Komentarze do artykułu

Polska kelnerka - miks dziwki i żebraka

LIST DO REDAKCJI. Kelnerka nie uzna, że jesteś super, tylko dlatego, że umiesz przeczytać jej imię na plakietce. Bo kiedy komentujesz, że chciałbyś być tą plakietką przyczepioną do jej dekoltu, to już koniec - jesteś spalony. Ona nie uśmiecha się do ciebie, bo chce, ona się uśmiecha, bo musi.

  • drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego

Kelnerzy nie wypuszczają much na zapleczu Dodaj do ulubionych

  • 26.10.08, 21:30
    O rany, to ja po tym wszystkim będę się bała pójść do knajpy. Zawsze starałam
    się zachowywać grzecznie, ale to jakby stąpać po polu minowym. Dobrze
    chociaż, że nie jestem Niemcem :)
    Zaawansowany formularz
    • 26.10.08, 21:36
      Płacę-wymagam. Więcej pokory dziewczyno, życie cię jeszcze nauczy. Na
      dodatek nie masz ani grosza racji.
      --
      ;o?
      • Gość: janek wroc IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.10.08, 21:47
        Brawo za artykul.. tez pracuje w tej branzy i bardzo trafnie to
        wszystko opisalas. dokladnie jest jak piszesz. masz racje najgorsi
        sa do obslugi tzw. "gugusie" co zarobili troszke ,gajerek ubral i
        wuelkie wymagania. to samo dotyczy tzw "plastikow" ,mam na mysli
        dziewczyny( domyslacie sie) tez wymagan pelno,a najchetniej siedza
        przy malym z sokiem dopoki jeleni nie znajda i im cos nie postawia.
        Gratulacje za tekst!
        • Gość: atx IP: *.internetdsl.tpnet.pl 27.10.08, 09:39
          Takiej ilosci jadu i zalu do calego swiata dawno nie widzialem. W ktorej restauracji pracuje p.Lobodzinska- bede omijal szerokim lukiem?
          • 27.10.08, 10:05
            A teraz z pktu widzenia klienta:
            1. bywa, że czekam 10 minut na danie, ale już 30 min na rachunek, a tłumu
            klientów wcale nie ma
            2. niby na jakiej podstawie restauracje wliczają napiwek do rachunku? może nie
            planuję płacić napiwku, bo mam kasę na trzy piwa i paczkę fajek?
            3. niby dlaczego w ogóle płaci się napiwek? Od płacenia jest pracodawca, a tak
            to ci ostatni płacą 600PLN "a resztę to napiwkami Pan sobie dorobi"
            4. czasem nie mam ochoty czekać, aż kelner oporządzi swoje 10 stolików i chcę
            zamówić bronka w bufecie, ale nie mogę, "proszę poczekać, kelner podejdzie"
            • 27.10.08, 10:21
              Inna sprawa, że w razie podania nieświeżego dania (raz dostałem surówkę z białej
              kapusty będącej w trakcie procesu kiśnięcia) kelnerowi należy o tym powiedzieć,
              ale w żadnym nie należy go rypać.
              • 27.10.08, 15:02
                "I ten widok żrących ludzi. Naprawdę nie ma gorszego widoku niż ten, w jaki
                sposób ludzie jedzą."

                Ręce można załamać jak się czyta takie rzeczy. Czy ty dziewczyno nie uważasz że
                to z tobą jest jakiś problem a nie z klientami??? Ja rozumiem że czasami
                zdarzają się upierdasy ale nie można generalizować. Jeżeli ta robota ci nie
                odpowiada (a najwyraźniej tak jest, z tekstu wynika też że kompletnie się do
                niej nie nadajesz) to ją zmień, w dzisiejszych czasach to naprawdę żaden
                problem!! A tak na dobrą sprawę to myślę że większość odwiedzających knajpy w
                Rynku i okolicach mogłoby napisać dokładnie taki sam artykulik ale o kelnerach i
                obsłudze w tych miejscach...

                Przeczytałem prawie wszystkie komentarze pod tym artykułem i na szczęście mi
                ulżyło bo nie tylko ja tak myślę...
                • Gość: mika IP: *.acn.waw.pl 29.10.08, 09:32
                  Ani w Niemczech, ani we Francji czy Hiszpanii tak wysokie napiwki
                  NIE sa obowiazkowe!!!!!!!!! To klamstwo ze daje sie 10%! W 99%
                  lokali obsluga jest w cenie i jest to napisane przy wejsciu i na
                  karcie.

                  To co sie dzieje w Polsce, czyli doliczanie OOWIAZKOWEGO napiwku
                  przy rachunku JEST SKANDALICZNE!!!
                  • Gość: Mike IP: *.fbx.proxad.net 29.10.08, 09:58
                    Nie wiem doprawdy, gdzie uczyli Cie matematyki. 15 % ZAWSZE jest DOLICZONYCH do
                    rachunku, a nie w cenie...subtelna roznica. I jest to dokladnie OBOWIAZKOWO
                    doliczony serwis. Przynajmniej we Fracji, nie wiem zatem, skad takie oburzenie.
                    Prawda jest natomiast taka, ze rozwiazuje to wszelkie spory i klopoty przy
                    platnosciach karta - wiemy za co placimy i nie ma niedomowien, a kelner zadowolony.
                    • 29.10.08, 10:11
                      odnośnie samego artykułu - napisany jest zdecydowanie zbyt emocjonalnie, raczej
                      przez osobę, która ma już serdecznie dość tego zawodu. byłem kelnerem przez
                      jakiś czas, zrezygnowałem po trzech tygodniach, bo zawód faktycznie
                      niewdzięczny, a jeszcze przełożeni mieli tendencje do traktowania podwaładnych
                      jak shit
                      • Gość: zumek IP: 62.148.79.* 29.10.08, 10:25
                        Nie raz stalem u mamy w salonie prasowym (nie w markiecie tylko na
                        osiedlu) i co tam przychodzi to juz przekracza wszelkie pojecie.
                        Pijaci, awanturnicy, zlodziejaszki, wszystko. Najwiecej to tych co
                        przychodza po Meskie, Cedzusy, Zawisze czy podobne, wala alkoholem,
                        petami i czym sie tylko da, klocia sie z toba ze na drugim koncu
                        miasta jest o 3 grosze taniej i jeszcze prosza na kreche. W
                        restauracji takiego nie uswiadczysz a nawet jezeli to mozna podejsc
                        do niego z tej najmniej smierdzacej strony i zalatwic sprawe szybko
                        a tu to stoisz praktycznie w 4 oczy. Zeby nie moja wrodzona anielska
                        cierpliwosc juz dawno bym siedzial w kiciu.
                        • Gość: Coondelboory IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.10.08, 10:49
                          ...ale bywa, że plują do zupy.
                          A że praca ciężka? A która jest lekka? Każdy mógłby napisać co najmniej równie rozpaczliwy tekst o swojej robocie. A to że szef pomiata, a to, że klienci marudzą, a to, że rynek trudny. Zwykła rzecz.
                          • Gość: skrot.myslowy IP: *.111.206.196.static.crowley.pl 29.10.08, 11:13
                            Wniosek taki, że najlepiej jakby nie było klientów albo było ich mało i
                            zostawiali napiwki w wysokości 100% rachunku.

                            1. Nikt nie zmusza do tej pracy. Widocznie jednak płaca jest na tyle atrakcyjne,
                            iż autorce nie opłaca się zmieniać na inną mniej męczącą.

                            2. Jeśli pracuje się nadgodziny to prawnie są usankcjonowane wyższe stawki. Z
                            artykułu wnioskuję, iż autorka przychodzi z rana wychodzi po pierwszej w nocy i
                            tak na okrągło.

                            3. Kwestia ułożenia sztućców to sprawa dyskusyjna. Ja pochodze z regionu w
                            którym z kolei równolegle ułożone sztućce oznaczają "dziękuję, najadłem się", a
                            z kolei skrzyżowane, że człowiek "jest niedojedzony". Tak więc to nie powinien
                            być argument w dyskusji.

                            4. Wymaganie od Niemców, by przestawili się na angielski. No bez przesady! I to
                            WE WROCŁAWIU!!! To właśnie na język niemiecki w Zachodniej Polsce powinien być
                            kładziony większy nacisk wśród wszelkiej obsługi.

                            5. "Kwadrans przed otwarciem zaczynają już bezczelny szturm. A bo to i tak zaraz
                            będzie otwarte, bo my tylko na kawę, bo możemy usiąść na tych wyczyszczonych
                            stolikach, a pani niech sobie sprząta dalej, bo co to za różnica, kilka minut w
                            tę czy w tamtą" - ja rozumiem że zwykle właściciel nie stoi za barem i tego nie
                            kontroluje, a kelnerzy maja to gdzieś, że dziatwa wali drzwiami i oknami, chcąc
                            zostawić swoje pieniążki. Wina poniekąd właściciela, gdyby odpalał obsłudze
                            jakiś procent od utargu, to byście sami naganiali klientelę pół godziny przed
                            otwarciem.

                            6. Mam wiele zrozumienia do emocji towarzyszących tej pracy. Wielokroć jak
                            siedzę w kawiarniach, restauracjach i pubach, to nie mogę pojąć skąd u ludzi
                            taki brak kultury, manier, zbydlęcenia.


                            p.s. zawsze (nawet jak płacę kartą) zostawiam 10% napiwku, nawet jeśli to jest
                            "śmieszne" 5zł.
                            • Gość: Ja IP: 67.159.45.* 29.10.08, 11:28
                              O napiwkach była dyskusja w filmowej klasyce:
                              pl.youtube.com/watch?v=q5ODhIFawfs
                              Ja tam zgadzam się z Mr Pinkiem.
                              • 29.10.08, 11:57
                                - Zrzutka dla kelnerki. Dawaj dolca.
                                - Nie daję napiwków.
                                - Nie dajesz?
                                - Nie uznaję tego.
                                - Nie uznajesz napiwków? Ale ona z tego żyje.
                                - Za mało zarabia, niech odejdzie.
                                - Naprawdę nie dajesz napiwków?
                                - Nie uznaję takiego zwyczaju. Chyba, że ktoś naprawdę się postara.
                                Zrobi coś wyjątkowego. Ale tak dla zasady, to bzdura. Ona wykonuje
                                swoje obowiązki.
                                - Była miła.
                                - Nic szczególnego.
                                - A co? Miała ci zrobić laskę?
                                - Za to dałbym jej więcej. Zamówiłem kawę. Siedzimy tu w ch... czasu,
                                a nalała mi tylko 3 razy. Powinna nalać 6 razy.
                                - Może jest, k..wa, zbyt zajęta?
                                - Kelnerka, k..wa, nie powinna być zbyt zajęta.
                                - Przepraszam, panie Różowy, ale, k..wa, potrzebujesz chyba kolejnej
                                filiżanki kawy.
                                - Kelnerki na pewno nie głodują, zarabiają przynajmniej minimum
                                socjalne. Kiedy ja tyle zarabiałem, nikt mi nic nie dawał.
                                - Ale one żyją z napiwków.
                                - Wiesz co to jest? Całe moje współczucie dla zawodu kelnerki.
                                - Czy ty nie widzisz, że one wypruwają sobie flaki? To ciężka praca.
                                - Taka jak w McDonaldzie, a tamtym nic nie dajesz. Chociaż też cię
                                karmią. Ale zasada mówi: "tym dawać, a tamtym nie". Idiotyzm!
                                - Kelnerka, to najważniejszy zawód dla niewykształconych kobiet w tym
                                kraju. Każda kobieta może się w ten sposób utrzymać. Właśnie dzięki
                                napiwkom.
                                - Pier....sz. Dam jej napiwek i jeszcze zapłacę od tego podatek.
                                Totalnie przej....
                                - Kelnerki należą do grup regularnie dymanych w dupę przez rząd.
                                - Podpiszę każdy protest w tej sprawie... I nie przyłożę do tego
                                ręki. Poza tym, mogą się nauczyć pisać na pier....nej maszynie. Mojej
                                pomocy niech, k..wa, nie oczekują.

                                • 29.10.08, 12:46
                                  Zatrudnianie kelnera z wynagrodzeniem tylko za napiwki jest sprzeczne z
                                  przepisami prawa pracy i podlega karze, jak zatrudnianie na czarno.
                                  • 29.10.08, 13:01
                                    zigzaur napisał:

                                    > Zatrudnianie kelnera z wynagrodzeniem tylko za napiwki jest
                                    sprzeczne z
                                    > przepisami prawa pracy i podlega karze, jak zatrudnianie na czarno.

                                    To chyba logiczne. Bo niby jak taki kelner miałby się rozliczać z
                                    fiskusem? Szara strefa.



                                    --
                                    "Kto nie kocha, tego nie ma."
                                    • 29.10.08, 13:09
                                      Po prostu, taka jest definicja stosunku pracy:
                                      - stałe godziny pracy,
                                      - określone miejsce świadczenia pracy
                                      - podległość służbowa

                                      Dobrze byłoby, gdyby na forum znalazł się pracownik skarbówki i powiedział, jak
                                      wygląda obowiązek podatkowy dla zatrudnionego na etacie kelnera biorącego napiwki.
                                      • Gość: a IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.10.08, 13:59
                                        Cel artykułu: napiwki
                                        Sposób dojścia do celu: lepsza obsługa, a nie artykuły.

                                        Artykuł zawiera horendalne ilości przekłamań i kłamstw. Ja rozumiem, że pracując
                                        jako kelnerka można być rozgoryczonym, bo płaca jest tragiczna (jedna z moich
                                        byłych dziewczyn pracowała jako kelnerka). Ale... siać jadem na wszystkich
                                        klientów to takie PRLowskie... Każdy jest zły, niedobry i tragiczny.

                                        Problem jest w tym, że kelnerzy/kelnerki często nie wiedzą czemu dostają te
                                        napiwki. Jesli ktoś mnie obsługuje jak idiota to absolutnie nie daje napiwku.
                                        Jesli zostane obsłużony porządnie, tzn. kelnerka nie będzie o mnie zapominać
                                        (biore pod uwagę ruch w lokalu) to już za to zostawiam 10% napiwku. Jeśli widze,
                                        że się postarała to zostawiam 15-20% napiwku. Wielokrotnie dałem napiwek około
                                        40%, bo obsługa była wyśmienita. Oczekuje dobrej obsługi i jestem ten klient
                                        podpadający pod "nowobogacki". Ja zarobiłem na ciężkiej pracy przez wiele lat i
                                        oczekuje, że ktoś też się postara jeśli chce zarobić, a nie ma mnie w dupie i
                                        obsłuży mnie dopiero jak podnosze ciągle rekę, albo prosze o podejscie.

                                        • Gość: qwerty IP: 195.82.180.* 29.10.08, 15:25
                                          Na szczęście zdecydowana większość kelnerek/kelnerów z jaką miałem w życiu do
                                          czynienia była albo lepiej wychowana albo swoje wnioski i przemyślenia
                                          zachowywała dla siebie.

                                          Zdarza się, że lokal jest pusty, a na panią kelnerkę trzeba czekać dobrych parę
                                          minut. Moja granica psychologiczna to 15 min, po tym czasie wiem, że nie jestem
                                          mile widzianym gościem.

                                          Co do napiwków, to wierzę tylko w napiwki dawane przy dużych zamówieniach.
                                          • 29.10.08, 16:11
                                            "Jakby to było oczywiste, że kelnerowi, zwanemu w niedzielne południa białym
                                            murzynem do usługiwania, nic się nie należało."

                                            Przepraszam czy ta pani siedzi w lokalu za darmo czy jej płacą? Należy jej się
                                            (jak najbardziej)dniówka którą jej płaci pracodawca. Mało? Mam paru znajomych
                                            którzy studiują i 1-2 osoby miały krótsze lub dłuższe epizody z kelnerstwem, a
                                            reszta (jeżeli już pracuje) ma inne prace, także nie jest tak, że można tylko
                                            pracować w lokalu.

                                            "Bardzo często podczas boomu zamówień podchodzi ktoś do baru i mówi, że chce
                                            wreszcie rachunek, i to już, bo mu się spieszy. Siedział przez godzinę, dwie,
                                            marudził i rozsiadał się wygodnie, ale teraz nagle mu się spieszy. Co to w ogóle
                                            jest za tekst?"

                                            Ktoś to już opisał- nie jest tak, że klient się "rozsiada", tylko tyle po prostu
                                            może trwać obsługa.

                                            Napiwki ? Proszę bardzo, jeżeli obsługa jest rzeczywiście miła i sprawna, ale
                                            napiwek tylko za to że kelner/kelnerka raczyli przynieść mi piwo!? No bez
                                            przesady, w końcu płacę za piwo 7 zł (jedno piwo z beczki kosztuje 2 zł czyli 5
                                            zł zysku), więc chyba mam prawo oczekiwać, ze w tej cenie mam miłą atmosferę,
                                            czysty stolik i piwo podane "pod nos".

                                            Napiwki należą się za solidną i rzetelną pracę, a nie za to że ktoś przylazł do
                                            pracy

                                            Zdaję sobie sprawę z tego, że to nie jest lekka praca, no ale takie opinie to
                                            raczej gruba przesada...
                                            • Gość: Janek IP: *.wspiz.edu.pl 29.10.08, 16:34
                                              Coś tu jednak jest nie tak. Artykuł jest wyraźnie pisany przez osobę wzburzoną i
                                              nie w każdej kwestii można przyznać jej rację (myślę na przykład o tych
                                              klientach, którzy "mówią, że już chcą rachunek"), pokazuje on pewien problem, a
                                              nawet ich grupę.
                                              Kelnerzy są źle opłacani i poważną część ich zarobku stanowią napiwki. Nic
                                              dziwnego, że są oczekiwane z wytęsknieniem, a problem pojawia się, gdy jest ich
                                              bardzo mało.
                                              Goście zachowują się niekiedy wyjątkowo okropnie: są nastawieni roszczeniowo,
                                              nie potrafią wczuć się w sytuację kelnera, irytują się przy każdej okazji...
                                              Jest jednak okropnie niesprawiedliwym mówienie, że artykuł jest ogromnie
                                              niesprawiedliwy, a ta Pani nie powinna pracować jeśli się jej nie podoba.
                                              Artykuł jest potrzebny, nawet jeśli momentami zbyt ostry.
                                              • Gość: pan po 40 IP: *.xdsl.centertel.pl 29.10.08, 16:58
                                                ... jeszcze usiąść przy barze?

                                                • Gość: jo IP: 85.134.181.* 30.10.08, 23:40
                                                  Ten artykuł moim zdaniem jest o szacunku, którego nam brak względem innych ludzi
                                                  a nie o kelnerach i ich użalaniu się nad sobą.
                                                  • Gość: Nimrod 7 IP: *.sta.tvknaszapraca.pl 30.10.08, 23:49
                                                    Dokłądnie. Super powiedziane
                                                    Niestey, polski dresiarski, dyskotekowy motłoch w bemkach i golfach
                                                    w życiu tego jednak nie zrozumie...... Im wystarczą manieczki i
                                                    podobne g** do szczescia.. :D
                                                  • Gość: jola IP: *.dynamic.chello.pl 30.01.13, 00:42
                                                    Brawo!!!! co do poprzedniej i do tej wypowiedzi!!!!!!!!!!!!!!!!!
                                            • Gość: Chibi IP: *.dynamic.chello.pl 30.10.13, 17:50
                                              popracuj zobaczymy cwaniaku
                                • Gość: mako IP: *.zabrze.vectranet.pl 30.10.13, 21:48
                                  Wściekłe psy ;) reservoir dogs ;)
                              • Gość: smeagol_s IP: *.pryde.devnet.pl 29.10.08, 12:03
                                Dzięki za linka, świetny kawałek i w pełni zgadzam się z Pinkiem. Nie idę do
                                restauracji żeby ktoś ode mnie żebrał i był miły tylko dlatego że chce wyciągnąć
                                ode mnie więcej kasy. Gdzie tu szacunek do samego siebie. Skoro i tak i tak
                                trzeba zapłacić kelnerowi więcej to niech ten napiwek będzie wliczony w cenę dań
                                i godziwą zapłatę kelner dostanie od pracodawcy a nie będzie musiał o nią
                                żebrać, bo tym właśnie jest oczekiwanie na napiwek - ŻEBRANIEM.
                                • 29.10.08, 12:08
                                  Nie, napiwek nie jest związany w żaden sposób z żebraniem. Jest to
                                  część zapłaty która jest uznaniowa. Jeżeli jesteś dobrze obsłużony
                                  to dajesz napiwek, jeśli nie to możesz dać mniej niż się zwyczajowo
                                  daje lub w skrajnych sytuacjach nie dać go w ogóle.
                            • Gość: WalDo IP: 195.42.249.* 29.10.08, 11:50
                              Gość portalu: skrot.myslowy napisał(a):

                              > 3. Kwestia ułożenia sztućców to sprawa dyskusyjna. Ja pochodze z regionu w
                              > którym z kolei równolegle ułożone sztućce oznaczają "dziękuję, najadłem się", a
                              > z kolei skrzyżowane, że człowiek "jest niedojedzony". Tak więc to nie powinien
                              > być argument w dyskusji.

                              No nie, to nie jest kwestia regionalna. To sie nazywa savoir vivre ;)

                              > p.s. zawsze (nawet jak płacę kartą) zostawiam 10% napiwku, nawet jeśli to jest
                              > "śmieszne" 5zł

                              I to jest wg mnie OK, też tak robię. Chyba, że mi jakoś szczególnie mocno obsługa na odcisk nadepnie. Ale taką sytuację to miałem ze dwa razy w życiu.
                              • Gość: dekupaż IP: 213.155.168.* 29.10.08, 11:58
                                > Gość portalu: skrot.myslowy napisał(a):
                                >
                                > > 3. Kwestia ułożenia sztućców to sprawa dyskusyjna. Ja pochodze z regionu
                                > w
                                > > którym z kolei równolegle ułożone sztućce oznaczają "dziękuję, najadłem s
                                > ię", a
                                > > z kolei skrzyżowane, że człowiek "jest niedojedzony". Tak więc to nie pow
                                > inien
                                > > być argument w dyskusji.
                                >
                                > No nie, to nie jest kwestia regionalna. To sie nazywa savoir vivre ;)

                                www.restaurants.pl/savoir_vivre/sztucce1.htm
                                • 29.10.08, 14:52
                                  No i autorka artykułu się go powinna była już dawno nauczyc.Ja bym jej chyba też
                                  napiwku nie zostawiła (a praktycznie zawsze zostawiam 10 %), jakby mi zabrała
                                  talerz, bo zostawiłam sztucce oparte o brzeg. Savoir vivre, przynajmniej na tak
                                  elementarnym poziomie, dla mnie jest u kelnerów obowiązkiem.
                                  Ta pani rzeczywiście nie powinna pracowac w usługach, bo absolutnie nic się jej
                                  nie podobało w klientach - jak zamawiają, jak siedzą i zamawiają za mało, jak
                                  chcą płacic.Wygląda na to, że ideałem restauracji jest taka absolutnie pusta, a
                                  najlepiej nie otwarta.
                                  Dzięki Bogu w Krakowie jest tysiące miłych i uczynnych pań i panów, do których
                                  sie mimo młyna chce wracac (i zostawic napiwek, jako uznanie dla ich pracy).
                            • 29.10.08, 12:44
                              Najmądrzej byłoby, aby kelnerzy nosili plakietki informujące o języku, jakim
                              władają. Ci, którzy np. nie władają niemieckim, powinni nauczyć się na pamięć
                              formułki:

                              "Ein Moment, bitte, gleich kommt mein Kollege, der Deutsch spricht!"
                              • Gość: bender IP: 83.1.112.* 29.10.08, 17:25
                                EINEN Moment, szanowny przedmówco
                              • Gość: a IP: 83.1.112.* 29.10.08, 17:27
                                EINEN MOMENT
                            • Gość: hvg IP: *.wroclaw.vectranet.pl 03.02.11, 19:36
                              najgłupsze co można stwierdzić - nikt nie zmusza do tej pracy - dlaczego matole w garniturze nie możesz pojąć że niektórzy mogą lubić ten sposób zarobkowania i bynajmniej nie dlatego że nie mogą znaleźć sobie innego zajęcia - jak napisane w artykule niejeden kelner to osoba studiująca lub mająca ukończone studia. noszę zapaskę to znaczy że jestem nikim? co do języka to uważam że ten argument jest trafiony kulą w płot - jestem u siebie mówię w miarę poprawną polszczyzną a osoby przyjeżdżające do mojego kraju są w nim gośćmi - żaden Niemiec Włoch czy Bógwiekto nie może na mnie krzywo patrzeć bo nie mówię w jego języku - to że znam taki język czy inny i chcę go używać to tylko i wyłącznie ukłon z mojej strony - ale stwierdzenie że muszę mówić po niemiecku jest oburzające wziąwszy pod uwagę domniemaną kulturę emerytowanych przybyszów z zachodu. ah no i kwestia otwarcia przed czasem - jeśli nie umiesz przeczytać że jest napisane "otwieramy o" to chyba Ty masz problem - obsługa przychodzi przed czasem i zrobienie wszystkiego tip top przed otwarciem zabiera trochę czasu - nie ma nic gorszego jak klient który mówi że mu nie przeszkadza że ja jeszcze mopuję podczas gdy on się wygodnie rozsiada - skoro taki cwany to niech się też sam obsłuży.
                            • Gość: jola IP: *.dynamic.chello.pl 30.01.13, 00:28
                              4. Wymaganie od Niemców, by przestawili się na angielski. No bez przesady! I to
                              > WE WROCŁAWIU!!! To właśnie na język niemiecki w Zachodniej Polsce powinien być
                              > kładziony większy nacisk wśród wszelkiej obsługi.
                              > ---------------------------------------------------------------------------------------------------
                              Jesteśmy w Polsce wiec chyba rozmawiamy po polsku.
                              Czy będąc w krajach europejskich (Niemcy ,Anglia itp..) rozmawiają z nami po Polsku???
                          • Gość: ja barmanko kelner IP: *.205.4.83.dsl.dynamic.t-mobile.pl 09.01.13, 03:53
                            Kurczę wiem, każda praca jest ciężka, każda! Ale.. najgorsza jest ta, gdzie pracuje się z ludźmi. Ba! najgorsza jest ta gdzie musisz usługiwać ludziom. Nie chcę bronic autorki, bo trochę zbyt emocjonalnie podeszła do tematu. Ale, ale pracuje w podobnej branży.. i ludzie wy nawet nie zdajecie sobie sprawy jak potraficie się zachować !! Jacy potraficie być okrutni. To nie nasz wina, że przyjęło się coś takiego jak napiwek, tip w barach, restauracjach.., nie nasza ! nie nasza, ze z góry jest nakazane doliczanie 10%! jestem nerwowa ale nie chce się rozpisywać na ten temat bo mi już nudno. Kto nie spróbował, nie był, nie poczuł na własnej skórze niech sie lepiej nie wypowiada. Bo? kto ma najgorsza pracę ? Barmani, kelnerzy !!!
                            • 25.10.13, 12:52
                              Gość portalu: ja barmanko kelner napisał(a):

                              > Kurczę wiem, każda praca jest ciężka, każda! Ale.. najgorsza jest ta, gdzie pra
                              > cuje się z ludźmi. Ba! najgorsza jest ta gdzie musisz usługiwać ludziom. Nie ch
                              > cę bronic autorki, bo trochę zbyt emocjonalnie podeszła do tematu. Ale, ale pra
                              > cuje w podobnej branży.. i ludzie wy nawet nie zdajecie sobie sprawy jak potraf
                              > icie się zachować !! Jacy potraficie być okrutni. To nie nasz wina, że przyjęł
                              > o się coś takiego jak napiwek, tip w barach, restauracjach.., nie nasza ! nie n
                              > asza, ze z góry jest nakazane doliczanie 10%! jestem nerwowa ale nie chce się r
                              > ozpisywać na ten temat bo mi już nudno. Kto nie spróbował, nie był, nie poczuł
                              > na własnej skórze niech sie lepiej nie wypowiada. Bo? kto ma najgorsza pracę ?
                              > Barmani, kelnerzy !!!

                              NIe tylko barmani i leknerzy pracują z ludźmi i muszą im usługiwać:
                              gazetae.com/artykuly/bylem-dostawca-paczek

                              --
                              Ja jestem kulturalny - od bluzgania jest www.bluzgotron.pl/
                          • Gość: tish IP: *.dynamic.chello.pl 30.10.13, 13:54
                            Kelnerką jestem już 8 lat i mimo wielu, wielu nieprzyjemnych powracających gości nikomu nie naplułam do zupy.. owszem, czasem o tym marzyłam.

                            Od 8 lat moje napiwki stopniowo się zmniejszają, dlatego, że coraz więcej ludzi ich nie zostawia. Naprawdę nie mam pretensji do człowieka, co codziennie na lunch przychodzi, że nie zostawi codziennie, jeżeli jest sympatyczny i uprzejmy. Natomiast nie znoszę sytuacji, kiedy goście (nie klienci) dostają naprawdę dobry serwis, wszystko im smakuje, robią rachunek 300 zł z groszami i są w stanie nie zostawić nic, lub wyciągnąć złotówkę jako napiwek. Przepraszam, ale jeżeli kogoś stać, by zrobić taki rachunek, a sam stwierdza, że obsługa i jedzenie super, to wypadałoby by to docenić w postaci napiwku.

                            I o dziwo mam wyższe wykształcenie, nie wszyscy kelnerzy to nieuki lub studenci. Tylko, że w gastro mam najniższą krajową plus zawsze coś na chleb, a w swoim zawodzie miałabym tylko najniższą krajową :(
                            • 30.10.13, 15:54
                              Gość portalu: tish napisał(a):

                              > I o dziwo mam wyższe wykształcenie, nie wszyscy kelnerzy to nieuki lub studenci
                              > . Tylko, że w gastro mam najniższą krajową plus zawsze coś na chleb, a w swoim
                              > zawodzie miałabym tylko najniższą krajową :(

                              Tak z ciekawości i off topic - co to jest za wyższe wykształcenie po ktorym tylko najniższa krajowa Cię czeka?


                              --
                              Żyj zdrowo! Używaj tylko logarytmów naturalnych!
                        • Gość: Coondelboory IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.10.08, 10:51
                          ...ale bywa, że plują do zupy.
                          A że praca ciężka? A która jest lekka? Każdy mógłby napisać co najmniej równie rozpaczliwy tekst o swojej robocie. A to że szef pomiata, a to, że klienci marudzą, a to, że rynek trudny. Zwykła rzecz.
                        • Gość: Euzebiusz IP: *.chello.pl 29.10.08, 13:12
                          1. Praca na kasie w hipermarkecie - chamstwo wśród klientów to
                          standard, do tego kierownictwo nastawione na wyniki, więc trzeba
                          zasuwać na czas z tym przesuwaniem po kodach - koszmar, nie mówiąc o
                          braku możliwości skorzystania z toalety bez uprzedniego
                          powiadomienia bossa, co bywa upokarzające i krępujące;
                          2. Wybieranie szamba, wywóz śmieci - śmierdząco, a klientela
                          nieznana, zaś wybieranie czyichś fekaliów i babranie się w syfie nie
                          jest pracą marzeń;
                          3. Pielęgniarstwo, medycyna - praca w szpitalu to kontakt nie tylko
                          z fiołkami i konwaliami, to przede wszystkim smród, brud i ubóstwo.
                          Kto widział menela z wypadku albo starowinkę, która robi pod siebie
                          z częstotliwością - 10 razy na dobę, ten wie...
                          4. Sprzątanie - mycie kibli, podłóg, wycieranie kurzy - w pracy i w
                          domu - można oszaleć;
                          5. Praca w policji - złodzieje, menele, trupy, ofiary innych
                          przestępstw, awantury, interwencje zakończone użyciem broni i pałki -
                          nerwy jak postronki;
                          6. Praca grabarza - spokój, ale otoczenie dołujące i te pogrzeby
                          jeden za drugim, widok rozhisteryzowanych członków rodziny zmarłego;
                          niebezpieczeństwo - kontakt z hienami cmentarnymi, wandalami;
                          7. Nauczycielstwo - "obyś cudze dzieci uczył" - nie życz
                          największemu wrogowi;
                          8. Więziennictwo - "pół życia" z marginesem społecznym
                          Listę można bez wysiłku wydłużać "w nieskończoność", więc nie ma co
                          narzekać, pani Aleksandro...
                          • 20.01.12, 21:32
                            popieram :)
                        • 29.10.08, 13:16
                          Tak brudasy awanturnicy i smierdziele,a pieniazki tez smierdza?Ale za ta cierpliwosc to duzy plus ,
                    • Gość: Elle IP: 194.156.48.* 29.10.08, 12:12
                      No nie koniecznie. Zwykle dalej czeka na napiwek. Poza tym ja mam
                      problem jak mam zapłacić za gburowaty serwis.
                      Kiedyś we Włoszech, kelner przyniósł rachunek z serwisem (o którym
                      nigdzie wprost nie informowano), z 1l wina (wypiliśmy 0,75) i
                      zapłatą za czerstwe bułeczki po 1 Euro kazda (których nie
                      zamawialiśmy, a które nam podali na starter, co wyglądało na jak
                      gratis od zakładu). Byłam porządnie wkurzona. Choć kelner był niezły
                      bajerant to napiwku nie dostał.
                      • Gość: wdwdwd IP: *.hsd1.il.comcast.net 30.10.08, 21:20
                        na zawsze zapamieta was Polakow jako skapych tumanskich polskich
                        chamow! Burakow Europy!
                        Dzieki ci rodaczko prostaczko!
                    • 29.10.08, 15:44
                      > 15 % ZAWSZE jest DOLICZONYCH do
                      > rachunku, a nie w cenie...subtelna roznica. I jest to
                      > dokladnie OBOWIAZKOWO doliczony serwis.

                      Swoją drogą, to kretyństwo. Kelner nie nabiega się więcej, podając danie za 100
                      zł, niż przy daniu za 10 zł, a dostanie od tego o wiele większy napiwek, na
                      który bynajmniej nie zasłużył. Taki napiwek to ja chętnie zostawię dla kucharza,
                      jeśli danie będzie świetne -- tylko jak to zrobić, żeby pominąć kelnera?
                      Naprawdę napiwek za przyniesienie talerza do stolika powinien być niższy, niż
                      napiwek za przygotowanie bardzo smacznego posiłku.

                      --
                      Every procedure for getting a cat to take a pill works fine -- once. Like the
                      Borg, they learn... -- Terry Pratchett
                      • Gość: Kati IP: 217.167.123.* 29.10.08, 16:17
                        W wielu lokalach obsługa dzieli się z kuchnią napiwkami. Wystarczy
                        się tylko dowiedzieć czy jest taka zasada. Zazwyczaj dlatego jeżeli
                        posiłek jest niesmaczny napiwek jest niższy mimo wszystko niż
                        przyjęte 10%.
                  • Gość: Elle IP: 194.156.48.* 29.10.08, 12:04
                    Zawsze daje 10% (czyli 10-20 pln), i uśmiecham sie do kelnerek i za
                    wszystko dziękuje, a tym czasem dowiaduję sie, ze najlepiej bym
                    zrobiła, jakbym do restauracji nie wchodziła, żeby oszczędzic
                    kelnerom traumy obsługiwania mnie.
                    Szanowna Pani, napiwków nie dostaje sie za samo istnienie. Trzeba
                    zrobić cos ponadto co się musi, przynajmniej usmiechnąc. Ja nie
                    wiem, ze Pani pracodawca Pani naopowiadał, ze to ja mam płacić Pani
                    pensje, niech idzie Pani z reklamacją do niego, ja płace za standard
                    obsługi czyli ma być uprzejmie, przyzwoicie szybko i smacznie (choć
                    w praktyce napiwek ucinam jak kelner jest ponadprzeciętnie
                    nieuprzejmy). To że ktoś mi podaje do stolika, jest wg mnie w cenie
                    posiłku (kilka razy droższy niż produkty do jego przygotowania).
                    I jeszcze jedno, naprawdę rzadko sie zdarza żeby kelner za napiwek
                    podziekował. Co prawda robię to dyskretnie np. wkładam pieniadze i
                    zamykam okładkę, ale jeżeli jest to taki ewenement, to można
                    pzrecież przybiec jeszcze raz i podziękować? Na pewno następnym
                    razem zostawiłabym jeszcze chetniej, a może i więcej. Kiedys tak mi
                    jedna kelnerka podpasowała, ze przez całe wakacje w Chorwacji
                    dostawała ode mnie 20%. Raz mnie obsługiwała jej koleżanka i nie
                    dostała nic bo była po prostu gburem. Po reakcji obsługi następnego
                    dnia zorientowałam sie, ze wszyskim to nakablowała, byli bardzo
                    zdziwieni, kiedy "moja" dostała znowu 20% (rozumiem, ze sie
                    wczesniej nie chwaliła, ze ma tak dobrą klientkę)
                    Poza tym, chyba powinna Pani lubić te dziewczyny co 2 godziny sączą
                    piwo z soczkiem. Przynajmniej sie Pani nie nabiega ...
                    I jeszcze jedno, jak klient siedzi 2 godz w restauracji i raptem
                    chce płacić przy barze, to nie dla tego, że siedział dla
                    przyjemności. Najprawdopodobniej czekał njpierw 10 min na podanie
                    menu, kolejne 20 na przyjęcie zamówienie, 50 min na podanie posiłku,
                    jadł 20, potem przez 20 min próbował złapac kelnera, żeby poprosic o
                    rachunek i najprawdopodobniej na prawde juz mu sie spieszy, bo
                    załozyl sobie na całosć 1h.
                    Niesmaczne jedzenie to na prawde jest powód na obcięcie napiwku,
                    chyba że woli Pani żeby nie zapłacic za np. czerstwe pieczywo czy
                    skiśnietą sałatke. Trzeba zmienić miejsce pracy na lepszą
                    restauracje. Po prostu...
                    • 29.10.08, 12:58
                      Dokładnie!

                      Pół litra piwa w restauracji kosztuje około 7 złotych. Taka sama ilość piwa w
                      supermarkecie kosztuje około 3 złotych. Przebicie ponad 100 %. Z tą różnicą, że
                      w domu można wyjąć z lodówki oryginalne opakowanie i otworzyć. W restauracji
                      barman sączy powoli z beczki do szklanki trzymanej w dłoni. Od powolnego
                      sączenia piwo się nagrzewa, zwłaszcza gdy dłoń barmana rozgrzała się od
                      dotykania narządów płciowych (własnych lub cudzych, osoby płci tej samej czy
                      odmiennej). I jeszcze za takie piwo płacić napiwek? Przesada!

                      Także wiele podawanych w restauracjach potraw to podgrzane półprodukty
                      przemysłowe. Chyba nikt nie wierzy, że fantazyjnie pocięte plasterki marchewki
                      są żmudnie rzeźbione nożem przez kucharza? Wystarczy wpisać do wyszukiwarki
                      Hortex Catering i każdy zobaczy, że te mieszanki warzywne są produkowane
                      przemysłowo i dostarczane w dużych (10 i więcej kg) opakowaniach.
                      • 29.10.08, 13:05
                        zigzaur napisał:

                        > ...zwłaszcza gdy dłoń barmana rozgrzała się od dotykania narządów
                        > płciowych (własnych lub cudzych, osoby płci tej samej czy
                        > odmiennej).

                      • 29.10.08, 14:00
                        zigzaur napisał:

                        > Dokładnie!
                        >
                        > Pół litra piwa w restauracji kosztuje około 7 złotych. Taka sama
                        ilość piwa w
                        > supermarkecie kosztuje około 3 złotych. Przebicie ponad 100 %. Z
                        tą różnicą, że
                        > w domu można wyjąć z lodówki oryginalne opakowanie i otworzyć. W
                        restauracji
                        > barman sączy powoli z beczki do szklanki trzymanej w dłoni. Od
                        powolnego
                        > sączenia piwo się nagrzewa, zwłaszcza gdy dłoń barmana rozgrzała
                        się od
                        > dotykania narządów płciowych (własnych lub cudzych, osoby płci tej
                        samej czy
                        > odmiennej). I jeszcze za takie piwo płacić napiwek? Przesada!
                        >
                        > Także wiele podawanych w restauracjach potraw to podgrzane
                        półprodukty
                        > przemysłowe. Chyba nikt nie wierzy, że fantazyjnie pocięte
                        plasterki marchewki
                        > są żmudnie rzeźbione nożem przez kucharza? Wystarczy wpisać do
                        wyszukiwarki
                        > Hortex Catering i każdy zobaczy, że te mieszanki warzywne są
                        produkowane
                        > przemysłowo i dostarczane w dużych (10 i więcej kg) opakowaniach.



                        Co za pajac to napisał widać ze jesteś rasowym wieśniakiem. Czego ty
                        się spodziewasz ze te marchewki będą rosły na zapleczu specjalnie
                        dla „ciebie” a piwo nie traci temperatury w rękach barmana twoja
                        wyobraźnia mnie dobija. A te 7 zł to sobie na czole możesz
                        wytatuować bo żaden kelner nie dostaje z nich ani grosza AA i pij
                        piwo w domu


                      • Gość: ekonomia głupcze ! IP: *.dynamic.chello.pl 30.10.13, 01:57
                        Nadal nie mogę uwierzyć, że są ludzie którzy wierzą że 100 % marża w gastronomii to dużo. Po pierwsze od 7 PLN odlicz 23 % VAT. Po drugie, 500 ml piwa beczkowanego kosztuje tyle ile 500 ml piwa butelkowanego w sklepie. Cena w hurtowni nie jest niższa. Mam nadzieję, że dotrze to do czytających.
                        Jeżeli zsumujesz wszystkie koszta związane z prowadzeniem lokalu, czyli: czynsz, opłaty, wynagrodzenia, utrzymanie wyposażenia lokalu oraz (co najważniejsze) wszystkie opłaty na rzecz państwa - zezwolenie na sprzedaż alkoholu, ZAiKS, ZPAV i spełnisz wymagania SANEPIDu to okaże się, że sprzedając piwo nawet w hurtowych ilościach (np. 600 l w weekend) przy 100% marży na tym produkcie to lokal zamkniesz po pierwszym miesiącu działalności. W branży mawia się, że "Jeszcze nikt nie dorobił się na piwie.".
                      • Gość: manager IP: *.internetdsl.tpnet.pl 30.10.13, 16:57
                        Nie dorabiaj burku ideologii do swojego sknerostwa! Wiesz co to jest usługa kelnerska? Inny człowiek przez pewien okres tobie usługuje. Podaje, zabiera i wysłuchuje grzecznie i uprzejmie a jak trzeba to i doradza albo wesprze uśmiechem i dobrym słowem. Za to własnie należy się napiwek. Ale co taki kmiot może o tym wiedzieć
                    • Gość: bf109 IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.10.08, 14:35
                      10%, 20%, od dwóch piw to średnio 2-3zł ale rzeczywiście
                      podziękowanie za to zdarza się rzadziej niż śnieg we Wrocławiu. Co
                      nie zmienia faktu że na wrocławskim rynku jest nawała wieśniaków w
                      dresach i garniturach a obok Niemców najgorsi są Anglicy, dający na
                      każdym kroku odczuć że przyjechali na kolejne wakacje do jakiejś tam
                      Kenii czy Tanzanii.
                  • Gość: gaga IP: 212.117.81.* 29.10.08, 13:19
                    W niemczech, holandii szwecji napiwki nie sa wymagane choc nalezy do dobrych
                    obyczajow cos dac chyba ze jest sie niezadowolonym (to obejmuje nie tylko
                    obsluge na sali ale i jakosc potraw itp itd). Nikt nikogo jednak do dawania nie
                    zmusza i sa ludzie ktorzy tego nie robia. To ze w polsce kelnerzy oczekuja
                    zawsze napiwku i robia to czasami w sposob bardzo chamski powoduje ze wtedy
                    wlasnie nie daje napiwku wcale.
                    Jestem oczywiscie w stanie zrozumiec ze chamstwo ze strony klijentow nie jest
                    niczym przyjemnym. Taka jest jednak polska rzeczywistosc - brak szacunku dla
                    innych to element naszej kultury choc oczywscie sa wyjatki.
                    Ciekawie jest jak sie porowna rozne kraje pod wzgledem obslugi w gastronomii.
                    Niemcy to obsluga zazwyczaj bardzo grzeczna i sprawna choc zazwyczaj kelnerzy
                    uwazaja sie za cos lepszego niz praca ktora wykonuja, nie daj borze klijent jest
                    w podkoszulce i wytartych dzinsach - dobra niemiecka restauracja odmowi obslugi
                    'biednym'. W Holandii jest inaczej i znacznie lepiej. Szwecja jest podobna. W UK
                    (dane sprzed najazdu naszych rodakow) bylo roznie - zawsze profesjonalnie choc
                    nie niezbyt smacznie. W Polsce przezylem chwile grozy kiedy podczas spotkanie z
                    kumplem obsluga pozwolila nam po zamknieciu dopic piwo. Mierzenie stanu alko w
                    butelkach to bylo cos co mnie do picia czegokolwiek innego od butelkowego piwa
                    zniechecilo. No ale tu winni sa wlasciciele a nie obsluga.
                  • Gość: opossum IP: *.aster.pl 29.10.08, 13:27
                    "Rzecz inaczej ma się w krajach azjatyckich. Tam, zatrudniając kelnera, nie
                    płaci się mu w ogóle pensji. Wypłatą takiej osoby są tylko i wyłącznie napiwki,
                    które uda mu się uzbierać, a które, dodać należy, nie są obowiązkowe dla klienta."

                    jest to kompletna bzdura. W krajach azji południowo-wschodniej W OGÓLE nie ma
                    czegoś takiego jak napiwki, tzn można je dać, ale nikt się ich nie spodziewa -
                    tam słusznie wychodzą z założenia że od płacenia kelnerowi jest pracodawca.
                    Kiedy byłam w Tajlandii we wszystkich przewodnikach było napisane że napiwków w
                    azji się nie daje, ale obsługa była tak nieprawdopodobnie miła, uprzejma, szybka
                    i niewidzialna że za każdym razem z wrażenia zostawialiśmy spory procent
                    wartości zamówienia. Podobnie rzecz się ma w malezji, w korei czy w japonii. Nie
                    wiem skąd pani obrażona na świat autorka wzięła tą informacje, może sobie
                    wyobraża że skoro to azja to wszystko musi być na opak i skrajnie, ale tak nie
                    jest. Swoją drogą może dobrze by jej zrobiła wycieczka do tej azji, zrozumiałaby
                    jak wygląda obsługa której chce się zostawiać napiwek...
                    W Polsce zawsze zostawiam co najmniej 10% bo wstyd mi nie zostawić, ale przyznam
                    że często sie zastanawiam czy rzeczywiście mam za co.
                    • Gość: manaf IP: 83.238.4.* 29.10.08, 14:27
                      ja jak zostawiłem w Japonii napiwek to kelner gonił mnie na ulicy i
                      opieprzył że go znieważyłem
                  • Gość: hvg IP: *.wroclaw.vectranet.pl 03.02.11, 19:26
                    w krajach cywilizowanych goście restauracyjni potrafia zostawić 10% napiwek i to nawet wychodząc na piwo do baru gdzie nie są obsługiwani przez kelnera. jeśli Ty piszesz że to nieprawda to znaczy to po prostu że sam/a ich nie zostawiasz.
                  • Gość: Kasia IP: *.165.pxs.pl 25.02.11, 08:35
                    Gratuluję zwiedzenia 99% restauracji (to czy ma Pani na myśli Wrocław, Polskę czy jakiekolwiek inne miasto nie ma żadnego znaczenia). Odwiedziłam wiele restauracji w Krakowie, w niektórych pracowałam, a jeszcze w ani jednej z nich obsługa nie była wliczona w cenę rachunku ale ja najwyraźniej odwiedzam ten 1 % restauracji, w których nie jest to robione...
                  • Gość: KELNERKA IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.02.11, 11:32
                    Gdzie masz "obsługę wliczoną w cenę" ? Znajdź mi 1 % takich lokali :) Bo chyba cyfry Ci się pomyliły?? W Polsce tego nie ma co stwierdziłeś. Autorce nie chodzi i Niemców, bo u nich jest to 5 %... uważniej czytaj a potem się wypowiadaj, a co do tego ze jest to skandaliczne.. hm ... płaca kelnera to grosze wypłacane przez pracodawcę i właśnie napiwki, tak to już jest .Próbujesz powiedzieć coś madrego, ale chyba się z innej bajki urwałeś bo ani to mądre ani prawdziwe. Pozdrawiam
                  • Gość: Joana IP: *.dynamic.chello.pl 30.10.13, 14:53
                    widać, że Ty należysz do tych co nie dadzą ani grosza i będą tylko wytykać błędy :P
                    Jaki obowiązkowy?? gdyby był obowiązkowy to odprowadzaliby od niego podatek. nikt Ci nie każe chodzić do knajp i wydawać ciężko zarobionych pieniędzy - gotuj w domu :P bez takich jak Ty będzie się lżej pracowało :P pracuje w knajpach 5 lat i nie raz spotykam się z takim myśleniem i takim zachowaniem. obsługa w cenie?? bo skoro płaca jest tam godna to napiwki są w sugestii klienta. pracowałam za 4 zł na godzinę, myślisz, że w porządku by było gdybym miała jeszcze nakazane by moje napiwki szły do kasy jako "obsługa w cenie"??
                • 29.10.08, 11:01
                  Oczywiste jest że autorka artykułu nie nadaje się na kelnerkę
                  (artykuł zresztą marny więc dziennikarka też z niej raczej nie
                  będzie).

                  Sprawa napiwków.
                  Napiwek daje się za całość obsługi (a nie tylko za łaskawe podejście
                  do stolika), jeżeli coś jest nie tak jak powinno to oczywiście
                  odbije się to na wysokości napiwku. Ukarany (brakiem napiwku)
                  zostanie za to kelner ponieważ to z nim się kontaktuję, on
                  reprezentuje restaurację przede mną i mnie przed resztą obsługi.
                  Jeżeli kucharz zawalił to kelner ma zareagować – jeśli nie, to
                  będzie tracił napiwki.
                  Poza tym w życiu nie dam napiwku kelnerowi który patrzy na mnie jak
                  na intruza i „automatycznie wypluwa do mnie każde zdanie” a moje
                  pytania go drażnią (przecież powinienem być jasnowidzem i wiedzieć
                  co kryje się pod nazwą „przysmak szefa kuchni” a nie dopytywać się o
                  to biednego kelnera).
                  Na koniec jeszcze sprawa napiwków przy płatności kartą – parę razy
                  chciałem dać w ten sposób napiwek, chociaż na wydruku było widać że
                  napiwki są przewidziane przy płatności kartą to jakoś kelnerzy w 90%
                  przypadków twierdzili ze tak się nie da zrobić. Ustąpiłem, w tej
                  chwili jak płacę kartą to napiwek zostawiam gotówką (nie potępiam
                  jednak ludzi którzy nie noszą przy sobie gotówki i nauczeni że
                  płacąc kartą nie da się zostawić napiwku po prostu go nie
                  zostawiają).

                  Oczekiwanie na kelnera.
                  Restauracja to nie piekarnia i należy się liczyć z tym że trzeba
                  trochę poczekać. Jeśli jednak widzę że obsługiwani są ludzie którzy
                  przyszli 10 czy 20 minut po mnie to zrozumiałe jest że o mnie ktoś
                  zapomniał i będę się starał zwrócić na siebie uwagę kelnera. Kelnera
                  można przywołać na wiele kulturalnych sposobów (pstryknięcia palcami
                  do nich nie zaliczam ale w ostateczności odrobina tolerancji ze
                  strony kelnera byłaby wskazana) i nie ma powodu by się o to obrażać.
                  Gorzej ma się sprawa z oczekiwaniem na rachunek. Wydaje mi się że to
                  ja decyduję ile czasu chcę spędzić w restauracji a nie kelner
                  („skoro tyle siedziałem to mogę jeszcze posiedzieć”). Rozumiem że po
                  zasygnalizowaniu że chcę zapłacić mogę jeszcze kwadrans czekać, ale
                  kwadrans to maksimum które uważam za dopuszczalne – jeśli muszę
                  czekać dłużej (oczywiście nie mierzę czasu i w rzeczywistości ten
                  kwadrans może trwać nawet trochę dłużej niż normalnie) to odbije się
                  to negatywnie na napiwku, jeśli muszę podejść i poprosić o rachunek
                  (wyręczając kelnera) to nie mam wyrzutów sumienia nic nie
                  zostawiając.

                  Odbiór pustych talerzy.
                  Jeżeli sztućce są skrzyżowane to chyba znaczy że dana osoba zamierza
                  jeszcze jeść, to że należy zabrać talerz sygnalizują sztućce
                  położone równolegle do siebie – zasady te jednak zamierają i obecnie
                  jak widać odstawiony talerz to po prostu należy zapytać czy można
                  już go zabrać.

                  Czas pracy.
                  Jakoś trudno mi uwierzyć że studentka (czy ktokolwiek inny) pracuje
                  codziennie od 9:00 do 3:00 – kiedy studia, kiedy odpoczynek a poza
                  tym pracodawca który w ten sposób zatrudniałby szybko naraziłby się
                  na nieprzyjemności ze strony PIPu.

                  Kończąc, sporadycznie (raz na sto) zdarza mi się spotkać
                  niesympatycznego kelnera który „wypluwa do mnie odpowiedzi na
                  pytania” – na całe szczęście jest to rzadkość, w normalnych lokalach
                  rzadkością jest też takie zachowanie gości. Odnoszę wrażenie że
                  przedstawiony w artykule obraz jest zafałszowany, normalnie tak to
                  nie wygląda. Zrozumiałe jednak jest że na antypatyczne zachowanie
                  kelnera goście odpowiadają w podobny sposób, ktoś kto stale
                  prowokuje dane zachowanie nie może się uskarżać na to że się z nim
                  stale styka.

                  Georg Lipke
                  • 29.10.08, 13:15
                    georg_l napisał:

                    > Oczywiste jest że autorka artykułu nie nadaje się na kelnerkę
                    > (artykuł zresztą marny więc dziennikarka też z niej raczej nie
                    > będzie).

                    Dziennikarką niestety będzie. Zobaczcie, że przyszło to jako anonimowy list a
                    teraz już jest nawet podpisane imieniem i nazwiskiem. Nieważne czy źle czy
                    dobrze, już o jej nazwisku jest głośno.

                    Może o to chodziło? Bo skoro jest na piątym roku dziennikarstwa (nie wiem, czemu
                    tego nie ujawniono) i jeszcze nie ma gdzie pisać, to trzeba się widocznie
                    faktycznie przebić taką metodą

                    (żeby nie było że marudzę, i że nie wiem jak to trudno: wcale nie jest trudno -
                    trzeba tylko chcieć. Ja na trzecim roku całkowicie niehumanistycznego kierunku
                    pracowałem w czasopiśmie, gdzie za kilka artykułów w miesiącu dostawałem więcej
                    niż niejedna kelnerka...).


                    --
                    Orysiowa Pisanina
                  • Gość: Uzo IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.10.08, 13:23
                    podpisuję się obiema rekami i nogami pod opinią georga.

                    dodam jeszcze, że ten artykuł szkodzi i restauracjom i kelnerom, którzy lubią
                    swój zawód. "Niewolnicza praca" nie jest problemem klienta tylko pracodawcy i
                    pracownika. Klient nie może za to odpowiadać. Decydując się na tę pracę autorka
                    podjęła pewne zobowiązanie. Trudno. Nikt nie przykuł jej tam kajdanami. Brakuje
                    listonoszy, może to jest rozwiązanie?

                    Ponadto.
                    Klient wulgarny i niekulturalny może zawsze zostać wyproszony z restauracji, a
                    nawet powinien, aby utrzymać pewien poziom lokalu.

                    Ta epopeja powinna znaleźć się w PIPie, a nie w prasie.

                    Jedno jest pewne. Czuję się teraz odpowiedzialny za nieszczęście kelnerów, a
                    niby z jakiej racji? Szczycę się wysoką kulturą i zawsze staram się nagrodzić
                    dobrego kelnera. Nie mam ochoty zastanawiać się, do jakiej kategorii mnie
                    zaliczył i jak mnie widzi, a teraz pewnie będę. Nadal będę pytać "Co Pani może
                    mi polecić", bo odpowiedź jest świętym obowiązkiem kelnera, zwłaszcza, jeśli nie
                    znam restauracji i nie wiem, co szef kuchni robi doskonale, a co średnio.

                    Słowem, odechciało mi się chodzić do restauracji.
                    Rozgoryczenie autorki jest czystą antyreklamą naszej gastronomii.
                    Jestem zniesmaczony - i to jest najlepsze określenie.
                • Gość: tirilcia IP: *.dynamic.chello.pl 30.10.13, 00:20
                  Autorka artykułu tak pisze dlatego że pracowała długi okres czasu i zraziła się do ludzi. Rozumiem ją choć pewne rzeczy są przedstawione absurdalnie. Jednak pracowałam w sprzedaży i gastronomi i wiem jaki to jest ciężki kawał chleba. I to nie przez samą prace fizyczną ale przez ludzi. A niestety więcej jest tych wrednych niż tych miłych.:( A to co mówisz że tak łatwo zmienic prace to bzdura. Nawet wykształcone osoby mają problem z pracą.
              • 29.10.08, 14:13
                Powiadom kelnera ze ci nie pasuje KULTURALNIE, popros kucharza na
                slowko, ale co winny kelner? Ma testowac twoja potrawe przed
                podaniem? A co ty cesarz rzymski jestes?


                sokolasty napisał:

                > Inna sprawa, że w razie podania nieświeżego dania (raz dostałem
                surówkę z białe
                > j
                > kapusty będącej w trakcie procesu kiśnięcia) kelnerowi należy o
                tym powiedzieć,
                > ale w żadnym nie należy go rypać.
            • Gość: Beata IP: 78.8.139.* 27.10.08, 21:12
              Dokladnie, bez przesady. 1) czy ta pani pracuje legalnie, bo zdaje
              sie mowimy o 14 godzinnym dniu pracy, czy PIP nie powinien sie tu
              zainteresowac? 2) Zawsze zostawiam napiwek min 10%, czy place karta,
              czy gotowka, i robia tak wszystkie znane mi osoby, z ktorymi w zyciu
              bylam w restauracji 3) kelnerki nie zawsze sa idealne - raz corka w
              wieku takim, ze miala prawo przy drobiazgach sie upierac, prosila o
              ciastko z czerwona galaretka, dostala zielone, mimo, ze prosilismy
              pania, zeby zapisala. Ciastko nie zostalo zjedzone, bo corka
              brzydzila sie zielonej galaretki. Za czerwone oczywiscie placilismy
              dodatkowo. 4) Nie bede wyliczac sytuacji, nieczestych, ale byly
              takie, kiedy na kelnera czekalo sie ok. 20 min, na zebranie
              zamowienia drugie 20, na rachunek wiecznosc, mimo, ze sala byla
              pustawa. 5) Pytania do kelnera o dania - dlaczego kelner ma nie
              udzielic rad? W sklepie sprzedawca zna sie na towarze, to kogo w
              restauracji trzeba pytac? Isc do kuchni pytac szefa? A jak jestem
              uczulona i musze wiedziec, co jest w daniu? Ponadto, klient rzadko
              czyta numery dan, bo interesuje go zawartosc, nie pozycja na karcie,
              wiec pani kelnerka moze po prostu zapytac, ktory to numer, a nie sie
              obrazac. W ogole, rozumiem, ciezki zawod, duzo stania - ale tez
              bylam na studiach czasami kelnerka, bylo fizyczne zmeczenie, ale na
              pewno nie bylam tak fatalnie traktowana, jak ta pani. Wrecz
              przeciwnie, calkiem milo to wspominam.
              • Gość: dix IP: 205.228.73.* 28.10.08, 18:55
                Gość portalu: Beata napisał(a):

                > Ponadto, klient rzadko
                > czyta numery dan, bo interesuje go zawartosc, nie pozycja na
                > karcie, wiec pani kelnerka moze po prostu zapytac, ktory to numer,
                > a nie sie obrazac.

                Hehe, racja! "Numery" dan mozna co najwyzej zamawiac w
                chinskim "take-away'u". W elegantszych restauracjach NIE MA numerow
                dan w karcie. Nawet wina z karty win nie zamawia sie "Panie
                starszy, butelke szósteczki poprosze!"

                Ale jazda ten artykul. Oczywiscie to satyra, a nie
                prawdziwe "zapiski mlodej kelnerki" - w przeciwnym razie przed
                wejsciem do restauracji bede sie pytac, czy Szanowna Pani Aleksandra
                Łobodzińska, ruchem konika szachowego ("Wcześniej pracowałam we
                włoskiej, później w gruzińskiej, a gdzieś w międzyczasie przewinęła
                się japońska") nie pracuje w tym lokalu.

                Pozdrawiam i ide na obiad - do restauracji oczywiscie:-)
                • 29.10.08, 13:11
                  A może po prostu ta restauracja zmieniała profil z chińskiej na turecką, potem
                  na gruzińską, włoską, sielską, wolską (o taką by założyć!) czy inną nie
                  zmieniając w istotny sposób oferowanych potraw?
            • Gość: Rysiek IP: *.ssp.dialog.net.pl 28.10.08, 02:11
              Prosta zasada mówi "nie stać mnie na chodzenie do restauracji, jeśli nie stać
              mnie na zostawienie napiwku", to kwestia kultury...
              • Gość: Major IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.10.08, 11:18
                Oczywiście. Kolejna prosta zasada - jestem pozbawionym kultury osobistej matołem
                --> nie zostaję kelnerem albo obywam się bez napiwków.
              • 29.10.08, 09:49
                Gość portalu: Rysiek napisał(a):

                > Prosta zasada mówi "nie stać mnie na chodzenie do restauracji, jeśli nie stać
                > mnie na zostawienie napiwku", to kwestia kultury...


                gdzies ty sie Rysiu tej kultury uczyl? a jak masz limit na obiad, bo jestes w
                delegacji i placisz karta, to co wtedy? macie tam w SAPie osobny kod na napiwki?
                ile ty masz lat? :)))
                --
                miecz przeznaczenia ma dwa ostrza... scyzoryk przeznaczenia ma dwa ostrza,
                korkociag, srubokret i otwieracz do konserw.
                • 29.10.08, 10:18
                  To chyba możesz wysupłać z kieszeni jakieś drobne na napiwek. Limit na obiad,
                  ale jazda........
                • Gość: WalDo IP: 195.42.249.* 29.10.08, 10:21
                  ready4freddy napisał:

                  > Gość portalu: Rysiek napisał(a):
                  >
                  > a jak masz limit na obiad, bo jestes w
                  > delegacji i placisz karta, to co wtedy? macie tam w SAPie osobny kod na napiwki?

                  Jak masz limit to idź do baru mlecznego ;) A w restauracjach od bardzo dawna można płacić kartą i dać osobno kelnerowi napiwek, a nawet można powiedzieć kelnerowi, żeby ściągnął napiwek z karty. Nigdy przez ostatnie 2-3 lata nie miałem z tym problemów.
                • 29.10.08, 11:55
                  > a jak masz limit na obiad [...]to co wtedy?

                  no to błysnąłeś...
                  • 29.10.08, 12:50
                    No to do stołówki!
                • Gość: Rysiek IP: *.ssp.dialog.net.pl 29.10.08, 13:23
                  pozostawię to bez komentarza, to chyba temat na zupełnie oddzielny artykuł :D
            • Gość: WalDo IP: 195.42.249.* 29.10.08, 09:44
              "Kelner nie może zabrać nic, jeśli sztućce nie są skrzyżowane na środku talerza, bądź też nie jest on odsunięty na róg stołu."

              A od kiedy to skrzyżowane sztućce świadczą o zakończeniu posiłku? Bo za moich czasów należało je położyć równolegle.
              Jeśli kelnerzy faktycznie są tak przeszkoleni, to nic dziwnego, że trzeba się naczekać na zabranie talerza ;)
              • Gość: mayen IP: *.polkomtel.com.pl 29.10.08, 09:51
                > "Kelner nie może zabrać nic, jeśli sztućce nie są skrzyżowane na
                środku talerza
                > , bądź też nie jest on odsunięty na róg stołu."
                >
                > A od kiedy to skrzyżowane sztućce świadczą o zakończeniu posiłku?
                Bo za moich c
                > zasów należało je położyć równolegle.
                > Jeśli kelnerzy faktycznie są tak przeszkoleni, to nic dziwnego, że
                trzeba się n
                > aczekać na zabranie talerza ;)

                Otóż to :)
                A na dodatek skrzyżowane sztućce na środku oznaczają, że posiłek
                właśnie nie jest zakończony :)
              • 29.10.08, 10:01
                Heh.. no sam to sobie aż skopiowałem żeby tutaj wkleić.. oczywiście, że
                skrzyżowane sztućce znaczą "nie zabierać" a ułożone równolegle "już
                skończyłem"... pani Ola to jakąś traumę chyba przeżyła przy tym kelnerowaniu i
                faktycznie ciężko się dziwić skoro takie ma o tym pojęcie.

                --
                ------------
                Bądź konsekwentny.. po kliknięciu kliknijjeszcze raz.
                • 29.10.08, 10:31
                  NoOtóż to! Pani nie dość, że rozgoryczona, to jeszcze nie douczona.
                  Jeśli Pani rzeczywiście zabiera klientom talerze, gdy mają sztućce
                  skrzyżowane, to nie dziwię się, że są niezadowoleni i nie zostawiają
                  napiwków. Radzę zmienić zajęcie.
                  • Gość: Szalony Kucharz IP: 89.100.69.* 29.10.08, 16:36
                    Zawsze można - wróć - NALEŻY zapytać.
              • Gość: dawe IP: *.telpol.net.pl 29.10.08, 11:13
                czytanie ze zrozumieniem się kłania
            • Gość: WalDo IP: 195.42.249.* 29.10.08, 09:51
              sokolasty napisał:

              > 2. niby na jakiej podstawie restauracje wliczają napiwek do rachunku? może nie
              > planuję płacić napiwku, bo mam kasę na trzy piwa i paczkę fajek?

              To idź do sklepu osiedlowego i wypij w domu :D Kto nie ma miedzi ten w domu siedzi :)

              > 3. niby dlaczego w ogóle płaci się napiwek?

              No, Ty chyba nie masz z tym problemu skoro masz tylko na piwo i fajki ;)

              > 4. czasem nie mam ochoty czekać, aż kelner oporządzi swoje 10 stolików i chcę
              > zamówić bronka w bufecie, ale nie mogę, "proszę poczekać, kelner podejdzie"

              Jak Cię suszy to tak jak wyżej: pobiegnij sobie do sklepiku jak nie masz czasu na restaurację ;)

              • 29.10.08, 10:24
                Poziom kelnerki z muchą w nosie.
                • 29.10.08, 10:39
                  A w ogóle to czytaj ze zrozumieniem. Niech cena na karcie obejmuje 100% usługi,
                  a nie 86,96% i o 15% klient dowiaduje się z rachunku. I niech tylko restaurator
                  płaci kelnerom zamiast cedowania tego obowiązku na klientów.
            • Gość: pablo_xyu IP: 62.36.225.* 29.10.08, 11:04
              Jak nie masz na napiwek 10% tego co chcesz wydać w restauracji, to
              do restauracji nie chodzisz. proste.
              To jest standard.
            • Gość: już nie kelnerka IP: *.internetdsl.tpnet.pl 29.10.08, 12:36
              Pracowałam w kilku restauracjach w Warszawie i chciałabym rozwiać
              pewien mit. Te "Wliczone 10% napiwku" to nie napiwek, tylko opłata
              za serwis, czyli podstawa wynagrodzenia kelnera. Podoba ci się czy
              nie, panie kliencie, kelner podaje ci jedzenie, nie ważne w jaki
              sposób, należą mu się za to pieniążki jak każdemu pracownikowi w
              każdej branży. A napiwek to całkiem oddzielna sprawa. Kelner
              obsługuje przydzielone mu stoliki. To jego stanowisko pracy. Chcesz
              zamawiać przy barze-pij przy barze a nie przy stoliku-proste.
              • Gość: Ponury IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.10.08, 16:40
                Pensja kelnera, kucharza, czynsz, opłaty za energię etc. wliczone są w rachunek. Pensja kelnera nie stanowi odrębnego, płatnego przez klienta rachunku.
                Jeśli powiedzieli ci w tej knajpie, że to twoja pensja, to... głupot ci naopowiadali. Ten "serwis" to właśnie Twój "napiwek".
                Właściciel zabierał go w całości do kasy i nie wypłacał? Ups... pisałem już, że głupot ci naopowiadał?
            • 29.10.08, 12:39
              W Niemczech jest zwyczaj, że w karcie menu jest napisane, że w cenach zawarty
              jest podatek VAT oraz obsługa.
              Kelnerzy są przecież wynagradzani wg umowy o pracę.

              W niektórych restauracjach w południowych Niemczech, Czechach i Austrii
              widziałem karty menu z wyszczególnioną ceną obsługi kelnerskiej.
            • Gość: wdwd IP: *.hsd1.il.comcast.net 30.10.08, 21:14
              taki polandzior zasmarkany bez honoru jestes chamski zacofany
              zawistny nowo-staro-polski buraczany kmiot - ja bym sie ze wstydu
              spalil jakbym mial myslec o tym ile zarabia ta kelnerka i zagladac
              jej do portfela i jakbym nie mial pieniedzy na napiwek.
              Jak nie masz kasy na napiwek to zryj w domu, buraku polski.
              Polacy sa tak zawistni o to ze ONA TU PRZECIEZ ZARABIA, ze mysla
              tylko o tym - taki kraj zacofanych chamow bez kultury zadnej ale
              pelen pretensji jaka to kulture mamy w Polsce a amerykanie nie maja
              kultury - wole 100 razy codzienna kulture amerykanska niz polska
              chamiornie na codzien. Dlatego wyjechalem z kraju a nie za dolarami.
              Ucieklem od polskiego chamstwa codziennego, wrednosci, zawisci,
              glupich min, gapienia sie i tumanskich komentarzy, do ktorych
              polandziorstwo w Polsce sie juz tak przyzwyczailo, iz mysla ze tak
              jest wszedzie. Juz dawno nie licze ze strony rodakow na kulture ani
              na profesjonalizm w czymkolwiek. Nigdy nie wyszedlem z knajpy nie
              dajac napiwka kelnerce czy barmance. NIGDY!! A zawsze rodacy ktorzy
              byli ze mna dwrili ze mnie ze frajer jestem i ze ona tu zarabia i ma
              placone...z taka zawiscia...jakbym to im mial dac te kase - lepiej
              by bylo - oczy im tak mowily. Tacy jestescie w 90% w Polsce.
              Chamiornia i zawisciornia! FU! Siedz w domu i zryj bigos wiesniaku
              jak nie masz na napiwek. W Polsce nadal do restauracji sie idzie
              ZREC tylko. W cywilizowanym kulturalnym swiecie ludzie nie ida do
              restauracji BO SA GLODNI, tylko zeby spedzic czas towarzyski i mily
              w gronie innych ludzi i dac napiwek bo DAWANIE daje im satysfakcje a
              nie BRANIE jak wsrod polandziorow polskich kutafonow. A polandzior
              idzie do restauracji zeby sie najesc a potem sie jeszcze kloci.
              Jak sie chcesz nazrec to zryj w domu. Bedzie taniej i sam sobie
              podasz i zjesz do lustra, kmiocie polski.
              Polak w Polsce czerpie satysfakcje z BRANIA a nie DAWANIA - wbrew
              sikaniu w majty na imie PAPIEZ i deklaracji poboznosci - polski
              katolik to jest falszywy katolik na pokaz tylko. Wlasnie takim
              podejsciem. Jesli istnieje pieklo, to sa tam sami Polacy i pare
              zagraniczniakow.
              • Gość: Była kelnerka IP: *.aster.pl 10.09.09, 17:53
                Zgadzam się w pełni:)
            • Gość: janka IP: 94.254.197.* 15.04.09, 01:19
              Nie masz na napiwek to pij w domu!A jak chcesz żeby ktoś ci przyniósł,wyniósł,
              pozamiatał i jeszcze był dla CIebie miły to płać. Moim zdaniem to okropny wstyd
              nie zostawić napiwku, świadczy o buractwie.Chcesz szybko jeść i pić to idz do
              fast foodu albo do pubu z samoobsługą (gdzie i tak wieczorami będziesz stał w
              kolejce)a nie do restauracji z obsługa kelnerską! Najłatwiej to wymagać, ale dać
              coś od siebie to tragedia a naprawde wystarczy niewiele aby i klient i kelner
              byli zadowoleni.
              Dziewczyna niestety ma racje...choć od każdej reguły istnieją wyjątki i zdarzają
              się ludzie którzy potrafią zachować sie w restauracji a obsługiwanie ich jest
              czystą przyjemnością nawet jak nie zostawią ani złotówki(ale tacy fajni ludzie
              zazwyczaj zostawiają najwięcej)...
            • Gość: lecimnaszczecin IP: *.dynamic.gprs.plus.pl 28.02.11, 12:40
              jak chcesz zamówić bronka przy barze to won na dworzec a nie swirujesz gościa w restauracji
            • Gość: Bob IP: *.interkar.pl 23.01.12, 01:58
              Jest takie stare powiedzenie... "Kto nie ma miedzi niech w domu siedzi"
              Nie wychodze do knajpy jesli nie stac mnie na napiwek - proste jak....
            • Gość: tomek_wawa IP: *.static.as13285.net 01.01.14, 13:50
              bo baranie napiwek to zasady kultury osobistej . Chociazby jest to zapisane w podreczniku survive vivre iz jest to w zasadzie twoja kultura . A po za tym jak nie masz na dwa - trzy piwa i fajki plus 3 pln napiwku to nie chodzi do kanjpy tylko siedz w domu buraku .
          • Gość: czarek IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.10.08, 20:04
            ATX , Pani Łobodzińska poprostu studiuje i dorabia po to, żebyś
            później nie musiał żyć w kraju w którym najważniejsze są 3 bronki i
            paczka fajek... Omijaj tą knajpe jak sie dowiesz która to - napewno
            kelnerzy tylko zystkają - jak nie dodatkowy wolny stolik dla kogoś
            normalnego to przynajmniej troche zdrowia. A jak ktos ma na 3 bronki
            i paczke fajek to nie lepiej iść do spozywczaka - będzie na 6
            bronków i paczke fajek.
            • 29.10.08, 10:30
              "A jak ktos ma na 3 bronki
              i paczke fajek to nie lepiej iść do spozywczaka - będzie na 6
              bronków i paczke fajek."
              Dzieuję za rady, ale taniej /= lepiej

              Niekoniecznie mam zawsze chęć sączyć bronka pod sklepem. Deszcz pada, wiatr
              wieje, gazety nie ma jak czytać.
          • Gość: Kaczoland Atakuje IP: *.dhcp.embarqhsd.net 28.10.08, 00:43
            W USA obowiązkiem klienta jest pozostawienie w lokalu równowartości 15 proc.
            sumy zamówienia jako napiwek. Jeśli ktoś tego nie uczyni, może zostać wyproszony
            z lokalu bądź też wpisany na specjalną listę osób, których obecności w tejże
            sieci restauracji sobie nie życzymy.
            ---------------------------------------------------------------------
            Od wielu lat mieszkam w USA i musze przyznac, iz podobnych BZDUR juz od dawien
            dawna nie czytalem! Zwyczajowo zostawia sie 12 do 15% jako napiwek... ale nie
            jest to zaden przymus. Jezeli NIE jestes zadowolony z uslugi nie masz obowiazku
            "tip'owania". A w tych najtanszych lokalach bardzo czesto ludzie zostawiaja po
            jednym dolarze od osoby. Nigdy nie slyszalem, by kogos wyrzucono
            z lokalu, czy wpisywano na "czarna liste". To chyba
            fantazje autorki!!

            P.S. Poza tym - czasy sa teraz takie (takze i w USA), ze coraz trudniej o
            klientow (coraz mniej ludzi odwiedza lokale) i - tym bardziej - nikt nie pozwoli
            sobie na grymaszenie, czy "wyrzucenie" klienta...
            • Gość: dix IP: 205.228.73.* 28.10.08, 19:00
              > Nigdy nie slyszalem, by kogos wyrzucono
              > z lokalu, czy wpisywano na "czarna liste". To chyba
              > fantazje autorki!!

              ...albo wishful thinking niedorobionej dziennikarki.

              A propos - tytul artykulu nijak ma sie do tresci. Ma niby szokowac
              czy jak??
              Jesli p. Aleksanda ma takie zdolnosci dziennikarskie jak i
              kelnerskie, to moze lepiej niech poszuka "alternatywnej sciezki
              kariery"?..
              • Gość: Nimrod 7 IP: *.internetdsl.tpnet.pl 28.10.08, 19:04
                No bo przecież taki użytkownik Dix to przecież mega talent,
                fachowiec, we wszystkim i cierpliwie znosi każdą jazdę jaką mu
                klient robi....
                Myślałby kto....
                • 29.10.08, 12:01
                  widać osobiście dotknęła "wielmożnego Pana" Dixa treść (momentami-
                  przyznaję- przerysowanego) artykułu
            • Gość: mksb IP: *.ph.ph.cox.net 29.10.08, 09:45
              Jest taka niepisana zasada, za jezeli jest obslugiwanych conajmniej
              5 osob przy stoliku, to do rachunku jest dodawane 15% typa.
              • 29.10.08, 12:39
                Gość portalu: mksb napisał(a):

                > Jest taka niepisana zasada, za jezeli jest obslugiwanych
                conajmniej
                > 5 osob przy stoliku, to do rachunku jest dodawane 15% typa.

                chyba zartujesz? bo w innych krajach ta zasada jest zawsze napisana
                w menu i zalezy od restauracji - czasem 8, rzadziej 6. a u nas of
                kors niepisana i juz od 5 lepkow, brrr..
                --
                [url=http://lilypie.com][img]http://bd.lilypie.com/PAFmp2/.png[/img]
                [/url]
            • Gość: wodzunio IP: 212.160.172.* 29.10.08, 09:47
              Hm. W Polsce nie było tradycji napiwkowania. Zresztą jest to
              obiektywnie bez sensu.
            • Gość: Jazon IP: *.lbitrauma.org 29.10.08, 12:31
              Pewnie ze nie wyrzucaja ale przyznasz, ze napiwki sa oczekiwane "z automatu" i
              generalnie zawsze ludzie placa. Niby przymusu nie ma, fakt, ale jest to
              niepisana zasada. Feels lame jak nie zostawisz, przynajmniej w moim przypadku. I
              nie musisz sie tak "rozindyczac" na to co napisala. Jej chodzi o szerszy
              kontekst podejscia do zostawiania napiwkow.
              Cheers! :-) Jazon
              • 29.10.08, 13:49
                Od zwyczajowego dawania napiwkow (co oznacza, ze niekoniecznie wszyscy daja) do
                sporzadzenia czarnej listy klientow jest jeszcze dluga droga. Jest mozliwe, ze
                gdzies w USA w jakims lokalu taka lista rzeczywiscie byla - co nie oznacza, ze
                jest to norma. W takiej sytuacji, jesli traktowac ten tekst jako dziennikarski
                (bo jest na pierwszej stronie portalu), to delikatnie mowiac, mija sie on z
                prawda. Nigdzie dawanie napiwkow nie jest obowiazkowe - co nie zmienia faktu, ze
                nawet w podrzednych barach z kawa stoja sloiki na napiwki dla obslugi.

                Czesc opisanych przez kelnerke-dziennikarke problemow po prostu by nie istniala,
                gdyby ludzie byli wobec siebie przyjazni i sie szanowali, a tego nie da sie
                zadekretowac. Jesli kelner cos poleca, klient ma prawo byc na to uczulony czy
                nie lubic tego - czy to cos zlego? To samo dotyczy innych przypadkow opisanych w
                'liscie'.
                • Gość: funny_hands IP: *.internetia.net.pl 30.10.13, 02:26
                  i tu się nie zgodzę! są kraje gdzie napiwki są wręcz obowiązkiem. np na Węgrzech w 99% restauracji ceny są podawane w następujący sposób:
                  a) cena posiłku + kwota napiwku (10% ceny posiłku) = cena całkowita (dokładnie na zasadzie wzoru matematycznego.
                  b) cena posiłku od razu zawiera 10% napiwku i klient jest o tym informowany w karcie.

                  oczywiście jeśli chce, to może zostawić więcej, ale to jego dobra wola w takim wypadku.
          • Gość: wdwd IP: *.hsd1.il.comcast.net 30.10.08, 21:00
            i zryj w domu
        • Gość: mysz IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.10.08, 11:22
          a z drugiej strony plucie jadem na kazdego klienta, bo odwazyl sie byc niezadowolony, a przeciez sam jest tylko sprzedawca rolet albo urzednikiem. Dla rownowagi nastepne listy powinny byc od nich...
          A swoja droga to kelnerki to nie zawsze takie biedne niewiniatka: kiedys szlak mnie trafial jak widzialam, ze sie paniusie w 4ry zebraly przy barze na ploty (siedzialam niedaleko i slyszalam jak obgaduja jakas wspolna znajoma, pewnie inna kelnerke, ktora akurat inna zmiane miala, heh), a ja cierpliwie siedzialam i czekalam, czekalam, czekalam...Innym razem po zlozeniu zamowienia na danie czekalismy 40 minut! i...sie nie doczekalismy...Wypilismy kawe i poszlismy gdzies indziej, bo 'byly jakies klopoty w kuchni', o czym nikt nie raczyl nas poinformowac, sami musielismy chodzic i sie dopytywac...I co? Moze jeszcze powinnam dac napiwek?
        • Gość: olguita IP: *.kpmg.es 29.10.08, 12:18
          Zgadzam sie w 100%. Genialny tekst, naprawde, chyle czola!!!
          • Gość: Uzo IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.10.08, 13:51
            chyba koleżanka z pracy... ;)
        • Gość: Jożin IP: 193.3.8.* 29.10.08, 14:23
          BRANŻA!!! Ho,ho. Jak człowiek chciałby coś smacznego zjeść to miny
          kelnerów potrafią nieźle odstraszyć... A Wasze wypłaty to z czego?
          Budżetu państwa??? Jak widać buraki sa wszędzie...
        • Gość: LubięDobrzeZjeść IP: *.internetdsl.tpnet.pl 29.10.08, 15:23
          Najwyraźniej nie ma dobrych klientów w tym kraju. Czyli mam
          rozumieć, że jak się umówię z kimś na kawę na mieście to powinienem
          czuć się niechciany w restauracji? I nie daj Boże żebym poprosił o
          cukier :) Ludzie - piszcie obiektywnie, chyba nie jest aż tak źle w
          każdym przypadku, co??? :/
      • Gość: dziany dres IP: *.e-wro.net.pl 26.10.08, 22:20
        Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
        • 27.10.08, 11:00
          Taraz wiadomo, dlaczego poziom wykształcenia studentów dzisiejszych
          spada na łeb na szyję.
          Takiej bomby z biadoleniem nie można sczytać na jeden raz!

          Lamentu tego nie wytłumaczy się inaczej, jak to, że "jaki pan - taki
          kram"...

          Ciekawym wspomnień kelnera nie-kobiety!
          ;)
          • Gość: domio IP: *.as.kn.pl 27.10.08, 12:37
            Autorka ma jakieś wykrzywione pojęcie o rzeczywistości. Są tysiace zawodów, o których by tak mozna pisać i setki takich, gdzie praca jest nieporównywalnie cięższa. Tylko, że nie wszędzie ludzie pracujący w pocie czoła tak się ze sobą cackaja, a nienawiść do pracy i wszystkie swoje żale przelewają na tych okropnych klientów - źródło wszelkiego zła na ziemi.

            "głową rodziny w postaci łysiejącego, naburmuszonego pana, z przerośniętym mięśniem piwnym i skórzaną saszetką na krótkiej rączce przywodzącą na myśl kontrolera biletów w komunikacji miejskiej"
            Jaka ty jesteć kurcze aspołeczna, nienawidzisz ludzi za wygląd? I co, nasrałaś mu do obiadu za tę saszetkę, czy za to, że jest łysy? Swojego ojca też byś za saszetkę znienawidziła?
            • 29.10.08, 13:06
              Ten opis pasuje do niejednego dwudziestoparolatka.

              A faktycznie te saszetki, zwane niegdyś "pedałówkami" wyszły z mody już dawno.
      • Gość: Zuzia IP: *.adsl.inetia.pl 27.10.08, 09:34
        Szkoda, że nie napisała gdzie teraz pracuje. Trzeba omijać jej lokal z daleka.
        • Gość: elwrocek.pl IP: *.magma-net.pl 27.10.08, 10:05
          To proste, w Spiżu pani pracuje...
          • Gość: Zuzia IP: *.adsl.inetia.pl 28.10.08, 09:10
            > To proste, w Spiżu pani pracuje...

            To może by poszukała pracy w innej branży.
      • Gość: Zdzich IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.10.08, 17:48
        Proszę o więcej sprawozdań z ponurej codzienności niewykształconej i
        przepracowanej klasy pracującej. Ze szczególnym uwzględnieniem zamiataczy ulic
        (ech, te przejeżdżające samochody i nieuprzejmi kierowcy), zieleni miejskiej (
        ech, te psy i ich właściciele) i wielu innych profesji, które średnio zdolny
        szympans opanuje w tydzień...
        • 29.10.08, 15:11
          Oj Zdzichu a kto ci każe czytać? Wszak ty jako jednostka wykształcona
          za podatki powyższych nieudaczników wykonujesz w pracy jakże
          skomplikowane czynności. Sęk w tym Zdzichu ze tolerancja powinna być
          cechą każdego wykształconego człowieka. Tejże tolerancji możesz
          pozazdrościć niejednemu szympansowi, nawet średnio zdolnemu.
      • Gość: kelnerka IP: *.cable-modem.tkk.net.pl 28.10.08, 00:48
        rozumiem ze Pan pracowal i wie ile jest w tym racji... - bo ja wiem... fakt
        jadem sie pluje w pewnym momencie, bo i 17h (7.00 - 24.00)sie zdarzylo to nie
        jest kolorowo. Ludzie potrafia byc okrutni do tego stopnia, ze kazdego zaczyna
        sie nienawidzic,usmiechac sie w kazdej sytuacji mozna sie nauczyc. Umowa
        zlecenie nie normuje czasu pracy, dlatego pracuja tak STUDENCI! praca sprawia
        frajde, ale z czasem sie jej NIENAWIDZI...
        • Gość: Uzo IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.10.08, 13:54
          jesli nie starcza cierpliwości do pracy z ludźmi, trzeba zmienić pracę... ludzi
          nie a się zmienić...
      • Gość: poroboszcz IP: *.magma-net.pl 28.10.08, 21:42
        dokladnie, zgadzam sie. to po co robisz jako kelnerka panienko jak ci sie nie
        podoba? bylem kelnerem i nie narzekalem, kolezanki tez nie narzekały. fakt ze na
        wielu polakow nie moge patrzec, ale to co ta paniusia wypisuje to jakies
        zwierzenia paranoiczki !
      • 29.10.08, 14:10
        A czego dokladnie wymagasz za cene jaka zaplaciles???

        rasiauskas napisał:

        > Płacę-wymagam. Więcej pokory dziewczyno, życie cię jeszcze nauczy.
        Na
        > dodatek nie masz ani grosza racji.
      • 29.10.08, 15:10
        Obys wyladowal kiedys w roli kelnera, z calego serca zycze. To tez
        by cie czegos nauczylo. Na dodatek, tez nie masz ani grosza racji.
        Typ'Place wymagam' powinien byc zabroniony, nie tylko w
        restauracjach zreszta!
        • Gość: mamar IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.10.08, 17:02
          dlaczego? dalej w komunie siedzimy? przecież do cholery nikt nie wymaga cudów o
          tych kelnerów!!! a klienci są różni, jak różni są ludzie, ja też pracuję z
          ludźmi, też w usługach i też wielu powiesiłbym za uszy, ale do diaska to mój
          zawód!!! taki wybrałem, taki mam!
          o czym w ogóle ta dyskusja??? to ja już wolę samoobsługę.
      • 31.10.08, 20:19
        Nigdy nie byłam kelnerką. Pracowałam za to jako recepcjonistka i
        jeżeli życie mnie nie zmusi to nigdy więcej nie chcę pracować przy
        obsłudze klienta. Ktoś powie,że się nie nadaję. Nie zaprzeczę.
        Jednak rok takiej pracy to było niezłe studium ludzkich charakterów
        i szkoła życia. I tak zaobserwowałam, że:
        Najgorsi (ocena subiektywna) klienci to ci którzy ledwo, ledwo się
        czegoś dorobili. To taki ktoś, a nie VIP, robi z siebie wielkie
        panisko. Najbardziej rozczeniową postawę mają klienci którzy tak
        naprawdę sami za siebie nie płacą, a robią to za nich firmy
        wykupując im NAJTAŃSZY z możliwych abonament na usługę.
        Panowie z piwnym brzuszkiem, wybitnie odpychający fizycznie w domu
        żonie nie podskoczą (zakładając, że w ogóle takową mają), ale
        przyjdzie do restauracji i klepnie kelnerkę w tyłek, recepcjonistkę
        zwyzywa od k... i szmatą (wiem z autopsji), a pani sprzątaczki
        zwracającej mu uwagę, że na siłowni trzeba zmienić buty nawet nie
        raczy zauważyć ostentacyjnie gapiąc się w sufit gdy ta do niego
        mówi. Rzucano mi kluczami w twarz, bo raczyłam stwierdzić fakt, że
        czas rezerwacji się skończył i należy uiścić dodatkową opłatę lub
        zakończyć korzystanie z usługi. "Ale o co Pani chodzi? Przecież i
        tak nikt inny nie wynajmuje?", "Co ty masz kobieto problemy
        seksualne?" Nawet 10 miłych klientów nie było w stanie
        zrekompensować mi jednego buraka i mówcie co chcecie (nie nadaję się
        itp), ale żadna praca nie jest warta tego bym musiała znosić takie
        skrajne przypadki. Jakie braki w życiu rekompensujecie sobie
        wyładowując frustrację na kelnerkach, recepcjonistkach, kasjerkach w
        hipermarketach? Dlaczego czujecie się bezkarni? Naprawdę jesteście
        tak naiwni, żeby myśleć, że obchodzicie nas cokolwiek więcej niż
        ustawa przewiduje. Ja mam ci człowieku sprzedać piwo/zrobić
        rezerwację/skasować zakupy. RESZTA MNIE WALI. Nie obchodzą mnie
        wasze wakacje/brak małżeńskiego seksu/złote karty kredytowe/marki
        garniturków/modele telefonów komórkowych/lunche/konferencje. Ja też
        skończyłam studia, też przeczytałam setki książek i tak jak wy
        pracuję, bo muszę. I NIE DORABIAM DO TEGO IDEOLOGII. Po 8 godzinach
        pracy wracam do SWOJEGO ŻYCIA.
        • Gość: Nimrod 7 IP: *.sta.tvknaszapraca.pl 01.11.08, 11:32
          "Jakie braki w życiu rekompensujecie sobie
          wyładowując frustrację na kelnerkach, recepcjonistkach, kasjerkach w
          hipermarketach? Dlaczego czujecie się bezkarni? Naprawdę jesteście
          tak naiwni, żeby myśleć, że obchodzicie nas cokolwiek więcej niż
          ustawa przewiduje."

          Doskonale powiedziane. Brawo, Kasiu, w pełni Cię popieram i rozumiem.
          Gorzej, że gawiedź, krzykacze i motłoch za bardzob tego i tak nie
          pojmie... Dla nich istotne są tylko pełne brzyszyska, a dzis 1.01
          zaraz z cmentarza pewnie hulaj dusza hop w poszukiwaniu otwartego
          marketu - bo jak otwatre to pewnie skorzystam.. Coz, otwate tez sa
          dzis i agencje seksualne - a pomimo to dzis czy w przyszlosci tam
          nie pojde :PPP

          Coś nasi "wyzyskiwacze" i "władcy białych murzynów" zamilki ostatnio
          na forum :PPPP
          • 02.11.08, 17:39
            Gość portalu: Nimrod 7 napisał(a):

            > "Jakie braki w życiu rekompensujecie sobie
            > wyładowując frustrację na kelnerkach, recepcjonistkach, kasjerkach w
            > hipermarketach? Dlaczego czujecie się bezkarni? Naprawdę jesteście
            > tak naiwni, żeby myśleć, że obchodzicie nas cokolwiek więcej niż
            > ustawa przewiduje."
            >
            > Doskonale powiedziane. Brawo, Kasiu, w pełni Cię popieram i rozumiem.

            > Coś nasi "wyzyskiwacze" i "władcy białych murzynów" zamilki ostatnio
            > na forum :PPPP

            Czuję się wywołany do tablicy :P

            Więc ja się również zgadzam, ale tak jak dla pani Kasi ja-klient jestem obiektem
            wynajmującym pokój lub wchłaniającym piwo, tak dla mnie Pani Kasia będzie
            obiektem wydającym klucze lub podającym mi piwo.

            Uprzejmość obowiązuje obie strony, a dalej to mnie także wali, czy pani Kasia
            (tudzież autorka artykułu) ma zły dzień, czy dobry, czy pracuje od 5 minut czy
            od 15 godzin i czy jej szef pozwala iść na siku czy nie ;-)

            Po prostu - uprzejmie załatwić z daną osobą to, czego wymagają nasze, że tak to
            ujmę, służbowe relacje, i tyle. Zadnego pozwalania sobie na zbyt wiele, ale i
            żadnego pochylania się nad niedolą drugiej strony nie powinno się wymagać...
            (aczkolwiek nie widzę w tym nic złego, zeby próbować poderwać kelnerkę (o ile
            robi się to uprzejmie i potrafi przestać jeżeli ona sobie tego nie życzy) czy
            zapytać czy coś się stało i czy można pomóc, jak recepcjonistka pochlipuje pod
            nosem, bo ma jakiś problem osobisty...)
            --
            www.berbela.com/
      • Gość: kojot IP: 217.153.158.* 02.11.08, 01:31
        i właśnie o takich gościach jest ten artykuł!!!! na maksa słabych:)))
      • Gość: amigo IP: *.home.aster.pl 23.01.12, 23:19
        Idź popracuj tak jeden dzień to się przekonasz że trochę racji w tym jest!
      • Gość: pj IP: 95.83.249.* 30.10.13, 01:20
        popieram racja...troche szacunku dla tych ciezko pracujacych ludzi
      • Gość: m.g. IP: *.centertel.pl 30.10.13, 15:49
        Mylisz się drogi Panie. Płacąc zwracasz właścicielowi za produkty, dokładasz się do czynszu, mediów i pozwalasz żyć na pewnym poziomie jemu i na niskim poziomie ludziom, których zatrudnia. To jest tylko płacenie za towar i usługę. Tylko. Żadnej ideologii o wymaganiu czegokolwiek poza towarem i usługą.
      • Gość: Ruda IP: *.play-internet.pl 31.10.13, 01:37
        Chyba Ci się w d* poprzewracało, albo nigdy nie pracowałeś/aś
      • Gość: ziutek IP: *.internetdsl.tpnet.pl 31.10.13, 11:40
        pokory ? bo co przychodzisz za pieniądze tatusia czy mamusi do knajpy a w piątkowy wieczór udajesz znawce whisky czy innych alkoholi :) ? spojrz na ten artykuł jako na informacje , opis tego jakie dziewczna ma odczucia. Ty pracujesz za biureczkiem to marudzisz ze szef kazał zostać godzine dłużej i wszczynasz awanture o nadgodziny. Jesteś przedstawicielem? To krzyczysz ze klienci to sknery i złodzieje chcieliby wszystko darmo a dyrektor regionalny nie widzi Twoich starań. Każdy narzeka na swoja pracę no może większość taka Polska mentalność. Ale gwarantuje Ci,że jeżeli poszedłbys pracować jako kelner po miesiącu podpisał byś sie pod tym artykułem. Chyba , że nim jesteś i masz szczęście do gości. Każdego kelnera kelnerke spytasz o ten artykuł czy odczucia po przeczytaniu tego tekstu powie , że w Polsce włąsnie tak sie zachowują...gośćie...także nie wyjeżdzaj z pokorą bo ani ja nie powinienem pisać o problemach w twojej pracy ani Ty o problemach pracy kelnera bo ich nie znasz. I idz dalej z kolesiami udawać wielkich bossów do restaruracji i zamawiaj Jacka z Cola...
      • Gość: tomek_wawa IP: *.static.as13285.net 01.01.14, 13:42
        RACJE MA NIEMALZE W 100 % GENIUSZU . I nie zycie cie nauczy, bo zycie cie dopiero nauczy w gastronomii .
    • 26.10.08, 21:42
      Trza omijać nasze knajpy, bo jeszcze mnie za Niemca wezmą i zemszczą się za Westerplatte.
      --
      "Nie ma ludzi niewinnych, są tylko źle przesłuchani."
      FELIKS DZIERŻYŃSKI
    • Gość: ricky IP: *.finemedia.pl 26.10.08, 21:46
      "Kelner nie może zabrać nic, jeśli sztućce nie są skrzyżowane na
      środku talerza(...)"

      OMG, i ty jestes kelnerka?
      Nie dziwie sie, ze klienci sie na ciebie zloszcza i nie zostawiaja
      ci napiwkow.

      Naczynia zabierasz, jak masz sztućce ułożone równolegle do siebie, a
      jak skrzyżowane, tzn., że klient jeszcze je.

      Z resztą, co to znaczy "poproszę"? Mówi się "proszę".

      Zmień robotę, bo w tej nigdy nic nie zarobisz.
      • 27.10.08, 09:13
        > "Kelner nie może zabrać nic, jeśli sztućce nie są skrzyżowane na
        > środku talerza(...)"

        otóż na całym świecie jest akurat odwrotnie. Skrzyżowane sztućce to znaczy że jeszcze "się je"

        pomyłka czy niekompetencja...?
        • 27.10.08, 10:06
          A mi się zdawało, że jak odłożę sztućce równolegle na godzinie piątej, to daję
          jasny sygnał.
          • Gość: ricky IP: *.finemedia.pl 27.10.08, 10:57
            no widac pani po 5 latach kelnerowania jeszcze ma sie czego uczyc ;P
            a potem dopiero mozna liczyc na napiwki ;)
            • Gość: kelnerka IP: *.cable-modem.tkk.net.pl 28.10.08, 00:43
              ciekawe co bys powiedzial po tygodniu. nic poza AŁA, rozumiem i przepraszam
              pewnie...
              • Gość: Major IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.10.08, 11:29
                Rozwiązanie jest proste - nie lubisz pracy - zmień ją.
            • Gość: orient IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.10.08, 15:32
              I później się dziwi, że pytają ją o wykształcenie...
          • Gość: olguita IP: *.kpmg.es 29.10.08, 12:16
            Dokaldnie tak, to jest jasny sygnal!
        • Gość: Olguita IP: *.kpmg.es 29.10.08, 12:15
          Prosze poczytac sobie zasady savior vivre - to, ze ludzie zostawiaja
          skrzyzowane sztucce na znak, ze skonczyli, wynika z niewiedzy lub
          ignorancji!!!
      • Gość: ddd IP: *.rzeszow158.tnp.pl 29.10.08, 08:51
        Też na to zwróciłem uwagę. Dużo pretensji ale kompetencji też brak jak widać. Do tego te głupawe uwagi o piciu jednego piwa trzy godziny - otóż chodzenie do restauracji czy pubu czy też kawiarni to nie tylko jedzenie ale pewnien sposób bycia i spędzania wolnego czasu. To ku... nie jest stołówka - zjedz, zapłać i spie...j. Nic dziwnego że nie dostaje bnapiwków z takim podejściem.
      • Gość: papaja IP: *.54.175.169.tvksmp.pl 29.10.08, 09:21
        ricky napisał(a):

        > "Kelner nie może zabrać nic, jeśli sztućce nie są skrzyżowane na
        > środku talerza(...)"
        >
        > OMG, i ty jestes kelnerka?
        > Nie dziwie sie, ze klienci sie na ciebie zloszcza i nie zostawiaja
        > ci napiwkow.
        >
        faktycznie, czytałam ten artykuł i jak doszłam, do etapu sztućców, to mnie to zastanowiło, przerzuciłam sie na komentarze. też przysięgłabym, że jesli położę je równolegle do siebie, to znaczy, że zakończyłam, jesli jednak leżą skrzyzowane, oznacza ze nadal konsumuję.
        • Gość: zumek IP: 62.148.79.* 29.10.08, 11:13
          To sie wzielo stad ze jak kelnerka bierze prawa reka talerz to
          lapiac za niego od razu kciukiem przycisnie oba sztucce. Gdyby miala
          brac te skrzyzowane to pewnie zlapalaby tylko noz z prawej strony a
          widelec spadlby nam na kolana.
    • Gość: zosienka IP: *.as.kn.pl 26.10.08, 21:46
      >>Kelner nie może zabrać nic, jeśli sztućce nie są skrzyżowane na środku talerza, bądź też nie jest on odsunięty na róg stołu i nie widnieje na nim serwetka, świadcząca o zakończeniu konsumpcji.<<

      raczej kelner nie może zabrać nic jeśli sztućce SĄ skrzyżowane na środku talerza
    • Gość: figlasz IP: *.lanet.net.pl 26.10.08, 21:56
      W liscie nie podoba mi sie bardzo generalizowanie ludzi. Chodze czesto do restauracji i staram sie zachowywac kulturalnie i to nie wazne w jakim miejscu i kraju jestem. Nie zgadzam sie, ze wszystkie rodziny w niedzielne popoludnia zachowuja sie tak samo, jak i ze wszyscy Niemcy nie zostawiaja napiwku. Przykro mi bardzo, ze masz takie doswiadczenia z praca, ale czytajac Twoj list mam wrazenie, ze musialas miec bardzo duzo pecha podczas Twojej wakacyjnej pracy.
      • Gość: mroczek IP: *.resetnet.pl 28.10.08, 17:18
        Autorka nie napisala, ze wszystkie rodziny.
        Nie napisala tez ze Niemcy nie zostawiaja napiwkow tylko Hiszpanie.

        Ciekawe ile razy dziennie przekrecasz to co inni powiedzieli, a pozniej masz do wszystkich naokolo pretensje, ze mialo byc inaczej :). Mam niestety takich geniuszy w pracy calkiem sporo.

        Zastanow sie nad tym i wyciagnij wnioski.
        • Gość: dix IP: 205.228.73.* 28.10.08, 19:09
          Gość portalu: mroczek napisał(a):

          > Nie napisala tez ze Niemcy nie zostawiaja napiwkow tylko Hiszpanie.
          [laskawie wyciete]
          > Zastanow sie nad tym i wyciagnij wnioski.

          PRZECIEZ NAPISALA - mówiac Twoim jezykiem: nie umiesz czytac ze
          zrozumieniem czy specjalnie przekrecasz?:

          "Rano zawsze nalot robią niemieccy turyści, uważając, że są u
          siebie, nigdy nie przestawiają się na rozmowę w języku angielskim i
          zawsze piją niezliczoną ilość kaw. Nie zostawiają napiwków,
          skrupulatnie dzielą rachunki między sobą i zawsze płacą oddzielnie. "

          ... a teraz usiadz pokornie w kaciku i "zastanow sie i wyciagnij
          wnioski."
    • Gość: saglopur IP: *.wroclaw.mm.pl 26.10.08, 22:01
      Trochę dziwny ten artykuł, nie byłem nigdy kelnerem ale zdaje się być mocno
      przesadzony. Po prostu nie wierzę w to zawsze, ale to zawsze, nigdy i podobne
      kategoryczne stwierdzenia.

      Wiem doskonale, że to ciężka praca, ale mimo wszystko wydaje mi się, że
      większość klientów to ludzie normalni i w miarę uprzejmi. To nie jest praca w
      kamieniołomach ani na galerach, a takie można odnieść wrażenie czytając artykuł.
      Ogólny poziom obsługi jest zresztą wg mnie w porządku. Ale jak napisała moja
      przedmówczyni - po takim tekście można nabrać skrupułów przed chodzeniem
      gdziekolwiek i zakłóceniem spokoju umęczonych życiem sierotek.
      • Gość: domio IP: *.as.kn.pl 27.10.08, 13:08
        Do tej pory napiwek dawałem odruchowo, teraz zacznę zwracać uwagę, czy przypadkiem nie trafi on do nadętej i rozzłoszczonej na cały świat paniusi pokroju autorki tekstu, która powinna przestać się łudzić, że się nadaje do tej pracy.
    • Gość: T. IP: *.magma-net.pl 26.10.08, 22:03
      Proponuję tej Pani zwolnić się z pracy i poszukać innego zajęcia. We
      Wrocławiu nie ma aktualnie problemu ze znalezieniem pracy, nawet dla
      studenta.
      A może zmienić knajpę na inną?
      Ja sam gdybym z takimi myślami codziennie zaczynał pracę, to
      niechybnie wpadłbym w depresję...
      A zawód kelnera jest jaki jest - trzeba go polubić. A jeśli klient
      chce zapytać kelnera o danie dnia, to nie ma powodu się wściekać -
      trzeba pomóć!
      Albo Pani ma strasznego szefa, albo się po prostu do tej pracy nie
      nadaje...
    • Gość: klient IP: *.ssp.dialog.net.pl 26.10.08, 22:08
      Totalne zgnuśnialstwo.. az sie nie chce isc do knajpy.. Kelner
      nienawidzi swojej roboty.. a Ci klienci sprawiaja, iz musi wiecej
      pracowac.. automatycznie staja sie uosobieniem zla.. i tak dzien za
      dniem Dzien Swira..

      i te nieskrzyzowane widelce.. pogratulowac!
      • Gość: admo IP: 195.136.189.* 26.10.08, 22:25
        Przypomina mi to wypowiedź jednego z bohaterów jakiegoś filmu dla dzieci. Był to
        nauczyciel, który powiedział: "Szkoła byłaby wspaniałym miejscem pracy, gdyby
        nie te dzieciaki". Coś mi się wydaje, że ta Pani nie nadaje się do swojej pracy.
        Nie wiedziałem, że nie powinno pytać się o polecane danie...
        ech... żal mi takich smutnych ludzi..
        • 27.10.08, 11:50
          jak to baca godoł : "panie, tu byłby piiikny widok , ino te góry
          zasłaniajo"
          --
          Teorię ewolucji negują ci , którzy się na nią nie załapali !
    • Gość: klient IP: *.ssp.dialog.net.pl 26.10.08, 22:09

      Totalne zgnuśnialstwo.. az sie nie chce isc do knajpy.. Kelner
      nienawidzi swojej roboty.. a Ci klienci sprawiaja, iz musi wiecej
      pracowac.. automatycznie staja sie uosobieniem zla.. i tak dzien za
      dniem Dzien Swira..

      i te nieskrzyzowane widelce.. pogratulowac!
    • Gość: ogon IP: *.171.19.131.static.crowley.pl 26.10.08, 22:11
      Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
    • 26.10.08, 22:22
      no to jak tak jest, a niektóre komentarze to potwierdzają, to od dzisiaj mam
      inne patrzenie na przebywanie w restauracjach. Może lepiej zamknąć wszystkie
      restauracje a otworzyć knajpy typu makdonald, bez znudzonej-zmęczonej obsługi
      przy stoliku.
      • Gość: kasia IP: *.chello.pl 26.10.08, 22:45
        bardzo kiepsko z tobą dziewczyno! ja także byłam studentką i pracowałam można
        powiedzieć ciężko bo od sprzątaczki aż po biuro. Pracowałam jako sprzątaczka w
        hotelach pracowniczych było strasznie równocześnie jechałam z etatem w jakimś
        zakładzie. Uwierz mi nie miałam czasu na koleżanki i dyskoteki potem pracowałam
        w fabryce na maszynach na 3 zmiany na akord to było dopiero zakręcenie .Uwierz
        mi czasami wolałam w restauracji tam miałabym przynajmniej kontakt z różnymi
        ludźmi. Pracowałam przy maszynie w huku ,tyle mojego ze brałam zeszyty i się
        uczyłam ale za to po kilku latach pięknie to zaprocentowało teraz sama prowadzę
        firmę i mam czas na imprezy. Zdobyłam odpowiednie wykształcenie ,certyfikaty
        ,nagrody myślę że każdy człowiek powinien przejść przez ten okres upokorzeń ,
        orki aby poczuć później że to się opłacało .Może masz racje z zachowaniami
        ludzi, tylko pamiętaj zawsze będą ludzie źli i dobrzy to zależy od ich
        wychowania od rodziny ,domu, pomyśl że oni są tacy w rodzinie swojej, należy do
        pracy podchodzić z dystansem bawić .Ludzi nie zmienimy ale z uśmiechem możemy
        więcej zrobić nie dla nich dla samego siebie po co się denerwować Uwierz w
        siebie trzeba tą mękę przejść a potem będzie bardzo fajnie .
        • Gość: mikimoto IP: 88.220.181.* 29.10.08, 10:32
          Gratuluje! Ja takze uwazam ze ciezka praca + ambicje aby zrobic cos wiecej na pewno zaprocentuje w przyszlosci.
    • Gość: obiadowiec IP: *.gprs.plus.pl 26.10.08, 22:37
      Co to w ogole jest za tekst...
      Moglbym na poczekaniu napisac taki sam o kelner(k)ach.
      Tylko po co; z reguły obsluga _jest_ ok. Malo tego, usmiechy tez niekoniecznie
      sa wymuszone, a wielu osobom ta praca sprawia frajde (!) - w tych przypadkach
      chetnie wracam do danej knajpy.

      Zdaje mi sie ze Autorka sama odbiera swoja posade jako upodlenie i dopust bozy i
      w tym jest problem. "Nienawidze dzieci, ale, k..., codziennie musze isc do
      szkoly i uczyc";) W istocie nie ma zadnego klient-kelner, spotykaja sie ludzie i
      naprawde nie ma znaczenia kto sie pierwszy nabzdyczy.

      A Gazeta drukuje ten stek frustracji. Eh...
      • Gość: Pilo IP: *.magma-net.pl 26.10.08, 22:47
        O każdej pracy można napisać taki list. Jak koleżanka nie lubi
        swojej pracy, a co więcej - nie rozumie o co w niej chodzi - to mam
        dobrą radę: ZMIEŃ PRACĘ I NIE ZATRUWAJ ŻYCIA LUDZIOM KTÓRZY IDĄ DO
        RESTAURACJI SPĘDZIĆ MIŁO CZAS, A NIE DBAĆ O DOBRE SAMOPOCZUCIE
        DORABIAJĄCYCH STUDENTÓW.
        • Gość: Marcin IP: *.izacom.pl 26.10.08, 23:51
          Jeżeli "miłe spędzanie czasu w restauracji" oznacza dla ciebie
          obrażanie i poniżanie ludzi w niej pracujących, to szczerze żal mi
          ciebie. Musisz być bardzo zakompleksionym człowieczkiem, skoro nie
          stać cię na okazanie szacunku kelnerowi - i nie ma to nic wspólnego
          z dbaniem o jego dobre samopoczucie.

          Uprzedzając pytanie - nie, nie jestem, nie byłem i nie będę
          kelnerem. Ale często widzę, jak są traktowani przez niektórych
          buraków, którzy w myśl zasady "płacę i wymagam" (zaprezentowanej na
          forum kilka postów wcześniej) uważają kelnera za służącego.
          • Gość: atx IP: *.internetdsl.tpnet.pl 27.10.08, 09:51
            "mile spedzanie czasu w restauracji" dotyczy tez np. tego lysego goscia z saszetka, ktorego autorka najwyrazniej nienawidzi za sam wyglad; nie dlatego, ze odezwal sie tak czy inaczej, obrazil ja czy ponizyl, ale dlatego, ze nie jest ubrany kul i trendi. Z drugiej strony, jesli przyjdzie ktos w garniturze, to na pewno jest "naburmuszonym pseudobiznesmenem". Tak naprawde i tu, i tu nie chodzi o ich wyglad: wszystko jest tylko pretekstem do wylania zalu do calego swiata, wedle zasady "jak sie chce uderzyc psa, to jakis kij sie zawsze znajdzie". Dlatego Pilo ma 100% racji - tu nie chodzi o bycie obrazanym, tylko o nienawisc do swojej pracy przelewana z automatu na gosci restauracji.
            • 29.10.08, 13:17
              Osobnik w eleganckim garniturze niekoniecznie musi być biznesmenem. Bardzo
              często jest urzędniczym popychadłem.
          • Gość: jazz IP: *.elektrosat.pl 27.10.08, 18:13
            dokładnie
      • Gość: a(le)gatka IP: *.centertel.pl 26.10.08, 23:07
        ale żenada i żałość, dziewczyno, zo kogo ty sie uważasz i dlaczego
        tak ponizasz innych ludzi?? skąd tyle kompleksów?? moze stad, ze
        pracujesz od 5 lat jako kelnerka i nie wiesz, jak powinny byc
        odłozone sztucce i ze serwetki wcale nie kladzie sie na talerz, lecz
        obok po lewej stronie?? osobiscie uwazam, ze wiekszosc wroclawskich
        restauracji ma fatalna obsługe, naburmuszeni i zwyczajnie
        niegrzeczni kelnerzy i kelnerki, o jakim ty uśmiechu piszesz? rzadko
        zdarza sie usmiechnieta obsługa, czesto tez zdarza sie, ze obsługa
        stoi sobie i ma gdzies klienta, jak sie człowiek nie "wychyli", to
        do niego nie podejdą, natomiast nigdy nie widzialam, zeby ktos
        pstrykal na kelnera; a ile razy zdarzalo sie, ze rachunek sie nie
        zgadzal... - przypadek??? mimo wszystko zawsze staram sie byc mila i
        raczej daje napiwki, chyba ze ktos jest naprawde bardzo niegrzeczny;
        jak kilka osob powyzej powiem ci - zmien prace, bo nie nadajesz sie
        do kelnerowania, moze zieleń miejska??? doswiadczenie z kwiatkami
        juz masz; powodzenia!!!
    • 26.10.08, 22:53
      Wszystko fajnie..., ale z zostawianiem napiwku przy płatności kartą debetową
      czy kredytową to bym się nie zgodził. Kilkukrotnie w różnych restauracjach
      próbowałem tak zrobić. Nigdy nie okazało się to możliwe. Najczęściej
      usłyszałem, że dodatnie saldo płatności kartowych bierze szef lub właściciel
      resturacji... poza tym, o tejże płatności właściciel musi płacić haracz do
      operatora kartowego...
      • Gość: Marcin IP: *.izacom.pl 26.10.08, 23:53
        Napiwek zawsze można zostawić w formie gotówkowej, nawet przy
        płatności kartą. Często tak robię - płacę przykładowo za obiad
        kartą, a te 5zł napiwku zostawiam kelnerowi w gotówce. To działa :)
        • 29.10.08, 13:19
          Słyszałem, że niektórzy niemieccy goście potrafią dawać kelnerom zadania
          matematyczne z gimnazjum, w stylu:
          "Proszę doliczyć sobie jako napiwek 8 % od wartości rachunku czyli 78,43 zł"
      • Gość: o!o IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.10.08, 07:16
        nie rozumię instytucji napiwku. w moim odczuciu jest to automatyczne
        stawianie kelnera/portiera itp na pozycji fagasa, czekającego na
        cukierek, któremu łaska pańska cos tam skapnie.
        Jest praca, jest zapłata. za lepszą pracę jest lepsza zapłata/premia.
        Nie wyobrażam sobie, bym kupując książkę czy płacąc za np. malowanie
        mieszkania dodawał napiwek.
        Albo nazwijmy to po imieniu: podatek od usług ludzkich.
        gorzej, jak bankomaty i automaty pralnicze zaczną domagać sie
        napiwków.....
        • Gość: blecharz IP: *.ssp.dialog.net.pl 27.10.08, 11:41
          A dlaczego kucharz ma nie dostac napiwku ?
          Przeciez tyra w goracej jak pieklo kuchni.

          Jestes studentko zenujaca i nic wiecej.
          Place i wymagam (mowie o standardzie bo zaraz sie ktos przyczepi) i tak jest
          wszedzie.

          Bo raczej nie bedzie ze place i morda w kubel. A jesli tak myslisz to chetnie
          cos ci sprzedam po OKAZYJNEJ cenie.
          :)
          • Gość: janma46 IP: 213.92.134.* 28.10.08, 00:28
            Ja uważam że napiwek to rodzaj łapówki.Przecież za swoją pracę
            otrzymujesz zapłatę.To dlaczego w innych zawodach przyjęcie
            dodatkowych pieniędzy czy upominków nazywa się
            łapówkarstwem.Przecież prezent czy pieniądze dane lekarzowi można
            nazwać "nareceptnik",portierowi - bramowe,ekspedientce - nachlebuś
            itd.,itp.Po co to zaraz nazywać łapówką.
            A druga sprawa to to czy ja dam komuś napiwek czy nie to wyłącznie
            moja sprawa a nie rodzaj przymusu czy nacisku,bo tak to się
            zwyczajowo przyjęło.
        • Gość: gość IP: 62.29.165.* 29.10.08, 09:24
          A mnie wkurza jeszcze swego rodzaju "wyłudzanie" napiwku. Kiedy daję np. 50 PLN
          za rachunek typu 33,60, to nie zawsze powiem "37 proszę", tylko czekam na resztę
          i napiwek zostawiam po odejściu kelnera. Jest to powszechne zwłaszcza w krajach
          anglosaskich i uważam to za bardzo dobry i nikogo niekrępujący zwyczaj.
          Tymczasem polski kelner wydaje banknoty, a potem baaaardzo długo szuka w swojej
          saszetce drobnych, aby klient zdążył machnąć ręką... Gdy widzę takie coś, to
          najczęściej nie mam ochoty nic zostawić i poczekam sobie na tą resztę...

          Więc na koniec taki mały apel... Kelnerzy! Więcej szacunku do klientów!
          Osobiście czuję się urażony tekstem pani Aleksandry i mam nadzieję, że nigdy nie
          trafię na obsługę z podobnym nastawieniem. I tak, zawsze używam zwrotów
          grzecznościowych, cierpliwie czekam, uśmiecham się naturalnie (choć duuuużo
          łatwiej o to, gdy obsługa sympatycznie i nie sztucznie się też uśmiecha), czasem
          staram się rozluźnić atmosferę, daję napiwki. Ale jednak z wyjątkami... bo
          chamstwa nie znoszę i tępię. Więc pani Aleksandra niech poszuka przyczyny braku
          napiwków w sobie, a nie z nienawiścią szufladkuje ludzi... Wniosek jest prosty i
          sądzę, że się nie mylę myśląc podobnie, jak te kilkadziesiąt osób tutaj... TO
          NIE JEST PRACA DLA PANI.
        • 29.10.08, 10:31
          Całkowicie się zgadzam z tą opinią. W Polsce nie ma tradycji dawania
          napiwków i nie ma powodu aby ją wprowadzać. Uważam, że napiwek jest
          poniżający dla biorącego, świadczy bowiem o tym, że ktoś pracuje za
          marne pieniądze i musi żebrać aby sie utrzymać. Dla dającego też
          jest kłopotliwy bo nie bardzo wiadomo ile dać, czy sie kogoś nie
          urazi zbyt małą kwotą. Nie wiem także czemu akurat kelnerzy mają
          mieć prawo do napiwków a inne zawody nie. Jeżeli ktoś ma gest albo
          korzysta często z tej samej restauracji i chce dać napiwek to jego
          sprawa, ale traktowanie tego jako obowiązku, a zwłaszcza
          umieszczanie jako odrębnej pozycji na rachunku (tak robią niektóre
          lokale) jest chyba dużym nieporozumieniem.
          • Gość: bazyliszek IP: *.pism.pl 29.10.08, 15:39
            Zgadzam się.
            Przez parę lat pracowałam w bibliotece uczelnianej. Zasuwałam jak
            głupia, szczególnie w weekendy zjazdowe. Wypozyczanie, oddawanie,
            pomoc studentom, porządkowanie czytelni, kserowanie, zapisywanie
            nowych czytelników, wyszukiwanie informacji ("taka książka o Unii
            Europejskiej, z żółtą okładką, nie pamiętam tytułu ani autora..."
            albo "gdzie znajde coś o ASEAN" - choć osoba pytająca nie miała
            nawet pojęcia, co to ASEAN). Wszystko to z uśmiechem, kompetentnie,
            szybko, sprawnie. Dlaczego nigdy nie dostałam od żadnego studenta
            złamanego grosza napiwku? A pensja była na pewno niższa niż
            kelnerska, choć w tygodniu pracowałam umysłowo, przy opracowaniu
            książek, tak żeby jak najłatwiej było czytelnikom wyszukać
            odpowiednią książkę na interesujący ich temat, przy czym musiałam
            mieć opanowane słownictwo ekonomiczne, biznesowe i informatyczne w
            paru językach.
            Dlaczego akurat kelnerzy mają być uprzywilejowanym zawodem? Może mi
            to ktoś wyjaśnić?
      • Gość: Szalony Kucharz IP: 89.100.69.* 29.10.08, 16:50
        > Wszystko fajnie..., ale z zostawianiem napiwku przy płatności kartą debetową
        > czy kredytową to bym się nie zgodził. Kilkukrotnie w różnych restauracjach
        > próbowałem tak zrobić. Nigdy nie okazało się to możliwe. Najczęściej
        > usłyszałem, że dodatnie saldo płatności kartowych bierze szef lub właściciel
        > resturacji...

        To, że usłyszałeś, nie oznacza wcale, że jest to niemożliwe. Po prostu kelnerzy
        nie ufają, że właściciel się z nimi rzetelnie rozliczy z napiwków z kart, a po
        drugie zazwyczaj takie napiwki rozlicza się po równo dla całej zmiany, więc ten
        czy ów chytry pikolak woli pobrzękujące monety sobie do kieszeni wcisnąć.
      • Gość: waitress IP: *.internetia.net.pl 30.10.13, 02:20
        z tego co mi wiadomo i w knajpach w których pracowałem (a troche ich juz było) to przy płatności kartą nie ma problemu by wpisać o tyle więcej ile klient chce dać napiwku. po prostu potem się to wyciąga z kasy i wrzuca do puszki, bierze dla siebie etc. ;)
    • 26.10.08, 23:00
      Dobrze móc poznać jak to jest po drugiej stronie. I jak ciężka jest
      praca kelnera. Zawsze jestem miły dla obsługi i zawsze zostawiam
      napiwek - po tym artykule będę zostawiać większy.

      Szkoda, że większość komentarzy w tym wątku jest taka niefajna :(

      --
      "And that government of the people, by the people, for the people,
      shall not perish from the earth"

      Abraham Lincoln, Gettysburg 19 XI 1863
      • Gość: a(le)gatka IP: *.centertel.pl 26.10.08, 23:16
        komentarze takie, jak artykuł
      • Gość: kuternoga IP: *.superkabel.de 26.10.08, 23:23
        ja się tymi komentarzami tak bardzo bym nie przejmowal prosci ludzie proste
        komentarze :) tak juz niestety jest wielce oburzone sprosne swinki :) sam
        pracowalem jako kelner i mialem podobne doswiadczenia, niestety (czytajac to
        przypominalem sobie moja prace w jednej z wroclawskich restauracji) nie
        oszukujmy sie polacy w wiekszosci to poprostu wiesniacy ze sloma w butach :)
        mile jest to ze jednak zdarzaja sie osoby z klasa ale to wszystko kwestia
        wychowania i obycia

        P.S
        pozdrowienia dla autorki
        • Gość: admo IP: *.ict.pwr.wroc.pl 27.10.08, 10:32
          "nie oszukujmy sie polacy w wiekszosci to poprostu wiesniacy ze sloma w butach :)"
          Kelnerami w polskich restauracjach też są Polacy... ze słomą w butach.
        • Gość: Pooh IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.10.08, 14:57
          Tylko jak gość restauracji jest obyty i ma klasę to najczęściej załamuje ręce nad jakością obsługi i kompetencjami kelnerów.
          W przeciętnych knajpach (takich jak większość na wrocławskim Rynku) często można spotkać kelnetów z mizernym przygotowaniem do zawodu.
          Dlatego do jednych knajp chodzę chętnie a inne omijam szerokim łukiem bo byłem w nich kiedyś źle obsłużony. Podobny patent radzę zastosować naszej udręczonej kelnerce - niech tę pracę omija szerokim łukiem i znajdzie sobie inną - najlepiej taką w której nie będzie miała kontaktu z ludźmi.
        • Gość: gregger IP: 91.197.89.* 27.10.08, 20:00
          Akurat większość wpisów na tym forum jest, co się rzadko zdarza, dość wyważona. Proponuję zajrzeć do słownika pod literę "O" i przeczytać wyjaśnienie pojęcia"obiektywizm".
          Zaproś autorkę tekstu na kawę. Będziecie do siebie świetnie pasować. Takie skwaśniałe pary dożywają razem późnej starości.
        • Gość: barti IP: *.internetdsl.tpnet.pl 29.10.08, 10:29
          To właśnie typowe polskie myślenie. Te świnie ze słomą w butach dawały ci
          pensje.Ty zamiast podziękować jeszcze opluwasz.Jesteś kelnerem masz
          obsługiwać.Jeśli klient śorbie, mlaska, rzuca serwetkami po stole to nie jest to
          twoja sprawa. Ty nie jesteś od wychowywania klienta.Ty jesteś od obsługiwania
          klienta.Masz powiedzieć dzień dobry,smacznego,podać rachunek,zapytać czy
          smakowało,powiedzieć do widzenia i zaprosić ponownie. Jeśli klient nie odpowiada
          ma roszczeniową postawę, ciamka przy jedzeniu i nie używa form grzecznościowych
          to jest chamem.Tylko że nic Ci do tego.Chamy też chodzą do restauracji a Ty masz
          ich jako kelner obsłużyć.Nie podoba się załóż szkołę "Savoir-vivre" może tam się
          spełnisz.
          • 29.10.08, 13:23
            Szkoda, że Wrocław nie leży nad morzem. Amerykańscy marynarze przeszkoliliby
            odpowiednio niegrzecznego kelnera, jak przeszkolili taksówkarza w Sopocie.
        • Gość: a(le)gatka IP: *.centertel.pl 30.10.08, 22:44
          nie
          > oszukujmy sie polacy w wiekszosci to poprostu wiesniacy ze sloma w
          butach :)
          > mile jest to ze jednak zdarzaja sie osoby z klasa ale to wszystko
          kwestia
          > wychowania i obycia


          w takim razie Anglicy, Niemcy i Hiszpanie tez sa wiesniakami z duzą
          ilością słomy w butach, bo o nich "autorka" takze wypowiada sie
          niezbyt pochlebnie... w ogole wszyscy jestesmy wiesniakami, hahaha,
          gdzie nam tam do restauracji chodzić, my (takie buraki) zostaniemy w
          domu zajadając sie pajdą chleba ze smalcem i po kłopocie, hehehe
      • 26.10.08, 23:24
        kklement napisał:

        > Szkoda, że większość komentarzy w tym wątku jest taka niefajna :(
        Bo niefajne jest podejście autorki. W 90% się zgadzam, są pewnie liczne
        nabzdyczone buraki, którzy oczekują nie wiem czego od kelnera czy zachowują się
        idiotycznie. W sumie klienci przychodzą w gości do restauracji, to do czegoś
        powinno zobowiązywać. Obie strony zresztą.

        Ale przepraszam bardzo, czy zapytanie się o to, jak jest przyrządzona potrawa to
        rzeczywiście jest taka bolączka dla obsługi?
        • 28.10.08, 07:05
          piast9 napisał:

          > Ale przepraszam bardzo, czy zapytanie się o to, jak jest
          przyrządzona potrawa t
          > o
          > rzeczywiście jest taka bolączka dla obsługi?

          Tak.
          kelner zazwyczaj nie ma pojęcia co kryje się pod tymi dziwacznymi
          nazwami w karcie

          • Gość: Major IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.10.08, 11:37
            A powinien wiedzieć! W każdym normalnym kraju, w dobrej restauracji, kelner zna
            zawartość karty.
            • 29.10.08, 13:26
              Było takie satyryczne czasopismo "Karuzela", wydawane w Łodzi.

              W warzywniaku klient poprosił o kilo jabłek. Zapytał ekspedientkę, czy są dobre.
              Odpowiedziała: "Ja ich nie jem!". Klient powiedział: "No to ja kupię i podaruję
              Pani, niech Pani zje witaminek!". Ekspedientka wrzasnęła: "Co??? Taki syf????"
          • Gość: dix IP: 205.228.73.* 28.10.08, 19:18
            jola_wroc napisała:

            > kelner zazwyczaj nie ma pojęcia co kryje się pod tymi dziwacznymi
            > nazwami w karcie

            Jolka (aka Aleksandra Lobodzinska?), to zart, prawda?? Bo jesli
            nie, to co sie dziwic, ze nie dostaje sie napiwkow...
          • Gość: Szalony Kucharz IP: 89.100.69.* 29.10.08, 16:55
            > Tak.
            > kelner zazwyczaj nie ma pojęcia co kryje się pod tymi dziwacznymi
            > nazwami w karcie

            No to już szczyt nieprofesjonalizmu. O czym jeszcze zazwyczaj kelner nie ma pojęcia?
        • Gość: fafiak IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.10.08, 10:41
          >W sumie klienci przychodzą w gości do restauracji, to do czegoś
          powinno zobowiązywać.

          Nie. Klienci kupują towar+usługę. Autorka najwyraźniej tęskni do PRLu, kiedy to
          sprzedawca był panem i władcą a klient petentem.
          • 29.10.08, 12:47
            "Klienci kupują towar+usługę."

            Otóż, nie tak to wygląda.
            Klien kupuje towar. Cena dania= cena towaru.
            Dla obsługi warto być miłym, a jeśli i ona jest miła, również warto podziękować napiwkiem, to tylko dowód uznania.
            Kelner dostaje pensje za wszystko to, co jest zrobione POZA obsługą, czyli umytą podłogę, posprzątane stoliki, przygotowane sztućce etc.
            Obsługa, jeśli jest na poziomie, to to za co wypada i warto zapłacić!
            Poza tym podkreślam, że kelner obsługuje, a NIE usługuje, to znaczna różnica! Łatwiej jest kiedy się ją dostrzega.
            Pozdrawiam.
            • 29.10.08, 13:28
              Towar się kupuje z opakowaniem i dostawą, zgodnie z warunkami umowy.

              Karta menu z podanymi cenami jest publiczną ofertą w rozumieniu prawa cywilnego.
              Klient ma prawo domniemywać, że za podaną w ofercie cenę otrzyma posiłek na
              zwyczajowych warunkach, czyli podany do CZYSTEGO stolika.
    • 26.10.08, 23:24
      Polacy, ludzie uznawani w Europie za ludzi drugiej kategorii chca
      byc panami chociaz w restauracji.
      • Gość: Kaczoland Atakuje IP: *.dhcp.embarqhsd.net 28.10.08, 00:52
        Polacy, ludzie uznawani w Europie za ludzi drugiej kategorii chca
        > byc panami chociaz w restauracji.
        ----------------------------------------------------------------------
        Nie tylko Polacy i nie tylko w Polsce... Na swiecie istnieja pewne
        standardy obslugi, a widac, iz gleboko sfrustrowana autorka artykulu o tych
        standardach ma bardzo nikle, lub wrecz zerowe pojecie!
      • 29.10.08, 13:30
        Ja osobiście jestem traktowany w Europie jako człowiek pierwszej kategorii i nie
        muszę nikogo udawać.

        Zresztą, obecnie w Niemczech Polak (o ile nie noszący skórzanej kurtki i
        kupujący Golfa z czasów Helmuta Schmidta) uchodzi za forsiastego i atrakcyjnego
        klienta. Polska zaś ma w Niemczech opinię kraju drogiego.
    • Gość: niemiec IP: *.isp.tvkg.net 26.10.08, 23:55
      Dobry artykuł chociaż zawiera trochę uogólnień, w Azji napiwki się daje i nie. W
      Japonii np. jest to traktowana jako obraza. Sztućce po zjedzeniu układa się na
      godzinie piątej, nie zawsze na krzyż. Jak dla mnie skrzyżowane oznaczają, że
      jeszcze ktoś je, no chyba że dołoży się do tego serwetkę. W naszym kręgu
      kulturowym napiwek to 10-20%. Co do Wrocławskich restauracji to klienci
      zachowują się na prawdę niepoprawnie, ale tak jest na całym świecie. Większość
      ludzi to troglodyci, których stać na stek w restauracji.
      • Gość: lena IP: *.range86-150.btcentralplus.com 29.10.08, 10:25
        Jak już skończy się posiłek, to sztućce stawia się obok siebie,
        ABSOLUTNIE nie kladzie się serwetki do talerza!!!
        • 29.10.08, 13:31
          Kładzie, nie stawia.

          Na talerz można odłożyć serwetkę bibułkową ale nigdy serwety do kładzenia na kolana.
        • Gość: basilicum IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.10.08, 13:55
          Sztućce w przerwie jedzenia krzyżujemy na talerzu, a po zakończeniu -
          kładziemy na nim równolegle pod kątem 45 stopni.
    • Gość: ehhh IP: *.ssp.dialog.net.pl 27.10.08, 00:03
      W tym kraju urzedas jest obrazony na caly swiat.. bo petent sie
      zjawil.. kelner ma muchy w nosie bo klient sie zawital do
      restauracji.. co to za gorzkie zale.. kazdy powinien byc fachowcem w
      tym co robi..kelner poza przyjmowaniem zamowien powinien zadbac o
      mila atmosfere i o to zeby GOSCIE restauracji czuli sie dobrze i
      tyle.. a ze rozni ludzie przychodza do restauracji ..coz zdarza sie -
      na tym polega praca w uslugach, tu wymagana jest cierpliwosc,
      spokoj, pewien dystans i opanowanie - frustrat za barem nie przyda
      sie ani wlascicielowi restauracji ani jej bywalcom
    • Gość: smakosz IP: *.ssp.dialog.net.pl 27.10.08, 00:03
      Nieeee no jeszcze mam pójść do kuchni i osobiście
      nawtykać kucharzowi .... może co jeszcze? Sam stanąć przy kuchni i
      sobie ugotować?


      Oj nie byliście w USA - pracowałam tam jako kelnerka.
      Po roku pracy byście "niemców" na rękach nosiły.

      Tam na klienta się chucha i dmucha, bo on płaci!
      Jak płaci to wymaga. Jak mu się nie spodoba to więcej nie przyjcie
      i jego znajomi też nie przyjdą. A kelnerce jak się nie podoba
      to zmienia praca - proste. I to działa.
      Twoim pracodawcą nie jest szef/właściciel ale KLIENT!

    • Gość: derwa IP: *.ssp.dialog.net.pl 27.10.08, 00:11
      turbofrustracja , psychoza , depresja - czasem dobrze przelac na
      papier to co nas dreczy ale niekoniecznie dobrze to publikowac..
      • Gość: gość IP: *.dynamic.chello.pl 29.10.13, 23:33
        no tak zwłacza gdy sie jest jednym z tych buraków który odwiedza restauracje i sie tak zachowuje ...żal...
    • Gość: qq IP: *.ssp.dialog.net.pl 27.10.08, 00:45
      gdybys skladala dlugopisy nienawidzilabys tych co nimi pisza..gdybys
      byla kierowca autobusu zli byliby pasazerowie..nauczycielka..te
      pieprzone dzieci..lekarzem -wiadomo..zasrane chorowitki przylaza po
      recepty. Masz problem sama ze soba. Przynajmniej sie podpisalas -
      Twojemu szefowi powinno dac do myslenia czy taka osoba w zespole
      jest pozadana.
    • Gość: klient IP: *.internetdsl.tpnet.pl 27.10.08, 00:56
      Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
      • Gość: dewoj IP: *.range81-132.btcentralplus.com 27.10.08, 01:08
        W USA obowiązkiem klienta jest pozostawienie w lokalu równowartości 15 proc. sumy zamówienia jako napiwek. Jeśli ktoś tego nie uczyni, może zostać wyproszony z lokalu bądź też wpisany na specjalną listę osób, których obecności w tejże sieci restauracji sobie nie życzymy. Różnica polega na tym, że napiwki w USA podlegają opodatkowaniu, a kelner zobowiązany jest przedstawić je jako dodatkowy dochód tamtejszemu odpowiednikowi fiskusa.

        Ciekawych rzeczy sie dowiedzialem:) chyba w innych stanach bylem;)
        W JSA nie ma obowiazku dawania napiwku! Jest nawet specjalny typ kelnerek "2 dolars tip". Nie widzialem tez zeby ktos biegl opodatkowac swoje napiwki(ktore dostal "do reki").
        • Gość: rere IP: *.ms.gov.pl 27.10.08, 16:17
          A to jakaś ciekawostka... Byłem w wielu knajpach w USA i nigdzie,
          podkreślam: nigdzie nie było tego rodzaju "zasad". Co Ty wymyślasz,
          człowieku i mącisz ludziom w głowach?
          "Jeśli ktoś tego nie uczyni, może zostać wyproszony z lokalu" - ale
          przecież, jak zapłacił (bez napiwku), to i tak raczej zbiera się do
          wyjścia, więc wypraszanie go nie ma sensu. Tak zresztą jak cała
          Twoja wypowiedź.
          • 29.10.08, 10:24
            Gość portalu: rere napisał(a):

            > Co Ty wymyślasz,
            > człowieku i mącisz ludziom w głowach?

            przecież on tego nie napisał tylko ZACYTOWAŁ autorkę. pracownik min.
            sprawiedliwości powinien chyba umieć czytać za zrozumieniem, ale w
            sumie kto wie, skoro nawet nie uważa za konieczne ukryć skąd
            pisze :) :) :)
            • 29.10.08, 13:33
              Widocznie jeszcze nie posprzątano po Ziobrze w tym ministerstwie.
      • Gość: klientka IP: *.internetdsl.tpnet.pl 27.10.08, 01:13
        Tak się składa, że z racji wykonywanego zawodu często jadam w restauracjach, nie
        tylko we Wrocławiu. Wiele omijam szerokim łukiem właśnie dlatego, że miałam
        okazję spotkać w nich takie kelnerki, jak szanowna autorka. Czegoś nie rozumiesz
        - restauracja to Twoje miejsce pracy, a jak ktoś juz tutaj słusznie zauważył,
        Twoim pracodawcą jest gość, który do tej restauracji przychodzi i zostawia w
        niej swoje pieniądze. Nic dziwnego, że w wiekszości dobrych restauracji można
        spotkać właściciela, który osobiście dogląda interesu, rozmawiając z gośćmi,
        nierzadko osobiście ich witając i żegnając, bo to są jego goście, którzy
        dodatkowo pozwalają mu żyć i zatrudniać ludzi, w tym kelnerów, którzy w ogóle
        najczęściej robią wielką łaskę, że do tej pracy przychodzą. Nie chcę tu
        uogólniać, ale większość młodych ludzi (studentów) chciałoby mieć taką pracę, do
        której nie trzeba chodzić, a pieniądze na koniec miesiąca mają byc na koncie, bo
        się należą... Smutne to bardzo, acz prawdziwe... Więcej pokory, dystansu do
        siebie i świata. I polecam zmianę pracy. Natychmiast. Z ogromną korzyścią dla
        Ciebie i gości restauracji, w której tak się męczysz... Pozdrawiam
    • Gość: wwww IP: *.ssp.dialog.net.pl 27.10.08, 01:10
      Zgadzam sie z przedmowca.. zawod kelnera wymaga kwalifikacji oraz
      okreslonych predyspozycji - Ty ich nie posiadasz, nie nadajesz sie
      do tej pracy -dla dobra klientow i restauracji zwolnij sie! W
      knajpie wnet zapanuje nieco milsza atmosfera (pewnie nie wiesz ale
      to wazne bo liczy sie nie tylko smak spozywanych dań i ich cena ale
      rowniez wspomniana atmosfera)Jestes mentalnym homosovieticus.. baba
      w rajstopach naciagnietych na owlosione nogi..z rudymi kedziorami na
      glowie ktorej dupa przyrosla do krzesla a zylaki maja srednice
      ropociagu.. postkomunistyczna sierota ktorej poimylily sie epoki bo
      za duzo ich przezyla.. postpeerelowskim ulomniakiem a najbardziej
      przeraza ze masz dwadziescia piec czy szesc lat a mialem nadzieje ze
      takie scisniete umysly juz na swiat nie przychodza.
      • Gość: u96 IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 27.10.08, 01:27
        Człowiekowi nalezy sie szacunek niezaleznie od tego jaka prace
        wykonuje. Jesli domagamay sie w restauracjach, lokalach, pubach od
        kelnerek/kelnerow stworzenia atmosfery, to moze najpierw powinnismy
        zaczać wymagac tego samego od siebie a nie dowartosiowywac i
        usprawiedliwiac sie place to wymagam. Proponuje niech kazdy, kto
        zabiera tutaj glos popracuje w usługach dla klientow detalicznych a
        potem sie wypowiada. Nie chodzi o to, ze tak trudno znosic to, ze
        klienci pytaja co jest polecane ale o nasze reakcje na to co
        usłyszymy od kelnera. Niestety problem tego zawodu polega na tym, ze
        kelnerki i kelnerzy obrywaja za wszystko co nam sie w danej chwili
        nie spodoba. Wracajac zas do kwetii, ze kelner/kelnerka powinni
        zawsze byc usmiechnieci, sympatyczni to moze warto zważyc, ze czasem
        nawet na sex nie mamy ochoty bo boli nas glowa albo padamy ze
        zmeczenia ..., a co dopiero mowić o pracy ..;-) a ich glowa nie moze
        bolec i nie maja prawa byc zmeczeni ...;-). TRoche wiecej
        zrozumienia dla wszytskich po obu stronach a bedzie zylo nam sie
        lepiej.
        • Gość: juzu IP: *.elektrosat.pl 27.10.08, 20:38
          Otóż to, bando szowinistycznych wieśniaków! - przepraszam, nie umiałem się
          powstrzymać.
    • Gość: Wrocławiak IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.10.08, 01:21
      Cytuję: "Kelner nie może zabrać nic, jeśli sztućce nie są skrzyżowane na środku
      talerza, bądź też nie jest on odsunięty na róg stołu i nie widnieje na nim
      serwetka, świadcząca o zakończeniu konsumpcji."

      I pytam jakim cudem Pani przepracowała cztery czy pięć lat w restauracji nie
      wiedząc że koniec posiłku oznaczają sztućce ułożone równolegle do siebie "na
      godzinie piątej", natomiast skrzyżowane oznaczają : "Proszę nie zabierać jeszcze
      będę jeść " ??

      Pozdrawiam
      • Gość: u96 IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 27.10.08, 01:41
        No i to jest wlasnie typoy przyklad goscia restauracji. Jedyne co
        przykuwa uwage wiekszosci hmm znakomitej wiekszosci czytalnikow
        artykulu to to, skrzyżowane sztućce na talerzu ..... Rozumiem, ze z
        taka sama wnikliwościa udawadniacie kelnerowi/kelnerce, ze to wy
        macie racje bo placicie. Natomiast sedno problemu jakim jest sposób
        odnoszenia sie do obsługi i obslugi do gosci oraz zachowaanie w
        lokalu jakos nie przykuwa uwagi ...no bo przeciez wg was nie ma
        problemu ....Tekst jak widac po komentarzach bardzo potrzebny....
        Podnoszenie argumentu, ze ktos sie opiernicza w pracy .. jest nie na
        miejscu ale rozumiem, ze ci co go podnosza nigdy sie nie
        opierniczali w pracy, nie mieli zlego dnia itd itd
        • Gość: admo IP: *.ict.pwr.wroc.pl 27.10.08, 10:54
          Pewnie każdy się opierniczał w pracy... nieraz mieliśmy zły dzień. Ale czy to
          jest powód do pisania artykułu w gazecie???
        • Gość: dzordz IP: *.elektrosat.pl 27.10.08, 20:40
          Otóż to.
          • Gość: dzordz IP: *.elektrosat.pl 27.10.08, 20:42
            Otóż to odnosi się do poprzedniej wypowiedzi. A jaki jest wg Ciebie dobry temat
            do artykułu???
        • Gość: Asia IP: 217.153.65.* 28.10.08, 11:59
          To oczywiste, że do kelnera (jak do każdego człowieka) należy się odnosić z
          szacunkiem. I prawdą jest, że niektórzy klienci traktują kelnera jak rodzaj
          służącego. Myślałam zresztą, że o tym będzie ten artykuł. A jednak z artykułu
          wynika, że autorkę klienci drażnią dosłownie wszystkim, np. łysiną, że autorka
          domaga się napiwku, niezależnie od jakości obsługi. Artykuł jest zwyczajnie
          przesadzony - stąd reakcja forowiczów. A co do sztućców - to autorka wyraziła
          oburzenie brakiem obycia i ogłady klientów, co miało objawiać się układaniem
          sztućców w określony sposób. Jak się okazało - oburzona sama nie zna zasad i
          denerwuje się na klientów, a możliwe, że oni postępują poprawnie.
    • Gość: ww IP: *.ssp.dialog.net.pl 27.10.08, 02:03
      teskt zbedny... mysle ze autorka wyrzadzila samo zlo..
      restauratorom.. kolezankom i kolegom po fachu (jesli ktos jeszcze
      zyczy sobie by nazywano go jej kolega) Autorka upodlila klientow
      przedstawila jako swinie i hamow.. -zaatakowala-nic dziwnego ze
      teraz zbiera baty.. kwestia jest prosta-klienci zachowuja sie tak
      jak sie zachowuja-w wiekszosci przypadkow poprawinie ale oczywiscie
      skrzywiona i zmanierowana pani kelnerka pamieta tylko te zle
      momenty.. uprzedzona wrzuca wszystkich do jednego worka.. pluje
      jadem.. a sprawa jest prosta-praca w uslugach ma swoja specyfike,
      przychodzi do restauracji gosc-nalezy go obsluzyc najlepiej jak sie
      potrafi, jesli to klient zachowa sie nieelegancko swiadczy to tylko
      o nim, ale przyjdzie za chwile nastepny i nie mozna go w zaden
      spsoob traktowac przez pryzmat niemilego doswiadczenia. A swoja
      droga gdyby Polacy dorosli do zjawiska bojkotu konsumenckiego na
      pewno spowodowaloby to wzrost poziomu uslug bo niestety ale trzeba
      przyznac ze wciaz jest on bardzo niski i zachowania typu " jak Ci
      nie pasuje to wypier..." nie sa rzadkoscia.. Co do sztucow.. pani
      kelnerka opisala klientow swojej restauracji jako bydlakow nie
      potrafiacych posluzyc sie widelcem i nozem.. a potem strzelila sobie
      w stope udowadniajac ze po 5 latach pracy nie zna podstawowych zasad
      zachowania przy stole.. opowiesci o autobusach kursujacych co 3
      godziny sa chyba tez lekko przesadzone..
  • Powiadamiaj o nowych wpisach

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.