak na UWr, to można co najwyżej kojarzyć niektóre osoby a nie kilkaset ludzi rocznie.
                      Po trzecie - jak już mówiłem - nie każdy musi być magistrem i sam fakt dostania się na studia nie oznacza, że studia te trzeba ukończyć.

                      Nie mogą więc tłumaczyć się, że ten rok był im potrz
                      > ebny na dokładniejsze sprawdzenie studentów, tak jak to się dzieje np. na studi
                      > ach licencjackich.

                      Nie. Po prostu studenci okazali się za słabi na studia magisterskie i tyle.

                      --
                      "Nie ma ludzi niewinnych, są tylko źle przesłuchani."
                      FELIKS DZIERŻYŃSKI

                      Proszę nie pisać do mnie na maila, bo i tak nie sprawdzam skrzynki na GW.
                      • Gość: olo IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.12.11, 16:41
                        wielki_czarownik napisał:

                        > Jakoś nie wpadło Ci do głowy geniuszu, że mogłem po pierwsze znać kilka osób ta
                        > m studiujących a po drugie, że studenci z reguły wiedzą, ile osób studiuje na p
                        > oszczególnych latach?

                        Ha, najpierw pisałeś o jednej osobie, teraz się rozmnożyły do kilku! Co jeszcze wymyślisz? Nie zmienia to i tak faktu, że twoje "rewelacje", dostarczone pocztą pantoflową za pomocą 10 pośredników, są g... warte.

                        > Po drugie wykładowcy nie znają swoich studentów, bo przy tej liczbie osób studi
                        > ujących i takim obciążeniu dydaktycznym, jak na UWr, to można co najwyżej kojar
                        > zyć niektóre osoby a nie kilkaset ludzi rocznie.

                        O proszę, już jest kilkaset ludzi rocznie. Najpierw się zorientuj, ilu jest studentów na polonistyce, a potem pisz.

                        Nawiasem mówiąc, wcale nie chodziło mi o znajomość osobistą, tylko o znajomość ich wiedzy, a tę potwierdzają pozytywne oceny ze zdanych egzaminów.

                        > Po trzecie - jak już mówiłem - nie każdy musi być magistrem i sam fakt dostania
                        > się na studia nie oznacza, że studia te trzeba ukończyć.

                        A ja już mówiłem, że od tego jest rekrutacja, ewentualnie pierwszy rok studiów, a nie ich koniec. 2-etapowe studia tych samych studentów na tej samej uczelni należy w praktyce traktować jako jedne studia.


                        > Nie. Po prostu studenci okazali się za słabi na studia magisterskie i tyle.

                        Więc po co ich przyjęli na studia magisterskie? Nie mogą się tłumaczyć, że nie znali tych studentów, bo znali ich od trzech lat.
                        • 07.12.11, 21:44
                          Gość portalu: olo napisał(a):


                          > Ha, najpierw pisałeś o jednej osobie, teraz się rozmnożyły do kilku! Co jeszcze
                          > wymyślisz? Nie zmienia to i tak faktu, że twoje "rewelacje", dostarczone poczt
                          > ą pantoflową za pomocą 10 pośredników, są g... warte.

                          Dojście do tego, że ktoś ze znajomych mógł w tym, czy w zeszłym roku ów wydział ukończyć przerasta cię?


                          >
                          > O proszę, już jest kilkaset ludzi rocznie. Najpierw się zorientuj, ilu jest stu
                          > dentów na polonistyce, a potem pisz.

                          Robaczku ja nie mówię w tej chwili, ile jest osób na roku, a ilu studentów ma wykładowca. To pewna różnica. Jak dorośniesz, to zrozumiesz.

                          >
                          > Nawiasem mówiąc, wcale nie chodziło mi o znajomość osobistą, tylko o znajomość
                          > ich wiedzy, a tę potwierdzają pozytywne oceny ze zdanych egzaminów.
                          >

                          Egzaminów na studiach licencjackich. Studia magisterskie to coś innego.


                          >
                          > A ja już mówiłem, że od tego jest rekrutacja, ewentualnie pierwszy rok studiów,
                          > a nie ich koniec. 2-etapowe studia tych samych studentów na tej samej uczelni
                          > należy w praktyce traktować jako jedne studia.
                          >

                          Nie - nie należy traktować tak samo, bo są to oddzielne studia. Może doktoraty też będziemy traktować, jak jedne studia i powiemy, że doktor to taki prawie licencjat? Tu właśnie na 1 roku dokonano selekcji licencjatów.


                          >
                          > Więc po co ich przyjęli na studia magisterskie? Nie mogą się tłumaczyć, że nie
                          > znali tych studentów, bo znali ich od trzech lat.

                          Przyjęli, bo zdali egzaminy? Kiedy ja studiowałem, to przyjęto na mój kierunek dość sporo osób, ale po 5 latach już ich liczba była zdecydowanie mniejsza. To są studia. Najpierw się narzeka, że poziom edukacji się obniża, a jak uniwerek zaczyna w końcu cisnąć i wymagać (przynajmniej niektórzy wykładowcy) to jest płacz, że egzaminu się nie zdało.

                          --
                          "Nie ma ludzi niewinnych, są tylko źle przesłuchani."
                          FELIKS DZIERŻYŃSKI

                          Proszę nie pisać do mnie na maila, bo i tak nie sprawdzam skrzynki na GW.
                          • Gość: marcel IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.12.11, 05:24
                            Nie krętacz czarodzieju, bo słabo ci to wychodzi. "Olo" ma rację, że robienie selekcji pod koniec studiów wśród osób, które się doskonale zna od kilku lat, świadczy tylko o przepuszczaniu tłuków, żeby wyciągnąć od nich jak najwięcej kasy. Tylko takie przygłupy jak ty nie wiedzą, że uczelnie dostają pieniądze od łebka i w ich interesie leży, żeby jak najdłużej przetrzymać ich na studiach. Skończ najpierw jakieś studia, a potem dyskutuj.
                            • 08.12.11, 11:21
                              Ojej! Jaki brzydki atak ad personam. Argumentów zabrakło?
                              Jeszcze raz powtarzam - ukończenie studiów licencjackich i dostanie się na studia magisterskie nie czyni z człowieka magistra. Egzamin wstępny, to (jak sama nazwa wskazuje) wstępna selekcja. Następnie w toku nauki poprzez kolejne egzaminy eliminuje się resztę słabszych studentów, którzy w taki czy inny sposób egzaminy wstępne zaliczyli. Koniec studiów to jest koniec drugiego roku studiów uzupełniających. W tym wypadku mamy do czynienia co najwyżej z półmetkiem.
                              A teraz wracaj studenciaku do książek i zakuwaj przed piątym terminem, który wam łaskawie przyznano, bo oblejesz i mamusia nie da kieszonkowego.
                              --
                              "Ludzi inteligentnych jest w społeczeństwie jakieś 5 czy 6 procent. Moją kampanię robię więc dla idiotów."
                              Georges Freche

                              Proszę nie pisać do mnie na maila, bo i tak nie sprawdzam skrzynki na GW.
                              • Gość: dyzio IP: *.opera-mini.net 08.12.11, 22:08
                                A ja ci jeszcze raz powtarzam, że to nie są typowe studia licencjackie, tylko kontynuacja studiów licencjackich, a więc nie jest tak, że poznaje się dopiero studentów, tylko zna się ich już od czterech lat. Na selekcję było wystarczająco dużo czasu. Tak ciężko to zrozumieć? Zdejmij klapki z oczu i popatrz realnie na sytuację, zamiast powtarzać w kółko formalne zasady podziału na studia rodem z informatora dla kandydatów. Potwierdzasz w ten sposób tylko, że nie masz pojęcia o studiach i studiowaniu.
                                • 08.12.11, 23:51
                                  A ja ci jeszcze raz powtarzam, że studia licencjackie i magisterskie to dwa zupełnie inne rodzaje studiów i argument, że ktoś ukończył licencjat więc z automatu powinien ukończyć magisterkę jest chybiony. Równie dobrze maturę powinien zdawać każdy, bo w końcu po 3 latach w liceum nauczyciele go znają.
                                  Selekcja studentów następuje cały czas i trzeba się z tym pogodzić. Nie można podchodzić do sprawy na zasadzie "ja tu studiuję czwarty rok, więc już nie muszę się uczyć i powinienem dostawać trójkę na pandę". Kiedy ja studiowałem, to jeszcze na piątym roku kilka osób poleciało i nikt nie robił z tego powodu afery. Po prostu studia to studia i jeżeli chcemy, by te dyplomy były coś warte, to musimy skończyć z takim myśleniem, jak Twoje.
                                  --
                                  "Nie ma ludzi niewinnych, są tylko źle przesłuchani."
                                  FELIKS DZIERŻYŃSKI

                                  Proszę nie pisać do mnie na maila, bo i tak nie sprawdzam skrzynki na GW.
                                  • Gość: olo IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.12.11, 18:20
                                    A ja ci jeszcze raz powtarzam, że realnie studia są te same, ty biurokrato do n-tej potęgi. Po drugie, nikt tu nie pisze, że każdy powinien ukończyć magisterkę. Po trzecie: od selekcji jest rekrutacja, ewentualnie pierwszy rok studiów. Po czwarte: skąd wiesz, że studenci się nie nauczyli? Po piąte: nikogo tu nie obchodzą twoje studia (twoja prywatna sprawa), na których nie nauczono cię myślenia. Radziłbym tylko nie chwalić się dyplomem (to tak w trosce o opinie na temat wartości studiów, skoro już o niej piszesz). A po szóste: studenci zdali u wszystkich, tylko nie u jednej pani profesor, co jest bardzo wymowne. Świadczy, że albo z panią profesor jest coś nie tak, albo z pozostałymi wykładowcami, którzy przyzwyczaili studentów do niskich wymagań podczas egzaminów. Tak czy siak - winni są wykładowcy i uczelnia, a nie studenci.
                                    • 09.12.11, 23:32
                                      > Po drugie, nikt tu nie pisze, że każdy powinien ukończyć magisterkę.
                                      Nie, tylko, że nie powinno się za dużo uwalić po drodze.

                                      > Po trzecie: od selekcji jest rekrutacja, ewentualnie pierwszy rok stu
                                      > diów.
                                      Po pierwsze: właśnie uwalono połowę studentów NA PIERWSZYM ROKU studiów uzupełniających.
                                      Po drugie: A co, jeśli ktoś przeszedł przez pierwszy rok, ale na drugim się nie nauczył "minimum programowego", to już go w ramach selekcji wyeliminować z grona magistrów nie można?

                                      > a temat wartości studiów, skoro już o niej piszesz). A po szóste: studenci zdal
                                      > i u wszystkich, tylko nie u jednej pani profesor, co jest bardzo wymowne.
                                      W myśl tej zasady, zastanawiam się, co jadasz. Czy kupę? Bo przecież miliony much się nie mogą mylić...

                                      > Świadczy, że albo z panią profesor jest coś nie tak, albo z pozostałymi wykładowcam
                                      > i, którzy przyzwyczaili studentów do niskich wymagań podczas egzaminów.
                                      No widzisz, piłka jest jedna, ale bramki są dwie ;) Więc czy wiesz, do której grać?

                                      > Tak czy siak - winni są wykładowcy i uczelnia, a nie studenci.
                                      Nawet jeśli pozostali wykładowcy byli zbyt mało selektywni, to i tak nikt nie zabronił studentom się nauczyć. Zwłaszcza, ze po pierwszym oblanym egzaminie wiedzieli już, że tu nie ma tak niskich wymagań jak u innych wykładowców.

                                      --

                                      www.polnocnolubuskie.blogspot.com

                                      Wędrówki po północnej części woj. lubuskiego
                                      Bo nawet największa podróz zaczyna się od pierwszego kroku...
                                      • Gość: olo IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.12.11, 21:06
                                        zetkaf napisał:

                                        > Po pierwsze: właśnie uwalono połowę studentów NA PIERWSZYM ROKU studiów uzupełn
                                        > iających.

                                        Faktycznie czwartym, nie pierwszym, deklu z zardzewiałymi zawiasami.

                                        > Po drugie: A co, jeśli ktoś przeszedł przez pierwszy rok, ale na drugim się nie
                                        > nauczył "minimum programowego", to już go w ramach selekcji wyeliminować z gro
                                        > na magistrów nie można?

                                        A co, jeśli zetkaf pisze tylko po to, żeby trollować?

                                        > A po szóste: studenc
                                        > i zdal
                                        > > i u wszystkich, tylko nie u jednej pani profesor, co jest bardzo wymowne.
                                        > W myśl tej zasady, zastanawiam się, co jadasz. Czy kupę? Bo przecież miliony mu
                                        > ch się nie mogą mylić...

                                        To ty jesteś muchą? W takim razie smacznego :DDD

                                        > > Świadczy, że albo z panią profesor jest coś nie tak, albo z pozostałymi
                                        > wykładowcam
                                        > > i, którzy przyzwyczaili studentów do niskich wymagań podczas egzaminów.
                                        > No widzisz, piłka jest jedna, ale bramki są dwie ;) Więc czy wiesz, do której g
                                        > rać?

                                        Ale wadliwy stadion ten sam. Czyli uczelnia.

                                        > > Tak czy siak - winni są wykładowcy i uczelnia, a nie studenci.
                                        > Nawet jeśli pozostali wykładowcy byli zbyt mało selektywni, to i tak nikt nie z
                                        > abronił studentom się nauczyć.

                                        Tobie też nikt nie broni myśleć logicznie, a jednak masz z tym problemy. Skąd wiesz, że studenci się nie nauczyli?
                                    • 10.12.11, 00:19
                                      Gość portalu: olo napisał(a):

                                      > A ja ci jeszcze raz powtarzam, że realnie studia są te same, ty biurokra
                                      > to do n-tej potęgi.

                                      Nie amigo. Nie są te same. Poziom trudności na magisterskich z definicji jest wyższy, niż na licencjackich.

                                      Po drugie, nikt tu nie pisze, że każdy powinien ukończyć ma
                                      > gisterkę. Po trzecie: od selekcji jest rekrutacja, ewentualnie pierwszy rok stu
                                      > diów.

                                      Nie mój drogi. Od selekcji są studia. Pomijając fakt, że ci tutaj obecni oblali właśnie na pierwszym roku.

                                      > Po czwarte: skąd wiesz, że studenci się nie nauczyli?

                                      Bo nie zdali. Gdyby się nauczyli, to by zdali.

                                      Po piąte: nikogo tu
                                      > nie obchodzą twoje studia (twoja prywatna sprawa), na których nie nauczono cię
                                      > myślenia. Radziłbym tylko nie chwalić się dyplomem (to tak w trosce o opinie n
                                      > a temat wartości studiów, skoro już o niej piszesz).

                                      Poważny zarzut. Uzasadnisz go jakoś?

                                      A po szóste: studenci zdal
                                      > i u wszystkich, tylko nie u jednej pani profesor, co jest bardzo wymowne.

                                      Może warto się przyjrzeć pozostałym wykładowcom? Dlaczego u nich jest tak wysoka zdawalność? Dydaktyczni geniusze?

                                      Świad
                                      > czy, że albo z panią profesor jest coś nie tak, albo z pozostałymi wykładowcam
                                      > i, którzy przyzwyczaili studentów do niskich wymagań podczas egzaminów. Tak czy
                                      > siak - winni są wykładowcy i uczelnia, a nie studenci.

                                      Jasne. Student nigdy nie jest winny. Nawet, jeśli się nie nauczył to i tak wina wykładowcy, który uczciwie pracuje na swoją pensję i dba o poziom uczelni.


                                      --
                                      "Nie ma ludzi niewinnych, są tylko źle przesłuchani."
                                      FELIKS DZIERŻYŃSKI

                                      Proszę nie pisać do mnie na maila, bo i tak nie sprawdzam skrzynki na GW.
                                      • Gość: olo IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.12.11, 21:15
                                        wielki_czarownik napisał:

                                        > Nie amigo. Nie są te same. Poziom trudności na magisterskich z definicji jest w
                                        > yższy, niż na licencjackich.

                                        Kotku, poziom drugiego roku też jest wyższy niż pierwszego, a jakoś nie uwala się 90% na każdym roku.

                                        > Nie mój drogi. Od selekcji są studia. Pomijając fakt, że ci tutaj obecni oblali
                                        > właśnie na pierwszym roku.

                                        Żuczku, studia są od nauczenia, a od selekcji rekrutacja. Uwalić później można tych, co się nie nauczyli, ale nie przeprowadzać spóźnioną selekcję. I przestań marudzić o tym pierwszym roku...

                                        > Bo nie zdali. Gdyby się nauczyli, to by zdali.

                                        Życie jest dla ciebie bardzo proste, mordasku. I dlatego tacy jak ty nie powinni się zajmować niczym bardziej ambitnym niż czarowanie.

                                        > Poważny zarzut. Uzasadnisz go jakoś?

                                        Ja myślę, że twoje mało rozgarnięte posty są wystarczającym uzasadnieniem :D


                                        > Może warto się przyjrzeć pozostałym wykładowcom? Dlaczego u nich jest tak wysok
                                        > a zdawalność? Dydaktyczni geniusze?

                                        A może warto przyjrzeć się tobie? Że czarujesz, to wiem, ale jasnowidz?


                                        > Jasne. Student nigdy nie jest winny. Nawet, jeśli się nie nauczył to i tak wina
                                        > wykładowcy, który uczciwie pracuje na swoją pensję i dba o poziom uczel
                                        > ni.

                                        Jasne, winny zawsze jest student, a nie wykładowca. To, że wszyscy pozostali wykładowcy potwierdzili, że studenci jednak potrafią się nauczyć, to dla ciebie nic nie znaczy.

                                        Twoje trudności z logicznym wnioskowaniem świadczą, że upadek poziomu studiów nastąpił już dawno temu.
                                • 09.12.11, 09:21
                                  > A ja ci jeszcze raz powtarzam, że to nie są typowe studia licencjackie
                                  Widzisz, to nawet sam czarownik powiedział, że TO NIE SĄ TYPOWE STUDIA LICENCJACKIE - wręcz odwrotnie, są to uzupełniające studia MAGISTERSKIE, wymagające UKOŃCZENIA wcześniej studiów licencjackich. Więc skoro takie oczywistości trzeba ci tłumaczyć, to może pora zapoznać się z systemem edukacyjnym w Polsce, w szczególności w części dotyczącej szkolnictwa wyższego, a nie zabierać głos jako totalny ignorant?

                                  > Na selekcję było wystarczająco dużo czasu.
                                  Na selekcję osób mających być licencjatami - było dużo czasu. I taką selekcję zrobiono wcześniej.
                                  Na studiach magisterskich zrobiono selekcję osób mających być magistrami - i tu kryteria powinny być wyższe, bo w końcu od magistra można wymagać więcej niż od licencjata? może te 100 osób wyszło właśnie z założenia, że magisterka to to samo co licencjat? Tak ciężko to zrozumieć? Zdejmij klapki z oczu i popatrz realnie na sytuację, zamiast powtarzać w kółko
                                  że to czwarty rok studiów licencjackich?

                                  > formalne zasady podziału na studia rodem z informatora dla kandydatów.
                                  Widać, że informator przeczytałeś, szkoda że jego zrozumienie przerosło twoje możliwości. Potwierdzasz w ten sposób tylko, że nie masz pojęcia o studiach i studiowaniu.


                                  --

                                  Wrocław - miasto spotkań różnych rzeczywistości


                                  Z drogi piszę
                                  • Gość: olo IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.12.11, 18:51
                                    zetkaf napisał:

                                    > > A ja ci jeszcze raz powtarzam, że to nie są typowe studia licencjackie
                                    > Widzisz, to nawet sam czarownik powiedział, że TO NIE SĄ TYPOWE STUDIA LICENCJA
                                    > CKIE

                                    Słuchaj czarowników, a daleko zajdziesz :D

                                    > wręcz odwrotnie, są to uzupełniające studia MAGISTERSKIE, wymagające UKO
                                    > ŃCZENIA wcześniej studiów licencjackich. Więc skoro takie oczywistości trzeba c
                                    > i tłumaczyć, to może pora zapoznać się z systemem edukacyjnym w Polsce, w szcze
                                    > gólności w części dotyczącej szkolnictwa wyższego, a nie zabierać głos jako tot
                                    > alny ignorant?

                                    Ignorantem to ty jesteś, bo do tej pory nie rozumiesz, że czym innym są studia licencjackie, gdzie wszyscy studenci są nowi po różnych szkołach, a czym innym magisterskie uzupełniające, gdzie prawie wszyscy studenci są znani.

                                    >
                                    > > Na selekcję było wystarczająco dużo czasu.
                                    > Na selekcję osób mających być licencjatami - było dużo czasu. I taką selekcję z
                                    > robiono wcześniej.
                                    > Na studiach magisterskich zrobiono selekcję osób mających być magistrami - i tu
                                    > kryteria powinny być wyższe, bo w końcu od magistra można wymagać więcej niż o
                                    > d licencjata?

                                    Od tego są egzaminy podczas rekrutacji.

                                    > może te 100 osób wyszło właśnie z założenia, że magisterka to to
                                    > samo co licencjat?

                                    A może ty zwyczajnie jesteś głupkiem i nie potrafisz myśleć, za to potrafisz wymyślać?

                                    > Tak ciężko to zrozumieć? Zdejmij klapki z oczu i popatrz rea
                                    > lnie na sytuację, zamiast powtarzać w kółko
                                    > że to czwarty rok studiów licencjackich?

                                    No właśnie ty zdejmij klapki z oczu i popatrz realnie, że drugie studia są tylko na papierze.

                                    > > formalne zasady podziału na studia rodem z informatora dla kandydatów.
                                    > Widać, że informator przeczytałeś, szkoda że jego zrozumienie przerosło twoje m
                                    > ożliwości. Potwierdzasz w ten sposób tylko, że nie masz pojęcia o studiach i st
                                    > udiowaniu.

                                    Akurat to się tyczy dokładnie ciebie, bo ty klepiesz informacje z informatora, wykazując kompletny brak znajomości realnej sytuacji.
                                    • 09.12.11, 23:38
                                      > Ignorantem to ty jesteś, bo do tej pory nie rozumiesz, że czym innym są studia
                                      > licencjackie, gdzie wszyscy studenci są nowi po różnych szkołach, a czym innym
                                      > magisterskie uzupełniające, gdzie prawie wszyscy studenci są znani.
                                      No i co z tego, że znani? Ważne jest, że magister musi umieć więcej niż licencjat... i student powinien być tego świadom, że tutaj poprzeczka jest wyższa.
                                      Wiesz, nie wiem jak obecnie, ale czasem zdarzały się np. licea przy szkołach wyższych. Często się okazywało, że na studia w dużym stopniu dostawali się właśnie ludzie z tych liceów. I co, czy od osoby z dyplomem można wymagać tylko tyle samo, co od maturzysty, bo uczniów znało się od czasów liceum?

                                      > > Na studiach magisterskich zrobiono selekcję osób mających być magistrami
                                      > - i tu
                                      > > kryteria powinny być wyższe, bo w końcu od magistra można wymagać więcej
                                      > niż o
                                      > > d licencjata?
                                      > Od tego są egzaminy podczas rekrutacji.
                                      CO???? Czyli co, jak ktoś się dostał, to już magistra ma? To przecież tak samo można powiedzieć o studiach licencjackich - skoro się dostał, to już ma dyplom zapewniony. Więc egzaminy na studiach wszelakich powinny być zakazane, bo co najwyżej mogą podważyć wyniki egzaminów wstępnych?

                                      > No właśnie ty zdejmij klapki z oczu i popatrz realnie, że drugie studia są tylk
                                      > o na papierze.
                                      Ale są...
                                      więc i wymagania wyższe, bo inaczej po co robić podział?

                                      > Akurat to się tyczy dokładnie ciebie, bo ty klepiesz informacje z informatora,
                                      > wykazując kompletny brak znajomości realnej sytuacji.
                                      Ja po prostu oprócz przeczytania, jeszcze go zrozumiałem. To o jeden stopień więcej, niż ty - a właściwie dwa, bo po jego przeczytaniu nie dość, że nie zrozumiałeś, to odrzuciłeś całą wiedzę zdobytą w trakcie jego czytania. I uwsteczniłeś się do poziomu na jakim byłeś przed rekrutacją na studia.
                                      Wiesz, informatorów nie tworzy się tylko po to, żeby dać zarobić znajomej drukarni...


                                      --

                                      Wrocław - Polska Mekka Fantastyki


                                      Idzie się!!!
                                      • Gość: olo IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.12.11, 21:22
                                        zetkaf napisał:

                                        > Wiesz, nie wiem jak obecnie, ale czasem zdarzały się np. licea przy szkołach wy
                                        > ższych. Często się okazywało, że na studia w dużym stopniu dostawali się właśni
                                        > e ludzie z tych liceów. I co, czy od osoby z dyplomem można wymagać tylko tyle
                                        > samo, co od maturzysty, bo uczniów znało się od czasów liceum?

                                        Ale o czym ty piszesz? Jest jakieś liceum przy uniwersytecie? Znowu popisujesz się swoją bujną wyobraźnią, ale zejdź na ziemię, chłopcze. I zacznij pisać o faktach, zamiast wymyślać jakieś historie i później na ich podstawie wysuwać wnioski.

                                        ROTFL.

                                        > CO???? Czyli co, jak ktoś się dostał, to już magistra ma? To przecież tak samo
                                        > można powiedzieć o studiach licencjackich - skoro się dostał, to już ma dyplom
                                        > zapewniony. Więc egzaminy na studiach wszelakich powinny być zakazane, bo co na
                                        > jwyżej mogą podważyć wyniki egzaminów wstępnych?

                                        Znowu bredzisz ptysiu... Jest różnica pomiędzy uwaleniem tych kilku osób, które nie potrafią się nauczyć na egzamin, a przeprowadzeniem pogromu i zrobieniem selekcji? Jasne, że jest. Dla każdego, tylko nie dla ciebie.

                                        > Ale są...
                                        > więc i wymagania wyższe, bo inaczej po co robić podział?

                                        Wymagania są wyższe na każdym kolejnym roku. Na czwartym roku też są wyższe wymagania niż na trzecim.

                                        > Ja po prostu oprócz przeczytania, jeszcze go zrozumiałem. To o jeden stopień wi
                                        > ęcej, niż ty - a właściwie dwa, bo po jego przeczytaniu nie dość, że nie zrozum
                                        > iałeś, to odrzuciłeś całą wiedzę zdobytą w trakcie jego czytania. I uwsteczniłe
                                        > ś się do poziomu na jakim byłeś przed rekrutacją na studia.
                                        > Wiesz, informatorów nie tworzy się tylko po to, żeby dać zarobić znajomej druka
                                        > rni...

                                        Ty nic nie zrozumiałeś. Nawet tych kilku postów, które do ciebie napisano w tej dyskusji. Taka jest prawda, misiu.
                                    • 10.12.11, 00:00
                                      > drugie studia są tylko na papierze.
                                      A dyplom to na czym chcesz dostać, skoro nie "tylko na papierze"? Jaki dyplom, takie studia ;)

                                      --

                                      Ziemiański, Szmidt - kto jeszcze pisał o Wrocławiu?


                                      Przez Dolny Śląsk na piechotę
                                      • Gość: olo IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.12.11, 21:23
                                        Być może twój dyplom jest "tylko na papierze", ale na pewno nie mój. I różnicę właśnie widać w tej dyskusji.
            • 05.12.11, 22:55
              > Ale co ty widzisz wspólnego w przedwojennych mostach i rondzie Reagana? Poza ty
              > m mało to mostów zawaliło się przed wojną? Rozumiem też, że rondo Reagana to je
              > dyny przejaw działalności współczesnych polskich inżynierów, jaki znasz?
              Dobrze, weźmy pod uwagę inny przykład, z tematyki nie obcej Wrocławiowi. Infrastruktura powodziowa. Wały, kanały, poldery, alternatywne koryta rzeki, tamy, spiętrzenia, itp.
              W niemieckim Breslau było to o wiele lepsze, bo mieli to samo co my dzisiaj (o ile kojarzę, to poza usypaniem kilku wałów od wojny nie zrobiono nic w okolicach Wrocławia), na dodatek w lepszym stanie technicznym, a w przypadku chęci użycia tej infrastruktury nie okazywało się nagle, że na drodze alternatywnego koryta pobudowali się jacyś ludzie. A teraz zobacz okolice Oławy, którą można ratować przed powodzią poprzez uruchomienie "rzecznej obwodnicy" Oławy (notabene, sprzęt poniemiecki) - no, ale trzeba zalać Stare Górniki i inne takie wioski.
              Niemcy też nie pozwoliliby budować mieszkań na terenach grożących zalaniem...


              --

              www.polnocnolubuskie.blogspot.com

              Wędrówki po północnej części woj. lubuskiego
              Bo nawet największa podróz zaczyna się od pierwszego kroku...
              • Gość: dyzio IP: *.opera-mini.net 06.12.11, 15:45
                Takie tendencyjne przykłady potwierdzają głównie twoje problemy z wnioskowaniem. Niemcy oczywiście również wybudowali nam AOW, stadion, najdłuższy most w Polsce, Sky Tower i wiele innych rzeczy, prawda? A przepraszam, może i nie wybudowali, ale właśnie dlatego wkrótce się zawalą te budowle, bo to dzieło polskich, na dodatek - o zgrozo! - współczesnych inżynierów!

                Powiem ci tak: wsadź sobie w d... te swoje przykłady i nie błaźnij się więcej.
                • 06.12.11, 22:30
                  > . Niemcy oczywiście również wybudowali nam AOW
                  w AOW poza mostem nie ma żadnego przebłysku geniuszu inżynieryjnego, i podobne obwodnice (tyle, że wokół miast niemieckich) to oni już sobie wiele lat temu pobudowali.

                  > stadion
                  Och tak, jakby w Niemczech większych, a już w szczególności PIĘKNIEJSZYCH stadionów nie było, i jakby tu Polacy nie wiadomo jak wielkie cudo inżynieryjne zbudowali...

                  > najdłuższy most w Polsce
                  i tu jest chyba jedyny przebłysk geniuszu polskiego, którym Niemcy się pochwalić nie mogą (jednak skytower już taki wyjątkowo nie jest).

                  Mimo to, z powodziami od wielu lat sobie nie mogą poradzić, mimo iż Niemcy te jakże oczywiste problemy umieli już przewidzieć i sobie z nimi poradzić sto lat temu - a Polacy w ciągu mniej niż ćwierć wieku dali sie zaskoczyć dwoma poważnymi powodziami, a obawy o powtórkę z rozrywki mamy co roku...


                  --

                  Wrocław - Polska Mekka Fantastyki


                  Idzie się!!!
                  • Gość: olo IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.12.11, 01:36
                    > Mimo to, z powodziami od wielu lat sobie nie mogą poradzić, mimo iż Niemcy te j
                    > akże oczywiste problemy umieli już przewidzieć i sobie z nimi poradzić sto lat
                    > temu - a Polacy w ciągu mniej niż ćwierć wieku dali sie zaskoczyć dwoma poważny
                    > mi powodziami, a obawy o powtórkę z rozrywki mamy co roku...

                    Ale pewnie już nie wiesz, że powodzie mamy głównie dlatego, że w Sudetach są wylesione stoki, które obniżają retencję. A wylesione są dlatego, że Niemcy posadzili w XIX w. monokultury świerkowe, które okazały się bardzo podatne na działanie szkodników, które zaatakowały osłabione lasy (nota bene osłabione też w znacznej części przez zanieczyszczenia z niemieckich elektrowni i kopalni). Też będziesz teraz dowodził niemieckiego geniuszu?

                    Inna sprawa, że Niemcy generalnie zawsze byli i są lepsi w nowinkach technicznych, więc wszelkie twoje przykłady dowodzą wyższości narodu niemieckiego nad polskim, a nie dawnego pokolenia nad obecnym.
                    • 08.12.11, 09:07
                      > lesione stoki, które obniżają retencję. A wylesione są dlatego, że Niemcy posad
                      > zili w XIX w. monokultury świerkowe, które okazały się bardzo podatne na działa
                      > nie szkodników, które zaatakowały osłabione lasy
                      Co do szkodników w monokulturach to przyznam ci rację, zastanowiłbym się jednak, czy na pewno był to wymysł Niemców. Pewien jednak jestem, że ta nieudolność leśniczych kontynuowana była już po roku 1945 i to dosyć długo....

                      > (nota bene osłabione też w znacznej części przez zanieczyszczenia z niemieckich elektrowni > i kopalni).
                      Powodzie na Wiśle to już efekt raczej polskich elektrowni, a też się zdarzają?
                      Btw, kiedyś w górach słyszałem, że to CZESKIE elektrownie, i czeski sabotaż, że po polskiej stronie stoją same kikuty, a u nich piękne drzewa ;)

                      > Inna sprawa, że Niemcy generalnie zawsze byli i są lepsi w nowinkach techniczn
                      > ych, więc wszelkie twoje przykłady dowodzą wyższości narodu niemieckiego nad po
                      > lskim, a nie dawnego pokolenia nad obecnym.
                      Ja tylko próbuję pokazać, że setkę lat temu niemiecki inżynier (teoretycznie więc można mówić o wiekowym zacofaniu technologicznym w stosunku do ówczesnego inżyniera) potrafił zaprojektować rozbudowaną infrastrukturę wodną (nie tylko przeciwpowodziową, także wszelkiego typu jazy, śluzy, itp.) a ówczesny polski inżynier nie potrafi nawet tego utrzymać i z tego korzystać. A przecież powinien być o 100 lat do przodu, czyli powinien znać o wiele wyższy poziom techniki...

                      --

                      www.polnocnolubuskie.blogspot.com

                      Wędrówki po północnej części woj. lubuskiego
                      Bo nawet największa podróz zaczyna się od pierwszego kroku...
                      • Gość: angrusz1 IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.12.11, 12:17
                        Zetkaf pisze :

                        "ówczesny polski inżynier nie potrafi "

                        Hmm , może i nie potrafi ale nie przyszło ci do głowy, że to nie jest kwestia potrafienia tylko nakładów na tę konserwację .A to już nie zależy od inżyniera .
                        Nawet i niemiecki inżynier nie pojedzie i mercedesem jeśli do baku wleje mu się wodę bez jego woli i każe jechać .
                        Czy mylę się ?
                      • Gość: dyzio IP: *.opera-mini.net 08.12.11, 22:13
                        zetkaf napisał:

                        > Co do szkodników w monokulturach to przyznam ci rację, zastanowiłbym się jednak
                        > , czy na pewno był to wymysł Niemców. Pewien jednak jestem, że ta nieudolność l
                        > eśniczych kontynuowana była już po roku 1945 i to dosyć długo....

                        Radziłbym douczyć się trochę z wiedzy o regionie, bo piszesz bzdury.

                        > Powodzie na Wiśle to już efekt raczej polskich elektrowni, a też się zdarzają?

                        To w Polsce tylko Wisła płynie?

                        > Btw, kiedyś w górach słyszałem, że to CZESKIE elektrownie, i czeski sabotaż, że
                        > po polskiej stronie stoją same kikuty, a u nich piękne drzewa ;)

                        A może warto byłoby czasem ruszyć cztery litery i samemu to sprawdzić (2 godz. drogi do granicy) zamiast wypisywać bzdury?

                        > Ja tylko próbuję pokazać, że setkę lat temu niemiecki inżynier (teoretycznie wi
                        > ęc można mówić o wiekowym zacofaniu technologicznym w stosunku do ówczesnego in
                        > żyniera) potrafił zaprojektować rozbudowaną infrastrukturę wodną (nie tylko prz
                        > eciwpowodziową, także wszelkiego typu jazy, śluzy, itp.) a ówczesny polski inży
                        > nier nie potrafi nawet tego utrzymać i z tego korzystać. A przecież powinien by
                        > ć o 100 lat do przodu, czyli powinien znać o wiele wyższy poziom techniki...

                        Jakieś przykłady? Czy może to kolejne gdybania ignoranta?
                        • 08.12.11, 22:20
                          > > Powodzie na Wiśle to już efekt raczej polskich elektrowni, a też się zdar
                          > zają?
                          > To w Polsce tylko Wisła płynie?
                          Nie, ale jak widać, problem nie wynika ze złośliwości Niemców - bo podana rzeka jest już poza ich zasięgiem, a mimo to też wylewa. Więc nie zwalajmy winy za powodzie na Niemców - bez nich, to nie dość że powodzie by były, to na dodatek jeszcze tragiczniejsze w skutkach.

                          > A może warto byłoby czasem ruszyć cztery litery i samemu to sprawdzić (2 godz.
                          > drogi do granicy) zamiast wypisywać bzdury?
                          Widzisz, ja to słyszałem tuż przy granicy, gdzie na piechotę było do godziny drogi ;) I wiesz co było dziwne? Że ten rzekomy "sabotaż" jakoś nie objął czeskich drzewek, które przecież dostawały jeszcze więcej zanieczyszczeń z czeskich elektrowni, bo w końcu te polskie dostawały już częściowo przefiltrowane przez czeskie drzewa ;)

                          > Jakieś przykłady? Czy może to kolejne gdybania ignoranta?
                          Prawie cała infrastruktura powodziowa i wodna jaką mamy, włącznie ze śluzami, "obwodnicą rzeczną" Oławy, itp. którą już wcześniej wymieniałem. Więc może zacznij czytać, a nie pisać bzdury bez zastanowienia?

                          --

                          www.polnocnolubuskie.blogspot.com

                          Wędrówki po północnej części woj. lubuskiego
                          Bo nawet największa podróz zaczyna się od pierwszego kroku...
                          • Gość: dyzio IP: *.opera-mini.net 08.12.11, 22:36
                            zetkaf napisał:

                            > Nie, ale jak widać, problem nie wynika ze złośliwości Niemców - bo podana rzeka
                            > jest już poza ich zasięgiem, a mimo to też wylewa.

                            A która rzeka według ciebie nie wylewa?

                            > Więc nie zwalajmy winy za p
                            > owodzie na Niemców

                            Twierdzisz, że w dorzeczu Wisły Niemcy nie gospodarowali? Kto cię uczył historii?

                            > - bez nich, to nie dość że powodzie by były, to na dodatek j
                            > eszcze tragiczniejsze w skutkach.

                            Może jakieś dane? Czy kolejne spekulacje ignoranta?

                            > Widzisz, ja to słyszałem tuż przy granicy, gdzie na piechotę było do godziny dr
                            > ogi ;)

                            Więc na drugi raz radzę przejść przez tę granicę i samemu sprawdzić, zamiast słuchać ludowych opowieści i bezkrytycznie im wierzyć. Po tym właśnie poznać ignoranta.

                            > I wiesz co było dziwne? Że ten rzekomy "sabotaż" jakoś nie objął czeskic
                            > h drzewek, które przecież dostawały jeszcze więcej zanieczyszczeń z czeskich el
                            > ektrowni, bo w końcu te polskie dostawały już częściowo przefiltrowane przez cz
                            > eskie drzewa ;)

                            Bo tak ci rolnik z pola naopowiadał? A widziałeś ty na przykład lasy w czeskich Górach Izerskich?

                            > Prawie cała infrastruktura powodziowa i wodna jaką mamy, włącznie ze śluzami, "
                            > obwodnicą rzeczną" Oławy, itp. którą już wcześniej wymieniałem. Więc może zaczn
                            > ij czytać, a nie pisać bzdury bez zastanowienia?

                            Jeden przykład nie potwierdza teorii. Słyszałeś o czymś takim jak indukcja?
                            • 09.12.11, 08:58
                              > A która rzeka według ciebie nie wylewa?
                              Parę małych by się znalazło. problem w tym, która z nich wylewa bezpiecznie, która nie...

                              > Twierdzisz, że w dorzeczu Wisły Niemcy nie gospodarowali?
                              Twierdzę, że nie z powodu zniszczenia drzew przez wyziewy niemieckich elektrowni mamy problemy z wylewającą Wisłą. Czyżbyś zapomniał, od czego zaczął się wątek niemieckich elektrowni?
                              Więc nie wmawiaj mi bzdur, które sobie sam wymyśliłeś - kto cię uczył historii?

                              > Więc na drugi raz radzę przejść przez tę granicę i samemu sprawdzić, zamiast sł
                              > uchać ludowych opowieści i bezkrytycznie im wierzyć.
                              Też przeszedłem. I drzewa łyse nie były, z góry też widać było zalesienie. Ale o tych drzewach akurat w tym miejscu opowiadał ktoś, gdzie były łyse i połamane.

                              >Po tym właśnie poznać ignoranta.
                              Po czym? Po tym, że sugeruje, że w okolicach Wisły nie było Niemców? Czy może po dopowiadaniu sobie bzdur, gdy tylko coś przeczyta?

                              > Bo tak ci rolnik z pola naopowiadał? A widziałeś ty na przykład lasy w czeskich
                              > Górach Izerskich?
                              Akurat W TAMTYM miejscu czeskie drzewa, przyjmujące więcej zanieczyszczeń, były całe. Więc problem nie leżał w zatruciu powietrza...

                              > Jeden przykład nie potwierdza teorii. Słyszałeś o czymś takim jak indukcja?
                              W okolicy Wrocławia mamy głównie poniemiecką infrastrukturę przeciwpowodziową. W miejscu, z którego pochodzę, na północy kraju - jest jej stosunkowo mało (i jakoś nie ma wielkich problemów z powodziami), ale nieliczne zalania nie trafiają się zbytnio wśród poniemieckiej zabudowy, raczej wśród tej współcześniejszej, polskiej... i znów zdolność Niemców do ocenienia, gdzie budować się warto, a gdzie nie?

                              --

                              Wrocław - Polska Mekka Fantastyki


                              Idzie się!!!
                              • Gość: olo IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.12.11, 18:42
                                > > A która rzeka według ciebie nie wylewa?
                                > Parę małych by się znalazło. problem w tym, która z nich wylewa bezpiecznie, kt
                                > óra nie...

                                Jakiś przykłady czy znowu bujamy w obłokach, bujając przy okazji innych?

                                >
                                > > Twierdzisz, że w dorzeczu Wisły Niemcy nie gospodarowali?
                                > Twierdzę, że nie z powodu zniszczenia drzew przez wyziewy niemieckich elektrown
                                > i mamy problemy z wylewającą Wisłą. Czyżbyś zapomniał, od czego zaczął się wąte
                                > k niemieckich elektrowni?
                                > Więc nie wmawiaj mi bzdur, które sobie sam wymyśliłeś - kto cię uczył historii?

                                Bo tam wyziewy z niemieckich elektrowni docierają w nieporównywalnie mniejszym stopniu niż nad Odrę. Nie dość, że nie znasz historii, to jeszcze kompletnie nie orientujesz sie w geografii.


                                >
                                > > Więc na drugi raz radzę przejść przez tę granicę i samemu sprawdzić, zami
                                > ast sł
                                > > uchać ludowych opowieści i bezkrytycznie im wierzyć.
                                > Też przeszedłem. I drzewa łyse nie były, z góry też widać było zalesienie. Ale
                                > o tych drzewach akurat w tym miejscu opowiadał ktoś, gdzie były łyse i połamane


                                Więc były łyse i połamane czy nie łyse? Jako opowiadał, to znaczy, że wiedział co jest na rzeczy.

                                > >Po tym właśnie poznać ignoranta.
                                > Po czym? Po tym, że sugeruje, że w okolicach Wisły nie było Niemców? Czy może p
                                > o dopowiadaniu sobie bzdur, gdy tylko coś przeczyta?

                                Ale to ty przecież sugerujesz, że w dorzeczu Wisły nie było Niemców.

                                > > Bo tak ci rolnik z pola naopowiadał? A widziałeś ty na przykład lasy w cz
                                > eskich
                                > > Górach Izerskich?
                                > Akurat W TAMTYM miejscu czeskie drzewa, przyjmujące więcej zanieczyszczeń, były
                                > całe. Więc problem nie leżał w zatruciu powietrza...

                                Tu też?
                                4.bp.blogspot.com/_n65XzoTKgLI/SEmJLk12mbI/AAAAAAAAAn0/CdMbsIkwTvY/s1600/P2180045.JPG
                                > > Jeden przykład nie potwierdza teorii. Słyszałeś o czymś takim jak indukcj
                                > a?
                                > W okolicy Wrocławia mamy głównie poniemiecką infrastrukturę przeciwpowodziową.
                                > W miejscu, z którego pochodzę, na północy kraju - jest jej stosunkowo mało (i j
                                > akoś nie ma wielkich problemów z powodziami), ale nieliczne zalania nie trafiaj
                                > ą się zbytnio wśród poniemieckiej zabudowy, raczej wśród tej współcześniejszej,
                                > polskiej... i znów zdolność Niemców do ocenienia, gdzie budować się warto, a g
                                > dzie nie?

                                No jasne, bo na przykład takie Kłodzko w całości wybudowali Polacy po wojnie. I dlatego zostało zalane w 1997 r. (nie pierwszy raz zresztą).
                                • 09.12.11, 23:49
                                  > > Parę małych by się znalazło. problem w tym, która z nich wylewa bezpieczn
                                  > Jakiś przykłady czy znowu bujamy w obłokach, bujając przy okazji innych?
                                  No dobrze, to podaj mi przykłady powodzi małych rzeczek w obszarze nadmorskim? Bo chyba nie zakwestionujesz ich istnienia? A mimo to, o powodziach tychże rzeczek jakoś nie słyszałem...

                                  > Bo tam wyziewy z niemieckich elektrowni docierają w nieporównywalnie mniejszym
                                  > stopniu niż nad Odrę.
                                  No właśnie, wpływ wyziewów niemieckich elektrowni jest znikomy - a mimo to wylewa. A przecież jeśli to wredne niemieckie elektrownie powodowałyby powodzie, to wylewać nie powinna, albo tylko tak delikatnie?

                                  > Więc były łyse i połamane czy nie łyse?
                                  Po stronie polskiej, W STOSUNKOWO MAŁYM OBSZARZE, były połamane. Kawałek dalej, po polskiej stronie, całe. Po stronie czeskiej, bliżej czeskich elektrowni - całe. I widać jakoś smród z elektrowni skumulował się w jednym miejscu, nie rozchodząc na boki na pozostałe polskie drzewa, już pomijając fakt, że ominął czeskie drzewa stojące między elektrownią a polskimi połamanymi drzewami.

                                  > Jako opowiadał, to znaczy, że wiedział co jest na rzeczy.
                                  Aha, czyli jak ktoś coś opowiada, to z założenia ma rację, bo opowiadał? Więc czemu jak ja opowiadam, to mówisz, że to bzdury? Przecież w myśl twojej logiki, skoro opowiadam, to wiem co jest na rzeczy?

                                  > Ale to ty przecież sugerujesz, że w dorzeczu Wisły nie było Niemców.
                                  Nie, to jedynie w twoim poście pojawia się taka niedorzeczność. Ja jedynie napisałem, że w dorzeczu Wisły powietrze jest bardziej zanieczyszczone wyziewami polskich elektrowni, niż niemieckich.


                                  --

                                  Wrocław - Polska Mekka Fantastyki


                                  Idzie się!!!
                                  • Gość: olo IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.12.11, 21:40
                                    zetkaf napisał:

                                    > > > Parę małych by się znalazło. problem w tym, która z nich wylewa bez
                                    > pieczn
                                    > > Jakiś przykłady czy znowu bujamy w obłokach, bujając przy okazji innych?
                                    > No dobrze, to podaj mi przykłady powodzi małych rzeczek w obszarze nadmorskim?
                                    > Bo chyba nie zakwestionujesz ich istnienia? A mimo to, o powodziach tychże rzec
                                    > zek jakoś nie słyszałem...

                                    A ja pisałem o małych rzeczkach, a nie małych rzeczkach w obszarze nadmorskim. Znowu nie rozumiesz, co czytasz. Już pomijam fakt, że nie rozumiesz zjawiska powodzi, bo te zdarzają się tam, gdzie są odpowiednie warunki klimatyczne, topograficzne, geologiczne itp., czyli właśnie raczej nie na wybrzeżach.

                                    > No właśnie, wpływ wyziewów niemieckich elektrowni jest znikomy - a mimo to wyle
                                    > wa. A przecież jeśli to wredne niemieckie elektrownie powodowałyby powodzie, to
                                    > wylewać nie powinna, albo tylko tak delikatnie?

                                    Aleś ty głupi... że aż śmieszny :DDD
                                    Przecież właśnie ci napisałem w poprzednim poście, że powodzie w dorzeczu Wisły nie są spowodowane przez niemieckie elektrownie. A ty błyskotliwie to powtarzasz...

                                    Myślisz, że tylko niemieckie elektrownie powodują powodzie?

                                    Doucz się kotku z nauk o ziemi, bo baaaardzo kiepsko z tym u ciebie :-))

                                    > Po stronie polskiej, W STOSUNKOWO MAŁYM OBSZARZE, były połamane. Kawałek dalej,
                                    > po polskiej stronie, całe. Po stronie czeskiej, bliżej czeskich elektrowni - c
                                    > ałe. I widać jakoś smród z elektrowni skumulował się w jednym miejscu, nie rozc
                                    > hodząc na boki na pozostałe polskie drzewa, już pomijając fakt, że ominął czesk
                                    > ie drzewa stojące między elektrownią a polskimi połamanymi drzewami.

                                    Nie mam zielonego pojęcia o jakich drzewach piszesz... Konkrety mruczku! Jakieś nazwy geograficzne potrafisz podać, czy znowu tak tylko sobie kłapiesz dziobem?

                                    Zalinkowałem ci zdjęcie z czeskiej strony Gór Izerskich, pokazujące, jakie spustoszenia spowodowały elektrownie w lasach tych gór. Ty w swojej odpowiedzi "zgrabnie" pominąłeś ten argument, dalej klepiąc swoje bajdurzenia o połamanych drzewach nie wiadomo gdzie i elektrowniach nie wiadomo jakich. Oczywiście specjalnie, bo nie masz pojęcia, o czym piszesz - gdybyś choć raz pojechał w czeskie Góry Izerskie (a nawet polskie - bo widać je przez granicę), nie trzeba byłoby ci tłumaczyć takich rzeczy, bo setki wylesionych hektarów nawet tak ślepy na argumenty człowiek jak ty by zauważył.

                                    > > Jako opowiadał, to znaczy, że wiedział co jest na rzeczy.
                                    > Aha, czyli jak ktoś coś opowiada, to z założenia ma rację, bo opowiadał? Więc c
                                    > zemu jak ja opowiadam, to mówisz, że to bzdury? Przecież w myśl twojej logiki,
                                    > skoro opowiadam, to wiem co jest na rzeczy?

                                    Bo on tam mieszka i zna się na rzeczy. A ty i nie mieszkasz, i kompletnie się nie znasz na tym, o czym piszesz. Rozumiesz już różnicę?

                                    > > Ale to ty przecież sugerujesz, że w dorzeczu Wisły nie było Niemców.
                                    > Nie, to jedynie w twoim poście pojawia się taka niedorzeczność.

                                    Wystarczy sięgnąć do początku tej dyskusji o elektrowniach i drzewach i każdy bez trudu to zauważy. Więc nie kłam, gałganku.

                                    Ja jedynie napi
                                    > sałem, że w dorzeczu Wisły powietrze jest bardziej zanieczyszczone wyziewami po
                                    > lskich elektrowni, niż niemieckich.

                                    Ale przecież to oczywiste dla każdego, kto zna choć w minimalnym stopniu geografię polityczną Europy Środkowej. Jeśli dalej będziesz nas zarzucał takimi błyskotliwymi wnioskami, to daruj sobie zaśmiecanie tego forum.
    • 05.12.11, 07:54
      Panie Bachmann, widzę, że pan swoje studia z dziennikarstwa (o ile je Pan ma) to Pan ukończył zapewne dzięki konstruowaniu odpowiedniego rozrzutu ocen - dzięki temu udało się Panu zdać i dlatego Pan się tak zachwyca nad tym systemem. System określający z góry minimalny poziom wiedzy zapewne by się Panu nie przysłużył, bo zapewne by Pan nie miał teraz dyplomu.
      Niestety, trafił Pan na rocznik, gdzie widać kryteria były mocno zaniżone i w ramach "konstruowania rozrzutu ocen" z wymagań minimalnych wyrzucono RZETELNOŚĆ DZIENNIKARSKĄ, zdaje się wymaganą teraz prawem? Bo takoważ z pewnością CO NAJMNIEJ nie pozwoliłaby Panu pisać ani słowa na temat prof. Dąbrowskiej, bo jak sam Pan przyznaje, NIE ZNA PAN WIĘCEJ SZCZEGÓŁÓW NIŻ NAPISAŁA GW. Co najmniej nie pozwoliłaby Panu napisać, jednak prawdziwa pasja dziennikarska kazałaby Panu napisać OBIEKTYWNY artykuł na temat tego egzaminu. I choć pisze Pan, że z powodu braku znajomości tematu nie będzie Pan chwalił pani profesor, to ta sama NIEKOMPETENCJA nie przeszkadza Panu w obrażaniu obiektu swego artykułu i BEZPODSTAWNYM I KŁAMLIWYM OSKARŻANIU (wymyślanie zasady, aby jak najmniej studentów zdało egzamin - coś mi się zdaje, że stosując tą zasadę, pani profesor okazałaby się na tyle zdolna, żeby nie uwalić 100 studentów, a 100% studentów).
      A ideą egzaminów nigdy nie było tylko zróżnicowanie studentów (dodajmy, że w polskim szkolnictwie powoli odchodzi się od ocen wartościujących, zwłaszcza w nauczaniu początkowym), ale także ODSIANIE STUDENTÓW NIEKOMPETENTNYCH i zapewnienie pewnego poziomu świadczonych później przez nich usług - bo chyba nie chciałby się Pan leczyć u lekarza, który nie rozpoznaje zadyszki od zawału? A może wolałby Pan, aby most na AOW zaprojektowali inżynierowie nie znający pojęcia strzałki ugięcia, no, ale przecież trzeba było zróżnicować niezdolnych - więc nie można było wszystkich uwalić?
      Więc jeśli chce Pan wypowiadać się na temat studiów, może pora samemu zacząć studiować jakiś podręcznik podstaw dziennikarstwa?

      --

      Wrocław - miasto spotkań różnych rzeczywistości


      Z drogi piszę
    • 05.12.11, 08:25
      Ponad 50% to maleńka część?
      Trochę danych: na każdym roku polonistyki jest ponad 200 osób, w moim roczniku było ok. 250. Do wrześniowej poprawki przystąpiło 120, z czego, jak wiemy, część stanowią ludzie z innych roczników, którzy przystępują do egzaminu po raz trzeci, piąty, ósmy.
      Jaka "maleńka" część zdaje, jaki "prawie nikt" nie zdaje w takim razie?
      Czemu prof. Dąbrowska stała się symbolem ucisku studenta, nie potrafię pojąć. Nawet na wydziałach humanistycznych są egzaminy, których nie zdaje więcej osób.
    • Gość: franek IP: *.static.korbank.pl 05.12.11, 08:29
      Mialem zajecia z prof. F (ktorego imie na potrzeby 'fikcyjnosci' zostalo zmienione na Andrzej, ale podejrzewam, ze czesc osob doskonale wie, o kogo chodzi ;-) ) i musze powiedziec, ze o ile pomysl z dawaniem wszystkim ocen pozwalajacych na zaliczenie przedmioty jest dobry, o tyle problemem podczas jego zajec bylo to, ze nie przekazywal wiedzy. Ba! w pewnym momencie zaczelo sie to robic po prostu absurdalne. Moze skoro i tak wszystkim dawal pozytywne oceny - moze mu sie po prostu nie chcialo. A szkoda, bo byl bardzo duzy potencjal.
      • Gość: adas miauczynski IP: *.dynamic.gprs.plus.pl 05.12.11, 16:42
        "- Nie, no to nie do wiary. Nie, to być nie może. Osiem lat podstawówki, cztery liceum, potem pięć bite studiów, dyplom z wyróżnieniem, dwadzieścia lat praktyki, i oto mi płacą, jak by ktoś dał mi w mordę, ja pie..., ku...! Bracia poloniści, siostry polonistki, 130 było nas na pierwszym roku, myśleliśmy, że nogi Boga złapaliśmy, że oto nas przyjęto do szkoły poetów. Szkoła poetów, dżizus, ku..., ja pie...! Przez pięć lat, stron tysiące, młodość w bibliotekach, potem bida, bida i rozczarowanie! A potem beznadzieja i starość pariasa i wszechporażająca nas wszystkich pogarda, władzy od dyktatury, aż po demokrację, która nas, kałamarzy, ma za mniej niż zero. Dlaczego władza każdej maści ma mnie za nic? Czy czerwona, czy biała, jestem dla niej śmieciem, ku...! Pod każdą władzą czuję się jak kundel! Czemu nie jestem chamem ze sztachetą w ręku? Ktoś by się ze mną liczył gdybym rzucił cegłą! A przecież stanowimy sól ziemi. Tej ziemi! Mimo że nie jesteśmy prymitywną siłą, dyktaturami zawsze wstrząsają poeci! Wtedy nas potrzebują, zrozpaczone masy, które nie widzą dalej niż kawał kiełbasy! Które nie widzą dalej.."

        Dzień świra, reż. Koterski.
        • Gość: Wroc IP: *.play-internet.pl 05.12.11, 18:09
          Na studiach zaocznych zdaje większość, bo ktoś inny prowadzi wykład (i egzaminuje...).
          Będę się ciągle upierała przy swoim zdaniu: wykładowcy przepuszczają studentów i ułatwiają im zdobycie zaliczenia (Pan napisze pracę, referat, coś tam, ale tylko na jedną stronę, bo więcej nie chce mi się czytać), tymczasem kiedy przychodzi zmierzyć im się z prawdziwym (!) egzaminem, wówczas widać, ilu tak naprawdę zasługuje na tytuł filologa. Podobna sytuacja ma się do absolwentów kolegiów nauczycielskich i nazywanych potocznie "Kozich Wólek", czyli filii filii filii. Tam poziom jest o wiele niższy, na czwartym roku uniwerek serwuje im egzamin z Językoznawstwo i co się okazuje? Panie i Panowie (po egzaminie licencjackim) z Jeleniej Góry etc. nie mają zielonego pojęcia o języku, żadnych podstaw, żadnych umiejętności. Co ma zatem zrobić prof. Dąbrowska? Dać dst. osobie, która nie wie, czym jest trójkąt samogłoskowy? Litości!
          • Gość: dyzio IP: *.opera-mini.net 06.12.11, 15:47
            Tyle, że dyplomy są takie same. Studenci dzienni mają więc prawo poczuć się skrzywdzeni, bo zostali potraktowani niesprawiedliwie. Może więc niech najpierw wykładowcy uzgodnią między sobą jednolite zasady oceniania, zamiast eksperymentować na studentach?
            • Gość: filolog IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.12.11, 17:27
              A co się dzieje na WNS, podobno strajk okupacyjny. Czy to sprawka Dybczyńskiego?
              • Gość: olo IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.12.11, 01:40
                Może rewolucja?

                Tylko dlaczego tak późno?
    • Gość: Kot IP: *.internetia.net.pl 06.12.11, 17:17
      Jaki jest sens oblewać kursantów? Dać uprawnienia każdemu kto się zgłosi i już.
      • Gość: olo IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.12.11, 01:39
        Też zastanawiam się, dlaczego tak duży procent kursantów nie jest w stanie nauczyć się jeździć samochodem (mimo że wielu z nich już od dawna to umie). Tutaj sprawa jest jasna: kasa, kasa i jeszcze raz kasa, i podejrzewam, że na uniwerku również, jak nie wiadomo, o co chodzi, to wiadomo, o co chodzi.
        • 10.12.11, 00:11
          > Też zastanawiam się, dlaczego tak duży procent kursantów nie jest w stanie nauc
          > zyć się jeździć samochodem (mimo że wielu z nich już od dawna to umie).
          Skoro kursanci na egzaminie są tacy świetni, to skąd te ilości zabitych na polskich drogach?
          Jeśli ci studenci którzy uwalili są równie dobrymi magistrami co ci kierowcy, którzy zdali prawko a zabili ludzi, to tym bardziej jestem po stronie pani profesor...

          --

          Wrocław - miasto spotkań różnych rzeczywistości


          Z drogi piszę
          • Gość: Beatrycze IP: *.static.as29550.net 10.12.11, 13:06
            zetkaf, jak długo jeszcze będziesz drążył ten temat? Powiedziałeś już po dwadzieścia razy wszystko co można na ten temat powiedzieć. Nie rozumiem, kogo i w jakim celu próbujesz za wszelką cenę przekonać do swoich poglądów. Udowodniłeś tylko to, że nie lubisz studentów, masz o nich fatalne zdanie, jesteś z gruntu negatywnie nastawiony do obecnego młodego pokolenia itp. A wszystko opierasz na własnych przypuszczeniach, nie mających żadnego oparcia w faktach. Mam nadzieję, że nie uczysz studentów/uczniów, bo w przeciwnym wypadku byłaby to tragedia - i dla studentów, i dla Ciebie.

            Nie zanudzaj więcej, proszę.
            • Gość: angrusz1 IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.12.11, 17:17
              jak durniom udowadniasz ich durnotę to potem ich reakcja jak niżej .
              Ja też to przerabiałem .
              Ale lepiej spasować , bo z koniem się nie nakopiesz .
              • Gość: olo IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.12.11, 21:42
                Sam robisz to doskonale swoimi postami :D
          • Gość: olo IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.12.11, 21:54
            zetkaf napisał:

            > Skoro kursanci na egzaminie są tacy świetni, to skąd te ilości zabitych na pols
            > kich drogach?

            To proste. To świadczy, że nauczyciele tych kursantów są nieświetni, skoro tak "nauczyli" swoich kursantów, że ci zabijają innych na drogach. Albo sami giną zabici przez innych.

            > Jeśli ci studenci którzy uwalili są równie dobrymi magistrami co ci kierowcy, k
            > tórzy zdali prawko a zabili ludzi, to tym bardziej jestem po stronie pani profe
            > sor...

            Jeśli zetkaf na studiach był tak samo bystry jak w tej dyskusji, to tym bardziej nie jestem po stronie profesorów, którzy dali mu dyplom.
    • 07.12.11, 23:56
      za komuny , późny Gierek , znana o dobra politechnika , wydział chemii , trudny przedmiot - chemia organiczna .
      Egzaminator - od lat ta sama " Czesia " .
      Egzamin ustny , na II i na III roku .
      Za pierwszym razem zawsze zdawało góra 30 % .
      Wielu odpadało w ogóle, wielu szło na dziekankę , na II lub na III roku .
      Niby nic nienormalnego . tak było i wszyscy o tym wiedzieli .

      Ale ..
      Może czasami było inaczej .

      Prof. Czesia od wielu lat już była na emeryturze i dostawała warunkowo zgodę na prowadzenie wykładów no i egzaminowanie .

      No ale to były czasy komuny .
      Hmm, jaki problem w tym, by wydać zgodę pani prof. Czesi pod warunkiem, że na egzaminie uwali X , który zbyt aktywny był politycznie i w niewłaściwym kierunku .

      Czy tak było na pewno nie wiem . Ja w swoim przypadku mogę domniemywać , że tak .
      Wiem , czuję tak , bo wiem ile ryłem i jak długo a dopiero po ...dziekance na II roku egzamin na III roku zdałem dopiero za trzecim ostatnim podejściem i to tylko na dst .
      Pamiętam to rycie na pamięć np 1000 nazw związków , tysiąc ich wzorów , tysiąc reakcji chemicznych z tymi związkami wraz z mechanizmem reakcji chemicznych co do kropki i z komentarzem dlaczego ten tak a tamten inaczej się zachowuje .
      Tego się nie wymyśla , bo to już odkryto , nie wymyślono , tylko po prostu odkryto .
      No i to , co odkryto , trzeba było mieć w głowie .

      Dlatego wiem, że mogą być nieuczciwi profesorowie , mogą nieuczciwie się zachować ten jeden raz .

      Moja szwagierka to samo miała ale na akademii medycznej .
      Takie to dawniej były metody pacyfikowania niepokornych politycznie studentów .
      • 08.12.11, 00:10
        tak jest , może być .

        www.bbc.co.uk/news/uk-16076471
        • Gość: marcel IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.12.11, 05:26
          Ale pisać to się do tej pory nie nauczyłeś.

          Zabrakło pani Czesi na studiach?
        • 09.12.11, 23:58
          > www.bbc.co.uk/news/uk-16076471
          O ile dobrze zrozumiałem tekst w mowie która nie jest moją ojczystą, to cała afera opisana przez bbc polegała na tym, że niektórzy dużo przed egzaminem wiedzieli, na czym skupić swoją naukę.
          Jaki to ma związek z panią profesor? Czy sugerujesz, że wredna pani profesor wcześniej ukierunkowała studentów na pewne obszary wiedzy wymaganej na egzaminie i właśnie dlatego aż 100 ich nie zdało? Jeśli do czegoś takiego doszło, to obawiam się, że bez tego nie zdałoby więcej niż 100 - i wtedy pani profesor nie byłaby wredna?

          --

          www.polnocnolubuskie.blogspot.com

          Wędrówki po północnej części woj. lubuskiego
          Bo nawet największa podróz zaczyna się od pierwszego kroku...
          • Gość: angrusz1 IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.12.11, 06:38
            Do zetkaf :

            Nie, ja do nikogo to nie kieruję . Tak tylko ogólnie wskazuję , że są i nieprawidłowości w innych krajach , podobnie jak i w Polsce .
            Już nie pamiętam gdzie , ale chyba na tym wątku to było o takim profesorze , wykładowcy , który wychodził z sali egzaminacyjnej na kilka godzin .
            Hmm, to bardzo poważny błąd i zaniedbanie .
            Ściąganie i przymykanie oczu na nie jest plagą w szkołach no i jak widać to przenosi się na studia .
            Tylko to miałem na myśli a nie szczególnie prof.
            Może jak tu w wątku jeden forumowicz - dosadnie bym go nazwał - taki argument podejmuje, że u wszystkich innych ci feralni studenci zdali a tylko nie zdali u prof.
            Zdali - właśnie może po takim przeprowadzeniu egzaminów .
            Są różni nauczyciele i różni wykładowcy .
            Olewający swoje obowiązki to nie mała grupa . Ba !!! ich przełożeni czasem wymagają od nich takiej postawy - niż demograficzny i brak pracy .
            Tyle tu patologii !!!
          • Gość: olo IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.12.11, 21:47
            zetkaf napisał:

            > > www.bbc.co.uk/news/uk-16076471
            > O ile dobrze zrozumiałem tekst w mowie która nie jest moją ojczystą...

            Bo "geniusza" zetkafa nie nauczono na studiach nie tylko logicznego myślenia, podstaw geografii i historii, ale także języka angielskiego w stopniu podstawowym...

            I ktoś taki śmie szydzić ze studentów? ROTFL.
  • Powiadamiaj o nowych wpisach

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.