Komentarze do artykułu

Polska kelnerka - miks dziwki i żebraka

LIST DO REDAKCJI. Kelnerka nie uzna, że jesteś super, tylko dlatego, że umiesz przeczytać jej imię na plakietce. Bo kiedy komentujesz, że chciałbyś być tą plakietką przyczepioną do jej dekoltu, to już koniec - jesteś spalony. Ona nie uśmiecha się do ciebie, bo chce, ona się uśmiecha, bo musi.

Kelnerzy nie wypuszczają much na zapleczu Dodaj do ulubionych

  • drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
  • drzewko odwrotne
          • Gość: Kaczoland Atakuje IP: *.dhcp.embarqhsd.net 28.10.08, 00:43
            W USA obowiązkiem klienta jest pozostawienie w lokalu równowartości 15 proc.
            sumy zamówienia jako napiwek. Jeśli ktoś tego nie uczyni, może zostać wyproszony
            z lokalu bądź też wpisany na specjalną listę osób, których obecności w tejże
            sieci restauracji sobie nie życzymy.
            ---------------------------------------------------------------------
            Od wielu lat mieszkam w USA i musze przyznac, iz podobnych BZDUR juz od dawien
            dawna nie czytalem! Zwyczajowo zostawia sie 12 do 15% jako napiwek... ale nie
            jest to zaden przymus. Jezeli NIE jestes zadowolony z uslugi nie masz obowiazku
            "tip'owania". A w tych najtanszych lokalach bardzo czesto ludzie zostawiaja po
            jednym dolarze od osoby. Nigdy nie slyszalem, by kogos wyrzucono
            z lokalu, czy wpisywano na "czarna liste". To chyba
            fantazje autorki!!

            P.S. Poza tym - czasy sa teraz takie (takze i w USA), ze coraz trudniej o
            klientow (coraz mniej ludzi odwiedza lokale) i - tym bardziej - nikt nie pozwoli
            sobie na grymaszenie, czy "wyrzucenie" klienta...
            • Gość: dix IP: 205.228.73.* 28.10.08, 19:00
              > Nigdy nie slyszalem, by kogos wyrzucono
              > z lokalu, czy wpisywano na "czarna liste". To chyba
              > fantazje autorki!!

              ...albo wishful thinking niedorobionej dziennikarki.

              A propos - tytul artykulu nijak ma sie do tresci. Ma niby szokowac
              czy jak??
              Jesli p. Aleksanda ma takie zdolnosci dziennikarskie jak i
              kelnerskie, to moze lepiej niech poszuka "alternatywnej sciezki
              kariery"?..
            • Gość: mksb IP: *.ph.ph.cox.net 29.10.08, 09:45
              Jest taka niepisana zasada, za jezeli jest obslugiwanych conajmniej
              5 osob przy stoliku, to do rachunku jest dodawane 15% typa.
              • Gość portalu: mksb napisał(a):

                > Jest taka niepisana zasada, za jezeli jest obslugiwanych
                conajmniej
                > 5 osob przy stoliku, to do rachunku jest dodawane 15% typa.

                chyba zartujesz? bo w innych krajach ta zasada jest zawsze napisana
                w menu i zalezy od restauracji - czasem 8, rzadziej 6. a u nas of
                kors niepisana i juz od 5 lepkow, brrr..
                --
                [url=http://lilypie.com][img]http://bd.lilypie.com/PAFmp2/.png[/img]
                [/url]
            • Gość: wodzunio IP: 212.160.172.* 29.10.08, 09:47
              Hm. W Polsce nie było tradycji napiwkowania. Zresztą jest to
              obiektywnie bez sensu.
            • Gość: Jazon IP: *.lbitrauma.org 29.10.08, 12:31
              Pewnie ze nie wyrzucaja ale przyznasz, ze napiwki sa oczekiwane "z automatu" i
              generalnie zawsze ludzie placa. Niby przymusu nie ma, fakt, ale jest to
              niepisana zasada. Feels lame jak nie zostawisz, przynajmniej w moim przypadku. I
              nie musisz sie tak "rozindyczac" na to co napisala. Jej chodzi o szerszy
              kontekst podejscia do zostawiania napiwkow.
              Cheers! :-) Jazon
              • Od zwyczajowego dawania napiwkow (co oznacza, ze niekoniecznie wszyscy daja) do
                sporzadzenia czarnej listy klientow jest jeszcze dluga droga. Jest mozliwe, ze
                gdzies w USA w jakims lokalu taka lista rzeczywiscie byla - co nie oznacza, ze
                jest to norma. W takiej sytuacji, jesli traktowac ten tekst jako dziennikarski
                (bo jest na pierwszej stronie portalu), to delikatnie mowiac, mija sie on z
                prawda. Nigdzie dawanie napiwkow nie jest obowiazkowe - co nie zmienia faktu, ze
                nawet w podrzednych barach z kawa stoja sloiki na napiwki dla obslugi.

                Czesc opisanych przez kelnerke-dziennikarke problemow po prostu by nie istniala,
                gdyby ludzie byli wobec siebie przyjazni i sie szanowali, a tego nie da sie
                zadekretowac. Jesli kelner cos poleca, klient ma prawo byc na to uczulony czy
                nie lubic tego - czy to cos zlego? To samo dotyczy innych przypadkow opisanych w
                'liscie'.
                • Gość: funny_hands IP: *.internetia.net.pl 30.10.13, 02:26
                  i tu się nie zgodzę! są kraje gdzie napiwki są wręcz obowiązkiem. np na Węgrzech w 99% restauracji ceny są podawane w następujący sposób:
                  a) cena posiłku + kwota napiwku (10% ceny posiłku) = cena całkowita (dokładnie na zasadzie wzoru matematycznego.
                  b) cena posiłku od razu zawiera 10% napiwku i klient jest o tym informowany w karcie.

                  oczywiście jeśli chce, to może zostawić więcej, ale to jego dobra wola w takim wypadku.
          • Gość: wdwd IP: *.hsd1.il.comcast.net 30.10.08, 21:00
            i zryj w domu
        • Gość: mysz IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.10.08, 11:22
          a z drugiej strony plucie jadem na kazdego klienta, bo odwazyl sie byc niezadowolony, a przeciez sam jest tylko sprzedawca rolet albo urzednikiem. Dla rownowagi nastepne listy powinny byc od nich...
          A swoja droga to kelnerki to nie zawsze takie biedne niewiniatka: kiedys szlak mnie trafial jak widzialam, ze sie paniusie w 4ry zebraly przy barze na ploty (siedzialam niedaleko i slyszalam jak obgaduja jakas wspolna znajoma, pewnie inna kelnerke, ktora akurat inna zmiane miala, heh), a ja cierpliwie siedzialam i czekalam, czekalam, czekalam...Innym razem po zlozeniu zamowienia na danie czekalismy 40 minut! i...sie nie doczekalismy...Wypilismy kawe i poszlismy gdzies indziej, bo 'byly jakies klopoty w kuchni', o czym nikt nie raczyl nas poinformowac, sami musielismy chodzic i sie dopytywac...I co? Moze jeszcze powinnam dac napiwek?
        • Gość: olguita IP: *.kpmg.es 29.10.08, 12:18
          Zgadzam sie w 100%. Genialny tekst, naprawde, chyle czola!!!
        • Gość: Jożin IP: 193.3.8.* 29.10.08, 14:23
          BRANŻA!!! Ho,ho. Jak człowiek chciałby coś smacznego zjeść to miny
          kelnerów potrafią nieźle odstraszyć... A Wasze wypłaty to z czego?
          Budżetu państwa??? Jak widać buraki sa wszędzie...
        • Gość: LubięDobrzeZjeść IP: *.internetdsl.tpnet.pl 29.10.08, 15:23
          Najwyraźniej nie ma dobrych klientów w tym kraju. Czyli mam
          rozumieć, że jak się umówię z kimś na kawę na mieście to powinienem
          czuć się niechciany w restauracji? I nie daj Boże żebym poprosił o
          cukier :) Ludzie - piszcie obiektywnie, chyba nie jest aż tak źle w
          każdym przypadku, co??? :/
      • Gość: dziany dres IP: *.e-wro.net.pl 26.10.08, 22:20
        Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
        • Taraz wiadomo, dlaczego poziom wykształcenia studentów dzisiejszych
          spada na łeb na szyję.
          Takiej bomby z biadoleniem nie można sczytać na jeden raz!

          Lamentu tego nie wytłumaczy się inaczej, jak to, że "jaki pan - taki
          kram"...

          Ciekawym wspomnień kelnera nie-kobiety!
          ;)
          • Gość: domio IP: *.as.kn.pl 27.10.08, 12:37
            Autorka ma jakieś wykrzywione pojęcie o rzeczywistości. Są tysiace zawodów, o których by tak mozna pisać i setki takich, gdzie praca jest nieporównywalnie cięższa. Tylko, że nie wszędzie ludzie pracujący w pocie czoła tak się ze sobą cackaja, a nienawiść do pracy i wszystkie swoje żale przelewają na tych okropnych klientów - źródło wszelkiego zła na ziemi.

            "głową rodziny w postaci łysiejącego, naburmuszonego pana, z przerośniętym mięśniem piwnym i skórzaną saszetką na krótkiej rączce przywodzącą na myśl kontrolera biletów w komunikacji miejskiej"
            Jaka ty jesteć kurcze aspołeczna, nienawidzisz ludzi za wygląd? I co, nasrałaś mu do obiadu za tę saszetkę, czy za to, że jest łysy? Swojego ojca też byś za saszetkę znienawidziła?
      • Gość: Zuzia IP: *.adsl.inetia.pl 27.10.08, 09:34
        Szkoda, że nie napisała gdzie teraz pracuje. Trzeba omijać jej lokal z daleka.
      • Gość: Zdzich IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.10.08, 17:48
        Proszę o więcej sprawozdań z ponurej codzienności niewykształconej i
        przepracowanej klasy pracującej. Ze szczególnym uwzględnieniem zamiataczy ulic
        (ech, te przejeżdżające samochody i nieuprzejmi kierowcy), zieleni miejskiej (
        ech, te psy i ich właściciele) i wielu innych profesji, które średnio zdolny
        szympans opanuje w tydzień...
        • Oj Zdzichu a kto ci każe czytać? Wszak ty jako jednostka wykształcona
          za podatki powyższych nieudaczników wykonujesz w pracy jakże
          skomplikowane czynności. Sęk w tym Zdzichu ze tolerancja powinna być
          cechą każdego wykształconego człowieka. Tejże tolerancji możesz
          pozazdrościć niejednemu szympansowi, nawet średnio zdolnemu.
      • Gość: kelnerka IP: *.cable-modem.tkk.net.pl 28.10.08, 00:48
        rozumiem ze Pan pracowal i wie ile jest w tym racji... - bo ja wiem... fakt
        jadem sie pluje w pewnym momencie, bo i 17h (7.00 - 24.00)sie zdarzylo to nie
        jest kolorowo. Ludzie potrafia byc okrutni do tego stopnia, ze kazdego zaczyna
        sie nienawidzic,usmiechac sie w kazdej sytuacji mozna sie nauczyc. Umowa
        zlecenie nie normuje czasu pracy, dlatego pracuja tak STUDENCI! praca sprawia
        frajde, ale z czasem sie jej NIENAWIDZI...
      • Gość: poroboszcz IP: *.magma-net.pl 28.10.08, 21:42
        dokladnie, zgadzam sie. to po co robisz jako kelnerka panienko jak ci sie nie
        podoba? bylem kelnerem i nie narzekalem, kolezanki tez nie narzekały. fakt ze na
        wielu polakow nie moge patrzec, ale to co ta paniusia wypisuje to jakies
        zwierzenia paranoiczki !
      • A czego dokladnie wymagasz za cene jaka zaplaciles???

        rasiauskas napisał:

        > Płacę-wymagam. Więcej pokory dziewczyno, życie cię jeszcze nauczy.
        Na
        > dodatek nie masz ani grosza racji.
      • Obys wyladowal kiedys w roli kelnera, z calego serca zycze. To tez
        by cie czegos nauczylo. Na dodatek, tez nie masz ani grosza racji.
        Typ'Place wymagam' powinien byc zabroniony, nie tylko w
        restauracjach zreszta!
        • Gość: mamar IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.10.08, 17:02
          dlaczego? dalej w komunie siedzimy? przecież do cholery nikt nie wymaga cudów o
          tych kelnerów!!! a klienci są różni, jak różni są ludzie, ja też pracuję z
          ludźmi, też w usługach i też wielu powiesiłbym za uszy, ale do diaska to mój
          zawód!!! taki wybrałem, taki mam!
          o czym w ogóle ta dyskusja??? to ja już wolę samoobsługę.
      • Nigdy nie byłam kelnerką. Pracowałam za to jako recepcjonistka i
        jeżeli życie mnie nie zmusi to nigdy więcej nie chcę pracować przy
        obsłudze klienta. Ktoś powie,że się nie nadaję. Nie zaprzeczę.
        Jednak rok takiej pracy to było niezłe studium ludzkich charakterów
        i szkoła życia. I tak zaobserwowałam, że:
        Najgorsi (ocena subiektywna) klienci to ci którzy ledwo, ledwo się
        czegoś dorobili. To taki ktoś, a nie VIP, robi z siebie wielkie
        panisko. Najbardziej rozczeniową postawę mają klienci którzy tak
        naprawdę sami za siebie nie płacą, a robią to za nich firmy
        wykupując im NAJTAŃSZY z możliwych abonament na usługę.
        Panowie z piwnym brzuszkiem, wybitnie odpychający fizycznie w domu
        żonie nie podskoczą (zakładając, że w ogóle takową mają), ale
        przyjdzie do restauracji i klepnie kelnerkę w tyłek, recepcjonistkę
        zwyzywa od k... i szmatą (wiem z autopsji), a pani sprzątaczki
        zwracającej mu uwagę, że na siłowni trzeba zmienić buty nawet nie
        raczy zauważyć ostentacyjnie gapiąc się w sufit gdy ta do niego
        mówi. Rzucano mi kluczami w twarz, bo raczyłam stwierdzić fakt, że
        czas rezerwacji się skończył i należy uiścić dodatkową opłatę lub
        zakończyć korzystanie z usługi. "Ale o co Pani chodzi? Przecież i
        tak nikt inny nie wynajmuje?", "Co ty masz kobieto problemy
        seksualne?" Nawet 10 miłych klientów nie było w stanie
        zrekompensować mi jednego buraka i mówcie co chcecie (nie nadaję się
        itp), ale żadna praca nie jest warta tego bym musiała znosić takie
        skrajne przypadki. Jakie braki w życiu rekompensujecie sobie
        wyładowując frustrację na kelnerkach, recepcjonistkach, kasjerkach w
        hipermarketach? Dlaczego czujecie się bezkarni? Naprawdę jesteście
        tak naiwni, żeby myśleć, że obchodzicie nas cokolwiek więcej niż
        ustawa przewiduje. Ja mam ci człowieku sprzedać piwo/zrobić
        rezerwację/skasować zakupy. RESZTA MNIE WALI. Nie obchodzą mnie
        wasze wakacje/brak małżeńskiego seksu/złote karty kredytowe/marki
        garniturków/modele telefonów komórkowych/lunche/konferencje. Ja też
        skończyłam studia, też przeczytałam setki książek i tak jak wy
        pracuję, bo muszę. I NIE DORABIAM DO TEGO IDEOLOGII. Po 8 godzinach
        pracy wracam do SWOJEGO ŻYCIA.
        • Gość: Nimrod 7 IP: *.sta.tvknaszapraca.pl 01.11.08, 11:32
          "Jakie braki w życiu rekompensujecie sobie
          wyładowując frustrację na kelnerkach, recepcjonistkach, kasjerkach w
          hipermarketach? Dlaczego czujecie się bezkarni? Naprawdę jesteście
          tak naiwni, żeby myśleć, że obchodzicie nas cokolwiek więcej niż
          ustawa przewiduje."

          Doskonale powiedziane. Brawo, Kasiu, w pełni Cię popieram i rozumiem.
          Gorzej, że gawiedź, krzykacze i motłoch za bardzob tego i tak nie
          pojmie... Dla nich istotne są tylko pełne brzyszyska, a dzis 1.01
          zaraz z cmentarza pewnie hulaj dusza hop w poszukiwaniu otwartego
          marketu - bo jak otwatre to pewnie skorzystam.. Coz, otwate tez sa
          dzis i agencje seksualne - a pomimo to dzis czy w przyszlosci tam
          nie pojde :PPP

          Coś nasi "wyzyskiwacze" i "władcy białych murzynów" zamilki ostatnio
          na forum :PPPP
          • Gość portalu: Nimrod 7 napisał(a):

            > "Jakie braki w życiu rekompensujecie sobie
            > wyładowując frustrację na kelnerkach, recepcjonistkach, kasjerkach w
            > hipermarketach? Dlaczego czujecie się bezkarni? Naprawdę jesteście
            > tak naiwni, żeby myśleć, że obchodzicie nas cokolwiek więcej niż
            > ustawa przewiduje."
            >
            > Doskonale powiedziane. Brawo, Kasiu, w pełni Cię popieram i rozumiem.

            > Coś nasi "wyzyskiwacze" i "władcy białych murzynów" zamilki ostatnio
            > na forum :PPPP

            Czuję się wywołany do tablicy :P

            Więc ja się również zgadzam, ale tak jak dla pani Kasi ja-klient jestem obiektem
            wynajmującym pokój lub wchłaniającym piwo, tak dla mnie Pani Kasia będzie
            obiektem wydającym klucze lub podającym mi piwo.

            Uprzejmość obowiązuje obie strony, a dalej to mnie także wali, czy pani Kasia
            (tudzież autorka artykułu) ma zły dzień, czy dobry, czy pracuje od 5 minut czy
            od 15 godzin i czy jej szef pozwala iść na siku czy nie ;-)

            Po prostu - uprzejmie załatwić z daną osobą to, czego wymagają nasze, że tak to
            ujmę, służbowe relacje, i tyle. Zadnego pozwalania sobie na zbyt wiele, ale i
            żadnego pochylania się nad niedolą drugiej strony nie powinno się wymagać...
            (aczkolwiek nie widzę w tym nic złego, zeby próbować poderwać kelnerkę (o ile
            robi się to uprzejmie i potrafi przestać jeżeli ona sobie tego nie życzy) czy
            zapytać czy coś się stało i czy można pomóc, jak recepcjonistka pochlipuje pod
            nosem, bo ma jakiś problem osobisty...)
            --
            www.berbela.com/
      • Gość: kojot IP: 217.153.158.* 02.11.08, 01:31
        i właśnie o takich gościach jest ten artykuł!!!! na maksa słabych:)))
      • Gość: amigo IP: *.home.aster.pl 23.01.12, 23:19
        Idź popracuj tak jeden dzień to się przekonasz że trochę racji w tym jest!
      • Gość: pj IP: 95.83.249.* 30.10.13, 01:20
        popieram racja...troche szacunku dla tych ciezko pracujacych ludzi
      • Gość: m.g. IP: *.centertel.pl 30.10.13, 15:49
        Mylisz się drogi Panie. Płacąc zwracasz właścicielowi za produkty, dokładasz się do czynszu, mediów i pozwalasz żyć na pewnym poziomie jemu i na niskim poziomie ludziom, których zatrudnia. To jest tylko płacenie za towar i usługę. Tylko. Żadnej ideologii o wymaganiu czegokolwiek poza towarem i usługą.
      • Gość: Ruda IP: *.play-internet.pl 31.10.13, 01:37
        Chyba Ci się w d* poprzewracało, albo nigdy nie pracowałeś/aś
      • Gość: ziutek IP: *.internetdsl.tpnet.pl 31.10.13, 11:40
        pokory ? bo co przychodzisz za pieniądze tatusia czy mamusi do knajpy a w piątkowy wieczór udajesz znawce whisky czy innych alkoholi :) ? spojrz na ten artykuł jako na informacje , opis tego jakie dziewczna ma odczucia. Ty pracujesz za biureczkiem to marudzisz ze szef kazał zostać godzine dłużej i wszczynasz awanture o nadgodziny. Jesteś przedstawicielem? To krzyczysz ze klienci to sknery i złodzieje chcieliby wszystko darmo a dyrektor regionalny nie widzi Twoich starań. Każdy narzeka na swoja pracę no może większość taka Polska mentalność. Ale gwarantuje Ci,że jeżeli poszedłbys pracować jako kelner po miesiącu podpisał byś sie pod tym artykułem. Chyba , że nim jesteś i masz szczęście do gości. Każdego kelnera kelnerke spytasz o ten artykuł czy odczucia po przeczytaniu tego tekstu powie , że w Polsce włąsnie tak sie zachowują...gośćie...także nie wyjeżdzaj z pokorą bo ani ja nie powinienem pisać o problemach w twojej pracy ani Ty o problemach pracy kelnera bo ich nie znasz. I idz dalej z kolesiami udawać wielkich bossów do restaruracji i zamawiaj Jacka z Cola...
      • Gość: tomek_wawa IP: *.static.as13285.net 01.01.14, 13:42
        RACJE MA NIEMALZE W 100 % GENIUSZU . I nie zycie cie nauczy, bo zycie cie dopiero nauczy w gastronomii .
    • Trza omijać nasze knajpy, bo jeszcze mnie za Niemca wezmą i zemszczą się za Westerplatte.
      --
      "Nie ma ludzi niewinnych, są tylko źle przesłuchani."
      FELIKS DZIERŻYŃSKI
    • Gość: ricky IP: *.finemedia.pl 26.10.08, 21:46
      "Kelner nie może zabrać nic, jeśli sztućce nie są skrzyżowane na
      środku talerza(...)"

      OMG, i ty jestes kelnerka?
      Nie dziwie sie, ze klienci sie na ciebie zloszcza i nie zostawiaja
      ci napiwkow.

      Naczynia zabierasz, jak masz sztućce ułożone równolegle do siebie, a
      jak skrzyżowane, tzn., że klient jeszcze je.

      Z resztą, co to znaczy "poproszę"? Mówi się "proszę".

      Zmień robotę, bo w tej nigdy nic nie zarobisz.
    • Gość: zosienka IP: *.as.kn.pl 26.10.08, 21:46
      >>Kelner nie może zabrać nic, jeśli sztućce nie są skrzyżowane na środku talerza, bądź też nie jest on odsunięty na róg stołu i nie widnieje na nim serwetka, świadcząca o zakończeniu konsumpcji.<<

      raczej kelner nie może zabrać nic jeśli sztućce SĄ skrzyżowane na środku talerza
    • Gość: figlasz IP: *.lanet.net.pl 26.10.08, 21:56
      W liscie nie podoba mi sie bardzo generalizowanie ludzi. Chodze czesto do restauracji i staram sie zachowywac kulturalnie i to nie wazne w jakim miejscu i kraju jestem. Nie zgadzam sie, ze wszystkie rodziny w niedzielne popoludnia zachowuja sie tak samo, jak i ze wszyscy Niemcy nie zostawiaja napiwku. Przykro mi bardzo, ze masz takie doswiadczenia z praca, ale czytajac Twoj list mam wrazenie, ze musialas miec bardzo duzo pecha podczas Twojej wakacyjnej pracy.
      • Gość: mroczek IP: *.resetnet.pl 28.10.08, 17:18
        Autorka nie napisala, ze wszystkie rodziny.
        Nie napisala tez ze Niemcy nie zostawiaja napiwkow tylko Hiszpanie.

        Ciekawe ile razy dziennie przekrecasz to co inni powiedzieli, a pozniej masz do wszystkich naokolo pretensje, ze mialo byc inaczej :). Mam niestety takich geniuszy w pracy calkiem sporo.

        Zastanow sie nad tym i wyciagnij wnioski.
        • Gość: dix IP: 205.228.73.* 28.10.08, 19:09
          Gość portalu: mroczek napisał(a):

          > Nie napisala tez ze Niemcy nie zostawiaja napiwkow tylko Hiszpanie.
          [laskawie wyciete]
          > Zastanow sie nad tym i wyciagnij wnioski.

          PRZECIEZ NAPISALA - mówiac Twoim jezykiem: nie umiesz czytac ze
          zrozumieniem czy specjalnie przekrecasz?:

          "Rano zawsze nalot robią niemieccy turyści, uważając, że są u
          siebie, nigdy nie przestawiają się na rozmowę w języku angielskim i
          zawsze piją niezliczoną ilość kaw. Nie zostawiają napiwków,
          skrupulatnie dzielą rachunki między sobą i zawsze płacą oddzielnie. "

          ... a teraz usiadz pokornie w kaciku i "zastanow sie i wyciagnij
          wnioski."
    • Gość: saglopur IP: *.wroclaw.mm.pl 26.10.08, 22:01
      Trochę dziwny ten artykuł, nie byłem nigdy kelnerem ale zdaje się być mocno
      przesadzony. Po prostu nie wierzę w to zawsze, ale to zawsze, nigdy i podobne
      kategoryczne stwierdzenia.

      Wiem doskonale, że to ciężka praca, ale mimo wszystko wydaje mi się, że
      większość klientów to ludzie normalni i w miarę uprzejmi. To nie jest praca w
      kamieniołomach ani na galerach, a takie można odnieść wrażenie czytając artykuł.
      Ogólny poziom obsługi jest zresztą wg mnie w porządku. Ale jak napisała moja
      przedmówczyni - po takim tekście można nabrać skrupułów przed chodzeniem
      gdziekolwiek i zakłóceniem spokoju umęczonych życiem sierotek.
      • Gość: domio IP: *.as.kn.pl 27.10.08, 13:08
        Do tej pory napiwek dawałem odruchowo, teraz zacznę zwracać uwagę, czy przypadkiem nie trafi on do nadętej i rozzłoszczonej na cały świat paniusi pokroju autorki tekstu, która powinna przestać się łudzić, że się nadaje do tej pracy.
    • Gość: T. IP: *.magma-net.pl 26.10.08, 22:03
      Proponuję tej Pani zwolnić się z pracy i poszukać innego zajęcia. We
      Wrocławiu nie ma aktualnie problemu ze znalezieniem pracy, nawet dla
      studenta.
      A może zmienić knajpę na inną?
      Ja sam gdybym z takimi myślami codziennie zaczynał pracę, to
      niechybnie wpadłbym w depresję...
      A zawód kelnera jest jaki jest - trzeba go polubić. A jeśli klient
      chce zapytać kelnera o danie dnia, to nie ma powodu się wściekać -
      trzeba pomóć!
      Albo Pani ma strasznego szefa, albo się po prostu do tej pracy nie
      nadaje...
    • Gość: klient IP: *.ssp.dialog.net.pl 26.10.08, 22:08
      Totalne zgnuśnialstwo.. az sie nie chce isc do knajpy.. Kelner
      nienawidzi swojej roboty.. a Ci klienci sprawiaja, iz musi wiecej
      pracowac.. automatycznie staja sie uosobieniem zla.. i tak dzien za
      dniem Dzien Swira..

      i te nieskrzyzowane widelce.. pogratulowac!
      • Gość: admo IP: 195.136.189.* 26.10.08, 22:25
        Przypomina mi to wypowiedź jednego z bohaterów jakiegoś filmu dla dzieci. Był to
        nauczyciel, który powiedział: "Szkoła byłaby wspaniałym miejscem pracy, gdyby
        nie te dzieciaki". Coś mi się wydaje, że ta Pani nie nadaje się do swojej pracy.
        Nie wiedziałem, że nie powinno pytać się o polecane danie...
        ech... żal mi takich smutnych ludzi..
    • Gość: klient IP: *.ssp.dialog.net.pl 26.10.08, 22:09

      Totalne zgnuśnialstwo.. az sie nie chce isc do knajpy.. Kelner
      nienawidzi swojej roboty.. a Ci klienci sprawiaja, iz musi wiecej
      pracowac.. automatycznie staja sie uosobieniem zla.. i tak dzien za
      dniem Dzien Swira..

      i te nieskrzyzowane widelce.. pogratulowac!
    • Gość: ogon IP: *.171.19.131.static.crowley.pl 26.10.08, 22:11
      Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
    • no to jak tak jest, a niektóre komentarze to potwierdzają, to od dzisiaj mam
      inne patrzenie na przebywanie w restauracjach. Może lepiej zamknąć wszystkie
      restauracje a otworzyć knajpy typu makdonald, bez znudzonej-zmęczonej obsługi
      przy stoliku.
      • Gość: kasia IP: *.chello.pl 26.10.08, 22:45
        bardzo kiepsko z tobą dziewczyno! ja także byłam studentką i pracowałam można
        powiedzieć ciężko bo od sprzątaczki aż po biuro. Pracowałam jako sprzątaczka w
        hotelach pracowniczych było strasznie równocześnie jechałam z etatem w jakimś
        zakładzie. Uwierz mi nie miałam czasu na koleżanki i dyskoteki potem pracowałam
        w fabryce na maszynach na 3 zmiany na akord to było dopiero zakręcenie .Uwierz
        mi czasami wolałam w restauracji tam miałabym przynajmniej kontakt z różnymi
        ludźmi. Pracowałam przy maszynie w huku ,tyle mojego ze brałam zeszyty i się
        uczyłam ale za to po kilku latach pięknie to zaprocentowało teraz sama prowadzę
        firmę i mam czas na imprezy. Zdobyłam odpowiednie wykształcenie ,certyfikaty
        ,nagrody myślę że każdy człowiek powinien przejść przez ten okres upokorzeń ,
        orki aby poczuć później że to się opłacało .Może masz racje z zachowaniami
        ludzi, tylko pamiętaj zawsze będą ludzie źli i dobrzy to zależy od ich
        wychowania od rodziny ,domu, pomyśl że oni są tacy w rodzinie swojej, należy do
        pracy podchodzić z dystansem bawić .Ludzi nie zmienimy ale z uśmiechem możemy
        więcej zrobić nie dla nich dla samego siebie po co się denerwować Uwierz w
        siebie trzeba tą mękę przejść a potem będzie bardzo fajnie .
    • Gość: obiadowiec IP: *.gprs.plus.pl 26.10.08, 22:37
      Co to w ogole jest za tekst...
      Moglbym na poczekaniu napisac taki sam o kelner(k)ach.
      Tylko po co; z reguły obsluga _jest_ ok. Malo tego, usmiechy tez niekoniecznie
      sa wymuszone, a wielu osobom ta praca sprawia frajde (!) - w tych przypadkach
      chetnie wracam do danej knajpy.

      Zdaje mi sie ze Autorka sama odbiera swoja posade jako upodlenie i dopust bozy i
      w tym jest problem. "Nienawidze dzieci, ale, k..., codziennie musze isc do
      szkoly i uczyc";) W istocie nie ma zadnego klient-kelner, spotykaja sie ludzie i
      naprawde nie ma znaczenia kto sie pierwszy nabzdyczy.

      A Gazeta drukuje ten stek frustracji. Eh...
      • Gość: Pilo IP: *.magma-net.pl 26.10.08, 22:47
        O każdej pracy można napisać taki list. Jak koleżanka nie lubi
        swojej pracy, a co więcej - nie rozumie o co w niej chodzi - to mam
        dobrą radę: ZMIEŃ PRACĘ I NIE ZATRUWAJ ŻYCIA LUDZIOM KTÓRZY IDĄ DO
        RESTAURACJI SPĘDZIĆ MIŁO CZAS, A NIE DBAĆ O DOBRE SAMOPOCZUCIE
        DORABIAJĄCYCH STUDENTÓW.
        • Gość: Marcin IP: *.izacom.pl 26.10.08, 23:51
          Jeżeli "miłe spędzanie czasu w restauracji" oznacza dla ciebie
          obrażanie i poniżanie ludzi w niej pracujących, to szczerze żal mi
          ciebie. Musisz być bardzo zakompleksionym człowieczkiem, skoro nie
          stać cię na okazanie szacunku kelnerowi - i nie ma to nic wspólnego
          z dbaniem o jego dobre samopoczucie.

          Uprzedzając pytanie - nie, nie jestem, nie byłem i nie będę
          kelnerem. Ale często widzę, jak są traktowani przez niektórych
          buraków, którzy w myśl zasady "płacę i wymagam" (zaprezentowanej na
          forum kilka postów wcześniej) uważają kelnera za służącego.
          • Gość: atx IP: *.internetdsl.tpnet.pl 27.10.08, 09:51
            "mile spedzanie czasu w restauracji" dotyczy tez np. tego lysego goscia z saszetka, ktorego autorka najwyrazniej nienawidzi za sam wyglad; nie dlatego, ze odezwal sie tak czy inaczej, obrazil ja czy ponizyl, ale dlatego, ze nie jest ubrany kul i trendi. Z drugiej strony, jesli przyjdzie ktos w garniturze, to na pewno jest "naburmuszonym pseudobiznesmenem". Tak naprawde i tu, i tu nie chodzi o ich wyglad: wszystko jest tylko pretekstem do wylania zalu do calego swiata, wedle zasady "jak sie chce uderzyc psa, to jakis kij sie zawsze znajdzie". Dlatego Pilo ma 100% racji - tu nie chodzi o bycie obrazanym, tylko o nienawisc do swojej pracy przelewana z automatu na gosci restauracji.
          • Gość: jazz IP: *.elektrosat.pl 27.10.08, 18:13
            dokładnie
      • Gość: a(le)gatka IP: *.centertel.pl 26.10.08, 23:07
        ale żenada i żałość, dziewczyno, zo kogo ty sie uważasz i dlaczego
        tak ponizasz innych ludzi?? skąd tyle kompleksów?? moze stad, ze
        pracujesz od 5 lat jako kelnerka i nie wiesz, jak powinny byc
        odłozone sztucce i ze serwetki wcale nie kladzie sie na talerz, lecz
        obok po lewej stronie?? osobiscie uwazam, ze wiekszosc wroclawskich
        restauracji ma fatalna obsługe, naburmuszeni i zwyczajnie
        niegrzeczni kelnerzy i kelnerki, o jakim ty uśmiechu piszesz? rzadko
        zdarza sie usmiechnieta obsługa, czesto tez zdarza sie, ze obsługa
        stoi sobie i ma gdzies klienta, jak sie człowiek nie "wychyli", to
        do niego nie podejdą, natomiast nigdy nie widzialam, zeby ktos
        pstrykal na kelnera; a ile razy zdarzalo sie, ze rachunek sie nie
        zgadzal... - przypadek??? mimo wszystko zawsze staram sie byc mila i
        raczej daje napiwki, chyba ze ktos jest naprawde bardzo niegrzeczny;
        jak kilka osob powyzej powiem ci - zmien prace, bo nie nadajesz sie
        do kelnerowania, moze zieleń miejska??? doswiadczenie z kwiatkami
        juz masz; powodzenia!!!
    • Wszystko fajnie..., ale z zostawianiem napiwku przy płatności kartą debetową
      czy kredytową to bym się nie zgodził. Kilkukrotnie w różnych restauracjach
      próbowałem tak zrobić. Nigdy nie okazało się to możliwe. Najczęściej
      usłyszałem, że dodatnie saldo płatności kartowych bierze szef lub właściciel
      resturacji... poza tym, o tejże płatności właściciel musi płacić haracz do
      operatora kartowego...
      • Gość: Marcin IP: *.izacom.pl 26.10.08, 23:53
        Napiwek zawsze można zostawić w formie gotówkowej, nawet przy
        płatności kartą. Często tak robię - płacę przykładowo za obiad
        kartą, a te 5zł napiwku zostawiam kelnerowi w gotówce. To działa :)
      • Gość: o!o IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.10.08, 07:16
        nie rozumię instytucji napiwku. w moim odczuciu jest to automatyczne
        stawianie kelnera/portiera itp na pozycji fagasa, czekającego na
        cukierek, któremu łaska pańska cos tam skapnie.
        Jest praca, jest zapłata. za lepszą pracę jest lepsza zapłata/premia.
        Nie wyobrażam sobie, bym kupując książkę czy płacąc za np. malowanie
        mieszkania dodawał napiwek.
        Albo nazwijmy to po imieniu: podatek od usług ludzkich.
        gorzej, jak bankomaty i automaty pralnicze zaczną domagać sie
        napiwków.....
        • Gość: blecharz IP: *.ssp.dialog.net.pl 27.10.08, 11:41
          A dlaczego kucharz ma nie dostac napiwku ?
          Przeciez tyra w goracej jak pieklo kuchni.

          Jestes studentko zenujaca i nic wiecej.
          Place i wymagam (mowie o standardzie bo zaraz sie ktos przyczepi) i tak jest
          wszedzie.

          Bo raczej nie bedzie ze place i morda w kubel. A jesli tak myslisz to chetnie
          cos ci sprzedam po OKAZYJNEJ cenie.
          :)
          • Gość: janma46 IP: 213.92.134.* 28.10.08, 00:28
            Ja uważam że napiwek to rodzaj łapówki.Przecież za swoją pracę
            otrzymujesz zapłatę.To dlaczego w innych zawodach przyjęcie
            dodatkowych pieniędzy czy upominków nazywa się
            łapówkarstwem.Przecież prezent czy pieniądze dane lekarzowi można
            nazwać "nareceptnik",portierowi - bramowe,ekspedientce - nachlebuś
            itd.,itp.Po co to zaraz nazywać łapówką.
            A druga sprawa to to czy ja dam komuś napiwek czy nie to wyłącznie
            moja sprawa a nie rodzaj przymusu czy nacisku,bo tak to się
            zwyczajowo przyjęło.
        • Gość: gość IP: 62.29.165.* 29.10.08, 09:24
          A mnie wkurza jeszcze swego rodzaju "wyłudzanie" napiwku. Kiedy daję np. 50 PLN
          za rachunek typu 33,60, to nie zawsze powiem "37 proszę", tylko czekam na resztę
          i napiwek zostawiam po odejściu kelnera. Jest to powszechne zwłaszcza w krajach
          anglosaskich i uważam to za bardzo dobry i nikogo niekrępujący zwyczaj.
          Tymczasem polski kelner wydaje banknoty, a potem baaaardzo długo szuka w swojej
          saszetce drobnych, aby klient zdążył machnąć ręką... Gdy widzę takie coś, to
          najczęściej nie mam ochoty nic zostawić i poczekam sobie na tą resztę...

          Więc na koniec taki mały apel... Kelnerzy! Więcej szacunku do klientów!
          Osobiście czuję się urażony tekstem pani Aleksandry i mam nadzieję, że nigdy nie
          trafię na obsługę z podobnym nastawieniem. I tak, zawsze używam zwrotów
          grzecznościowych, cierpliwie czekam, uśmiecham się naturalnie (choć duuuużo
          łatwiej o to, gdy obsługa sympatycznie i nie sztucznie się też uśmiecha), czasem
          staram się rozluźnić atmosferę, daję napiwki. Ale jednak z wyjątkami... bo
          chamstwa nie znoszę i tępię. Więc pani Aleksandra niech poszuka przyczyny braku
          napiwków w sobie, a nie z nienawiścią szufladkuje ludzi... Wniosek jest prosty i
          sądzę, że się nie mylę myśląc podobnie, jak te kilkadziesiąt osób tutaj... TO
          NIE JEST PRACA DLA PANI.
        • Całkowicie się zgadzam z tą opinią. W Polsce nie ma tradycji dawania
          napiwków i nie ma powodu aby ją wprowadzać. Uważam, że napiwek jest
          poniżający dla biorącego, świadczy bowiem o tym, że ktoś pracuje za
          marne pieniądze i musi żebrać aby sie utrzymać. Dla dającego też
          jest kłopotliwy bo nie bardzo wiadomo ile dać, czy sie kogoś nie
          urazi zbyt małą kwotą. Nie wiem także czemu akurat kelnerzy mają
          mieć prawo do napiwków a inne zawody nie. Jeżeli ktoś ma gest albo
          korzysta często z tej samej restauracji i chce dać napiwek to jego
          sprawa, ale traktowanie tego jako obowiązku, a zwłaszcza
          umieszczanie jako odrębnej pozycji na rachunku (tak robią niektóre
          lokale) jest chyba dużym nieporozumieniem.
          • Gość: bazyliszek IP: *.pism.pl 29.10.08, 15:39
            Zgadzam się.
            Przez parę lat pracowałam w bibliotece uczelnianej. Zasuwałam jak
            głupia, szczególnie w weekendy zjazdowe. Wypozyczanie, oddawanie,
            pomoc studentom, porządkowanie czytelni, kserowanie, zapisywanie
            nowych czytelników, wyszukiwanie informacji ("taka książka o Unii
            Europejskiej, z żółtą okładką, nie pamiętam tytułu ani autora..."
            albo "gdzie znajde coś o ASEAN" - choć osoba pytająca nie miała
            nawet pojęcia, co to ASEAN). Wszystko to z uśmiechem, kompetentnie,
            szybko, sprawnie. Dlaczego nigdy nie dostałam od żadnego studenta
            złamanego grosza napiwku? A pensja była na pewno niższa niż
            kelnerska, choć w tygodniu pracowałam umysłowo, przy opracowaniu
            książek, tak żeby jak najłatwiej było czytelnikom wyszukać
            odpowiednią książkę na interesujący ich temat, przy czym musiałam
            mieć opanowane słownictwo ekonomiczne, biznesowe i informatyczne w
            paru językach.
            Dlaczego akurat kelnerzy mają być uprzywilejowanym zawodem? Może mi
            to ktoś wyjaśnić?
      • Gość: Szalony Kucharz IP: 89.100.69.* 29.10.08, 16:50
        > Wszystko fajnie..., ale z zostawianiem napiwku przy płatności kartą debetową
        > czy kredytową to bym się nie zgodził. Kilkukrotnie w różnych restauracjach
        > próbowałem tak zrobić. Nigdy nie okazało się to możliwe. Najczęściej
        > usłyszałem, że dodatnie saldo płatności kartowych bierze szef lub właściciel
        > resturacji...

        To, że usłyszałeś, nie oznacza wcale, że jest to niemożliwe. Po prostu kelnerzy
        nie ufają, że właściciel się z nimi rzetelnie rozliczy z napiwków z kart, a po
        drugie zazwyczaj takie napiwki rozlicza się po równo dla całej zmiany, więc ten
        czy ów chytry pikolak woli pobrzękujące monety sobie do kieszeni wcisnąć.
      • Gość: waitress IP: *.internetia.net.pl 30.10.13, 02:20
        z tego co mi wiadomo i w knajpach w których pracowałem (a troche ich juz było) to przy płatności kartą nie ma problemu by wpisać o tyle więcej ile klient chce dać napiwku. po prostu potem się to wyciąga z kasy i wrzuca do puszki, bierze dla siebie etc. ;)
    • Dobrze móc poznać jak to jest po drugiej stronie. I jak ciężka jest
      praca kelnera. Zawsze jestem miły dla obsługi i zawsze zostawiam
      napiwek - po tym artykule będę zostawiać większy.

      Szkoda, że większość komentarzy w tym wątku jest taka niefajna :(

      --
      "And that government of the people, by the people, for the people,
      shall not perish from the earth"

      Abraham Lincoln, Gettysburg 19 XI 1863
      • Gość: a(le)gatka IP: *.centertel.pl 26.10.08, 23:16
        komentarze takie, jak artykuł
      • Gość: kuternoga IP: *.superkabel.de 26.10.08, 23:23
        ja się tymi komentarzami tak bardzo bym nie przejmowal prosci ludzie proste
        komentarze :) tak juz niestety jest wielce oburzone sprosne swinki :) sam
        pracowalem jako kelner i mialem podobne doswiadczenia, niestety (czytajac to
        przypominalem sobie moja prace w jednej z wroclawskich restauracji) nie
        oszukujmy sie polacy w wiekszosci to poprostu wiesniacy ze sloma w butach :)
        mile jest to ze jednak zdarzaja sie osoby z klasa ale to wszystko kwestia
        wychowania i obycia

        P.S
        pozdrowienia dla autorki
        • Gość: admo IP: *.ict.pwr.wroc.pl 27.10.08, 10:32
          "nie oszukujmy sie polacy w wiekszosci to poprostu wiesniacy ze sloma w butach :)"
          Kelnerami w polskich restauracjach też są Polacy... ze słomą w butach.
        • Gość: Pooh IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.10.08, 14:57
          Tylko jak gość restauracji jest obyty i ma klasę to najczęściej załamuje ręce nad jakością obsługi i kompetencjami kelnerów.
          W przeciętnych knajpach (takich jak większość na wrocławskim Rynku) często można spotkać kelnetów z mizernym przygotowaniem do zawodu.
          Dlatego do jednych knajp chodzę chętnie a inne omijam szerokim łukiem bo byłem w nich kiedyś źle obsłużony. Podobny patent radzę zastosować naszej udręczonej kelnerce - niech tę pracę omija szerokim łukiem i znajdzie sobie inną - najlepiej taką w której nie będzie miała kontaktu z ludźmi.
        • Gość: gregger IP: 91.197.89.* 27.10.08, 20:00
          Akurat większość wpisów na tym forum jest, co się rzadko zdarza, dość wyważona. Proponuję zajrzeć do słownika pod literę "O" i przeczytać wyjaśnienie pojęcia"obiektywizm".
          Zaproś autorkę tekstu na kawę. Będziecie do siebie świetnie pasować. Takie skwaśniałe pary dożywają razem późnej starości.
        • Gość: barti IP: *.internetdsl.tpnet.pl 29.10.08, 10:29
          To właśnie typowe polskie myślenie. Te świnie ze słomą w butach dawały ci
          pensje.Ty zamiast podziękować jeszcze opluwasz.Jesteś kelnerem masz
          obsługiwać.Jeśli klient śorbie, mlaska, rzuca serwetkami po stole to nie jest to
          twoja sprawa. Ty nie jesteś od wychowywania klienta.Ty jesteś od obsługiwania
          klienta.Masz powiedzieć dzień dobry,smacznego,podać rachunek,zapytać czy
          smakowało,powiedzieć do widzenia i zaprosić ponownie. Jeśli klient nie odpowiada
          ma roszczeniową postawę, ciamka przy jedzeniu i nie używa form grzecznościowych
          to jest chamem.Tylko że nic Ci do tego.Chamy też chodzą do restauracji a Ty masz
          ich jako kelner obsłużyć.Nie podoba się załóż szkołę "Savoir-vivre" może tam się
          spełnisz.
        • Gość: a(le)gatka IP: *.centertel.pl 30.10.08, 22:44
          nie
          > oszukujmy sie polacy w wiekszosci to poprostu wiesniacy ze sloma w
          butach :)
          > mile jest to ze jednak zdarzaja sie osoby z klasa ale to wszystko
          kwestia
          > wychowania i obycia


          w takim razie Anglicy, Niemcy i Hiszpanie tez sa wiesniakami z duzą
          ilością słomy w butach, bo o nich "autorka" takze wypowiada sie
          niezbyt pochlebnie... w ogole wszyscy jestesmy wiesniakami, hahaha,
          gdzie nam tam do restauracji chodzić, my (takie buraki) zostaniemy w
          domu zajadając sie pajdą chleba ze smalcem i po kłopocie, hehehe
      • kklement napisał:

        > Szkoda, że większość komentarzy w tym wątku jest taka niefajna :(
        Bo niefajne jest podejście autorki. W 90% się zgadzam, są pewnie liczne
        nabzdyczone buraki, którzy oczekują nie wiem czego od kelnera czy zachowują się
        idiotycznie. W sumie klienci przychodzą w gości do restauracji, to do czegoś
        powinno zobowiązywać. Obie strony zresztą.

        Ale przepraszam bardzo, czy zapytanie się o to, jak jest przyrządzona potrawa to
        rzeczywiście jest taka bolączka dla obsługi?

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Zadaj pytanie na Forum

Za darmo

Na każdy temat

Tysiącom użytkowników

Zapytaj

Bestsellery

Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.