Dodaj do ulubionych

Nawróceni... ekstremalnie...?

30.12.09, 18:35
Pewien (nie)znajomy doktor-filozof był zagorzałym ateuszem. Pisywał do
Racjonalisty, narzekając na udrękę losu niewierzącego w Polsce. Nagle..
zaczyna pisywać do Rzepy, bierze udział w aktualnych dyskusjach o Krzyżu i
publikuje... bardzo płomienne teksty o JPII - obrońcy tradycji, konserwatyzmie
amerykańskim, itp. Czy nawrócenie jest zawsze związane z neofickią
gorliwością? Czy można się nawrócić na pozycje "średnio" intensywne?
Przykładami radykalnego nawrócenia są - wg mnie - św. Paweł, autor Listów
Starego Diabła do Młodego, kard. Lustiger... Jakie są Wasze doświadczenia?

Talisker

Edytor zaawansowany
  • wkkr 30.12.09, 18:59
    obowiązuje prawo wahadła.
    Im większe przegięcie w jedną strone tym wieksze odbicie w drugą.
    ===========
    Ja byłem umiarkowanym sceptykiem a teraz jestem umiarowanym
    entuzjastą.
  • taliskerr 30.12.09, 19:54
    Czyli jednym słowem zmiana jest ilościowa, nie jakościowa, tak7
  • grzespelc 30.12.09, 22:20
    Jakie są Wasze doświadczenia?

    Początkowo poglądy miałem łagodne, tak przez pierwsze 2 lata, potem sie
    radykalizowałem, ale trudno powiesdzieć w jakiej mierze ta radykalizacja była
    spowodowana bardzo nieprzyjazną reakcją otoczenia, w jaiej nabywaniem wiedzy o
    kościele i katolikach, w jakiej wchodzeniem w wiek buntu (naście lat), a w
    jakiej była naturalnym procesem "po nawróceniu".
    Po paru latach poglądy mi złagodniały, a po wejściu na forum trochę zaostrzyły,
    widocznie kontakt z katolikami mi szkodzi.
  • lynx.rufus 30.12.09, 22:40
    grzespelc napisał:

    > widocznie kontakt z katolikami mi szkodzi.

    Jeszcze o tym nie mówiłem, ale jestem wybitnym psychiatrą. I w związku z tym
    pragnę dać Ci dobrą radę (nie daję diagnoz przez internet): przestań szukać
    uwarunkowań własnego zachowania w innych, przestań określać siebie poprzez
    relacje do innych, zacznij żyć własnym życiem. Przestań się bać być sobą.

    gente Ruthenus natione Polonus Lynx Rufus
  • diabollo 30.12.09, 22:47
    lynx.rufus napisał:

    > grzespelc napisał:
    >
    > > widocznie kontakt z katolikami mi szkodzi.
    >
    > Jeszcze o tym nie mówiłem, ale jestem wybitnym psychiatrą. I w związku z tym
    > pragnę dać Ci dobrą radę (nie daję diagnoz przez internet): przestań szukać
    > uwarunkowań własnego zachowania w innych, przestań określać siebie poprzez
    > relacje do innych, zacznij żyć własnym życiem. Przestań się bać być sobą.
    >
    > gente Ruthenus natione Polonus Lynx Rufus

    A propos, czcigodny Ryśku, a Ty jesteś takim hardcorowym katolikiem od "zawsze"
    czy jesteś neofitą?
    Nawróciłeś się?

    Kłaniam się nisko.
  • taliskerr 31.12.09, 16:00
    Ostatnie zdanie mojego pierwszego postu winno brzmieć "Co o tym sądzicie?". Nie
    chodziło mi w nim przecież o świadectwa.
    Ale może teraz z innej beczki. Można oczywiście rozważyć także "nawrócenia" na
    ateizm, agnostycyzm (we wszelkich odmianach i formach). Obserwacji takich
    nawróceń dostarczają na przykład niektórzy uczestnicy tego forum. Wydaje się, że
    tu szczególnie rzuca się w oczy siła neoficka. Tu ciekawi mnie taki fenomen: po
    co w tak misjonarski sposób atakują wiarę i wierzących? Czy to rodzaj misji
    (biedaczków trzeba ratować z tego przewrotnego pokolenia)? Czy to resentyment? A
    może poczucie wyższości? Jedno jest dla mnie pewne: bycie dzisiaj misjonarzem
    ateizmu jest wielce dziwne.
    Smutne na tym forum jest to, iż dyskusji jest tu dość niewiele. Raczej chodzi o
    wyśmianie i dowalenie przeciwnikowi. A to jest po prostu małe i biedne.
    Uporczywa obrona i maniakalny atak zamykają zazwyczaj umysł na subtelniejsze
    argumenty i fenomeny... także te dostarczane przez oponenta.
    T.
  • maika7 31.12.09, 16:57
    taliskerr napisał:

    > [...] Wydaje się, że
    > tu szczególnie rzuca się w oczy siła neoficka. Tu ciekawi mnie
    taki fenomen: po
    > co w tak misjonarski sposób atakują wiarę i wierzących?

    Nie wiem czy misjonarski to odpowiednie słowo. Wiekszość ludzi
    przekonanych do swoich pomysłow (nawet na sposób gotowania
    pomidorówki) probuje je propagować. Jedni silniej inni słabiej. W
    światopoglądzie idzie o "życie w prawdzie", więc motywacja do
    przekonywania jest silna.

    > Czy to rodzaj misji
    > (biedaczków trzeba ratować z tego przewrotnego pokolenia)?

    Mysle, ze tak samo, jak w druga stronę - "to nie my się mylimy,
    tylko Wy" :-)


    > Czy to resentyment?

    Alez do czego??

    > A może poczucie wyższości?

    Byc może - to też obserwujemy u obu przekonujących się stron.

    > Jedno jest dla mnie pewne: bycie dzisiaj misjonarzem
    > ateizmu jest wielce dziwne.

    Misjonarstwo? no mnie się tak nie kojarzy. Przekonywanie do swoich
    racji - tak. Misjonartwo - nie.


    > Smutne na tym forum jest to, iż dyskusji jest tu dość niewiele.
    Raczej chodzi o
    > wyśmianie i dowalenie przeciwnikowi. A to jest po prostu małe i
    biedne.
    > Uporczywa obrona i maniakalny atak zamykają zazwyczaj umysł na
    subtelniejsze
    > argumenty i fenomeny... także te dostarczane przez oponenta.

    Mało jest miejsc w necie, gdzie poziom rozmowy jest inny. Tu nie
    jest źle. fakt. Bywało lepiej :-) Ale każdy z nas ma wpływ na
    poziom. Warto więc zadac sobie pyatnie "co ja sam zrobiłem/łam, żeby
    było lepiej?"

    :-)
    M.
  • diabollo 31.12.09, 20:28
    taliskerr napisał:

    > Ostatnie zdanie mojego pierwszego postu winno brzmieć "Co o tym sądzicie?". Nie
    > chodziło mi w nim przecież o świadectwa.
    > Ale może teraz z innej beczki. Można oczywiście rozważyć także "nawrócenia" na
    > ateizm, agnostycyzm (we wszelkich odmianach i formach). Obserwacji takich
    > nawróceń dostarczają na przykład niektórzy uczestnicy tego forum. Wydaje się, ż
    > e
    > tu szczególnie rzuca się w oczy siła neoficka. Tu ciekawi mnie taki fenomen: po
    > co w tak misjonarski sposób atakują wiarę i wierzących? Czy to rodzaj misji
    > (biedaczków trzeba ratować z tego przewrotnego pokolenia)? Czy to resentyment?
    > A
    > może poczucie wyższości? Jedno jest dla mnie pewne: bycie dzisiaj misjonarzem
    > ateizmu jest wielce dziwne.
    > Smutne na tym forum jest to, iż dyskusji jest tu dość niewiele. Raczej chodzi o
    > wyśmianie i dowalenie przeciwnikowi. A to jest po prostu małe i biedne.
    > Uporczywa obrona i maniakalny atak zamykają zazwyczaj umysł na subtelniejsze
    > argumenty i fenomeny... także te dostarczane przez oponenta.
    > T.

    Czcigodny Taliskerze,

    Naprawdę i zupełnie poważnie cieszę się, że do nas przychodzisz.
    (Co jest stanowczym argumentem - wbrew krążącym plotkom i pomówieniom - że
    jednak mój antyklerykalizm ma swoje granice).

    Jeżeli chodzi o temat neofitów, to wyznam szczerze nie mam żadnych obserwacji,
    bo nikogo takiego osobiście nie znam.
    Pozostają mi tylko własne "świadectwa".

    Ateistą jestem już z ponad ćwierć wieku (a może dłużej, bo chyba wcześniej nie
    zastanawiałem się nad sensem czy bezsensem istnienia pana B.), więc o neofictwie
    też nie ma mowy.

    "Zawsze" też miałem poglądy feministyczne, ale ostatnio ten mój feminizm chyba
    naprawdę się mocno radykalizuje. A dzieje się to wprost proporcjonalnie do
    rozwoju mojej córki.
    Jeszcze trochę zacznę zakładać feministyczne bojówki.

    Kłaniam się nisko.
  • mary_ann 14.01.10, 10:15
    Moje osobiste doświadczenie (w sensie szerokim, tj. obserwacja mojego otoczenia,
    a stykam się z dość dużą liczbą osób...) wydaje się potwierdzać istnienie
    "syndromu neofity": nawróceni - czy to na wiarę, czy niewiarę - zwykle są
    bardziej gorliwymi wyznawcami od reszty przedstawicieli "wspólnoty". Natomiast
    prawdziwy (tj. skrajny) ekstremizm wiązałabym chyba raczej z uwarunkowaniami
    osobowościowymi - są tacy, którzy po prostu zawsze muszą stać w pierwszym rzędzie...

    Przy okazji witam się, bom tu pierwszy raz:-)) Dzień dobry!

    mary_ann
  • maria421 14.01.10, 10:31
    Witaj, Mary_Ann, podzielam Twoja opinie. Neofita w kazdej grupie stara sie
    udowodnic sobie samemu i innym ze naprawde do tej grupy nalezy. Stad wynika
    neoficka nadgorliwosc.
  • gumpel 14.01.10, 11:37
    maria421 napisała:
    > neoficka nadgorliwosc.

    No właśnie. Wszyscy tak uważają. Ale dlaczego używać pojęcia "nadgorliwość". Ono
    z zasady ma znaczenie negatywne. A przecie tu chodzi o POWAŻNE podejście do tego
    w co się wierzy. O chęć życia zgodnie z dogmatem. I wychodzi na to, że jak ktoś
    tak czyni to jest "nadgorliwy", a jak podchodzi nienadgorliwie, czyli z
    pryncypiami się zgadza, ale w szczegółach pozwala sobie na odstępstwa to jest
    OK. Ba, to właśnie ten ktoś staje się NORMĄ, do której porównuje się tego
    neofitę by przyczepić mu łatkę nadgorliwca. Czy to jest fair?

    G.


    --
    ...ita ut montes transferam ...
  • 0golone_jajka 14.01.10, 12:19
    Po prostu większość olewa sprawę (jaka by ona nie była), a neofita stara się ze wszystkich sił i przez tę większość jest traktowany nieco wrogo (no bo się lepiej, mocniej stara, a oni nie) i stąd 'nadgorliwość', a to nie jest nadgorliwość tylko gorliwość, a reszta jest po prostu niedbała. Ale że większość ma rację, to tak zaetykitują człowieka. A on chce dobrze, on się stara ze wszystkich sił być w zgodzie ze sprawą.
    --
    Zapraszam na jedyne wolne i otwarte forum o kościele i religii oraz Mężatki i żonaci (znudzeni)
  • a000000 14.01.10, 12:30
    e... ja myślę, że taki neofita szaleje bo sam siebie chce przekonać, że słusznie
    zrobił zmieniając światopogląd... gdy już się przekona to się uspokoi... i
    przestanie nadgorliwie wszystkim pokazywać, jaki to on jest pryncypialny.
    Tu Maria ma rację - gdy neofita poczuje się jednym z grupy - to ... przestanie
    być neofitą.

    --
    Nigdy nie dyskutuj z idiotą. Najpierw sprowadzi Cię do swego poziomu a potem
    pokona doświadczeniem.
  • 0golone_jajka 14.01.10, 13:25
    A poczuje się jednym z grupy gdy grupa stanie się nadgorliwa lub gdy on stanie się niedbały. A to moze długo potrwać.
    --
    Zapraszam na jedyne wolne i otwarte forum o kościele i religii oraz Mężatki i żonaci (znudzeni)
  • maria421 14.01.10, 12:52
    Nadgorliwosc to nie jest w tym przypadku zycie zgodnie z dogmatem lecz chec
    bycia bardziej katolickim niz papiez.
  • a000000 14.01.10, 13:59
    0golone_jajka napisał:

    > A co złego w skrupulatnym przestrzeganiu nakazów i zakazów wiary?

    skrupulanctwo prowadzi do dewocji i fanatyzmu.... Bóg dał człowiekowi ROZUM -
    aby potrafił czytać przesłanie ze zrozumieniem - i widział DUCHA, nie samą literę.


    --
    Nigdy nie dyskutuj z idiotą. Najpierw sprowadzi Cię do swego poziomu a potem
    pokona doświadczeniem.
  • gumpel 14.01.10, 20:21
    Chyba piszemy o różnych rzeczach. Dziś by być postrzegany jako "ekstremista"
    wystarczy przestrzegać zasad. Proste przykłady: odmówić uprawiania seksu przed
    zawarciem małżeństwa, odmówić udziału w zabawie tanecznej ze względu na Adwent,
    zapytać się w biurze podróży o to czy w miejscowości do której chce się jechać
    jest kościół (chodziło o wyjazd do Turcji na dwa tygodnie, a więc obejmujący 2
    niedziele). Jak się pewnie domyślasz są to przykłady nieprzypadkowe - "z
    życia". Pewna znana mi osoba z powodu takiego właśnie zachowania wyrobiła sobie
    łatkę ... "dewoty" (chodzi o kobiete, a zatem to "ta dewota". Przyczepiającymi
    łatę byli rzecz jasna "normalni" katolicy. Co ciekawe, największym powodem do
    wyśmiewania stała się kwestia "wakacji z kościołem". A więc, wcale nie trzeba
    być bardziej papieski od papieża (nie wiem jak pkt. 2, ale punkty 1 i 3 to chyba
    naruszenie przykazań).


    G.
    --
    ...ita ut montes transferam ...
  • isma 14.01.10, 21:00
    No, z pkt. 2 to rzeczywiscie troche przesada, albowiem Adwent jest
    czas radosnego oczekiwania, i zasadniczo tanczeniu nic na
    przeszkodzie nie stoi. Chyba zeby o Wielki Post chodzilo, wzglednie
    o piatek.
    Ale reszta, potwierdzam, szczegolnie zamiar uczestniczenia w Mszy
    sw. w niedziele mimo niesprzyjajacych okolicznosci (na 21.30
    bedziesz jechac???), to jest rzeczywiscie wystarczajacy do uznania
    za moher, fakt.


    --
    Kładka nad strumieniem
  • 0golone_jajka 14.01.10, 22:52
    Podobnie jest traktowany "ekstremizm" z drugiej strony. Jak ja odmawiam (ze względów religijnych) uczestnictwa w mszy podczas pogrzebu czy ślubu to patrzą na mnie jak na kretyna.
    --
    Zapraszam na jedyne wolne i otwarte forum o kościele i religii oraz Mężatki i żonaci (znudzeni)
  • maria42l 14.01.10, 22:56
    0golone_jajka napisał:

    > A co złego w skrupulatnym przestrzeganiu nakazów i zakazów wiary?

    nic

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.