Nie wjeżdżaj na skrzyżowanie, jeśli nie możesz go opuścić - informuje kierowców nowe oznakowanie, jakie pojawiło się u zbiegu ul. Powstańców Śląskich i Swobodnej.
Ciekaw jestem czy kiedykolwiek robiono badania IQ pracownikom Urzędu
Miejskiego, a zwłaszcza BRW i Działu Zarządzania Ruchem. Wyniki byłyby na
pewno szokujące.
Po pierwsze nikt z kierowców nie wie po co pomalowano to skrzyżowanie i co
niby ma ten kolor oznaczać. Nie ma takiego czegoś w rozporządzeniu o znakach i
sygnałach drogowych.
Po drugie niby dlaczego czerwona jezdnia miałaby uniemożliwiać wjazd na
skrzyżowanie? Stoją na środku na czarnym, stać będą i na czerwonym.
Po trzecie jak ktoś słusznie zauważył farba jest śliska, zwłaszcza po deszczu.
O ile się orientuję istnieją normy na szorstkość nawierzchni, a zabiegi
zmniejszające ten współczynnik mogą być zakwalifikowane jako stwarzanie
zagrożenia w ruchu lądowym (art.174 KK). Niewykluczone, że trzeba będzie
zainteresować tym prokuraturę. A ostrzegałem panią Nosek, że zarządzanie
ruchem i drogami jak się nie ma o tym pojęcia to igranie z ogniem i prędzej
czy później narobi sobie kłopotów.
Po czwarte wreszcie na dużych obszarowo skrzyżowaniach przepis o zakazie
wjazdu na skrzyżowanie jeśli nie można z niego zjechać jest czystą fikcją.
Kierowca przy najszczerszych chęciach nie jest w stanie przewidzieć, że
ruszając z miejsca razem ze wszystkimi nie przejedzie skrzyżowania do końca
tylko utknie w połowie. Skąd niby ma wiedzieć, że za skrzyżowaniem jest
miejsce na 10 samochodów a światła wpuszczają 12 i on jest właśnie tym
dwunastym? Skąd ma wiedzieć jaka jest sytuacja na drodze 100 metrów i 12
samochodów przed nim? Zwłaszcza jak jedzie przed nim jakiś dostawczak albo
autobus i jego zasięg widzenia wynosi 5 metrów? To niewykonalne. Takie
problemy rozwiązywać trzeba inaczej a mianowicie planując odpowiednio programy
sygnalizacji świetlnej na całych ciągach komunikacyjnych, a w wersji
zaawansowanej odpowiednio sterując nimi przy pomocy systemu automatycznej
kontroli ruchu - pętle indukcyjne zliczająca samochody i system sterujący
sygnalizacją w taki sposób, żeby nie wpuścić na skrzyżowanie więcej samochodów
niż zmieści się za nim. Problem w tym, że żeby coś takiego dobrze zrobić
trzeba się nieźle nakombinować, a do tego mieć łeb, a nie wieszak do
kapelusza. Zagadka co mają wrocławscy urzędnicy na końcu szyi nie jest
specjalnie trudna.
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.