Do Lidki - historycy sztuki wrogiem sztuki
Oburzasz się, że osoby nie będące historykami sztuki śmieją
krytykować "twórczość" Kozyry, a nawet odbierać tej "tworczości" rangę sztuki.
Powiem tak: jeśli o tym, czy coś jest, czy nie jest sztuką, decyduje dopiero
namaszczenie przez historyków sztuki ( pani Kozyra to już historia ? ), to jest
to strasznie dęte i naciągane. Człowiek tworzy dzieła sztuki od dobrych
kilkudziesięciu tysięcy lat i przez znakomitą większość tego czasu obywał się
bez historyków sztuki. Z doskonałym dla sztuki zresztą rezultatem.
Z drugiej zaś strony jeśli historycy sztuki namaszczają jako dzieło sztuki
bieganie z przypiętym sztucznym penisem czy ustawianie jedno na drugim wypchane
zwierzęta ( swoją droga to pani Kozyra osobiście wybierała ze schroniska psa,
którego kazała zabić i wypatroszyć, a nastęonie wypchać ), to zastanówmy się -
po jaką cholerę nam tacy "fachowcy" ?
Osobiście żywię głęboką niechęć i pogardę do snobistycznego towarzystwa
wzajemnej artystycznej masturbacji, do "artystów" próbujących bełkotliwie
wyjaśnić, o co chodzi w ich szamotaninie i piejących na ich cześć równie
bełkotliwe peany "specjalistów". Towarzystwa, które próbuje rozpaczliwie
maskować swoją pustotę i bełkot stwierdzeniami, że "prostactwo się nie zna" -
ergo, kto nie klaszcze z nami, ten prostak. Niemniej dopóki żałosne te persony
bawią się za swoje lub wyłudzone od współklaszczących-nie-prostaków pieniążki,
nic mi do tego. Wolny kraj wolnych ludzi. Natomiast do nieprawdopodobnej wręcz
wściekłości doprowadza mnie świadomość, że przynamniej część tych błaznów ze
skutkiem pozytywnym wyciąga łapę po pieniądze podatników. Pieniądze, które
zamiast na zabawę przyczepionym penisem mogłyby pójść na ratowanie dzieł sztuki
powstałych w czasach, gdy nie potrzeba było historyków ani innych speców, by za
dzieła sztuki je bezdyskusyjnie uznać.