Dodaj do ulubionych

Mobbing w B i b l i o t e c e Uniwersyteckiej

  • kingusia711 27.02.10, 14:25
    Ale to juz zostalo mocno naglosnione!
    --
    fora darmowe
  • Gość: bibliotekarka IP: *.wroclaw.vectranet.pl 01.03.10, 19:17
    Na Onecie
    biznes.onet.pl/kiedy-szef-jest-tyranem,18495,3182398,1,prasa-detal
    ukazał się dzisiaj artykuł „Kiedy szef jest tyranem”.
    Podano tam przyczynę mobbingu, która pasuje jak ulał do sytuacji w Bibliotece
    Uniwersyteckiej: ”Przyczyny są zawsze takie same: złe zarządzanie.”
    Nazwa naszej Biblioteki pojawiła się dwukrotnie w dyskusji na forum pod artykułem.
  • witaminka123 05.03.10, 09:23
    a co na to rektor?!
    --
    ogłoszenia matrymonialne
  • Gość: studentka 62-67 IP: *.wroclaw.vectranet.pl 07.03.10, 08:48
    Wczoraj odwiedziła mnie wnuczka – kochane dziecko. Jako mądra i ładna. Od słowa
    do słowa powiedziała mi, że dzień wcześniej przestała godzinę w kolejce do
    Wypożyczalni Biblioteki Uniwersyteckiej. Kolejka była aż na schodach. Pamiętam
    że ja też stałam w podobnych.
    Była ... poszła.
    Rok temu po takiej samej wizycie gdy opowiedziała mi o proteście bibliotekarek
    napisałam na forum list w obronie bibliotekarek. Później co jakiś czas
    zaglądałam na to forum ... smutna lektura.
    Zajrzałam dzisiaj. Ostatni wpis „a co na to rektor?!” zwrócił moje myśli na ten
    mój wpis. Minął rok a on nadal jest aktualny!
    Postanowiłam go wkleić poniżej a ponieważ jest mój to nie popełnię plagiatu.
    Jutro jest Dzień Kobiet niech to przypomnienie będzie moim kwiatkiem dla Pań
    Bibliotekarek

    Marek byś się wstydził!
    Czy Ty już nie masz sumienia?

    Kiedy u Świdy zdawałam karne Ty byłeś na Wydziale Prawa i Administracji dopiero
    myślami.

    Mieszkałam w akademikach w pokojach 4-ro i 6-cio osobowych i mogłam się skupić
    na wkuwaniu tylko w czytelni. Nasza na Wydziale mieściła z 15 osób więc uczyłam
    się przeważnie w czytelni Biblioteki Uniwersyteckiej.

    Byłam tam zawsze mile i uprzejmie obsłużona, choć przy pierwszych kontaktach na
    pewno widać było po mnie, że pochodzę z biednej rodziny, z prowincjonalnego
    miasteczka. Bibliotekarki mówiły do siebie i czytelników bardzo cicho, aby nam
    nie przeszkadzać w nauce. Były miłe i serdeczne.

    Wnuczka studiuje prawo i korzysta tak jak ja kiedyś z Biblioteki Uniwersyteckiej.
    Od niej w ubiegłym roku dowiedziałam się o proteście bibliotekarzy. Na to forum
    też trafiłam dzięki niej. Zapytałam się jakie są teraz bibliotekarki.
    Odpowiedziała "Jakie mają być? Jak to bibliotekarki."

    Marek, jakie dla Ciebie były bibliotekarki?

    Stań przed lustrem, popatrz sobie w oczy i głośno powiedz: Studencie Marku B. za
    tydzień masz rolne u Stelmachowskiego, gdzie pójdziesz się uczyć? - Pewnie u nas
    będzie komplet, to pójdę do czytelni Biblioteki Uniwersyteckiej.
    Jak tam jest? - Bibliotekarki dbają o to aby było schludnie, czysto, miło i cicho.
    Od kogo zależy jak mnie potraktuje bibliotekarka? Od niej czy od dyrektora? - Od
    zawsze uśmiechniętej, miłej, kulturalnej, cichej, uprzejmej, dobrze wychowanej,
    mądrej, kompetentnej, punktualnej, pracującej z powołaniem, dbającej o książki,
    obecnej a jedna nie przeszkadzającej w nauce, marnie opłacanej Pani Bibliotekarki.

    Marek, czy te dzisiejsze Panie Bibliotekarki, którymi pomiata administracja
    Biblioteki Uniwersyteckiej, a beznadziejnie opłaca Uniwersytet Wrocławski są
    takie same jak za Twoich studenckich czasów czy są inne. Pójdź i zobacz jak
    obsługują czytelników w katalogach, czytelniach, magazynach, wypożyczalniach.
    Pójdź bo za długo u Nich nie byłeś i z Nimi nie rozmawiałeś!
    studentka prawa z lat 62-67
  • Gość: JM IP: 156.17.58.* 19.03.10, 15:34
    „Z ogólnej tonacji Pani pisania, można wyczuć, że bierze Pani
    stronę "pro", nie "anty".”

    Zgadza się, bronię ‘własnego gniazda’. Tak można rzec, przyjmuję postawę „pro” wobec naszej Kierowniczki. Oczywiście pewnie dla większości jest to postawa typowa dla ‘lizusa’, postawa anormalna i nie do przyjęcia, kompletnie bez sensu, ale tak się składa, że ja nie mam podstaw do tego, żeby z Kierowniczką toczyć wojny. I każdy, kto mnie zna, wie, że nie mam spolegliwego charakteru i w dobitny sposób wyrażam to, co myślę.

    "Trudno mi jednak zrozumieć, dlaczego godzi się Pani na "sytuacja/atmosfera w naszym oddziale (Rękopisy), jak i obecnie w Starych Drukach, nie jest wesoła. Nikomu do śmiechu nie jest." oraz "Mnie (jak i każdego) również obowiązuje codzienna sprawozdawczość oraz przedstawianie Kierownikowi dzienniczków (co tydzień), rozliczanie się z każdej minuty wyjścia etc.""

    Szerzej na temat sytuacji w Starych Drukach nie chcę się na forum wypowiadać, wolę milczeć, bowiem ktoś może mi zarzucić, że wtrącam się w nie swoje sprawy, a chciałabym tego uniknąć. Co innego, jeśli rozchodzi się o nasz oddział – owszem, atmosfera nie jest wesoła, ponieważ spór Pana JG z naszą Kierowniczką dotyczy nas wszystkich (i.e. pracowników OR). To, że Pan JG ma problem z Przełożonymi (nie ja jestem za to odpowiedzialna!!!), nie upoważnia Go do zniesławiania nas wszystkich (całego zespołu OR) na forum i (jak już pisałam) deprecjonowania naszej pracy/naszych kompetencji na każdym niemal kroku. Razi mnie to, nie godzę się na takie ‘traktowanie’ (przypominam, że mobbing nie dotyczy tylko relacji między zwierzchnikiem a pracownikiem), dlatego też zabieram głos na forum. Wg niektórych pewnie nie mam prawa, bo zapewne wszyscy powinni obrzucać Kierownika OR obelgami na forum (nawet ci, którzy w OR nie pracują, a co - tak dla zasady!).
  • Gość: JG IP: 156.17.58.* 19.03.10, 17:25
    No proszę, robi się z tego forum ORps.
    @JM: ogólnie rzez biorąc to forum można w całości przeczytać i na pewno wtedy da się zacytować te fragmenty, w których coś mnie upoważniło "do zniesławiania nas wszystkich (całego zespołu OR) na forum i (jak już pisałam) deprecjonowania naszej pracy/naszych kompetencji na każdym niemal kroku".

    Zajmowałem się głownie kompetencjami kierownictwa OR, te są przedmiotem kontrowersji.
    Z oddziałem nie jest dobrze, choć na szczęście część podstawowych funkcji (udostępnianie zbiorów i obsługa czytelników) dalej wykonuje, co prawda teraz formalnie chyba tylko w 25-30%. Moim zdaniem ORps spokojnie można rozwiązać. To oczywiście wariant zupełnie nierealny w kontekście realiów bibliotecznych, ale byłby on optymalny.
  • Gość: WD IP: 156.17.58.* 19.03.10, 15:50
    Chciałbym się ustosunkować do wypowiedzi osób, które czują się fanami kol. JG. Trzeba, Drodzy Państwo, którzy tu piszecie (osoby, które pracują w BU lub pracowały), ustosunkować się do danej sprawy dopiero po zapoznaniu się z realiami panującymi w Oddziale Rękopisów. Może zapytać się reszty pracowników Oddziału, wysłuchać ich opinii? Za łatwo Państwo przyjmujecie stanowisko w sprawie mobbingu kol. JG, opierając się tylko na jego elokwentnych wpisach na tym forum. Oto prześladowany biedny pracownik i Straszna Kierowniczka, która czyha na niego z poleceniami służbowymi i wymogiem zdania sprawy z tego, co zrobił w godzinach pracy. I do tego jeszcze "niszczy" Oddział. Nie wiem, czy to jest niszczenie materialnie manuskryptów tu zgromadzonych, czy „niszczenie ludzi”? Manuskrypty nie mają się dobrze, to fakt, ale zagrożenia wynikają z nieodpowiednich warunków lokalowych i braku kasy na konserwację. Co do ludzi - ja i pozostałe moje koleżanki i koledzy zupełnie nie czujemy się „niszczeni”. To poczucie nie wynika z serwilizmu, ale z faktu, że kierowniczka, choć nie idealna (nie ma takich), zachowuje się w stosunku do mnie i innych w porządku. Nie mam zamiaru być anty tylko z racji, że jest moim bezpośrednim zwierzchnikiem. Kol. JG na początku kierowania Oddziałem przez kol. MŁ, był traktowany, jak mniemam, tak samo jak wszyscy. Niemniej konflikt pojawił się po jakimś czasie z powodu krytykowania poleceń służbowych, aluzji do braku kompetencji i tym podobnych „prztyczków w nos”. W postępowaniu kol. JG nie było nic nowego. Tak samo zachowywał się wobec poprzednich przełożonych i nie są to moje domniemania, lecz naoczne spostrzeżenia jako wieloletniego magazyniera OR. Byłem świadkiem kontestacji poleceń służbowych i podważania zasadności tych poleceń wobec współpracowników – szczególnie nowych. Gdyby za poprzedników kol. MŁ , komputeryzacja była w środowisku na tyle powszechna jak dziś, to mniemam, że Państwo czytalibyście na forum wpisy kol. JG na Częściowo Niekompetentnego Kierownika, Kierowniczkę „Pas Transmisyjny”.
    Obecny konflikt kol. JG zawdzięcza sobie i tylko sobie. Jakiż przełożony tolerowałby permanentną niesubordynację? Brak zgodnej współpracy z zespołem? Łamanie dyscypliny pracy? No chyba, że kol. JG uważa swoją osobę za tak wyjątkową, że powyższe reguły go nie dotyczą. To zaowocowało wprowadzeniem dla niego i tylko dla niego sławetnego już na tym forum Dzienniczka, skoro inne argumenty i motywacje odbijały się od niego niczym groch od ściany.
    Przykre jest to, że kol. JG, któremu nie mogę odmówić wiedzy i umiejętności, mieni się jedynym w OR, któremu leży na sercu dobro zbiorów. Mogę zrozumieć jeszcze niechęć kol. JG do kierowniczki, skoro jest to jego tradycyjny modus operandi, ale jednocześnie dlaczego obraża mnie i moje koleżanki i kolegów publicznie (na forum)?
    Bo przecież kol. MŁ sama chyba nie „niszczy” OR. Skoro kol. JG jest jedynym „sprawiedliwym”, tzn. reszta współdziała w „niszczeniu”.

    Współniszczyciel Manuskryptów
  • Gość: JG IP: 156.17.58.* 19.03.10, 17:14
    O, schodzimy na personalia, to nie jest dobre. Ale, że rzecz dotyczy ważnego w BU oddziału, to nie sposób nie zabrać głosu.
    Co prawda nie za bardzo rozumiem o co w tym tekście chodzi (poza tym, że znowu zostałem skrytykowany), można jednak uznać, że każdy ma prawo do własnej wizji świata, więc w szczegóły zagłębiać się nie będę.

    > Obecny konflikt kol. JG zawdzięcza sobie i tylko sobie. Jakiż przełożony tolero
    > wałby permanentną niesubordynację? Brak zgodnej współpracy z zespołem? Łamanie
    > dyscypliny pracy?

    To poważne zarzuty, jednak stopniem konkretności bardzo przypominają pismo z naganą dla mnie, cytowane gdzieś tu w okolicy. Ogólnie trzymanie sie faktów, to cenna cecha w dyskusji.

    Co prawda od chyba 5, czy 6 lat pracuję w innym skrzydle niż reszta tego zgranego zespołu (faktem jest, że zmieniłem lokalizację, jak tylko okazało się, że nie znajduję z nim - oględnie mówiąc - wspólnego języka) i z inkryminowaną kierowniczką porozumiewam się głównie pisemnie (e-mail), zatem w razie czego mozna sobie poczytać, jak te wzajemne kontakty przebiegają.

    > czytalibyście na forum wpisy kol. JG na Częściowo Niekompetentnego Kierownika,
    > Kierowniczkę „Pas Transmisyjny”.

    Zdanie i myśl dla mnie zupełnie niezrozumiałe. Ale zacytowane sformułowanie jest OK. - tak faktycznie i bez przymusu określiła swoją rolę, dawno temu, pewna osoba, ważna w tym oddziale. Ogólnie chodziło o bycie pasem transmisyjnym do dyrekcji. Moim zdaniem to bardzo kontrowersyjne pojmowanie roli kuratora dużego (jednego z największych w kraju) i cennego zbioru starych książek.
    Kolega Ryszard L., też niegdyś kierownik (sąsiedniego działu), za sformułowanie, że oddział rękopisów jest upadłą zupełnie placówką stracił kierowniczą posadę i miał też jeszcze inne dolegliwości z tego tytułu. Co prawda był tego zdania i dawniej, kiedy OR miał się względnie dobrze, jednak w 2003 r., kiedy to utrwalił na piśmie, miał już zupełną rację.
    Niedługo potem okazało się, że ów stan upadku został wręcz formalnie utrwalony, bowiem - jak już pisałem - niemal wszystkim pracownikom z kart pracy wycięto opracowanie zbiorów, co wg regulaminu BU jest jednym z głównych zajęć oddziałów tzw. zbiorów specjalnych. To jednak kontrowersyjny eksperyment. Tym bardziej, że te specjalne i bardzo cenne zbiory (zawsze będę to powtarzał, żeby się w końcu utrwaliło) są tylko w znikomym stopniu opracowane. Warto to mieć na uwadze w kontekście różnych ciekawych eksperymentów reorganizujących pracę oddziałów z Piasku, w tym zupełnie rewolucyjnych działań okołograntowych na pocz. tego roku. ORps jest tu dość wyjątkowym przypadkiem, w którym oddział zaczął robić już zupełnie dziwne rzeczy.

    Zresztą moje malkontenctwo nieco skutkuje, jak słyszałem, podobno zaniechano jednego z osobliwszych eksperymentów, trwającego niemal 10 lat, z mizernym skutkiem - czyli sławnego "inwentarza komputerowego". Niestety, pracując w takim oddziale, trzeba mieć pewną dozę fachowej wiedzy i doświadczenia, choćby po to żeby unikać popadania w beznadziejne przedsięwzięcia. Tymczasem wszyscy kierownicy ORps urzędujący w naszym stuleciu wywodzą się z czytelni tzw. bibliologicznej i tam zdobywali kwalifikacje. Nie chcę twierdzić, że kwalifikacje pracowników tego oddziału są złe, nie! w żadnym wypadku! To na pewno jeden z lepiej pracujących oddziałów BU. Jednak, te kwalifikacje nie za bardzo pokrywają się z tym, co potrzebne jest w ORps (i pewnie także np. w "kartografii", "grafice", czy innym specjalnym oddziale). Osoba nie znająca żadnych (przynajmniej żadnych używanych tutaj) języków obcych, nie mająca żadnej wiedzy kodykologicznej, żadnej wiedzy dziedziny informatyki stosowanej w BU, nawet korzystając z porad bardziej fachowych kolegów, nie ma zbyt dużych szans, żeby skutecznie poradzić sobie z odpowiedzialną w końcu funkcją bycia kustosze, kuratorem tego waznego oddziału. A owa osoba nigdy nie miała oporów podejmować decyzji we wszystkich sprawach, którymi OR się zajmuje, nawet decyzji co do spraw informatycznych, na których z pewnością nie zna się zupełnie. I mógłbym podać całkiem długą listę porażek obecnego kierownictwa, łącznie z tak szczegółowymi przypadkami jak konkretne manuskrypty, bezmyślnie skierowane do konserwacji i poprzez nią utrwalone w swojej niedoskonałej postaci wynikającej z zaszłości losowych. ORps to BU w pigułce, jeśli idzie o fachowość pracowników (ja też doskonały nie jestem) i jakość managementu.
    Tak, kol. Ryszard L. miał rację. Oddział Rękopisów należałoby po prostu czym prędzej rozwiązać i skierować jego pracowników do prac, którym by byli w stanie podołać. Takie na pewno są. Trzeba by szybko powołać w drodze konkursu jakiegoś w miarę kompetentnego kierownika, z odpowiednią gażą oczywiście, żeby ktoś w ogóle się zgłosił. Do tego jakiegoś również w miarę kompetentnego pracownika dysponującego podstawową wiedzą z dziedziny średniowiecznej literatuty i kodykologii (no ze znajomością łaciny,niemieckiewgo i (ewentualnie) angielskiego), i jakiegoś magazyniera (obecny, przy cały, szacunku dla zaangażowania, nie powinien dźwigać tak wielich ksiąg). To by na początek starczyło. Jakąś doktorantkę z UJ kilka lat temu polacali nam koledzy z Bibl. Jagiellońskiej, referencje miała znakomite. Wtedy zupełnie ją zignorowano (na pewno będzie zajmować się swoim doktoratem - taki był zarzut, który słyszałem), może by znowu chciała tutaj pracować?

    Prawdopodobnie ten wariant rozwiązywania trudnych sytuacji sprawdziłby się równie na nieco wyższym szczeblu :-) Ze sprawozdawczym pozdrowieniem. JG
  • Gość: JM IP: *.as.kn.pl 20.03.10, 03:25
    "Tak, kol. Ryszard L. miał rację. Oddział Rękopisów należałoby po prostu czym prędzej rozwiązać i skierować jego pracowników do prac, którym by byli w stanie podołać. Takie na pewno są."

    Niestety życzeń Pana Ryszarda Lena nie wysłuchała złota rybka:(

    "Trzeba by szybko powołać w drodze konkursu jakiegoś w miarę kompetentnego kierownika, z odpowiednią gażą oczywiście, żeby ktoś w ogóle się zgłosił."

    Tak, naturalnie, wg Pana nasza kierowniczka zupełnie nie jest kompetentna, tylko że nikt w OR niestety nie podziela Pana zdania.

    "Do tego jakiegoś również w miarę kompetentnego pracownika dysponującego podstawową wiedzą z dziedziny średniowiecznej literatuty i kodykologii (no ze znajomością łaciny,niemieckiewgo i (ewentualnie) angielskiego), i jakiegoś magazyniera (obecny, przy cały, szacunku dla zaangażowania, nie powinien dźwigać tak wielich ksiąg). To by na początek starczyło."

    Oczywiście - rozumiem, że e.g. nasz najlepszy znawca kodykologii, posiadający ogromną wiedzę z tej dziedziny, Pan Jan P., wieloletni pracownik Oddziału Rękopisów, twórca m.in. katalogu Milicha, który znakomicie posługuje się zarówno łaciną, jak i j. niemieckim, wg Pana nie jest kompetentny. A propos - to chyba nie Pan decyduje, ile nasz Pan Magazynier powinien dźwigać, pomijając już kwestię, że zajmuje się wieloma bardzo istotnymi dla OR rzeczami, nie tylko noszeniem/podawaniem rękopisów.

    "Jakąś doktorantkę z UJ kilka lat temu polacali nam koledzy z Bibl. Jagiellońskiej, referencje miała znakomite. Wtedy zupełnie ją zignorowano (na pewno będzie zajmować się swoim doktoratem - taki był zarzut, który słyszałem), może by znowu chciała tutaj pracować?"

    Zapomniał Pan, że nasz pracownik - Pan Michał B. też ma świetne referencje, jest filologiem klasycznym i historykiem (już od dawna z tytułem doktora, jak na razie, pragnę przypomnieć - Panie Janie - JEDYNY z tym tytułem w naszym oddziale. Zresztą pisał doktorat z naszych rękopisów).
  • Gość: chochlik IP: *.md4.pl 20.03.10, 11:02
    Kłóćcie się, kłóćcie, dyrekcja tylko zaciera ręce. DIVIDE ET IMPERA
  • Gość: JM IP: *.as.kn.pl 20.03.10, 11:25
    "Kolega Ryszard L., też niegdyś kierownik (sąsiedniego działu), za
    sformułowanie, że oddział rękopisów jest upadłą zupełnie placówką stracił
    kierowniczą posadę i miał też jeszcze inne dolegliwości z tego tytułu. Co prawda
    był tego zdania i dawniej, kiedy OR miał się względnie dobrze, jednak w 2003 r.,
    kiedy to utrwalił na piśmie, miał już zupełną rację."

    Pamiętamy to doskonale. Pan Ryszard Len optował nie tylko za zlikwidowaniem
    'upadłego' Oddziału Rękopisów, ale ponad połowy biblioteki (chodziło zarówno o
    oddziały na Piasku, jak i na Szajnochy). I owszem, utrwalił to na piśmie.
  • Gość: ad JM IP: *.ssp.dialog.net.pl 21.03.10, 17:27

    Fajnie, że pani kierownik ma tak dzielnych obrońców jak Pani. To
    zresztą nic nowego. Pewnie i w Starych Drukach nie zabrakłoby
    gloryfikantów (a raczej gloryfikantek) obecnej kierowniczki, co
    jednak nie zmienia postaci rzeczy, iż niegdyś funkcje te sprawowały
    osoby o większej erudycji (że przywołam tu choćby śp.Z.
    Kądzielskiego czy prof. J. Budzyńskiego). Już sam fakt, że obie
    panie są po bibliotekoznawstwie, stawia je w rzędzie osób niezbyt
    dobrze przygotowanych do pracy w tych działach, a co dopiero mówić o
    funcji kierowniczej!
  • Gość: WD IP: 156.17.58.* 22.03.10, 15:58

    do JG
    -----------

    „O, schodzimy na personalia, to nie jest dobre.”

    Kolega zszedł na personalia już dawno, wycierając sobie publicznie buzię kol. MŁ
    i panem AŻ. Oczywiście. Nie jest dobre, gdy ktoś schodzi na personalia JG. JG ma
    widać do tego prawo. Filozofia pewnej postaci z powieści przygodowej
    Sienkiewicza kłania się, „drogi” kolego.

    „o poważne zarzuty, jednak stopniem konkretności bardzo przypominają pismo z
    naganą dla mnie, cytowane gdzieś tu w okolicy. Ogólnie trzymanie sie faktów, to
    cenna cecha w dyskusji.”

    Zwykła przypadkowość. Nie znam treści pisma z naganą i stosunkowo niedawno
    dowiedziałem się o jej istnieniu. Na forum zaś, jak dotąd, nie miałem czasu
    zapoznać się m.in. z cytowaną we wpisie kolegi („gdzieś tu w okolicy”) treścią
    nagany. Moje zarzuty są wieloletnią sumą tego, jak kolega zachowywał się i
    zachowuje wobec koleżanek i kolegów z Oddziału Rękopisów.


    „Oddział Rękopisów należałoby po prostu czym prędzej rozwiązać i skierować jego
    pracowników do prac, którym by byli w stanie podołać.”

    No cóż. Pomysł nie nowy, aczkolwiek skromniejszy. Pierwszy pomysłodawca
    postulował rozwiązanie wręcz połowy Biblioteki Uniwersyteckiej. Propozycja
    skierowania pracowników do prac, którym by podołali, też wygląda na znajomą i
    wynika z lekceważącego stosunku do współpracowników - ich wykształcenia i
    umiejętności, w tym językowych.


    „i jakiegoś magazyniera (obecny, przy cały, szacunku dla zaangażowania, nie
    powinien dźwigać tak wielich ksiąg).”

    Kolega nie jest lekarzem medycyny pracy i nie koledze wyrażać opinie, co mi
    wolno, a czego nie w tym względzie. Wystarczy przestrzegać elementarnych
    przepisów BHP.









  • anonymusss 22.03.10, 16:15
    no to mamy monolog
  • Gość: Też bibliotekarz IP: *.171.23.96.static.crowley.pl 23.03.10, 23:49
    Toksyczna dyrekcja, toksyczna instytucja, stosunki miedzyludzkie wiec tak
    wyglądają jak wyglądają. Bez komentarza
  • Gość: ju IP: *.217.146.194.generacja.pl 25.03.10, 08:20
    Idę sobie chodnikiem i widzę idącego z naprzeciwka sporego psa z
    właścicielką. Pies prowadzi, smycz napięta. Idą moją stroną no to ja
    myk na drugą. Po chwili pies zmienił stronę, no to ja też. Zaczyna
    się trawnik. Pies na trawnik, ale najpierw zaliczył słupek z
    niewłaściwej strony. Właścicielka chce go wyciągnąć, ale pies się
    zaparł i musiała w ślad za nim wejść na trawnik i obejść słupek.
    Ciągnie go bliżej chodnika, ale gdzie tam pies jest już po drugiej
    stronie krzaciora. Gdy się mijaliśmy pani forsowała rozłożyste
    gałęzie krzaków szeleszcząc na nich odzieniem w ślad za psem. Boki
    zrywać. Chichotałam jeszcze przez dobrą chwilę. Jak się psa nie
    ułoży od razu to potem tak jest.
    Naszło mnie że to zdarzenie coś mi przypomina. Słupek to sprawa
    zwolnienia p. GK, a przedzieranie się przez krzaki to ostatnie
    degradacje kierowniczek oddziałów i sekcji. Dyrektorka pcha się tam
    gdzie nie powinna łamiąc prawo, a JM Rektor brnie jej śladem
    podpisując co ta mu podsunie.
    bibliotekarka
    ju
  • Gość: kustoszka IP: *.md4.pl 25.03.10, 21:16
    Skoro JM tak bez wahania podpisuje podsunięte przez dyrekcję
    degradacje, nagany i upomnienia, to powinien uważać, czy nie
    podpisze i degradacji na samego siebie. Pani dyrektor jest bardzo
    sprytna, tak świetnie kieruje swoją jednostką, rozsławia jej imię na
    cała naszy nasz świat, a może i galaktykę, że powinna zostać
    REKTOREM. Tak, dyrektorka na REKTORA. Czas o tym pomyśleć, za dwa
    lata wybory...
  • Gość: Też bibliotekarz IP: *.171.23.96.static.crowley.pl 26.03.10, 23:03
    Co tam na rektora! Niech ją wezmą do rządu! Tam sami tacy specjaliści od PR jak
    ona i podobnie potrafią zarządzać naszym krajem jak ona naszą instytucją. Życzmy
    pani dyrektor "kopa w górę', żeby nie mogła szkodzić naszej instytucji! Szczerz!
    Tylko taki kop może coś zmienic, żeby przyszedł ktoś normalny.
  • Gość: biblioterkarka IP: *.wroclaw.vectranet.pl 27.03.10, 21:04
    >Pies na trawnik, ale najpierw zaliczył słupek z niewłaściwej strony.

    Zgadza się p. GK dostał jako odszkodowanie dwie pensje w Sądzie Pracy. Miał cały
    Uniwersytet przeciwko sobie a jednak wygrał. Wziął dobrego prawnika. Jak
    odliczyć honorarium prawnika to pewnie z tych dwu pensji nic nie zostało. Ale
    dyrektorkom dał po nosie. Gdyby skrupulatnie przestrzegały prawo to by w Sądzie
    Pracy nic nie wywalczył.
  • Gość: RACJONALISTA IP: *.adsl.inetia.pl 28.03.10, 19:13
    W BU kierownicze stanowiska piastuje się niemal dożywotnio i BYNAJMNIEJ nie z
    powodu fachowej wiedzy lecz za przyczyną pozytywnych REKOMENDACJI osób mających
    WPŁYWY u GÓRY, lizusostwa, itp.
    Jeżeli chodzi o Panie na obecnych kierowniczych stołkach, są w zasadzie
    wszystkie do wymiany, gdyż z powodu mniejszych kompetencji próbują wyżej
    stojących intelektualnie i zawodowo Panów ze swojego otoczenia ZMARGINALIZOWAĆ.
    Dochodzi do deprecjonowania zasług najbardziej wartościowych i fachowych
    pracowników! Zmuszanie do rygorystycznego prowadzenia dzienniczków ma na celu
    upokorzenie oraz odciągnięcie KREATYWNYCH PRACOWNIKÓW od działań wymagających
    fachowej wiedzy. Jak można Normalnemu FACETOWI kazać wypełniać dzienniczki w
    miejsce rocznej czy kwartalnej STATYSTYKI ? Przydzielanie zajęć PONIŻEJ
    KWALIFIKACJI jest działaniem mobbingowym, prowadzącym do frustracji, a Oddział
    BU "na Piasku" pozbawia REALIZACJI PRAC do których fachowość Tychże Pracowników
    jest niezbędnym warunkiem FUNKCJONOWANIA Biblioteki. Kierowniczki upokarzają i
    doprowadzają do KONFLIKTÓW, zrzucając odpowiedzialność m.in. na J.G.
    MOBBING w BU będzie trwał dopóki Odpowiedzialne Stanowiska pozostaną w ręku
    NIEODPOWIEDZIALNYCH zawistnych Pań, które dla utrzymania stołków wyrządzają
    szkodę zarówno najlepszym PRACOWNIKOM jak też Oddziałom którymi kierują. JEDYNYM
    słusznym posunięciem, byłoby zastąpienie dotychczasowego ZARZĄDU BU, podobnie
    jak doszło do odsunięcie długoletniej żenująco niekompetentnej kierowniczki SD,
    której MOBBINGOWE zachowania były mniej INTELIGENTNE bo OTWARTE. Inne starają
    się nie Afiszować i swój MOBBING schować za "NIESUBORDYNACJĄ"pracownika. QUO
    VADIS BU z takim ZARZĄDEM ?
  • Gość: JG IP: *.opera-mini.net 29.03.10, 01:40
    To ja też racjonalni (mam nadzieję): Od kiedy BU stała się Biblioteką Hybrydową, co należy wiązać z włączeniem w jej strukturę projektów p. A.Ż., różne dopusty następują jeden po drugim. Do tej pory były 3 granty na sumę powyżej 3 mln PLN, więc może lepiej sobie nie wyobrażać co się stanie jak p. A.Ż. dostanie te 2 nowe granty. Duże pieniądze są ważkim czynnikiem wyznaczającym właściwy środek ciężkości spraw bibliotecznych. Przedsmak dało lutowe, przymusowe przekwalifikowanie pracowników z Piasku. W każdym razie, jak widzimy, pacyfikacja BU zbliża się już do końca. Jak sądzę, po "zdyscyplinowaniu" Starych Druków (BTW - nie sądzę, żeby kierowniczkę tego oddziału odwołano ze względu na brak, czy nadmiar kwalifikacji, raczej z tego powodu co innych), planowane są już chyba tylko drobne "dożynki". Tym niemniej, jak pokazują ostatnie przypadki i - generalnie - styl w jaki Dyrekcja zarządza pracą w BU, można oczekiwać, ze do konfliktów dochodzić będzie nadal. To wydaje się być chyba nawet świadomą metodą, mającą zastraszyć oponentów. Apelowanie w tej sprawie do J.M. nie ma żadnego sensu. Miałem okazję rozmawiać z p. Rektorem. Krótko, aczkolwiek treściwie. Możecie mi Panstwo wierzyć - J.M. widzi sprawy Biblioteki oczyma Dyrekcji. Z tego zapewne powodu nigdy nie podjął się mediacji w poważnym przecież konflikcie, choć jako Rektor dużego uniwersytetu chyba powinien. I dlatego podpisuje różne dziwne pisma, przypuszczam, nie czytając ich nawet. Znajdujemy się naprawdę w żałosnej sytuacji. Przy braku jakiegokolwiek oparcia w instytucjach, które sprawami BU zajmować się powinny i całkowitego braku zainteresowania opinii publicznej naszą biblioteką, mogą sie tu dziać takie rzeczy, jak te, których doświadczyliśmy na przełomie stycznia i lutego, mogą funkcjonowac głupie dzienniczki tylko dla satysfakcji jednej, niezbyt rozgarniętej niewiasty, piaskowa" wicedyrekcja może swobodnie ustanawiać własne prawa i zbierać "haki" na nieposłusznych". Czynniki nadrzędne, z senatem włącznie, pokazały nam, "braciom (i siostrom) mniejszym", gdzie nasze miejsce.
    Niestety, jesteśmy zdani tylko na własne siły, a trzeba wytrwać co najmniej do końca obecnej kadencji. W opisanej sytuacji niezmiernie trudno jest zdobyć się na konstruktywne działania, tym niemniej pewne możliwości dalej istnieją. Są przecież instytucje, które w interesie pracowniczym da się wykorzystać - przede wszystkim związki zawodowe. Są też różne stowarzyszenia, jednak ZZ są ważne z uwagi na jeden z głównych naszych celów - podniesienie zarobków. Niewątpliwie jedną z głównych przyczyn upadku Biblioteki jest zabiedzenie jej samej i jej pracowników. Utrzymujące sie od lat zarobki w okolicy pensji minimalnej i brak funduszy na utrzymanie dużego, zabytkowego zbioru (największego w kraju), to z grubsza przyczyny obecnej mizerii i degrengolady właściwie. Nasza biblioteka ma zbiory zbliżone do Herzog August Bibliothek w Wolfenbüttel, zarówno ilościowo, jak i, w skali polskiej, jakościowo. Tymczasem jej status i prestiż jest żaden, pewnie niektóre biblioteki municypalne są lepsze. Biblioteka nie wydaje żadnego pisma, ilość publikacji własnych jest szczątkowa, a porządki zaprowadzane właśnie na Piasku dają gwarancję, że nawet ci, którzy dotąd coś pokątnie wydawali, nie będą już mieli tak łatwo jak dotąd. Fakt, że BU własciwe nie kupuje już książek stracił tymczasem o tyle na wadze, że również nasz Uniwersytet nieco uwiądł jako instytucja naukowa i braki w księgozbiorze stały się relatywnie mniej dostrzegalne (poza tym zawsze jest to dobry pretekst, żeby pojechać w świat, żeby sobie książki poczytać). Nie można jednak wykluczyć, że badania naukowe w przyszłości zyskają na znaczeniu i wtedy te braki będą jednym z zarzutów wobec BU. Zatem, proszę Państwa, zwiększenie nakładów na BU i bibliotekarzy, to ważny cel i ZZ, to właśnie narzędzie do jego realizacji. Jak wiadomo związków jest kilka i - o ile się orientuję - wszystkie one są słabe. "Solidarność", najliczniejszy związek w BU, liczący ponad 40 osób, w skali Uniwersytetu ma tylko 401 członków! Co prawda 220 bibliotekarzy to za mało, zeby go zdominować, ale nie o to chodzi. Problem niskich pensji, tak mocno nas dotykający, jest wspólny całemu Uniwersytetowi, który od lat ciagnie się w ogonie rankingów wynagrodzeń w krajowych uczelniach, może więc uda się znaleźć sojuszników w walce o słuszny cel. Składka związkowa to tylko 1% pensji, zatem niezbyt duża inwestycja, zwiekszenie zaś siły związków z pewnością wpłynie na mobilizację władz uczelni. W najgorszym razie bedzie można powalczyc o to, żeby wladze traktowaly nas jak ludzi. W końcu nawet te kilkadziesiąt PLN, które od JM otrzymujemy extra, to skutek efektownej akcji pracowniczej sprzed lat. W obowiązującym prawodawstwie możliwość efektywnej działalności mają właśnie ZZ a nie pospolite ruszenie pracowników, więc jeszcze raz zachęcam do "uzwiązkowiania się". Ostatnio nasi przedstawiciele weszli do komisji zakładowej NSZZ "S", jest to więc jakiś postęp. Sukces łatwo nie przyjdzie, jednak jak sami nie zatroszczymy się o własne sprawy, to wątpliwe, żeby kto inny za nas to zrobił. Pozdrowienia. JG

  • Gość: Też bibliotekarz IP: *.171.23.96.static.crowley.pl 30.03.10, 23:32
    Pełna zgoda, panie JG. Małe sprostowanie - dyrekcja BU jest mianowana
    "dozywotnio" więc nie ma mowy o kadencyjności. Co najwyżej JM Bojarski nie
    "załapie" się na drugą kadencję. Oby!
  • Gość: JG IP: 156.17.58.* 02.04.10, 14:17
    > Małe sprostowanie - dyrekcja BU jest mianowana
    > "dozywotnio" więc nie ma mowy o kadencyjności.

    To wiadomo, że nie o tę kadencję chodzi. Na Święta możemy sobie jednak życzyć, żeby kadencyjność zadziałała także w Bibliotece i tego, żeby wreszcie doceniono naszą świetną firmę, jej piękne zbiory i wysiłek wszystkich tych, którzy tutaj zajmują się konstruktywną pracą, którzy budują dobry obraz nas wszystkich w świecie. A wszystkim czytelnikom forum oczywiście Wszystkich Świątecznych Radości, Zdrowia, Pomyślności i relaksu, w końcu obchodzimy Rezurekcję. I oderwania od spraw przykrych w ten miły czas. Zapomnijmy o notatkach służbowych, upomnieniach, naganach, hakach i innych niecnych sprawach przez te parę dni. Dziś jeszcze, w Wielki Piątyek, można o tym myśleć, aura temu też sprzyja, ale później już tyko o miłych rzeczach. Pozdrowienia. JG
  • Gość: bibliotekarka IP: *.217.146.194.generacja.pl 17.04.10, 22:10
    Ja
    Autor: nieznany
    Dramat w jednym akcie, trzech scenach, kilku odsłonach

    Scena pierwsza, odsłona pierwsza
    Zabytkowy gabinet, w rogu po lewej tuż przy wejściu bardzo małe,
    proste bibliotekarskie biurko, zwykłe krzesło, trochę dokumentów na
    biurku;
    Za biurkiem siedzi dyrektor Biblioteki Uniwersyteckiej pan dr AŁ,
    przegląda dokumenty, niektóre drze inne układa na biurku z powrotem.
    Scena druga
    Pukanie do drzwi
    AŁ: Proszę
    Wchodzi kobieta
    GP: Dzień dobry
    dr AŁ wstaje na powitanie
    AŁ: Dzień dobry
    GP: jestem mgr inż. kustosz dyplomowany GP.
    AŁ: Miło mi, miło mi.
    GP: JM Rektor mianował mnie nowym dyrektorem Biblioteki
    Uniwersyteckiej
    AŁ: jestem AŁ, gratuluję i życzę sukcesów
    GP: sukcesy to moja specjalność, nie chwaląc się ... (pół godzinna
    tyrada)
    AŁ: Przepraszam, ...
    GP: Tak więc z uwagi na opinię o Bibliotece i jej pracownikach
    powierzono mi ... (pół godzinna tyrada)
    AŁ: Ale widzi Pani, Biblioteka nie rządem stoi a ...
    GP: Tak wiem mówiono mi o tym, to ulegnie radykalnej zmianie ...
    (pół godzinna tyrada) którą kończy zdanie „A teraz Ja tu będę
    rządzić”.
    p. AŁ niedopuszczony do głosu opuszcza gabinet z uczuciem dobrze
    spełnionego obowiązku i krokiem dyrektora z klasą mrucząc pod
    nosem „a swobodami bibliotekarek i nic nowego bez wysondowania ich
    opinii”.
    Scena druga
    chór bibliotekarek śpiewa „co to będzie, co to będzie”
    odpowiada im chór klakierek
    „Nie matura lecz chęć szczera zrobi z ciebie dyrektorkę,
    kierowniczkę, pupileczkę”
    z połogi wychyla sie gnom biblioteczny i dodaje szeptem „za
    lojalność, za pisemko, za donosik”
    Scena trzecia
    Odsłona pierwsza
    pomieszczenie jak poprzednio ale w lewym rogu gabinetu z dala od
    wejścia wystawne biurko, stolik komputerowy, komputer, monitor,
    drukarka, okazały fotel, obok kosz na śmieci, od drzwi na prawo duży
    okrągły stół z krzesłami naokoło
    Gnom biblioteczny do połowy wychylony z podłogi, z ołówkiem w ręku,
    pochylony nad kartką z nagłówkiem Uniwersytet im. Bolesława Bieruta
    Gnom: No to do zwolnienia i ukarania zostało jeszcze stu, stu ...
    Gnom liczy coś, przeklina, ale się ciągle myli
    Nagle uderza się ręką w głowę
    Gnom: Muszę być ciszej bo i mnie zwolni lub ukarze.
    Kurtyna

    ------------
    od autora:
    - wytłumaczenie co znaczy „nie rządem stoi” jest tutaj
    obcyjezykpolski.interia.pl/?md=archive&id=247 co panu AŁ jako
    mediewiście było doskonale wiadome
    - swobody bibliotekarek to ruchomy czas pracy, prawo do swobodnej
    wypowiedzi na tematy związane z pracą, wyjścia prywatne przy
    zachowaniu miesięcznej ilości godzin, ...


  • Gość: bibliotekarka chór IP: *.wroclaw.vectranet.pl 18.04.10, 23:09
    No to mamy nową jakość.
    Nowy rodzaj literacki
    Dotychczas na naszym forum dominowały dwa z trzech głównych rodzajów
    literackich: epika i liryka. Wczoraj pojawił się nowy na naszym forum rodzaj
    literacki: dramat pod znamiennym tytułem „Ja”.
    Pobieżna analiza tego utworu literackiego prowadzi do stwierdzenia że jest to
    dramat groteskowy – odmiana dramatu nowoczesnego, uprawiana w ramach teatru
    absurdu.

    Za takim stwierdzeniem przemawia: zanik tradycyjnej akcji, sprowadzonej do ciągu
    luźnych, bezsensownych scen, w których działania postaci pozbawione są motywacji
    psychologicznej. Występują tu elementy groteski, parodii, nonsensu, wyszydzany
    jest powszechnie przyjęty szablon językowy. Występują obok siebie sceny z
    pierwiastkiem komicznym i dramatycznym.
    Świadoma niedostatków mojej analizy tego utworu literackiego na tym kończę.
    bibliotekarka chórzystka
  • guinnes.2010 20.04.10, 22:15
    Autor! Autor!
  • Gość: ja IP: *.217.146.194.generacja.pl 20.04.10, 22:59
    Widzę że dramat mojego autorstwa mimo, że znalazł uznanie w oczach
    krytyka literackiego (a przynajmniej nie spotkał się z miażdżącą
    krytyką), nie cieszy się zainteresowaniem forumowiczów. A tak się
    starałam!

    Czyżby czekali na coś ciekawszego?

    Może liczą na to, że społecznym sumptem bibliotekarzy w ramach prac
    nieplanowych, poza dzienniczkiem, powstanie scenariusz do filmu
    (zapewne niskobudżetowego) oparty na losach bibliotekarek i
    bibliotekarzy zatrudnionych w naszej Bibliotece Uniwersyteckiej,
    zwalnianych, karanych, szykanowanych, a także hołubionych i
    awansowanych. Filmu na pewno nie nakręciłby Wajda, ale mogłaby być z
    tego jakaś praca dyplomowa.

    Ciekawe czy dyrekcja wyraziłaby zgodę na kręcenie takiego filmu w
    naszych szacownych murach z udziałem statystek i statystów z
    Biblioteki niewątpliwie w godzinach ich pracy? A może dopisałaby to
    do ich obowiązków służbowych? Biblioteka miałaby wtedy prawo do
    udziału w zyskach. No, taki aport to już coś.

    bibliotekarka
  • guinnes.2010 21.04.10, 20:54
    Spoko, fanów masz całkiem sporo. Zrozum, czasy są raczej niewesołe,
    i tu i tam.
    Prosimy o c.d.
  • Gość: kustosz IP: *.md4.pl 21.04.10, 22:39
    Sztuka pierwsza klasa. Pełen szacunek dla Autora. Szkoda tylko, że jest to
    teatr faktu:)
  • Gość: ja IP: *.217.146.194.generacja.pl 25.04.10, 21:18
    Wszyscy możemy być autorami. Posty na nasze forum to inspiracja do
    aktów, scen, odsłon dramatu jaki przeżywają pracownicy Biblioteki
    Uniwersyteckiej od momentu odejścia na emeryturę poprzedniego
    Dyrektora Pana doktora Andrzeja Ładomirskiego.
    Jedni mogą zaproponować zawartość aktów, scen, odsłon inni ubiorą je
    w scenografię, dialogi, monologi.
    Zapraszam do współpracy.
    P.S. Potrzebna też będzie osoba odpowiedzialna za ortografię,
    stylistykę, interpunkcję. Walcząca z grafomanią.
    NIE! NIE! Żartowałam.
    bibliotekarka
  • Gość: Bibliotekarz IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.04.10, 22:43
    Świetny pomysł. Ja chętnie podejmę się próby opisania najgorszego okresu w
    historii Biblioteki - czyli okresu rządów pacholskiego. Nie wiem, czy potrafię
    opisać trzyletnia tragedię bibliotekarzy i bibliotekarek, Biblioteki,
    Uniwersytetu, ... Zapraszam więc do współpracy. Opiszmy wspólnie ten koszmar
    miesiąc po miesiącu. Dziękujmy też Bogu, że się skończył - także dzięki naszej
    determinacji. I módlmy się, żeby coś podobnego się nie powtórzyło.
  • Gość: antybibliotekarz IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.04.10, 22:18
    bibliotekarzu miej się na baczności, bo może cię ktoś pozwać do sądu za to szarganie jego nazwiskiem! A tak w ogóle to przyznaj się, ten pomysł wyskoczył z twojej główki w wyniku zażycia jakiegoś środka odurzającego?
    Bo niby że jak? Obecnie biblioteka przeżywa okres świetności?
    Wiesz, chyba nie skorzystam z twojego zaproszenia i nie pójdę na żadną współpracę z "zausznikiem cara"!A do Pana Boga to się módl o swoje nawrócenie!
  • Gość: kustosz IP: *.md4.pl 30.04.10, 22:45
    Zaczął się majowy weekend, odpocznijmy od tej naszej nieciekawej
    bibliotecznej rzeczywistości, zrelaksujmy się na łonie natury.
  • Gość: kustosz IP: *.md4.pl 07.05.10, 21:41
    Zachęcam do lektury sprawozdania BUWr za 2009 rok. Oto fragment:
    "W roku sprawozdawczym władze Uczelni dostrzegając dotychczasową trudną
    sytuację budżetową Biblioteki i płacową jej personelu – zadbały o
    przyznanie minimalnie wyższych, niż w latach poprzednich, środków
    finansowych dla Biblioteki oraz aneksów do płac dla jej pracowników.
    Zabiegi te nieco złagodziły trudną sytuację finansową jednostki oraz jej
    personelu. Biblioteka nadal podejmowała jednak próby pozyskiwania środków
    pozabudżetowych poprzez realizację projektów badawczo-rozwojowych
    (krajowych i międzynarodowych), które pozwalają jej modernizować bazę
    sprzętową i w konsekwencji – rozwijać się."
    I co personel na to?
  • Gość: personel IP: *.wroclaw.vectranet.pl 09.05.10, 19:13
    Dramaturgu prosimy o akt drugi "Jak to z podwyżkami było".
  • guinnes.2010 11.05.10, 20:17
    Zamawiam akt 3 pt. "Jak to z KOMISJĄ było (jest?)".
  • Gość: JG IP: *.opera-mini.net 09.05.10, 21:19
    > zachęcam do lektury sprawozdania BUWr za
    > 2009 rok. Oto fragment: [...]
    > które pozwalają
    > jej modernizować bazę
    > sprzętową i w konsekwencji – rozwijać się."
    > I co personel na to?

    Nic. Chyba nikt nie spodziewał się samokrytyki w tym dokumencie. Cytat grubsza odpowiada chyba realiom. Użyte w tym tekście kwalifikatory ilościowe (minimalnie, nieco) dobrze pasują do opisu bibliotecznych realiów; może z wyjątkiem "złagodzenia trudnej sytuacji finansowej ... jej personelu". Trudno powiedzieć, czy te 75 PLN netto dodatku od JM coś faktycznie w naszej sytuacji łagodzi. Aczkolwiek zawsze to 75 PLN więcej, można sobie np. kupić bilet miesięczny, albo jakiś drobiazg.
    Bardziej dyskusyjna jest końcówka tego cytatu. Nie wydaje się bowiem, żeby problemem utrudniającym rozwój Biblioteki była baza sprzętowa. Odkąd sprzęt komputerowy drastycznie staniał, praktycznie już każdy bibliotekarz ma jakiś komputer na biurku. Także z pozyskiwaniem bardziej specjalistycznego (i zazwyczaj kosztownego) sprzętu dotąd sobie jakoś radzono. W tym zakresie problemem jest raczej sensowne wykorzystanie tej bazy.
    Prawdziwe problemy Biblioteki tkwią raczej w innych miejscach (IMHO), i o tym m.in. tutaj dyskutujemy. A w tych sprawach nie ma za wielu optymistycznych zmian.
    Osobiście odczuwałem przez jakiś czas pewną ulgę - zamiast nagany zaliczyłem tylko upomnienie (ale to akurat był przejaw zdrowego rozsądku spoza Biblioteki) i jakby władza mi odpuściła. Ale nie ma pewności, czy to trwała zmiana. Te bezsensowne godzinowe sprawozdania dalej muszę pisać. Zatem z punktu widzenia personelu sprawy nie wyglądają dobrze i jest nawet wysoce prawdopodobne, że ewentualny sukces tych starań o pozyskanie środków pozabudżetowych (zapewne sławne styczniowo-lutowe granty) pogłebił by tylko dziwność naszej sytuacji. Ze sprawozdawczym pozdrowieniem. JG
  • Gość: bibliotekarka IP: *.217.146.194.generacja.pl 09.05.10, 23:28
    Z „Bibliotecznego dzienniczka”

    W jednym z dzienniczków przemycono poniższe zdanie:

    „I ja mam swoje zdanie z którym się nie zgadzam.”

    Uprasza się osoby którym znany jest autor tego stwierdzenia o
    dyskrecję aby nie podzielił losu pana GK.

    bibliotekarka
  • Gość: bibliotekarka IP: *.217.146.194.generacja.pl 13.05.10, 10:49
    Nawet najdłuższy sznur ma koniec swój.

    bibliotekarka
  • Gość: Judyta IP: *.171.23.96.static.crowley.pl 14.07.10, 22:48
    Bibliotekarzu! Albo jesteś prześmiewcą albo lizusem jakich mało!
    Chcę wierzyć, że twoje wpisy są rodzajem sarkazmu i ironii a nie odbiciem twoich
    poglądów na życie BU.
    A tak na marginesie... czytam tu o kolejnych naganach, upomnieniach,
    degradacjach i cisnie się na usta jedno stwierdzenie - Zapomniał wół jak
    cielęciem był (Orda, Orda!!! - ludzie z Piasku wiedzą co oznacza słowo-klucz)
  • Gość: JG IP: *.opera-mini.net 21.04.10, 23:51
    > Widzę że dramat mojego autorstwa mimo, że
    > znalazł uznanie w oczach
    > krytyka literackiego

    Nie popadajmy w desperację, dramat jest całkiem interesujący, nie ma co się od razu zrażać. Może jest tak, że po prostu publice dech zaparło i stąd brak reakcji. Można też spokojnie uznać, że skoro "nie spotkał się z miażdżącą krytyką", to jest w porządku, tylko braknie mu jeszcze dobitnej puenty i stąd brak entuzjazmu.

    > Czyżby czekali na coś ciekawszego?

    Tego nie można wykluczyć.

    > Może liczą na to, że społecznym sumptem
    > bibliotekarzy w ramach prac
    > nieplanowych, poza dzienniczkiem, powstanie
    > scenariusz do filmu

    Poza planem i dzienniczkiem, to jak wiadomo, działalność nielegalna i zupełnie niedopuszczalna. Nie jestem pewien, czy w ogóle takie rzeczy można tutaj proponować, to chyba naganne.

    > Filmu na pewno nie nakręciłby
    > Wajda,

    To było by raczej dzieło w rodzaju "Barw ochronnych", a to przecież Zanussi. Z drugiej strony, ten znany twórca od dawna chyba nie miał większych sukcesów, więc taki powrót do korzeni mógłby być dlań interesujący.

    > Ciekawe czy dyrekcja wyraziłaby zgodę na
    > kręcenie takiego filmu w
    > naszych szacownych murach

    Jak pokazuje sprawa grantów, hybrydowość naszej biblioteki nie stoi w sprzeczności z żadnymi ambitnymi projektami, bez względu na ich cele. Jednak misiałby to być film kasowy bezwzględnie. Ze sprawozdawczym pozdrowieniem. JG


  • Gość: on IP: *.ssp.dialog.net.pl 23.04.10, 18:35
    Droga Autorko, czystej krwi Grafomanko, trudno mieć Ci za złe, że
    uraczyłaś nas czymś w tak absolutnie złym guście,bo w końcu
    większość osób tu pisze, co im ślina na język przyniesie, absolutnie
    rażące i niewybaczalne natomiast jest lekceważenie przez Ciebie
    zasad ortografii. Wybacz, że nie posłużę się tu przykładami, sama
    przeczytaj ponownie swój tekst i skoryguj swe błędy!
  • witz.1 23.04.10, 19:53
    A mnie się tekst podoba!
    W normalnych warunkach napisałoby się do zobaczenia, ale stosownie do sytuacji napisze do następnego przeniesienia.
  • Gość: Inny czytelnik IP: *.e-wro.net.pl 24.04.10, 10:06
    A mnie się ten "teatr faktu" podobał. Ma dużo wdzięku. Nie odbiega poziomem ani na minus ani na plus od tego, co nam w poniedziałki serwuje tzw. telewizja publiczna.
    A ortografia? Jak się jest w transie pisania i czuje wsparcie muz, takie rzeczy to drobiazg. Zawsze można poprawić jakby przyszło co do czego :).
    Więcej luzu, domorośli zoile!
  • Gość: ja IP: *.217.146.194.generacja.pl 28.04.10, 16:40
    Drogi Onie, pisząc ten tekst miałam świadomość, że na pewno nie
    jestem wieszczem.

    Nie myślałam wtedy o sobie, że jestem grafomanką, ale zdawałam sobie
    sprawę z moich braków.

    Czytając przed chwilą jeszcze raz dramat „Ja” przyznaję, że istotnie
    bliżej mi do grafomanki niż do wieszcza.

    Nie sprawdziłam jeszcze mojego tekstu ze słownikiem ortograficznym w
    ręku, ale mając na uwadze ewentualne kontynuowanie dramatu „Ja”
    zrobię to.



    Z grafomańskim pozdrowieniem

    bibliotekarka



    P. S. To, że popełniłam ten tekst nie wynika z tego, że mam
    grafomańskie ambicje, ale z potrzeby chwili. Chęci uświadomienia
    sobie i innym jaka przepaść dzieli dawnego Dyrektora i obecną
    dyrektorkę. Żeby być dobrym dyrektorem trzeba najpierw być
    człowiekiem.
  • Gość: Ramaja IP: *.adsl.inetia.pl 07.05.10, 23:16
    Tekst jest SUPER! Cieszy bardzo fakt, że w BU są wszechstronnie utalentowane
    OSOBY. Proszę się nie zrażać uszczypliwościami. W tekście nie ma grafomanii, a
    Zgryźliwiec przedkłada FORMĘ nad TREŚĆ, a przy tym w walce o GODNOŚĆ pracowników
    BU jest zapewne "po drugiej stronie barykady". Czekamy na dalsze akty sztuki ...
  • Gość: marnosc nad... IP: *.ssp.dialog.net.pl 17.05.10, 01:21
    Ramajo, jesteś śmieszna i jako obrończyni reaktywowanej Mniszkówny,
    i pisząc o godności, której od wielu, wielu lat próżno szukać wśród
    bibliotekarzy. Jesteś też nieuczciwa, bo zamiast rzetelnej polemiki
    wymachujesz mi przed nosem hasełkami w bardzo modnym dziś stylu:
    myśli inaczej, to pewnie Żyd, gej lub mason, a pewnie wszystko w
    jednym. Myślę, że jesteś fanką partii o zmienionym cudownie obliczu.
  • Gość: Inny czytelnik IP: 95.143.242.* 19.05.10, 11:13
    Ach, ci domorośli zoile! Pewnie nigdy nie sięgnęli po nic choćby nieco tylko bardziej trywialnego niż Gombrowicz i Witkacy. Albo zgoła Sofokles i Racine. Nawet Mrożek pewnie jest dla nich nikim więcej, jak twórcą ramotek.
  • Gość: Alaska IP: *.ssp.dialog.net.pl 13.05.10, 18:35
    dddddddddddddddddd
  • Gość: kustosz IP: *.md4.pl 19.05.10, 21:53
    Ze sprawozdania BUWr za rok 2009:
    "W okresie sprawozdawczym płace uległy nieznacznej poprawie.
    Wpłynęła na to podwyżka pensji dla wszystkich pracowników Biblioteki
    w wysokości 134 PLN brutto oraz niewielkie podwyżki uznaniowe
    dokonane w oparciu o środki pozostające do dyspozycji dyrekcji po
    pracownikach odchodzących na emerytury. Średnie płace wynosiły: w
    grupie bibliotekarzy dyplomowanych (starszy kustosz, kustosz,
    adiunkt) ok. 3.020 PLN, w pozostałych grupach bibliotekarzy
    (kustosz, starszy bibliotekarz, bibliotekarz, młodszy bibliotekarz) –
    1.642 PLN, w grupie pracowników inżynieryjno - technicznych -1.655
    PLN, natomiast wśród pracowników administracyjnych -1.622 PLN. Ze
    względu na zaniżone płace - przez cały rok kalendarzowy 2009 wszyscy
    pracownicy BUWr korzystali z aneksów w wysokości 100 PLN/miesiąc,
    przyznanych przez JM Rektora z rezerwy rektorskiej".
  • Gość: Bibliotekarz IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.05.10, 22:17
    Brawa dla J.M! Kolejna dobra wiadomość. Mam nadzieję, że ci, którzy nie
    doceniali Nowego Rektora, w końcu zrozumieją, że dla Biblioteki nadeszły dobre lata.
  • witz.1 19.05.10, 22:33
    <...że dla Biblioteki nadeszły dobre lata.>
    No to mamy tłuste lata, 7 chudych lat już minęło. Brawo!
  • guinnes.2010 30.05.10, 23:13
    Bibliotekarze dostali godziwe podwyżki. Dzięki mim mogli sfinansować
    studia podyplomowe, o których marzyli od dawna. Przenieśli się w
    końcu do nowego budynku, w którym czytelnicy i pracownicy mają
    zapewniony minimalny standard pracy. Ich praca jest doceniana przez
    szefostwo, cieszą się szacunkiem JM & Co. Forum można zamknąć.
  • Gość: JG IP: 156.17.58.* 01.06.10, 15:16
    > Bibliotekarze dostali godziwe podwyżki.
    > Dzięki mim mogli sfinansować
    > studia podyplomowe, o których marzyli od dawna.

    :-)) no chyba te studia musiałyby najpierw stanieć do symbolicznej złotówki,
    albo ta ostatnia doznać niespodziewanej aprecjacji (np. 1 PLN = 3 USD :-)) -
    skoro tak sobie marzymy. Przy zachowaniu siły nabywczej USD, oczywiście. BTW -
    można sobie wyobrazić wiele sensowniejszych sposobów wydatkowania
    bibliotekarskich pieniędzy niż płacenie nimi za bibliotekarskie studia podyplomowe.

    > ... Przenieśli się w końcu do nowego budynku, w którym czytelnicy i
    pracownicy mają
    > zapewniony minimalny standard pracy. Ich praca jest doceniana przez
    > szefostwo, cieszą się szacunkiem JM & Co. Forum można zamknąć.

    Piękna wizja (pomijając perspektywę przenosin do nowego budynku), oby tak
    kiedyś się stało! Szkoda, że nijak nie widać, jakby się to miało zmaterializować :-(
  • Gość: Bibliotekarz IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.06.10, 00:38
    Pan(i) JG jak zwykle marudzi. Trzeba przyznać się do błędu i uznać, że J.M.
    Rektor dba, w odróżnieniu od swojego poprzednika, o interes Uczelni, o rozwój
    Uniwersytetu, o los Biblioteki i bibliotekarzy. Koleżanki i Koledzy, nie
    pozwólmy się prowokować. Od 1945 roku Biblioteka nie miała tak dobrych warunków
    rozwoju jak teraz. Powinniśmy zidentyfikować JG - naszego wroga numer dwa (numer
    jeden to oczywiście poprzedni rektor minifikus) i zmusić go do odejścia z
    Biblioteki (a najlepiej z Alma Mater). Myślę, że dysponujemy metodami nacisku -
    w razie potrzeby JM nam pomoże (mam Jego obietnicę).
  • Gość: Bezstronny IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.06.10, 15:24
    Jakimiż to "metodami nacisku" dysponują pracownicy BU? Którzy
    bibliotekarze chcieliby kolegę, który ma inny niż oni pogląd na
    sytuację w BU, "zmusić do odejścia z Biblioteki"? Kim jest
    Bibliotekarz, któremu Rektor jakoby obiecał pomóc w wyrzuceniu tego
    kolegi z pracy? Cóż to za dziwny wpis?
  • Gość: JG IP: 156.17.58.* 02.06.10, 15:40
    > Pan(i) JG jak zwykle marudzi [...]
    > Powinniśmy zidentyfikować JG - naszego wroga numer dwa (numer
    > jeden to oczywiście poprzedni rektor minifikus) i zmusić go do odejścia z
    > Biblioteki (a najlepiej z Alma Mater). Myślę, że dysponujemy metodami nacisku -
    > w razie potrzeby JM nam pomoże (mam Jego obietnicę).

    I wyszło szydło z worka! Jak kończą się argumenty, sięgamy po groźby i przemoc!
    przecież wiadomo, że tak niegodne metody, nie mają zastosowania w naszej
    świetnej Universitas, gdzie pielęgnuje się odwieczne i dobre obyczaje
    akademickie, nie ma żadnego kumoterstwa, a zajmowanie się nauką ma pierwszeństwo
    przed wszystkim.
  • Gość: gość portalu IP: *.ssp.dialog.net.pl 03.06.10, 08:24
    Sprzeciw Bibliotekarzu!!! Nie namawiaj do zastosowaniu nacisku na JG, aby "zmusić go [JG] do odejścia z Biblioteki (a najlepiej z Alma Mater)". To jest mobbing.
    Panuj nad swoimi publicznymi wypowiedziami.
    "w razie potrzeby JM nam pomoże (mam Jego obietnicę)." JM Ci obiecuje? Nie wierze!
  • Gość: Bibliotekarz IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.06.10, 22:45
    Masz rację, "gościu portalu". To nie J.M. obiecał poparcie. Zrobił to ktoś inny
    ze ścisłego kierownictwa uczelni. Przepraszam. Ja zrozumiałem, że mam poparcie
    J.M. I dalej tak myślę, chociaż formalnie nie mam na to dowodów. Nie zgadzam
    się, że to co ja robię, to jest "mobbing". A czy krytykowanie decyzji J.M.,
    które nam wszystkim służą, nie jest mobbingiem? Czy wsuwanie kija w szprychy
    naszej Alma Mater, która po trzech latach katastrofalnych rządów lp wreszcie
    wychodzi na prostą, nie jest mobbingiem? Proszę Was Koleżanki i Koledzy o
    wsparcie dla starań J.M. Nasza uczelnia ma szansę być naszym domem, naszym
    wsparciem. Nie musimy się spierać, nie musimy rywalizować, możemy się wzajemnie
    popierać.
  • Gość: Bezstronny IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.06.10, 18:19
    Krytykowanie przełożonego nie może być traktowane jako mobbing, bo
    byłoby to odbieraniem ludziom prawa do krytyki. Prawo do krytyki
    jest niezbywalnym składnikiem wolności myślenia.
  • dobro86easy 14.06.10, 08:11
    Witam, czy ktoś z osób mobbingowanych zdecydowałby się udzielić mi
    wywiadu anonimowego na potrzeby badań do pracy magisterskiej?
    brakuje mi już tylko kilku wywiadów. będę wdzięczna za pomoc.
    Pozdrawiam
  • Gość: bibliotekarka IP: *.wroclaw.vectranet.pl 06.06.10, 16:34
    Znam p. JG od dawna. Do jego sposobu wyrażania poglądów należy się przyzwyczaić
    i na serio brać pod uwagę. Do tego doszłam już dawno. Zwykle wcześniej od innych
    zwracał na coś uwagę. Po czasie okazywało się, po raz kolejny miał rację. Uważam
    że jest tak nadal.
    Jego uwagi i wypowiedzi były nad wyraz niewygodne dla władz Uczelni i
    Biblioteki. Merytorycznie jest dla władz Uczelni i Biblioteki nie do ugryzienia,
    więc postawiono mu zarzuty formalne i organizacyjne.
    Postawienie ich zwróciło jednocześnie uwagę na niedostatki z zakresu organizacji
    pracy i zarządzanie Uczelni i Biblioteki.
    Osoby z Uczelni i Biblioteki wiedzą o czym myślę, a co nie chcę wywlekać na
    publiczne bądź co bądź forum.
    Głosy krytyki bibliotekarek i bibliotekarzy dotyczące organizacji pracy i
    zarządzania na terenie Uczelni i Biblioteki zostały zdławione przez zwolnienie 2
    osób, zdjęcie ze stanowisk 5 wieloletnich i zasłużonych kierowników i
    kierowniczek Oddziałów i Sekcji co spowodowało zastraszenie reszty koleżeństwa.
    Rozdzielono też nagany i upomienia.
    Te posunięcia nie poprawiły organizacji pracy i zarządzania na terenie Uczelni i
    Biblioteki, a wręcz pogorszyły w związku z przejmowaniem obowiązków i wdrażaniem
    się do nich nowej kadry.
    Dla p. JG mam wyrazy szacunku za jego postawę i życzenie przeżycia obecnych władz.
  • Gość: Tomasz Kalota IP: 156.17.58.* 07.06.10, 10:36
    Gość portalu: bibliotekarka napisał(a):
    (...) Znam p. JG od dawna. Do jego sposobu wyrażania poglądów należy się przyzwyczaić i na serio brać pod uwagę. Do tego doszłam już dawno. Zwykle wcześniej od innych zwracał na coś uwagę. Po czasie okazywało się, po raz kolejny miał rację. Uważam że jest tak nadal.(...)

    To fakt, trudno odmówić JG refleksu i orientacji w tym co się na świecie dzieje. Przykładem mogą być problemy, które poruszył tutaj:
    forum.biblioteka20.pl/viewtopic.php?t=437
    i tutaj:
    forum.biblioteka20.pl/viewtopic.php?t=484
    które dotyczą fundamentalnych spraw i których zbagatelizowanie będzie rodziło w przyszłości kolejne problemy i konflikty.
  • Gość: bibliotekarka IP: *.wroclaw.vectranet.pl 08.06.10, 00:46
    Panie Tomku, gratuluję Panu odwagi cywilnej. Zaprosiłabym Pana na kawę, ale ...
    nie mam tyle odwagi cywilnej co Pan aby upublicznić się na tym forum.
    Przeczytałam wskazane materiały, ale są to sprawy dość dla mnie odległe więc
    zapytam wprost. Czy nasza Biblioteka idzie w tym samym kierunku o którym
    pisaliści Pan i p. JG?
  • Gość: JG IP: *.opera-mini.net 23.06.10, 23:58
    > zapytam wprost.
    > Czy nasza Biblioteka idzie w tym samym kierunku o którym
    pisaliści Pan i p. JG?

    Nie jest jasne, czy BU idzie w jakimŚ sensownie określonym kierunku, i czy w ogóle gdzieś idzie.

    Jeżeli czytali Państwo odpowiedź p. Dyrektor na list p. Fercza, to znacie oficjalny punkt widzenia (EBiB 9/2009: "W efekcie ich realizacji powstają unikalne nie tylko na skalę krajową, ale i europejską systemy informacyjno-usługowe np. Śląskie Archiwum Ikonograficzne, Interaktywna Multimedialna Bibliografia Śląska."). Wnosząc z tego należałoby uznać za wiodące grantowe przedsięwzięcia p. A.Ż. Zostały one nawet wpisane w strukturę organizacyjną BU, no i zasiliły budżet naszej Alma Mater. Teraz zaś dowiadujemy się, że zostały przyznane te kontrowersyjne, nowe granty, które już zimą sporo u nas zamieszania wywołały i być może nadadzą BU nowy, nieoczekiwany zupełnie kierunek (jak wiadomo, ma to być jakieś wspomaganie turystyki w regionie). Na razie jednak nie jesteśmy w stanie docenić unikalności, czy jakichkolwiek innych aspektów tych ambitnych systemów informacyjno-usługowych. Mimo, że rozwijane są już jakieś 3 lata, to ciagle nie są dostępne. Nie są dostępne nawet zrobione dla nich skany, które potencjalnie można by przecież wykorzystać przy realizacji czytelniczych zamówień.

    Oczywiście od lat jest już wdrażany system biblioteczny firmy VTLS (VIRTUA), ale on z nowymi trendami ma niezbyt duży związek - to tylko podstawowy system do bieżącej pracy i administrowania biblioteką. Ważny, ale bez związku (o ile wiem) z nowymi prądami technologicznymi (Google, Web 2.0 etc.). Jest to takie "wsobne" raczej rozwiązanie, kodowane przez firmę za oceanem, usiłujące objąć jak najwięcej bibliotecznej rzeczywistości w jednym, zamkniętym systemie. Tak na oko - anachronizm.

    Zdecydowanie bliżej tego co teraz w świecie ważne jest dLibra, wdrażana przez p. Tomka & Co., czyli biblioteka cyfrowa. To wprawdzie narzędzie ciągle mające różne wady, ale działa i rozwija się dość szybko i, co ważne, częściowo w sposób społeczny. No i ma za sobą instytucję zdolną zapewnić właściwe wsparcie technologiczne (Poznańskie Centrum Superkomputerowo Sieciowe), zaś deweloperzy skłonni są reagować na konkretne potrzeby klienta. Nie jest to co prawda projekt open source (czyli udostępniający źródła programu), co w przypadku bibliotek i innych instytucji publicznych powinno być ważnym kryterium użyteczności, ale za to opiera się na szeregu standardowych rozwiązaniach (Java, format DjVu mający też wolną implementację (DjVuLibre), metadane w formacie Dublin Core (DC) wykorzystującym XML). Generalnie, aplikacje oparte na XML to obecnie i na przyszłość optymalne rozwiązanie, zwłaszcza dla instytucji akademickich, dobrze służące sprawnemu przetwarzaniu danych i relatywnie łatwe w implementacji. XML jest otwarty, bezpłatnie dostępny, standardowy (co to XML - patrz Wikipedia). Różne technologie na nim oparte znajdują się w opracowywanym właśnie przyszłym standardzie Internetu - HTML5. Biblioteki cyfrowe już teraz spełniają bardzo istotną rolę w Sieci i wszystko wskazuje na to, że powinna ona wzrastać w miarę rozwoju projektu dLibra. Poza tym, dLibra i biblioteki cyfrowe to chyba nasz rodzimy sukces w dziedzinie informatyki. Oby rozwijało się to w kierunku w kierunku otwartości, zarówno samego kodu aplikacji, jak i używanych w nich formatów zapisu danych, protokołów komunikacyjnych itp. W końcu od ochrony praw autorów softu jest prawo w ogóle i prawo autorskie w szczególności, nie zaś mętne sztuczki z maskowaniem kodu, żeby nikt niepowołany się w nim nie rozeznał.

    Najnowsze przedsięwzięcia sławnej Biblioteki Kongresu idą właśnie w kierunku tworzenia otwartych rozwiązań opartych na licencji BSD (to umowa regulująca sposób użytkowania oprogramowania, umożliwiająca jego swobodny użytek, bez opłat). Soft na licencji BSD (albo podobnej, np. GPL) zwykle dystrybuowany jest bezpłatnie wraz ze źródłami (każde oprogramowanie ma swoją źródłową formę, ale najczęściej nie jest ona dostępna dla użytkownika - "tajemnice kuchni"), zatem można go rozwijać swobodnie dostosowując do własnych potrzeb, ponosząc koszty tylko na opłacenie koderów, co w praktyce może oznaczać dużo mniejsze koszty niż w przypadku zakupu komercyjnego produktu, takiego np. jak VIRTUA. Takim kodem można się łatwo dzielić, co w konsekwencji powinno prowadzić do zawiązywania kontaktów w branży, a to również wydaje się plusem. To bardzo ważna tendencja, ponieważ w perspektywie ułatwia kooperację instytucji zainteresowancyh użytkowaniem jednak dość specyficznego oprogramowania, często tylko przez nie wykorzystywanego. No i zapewnia bezpieczne jego użytkowanie w długiej perspektywie czasowej. Dostęp kodu źródłowego daje możliwość dostosowania takiego oprogramowania do dowolnych zmian technologii, która akurat w branży informatycznej rozwija się niezwykle szybko.
    Jak ważny jest dostęp do kodu źródłowego pokazuje przypadek ZUS-u, któremu społeczeństwo zafundowało soft za 3 mld PLN, ale wykonawcę i szczegóły umowy załatwili już urzędnicy i politycy. Kod tego skomplikowanego systemu owszem jest, w sejfie bankowym, dla ZUS-u póki co niedostępny. Jak to ktoś zgrabnie ujął, jedyne co mógł w tej sytuacji wybrać prezes ZUS-u podpisując nową umowę na obsługę tego co ma w swoich komputerach, to miejsce na złożenie podpisu.

    W kwestii reagowania na nowe i chyba trudne do zignorowania trendy w rozwoju technologii ważnej dla sztuki biliotekarskiej, to u nas - nie tylko w BU, ale i w innych ważnych bibliotekach, z BN na czele - nie ma, mam wrażenie, jasnej, a może nawet ogólnej idei, co robić. W każdym razie idei przekonywującej. Nawet prace nad komputeryzacją katalogów dużych bibliotek są dalekie od finiszu a stan związnego z tym, tak ważnego przecież przedsięwziecia jak NUKAT, stosunek BN do tego, i w ogóle rola tej ostatniej w naszym światku bibliotecznym, nie nastrajają nadmiernym optymizmem. No cóż, mamy M$ Office i MARC21,natomiast przepaść między tym co mamy a technologią wykorzystywaną i tworzoną np. przez Google ma wymiar raczej kosmiczny.

  • Gość: Inny czytelnik IP: *.e-wro.net.pl 27.06.10, 17:20
    Obserwuję temat od ponad roku i co najbardziej martwi, to fakt, że nic się w
    stylu zarządzania biblioteką nie zmieniło. Potwierdzeniem braku zmian są dymisje
    kierowników i zwolnienia pod absurdalnymi pretekstami. Widać przy tym, że w
    zespole biblioteki pojawiły się podziały. Te jednak sytuacji nie uzdrowią.
  • Gość: senmara IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.06.10, 01:21
    Traktujesz Pan open source jak bożka. Duży system informatyczny
    potrafi mieć setki tysięcy linii kodu. Czy BUWr, a jest dużą
    biblioteką, ma pieniądze, by zatrudnić fachowców do analizy tego
    kodu i ewentualne jego zmiany? Liczenie na to, że ktoś, gdzieś
    wprowadzi jakieś zmiany, które będą pasowały w naszej firmie to
    mrzonki.
    Przykład Linuksa nieadekwatny, gdyż użytkują go głównie informatycy.

    A propo anachronizmu. Trendy są takie, by w firmie informacja była
    obsługiwana przez jeden system informatyczny. Wtedy łatwiej nad nią
    panować. Jeśli w dodatku informacje w systemie odpowiadają
    rzeczywistości 1:1, to kierowanie firmą jest zdecydowanie łatwiejsze.
    Dyrekcja BUWr wydaje się tego nie rozumieć. Zamiast wdrażać kolejne
    moduły systemu Virtua, kupuje kolejne systemiki do obsługi
    poszczególnych działów. Nie dość, że wprowadza się kilkakrotnie tę
    samą informację, co powoduje, że mogą być one niespójne, to sporym
    kłopotem może być połąćzenie w przyszłości kilku baz w jedną.
  • Gość: JG IP: 156.17.58.* 28.06.10, 16:53

    > Traktujesz Pan open source jak bożka.

    Obawiam się, że to kolega/koleżanka traktuje to jak bożka, co z powyższego zdania niedwuznacznie wynika. Ja chyba nawet tego terminu nie używam. Open Source i (dostępny) kod źródłowy, to wbrew pozorom nie to samo. Zagadnienie, niestety, jest mocno zmitologizowane, na polu czarnego marketingu (FUD - patrz Wikipedia) trwa nawet ostra wojna propagandowa około tego tematu. To sie oczywiście wiąże z pieniedzmi, duzymi pieniedzmi.
    Mnie chodzi o kwestię nader pragmatyczną: kod źródłowy jest ważny dla odbiorcy oprogramowania, jak sama nazwa mówi jest to jego źródło. Jak odbiorca softu ma jego źródła i prawo do ich modyfikowania, to dopiero wtedy ma ten soft faktycznie. Nie dla każdego jest to ważne, to fakt, ale dla instytucji, która ma trwać (bo skoro istnieje kilka wieków i jest potrzebna, to czemu nie miałaby istnieć?), ważne raczej jest.


    > Duży system informatyczny
    > potrafi mieć setki tysięcy linii kodu. Czy BUWr, a jest dużą
    > biblioteką, ma pieniądze, by zatrudnić fachowców do analizy tego
    > kodu i ewentualne jego zmiany?

    Jak ma pieniądze na zakup softu, to zawsze może je wydać na soft z kodem źródłowym. Fachowcom nalezy płacić, niestety jak się uzywa maszyn liczących to trzeba iwziąć pod uwagę ich obsługę. Biblioteki ostatnio sporo sie zmieniły.

    > Liczenie na to, że ktoś, gdzieś
    > wprowadzi jakieś zmiany, które będą pasowały w naszej firmie to
    > mrzonki.

    Zawsze warto zadać sobie nieco trudu i sprawdzić, czy tak jest faktycznie. A nóż sie okaże, że są tacy, co coś za nieduże pieniądze zakodują (albo i bez, tak z góry nie należy tej ewentualności wykluczać).

    > Przykład Linuksa nieadekwatny, gdyż użytkują go głównie informatycy.

    ja akurat o Linuksie chyba nic nie pisałem. Zresztą: Linux != open source - aczkolwiek jest to przykład sytemu operacyjnego z otwartymi źródłami. NB. używają go miliony normalnych zjadaczy chleba, na ogół nie wiedząc o tym.

    > Dyrekcja BUWr wydaje się tego nie rozumieć. Zamiast wdrażać kolejne
    > moduły systemu Virtua, kupuje kolejne systemiki do obsługi
    > poszczególnych działów.

    Tu można Dyrekcję zrozumieć - VIRTUA już teraz kosztuje 40 tys USD rocznie, ponadto to amerykański wyrób, zdaje się, że nie do końca pasujący do naszych realiów (tak mi sie obiło o uszy).

    > Nie dość, że wprowadza się kilkakrotnie tę
    > samą informację, co powoduje, że mogą być one niespójne, to sporym
    > kłopotem może być połąćzenie w przyszłości kilku baz w jedną.

    To faktycznie jest ryzyko, jednak zwykle nie ma wyboru i trzeba je podjąć. W jakiejś bibliotece dzielnicowej, czy podobnej, daloby sie zalatwić wszystko przy pomocy takiego urządzenia jak VIRTUA np., ale w takiej jak nasza na pewno nie. Sa tu liczne oddziały zbiorów specjalnych, ktore potrzebują oprogramowania dostosowanego do ich specyficznych potrzeb. Próby uzycia do tego takich systemow jak VIRTUA na ogól nie mają sensu, bo nie jest to specjalnie elastyczne narzędzie i nie załatwia wszystkich potrzeb takich oddziałów. Nawet dla Starych Druków nie będzie to odpowiednie, o innych nie wspominając. Po prostu baza danych (MARC21 to rekord bazodanowy przecież) do wygodnej pracy przy opracowaniu nietypowych materiałów nie nadaje się. Problem w tym, ze na ogół w przypadku takich oddziałów nie ma żadnego sensownego oprogramowania, takiego "z pudełka", ktore po prostu można w jakimś sklepiku kupić. Zwykle, jak w ogóle brak orientacji, czego można użyć, próbuje się uzyc jakiegoś "pudełkowego" oprogramowania, zwykle zamkniętego. Czasem nie ma wyboru, ale zwykle to droga, żeby się wpakować za własne pieniądze w większe lub mniejsze problemy. Dobrym rozwiązaniem jest użycie róznych aplikacji bazujących na języku XML i w ogóle róznych rozwiązań "otwartych", tzn. bazujących na bezpłatnym sofcie i standardowych formatach zapisu danych. Tak czy owak w bibliotece takiej jak np. nasza niezbędne jest użycie fachowego wspomagania informatycznego, sami bibliotekarze nie wystarczą, bo oni nie zajmują się przeciez kodowaniem; oddział informatyczny ma głowie utrzzymanie tego co jest (ale np. Kartografii pomogli zrobić zgrabną aplikację do codziennej pracy w oparciu o to co oferuje firma Google). Możliwości są rozmaite: nasza BU jest częścia Uniwersytetu, na którym jest informatyka. Można sobie wyobrazić, że rózne niekonwencjonalne potrzeby mogły by być dla nich interesujące. Mozna powiększyć oddział IT, mozna nawiązać kooperację z zewnętrzną firmą (BC/dLibra jest zbliżonym przypadkiem), można nawiązać współpracę z ludźmi z zewnątrz, ktorzy rozwijają zastosowania nowych technologii we własnym zawodowym kręgu - np. konsorcjum TEI, czy nawet MASTER, który wykorzystywany jest w naszym oddziale. Właśnie MASTER to dobry wzór jak korzystać z nowych technologii - ładne, relatywnie proste zastosowanie XML, wszystkie dane są w formacie tekstowym, można je edytowac w czymkolwiek i możliwości użycia też są nieograniczone. VIRTUA tego z penością nie zapewni (aczkolwiek format MARC21 można też wyrazić w XML). Co do open source, to bez źródeł, taki system biblioteczny będzie ryzykowny w użyciu, stąd zapewne działania Biblioteki Kongresu w kierunku rozwijania potrzebnych aplikacji w formie "otwartej", na bazie licencji BSD.
    Oczywiście zawsze można sobie zamówić jakąś kobyłę za 3 mld np., jak ZUS. tylko trzeba najpierw miec te 3 mld a potem się martwić, co z tym zrobić dalej, bo technologia rozwija się wciąż niezwykle szybko.
  • Gość: Inny czytelnik IP: *.e-wro.net.pl 27.06.10, 17:31
    Tak obrzydliwego liżydupstwa pod adresem rektora (mającego w głębokiej pogardzie
    bibliotekę i jej zespół, kwitującego automatycznie wszystkie decyzje kadrowe w
    stosunku do jej pracowników, nawet te niezgodne z prawem) jak to uprawiane przez
    "bibliotekarza" już dawno nie widziałem.
  • Gość: Bibliotekarz IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.06.10, 21:52
    Nie planowałem już zabierać głosu na tym forum, ale zostałem do tego zmuszony.

    Wydawało mi się, że mimo różnic poglądów jesteśmy wszyscy członkami załogi
    elitarnego Uniwersytetu Wrocławskiego. Wydawało mi się, że członkowie
    społeczności akademickiej naszej Alma Mater nie będę w stosunku do kolegów
    używali takich słów jak "liżyd...two".

    Nie czuje się dotknięty tą obelgą. Dużo bardziej martwi mnie to, że list "Innego
    czytelnika" uświadomił mi jak głębokie spustoszenie w świadomości moich kolegów
    spowodowały trzy lata rządów poprzedniego rektora. W latach 1945-1989 rządzili
    nami brutalni komuniści. Jednak oni, w odróżnieniu od wroga nauki i kultury,
    hunwejbina który rządził w latach 2005-2008, nie potrafili skazić naszych dusz.
    Mimo propagandy, a czasem nawet delikatnej presji, komunistom nie udało się nas
    poróżnić. Nasza społeczność nie uległa komunie. Nie było wśród nas kolegów, za
    których moglibyśmy się wstydzić. Nawet jeśli wstępowali do Partii, to po to, by
    służyć Polskiej Kulturze, Polskiej Nauce.
    Niestety, słowa wypowiedziane przez "Innego czytelnika", jak mniemam,
    członka naszej społeczności, świadczą o spustoszeniu, które spowodowała
    anty-akademicka postawa poprzedniego rektora. Nie wiem, ile czasu będzie musiało
    upłynąć zanim się po tych latach koszmaru otrząśniemy. Ile lat będzie musiało
    upłynąć, żebyśmy wszyscy odnosili się do Jego Magnificencji z należnym Mu
    szacunkiem. Bez złośliwości i krytykanctwa. Z wiarą w Jego Mądrość, Uczciwość i
    Troskę o naszą przyszłość.
  • Gość: inny czytelnik IP: *.e-wro.net.pl 28.06.10, 17:42
    W odpowiedzi Bibliotekarzowi: Czang Kaj szek zły pan, Mao Ze Dong dobry pan.
    Niektórzy nawet uwierzyli...
  • Gość: JUPITER IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.06.10, 18:36
    A co na to Pani Kudrycka, która dzisiaj namawiała we Wrocławiu do głosowania na
    Komorowskiego?
  • Gość: Inny czytelnik IP: *.e-wro.net.pl 28.06.10, 19:51
    Należało panią minister powiadomić o stanie rzeczy i zapytać o zdanie. A potem
    powiadomić tu o jej zdaniu.
  • Gość: Według badan europ IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.06.10, 16:34
    Według badan europejskich długość penisów podczas wzwodu (gdy stoją)
    u mężczyzn rasy białej sklasyfikowano następujaco:
    długość w cm - % mężczyzn - wielkość
    10,9 cm i mniej- 6% mężczyzn - bardzo mały
    11 - 12,4 cm - 16 % mężczyzn - mały
    12,5 - 13,9 cm - 18 % męzczyzn - śr. mały
    14 - 15,4 cm - 20 % męzczyzn - średni
    15,5 - 16,9 cm - 18 % mężczyzn - śr. duży
    17 - 18,4 cm - 16 % mężczyzn - duży
    18,5 i więcej - 6 % mężczyzn - bardzo duży
    średnia długość penisa = 14,7 cm

    Średnia w Łodzi - 11,4 cm
  • Gość: ALEJAJA! IP: *.adsl.inetia.pl 07.06.10, 00:29
    "Głodnemu chleb na myśli" czy biblioteczne kompleksy, w tej jakże ważnej
    kwestii, wyszły na jaw ?
  • Gość: bibliotekarka IP: *.wroclaw.vectranet.pl 12.06.10, 07:20
    i wydał zarządzenie aby od 1 czerwca wydawać pracownikom wodę mineralną.
    Niestety nie dba o pracowników Biblioteki Uniwersyteckiej bo im wody do tej
    pory, mimo upałów wody nie wydano.
    Papiery w porządku a praktyka kuleje.
    Ktoś zawalił. My wiemy kto, a Pan Panie Rektorze? Dalej Pan trzyma parasol
    ochronny nad naszą dyrekcją?
  • Gość: Bibliotekarz IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.06.10, 12:55
    Szanowna Koleżanko,

    Od spraw wody w upały J.M. Rektor ma służby i urzędników. Sam się takimi
    sprawami nie zajmuje, to powinno być chyba jasne. A służby i urzędnicy zostali
    zatrudnieni przez poprzednika - i jacy są, każdy widzi. Wielu doskonałych
    pracowników musiało pożegnać się z pracą, żeby zrobić miejsce dla pupilków i
    pupilek poprzednika. J.M. starał się "posprzątać" i kilka osób do pracy
    przywrócił, ale prawo pracy nie pozwala, niestety, zwolnić automatycznie
    wszystkich zatrudnionych przez poprzedni reżim.

    Więc proszę nie oskarżajmy J.M. o to, czego nie zawinił. A swoją drogą J.M. stoi
    w tej chwili przed strategicznym zadaniem przywrócenia jedności Wrocławskiego
    Środowiska Akademickiego. Dokonany przez komunistów podział Uniwersytetu na
    mniejsze uczelnie niedługo będzie tylko koszmarnym wspomnieniem. Medycyna,
    farmacja, weterynaria, budownictwo, architektura - no i przede wszystkim
    Teologia wnet wrócą na Uniwersytet. Trzymajmy kciuki za naszego Rektora. Rok
    2011 będzie najważniejszy w historii Wrocławia i Wrocławskiej Uczelni.
  • Gość: bibliotekarka IP: *.wroclaw.vectranet.pl 01.07.10, 21:58
    Po raz pierwszy od niepamiętnych czasów podjęto decyzję o wydaniu paru groszy na
    odnowienie wejścia do Biblioteki (Szajnochy 10).
    Fakt ten powinien odnotować Przegląd Uniwersytecki.
    Jak wieść niesie Bibliotekę ma odwiedzić Bardzo Ważna Osoba. Sądząc po wyglądzie
    fasady budynku od strony ulicy Jana Kazimierza wizyta Bardzo Ważnej Osoby
    ograniczy się do Sekretariatu i Gabinetu Pani Dyrektor.
  • Gość: antivirus IP: *.ssp.dialog.net.pl 01.07.10, 23:07
    Ta Bardzo Ważna Osoba, to Minister Sprawiedliwości ?
  • Gość: bibliotekarka IP: *.wroclaw.vectranet.pl 03.07.10, 00:30
    Niby jubileusz, ale mnie nie cieszy.
    Osiągnięciem Dyrekcji jest odnowienie przedsionka Biblioteki ale dalszych
    osiągnięć dla mnie nie ma.
    Widzę za to wiele osób które zapłaciły wysoką zawodową cenę za wpisy koleżanek i
    kolegów na tym forum.
    Wielką porażką Dyreckcji jest dezintegracja organizacji pracy w Bibliotece. Jak
    to wygląda każdy może zobaczyć na własnym podwórku, a grafomańską wizję
    przedstawił anominowy autor w dramacie "Ja".
    Nadchodzi sezon urlopowy. Urlopowiczom i tym którzy na urlop dopiero się
    wybierają życzę miłego wypoczynku niezmąconego myślami co będzie się działo w
    Bibliotece po ich powrocie z urlopu do szarej codziennej rzeczywistości.
  • guinnes.2010 06.07.10, 00:22
    "Widzę za to wiele osób które zapłaciły wysoką zawodową cenę za
    wpisy koleżanek i kolegów na tym forum."

    Mnie też ten jubileusz nie cieszy. Współczuję wszystkim
    skrzywdzonym, jednak powodem ich degradacji nie były wpisy na forum,
    tylko raczej niezależna postawa.
  • Gość: kustosz IP: *.md4.pl 08.07.10, 18:08
    W Bibliotece od dłuższego czasu bardzo popularną formą porozumiewania się
    z pracownikiem jest wręczenie mu upomnienia, nagany, a jeśli to jest
    kierownik, degradacji. Dyrekcji gratulujemy zdolności kierowniczych, a do
    JM mamy pytanie, czy przypadkiem nie boli ręka od podpisywania tychże
    dyscyplinujących pism, bo refleksja nad ich zasadnością i ilością jakoś JM
    nie przychodzi. A szkoda...
  • Gość: Bibliotekarz IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.07.10, 20:03
    Szanowna Pani Kustosz,

    nie wierzę, że J.M. podpisałby naganę bez uprzedniego sprawdzenia wszystkich
    okoliczności. O odróżnieniu od swego poprzednika Pan Rektor jest osobą bardzo
    życzliwą i sprawiedliwą. J.M. nie jest przy tym skłonny do podejmowania
    nieprzemyślanych decyzji, a w sytuacji, gdy może komuś sprawić przykrość, trzy
    razy się zastanowi zanim złoży swój podpis. Może te nagany podpisuje któryś z
    prorektorów?
  • Gość: Gość IP: *.ssp.dialog.net.pl 08.07.10, 21:49
    Oczywiście Bibliotekarzu, Najważnieszy doskonale jest zorientowany w KP, to jego
    zastępca podpisuje. Teraz to już nawet głupio człowiek się czuje bez upomnienia.
    Można pomyśleć, że lizus czy coś takiego. Niedługo otrzymanie upomnienia będzie
    formą wyróżnienia.
  • Gość: bibliotekarka IP: *.wroclaw.vectranet.pl 08.07.10, 23:48
    absurd jest możliwy.
    W Wesołym Autobusie mistrzem absurdu był nieodżałowany p. Rumian.
    Gdyby Wesoły Autobus jeszcze kursował p. Rumian niewątpliwie otrzymałby taki list:
    Panie Rumian jestem bibliotekarką w Bibliotece Uniwersyteckiej we Wrocławiu.
    Staram się dobrze pracować ale jeszcze nie otrzymałam nawet nagany nie mówiąc o
    upragnionym upomonieniu co mam robić?
    Pan Rumian niewątpliwie by tak odpisał: "Proszę się nie niepokoić i cierpliwie
    czekać. Zalecam sumiennie wykonywać swoje obowiązki, dbać o czytelników i dobro
    Biblioteki a upragniona nagana Pania nie ominie. A jak jest Pani taka
    niecierpliwa to proszę zaproponować jakieś rozsądne ulepszenia na swoim
    stanowisku pracy, a jak chce Panie przyśpieszyć otrzymanie upragnionej nagany to
    proszę na spotkaniu z Dyrekcją zaproponować zmiany poprawiające organizację
    pracy w Bibliotece lub jakieś inne ulepszenia. Nagroda, przepraszam, nagana
    wtedy Panią nie ominie.
    Życzę szybkiej nagany
    Rumian
  • Gość: JG IP: 156.17.58.* 09.07.10, 15:39
    > absurd jest możliwy.

    No fakt, tego nam nie brakuje. Niestety, to konsekwencja bycia bratem mniejszym/ siostrą mniejszą. Stosunki tu panują jak za carów ruskich. Jeśteśmy tak mali, że i JM., Senat etc., nie wspominając już o naszej świetnej Dyrekcji, nie krępują się wobec nas czynić, co pewnie normalnie uznaliby za niestosowne. Wobec pracowników Biblioteki ryzyko kompromitacji jest w ich mniemaniu nader niewielkie stąd pewnie nawet specjalnie uważnie nie czytają tych pism, które podpisują i które tak nam ubarwiają szarość codzienności.


    Nb. byłem swięcie przekonany, że to carowi Mikołajowi zawdzięczamy piękną i nader obecnie popularną zasadę ogólną, normującą służbowe sprawy („Podwładny powinien przed obliczem przełożonego mieć wygląd lichy i durnowaty tak, aby swym pojmowaniem istoty sprawy nie peszył przełożonego”), ale wszyscy piszą, że to już Piotr I ustanowił. W 1708 r. W Google sprawdzenie incipitu daje ca 26 tys. wyników, a to po polsku (mimo, że ruskie). To jest tradycja!
  • Gość: Inny czytelnik IP: *.e-wro.net.pl 10.07.10, 23:06
    Jeśli sobie dobrze przypominam, legendarny Andrzej Rumian ubarwiał "Podwieczorki
    przy mikrofonie". A w "Wesołym Autobusie" brylowali "Zagryziakowie". Ale może
    się mylę.
    Jakby nie było, porada w sprawie niecierpliwego oczekiwania na naganę znakomicie
    wpisuje się w stylistykę pamiętnych porad. Najpierw sztuka dramatyczna w kilku
    aktach (tzn. odcinkach), teraz skecz... Mamy talenty literackie (a w każdym
    razie imitatorskie)!
  • Gość: Bibliotekarz IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.07.10, 15:48
    No i miałem rację. Jest mi niezmiernie przykro, że moje Szanowne Koleżanki i
    Szanowni Koledzy niesprawiedliwie oceniają Jego Magnificencję. Nigdy nie
    wierzyłem w brak dobrej woli a tym bardziej w złą wolę Rektora. Umówcie się
    proszę z Rektorem. Na pewno znajdzie dla Was czas. Przedstawcie mu bez irytacji
    problemy Biblioteki, a na pewno Was z życzliwością wysłucha i, w miarę
    możliwości, pomoże je rozwiązać. Być może nawet ukarze tych, którzy podsuwają
    Panu Prorektorowi do podpisu nieuzasadnione upomnienia i nagany.
    Wierzcie mi, wszyscy którzy poprosili Rektora o pomoc, taką pomoc otrzymali.
    Poza anonimowymi opiniami na forum nie spotkałem jeszcze na Naszym Uniwersytecie
    nikogo, kto nie wyrażałby się o Magnificencji w samych superlatywach. A spotykam
    naprawdę bardzo dużo koleżanek i kolegów ze wszystkich wydziałów i jednostek
    pozawydziałowych. Nawet na Wydziale Matematyki i Informatyki WSZYSCY, z którymi
    rozmawiałem są pełni podziwu i szacunku dla Magnificencji i ogromnie cieszą się
    ze zmiany sprzed dwóch lat.
  • Gość: Inny czytelnik IP: *.e-wro.net.pl 10.07.10, 23:15
    Czytam te peany Bibliotekarza pod adresem sprawiedliwego rektora, o którym
    inaczej niż w superlatywach nikt się nie wyraża i przypomina się Michaił
    Zoszczenko, który podobnie na klęczkach pisał o Leninie i władzy radzieckiej.
    Ale on to robił dla jaj!
  • Gość: bibliotekarka IP: 178.235.31.* 12.07.10, 23:09
    Panie "Bibliotekarzu" czyżbyś nie wiedział, że miłościwie nam panujący JMR
    zakazał grupie związkowej "Solidarność" kierować bezpośrednio do Niego listy.
    Wszystkie nasze problemy maiały być kanałem związkowym kierowane do Komisji
    Zakładowej, a ta miała decydować czy warto naszym problemem zaprzątać głowę JMR.
    Drugim sitem miał być Prorektor, do którego wnioski miało kierować ciało
    powołane, a następnie zdekapitowane przez JMR. Z tego co wiem to wnioski poszły
    i zostały skierowane do kosza (dla nas wszystko jedno w czyim gabinecie).
    Tak więc Pana wypowiedź wkładam na półkę biblioteczną z bajkami dla bardzo
    małych dzieci obok zabytkowej książeczki o Leninie. Tam też jest napisane że
    Lenin miał dla wszystkich czas i pomagał słabszym i pokrzywdzonym.
  • Gość: pewien gość IP: *.ssp.dialog.net.pl 03.08.10, 21:04
    A więc sama widzisz, Droga Bibliotekarko, że zamiast kierować swe
    pretensje do Bibliotekarza, powinnaś zabrać się za Lenina, nawtykać
    mu, ile wlezie, a najlepiej pośmiertnie go rozstrzelać. To dziś nic
    nie kosztuje, w dodatku jest bardzo na topie! Ale - przy całym
    szacunku dla (tfu!) Magnificencji = jednak mu jeszcze daleko do
    wodza rewolucji.
  • Gość: Czerepacha IP: *.e-wro.net.pl 03.08.10, 22:37
    Ludzie! Opamiętajcie się! To wasza praca! Sami ją wybraliście. Ktoś
    was zmuszał? Przystawiał pistolet do skroni? Ciągnął wołami? No
    chyba nie. Prawda?
    Macie to, robicie to na co zasłużyliście, co wybraliście. Każdy jest
    kowalem swojego losu. Wy wybraliście taki. Dlaczego zatem tyle
    krzyczycie, pyskujecie, plujecie na wszystko i wszystkich wokół?
    Przecież to takie proste. Jak się wam nie podoba, nudzi was, męczy,
    zniewala nie wiem co tam jeszcze generalnie to nie jest to co
    chcecie, macie dość - proszę ODEJDZCIE!
    Nie moge tego zrozumieć. Dlaczego tylu pracowników (i tych na taśmie
    i tych nieco bardziej intelektualnych) wciąż narzeka, złorzeczy,
    pyszczy, wręcz kąsa. Ciągle niezadowolenie i ciągła POSTAWA
    ROSZCZENIOWA.
    Człowieku! Mamy wolny rynek. Każdy ma okazję i możliwość udowodnić
    swoją wartość. Nie podoba się - zwolnij się, zmień branżę, przejdz
    do konkurencji, może skończ jakiś kurs dokształcający, może jakiś
    kierunek ścisły (jest popyt na rynku pracy na inżynierów,
    budownictwo, automatyka, telekomunikacja) - no przecież nie
    jesteście chyba aż tak skończonymi osiłkami, debilami, żeby wam
    takie rzeczy podpowiadać.
    A może załóż jeden z drugim(gą) własną działalność, idz na swoje jak
    to mówią. Będziesz sobie panem kapitanem i sternikiem. Zamiast
    wrzeszczeć i trwonić bezczynnie na pierdoły, szkalowanie pracodawcy
    i miejsca pracy swój czas pomyśl, może wpadniesz na jakiś fajowski
    pomysł co do własnej przedsiębiorczości? Z czasem rozwiniesz firmę,
    zatrudnisz ludzi, może obecnych kolegów/żanki?

    Znamienne jest to że najwięcej i najgłośniej (choć anonimowo
    zazwyczaj)narzekają pracownicy podstawowego szczebla (najniższego)
    tudziesz pracownicy fizyczni.
    Co, oburzenie?
    Ale takie są fakty. I nie szczyccie się waszym skończonym kierunkiem
    informacji biblo - technicznej (najłatwieszy kierunek stworzony
    kiedyś coby pań biblitekarek nie trzeba było zwalniać bo był nacisk
    na skończenie studiów wyższych) czy jak to się teraz nazywa bo
    prawda jest taka że studia a w szczególności studia humanistyczne
    obecnie może skończyc KAŻDY dosłownie bez żadnej przenośni KAŻDY (co
    świadczy też o jakości tychże ale to osobny temat) i o niczym
    zupełnie o niczym to nie świadczy poza faktem że się ma świstek z
    mgr. czy innym licencjatem. Zaś

    Sorry, ale jak tak was czytam to dla mnie jesteście po prostu
    żałośni.

    No chyba że to celowa robota która idzie od tzw.góry i są to
    działania np. związków zawodowych,(wiadomo że te imają się każdego
    sposobu byle by wciągnąć nowych członków w swe szeregi) wzajemne
    napuszczanie na siebie, rozgrywki i przepychanki polityczno -
    stanowiskowe, roszady personalne w które w zawoalowany mniej czy
    bardziej nieświadomy sposób wciąga się szeregowych pracowników.

    Mięso armatnie zawsze jest potrzebne ktoś musi głośno krzyczeć i
    rzucać kamieniami (przenośnia w waszym wypadku z tymi kamieniami,
    choć wiem że niektórzy wasi przełożeni boją się np.o swoje auta - to
    też o czymś świadczy)

    Tak czy inaczej ja tego zachowania nie rozumiem, potępiam i gardzę
    nim.

    Na koniec. A skoro (być może) nie jesteście aż tak dobrzy, tak
    niezastąpieni za jakich się uważacie, nie jesteście jednak jak to
    się mówi obecnie konkurencyjni na dzisiejszym rynku pracy, brak wam
    kreatywności, woli i siły osiągnięcia czegoś w życiu, wybicia się
    ponad przeciętność,to do k.u.r.w.y. pani nędzy biblitecznej łaskawie
    wasze buzie w kubeł w którym panie sprzątające maczają szmaty do
    podłogi i cicho sza.

    I jeszcze powiem tak. Kiedyś byłem wrażliwy, przewrażliwiony na (tak
    mi się zdawoło ludzką niedolę). Ale wy i tacy jak wy nie
    zasługujecie na nic lepszego. Macie 1001 pretensji i roszczeń. A
    nikt nic nie jest wam winien. Zrozumcie to. Stare pokolenie jestem w
    stanie zrozumieć. CZy się stoi czy leży ileś się tam należy. Frazes,
    bzdurka, ale tak byli ci ludzie( i tu również mówimy o pracownikach
    fizycznych i pracownikach podstawowego szczebla, wykonawczych)
    nauczeni i wychowani. Wy niby nowe pokolenie żyjące w nowej
    rzeczywistości a reprezentujecie sobą ten sam tok myślenia. Rodzina
    was tak wychowała? Co? Związki podpowiedziały jak i co macie
    szczekać, gdzie i do kogo? A kto tam w tych związach zasiada?
    Najgorszy ludzki chlew który sam nie pracując i kożystając do woli z
    łobuzerskiej i wręcz bandyckiej uchwalonej za rządów AWS ustawy o
    Związkach Zawodowych wciąż płynie i żeruje na plecach takich jak wy
    robotników/pracowników.
    Zresztą nie wiem czyja to robota, ale opamiętajcie się i zróbcie
    (spróbujcie) coś ze swoim życiem zamiast biadolic.


    Powodzenia,-
  • Gość: gość niedzielny IP: *.ssp.dialog.net.pl 05.09.10, 10:20
    [.1.] Tyle postów nabiliście, chore.
    Posty jak posty. Choroby bym się nie doszukiwał, ani w postach, ani ludziach piszących te posty. Czy chorobą jest posiadanie komputera i dostępu do internetu? NIE. Wypowiadanie się na forum ? NIE. Żaden z postów napisanych w/w wątku nie zawiera w swojej treści słów powszechnie uznawanych za obelżywe w przeciwieństwie do treści postu Czerepachy. Zacytuje.
    [.2.] Na koniec. A skoro (być może) nie jesteście aż tak dobrzy, tak niezastąpieni za jakich się uważacie, nie jesteście jednak jak to się mówi obecnie konkurencyjni na dzisiejszym rynku pracy, brak wam kreatywności, woli i siły osiągnięcia czegoś w życiu, wybicia się ponad przeciętność,to do k.u.r.w.y. pani nędzy biblitecznej łaskawie wasze buzie w kubeł w którym panie sprzątające maczają szmaty do podłogi i cicho sza.
    Ten fragment postu Czerepachy potwierdza, że napisała go osoba, która bardzo cierpi (nie napisze na co).
    Fe i te niecenzuralne słowa.
  • Gość: ahhha IP: *.146.164.142.nat.umts.dynamic.t-mobile.pl 20.06.11, 20:18
    oj kole w oczy jak podwładni rozliczają z zarządzania - bo niby tacy niedouczeni i co mogą o tym wiedzieć.... a jednak nie tacy głupi, co...? każdy zarząd był i będzie nadzorowany i rozliczany przez pracowników, więc jak jesteś gdzieś w tej strukturze wyżej to bój sie bój - ciebie też rozliczą!
    PS. to, że ktoś wybrał do pracy firmę nie oznacza, że musi akceptować nadinterpretacji i nadużycia przepisów i milczeć, jeżeli czuje się tym mobbingowany - po to jest ten termin, ludzie nie są debilami bez głosu i wcale nie muszą zmieniać pracy, która kierunkowo ich interesuje a dla poprawy jakości pracy wystarczy poprawić czy nauczyć właściwego zarządzania -jak widać Ci ludzie to potrafią i pochyl głowę, a najlepiej wsadź ją w pomuje o których piszesz, bo tyle warta jest twoja wypowiedź!!! ( i nie bez kozery "twoja" piszę z małej litery - tak żeś mały i nieważny głupi człowieczku)
  • Gość: jutka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.08.10, 22:52
    Dawno nie śledziłam tego wątku, więc się zdumiałam ,że to już tysięczny wpis i
    NIC? Kiedy kończy się kadencja p.Dyrektor?
  • Gość: ech IP: 156.17.58.* 04.08.10, 12:13
    Niestety, to posada dożywotnia
  • Gość: bibliotekarka IP: 178.235.24.* 05.09.10, 06:18
    Może, ale nie musi, skończyć się na początku przyszłego roku.
  • Gość: Czerepacha IP: *.e-wro.net.pl 03.08.10, 23:00
    Ludzie! Opamiętajcie się! To wasza praca! Sami ją wybraliście. Ktoś
    was zmuszał? Przystawiał pistolet do skroni? Ciągnął wołami? No
    chyba nie. Prawda?
    Macie to, robicie to na co zasłużyliście, co wybraliście. Każdy jest
    kowalem swojego losu. Wy wybraliście taki. Dlaczego zatem tyle
    krzyczycie, pyskujecie, plujecie na wszystko i wszystkich wokół?
    Przecież to takie proste. Jak się wam nie podoba, nudzi was, męczy,
    zniewala nie wiem co tam jeszcze generalnie to nie jest to co
    chcecie, macie dość - proszę ODEJDZCIE!
    Nie moge tego zrozumieć. Dlaczego tylu pracowników (i tych na taśmie
    i tych nieco bardziej intelektualnych) wciąż narzeka, złorzeczy,
    pyszczy, wręcz kąsa. Ciągle niezadowolenie i ciągła POSTAWA
    ROSZCZENIOWA.
    Człowieku! Mamy wolny rynek. Każdy ma okazję i możliwość udowodnić
    swoją wartość. Nie podoba się - zwolnij się, zmień branżę, przejdz
    do konkurencji, może skończ jakiś kurs dokształcający, może jakiś
    kierunek ścisły (jest popyt na rynku pracy na inżynierów,
    budownictwo, automatyka, telekomunikacja) - no przecież nie
    jesteście chyba aż tak skończonymi osiłkami, debilami, żeby wam
    takie rzeczy podpowiadać.
    A może załóż jeden z drugim(gą) własną działalność, idz na swoje jak
    to mówią. Będziesz sobie panem kapitanem i sternikiem. Zamiast
    wrzeszczeć i trwonić bezczynnie na pierdoły, szkalowanie pracodawcy
    i miejsca pracy swój czas pomyśl, może wpadniesz na jakiś fajowski
    pomysł co do własnej przedsiębiorczości? Z czasem rozwiniesz firmę,
    zatrudnisz ludzi, może obecnych kolegów/żanki?

    Znamienne jest to że najwięcej i najgłośniej (choć anonimowo
    zazwyczaj)narzekają pracownicy podstawowego szczebla (najniższego)
    tudziesz pracownicy fizyczni.
    Co, oburzenie?
    Ale takie są fakty. I nie szczyccie się waszym skończonym kierunkiem
    informacji biblo - technicznej (najłatwieszy kierunek stworzony
    kiedyś coby pań biblitekarek nie trzeba było zwalniać bo był nacisk
    na skończenie studiów wyższych) czy jak to się teraz nazywa bo
    prawda jest taka że studia a w szczególności studia humanistyczne
    obecnie może skończyc KAŻDY dosłownie bez żadnej przenośni KAŻDY (co
    świadczy też o jakości tychże ale to osobny temat) i o niczym
    zupełnie o niczym to nie świadczy poza faktem że się ma świstek z
    mgr. czy innym licencjatem. Zaś

    Sorry, ale jak tak was czytam to dla mnie jesteście po prostu
    żałośni.

    No chyba że to celowa robota która idzie od tzw.góry i są to
    działania np. związków zawodowych,(wiadomo że te imają się każdego
    sposobu byle by wciągnąć nowych członków w swe szeregi) wzajemne
    napuszczanie na siebie, rozgrywki i przepychanki polityczno -
    stanowiskowe, roszady personalne w które w zawoalowany mniej czy
    bardziej nieświadomy sposób wciąga się szeregowych pracowników.

    Mięso armatnie zawsze jest potrzebne ktoś musi głośno krzyczeć i
    rzucać kamieniami (przenośnia w waszym wypadku z tymi kamieniami,
    choć wiem że niektórzy wasi przełożeni boją się np.o swoje auta - to
    też o czymś świadczy)

    Tak czy inaczej ja tego zachowania nie rozumiem, potępiam i gardzę
    nim.

    Na koniec. A skoro (być może) nie jesteście aż tak dobrzy, tak
    niezastąpieni za jakich się uważacie, nie jesteście jednak jak to
    się mówi obecnie konkurencyjni na dzisiejszym rynku pracy, brak wam
    kreatywności, woli i siły osiągnięcia czegoś w życiu, wybicia się
    ponad przeciętność,to do k.u.r.w.y. pani nędzy biblitecznej łaskawie
    wasze buzie w kubeł w którym panie sprzątające maczają szmaty do
    podłogi i cicho sza.

    I jeszcze powiem tak. Kiedyś byłem wrażliwy, przewrażliwiony na (tak
    mi się zdawoło ludzką niedolę). Ale wy i tacy jak wy nie
    zasługujecie na nic lepszego. Macie 1001 pretensji i roszczeń. A
    nikt nic nie jest wam winien. Zrozumcie to. Stare pokolenie jestem w
    stanie zrozumieć. CZy się stoi czy leży ileś się tam należy. Frazes,
    bzdurka, ale tak byli ci ludzie( i tu również mówimy o pracownikach
    fizycznych i pracownikach podstawowego szczebla, wykonawczych)
    nauczeni i wychowani. Wy niby nowe pokolenie żyjące w nowej
    rzeczywistości a reprezentujecie sobą ten sam tok myślenia. Rodzina
    was tak wychowała? Co? Związki podpowiedziały jak i co macie
    szczekać, gdzie i do kogo? A kto tam w tych związach zasiada?
    Najgorszy ludzki chlew który sam nie pracując i kożystając do woli z
    łobuzerskiej i wręcz bandyckiej uchwalonej za rządów AWS ustawy o
    Związkach Zawodowych wciąż płynie i żeruje na plecach takich jak wy
    robotników/pracowników.
    Zresztą nie wiem czyja to robota, ale opamiętajcie się i zróbcie
    (spróbujcie) coś ze swoim życiem zamiast biadolic.
  • Gość: Bezstronny IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.08.10, 13:53
    Pan Czerepacha uważa, że jeśli zakład pracy jest źle zarządzany, to
    pracownik nie powinien protestować, lecz odejść, znaleźć sobie
    lepszą pracę, "zrobić coś ze swoim życiem, zamiast biadolić". A
    zakład pracy, w którym źle się dzieje, niech zostanie, jaki jest.
    Krytykę złego zarządzania uważa p.Czerepacha za "szkalowanie
    pracodawcy i miejsca pracy"; on "tego zachowania nie rozumie,
    potępia i gardzi nim". Co o tym sądzić? Współczesna nauka o
    zarządzaniu widzi te sprawy zupełnie inaczej!

    A swoją drogą - bezowocność tego tysiąca wpisów prowokuje pytanie -
    co robić? Bo jeśli to nic nie daje, to czy warto pisać na forum?
  • Gość: JG IP: 156.17.58.* 06.08.10, 16:01
    >
    > A swoją drogą - bezowocność tego tysiąca wpisów prowokuje pytanie -
    > co robić? Bo jeśli to nic nie daje, to czy warto pisać na forum?

    Co do ostatniego, to z pewnością dotąd warto było pisać i
    prawdopodobnie dalej tak jest.
    Może tylko trzeba pisać inaczej, bo beztreściowe narzekania i zrozumiałe
    tylko dla wtajemniczonych aluzje poza nimi nikogo nie zainteresują.
    Zamiast pisać "Orda, Orda!!! - ludzie z Piasku wiedzą co oznacza
    słowo-klucz" może lepiej napisać o co chodzi, bo być może nawet ludzie z
    Piasku nie wiedzą o co chodzi. A skoro ta p. Vice, pod której
    kierownictwem kiedyś ktoś tam zgrabnie zrabował Bibliotece grafiki owego Ordy,
    razem z główną Dyrekcją nakrzyczały i ukarały naganą naszą
    koleżankę z czytelni, która (dla odmiany) przytomnie ruszyła w pogoń za
    czytelnikiem unoszącym inną cenność biblioteczną i odzyskała ją, to znaczy nawet więcej niż to, że "Zapomniał wół jak cielęciem był". Po tym przypadku, który chyba normalnie byłby nagrodzony (przytomność umysłu wobec wypadku losowego, to jednak nie takie częste), to szczerze mówiąc nie wiem co powiedzieć - może tym paniom dawanie nagan tak weszło już w krew, że jak coś się zdarzy (obojętnie dobrego, czy złego) z udziałem bibliotekarza z BU, to one odruchowo piszą naganę?

    Prawie wszyscy piszą tu anonimowo (i bardzo słusznie) i potrzeby uciekania się do aluzji i alegorii nie ma. Jest za to potrzeba rzetelnej (na ile się da) wiadomości. Brak konkretności i bezprzedmiotowe narzekania to czynniki zniechęcające do odwiedzania forum. Może gdyby było tu więcej treści, to czytelników też byłoby więcej i może skuteczność tego pisarstwa byłaby większa?
    Szkoda, że nie stało się ono miejscem wymiany informacji o tym co się dzieje w Bibliotece. Gdyby tak się jednak stało, to choćby taka była korzyść, że wiedzielibyśmy co się w BU dzieje, co nie jest bez znaczenia.
    Pozdrowienia. JG
  • Gość: Bibliotekarz IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.08.10, 18:14
    Agresywna forma, w której Pan Czerepacha wyraził swoją opinię, jest dla nas
    Bibliotekarzy krzywdząca, ale trudno mu nie przyznać racji, choćby częściowo.

    Te ponad 1000 postów ma w większości znamiona buntu przeciw legalnie wybranej
    Władzy Naszej Uczelni. Koledzy i koleżanki. Wkrótce kończą się wakacje. Weźmy
    się do pracy, aby czynem poprzeć starania Jego Magnificencji o lepszą przyszłość
    naszej społeczności.

    Koledzy Związkowcy, może popełniliście pewne błędy w ocenie sytuacji w Naszej
    Bibliotece, ale czas aby te błędy naprawić i pogodzić się z ambitnymi planami
    Naszego Rektora i wyznaczonego przez Niego kierownictwa Biblioteki.
  • anonymusss 15.08.10, 20:44
    Bibliotekarzu wątek już dawno by się zakończył, ale ty ciągle dolewasz oliwy do
    ognia. Daj sobie spokój.
  • Gość: inny czytelnik IP: *.chello.pl 23.08.10, 14:06
    Taki tekst, postponujący bibliotekarzy, w tym wiele jednostek wybitnych,
    oddanych tej bibliotece, mogła napisać osoba o mentalności serialowego
    Czerepachy, czyli pospolita gnida.
    Traktowałbym to jako prowokację, a nie głos w dyskusji.
  • Gość: gryz IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 23.08.10, 14:35
    Zupełnie nie rozumiem, po co ten wątek. Mamy wreszcie Rektora Tysiąclecia i
    Uniwersytet stał się najwspanialszym z możliwych światów. JM wstąpił do piekieł
    stworzonych przez poprzedniego JM i wywiódł nas w zieloną dolinę. O co chodzi z
    tą biblioteką? Myślę, że JM nic o tym nie wie. Już w carskiej Rosji mówili: "Car
    dobry, urzędniki złe. Gdyby się car dowiedział..."
  • Gość: inny czytelnik IP: *.chello.pl 23.08.10, 22:37
    Podobnie mawiało się też o Stalinie
  • Gość: JG IP: 156.17.58.* 24.08.10, 16:16
    @Czerepacha: ale emocjonalny post!

    > Ludzie! Opamiętajcie się! To wasza praca! Sami ją wybraliście...

    To fakt, to nasza praca, dlatego o tym tyle piszemy. Można wnosić, że skoro wcześniej tego nikt nie robił, to zaszły widać ostatnimi czasy jakieś istotne przyczyny, które skłoniły do tego pisarstwa?

    > Człowieku! Mamy wolny rynek. Każdy ma okazję i możliwość udowodnić
    > swoją wartość. Nie podoba się - zwolnij się, zmień branżę, przejdz
    > do konkurencji...

    no dalej to można poczytać te facecje w oryginale; cóż, papier, nawet wirtualny wszystko zniesie. Czy kolega/koleżanka sam przetestował na sobie swoje rady? Piękne są, zwłaszcza ta o przekwalifikowaniu się z bibliotekarza na inżyniera jest urocza. BTW kto mógłby być konkurencją dla BU?

    > Macie to, robicie to na co zasłużyliście, co wybraliście. Każdy jest
    > kowalem swojego losu. Wy wybraliście taki.

    To może i racja.

    > Dlaczego zatem tyle
    > krzyczycie, pyskujecie, plujecie na wszystko i wszystkich wokół?
    > Przecież to takie proste. Jak się wam nie podoba, nudzi ... - proszę ODEJDZCIE!

    pewnie wielu chętnie by to zrobiło. Zapewniam jednak kolegę/ koleżankę, że to nie takie proste, z róznych powodów, zresztą. Jak się tu przepracwało powiedzmy 20 lat, to taka decyzja łatwa w każdym razie nie jest. Jak wyżej wspomniałem, może niech niech kolega/ koleżanka sam/sama taki wariant przetestuje, to może wtedy nie będzie potrzeby udzielać innych takich cennych porad.


    > Nie moge tego zrozumieć. Dlaczego tylu pracowników (i tych na taśmie
    > i tych nieco bardziej intelektualnych) wciąż narzeka, złorzeczy,
    > pyszczy, wręcz kąsa. Ciągle niezadowolenie i ciągła POSTAWA
    > ROSZCZENIOWA.

    Może nie przesadzajmy. Piszący tutaj faktycznie czasem "kąsają" (można tak to ująć) i posuwają się do niezbyt przyzwoitych działań. Cóż, różne zajmują miejsce w tym układzie i rózne mają intencje. Generalnie jednak, to większość piszących na tym forum domaga się głównie cywlizowanego traktowania przez zwierzchników. Może to fanaberia, ale - widać - nie wszyscy tak uważają, w końcu aspirujemy do życia w cywilizacji, w Europie. No i część z piszących pewnie chaciałaby przy tym wykonywać sensownie sensowną robotę, tak, jak to czasem dawniej bywało. Założenie, że władza ma rację z zasady nie zawsze się potwierdza. W przypadku Biblioteki, który tu nawet próbowano diagnozować, sytuacja jest nieco złożona. Z powodu długoletniej pauperyzacji tej instytucji problem braku kompetencji objawia się w niej na różnych szczeblach, a jak dotarł do szczytu, to stał się dotkliwy dla wszystkich. Tak można to ująć najkrócej.

    W firmie, w której zarabia się średnio 1,5 tys PLN wraz z premia za długą wysługę lat, zarówno roszczenia co do płac i jak i udział w ich wspieraniu związków zawodowowych, które tutaj faktycznie starają się robić co mogą, jest raczej zrozumiały moim zdaniem.
  • Gość: Judyta IP: *.171.23.96.static.crowley.pl 08.09.10, 20:33
    Po długiej nieobecności prześledziłam wpisy i ... oniemiałam... Trafiłam na internetowego trolla... A tfu! Twoje miejsce jest na onecie a nie na takim forum.
  • Gość: Bibliotekarz IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.09.10, 00:44
    Drogie Koleżanki i Koledzy,

    nie wiem, czy zwróciliście uwagę na to, że J.M. Rektor zdecydował się w końcu na upublicznienie listy wybitnych naukowców, którzy pracują lub pracowali na naszej Alma Mater www.uni.wroc.pl/jubileusz-2011/zaproszenie-pl
    Trudno się domyślić, że ta ważna lista znajduje się pod tym adresem i to do tego na samym końcu tekstu, ale warto na to spojrzeć i trochę się nad tym zastanowić.

    Bardzo cieszy to, że Pan Rektor docenił Bibliotekoznawców:
    Bibliotekoznawstwo: Karol Głombiowski, Antoni Knot, Krzysztof Migoń. Bardzo to cieszy, ale chcielibyśmy apelować do Jego Magnificencji, aby na tej liście znalazły się nasze Panie: prof. dr hab. Małgorzata Komza i prof. dr hab. Marta Skalska-Zlat.

    Ogromnie cieszy, że J.M. nie uległ naciskom prawicowych oszołomów i umieścił na liście wybitnych uczonych humanistę, profesora Trzynadlowskiego, oskarżanego przez pisowskich ekstremistów o współpracę z tajnymi służbami Państwa Polskiego. Nie jest te jedyna osoba na tej liście, do której IPN ma zastrzeżenia. I to dobrze. Nie powinniśmy ulegać oszołomom. Brawa dla J.M. za odwagę. Nie dajmy się ekstremistom.

    Osobiście ogromnie cieszy mnie to, że J.M. nie uległ politycznej poprawności i nie umieścił na liście wszystkich Rektorów Wolnej Polski. Mamy na liście wszystkich Wybitnych Naukowców, którzy sprawowali funkcję Rektora dla Dobra Uniwersytetu po uzyskaniu Niepodległości w roku 1989. Na szczęście J.M. miał odwagę cywilną i opuścił nazwisko uzurpatora, który w latach 2005-2008, nie mając żadnego mandatu starał się zniszczyć naszą Alma Mater.
  • Gość: bibliotekarka IP: 178.235.24.* 12.09.10, 10:28
    Nasz forumowy „kolega” (kolegów niestety się nie wybiera), Bibliotekarz (przez duże B) w swojej kolejnej prorektorskiej wypowiedzi (należy je czytać z szacunkiem klęcząc przynajmniej na jednym kolanie) obdarzył nas, forumowiczów, linkiem do Zaproszenie do udziału w Międzynarodowej Konferencji Naukowej „Uniwersytet Wrocławski w kulturze europejskiej XIX i XX wieku z okazji Jubileuszu 200-lecia utworzenia Państwowego Uniwersytetu Wrocławskiego”.

    W przedstawionym tam krótkim rysie historii Uniwersytetu Wrocławskiego milczeniem pominięto istotne fakty z kilku pierwszych lat jego powojennego istnienia. Fakty te dotyczą okresu, kiedy Uniwersytet i Politechnika tworzyły jedną strukturę organizacyjną.
    Okres ten rozpoczął się w dniu 24 sierpnia 1945 gdy nastąpiło przekształcenie dekretem Rady Ministrów i Prezydium Krajowej Rady Narodowej niemieckich uczelni wrocławskich (Uniwersytetu i Politechniki) w polskie państwowe uczelnie tworzące jedno ciało.
    Okres tej akademickiej wspólnoty trwał aż do 1951 roku.

    Nie podano również faktu, że pierwszy rektor połączonych uczelni prof. Stanisław Kulczyński 10 maja 1945 przybył do Wrocławia, gdzie rozpoczął odbudowę Uniwersytetu. Został wybrany pierwszym rektorem połączonych uczelni Uniwersytetu i Politechniki w latach 1945-1951.

    Mam ogromny szacunek wyniesiony z domu rodzinnego do wrocławskich pionierów, którzy w 1945 roku zaczęli odbudowywać Wrocław. Był taki okres kiedy w mieście o liczbie mieszkańców 200 000 było 5000 Polaków przybyłych głównie zza Buga.
    Mieszkali, żyli i pracowali w warunkach o jakich my obecne mieszczuchy wrocławskie nie mamy pojęcia. Kiedy ojciec się spóźniał z pracy, opowiadano mi, że matka stała przy drzwiach i nasłuchiwała jego kroków, a umiała je odróżnić od wszystkich innych i gdy dochodził do drzwi otwierała je nim zapukał. Ale to nie Niemcy stanowili zagrożenie, ale NKWD, patrole wojskowe z bronią gotową do strzału legitymujące przechodniów.

    Podejrzewałabym powody polityczne tego pominięcia, bo nie zapomniano o umieszczeniu profesora Stanisława Kulczyńskiego w grupie „Biologia” na liście „Najwybitniejsi profesorowie i docenci Uniwersytetu Wrocławskiego po 1945 roku”.

    A może zaproszenie i jego części tworzyły różne osoby?

    Bibliotekarzu, kiedy zaszczycisz nas kolejnym peanem na rzecz Jego Magnificencji Rektora?
    Przy kolejnej wpadce?
    A może wręcz przeciwnie naprowadzasz nas na makiawelizm naszych władz?
  • Gość: Bibliotekarz IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.09.10, 16:22
    Droga Koleżanko,

    Pan Rektor też ma szacunek dla pionierów. Nie ogranicza się jednak do słów. Wspólnie z rektorami innych wrocławskich uczelni: Akademii Medycznej, Uniwersytetu Przyrodniczego i Papieskiego Fakultetu Teologicznego stara się o powrót do korzeni i przywrócenie jedności wrocławskich uczelni, które zostały rozbite w 1951 roku rozbite. Niestety Pan Rektor Politechniki ten pomysł bojkotuje. Panowie Rektorzy wierzą jednak, że w końcu Politechnika też przyłączy się do tej inicjatywy i że obchody 200-lecia Odnowienia Uniwersytet Wrocławski będziemy już obchodził wzbogacony o Wydział Teologiczny, Wydział Lekarski, Wydział Mechaniczny, Wydział Architektury i inne. Uniwersytet, Politechnika, Akademia Medyczna i Fakultet Teologiczny będą znów tworzyły jedną uczelnię.
  • Gość: Inny czytelnik IP: 95.143.242.* 17.09.10, 12:40
    Mam wrażenie, że "Bibliotekarz" pisze te swoje peany na specjalnie zaprojektowanym klęczniku, na którym wygodnie mieści się laptop
  • Gość: Bibliotekarz IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.09.10, 22:22
    Szanowne Koleżanki i Koledzy,

    Poniedziałek 27 września 2010 roku będzie za 100 lat obchodzony jako Święto Odrodzenia Uniwersytetu Wrocławskiego. Nazwisko naszego Rektora będzie wymieniane przed nazwiskami dotychczasowych i przyszłych laureatów Nagrody Nobla. Tak, przyszłych laureatów. Zjednoczenie Wrocławskich Uczelni przy Naszej Alma Mater stworzy bowiem takie warunki rozwoju Wrocławskiej Humanistyki i Wrocławskich Nauk Ścisłych, że za 10 lat będziemy mieli pierwszego powojennego Noblistę - zapewne w dziedzinie Fizyki, kontynuatora pięknej Wrocławskiej Szkoły Fizyki Teoretycznej, a potem już co rok lub dwa, będzie nowy laureat: matematyk, chemik, humanista, poeta, pisarz, dramaturg.

    Jutro w Ratuszu zostanie przekreślona decyzja Stalina, który rozbił Wrocławskie Środowisko Naukowe. Jutro zostanie uczyniony pierwszy krok w stronę uczynienia z naszej Biblioteki, biblioteki dla całego akademickiego Wrocławia. O godzinie 12, wysokie gremia akademickie podpiszą dokument, którego znaczenie na pewno przekracza wszystko, co zdarzyło się akademickim Wrocławiu od roku 1515.

    Uważam, Koleżanki i Koledzy, że wszyscy powinniśmy jutro spotkać się w holu naszej Biblioteki i uczcić to ważne wydarzenie.

  • Gość: ahahahhaha IP: *.146.164.142.nat.umts.dynamic.t-mobile.pl 20.06.11, 23:18
    Człowieku, opamiętaj się! Niech ci mama zabierze komputer! Bo jesteś nadpobudliwy, intelektualnie niewykształcony, niezrównoważony i tępy... i do tego się powtarzasz! to są czyjeś opinie, czyjeś życie i czyjaś praca i wara ci od nich! Dlaczego zabierasz głos i się wypowiadasz zamiast zamknąć pysk i zmienić forum jeśli uczestnicy i treść ci nie odpowiadają , zrób coś ze sobą zamiast się żalić, krytykować, wykrzykiwać i biadolić a póki co włóż głowę w pomyje i nie wyciągaj! (...no i cała reszta - dokładnie zgodnie z tym co piszesz czyli Twoim tokiem rozumowania -czemu go sam nie stosujesz???!!!!) a może to dziecko jakieś dla żartów napisało, no bo sensu i logiki w tym brak??!! żenada
  • Gość: bibliotekarka IP: 178.235.24.* 29.08.10, 17:47
    W Bibliotece Uniwersyteckiej zapomniano o Grunwaldzie.

    W lipcu cała Polska obchodziła 600 rocznicę zwycięstwa pod Grunwaldem.

    W obchody włączyły się też biblioteki. Wiele, bardzo dużo, między innymi
    uniwersyteckie.

    Nie było wśród nich naszej znajdującej się przy ulicy imienia Karola Szajnochy.

    Kim był Karol Szajnocha?
    Karol Szajnocha był polski pisarzem, historykiem, patriotą i działaczem
    niepodległościowym, między innymi autorem bardzo wysoko cenionego dziełą
    „Jadwiga i Jagiełło”.

    Zachęcam do zapoznania się z życiorysem i dorobkiem literackim i historycznym
    patrona ulicy przy której pracujemy.

    Wstyd mi za tych co zaprzepaścili szansę przybliżenia naszym czytelnikom i
    wrocławianom tej wielce szacownej, wręcz heroicznej sylwetki polskiego patrioty
    i jego dorobku.
  • Gość: Inny czytelnik IP: *.e-wro.net.pl 29.08.10, 19:08
    No tak, dyrekcja zrobiła wiele podobnych faux pas: nie uczciła rocznicy Bitwy
    pod Legnicą, ani na Psim Polu (jeśli faktycznie była, to 900-na rocznica minęła
    rok temu), ani nie uczciła odpowiednio odsieczy wiedeńskiej. A okazja do
    uczczenia patrona ulicy będzie w 2018 r., kiedy minie dwusetna rocznica jego
    urodzin. Nie wiadomo zresztą, czy w 1968 r. ówczesna dyrekcja uczciła
    odpowiednio 100 rocznicę jego śmierci.
    Do dyrekcji biblioteki można mieć wiele pretensji, ale nie akurat o takie faux pas!
    Chyba, że ktoś napisał tekst do śmiechu, a ja się na tym żarcie nie poznałem...
  • Gość: JG IP: 156.17.58.* 30.08.10, 15:58
    > Do dyrekcji biblioteki można mieć wiele pretensji, ale nie akurat o takie faux
    > pas!
    > Chyba, że ktoś napisał tekst do śmiechu, a ja się na tym żarcie nie poznałem...

    pewnie raczej coś pośrodku :-)
  • Gość: bibliotekarka IP: 178.235.24.* 30.08.10, 22:13
    W minionych latach Biblioteka Uniwersytecka prowadziła ożywioną działalność w
    zakresie wystaw i organizowania konferencji naukowych. Istniałą Sekcja Wystaw.
    Ostatnim jej pracownikiem była Pani Głodowska. Pracownicy Biblioteki
    publikowali i mieli dorobek naukowy. Gdyby tej rangi narodowa rocznica miała
    miejsce na pewno by była należycie przygotowana i uczczona.
    Ta forma działalności pod wodzą obecnej dyrekcji zeszła na psy.
  • Gość: Inny czytelnik IP: *.e-wro.net.pl 30.08.10, 22:53
    Była, była taka sekcja, ze wspaniałą Ewą, panem Jankiem i panią Grażyną. Gdyby
    ten zespół istniał, rocznica być może nie zostałaby zignorowana. Ale w wolnej
    już Polsce ta sekcja została chyba uznana za niesłuszną.
  • Gość: bibliotekarka IP: 178.235.24.* 02.09.10, 00:23
    Koleżanka komentując mój wcześniejszy wpis zwróciła mi uwagę na fakt, że ponad
    rok temu Pan/Pani GB w lipcu ubiegłego roku zamieścił/a taką propozycję:
    Rocznica bitwy pod Grunwaldem za rok. Okrągła. Proponuję przygotowanie
    okolicznościowej wystawy "Echa i rocznice bitwy pod Grunwaldem w zbiorach
    Biblioteki Głównej Uniwersytetu Wrocławskiego".
    Propozycja ta nie została zauważona przez decydentów Biblioteki Uniwersyteckiej.
  • Gość: Inny czytelnik IP: *.e-wro.net.pl 05.09.10, 19:55
    Taka wystawa mogła być interesująca. Byłaby okazja do zaprezentowania cymeliów
    ze zbiorów biblioteki. No, ale ktoś miałby też okazję do zaprezentowania własnej
    wiedzy i talentów. A przecież każdy wie, że w bibliotece jest tylko jedna osoba,
    która ma prawo błyszczeć. No, może jeszcze jedna, podobno nie na etacie, ale
    zarabiająca na bibliotekę.
  • Gość: były pracownik IP: *.wroclaw.vectranet.pl 26.09.10, 19:24
    Nie doczekaliśmy się wystawy o wielkim zwycięstwie polskiego oręża pod Grunwaldem w jego sześćsetną rocznicę, za to zrobiono wystawę o parkach w dolnośląskich miastach.
    Czy wasza dyrekcja nie wie jakie znaczenie dla Polski miało zwycięstwo pod Grunwaldem, Cedynią, na Psim Polu.
    Gdyby dyrektorem był pan doktor Andrzej Ładomirski historyk z wykształcenia wystawa byłaby o Grunwaldzie.
  • Gość: JG IP: 156.17.58.* 27.09.10, 16:01
    > Nie doczekaliśmy się wystawy o wielkim zwycięstwie polskiego
    > oręża pod Grunwaldem [...]

    To może i dobrze, obecnie to fajna okazja dla miłośników dawnej broni i rycerstwa

    > Gdyby dyrektorem był pan doktor Andrzej Ładomirski historyk z wykształcenia wystawa byłaby o Grunwaldzie.

    kolega myśli, że sam by ją zrobił? Być może poprzednia dyrekcja na tle obecnej zaczyna prezentować się korzystnie, ale nie ma co budować sobie cukierkowych obrazków. Też była do luftu.
    Proponuję dać sobie spokój z dyrekcją tymczasem. Sami jej nie zmienimy a kogo innego Biblioteka mało obchodzi. Zwłaszcza mało obchodzi rektora i to nie tylko obecnego. Poprzednie ekipy miały dokładnie takie same (a może i mniejsze) zainteresowanie tym tematem, bo w odróznieniu od obecnej, ani nagan nie udzielały, ani 100 PLN nie wypłacały. A skoro zdani jesteśmy na siebie, to róbmy co możemy, żeby sobie pomóc.
    Może nie zawiele można zdziałać, ale trzeba próbować, bo samo się przecież nie zrobi. Dawno, dawno temu nasza akcja z nbannerami pewien skutek odniosła. Teraz można podobnie działać. Nasze sprawy nie stoją w miejscu - zawsze może się nam pogorszyć - wielu pamięta sprawę odebranych urlopów, teraz w Ministerstwie trwają prace nad nowelizacją ustawy, co może mieć niekorzystne dla nas skutki, w trakcie jest realizacja rozporządzenia w sprawie uzupełnieniania wykształcenia bibliotekarskiego. Nie wiem do jak wielu z zainteresowanych a czytających to forum dotarły listy naszej szefowej NSZZ "S", więc na wszelki wypadek: w sprawie zmiany ustawy na portierniach jest do podpisania protest KSN. W sprawie "wykształcenia" istnieje wzorcowy list, który cytuję dalej, a który należy indywidualnie wysłać do Ministerstwa i, ewentualnie, do premiera. Nie jest to wiele, ale wobec zerowego zaangażowania w te sprawy naszych zwierzchników i innych instytucji do dbania o interesy pracownicze powołanych, musimy polegać tylko na sobie. Nagłaśnianie tych spraw na tym forum też ma pewien sens. A teraz wspomnainy list:
    Imię i nazwisko Wrocław, dn.
    Pani Prof. dr hab. Barbara Kudrycka
    Minister Nauki i Szkolnictwa Wyższego

    Szanowna Pani Minister

    W związku z trwającymi rozmowami na temat rozporządzenia Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego w sprawie warunków wynagradzania za pracę i przyznawania innych świadczeń związanych z pracą dla pracowników zatrudnionych w uczelni publicznej zwracam się do Szanownej Pani Minister o rozważenie następujących kwestii dotyczących sytuacji bibliotekarzy.

    Od 2004 r. sytuacja naszego środowiska dramatycznie się pogarsza. Żądanie podniesienia płac, których wysokość niewiele przekracza minimalne wynagrodzenie ustawowe w Polsce (wg Sprawozdania BUWr. za rok 2009 w grupie kustoszy i starszych bibliotekarzy wynosi 1642 zł.) zbywane jest argumentem o naruszeniu płynności finansowej zarówno przez Ministerstwo jak i przez władze Uczelni, które bynajmniej nie korzystają z regulaminu wynagrodzeń dla podniesienia naszych płac do wysokości umożliwiającej godne życie.

    Jednocześnie Rozporządzenie MNiSW z 22 grudnia 2006 r. zobligowało starszych bibliotekarzy i kustoszy, którzy ukończyli studia inne niż bibliotekoznawcze, do studiów podyplomowych. Nie jest to uzasadnione. Praca w bibliotece naukowej zawsze wymagała i wymaga pracowników o różnych specjalizacjach i kwalifikacjach: filologów, historyków, historyków sztuki, muzykologów i in. W ciągu pierwszych lat pracy nabywają oni podstawowych umiejętności, potrzebnych do pracy bibliotecznej, zaś w toku dalszej pracy następuje ich dokształcanie i doskonalenie zawodowe. Wymóg studiów podyplomowych (bez zagwarantowania ich bezpłatności i bez włączenia ich do obowiązujących godzin pracy) jest według nas czysto formalny, a do tego bardzo kosztowny. Od czterech lat bezskutecznie zabiegamy u władz Uczelni o pomoc w ich dofinansowaniu. Koszt dwusemestralnych studiów podyplomowych w macierzystej jednostce wynosi 4000 zł.

    Dodatkowe rozgoryczenie naszego środowiska wywołało odebranie nam prawa do 36 dni urlopu wypoczynkowego bez żadnej gratyfikacji finansowej.

    Odnosimy wrażenie, że jesteśmy grupą zawodową, która nieustannie ponosi koszty transformacji ustrojowej, kryzysu, wymogów kwalifikacyjnych, natomiast w minimalnym stopniu uczestniczy w jakichkolwiek korzyściach.
    Podpis
    Adres:
    Pani Minister Barbara Kudrycka
    Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyzszego
    ul. Wspólna 1/3
    00-529 Warszawa
    Pan Premier Donald Tusk
    Al. Ujazdowskie 1/3
    00-583 Warszawa
  • Gość: Inny czytelnik IP: 95.143.242.* 30.09.10, 13:30
    Widziałem wystawę o parkach. Pouczająca. Wystawa o bitwie grunwaldzkiej nie przeszkadza, żeby tematami wystaw były inne sprawy. Rzekłbym, że temat grunwaldzki jest dość banalny, podczas gdy parki są tematem oryginalnym i też budzącym - lokalny tym razem - patriotyzm
  • Gość: bibliotekarka IP: 178.235.24.* 01.10.10, 00:13
    > Widziałem wystawę o parkach. Pouczająca.
    Jak dla kogo. Ja oglądając wystawę o parkach miast Dolnego i Górnego Śląska pomyślałam sobie, że nie jest to wystawa biblioteki polskiej uczelni państwowej, ale wystawa Europejskiej Regionalnej Biblioteki Śląskiej przedstawiająca osiemnasto i dziewiętnastowieczne parki wpisane w plany miast Rzeszy Niemieckiej i podkreślająca mądre zarządzanie tymi miastami.
    Nie było tam ani jednego polskiego parku, a można było choć wspomnieć o najstarszym polskim parku miejskim, którym jest Stary Park w Kaliszu założony w 1798, lub o największym z polskich parków - Leśnym Parku Kultury i Wypoczynku Myślęcinek w Bydgoszczy, liczącym ok. 830 ha.


    > Wystawa o bitwie grunwaldzkiej nie przeszkadza, żeby tematami wystaw były inne sprawy.
    Nie rozumię kompletnie tego zdania. Nie ma żadnej wystawy w Bibliotece Uniwersyteckiej o Bitwie Grunwaldzkiej.

    > Rzekłbym, że temat grunwaldzki jest dość banalny,
    Nigdy bym nie nazwała temat grunwaldzki „tematem dość banalnym”.
    Dla mnie Cedynia, Głogów, Psie Pole, Płowce, a zwłaszcza Grunwald to miejsca heroicznej walki narodu polskiego z niemieckim „Drang nach Osten”. Te miejsca, bitwy, daty i ci co polegli za nasza wolność to są dla mnie narodowe świętości i zasługują na jak najgłębszy szacunek i poważanie.
    Zignorowanie 600 rocznicy Bitwy pod Grunwaldem przez Uniwersytet Wrocławski jest dla mnie zatrważające.

    > podczas gdy parki są tematem oryginalnym i też budzącym - lokalny tym razem - patriotyzm
    Zgadzam się, że tematyka parków miejskich, zwanych też parkami publicznymi jest na terenie BUWr oryginalna i ma starą i bogatą historię (berliński Tiergarten, 1649). Warto też wspomnieć o parkach ludowych wplatanych w plany zagospodarowania miast niemieckich w dziewiętnastym wieku. Tak że ten lokalny patriotyzm nazwałbym niemieckim, nie polskim.

    Dlaczego tak twierdzę? Nie pamiętam źródła ale wiem że zaraz po wojnie 70 % powierzchni Wrocławia stanowiły tereny zielone. Od tamtych czasów tereny zielone stale kurczyły się, a w okresie ostatnich transformacji gospodarczych tempo zastępowania terenów zielonych przez kamienne pustynie przybrało zatrważające rozmiary. Nabrało cech gospodarki rabunkowej. Dzieje się to ze szkodą dla naszego zdrowia i zdrowia naszych potomków.
  • Gość: JG IP: 156.17.58.* 01.10.10, 16:02
    Ale piękny post, mitologia narodowa w czystej postaci. No, ale my, bibliotekarze uniwersyteccy, jesteśmy ludźmi nauki i powinniśmy trzymać się faktów a nie bujać w emocjach, którymi nas politycy dla swoich celów raczą. Zatem słów kilka na tematy tu poruszone.

    > > Widziałem wystawę o parkach. Pouczająca.
    > Jak dla kogo. Ja oglądając wystawę o parkach miast Dolnego i Górnego Śląska pom
    > yślałam sobie, że nie jest to wystawa biblioteki polskiej uczelni państwowej, a
    > le wystawa Europejskiej Regionalnej Biblioteki Śląskiej

    Byłoby pięknie, gdyby tak faktycznie było, ale niestety, jest to tylko wystawa "biblioteki polskiej uczelni państwowej", z jej państwowym budżetem. Dlatego pewnie ta - naprawdę ciekawa - wystawa taka skromna. Mimo to, dużo lepiej ją uważnie obejrzeć niż po starosłowiańsku wydeptywać nieoficjalną ścieżkę na Bulwarze Włostowica. Autorka wystawy, mająca na koncie państwowe laury za wystawiennictwo, bardzo kompetentnie to zrobiła, a jako mieszkańcy śląskiej ziemi powinniśmy w końcu wiedzieć co się tutaj niegdyś działo i jak wyglądało to, czego resztki jeszcze się ostały gdzieniegdzie.

    > Nie było tam ani jednego polskiego parku, a można było choć wspomnieć o najsta
    > rszym polskim parku miejskim, którym jest Stary Park w Kaliszu

    No bo to jest wystawa o naszych, śląskich parkach.

    > Nie ma żadnej wystawy w Bibliotece Uniwersy
    > teckiej o Bitwie Grunwaldzkiej.

    a co BU ma do powiedzenia o "Bitwie Grunwaldzkiej" i po co w ogóle miałaby w tej sprawie zabierać głos?

    > Dla mnie Cedynia, Głogów, Psie Pole, Płowce, a zwłaszcza Grunwald to miejsca he
    > roicznej walki narodu polskiego z niemieckim „Drang nach Osten”.

    Każdy ma prawo do własnych poglądów, nawet kontrowersyjnych. Nie chciałbym koledze/koleżance bibliotekarce psuć jej/jego obrazu świata, jednak „Drang nach Osten” to idea stosunkowo nowa - urodziła się w 2. poł. XIX w. wraz z niemieckim nacjonalizmem i historią, jako dyscypliną wiedzy aspirującą do roli nauki. Wstecznie nałożono tą koncepcję m.in. na XIII-wieczną kolonizację "niemiecką", której oryginalnie nikt się nie sprzeciwiał, wręcz przeciwnie. Po prostu polańskie (i nie tylko) zalesione tereny cierpiały wtedy na brak ludzi.

    "Cedynia, Głogów, Psie Pole, Płowce, a zwłaszcza Grunwald" nie były "miejscami heroicznej walki narodu polskiego z niemieckim", bo w tych czasach nie było ani narodu polskiego, ani niemieckiego (terminu "natio", owszem, używano wtedy, ale w innym znaczeniu). Naród polski i niemiecki są stosunkowo świeżymi zjawiskami, datują się tak jak „Drang nach Osten” z grubsza. Naród niemiecki ma co prawda pewną historyczną przewagę, bo w końcu XV w. pojawił się w nazwie Cesarstwa Rzymskiego, choć nie koniecznie był to efekt wzrostu potęgi tegoż cesarstwa, raczej przejaw jego upadku (węgierski król Maciej całkiem poważnie zabrał się wtedy do jego wrogiego przejęcia). Dowodzi jednak pewnej przewagi rozwoju idei narodowej nad naszą "polską", wtedy trochę mniej zaawansowaną (tak czy owak, obie ówcześnie odbiegały od naszych pojęć o narodzie).

    "Cedynia, Głogów, Psie Pole, Płowce, a zwłaszcza Grunwald" to dość zabawny dowód skuteczności propagandy antyniemieckiej czasów Dmowskiego i Gomółki.
    O bitwie pod Cedynią nie za wiele wiadomo, poza tym, że Mieszko ze swoim bratem odnieśli tam znaczne zwycięstwo, zdaje się nad Wieletami (albo innymi pomorskimi poganami), a margrabia Hodon był tam dlatego, że wiódł wtedy żywot banity i ukrywał się u tychże pogan przed cesarzem ("niemieckim", można by dziś powiedzieć), który, chyba nawet militarnie wspierał Mieszka pod tą Cedynią. Wiadomość o całym incydencie, i o Hodonie, pochodzi, zdaje się, od biskupa Thietmara, który odnotował ten fakt pewnie dlatego, że ów Hodo był jednym z nielicznych chrześcijan wśród przeciwników Mieszka, do którego biskup Merseburga miał wyraźną pretesję za Bolesława Chrobrego.
    Pod Głogowem zaś broniliśmy się przed cesarzem rzymskim i w sumie nie tyle chodziło w tej awanturze o suwerenność, ile o konkretną osobę "naszego" księcia - cesarz miał, zdaje się, inny pogląd na to, kto nim powinien być, chyba obstawiał brata.
    W sławną bitwę na Psim Polu obecnie (poza naszą koleżanką/kolegą "bibliotekarką") wierzą chyba głównie mieszkańcy tej dzielnicy i dlatego budują sobie jej pomnik.

    "Płowce, a zwłaszcza Grunwald" to z kolei nasze przewagi nad Zakonem Niemieckim, ale w żadnym razie nie były to boje narodów polskiego i niemieckiego, szczególnie, że do tej drugiej wiktorii, całkiem zasadne pretensje roszczą sobie sąsiednie bratnie nacje - litewska, białoruska, ukraińska, nawet rosyjska (ostatnio jakby mniej bratnia, ale powoli się to zmienia w dobrym kierunku). A nawet Tatarzy, gdyby o tym wiedzieli, mogli by tu swoje 3 grosze dorzucić. Wszyscy w końcu byli pod Grunwaldem jako zwycięzcy (Czechów nie wymieniam, bo obstawili obie strony).
    Sam Zakon (Ordo Fratrum Domus Hospitalis S. Mariae Teutonicorum in Jeruzalem), chyba faktycznie miał od początku dużo wspólnego z "żywiołem niemieckim" a cesarz rzymski (później "narodu niemieckiego") był jego sponsorem. Warto jednak zauważyć, spojrzawszy na mapę (jakąś taką z XIII-XV w.), że Zakon nie miał dużego wyboru w kwestii rekrutacji. Nie znam jednak jego statystyk narodowościowych i nie wiem, czy to ktoś przebadał. W sumie nie chodziło w obu tych wojnach o żadne narody, tylko o dużą politykę i zwierzchność nad konkretnymi terenami, przeważnie niezbyt "polskimi".

    Podsumowując, "heroiczna walka narodu polskiego z niemieckim", o ile w ogóle się odbyła, to miała miejsce między 1939 a 1945 r., ale też opierało się to raczej na propagandzie, w tym wypadku szowinizmie niemieckim. Wtedy zresztą duża część ludzi dowiedziała się, w dość brutalny sposób, że jest "narodem polskim". Wcześniej, zwłaszcza przed ca 1870 r. to żyliśmy sobie w pewnej wzajemnej obojętności, miejscami niechęcią podszytej, ale tak głównie plecami do siebie, co trwa do dziś.

    > Te miejsca, bitwy, daty i ci co polegli za nasza wolność to są dla mnie narodowe
    > świętości

    O kurcze! ładne świętości. Narodowe świętości (o ile to dobra kategoria dla spraw narodowych), to raczej język (aktualnie upadający) i kultura (z nią też się obchodzimy różnie). No i oczywiście obie św. Jadwigi, św. Wojciech, Stanisław i Kazimierz (z tego grona chyba tylko Stanisław rokowałby na bycie Polakiem wg endeckich zasad).

    > Zignorowanie 600 rocznicy Bitwy pod Grunwaldem przez Uniwersytet Wrocławski jes
    > t dla mnie zatrważające.

    to, że nikt na to nie wpadł, to był raczej przejaw zdrowia psychicznego (IMHO). Grunwald godnie uczcili miłośnicy "dawnej barwy i broni" i oby w tym stylu dalej się to świętowanie odbywało.

    > Zgadzam się, że tematyka parków miejskich, zwanych też parkami publicznymi jest
    > na terenie BUWr oryginalna i ma starą i bogatą historię (berliński Tiergarten,
    > 1649).

    Związki Berlina (i Prus) ze Śląskiem są dużo późniejsze, datują się dopiero od 1740 r. A "berliński Tiergarten" nie jest jakimś berlińskim wynalazkiem tylko jednym z przejawów starodawnej europejskiej tradycji, której początki tkwią zapewne gdzieś w zamierzchłych czasach imperium rzymskiego. Takie zwierzyńce były kiedyś bardzo modne i obecnie trwają jako zoo, a te starsze ostały się w nazewnictwie topograficznym - np. krakowski, warszawski i wiele innych.

    > Warto też wspomnieć o parkach ludowych ... Tak że ten lokalny patriotyzm naz
    > wałbym niemieckim, nie polskim.

    Tu Dmowski (lub Gomółka) mocniej zaciążył nad faktami i jasnością oglądu świata - parki w miastach to na pewno nie cecha niemieckich tylko miast i dzieło Bismarcka.

    > Dzieje się to ze szkodą dla naszego zd
    > rowia i zdrowia naszych potomków.

    To może jednak lepiej przyjąć tradycyjny w tych stronach model "niemiecki"? :-)
  • Gość: Inny czytelnik IP: 95.143.242.* 06.10.10, 14:28
    Ręce opadają! A jakież mogły być parki na terenie Dolnego Śląska przed 1945 r., jak nie niemieckie? Eskimoskie?
    Owszem, Kalisz ma piękny park z tradycjami, ale to nie Dolny Śląsk! Gdyby nie wielki pożar w 1914 r. stałoby tam dziś wiele budowli rosyjskich. Mieliby je Kaliszanie zasłaniać? Czy może wyburzać?
    To może dzisiejsze władze Lwowa, w tym tameczna biblioteka uniwersytecka mają skrywać polskość tych ziem tylko dlatego, że dziś Lwów należy do Ukrainy? Może powinny zaorać Cmentarz Łyczakowski i wysadzić w powietrze pomnik Mickiewicza?
    Patriotyzm patriotyzmem, ale mam obawy, że to, co proponuje bibliotekarka, to raczej szowinizm narodowy
  • Gość: bibliotekarka IP: 178.235.24.* 25.09.10, 20:07
    Dyrektorka zdjęła kolejnego kierownika oddziału. Zdarza się. Widać miała znane jej powody, kuchenne jak wieść gminna niesie.
    Ale regułą stało się, że najpierw zdejmuje się kierownika, a dopiero potem gorączkowo, z łapanki, szuka się następcy. Nie służy to dobrej organizacji pracy.
  • Gość: JG IP: 156.17.58.* 27.09.10, 16:03
    > Dyrektorka zdjęła kolejnego kierownika oddziału.

    To ciekawe, chodzi o kierownika Gabinetu Śląsko-Łużyckiego?
    Lepiej pisać konkretnie o co chodzi, bo z powyższego za wiele nie wynika. Niestety, sami zainteresowani zazwyczaj potulnie przyjmują razy i w ciszy znoszą sobie popłakują w kącie, a reszta nie wie o co chodzi. A byłoby dobrze mieć orientację, co się wokół dzieje.

    > Zdarza się. Widać miała znane jej powody, kuchenne jak wieść gminna niesie.

    "Kuchenne"? ciekawe co to znaczy.
  • Gość: JG IP: 156.17.58.* 15.10.10, 15:59
    Jak się można było ostatnio dowiedzieć, po roku anomalii zaniechano 2-szczeblowego sytemu udzielania zgody na wyjście z Biblioteki i przywrócono w ten sposób legalny stan, przewidziany regulaminem pracy i statutem Uniwersytetu. Zrobiono zatem jeden, nieduży co prawda, krok w kierunku normalności. Dobre i to.
    Co do innych spraw dotykających ostatnio szarych, "niewykształconych" bibliotekarzy, to okazuje się, że akcja podjęta przez związki, samych związkowców (a może i inne aktywne osoby) również przynosi pewne, niestety także umiarkowane, sukcesy. Ministerstwo w drodze łaski dla starszych pracowników, tych od 55 lat, postanowiło im odpuścić i nie będzie domagało się ich degradacji. Myślę, że gdyby koledzy bardziej gremialnie wzięli udział w akcji korespondencyjnej, to moglibyśmy wywrzeć na Ministerstwo większe wrażenie. W każdym razie ci co napisali dostali przynajmniej uprzejmą odpowiedź, choć trochę może podszytą ironią (ale może to był efekt niezamierzony). Można się było z niej dowiedzieć, że wedle obowiązujących przepisów każdy z "niewykształconych" kustoszy mógłby zarabiać nawet 2940 PLN, a ponieważ nasze uczelnie są autonomiczne, to w ramach tej autonomii mogłyby nas nawet szczodrzej wynagradzać! Dobre?

    Sumując, w naszej sytuacji, jako "bracia (i siostry) mniejsi", zdani jesteśmy praktycznie na siebie i tych, którzy są skłonni nas poprzeć. Tych ostatnich nie ma dużo, w praktyce to chyba tylko ZZ "S" (nie wiem jak inne, ale o ich aktywności w naszych sprawach nie słyszałem). Zatem, żeby coś w ogóle zyskać trzeba się samemu pofatygować, co zresztą praktyka potwierdza (sławne bannery itp.). Ergo, ta różnica między 2940 a faktycznie wypłacanymi pieniędzmi (ca 1700 PLN) to miara naszych zaniedbań i tego, jak nas czynniki zwierzchnie "olewają".
    Z bibliotekarskim (niewykształconym) pozdrowieniem. JG
  • Gość: kustosz IP: 95.178.53.* 20.10.10, 20:32
    Na wtorkowym zebraniu kierowników dyrekcja była niezwykle wzburzona. Wszystkim się oberwało. Proponuję dyrekcji lekturę artykułu:
    www.rp.pl/artykul/551126.html
  • Gość: bibliotekarka IP: *.wroclaw.vectranet.pl 30.10.10, 22:46
    Jeżeli oberwało się wszystkim, to albo zadania są źle postawione, albo kierownicy ignorują polecenia dyrekcji.
  • Gość: Inny czytelnik IP: *.e-wro.net.pl 03.11.10, 22:33
    No, powiedzmy, prawie wszystkim. W końcu na kimś oprzeć się trzeba.
    Łajanie to jednak najbardziej prymitywna metoda komunikacji w zarządzaniu. Może sprawdza się w zarządzaniu ubojnią zwierząt lub agencją towarzyską. Ale nie biblioteką, której pracownicy posiadają jakąś kulturę osobistą, etos zawodowy i wrażliwość.
  • Gość: była pracownica IP: 195.205.8.* 31.10.10, 00:29
    Zaproponujcie dyrekcji nie lekturę, ale wizytę u laryngologa. Jak lekarz przeczyści jej uszy, to może usłyszy to co wykrzykuje. Za czyjąś głuchotę mają wszyscy pracownicy obrywać? Pozdrawiam.
  • Gość: kupa śmiechu IP: *.wroclaw.vectranet.pl 07.11.10, 14:43
    wroclaw.gazeta.pl/wroclaw/1,35751,8616866,Biblioteka_Uniwersytecka_dostala_najnizsza_kategorie.html
  • Gość: student IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.11.10, 23:03
    "A tak bardzo się starałam, tyle cyfryzacji, digitalizacji, optymalizacji, degradacji i cały wysiłek na próżno, ojej i co ja biedna teraz pocznę?" No cóż kubeł zimnej wody był potrzebny !
  • Gość: JG IP: *.opera-mini.net 08.11.10, 01:34
    Motto, trzeba przyznać, jak najbardziej na miejscu. Z drugiej strony, biblioteka z takimi zbiorami jak BU ma chyba wręcz obowiązek być instytucją naukową. Digitalizacja rozwija się faktycznie całkiem intensywnie (oby te zbiory to wytrzymały), no i turystyce BU ma się też przysłużyć, dyscyplinowanie personelu takoż się rozwinęło. No, ale wszystko to nie jest zbyt naukową działalnością :-(. Z kultywowaniem nauki w BU jest chyba zupełnie marnie, to co obserwujemy w XXI w. to raczej poważny regres. Nawet marnego biuletynu z rozprawami pracowników, choćby raz na kilka lat, się nie publikuje. Nawet corocznie wznawiane prawo, do przebywania w BU po pracy skasowano (dawniej można było sobie tu dłubać nawet do 22:00. A na naukowej niwie największe osiągnięcia ma najmniejszy oddział w BU, no i ostatnio także Gabinet śl.-łużycki trochę na tym polu się zasłużył (sławne pączki wrocławiańskie :-) , ale poza tym, to chyba nie ma za bardzo o czym mówić, raczej ręce można załamać. To chyba widać gołym okiem. Dlaczego zatem z własnej inicjatywy zdecdowano się poddać BU ocenie? Ot, ciekawostka. Ale przynajmniej rozumiemy tło ostatnich wydarzeń. Pozdrowienia. JG
  • Gość: golibroda IP: *.ipmgr.net 04.12.10, 15:46
    "Dlaczego zatem z własnej inicjatywy zdecdowano się poddać BU ocenie? "
    Tonący chwyta się brzytwy.
  • Gość: bibliotekarka IP: *.wroclaw.vectranet.pl 09.11.10, 22:03
    Zostałam potraktowana podejrzliwie. Niesłusznie. Nie ja jedna. No i wpadł mi w ręce poniższy tekst. Adekwatny do sytuacji jaka mnie spotkała. Więc go cytuję.
    „Kolejną cechą zachowania paranoicznego jest podejrzliwość wobec otoczenia.
    Osobnik paranoiczny jest niezwykle czujnym obserwatorem, a jego wszystkie zmysły są wyostrzone w związku z nastawieniem na wyszukiwanie przejawów niechęci ze strony innych. Opanowawszy do perfekcji zdolność do czytania "między wierszami", w nic nie znaczących sytuacjach, a czasem nawet wręcz w pozytywnych gestach, doszukuje się sygnałów zbliżającego się niebezpieczeństwa. Chorych tych cechuje stale napięta uwaga, zdolność do niezwykłej koncentracji i bystrej obserwacji, które to cechy obok dobrej zazwyczaj sprawności intelektualnej mogłyby stanowić pozytywny potencjał interakcji z otoczeniem, gdyby nie były wprzęgnięte w służbę patalogicznych mechanizmów. Obok opisanej powyżej podejrzliwości stosunki paranoików z innymi ludźmi cechuje także wrogość. Żyją oni w przekonaniu o niechętnym, wrogim nastawieniu otoczenia. W tym wrogim świecie żaden przejaw niechęci nie uchodzi ich uwagi, a najlepszą formą obrony jest atak. Niektórzy psychiatrzy sądzą, że stopień wrogości jest odwrotnie proporcjonalny do sztywności i braku możliwości modyfikacji systemu urojeniowego, to znaczy im większe wątpliwości odczuwa chory w stosunku do własnych, chorobliwych przekonań, tym bardziej jest wrogi wobec ludzi.
    Wrogość ma więc wyraźnie adaptacyjny charakter, chroni przed stale antycypowanym niebezpieczeństwem, pomaga utrzymać bezpieczną odległość od innych. Niestety, wrogie nastawienie chorych paranoicznych jest wyczuwane przez otoczenie, które w konsekwencji nie darzy ich sympatią, boi się ich i unika. Tym samym chorzy zyskują argument przemawiający za słusznością ich przekonania o niechęci otaczającego go świata, co potęguje ich własną wrogość i dystans społeczny. W ten sposób zamyka się błędne koło i jest wiele słuszności w powiedzeniu: "współczujmy biednym paranoikom, albowiem są rzeczywiście prześladowani".”
  • anonymusss 10.11.10, 20:46
    bibliotekarko nie przejmuj się. Podejrzliwemu z tytułu podejrzliwości wyrosły już wąsy i broda. Nos jak u Pinokia. Popatrzymy czy ogon nie rośnie ;)
  • Gość: Bibliotekarz IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.11.10, 10:59
    Dziękuję za piękne i bardzo trafne opisy poprzedniego rektora: szczegółowy - "bibliotekarka" i dosadny - "Gloria victis".
  • Gość: Inny czytelnik IP: *.e-wro.net.pl 14.11.10, 13:12
    Mam obawy, że "Bibliotekarz" ma też problemy ze zdrowiem psychicznym. W każdym, kto mu niemiły widzi byłego rektora.
  • Gość: czechofil IP: *.wroclaw.mm.pl 05.12.10, 22:04
    Nie kłóćcie się!!! Proszę! Myślałem, że chociaż w tym wątku znajdę odrobinę spokoju w życiu! Popatrzcie, jak mnie wyzwali i zgnoili forumowicze za to, że napisałem, że jedyne, co mnie interesuje w górach, to czeskie piwo:

    forum.gazeta.pl/forum/w,72,110503039.html

    Skopali mnie jak psa, nazywając tumanem, cepem, gnojkiem, psychicznie chorym, cepoświrem, a ostatnio nawet pedofilem! Właściwie to wszystko prawda: inteligencją nigdy nie grzeszyłem, od dziecka mam też problemy z psychiką, ale żeby tak publicznie to wypominać? Prosiłbym o parę słów pocieszenia, bo z wszystkich moich przyjaciół to teraz pozostali mi już jedynie mama, kocur Chichot z podwórka i jajko-niespodzianka. Napiszcie, czy na prawdę powinienem wybrać się do psychiatry, bo teraz to już powaznie zaczynam się zastanawiać.
  • Gość: JG IP: 156.17.58.* 09.12.10, 15:32
    > Nie kłóćcie się!!! Proszę! Myślałem, że chociaż w tym wątku znajdę odrobinę spo
    > koju w życiu! Popatrzcie, jak mnie wyzwali i zgnoili forumowicze za to, że napi
    > sałem, że jedyne, co mnie interesuje w górach, to czeskie piwo:

    Ktoś tu się kłóci? niemożliwe. Co do nieostrożnych wypowiedzi na forum, to zawsze dobrze rzecz przemyśleć i np. podejść do problemu mniej bezkompromisowo, np. "warto iść w góry dla czeskiego piwa!" - wiadomo przecież, że na nizinach, w supermarkecie dostać je dużo łatwiej.
  • Gość: bibliotekarka IP: *.wroclaw.vectranet.pl 21.12.10, 20:21
    wolnych od codziennych trosk wszystkim pracownikom życzy bibliotekarka.
  • Gość: JG IP: 156.17.58.* 23.12.10, 15:51
    wygląda na to, że nasze forum przygasło, ale nie ja je otwierałem, więc nie będę też zamykał. Ttrochę szkoda, bo w sumie było to jedyne miejsce gdzie próbowano o tej naszej pięknej Bibliotece nieco podyskutować. Widać biblioteki nie są ważne. Bibliotekarze tym bardziej, co widzimy po wydrukach z kasy co miesiąc.

    Ale z drugiej strony patrząc na zagadnienie - skoro nikt nawet żalów tu nie wylewa, to widać sytuacja wróciła do jakieś równowagi, co też ma swoje zalety i warto docenić. Zresztą w Święta lepiej zająć się świętowaniem, życzę więc wszystkim koleżankom i kolegom jak największego zangażowania i sukcesów na tym polu (z zachowaniem zdrowia, ma się rozumieć). I żeby wszystkim się polepszyło w Nowym Roku i żeby już nie trzeba było pisać o Dyrekcji BU w tonacji przygnębiającej, jak dotąd. Z szacunkiem. Jan Gromadzki
  • Gość: byli pracownicy IP: 74.63.112.* 31.12.10, 16:48
    Szczęśliwego Nowego Roku dla wszystkich mobbingowanych i mobbingujących. Smażcie się dalej w tym swoim piekielnym kotle o nazwie BUWr. My mamy to już w tyle, dlatego możemy cieszyć się życiem i pobierać prawdziwe pensje, a nie zasiłek biblioteczny.
  • Gość: JG IP: *.181.211.87.nat.umts.dynamic.eranet.pl 13.01.11, 01:27
    > My mamy to już w tyle, dlatego możemy cieszyć się życiem i pobierać
    > prawdziwe pensje, a nie zasiłek biblioteczny.

    A my (ściślej - niektórzy z nas) mamy za to dodatkowe atrakcje. Nie jest to co prawda nic oryginalnego, póki co sławy Akademii Medycznej jeszcze nie osiągnęliśmy, ale są dobre rokowania. Nowy rok zapowiada się dobrze w tym aspekcie. Można by rzec, że w tym układzie personalnym skazani jesteśmy na sukces :-/
  • Gość: gość portalu IP: *.ssp.dialog.net.pl 13.02.11, 08:25
    nicknr001 aktywnie uczestniczysz w dyskusji na temat sytuacji w UWr. W jakim znaczeniu użyłeś słowa "Szacowna???"?
  • Gość: JG IP: 156.17.58.* 17.02.11, 17:59
    Szanowni Państwo Bibliotekarze i Sympatycy BU, nasze forum już niemal obumarło, a tu proszę, dyskusja o Uniwersytecie sama do się wdarła, a BU, jako część tego uniwesytetu też o nim świadczuy. Zatem o tym co u nas nowego się dzieje, z autopsji:

    10.I. 2011 roku odebrałem następujący e-mail od swojej kierowniczki:
    "(From: Oddział Rękopisów <manuscripta@bu.uni.wroc.pl> ... Date: Wed, 5 Jan 2011 10:40:17 +0100 (CET) Subject: sprawozdanie) Dyrekcja prosiła mnie, bym przekazała ci, że zatrzymała twoje oświadczenie dotyczące praw autorskich, bowiem masz wykazać jakie prace i w jakiej ilości wykonujesz, które podlegają tej ochronie. ...".

    Żądane wyjaśnienie złożyłem 12.I br. 2.II mojego oświadczenia ciągle nie było w kwesturze, w związku z czym następnego dnia wystosowałem zapytanie do Dyrekcji BU:

    "Wrocław, 2011-02-02./ Jan Gromadzki etc.;/ P. Grażyna Piotrowicz, Dyrektor Biblioteki Uniwersyteckiej/ w sprawie oświadczenia o pracach objętych prawem autorskim/ Szanowna Pani,/ wg informacji mojej zwierzchniczki była Pani uprzejma zatrzymać - do czasu otrzymania wyjaśnień - moje oświadczenie o wykonywaniu w roku 2010 prac objętych prawem autorskim, złożone 30.XII.2010 r. w sekretariacie Biblioteki. 12. stycznia, zgodnie z sugestią Kierowniczki OR, złożyłem wyjaśnienie w tej sprawie, jednak do dziś moje zatrzymane oświadczenie, wymagane przez aneks do umowy o mianowaniu, nie wpłynęło do kwestury. Chciałbym uprzejmie prosić o wyjaśnienie co się z nim dzieje i jakie zaistniały przeszkody w jego dostarczeniu do kwestury./ Z wyrazami szacunku/ [podpis]"
    Odpowiedzi nie otrzymałem, więc 9.II wybrałem się do kwestury - po PIT. Nie dostałem go jednak, bo wciąż nie było tam mojego oświadczenia. Pani zajmująca się tymi sprawami zadzwoniła do sekretariatu BU i dowiedziała się, że nie przyślą go, więc zażądała od nich oświadczenia w tej sprawie. Krótko po powrocie na Piasek okazało się, że odpowiedź jednak jest, oto ona:

    "[papier firmowy BU]Wrocław, dn. 8 lutego 2011 r. / BU.023.3.2011.JG/ Szanowny Pan/ mgr Jan Gromadzki/ [...etc.]/ W odpowiedzi na Pana pismo w sprawie przyznania Panu ulgi finansowej w związku z wykonywaniem prac objętych prawem autorskim i po zapoznaniu się z Pana sprawozdaniem oraz pismem Kierownika Oddziału w tej sprawie informuję, że Pana oświadczenie dotyczące objęcia 60% kwoty Pana wynagrodzeń za 2010 rok ochroną prawa autorskiego nie zostaje zatwierdzone. W oparciu o aktualnie wykonywaną przez Pana pracę aneks nie będzie też obowiązywał w roku 2011. / W odniesieniu do Pana drugiego podania dotyczącego chęci wykonywania przez Pana prac związanych z realizacją pracy doktorskiej w godzinach etatowych - podtrzymuję swoje wcześniejsze stanowisko w tej sprawie, tj. informuję, że może Pan wykonywać tą pracę tylko w godzinach pozaetatowych, czyli w poniedziałek w godz. 16.00 -- 19.00, od wtorku do piątku w godz. 15.00 - 19.00. / Pozwolenie na przebywanie w miejscu pracy w tych godzinach zostaje Panu wydane czasowo do 31. marca 20011 r. z możliwością prolongowania na następny kwartał, po wcześniejszym złożeniu przez Pana wniosku w tej sprawie./ Z poważaniem// [podpis i pieczątka: Dyrektor BU]/ Do wiadomości:/ - Wicedyrektor ds. Zbiorów Specjalnych - mgr Ewa Pitak"

    Wspomniane pismo "Kierowniki Oddziału w tej sprawie" też godne jest zacytowania - z różnych zresztą względów, ale niewątpliwie dobrze ilustruje stan świadomości niektórych i stan samego oddziału. Niestety, żeby docenić o czym tam dokładnie mowa trzeba by znać fakty, bo to, co jako fakt podano nie zawsze nim jest:

    "Wrocław, 12.01.2011 r./ Szanowna Pani Dyrektor,/ jeżeli argumenty pana Gromadzkiego w załączonym piśmie uzna Pani za zasadne, to jestem zdania, iż inni pracownicy Oddziału Rękopisów powinni podlegać takim samym przepisom, bowiem nie jeden pan Gromadzki „przepisuje wg założeń Projektu Master”, nie on jeden prowadzi wycieczki/zajęcia ze studentami – pani Madej prowadzi np. zajęcia ze studentami profesor Szostek, poza tym z każdą grupą odwiedzającą OR w jakiś sposób prowadzi się zajęcia. Nie jeden pan Gromadzki realizuje kwerendy, nie on jedyny wycenia rękopisy na wystawy, nie jedyny jeździ na delegacje itd./ Jeżeli więc uzna Pani za zasadne to, iż wymienione przez pana Gromadzkiego czynności podlegają ochronie praw autorskich, to bardzo proszę o informację, bowiem będę musiała podjąć kroki zmierzające do tego, by inni pracownicy Oddziału również mieli ten przywilej. / Ustosunkowując się pobieżnie, bowiem czas nie pozwala inaczej, do pisma pana Gromadzkiego pragnę zauważyć, iż przesadza on pisząc, że „realizuje polecenia przełożonej”, bowiem miał np. polecone czynić cotygodniowe wykazy czynności, a nie robi tego, miał również polecone zaadresowanie pudełka z mikrofilmem do swojej kwerendy i również tego nie wykonał, bo uważa, że to do niego nie należy. / Pan Gromadzki wielokrotnie podkreśla, iż wszystko co robi w pracy jest bardzo czasochłonne i pracochłonne, nie wiem więc jak chciałby do tych czynności dołączyć jeszcze „katalogowe opracowanie zbiorów”, w rozumieniu takim jak to było podczas opracowywania zbioru Milicha, bowiem domyślam się, iż o takie mu chodzi. Wtedy to również zespół opracowujący otrzymał przywilej ochrony praw autorskich, co było jak najbardziej uzasadnione. Opracowanie zbioru Milicha trwało kilkanaście lat, przynajmniej od roku 1990 do 2003. Skatalogowano ok. 130 sygnatur. Opracowaniem zajmował się zespół 6 – cio osobowy (z czasem wykruszał się), który odciążony był od innych czynności w pracy i było ono finansowane dodatkowo z grantu. Pan Gromadzki jakby nie dostrzegał różnicy między ówczesną sytuacją OR, kiedy pracowało w nim 12 osób, a dzisiejszą. / Nie kwestionuję zasadności katalogowego opracowania zbiorów na poziomie katalogu Milicha czy innym, ale uważam, iż najpierw trzeba ten zbiór uporządkować i wykonać jego inwentarz, co też jest formą jego opracowania i czego wymaga od nas NIK oraz audyt i co przez 60 lat istnienia Oddziału nie zostało zrobione./ " cd. w 2. odcinku
  • Gość: JG IP: 156.17.58.* 17.02.11, 18:02
    i 2 część - cd.: "...Liczę na to, iż pan Gromadzki rozumiejąc powagę sytuacji wydatnie pomoże w powstawaniu inwentarza i przyspieszy prace nad nim. / Mam również nadzieję, że ponieważ pisze „Mógłbym z pewnością znacznie pozyteczniej wykorzystać swój czas” oraz „robię to co zapisane jest w karcie stanowiska pracy” , nie będzie gołosłowny i z zapałem zajmie się inwentarzem, bowiem im więcej energii pan Gromadzki włoży w inwentarz, tym szybciej będzie mógł zająć się innymi, również pożytecznymi sprawami, związanymi ze zbiorem rękopisów/ Z poważaniem" [tu zapewne był podpis, ale oryginału nie widziałem]"

    14. II z samego rana odebrałem zaś takie pismo:

    "[pieczątka Uniwersytetu]Wrocław dnia 8 lutego 2011r./ DK.1111.112.2011.12877.HG/ Pan/ mgr Jan Gromadzki/ kustosz/ [etc.]/ Uprzejmie informuję, że aneks do mianowania z dnia 3 lipca 2001 r. w sprawie wysokości honorarium w wynagrodzeniu zasadniczym wynikającym ze stosunku pracy, przestaje obowiązywać z dniem 31 grudnia 2010 r./ [pieczątka i podpis: Prorektor ds. Ogólnych etc./ Do wiadomości: / Jedn. organ. j.w./ 1. Dział Płac"

    Zrozumiałe więc, że zacząłem się rozglądać za pomocą prawną. Ale sytuacja do końca nie była jasna, bowiem władcza dyspozycja p. Dyrektor była dużo dalej idąca niż tylko uchylenie aneksu, co zarządził p. Rektor - niesie w konsekwencji zupełnie poważną dolegliwość finansową - trzeba by było zwrócić Skarbowi Państwa niezapłacony podatek. Można by powiedzieć, że słusznie mnie to dotyka - wprowadzałeś bracie w błąd Fiskusa, więc teraz płać, jak już p. Dyrektor wykryła tę malwersację (ok. 4,5 tys PLN, jak z moich pośpiesznych wyliczeń). Ale w naturze nie jest to takie znowu proste. W każdym razie postanowiłem jeszcze raz wybrać się po PIT, co uczyniłem 16.II i teraz już odebrałem PIT. Niestety, okazało się, że to p. Dyrektor ma rację - muszę zapłacić za podstępne pławienie się w przywilejach prawa autorskiego. A do PIT-u dołączone było takie pismo:

    "[papier firmowy BU]Wrocław, dn. 9 lutego 2011 r./ BU.023.3.2011.JG/ Kwestura - Dział Płac Uniwersytetu Wrocławskiego/ Dyrekcja Biblioteki Uniwersyteckiej uprzejmie informuje, że w związku z niewykonywaniem przez Pana mgr Jana Gromadzkiego, zatrudnionego w Oddziale Rękopisów BUWr, prac o charakterze twórczym i po zapoznaniu się ze sprawozdaniem Pana J. Gromadzkiego oraz pismem Kierownika Oddziału w tej sprawie - oświadczenie dotyczące objęcia 60% kwoty wynagrodzeń J. Gromadzkiego za 2010 rok ochroną prawa autorskiego nie zostaje zatwierdzone. W oparciu o aktualnie wykonywaną przez Pana J. Gromadzkiego pracę aneks nie będzie też obowiązywał w roku 2011./ Z poważaniem/ [pieczątka i podpis: Dyrektor BU etc.]"

    No cóż, zrobiło się już zupełnie niefajnie. Złożyłem więc dziś następującą suplikę do P. Prorektora:

    "Wrocław, 16 luty 2011/ Jan Gromadzki/ kustosz [etc.]/
    Prorektor ds. Ogólnych/ prof. dr hab. Władysław Dynak/ Dotyczy: aneksu do umowy o mianowaniu z 1.III'10/ Szanowny Panie Rektorze, / 14.II br. otrzymałem wystawione przez Pana pismo, datowane 8.II br., informujące "że aneks do mianowania z d. 3. lipca 2001 r. w sprawie wysokości honorarium w wynagrodzeniu zasadniczym wynikającym ze stosunku pracy, przestaje obowiązywać z dniem 31 grudnia 2010 r." Dużo dalej idzie pismo p. G. Piotrowicz, dyrektor Biblioteki Uniwersyteckiej, datowane 8.II, informujące, "że Pana oświadczenie dotyczące objęcia 60% kwoty Pana wynagrodzeń za 2010 rok ochroną prawa autorskiego nie zostaje zatwierdzone. W oparciu o aktualnie wykonywaną przez Pana pracę aneks nie będzie też obowiązywał w roku 2011." Zatem - jak wynika z tego tekstu - podjęto decyzję o innej kwalifikacji mojej pracy w minionym roku, niż przewidywał aneks do mojej umowy o mianowaniu, uchylony przez Pana 8.II br. Taka decyzja stwarza dla mnie poważne skutki finansowe, bowiem odebrane w ciągu zeszłego roku wynagrodzenia rozliczane były zgodnie z tym aneksem. / Potwierdza to PIT, odebrany 16.II, zgodnie z którym będę musiał do 1. maja (termin rozliczeń podatkowych za 2010 r.) dopłacić w Urzędzie Skarbowym ok. 4,5 tys. PLN. Jest to suma wielokrotnie większa od mojej pensji, zwłaszcza teraz, kiedy będzie ona jeszcze mniejsza (zasadnicza: 1686 PLN). Niespodziewanie uchylenie aneksu, w dodatku de facto z mocą wsteczną, jest w takim razie karą finansową przekraczającą moje możliwości, tym bardziej nieoczekiwaną, że w ciągu zeszłego roku, w stosunku do lat ubiegłych, nic się nie zmieniło w charakterze i ilości wykonywanej przeze mnie pracy (wyjąwszy dołożenie nowego obowiązku w zmienionej 11.X 2010 r. karcie stanowiska pracy). Zakres moich zajęć służbowych nie zmienia się od wielu lat, co łatwo sprawdzić w sprawozdaniach rocznych, i nawet, jeśli "twórcze" walory tych zajęć mogą budzić wątpliwości, to nie odbiegają one zasadniczo od zajęć innych pracowników Biblioteki, w tym mojego kolegi z Oddziału Rękopisów, mających taki sam aneks, których p. Dyrektor nie zakwestionowała. Nie wydaje się, żeby był to przejaw równego traktowania zalecanego przez Kodeks Pracy. / Niezatwierdzenie przez p. Dyrektor mojego oświadczenia o wykonywaniu w 2010 r. prac chronionych prawem autorskim jest w praktyce poważną karą finansową, nałożoną bez podania przyczyn - po prostu niespodziewanie uznano je za nietwórcze. Wyjaśnień nie zawiera ani otrzymane przeze mnie pismo od p. Dyrektor, ani wspomniane w nim "pismo Kierownika Oddziału w tej sprawie". W związku z podanymi okolicznościami chciałbym prosić o ponowne rozważenie zasadności decyzji o uchyleniu aneksu, zwłaszcza zaś o tak szczególnym potraktowaniu moich ubiegłorocznych zajęć, jak nadmieniłem, nie odbiegających w żaden sposób od wykonywanych wcześniej, i już od 1999 r. objętych aneksem./ Z wyrazami szacunku/ [podpis]/ Załączniki: / pismo p. dyr. G. Piotrowicz o sygn. "BU.023.3.2011.JG", datowane 8.II br./ pismo p. dyr. G. Piotrowicz o sygn. jw. z 9.II br./ pismo Kierownika Oddz.Rps z 12.I 2011 r. (wydruk z pliku otrzymanego od autorki, oryginału nie widziałem)"

    Ciąg dalszy zapewne nastąpi.
  • Gość: GazetaForumGosc IP: *.centertel.pl 17.02.11, 20:50
    kto podjął decyzje? Dyrektor czy prorektor?
  • Gość: JG IP: 156.17.58.* 18.02.11, 15:58
    > kto podjął decyzje? Dyrektor czy prorektor?

    to dobre pytanie. Ale póki co nie ma pewnej odpowiedzi.

    przy okazji przeczytałem sobie kawałek "pisma w sprawie" swojej zwierzchniczki (sortując "od najnowszego" trafiamy na tekst o inwentarzu). Niezwykły tekst. Metafora problemów BU w jej obecnej postaci. Aż ciarki przechodzą po grzbiecie na myśl o perspektywie zajmowania się inwentarzem wg zamysłów mojej kierowniczki. Zespół pracuje już 11 rok, przez kilka lat opłacany extra, i osiągnął już - idąc porządnie od początku, ma się rozumieć - poziom ok. numeru inwentarzowego 2300 i do końca zostało jeszcze tylko nieco ponad 12,5 tysiąca sztuk, a ja mam tylko 12 lat do emerytury :-( . Co ciekawe, ŚP. p. Stożek, pracownik tego oddziału, sam kiedyś zrobił, ręcznie, bez pomocy komputera :-)) inwentarz obejmujący niemal to samo i nawet więcej (ca 2700 pozycji, same średniowieczne mss.), i to chyba w krótszym czasie. Ten inwentarz zresztą istnieje - stoi sobie, opieczętowany stosownie, na półce. Niezłe, co?
  • Gość: Judyta IP: *.171.23.96.static.crowley.pl 24.02.11, 01:23
    Dobre! I jakie typowe dla tej instytucji
  • Gość: JG IP: 156.17.58.* 24.02.11, 17:14
    Sytucja wyjaśniła się - P. Rektor podjął decyzję i zaakceptował moje sprawozdanie za 2010 r. Wychodzi więc na to, że niebawem otrzymam nowy PIT, rozliczony zgodnie ze sławnym aneksem, który został jednakowoż uchylony. No cóż, dobrze, że nie ma strat.

    Z całej afery płynie taki morał, że prawo jednak obowiązuje i do tyłu nie działa, nawet w Bibliotece. Trzeba tylko samodzielnie zadbać o jego egzekucję. Niestety, nikt tego za nas nie zrobi, zwłaszcza wbrew naszym życzeniom.
    To ostatnie wydaje się paradoksem? Nie, to są po prostu biblioteczne realia - ludzie niesłusznie dostają po uszach i po kieszeni i milczą, czekając widać na interwencję Najwyższego. A z tą interwencją jest może tak, jak w znanym kawale o Żydzie proszącym Najwyższego o wygraną na loterii.

    To tłumaczy też bezskuteczność kontroli PIP. Zatem, proszę Państwa, niech ci co są w podobnej sytuacji - a są tacy (i to w podwójnie podobnej sytuacji, bo też "podpadnięci") piszą epistoły do J.M., bo "samo" to chyba się nie rozwiąże na naszą korzyść (a może są to ludzie zamożni i te pare tysięcy im "nie robi"?). Poza tym zawsze można skorzystać z pomocy ZZ i społecznych inspektorów pracy.
  • Gość: bibliotekarka IP: *.wroclaw.vectranet.pl 27.02.11, 01:17
    Rak który toczy Bibliotekę Uniwersytecką toczy też Uniwersytet Wrocławski. Dyrekcja Biblioteki nie radząca sobie ze stroną merytorycznego kierowania Biblioteką Uniwersytecką za priorytet uznała zajmowanie się formalną dyscypliną. Toleruje wielomiesięczne opóźnienia realizacji grantów, a drobiazgowo nadzoruje odliczany w minutach czas pobytu na terenie miejsca pracy osób mających małe dzieci i ciężko chorych, wręcz umierających rodziców.
  • Gość: student IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.03.11, 20:52
    Niebawem powinno zakończyć się śledztwo w sprawie kradzieży w BU, może więc to już ostatnie podrygi dyrektorowania tych pań ?????
  • Gość: JG IP: 156.17.58.* 04.03.11, 16:42
    > Niebawem powinno zakończyć się śledztwo w sprawie kradzieży w BU, może więc to
    > już ostatnie podrygi dyrektorowania tych pań ?????

    Sprawę kradzieży to Dyrekcja już dawno wykorzystała do przeprowadzenia roszad personalnych. Przy czym - z tego co wiadomo na ten temat - zarządzone wtedy degradacje i odwołania miały związek nie tyle z kradzieżą (powód tylko formalny), co z działalnością można by rzec "opozycyjną" ofiar tej operacji. Konkretnie - udziałem w wybranej przez załogę BU "Komisji ds. Pracowników BU", powołanej zresztą na wniosek J.M. Nie sądzę, żeby zakończenie śledztwa w jakikolwiek negatywny sposób wpłynęło na sytuację Dyrekcji BU. Po prostu nikogo, kto o czymś w tym interesie decyduje, to nie obchodzi, jak zresztą nikogo "nie ruszają" też wszystkie inne sprawy Biblioteki, niż jej udział w wydatkach i wpływach do budżetu Uniwersytetu. To przecież gołym okiem widać.

    Teraz mamy całkiem efektowną aferę z pokaraniem niektórych pracowników niespodziewaną, parotysięczną dopłatą na rzecz Skarbu Państwa (jak wiadomo, w potrzebie). Choćby z lektury zacytowanych tu dokumentów (warto zwrócić uwagę na daty) wynika, że nie tylko nasza Świetna Dyrekcja, ale nawet Prorektor UWr. nie dostrzegają w tej dziwnej i jednak żałosnej operacji nic niestosownego i niezgodnego z prawem. Żeby było ciekawiej, sprawa, mimo podniesienia szkodliwych i od strony moralnej bulwersujących jej aspektów, nie została rozwiązana. Pomijając imponującą inwencję bibliotecznego managementu, pozostaje fakt, że P. Prorektor był uprzejmy cofnąć niektórym pracownikom aneksy z mocą wsteczną - w moim przypadku 8.II 2011. stwierdził wygaśnięcie aneksu już od 31.XII 2010. Czyli - mimo, że PIT za 2010 skorygowano mi w końcu zgodnie z aneksem (jak przypuszczam), to i wypłatę za styczeń liczono jeszcze zgodnie z nim. W przypadku mojego kolegi, który sam pod wpływem sugestii zwierzchników zrezygnował z aneksu pod koniec lutego, jest jeszcze lepiej, bo jemu pewnie i luty wg aneksu policzono. Zaś w przypadku pewnej pani, także ofiary dyrekcyjnej decyzji nieparafowania wymaganego przez aneks oświadczenia, mamy jeszcze inny wariant zagmatwania - jej bowiem aneksu w ogóle nie uchylono i działa on dalej, więc pensja jest dalej wg niego rozliczana. W tej sytuacji perspektywy możliwych a koszmarnych tego konsekwencji wcale dobrze się zapowiadają. Nie zachęcam tu wcale właściwych czynników do pozbawiania tej pani aneksu - skoro go jej przyznano, to widać były powody - jednak korzystanie z niego w takich warunkach, jak tu opisano, może być bardzo ryzykowne.

    Co ciekawe owa pani została już poszkodowana przy okazji "sprawy kradzieży" (nb. 2 dymisje "za jednym zamachem", niezły wynik) i obecny przypadek jest jakby ciągiem dalszym represji. Każdy, kto zadał sobie trud poczytania Kodeksu Pracy, książeczki dość cienkiej, ale jednak z mocą ustawy, potrafi pewnie docenić urok tej sytuacji. A wszystko to dotyczy chyba najbardziej upośledzonej pod względem wynagrodzeń, i w ogóle kondycji, grupy pracowników Uniwersytetu (niektórzy mówią o nas "bracia mniejsi", co jak wiadomo jest określeniem braci franciszkanów, używanym przez samego św. Franciszka także wobec zwierzątek).
    Życie jest brutalne - słabi nie mają głosu, choćby mieli najsłuszniejsze idee do wygłoszenia. Wygląda to, jakby sfera publiczna w naszych stronach została już sprywatyzowana i takie głosy, jak te na forum, odbierane są jak mieszanie się nie w swoje sprawy. Z tej przyczyny co rusz moja zwierzchniczka, i jej zwierzchniczki, ponaglają mnie, że skoro się nie podoba, to można się przecież zwolnić. Nie ma co, nie jest nam łatwo, zachęcam jednak do dbania o własne interesy.
  • Gość: bibliotekarka IP: *.wroclaw.vectranet.pl 06.03.11, 22:14
    > moja zwierzchniczka, i jej zwierzchniczki, ponaglają mnie, że skoro się nie podoba, to można > się przecież zwolnić.
    JM Rektor powinien je zwolnić za utrudnianie zrobienia doktoratu. A przynajmniej upomnieć.
  • Gość: JG IP: 156.17.58.* 16.03.11, 17:59
    Gość portalu: bibliotekarka napisał(a):
    > > moja zwierzchniczka, i jej zwierzchniczki, ponaglają mnie, że skoro się n
    > ie podoba, to można > się przecież zwolnić.
    > JM Rektor powinien je zwolnić za utrudnianie zrobienia doktoratu. A przynajmnie
    > j upomnieć

    J.M. tego raczej nie zrobi, choć pewnie powinien. Wyglada na to, że jakaś mentalna zapaść na naszej Alma Mater jest faktycznym faktem i to, że nawet tutejsi barones zaczynają o tym mówić głośno (casus Dybczyński) dowodzi, że musi to być poważny problem. A BU - jak zawsze - jest tu "dużo bardziej do przodu", choć to wyraźnie brzmi jak oksymoron. A na pewno "bardziej do przodu" jest w Oddz. Rękopisów, w którym pracuję. Tu już osiągnięto chyba dno. Oczywiście nie mam pretensji do nikogo, że nie próbuje w codziennych działaniach stosować logiki formalnej, pewnie mało kto tak robi, zwłaszcza, że z nauczaniem matematyki itp. od dawna jest źle. Ale żeby choć tutejsi decydenci próbowali rozumować na tzw. "chłopski rozum" (metoda chyba nieodległa od ustaleń uczonych logików), to już by życie byłoby znośniejsze. Ale "chłopski rozum" w BU też nie znajduje zastosowania, niestety. I to jest ból.

    Zatrudnianie kolejno w charakterze kierownika i de facto kuratora oddziału rękopisów pań mających za całe zawodowe doświadczenie pilnowanie spraw w czytelni (przy całym szacunku dla zajmujących się tym odpowiedzialnym obowiązkiem) nie mogło się skończyć dobrze i tak też się sprawy rozwijają w BU od 10 z górą lat, z kulminacją w ostatnich 4.

    Jak tu już pisałem, nie tylko zredukowano tu statutowe zajęcia do takich, które nawet nie występują w "Regulaminie systemu bibliotecznego", ale obecna kierowniczka posunęła nawet zajmowanie się tym minimum, którego nie da się bez oporu użytkowników wyeliminować (kwerendy i udostępnianie), do granic absurdu i chyba zamierza tu również jakiś zupacki dryl wprowadzić (wzorem płynącym z góry) i teraz np. dręczy mnie kwestią pisowni kropeczek, myślników i ukośników w sławnym skądinąd numerku przewodnim sprawy (albo dziennika). Serio, od paru już dni z uporem zamęcza mnie tymi sprawami, mimo, że np. rzecz dotyczy tegoż numerka w mailu wysłanym do pewnego kwerenta, który nawet jakby się zainteresował naszym numerkiem dziennika (w końcu może mieć taką fantazję), to nic by przecież z tego, dla żadnych żywotnych, ani nieżywotnych, spraw Biblioteki nie wynikło.

    I robi to po tym, jak już ogłosiła, że w marcu traci obowiązkowość zlecone mi jakiś czas temu zadanie rozpoznania i uporządkowania tzw. "rozsypów" (a było to polecenie na piśmie) i teraz mam zajmować się pilnie inwentarzem (nawet nie próbowałem się pytać co z innymi pilnymi i ważnymi obowiązkami, np. z przesławną normą 120 opisów tzw. "masterowych").
    A jeszcze mi się dostaje za niedole p. Venturiego, który nie może się doczekać kopii za 2 EUR, którą to sumę nasza Świetna Kierowniczka postanowiła od niego wydębić, w trosce o budźet Uniwersytetu oczywiście (ciekawe ile będzie kosztowała ta ciągnąca się już dobre kilka miesięcy operacja) i mnie oczywiście bez wahania obarcza odpowiedzialnością za całą tą, żałosną aferę.
    Nikt pewnie nie rozumie o co tutaj chodzi, ale nie szkodzi, ja też zaczynam się czuć niepewnie i kto wie, może jak dalej tak pójdzie, to będę w końcu mógł spełnić oczekiwania PIP odnośnie mobbingu i zacznę się leczyć. Czuję wyraźnie, że Biblioteka, jej Znamienite KIerownictwo i moja Kierowniczka w szczególności (które to szacowne grono w dodatku, właśnie niedawno, "dało mi po kieszeni"), czuję więc, że to wszystko zaczyna mnie przerastać i chyba zostanę inwalidą. Powyższe pisanie to terapia po ciężkim dniu. Pozdrowienia. JG
  • Gość: licealista IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.03.11, 21:15
    Wiesz co chłopie ci powiem, że przydałaby ci sie terapia, ale taka szpitalna
  • Gość: JG IP: 156.17.58.* 18.03.11, 16:22
    Gość portalu: licealista napisał(a):

    > Wiesz co chłopie ci powiem, że przydałaby ci sie terapia, ale taka szpitalna

    Wiesz co chłopie ci powiem? nie odkrywasz Ameryki, przecież o tym piszę parę wierszy powyżej. Podejrzewam jednak, że wielu - gdybym im zdarzyło się (jak mnie) odebrać od swojej zwierchniczki w ciągu 4 dni 23 kategrycznie sformułowanych maili w sprawie 2 myślników i 1 ukośnika (ekwiwalent 3 kropeczek) i zupełnie niezrozumiałych perypetii z wysłaniem rachunku pewnemu kwerentowi (nb. zajęcie zupełnie innej komórki bibliotecznej) - no więc wielu mogłoby poczuć się (jak ja) trochę niepewnie i zacząć mieć wątpliwości, czy to czego doświadczają przynależy do rzeczywistości, czy już nie.
    A w dodatku perspektywy na przyszłość nie są dobre.
  • Gość: Bibliotekarz IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.03.11, 17:17
    Szanowny Panie,

    już niedługo skończy się Pańska udręka. Dzięki staraniom J.M. Rektora i innych osób, którym leży na sercu sprawa Akademickiego Wrocławia lada chwila zacznie działać Wrocławska Unia Akademicka. WUA nie tylko bez trudu zdobędzie niezbędne fundusze na dokończenie budowy Nowej Biblioteki, ale także będzie w stanie zapewnić jej utrzymanie i podniesienie wynagrodzeń bibliotekarzy. Biblioteka Główna, po połączeniu z bibliotekami Akademii Medycznej, Uniwersytetu Przyrodniczego i Uniwersytetu Ekonomicznego, a w przyszłości także Politechniki Wrocławskiej, stanie się największą biblioteką w Europie. Przejdzie pod zarząd Prezydenta Unii - a przewiduje się, że pracownicy centrali WUA będą mieli wynagrodzenie co najmniej o 30% wyższe od pracowników oddziałów (będzie wyższa premia statutowa). Oczywiście Biblioteka Główna Uniwersytetu zachowa pełnię autonomii, Pani Dyrektor i jej dwie zastępczynie oraz jeden wybrany pracownik wejdą do Senatu Centralnej Biblioteki WUA. Reprezentacja Uniwersytetu będzie miała w Senacie Biblioteki Centralnej najsilniejsza reprezentację. Biblioteki pozostałych uczelni będą miały tylko po trzech reprezentantów.

    Więcej informacji można znaleźć w wydanym niedawno pierwszym numerze czasopisma "Spektrum"
    www.uni.wroc.pl/sites/default/files/spektrum/01_spectrum/index.html#/16/
    Zachęcam do lektury świetnych wypowiedzi ludzi z wizją, wielkich uczonych, którzy swój czas i energię poświęcili dla Wrocławskiej Młodzieży i Przyszłości Wrocławskiej Nauki i Humanistyki.
  • Gość: JG IP: 156.17.58.* 23.03.11, 16:10
    Szanowny Panie,

    piękne perspektywy Pan roztacza, na pewno wszyscy co to przeczytali nabrali nowej nadziei. Ja chciałbym tylko dodać do tego, że w sumie dobrze by było, gdyby poza sprawieniem Bibliotece gmachu za 200 "baniek' (dużych), mnóstwa skanerów, które już nawet naszą czytelnię rękopisów opanowały, itp., pomyślano o wysupłaniu jakiś drobnych sum na zakup książek. No i fajnie by było pomyśleć o podniesieniu nieco pensji szarych pracowników bibliotecznych, bo te obecne 1600 PLN, to nie jest oszołamiające i harmonizujące z tymi olśniewającymi perspektywami wynagrodzenie. Chyba jestem niedowiarkiem i jakoś nie potrafię sobie wyobrazić, żeby ci Światli Menadżerowie i Dzielni Stratedzy Naukowego Rozwoju naszej BU i Alma Mater w ogólności pamiętali o nas, braciach (i siostrach) mniejszych wszakże.
  • Gość: bibliotekarka IP: *.wroclaw.vectranet.pl 25.03.11, 00:13
    > Pani Dyrektor i jej dwie zastępczynie oraz jeden wybrany pracownik wejdą do
    > Senatu Centralnej Biblioteki WUA
    Życzę Pani Dyrektor i jej dwom zastępczyniom przejścia na wyższe pensje w WUA, a nam nowej dyrekcji z prawdziwego zdarzenia.
  • Gość: kikuju IP: *.dynamic.gprs.plus.pl 21.03.11, 22:53
    Więcej tabletek na depresję biblioteczną.
  • Gość: Inny czytelnik IP: *.143.242.8.ultranet.net.pl 29.03.11, 14:12
    Ciekawe co na to któryś ze związków zawodowych na Uniwersytecie? Jest ich przecież parę...
    Bo to przecież pachnie dyskryminacją na kilometr
  • Gość: Ech IP: 195.116.95.* 23.03.11, 16:16
    Praktycznie wszędzie na państwowych posadach są mafie koleżeńskie, a domaganie się oceniania ludzi na podstawie kompetencji jest prostą drogą do "konfliktu z przełożonymi". Ta patologia jest ogólna i trzeba by szerzej z tym zawalczyć. Może nabory powinny być kontrolowane i dozorowane, jak to ma miejsce z przetargami. Nie sądzę, że problem zniknie, ale coś trzeba z tym zrobić, bo państwowe posady są prawie wszędzie patologicznymi przechowalniami cwaniaków. Specjaliści pracy szukają, certyfikaty zbierają, douczają się, a ich etaty zajmują nieudacznicy awansowani za lizanie czterech liter. Trzeba zmian odgórnych, ustawowych, fundamentalnych.
  • Gość: wacek IP: *.wroclaw.vectranet.pl 27.03.11, 08:14
    Mówią Wam coś te cyfry 20.02.09, 00:11?
  • Gość: gość portalu IP: *.ssp.dialog.net.pl 27.03.11, 20:02
    nie jestem optymistą, do 3 razy sztuka
  • Gość: JG IP: *.opera-mini.net 28.03.11, 03:45
    > Mówią Wam coś te cyfry 20 ...?

    Forum jest już chyba martwe, widać nadzieja upadła. Tymczasem im mniej nadziei, tym bezwzględniej działa druga strona. Ci ludzie nie mają skrupułów i gdzieś mają niegdysiejsze wyobrażenia o przyzwoitości, o czym świadczą choćby tegoroczne przypadki z aneksami.

    Wygląda na to, że podjęte parę lat temu próby poprawienia sytuacji materialnej załogi BU, wtedy i teraz bardzo żałosnej, zamieniły się w swoistą wojnę z Dyrekcją BU i bierzemy w niej udział zasadniczo bez względu na to czy chcemy, czy nie. Taka jest dziwna logika wydarzeń, które się nieco pokomplikowały, może nawet brew intencjom wszystkich zainteresowanych. Chyba nie najmniejszą przyczyną tego stanu rzeczy jest poziom i styl zarządzania sprawami BU. Obrazowo można by go porównać do przysłowiowego zachowania słonia w składzie porcelany.

    > Życzę Pani Dyrektor i jej dwom zastępczyniom przejścia na wyższe pensje w WUA,
    > a nam nowej dyrekcji z prawdziwego zdarzenia.

    He! he!, chciała by dusza do raju. Kolejny pech polega na tym, że o sytuacji decydują Dyrekcja i Rektor Dynak, i może jeszcze inni, o których nie wiemy. Oni mają prawie wszystkie ważne katy w tej rozgrywce i są zgodni w tym co robią, a nas mają za nic. I na to poradzić wiele się nie da. Biblioteka ma co prawda piękne i największe w kraju zbiory zabytkowe, ale są one, po pierwsze, "poniemieckie", po drugie, tym, którzy o BU decydują nie jest ona do niczego potrzebna. Zaś dla sporej części tych, którzy z niej mogli by korzystać też nie przedstawia dużej wartości, bo od wielu, wielu lat ma zalegŁoŚci w zakupach książek, za to brak jasnej idei, czym sama ma być. Od lat w BU jest biednie i coraz biedniej, bo świat jednak jakoś się rozwija, i to musiało doprowadzić w końcu do degrengolady instytucji, co widać zwłaszcza po kadrach nią zarządzających. W takiej sytuacji najpierw zdecydowano o budowie nowej, wielkiej i bardzo kosztownej siedziby a potem pojawił się p. A.Ż. z milionami z grantów. I oba te zewnętrznego pochodzenia czynniki zdeterminowały - jak się zdaje - przyszłość BU.

    Jak wspomniano, konflikt ma swoją osobliwą logikę i wobec całkowitego braku zainteresowania tzw. opinii publicznej, czemu sprzyja też zamarcie tego forum, rozwija się tak z grubsza jak chcą jego animatorzy. Okoliczności takie jak konieczność przeprowadzki do nowego budynku stwarzają nowe możliwości, tym bardziej, ze tak czy owak, przeniesienie się do niego BU raczej przysporzy nowych problemów niż rozwiąże stare. Przede wszystkim dlatego, że będzie on z pewnością dużo kosztowniejszy w użytkowaniu. Czy można oczekiwać, że Senat UWr. tylko z tego powodu zdecyduje się podnieść dolę BU, powiedzmy, dwukrotnie? Ja bym na to nie liczył. Konieczne są więc cięcia kosztów (co przy żenująco niskich nakładach i tak jest zabiegiem problematycznym) i reformy.

    No i mamy Reformy i ich nieuchronne konsekwencje - likwidacje zbędnych komórek i etatów (przynajmniej teraz, później okaże się, że do roboty trzeba jednak kogoś zatrudnić). Cóż, postęp musi kosztować. Niestety - na tym świecie nic za darmo. I to jest mniej przyjemna strona sprawy. Zapewne nie wszyscy się spotkamy w tej Nowej Bibliotece, wymarzonej przez światłe (i przedsiębiorcze) umysły nie tylko bibliotekarskie i teraz tak efektownie się materializującej. Ciekawe jak bardzo lista tych nieboraków, którzy zapłacą za Postęp będzie się pokrywać ze zbiorem tych, którzy dotąd mieli pecha podpaść Kierownictwu? Ale oczywiście, gdyby tak się zdarzyło, byłaby to bez wątpienia najzupełniej przypadkowa koincydencja, tak samo przypadkowa, jak zwolnienie p. Kulika (tego, który na pamiętnym zebraniu związkowym zgłosił postulat odwołania naszej Dyrekcji).

    Tak więc od czwartku pracujemy już w Nowych Ramach Organizacyjnych, opisanych w rozporządzeniu J.M nr 29/2011. To ciekawy, bez dwóch zdań, dokument, warto go sobie przejrzeć. Obecnie hierarchia organizacji BU wygląda następująco:
    1. Dyrektor Biblioteki ... Bezpośrednio
    podlegają mu:
    1/ Oddział Dokumentacji Dziedzictwa Kulturowego,
    2/ Oddział Informacji Naukowej,
    3/ Oddział Komputeryzacji,
    4/ Samodzielne Stanowisko ds. Nadzoru nad Wdrażaniem Systemu Komputerowego,
    5/ Pracownia Reprografii i Digitalizacji,
    6/ Samodzielna Sekcja Administracji,
    7/ Pełnomocnik Dyrektora ...ds. Finansowych.

    Tego oczywiście można się było spodziewać. Trzeba jednak przyznać, że kariera p. A.Ż. z jego skanerami jest bezprecedensowa w historii BU i Uniwersytetu. A może i w skali kraju nie ma analogii. To naprawdę jest imponujące. Cóż znaczą pieniądze! Co prawda ciągle nie widać zbawiennych wyników przełomu technologicznego, który miał u nas wprowadzić, ale wpływy z grantów w żywej gotówce do kasy naszej Alma Mater nastąpiły, a to najważniejsze, ma się rozumieć.

    Ciekawiej jest natomiast dalej w tym dokumencie, zwłaszcza w odniesieniu do "Piasku" (ale nie tylko). Przede wszystkim przepadł w końcu Gabinet Śląsko-Łużycki. Już poprzedni dyrektor, Budowniczy Nowej BU, planował się go pozbyć w swoim głośnym ongiś jej projekcie, w którym oddziały "specjalne" miały być już tylko sekcjami, ale wtedy na śmiałym planie się skończyło. A w czwartek ta niezwykle rewolucyjna idea się zmaterializowała - nie ma już GŚ-Ł! Z dnia na dzień, łup! i po krzyku. Nikt nawet nie zdążył zaprotestować (a malkontenci mogli by się znaleźć). Bardzo słuszne posunięcie - zaoszczędzi się nieco pieniędzy na książkach, a poza tym jest przecież Oddział Dokumentacji Dziedzictwa Kulturowego, co brzmi dużo korzystniej, i z pewnością godnie go zastąpi.

    To nie koniec nowości. Kiedyś nieodpowiedzialnie wybrzydzałem na rozwijany od 11 lat (z perspektywą na następne 80) "inwentarz komputerowy" Oddziału Rękopisów. Jak bardzo byłem zacofany w tym poglądzie, zupełnie nie doceniłem naukowego wymiaru i intelektualnej finezji tego przedsięwzięcia! A tymczasem Idea Inwentarza po Reformie stała się wartością ogólnobiblioteczną! (co prawda tylko na Piasku). Jak widać z rozporządzenia, teraz już każdy oddział specjalny jako fundamentalne zadanie będzie miał właśnie tworzenie Inwentarza! (z wyjątkiem Ś.P. Gabinetu, oczywiście) A zdawałoby się, że inwentarz, to tylko trywialna księga majątkowa, którą każda instytucja posiadająca jakiś dobytek mieć - ot, tak sobie - powinna, najlepiej w jakiejś solidnej szafie. No cóż, nie wszyscy potrafimy docenić naukowe nowości (pomijając oczywiście prekursorskie Kierownictwo OR i BU). Inwentaryzowanie, to obok rewolucyjnych, "piaskowych" dzienniczków będzie najefektowniejszy wkład naszej BU do myśli bibliotekoznawczej w naszych stronach, tak myślę.
    Teraz wszyscy będą musieli temu zajęciu oddać się w pierwszej kolejności - tak stanowi nowe prawo - opracowanie zbiorów jest dopiero na 2. miejscu, cytuję:
    " § 37. Do podstawowych zadań Oddziału Rękopisów należy:
    1/ prowadzenie inwentarza, 2/ opracowywanie zbiorów, ..."
    itd, w sumie 10 punktów, identycznych dla wszystkich "specjalnych".

    Kolejność wyszczególnienia oddziałów na pewno nie jest przypadkowa, jak łatwo zauważyć Rękopisy znalazły się na czele (oczywiście wśród "specjalnych", które są na końcu), za nimi dopiero są Stare Druki :-) i jest to słuszne, bo przecież ostatnimi czasy nie zawsze konstruktywnie się zachowywały, a nawet jakby Postępowi były niezbyt chętne. Widać skąd idzie Nowe i Nowe słusznie jest promowane, tym bardziej, że reprezentują je godne pod każdym względem osoby. Myślę, że jak już przeniesiemy się do Nowego Budynku, to pewnie nie poznamy swojej Biblioteki (szczerze mówiąc, ja już mam z tym poważne problemy, nawet bez przeprowadzki).
    Tak, czy owak, polecam zapisywanie się do związków zawodowych (są 3 do wyboru). Choć niczego to nie gwarantuje, zawsze może być jednak pomocne w sytuacjach dramatycznych. A jak się do związków zapisze znacząca liczba pracowników UWr., to może wreszcie J.M. będzie musiał się liczyć z ich opinią?.
  • Gość: bibliotekarka IP: *.wroclaw.vectranet.pl 30.03.11, 22:42
    "o sytuacji decydują Dyrekcja i Rektor Dynak, i może jeszcze inni, o których nie wiemy"

    Jak decydują można wnioskować czytając Rozporządzenie JM Rektora.

    Odniosłam nieprzeparte wrażenie że zostało ono napisane na kolanie i przez osoby nieświadome tego jak powinna działać uniwersytecka biblioteka naukowa.

    Młoda bibliotekarka świeżo po studiach stwierdziła, że nie tego ją uczono co emanuje z zapisów tego szokującego dokumentu.

    Papier jest cierpliwy, ale życie zweryfikuje je bezlitośnie. Albo zostanie anulowane, albo poprawiane bez końca.

    Dla wielu osób oznacza odejście z zajmowanego stanowiska lub degradację.

    Dziwnym faktem jest to, że osoby te ostatnio miały mniej lub bardziej ostry konflikt z Dyrekcją lub miały własne zdanie odmienne niż Dyrekcja.

    Koleżanka, która kilka lat temu przeszła na emeryturę i żywo interesowała się tym co się u nas wyrabia stwierdziła, gdy przedstawiłam jej wprowadzane zmiany, że nie mogłaby pracować w takich warunkach.

    Dyrektorka wygrała konkurs na stanowisko Dyrektora Biblioteki Uniwersyteckiej przedstawiając wizję biblioteki w której chciała pracować.

    Czy to tę wizję wciela teraz w życie?

    Przecież nie dba ona o nasze uposażenia, nawet tych co podnoszą kwalifikacje, i niszczy dotychczasowe ramy organizacyjne uniwersyteckiej biblioteki naukowej jaką do tej pory była Biblioteka Uniwersytecka.
  • Gość: Inny czytelnik IP: *.143.242.8.ultranet.net.pl 31.03.11, 10:13
    Pamiętam, że parę lat temu na mniejszą skalę taki "wynalazek" wprowadzono w Bibliotece Sląskiej. Ktoś musiał być niewygodny, bo inaczej nie dało się wytłumaczyć stworzenia Oddziału Magazynów i Informacji Naukowej, najwyraźniej z chęcią zlikwidowania któregoś z oddziałów, które połączono w jeden.
    Najbardziej dziwi w tym wszystkim, że nową strukturę obmyślano w zaciszu dyrektorskiego gabinetu, bez zasięgnięcia opinii kierowników.
    Balcerowicz opowiada, że to rząd traktuje obywateli jak stado baranów. To co mają powiedzieć pracownicy Biblioteki Uniwersyteckiej?

  • Gość: JG IP: 156.17.58.* 31.03.11, 16:52
    > Najbardziej dziwi w tym wszystkim, że nową strukturę obmyślano w zaciszu
    > dyrektorskiego gabinetu, bez zasięgnięcia opinii kierowników.

    To akurat nie dziwi. Dotychczas próby skasowania Gabinetu spotykały się z dużym oporem użytkowników Biblioteki. Dlaczego w ogóle sa podejmowane? Nie potrafię sobie na to odpowiedzieć - nie wiadomo dokładnie skąd ta niechęć czynników dyrekcyjnych.

    Gabinet Śląsko-Łużycki w naszej akurat bibliotece ma sens głęboki, gdyby działał oczywiście poprawnie a ostatnio zaczęło być tam lepiej pod względem merytorycznym. Był to w ogóle jeden z bardziej naukowych oddziałów BU, brakło im tylko (jak i innym odziałom) wsparcia informatycznego, żeby rozwinąć skrzydła w dobie cyfrowej.

    Nasza Biblioteka to w zasadzie taka Biblioteka Śląska, w niej mieści się w dużej części, większej niż w jakiejkolwiek innej bibliotece, kulturalna spuścizna Śląska (Śląska w rozumieniu historycznym, nie w obiegowym, w którym po 1945 rozumie się tylko Górny Śląsk).

    Zaś Gabinet to był oddział z całkiem okazałymi zbiorami specjalnymi - to w końcu dawny "Abteilung Breslau" z Biblioteki Miejskiej. Poza zbiorem specjalnym kompletował księgozbiór o tematyce regionalnej, który jest (zdaje się) tym, co w ogóle przyciąga czytelników do BU (przynajmniej w części Piaskowej). Gdyby w ogóle myśleć o jakiejś specjalizacji dla naszej biblioteki, to właśnie ta śląskość byłaby jej podstawą. Uprofilowanie zbiorów posiadają wszak nawet tak wielkie i bogate biblioteki jak Herzog August Bibliothek (frühe Neuzeit), instytucja o randze biblioteki narodowej. A co dopiero nasza biedna, zapuszczona BU.

    W zbiorach Gabinetu były bardzo ciekawe materiały, zresztą częściowo tylko opracowane - już w okresie niemieckim wydano kilka tomów katalogu tego zbioru, reszta czeka dotąd na kontynuację. Jest to zatem historyczny zbiór, chroniony chyba nawet prawnie (zdaje się, że cały zbiór d. Biblioteki Miejskiej zakwalifikowano jako zabytkowy).

    Dla osób niezbyt dobrze zorientowanych potrzebne jest drobne wyjaśnienie - termin i nazwa "Biblioteka Uniwersytecka" odnosi się zasadniczo do tzw. "biblioteki głównej", czyli zawartości budynków przy ul. Szajnochy i na Piasku. Oprócz tego istnieją liczne biblioteki na wydziałach, w instytutach, katedrach itp. (tzw. biblioteki zakładowe) i to one w zasadzie tworzą żywą bibliotekę uniwersytecką. Natomiast "biblioteka główna" mogłaby spokojnie funkcjonować osobno i gdyby ją nagle odłączono, pewnie niewielu by to zauważyło, bowiem z powodu ubóstwa i stałego "węża w kieszeni" ma ona mocno niekompletny i nieaktualny księgozbiór, w dodatku taki raczej na kierunki humanistyczne zorientowany. Jedyną specjalizacją BU o jakiej słyszałem to były skrypty dla studentów, nawet całkiem sensowni ludzie w BU byli przekonani, że to podstawa jej bytu.

    W sumie wyłącznie BU ze struktur Uniwersytetu, to byłby całkiem sensowny krok, który i uczelni dałby oddech finansowy i mógłby być podstawą do zreformowania i przekształcenia BU w faktycznie użyteczną bibliotekę naukową. Tylko, że Państwo musiałoby wysupłać trochę grosza na ten cel (w co nie wierzę). Ale i tak powinno to zrobić, bo to przecież największy zabytkowy księgozbiór w kraju o zupełnie bezprecedensowej wadze dla jego kultury (o ile przyjąć oczywiście za obowiązujące obecne granice państwowe). Professores w Senacie od razu zaczęli by pratrzeć przychylniej na Bibliotekę :-)

    > Odniosłam nieprzeparte wrażenie że zostało ono napisane na kolanie
    > i przez osoby nieświadome tego jak powinna działać uniwersytecka biblioteka naukowa.

    po stylu tego dokumentu od razu widać, że napisano go w BU :-)
    Naukową to ta biblioteka zacznie może kiedyś być, ale wiele musiałoby się w niej zmienić. Na razie na to się nie zanosi. Dygitalizacja niczego poza udostępnieniem w Sieci części zbiorów nie załatwi. W naturze, mam nadzieję, te księgi pozostaną i dobrze by było zadbać o poprawienie ich dość marnej obecnie kondycji. Dobrze by było je też opracować - mało kto sobie zdaje z tego sprawę, ale jest ta wielka biblioteka jest prawie nieopracowana. Po 1945 r. dużo do przodu opracowanie się nie posunęło, niestety, z różnych, po części zrozumiałych, powodów.
  • guinnes.2010 31.03.11, 19:07
    Co to za dziura straszy od tygodni przed wejściem do katalogu? WSTYD!!! Łatwiej praktykować mobbing niż zadbać o porządek w tym skansenie?
  • Gość: dyżurna w katalogu IP: *.wroclaw.vectranet.pl 02.04.11, 11:00
    Dyrekcja nigdy nie była w Katalogu.
  • Gość: Judyta IP: *.171.23.96.static.crowley.pl 09.04.11, 01:55
    Ciemność widzę, ciemność - a w perspektywie jeden wielki chaos! Tak to jest, jak za zmiany biorą się osoby, które nie mają pojęcia o tym, jak w praktyce funkcjonuje taka duża biblioteka. Wizja zza biurka nijak się ma do rzeczywistości! Rozwalić, zniszczyć mozna szybko - pozbierać i uporządkować - na to trzeba będzie lat!
  • Gość: bibiotekarka IP: *.wroclaw.vectranet.pl 09.04.11, 08:10
    Tak to jest nie reorganizacja a dezorganizacja.
    Na siostrzanym forum "Tajne życie uniwersytetu, czyli komu należą się ordery" pojawił się wątek "Dezorganizacja w Bibliotece Uniwersyteckiej".
  • Gość: Judyta IP: *.171.23.96.static.crowley.pl 12.04.11, 00:36
    To co się dzieje w Bibliotece Uniwersyteckiej woła o pomstę do nieba! Pracowników (nawet z bardzo długim stażem pracy) traktuje się jak przedmioty a w bibliotece panuje jeden wielki chaos!
  • Gość: JG IP: 156.17.58.* 14.04.11, 16:24
    > Na siostrzanym forum "Tajne życie uniwersytetu, czyli komu należą się ordery"
    > pojawił się wątek "Dezorganizacja w Bibliotece Uniwersyteckiej".

    Można się załamać poziomem dyskusji na tym siostrzanym forum - krótka i "dołująca". Ale jeszcze trwa i dobrze, że w tej dyskusji trafiają się także rzeczowe głosy. Oby się przebiły. Wyraźnie bowiem widać, że rzeczowa dyskusja o tym co się dzieje w naszym środowisku akademickim jest niezbędnym elementem, od którego ewentualnie może zacznie się powrót do pionu tegoż, jak dobrze pójdzie. Cóż, takie przypadki, jak epopeja rektora Akademii Medycznej i postępująca re-(dez-)organizacja Biblioteki to przecież nie żadna fikcja literacka, tylko zupełnie przyziemna realność. To się naprawdę dzieje.

    Przy okazji kasaty Gabinetu okazało się, że po ponad roku ożyła Komisja ds. Pracowników i na jej stronie sieciowej (bu.uni.wroc.pl/komisja) można znaleźć pismo protestacyjne w tej sprawie złożone J.M. Ciekawe czy coś (i co) z tego wyniknie?

    Trzeba jednak przyznać, że kasata Gabinetu to dramatyczny wypadek i to mimo faktu, że dotąd jakoś nie dane było mu rozwinąć skrzydeł. Ale dlaczego to zrobiono, jak zaczęło się tam dziać lepiej? No i co z tym zajmującym całe piętro w skrzydle frontowym Piasku zbiorem, którego specjalna część (tzw. "igreki" - i..e. "Abt. Breslau") wciąż czeka na opracowanie, pomijając już to, że powinna być kontynuowane jego kompletowanie.


    > To co się dzieje w Bibliotece Uniwersyteckiej woła o pomstę do nieba!

    powyższe wygląda jak formuła retoryczna, ale może to nie jest przesada?

    > Pracowników (nawet z bardzo długim stażem pracy) traktuje się jak przedmioty
    > a w bibliotece panuje jeden wielki chaos

    Fakt, ludzi przestawia się tak jakoś z miejsca na miejsce i nie widać w tym specjalnie sensu (to oczywiście subiektywna opinia, może jednak jakiś sens tu występuje). A ludzie tak potraktowani nie mają się prawa czuć lepiej niż klocki (gdyby mogły mieć jakieś uczucia, oczywiście). Nie wiem jak można na tym jakieś rachuby na poprawę sytuacji prowadzić.
    A może nasza Dyrekcja chce jakiś bibliotekarski ideał realizować? Np. Bu w charakterze modelowej biblioteki dzielnicowej :-) Ewentualnie postawiła na p. A.Ż., jako jedyną skuteczną biblioteczną inicjatywę.

    Ale tu są poważne zagwozdki - rozwój technologii i zwyczajna codzienna praktyka zostawiły bibliotekarzy-teoretyków gdzieś w ogonie cywilizacji. Natomiast p. A.Ż. ze wszystkimi swoimi skanerami i bazami też też w czołówce się nie lokuje. Pomijając wciąż prolongowany moment demonstracji plonów jego licznych grantów i ten drobiazg, że nawet jak się one w końcu zmaterializują (czego pewnie wszyscy mu życzymy), to i tak podstawowe problemy BU pozostaną w tym stanie aktualności w jakim je porzucono na rzecz Powszechnej Digitalizacji. No nic. Pomyślności.
  • guinnes.2010 14.04.11, 21:46
    www.rp.pl/artykul/6,642747_Ujawnili-afere--stracili-prace.html
    Polecam artykuł w dzisiejszej "Rzepie", tytuł: "Ujawnili aferę, stracili pracę".
    Nie tylko tytuł, ale i lektura nie nastraja optymistycznie. Pocieszające jest jednak to, że wciąż znajdują się ludzie, którzy mają odwagę ujawniać tzw. nieprawidłowości w miejscu pracy. Idealiści - wymierający gatunek.
  • solian 18.04.11, 16:29
    Swoją drogą to panu A.Ż. pozazdrościć :) aż niesamowite, skąd "wyczarował" tak grzeczne i usłużne panie ze swojego oddziału.. [Właściwie to tylko rudawa psuje ten sielski klimat - ma pazurki..] Na gwizdek - o każdej godzinie i w każdą pogodę -zamiast gońca uniwersyteckiego :D boskie.. :D

    Chociaż ostatnio trochę to już uległo zmianie - widać już tylko panią pełnomocnik :) :) :)

  • Gość: Inspektor IP: *.wroclaw.vectranet.pl 15.04.11, 21:32
    Do klasyki anegdot zarządzania należy opowiastka o początkującym dyrektorze, który podczas przekazywania obowiązków dostaje od poprzednika trzy koperty ponumerowane liczbami 1, 2, 3 wraz z zaleceniem: "Otwórz pierwszą kopertę wtedy, kiedy kryzysowa sytuacja w firmie zacznie cię przerastać." W razie następnych kłopotów otwórz drugą, a przy wystąpieniu kolejnych otwórz trzecią. Upłynęło niewiele czasu i już są pierwsze poważne kłopoty więc dyrektor otwiera pierwszą i czyta: "Zwalaj wszystko na mnie!"

    Natychmiast idą więc w otoczenie narzekania na złe zarządzanie w poprzedniej kadencji, przykłady zaniechania dobrych decyzji lub nie trafione decyzje.

    Obarczanie winą poprzednika powinno dać jakiś czas względnego spokoju. Ale czas nieubłaganie płynie i wszystkim wokół znudziło się słuchanie narzekań na złe rządzenie w przeszłości oraz nieustannie rozpamiętywać: co by to było, gdyby się wcześniej zmieniło poprzednika.

    Dyrektor zaczyna dostrzegać, że czarowanie otoczenia obarczaniem winą poprzednika, wychwalanie swoich zalet i umiejętności, tryumfalne ogłaszanie zrobienia tego czy owego przez ulubionego podwładnego już nie wystarczy, czas zrobić coś konkretnego, własnego, samodzielnego, czymś zająć pracowników. No, ale co zrobić?

    Nasz bohater, lekko podcięty nieskutecznością instrukcji z pierwszej koperty, otwiera zatem drugą. A w niej stoi jak byk: "Zrób reorganizację!" No, jasne!!! Jakie to proste! Skoro poprzednio było źle, to teraz, żeby było lepiej, trzeba coś pozmieniać, inaczej ponazywać, tu zlikwidować oddział, tam utworzyć nowy, a gdzie indziej połączyć dwa oddziały. Spłaszczyć strukturę i zaoszczędzić na dodatkach kierowniczych.

    Idzie zatem w kąt pomstowanie na poprzednika i nastaje nowa era : reorganizacja. Przyświeca jej jeden cel pozbycie się osób krytykujących, mających czelność mieć własne zdanie, czegoś chcących. Jednym słowem niewygodnych. A zamiast nich powołanie na wolne stanowiska potakiwaczy lub kolesiów.

    Do tego obrazu marzeń dopasować należy przyszłą, pożądaną strukturę firmy, czyli oczekiwany stan po reorganizacji.

    Kolejnym krokiem jest pomysł, jak dojechać z punktu A do B. To bardzo przypomina znane wszystkim szkolne zadanie o pociągu jadącym ze stacji A do B. I chyba to właśnie z powodu tego szkolnego uwarunkowania najistotniejszym problemem do rozwiązania staje się dla każdego dyrektora szybkość, z jaką pociąg pokona ten dystans.

    A to nie o to chodzi!!! Ważne jest, kto tym pociągiem jedzie, kto kupuje bilety, a kto je sprawdza, czy za lokomotywą na tendrze jest odpowiednia ilość węgla i czy ktoś nam złośliwie nie przestawi nagle zwrotnicy albo nie opuści semafora. Rzadko te sprawy bierze się pod uwagę, bo przecież szybkość wydaje się najważniejsza. Trzeba wszak zdążyć z katalogowaniem, skontrum, grantami i innymi ważnymi wydarzeniami. W efekcie - nasz bohater: początkujący, niedoświadczony dyrektor skupia się na szybkości (u nas to przede wszystkim ilość książek skatalogowanych na jednego pracownika na dzień). Opracowuje plan naprawczy, próbuje go w nierealnie krótkim czasie zrealizować i pilnie oczekuje efektów. A tu - ich nie ma.

    Minęło kilka lata od nominacji i nic korzystnego się nie stało. No i cóż wtedy robić? Ano, trzeba ponownie zajrzeć do szuflady dyrektorskiego biurka i wyjąć trzecią kopertę. W tej ostatniej, trzeciej kopercie karteczka: Przygotuj kolejne trzy koperty dla następcy. I cała zabawa powtarza się od początku.

    Pierwsza karteczka już przebrzmiała dawno. Drugą karteczkę dyrektorka już sobie i nam przeczytała. Czas teraz na pisanie trzech kartek dla następcy.
  • guinnes.2010 17.04.11, 22:54
    Czy to normalne, że pracownicy o reorganizacji dowiedzieli się... z internetu?
  • Gość: JG IP: *.opera-mini.net 18.04.11, 01:38
    > Czy to normalne , że pracownicy o
    > reorganizacji dowiedzieli się ... z internetu?

    w BU jak najbardziej. Tu się nie dyskutuje z personelem. W tym wypadku zresztą nie chodziło o personel - ten z założenia nie ma nic do gadania - chciano zaskoczyć użytkowników BU i innych malkontentów, którzy utrącili wcześniejsze próby zniesienia Gabinetu.

    W sumie to nie wiadomo dlaczego Gabinet Śląsko-Łużycki stracił rację istnienia. Nie słyszałem żadnych argumentów, a tak 'na chłopski rozum' był to jeden z ważniejszych oddziałów BU i wyznaczał jej profil naukowy. Ale, jak powiedziano, tutaj kierownictwo nie ma zwyczaju konsultować czegokolwiek ze swoimi pracownikami, czy użytkownikami Biblioteki.

    To już całkiem ugruntowana tradycja, np. decyzje co do budowy Nowej BU też zapadły w jakimś wąskim gronie. A tu akurat było o czym dyskutować. Jak się okazało, zwycięski projekt zawierał w sobie również nową strukturę organizacji BU. w której zmiany były jeszcze bardziej radykalne niż w ostatniej reorganizacji. I tego też z nikim z zewnątrz nie konsultowano (nb. wtedy chyba po raz pierwszy zamierzono kasatę Gabinetu). Był to, zdaje się autorski koncept ówczesnej dyrekcji, taka "wymarzona" biblioteka, w związku z czym w różnych aspektach ignorował realia BU, co zaważyło jednak na kształcie i gabarytach tego, co w końcu zbudowano.
  • Gość: JG IP: 156.17.58.* 21.04.11, 16:09
    Tekst "Trzy koperty" jest niezły, jest w nim pewien optymizm. Ale jest on nadmierny. Moim skromnym zdaniem nie ma co liczyć na zmiany na lepsze w najbliższym czasie. Stawiałbym raczej na bessę biblioteczną. BU ma pecha.

    Nasze forum ma skromne, ale interesujące grono czytelników. Poniżej jest link do blogu byłego dyrektora BU z komentarzem (datowany 3.IV) do dziwnej decyzji o kasacie Gabinetu.
    stefanku1.blog.onet.pl/
    Są też interesujące sugestie co spraw organizacji Biblioteki. Są jednak biblioteczne miejsca, gdzie jest normalnie. Miłej lekury i Wszystkiego Dobrego na Święta. JG
  • Gość: niedoszła blogerka IP: *.wroclaw.vectranet.pl 28.04.11, 01:15
    "Poniżej jest link do blogu byłego dyrektora BU z komentarzem (datowany 3.IV) do dziwnej decyzji o kasacie Gabinetu.
    stefanku1.blog.onet.pl/ "
    Blog naszego byłego Pana Dyrektora czytam od dawna. Dlatego że to mój Były Dyrektor i dlatego że pisze interesująco.
    Zaczęłam nawet pisać podobne wprawki, ale uznałam że nie nadają się do przedstawienia na szerszym forum. Opisałam mianowicie coś co mnie kiedyś bardzo zbulwersowało. W moim Oddziale w gronie osób merytorycznie wiodących najmłodsza stażem bibliotekarka zaproponowała podjęcie pewnej inicjatywy. Był to interesujący pomysł. Aby go wdrożyć w życie należało uzyskać akceptację dyrektorki. Ku naszemu zaskoczeniu kierowniczka Oddziału pomimo tego że ten pomysł jej się spodobał nie podjęła się przedstawienia go dyrektorce.
    Z dość długiego tłumaczenia wynikało, że dyrektorka tępi tych co mają własne pomysły i jej nie opłaca się podpadać.
  • Gość: JG IP: 156.17.58.* 29.04.11, 09:40
    Czy ktoś zna może jakieś opinie wyjaśniające dlaczego zlikwidowano Gabinet Śląsko-Łużycki? Jakie ewentualne korzyści z tej operacji mogłaby odnieść Biblioteka i Uniwersytet?
  • Gość: JG IP: 156.17.58.* 29.04.11, 16:28
    Niestety, bajka o 3 kopertach, niewątpliwie cenne uzupełnienie twórczości literackiej pojawiającej się na tym forum, na razie nijak się nie ma do realiów BU. W Bibliotece pewnie wszyscy już wiedzą, więc jest to informacja głównie dla osób z zewnątrz, w każdym razie po wielkim weekendzie rusza akcja zwolnień. W sumie redukcje mają objąć 22 etaty, z czego 12 osób ma już podobno uprawnienia emerytalne, ale reszta to w dużej części długoletni pracownicy, tacy np., jak autor niniejszego postu, Wasz, Drodzy Czytelnicy, uniżony blogger z konieczności.

    Jedyny klucz wytypowania tego doborowego grona, jakiego można się dopatrzeć jest chyba podobny, jak w przypadku dyrekcyjnej akcji oprotestowania aneksów (ale pokrywa się tylko w przypadku jednej osoby), czyli są to ci, co jakoś podpadli + kilku nieszczęśników dla niepoznaki.

    Wśród tej pechowej dziesiątki aż 7 jest z Piasku, w tym silna reprezentacja Starych Druków, oddziału, któremu się już dawniej mocno dostało.
    Jest to o tyle ciekawe, że akurat s Stare Druki mają szczególnie okazałe zadania na przyszłość - największy w kraju zbiór starych ksiąg do skatalogowania.
    No i oszczędności na tych bieda-etatach bibliotecznych, jakie nasza Alma Mater poczyni, z pewnością wzbudzą w świecie uznanie.Tu niewątpliwie jest jakiś rodzaj dialektycznej zapewne logiki, dla nas, szarych katalogerów, braci i sióstr mniejszych, zupełnie nie do pojęcia.

    Nie, nie ma co liczyć na przypadek i to, że coś będzie komu odpuszczone (wszyscy pamiętamy o naszym prekursorze, p. Kuliku, którego, jak powszechnie wiadomo, zwolniono bez najmniejszego związku z faktem, ze krótko przedtem zgłosił na zebraniu pracowniczym postulat odwołania naszej Świetnej Dyrekcji). Ci, którzy naiwnie uznali, że liczą się ich zasługi dla Firmy i długoletnia praca w pocie czoła (dajmy na to), i że to wszystko uprawnia do posiadania własnej opinii o sprawach Biblioteki, srogo się zawiedli, a niektórzy wręcz dostali po grzbiecie. I nawet jak się nie załapali do tego grona, o którym tu mowa, to w przyszłości niczego wykluczyć nie można (dopóki nie zmaterializuje się bajka o 3 kopertach). Droga od decyzji, do podpisu odpowiedniego prorektora (ds. ogólnych) jest krótka i bezwzględna.

    Tak, Nasza Świetna Dyrekcja i p. A.Ż. tworzą właśnie nową jakość! BU będzie błyszczała w kraju, jako pierwsza Biblioteka Skanująca i Inwentaryzująca oraz Wspomagająca (na miarę swoich skromnych możliwości) Lokalną Turystykę! (podobno miejscowy urząd marszałkowski dopłaca do tego interesu!).

    No no, do czego udało się na dojść w tak niedługim czasie! To zaiste imponujące. Może zapiszą nas do jakiejś sławnej księgi rekordów i dadzą stosowną nagrodę? Z zielonotrawkowym pozdrowieniem, Wasz JG.
  • Gość: Kustosz IP: *.ssp.dialog.net.pl 29.04.11, 16:54
    Przykre to, ale aktywności naszej dyrekcji nie można odmówić, jak również pomysłowości, jak dokopać "personelowi". Nawet ci, którzy wierzyli w dobroć naszej dyrekcji są zaskoczeni. Tak, tak, łapanka może dosięgnąć każdego. Pod pretekstem modnego słowa-klucza "restrukturyzacja" dyrekcja ma przyzwolenie na wszystko. Czy JM, jak zwykle nic nie będzie mógł zrobić dla bibliotekarzy, a przychyli się do wniosków dyrekcji? Czas pokaże...
  • Gość: Bibliotekarz IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.04.11, 17:14
    Szanowna Pani Kustosz, Szanowny Panie JG.

    Uniwersytet Wrocławski musi się rozwijać i doskonalić. JM Rektor chce, aby nasza uczelnia była jedną z najlepszych w regionie, a to wymaga restrukturyzacji i aktywnego zarządzania zasobami. W ciągu najbliższych kilku miesięcy zostanie zakończona budowa Nowej Biblioteki. Niezbędne są środki na wynagrodzenie dla wykonawcy oraz fundusze na wyposażenie. Niestety, po trzech latach rządów poprzedniego rektora, Jego Magnificencja zastał pustą kasę Uniwersytetu. Stąd niezbędne oszczędności. Poza tym, po przeprowadzce do nowego Gmachu potrzebni będą pracownicy nowocześni, otwarci na innowacje, którzy będą mogli wypełnić nowoczesną treścią nowoczesny budynek.
    Oczywiście może się zdarzyć, że kierownictwo Biblioteki popełni błąd. Proszę mi jednak wierzyć, że Pan Rektor nie podpisuje decyzji o zwolnieniu pochopnie. Każda trudna decyzja podejmowana jest z namysłem i roztropnością. Więc każdy, kto w bibliotece jest potrzebny, kto rzetelnie wykonuje swoje obowiązki, może być pewien, że nie zostanie skrzywdzony. Z takim postanowieniem Pan Rektor objął swój Urząd dwa i pół roku temu, i jak dotąd się swoim obietnicom nie sprzeniewierzył. Wierzę, że tak zostanie do końca tej i następnej kadencji.
  • silakka 29.04.11, 20:29
    Szanowny Bibliotekarzu,
    Widzę, że piszesz w języku, który może być niezrozumiały dla młodego pokolenia.
    Być może nawet masz trudności w zrozumieniu o czym ci młodzi ludzie tu piszą.
    Dlatego pozwalam sobie odpowiedzieć Ci w stylu, który zapewne zrozumiesz (sięgam do najlepszych wzorów :

    Trzeba tu z całą powagą i odpowiedzialnością stwierdzić, że kierownictwo biblioteki nie może wyrzec się stosowania wszelkich niezbędnych środków dla poprawienia funkcjonowania tej instytucji, nawet tak bolesnych jak redukcje etatów ale podejmowanych w obronie dobrego imienia uczelni, w walce z elementami aspołecznymi i anarchistycznymi.
    Jednakże w obecnym kryzysie związanym z zapowiedzią zwolnień 22 pracowników, nie te czynniki stanowiły główny nurt. Próby rozwiązania konfliktu z załogą, za pomocą siły , są głęboko sprzeczne z zasadami przyświecającymi Władzom Rektorskim. Takie postępowanie Dyrekcji Biblioteki mogło, wykopać przepaść między Rektorem i pracownikami oraz otworzyć pole do działania sił rzeczywiście reakcyjnych i antyspołecznych. Niestety, takie właśnie były decyzje Kierownictwa Biblioteki, podjęte wbrew odczuciom większości Senatu UWr, bez konsultacji z całym Kolegium Rektorsko-Dziekańskim, a nawet bez poinformowania Rektora. Dramat sytuacji polegał na tym, że Dyrekcja Biblioteki nie rozumiała pracowników i przyczyn ich frustracji.

    (moja inspiracja to Przemówienie I sekretarza Komitetu Centralnego Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej Edwarda Gierka w czasie VIII Plenum KC PZPR w Warszawie 6-7 II1971 r.)

    Pozdrawiam
    silakka
  • Gość: Inny czytelnik IP: *.e-wro.net.pl 30.04.11, 23:48
    Podziwiam osobę podpisującą się tu "Bibliotekarz". Potrafi wszystko objaśnić i wszystko na jedną modłę: obecny rektor jest dobry, a poprzednik był zły. Ciekawe, czy jeśli zmieni się rektor (a musi się to stać, bo uniwersytet jest w głębokim kryzysie, o czym świadczy częsta obecność Uniwersytetu w mediach niezależnie od woli władz uczelni) , to okaże się, że znów ten poprzedni był zły, a ten aktualny będzie dobry?
    Taki pogrom kadrowy, o jakim tu czytam nie zdarzył się chyba w dwustuletnich dziejach tej biblioteki i przejdzie do najmniej chlubnych jej kart . Pomijam już to, że świadczy on o bezduszności dyrekcji, która wyzbywa się ludzi związanych z biblioteką na dobre i złe za marne pieniądze, ale przecież żaden rozsądny zarządzający nie pozbywa się ludzi w sile wieku i z dużą biegłością nabytą przez lata pracy! Wyzbywa się bowiem najcenniejszego kapitału, jakim jest wiedza organizacyjna. Trzeba ją będzie znów na nowo budować.
    Ale kto zechce się w to angażować, skoro nie wie, czy w następnym miesiącu skutki kolejnej reorganizacji nie dotkną kolejnej grupy pracowników?
    Przypuszczam, że ci, co się jeszcze ostaną, cały wysiłek skierują na wykonanie akcji wyprzedzającej, czyli na znalezienie sobie miejsc pracy i złożenie wypowiedzenia szybciej niż im zostaną one wręczone.
  • Gość: Pod prąd IP: *.internetia.net.pl 02.05.11, 00:18
    youtu.be/nZdBt42ynq4
  • Gość: JG IP: 156.17.58.* 06.05.11, 13:08
    A propos - inni bibliotekarze urządzają Tydzień Bibliotek, na wesoło, zdaje się, w odróżnieniu od naszych bibliotecznych przypadków. NIe wiem, czy kto ma jeszcze ochotę na sprawy biblioteczne po godzinach pracy, ale nie można tego zupełnie wykluczyć, zatem poniżej wiadomość o imprezie:

    W dniu 2011-05-06 10:05:57 użytkownik Magdalena Karciarz <m@karciarz.info> napisał:
    Miło mi poinformować o akcjach, która odbędą się we Wrocławiu:
    Odjazdowy Bibliotekarz -  akcja happeningowa mająca na celu promocję aktywności ruchowej oraz umysłowej. 
    Rowerowy rajd po Starym Mieście zakończony piknikiem wpisuje się w obchody Tygodnia Bibliotek:
    - jako akcja propagująca rowerową komunikacją po Wrocławiu,
    - zachęcając do odwiedzania bibliotek zgodnie z tegorocznym hasłem "Biblioteka zawsze po drodze - nie mijam, wchodzę",
    - przełamująca stereotyp zawodu bibliotekarza - w bibliotekach pracują odjazdowi ludzie!
    - zachęcająca do aktywnego uczestnictwa w kulturze.
    Akcja odbędzie się 8 maja 2011. Startujemy spod Biblioteki Uniwersyteckiej (ul. Szajnochy 10) o godz. 18:00, przejedziemy uliczkami Starego Miasta by zakończyć spontaniczną akcje piknikiem pod Ewangelikalną Wyższą Szkołą Teologiczną (ul. Św. Jadwigi 12).
    Uczestnicy wezmą udział w akcji Bookcrossing - Uwolnij książkę (www.bookcrossing.pl/index.php?s=szczegoly_polki&gdzie=15160) oraz losowaniu nagród ufundowanych przez Urząd Miasta Wrocławia, Grupę Internetową Dutkon.pl oraz dyrektora Biblioteki DSW dra Stefana Kubowa i JogoSfera.pl.
    Ubrani w pomarańczowe koszulki łączymy się z tradycją wrocławskich pozytywnie zakręconych akcji.
    Więcej informacji na stronie: www.odjazdowy-bibliotekarz.pl/ oraz w załączeniu
    Logo akcji: www.odjazdowy-bibliotekarz.pl/logo.html
    Informuję również, że w ramach obchodów Tygodnia Bibliotek organizujemy I TURNIEJ GRY W KRĘGLE dla BIBLIOTEKARZY. W rozgrywkach, które odbędą się 9 maja 2001 o godz. 14:00 w Kręgielni Miraż ul. Słubicka weźmie udział 6 drużyn. Organizatorem jest Dolnośląska Szkoła Wyższa. Nagrody ufundowało Stowarzyszenie Bibliotekarzy Polskich.
    Info w załączeniu.
    Zachęcam do relacji oraz umieszczenia notatki na stronie www.
    Pozdrawiam,
    Magdalena Karciarz
    adiunkt biblioteczny
    Biblioteka DSW
    tel. 609 111 051
  • Gość: bibliotekarka IP: *.wroclaw.vectranet.pl 06.05.11, 23:24
    W nowocześnie zarządzanych bibliotekach dyrekcja dba o integrowanie się z załogą oraz o jej rozwój, bibliotekarki piszą i wydają książki z zakresu informacji bibliotecznej, a użytkownik Magdalena Karciarz jest wpółautorką całkiem zgrabnej książeczki o wyszukiwaniu informacji w Internecie.
    Pozdrowienia dla naszego byłego, prawdziwego dyrektora Biblioteki Uniwersyteckiej dra Stefana Kubowa od tej co go jeszcze pamięta.
  • Gość: gość IP: *.e-wro.net.pl 07.05.11, 21:11
    Dziękuję, odwzajemniam:)
  • Gość: Stefan Kubów IP: *.e-wro.net.pl 07.05.11, 23:03
    Dziękuję i odwzajemniam :)
  • guinnes.2010 09.05.11, 22:57
    www.solidarnosc.uni.wroc.pl/news/biblioteka11.jpg
    Reorganizacja, listy pracowników do zwolnienia...
    Co dalej?
  • Gość: Inny czytelnik IP: *.e-wro.net.pl 09.05.11, 23:09
    Pismo "Solidarności" o dwa lata spóźnione, bo tymczasem nastąpiło rozpasanie w czynieniu demolki i demonstrowaniu pogardy dla dobrych obyczajów, w czym rektor ma też swój udział.
  • Gość: JG IP: *.opera-mini.net 10.05.11, 01:33
    a może po prostu Bibliotekę sprywatyzowano po cichu i my o tym nic nie wiemy?
    To by tłumaczyło bezceremonialnośc działań Dyrekcji, J.M. i nawet mojej kierowniczki. Wyjaśniałoby też obecne redukcje i bezradność PIP w kwestii osobliwych jednak stosuków między zarządem BU a jej pracownikami. No i tłumaczyłoby nowe, nieprzewidziane przez założycieli BU zadania podjęte w zeszłym roku, trochę jednak niezwykłe, jak na bibliotekę, naukową ponoć. Także uczynienie z inwentaryzacji głównego zadania dla bibliotecznych oddziałów - dość niezwykłe w skali kraju (a może i szerszej) - stałoby się jakoś wytłumaczalne w takim przypadku.

    Powyższe przypuszczenie wygląda na żart, ale czy aby na pewno jest to tylko fikcja? Nietrudno zauważyć korelację czasową naszych kłopotów z pojawieniem się p. A.Ż. z jego grantami i zaangażowaniem się w nie władz UWr., co nastąpiło w 2008 r. Wtedy też po raz pierwszy zmodyfikowano strukturę BU. A potem już było coraz efektowniej. Tak czy owak nasi zwierzchnicy poczynają sobie jak kapitaliści z XIX w., zupełnie bez skrupułów, trzeba przyznać.

  • Gość: Inny czytelnik IP: *.143.242.8.ultranet.net.pl 10.05.11, 13:06
    Prywatny właściciel tak by swojej firmy zatrudniającej tzw. pracowników wiedzy nie potraktował. Bo doświadczeni i oddani pracownicy to cenny kapitał, a nie koszt i balast. Poza tym prywatne firmy bardziej liczą się z postanowieniami organów państwa, gdyż łatwiej je za łamanie prawa karać i państwo nie stanie w ich obronie. Firmy państwowe zaś i ich kierownictwa zwykle mają protektorów.
    Jeśli chodzi o inwentaryzowanie rękopisów, to jest kwestia jakości inwentarza. Jeśli ma to być zwykły rejestr, to biblioteka musi go mieć, gdyż zbiory to majątek. Ale np. Ossolineum i wiele innych bibliotek publikuje swoje nie katalogi, lecz właśnie inwentarze. Opracowane naukowo. Jeśli do tego zrobi się funkcjonalne indeksy, to inwentarz spełni swoją funkcję podobnie jak katalog.
  • Gość: JG IP: 156.17.58.* 11.05.11, 16:04
    > Jeśli chodzi o inwentaryzowanie rękopisów, to jest kwestia jakości inwentarza.
    > Jeśli ma to być zwykły rejestr,
    > to biblioteka musi go mieć, gdyż zbiory to majątek.

    teoretycznie racja, w praktyce pewnie bywa różnie - jak to zrestą w BU widać.
    Z tą częścią majątku, którą są zbiory sprawa nie jest tak prosta, jak np. z meblami, maszynami do pisania itp., które oczywiście są fachowo zinwentaryzowane.
    Skomplikowana jest zwłaszcza w naszej BU, która - jak już parokrotnie tu stwierdzano - ma największe zbiory zabytkowe w kraju, w dodatku zostały one zebrane po zniszczeniach i rozproszeniu w 1945 r. W części są do tej pory nieuporządkowane (np. spora część zbioru rękopisów). Nie ma miejsca i czasu, żeby szczegółowo wyłuszczać problemy, jakie się z tym wiążą. W każdym razie w dużej części te zbiory nie miały jednolitego inwentarza nawet w czasach niemieckich - zastępowały go różne rejestry i katalogi i tak zostało do dziś (tylko zamieszanie jest większe) i szybko tego zmienić się nie da. Na pewno nie warto tego robić byle jak. A jest to zadanie niebanalne. Pozostaje ciągle do wykonania wcale nie dlatego, że drzewiej bibliotekarze się lenili.

    > Ale np. Ossolineum i wiele innych bibliotek publikuje swoje nie katalogi,
    > lecz właśnie inwentarze. Opracowane naukowo.

    To tylko kwestia nomenklatury, to co Ossolineum nazywa inwentarzem w Bibl. Narodowej nazywane jest katalogiem (obie biblioteki mają zbiory o podobnym charakterze, więc łatwo porównać).
    Prawdziwy inwentarz to zwykły rejestr majątkowy - o taki chodzi zapewne NIK, na którą powołują się ci co wymyślili ten nasz inwentarz, który teraz stał się chyba inwentarzem wzorcowym i natchnieniem Dyrekcji przy ostatniej reorganizacji.

    Tyle, że ten nasz, to "inwentarz komputerowy", najwyraźniej efekt fascynacji bibliotekarzy nowymi technologiami. W praktyce jest to prosta baza danych w Accessie, zrobiona na podstawie mojej aplikacji, zaprojektowanej właśnie do zrobienia szybkiej inwentaryzacji "z natury" całego naszego zbioru, którą zresztą w ciągu paru lat przeprowadziłem (natura, ze swoimi grzybami i kurzem nie jest przyjemna).

    Niestety, ci, co potem decydowali o dalszych pracach mieli jakieś własne idee, nie mieli za to za bardzo pojęcia do czego służą bazy danych SQL, jakie są ich zalety i ograniczenia.
    I dzięki czemu wchodzimy w 2. dziesięciolecie inwentaryzowania rękopisów, a prawie nic nie zdziałaliśmy w kierunku uporządkowania i opracowania tego zbioru, co by jednak uczynić należało wcześniej. Przepisując stare katalogi tworzą więc elaboraty w tej bazie (dalej Access!), choć zasadniczo byłoby im wygodniej robić to np. w arkuszu kalkulacyjnym. Tak wygląda u nas inwentaryzacja w praktyce. Nie jest naukowa wcale, ani nawet pragmatyczna.
  • Gość: emeryt IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.05.11, 21:11
    Nie ośmieszaj sie "bibliotekarzu" tym wazeliniarstwem pod adresem obecnego JM R. Dla ścisłości za poprzedniego rektora wasz Uniwerek był na szóstym miejscu w rankingu uczelni polskich, a dzisiaj spadliście na siódme miejsce, więc nie wciskaj ludziom kitu o sukcesach obecnego "cesorza". I wiesz co przekaż swojemu cesarzowi, że wcale nim nie jest; jest najzwyklejszym urzędnikiem i jego panowanie wkrótce się skończy! I zapytaj go jeszcze, czy widział w lustrze swoja prawdziwa twarz? A w kościółku jak będzie składał raczki do modlitwy niech w sumieniu rozważy ilu już ludzi skrzywdził !
  • Gość: gość IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.05.11, 21:35
    Pod koniec poprzedniej kadencji było trochę lepiej niż szóste miejsce:
    wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80708,5193184.html
  • Gość: kier spoza branży IP: *.146.164.142.nat.umts.dynamic.t-mobile.pl 21.06.11, 05:47
    Ten bibliotekarz wazeliniarz to osoba, której płacą za tę formę łagodzenia atmosfery m.in. na tym forum - ogólnie za medialne poprawianie nienajlepszego wizerunku biblioteki - najpierw przyjął strategię uczestnika a teraz wypowiada się jakby oficjalnie w imieniu firmy. To po stokroć mniejszy koszt niż budowa wizerunku poprzez usuwanie wszelkich negatywnych opinii w internecie. Powinien mieć nick "rzecznik" a nie bibliotekarz.
  • Gość: Były IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.04.11, 23:21
    Czy ktoś próbował porównać listę osób usuniętych ze stanowisk oraz listę osób przeznaczonych
    do zwolnienia ze składem Komisji ds pracowniczych powołanej przez JM? Czy to rzeczywiście
    tylko przypadek, że te listy tak bardzo są zbieżne?
    Czy JM powołał tę Komisję tylko po to, by wskazać Dyrekcji BU ludzi do uciszenia (usunięcia)?
  • Gość: biolog IP: *.wroclaw.vectranet.pl 03.05.11, 15:15
    Nasi młodsi bracia w rozumie - małpy w stadzie postępują bardzo racjonalnie: Jeżeli jakaś silna małpa tłucze słabszą to inne silne jej w tym pomagają.
    Podobną sytację widać z postów na tym forum.
    Dyrektorka mobuje pracowników, a jak okazuje się to niewystarczające wspiera ją prorektor podpisami, a rektor zarządzeniami.
    P.S. Redukcja zatrudnienia w Bibliotece to jeden z niewielu sukcesów JM Rektora. A w walce o nową kadencję sukcesy są potrzebne.
  • Gość: Bibliotekarz IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.05.11, 18:26
    Szanowny Biologu,

    Pan Rektor nie potrzebuje sukcesów. Ma już ich dostatecznie dużo. Nikt na Uniwersytecie nie ma wątpliwości, że mamy najlepszego Rektora od czasów rektora Jahna, i że druga kadencja bardziej niż pewna. Zmiany, które Pan Rektor przeprowadził są imponujące. Przede wszystkim stabilizacja finansów, zatrudnienie na stanowisku Kanclerza wybitnego specjalisty wyrzuconego przez poprzednika, eliminacja z zarządu uczelni szalonych kobiet, zakończenie budowy Nowej Biblioteki, rozpoczęcie prac nad remontem Gmachu Psychologii i Pedagogiki, zakończenie remontu Instytutu Filologii Romańskiej, kontynuacja remontu gmachu Filologii Polskiej i Germańskiej, budowa nowego Gmachu dla Europeistyki, utworzenie Muzeum Dolnego Śląska w Wieży Matematycznej, przygotowania do obchodów 200-lecia Uniwersytetu Państwowego, odbudowanie Centrum Badań Śląskich i Bohemistycznych, Centrum Willy'ego Brandta, utworzenie i rozwój Katedry UNESCO na Wydziale Fizyki, ... książkę można na ten temat napisać.

    Sporo czasu spędzam wśród swoich kolegów i innych pracowników Uniwersytetu, ale nie spotkałem nikogo, kto miałby jakiekolwiek wątpliwości, że Jego Magnificencja będzie Uniwersytetem kierował do 2016 roku. Nie wyobrażam sobie, że ktokolwiek zrobiłby z siebie błazna występując przeciwko Rektorowi (chyba, że ktoś jest błaznem i chce się jeszcze bardziej ośmieszyć).
  • Gość: biolog IP: *.wroclaw.vectranet.pl 05.05.11, 19:58
    Co JM Rektor zrobił dla humanistów (tylko oni są w tej wyliczance) trudno mi ocenić. Ale proszę mi powiedzieć co zrobił dla Wydziału Nauk Biologicznych na ten przykład, lub dla innego wydziału niehumanistycznego?
  • Gość: JG IP: *.opera-mini.net 06.05.11, 03:14
    > Ale proszę mi powiedzieć co zrobił
    dla Wydziału Nauk Biologicznych ...

    widać skupia się na humanistach, a Bibliotece okazuje wręcz szczególne zainteresowanie. Tylu reorganizacji, co w ciągu ostatnich 4 lat, to chyba od 1945 r. ona nie przeszła. A teraz ma nadejść gruntowna wymiana kadr na nowe i lepsze. Dyrekcja wprost nie wyrabia z wyszukiwaniem nowych kierowników (teraz niektórzy kierownicy nieodpowiedzialnie sami rezygnują z posad) i zmuszona jest chwytać się brutalnych (rzec by można bandyckich) metod przy ich powoływaniu. O tak, Biblioteka wreszcie została doceniona, w specyficzny co prawda sposób :-(
  • Gość: JG IP: *.opera-mini.net 04.05.11, 02:09
    > Redukcja zatrudnienia w Bibliotece to
    > jeden z niewielu sukcesów JM Rektora.

    Może to i sukces, ale niezbyt imponujący. Zdziesiątkowanie bibliotekarzy nie przyniesie mu kokosów. Biblioteczne etaty - pomijając kastę tzw. bibliotekarzy dyplomowanych - są bliskie pensji minimalnej, mój np. to 1689 PLN + dodatki różne i premia + wkład pracodawcy, czyli w sumie 2850 PLN (kustosz, 22-lata pracy). Redukcja mojego etatu daje więc oszczędność ok. 35 tys. PLN w skali roku. Zakładając. że pozostałych 21 zredukowanych zarabia podobnie, J.M. pozbywając się 22 pracowników oszczędza ca 753 tys. PLN rocznie. A Biblioteka musi pracować. Tymczasem kryteria doboru tych pechowców, są delikatnie mówiąc, dość niejasne, zatem, jeśli należą oni do grona, które dotąd wykonywało jakąś sensowną pracę, to mogą powstać pewne problemy.
    Bo czy to się komu podoba, czy nie, Biblioteka wielka jest a jej zbiór raczej nieopracowany, nawet niezinwentaryzowany. A niezinwentaryzowany, bo w poważnej części jeszcze nie uporządkowany.
    Redukcja tym bardziej może być dotkliwa, że wg naszej Dyrekcji "w roku 2011 prace naukowe Biblioteki będą się koncentrowały wokół już realizowanych projektów i badań, ..., czynnego udziału pracowników w konferencjach (prace nad referatami)". To ostatnie to cytat z mojej kierowniczki, p. Łoś (chyba, że ta wcześniej ściągnęła to z Dyrekcji - ot, pożytki z komputeryzacji).
    Prawdę powiedziawszy oszczędził by tyle samo (a może i więcej) zwalniając samą dyrekcję.
    To wcale nie, żart. Przecież w ostatnich 3 latach największe sukcesy naszej Świetnej Dyrekcji, to pasmo sukcesów w konflikcie z własnymi podwładnymi, a z pomniejszych np. ostateczne ukatrupienie Oddziału Rękopisów (przy trudnym do przecenienia udziale jego kierowniczki). Łatwo sobie wyobrazić, jak od razu poprawiłaby się atmosfera w pracy i motywacje pracowników! Jak w końcu odeszła poprzednia dyrekcja, to od razu uwolniona inwencja pracowników zaowocowała takimi przedsięwzięciami jak Biblioteka Cyfrowa (najwiekszy sukces BU. incjatywa jednego człowieka, wsparta potem przez grono redaktorów), nowa, nagrodzona ministerialnie strona www (też ten sam autor, zdaje się) i inne.
    Zatem nasza niegdysiejsza incjatywa, żeby wprowadzić kadencyjność na stołku dyrekcyjnym, zignorowana, jak pamiętamy, przez senat, ma mocne podstawy w praktyce.
  • Gość: Małpia logika IP: *.143.242.8.ultranet.net.pl 04.05.11, 15:07
    W zwolnieniach przeczuwam logikę Lejzorka Rojtszwańca: Zwalniają, znaczy będą przyjmowali. Zwalniają doświadczonych, będą przyjmowali nowicjuszy i ponosili koszty szkolenia
  • Gość: JG IP: 156.17.58.* 04.05.11, 16:06
    > W zwolnieniach przeczuwam logikę Lejzorka Rojtszwańca: Zwalniają, znaczy będą p
    > rzyjmowali.

    o tak, na pewno będą przyjmowali, w końcu są to marnie płatne, ale pewne (zasadniczo) etaty. Taka wymiana kadr.

    Co kwalifikacji i szkoleń, to chyba najmniej kogokolwiek martwi, bo od dawna już nie o to chodzi. Uniwersytet to coraz bardziej "familijna" firma. Jak u nas w oddziale.
  • Gość: bibliotekarka IP: *.wroclaw.vectranet.pl 12.05.11, 20:25
    > W zwolnieniach przeczuwam logikę Lejzorka Rojtszwańca: Zwalniają, znaczy będą
    > przyjmowali. Zwalniają doświadczonych, będą przyjmowali nowicjuszy i ponosili koszty
    > szkolenia.


    Na Nowym EBIB'ie
    forum.nowyebib.info/pun/viewforum.php?id=4
    przez kilka dni było ogłoszenie (zostało już zdjęte), że Biblioteka Uniwersytecka we Wrocławiu poszukuje bibliotekarza. Wymagany staż 5 lat.

    Starsze stażem bibliotekarki i bibliotekarze, a także kadra kierownicza nie akceptują poczynań dyrektorki więc ta wystawiła do zwolnienia 22 osoby. Na ich miejsce przyjmie nowych pracowników.

    Prawdziwa farsa dzieje się z obsadzaniem stanowisk kierowniczych. Trafnie ktoś tu na tym forum napisał, że kierownicy są z łapanki. Z nieprzemyślanych decyzji dyrekcji co do obsady stanowisk kierowniczych drwi sobie życie więc w większości przypadków żywot na stanowisku kierowniczym jest krótki.

    Kierownik Gabinetu Śląsko-Łużyckiego był na tym stanowisku jeszcze nie tak dawno ze dwa lata, jego następca już tylko z rok lub nawet krócej. Kierowniczka Starych druków została zmieniona po kilku miesiącach. Kierowniczka połączonych magazynów Na Piasku piastowała to stanowisko ze dwa dni. Jeszcze nie namaszczonej obecnej kierowniczce Starych druków aby ją przywołać do porządku publicznie vicedyrektorka przy ludziach na zebraniu przypomniała że jeszcze nie jest kierowniczką. Ciekawe czy się utrzyma i jak długo.

    W ostatnich dniach funkcje kierownicze Na Piasku straciło dwu kierowników z tytułem naukowym doktora. Pikanterii dodaje fakt że jeden z nich podpisał za Komisję pismo do JM Rektora o kadencyjność dyrektora Biblioteki. Drugi doktor też był w tej Komisji i głosował za kadencyjnością. Według mojego rozeznania z 8 kierowników wchodzących w skład Komisji sprawowanej funkcji kierowniczej nie została pozbawiona tylko jedna osoba.

    Osoba postronna może odnieść wrażenie że w Bibliotece jest zatrudniona olbrzymia ilość pracowników z tytułem doktora. W czytelni Na Piasku czytelników obsługują dwie bibliotekarki z tytułem doktora.

    Z uwagi na nadmiar doktorów aby się pozbyć bibliotekarki z tytułem doktora z terenu Piasku jedna pani doktór przez kilka miesięcy podawała czytelnikom czasopisma w czytelni czasopism bieżących na ul. Szajnochy. Na całe szczeście przeżyła pomyślnie ten okres burzy i naporu.

    Na Szajnochy też zdjęto z kierownika sekcji panią doktor, że nie wspomnę już o doktorze z Gabinetu Śląsko-Łużyckiego.

    A ja naiwna kiedyś żałowałam że nie zrobiłam doktoratu.

    Nie lepiej mają się członkowie NSZZ Solidarność. Co siódmy pracownik Biblioteki jest członkiem Solidarności. Za to na liście 22 osób do zwolnienia co drugi. Jest to wyraźna nadreprezentacja. Widać kogo dyrektorka chce się pozbyć.
  • Gość: JG IP: 156.17.58.* 13.05.11, 11:26
    > > W zwolnieniach przeczuwam logikę Lejzorka Rojtszwańca: Zwalniają, znaczy

    Cała historia jest jakby z Lejzorka Rojtszwańca. Dziś mamy piatek, 13. (maja 2011), jest więc dobra pora na wręczanie wypowiedzeń i nasza Prześwietna Dyrekcja właśnie tego dokonała. Jesteśmy więc w podobnej jak Lejzorek sytuacji.

    Myślę, że dla wielu z nas znalezienie nowej pracy będzie sporym wyzwaniem, niektórzy ze zwolnionych mają liczący się staż pracy w BU (np. jedna z pań 25 lat tu przepracowała) a nie od dziś wiadomo, że po przepracowaniu 6 lat w BU (o takiej liczbie mówiło się jak zaczynałem tu pracę) warto podjąć podjąć decyzję, co dalej, bo kontynuacja kariery bibliotecznej łączyła się właśnie z kłopotami na rynku pracy w razie nagłego jej przerwania. Zatem wszyscy ci, którzy albo mają 10-letni i dłuższy staż, albo są po 50-tce, raczej mogą mieć problemy.

    Myślę, że w tej sytuacji korporacja bibliotekarska powinna się zdobyć na odrobinę współczucia dla nieboraków z BU - niektórzy jej przedstawiciele czytają to forum - i jej przedstawieciele może powinni pogrzebać w zasobach kadrowych okolicznych bibliotek. Może coś się znajdzie dla najbardziej dotkniętych obecną sytuacją? Byłby to piękny i budujący przejaw solidarności korporacyjnej.

    Tymczasem od dziś tyka licznik 7-dniowego terminu odwołania się od decyzji J.M. Nie wiem, czy wliczany jest w niego tzw. weekend, tak czy owak czasu jest mało i trzeba, żeby ZZ zrealizowały wcześniejsze obietnice i zorganizowały np. spotkanie wszystkich zainteresowanych, najlepiej wszystkich, którzy otrzymali wymówienia, z kompetentnym prawnikiem, żeby zapoznać się z sytuacją prawną i skorzystać ewentualnie z jakichś możliwości, które daje prawo.

    J.M. jest co prawda w naszych pracowniczych sprawach i kłopotach nadzwyczaj konsekwentny i niezwykle wprost skuteczny (jak widać z powyższego), działając ręka w rękę z Dyrekcją, podejmuje decyzje, można by rzec, błyskawicznie, jednak nawet i jego prawo ogranicza. W sytuacjach, kiedy istniało ryzyko porażki sądowej już ustępował (tak jak zmuszony był zrezygnować w zeszłym roku z naganienia mnie, choć - jak sam mnie zapewniał - uczynił to z najwyższą niechęcią). W tym konkretnym wypadku na wiele nie można, co prawda, liczyć, ale warto przynajmniej mieć jakąś orientację w swoich prawach. Zwłaszcza, że i tak warto zorientować się co nam wolno w okresie wypowiedzenia.

    No cóż, drodzy Państwo, zaczyna się jakiś naowy etap w życiu BU. Wygląda na to, że p. mgr A.Ż. i S-ka "zjedli" Bibliotekę. To co wydawało się dziwne i niepojęte stało się ciałem. Pozdrowienia i głowa do góry, życie poza BU z pewnością istnieje, choć dla niektórych może nie być łatwe. Nie dawajmy jednak satysfakcji tym przykrym ludziom, którzy odpowiadają za naszą sytuację.
    JG. Wasz ochotniczy blogger, aktualnie z pięknym dokumentem od J.M., właśnie co wręczonym przez Grantową Dyrekcję naszej BU.
  • Gość: Inny czytelnik IP: *.143.242.8.ultranet.net.pl 13.05.11, 14:46
    Czyli protest uczelnianej komisji NSZZ "S" nic nie dał?... Można łamać prawo, byle skutecznie.
    A tymczasem trzeba się odwoływać.
  • Gość: antybibliotekarz IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.05.11, 18:16
    Patrzcie, król jest nagi!" Na spotkaniu J.M. ze związkowcami zostały zakwestionowane podstawowe prawa, jakie związki maja do obrony pracowników! Runęła cała fasada, pod która skrywał swoją niestety nieludzką twarz p.rektor. A przecież, przed wyborami, pojawił się w progach biblioteki niemal jako mąż opatrznościowy, który dopomoże biednym, zapomnianym przez poprzednie ekipy rządzące na UWr bibliotekarzom. "Nic o was bez was!" to były jego słowa. No cóż mistyfikacja się skończyła , 22 pracowników, w tym wieloletnich fachowców, wyrzuca się na bruk, by na ich miejsca zatrudnić innych, bardziej potulnych, którzy w pokorze przyjmą i będą wykonywać wyrobnicza pracę na rzecz grantów p. A. Ż. (zresztą już się naprzyjmowało ich sporo, bo w zeszłym roku 20 osób, w tym roku także od kwietnia są nowe). W ciszy gabinetów p. dyrektor i p. rektora wpisano na listę nazwiska osób, aż tyle trudu sobie zadano, a jakże dużo prościej i jeszcze bardziej anonimowo byłoby wpisać jakieś numery identyfikacyjne. P. rektor powołuje się na opinie Rady Bibliotecznej, ( paradoksalnie reprezentują nas w niej dwie dyrektorki i jeden milczący pracownik), ale ta rada została wprowadzona w błąd, bo powtarzano jej, że zwolnienia będą dotyczyć emerytów głównie, nikt nie zdawał sobie sprawy, a może to ich wcale nie obchodziło, kto znajduje się na czarnej liście). Jak ławo igra się z cudzym losem!Ale możnowładców takie tam dramaty ludzkie nie bardzo obchodzą.
    Jakże smutna rzeczywistość! Można rzec jak w teatrze absurdu! Drodzy koledzy i koleżanki nie poddawajcie się i kierujcie pozew do sądu! Będziemy mieć na uwadze wszelkie oferty pracy dla Was, nie zapomnimy o Was!
  • Gość: Obserwator IP: *.wroclaw.mm.pl 15.05.11, 11:22
    Biadolicie szanowni Bibliotekarze i Bibliotekarki, że zdejmuje się ze stanowisk długoletnich i doświadczonych kierowników, że wyrzuca sie pracowników z pracy, że BUWr staje się prywatnym folwarkiem dyrektorki i jej pomagierki.
    A co zrobiliście gdy dwóm wymienionym hydrom rosły głowy? Co zrobiliście gdy wyrzucono pracownika krytykującego dyrekcję i domagającego się kadencyjności funkcji dyrektora BUWr? Co zrobiliście gdy dwie kierowniczki (kilka lat wcześniej także krytyczne wobec dyrekcji) zdegradowano do roli pracownic w innych działach?
    Jedyne na co was było stać to wywieszanie szmat z śmiesznymi hasłami na budynku i tupanie pod drzwiami rektora, który i tak pokazał gdzie ma was i wasze pseudoprotesty.
    Skoro dajecie sobie od lat pluć w twarz, to nie dziwcie się, że plujący teraz wymierza wam coraz więcej kopniaków. Przygotujcie się na kolejne i miejcie pretensje tylko do siebie.
  • Gość: Bibliotekarz IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.05.11, 17:21
    Szanowni Państwo,

    rozumiem Wasze rozżalenie, ale J.M. Rektor musi przeprowadzić niezbędne reformy naszej Alma Mater. Nasza Uczelnia ma szanse zostać najlepszą uczelnią w Polsce i jedną z najlepszych w Europie Środkowej. Pan Rektor obiecał to trzy lata temu w trakcie wyborów i obietnicy dotrzymuje. Została już zreformowana administracja centralna. Nieudolne kobiety powołane przej poprzednika zostały usunięte i Pan Kanclerz doskonale kieruje swoimi służbami. Uniwersytet dynamicznie się rozwija. Doskonale działa Promocja, Biuro Rektora, Kwestura, Dział Nauczania. Wdrażane są nowoczesne środki informatyczne, których nie umiał wprowadzić pożal się Boże "informatyk". Poziom badań systematycznie się podnosi. Ogromna liczba doktorantów otrzymuje wysokie dodatkowe stypendia zdobyte przez Władze Rektorskie. Rośnie liczba grantów, dochody zewnętrzne. Kończy się budowa Nowej Biblioteki.

    Trzeba jeszcze zreformować dotychczas zaniedbane jednostki: Bibliotekę, niektóre zacofane wydziały (Biologia, Chemia, Mat-info). Tam - podobnie jak w Bibliotece - niezbędna jest redukcja zatrudnienia i ewentualne zatrudnienie osób kompetentnych na miejsce osób nieudolnych. Pozostałe jednostki rozwijają się bardzo dynamicznie: Pedagogika i Psychologia są w Polskiej czołówce, podobnie Slawistyka i Bibliotekoznawstwo, Fizyka jest znów wiodącym kierunkiem w Polsce, ogromna liczba studentów Politologii otrzymuje prestiżowe stypendia Ministra. Jeszcze nigdy Uniwersytet nie rozwijał się tak dobrze i nie miał tak dobrych notowań.

    Ale te sukcesy wymagają zdecydowanych działań Jego Magnificencji. Czasem trzeba podejmować trudne decyzje. Bez nich nie zbuduje się wiodącej Uczelni XXI wieku.
  • Gość: student IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.05.11, 20:05
    Masz gębę pełną wazeliny, uważaj, bo się udławisz! No przyznaj się, ile ci płacą za klakierstwo ????
  • Gość: GazetaForumGość IP: *.ssp.dialog.net.pl 15.05.11, 20:44
    Bibliotekarzu piszesz o poprzednim JM Rektorze????
    '...Wdrażane są nowoczesne środki informatyczne, których nie umiał wprowadzić pożal się Boże "informatyk"'. Napiszę Ci tylko że ZŁY TO PTAK CO WE WŁASNE GNIAZDO ROBI.

    '...Trzeba jeszcze zreformować dotychczas zaniedbane jednostki: Bibliotekę...'. Dobrze, że poinformowałeś, bo o następnych zwolnieniach pracowników jeszcze nikt nie mówił.
    Bibliotekarzu/adwokacie diabła
  • Gość: Nemezis IP: *.217.146.194.generacja.pl 15.05.11, 21:43
    Nadejdzie piękny dzień, dzień zemsty, sprawiedliwości i przeznaczenia.
  • Gość: JG IP: *.opera-mini.net 15.05.11, 23:58

    > Nadejdzie piękny dzień, dzień zemsty,
    > sprawiedliwości i przeznaczenia.

    o tak, już niedługo. Najbliższy koniec świata i dzień sądny (siłą rzeczy) już za półtora roku.
  • Gość: logika IP: *.internetia.net.pl 17.05.11, 19:09
    Koszty można ciąć efektywnie - www.rp.pl/artykul/548326,659382.html ale można też efektownie - wroclaw.gazeta.pl/wroclaw/1,35751,9609189,W_piatek_trzynastego_uniwersytet_zwolnil_bibliotekarzy.html
    Wybór zależy do tego co się chce osiągnąć.
  • Gość: Inny czytelnik IP: *.e-wro.net.pl 18.05.11, 00:15
    To jest reforma? To są kpiny. A wpis "bibliotekarza" to jawna prowokacja. Albo przejaw głupoty
  • Gość: JG IP: *.opera-mini.net 18.05.11, 04:01
    > Biadolicie szanowni Bibliotekarze i Bibliotekarki, że zdejmuje się ze stanowisk długoletnich i doświadczonych kierowników, że wyrzuca sie pracowników z pracy, że BUWr staje się prywatnym folwarkiem dyrektorki i jej pomagierki.
    A co zrobiliście gdy dwóm wymienionym hydrom rosły głowy?

    No, my na hydry nie mieliśmy dobrych sposobów. Zresztą wobec uniwersytecko-bibliotecznych hydr i tak nie mieliśmy żadnych szans. Niestety, czasy szacownych profesorów zajmujących sie nauką i przestrzegających zasad savoir vivre'u dawno przeminęły, razem z tymi profesorami. Za późno chyba się w tym zorientowaliśmy.
    Jak kolega Obserwator może zauważył nie traktuje się już nas jak członków społeczności akademickiej, tylko po prostu jak siłę roboczą do wykonania grantów. I żeby lepiej szło dobrze jest ją nieco zastraszyć i pozbyć się przy okazji takich nieprzyjemnych elementów jak to piszący. Jakie eleganckie rozwiązanie :-) Pecunia non olet, jak powszechnie wiadomo (und vielleicht da ist der Hund begraben).
    BTW. Warto może poczytać sobie wypowiedź J.M., którą 3.II opublikowała "nielegalnie" Gazeta w związku z materiałem barona Dybczyńskiego. Tam J.M. wiele swoich szczerych przekonań wyłożył. Uniwersytet wg J.M. to już nie "stary pruski uniwersytet" i trzeba się z nim zgodzić. Po prostu "nowoczesność" wszystkich zaskoczyła.


    > Co zrobiliście gdy wyrzucono pracownika krytykującego dyrekcję i domagającego się kadencyjności funkcji dyrektora BUWr?

    ów pracownik domagał się wręcz usunięcia naszej Świetnej Dyrekcji, co spotkało się zresztą. ze sporym popareciem zebranych licznie bibliotekarzy. Kadencyjność natomiast, to niespełniony dotąd postulat Związku. Naszemu koledze oferowano pomoc prawną, ale on chyba wybrał jakieś własne wyjście (z tego co słyszałem).

    > Co zrobiliście gdy dwie kierowniczki (kilka lat wcześniej także krytyczne wobec dyrekcji) zdegradowano do roli pracownic w innych działach?

    Tu, niestety, wiele zrobić się nie dało - takie jest zbójeckie prawo Dyrekcji. Teraz zresztą przetasowania na kierowniczych posadach na Piasku są daleko ambitniejsze.

    > Jedyne na co was było stać to wywieszanie szmat z śmiesznymi hasłami na budynku

    hasła nie były śmieszne i w sumie był to chyba nasz największy sukces. Szkoda, że na tym się skończyło.

    > i tupanie pod drzwiami rektora, który i tak pokazał gdzie ma was i wasze pseudoprotesty.

    No, fakt. Pokazał.

    > Skoro dajecie sobie od lat pluć w twarz, to nie dziwcie się, że plujący teraz wymierza wam coraz więcej kopniaków. Przygotujcie się na kolejne i miejcie pretensje tylko do siebie.

    Zdaje się, że na to się zanosi, bo jak już wspomniano - "pecunia non olet", ktoś te granty musi robić, żeby inni mogli zainkasować.
  • guinnes.2010 19.05.11, 19:23
    Na siostrzanym wątku "Uniwersytet zwolnił..." ktoś dodał link do artykuliku pt. "Bibliotekarze na rowerach". Przeczytajcie. Wyobrażacie sobie taką imprezę w BU? I dyrekcję bawiącą się z pracownikami?
    P.S. Notabene dlaczego w tytule jest "uniwersytet zwolnił"? Chyba dyrektor, albo rektor?
  • Gość: vxcvdfgsdfw IP: *.ssp.dialog.net.pl 19.05.11, 20:56
    Tekst linka
  • Gość: Inny czytelnik IP: *.e-wro.net.pl 19.05.11, 23:24
    Bibliotekarze wrocławscy (nie wszyscy) też nie gorsi

    stefanku1.blog.onet.pl/Bibliotekarze-na-kregielni,2,ID427024951,n
    stefanku1.blog.onet.pl/Odjazdowy-Bibliotekarz,2,ID426979538,n
  • Gość: Obserwator IP: *.wroclaw.mm.pl 23.05.11, 10:47
    > No, my na hydry nie mieliśmy dobrych sposobów. Zresztą wobec uniwersytecko-bibl
    > iotecznych hydr i tak nie mieliśmy żadnych szans.

    Z bibliotecznymi hydrami można i trzeba walczyć, ale do tego potrzebna jest prawdziwa a nie związkowa solidarność, której w BUWr kompletnie brak! Panie pracujące w bibliotece trzymają się swych posad i są dumne z pobierania za to zapomogi bibliotecznej szumnie nazywanej pensją, więc nie zrobią nic aby upomnieć się o swą godność. NB chyba nawet nie bardzo wiedzą, co to takiego.

    > > Co zrobiliście gdy wyrzucono pracownika krytykującego dyrekcję i domagają
    > cego się kadencyjności funkcji dyrektora BUWr?
    >
    > ów pracownik domagał się wręcz usunięcia naszej Świetnej Dyrekcji, co spotkało
    > się zresztą. ze sporym popareciem zebranych licznie bibliotekarzy. Kadencyjność
    > natomiast, to niespełniony dotąd postulat Związku. Naszemu koledze oferowano p
    > omoc prawną, ale on chyba wybrał jakieś własne wyjście (z tego co słyszałem).
    >
    > > Co zrobiliście gdy dwie kierowniczki (kilka lat wcześniej także krytyczne
    > wobec dyrekcji) zdegradowano do roli pracownic w innych działach?
    >
    > Tu, niestety, wiele zrobić się nie dało - takie jest zbójeckie prawo Dyrekcji.
    > Teraz zresztą przetasowania na kierowniczych posadach na Piasku są daleko ambit
    > niejsze.

    Właśnie strach jednych a lizusostwo innych w tych przypadkach zupełnego braku pomocy dla represjonowanych pracowników był żywą i kolorową ilustracją BRAKU SOLIDARNOŚCI W BUWr.

    > hasła nie były śmieszne i w sumie był to chyba nasz największy sukces. Szkoda,
    > że na tym się skończyło.

    Hasła były śmieszne i nic dziwnego, że na nich się skończyło. Gdyby były poważne to za nimi powinny pójść konkretne działania. A kto ma działać? Nie potraficie skutecznie upomnieć się nawet o wodę mineralną w okresie upałów (administracja gdzieś spod ziemi wyciąga jakąś najtańszą i obrzydliwą ciecz), o sprawny sprzęt komputerowy, o odmalowanie pomieszczeń, w których sypie sie tynk, to co dopiero mówić o poważnych hasłach.

    Podsumowując:
    Byliście i jesteście grupą nieudaczników, wenętrznie podzielonych, którymi hydry kręcą jak chcą, a obecnie pod płaszczykiem redukcji wywalają z pracy wszystkich, którzy z nimi zadarli, a pana los, panie JG, jest kolejną żywą i kolorową ilustracją powyższej tezy.
  • Gość: JG IP: 156.17.58.* 23.05.11, 16:16
    > ... a pana los, panie JG, jest kolejną żywą i kolorową i
    > lustracją powyższej tezy.

    W znacznym stopniu masz Obserwatorze rację, ja przegrałem, zresztą już od paru lat znajdowałem się w impasie. Te kobiety nami rządzące obrzydziły mi tę pracę do cna, a przecież jej główną zaletą było to, że (przez jakiś czas) było to całkiem ciekawe i nawet twórcze zajęcie. To jest piękna biblioteka (mam na myśli książki), ale niestety kadry tym zarządzające są zupełnie do bani i teraz mamy całkiem piękną katastrofę. Przypuszczam, że wylanie naszej 22-ki to jeszcze nie koniec atrakcji.
    Obawiam się jednak, że mimo popełnionych błędów (nikt nie jest doskonały), jako obywatelsko-bibliotekarski ruch odnowy i tak nie mieliśmy szans, bo bibliotekarzy jest po prostu za mało, po drugie zepsuł się też Uniwersytet, któremu jednak od jakiegoś już całkiem długiego czasu jest znacznie bliżej Akademii Medycznej niż Harvardu. Ludzie zajęli się kombinowanie swoich pierwszych milionów, lub jakichś skromniejszych sumek, studenci płacą i dostają dyplomy a Biblioteka stała się zupełnie zbędna i spokojnie mógł ją skonsumować p. AŻ. i S-ka i to pomimo tego, że ta jego świetna technologia działa trochę jak w czasach Piasta Kołodzieja - 28.IV poprosiłem go o sprawdzenie, czy przypadkiem nie sfotografował już pewnych miniatur i dziś właśnie odebrałem odpowiedź - niektóre sfotografował :-)
  • Gość: Inny czytelnik IP: *.e-wro.net.pl 23.05.11, 22:04
    Z zewnątrz łatwo się feruje oceny. Biblioteka to jednak nie kopalnia ani stocznia, tu pracują ludzie nauczeni tego właśnie fachu, przywiązani do zbiorów i tradycji. Pamiętam chwilę, kiedy jeden z najbardziej zasłużonych pracowników przekazał dyrektorowi biblioteki godło państwa polskiego zdjęte z gmachu Biblioteki Uniwersytetu im. Jana Kazimierza, przechowywane przez ponad 50 lat wojny i komuny w prywatnych mieszkaniach przedwojennych, a potem powojennych magazynierów.
    Ci akurat skorzystali z przywileju wczesnego urodzenia i zdążyli pomrzeć lub przejść na emeryturę. Dziś pewnie znaleźliby się na bruku.
    Bibliotekarze BU wykazali się odwagą ogłaszając protest przeciw brakom podwyżek,sprowadzając inspekcję, gardłując na zebraniach, chodząc w deputacji do rektora i szukając pomocy w związkach zawodowych. Te ostatnie poprzestały jednak na pisaniu pism. Może i niepozbawionych pewnego dramatyzmu, ale to mało. Powinny były zorganizować protest.
    Ciekawe, czy uczelniana "Solidarność" byłaby tak potulna za czasów Ludwika Turko, Jerzego Czyżewskiego czy sp. Lothara Herbsta?
    Na media nie ma co dziś liczyć. Zresztą widać, miały news, bo wręczenie wypowiedzeń wypadło w piątek trzynastego. Za pracownikami się nie ujęły. Może warto sprowadzić panią Jaworowicz z TVP? Chociaż też ryzykowne. jest aż nadto wiele przypadków, kiedy zamiast pomoc pogłębiła szkody.
  • Gość: kier spoza branży IP: *.146.164.142.nat.umts.dynamic.t-mobile.pl 21.06.11, 06:12
    cyt. T.Witkowski Dobór kadr w okresie zmiany
    Koszty związane z odejściem mogą obejmować:
     koszty rekrutacji osób zastępujących odchodzących pracowników,
     koszty wprowadzenia do organizacji (szkolenia itp.),
     koszty przejściowej zmiany agencji poszukującej pracowników,
     koszty dodatkowego nadzoru i korekty błędów,
     różnicę między wartością pracownika dla przedsiębiorstwa a kosztem płacy i świad¬czeń otrzymywanych przez pracownika.
    Koszty te mogą być znaczne. Ich wysokość w wypadku specjalisty może sięgać 75% jego rocznej pensji. W wypadku stanowisk o mniejszym znaczeniu koszt ten może dochodzić do 50% płacy.
  • Gość: JG IP: 156.17.58.* 21.06.11, 16:15
    > Koszty związane z odejściem mogą obejmować: .... W wypadku stanowisk
    > o mniejszym znaczeniu koszt ten może dochodzić do 50% płacy.

    Bardzo wątpię, żeby tu ktoś zadawał sobie trud przeprowadzenia takich kalkulacji. Zresztą w przypadku firm jak np. BU, czyli instytucji budżetowych, tylko idealiści na stanowiskach kierowniczych kierowaliby się interesem społecznym, poziomem naukowym itp. kryteriami (akurat w przypadku uniwersytetu i biblioteki, jak nasza, są to - uważam - istotne kryteria). Ale idealistów na tych posadach już dawno nie ma, o ile kiedykolwiek byli. Na pewno zdarzali się tacy, którzy w swoich działaniach takie imponderabilia mieli przynajmniej na uwadze, i to nie na ostatnich miejscach w hierarchii wartości. Ale to też już przeszłość.

    W kwestii kosztów BU, nie jest pewne nawet tak oczywiste przedsięwzięcie, jak wykonanie symulacji kosztów jej funkcjonowania w nowym budynku. Nie słyszałem, żeby ktoś to zrobił, aczkolwiek uzyskano by w ten sposób informację dużej wagi, mając na uwadze nędzarny od dawien dawna budżet BU.

    Nowy betonowy budynek, klimatyzacja i setki komputerów, to może są czynniki działające niektórym na wobraźnię, jednak w przypadku biblioteki trzeba się zgodzić, że to książki są najważniejsze - do nich przychodzą ludzie. A jak biblioteka nie ma potrzebnych książek, to w zasadzie nie ma po co do niej zaglądać.

    Tu jest największy problem BU - nie ma pieniędzy na zakupy i nie ma nowych książek.
  • Gość: gość IP: *.e-wro.net.pl 21.06.11, 22:24
    To prawda, że koszty zamiany pracowników z doświadczeniem na nowych są znaczne. Problem w tym, że w biznesie te koszty widać w postaci malejącego salda na koncie. A tu marnotrawi się pieniądze podatników. I jednocześnie daje naukę tym nowym: nie ma sensu identyfikować się z firmą, wysilać w pracy, douczać lub broń Boże zgłaszać jakieś wnioski, bo w razie czego wyrzucą pod byle pretekstem
  • Gość: kier spoza branży IP: *.146.164.142.nat.umts.dynamic.t-mobile.pl 21.06.11, 05:59
    Tak, to nawet charakterystyczne dla restrukturyzacji (niestety tych mniej precyzyjnie przygotowanych i przeszacowanych) - w firmach w fazie zmian nie człowiek a zmiana jest najważniejsza - tak więc jej przeciwnicy bez względu na dotychczasowe zasługi podlegają podstawowemu kryterium zwolnień - postawy wobec zmiany. Wynika to z postawy managementu, ich obaw o własne stanowiska i nieumiejętności optymalizacji efektywności wprowadzania zmian. Z pozycji tzw. "siły" stosują więc kryterium "ten pan/pani stanowi utrudnienie we wdrożeniu zmiany". Etyka i morale są oczywiście uwzględniane ale na dalszej pozycji i na pewno nie są priorytetem. Koniec kropka.
  • Gość: JG IP: 156.17.58.* 21.06.11, 16:02
    > ... w firmach w fazie zmian nie człowiek a zmiana jest najważniejsza - tak więc
    > jej przeciwnicy bez względu na dotychczasowe zasługi podlegają podstawowemu kryterium zwolnień ... Wynika to z postawy managementu, ich obaw o własne stanowiska
    > i nieumiejętności optymalizacji efektywności wprowadzania zmian.

    Tylko my - po 1. - nie jesteśmy zwykłą firmą, tylko częścią uniwersytetu, co stanowi jednak różnicę. Uniwersytet bez ładunku idealizmu i zasad staje się własną karykaturą, albo i gorzej. Po 2. - trzeba się zgodzić z "kier spoza branży" - obecnie dla szefostwa BU i J.M. z jakiegoś powodu "zmiana jest najważniejsza".

    Problem w tym, że nie do końca jasne jest, dlaczego ta zmiana jest konieczna i czemu właściwie ma służyć. Pomijam już brak jasności co do misji BU, która wyznaczałaby kierunek ewentualnych zmian. Uzasadnianie ostatniej reorganizacji "treningiem na sucho" przed przeprowadzką do Nowej Biblioteki, po krótkim rozważeniu, trzeba uznać za mało przekonywujące.

    Moim zdaniem w całym tym zamieszaniu, które nam ostatnio zafundowano, tak naprawdę chodzi o to, co zwykle nam Dyrekcja od paru już lat serwuje w ramach wdrażania "nowoczesnych rozwiązań", czyli o trywialne "dyscyplinowanie" załogi (która, nb. i tak jest bardzo zdyscyplinowana) i pozbycie się opornych, co zostało dokonane (22 osoby zwolniono, w tym jawnych oponentów i związkowców). I być może więcej ma związku z ciągle przesuwanym w przyszłość terminem realizacji grantów p. Żurka niż z przeprowadzką do nowego budynku.
  • Gość: JG IP: *.opera-mini.net 30.04.11, 01:38
    @Kustosz: czas już pokazał a jM już zrobił dla bibliotekarzy to co zwykle. To nie są pogłoski, z tego co wiem. to obecnie listę kandydatów do zwolnienia opiniują już związki zawodowe, więc JM musiał się już dawno przychylić do wniosku Dyrekcji w tej sprawie.Konsekwentnie, po "wielkim weekendzie" powinny nastąpić zwolnienia (wypowiedzenia umów, czy coś w tym guście).

    jak to trafnie ujął Bibliotekarz, do Nowej Betonowej Biblioteki trzeba zatrudnić nowych, postępowych pracowników a przecież większość obecnych nie zna się na obsłudze skanerów ani na marketingu w dziedzinie turystyki, nie mówiąc już o tajemniczych przodujących w świecie technologiach, które z taką determinacją od 4 lat wprowadzają u nas Dyrekcja i p. A.Ż.
    Taki np. Oddział Rękopisów sam, jako pierwszy się zrestrukturyzował i teraz słusznie błyszczy przykładem dla innych wkraczając w kolejne dziesięciollecie konsekwentnej, zdeterminowanej inwentaryzacji, z prawidłowo wypełnionymi dzienniczkami.

    Tak, to idzie nowe i ci, ktorzy, jak zadecydowała Dyrekcja, nie sprostali wyzwaniom świelanej przyszłości BU, muszą pogodzić się z porażką. W tym zakresie każdy może przeprowadzić autotest - jak kto zastanowi się i okaże się, ze rozumie, dlaczeg słusznie zlikwidowano Gabinet Śląsko-Łużycki, to znaczy, ze zdał egzamin z nowoczesności (co jednak - z uwagi na intymny charakter testu - nie wyklucza wymówienia, niestety).
  • Gość: Zuza_M IP: *.play-internet.pl 18.04.11, 16:04
    Na babskie wrocławskie pogaduchy zapraszam serdecznie na nowo otwarty po przebudowie NETKOBIETY.PL - portal dla nowoczesnych, aktywnych i uśmiechniętych kobiet z klasą!
  • Gość: fanka Gabinetu IP: *.wroclaw.vectranet.pl 30.04.11, 23:28
    W dniu 24 marca 2011 zakończył żywot Gabinet Śląsko-Łużycki przeżywszy lat 65.
    Gabinet Śląsko-Łużycki zorganizowała Marta Burbianka. Organizatorem i pierwszym kierownikiem Gabinetu była Zofia Gostomska-Zarzycka (1899-1952), która przyjechała do Wrocławia 10 maja 1945 roku z drugą grupą polskich naukowców. W ciągu około 65 lat istnienia Gabinet Śląsko-Łużycki służył wielu swoimi zbiorami. Ostatni kierownik Gabinetu przestał nim być w wyniku reorganizacji, a przedostatni w nie do końca jasnych okolicznościach (prawdopodobnie utrata zaufania dyrekcji - ostatnio bardzo częsty powód degradacji ze stanowiska kierowniczego).
    Gabinet Śląsko-Łużycki jest w linkach wielu poważnych bibliotek naukowych, uniwersyteckich, narodowych, ma konto na Facebook'u i innych portalach internetowych.
    Oto co można znaleźć w kilku z bardzo wielu artykułów naukowych i innych publikacjach na Jego temat:

    Firlej-Buzon, A. W sercu regionu: śląsko-łużyckie zbiory specjalne dowodem troski o tożsamość użytkowników Biblioteki Uniwersytetu Wrocławskiego, 2008. In Biblioteka - klucz do sukcesu użytkowników (ePublikacje Instytutu Informacji Naukowej i Bibliotekoznawstwa, nr 5). Instytut Informacji Naukowej i Bibliotekoznawstwa, Uniwersytet Jagielloński. pp.240-246.
    Abstract: Wrocław University Library, within its statutory information oriented activities, has always been collecting materials documenting regional heritage. What’s more, from its very beginning the library has also been cataloging and disseminating the records of knowledge on Lower Silesia and its capital. The main goal of this article is to present the collection of the oldest department of the library: Silesian-Lusatian Cabinet, which was started at 1945. The regional character of this collection is the proof of the library’s concern for preserving local identity and for creating and enforcing the identification of its contemporary users, particularly the descendants of post-war repatriates and other displaced people, with the region.
    Abstrakt: Biblioteka Uniwersytetu Wrocławskiego w ramach ustawowej działalności informacyjnej od początku swojej aktywności kolekcjonuje materiały dokumentujące regionalne dziedzictwo oraz opracowuje i upowszechnia wiedzę o Dolnym Śląsku i jego stolicy. Cel niniejszego tekstu stanowi prezentacja tworzonej od 1945 r. kolekcji najstarszego oddziału Biblioteki – Gabinetu Śląsko-Łużyckiego, którego regionalny charakter jest dowodem troski o zachowanie lokalnej tożsamości oraz tworzenie i wzmacnianie poczucia regionalnej przynależności współczesnych użytkowników biblioteki, zwłaszcza potomków powojennych przesiedleńców i repatriantów.

    Biblioteka Uniwersytecka dysponuje ogromnymi zbiorami gazet, które ukazywały się we Wrocławiu i na Śląsku w XIX i XX w. Zasoby te wymagają ochrony, gdyż bardzo szybko niszczeją.
    Czasopisma ukazujące się na ziemiach śląskich w XIX i XX w. – lokalne gazety codzienne, tygodniki, miesięczniki – drukowane były na silnie zakwaszonym papierze. To powoduje, że ich strony szybko żółkną, a przede wszystkim niszczeją i kruszą się. Wykonanie kopii tych czasopism jest więc jedynym sposobem ich ocalenia.
    Egzemplarze, które okazały się najbardziej zniszczone i wymagały pilnego skopiowania wytypowali pracownicy Gabinetu Śląsko-Łużyckiego. Zanim czasopisma trafiły na taśmę za pomocą kamery mikrofilmowej, ich strony wymagały zabiegów konserwacyjnych m.in. wyprostowania i podklejenia. Biblioteka zakończyła właśnie trwający rok projekt, mający na celu ochronę części tych bezcennych archiwów prasowych.
    Zabezpieczono pięć tytułów czasopism, wykonując mikrofilmy oraz sześć tytułów, których cyfrowe kopie zostały opublikowane i udostępnione użytkownikom Internetu – mówi Grażyna Piotrowicz, dyrektor Biblioteki Uniwersyteckiej.

    Biblioteka Cyfrowa Uniwersytetu Wrocławskiego (BCUWr) – oferuje dostęp do zabytków piśmiennictwa, zbiorów edukacyjnych i wystaw prezentujących najbardziej interesujące kolekcje wybrane z bogatych zasobów Biblioteki Uniwersyteckiej we Wrocławiu. Biblioteka Cyfrowa Uniwersytetu Wrocławskiego wykorzystuje oprogramowanie dLibra - opracowane i rozwijane przez Poznańskie Centrum Superkomputerowo Sieciowe oraz tym samym współtworzy polską platformę rozproszonych bibliotek cyfrowych w sieci PIONIER, zapewniającą dostęp do obiektów cyfrowych wraz z ich metadanymi oraz do zaawansowanych usług opartych na udostępnianych obiektach (m.in. do wyszukiwania rozproszonego).
    Kolekcje biblioteki cyfrowej zawierają zdigitalizowane zbiory, które ze względu na ich wartość historyczną, treść i zakres terytorialny stanowią dziedzictwo kultury europejskiej lub regionalnej. Oryginały poddane procesowi digitalizacji obejmują następujące typy dokumentów: książki (w tym stare druki), czasopisma, rękopisy, nuty, dokumenty kartograficzne, fotografie, karty pocztowe i grafiki. Zakres terytorialny kolekcji "Dziedzictwo kulturowe" dotyczy obszaru całej Europy, a "Regionalia" – Śląska i Łużyc, ze szczególnym uwzględnieniem Dolnego Śląska i Wrocławia. Oddzielną kolekcję w BCUWr stanowią „Wystawy”, które prezentują przede wszystkim tematykę dotyczącą Śląska i Wrocławia w oparciu o dokumenty biblioteczne, muzealne lub archiwalne wydane pierwotnie drukiem w formie katalogów, e-książek lub materiałów dokumentujących ekspozycje. W BCUWr gromadzi się również multimedia, których treści są przygotowane i wykorzystywane przede wszystkim w celach edukacyjnych, badawczych i naukowych, a także w celu promocji Uniwersytetu Wrocławskiego, Biblioteki UWr i regionu.
    Należy odnotować tu fakt że w roku poprzedzającym likwidację Gabinet Śląsko-Łużycki nastąpiło załamanie ilości dodawanych publikacji (3-4 razy mniej niż w latach poprzednich).

    Poszukiwania oparto głównie o zbiory Wojewódzkiej i Miejskiej Biblioteki Publicznej im. C. Norwida w Zielonej Górze, która jest w posiadaniu największej kolekcji zielonogórskich regionaliów. Rozproszenie poniemieckich zasobów wymusiło konieczność eksploracji zbiorów innych bibliotek (m.in. pokaźną liczbą druków zielonogórskich pochwalić się może Gabinet Śląsko-Łużycki Biblioteki Uniwersytetu Wrocławskiego oraz Archiwum Państwowe w Zielonej Górze).

    [Marek Krajewski] Bardzo długo, bo od wczesnej mojej młodości aż do do 31. roku życia, kiedy napisałem moją pierwszą powieść. Przez ten cały czas gromadziłem w swoim małym domowym archiwum różne materiały do historii Wrocławia: mapy, widokówki i nawet sztućce ze znanych wrocławskich przedwojennych restauracji. Pisząc moje powieści, korzystam oczywiście z tego archiwum, ale największe znaczenie ma dla mnie przebogaty zbiór materiałów do historii Wrocławia, a mianowicie Gabinet śląsko-Łużycki Biblioteki Uniwersyteckiej. Tam jest wszystko, czego potrzebuję. Spędzam tam zwykle około miesiąca, już po napisaniu powieści. Wtedy sprawdzam wszystkie szczegóły historycznie i topograficzne.

    Co do poszukiwań w bibliotekach, zapewne warto spenetrować te okoliczne w poszukiwaniu jakichś monografii. Gdyby to się okazało za mało rzeczywiście bezkonkurencyjna w źródła wydaje się być Biblioteka Uniwersytecka we Wrocławiu. A dokładniej Gabinet Śląsko-Łużycki. Tylko aby stamtąd można było się czegoś dowiedzieć trzeba przewertować mnóstwo prasy regionalnej, Adressbuchów itd itp.

    Poszukując źródeł ikonograficznych dotyczących Milicza przeprowadzono kwerendę w państwowych zbiorach bibliotecznych (Gabinet Śląsko-Łużycki, Oddział Zbiorów Graficznych, Oddział Starych Druków i Oddział Rękopisów Biblioteki Uniwersyteckiej), muzealnych (Gabinet Grafiki i Dział Dokumentów Muzeum Narodowego) i archiwalnych (Zbiór Ikonografii Archiwum Państwowego) we Wrocławiu oraz w Niederschlesisches Bildarchiv im Herder-Institut e.V. w Marburgu.

    Dla Śląska istotnym jest również Gabinet Śląsko-Łużycki, gdzie gromadzi się druki, książki, dokumenty, czasopisma, fotografie związane z dziejami krainy oraz prowadzi badania dotyczące historii, kultury i tradycji tej ziemi.
  • Gość: fanka Gabinetu IP: *.wroclaw.vectranet.pl 30.04.11, 23:32
    Gdy przeczytałem pierwszą informację, że Rektor Uniwersytetu Wrocławskiego zlikwidował Gabinet Śląsko-Łużycki, pomyślałem, że to jakieś spóźnione echo żartu primaaprilisowego. Niestety, to fakt.
    Na stronie U.Wr. jeszcze niczego niepokojącego nie widać – można przeczytać o 65-letniej historii GŚŁ – najstarszego oddziału Biblioteki Uniwersyteckiej, można zapoznać się z celami jego funkcjonowania, poznać godziny pracy i nazwiska pracowników.
    Ale gdy przeczytamy „Zarządzenie Nr 29/2011 Rektora Uniwersytetu Wrocławskiego z dnia 24 marca 20011 r. wprowadzające zmiany do Regulaminu organizacyjnego systemu biblioteczno-informacyjnego Uniwersytetu Wrocławskiego”, wchodzące w życie z dniem podpisania, to okazuje się, że GŚŁ po prostu nie ma („Załącznik Nr 1” to schemat organizacyjny Biblioteki; dotychczasowy schemat, jeszcze z GŚŁ jest nadal na stronie Biblioteki).
    Nie ma obawy, zgromadzone w GŚŁ zbiory nie pójdą na przemiał, ale zostaną wchłonięte przez ogólny księgozbiór i rozpłyną się w wielkiej masie, zniknie specjalistyczna placówka poświęcona Śląskowi i Łużycom, która gromadziła wydawnictwa nie tylko na zasadzie przyjmowania egzemplarzy obowiązkowych, ale z intencją zgromadzenia całości dorobku wydawniczego dotyczącego regionu. I dla ludzi tym regionem się zajmujących – historyków, historyków sztuki, krajoznawców, regionalistów, stanowiła swego rodzaju Mekkę, taką „centralną bazę danych”. Nie mam wątpliwości, że dla tych dziedzin to fatalna wiadomość, a rozproszone zbiory GŚŁ utracą znaczną część swej wartości i użyteczności.
    Mam jeszcze cień nadziei, że po jakichś protestach i odwołaniach ta decyzja może zostać zmieniona... Ale raczej tylko cień.
    --
    Za internetowym słownikiem języka polskiego:
    poczciwy
    1.odnoszący się do innych życzliwie, przyjaźnie, przychylnie, łagodnie; niezdolny do skrzywdzenia kogoś; dobroduszny, zacny
    2.świadczący o życzliwości, przychylności; wyrażający życzliwość
    3.wzbudzający dobre, życzliwe uczucia

    Marta Burbianka (ur. 18 marca 1898 we wsi Ryngowiany, Żmudź, zm. 29 października 1973 we Wrocławiu), polska historyczka, bibliotekarka, badacz drukarstwa; działaczka polonijna i oświatowa. Przyczyniła się do rozwoju Biblioteki Uniwersytetu Wrocławskiego. Była kustoszem Biblioteki (1953), od 1955 docentem, od 1964 profesorem nadzwyczajnym. Z pracy w bibliotece odeszła na emeryturę w 1968.
  • Gość: dawny pracownik BU IP: *.wroclaw.vectranet.pl 16.05.11, 21:13
    Słuchając w niedzielę biblijnej przypowiastki nie przypuszczałem że doszukam się w niej analogii do sytuacji jaka rozwinęła się w Bibliotece Uniwersyteckiej, a jest opisywana od kilku lat na tym forum.
    Jest prawdą stara jak świat prawda że owce pójdą za swoim, czytaj dobrym pasterzem.
    Równie prawdziwe jest stwierdzenie, że owce nie pójdą za obcym pasterzem.
    U nas życie dopisało trzecią prawdę, że zły pasterz poprowadzi owce na zatracenie.
    Czasy swoich, identyfikujących się z Biblioteką i jej pracownikami, dyrektorów odeszły.
    Dyrekcja nie jest akceptowana przez załogę, co więcej nie jest dla załogi żadnym autorytetem. Aby to zmienić dyrekcja nie koryguje swojego postępowania, a wymienia na niespotykaną dotychczas skalę kadrę kierowniczą i zwalnia pracowników. Obecna dyrekcja wypowiedziała prawdziwą wojnę pracownikom Biblioteki. Tak nie było nawet w okresie terroru UB.
    Zapoczątkowane w ubiegły piątek zwolnienie ponad 20-tu pracowników jest wydarzeniem bez precedensu w 66-letniej powojennej historii Biblioteki.
    Pamiętam poprzednie redukcje zatrudnienia prowadzone zresztą na znacznie mniejszą skalę. Uwczesne dyrekcje starały się osłodzić gorycz zwolnień. Obecna dyrekcja wręczając wypowiedzenia robi to z widoczną i dającą się odczuć satysfakcją.
    Od kilkunastu, może nawet kilkudziesięciu lat władze Uniwersytetu patrzą niechętnym okiem na Bibliotekę, bibliotekarki i bibliotekarzy. Poprzedni dyrektorzy byli po naszej stronie barykady czego nie można powiedzieć o obecnej "dyrekcji" Biblioteki Uniwersyteckiej.
  • Gość: dawny pracownik BU IP: *.wroclaw.vectranet.pl 17.05.11, 19:09
    forum.gazeta.pl/forum/w,72,125266082,125266082,W_piatek_trzynastego_uniwersytet_zwolnil_biblio_.html
  • guinnes.2010 17.05.11, 23:59
    Warto przeczytać (zwłaszcza notatkę ze spotkania z JM).
    www.solidarnosc.uni.wroc.pl/news.php
  • Gość: JG IP: *.opera-mini.net 18.05.11, 03:50
    To ciekawe, na 11.V , kiedy J.M. rozmawiał o zwolnieniach ze związkami, datowane jest pismo J.M. rozwiązujące ze mną umowę o pracę. Czyli było to w zasadzie spotkanie bezprzedmiotowe.

    Z tej notatki dowiadujemy się, że J.M. rozwiązał właśnie sławną Komisję, która zresztą i tak nie działała, bo niedługo po jej powołaniu sam J.M. zdymisjonował jej kierownictwo a część składu po tym fakcie sama zrezygnowała z członkostwa w niej. Wbrew temu co miał mówić J.M., Komisja, zanim zamarła, zdążyła zgłosić tylko wniosek o wprowadzenie kadencyjności w zarządzaniu Biblioteką (co jest jednak nowoczesnym rozwiązaniem, dożywotnie synekury, to jednak relikt feudalizmu). No i nieoczekiwanie ożyła parę tygodni temu, żeby zaprotestować przeciw kasacie Gabinetu. Jeżeli powiedział o Komisji, to co zapisano w notatce, to znaczy, że znacznie się rozminął z faktami w tej kwestii.
    Może nasza Dyrekcja swoimi sławnymi potokami wymowy zahipnotyzowała J.M. "na amen" i w ten sposób zapewniła sobie tak bezdyskusyjne poparcie? :-)

  • Gość: bibliotekarka IP: *.wroclaw.vectranet.pl 20.05.11, 22:25
    Komisja wysłała do JM Rektora dwa bardzo istotne pisma z punktu widzenia Biblioteki Uniwersyteckiej. A to że racja stanu Biblioteki diametralnie różni się od stanowiska jakie reprezentuje JM Rektor to tylko źle świadczy o ocenie sytuacji w Bibliotece przez JM Rektora.
  • Gość: Bibliotekarz IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.05.11, 14:35
    > A to że racja stanu Biblioteki diametralnie różni się od
    > stanowiska jakie reprezentuje JM Rektor to tylko źle świadczy o ocenie sytuacji
    > w Bibliotece przez JM Rektora.

    Szanowna Koleżanko,

    pozwalam się nie zgodzić z Panią w ocenie sytuacji w Bibliotece i w ocenie wiedzy Pana Rektora.

    Może powinienem zacząć od stwierdzenia, że moje uwagi nie są przez nikogo inspirowane, że nie mam żadnych specjalnych względów u Władz Uczelni, ani też żadnych poufnych kontaktów. Moje opinie kształtuję na podstawie ogólnie dostępnych informacji, nie ukrywam, że także pochodzących z korytarzy i gabinetów w Gmachu Głównym. Bardzo wysoko cenię i szanuje naszego Rektora, ale Pan Rektor mnie nie zna.

    Według moich ocen Pan Rektor właściwie ocenia sytuację w Bibliotece. Proszę pamiętać, że Pan Rektor ma oprócz Pani Dyrektor informacje pochodzące od Rady Bibliotecznej. Jestem przekonany, że korzysta z opinii Rady oraz Pani Profesor, która reprezentuje interes Biblioteki.
    Interesu Biblioteki nie reprezentują związki zawodowe. Proszę zauważyć, skąd pochodzą panowie przewodniczący obu związków zawodowych i powiązać tę informację z tym, co się mówi o kandydatach w przyszłych wyborach rektorskich. Nie ulega wątpliwości, że protesty niektórych naszych kolegów są inspirowane. Trzy lata temu nasza akcja była skuteczna i doprowadziła do pozytywnych zmian na Uczelni i do poprawy naszej sytuacji. Niektórzy marzą o wykorzystaniu skuteczności bibliotekarzy do celów sprzecznych z naszym interesem. Dlatego uważam, że katastrofie należy zapobiec.
  • Gość: bibliotekarka IP: *.wroclaw.vectranet.pl 24.05.11, 22:39
    "Według moich ocen Pan Rektor właściwie ocenia sytuację w Bibliotece. Proszę pamiętać, że Pan Rektor ma oprócz Pani Dyrektor informacje pochodzące od Rady Bibliotecznej. Jestem przekonany, że korzysta z opinii Rady oraz Pani Profesor, która reprezentuje interes Biblioteki."

    JM Rektor, przy pełnym szacunku dla funkcji jaką sprawuje, nie miał kompletnie rozeznania co do oczekiwań i nastrojów w Bibliotece Uniwersyteckiej gdy powoływał Komisję.

    Pragnę przypomnieć, że w demokratycznych wyborach 16 członków komisji, złożonej w połowie z kierowników i w połowie z szeregowych pracowników, wzięło udział prawie 100 % załogi. W wyborach wygrała ta część kandydatów która była w mniej lub bardziej jawnej opozycji wobec dyrekcji. Późniejsza przewodnicząca Komisji uzyskała w wyborach prawie 90 % głosów.

    Komisja miała pelny mandat do reprezentowania załogi jako głos doradczy opiekującego się nami prorektora. Zajęła się sprawami najważniejszymi dla załogi. Złożeniem wniosku o kadencyjność dyrekcji oraz sprawami płacowymi.
    Wnioski te trafiły do kosza, nie było na nie żadnego odzewu.

    Kiedy JM Rektor zorientował się że Komisja nie działa po Jego myśli zdymisjonował Przewoniczącą demokratycznie wybranej Komisji. W proteście część członków Komisji złożyła mandaty.
    Komisja dała o sobie jeszcze raz znać gdy do JM Rektora wpłynął protest w sprawie likwidacji Gabinetu Śląsko-Łużyckiego opublikowany na stronie Komisji.
    To uswiadomiło po raz kolejny JM Rektorowi że nie panuje na poczynaniami Komisji i ją rozwiązał.

    ROZWIĄZAŁ DEMOKRATYCZNIE WYBRANY PRZEDSTAWICIELSKI ORGAN ZAŁOGI BIBLIOTEKI UNIWERSYTECKIEJ!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

    Tak więc Panie Kolego, JM Rektor poniósł kompletną porażkę z pomysłem Komisji, która w jego zamierzeniach miała być przyzwoitką na potrzeby spełnienia wymogów protokołu Państwowej Inspekcji Pracy, która dopatrzyła się mobbingu w poczynaniach dyrekcji oraz stwierdziała łamanie prawa przez dyrekcję.

    JM Rektor ma w tej chwili do wyboru albo zmienić dyrekcję albo wymienić załogę. Dyrekcji jak na razie nie zmienił, za to wziął się za wymianę załogi. Kilka osób zwolniono. Kilkanaście odeszło z różnych przyczyn. Przyjęto około dwudziestu nowych pracowników w roku ubiegłym.
    13 maja wręczono wypowiedzenia 22 "starym" pracownikom.

    Czy ta wymiana załogi i następne w przyszłości rozwiążą problem dyrekcji nie lubianej przez załogę. Nie!
    Nowo przyjęci pracownicy po rozeznaniu sytuacji w jakiej się znaleźli zajmują pozycji negatywne, a nawet krytyczne wobec dyrekcji.

    Jest oczywistą sprawą dla każdego myślącego, że obecnej dyrekcji nie da się lubić.
  • Gość: JG IP: *.opera-mini.net 25.05.11, 01:34
    > Jest oczywistą sprawą dla każdego
    > myślącego, że obecnej dyrekcji nie da się
    > lubić.

    gdyby to tylko o uczucia chodziło, to może dałoby się przeżyć. W końcu szefa można nie lubić, ale jak ten działa sensownie, zgodnie z interesem firmy i pracowników, to jest przynajmniej satysfakcja, że sprawy idą w dobrym kierunku i z korzyścią dla wszystkich. W przypadku Biblioteki nie widać ani sensu w działaniach jej zarządu, ani pożytku dla firmy, a już zupełnie brak dbałości o interes pracowników, traktowanych zupełnie instrumentalnie i bez szacunku, jak wyrobnicy. To nie rokuje dobrze na przyszłość w żadnym układzie, nawet takim, jaki obecnie jednoczy tych, którzy decydują o sprawach BU.
  • Gość: JG IP: *.opera-mini.net 25.05.11, 02:19
    > Jest oczywistą sprawą dla każdego
    > myślącego, że obecnej dyrekcji nie da się
    > lubić.

    gdyby to tylko o uczucia chodziło, to może dałoby się przeżyć. W końcu szefa nie trzeba lubić, ważne, żeby kompetentnie zarządzał sprawami firmy, zgodnie z jej interesem i z korzyścią dla pracowników.

    W przypadku Biblioteki to nie zachodzi - niezmiernie trudno się dopatrzeć sensu w działaniach jej zarządu, podobnie jak pożytku dla firmy, natomiast zupełnie wyraźny jest brak dbałości o interes pracowników, bez ogródek traktowanych instrumentalnie i bez szacunku, jak wyrobnicy. Dyrekcja nie wykazała żadnej inwencji nawet w sprawach,w których była w stanie coś zrobić, np. w sprawie tzw. uzpełnienia kwalifikacji zawodowych itp. To nie rokuje dobrze na przyszłość. W żadnym układzie.
  • Gość: dawny pracownik BU IP: *.wroclaw.vectranet.pl 29.05.11, 21:57
    Rozpoczął się pod Urzędem Marszałkowskim o godzinie 12-tej, a zakończył się pod Urzędem Wojewódzkim o godzinie 14-tej.
    Delegacja Uniwersytetu Wrocławskiego niosła potężny baner z napisem "Żądamy przywrócenia do pracy 22 bibliotekarzy zwolnionych w wyniku pozornej restrukturyzacji".
    Na ulotce rozdawanej w czasie wiecu było napisane ponadto "Otrzymali wymówienia mimo zdecydowanego sprzeciwu związków zawodowych.
    Dzisiaj bibliotekarze, jutro my!
    Solidarność z nimi to nasz obowiązek."
    Uczestnicy wiecu w swoich relacjach podkreślali, że w swoim wystąpieniu podczas wiecu przewodniczący Dolnośląskiej Solidarności obszernie omówił sytuację na Uniwersytecie Wrocławskim oraz wokół zwolnień w Bibliotece Uniwersyteckiej.
  • Gość: Bibliotekarz IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.05.11, 22:12
    To oburzające!! Związki zawodowe chcą rządzić na Uniwersytecie. Jeszcze trochę a będą decydowały o tym, kto ma dostać doktorat, a kto habilitację. Mam nadzieję, że Jego Magnificencja się nie ugnie i nie zrezygnuje z planów stworzenia we Wrocławiu czołowej uczelni w Europie. Panie Rektorze, cała Uczelnia Pana popiera! Proszę nie schodzić ze słusznie wybranej drogi.

    Bibliotekarz
  • Gość: JG IP: *.opera-mini.net 30.05.11, 01:46
    > Mam nadziej
    > ę, że Jego Magnificencja się nie ugnie i nie
    zrezygnuje z planów stworzenia we
    > Wrocławiu czołowej uczelni w Europie.

    W to nie wątpimy. Gdyby J.M. w sprawach istotnych dla uczelni wykazał taki upór i determinację, z jakim "dyscyplinuje" bibliotekarzy, to kto wie? może Uniwersytet przesunąłby się o miejsce lub dwa w krajowych rankingach? albo nawet osiągnął takie notowania, jak wtedy, kiedy zaczynał kadencję?
  • Gość: Hubert IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.05.11, 22:14
    panie klakier, jakiż pan żałosny w tych peanach na cześć JM. Z pewnością nie popiera go cała uczelnia, przyjmij wreszcie to do wiadomości.
    Rektorem powinien wreszcie zostać prawy człowiek, który nie będzie krzywdził swoich pracowników, nie będzie w tak lekkomyślny sposób dysponował ludzkim losem i marnował majątku uczelni, jakim są niewątpliwie wykwalifikowani pracownicy, którzy po kilkunastu latach służby bibliotecznej wyrzucani są na bruk. Jeśli już miało dojść do redukcji etatów to robi się to w cywilizowany sposób, rozmawiając o tym przede wszystkim z kierownikami oddziałów, którzy najlepiej wiedza kto jest przydatny. W BUWr niestety jest wielu ludzi ze schorzeniami psychicznymi i to oni są mało produktywni, ale ich redukcje nie dotyczą, są ponadto ludzie dopiero co przyjęci do pracy, bez bibliotekarskiego wykształcenia, których trzeba przyuczać do zawodu. To jest dopiero marnotrawstwo czasu i pieniędzy!
  • Gość: Obserwator IP: *.wroclaw.mm.pl 31.05.11, 15:08
    > Rektorem powinien wreszcie zostać prawy człowiek, który nie będzie krzywdził sw
    > oich pracowników, nie będzie w tak lekkomyślny sposób dysponował ludzkim losem
    > i marnował majątku uczelni, jakim są niewątpliwie wykwalifikowani pracownicy, k
    > tórzy po kilkunastu latach służby bibliotecznej wyrzucani są na bruk.

    Oj naiwni bibliotekarze. Naczytaliście się teoretycznych bzdur o demokracji, że to taki wspaniały system, w którym zwykli ludzie mogą decydować o tym, kto nimi rządzi. A realia są takie, że demokracja to gigantyczny układ interesów, koterii i zwalczających się/popierających grup interesu. I nie inaczej jest jeśli chodzi o wybory rektora. Przed wyborami w 2008 r. kandydat na rektora pan B. przyszedł do BUWr i "z troską pochalał się nad problemami bibliotekarzy". Nawet nic specjalnego nie obiecał. Wystarczyło, że "się z troską pochylał". A wy wpadliście w amok radości: oto mesjasz, który rozwiąże nasze problemy. Dorośli ludzie z wyższym wykształceniem dali się podejść jak dzieci! Dokładnie tak jest w demokracji. Lud jest potrzebny raz na cztery lata żeby się koterie i grupy wpływu odpowiednio ustawiły przy korycie.
    Wybraliście pana B. na rektora, a on szybko wam pokazał kogo popiera: oczywiście dyrekcję, a was ma głęboko w ... I już się z troską nie pochyla.

    >Jeśli już
    > miało dojść do redukcji etatów to robi się to w cywilizowany sposób, rozmawiaj
    > ąc o tym przede wszystkim z kierownikami oddziałów, którzy najlepiej wiedzą kto
    > jest przydatny.

    Akurat. Dyrekcja w oczywisty sposób wykorzystała redukcje w zatrudnieniu żeby wywalić z pracy wszelkich oponentów. Teraz nikt tym babom nie podskoczy. Uszy po sobie a "ruki po szwam" i realizować projekty pana Ż. i inne wymysły dyrekcji, dzięki którym jest ona pozytywnie odbierana przez rektora. A kogo to obchodzi, że wywalono często zasłużonych pracowników z dużym doświadczeniem. Liczy się posłuszeństwo wobec władzy. Co zostało zrealizowane.
  • Gość: troglodyta IP: *.centertel.pl 31.05.11, 17:52
    Obserwatorze, co nam do projektu p.ż. zmoczy to zmoczy 4 litery. jego problem. jak wasza władza pozwalnia jeszcze następnych pracowników, to będzie musiała sama wykonywać obowiązki pozwalnianych. bardziej bym się martwił o zdrowie władzy, bo licho wygląda. ślachetne zdrowie, nikt się nie dowie...
  • Gość: JG IP: 156.17.58.* 02.06.11, 16:06
    @troglodyta: projektów p. A.Ż. w żadnym wypadku nie należy bagatelizować. Sam mgr A.Ż., do niedawna mało komu znany, może nie jest tu aż tak istotny, ale ktoś przecież powierzył mu publiczne miliony, a teraz przedłuża terminy realizacji grantów, mimo ciągłego braku efektów. I ktoś mu daje nowe granty.

    Wystarczy zajrzeć do cytowanego tu zarządzenia Rektora z 24.III, żeby zobaczyć co znaczy obecnie w strukturze BU oddział p. A.Ż.
    Bardziej dobitnie to widać na Piasku, gdzie oddział p. A.Ż. "zjadł" najpierw introligatornię mistrza Bereziuka (czyli sale im. B. Kocowskiego) i pół pracowni Rękopisów, przez co i reszta straciła funkcjonalność przez zagracenie i pozbycie się czytnika mikrofisz (ale to o tyle nie wadzi, że i tak zaniechano właściwych dla tego oddziału prac).
    Wreszcie skanery p. A.Ż. wyparły i czytelników z rękopiśmiennej czytelni i ci teraz muszą siedzieć w przechodnim korytarzu, mając do dyspozycji tylko 3 stoły (a tu akurat pozjeżdżało się bractwo ze świata szerokiego, żeby sobie rękopisy poczytać).
    Dziś natomiast wchłonięta została szatnia biblioteczna, którą przeniesiono pod okno w korytarzu na 1.p.
    To jest na prawdę imponujący rozwój i to pomimo tego, że mityczne multimedialne i interaktywne aplikacje p. A.Ż. to ciągle niespełniona nadzieja naszej Dyrekcji i J.M. Osobiście wątpię, żeby "zmoczył 4 litery", nawet jak efektów dalej faktycznie nie będzie. Ale kto wie, może w połowie czerwca powali w końcu wszystkich malkontentów na kolana swoją technologią.
    Pewnie dopinanie tych cudów "na ostatni guzik" zajmuje mu tyle czasu, że, jak pisałem wcześniej, trzeba było czekać niemal miesiąc na prostą informację o digitalnych zasobach jego "macierzy" (dyskowych). Z otrzymanej w końcu odpowiedzi wynika co prawda, że dotąd nie zrobił reprodukcji miniatur, których wykonanie i opis były przedmiotem jego 1. grantu, z 2007 r. (i miały być gotowe do końca 2008 r.), ale widać nie tylko terminy, ale też i zakres grantów musiały się zmienić. Z aprobatą fundatora z pewnością.
  • Gość: JG IP: *.opera-mini.net 02.06.11, 19:28
    > przecież powierzył mu publiczne miliony,
    a teraz przedłuża terminy realizacji
    > grantów, mimo ciągłego braku efektów. I
    ktoś mu daje nowe granty.

    autokorekta: w oczywisty sposób jestem niesprawiedliwy w ocenie tych grantów - zasadniczy efekt został już dawno osiągnięty, przecież transfery "brzęczącej monety" na właściwe konta, czyli to o co wszystkim chodziło (łącznie z donatorami, przypuszczam), zostały już dokonane. Sam zainkasowałem z tego funduszu 6 tys. PLN (brutto; z 24 tys zaplanowanych), więc wiem o czym mówię. Zresztą potwierdzają to wielkie maszyny p. A.Ż., zajmujące kolejne pomieszczenia na Piasku. Przecież nie są to dary wzruszonych producentów. Nie wykluczałbym takiej ewentualności, że nasza Znakomita Dyrekcja odbiera w przyszłości laur ministerialny za nadspodziewanie efektywne wykorzystanie funduszy ministerialnych/ unijnych :-)
  • Gość: Bibliotekarz IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.05.11, 21:34
    Szanowny Panie Obserwatorze,

    pozwalam sobie nie zgodzić się z Panem. Pan Rektor dotrzymał słowa danego w czasie kampanii wyborczej. Zresztą, Pan Profesor Bojarski o stanowisko Rektora nie zabiegał. To wyborcy poprosili Go o to, by wystartował i uchronił Uniwersytet przed ostatecznym upadkiem. W delegacji, która nalegała aby ówczesny Dziekan wystartował byli przedstawiciele wszystkich wydziałów, osoby zasłużone dla Uczelni, w tym przedstawiciele Biblioteki. Jeśli przed ostatecznym głosowaniem obecny Rektor spotykał się z elektoratem, to nie po to, by do siebie przekonywać, gdyż od chwili gdy zgodził się kandydować, miał Berło Rektorskie w kieszeni, lecz po to, by lepiej poznać potrzeby Uniwersytetu, w tym potrzeby zwykłych pracowników, takich jak my bibliotekarze. I dobrze wypełnia jak dotąd swoją misję.
  • Gość: gość IP: *.e-wro.net.pl 31.05.11, 22:42
    To co wypisuje ten "bibliotekarz" to jest liżydupstwo w tak skrajnej postaci, jakiej w swoim dość długim życiu nie widziałem.
    Jest całkowicie w tym odosobniony i ma czelność pisać, że "cały uniwersytet" popiera tego - teraz już widać jak na dłoni - niewydarzonego rektorzynę, sprowadzonego do roli notariusza ekscesów dyrekcji biblioteki