Dodaj do ulubionych

oczami świętego

10.07.10, 09:31
Czy mamy elastyczne umysły? Czy możemy zobaczyć świat oczami
świętego?

Większość z nas ocenia innych ludzi, różnicuje ich „wartość”,
przypisuje jednym pozytywne, a innym negatywne motywacje. Może to
być jednoznaczny, mocny osąd seryjnego mordercy czy ludobójcy, aż po
przelotną myśl, że ktoś to co wykonał mógłby zrobić lepiej (co
sugeruje, że my zrobilibyśmy to lepiej).

Jak mógłby widzieć świat święty? Wejdźmy w rolę tego, który kocha
wszystkich i nikogo nie potępia. Możemy potraktować to jako
ćwiczenie aktorskie. Ale nie ćwiczymy roli świętego poprzez
wyobrażanie sobie jego świętości. Najpierw powcielajmy się w życie
tych, których oceniamy negatywnie w jakikolwiek sposób, w
jakimkolwiek aspekcie: irytującego współpracownika, nudnego
znajomego, ukochanej czy ukochanego, która/y jest cudowna/y,
ale………………. (dlatego mówimy, że nikt nie jest doskonały, bo w każdym
znajdziemy zawsze jakąś wadę, coś co oceniamy negatywnie). Dlaczego
tacy są? Z czego to wynika? Dlaczego tak, a nie inaczej ich
postrzegamy? Gdy przyłożymy się do tego ćwiczenia uczciwie, to
zobaczymy, że wszystko ma swoją przyczynę. Może dany irytujący nawyk
współlokatora wynika np. z biednego dzieciństwa albo wychowania w
wojskowym drylu? Może wzbudzający nudności maczo z pracy, to bardzo
niepewny siebie człowiek, który panicznie boi się, że odarty z tej
maski, delikatny i miły, byłby widziany jako „mięczak” i „frajer”?
Może wszystkie zachowania są maskami, rolami, które skrywają lęk
przed odrzuceniem, lęk przed osądem, oceną, przed brakiem
akceptacji? Może tak patrząc jesteśmy w stanie w każdym, dosłownie w
każdym, zobaczyć, poza maskami, dobrych ludzi, w istocie takich
samych jak my?

Można to potraktować jako ćwiczenie mózgu, wytwarzanie innego
sposobu pracy obwodów neuronowych, albo jako ćwiczenie czysto
aktorskie, albo jako ćwiczenie empatii, albo jako zabawę umysłu albo
jako ćwiczenie realizacji nakazów naszej religii (którakolwiek
religia by to nie była).

Gdy będziemy ćwiczyć z pewną determinacją, wystarczająco długo, to
może przyjść taki moment, że zobaczymy, że w istocie wszyscy są
dobrzy, wszyscy zasługują na szacunek, pomoc, troskę. Nagle w tym
ćwiczeniu możemy zobaczyć przebłysk innego świata. Świata całkowicie
przyjaznego, radosnego. Świata ludzi, których kochamy bez zastrzeżeń
i wyjątków, którym życzymy tylko dobrze. Świata, który lśni. Świata
całkowicie wolnego od obwiniania kogokolwiek w jakikolwiek sposób,
wolnego od obwiniania siebie, wolnego od jakiejkolwiek winy. Może
wtedy się okazać, że chcemy już tylko tak widzieć świat. Że już nie
chcemy przestać ćwiczyć widzenia oczami świętego. To nowe widzenie
może napełnić nas radością i szczęściem, nieznanymi wcześniej.
Radością i szczęściem, które jak żadne inne „radości i szczęścia”,
zależą tylko od nas, od tego jak chcemy postrzegać świat, które
zależą tylko od naszej woli, a nie od czegokolwiek poza nami.
Pozdrawiam serdecznie :))
Edytor zaawansowany
  • krytykantka07 10.07.10, 10:06
    wayout napisał:

    > Gdy będziemy ćwiczyć z pewną determinacją, wystarczająco długo, to
    > może przyjść taki moment, że zobaczymy, że w istocie wszyscy są
    > dobrzy, wszyscy zasługują na szacunek, pomoc, troskę. Nagle w tym
    > ćwiczeniu możemy zobaczyć przebłysk innego świata. Świata całkowicie >
    przyjaznego, radosnego. Świata ludzi, których kochamy bez zastrzeżeń > i
    wyjątków, którym życzymy tylko dobrze. Świata, który lśni. Świata > całkowicie
    wolnego od obwiniania kogokolwiek w jakikolwiek sposób, > wolnego od obwiniania
    siebie, wolnego od jakiejkolwiek winy. Może > wtedy się okazać, że chcemy już
    tylko tak widzieć świat. Że już nie > chcemy przestać ćwiczyć widzenia oczami
    świętego. To nowe widzenie > może napełnić nas radością i szczęściem, nieznanymi
    wcześniej. > Radością i szczęściem, które jak żadne inne „radości i szczęścia”,
    > zależą tylko od nas, od tego jak chcemy postrzegać świat, które > zależą tylko
    od naszej woli, a nie od czegokolwiek poza nami.

    Ależ przyjacielu.
    Zobaczyć w ludziach dobro to żadna sztuka.
    Tylko jak przekonać ich, że są dobrzy, skoro w to nie wierzą?
    Jak przekonać ich, że zasługują na szacunek, pomoc i troskę, skoro takie objawy
    ze strony innych traktują jako agresje i arogancję?
    W Twoim przypadku mi się udało, bo Ty rozumiesz słowa Jezusa, ale w przypadku
    innych?
    Sam oceń ;)

    --
    przesłanie religii poniżających kobiety brzmi: " facet pochodzi od małpy, a
    kobietę stworzył Bóg " ;)
  • oby.watel 10.07.10, 10:21
    To ćwiczenie raczej dla ateistów. Chrześcijanin jest dobry, a jego bliźni to
    szuja z definicji. Więc wczuwanie się w kogoś innego, to udostępnianie miejsca
    szatanowi. Na tym polega opętanie.

    --
    Spieszmy się czytać posty, tak szybko znikają...
  • astrotaurus 10.07.10, 10:43
    wayout napisał:

    ** Może tak patrząc jesteśmy w stanie w każdym, dosłownie w każdym, zobaczyć,
    poza maskami, dobrych ludzi, w istocie takich samych jak my?**

    Jasne, zwłaszcza kiedy zginie śmiercią bohaterskiego kamikadze. Wtedy nawet
    najbardziej zapiekły w małostkowości człowiek, nielubiący innych ludzi,
    nielubiący swojej pracy, cedzący wszystkie słowa przez zęby staje się po prostu
    świętym - ciepłym, serdecznym, otwartym....

    Wayout, zamiast bujać w obłokach "ćwiczeń umysłu" zajmij się przytomnym
    patrzeniem na świat i opisem stanu rzeczywistego.
    Normalny człowiek widzi jak jest (co dobre, co złe, co ochocze, co wymuszone...)
    i nie musi do tego wymieniać oczu na święte. :)

    --
    Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów
  • karbat 10.07.10, 11:01
    wayout napisał:

    > Jak mógłby widzieć świat święty? Wejdźmy w rolę tego, który kocha
    > wszystkich i nikogo nie potępia.

    wayout , spojrz na zycie oczami swietego Floriana , majacego
    zapobiegac pozarom , swietego Antoniego , ktory pomaga odszukac
    rzeczy zagubione .Innych swietych katolickich np. pomocnych w
    przypadkach sraczki .
    Katoliki wymyslily sobie frustratow w niebie .
    A ty sobie zawracasz tym glowe ,rozne sa hobby ;), fakt .

  • jol.a33 10.07.10, 17:16
    Myślę, że ludziom należy się przyglądać indywidualnie, a nie
    poprzez etykietki "wierzący" czy "inny". To ma się nijak do
    konkretnego człowieka.
  • jol.a33 10.07.10, 17:16
    astrotaurus napisał:
    >
    > ** Może tak patrząc jesteśmy w stanie w każdym, dosłownie w
    każdym, zobaczyć,
    > poza maskami, dobrych ludzi, w istocie takich samych jak my?**
    >
    > Jasne, zwłaszcza kiedy zginie śmiercią bohaterskiego kamikadze.
    Wtedy nawet
    > najbardziej zapiekły w małostkowości człowiek, nielubiący innych
    ludzi,
    > nielubiący swojej pracy, cedzący wszystkie słowa przez zęby staje
    się po prostu
    > świętym - ciepłym, serdecznym, otwartym....
    >
    > Wayout, zamiast bujać w obłokach "ćwiczeń umysłu" zajmij się
    przytomnym
    > patrzeniem na świat i opisem stanu rzeczywistego.
    > Normalny człowiek widzi jak jest (co dobre, co złe, co ochocze, co
    wymuszone...
    > )
    > i nie musi do tego wymieniać oczu na święte. :)
    "Normalny" człowiek to taka abstrakcja. Gdyby ludzie byli w
    większości "normalni" i wiedzieli co "dobro" a co "zło" to nie
    potrzebowaliśmy praw, sądów, rządów itp. Jednakże ludzie mają bardzo
    różne pojęcia na temat dobra i zła. Patrzą na świat swoimi oczami i
    oceniają często "dobre" jako "dobre dla mnie". Pogodzenie tego
    z "dobrem dla innych" jednym się udaje, a innym nie. Żeby jednak
    zrozumieć "dobre dla innych" trzeba popatrzeć na to tak, jak to
    widzą ci inni.

    Myślę, żeby zamiast "nie czyń drugiemu, co tobie nie miłe" było -
    "nie czyń drugiemu, co jemu nie miłe"
    Wiem, to często wymagało by właśnie tego spojrzenia z innej
    perspektywy albo chociaż zapytania bliźniego co lubi.
    No, trudne.
    A szkoda.


    >
  • krytykantka07 10.07.10, 18:57
    jol.a33 napisała:

    > Myślę, żeby zamiast "nie czyń drugiemu, co tobie nie miłe" było -
    > "nie czyń drugiemu, co jemu nie miłe"
    > Wiem, to często wymagało by właśnie tego spojrzenia z innej
    > perspektywy albo chociaż zapytania bliźniego co lubi.
    > No, trudne. > A szkoda.

    Zwróc uwagę moja droga, że podobne słowa włożono w usta Jezusa:
    " miłuj bliźniego swego jak siebie samego "
    Zatem oceń, co jest dla ciebie dobre, a to co będzie dla ciebie dobre, musi byc
    dobre i dla niego.
    Te słowa Jezusa też wykluczały pytanie bliźniego, o to, czy on lubi to co my ;).

    Zatem słowa Jezusa zgodnie z Jego nauką powinny raczej brzmiec:
    " miłuj bliźniego tak jak on tego potrzebuje "
    Więc nie ma potrzeby uszczęśliwiać go na siłę czymś czego on nie potrzebuje...
    Gdyby takie przesłanie towarzyszyło religii Jezusa nie stałaby się ona
    neojudaizmem...

    --
    przesłanie religii poniżających kobiety brzmi: " facet pochodzi od małpy, a
    kobietę stworzył Bóg " ;)

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka