Komentarze do artykułu

Jak zdobyć doświadczenie, skoro nie ma pracy dla młodych?

LIST CZYTELNICZKI. Jestem osobą młodą, po studiach, która nie może znaleźć dobrej pracy, nie marząc już nawet o pracy w zawodzie. Ukończyłam turystykę i rekreację.

  • drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego

Jak zdobyć doświadczenie, skoro nie ma pracy dl... Dodaj do ulubionych

  • 07.01.13, 18:36
    Buehehehehe... kolejna idiotka z roszczeniowym podejściem do życia. A czego oczekiwałaś? Że potencjalny pracodawca z otwartymi ramionami przyjmie kretynkę, która uważa, że jej się należy? Że zatrudnią kogoś, kto potencjalnie będzie im ciągle stwarzał takie problemy?
    Edytor zaawansowany
    • Gość: posełpierdzistołek IP: *.static.korbank.pl 07.01.13, 18:43
      Akurat użyty epitet pasuje wręcz idealnie do Ciebie. Nie wiem co ta dziewczyna napisała w liście do hotelu, ale specjalnie postawy roszczeniowej tu nie widzę. No chyba że w Bolandii na posadę recepcjonisty trzeba mieć doktorat z hotelarstwa najlepiej z Oxfordu :)

      Dziewczyno od artykułu. Jedna dobra rada. Szukaj szczęścia poza granicami Bolandy. Ewentualnie poszukać sobie męża należącego do jakiejś partii najlepiej z PSL-u. On Cię w życiu na pewno ustawi.
      • Gość: Jan bez ziemi IP: *.dynamic.chello.pl 07.01.13, 19:03
        Po co pchacie się na studia, drogie dzieci? Setki tysięcy wykształconych, a do sprzątania brakuje rąk. Jak do hotelu, to tylko de recepcji. A przecież można byłoby zacząć od zmywania garów albo ścielenia łóżek.
        • Gość: zxc IP: *.opera-mini.net 07.01.13, 19:20
          Jakby zaczęła od zmywania garów albo ścielenia łóżek to już dawno siedziałaby na jakimś dyrektorskim stołku, zamiast tracić 5 lat na pseudostudia, które nic jej nie dały.
          • Gość: Anna IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.01.13, 19:33
            Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
            • Gość: gary_joiner IP: *.play-internet.pl 07.01.13, 20:01
              Absolwentka ma rację, ale to pracodawcy mają czołgi.

              Dziewczyna zachowuje się zwyczajnie nierozsądnie. Skoro zna trzy języki ( i uczy się czwartego), posiada wykształcenie kierunkowe, jest młoda, zaczyna się orientować w realiach polskiego rynku pracy i w dodatku zależy jej na znalezieniu stałego źródła zarobku to powinna się spakować, wyjechać i poszukać zatrudnienia gdzie indziej. Optymalnie w nastawionym na turystykę regionie często odwiedzanym przez Polaków.

              Poziom kultury, frustracji czy chamstwa nie ma tu nic do rzeczy liczą się realia, w których żyjemy. Zaklinanie rzeczywistości za pomocą listów nic nie da.
              • Gość: monia IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.01.13, 20:33
                Zgadzam się całkowicie ,ze słowami Agnieszki. sama też jestem absolwentką świeżo po studiach z zarządzania. Studia skończyłam na jednej z prywatnych uczelni, które reklamowały się jako bardzo dobre. I co ? okazuje się, że pracy w zawodzie nie ma, wysłałałam już kilkadziesiat podań ale wciąż bez rezultatu. Z kolei muszę stwierdzić że chamstwo pracodawców nie zna granic, umawiając się np. na rozmowę kwalifikacyjną na którą muszę dojechać i nawet nie informując, że danego dnia nikt nie będzie miał czasu ze mną porozmawiać. czy tak wygląda, w tym kraju szacunek dla wykształconych ludzi ???? Coraz bardziej mam ochotę żeby to wszystko rzucić w kąt i wyjechać za granicę tak jak moi znajomi, gdzie dużo lepiej traktuje się absolwentów studiów!
                • Gość: bezsens IP: *.ssp.dialog.net.pl 07.01.13, 22:47
                  oj, jakie wy wszystkie i wszyscy biedni jesteście, no żal i ból aż mnie chwytają za serce.
                  Się pakuje walizki i się wyjeżdża, skoro w kraju źle to być może za granicą będzie lepiej?

                  Doświadczenie zbiera się w czasie studiów nawet na wolontariacie (pomijając oczywiście fakt, że jest to psucie rynku pracy, jest to jedyny realny sposób zebrania doświadczenia w przenzaczonym do tego okresie - za studenta pracodawca nie odprowadza składek ZUS, można sobie załatwić 'praktyki' można w końcu wykazać się choćby odrobiną samozaparcia i pomyślunku).

                  Postawa roszczeniowa aż bije po oczach.
                  Nie mam pracy - proszę kochanego społeczeństwa - jestem piękna, młoda, wykształcona i energiczna a także dyspozycyjna więc poproszę na dzień dobry pracę na czas nieokreślony, cały etat, z możliwością powrotu po macierzyńskim (dla pewności wezmę od razu 2x zajdę w ciążę, a co!), i wszystkimi bonusami.

                  Aha - poproszę brak stresu w pracy, brak presji - bo to źle wpływa na moje ego, podobnie jak wszystkie dotychczasowe porażki w znalezieniu pracy.

                  Ludzie - nie podoba się, to się wyjeżdża. Ja zacząłem pracować w wakacje za granicą jak tylko ukończyłem 16 lat, a jak miałem lat 18 to już właśnie na zachodzie pracowałem w zawodzie. Studia to był bardzo interesujący okres, wielu ciekawych rzeczy się dowiedziałem, wiele również mogłem bezpośrednio zastosować w praktyce i pisać na marginesach książek 'czysta bzdura bo brak potwierdzenia w praktyce' etc. Pracowałem, a jakże, przez całe studia. Najpierw 'za grosze' - wręcz nazwałbym to 'za darmo', potem na drugim i trzecim roku - coś zaczęło się poprawiać. Jak tylko studia skończyłem to znalezienie pracy nie było szczególnie wymagające (poszedłem na 2 rozmowy kwalifikacyjne, po czym jednemu pracodawcy odmówiłem).

                  Trzeba przyznać, że idealnie pasowałem do ich schematu:
                  świeżo po studiach, przed 25 rokiem życia, 7 lat doświadczenia, certyfikaty na to i tamto, znajomość tego i tamtego (egzamin praktyczny podczas rozmowy), umiejętność pracy w grupie potwierdzona z poprzedniego zatrudnienia. Listy referencyjne proszę dołączyć do CV.

                  I co? I to, że zamiast przez 5 lat balować i chlać i się bawić bo 'młodość ma się tylko jedną' ja grzecznie dziękowałem kolegom i koleżankom za zaproszenia i szorowałem dzień w dzień 'do roboty'. Opłaciło się.

                  Teraz słyszę, że ci, co imprezowali, albo trwonili własny czas, też chcą być zatrudnieni od razu.
                  Jak mam się poczuć? Jak idiota, że starałem się zdobyć realne umiejętności w czasie studiów i np. nie protestować przy zatrudnianiu takich osób (szczególnie po niezbyt udanym okresie próbnym gdzie widać, że niestety ktoś sobie bimbał na całej linii) czy może mam poczuć się niczym herkules, że zrobiłem dobrze i teraz wytwarzać fale, aby inny mgr przypadkiem nie dopłynął do wyspy zwanej etatem?

                  Drogie bravo?

                  A tak na serio - nie miej pretensji do innych, tylko sie pakuj dziewczyno. Jak znajdziesz pracę w zawodzie bez szklanego sufitu to ci wyjdzie na zdrowie. Jak trafisz za granicą poniżej swoich kwalifikacji do zweryfikujesz swoje umiejętności w 'realnym życiu' tzn praktyce i odpowiednie podejdziesz do danego tematu (skoro jesteś inteligentna). Jak będziesz już miała upragnione doświadczenie - to wróć i goń konkurentów.

                  A dziecko poślij na elitarny kierunek z pewną pracą bądź naucz je od małego własnej działalności gospodarczej. Twoje dziecko, twój wybór, ale wiedz jedno - nikt za darmo ci nic nie da.
                  • 08.01.13, 15:09
                    Mówisz jej, że bedzie szcześliwa jeśli trafi na prace w swoim zawodzie bez szklanego sufitu. Ja powiem ci jeszcze jedną prawde. Jest ciekawie gdy zaczynasz dużo poniżej swojego wykształcenia, osiągasz normalny poziom niskopłatnej pracy, ale takiej którą lubisz i już masz szklany sufit nad sobą, już widzisz że nie pozwalają ci awansowac, przenieść sie, że zgodnie z zaleceniami HR chwalą cie i mowią jaki jestes świetny i dobry ale tylko na tym stanowisku, bo pracujesz najlepiej ale płacic ci wiecej nie muszą, a jednocześnie nie chcą abyś awansował bo mają sporo swoich na inne miejsca pracy. I jak konkurujesz z 6000-8000 aplikacji gdzies na prace marzeń, w innej firmie, znajdziesz sie w finalnej zaproszonej 600 to wystarczy że nie spodobasz sie jednej managerce i moga cie utrącić a wziąć jakąś cipcie, która nic nie umie ale jest Angielką tuż po studiach i która nauczą co i jak robić, a ciebie sie boja bo wiesz za dużo, masz za dużo doświadczenia i mógłbyś nie byc dostatecznie elastyczny dla ich organizacji:P Szklane sufity sa okropne-zarówno w pracy, która sie ma jak i tej do której sie aspiruje-a szkoda, bo dream job rozwiązywałaby wszystkie problemy łacznie z brakiem środków na kupno nowego domu oraz środków by ściągnąć rodzine do siebie do Anglii. Życie niestety nie toczy sie tak jak planujemy, jak byśmy sobie zyczyli-ono po prostu przewraca nas i porywa jak nurt dzikiej rzeki-co bedzie kiedyś-za lat 5-czy 10-nikt tego nie wie.
                    Pozdro z Twilight Zone:)
                    ps. a co by było gdyby te 2-3mln Polaków nie wyjechało do UK i Irlandii, oraz dalsze 2mln do innych krajów UE i nie tylko? Przy takim rządzeniu jak jest w Polsce to byłoby gorzej niż w Rumunii:P
                    --
                    Gay_Is_OK_Friend@onet.eu
                  • Gość: gość tego portalu IP: *.adsl.inetia.pl 19.03.13, 21:53
                    To ja CIę rozczaruję, dwa kierunki studiów, kilka lat wolontariatu (około 4 lat robionego w trakcie studiów), praca dorywcza - jasne, że taka mniej ważna, ale gdybym nie miała wyształcenia to też bym pracowała w sklepie na kasie/w szatni. Do tego praktyki (w liczbie mnogiej). Obsługa programów, język obcy, różne kursy porobione w trakcie studiów, a jednak nikt mi nie odpowiada. Ja nawet nie szukam pracy zgodnej z moimi kwalifikacjami. Jestem gotowa wziąć pracę poniżej najniższej krajowej,tylko niech ktoś da mi szansę!
                • 07.01.13, 23:16
                  Droga moniu.

                  Opanuj na początek język ojczysty na poziomie pozwalającym na zdanie tzw. "starej matury"?

                  Bo tak na razie - nie, nie jesteś wykształcona. Co najwyżej masz dyplom. I to sądząc, z Twojej wypowiedzi, raczej podrzędnej uczelni. A Twój post to brak szacunku dla czytającego.

                  --
                  Jeśli chcecie prawdziwego RPG z długimi dialogami, nieliniową fabułą, wieloma questami, trudnymi misjami i znaczącym wpływem losowości na grę, to idźcie coś załatwić w urzędzie.
                • 08.01.13, 11:13
                  Mamy na rynku pracy najgorsze załamanie od wielu lat. Nigdy zresztą ta sytuacja nie była specjalnie dobra. Chwilowa poprawa nastąpiła w latach 2007-2008, po czym wraz z kryzysem finansowym wpadliśmy w ogromny dołek, z którego ciężko się wygrzebać. W tej sytuacji z jednej strony pracodawcy eskalują żądania, a liberalny rząd ma niewielkie opory przed wprowadzaniem coraz bardziej antypracowniczych mechanizmów prawnych. Z drugiej zaś strony praca stała się bardzo poszukiwanym towarem, którego bardzo brakuje. Na niższych szczeblach zarządzania prowadzi to do kumoterstwa, zatrudniania przez kadrę kierowniczą pociotków i szwagrów, osób z nikłymi kwalifikacjami (mimo formalnych wysokich oczekiwań w stosunku do kandydatów). Stąd też nie dziwi mnie chamski i nieortograficzny list otrzymany przez autorkę listu - domyślam się, że napisał go pociotek po wyższej szkole tego i owego, osoba zapewne dość prosta, a przy tym mocno czująca się na swoim stołku, posiadając wsparcie ze strony "szwagra".
                  Polska to okropny kraj do życia i jeżeli ktoś nie jest związany z krajem np. przez więzy rodzinne, powinien bardzo poważnie rozważyć emigrację. Sytuacja gospodarcza jest katastrofalna, społeczeństwo jest - co tu dużo gadać - w znacznej części tępe i manipulowalne, stosunki międzyludzkie są zazwyczaj nie najlepsze. Sam często myślę o emigracji i to mimo tego, że mam pracę.
                  • 08.01.13, 15:16
                    Paweł jeśli to Ty-wiesz kto do Ciebie pisze-odpisz mi na maila-najlepiej na prywatnego-masz go wreszcie-spotkajmy sie i obmyślimy co robic itd. A co do pracy to wiem, że pomimo stresów są tacy co daliby sie pokroić za to zeby miec taką jak Ty:) Tym możesz sie pocieszać:) Jeszcze bedzie przepieknie:)
                    --
                    Gay_Is_OK_Friend@onet.eu
            • 08.01.13, 09:43
              Gość portalu: Anna napisał(a):

              > Absolwentka ma rację. Ciekawe jakim cudem ma mieć doświadczenie w pracy ktoś, k
              > to nigdy jeszcze nie pracował? A chamska odpowiedź pracownika hotelu świadczy p

              A kto absolwentce powiedział że to oferta dla niej? To była oferta dla doświadczonych kandydatów, a nie dla studentki, która nic nie potrafi.

              > o prostu o jego wyjątkowo prymitywnych manierach. Ci wszyscy, którzy bronią tu

              O wyjątkowo prymitywnych manierach świadczy wypisywanie listów z pretensjami że firma pozwoliła sobie szukać pracownika innego niż Pani Absolwentka.

              > na forum właściciela i atakują absolwentkę, sami pokazują wyjątkowy brak kultur
              > y - pewnie oni żadnych studiów nie skończyli i przemawia przez nich frustracja
              > i zawiść, że inni mogliby mieć lepszy start w życiu niż oni.

              Skończenie studiów to jest nic. Zero. Magisterka robi wrażenie wyłącznie na ludziach którzy jej jeszcze nie mają. Kwalifikacji po studiach po prostu się nie ma.

          • Gość: posełpierdzistołek IP: *.static.korbank.pl 07.01.13, 20:17
            No cóż studia w wielu przypadkach w Polsce to po prostu instytucja od dawania pracy pracownikom uczelni. Ze studiami autorki listu jest podobnie. Ale pracodawcy z ich "pseudokulturą" rekrutacji i nie tylko pracowników też dają obraz czym jest ten kraj i jego gospodarka. Tak trudno było odpisać w kulturalny sposób, że wymagania autorki listu są zbyt niskie. Ale widać co po niektórym to pasuje. Pewnie do czasu aż sami znajdą się w podobnej sytuacji. Zresztą niedawno pewien pracodawca z branży IT doskonale opisał swoją strategię biznesową.
            Później "ckliwe" artykuły pracodawców żalących się na brak lojalności, związania z pracodawcą. Cóż dopóki będą panować relacje na poziomie pan - parobek wiele się w tym kraju nie zmieni.

            Swoją drogą ciekawe czy klientów też tak traktują w tym hotelu?
            • Gość: JJ IP: *.adsl.inetia.pl 08.01.13, 07:55
              Moim zdaniem każda akcja budzi reakcję. Każda ze stron ma swoje racje, które można było wymienić w inny sposób.

              Coaching studentów
      • 08.01.13, 09:06
        Nie widzisz roszczeniowej postawy? Pracodawca sam ustala kryteria zatrudnienia. Ma takie prawo. Co robi dziewczątko zaraz po studiach? Pisze do niego, że należy zmienić wymagania, bo ona się nie kwalifikuje. To nie jest roszczeniowe?
        Pracownik hotelu też jest niewąskim idiotą, bo taką korespondencję powinien po prostu olać i pozostawić bez reakcji.
        Ja zaczynałem pracę w czasach, kiedy bezrobocie wynosiło ponad 20%. Kiedy praca była kiepsko płatna, to się przeprowadziłem. Kiedy trzeba było pracowałem jako akwizytor, kelner i kierowca w hurtowni erotycznej. Kiedy teraz czytam te wypieszczone paniątka i paniczątka, które właśnie skończyły studia i myślą żeby wyjść mamie spod spódnicy, to mnie pusty śmiech ogarnia. "Ja mam studia, znam języki więc na początek 5 tys netto oczekuję, bo jak nie, to to nie pójdę do pracy w waszej firmie". Nie, to nie - wynocha. W końcu i mamusia kopnie darmozjada w dupę. Obecne pokolenie jest wobec siebie totalnie bezkrytyczne. Potwierdza się to na każdym kroku, a na rynku pracy jest wyjątkowo jaskrawe.
    • Gość: Piotr IP: *.static.as29550.net 07.01.13, 19:16
      Droga absolwentko, pretensje kieruj do swoich wykładowców, że tak cię przygotowali do wykonywania zawodu, a nie do właścicieli hoteli, którzy - co logiczne - w sytuacji kryzysu nie mają ochoty, żeby szkolić za swoje pieniądze nieprzygotowanych absolwentów. Żeby przez pięć lat studiów nie nauczyć się obsługiwać turystów? No ludzie... Nie wiem, jaką szkołę skończyłaś, ale znam dość dobrze kilka wrocławskich szkółek czy wydziałów ze słowem "turystyka" w nazwie i wiem, jacy ludzie tam uczą. Przeważnie są to osoby nie mające nic wspólnego z turystyką, np. socjologowie, historycy, biolodzy, kartografowie itp., którzy po prostu załatwili sobie fuchę po znajomości u prywaciarza, żeby dorobić do pensji na państwowej uczelni. Teraz turystyka jest "trendy" więc każdemu wydaje się, że jak przepisze kilka regułek z podręcznika, to stanie się fachowcem od turystyki przez sam fakt posiadania stopnia doktora. A najlepiej (czyli najgorzej) o wykładowcach świadczą później ich absolwenci, jak autorka niniejszego listu. Należy wreszcie skończyć z mitem wyższego wykształcenia po tych wszystkich pseudoszkółkach, bo nie dość, że wszystko to odbywa się na koszt społeczeństwa, to za chwilę społeczeństwo będzie miało (a właściwie już ma) kolejny kłopot - masę oszukanych, nastawionych roszczeniowo magistrów, z którymi nie wiadomo, co zrobić.
      • 07.01.13, 19:31
        Studia nie są od tego, by uczyć pracy w zawodzie. Od tego jest szkoła zawodowa. Studia są od przekazania pewnych umiejętności i informacji, które potem się przydadzą w pracy. Problemem jest to, że pracodawcy chcą mieć wszystko gotowe. On chce mieć człowieka przeszkolonego i z doświadczeniem, ale sam go szkolić nie będzie, ani doświadczenia zdobyć mu nie pozwoli.
        Nie ma zaś miejsca, w którym można przyjąć pracownika bez przeszkolenia. Choćby ktoś pracował 50 lat w zawodzie, to jak zmienia miejsce pracy, to musi wiele się nauczyć. Nowych procedur, może obsługi nowego sprzętu, może nowego oprogramowania komputerowego, może innej specyfiki tego konkretnego zakładu pracy. Im zaś wykonywana praca jest trudniejsza, tym więcej ten człowiek będzie miał do nauki.
        Jak długo polscy "pracodawcy" tego nie pojmą, tak długo nadal nasza gospodarka będzie w d*pie.
        Kolejne pytanie - jak to jest, że kilku moich znajomych nie mogło znaleźć w Polsce pracy, bo "brak im doświadczenia, polskie uczelnie niczego nie uczą a poza tym mają za wysokie kwalifikacje", a po wyjeździe z tego kraju bez problemu dostali pracę w zawodzie i niektórzy piastują już kierownicze stanowiska?
        Jak to jest, że w polskim oddziale dużej firmy człowiek z doktoratem z politechniki słyszy "ee doktor, brak doświadczenia, spadaj pan" a niedługo potem ten sam człowiek dostaje pracę w Niemczech - w centrali tejże firmy, która nim wzgardziła? A żeby jeszcze ciekawiej było, to po roku ten "doktorek bez wykształcenia" został w Niemieckiej centrali kierownikiem.

        --
        "Nie ma ludzi niewinnych, są tylko źle przesłuchani."
        FELIKS DZIERŻYŃSKI

        Proszę nie pisać do mnie na maila, bo i tak nie sprawdzam skrzynki na GW.
        • Gość: vg IP: *.unisonplatform.com 07.01.13, 19:47
          Studia mają tak samo przygotowywać do zawodu, jak zawodówka. Choć na innym, wyższym poziomie. Społeczeństwo nie potrzebuje drugiego liceum ogólnokształcącego dla absolwentów pierwszego liceum. Wszystko to kosztuje. To, co piszesz o jakichś mglistych umiejętnościach, to jest stara gadka nieudaczników z uczelni, którzy nie potrafią przygotować młodych ludzi do zawodu (nie mając samemu żadnych związków z biznesem i wiedzy praktycznej, odklepując przestarzałe notatki na wykładach, nie poszerzając swojej wiedzy czy zwyczajnie odbębniając zajęcia ze studentami najmniejszym kosztem), a chcieliby zatrzymać swoje stołki.

          Pracodawcy kierują się oczywistą zasadą ekonomii - skoro na jedno miejsce przypada ileś tam dziesiątek czy setek zgłoszeń, to biorą najlepszych swoim zdaniem kandydatów - tych z doświadczeniem. Nie będzie szkolił absolwentów ktoś, kto nie musi tego robić.

          > Kolejne pytanie - jak to jest, że kilku moich znajomych nie mogło znaleźć w Pol
          > sce pracy, bo "brak im doświadczenia, polskie uczelnie niczego nie uczą a poza
          > tym mają za wysokie kwalifikacje", a po wyjeździe z tego kraju bez problemu dos
          > tali pracę w zawodzie i niektórzy piastują już kierownicze stanowiska?

          Na irlandzkim zmywaku? Kolejny raz mijasz się z prawdą. Większość absolwentów polskich uczelnie ląduje właśnie tam - tak jest smutna prawda, niezależna od kilku wyjątków.
        • Gość: Wit IP: *.play-internet.pl 07.01.13, 19:54
          Zatrzymałeś się w czasie. Obecnie studia sa szkołami zawodowymi na wyższym poziomie. Witamy w kapitalizmie. Myślisz,że absolwenci Oxfordu dlatego mają bez problemu świetną prace, bo się wiecej ucza, albo mają lepsze książki?Nie człowieczku, oni oprócz tego wszystkiego mają kadrę, która wie jak przygotowac człowieka dfo pracy w zawodzie. Priorytetem na każdej szanującej się uczelni jest program przygotwania do znalezienia sobie pracy oraz tworzenie rankingów szkół wyższych na podstawie ilości absolwentów otrzymujących dobrą prace po studiach. Pojmij to zanim będzie za późno, bo twoja wizja studiów to przeżytek.
          • 07.01.13, 21:09
            Niestety polski pracodawca myśli, że przygotowanie do pracy = nauczenie studenta procedur z jego firmy. Otóż tak nie jest! Firm na rynku są tysiące i studia uczą pewnych ogólnych rzeczy, zaś rolą pracodawcy jest przyuczenie do konkretów. To nie szkoły wojskowe, gdzie od początku uczą do pracy w konkretnej organizacji!
            --
            "Nie ma ludzi niewinnych, są tylko źle przesłuchani."
            FELIKS DZIERŻYŃSKI

            Proszę nie pisać do mnie na maila, bo i tak nie sprawdzam skrzynki na GW.
            • 07.01.13, 21:14
              Gdyby firm było wystarczająco wiele to miałbyś rację.

              Tyle, że firm jest zbyt mało aby wchłonąć takie rzesze "młodych, zdolnych, choć niedoświadczonych".

              Tym bardziej, że wśród obecnych absolwentów nie brakuje "młodych, głupich i niedoświadczonych". Czasem nawet trafiają się "młodzi, głupi, leniwi, a do tego niedoświadczeni".

              --
              Każdej akcji towarzyszy jej równy i skierowany przeciwnie program rządowy.
              • Gość: Antoni IP: *.dynamic.chello.pl 07.01.13, 23:27
                Nie ma problemu, niedaleko jest kilka rynków, gdzie pracodawcy nie mają na wejściu wymagań z d* wziętych. Nie od rzeczy jest dodać, że te kraje uważa się powszechnie za lepiej rozwinięte niż Polska. Przypadek?
                • Gość: Antonio IP: *.opera-mini.net 10.01.13, 15:31
                  Doświadczenie to nie jest wymaganie z d... wzięte.
          • Gość: Antoni IP: *.dynamic.chello.pl 07.01.13, 22:51
            Nie, nie,Twoja wizja pracodawcy, który nie zainwestuje w rozwój pracownika, ale liczy, że zrobi to kto inny - to przeżytek. Przynajmniej w krajach o większej kulturze pracy niż Polska.
            • Gość: Antonio IP: *.opera-mini.net 10.01.13, 15:31
              Ale tu jest Polska, a twój komentarz to bajania nie mające żadnego oparcia w realnych faktach.
        • 07.01.13, 21:11
          wielki_czarownik napisał:

          > Studia nie są od tego, by uczyć pracy w zawodzie. Od tego jest szkoła zawodowa.

          Bez żartów - wyższe wykształcenie pod nazwą "turystyka"? Magister na recepcji? To pewnie szef zmiany to minimum dr, a manager to musi być profesor mianowany.

          Od czasów ostatniej reformy, gdy z roku na rok powiększa się liczba studiujących (bo uczelniom płaci się OD GŁOWY), oczywistą konsekwencją jest obniżanie poziomu nauczania (no w żadnej populacji 90% nie może być elitą intelektualną).

          Ułatwienie dostępu na studia powoduje też zmniejszone zainteresowanie niższymi poziomami wykształcenia. No kto pójdzie do zawodówki "recepcjonistka hotelowa" jeżeli, przedłużając sobie młodość, może skończyć jako mgr turystyki i rekreacji; kto zostanie "kucharzem" po 3 latach jeżeli po 9 może być mgr żywienia?

          I tak na marginesie - magister to tytuł ZAWODOWY, a nie naukowy.

          > Studia są od przekazania pewnych umiejętności i informacji, które potem się pr
          > zydadzą w pracy.

          Tyle teoria.

          > Problemem jest to, że pracodawcy chcą mieć wszystko gotowe. On
          > chce mieć człowieka przeszkolonego i z doświadczeniem, ale sam go szkolić nie
          > będzie, ani doświadczenia zdobyć mu nie pozwoli.

          Brawo! Tak samo jak Ty idąc do sklepu chcesz kupić chleb, masło i szynkę, a nie zboże, drożdże, mleko i półtuszę wieprzową.

          I masz do tego takie same prawo jak pracodawca do poszukiwania pracownika z doświadczeniem.

          > Nie ma zaś miejsca, w którym można przyjąć pracownika bez przeszkolenia.

          Tak. Tyle tylko, że inny jest koszt przeszkolenia kogoś, kto pracował na podobnym stanowisku, a inny "kompletnej świeżynki". Powiem nawet więcej - przy odpowiednio wysokiej kwocie ów koszt może być niemal zerowy.

          Podobnie Ty możesz pójść do sklepu i zamiast chleba, masła i szynki kupić sobie gotową kanapkę. Wyniesie Cię to drożej, ale czas potrzebny na przygotowanie posiłku jednak zmaleje.

          > Jak długo polscy "pracodawcy" tego nie pojmą, tak długo nadal nasza gospodarka
          > będzie w d*pie.

          No to przyjmij do wiadomości, że nigdy tego nie pojmą, bo owo "pojęcie" jest sprzeczne z rachunkiem ekonomicznym.

          > Kolejne pytanie - jak to jest, że kilku moich znajomych nie mogło znaleźć w Pol
          > sce pracy, bo "brak im doświadczenia, polskie uczelnie niczego nie uczą a poza
          > tym mają za wysokie kwalifikacje", a po wyjeździe z tego kraju bez problemu dos
          > tali pracę w zawodzie i niektórzy piastują już kierownicze stanowiska?

          Bo w Polsce jest znacznie mniej tych straszliwych, kapitalistycznych krwiopijców. Praca to towar (tylko to "pracobiorca" ją sprzedaje, a "pracodawca" kupuje) i obowiązuje ta sama, prosta zasada popytu i podaży.

          Obecnie w Polsce panuje NADPODAŻ pracobiorców. Co za tym idzie "cena" ich "towaru" maleje. Ponieważ nie może spaść poniżej pewnego poziomu na mocy prawa (płaca minimalna - kolejna "zdobycz socjalizmu") to "klient" (zwany potocznie "pracodawcą") wybrzydza.

          Stąd masz i "umowy śmieciowe" (obchodzenie prawa w celu obniżenia urzędowo narzuconej "ceny" za "towar") i niechęć do zatrudniania ludzi niedoświadczonych.

          W końcu - jeżeli masz zapłacić za towar tyle samo to czyż nie wybierzesz najlepszego?

          --
          Mam złoty charakter, przez to taki ciężki...
          • 07.01.13, 21:24
            Ale my tu mówimy nie o stanowisku dyrektora hotelu, ale recepcjonistki! Jakie tu doświadczenie jest potrzebne? Dziewczyna ma ładnie się uśmiechać, wyraźnie mówić i tyle. Jeden dzień na wdrożenie ją w procedury, pokazanie, gdzie klucze, gdzie telefon, pierwszy tydzień pracuje pod nadzorem i tyle. Tylko nasi pracodawcy nawet do zamiatania chodnika chcą 10 lat doświadczenia.
            --
            "Ludzi inteligentnych jest w społeczeństwie jakieś 5 czy 6 procent. Moją kampanię robię więc dla idiotów."
            Georges Freche

            Proszę nie pisać do mnie na maila, bo i tak nie sprawdzam skrzynki na GW.
            • 07.01.13, 22:31
              No właśnie - recepcjonistki. Po kiego grzyba jej ten mgr? Do jednodniowego szkolenia?

              Z punktu widzenia pracodawcy wartościowszy jest pracownik z 10-letnim doświadczeniem, bo nie dość, że oznacza to, iż pewnych rzeczy nie będzie trzeba mu tłumaczyć (bo są wszędzie takie same), to w dodatku może być pewnym, że skoro ktoś przez tyle czasu robił (najlepiej u jednego pracodawcy) to po prostu jest WART pieniędzy nań wydawanych. To nie jest "inwestycja" o nieznanym stopniu ryzyka. To zasadniczo "pewniak".

              A taka pani mgr od turystów i rekreacji? Nie dość, że w sumie można być pewnym, że będzie traktować pracę w recepcji jako "uwłaczającą" (cytuję: "nie po to się studiuje tyle czasu, żeby teraz robić..." - zapewniam Cię, że nie jest to rzadki tekst), to istnieje spora szansa, że trafi się na dyplomowanego lenia, czy nawet idiotę (bo tacy obecnie też studiują; no muszą - przy takiej ilości studentów?). Dyplom obecnie nie świadczy kompletnie o niczym. No zdewaluował się.

              Zatrudnienie jej to "inwestycja" i to obarczona ryzykiem. I to tym większym im mamy większą ilość absolwentów "turystyki i rekreacji".

              Powiedz mi - gdy np. kupujesz samochód to "dajesz szansę" np. indyjskiej firmie "Tata", czy może będziesz wolał zapłacić więcej za np. Volvo? A dlaczego?

              A teraz pomyśl, że za takie Volvo miałbyś zapłacić tyle samo co za produkt firmy "Tata"? Co byś wybrał?

              Przecież to tylko samochód - ma Cię zawieźć z punktu A do punktu B.

              --
              Ze statystycznego punktu widzenia komunizm mamy wtedy, gdy płaca średnia równa się płacy minimalnej.
              • Gość: Antoni IP: *.dynamic.chello.pl 07.01.13, 22:56
                A teraz zastanów się - kiedy człowiek miałby nauczyć się trzech języków, gdyby zaraz po maturze poszedł zasuwać na recepcji? Wyobraź sobie też, że recepcja to tylko pierwszy stopień w karierze. I wcale w branży hotelowej niczym niezwykłym nie jest stopniowy awans. Bez mgr - praktycznie niemożliwy.
                • 07.01.13, 23:11
                  A teraz zastanów się po co jest system studiów wieczorowych i zaocznych.

                  Och! Bo zapomniałem - na recepcji pracuje się po 16 godzin na dobę, śpi na zapleczu, a ruch jest większy niż na kasie w Biedronce - no ni chu chu - nie ma opcji nauczyć się czegokolwiek.

                  I przykro mi bardzo, ale nie "wszystkie emgieery" mogą zostać dyrektorami, a to z kolei oznacza, że kształcenie większości z nich jest marnowaniem publicznych pieniędzy i ICH czasu.

                  --
                  Każdej akcji towarzyszy jej równy i skierowany przeciwnie program rządowy.
                  • Gość: Antoni IP: *.dynamic.chello.pl 07.01.13, 23:26
                    > A teraz zastanów się po co jest system studiów wieczorowych i zaocznych.

                    Jeśli chcesz nauczyć się kilku języków obcych w weekend albo w przerwach między 8-godzinnymi dyżurami, no, gratuluję, ale to zupełnie nie sprawdza się.
                    Studia wieczorowe i zaoczne są często właśnie wyłącznie dla "papierka" oraz ściągnięcia z rynku nadmiaru pieniędzy. Na dziennych masz szansę i czas czegoś nauczyć się.

                    > Och! Bo zapomniałem - na recepcji pracuje się po 16 godzin na dobę

                    Masz bardzo blade pojęcie o recepcji, jeśli uważasz, że w hotelu recepcja jest czynna wyłącznie w dni robocze pomiędzy 8 a 16.

                    > a to
                    > z kolei oznacza, że kształcenie większości z nich jest marnowaniem publicznych
                    > pieniędzy i ICH czasu.

                    Elementarna logika mówi, że przyjmując krzywe założenia, możesz udowodnić każdy nonsens. Co właśnie popełniłeś.
                    • Gość: Antonio IP: *.opera-mini.net 10.01.13, 15:32
                      Gość portalu: Antoni napisał(a):

                      > > A teraz zastanów się po co jest system studiów wieczorowych i zaocznych.
                      >
                      > Jeśli chcesz nauczyć się kilku języków obcych w weekend albo w przerwach między
                      > 8-godzinnymi dyżurami, no, gratuluję, ale to zupełnie nie sprawdza się.
                      > Studia wieczorowe i zaoczne są często właśnie wyłącznie dla "papierka" oraz ści
                      > ągnięcia z rynku nadmiaru pieniędzy. Na dziennych masz szansę i czas czegoś nau
                      > czyć się.

                      Tylko dziwnym trafem absolwenci studiów zaocznych i wieczorowych mają lepszy start w życiu zawodowym. Zastanów się, dlaczego.

                      > Masz bardzo blade pojęcie o recepcji, jeśli uważasz, że w hotelu recepcja jest
                      > czynna wyłącznie w dni robocze pomiędzy 8 a 16.

                      A słyszałeś o czymś takim jak niepełny etat?

                      > Elementarna logika mówi, że przyjmując krzywe założenia, możesz udowodnić każdy
                      > nonsens. Co właśnie popełniłeś.

                      Z tą różnicą, że to ty próbujesz udowadniać nonsensy.
              • 10.01.13, 18:24
                No chyba mnie trafionego porównania motoryzacyjnego niz zestawienie Volvo i Tata chyba nie ma :)
        • 08.01.13, 13:35
          > Studia nie są od tego, by uczyć pracy w zawodzie. Od tego jest szkoła zawodowa.
          ...

          Z całym szacunkiem ale kierunek jaki skończyła ta czytelniczka, czyli turystyka i rekreacja to zawodówka. Nie mam oczywiście nic przeciwko zawodówkom i ich absolwentom ale niech rzeczy będą po prostu nazywane po imieniu.
      • 07.01.13, 22:58
        Studia jakie są takie są, stwarzają pewne możliwości, jest wybór uczelni, kierunku studiów, wyjazdów zagranicznych, praktyk itp. Oczywiście nie wszyscy z tego korzystają, bo mają podejście minimalistyczne, że wystarczy papier ukończenia studiów a drzwi kariery zawodowej stoją otworem. Nic bardziej mylnego, dyplom ukończenia studiów jest teraz czymś tak naturalnym i powszechnym, że szkoda się tym chwalić. Czasem jest to bezwartościowy papier jeśli ktoś kończy zaocznie Wyższą Szkołę Zbijania Bąków, kiedy wszystko sprowadza się do kupowania dyplomu, w ramach opłaty za studia.
        Poza tym Polska jest krajem, w którym liczy się tania siła robocza i jest zapotrzebowanie na murarzy, hydraulików czy też lakierników. Wiele posad załatwia się po znajomości. Wykładowcy w tym wszystkim mają najmniejszy udział, owszem zdarzają się jak wszędzie tacy co od 40lat nie zmienili swojego programu nauczania i klepią cały czas to samo, ale tak jest na całym świecie. Przede wszystkim trzeba samemu zatroszczyć się o własną przyszłość i ją zaplanować, ale nie na zasadzie: 1. studia 2. praca. bo ten schemat do niczego nie prowadzi.
        • Gość: zenek IP: *.static.hostnoc.net 08.01.13, 00:26
          Mylisz się, to wykładowcy zdewaluowali dyplom magistra w Polsce. To oni rzucili się na łatwą kasę w sytuacji popytu na usługi edukacyjne (samemu w dużym stopniu ten popyt kreując), co spowodowało namnożenie się studentów i absolwentów po tzw. kierunkach śmieciowych. Jak myślisz, kto jest właścicielem tych pseudoszkół gotowania na gazie? Kto w nich uczy? Kto zbija na tym niezłą kasę? Kto decyduje o limitach przyjęć na kierunki, po których wiadomo, że nie ma pracy? Nikt inny, tylko kadra akademicka. Trzeba raz na zawsze otwarcie to powiedzieć: winę za upadek polskiego szkolnictwa wyższego i dewaluację dyplomu magistra ponosi w pierwszej kolejności środowisko akademickie!
          • Gość: Antoni IP: *.dynamic.chello.pl 08.01.13, 00:52
            Eeeee, bez przesady, trzeba ściągnąć nadmiar pieniędzy z rynku, co ma marnować się... :)
          • 08.01.13, 21:27
            Mylisz się. Upadek szkolnictwa to wynik polityki ostatnich rządów. W latach 90 gdy bezrobocie było większe niż obecnie zwiększono limity przyjęć na studia, bo lepiej było młodego człowieka "przechować" na jakieś uczelni niż płacić kuroniówkę. Później bezrobocie spadło, ale rząd zauważył, że w statystykach Polska jest w ogonie jeśli chodzi o odsetek ludzi z wyższym wykształceniem. Ponownie więc wprowadzono dotacje dla uczelni w zależności od liczby studentów. Przy czym aby uczelnia dostała realną kasę to naprawdę musiała przyjąć 3-4 krotnie więcej studentów niż np. kilkanaście lat wcześniej.
            Uczelni prywatne powstały bo na rynku stworzyła się luka i zapotrzebowanie na "szkółki", w których wystarczy zapłacić i nie trzeba w zasadzie nić robić nawet pojawiać się na zajęciach. Nikt tego nie kontrolował, także zatrudnienia. Były sytuacje kiedy wykładowca "pracował" w kilku szkołach. Teraz trochę to ucywilizowano, jednak poziom nauczania w prywatnych szkółkach daleko jeszcze odbiega od dużych polskich uczelni.
            • Gość: Antoni IP: *.opera-mini.net 10.01.13, 15:33
              A kto zwiększył limity przyjęć? Rząd? Nie, uczelnie. Czy ktoś każe uczelniom przyjmować masę studentów na tzw. śmieciowych kierunkach? Nie. Uczelnie robią to z własnej woli. Rząd cały czas próbuje unormować sytuację (np. dofinansowanie kierunków zamawianych, promowanie kierunków ścisłych, uzależnienie finansowania wydziałów od wyników naukowych i dydaktycznych), ale na akcję jest reakcja. Uczelnie tak łatwo nie zrezygnują z łatwego źródła dochodu. W sytuacji mizerii polskiej nauki dotacje na kształcenie studentów to w zasadzie jedyne przychody polskich uczelni.

              Mylisz się też odnośnie tego, że poziom nauczania w prywatnych szkołach daleko odbiega od dużych polskich uczelni. Przykładem jest choćby SWPS, która daleko w tyle zostawia analogiczne wydziały na dużych uczelniach państwowych. Można? Można, trzeba tylko postawić na jakość. Tym bardziej, że publiczne uczelnie w zasadzie nie stanowią żadnej konkurencji jeśli chodzi o poziom nauczania, gdyż powszechnie olewa się tam dydaktykę, co nie od dzisiaj wiadomo. Ich "renoma" wynika bardziej z tradycji niż realnego poziomu.
    • 07.01.13, 19:41
      Poproszę nazwę tego hotelu, żeby wiedzieć, gdzie nie nocować, gdy przyjadę do Wrocławia.
      Jura
    • 07.01.13, 19:58
      Odpowiedź jest prosta - studiować kierunki na które jest zapotrzebowanie a nie kierunki typu turystyka i rekreacja na które idą niemal wyłącznie osoby które nigdzie indziej się nie dostały. Problem jest właśnie w tym, że u nas studiować może każdy, studia nie są jakimkolwiek wyróżnikiem na rynku pracy bo papierek licencjata pokaże każdy.
      • Gość: cminusminus IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.01.13, 20:33
        Właśnie dlatego studia hobbystyczne, czyli np ta turystyka, powinny być płatne.
        Bezpłatna może być np. fizyka, chemia, matematyka...
        • Gość: posełpierdzistołek IP: *.static.korbank.pl 07.01.13, 20:54
          Popatrz sobie na kierunek zamawiany biotechnologia. Po tym też nie znajdziesz w Bolandii pracy.
          • Gość: Q. IP: *.ssp.dialog.net.pl 07.01.13, 21:01
            Znam sporo osób po biotechnologii, nie narzekają na brak pracy.
            • 07.01.13, 21:27
              A ja znam takie po biotechnologii, które pracy nie mają. Znowu syn premiera ma świetną robotę po politologii (czy innej socjologii) zaś koleżanka po prawie jest bezrobotna.
              Bo to jest Polska.
              --
              "Nie ma ludzi niewinnych, są tylko źle przesłuchani."
              FELIKS DZIERŻYŃSKI

              Proszę nie pisać do mnie na maila, bo i tak nie sprawdzam skrzynki na GW.
            • Gość: Qrza IP: *.internetia.net.pl 07.01.13, 21:33
              a gdzie pracują owi biotechnolodzy ?
              • 07.01.13, 21:35
                Jeden w Tesco a drugi w Biedronce.
                --
                "Nie ma ludzi niewinnych, są tylko źle przesłuchani."
                FELIKS DZIERŻYŃSKI

                Proszę nie pisać do mnie na maila, bo i tak nie sprawdzam skrzynki na GW.
                • Gość: Antoni IP: *.opera-mini.net 10.01.13, 15:33
                  Pojedyncze przypadki jeszcze nie czynią reguły.
              • 07.01.13, 22:44
                www.biotechnolog.pl/praca.htm
                --
                Dziennikarze - czwarta władza. Jeśli uznać za wspólne cechy władzy sprzedajność i niekompetencję.
        • 08.01.13, 08:11
          >Studia skończyłam na jednej z prywatnych uczelni, które reklamowały się jako bardzo dobre. I co ? okazuje się, że pracy w zawodzie nie ma, wysłałałam już kilkadziesiat podań ale wciąż bez rezultatu.

          I co? I zostałaś oszukana jak tysiące innych absolwentów tych pseudo-studiów. Studiowanie zarządzania to jak mówieniem że "z zawodu jestem dyrektorem". Nikt cię nie zatrudni na stanowisku "zarządczym" jeśli nie masz dogłębnej wiedzy na temat działalności firmy. Dlatego na takie studia często idą ci, którzy z niższych stanowisk dostali szansę awansu na stanowiska kierownicze, ale brakuje im kierunkowego wykształcenia. Dla nich to tylko papierek, bo 3/4 potrzebnej wiedzy już mają. A ty masz "aż" papierek, za to tylko 1/4 potrzebnej wiedzy. Nikt nie zostaje "z marszu" kierownikiem, tak jak nikt z ulicy nie zostaje szefem kuchni. Życzę powodzenia w szukaniu pracy i cierpliwości do buców, których niestety nie brakuje.
          • 08.01.13, 08:54
            > I co? I zostałaś oszukana jak tysiące innych absolwentów tych pseudo-studiów

            Wcale nie! Dyplom jest dyplomem, mniejsza z nim - przecież niczego nie wiesz o kompetencjach tej pani.
    • 07.01.13, 21:32
      Pamiętam, jak 15 lat temu na bruk wywalali ludzi po zawodówkach i technikach, "bo teraz będziemy mieli supernowoczesną gospodarkę i wszyscy muszą mieć studia". Teraz jest kwilenie, że brakuje hydraulików czy innych dekarzy. 15 lat temu wszyscy szli na marketing i zarządzanie, bo po tym była praca, dzisiaj są bezrobotni. Tak samo, jak zapewne za kilka lat bezrobotni będą informatycy, bo potrzebni zaczną być fizycy jądrowi. A za kolejne 5 lat będzie boom na chemików.
      No i bądź tu człowieku mądry i wybierz sobie studia.
      --
      "Ludzi inteligentnych jest w społeczeństwie jakieś 5 czy 6 procent. Moją kampanię robię więc dla idiotów."
      Georges Freche

      Proszę nie pisać do mnie na maila, bo i tak nie sprawdzam skrzynki na GW.
      • 07.01.13, 22:41
        Słowa, które szukasz to "akcesja", "strategia lizbońska", "reforma oświaty 1999".

        Dokładnie to samo (wysokie bezrobocie wśród młodych absolwentów) dzieje się w całej Unii. No biurwaliści w amoku uznali, że jak wszyscy będziemy minimum magistrami to będzie cud, miód i orzeszki. A rowy to się same wykopią.

        A za parę lat to nie będzie "bezrobotnych informatyków", tylko "informatycy nie zarabiają już tak dobrze jak wcześniej". Co będzie również bzdurą tyle, że mniejszą.

        Pewnie - wintelowi admini mogą czuć się zagrożeni. Tak samo jak codemonkeys. Ich płace raczej nie będą rosły. Natomiast wszelkiej maści code-freelancerzy, projektanci, czy architekci rozwiązań mogą jeszcze długo spać spokojnie.

        I zrozum, że nie masz wybierać sobie studiów, lecz robić w życiu to co umiesz najlepiej. Wtedy pieniądze same Cię znajdą. Możliwe, że nie takie jakie byś chciał, ale z głodu nie zemrzesz. Jeżeli do tego trafisz na zapotrzebowanie na swoje umiejętności to w ogóle będziesz miał dobrze.

        --
        Mam złoty charakter, przez to taki ciężki...
    • Gość: Antoni IP: *.dynamic.chello.pl 08.01.13, 00:07
      Nie jest. Gdy mówimy o etacie eksperta od wydobycia gazu łupkowego czy projektanta silników rakietowych.
      Wydaje się jednak, że list dotyczy posady recepcjonistki?
      • Gość: Antonio IP: *.opera-mini.net 10.01.13, 15:34
        W posadzie na recepcji liczą się tzw. kompetencje miękkie, a je też nabywa się wraz z doświadczeniem. Poza tym trzeba zarezerwować lot dla klienta, sprawdzić dostępne miejsca w innych hotelach, wiedzieć jak rozliczyć klienta etc. etc., co raczej świeżak po studiach sam nie da radę zrobić bez kogoś do pomocy.
    • 08.01.13, 11:33
      Kompetencje miękkie można sprawdzić podczas rozmowy - czy dziewczyna kontaktowa itp. Fakt, że ktoś 10 lat pracował jako recepcjonista nie świadczy, że te kompetencje posiadł.
      A reszta tego co piszesz? Tydzień pracy pod nadzorem i dziewczyna wszystko umie. Opowiadasz, jakby to były niewyobrażalnie skomplikowane sprawy wymagające doktoratu z logiki analitycznej albo fizyki kwantowej. Przeciętnie kumaty człowiek nauczy się tych pierdół w kilka godzin.
      Sam jeszcze w czasie studiów pracowałem w bezpośredniej obsłudze klienta. Pod koniec pierwszego dnia proste sprawy załatwiałem sam (mój "nadzorca" pił kawę na zapleczu) a po pierwszym tygodniu potrafiłem już wszystko - znałem i programy komputerowe i procedury i wiedziałem gdzie co leży i co mówić przez telefon, jak kierowniczka poszła do sklepu na zakupy.
      --
      "Ludzi inteligentnych jest w społeczeństwie jakieś 5 czy 6 procent. Moją kampanię robię więc dla idiotów."
      Georges Freche

      Proszę nie pisać do mnie na maila, bo i tak nie sprawdzam skrzynki na GW.
      • Gość: zet IP: *.boxsecured.com 08.01.13, 16:18
        wielki_czarownik napisał:

        > Kompetencje miękkie można sprawdzić podczas rozmowy - czy dziewczyna kontaktowa
        > itp. Fakt, że ktoś 10 lat pracował jako recepcjonista nie świadczy, że te komp
        > etencje posiadł.

        Nie wiesz, na czym polega praca w hotelu, to się nie wypowiadaj. Fakt, że ktoś 10 lat pracował w zawodzie, wystarczająco potwierdza czyjeś kompetencje.

        > A reszta tego co piszesz? Tydzień pracy pod nadzorem i dziewczyna wszystko umie
        > . Opowiadasz, jakby to były niewyobrażalnie skomplikowane sprawy wymagające dok
        > toratu z logiki analitycznej albo fizyki kwantowej. Przeciętnie kumaty człowiek
        > nauczy się tych pierdół w kilka godzin.

        Znowu nie wiesz, o czym piszesz. Już praktyki na studiach są dłuższe, a tam poznaje się wyrywkowo pracę i bardzo po łebkach. Poza tym po co ktoś ma kogoś uczyć, jak ma do wyboru całą masę tych, którzy już umieją?

        > Sam jeszcze w czasie studiów pracowałem w bezpośredniej obsłudze klienta. Pod k
        > oniec pierwszego dnia proste sprawy załatwiałem sam (mój "nadzorca" pił kawę na
        > zapleczu) a po pierwszym tygodniu potrafiłem już wszystko - znałem i programy
        > komputerowe i procedury i wiedziałem gdzie co leży i co mówić przez telefon, ja
        > k kierowniczka poszła do sklepu na zakupy.

        Podejrzewam, że dorabiałeś sobie na kasie w ówczesnym Tesco. Praca hotelarza to naprawdę trochę innego. Najpierw się dowiedz, a potem zabieraj głos.
        • 08.01.13, 17:29
          Gość portalu: zet napisał(a):


          > Nie wiesz, na czym polega praca w hotelu, to się nie wypowiadaj. Fakt, że ktoś
          > 10 lat pracował w zawodzie, wystarczająco potwierdza czyjeś kompetencje.
          >

          Bzdura. Fakt, że ktoś gdzieś 10 lat pracował o niczym nie świadczy. Mógł pracować, bo to był hotel wujka, mógł pracować, bo szef go lubił, mógł pracować, bo nikt inny nie chciał, mógł pracować, bo był dobry a mógł pracować, bo po prostu pracował i nikt go nie chciał zwalniać, bo co prawda rewelacji nie było, ale dawał sobie radę.
          Znam mnóstwo ludzi, którzy gdzieś tam od lat pracują, co nie znaczy, że są fachowcami w swojej dziedzinie. Niektórzy są, niektórzy nie są. Zakładasz naiwnie, że o tym, kto pracuje decydują kompetencje i kwalifikacje. Otóż rozczaruję Cię - decydują układy i przypadki.
          Gdyby było, jak mówisz, to polskie uczelnie byłby siedliskami noblistów. W końcu skoro jakiś profesor od 30 lat pracuje na 4 uczelniach jednocześnie (z czego 2 prywatnych), to pewnie ma z 5 Nobli na koncie i właśnie został nominowany do szóstego.

          >
          > Znowu nie wiesz, o czym piszesz. Już praktyki na studiach są dłuższe, a tam poz
          > naje się wyrywkowo pracę i bardzo po łebkach. Poza tym po co ktoś ma kogoś uczy
          > ć, jak ma do wyboru całą masę tych, którzy już umieją?
          >

          Praktyki są dłuższe, ale co z tego? Do pracy na tak niskim stanowisku nie są wymagane żadne specjalne kwalifikacje i można ją opanować w kilka dni.

          >
          > Podejrzewam, że dorabiałeś sobie na kasie w ówczesnym Tesco. Praca hotelarza to
          > naprawdę trochę innego. Najpierw się dowiedz, a potem zabieraj głos.

          Nie. W sklepie pracowałem wcześniej - w liceum :) Na studiach już w poważniejszej firmie :)
          Tak, jak mówię - ludzie opowiadają, jaką to mają niesamowicie skomplikowaną i odpowiedzialną pracę a prawda jest taka, że do większości tego typu zajęć wystarczy kilka dni wdrożenia i każdy przeciętnie zdolny człowiek jest w stanie ich zastąpić.

          --
          "Nie ma ludzi niewinnych, są tylko źle przesłuchani."
          FELIKS DZIERŻYŃSKI

          Proszę nie pisać do mnie na maila, bo i tak nie sprawdzam skrzynki na GW.
          • Gość: bzyk IP: *.opera-mini.net 08.01.13, 19:45
            wielki_czarownik napisał:

            > Bzdura. Fakt, że ktoś gdzieś 10 lat pracował o niczym nie świadczy. Mógł pracow
            > ać, bo to był hotel wujka, mógł pracować, bo szef go lubił, mógł pracować, bo n
            > ikt inny nie chciał, mógł pracować, bo był dobry a mógł pracować, bo po prostu
            > pracował i nikt go nie chciał zwalniać, bo co prawda rewelacji nie było, ale da
            > wał sobie radę.

            Jak ktoś gdzieś pracuje 10 lat, to przeważnie czegoś się nauczy. Chyba że u ciebie jest inaczej.

            > Znam mnóstwo ludzi, którzy gdzieś tam od lat pracują, co nie znaczy, że są fach
            > owcami w swojej dziedzinie. Niektórzy są, niektórzy nie są. Zakładasz naiwnie,
            > że o tym, kto pracuje decydują kompetencje i kwalifikacje. Otóż rozczaruję Cię
            > - decydują układy i przypadki.

            Jakieś przykłady potrafisz podać?

            > Gdyby było, jak mówisz, to polskie uczelnie byłby siedliskami noblistów. W końc
            > u skoro jakiś profesor od 30 lat pracuje na 4 uczelniach jednocześnie (z czego
            > 2 prywatnych), to pewnie ma z 5 Nobli na koncie i właśnie został nominowany do
            > szóstego.

            Noble dostaje się za osiągnięcia naukowe, a nie dydaktykę.

            > Praktyki są dłuższe, ale co z tego? Do pracy na tak niskim stanowisku nie są wy
            > magane żadne specjalne kwalifikacje i można ją opanować w kilka dni.

            Widać zdaniem pracodawców nie można. Oni wiedzą najlepiej i oni oceniają. Ale twoim zdaniem pracodawcy zawsze wybierają sobie gorszych pracowników niż mogliby.

            > Nie. W sklepie pracowałem wcześniej - w liceum :) Na studiach już w poważniejsz
            > ej firmie :)

            W Auchan?

            > Tak, jak mówię - ludzie opowiadają, jaką to mają niesamowicie skomplikowaną i o
            > dpowiedzialną pracę a prawda jest taka, że do większości tego typu zajęć wystar
            > czy kilka dni wdrożenia i każdy przeciętnie zdolny człowiek jest w stanie ich z
            > astąpić.

            A wielki_czarownik oczywiście zna się wspaniale na wszystkim ;).
            • 08.01.13, 21:07
              > > Praktyki są dłuższe, ale co z tego? Do pracy na tak niskim stanowisku nie są wy
              > > magane żadne specjalne kwalifikacje i można ją opanować w kilka dni.

              > Widać zdaniem pracodawców nie można. Oni wiedzą najlepiej i oni oceniają. Ale twoim
              > zdaniem pracodawcy zawsze wybierają sobie gorszych pracowników niż mogliby.

              A ledwo wyjedziesz za granicę, znasz dobrze język, masz olej w głowie i trochę szczęścia - możesz dostać posadę na recepcji bez 10-etapowej rekrutacji i 15-letniego doświadczenia. Ale przecież tamci pracodawcy to barany. Nie to co nasi.
              • Gość: Antoni IP: *.opera-mini.net 10.01.13, 15:35
                Jasssne. I jeszcze 4 tys. euro na rękę.

                Obudź się ze snu!
    • 08.01.13, 13:22
      > A ty potrafafisz napisać coś z sensem czy tylko stać cię, na personalne wycieczki ? Pokazałeś że sam masz niższy poziom niż ja bez względy ,jaką uczelnie skończyłeś.

      Te liczne CV też były tak starannie sprawdzone przed wysłaniem?
      • 08.01.13, 15:11
        Rozumiem jakby wysłała konkretne aplikacje z cv i listem motywacyjnym w liczbie przynajmniej 200-300 miesiecznie:P
        Z drugiej strony to Polska-cudów nie ma sie co spodziewac:P
        --
        Gay_Is_OK_Friend@onet.eu
  • Powiadamiaj o nowych wpisach

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.