na trzech poziomach edukacyjnych na razie, podstawówka, gimnazjum i
liceum. Oboje z mężem mamy takie wykształcenie i zainteresowania że
na tym etapie jesteśmy wstanie pomóc naszym dzieciom. Ale w czyn tu
pomagać, na nauce myślenia, bronienia swoich przekonań i wiedzy.
Oceny nie są ważne i wyniki testu ważne co mają w głowie. Największym
problemem było dla nas przekonanie dzieci że nauczyciel też może
palnąć bzdurę, i jak to zrobić by nie uszargać autorytetu autorytetu.
Ale kiedy nauczyciel biologi z jednego najlepszych LO w Krakowie
palnęła że cytoplazma jest kowalna, a plazmidy tną DNA jak enzymy
restrykcyjne ręce mi opadły. Moje dziecko okazało się bezczelne i
kłótliwe ma 4 a nie 5 kiedy chciało wyjaśnić te ciekawostki
przyrodnicze. Nie uczy się myśleć, weryfikować wiedzy. Problem
zaczyna się już w podstawówce a kończy gdy młodzi ludzie przychodzą
do pracy robią tylko co muszą. Brak mi też takiej pasji "nie wiem to
poszukam w książkach internecie gdziekolwiek, może nawet zapytam".
Mnie uczono że wiedza leży na półkach w postaci książek i innych
materiałów, nie jestem wstanie wszystkiego opanować ale umiem
korzystać i uczyć się. Teraz nawet półek nie ma, a w gimnazjum uczy
się czytać ze zrozumieniem.
--
[img]http://tiny.pl/b7w2[/img]