Re: 100k €/y w Polsce duzo czy malo?
Autor: Gość: Jaro
IP: *.range86-141.btcentralplus.com
21.11.09, 15:33
Mam nadzieje, ze dzieci ucza sie w szkolach sztuki argumantacji, bo z twojej
strony na razie same sady wartosciujace.
Powedz gdzie nie mam racji. Sa w Warszawie rewelacyjne szkoly, np. Montessori,
ale to sa szkoly polskojezyczne, gdzie angielski jest jedynie jezykiem
dodatkowym. Zreszta ta akurat szkola tez cos kolo £8-10K rocznie kosztuje a
zapisanie dziecka tam graniczy z cudem. CHodzilo mi o szkoly anglojezyczne,
brytyjska i amerykanska. TO kwestia pogladu, ale ja sie upieram ze wyksztalcenie
dziecka po angielsku daje ogromna przewage, mniej wiecaj taka jak wyksztalcenie
dziecka rosyjskiego ziemianina po francusku 150 lat temu.
A co do zanieczyszczenie srodowiska to nawet nie ma o czym dyskutowac. Przez
centra polskich jast jezdza stare ciezarowy i rozne inne diesle, czesto z
klebami czarnego dymu z tylu. Te samochody maja czesto zalatwiana inspekcje na
lewo. Zreszta dlatego sa one importowane z zachodu, bo tam trudniej z inspekcja
emisji spalin. Smrod z diesla jest mniej dranzniacy niz z benzyniaka, ale truje
wielokrotnie wiecej. Do tego dochodzi zanieczyszczenie pylem kalczukowym (tego
nie widac i nie czuc) i potworny halas.
Oczywiscie, gdy ktos mieszka w UK przy zjezdzie z autostrady albo tam gdzie
jezdza TIR-y to jest podobny problem, choc samochody sa nowsze i lepsze (sa na
pewno lepsze i nowsze niz w Paryzu, bylem zdziwiony ta obserwacja). Ale mozna
mieszkac z dala od ruchu, a wiekszosc osiedli ma zaulki, tak ze nie ma drog
przelotowych. DO ruchliwych centrow miast tez nie ma po co jezdzic, bo urzedy sa
przez internet, zaukupy lokalnie albo przez internet, praca moze byc i na
zabitej dechami wsi (np. europejska siedziba firmy Syngenta).
Oczywiscie, w Polsce tez mozna mieszkac w Podkowie Lesnej a do pracy dojezdzac
WKD i od razu ze stacji wchodzic do biurowca, tylko ze to jest wielka rzadkosc,
a problem narasta gdy dzieci maja isc do szkol srednich.
Fakt, jestem strasznie wyczulony na smrod i toksyny srodowiskowe, ale w UK
rzadko musze zamychac nawiew w samochodzie, zazwyczaj gdy jade za jakims "man
and a van" z gruchotem z polskim stylu (nie jest to zlosliwosc, to po prostu
koniecznosc zyciowa). W Polsce, smrodza ciezarowki, autobusy i kilkunastoletnie
zlomy z importu.
Dodaj jeszcze do tego ryzyko wypadku samochodowego i tego ze nieprzytomny
kierowca wjedzie w przystanek, na ktorym czekaja dzieci by dojechac do szkoly.
A co ma byc wazniejsze od tego? Tylko promocje w sklepach i zeby bylo co do
gardla wepchac?