IP: *.uc.nombres.ttd.es 28.03.02, 03:14
Bardziej niz wspomnienia, Chcialbym odnowic kontakty.
Mniej wiecej czasy, gdy pewien dyrektor mial "wartburga", aniejaki Babula
odchodzil na zasluzona emeryture.
Obserwuj wątek
        • Gość: Pawel Re: II-LO-Wr IP: *.uc.nombres.ttd.es 31.03.02, 23:14
          Jezeli sie nie myle, to w tej chwili jest to ulica parkowa, ale za moich czasów
          nazywala sie: Rozenbergów.
          50 lat! Jestem ciekaw, jak wtedy bylo. Pamietam taki film;"Wielki bieg", który
          byl krecony akurat w "dwójce". To chyba byly, mniej wiecej, Twoje czasy.
          Jak masz ochote na zwierzenia, to zapraszam.
          PS. Ja sie tam uczylem w takze ciekawych latach 80-tych
          Pozdrowienia.
          • Gość: Młodzian Re: II-LO-Wr IP: *.gdynia.cvx.ppp.tpnet.pl 01.04.02, 02:41
            Czeeeeeeeeeeeeeee !
            ~Tak to właśnie w moich czasach zmieniona na Rozenbergów. Wtedy to ca 50%
            uczniów przesunięto do zawodowych szkół. To nie były najciekawsze czasy.
            Powiem tylko tyle, że rosyjskiego zaczęła uczyć niejaka Bravermann
            ( " od naszych") z Leningradu, a jej mąż był dyrektorem "klęczkowskiej". Brr!
            To chyba lepiej nie wspominać. A tak mi się napisało by oddać atmosfrę tamtych
            dni. Ten film kręcino conajmniej 10~15 lat później.
            Po ukończeniu dwójki jeszcze przez rok żył Stalin.
            Jedno co sympatyczne to nagroda za wyniki maturalne,którą jako jedyny dostałem
            w tej formie, to bilet na mecz piłki nożnej POLSKA - RUMUNIA (3:3).
            Inni dostawali - o ile dostawail - to jakieś państwowotwórcze bzdety.
            Może dlatego, że byłem "wcześniak" zdając maturę jako 16-stolatek.
            Serdecznie pozdrawiam z "morskiej" części Kraju wszyskich dwójkowiczów.
            • Gość: pawel Re: II-LO-Wr-dla Mlodziana i nie tylko IP: *.uc.nombres.ttd.es 02.04.02, 01:28
              Gość portalu: Młodzian napisał(a):


              > To chyba lepiej nie wspominać. A tak mi się napisało by oddać atmosfrę tamtych
              > dni. Ten film kręcino conajmniej 10~15 lat później.
              > Po ukończeniu dwójki jeszcze przez rok żył Stalin.

              Na pewno bylo trudno w tamtych czasach, choc z drugiej strony zawsze sobie
              myslalem, jakim bylbym czlowiekiem zyjac i uczac sie wlasnie wtedy.
              Tu musze sie przyznac, ze w moich czasach, nalezalem do tej czesci spoleczenstwa,
              która niezabardzo godzila sie z istniejacym ukladem.
              Zawsze wtedy myslalem, czy bylbym w stanie utrzymac swoja posture w czasach
              stalinizmu. Czy tez bylbym taki pewny siebie?
              Dochodze do wniosku, ze z pewnoscia moje poglady i caly ja byly by zupelnie
              odmienne. I tylko mam taka nadzieje, ze móglbym zyc (wtedy) w zgodzie z wlasnym
              sumieniem.
              Prosze, jezeli nie bedzie to dla Ciebie zbyt bolesne, opowiedz cos jeszcze o
              tamtych czasach.
              Z nauczycieli, których ewentualnie, mogles poznac, a którzy mnie uczyli to: pani
              Domanska (jezyk rosyjski) i pan Babula (geografia)
              Ja chyba nie bylem tak dobrym uczniem jak Ty; oblalem mature, choc rok pózniej ja
              zdalem w XI-LO (na Sepolnie). Nie chcialem zdawac w dwòjce, poniewaz nie mialem
              zbyt dobrych ukladów z ówczesnym dyrektorem (Dutkiewiczem). Wielu profesorów mnie
              przed nim bronilo; p. Zygadlo-historyk i paru innych.
              Pozdrowienia dla wszystkich absolwentów, równiez z nad morza, tylko troche innego.
              PS.Nie wiem, czy sie odezwe w tym tygodniu, ale w weekend na pewno tak
              • Gość: RoSe Re: II-LO-Wr IP: *.media4.pl 10.05.05, 09:37
                Sorry. Dopiero przed chwilą zobaczyłem sortowanie ( "drzewko odwrotne" ),
                chociaż jest tuż przed oczami. Już chciałem odwracać monitor do góry podstawką.
                No , jeśli tyle razy napisałem , to dla starszych roczników, którzy ( które ?)
                są za granicą, jeszcze ciut info dla pobudzenia nostalgii. Nauczycieli pominę,
                bo trochę o nich jest, a o sprawach przyziemnych cisza.
                Arkady oddzielono takim murkiem szklanym ( jak to się nazywa ? ) i utworzono
                tam rozbieg i skocznię do skoku w dal. Fatalnie wygląda, ale w końcu to szkoła
                sportowa. Boisko asfaltowe z przodu się rozpada. Jeśli jeszcze kształcą
                piłkarzy ręcznych, to ci pewnie trenują w paskudnej z zewnątrz hali , którą AZS
                wybudował w miejsce ogródka uprawianego "tymi rencami". Tutaj cały koloryt
                otoczenia diabli wzięli. Boisko lekkoatletyczne z tyłu niby jeszcze ładnie
                wygląda, ale dawno bez bramek i jakby mało używane. Mogę się mylić, bo rzadko
                bywam w tej okolicy, ale takie wrażenie odnoszę. Pomnik Wandy Rutkiewicz ma
                rozwaloną tablicę pamiątkową. Już dawno zlikwidowano kiosk "Ruchu" przy prawej
                bramie. Ulica ma pełno dziur. Sytuację ratują kasztany i słońce. Pewnie
                pamiętacie, jak przyjemnie było iść do ( lub ze ) szkoły w takiej scenerii,
                przy ćwierkaniu różnych wróbli ? Tylko ta blondynka już tędy nie chodzi.
        • lukasz_kaskader Re: II-LO-Wr 07.01.06, 18:33
          to super szkola. jak przyszedłem do pierwszej klasy to za "winklem" gdzie wszyscy palili papierosy było 5 roznych osob ktore sprzedawały trawke. to były czasy. kazdy dostawca dbał o klienta a nie to co teraz.;] a i najwiekszym katem z grona był niejaki Geło ktory uczły ekonomii. stary dziadyga! pozdro dla rocznika 82
          • Gość: Ewa noc IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.01.06, 01:33
            Czy wiecie, ze rzadko,czytam tak wywazone i rozsadne wypowiedzi! Sama jestem a
            polityczna ,drazni mnie kiedy rozmowcy na sile usiluja w rozny nawet
            niewybredny sposob przeciagnac innych na swoja strone, a tu prosze kultura.
            Zasmucila mnie ostatnia wypowiedz,czy wszystko w waszym pokoleniu
            lukaszu-kaskaderze musi sie laczyc z trawka? Nigdy nie mialam do czynienia z tym
            co dla ciebie tak wazne i wiesz zyje i to swietnie i mam pewnosc, ze mozg mi nie
            wysiadzie tak szybko jak wam.Mam tez pewnosc, ze mysmy mieli znacznie wiecej od
            was fantazji,umielismy i umiemy zyc pelnia zycia bez...
            Wiem tez ze pomyslisz,ze truje ,to normale,zawsze tak jest,dojdziesz do naszych
            lat i wtedy zroumiesz w czym rzecz
            Grochockiego tez szanowalam,bo choc nie znosilam fizyki i balam sie G,on zmusil
            mnie do nauki,co prawda uczylam sie na pamiec,co szybko wyszlo, jednak uznal to
            .Trzymal mnie zawsze w pierwszej lawce sama i caly czas obserwowal.No i udalo
            sie,nigdy nie nawalilam.
      • Gość: Młodzian Re: II-LO-Wr IP: *.starogard.dialup.inetia.pl 06.04.02, 04:22
        Czeeeeeeeeeeeeee !
        A my się jeszcze spotykamy. B. często u podnóży Ślęży w SULISTRZOWICZKACH
        ( czy jakoś tak). Czasem podam Wam jakieś dobne fakty " z przeszłości.
        Dzisiaj takie oto:
        1. Naprzeciwko naszej"Budy" mieszkali kiedyś razem ŻUKROWSKI I DYGAT. Wtedy
        byli to kawalarze.Hodowali osła, który od świtu okropnie darł mordę.
        Zamieszkali w okolicy (koło WSWF- to późniejsza AWF)profesorowie rozpętali
        ztego powodu burzę na łamach "Słowa Polskiego". Jednak osioł przeżył.
        Jak się później okazało nie jeden tylko. I to by było na tyle.
        Słuchaj "Yenot" mam odruchową sympatię do tej ksywy. Byłem bowiem założycielem
        Koła Łowieckiego (i pierwszym statystycznie łowczym tegoż) w Turoszowie.
        Kiedyś znowu coś dopiszę-abu-abu.
        Pozdrowienia. O kłopotach z maturą się nie martwcie. W naszej małomaturalnej
        (było kiedyś coś takiego jak t.zw. "mała matura") klasie było nas 57-miu.
        Maturę w pierwszym terminie zdało po wszystkich "obcinkach" zaledwie 11 osób.
        No ale fizyki uczyła nas studentka Marii Curie -Skłodowskiej z Sorbony i jej
        córka. Ale ta pani , to już po krajowym uniwersytecie. Pozdrowienia !
    • Gość: yenot Re: II-LO-Wr IP: 195.117.149.* 04.04.02, 10:18
      Hi !
      Paweł, napisałem Ci parę słów na adres jaki podałeś. Tak, było wtedy fajnie.
      Polski z Dąbrowskim, Niemiecki z Helgą :), chemia z Jastrzębską, fizyka z
      Bigosińską, Matma z Misiową, historia z Zygadło
      Chodziłem do klasy z rozszerzonym niemieckim.
      Na fajkę chodziliśmy pod dąb Jana Dzierżonia. Uchował się na szczęscie po
      powodzi , nawet mu zrobili ładny nowy murek oporowy od strony rzeki.
      Z Babulą byliśmy raz na wycieczce na Ślężę. Miałem z nim geografię w I klasie.
      Nasz buda jest teraz popisana grafitti - cóż - znak czasów, niestety.
      Maturę zdałem w 87 roku. Nie bez problemów z resztą :)
      Teraz próbujemy z kumplem zebrac naszą klasę i w maju zrobić spotkanie -
      wszystkich się nie da niestety - częśc ludzi rozrzuciło gdzieś po świecie.
      Pozdrowienia na dwójkowiczów !
      yenot@interia.pl
      • Gość: ivana Re: II-LO-Wr IP: *.ppp.get2net.dk 06.04.02, 23:49
        nie zapomne w-fu na waszym boisku ,pobliskie liceum medyczne z niego
        korzystalo.., a takze sali czy auli w 85 kiedy to rozpoczecie roku szkolnego
        liceum med .tam sie odbywalo.cala wasza szkola wywierala na mnie zawsze wielkie
        wrazenia ,wsominam ja jako bardzo duza.czy pamietacie elke brzozowska ?czy ktos
        wie co bylo przed wojna w waszej szkole?w pobliskim liceum med.na bartla byl
        szpital prowadzony przez siostry zakonne.uwazam ze cala okolica jest na prawde
        ciekawa i niesamowita.
        • e.n.o.l.a Re: II-LO-Wr 20.04.02, 00:34
          Okolica jest (lub byla) naprawde fajna. Nie wspominajac o Parku i kanale Odry,
          przez ktore Dwojka jest chyba najpiekniej polozonym ogolniakiem, ale ci
          wszyscy super faceci z AWF-u, szwendajacy sie w poblizu, hehe.
        • zwako Re: II-LO-Wr 04.05.02, 01:02
          Gość portalu: ivana napisał(a):
          czy ktos
          >
          > wie co bylo przed wojna w waszej szkole?w pobliskim liceum med.na bartla byl
          > szpital prowadzony przez siostry zakonne.uwazam ze cala okolica jest na prawde
          > ciekawa i niesamowita.

          Za moich czasów mówilo sie, ze przed wojna miala to byc szkola "hitlerjungen".
          Zbudowana na planie swastyki, ale zdazono tylko wybudowac dwa skrzydla.
          Nie wiem, czy to prawda, ale znajac hitlerowskie pomysly architektoniczne
          (Sepolno w ksztalcie orla itd) jest to mozliwe.
      • e.n.o.l.a Re: II-LO-Wr 20.04.02, 00:31
        Hej yenot! Zdawalam mature w 90, tez po klasie z rozszerzonym niemieckim.
        Dlaczego wszystkie nazwiska oprocz Zygadlowej sa mi nieznane?
        Pozdrowionka, Enola
        • Gość: yenot Re: II-LO-Wr IP: 195.117.149.* 22.04.02, 12:15
          e.n.o.l.a napisał(a):

          > Hej yenot! Zdawalam mature w 90, tez po klasie z rozszerzonym niemieckim.
          > Dlaczego wszystkie nazwiska oprocz Zygadlowej sa mi nieznane?
          > Pozdrowionka, Enola

          Hmm, nie wiem. Dąbrowski odszedł chyba jak zdałem mature, Bigosinska jeszcze
          pracuje, Jastrzębska tez.
          Pewnie mialas z innymi nauczycielami.
          Pozdro.

      • bubi3 Re: II-LO-Wr 07.05.02, 10:08
        Cześć.Chodziłem do II w latach 84-88 do klasy biol-chem z niemieckim.Miałem
        ksywkę Fragles lub Depesz w zależności od towarzystwa.Pamietam dyr.
        Dutkiewicza ,który ścigał mnie za postawione włosy, spodnie w kratkę i buty
        glany ( no i fajki oczywiście),Helgę z niemieckiego , Kudzbalską z chemii-co to
        była za straszna baba,Jaworskiego z w-f, historycę Zygadło-ta była bardzo
        fajna,Kazimierczaka z PO -co go ponoć wywalili za pijaństwo, Pruchnicką z
        matmy,Ładosza z fizyki.Pamietam miłe chwile po Dębem Jana Dzierżonia z fajkami
        lub nalewką Kama , tudzież jeszcze milsze gdy całowałem tam kilka moich
        szkolnych miłości.Jedna z nich Asia C. złamała mi serce tak ,że do dziś kiedy
        czasem jestem w pobliżu szkoły to mocniej bije mi serce.Pozdrawiam wszystkich
        absolwentów.
        • Gość: Obcy Re: II-LO-Wr IP: *.sorco.no 08.05.02, 09:56
          bubi3 napisał(a):

          > Cześć.Chodziłem do II w latach 84-88 do klasy biol-chem z niemieckim.Miałem
          > ksywkę Fragles lub Depesz w zależności od towarzystwa.Pamietam dyr.
          > Dutkiewicza ,który ścigał mnie za postawione włosy, spodnie w kratkę i buty
          > glany ( no i fajki oczywiście),Helgę z niemieckiego , Kudzbalską z chemii-co to
          >
          > była za straszna baba,Jaworskiego z w-f, historycę Zygadło-ta była bardzo
          > fajna,Kazimierczaka z PO -co go ponoć wywalili za pijaństwo, Pruchnicką z
          > matmy,Ładosza z fizyki.Pamietam miłe chwile po Dębem Jana Dzierżonia z fajkami
          > lub nalewką Kama , tudzież jeszcze milsze gdy całowałem tam kilka moich
          > szkolnych miłości.Jedna z nich Asia C. złamała mi serce tak ,że do dziś kiedy
          > czasem jestem w pobliżu szkoły to mocniej bije mi serce.Pozdrawiam wszystkich
          > absolwentów.
          To jest niezly opis bubi.
          To co jest super ze my, nieco starsi, tez stalismy "pod debem" w czasach
          szkolnych. To byl azyl, po drugiej stronie plotu, gdzie szklona wladza nie
          siegala.
          Bibi, wyscie juz chyba nie nosili "tarcz"?

          • Gość: bubi3 Re: II-LO-Wr IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 08.05.02, 11:12
            Jeśli pytasz o tarcze , to już ich nie nosiliśmy. Wymagano jedynie dość
            skromnego wygladu , dlatego mój i kilku innych uczniów trochę ekscentryczny
            wygląd był tępiony przez ś.p.dyrektora Dutkiewicza.Właśnie ów dyrektor
            zwolennik przewodniej roli PZPR jeździł bodaj czerwonym wartburgiem.Około roku
            1986 przyszedł do szkoły nowy fizyk- Ładosz , który jeździł jakimś zachodnim
            samochodem. Jak na tamte czasy w Polsce to robiło wrażenie. Zwłaszcza kiedy
            parkował obok wartburga Dutkiewicza. Jeśli chodzi o Ładosza , to był synem
            niejakiego Bernarda Ładosza -czołowego filozofa marksistowskiego PRL-u i
            podczas lekcji fizyki wtrącał pomiędzy wzory sentencje swego ojca , iż "kiedyś
            wszyscy ludzie będą robotnikami".
            • Gość: Obcy Re: II-LO-Wr IP: *.daxnet.no 08.05.02, 20:34
              Gość portalu: bubi3 napisał(a):

              > Jeśli pytasz o tarcze , to już ich nie nosiliśmy. Wymagano jedynie dość
              > skromnego wygladu , dlatego mój i kilku innych uczniów trochę ekscentryczny
              > wygląd był tępiony przez ś.p.dyrektora Dutkiewicza.Właśnie ów dyrektor
              > zwolennik przewodniej roli PZPR jeździł bodaj czerwonym wartburgiem.Około roku
              > 1986 przyszedł do szkoły nowy fizyk- Ładosz , który jeździł jakimś zachodnim
              > samochodem. Jak na tamte czasy w Polsce to robiło wrażenie. Zwłaszcza kiedy
              > parkował obok wartburga Dutkiewicza. Jeśli chodzi o Ładosza , to był synem
              > niejakiego Bernarda Ładosza -czołowego filozofa marksistowskiego PRL-u i
              > podczas lekcji fizyki wtrącał pomiędzy wzory sentencje swego ojca , iż "kiedyś
              > wszyscy ludzie będą robotnikami".
              A propos reminiscencje z czasow PZPR.
              Nasza wychowawczyni p. Tuzinkiewicz przyszla kiedys na lekcje wychowawcza z
              wiadomoscia ze mamy wypelnic deklaracje (trzymala je w garsci).
              Jakie dekalracje, deklaracje wstapienia do ZMS.
              I to nie zeby byla szczegolnie partyjna, ona po prostu wypelniala polecenie dyra.
              Po tym dniu szkolnej organizacji ZMS przybylo 28 nowych czlonkow.
              Jedna z ciekawszych jej odpowiedzi wspominam do dzis.
              Na lekcji "wiedza o Polsce i swiecie wspolczesnym" zadalem jej pytanie czy moze
              nam cos powiedziec nt. czerwca 56 w Poznaniu. Nie, nic nie wiem bylam wtedy na
              wycieczce w czeskiej Pradze.
              • zwako Re: II-LO-Wr 09.05.02, 16:12
                Troche wczesniej niz za czasów bubi-ego, zalozono w dwójce TPPR i ZSMP.
                Przyjazn z rosjanami zaproponowala prof. Domanska (rusycystka) i sporo
                osób sie zapisalo do TPPR, bojac sie o oceny z jezyka. Jednak Domanska
                jaka byla, taka byla, ale byla uczciwa. Nikt nie mial taryfy ulgowej z racji
                przynaleznosci do TPPR.
                ZSMP zalozyl prof. Chudzik (geograf). Sam proces powstania byl jakos
                utajniony. Jak gdyby ludzie sie wstydzili. Ale kiedy sie dowiedziano kto jest
                przewodniczacym, nasikano mu do butów na jednej z lekcji wf-u
                Choc to byly czasy (póznej) komuny.
                Szkoda bylo chlopaka. Naprawde nie glupi. Raczej broniacy juz umierajacej
                idei. Chodzilem z nim do klasy i czesto dyskutowalismy. Szczególnie na
                lekcjach u prof. Wesolowskiego (historyk - ale ja mialem z nim PO)
                • Gość: bubi3 Re: II-LO-Wr IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 10.05.02, 11:48
                  Pamiętam Domańską , Chudzika i Wesołowskiego. z tymi doma ostatnimi miałem
                  nawet jakieś tzw. zastępstwa.Wesołowski uchodził za tzw. uczciwego historyka ,
                  który mówił na lekcjach prawdę o niewygodnych dla komunistów faktach
                  historycznych.Chudzik uchodził za nieszkodliwego.Domańska podobno , bo znam
                  tylko opowieść o tym, a nie byłem tego świadkiem , wyrzucała zeszyty uczniów za
                  okno , kiedy jej podpadli.Czy ktoś pamięta Rogowską z polskiego i Głoda z
                  historii?
                  • Gość: yenot Re: II-LO-Wr IP: 195.117.149.* 14.05.02, 12:52
                    Hej Dwójkowicze !
                    Głod był na rewelacyjny !. Kolega z klasy E notował wszystkie Jego śmieszne
                    powiedzonka z lekcji. Potem czytalismy je przed W-F - mielismy razem. Kupa
                    śmiechu !
                    Słuchajcie, słuchajcie - udało mi się zebrać CAŁĄ klase po 15 latach od matury.
                    mamy spotkanie 18/05. Niektórych nie widziałem całe 15 lat ! A jakie
                    emocjonujące były poszukiwania ludzi poświecie ! Niesamowite.
                    Oj, będzie się działo !
                    • Gość: Bubi3 Re: II-LO-Wr IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 15.05.02, 10:38
                      Sławnym powiedzonkiem Głoda było zapytanie do ucznia : Wiesz? Nie
                      wiesz?.Wykonywał przy tym ruchy rękoma , które symbolizować miały wg niego
                      szale wagi.Wyglądało to komicznie. Często zdarzało mu się przy tym chodzić do
                      tyłu co powodowało potknięcia i utratę równowagi. No i jego sławny zez , który
                      powodował ,że nie wiadomo było gdzie patrzył i kogo pytał.
                      U mnie mija 14 lat od matury , więc musiałem być rok niżej od ciebie. Chodziłem
                      do E.Pozdrowienia.
                • _enola Re: II-LO-Wr 11.05.02, 17:19
                  zwako napisał(a):

                  > ZSMP zalozyl prof. Chudzik (geograf).

                  Och, to jeden z moich ulubionych profesorow, byl naprawde swietny :-))) Dla
                  niego zdawalam mature z geografii, hehe. Za moich czasow pewnie juz nie bylo
                  ZSMP... ;-) a i on byl juz mocno pobielony na glowie.
                • Gość: rybak Re: II-LO-Wr IP: 62.233.144.* 21.05.02, 18:01
                  ZWAKO, napisz do mnie, zdaje się, że chodziliśmy do tej samej klasy (choć tylko
                  na niewiele lekcji razem - oto masz zagadkę do rozwiązania!).
                  Wiem dość dokładnie, jak to było z powstaniem, a przedtem z niepowstawaniem
                  ZSMP. Będzie to więc historyjka oryginalna - w obu znaczeniach słowa.
                  Dutkiewicz wymyślił, że zleci to zadanie pewnemu nauczycielowi, z którym miał
                  na pieńku - nic wielkiego, chodziło o to, że tamten powiedział podczas odprawy
                  wychowawców w gabinecie dyrektora pod koniec kwietnia, że ani on, ani jego
                  klasa nie wybierają się na pochód 1-majowy (wiosna 1984r.) Nie wiem, czym się
                  Dutkiewicz kierował: czy to głupota, prowokacja, czy upojenie władzą? Na
                  konferencji rady pedagogicznej bodajże na początku nowego roku szkolnego, kiedy
                  nikt nie chciał się podjąć zorganizowania ZSMP, Dutkiewicz ubrał to w formułę
                  protokołowanego polecenia służbowego i wskazał owego nauczyciela jako
                  wykonawcę. Od tej pory co jakiś czas toczyli takie mniej więcej rozmowy: "- No
                  i jak tam , panie kolego, co słychać z naszym ZSMP? - Dziękuję, panie
                  dyrektorze, wszystko w porządku, pamiętam o tym." Trwało to dość długo,
                  przynajmniej rok, może półtora, może nawet dwa - nie potrafię odtworzyć. Z
                  czasem Dutkiewicz zaczął okazywać lekkie zniecierpliwienie, potem
                  niezadowolenie, aż wreszcie coś rzucił o wyciągnięciu konsekwencji na kolejnej
                  radzie pedagogicznej. Faktycznie, kiedy nadeszła, jednym z punktów było
                  sprawozdanie z działalności ZSMP. Zgłoszone ustnie do protokołu brzmiało mniej
                  więcej tak: "ZSMP nie zostało powołane wobec braku widocznego zainteresowania
                  młodzieży, a nawet wobec wyraźnie niesprzyjającej takim inicjatywom atmosfery w
                  szkole i w kraju". Tutaj Dutkiewicz się lekko spienił i oświadczył, że jest to
                  nieposłuszeństwo i niewykonanie polecenia służbowego, a także wyraz
                  nieudolności i zaniedbania sprawy przez nauczyciela, któremu powierzył to
                  odpowiedzialne zadanie. I że tak właśnie należy zapisać to w protokole.
                  ("Protokół" był jednym z magicznych słów tamtej epoki.) Na co
                  nauczyciel: "Jeśli szukamy prawdziwych powodów niepowołania ZSMP, a zatem i
                  winowajcy, to proszę w tym miejscu zaprotokołować jako moje wyjaśnienie, że
                  prawidłowa organizacja pracy i zwykła umiejętość kierowania zespołem wymagają,
                  by przełożony znał swoich pracowników i wiedział, komu jakie zadania należy
                  przydzielać." O ile wiem, żadna z tych sentencji nie znalazła się ostatecznie w
                  protokole, w każdym razie sprawa pozostała bez konsekwencji słuzbowych i
                  rozeszła się po kościach. Na tej samej sesji misję stworzenia ZSMP otrzymał
                  prof. Chudzik.


                  • zwako Re: II-LO-Wr- to chyba oczywiste 22.05.02, 01:18
                    Gość portalu: rybak napisał(a):

                    > ZWAKO, napisz do mnie, zdaje się, że chodziliśmy do tej samej klasy (choć tylko
                    >
                    > na niewiele lekcji razem - oto masz zagadkę do rozwiązania!).

                    Niewiele juz dzisiaj pamietam. Cos mi jednak swita. Z tego co opisujesz, wydaje
                    mi sie, ze mogla to byc tylko jedna osoba: prof. Dabrowski (polonistyk).
                    Jezeli sie myle to mnie popraw.
                    Tez mógl byc to prof. Ciborski (matematyk), ale on chyba przyszedl do dwójki
                    troche pózniej.
                    Do Dabrowskiego mialem tylko jedna pretensje. Zostawil nasza klase po pierwszym
                    roku. Ten czlowiek mial cos w sobie specjalnego. Choc tylko uczyl mnie przez rok,
                    ale dal mi do myslenia na pare nastepnych lat.
                    Pamietam, ze kiedys w jakas "pracujaca" sobote uczniowie chcieli koniecznie
                    ogladac odcinek serialu "Czterech pancernych i pies". (Ja wtedy nie bylem. Nie
                    chodzilem do szkoly w zadna sobote.)Dabrowski sie nie zgodzil i tlumaczyl, ze
                    jest to falszywy obraz wojny. Od tego czasu wiele sie zastanawialem, czym nas
                    karmia w TV.
                    Innym razem, rzucil tylko temat; Wyobrazcie sobie co byscie nosili teraz na szyi,
                    gdyby Chrystusa nie ukrzyzowano, tylko naprzyklad, powieszono na orce, albo
                    zgilotynowano? Oczywisci odpowiedz byla prosta, ale uswiadomila mi, ze nosze na
                    piersi miniaturke szafotu. Tak oczywiste, ale nigdy wczesniej nie zastanawialem
                    sie nad tym.
                    Nie chce, zeby mnie zle zrozumiano. Nie chodzi o to, jakie poglady religijne
                    mial Dabrowski. On tylko próbowal zmusic nas do myslenia, nad rzeczami, które
                    wydawaly sie oczywiste.

                    Wspomnialem, ze nie chodzilem w soboty do szkoly. Czasami owszem, kiedy sie
                    umówilem na partie siatkówki, ale nie byly to soboty pracujace.
                    Byla to moja forma protestu. Zawsze myslalem, ze mnie za to wyrzuca, ale nigdy
                    nie mialem ztego powodu problemów. Jak sie okazalo po czterech latach, wszystkie
                    moje nieobecnosci usprawiedliwiala (narazajac sie) prof. Zygadlo, moja
                    wychowawczyni. Ja sobie nie chodzilem, myslac, ze protestuje, ale to ona sie za
                    mnie narazala.(Tu wielki uklon w Jej strone.)

                    Jeszcze jedna sprawa. Chudzik.
                    Byl jednym z bardziej lubianych prof.-ów.
                    Jednak czlowiek ten przyszedl do szkoly po pracy w milicji.
                    Z tego powodu odczuwalem do niego jakas rezerwe. Ale tez musze przyznac, ze pare
                    razy mnie ostrzegal o zamiarach dyrekcji. Choc moglo to byc ze wzgledu na mojego
                    ojca (znali sie jeszcze z dziecinstwa)
                    Pamietam, ze bylismy z nim na wycieczce w komedzie wojewódzkiej, która to pózniej
                    odwiedzalem juz bez Chudzika i bez zaproszenia, tylko w "obraczkach".

                    Rybak. Jezeli cos jeszcze pamietasz, to zapraszam.

                    Narazie tyle.
                    Czekam na odpowiedz.

                    pozdr.

                    • Gość: rybak Re: II-LO-Wr- to chyba oczywiste IP: 62.233.144.* 22.05.02, 15:47
                      Też coraz mniej pamiętam, ale zobacz mój dopisek do listu o wydeptanym w śniegu
                      napisie "Solidarność" - przeczytaj.
                      Rafała Kosmalskiego znam - i to zawsze z dobrej strony. Wyglądało, że pochodzi
                      z rodziny inteligenckiej, dużo wie, a zwłaszcza że ma tzw. zaplecze
                      światopoglądowe - zasługa rodziców, rodziny, wychowania. W wieku lat 15/16/17
                      nie jest to zjawisko częste ani oczywiste. Skończył prawo, chyba gospodarcze
                      albo finansowe, i ma kancelarię. Zawsze był porządnym facetem, ale też jest
                      dziś podobno uczciwym prawnikiem. Trudno o lepszą pochwałę. Czasem wydaje się,
                      że "uczciwy prawnik" to sprzeczność w założeniu, gatunek wymarły, a tutaj
                      proszę bardzo: istnieje taki egzemplarz!
                    • Gość: rybak Re: II-LO-Wr- to chyba oczywiste IP: 62.233.144.* 22.05.02, 15:57
                      Jeszcze uzupełnienie: Dąbrowski miał 5 klas pierwszych i 1 drugą: po pierwsze
                      za dużo na etat, po drugie dostawał joba, jak miał po raz 5. robić ten sam
                      temat. Zgłosił Dutkiewiczowi, że jedną chce oddać, ten mu kazał wybrać którą, a
                      Dąbrowski wybrał "H" z niemieckim. Jak im o tym powiedział, to się na niego
                      obrazili. Ale później okazało się, że w "H" dojdzie do wymiany 5 czy 6
                      nauczycieli łącznie z wychowawczynią (Jastrzębska - Krzyżanowska), wobec czego
                      zostawili go w "H", a zabrali mu "G".
                      • zwako Re: II-LO-Wr- to chyba oczywiste 22.05.02, 16:42
                        Gos´c´ portalu: rybak napisa?(a):

                        > zostawili go w "H", a zabrali mu "G".

                        Oczywiscie piszac, ze mam pretensje do Dabrowskiego, zartowalem.
                        Chociaz mysle, ze duzo stracilem.
                        Nie chodzi mi o oceny, czy tez nauke. (mature oblalem wlasnie z polskiego,
                        ale to , ze Dabrowski zostawil nasza klase, nie mialo na to wplywu)
                        Powiedzmy, ze pozostal mi jakis niedosyt .
                        Cos co zaczelo sie we mnie budzic, zostalo nagle przerwane.
                        W tamtych czasach, byc przeciw systemowi nie bylo w cale trudne.
                        O wiele odwazniejsza byla postawa Dabrowskiego.
                        Bezkompromisowosc nie tylko w sprawach oczywistych, ale takze próba
                        bycia obiektywnym sprawach, które staly sie sloganem.

                        Domyslam sie, ze sie nie pomylilem; to wlasnie on byl rozwiazaniem Twojej
                        zagatki.

                        Kosmalskiego kiedys odwiedzilem, jak juz pracowal na UW. Bardzo polysial
                        (choc nigdy nie mial za duzo wlosów)
                        Jezeli go kiedys spotkasz, to pozdrów go serdecznie. Jestem przekonany, ze
                        ksywa - "zwako" wystarczy, zeby wiedzial o kogo chodzi.

                        pozdr.

                        PS: Ciesze sie, ze ktos pamieta ten napis na sniegu.
                        Pamietasz moze pisemko "Szkola"?
                        • zwako Re: II-LO-Wr-oczywiste 23.05.02, 17:27
                          Gos´c´ portalu: yenot napisa?(a):

                          > uwaga !
                          > klasa H tez to czyta ! :)

                          Fajnie by bylo, gdyby "klasa H" oprócz czytania, tez cos napisala.
                          (Nie mówie o tobie Yenot.)

                          Wiecej, wiecej wspomnien :))

                          pozdr.
                            • zwako Re: II-LO-Wr-oczywiste 23.05.02, 19:12
                              Gos´c´ portalu: stirlitz napisa?(a):

                              > Chcia?es´ wspomnienia, no to je masz. Ja pamie˛tam wasze (klasa G)
                              przedpotopowe
                              > kufry (nosilis´cie zeszyty w takich 'walizach'). Domys´lam sie˛, z˙e znowu
                              by? to
                              > przejaw jakiegos´ buntu. A kto je wymys´li?? I o co w nich naprawde˛
                              chodzi?o?

                              :))) Teraz mi przypomniales!!!

                              Pamietam, ze podprowadzilem teczke ojcu. Taka typowa, z ciemnej skóry, z
                              lat 50-tych, owinieta paskiem.:))
                              Mialem tez skórzana raportówke. Tylko, ze w czasach raportówek powstala
                              taka glupia "moda";
                              Stales sobie spokojnie na korytarzu. Kolo tylka zwisa Ci raportówka.
                              Gdy nagle; widzisz jak ona fruwa w powietrzu.
                              Ktos z tylu wlasnie Ci ja kopnal z calych sil. Od tak, dla zabawy.:)
                              Kto to wymyslil? Po co?
                              Nie wiem. Na pewno nie byla to forma protestu. Raczej zabawy. Moze
                              glupiej, ale zabawy.

                              Dzieki Stirlitz za wspomnienia.:)

                              pozdr.
                              • Gość: stirlitz Re: II-LO-Wr-oczywiste IP: 195.116.183.* 24.05.02, 12:57
                                No wiesz co, rozczarowałeś mnie. Ty - taki rebeliant, wydeptywacz napisów na
                                śniegu, co to nawet szafocik z orłem w koronie na piersiach nosił, a te teczki
                                to tak sobie, bez powodu? Gorzej nawet - 'moda taka'! Nie chce mi się
                                wierzyć... :-)
                                A propos mody. Zajrzałem na www.lo2.wroc.pl, jak 'kazał' yenot. Są tam jakieś
                                zdjęcia z wycieczek klasowych. Na paru jest gostek w czerwonej koszulce z Che
                                Guevarą. Natępny w kolejce jest chyba Fidel. Za naszych czasów nie do
                                pomyślenia, co?
                                • zwako Re: II-LO-Wr-oczywiste 24.05.02, 16:30
                                  Gos´c´ portalu: stirlitz napisa?(a):

                                  > No wiesz co, rozczarowa?es´ mnie. Ty - taki rebeliant, wydeptywacz
                                  napisów na
                                  > s´niegu, co to nawet szafocik z or?em w koronie na piersiach nosi?, a te
                                  teczki
                                  > to tak sobie, bez powodu? Gorzej nawet - 'moda taka'! Nie chce mi sie˛
                                  > wierzyc´... :-)

                                  Byly jeszcze gorsze "mody" w klasie G. (nie bede o nich pisal, bo prawie mi
                                  wstyd):))
                                  Ty moze jestes rozczarowany, ale dla mnie to cos fajnego. Powspominac
                                  sobie takze dzieciece wybryki. Twój post na prawde byl dla mnie szczególny.
                                  Przypomnialem sobie, ze oprócz "bojownika o wolnosc i sprawiedliwosc",
                                  bylem tez zwyklym uczniem robiacym glupie kawaly.

                                  W gabinecie historycznym u Zygadlowej, byl zamontowany telewizor i
                                  kamera. Sluzyla ona do pokazywania map itp.
                                  Ja siedzialem w pierwszej lawce przy oknie, tuz obok kamery.
                                  Zygadlo miala zwyczaj, podczas wykladu przechadzac sie po klasie, zawsze
                                  tylem do tablicy.
                                  Czesto wiec rysowalismy karykatury i podkladalismy je pod kamere, tak ze
                                  cala klasa mogla je ogladac w telewizorze.
                                  Juz pod koniec 4-tego roku Zygadlo zapytala sie nas z czego sie tak
                                  cieszymy. Oczywiscie objasnilismy jej wszystko.

                                  > A propos mody. Zajrza?em na www.lo2.wroc.pl, jak 'kaza?' yenot. Sa˛ tam
                                  jakies´
                                  > zdje˛cia z wycieczek klasowych. Na paru jest gostek w czerwonej koszulce
                                  z Che
                                  > Guevara˛. Nate˛pny w kolejce jest chyba Fidel. Za naszych czasów nie do
                                  > pomys´lenia, co?

                                  Za naszych czasów nie, ale czasy sie zmieniaja.
                                  Ja sam pracowalem kiedys tutaj (Katalonia) w jednej drukarni i bylem
                                  delegatem zwiazków zawodowych.... komunistycznych.
                                  Jezeli dobrze sie przyjzec, to nie jest az tak wazne, czy to prawica czy lewica.
                                  Wazniejsze, czy masz prawo miec swoje zdanie i jawnie je wypowiadac.
                                  I kiedy ci cos nie odpowiada, masz prawo zmienic samorzad, czy rzad, w
                                  demokratycznych wyborach.
                                  Ja przynajmniej tak to widze. Co nie oznacza, ze teraz glosowalbym w
                                  Polsce na pana Kwasniewskiego, czy Millera.
                                  • Gość: stirlitz Re: II-LO-Wr-oczywiste IP: 195.116.183.* 24.05.02, 17:34
                                    Żebyśmy się dobrze zrozumieli.
                                    To bardzo dobrze, że MOŻNA takie koszulki nosić. Trochę tylko żal, że są ludzie
                                    którzy CHCĄ je nosić. Zwłaszcza u nas, gdzie przez kilkadziesiąt lat mogliśmy
                                    sobie parę spraw przećwiczyć.
                                    'Gorsze mody' w klasie G? - i'm all ears
                                    • zwako Re: II-LO-Wr-oczywiste 24.05.02, 18:34
                                      Gos´c´ portalu: stirlitz napisa?(a):


                                      > 'Gorsze mody' w klasie G? - i'm all ears

                                      Np.: W tym czasie, prawie kazdy mial juz zegarek elektr.
                                      Synchronizowalismy je z dzwonkiem i na 10 lub 20 sekund przed,
                                      zaczynawalismy odliczanke. Na poczatek cicho, a potem coraz glosniej.
                                      Nauczyciele nie wiedzieli o co chodzi. A jak juz wiedzieli, to juz byla przerwa.
                                      (light)

                                      Byl tez krótki okres, gzie wszyscy (-+) przynosili budziki i stawiali na lawce
                                      podczas lekcji. Jezeli sie nie myle, bylo to inspirowane na pewnym koledze
                                      (Maciek W.), który dosyc czesto zasypial.

                                      Tomek Cz. tez wymyslil pare nowych przeklenstw; np. zamiast mówic: "Do
                                      jasnej cholery", mówilo sie: "Do Macka W..."(Nie wiem, dla czego wlasnie to
                                      imie i nazwisko, ale to bylo malo wazne.)

                                      Pozyczalo sie jakas ksiazke lub zeszyt podczas lekcji, a nastepnie oddawalo
                                      sie w troche zmienionym stanie; przewaznie kartki byly "troche"
                                      pomietoszone, albo ich brakowalo. (hard)
                                      Chyba w tej sprawie mielismy jakies nieprzyjemnosci. (i slusznie)

                                      Juz wspomniany Tomek, siedzial czasami w pierwszej lawce i podpowiadal
                                      stojacemu przy tablicy; Gosc próbujac uslyszec podpowiedz starl sie zblizyc
                                      tak, co by nauczyciel tego nie zauwazyl. Tymczasem Tomek szeptal:.......


                                      "Nie wiem, nie wiem, nie wiem....." :))

                                      Moze to bylo okrutne, (szczególnie dla odpowiadajacego) ale wygladalo to
                                      komicznie.

                                      Wiecej grzechów nie pamietam, ale jak sobie przypomne, to napisze.

                                      pozdr.
                              • Gość: tadeusz Re: II-LO-Wr-oczywiste IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 29.04.06, 20:21
                                Byle jeszcze inne "zabawy". Jedna z nich bylo wypuszczanie powietrza z opon
                                mojego roweru i pozostawianie kartki z napisem "Zorro". Inna wypychanie kogos z
                                szatni sali gimnastycznej w bieliznie (a moze i bez?) w czasie dlugiej przerwy
                                (duzo ludzi na korytarzach). Ktos tez ponoc przyniosl pistolet do szkoly i
                                strzelal w czasie przerwy do wiewiorek.
            • zwako Re: II-LO-Wr 10.05.02, 02:05
              Około roku
              > 1986 przyszedł do szkoły nowy fizyk- Ładosz , który jeździł jakimś zachodnim
              > samochodem. Jak na tamte czasy w Polsce to robiło wrażenie. Zwłaszcza kiedy
              > parkował obok wartburga Dutkiewicza. Jeśli chodzi o Ładosza , to był synem
              > niejakiego Bernarda Ładosza -czołowego filozofa marksistowskiego PRL-u

              Ladosz przyszedl, kiedy ja bylem w klasie maturalnej.
              Kiedys, na przerwie kazal mi pozbierac rozrzucone ulotki, ale kiedy mu odmówilem
              poprostu olal mnie i zawolal kogos innego. U Dutkiewicza tak latwo by nie
              przeszlo.

              Bubi. Chyba w twoim roku uczyla sie córka p. Zygadlo - Aska. Masz moze z nia
              kontakt?
              • Gość: Bubi3 Re: II-LO-Wr IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 10.05.02, 11:54
                Aśka Zygadło była chyba w klasie ogólnej z jez.angielskim.Niestety nie mam z
                nią kontaktu.W niedzielę przedzwonię do koleżanki z mojej byłej klasy , może
                ona będzie wiedziała co Aśka teraz porabia , albo będzie znała kogoś kto bedzie
                coś na ten temat wiedział.
                • zwako Re: II-LO-Wr 10.05.02, 17:31
                  Dzieki!
                  Z tego co wiem, Aska sie wydala za pewnego francuza, ale chyba
                  mieszka(la) w Polsce. Chetnie tez bym odnowil kontakt z jej mama`.
                  pozdro.
                  pawel
            • brusia1 Re: II-LO-Wr 05.09.06, 19:57
              Ale poza tym był sympatyczny i spasował przed członkami Oazy oraz Kościola
              Zielonoswiątkowego, kiedy udowadniali mu istnienie Boga. chyba nigdy nikomu nie
              zaszkodził. Kudzbalucha była widziana niedawno i wygląda tak samo jak w czasach
              terroru dwokowego.
        • Gość: RoSe Re: II-LO-Wr IP: *.media4.pl 09.05.05, 18:44
          "....Kudzbalską z chemii-co to
          była za straszna baba,...."

          Ręce przecz od Lodzi ! Lodzia była OK. Miała inklinacje pedagogiczne, filuterny
          uśmieszek i bambosze z czerwonymi pomponikami. Trzeba się było uczyć chemii i
          tyle.
            • Gość: bary Pisanie książek IP: *.net.diw.com.pl / 80.51.231.* 16.03.06, 09:20
              Drogi Plisie, nie było mnie przez dwa dni, w zwiąku z czym nie mogłem cię
              zapytać o coś, co mnie trochę męczy. W którymś ze soich ostatnich postów
              napisałeś, że na emeryturze nie czyta się książek, lecz się je pisze. Sądzę, że
              jest to zawoalowany komunikat. Myśle, że poznałem cię już na tyle dobrze, iż
              mogę z tego wpisu wyciągać pewne wnioski. Zdradź więc mnie i innym forumowiczom
              swój delikatnie skrywany sekret - o czym traktuje książka, nad którą pracujesz ?
              Pozdrawiam
              Jarek
              • Gość: Plis Re: Pisanie i czytanie książek IP: *.futuro.kielce.msk.pl 16.03.06, 14:10
                DROGI BARY. Twój post stawia mnie w o tyle trudnej sytuacji, że forum
                internetowe nie znosi wywodu a pytanie i sposób jego zadania zobowiązuje do
                rzetelnej odpowiedzi. Nie da się go skwitować, jak trudnego pytania Zwako,
                pólzartem. Nie pisałem że nie czyta się, ani że nie należy czytać książek tylko
                że nie wypada tego robić. Był to półzart umieszczony w kontekście wymiany zdań
                która rozbłysła. Pół, dlatego że, najczęściej na emeryturze nawet jeśli się
                intensywnie chce, to niekoniecznie można a już napewno nie intensywnie.
                Natomiast że wypada pisać to jest najprawdziwsza prawda. Z wielu powodów.
                Przytoczę jeden tylko. Nasze rodzinne i środowiskowe tradycje są zazwyczaj
                niezasłużenie płytkie. Choćby tradycje naszej szkoły.Lista absolwentów
                niepełna. Listy nauczycieli brak prawie zupełny nie mówiąc nawet o ich, często
                chwalebnych życiorysach. Jedynie życiorys(?) Zastępcy Członka Komitetu
                Wojewódzkiego PZPR robi za historię naszej szkoły, na jej półoficjalnej stronie
                www. Wydeptywanie prawdy na śniegu czy na ugorze wcale więc się nie zakończyło.
                Treść mojego postu nie zawierała, jak podejrzewasz, żadnej kryptoreklamy moich
                literackich dokonań. Boże broń! Jeśli chodzi o jedno moje dzieło to napisałem
                już (bądź dopiero) wielokrotnie zmieniany tytuł: BYWA I TAK. Drugie, bardziej
                zaawansowane dzieło, z niespotykaną u mnie pracowitością, tkam tu, razem z wami
                na tym forum. Nie domyślamy się sądzę, jak wiele niesie ono treści. Pomyśl,
                dlaczego nas tu tylu dalszych i blższych emigrantów a tak mało wrocławian
                (kochajmy ich za to tymbardziej). Dlaczego zupełnie brak świeZo upieczonych
                absolwentów nie mówiąc o uczniach? Dlaczego Wikę wkurza to co my chłoniemy z
                uwagą zeby nie powiedzieć nabożeństwem. To nieprawda że jast od nas głupsza czy
                gorsza. Wiem że nie odpowiedziałem ci na pytanie ale najwyższa pora kończyć.
                • Gość: bary Re: Pisanie i czytanie książek IP: *.net.diw.com.pl / 80.51.231.* 16.03.06, 14:44
                  Drogi Plisie, marnujesz oczywisty talent - snując takie wywody mógłbyś zostać
                  politykiem - udzieliłeś prawie wyczerpującej odpowiedzi nie poruszając prawie
                  zagadnienia. Przypomina mi się kawał, jak to na zebranie partyjne wpada
                  spóźniony jej członek i pyta:
                  -długo już mówi prelegent ?
                  -długo odpowiada kolega
                  -a o czym?
                  -tego jeszcze nie powiedział
                  Jeśli chodzi o nasze forum, to muszę się z Tobą zgodzić w całej rozciągłości,
                  choć był czas że, jak sam pisałeś, wolałeś przyglądać się z boku. Jest to dowód
                  na to, że najtwardsi pękają pod urokiem forum.
                  Pozdrawiam
                  Jarek
                  P.S.Fajnie, że Ewa już wróciła - odczuwałem bolesny brak "naszej maskotki" jak
                  nazwał ją Plis.
                  • Gość: Plis Re: Pisanie i czytanie książek IP: *.futuro.kielce.msk.pl 16.03.06, 16:58
                    Przeceniasz mnie Jarek. Politykiem (lokalnym) już byłem. To i ciekawe i zabawne
                    doświadczenie. O Ewie i nie tylko, bez wymieniania z imienia, starałem sie
                    powiedzieć. Boję się egzaltacji w takich przypadkach i pilnuję aby nadto nie
                    wychyliło się to co mi gra w duszy. Że was kocham przecież nie ukrywam. Cieszy
                    mnie wszysto co podzielamy i wszystko co do czego się nie zgadzamy. Ewę chcę
                    zapytać o to samo o co pytałem Drotę, czy oni są szkolnym czy klasowym
                    małżenstwem, i czego szukała w Tybecie. Może zbiorę się na odwagę.Narazie.
                    • Gość: Ewa Re: Pisanie i czytanie książek IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.03.06, 23:51
                      Ja tez mam mnostwo pytan. Co pognalo Pawla do Katalonii? A Ciebie Plisie jak
                      rozumiem na wschod kraju?Co bylo powodem wyjazdow innych naszych interlokutorow?
                      Kazde zycie jest nad wyraz ciekawe,bo nigdy takie same.
                      Z mojego doswiadczenia wiem,ze ciagle sie zmieniamy, a plynace lata cos
                      wymuszaja albo pozwalaja robic to czego sie nie spodziewalismy po sobie.
                      Ostatnio napisalam piec opowiadan,dlaczego? Bo mi sie po nich lepiej zrobilo,bo
                      balam sie ,ze umkna historie. I tylko jedno dalam paru osobom do
                      przeczytania.Nie sadze, zebym dala wiecej, w kazdym razie nie teraz,choc opinie
                      byly pochlebne.
                      Kiedys pisalam, ze moj maz byl klase nizej niz ja,znalam go w szkole z
                      widzenia,wtedy tak latwo nie nawiazywalo sie znajomosci. Tak sie zlozylo,ze z
                      matka budowali na Zalesiu dom, a ja zawsze mialam psy i chodzilam na
                      spacery,takze zawazyla dzielnica, a nie szkola.
                      W Tybecie szukalam tego co znalazlam.Przestrzeni,grozy, zapachu,braku tchu i
                      szumu w glowie,koloru,dymu,czystych rzek, wlosow Tybetanczykow podobnych do
                      sierci jaka,twardych mezczyzn z kolczykami w uszach i kobiet spiewajacych
                      urokliwie przy pracy,bezdrozy i blota i nawet tego ze sie trzeba nauczyc siusiac
                      w pelnym sloncu przy wszystkich np na drodze,ja mialam fart bo zawsze chodze w
                      spodnicy. Na wysokosci 5300 metrow odbiera sie swiat inaczej niz na
                      nizinach,wsrod roznokolorowych flag modlitewnych,mozna umrzec albo sie
                      odrodzic.Jestem przekonana,ze kazdy czlowiek tam odczuwa cos osobistego innego,
                      no chyba,ze jest malo wrazliwy.A jeszcze do tego widzalam tam pierwszy raz w
                      zyciu dudki,ptaki wielkosci naszych synogarlic.
                      Podroze w moim przypadku ucza pokory.Im wiecej widze tym mniej mowie o tym co
                      widze i czego doswiadczam.
                        • Gość: bary Re: Pisanie i czytanie życia IP: *.net.diw.com.pl / 80.51.231.* 17.03.06, 08:24
                          Plisie, Ewa nie musiała tego pisać (tybetańska przygoda), bo i tak wiedziałeś
                          to, o czym rzekomo się dowiedziałeś, jesteś na to zbyt przenikliwy - i nie mów,
                          że Cię przeceniam. O tym, co ludzie myślą nie świadczą ich wypowiedzi, ale to,
                          o czym nie piszą, co pomijają lub przemilczają.
                          A propos kielecczyzny (krainy wiecznie latających scyzoryków) chciałbym
                          powiedzieć, że w połowie jestem kielcokiem - tato urodził się w 1937 w
                          Przełaju, tj. małej wsi niedaleko Jędrzejowa, znanego z bogatego muzeum
                          zegarów. Jak sądzę Plisie, byłeś tam, więc może mógłbyś nam coś o rzeczonym
                          muzeum opowiedzieć - w końcu "czas" jest tematem, który często poruszamy na
                          forum.
                          Pozdrowienia dla wszystkich
                          Gorące całusy dla Ewy
                          Jarek
                          • Gość: Plis Re: Pisanie i czytanie życia IP: *.futuro.kielce.msk.pl 17.03.06, 14:45
                            Witaj Bary.Także z tożsamością u mnie jest pokrętnie. Urodziłem się w Ostrowie
                            Wielkopolskim. Na krótko w wieku 11 lat wyłuskany za granicę. Od 45 we
                            Wrocławiu gdzie kończyłem wszystkie szkoły, cztaj formowałem się racjo i
                            mentalnie. To ratio to do tej pory mozolnie przywracam do pionu. Od 1959 w
                            Kielcach z kilkuletnim okienkiem powrotnym do Wrocławia. Nigdy tego nie
                            rozważam ale przyciśnięty, mniemam że na poziomie racjonalności czuję się
                            wrocławianinem, pod wpływem tego foru chyba jeszcze i coraz bardziej.Trzeba
                            uwzględnić też nakładkę sentymentu wynikającego z oddalenia od ukochanej (w
                            jakiejbądź formie czy postaci). Ten efekt znasz z pewnością z
                            autopsji.Właściwie chciałem tylko powiedzieć że faterlandów mam kilka...Co do
                            muzeum, wrzuć na wyszukiwarce Google hasło Muzeum Przypkowskich. Warto.
                            Jędrzejów znam. Z Maciejem Przypkowskim zetknałem się w epoce i na forum
                            Komitetów Obywatelskich. Lansowaliśmy jego kandydaturę do czegośtam...W
                            wygasającym związku kombatanckim gdzie funkcjonuję, najwięcej członków
                            rekrutowało sie i wegetuje z okolic Jędrzejowa. To nie przypadek. Znałem wielu
                            z nich a nieco jeszcze znam. Z Przełaju zaszczyca mnie przyjażnią
                            p.podporucznik Teodor Hałaciński, żołnierz Armii Krajowej bodaj już 80 letni.
                            Robisz ze mnie gadułe i musisz wziąźc za to odpowiedzialność.Pa.
                            • Gość: bary Re: Pisanie i czytanie życia IP: *.net.diw.com.pl / 80.51.231.* 17.03.06, 15:36
                              Plisie, zapytaj Pana podporucznika o mojego dziadka Stanisława Strojnego - też
                              był w AK, potem siedział za to we Wrocławiu. Dziadek umarł zanim się urodziłem,
                              a babcia jak miałem 4 lata, reszta rodziny też się szybko zawinęła... Niewiele
                              wiem o rodzinie ojca, a ciągle mam chęć wybrać się do Przełaju i pobadać
                              genealogię, tylko czasu brak.
                              Pozdrawiam
                              Jarek
                              • Gość: Plis Re: Pisanie i czytanie życia IP: *.futuro.kielce.msk.pl 17.03.06, 18:42
                                Jak widzisz nieżle trafiłeś. Chętnie postaram ci pomódz i nie będę miał z tym
                                problemu. Mam kontakt z bardziej znaczącymi dowódcami którzy mogą coś wiedzieć.
                                Wiem też że jest szczegółowa monografia Jędrzejowskiego Ak, zajrzę tam i
                                postaram się trafić na ślad. Gdyby się udało, skseruję i meilem podrzucę. Muszę
                                jeszcze wiedzieć czy dziadek siedział na Klęczkowskiej za hitlerowców czy za
                                bierutowców.Pozdr.
                          • Gość: Ewa Re: Pisanie i czytanie życia IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.03.06, 00:43
                            Jarek,a o co chodzi z tymi scyzorykami?
                            A wiesz ja w tych kieleckich okolicach bylam z klasa na wycieczce w IX klasie,
                            podczas matur i muzeum zaliczylam,niewiele jednak pamietam ,za to pamietam,ze
                            spadl sieg i nawet jakis czas lezal.Moja wiedza jest znikoma wobec Plisa i jego
                            niewatpliwej przenikliwosci.
                            Bardzo jestescie milymi ludzmi
                            Pozdrawiam Was obu
                            Ewa
                            • kazimierzp scyzoryki, centusie, ta joje, pyry, ... 18.03.06, 09:16
                              Scyzoryki to obiegowe okreslenie na mieszkańców Kielecczyzny (bo zawsze mają
                              przy sobie scyzoryk?:-). Centusie to określenie na Krakusów bo niby tacy skąpi.
                              Ta joje - tak nazywano mieszkanców Lwowa i okolic. Pyry to Poznaniacy (tak
                              nazywają ziemniaki i od tego reszta Polski przezywa ich pyrami). Są do
                              Poznaniaków też jakieś określenia co do ich niby skąpstwa, ale nie pamietam
                              jakimi słowami (ale Krakusy to podobno Poznaniacy wyrzuceni za skąpstwo).
                              Ciekawe jakie wy przewiska regionalne znacie?
                              • kazimierzp Spisywanie wspomnień! 18.03.06, 09:31
                                Kiedy ma się za sobą parę lat i niektóre zdarzenia zaczynają ulegać we
                                wspomnieniach zatarciu to ogarnia człowieka żal, że tego jakoś nie utrwalił.
                                Czy to w pamiętniku, czy na taśmie filmowej (teraz video!:-), lub na klatce
                                negatywu (teraz na karcie pamięci!:-). Kiedy przęgladam rodzinne zasoby
                                zdjęciowe, to zdumiewa mnie samozaparcie Ojca który utrwalał na zdjęciach
                                momenty z życia Jego dzieci (czyli moje i rodzeństwa). Brakuje mi wśród nich
                                zdjęć zmieniającego się otoczenia - m.innymi naszego Wrocławia (może wtedy to
                                my bylismy ważniejsi, a filmy do aparatu były trudno dostępne). Kiedy w II LO
                                Pawlicki uczył nas robić zdjęcia to wtedy powstawało wiele zdjęć szkolnych -
                                niestety odbitki niektóre rozdałem, a negatywów jeszcze tak pieczołowicie nie
                                przechowywałem. Na początku przemian w Polsce nie robiłem zdjęć tylko żyłem
                                tymi zdarzeniami, dopiero po stanie wojennym, po 1989 roku doszedłem do
                                wniosku, ze to co się wokół dzieje wymaga utrwalenia o zacząłem to robić. Mam
                                chyba najbogatszą kolekcję zdjęć zdarzeń w mieście, w ówczesnej Solidarności, w
                                jeleniogórskiej kulturze. Potem zacząłem robić zdjęcia zmian budynków w mieście
                                utrwalając ich dawny stan i po remontach. Staram się wychwycić detale które
                                bezpowrotnie znikają. Stąd też moja obecność na stronie
                                www.wroclaw.dolny.slask.pl
                                Brakuje mi jeszcze zapisów tekstowych tego co się wokół dzieje, nie wiem czy
                                znajdę na to czas?
                                Co do zdjęć rodzinnych to cała moja trójka synów nie może narzekać na brak
                                zdjęć ze swego istnienia!:-) Teraz przychodzi czas na wnuki - jutro są chrzciny
                                pierwszego: Jasia Piotrowskiego!!!
                                  • Gość: manola Re: Spisywanie wspomnień! IP: *.8.3.71.se.wasadata.net 06.09.06, 01:25
                                    witam!
                                    okropna nostalgia lapie czlowieka z dala od wroclawia czytajac te spoty z tak
                                    roznych czasow. Wiec gdy przeczytalam wzmianke o Panu Pawlickim zupelnie sie
                                    pogubilam poniewaz to moj dziadek:)
                                    szkoda ze dopiero teraz odwiedzam to forum, bo zwiazki z dwójka sa na cale zycie:)
                                    Skonczylam liceum cztery lata temu, tak jak moi rodzice. Moja babcia uczyla w
                                    nim WF-u, a dziadek plastyki.Pan Pawlicki nadal lubi opowiadac o fotografi,
                                    kompozycji, formie i roznych innych plastyczno-artystycznych historiach.
                                    NIestety nie daje sie namowic do komputera i internetu:)
                                    pozdrowienia dla milosnikow kasztanowcow i dla pan z biblioteki IILO:)

                                    • kazimierzp Pawlicki! 06.09.06, 11:54
                                      Tylko cieszyć się z takich wpisów! Bardzo dobrze wspominam Twego Dziadka, gdyż
                                      dzięki niemu jestem pasjonatem fotografii. Gdy robiłem wystawę swoich zdjęć w
                                      Jeleniej Górze (tu teraz mieszkam) to pozwoliłem sobie wymienić w programie
                                      Tegoż nauczyciela! Wtedy okazało się, że mój jeleniogórski kolega jest Jego
                                      krewnym (w ten sposób chyba i Twój) nazywa się on Tomek Kędzia!
                                      Pozdrowienia dla najmłodszych pokoleń!
                                      • Gość: Henry Re: Pawlicki! IP: 209.245.22.* 07.09.06, 19:52
                                        Bardzo milo wspominam pana Pawlickiego. Ja do fotografi trafilem przypadkowo w
                                        piatej klasie gdy zapisalem sie do MDK. Chcialem do sekcji modelarstwa
                                        lotniczego ale nie bylo miejsc. Mialem wybor pomiedzy biologia i fotografia
                                        wiec wybralem fotografie ktora od tego dnia jest mim hobby. Moja instruktorka
                                        byla wspaniala kobieta i znany fotograf Bozena Michalik. To ona nauczyla mnie
                                        przez lata doglebnie tajemnic fotografi. Na zawsze zostala w mojej pamieci. Co
                                        to byly za czasy. Jazdy tranwajem na Kolataja, czasem powroty na piechote przez
                                        zniszczone miasto.
                                        Wczoraj znowu przeczytalem ksiazeczke otrzymana od Pilsa " We Wroclawiu jest
                                        moje miasto". Autorka mieszkala na Biskupinie. Ile obrazow Wroclawia z tamtych
                                        lat przypomina mi sie. Ile nazwisk i ludzi ktore ona wymienia tez znalem lub
                                        otarlem sie o nich. Kilku bylo moimi sasiadami. Pils, bardzo serdeczne dzieki
                                        za te wspomnienia lat ktore przeminely a ktore wywarly pietno na moim zyciu.
                                        Pamietam otwarcie PDT gdzie ciocia Lusia zabrala mnie na lody a z Wystawy Ziem
                                        Odzyskanych wielkie szklane akwarium z nurkiem od ktorego nie moglem oderwac
                                        oczu. I te groby rozsiane wszedzie. U sasiadow na ogrodzie byl tez taki. W
                                        Parku Szczytnickim i na Cymbo moge pokazac ich miejce. Gdy beda budowac nowe
                                        osiedle na Cymbo musza sie na nie natknac.
                                        pozdrawiam wszystkich dwojkowiczow.
                                        • Gość: plis Re: Pawlicki! IP: *.215.219.81.static.kielce.msk.pl 08.09.06, 23:19
                                          Henry, cała przyjemność po mojej stronie. Szczególnie że, jak widzę odczuwałeś
                                          w trakcie lektury dokładnie te same emocje co ja. Przykład, byłem na stadionie
                                          olimpijskim jak gruzinka Donbadze szucała 50 m.a rosjanin,którego nazwiska już
                                          nie pomnę, mierzący zaledwie 179 cm. wzrostu stylem przerzutowym (ten "na
                                          wznak" nie był jeszcze znany na świecie) skoczył w zwyż 2,oo m! Konopińska też
                                          tam była i opisała.Naprawdę cięszę się że właśnie tobie mogłem zrobić
                                          przyjemność bo chyba tylko ludzie z tamtej epoki mają możliwość odbierać to
                                          pisanie z wszystkimi jego niuansami, wzbogacając je szczegółami własnej pamięci
                                          Sciskam dłoń.
                                            • Gość: plis Re: Walery Brumel IP: *.215.219.81.static.kielce.msk.pl 09.09.06, 16:05
                                              Pozazdrościć fotograficznej pamięci K.P. Czy byliśmy moze na tym samym mitingu
                                              w zamierzchłych pionierskich czasach?Atmosfera każdych zawodów, ba każdej
                                              imprezy we Wrocławiu miała w sobie coś ze spotkania szerokiego grona
                                              przyjaciół. Z polskich zawodników pamiętam doskonale dziesięcioboistę
                                              Gieruttę...Pozdrawiam.
                                              Brumelowi to z pewnością odjąłem sporo ze wzrostu. Ale był wówczas i drugi
                                              skoczek który też sporo siebie przeskakiwał, co nie było u nas raczej
                                              praktykowane w tych czasach... Mistrzostwo Polski pań zdobywało się wynikiem
                                              141 w stylu nożycowym... Pozdrawiam
                                                • Gość: plis Re: Skok wzwyz IP: *.215.219.81.static.kielce.msk.pl 10.09.06, 20:50
                                                  > 1. Czy ktos pamieta poczatki nowego stylu skoku wzwyz?

                                                  Prawdopodobnie nie o to ci chodzi Nemo, ale dla mnie było to tak: trwała, jak
                                                  się później okazało,olimpiada cudów w Meksyku. W telewizji relacjonowano
                                                  lekkoatletykę w tym konkurs skoku wzwyż. Nie byłem zbyt skoncentrowany gdy
                                                  jakiś zawodnik oddał skok jak gdyby plecami zamiast brzuchem nad poprzeczką.
                                                  Przetarłem oczy, wyostrzyłem uwagę, ale wszystko było i przebiegało normalnie.
                                                  Komentator był chyba równie nie uważny i zaskoczony bo relacja też nie omogła
                                                  mi w zrozumieniu tego co zaszło.Doszedłem do wniosku że coś mi się zdawało.
                                                  Sprawę udało się najwyrażniej utrzymać do olimpiady w całkowitej
                                                  dyskrecji.Floopem, tak się to, zdaje się nazywa, skakał wówczas tylko jeden
                                                  zawodnik, amerykanin. I wygrał konkurs olimpijski. Ten pozornie bardzo
                                                  nienaturalny sposób dawał taki handicap, że wyodrębniono go jako odrębny styl i
                                                  współcześnie zdaje się żaden zawodowiec inaczej nie skacze.... Na tejże
                                                  olimpiadzie nieprawdopodobne wyniki padły tkże w skoku a dal (Beemon?) i w
                                                  trójkoku..... Mam jeszcze w oczach te skoki i pamiętam zaparty dech w
                                                  piersiach...To z pewnością bardzo subiektywna relacja....i nie matematyczna ale
                                                  nie przepadam za naukami ścisłymi, no moze z wyjątkiem tańca towarzyskiego....
                                                  • Gość: NEMO Re: Skok wzwyz IP: *.saix.net 11.09.06, 09:46
                                                    Tak to, mniej wiecej, sie zaczelo. Czasy byly inne i "autor" nowego stylu
                                                    wrocil do studiowania i zniknal ze sceny sportowej.
                                                    Co do drugiej czesci to jest to mala techniczna ciekawostka. Najogolniej, w
                                                    nowym stylu zawodnik przelatuje ponad poprzeczka ale srodek ciezkosci ciala
                                                    przemiescza sie o wiele nizej, czesto przemiescza sie ponizej poprzeczki - tym
                                                    bardziej im mocniej wygiety w odwrocone U jest skoczek.

                                                    Pozdrawiam

                                • Gość: Plis Re: Spisywanie wspomnień! IP: *.futuro.kielce.msk.pl 18.03.06, 14:41
                                  Egzystujesz Kazik w swiecie bliższym ideału. Doceń to. Ja mam nie tyle wrażenie
                                  ile realny problem, nikt tego nie chce słuchać. Zalu nie mam. Kiedy mój dziadek
                                  usiłował opowiedzieć nam o pierwszej wojnie światowej, mówiliśmy dziadku kogo
                                  to teraz obchodzi, to było dawno. Jakie dawno, denerwował się, przecie jo to
                                  pamiętom..... Wnuk, popatrz taki mały, a juz pełni znakomitą rolę, choćby
                                  cementuje rodzinę i przydaje chwały rodowi. Też mam wnuka Jana w Warszawie (na
                                  zdjęciu u mnie na kolanach) a miałem ojca i ojca, ojca Jana......
                                  Terapeutycznie muszę sie zamknąć na kilka dni. Czas na refleksję. Nie toleruję
                                  jezeli jest mnie gdziekolwiek az tak za wiele.
                              • Gość: zwako Re: scyzoryki, centusie, ta joje, pyry, ... IP: *.Red-213-96-28.staticIP.rima-tde.net 18.03.06, 11:21
                                hanysy (hanysi) ...slazacy...

                                w hiszpanii, katalonczyków nazywaja ... polakami....
                                nie wiem dlaczego (oni tez nie wiedza) ma to znaczenie negatywne...

                                dawno temu na murze widzialem napis; "muerte a los polacos" (smierc polakom)...
                                i pomyslalem, ze juz jakis rodak narozrabial i teraz wypisuja hasla przeciw
                                polakom...
                                ... lak sie okazalo, bylo to haslo przeciw katalonczykom...

                                pzdr

                              • Gość: Plis Re: scyzoryki, centusie, ta joje, pyry, ... IP: *.futuro.kielce.msk.pl 18.03.06, 14:13
                                Nieco nie na temat ale zabawne i prawdziwe. Dotyczy animozji, w tym wypadku
                                pomiędzy Kielcami a Radomiem.....Ucestniczyłem w b.w. konferencji mającej
                                rozstrzygnąć o wyborze systemu w projektowanej w Kielcach oczyszczalni ścieków.
                                Projektanci bardzo lansowali rozwiaązanie w którym ostatnim ogniwem procesu
                                jest hodowla karpi. To ekonomiczne rozwiązanie. Te karpie też mają wiele zalet.
                                Jest ich dużo, są tłuste i rosłe. Jedną mają wadę niestety, są powiedzmy
                                aromatyczne. W kulminacyjnym momencie, w napiętej ciszy, wojewoda zadecydował;
                                nich będzie ta wersja z rybami, ale pod jednym warunkiem, te karpie sprzedawane
                                mają być w Radomiu...... Zdaje się ze tutaj to nie brzmi, w każdym razie nie az
                                tak jak w atmtej lokalnej atmosferze.
                                • kazimierzp Animozje regionalne! No i jeszcze coś! 18.03.06, 20:51
                                  To, ze Radomianom nie mozna mówić, że są z Kielecczyzny to po prostu powinien
                                  mówic instynkt samozachowawczy!:-) Mieszkańcom Gorzowa, że z Zielonogórskiego,
                                  mieszkancom Koszalina, że ze Szczecińskiego.
                                  Krakusy podobnoż nie znoszą Warszawiaków, ale do Warszawy to "się pchają" i co
                                  rusz na wizji to ktoś z Krakowa.
                                  Do Plisa! Może całkiem się jeszcześ się nie zaszył!?! Razem z jednym byłym
                                  Radomianinem (ma dzisiaj 83 lata) działam w Radzie Przyjaciół Harcerstwa (jest
                                  to organizacja skupiajaca dawnych instruktorów harcerskich, ale z żadną z
                                  ogólnopolskich organizacji harcerskich nie związana). Ten stary instruktor
                                  (były hufcowy z Radomia - ślubowanie instruktorskie składał w 1937 roku) był
                                  razem z nami cztery lata temu w Erftstadt w Niemczech (to 30 km za Kolonią).
                                  Jest to braterskie z Jelenią Górą miasto. Tam w Erftstadt jednym z głównych
                                  animatorów tych kontaktów jest stary Niemiec bardzo bogaty, posiadający swą
                                  pracownię architektoniczną, który wiele tych spotkań finansujacy. Kiedy
                                  siedzielismy z gospodarzami niemieckimi przy uroczystej kolacji zeszło na czas
                                  II Wojny Światowej i ten Niemiec mający na imię Johann zaczął opowiadać, że w
                                  czasie wojny słuzył w Polsce. Druh Antoni (tak się nazywa ten stary instruktor)
                                  zapytał się go: w jakim mieście? Gdy Johann powiedział że w Radomiu to Antoni
                                  się ucieszył i mówi, że on też i ze działał w ruchu oporu. W tym momencie
                                  Johann zaniemówił i zmienił temat. Do wspomnień już nie wrócił. Jak się potem w
                                  rozmowie z Polonusami okazało był on chyba w SS. A te rzeczywiste mocne
                                  zaangażowanie się w kontakty niemiecko-polskie to swoiste odkupienie za grzechy
                                  młodości. Przyznaję, że nikt z naszej delegacji tematu nie drążył i do tego
                                  Johanna pretensji, ani żalu w tym momencie nie miał!
                                  Mimo, że każde z nas straciło w czasie wojny wielu bliskich.
                                  • Gość: plis Re: Animozje regionalne! No i jeszcze coś! IP: *.futuro.kielce.msk.pl 18.03.06, 23:33
                                    Zainspirowałeś mnie do napisania długiego bardzo postu i widzę że (nomen omen?)
                                    nie wszedł. Przyjmijmy że na szczęście.Nie potrafił bym go nawet w przybliżeniu
                                    odtworzyć więc kOtko. Kwestia którą podnosisz, bardzo, bardzo częstao kreująca
                                    problemy we wszystkich przejawach życia bierze się z nierozrózniania pomiędzy
                                    rzeczywistością a naszymi o niej wyobrażeniami. Rzeczywistością w okreslonych
                                    okolicznościach można się np. najeść. Wyobrażeniem rzeczywistości nigdy.
                                    Róznica więc jest raczej znaczna.Ludzie często stawiają znak równości pomiędzy
                                    tym co wiedzą a tym co jest naorawdę. Jeżeli dwu takich wejdzie w spoór to się
                                    pozabijają i każdy z nich umrze w poczuciu racji. Ten bład popełnia także twoja
                                    partia.
                                    • Gość: Ewa pamiec IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.03.06, 00:11
                                      Do wszystkich ,ktorzy pamietaja stare tramwaje.Pomylilam sie ,myslalam,ze nie
                                      mozecie pamietac tych starych,bo nie pamietam kiedy weszly nowe, chyba wobec
                                      tego za Gierka.To ja przypomne cos czego z pewnoscia nie wiedzieliscie,to drugi
                                      wagon dla palacych z dwoma lawkami na cala dlugosc wagonu.Tam czesto
                                      siedzialam,bo zawsze mozna bylo sie wcisnac,co prawda nogi dyndaly, ale wtedy
                                      ludzie byli dla siebie bardzo mili i dzieci chetnie wpuszczali miedzy siebie.A
                                      kondyktorka w mundurze miala na skurzanym pasku zawieszona na szyi sliczna
                                      srebrna skrzyneczke na bilon wedlug wielkosci, mowila - prosze oplacac za bilety
                                      i plujac na palec oddzierala jeden zwyczajny albo ulgowy, a oba bloczki byly
                                      polaczone gumka.Ulgowy bilet kosztowal 15 gr , a normalny 50 gr.
                                      W pierwszym wagonie oprocz normalnych lawek z blyszczacymi mosieznymi uchwytami
                                      byly dwa po rogach male siedzenia , a w srodku konduktorki trzymaly drugie
                                      sniadanie.A kto pamieta jak w zimie odbijalo sie monety na szybach ?
                                      Plis, jaka szkoda juz Cie widzialam prawie jak rycerza na bialym koniu.
                                      Odpocznij troche, ale nie uciekaj na dlugo.
                                      Pawel, pytalam, jak sie znalazles w Hiszpanii? Wiem,ze musiales wyskoczyc z
                                      tramwaju,zeby wiedziec jak to jest,dobrze,ze Ci sie nic nie stalo, a ludzie jak
                                      zawsze jak pisze Plis widzieli nie to co bylo naprawde, tylko to co im sie wydawalo
                                      Dobranoc

                                      Bardzo wczesnie jezdzilam sama tramwajem, bo chodzilam do szkoly muzycznej na
                                      pl.Powstancow Sl. a wiec daleko i moj ojciec po latach stwierdzil,ze ze szkoly
                                      muzycznej to ja najbardziej lubilam jezdzenie tramwajem
                                      • Gość: zwako Re: pamiec IP: *.Red-81-42-175.staticIP.rima-tde.net 19.03.06, 01:08
                                        ewa
                                        tak sie zastanawialem, dlaczego utknely mi w pamieci te fioletowe okienka..??
                                        doszedlem do wniosku, ze musialy miec one jakas funkcje (moze tylko
                                        dekoracja)... i do teraz nie mam pojecia jaka..:(
                                        ewa. te okienka (fioletowe) byly w bardzo duzej harmonii z tymi mosieznymi
                                        uchwytami...
                                        ...
                                        ja tez mialem pewna symbioze z tramwajami...
                                        moje wczesne milosci, czesto zamieszkiwaly krzyki...(to moja druga ulubiona
                                        dzielnica we wroclawiu)... wiec pomykalem w jedna i druga strone to 9-tka, to
                                        17-tka... a wnocy 32-ka... (jedna z moich narzeczonych byla asia zygadlo...
                                        córka mojej wychowawczyni...;)dlatego 5-ke mialem z historii;)...
                                        w tych nocnych czesto zasypialem i budzilem sie na petli...na sepolnie... potem
                                        znowu zasypialem... i znowuz petla...krzyki....
                                        az wkurzony wysiadalem na jakims przystanku... i na piechote wracalem do
                                        domku....
                                        ...
                                        ...
                                        co do hiszpanii...
                                        jak juz pewnie wiesz, nalezalem do ludzi tzw: "dzialajacych"...
                                        znaczy sie, dobrze sie tu czulem i zawsze twierdzilem, ze nie wyjade nigdy na
                                        stale z polski...
                                        ale jak juz mozna bylo... poruszac sie po europie, to chcialem troche ja
                                        pozwiedzac...
                                        do hiszpanii wtedy trzebabylo miec wize wjazdowa...
                                        wiec spróbowalem tam sie dostac autostopem i bez wizy...
                                        (mialem plan "b"... jak sie nie uda to mialem kumpli we francji)
                                        ale sie udalo ....jestem wielkim milosnikiem antonio gaudi i moim marzeniem
                                        bylo wejsc na "sagrada familie"... no i wszedlem...
                                        oprócz galgiego, byl tu tez picasso, dali, lluis llach
                                        (autor "murów"...kaczmarskiego) i wielu, wielu innych...
                                        ...
                                        potem praca, rózne prace, papiery...
                                        potem zona, dzieci.... no i tu jestem....
                                        ...
                                        ale TAK bardzo tesknie za wroclawiem....
                                        ...tylko ciii ....zona o tym nie wie...
                                        i nie chce, by pomyslala, ze jej juz nie kocham.... bo to nieprawda...

                                        dobranoc
                                          • Gość: Ewa Re: pamiec IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.03.06, 14:33
                                            Drugi to Hundertwasser we Wiedniu, Gaudi i H. to ludzie ktorzy zrealizowali
                                            marzenia senne, a we Wroclawiu ze strachem patrze na te powstajace centra
                                            handlowe,jeden na pl.Grunwaldzkim drugi kolo Epi.Stary Wroclaw mial charakter
                                            ten nowy jest taki jak wszystko w Polsce. Ciekawe czy znacie taka kamienice rog
                                            Prusa i Swietokrzyskiej, polokragly dom,nigdy nie remontowany, a na Reya panna
                                            na chustawce wielkosci polowy kamienicy. Kazdy z nas ma takie swoje miejsca i
                                            czeka ,moze sie doczeka.
                                            Przypomnialo mi sie jeszcze, ze konduktorki czasami mialy na palcu wskazujacym
                                            nawleczona gumke recepturke,zeby nie pluc na bilety.Co prawda Plis chcialby
                                            zmienic pojazd, wiec juz ostatnia historia, troche sie wstydze, ale opowiem.
                                            czasami byl nieopisany scisk w wagonach tramwajowych i moja kolezanaka miala
                                            szczescie bo usiadla na tym siedzeniu ze sniadaniem konduktorskim, a tam
                                            ciemno,no bo scisk. Czuje nagle,ze ja ktos palcem puka w ramie, odwraca sie i
                                            widzi palec i mysli o biedny czlowiek nie ma paznokcia i tu sie poczatkowo
                                            pomylila, bo to byl ekshibicjonista .
                                            A samochod nawet najlepszy w naszej rzeczywistosci rozlatuje sie znacznie
                                            wczesniej niz w innych krajach, do tego kierowcy sa wredni.W tramwaju jak sie
                                            juz siadlo,to bez nerwow mozna bylo jezdzic jak Zwako we wszystkie strony.
                                            • kazimierzp Architektura 19.03.06, 21:22
                                              Uwielbiam Gaudiego, zadziwiaja mnie dzieła Hundertwassera, ale czy mógłbym ich
                                              uważać za największych architektów? Czy chciałbym w ich dziełach mieszkać, być
                                              w nich na codzień? Twórczość Gaudiego leży bardzo bliziutko kiczu, to jest taka
                                              cieniutka bardzo ulotna linia - jednak Jego geniusz pozwala oceniać Go
                                              wyłacznie w kategorii arcydzieł!
                                              Dobra architektura dla mnie to taka w której jak jestem to nie chce się tego
                                              budynku, otoczenia opuszczać!
                                              Z którego budynku Wrocławia jak byłem to nie chciało mi się wychodzić?
                                              Na pewno z gmachu Uniwersytetu, z auli Leopoldina! Dużo uroku dawało mi też
                                              dawne, eklektyczne wnętrze kina Warszawa (przed wyburzeniami i jeszcze z
                                              puttami i drapiejami)- było takie buduarowe!:-)
                                              Po remoncie lubię przebywac w Domu Towarowym na rogu Świdnickiej i Ofiar
                                              Oświęcimskich (remont według projektu Edwarda Lacha)!
                                              Gdzie jeszcze! Na razie trudno mi skojarzyć! A Wam?
                                              • Gość: Ewa Re: Architektura i zona IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.03.06, 23:37
                                                Pawel,nie napisales najwazniejszego,jakiej narodowosci jest Twoja zona ?!
                                                Kaziu, moja czesc domu,stara poniemiecka willa to przestrzen ktorej nie lubie
                                                opuszczac.Jest pare willi na Biskupinie,Zalesiu , Krzykach i Karlowicach bardzo
                                                stylowych i w dobrym stanie,lubie na nie patrzec. Teatr Lalek teraz po remoncie .
                                                Kiedy padla komuna okazalo sie ,ze jest mnostwo pochowanych podworek i
                                                zakamarkow w centrum miasta i roznych detali,zakrytych poprzednio. Ciesze sie
                                                ,ze dozylam terazniejszego Wroclawia
                                                • Gość: Plis Re: Architektura i zona IP: *.futuro.kielce.msk.pl 21.03.06, 13:35
                                                  Wracam na forum z zaciekawieniwm a tu same rewelacje. Nigdy nie przyszło mi na
                                                  myśl że najważniejszym w żonie jest natio. Człowiek do śmierci się czy..Szkoda
                                                  że tak pochopnie przelecieliście po architekturze Wrocławia. Kusi świat szeroki
                                                  Ja podtrzymuję ten watek aby pozbyć się zadry która siedzi we mnie za sprawa
                                                  szczególnie przezemnie cenionego tu animatora, Zwako. Ten mój idol, duszyczka
                                                  naszych spotkań(bo termin dusza pozostawiam sobie w rezerwie) pozwolił sobie
                                                  kiedyś wcześniej zakwalifikować w atrakcyjnym wywodzie moje Sępolno do
                                                  przejawów architektury i urbanistyki (orzeł) epoki nazizmu. W dodatku, nie
                                                  pomnę już kto, zabasował mu że nasza szkoła to niedokończona swastka...Siedzi
                                                  to we mnie, spać i cieszyć się urokami życia nie daje więc z ulgą, bez gniewu
                                                  oczywiście, wyrzucam. Kochani, dom w którym mieszkałem był oddany do użytku w
                                                  1927 roku. A trzeba dodać czas niezbędny na rodzenie się koncepcji,
                                                  projektowanie, gromadzenie funduszy. O Sępolnie mam jeszcze trochę uczuć do
                                                  wyzwolenia z siebie, a przyznajcie , czy gdziekolwiek na świecie znalazł bym
                                                  równie znakomity, znający temat, równie uroczy wianuszek słuchaczy. Spróbuję
                                                  wiec jeszcze Was poeksploatowć.....Nasza szkoła w moim odczuciu, rozwiązana bez
                                                  zarzutu pod względem "architektoniczno technicznum", w niewielu zakamarkach ma
                                                  tylko trochę tego ciepła na które (słusznie!) wyczulony jest Kazik. Dla mnie
                                                  sympatycznie wspominanym azylem, używanym niestety najczęściej do czynów
                                                  niecnych, było obserwatorium astronomiczne. Inni jak czytałem chronili się pod
                                                  jakimś szacownym dębem. Niewiem, nie korzystałem. Ale my, przyznajcie, z
                                                  naszejpozycji, bliżej mieliśmy do gwiazd, więc i odlotów. No ugryźcie wreszcie
                                                  mnie w język. Przepraszam
                                                  • kazimierzp Architektura, Warszawa, kobieta, nasza dwójka! 21.03.06, 15:32
                                                    Ale zrobiłem zestaw w tytule postu!:-)
                                                    Warszawa jak kobieta - tak pisze Azja! Nie ma przód, ani tył- jak było w jednym
                                                    z kawałów żydowskich! Ale musi mieć wnętrze gorące, pociągające i tylko
                                                    dla .... (tu niech każdy włoży swoje imię!:-)- jeżeli z tym się zgadza.
                                                    Co do architektury naszej "dwójki" Jest bardzo funkcjonalna, nieomal sterylna w
                                                    swym układzie. Nie zapomnę audytoriów w wielu salach które mnie fascynowały po
                                                    przyjściu z siermiężnych klas podstawówek (chodziłem do kilku na Krzykach) -
                                                    Informacja dla "starej gwardii" dwójkowiczów - większosci już nie ma!
                                                    Podobały mi się bardzo klatki schodowe. Zwłaszcza główna i jej poręcze. Jak
                                                    szybko mozna było po tych mosiężnych "prowadnicach" zsuwać się na sam dół
                                                    (teraz podobno są domontowane przeszkody). Kiedyś jak ścigając się z kolegami
                                                    zjeżdżałem po poręczy to dorwał mnie Kubacki. Ze srogą miną stwierdził, że mam
                                                    się zgłosić do sekretariatu po papiery i że mnie usuną ze szkoły (byłem wtedy w
                                                    ósmej klasie - wg starego programu to potem 1 licealna)- i w związku z tym
                                                    mocno przestraszony i nieobeznajmiony z przepisami). Tu zadziałał mój wujaszek
                                                    niejaki Pipek czyli Józef Piotrowski. Opieprzył mnie jak święty Michał diabła
                                                    i "załatwił" sprawę z Kubackim.
                                                    Hieronim! Nie zgadzam się, ze nasza szkoła była "nazistowska". Dla mnie miała
                                                    wiele uroku. Była miejscami ciepła i zimna, straszna i wspaniała (cały czas
                                                    piszę o architekturze). Była to po prostu architektura nie tuzinkowa.
                                                  • kazimierzp Plis! Nie masz nic na sumieniu! 21.03.06, 16:26
                                                    Nie masz nic na sumieniu i możesz wieczorem spokojnie jak niewinne dzieciątko
                                                    zasypiać!
                                                    Dziekuję za życzenia wiosenne! Dzisiaj za oknami było słońce, a na trawnikach
                                                    śnieg. Dawno już takiego początku wiosny nie było.
                                                    Za plecami mam telewizor w którym akurat na "Kino Polska" leci kronika z marca
                                                    1968 roku a w niej Gomułka pluje na studentów i zżyma się na
                                                    nazywanie "towarzyszy partyjnych" ciemniakami! Straszne to były czasy, jedyny
                                                    pozytyw to taki że my bliśmy młodsi!
                                                  • Gość: Plis Re Jeszcze Sępolno IP: *.futuro.kielce.msk.pl 21.03.06, 19:05
                                                    Termin Sępolno uzywam w szerszym znaczeniu. Nie wiem czy pokrywa się z wielką
                                                    wyspą bo nie posiłkowałem się wcześniej tym terminem. Ale uzyskanie dobrego
                                                    efektu architektonicznego na obszarach zabudowy jednorodzinnej nie jest
                                                    unikatem. Natomiast taki rezultat w wielkim założeniu zabudowy wielorodzinnej
                                                    jest skrajnie trudny do osiągnięcia. W moim rozumieniu celem architektury
                                                    generalnie jest uzyskanie efektu dobrego samopoczucia jej użytkowników,
                                                    najtańszym możliwie kosztem. I na tej naszej wyspie, jeżeli się uważnie
                                                    wsłuchać to jej melodia jest szczególna. Tu ludzie poruszają się mniej
                                                    spiesznie. Inną melodię wystukują szpileczki pań niż w śrudmieściu.Naprawdę.
                                                    Spojrzenia ludzi sa głębsze i pogodniejsze (pomimo powikłań losów co już nie
                                                    jest zależne od architekta0. Nawet nasi tu poszukiwacze śmietnikowych skarbów
                                                    są bardziej spolegliwi. Chodził taki, niestary, w parze z dziewczyną o ładnych
                                                    oczach. Kiedyś zauważyłem że rozsypuję coś wokół pojemników. Ostro zwóciłem mu
                                                    uwagę że powinien robić swoje nie zaśmiecając otoczenia. Wtedy on spokojnie z
                                                    taką wyrozumiałą nonszalancją wyjawił mi grzecznie że znalazł ryż i sypie
                                                    ptakom. On się dzielił znaleziskiem z ptakami. To właśnie jest styl Sępolna.
                                                    Zatkałem się zawstydzony i nawet nie przeprosiłem.Obraz jego sylwetki i oczu
                                                    jego dziewczyny zalogował mi się w jakimś kąciku pamięci rzeczy wstydliwych.
                                                  • Gość: Ewa Re: Re Jeszcze Sępolno IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.03.06, 19:50
                                                    Plis, do niedawna nie mialam zwiazkow z Sepolnem. Teraz na Partyzantow mieszka
                                                    moj syn. Sepolno nie ma juz idealnego ksztaltu orla, bo powstalo duzo nowych
                                                    domow , a inne dobudowano. Budynek,w ktorym mieszka moj syn stoi ukosem do
                                                    ulicy, jezeli pamietasz tam gdzie byl maly targ i duzo garazy ciagnacych sie
                                                    prawie do takiej sciezki odchodzacej od dawnej Lampego, a teraz ps.Slawka .To
                                                    jest spory budynek,okolony czerwonymi i zielonymi klonami. Cisza tam i spokoj.Po
                                                    drugiej stronie ulicy jest kamieniczka cala pokryta od polnocnej strony rozami
                                                    bialymi i czerwonymi.Daleko temu budynkowi do tych starych, nowe technologie
                                                    dobre sa wtedy jezeli je sie porzadnie stosuje.
                                                    A pamietasz siec drozek na tylach ogrodnictwa na 9-Maja. Kiedys sie tam udalam
                                                    samochodem i sie zgubilam, Ty je musiales dobrze znac.
                                                    Teraz nie wiadomo, czy ogrodnictwo przetrwa, a ono jest przedwojenne. Szklarnie
                                                    w wiekszosci nie dzialaja, a tak je lubilam,byly zupelnie inne niz te
                                                    wspolczesne. Dalej na Partyzantow jest siec sklepow, gdzie wszyscy sie znaja i
                                                    mozna kupowac na kreche, jak zreszta i na Zaciszu. To jest ta zmiana po
                                                    bezimiennej komunie, wtedy nie mozna bylo sie kumplowac ze sprzedawca, tylko mu
                                                    podlizywac.Slyszalm, a nie wiem czy to prawda, ze w zaglebieniu na rogu 9-Maja i
                                                    Mickiewicza byl przed wojna staw, na mojej mapie z 1938 go nie ma, wiec moze tak
                                                    bylo z jakiegos powodu w czasie wojny? Czy cos pamietasz?
                                                    A ja tez mam pare smietnikowiczow, co prawda dziewczyna na twarzy bardziej
                                                    fioletowa,a jej koles taki wczorajszy, za to sa bardzo kulturalni, biora moja
                                                    makulature.
                                                    Henio kiedys pisal o tych ktorzy wozili wegiel, to byly bardzo wazne osoby,
                                                    mysmy mieli takiego pana na Karlowicza i moj ojciec byl z nim prawie w przyjazni.
                                                    On mial ogromny woz i dwa pociagowe konie i najczesciej z koksem przywozil ludzi
                                                    do zrzucania tych ton do piwnicy.
                                                    I jeszcze pamietam taka smieszna starsza kobite jezdzaca malym wozkiem z jednym
                                                    koniem,wszyscy ja znali, bo naprawiala garnki i drutowala kamionki. Garnek wtedy
                                                    wygladal, jak z duza srebrna plomba zab.
                                                  • Gość: Plis Re: Sępolno finito IP: *.futuro.kielce.msk.pl 21.03.06, 20:31
                                                    Zawstydziłem się po wysłaniu swojego ostatniego posta, że się wygłupiam, kogo
                                                    to obchodzi. A tymczasem, rozumiemy się!Ono jest takie niepozorne to Sępolno,
                                                    dla niekórch brzydkie. Wszystkie domy jednakowe. A naprawdę trudno znależć dwu
                                                    identycznych. Jakie kaskady pomysłów. I jeszcze jedno, nieprawdopodobne
                                                    szczęście. Ta dzielnica wyszła prawie nietknięta z kataklizmu wojny. Po wojnie
                                                    w okresie skondensowanej przestępczości zdawało by się że tu wśród tych ścieżek
                                                    o których piszesz, najłatwiej dać komuś w łeb i znikńąć. Tymczasem tu było
                                                    najspokojniej. Naniebezpieczniej w okolicach dworca (Małpi Gaj) i na
                                                    Grabiszynku. Taki traf. Z powodzi Sepolno wyszło na sucho, Choć zamiast na
                                                    Sępolnie zakwaterowałem się na Piastowskiej (w pobliżu ołówkow w razie czego) a
                                                    na 9-Maja nocowali na strychach. I znów szczęście. Szczęście? A może duch
                                                    miejsca? Jeżeli tak , to mam nadzieję że musnął mnie ten duch swoim
                                                    skrzydełkiem, też na szczęście. Może dziękli temu mam szczęście być tu z
                                                    wami....Psuje się Sępolno to prawda. Na 9-Maja trzeba było położyć szykany bo
                                                    rozjechano ludzi. Ale ciągle jeszcze ta wyspa nuci swoją inną mnelodię we
                                                    Wrocławiu...
                                                  • Gość: Dla Ewy Re: Re Jeszcze Sępolno IP: *.futuro.kielce.msk.pl 21.03.06, 23:48
                                                    Nie, stawu tam nie było na pewno. Na rogu 9-Maja jest piekarnia. Sklep, teraz
                                                    wielobranżowy i zakład. Na tym chlebie wyrosłem(niezanadzo) :() Ogrodnictwo ma
                                                    być przejechane obwodnicą czy autostradą w kerunku Starej Odry i Niskich Łąk.
                                                    Kiedyś szukałem skarbów w piwnicy swojego domu, bo dudniło mi tam jak w studni.
                                                    Okazało sie że stoi na kurzawce. Katastrofy dało się uniknąc.
                                                  • stalmat1 Nie wiem czy to mozliwe? 29.04.06, 16:41
                                                    Nie wiem czy uda sie nam zachowac to forum do zrownowazonej i odpowidzialnej
                                                    wymiany pogladow.
                                                    Byloby w kazdym razie milo.
                                                    Patrz tysiace chatow na innych forach.
                                                    A co Tadeusz mysli o tym pomysle?
                                                  • Gość: azja Re: Nie wiem czy to mozliwe? IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 29.04.06, 16:49
                                                    stalmacie, czyżbyś mnie wyganiał?
                                                    widzisz,tak to jest w przyrodzie,że dobrze jesli wioska ma swojego głupka. i na tym forum ja jestem trikstarem i dlatego choćbyś apelował do mnie i moich uczuć wyższych, będę tutaj tak długo jak będę chciała.
                                                    a ty możesz sobie założyć na mnie bana. to taka życzliwa uwaga na boku.
                                                  • Gość: zwako Re: Architektura i zona IP: *.Red-81-42-174.staticIP.rima-tde.net 21.03.06, 23:54
                                                    natio zony;)...
                                                    jak juz wczesniej wspomnialem, katalonczyków hiszpanie nazywaja polakami...
                                                    ..tak wiec, ja pawel polak jestem chajtniety z zuzia (susanna)la polaca...

                                                    ...zuzia jest katalonka... co wiecej jest z tych katalonczyków, którzy jezeli
                                                    by mogli, mieliby paszport katalonski, a nie hiszpanski...

                                                    ...
                                                    co do architektury ....
                                                    ...jest we wroclawiu mnóstwo miejsc, gdzie bardzo dobrze sie czulem...
                                                    wieczory na ostrowie tumskim (przy latarniach gazowych), caly park szczytnicki,
                                                    pergola i hala ludowa, wieza cisnien na wisniowej, zalesie, i przede wszystkim
                                                    cmentarze....
                                                    (na sepolnie byl piekny cmentarz poniemiecki, caly zarosniety bluszczem...
                                                    ..az do chwili, gdy zabraklo miejsca... i go zlikwidowano...:(

                                                    sepolno, biskupin tez, ale troche pózniej...

                                                    plis ... masz racje. cos tam kiedys pisalem, ale bez "naukowego" podparcia...
                                                    moze to tylko miejska legenda (1927???-moze to nie nazistowski orzel;)...
                                                    znaczy, ze ..moglem (moge) sie mylic;)
                                                    tak, czy owak, niektóre niemieckie rozwiazania estetyczne bardzo mi sie podobaly
                                                    (poczawszy od ksiazek pisanych tzw; czcionka kaszubska...albo gotykiem,
                                                    skonczywszy na megalomanii architektów IIIreich-u ...)

                                                    juz wczesniej wyznalem, ze uwazam sie za lewicowca...tak, ze prosze nie
                                                    podejrzewac mnie o sympatie do faszystów...
                                                    to tylko (powiedzmy) podziw dla pewnego rodzaju estetyki...
                                                    i to podziw nie fanatyczny...

                                                    co do gmachu dwójki....
                                                    owszem, jest tam sporo zakamarków, nigdy do konca nie sprawdzonych (basen
                                                    wioslarski, piwnice, stryszki etc) ,ale dla mnie zawsze byl wielkim molochem...
                                                    po 36-tej gdzie byla tylko jedna klasa (maksymalnie dwie) w roku, dwójka byla
                                                    juz wielka fabryka...
                                                    najmilej wspominam "spokojne" skrzydlo szkoly...(gabinety chemiczne, fizyczne,
                                                    biologiczne, biblioteka, ....i pokój nauczycielski....)
                                                    chyba przez ten spokój i troche przez stare, poniemieckie eksponaty...;)

                                                    dobranoc
                                                  • Gość: Ewa Re: Architektura i zona i piwnica IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.03.06, 00:31
                                                    A ja usilowalam dobrac sie do komina, tak jak Ty do piwnicy, w pore oprzytomnialam.
                                                    Po powodzi, wszystkie przedwojenne eksponaty diabli wzieli, i amfiteatralna sale
                                                    chemiczna tez.Ogladalam dol dokladnie bo przyprowadzilam ze soba Niemcow ,ktorzy
                                                    przywiezli pieniadze dla szkoly.Oprocz sal lekcyjnych ktore doskonale pamietamy,
                                                    bylo mnostwo malych pomieszczen pomocniczych i ponoc one mialy ujrzec swiatlo
                                                    dzienne. Ktoras z sal tez dostala pieniadze od innych Niemcow i oni prosili,zeby
                                                    tej klasie dac imie jakiegos niemieckiego chemika, dyrektor obiecal i tego nie
                                                    zrobil. Jak zawsze bylo mnostwo pieknych slow,a kiedy sie wszystko skonczylo, to
                                                    o dobroczyncach sie zapomnialo.
                                                    Pawel dzieki za odpowiedz, mamy teraz Twoj pelny obraz.
                                                  • Gość: Plis Re: Architektura i zona IP: *.futuro.kielce.msk.pl 22.03.06, 00:43
                                                    Miło cię słyszeć, ale tego nie da się puścić płazem. Trzeba ostrzem. Naziści
                                                    czli narodowi SOCJALIŚCI, a chyba i zarazem faszyści, to formacja na wskrosć
                                                    lewicowa. Też chadzali pod czerwoną flagą, tyle że zamiast gwiazdy,pięciu
                                                    gwiazdek,czy sierpa i młota umieszczali sobie połamany krzyż. Szczególnie
                                                    zabawne jest że ci narodowi socjaliści mieli zwolenników w wielu krajach, byli
                                                    więc tak naprawdę internacjonalistyczni. Sojaliści t.zw, internacjonalistyczni
                                                    (bolszewicy) podporządkowywali sobie wszystkich, nie dopuszczali żadnego
                                                    odchylenia, zatem byli skrajnie nacjonalistyczni. Jeżeli jako lewicowiec masz
                                                    zamiar podrzucić nam prawicowcom swoich starszych i zniesławionych towarzyszy
                                                    to ten numer nie przejdzie. PRAWDA NAS WYZWOLI od lewicowych machinacji. Radzę
                                                    przechyl się na naszą stronę ;}}}

                                                  • Gość: bary Re: Architektura i zona IP: *.net.diw.com.pl / 80.51.231.* 22.03.06, 09:56
                                                    Plisie, trzeba na sprawę spojrzeć inaczej. Osobiście mam problem z określeniem
                                                    własnych poglądów politycznych. Jeżeli lewicowiec to człowiek, który nie może
                                                    spokojnie na krzywdę, biedę, niesprawiedliwość...to jestem lewicowcem. Myślę,
                                                    że Zwako miał na myśli stronę socjalną społeczeństwa. Poza tym lewica i prawica
                                                    nie są spolaryzowane - tradycyjne poglądy poprzenikały się, przegrupowały. Ja
                                                    już nie wiążę się z żadną partią, stronnictwem itd. Staram się żyć tak, żeby
                                                    nie krzywdzić innych i to mi wystarcza, polityką niech zajmują się inni.
                                                    Wychodzę z założenia, że każda organizacja zabija ideę, którą ma kultywować,
                                                    zarówno w religii jak i polityce - jestem zatem idealistą niekultywującym
                                                    ideologii, jakkolwiek głupio to brzmi. Mam nadzieję Plisie, że Twoja
                                                    przenikliwość pozwoli Ci zrozumieć, o co mi chodzi.
                                                    Pozdrawiam
                                                    Jarek
                                                  • kazimierzp Lewicowość, prawicowość 22.03.06, 11:00
                                                    Te wszelkie podziały są rzeczywiście obecnie sztuczne, zwłaszcza w naszym
                                                    parlamencie gdy słyszy się hasła lewicowe, wręcz lewackie od osób które uważają
                                                    się za prawicę, a z ust osób twierdzących że są lewicowe hasła nie majace z
                                                    lewicą niewiele wspólnego.
                                                    Przytoczę może słowa Aleksandra hrabiego Fredry, który pisał:
                                                    "Socjalizm nierówności wszelkie prędko utrze:
                                                    Szlachtę powiesi jutro, nieszlachtę pojutrze."

                                                  • kazimierzp Lewicowość - polityka 22.03.06, 12:01
                                                    Drogi Hieronimie - ja sam mam ciagoty prospołeczne i uważam, że tzw wrażliwość
                                                    na biedę i krzywdę jest niezmiernie potrzebna. Co innego załatwiać te problemy
                                                    tak, aby mobilizować tych biednych ludzi do działania, do "dania im wędki", a
                                                    co innego działać na zasadzie Janosika, czyli zabierania bogatym i dawania
                                                    biednym. W swym poprzednim poście zacytowałem po prostu mego ulubionego autora
                                                    Fredrę (poprzez pomnik i nie tylko tak mocno zwiazanego z Wrocławiem!:-) który
                                                    potrafi w dosyć skrajny sposób określać niektóre działania i do czego mogą one
                                                    prowadzić!
                                                    Dla Barego i innych którzy "odsunęli się od polityki" cytat z Freuda, z
                                                    jego "Istoty polityki":
                                                    "...odsunąć się od polityki, to nie wierzyć już w przyszłość, w człowieka, to
                                                    gardzić ludzkością!"
                                                    Nie wolno ustępować bez walki "innym", tak jak już na tym forum pisałem: "mądry
                                                    głupiemu ustępuje, a głupi się z tego cieszy!".
                                                  • Gość: zwako prawy do lewego! IP: *.Red-213-96-28.staticIP.rima-tde.net 22.03.06, 13:46
                                                    jako, ze mnie polityka interesuje...
                                                    (interesuje mnie tez co robia takiego lajzy w moim imieniu)
                                                    dzialalem troche tez tu w hiszpanii...

                                                    bylem w komitecie zakladowym komunistycznych zwiazków zawodowych "ccoo"
                                                    oczywiscie pytano mnie o solidarnosc o walese....
                                                    pytali: jak to mozliwe, ze "prawica" chroni interesów pracowniczych w polsce?...
                                                    i ja im odpowiadalem: na tej samej zasadzie, "lewica" sprzedawala wegiel pani
                                                    tacher, aby ta mogla zlamac opór gurników w wielkiej brytanii...

                                                    proletariusze wszystkich krajów .... laczcie sie... przez internet ;)
                                                  • Gość: Plis Re: prawy do lewego! IP: *.futuro.kielce.msk.pl 22.03.06, 14:43
                                                    Jestęś Zwako dobrym exemplum jakie przednie figle potrafi strugać życie.Poza
                                                    tym forum nie ma wielu przestrzeni (albo wcale) gdzie można je ujawniać i się
                                                    delektować. Podoba mi się poza tym że najwyżej powiesiłeś w swoim gabinecie
                                                    wizerunek Susan. Ze jesteś pogodny. Też postanowiłem; wszyscy klasycy won ze
                                                    ścian. Powieszę sobie w swojej kapliczce "azje po operacji".Tą z cielęcymi
                                                    oczami.
                                                  • kazimierzp z sarnimi 22.03.06, 15:22
                                                    Chciałeś chyba napisać: z sarnimi oczami! Te oczy mnie też urzekły, ale
                                                    uśmiech ,bez maski na ustach, pociąga!
                                                    Azja! Czytając Twe posty, widząc Cię na zdjęciach zastanawiam się jaka jesteś
                                                    na codzień, jaka w sporach, rozmowach, bezpośrednich kontaktach? Przy Tobie
                                                    trudno się chyba nudzić - jeżeli w szarej codzienności jesteś otwarta!?!!?
                                                    Pozdrawiam!