Wypadek wydarzył się na wjeździe na most, przed wałami przeciwpowodziowymi, w
miejscu, gdzie ulica wiedzie pod górę.
"Piwo, pieniąc się, spływało do Odry" napisał ktoś bojący się pod tym artykułem
podpisać. Nie dziwne: żeby piwo spłynęło do Odry musiałoby płynąć pod górę albo
przesączyć się przez wały przeciwpowodziowe.
Rzecznik komendy miejskiej policji stwierdził:
"Policjanci, którzy przyjechali na miejsce zabezpieczyli teren i czekają aż
miejskie służby oczyszczania miasta posprzątają potłuczone szkło."
Tego, przyznam, nie rozumiem. W Niemczech policjanci aktywnie uczestniczą w
sprzątaniu miejsca wypadku i jakoś im przy tym czapki z głów nie spadają. Kilka
razy widziałem nawet, jak z bagażnika radiowozu wyjmowali miotłę i zamiatali ulicę.
Czy polscy policjanci należą do innej rasy niż policjanci niemieccy ? Czy polscy
niebiescy obawiają się, że im żyłka pęknie, ewentualnie że im służbowa czapka
spadnie, jak tylko się nachylą ? Spokojnie: czapki wyposażone są w paski, które
przed tym zabezpieczają.
Pytanie do jaśnie pana policjanta - rzecznika :
Jak się panu wydaje: jeśli o budowę image'u wrocławskiej policji chodzi: lepszym
jest przyglądanie się i czekanie aż podludzie w pomarańczowych kubraczkach
posprzątają, czy też aktywne chwycenie za miotłę, żeby jak największej ilości
obywateli oszczędzić zakupu nowych opon ? Jak interpretuje Pan w tej sytuacji
pojęcie "służyć" ?
--
Wrocław bez cenzury