Ile kosztuje rozłączenie tego, co Bóg złączył? Dodaj do ulubionych

  • drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
  • drzewko odwrotne
  • Oficjał Sądu Metropolitalnego w Szczecinie ks. prałat dr Ryszard Ziomek tłumaczy:

    Chrystus, w rozmowie z niektórymi faryzeuszami, radykalnie odrzuca ówczesne poglądy o przyczynach, które mogłyby upoważniać do rozwodu, twierdząc: Przez wzgląd na zatwardziałość serc waszych pozwolił wam Mojżesz oddalać żony wasze, lecz od początku tak nie było (Mt 19, 8). Według nauczania Jezusa małżeństwo jest nierozerwalne: Co Bóg złączył, niech człowiek nie rozdziela (Mt 19,6). A zatem dobro nierozerwalności jest dobrem samego małżeństwa i należy do jego istoty. Przeto w Kościele nie ma rozwodów. Zdradzony i opuszczony małżonek może korzystać z sakramentów świętych, dopóki żyje sam. Rozwiedzeni, którzy zawarli nowe związki, nie mogą być dopuszczeni do Komunii Świętej, bo ich stan w sposób obiektywny stoi w sprzeczności z nierozerwalnością małżeństwa.


    Ale nic nie stoi na przeszkodzie, żeby małżeństwo kościelne unieważnić. Co Bóg złączył kapłan unieważni za drobne Bóg zapłać i 10.000 do 30.000 zł. Tak. Od dziesięciu do 30 tysięcy kosztuje rozłączenie złącznego przez Boga. Coraz więcej kancelarii prawnych specjalizuje się w tego typu sprawach. Adwokaci występujący przed sądami kościelnymi to nie zwykli adwokaci, ale specjalni, którzy mają przynajmniej licencjat z prawa kanonicznego oraz specjalną kościelną aplikację od sądu diecezjalnego.

    W ubiegłym roku złożono 10.000 wniosków o unieważnienie ślubu kościelnego. Niezły interes można zrobić na rozłączaniu co Bóg złączył...

    --
    Spieszmy się czytać posty, tak szybko znikają...
    • sadziles , ze katolik kiedykolwiek sie powaznie przejmowal tym co bog zlaczyl
      myslisz , ze katolik powaznie traktuje swojego boga ...
      Katoplik to grzesznik - czyniacy zlo , rozgrzeszenia udziela mu drugi katolik ,
      czeszac za to kase kase i interes sie kreci .
    • Lelum Polelum jest ten katolicki Bóg. Najpierw nie spostrzeże, że małżeństwo zostało zawarte nieważnie, bo pozwala przystępować nieważnym do sakramentów, a potem nic nie robi, żeby to uporządkować i uznać nieważność. Gdyby nie kościół katolicki, to Bóg miałby jeden wielki bałagan w swoim biznesie.
    • Toż unieważnienie małżeństwa znaczy ni mniej ni więcej tylko tyle, że jedno z małżonków udawało wierzącego.
      Dlatego takich ludzi nie tylko powinno się rozwodzić, ale do tego przed kolejnym udzieleniem ślubu dokładnie ich i ich skłonności sprawdzić.
      Jest to możliwe.
      Oszołek tak powiedział...
      Dzięki temu małżeństwa przez nich zawarte już nie będzie potrzeby unieważniać.

      --
      przesłanie religii poniżających kobiety brzmi: " facet pochodzi od małpy, a kobietę stworzył Bóg " ;)
      • :) cos tam poslyszy i powtzra - to typowy katolik, pewnie bez goigkle nie wie nawey kto komy sakrametu małzeństwa udziela (teraz sobie pewnie sprawdzi, ale na co drugim zaproszeniu na katolicki slub znajdziesz tekzt "sakramentu małzeństwa udzieli ks taki a siaki - smiech na sali po prostu)

        Stw. małzeństwa rizpatruje sie z logiczbej przyczyny na ogól u par które się formalnie i rzeczywiscie rozstały czyli przez rozwód i nie zuja razem Chodzo o to, ze Kosciół nie mzoe sankcjonowac wspólnego zycia pary, która nieparwnie, niewwaznie znajduje się w niby zw malzenskim. Na siłe nikt nie ma prawa natomast rozwiesc pary, co do której ktos ma podejrzenie o niewaznosc małzeństwa w sensie kanonicznym. Tak samo rozparyywanie niewaznosci jest przeprowadzane na wniosek strony, a nie z urzedu.

        Sytuacja, kiedy sad biskupi uznaje stw niewaznosci moze byc wieloraka Moze on uznac no ze małzeństwo zostało niewaznie zawarte (czyli w sensie kanincznym niezawarte) z powodu jednej ze stron, obu stron albo obiektywnej To, czy kazda ze stron moze zawrzec sakrament małzeństwa zelzy od: yego czy strona winna niewaznisci pojmuje istote niewaznosci - np. przyczuna niewaznosci jest niechec do posiadania dzieci w ogóe, rzecz w tymm, czy strona pojmuje te przyczunę, przyczyna ustała - np ktos nie chcial miec dzieci, ale już chce, bez wgledy na to, czy przyczyna ustała ze strony zainteresowanego, czy obiektywnie Z reguły jesli za niewaznosc odpowiuada obiektywnie, albo suniektywnie jedna tylko strona, w jej przydaku zgode na ponowny zwiazek mysi wydać wyzsza isntacja, bodajze irdynariusz, strona niewinna bez nijaiej zgody moze zawrzec zw sakramentalny
        --
        Korcia
        "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście :)"
        • No to powiedz mi do czego katolikom potrzebny jest sakrament pokuty.
          Toż na spowiedzi można wszystko wyjaśnić.
          Szczególnie to, że ukryło się coś przed przyszłym małżonkiem.
          Albo, że przyszły małżonek coś ukrył.
          Wtedy, ponieważ takie małżeństwo nie powinno być zawarte - można by uznać za nieważne.
          Na co te wszystkie korowody?
          Do tego potraktować takiego delikwenta ekskomuniką i po sprawie.
          Nie rozumiem dlaczego tak prostych rozwiązań się nie stosuje tylko cała sądowa procedura jest potrzebna...

          --
          przesłanie religii poniżających kobiety brzmi: " facet pochodzi od małpy, a kobietę stworzył Bóg " ;)
          • Skoro to Bóg łączy, a wiadomo skądinąd, że jest wszystkowiedzący, to jak można coś ukryć? Przecież to się kupy nie trzyma - łączy wiedząc, że to szwindel i oszustwo? Zaprawdę katolicy uważają swojego Boga za idiotę?

            --
            Spieszmy się czytać posty, tak szybko znikają...
            • Sakrament małzeństwa w KRK polega na tym, ze udzielają go sobie wzajemnie małzonkowie (czyli ludzie) w obliczu Boga, w obebnosci kapłana ( w wyjątkowych sytuacjacjh o ile wiem moze być diakon) biorąc na swiadków ludzi.
              Jednakze abu sakramet ten mógł zostac waznie udzelony sobie wzajemnie musza byc spełnione okreslone warunki. m in. te warnki sa takie, ze nie mzoe yc przeszkód kanonicznych do udzielenia tegoż, ani cywilnoprawnych. Np nie mzoe w sakramentalny zw małzeński wstąpić osoba, która jest w waznym zw. cylwilnoprawnym, choc kanonicznie ejst wolna. Kaninicznie niewazne jest tez małzoneństwo ludzi, którzy obje, alboe jedno z nich skryvie przed drugim, albo owtracie deklaruja , ze wcale nie chcą mieć dzieci.
              Sakramentalny zwiazek nie mzoe pozostawac w sprzecznosci z prawem swieckim, nauka koscioła, itd


              analogiczmie. Zawierając umowe czyni sie to pomuedzy stronami, w obenosci notaruysza (np.), dwóch swiadków oraz w majestacie prawa. Wszelako z automatu niewana jest umowa, której tresc, albo przedmiot sa sprzeczne z prawem, przt zawiraniu której strona, albo obie zatajaja wazne dla umowy szczegóły, podaja sie za podmioty, którymi nie są, albo umowa zawiwrana jest co do orzedmiotu, do którego strony nie mają praw

              Twoje pytanie jest naiwne, bo ne wiem czego oczekujesz: że Bog zsatąpi z nieba i co? zapobiegnie ceremonii? Jesli doszło do niewaznego zwarcia małzeństwa, to nie zostało ono w sensie kanonicznym zawarte ( czasem ejst tak, ze takze w sensie cywilnoprawny, np przu bigamii, ale to inna bajka) , wiec Bóg nie złaczył własnie i wtym cała rzecz:) - tak samo analogiznie - wspomniana umowa nawet z poeczecią notariusza i podpisami nie została zawrata.
              --
              Korcia
              "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście :)"
              • Jeszcze raz zapytam: do czego służy sakrament pokuty?
                Nie da się kapłana oszukać, bo albo spowiedź jest świętokradzka albo popełnia się grzech przeciwko Duchowi Świętemu.
                I naprawdę niczego więcej nie trzeba...
                Jeśli ktoś udaje wierzącego to na co mu ślub kościelny?

                --
                przesłanie religii poniżających kobiety brzmi: " facet pochodzi od małpy, a kobietę stworzył Bóg " ;)

                • oszukał :) skad ja mam wiedzieć? \

                  ja wiem jedno: zdarza się,ze ludzie robia rzóne rzeczy nieszczerze, wbrew sobie, oszukuja na rzónych polach zycia, nie zawsze w kierunku korzysci amterialnej Bo chcą miec spokój, bo chcą zadowolić np. rodzinę, bo chca, zeby ladna ceremonia byla. Czasem też zwyczajnie nie wiedzą o zgrozo, że jakas ich postawa czyni mażłeństwo niewaznym.

                  Ja nie usiłuje jakoś wytłumaczyc Kosciola z tego procederu, a jedynie pokazuje, jak to dziala w praktyce. Tak naprawde mało mnie to obchodzi, choc sam proes mnie dotyczy :) nie ja o to wnosiłam, a wyynik, choc jest przesądzony :) dla mie nuc nie znaczy, ani nie zmieni. Dla mnie mój eksmąz przetał byc bliskim mi człowiekiem dawno temu, a takze dosc dawno oficjalnie moim mezem po zrozwodzei, a na stanie kanoniczum mojej osoby mi nie zalezy :)
                  --
                  Korcia
                  "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście :)"
                  • Chcesz powiedzieć, że po tak długotrwałym praniu mózgu sorry nauczaniu jeszcze czegoś nie wiedzą? ;).
                    Ale do piekła chyba iść nie chcą, a skoro tak postępują i Boga nie oszukają to powinni wiedzieć, że piekło ich nie minie...
                    No to jaki ma sens, czy ludzie dobrze o nich mówią czy nie?
                    Przecież tego, że ktoś był chory psychicznie nie da się ukryć.
                    Rodzina o tym wie i nie spowiada się przed księdzem, że dziecko chore psychicznie za mąż wydała? ;).
                    No to spowiedź jest świętokradzka i nieważna bez względu na to ile opłatków się zjadło!

                    --
                    przesłanie religii poniżających kobiety brzmi: " facet pochodzi od małpy, a kobietę stworzył Bóg " ;)
                    • krytykantka07 napisała:

                      > Chcesz powiedzieć, że po tak długotrwałym praniu mózgu sorry nauczaniu jeszcze
                      > czegoś nie wiedzą? ;).


                      nie tylko czegos, katolicy w ogóle bardzo niewiele wiedzą o swoim Kosciele :)

                      > Ale do piekła chyba iść nie chcą, a skoro tak postępują i Boga nie oszukają to
                      > powinni wiedzieć, że piekło ich nie minie...


                      wiesz, tak na serio to podobno literalnie bardzo niewielu latolików ierzy w pieklo.

                      Ale nie tylko w tym rzecz. Ponizej ci napisałam :) nie kazdy kto bierze slub w kosciele robi to, by byc w zgodzie z Bogiem. Welu ludzi bierze bo wypada, bo tradycja, bo rodzina oczeluje, bo .. wiele rzeczy

                      > No to jaki ma sens, czy ludzie dobrze o nich mówią czy nie?
                      > Przecież tego, że ktoś był chory psychicznie nie da się ukryć.


                      zapytaj kogoś kto sie przejmuje co ludzie o nim mówią, aj tego nie wiem :)

                      a corobe psychiczną dosc latwo da się ukryć, mój eksmaż jest chory i nie wiedziałam o tym, do procesu w Kurii, bo ta to wypłyneło :) kilka lat po rozwodzie już:)

                      > Rodzina o tym wie i nie spowiada się przed księdzem, że dziecko chore psychiczn
                      > ie za mąż wydała? ;).


                      zapytaj kogos takiego
                      > No to spowiedź jest świętokradzka i nieważna bez względu na to ile opłatków się
                      > zjadło!


                      o to to niewazna, takze sam niewazne jest takie małzeństwo:)
                      >


                      --
                      Korcia
                      "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście :)"
                      • kora3 napisała:

                        > nie tylko czegos, katolicy w ogóle bardzo niewiele wiedzą o swoim Kosciele :)

                        Ale za to dużo wiedzą o Bogu.
                        Wiedzą, że jest wszechwiedzący.
                        To może łatwiejsze rozwiązanie ;)

                        Wystarczy przed przysięgą małżeńską dodać w myśli słówko : " nie ".
                        Ksiądz i goście nie usłyszą, ślub będzie jak trzeba, a Bóg i tak będzie wiedział, że ślub był nieważny.
                        A po latach w razie potrzeby wystrzeli się jak z procy z taką spowiedzią i nikt nie będzie miał prawa wątpić w to, że Bóg tego związku jednak nie pobłogosławił, bo ktoś sobie żarty zrobił z sakramentu ;).
                        Jeśli jednak ktoś miałby wątpliwości to wtedy tego, co wymyślił taki pomysł może uznać za niepoczytalnego.
                        A wtedy i tak musi unieważnić jego małżeństwo ;).

                        --
                        przesłanie religii poniżających kobiety brzmi: " facet pochodzi od małpy, a kobietę stworzył Bóg " ;)
                        • żadne słowo nie ejst potrzebne :)
                          Załozenie wszechwiedzy Boga tego nie wymaga :) Sam fakt niedopoełnienia warunków czyni małzeństwo niewaznym (moze być i tak, ze narzeczeni wcale tego nie wiedzą) Podobnie, jak spowiedx nieszczera jst niewazna, mimo, ze ksiądz tegio ze penitent jest nieszczery nie wie i "odpukuje" :)
                          Ceremonia nie jest sama w sobie sakrametem, ani małzeństwa, ani pokuty i pojednania Gdyby były o np. prawdziwy ksiądz grajacy w filmie i "udzielający slubu" parez aktorów zgodnie ze scenariuszem naprawde by go udzielał :) albo poputatna w krajach anglosaskich i stanach próba slubu, juz by slubem była :)

                          Tak samo, jak podczas spowiedzi, tak i podczas slubu kaplan bierze za dobrą mnetę to, co mówia penitent, narzeczeni. Nie jest s tanie nawet przy duzym zanagazowaniu sparwdzić, cz spowiedx jest szczera, czy deklaracje narzeczonych sa szczere i niczego wzajemnie nie iktywają. Jakkolwiek teraz w Polsce ustalenie cywinoprawnej i kanonicznej zdolnosci do małzeństwa jest prosta, to sekrety czy też intencje mozna ukryc

                          Twój pomysł ze spowiedzia jest absurdalny z patu przyczyn. Jak pisałam juz: osąd w takiej sprawie nie moze sie z załozenia opierać na stwoerdzeniu jenej osoby, w tym przypadku penitenta:)
                          Zalozmy, ze komus zaloezałoby na stwierdzeniu niewaznosci, bo poznał fajma nową bakbe ale ona chce wziac zlub w Kosciele I co? Idzie do spowiedzi o mówi, ze zona go oszukala w czyms tam co jest powodem niewaznosci Skad wiadomo, ze mówi prawde? Jak to sparwdzić? Jemu moze tylko zalezy na nowej lasce i slubie , ale ta zona moze czuc się skrzywdzona, jak ni z gruszki ni z pietruszki dostanie pismo, ze oto oszukala i jej małżeństw jest niewazne, hmm?
                          --
                          Korcia
                          "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście :)"
                          • Zatem z innej strony ;).
                            Małżeństwa zawierane przez naszych przodków były aranżowane.
                            Czyli byłyby to małżeństwa i tak nieważne, bo małżonkowie nie mieli wolnej woli.
                            Ile takich małżeństw unieważniono, gdy kobiety zrozumiały, że wyszły za mąż pod przymusem, a trwają w małżeństwie z wyrachowania?
                            Bóg o tym wiedział i tych małżeństw nie uznawał za nierozerwalne, bo oświadczenie woli było skutkiem błędu...
                            Co do mojego pomysłu ze spowiedzią.
                            Nikt nie ma prawa ( jeśli Boga traktuje poważnie ) spowiadać się z cudzych grzechów.
                            Zatem jeśli ja mówię, że oszukałam księdza i ślub przez niego udzielony jest nieważny, to znaczy, że tak jest.
                            Dlatego ten ślub trzeba unieważnić bez zbędnych dyskusji...

                            --
                            przesłanie religii poniżających kobiety brzmi: " facet pochodzi od małpy, a kobietę stworzył Bóg " ;)
                            • krytykantka07 napisała:

                              > Zatem z innej strony ;).
                              > Małżeństwa zawierane przez naszych przodków były aranżowane.
                              > Czyli byłyby to małżeństwa i tak nieważne, bo małżonkowie nie mieli wolnej woli


                              wiesz, kiedya sna ten sam temat spieralam sie na innym fotum prezentując dokładnie takie zdanie, jak Twoje. :) Tłumaczono mi, ze taka była norma społeczna - mnie to nie przekonuje! Wolna wola jest przydana ludziom przez Boga od zarania, nie mzoe wiec być wyikiem normy społecznej, albo jej braku

                              > .
                              > Ile takich małżeństw unieważniono, gdy kobiety zrozumiały, że wyszły za mąż pod
                              > przymusem, a trwają w małżeństwie z wyrachowania?


                              stweirdzono niewaznosc :) nie wiem, nie sadze, zeby wiele. O stwiedzaniu niewznosci Kosciół głosno mówi, a i tak mao, od dosc niedawna:) a jak wspomniałam - procedura jes wdrazana na wiosnek, a nie z urzedu, wiec ...

                              > Bóg o tym wiedział i tych małżeństw nie uznawał za nierozerwalne, bo oświadczen
                              > ie woli było skutkiem błędu...


                              a co myslał Bóg, to ja nie wiem, ale Kociół traktuje sprawe dosc jednoznacznie mianowicie: wierny/wierna dopóty w oczach Koscioła jest sakramentalnym mezem/zoną, dopóty się nie stwierdzi niewaznosci. Obrazowo: w oczach Koscioła ja nadal jestem sakramentalną zoną mojego eksa, choć pierwsza isntancja już orzekla niewaznosc, a powód orzeczenia jest bardzo ewidentny Dopóki nie mam prawomocnego orzeczenia instancji II stwoerdzającej ren fakt, nadal Koscioł traktuje mnie jak jego zone. Srwierdzenie niewqznosci bez wzgledu na powód leży w gestoo Kosciola, zgodnie z jego procedurami, a nie wynika z przekonania, nawet słusznego, małzonka/ków. Na podstawie tego przekonania i faktów przyjmuje sie pozew do sądu biskupiego, jesli są wg Koscioła podstawy I tyle

                              > Nikt nie ma prawa ( jeśli Boga traktuje poważnie ) spowiadać się z cudzych grze
                              > chów.
                              > Zatem jeśli ja mówię, że oszukałam księdza i ślub przez niego udzielony jest ni
                              > eważny, to znaczy, że tak jest.
                              > Dlatego ten ślub trzeba unieważnić bez zbędnych dyskusji...


                              Jesli Boga traktuje powaznie . własnie. a jesli nie?

                              >


                              --
                              Korcia
                              "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście :)"
                              • kora3 napisała:

                                > Wolna wola jest przydana ludziom przez Boga od zarania,
                                > nie mzoe wiec być wyikiem normy społecznej, albo jej braku

                                Przepraszam Cię najuniżeniej jak potrafię, ale gdzie w stwierdzeniu Jezusa: Co więc Bóg złączył... jest miejsce na wolną wolę człowieka?

                                --
                                Spieszmy się czytać posty, tak szybko znikają...
                                • oby.watel napisał:

                                  >
                                  > Przepraszam Cię najuniżeniej jak potrafię, ale gdzie w stwierdzeniu Jezusa:
                                  > Co więc Bóg złączył...
                                  jest miejsce na wolną wolę człowieka?



                                  hmmm no wlasnie w tym, ze DOBROWOLNIE sie łaczysz, a nie na siłę, jak zauwazasz ponizej.

                                  Ale takze w tym, że połaczenie sakramentalnym wezłem małzeńskiem ma przełozenie wyłącznie KANONICZNE.
                                  Mowiac prosro: MOZESZ przestac uznawac nierozerwalnosc małzesntwa kaninicznego wniesc o rozwód, uzyskac go i żyć sobie z kims innym, na przyklad Jest to legalne i nie groza ci za to zadne sankcje ze strony państwa, czyli nie jesteś zmuszony. Musisz sie natomoast liczyc z kaninicznymi skutkami swego wczesniejszego wyboru - normalne.


                                  --
                                  Korcia
                                  "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście :)"
                                  • Wybacz bardzo osobiste pytanie, ale czy Ty specjalnie rżniesz głupa? Jeśli Bóg coś złączył, to jest oczywistą oczywistością, że to coś nie połączyło się dobrowolnie! Bo jakby połączyło się dobrowolnie, to by tego nie łączył Bóg! Jeśli coś kleisz, to nie znaczy, że mając wolną wolę skleiło się samo!

                                    --
                                    Spieszmy się czytać posty, tak szybko znikają...
                                    • wybacza emocjonalne pytanie :)

                                      Ok spróbuje prosto wytłumaczyc :) Kiedy zawierasz cywilny zw małzeński w USC państwo oficjanie na wiosek twój i narzeczonej czyni was małżenkami. Czy to jest dobrowone? Wg mnie tak :) Sam wystepujesz z takim wnioskiem, arzeczona też i wskutek jak to mówia w USC zgodnych oswiadczeń, w oczach prawa państwowego stajecie się małzonkami, co niesie z sobą okreslone skutki prawne. Co, kto jest tu "spoiwem"? No państwo, jego urzednik posredniczy, potwierdza stan w jaki sami siebie wprowadziliscie, dobrowolnie :)
                                      Oczywiscie, mozna sie rozwiesc, ale do tego też potrzebujesz sadu, tyle, ze swieckiego. Tak jak narzeczeni (cywilni, ze sie tak wyraze) nie mogą bez urzednika i powagi państwa stac się małzeńswem cywilnoprawnym, tak i nie mogą wiezów cywilnoprawnych zerwac bez udziału państwa, czyli sadu w tym przypadku.

                                      Dokładnie tak samo sprawa wygląda do pewnego moementu w Kosciele. Para, przy spełnionych warunkach, SAMA deklaruje cheć połączenia się małzenstwem sakramentalnym.
                                      Malzeństwo to, o czym katolik powienien wiedzieć, jest nierozerwalne w sensie kanonicznym. Stąd formuła "Co Bóg złączył" - małzonkowie bowiem slubuja sobie w obliczu Boga biorąc go na swiadka i przewodnika swego zwiazku. Formiła ta odnosi się do swieckiego rozwodu :) wówczas to bowiem, CZŁOWIEK odłacza sie od małzonka sakramentalnego - w uprosczeniu.

                                      W KRK małzeństwo jest sakramentem Nie mzona "zdjąć" z siebie waznego sakramentu, tak sam, jak nie mzona się "odchrzcić" ani "odbierzmować". Mozna natomiast wystąpic oficjalnie z KRK



                                      --
                                      Korcia
                                      "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście :)"
                                      • Ależ Kościół działa na innych zasadach, bo urzędnik na Boga się nie powołuje...
                                        Tego by tylko brakowało!
                                        Zatem Bóg niczego nie złączył tylko jego niedoinformowany urzędnik.
                                        Urzędnik nawet nie wie, co na to Bóg!

                                        --
                                        przesłanie religii poniżających kobiety brzmi: " facet pochodzi od małpy, a kobietę stworzył Bóg " ;)
                                        • krytykantka07 napisała:

                                          > Ależ Kościół działa na innych zasadach, bo urzędnik na Boga się nie powołuje...
                                          > Tego by tylko brakowało!
                                          > Zatem Bóg niczego nie złączył tylko jego niedoinformowany urzędnik.
                                          > Urzędnik nawet nie wie, co na to Bóg!
                                          >

                                          No zesz kobito :) Urzednik nie powołuje się na Boga, ale powołuje się na PAŃSTWO, NIE?
                                          Aby zawrzec cywilny wiazek małzeński trzeba spełnic okreslone warunki, prawda? Jesli spełniasz i oswiadczasz, ze chcesz, urzednik też nie bada sprawy dogłebie, wskutek czego TEZ moze być niedioiformowany i też mzona go oszukac:)
                                          Jesli oszukasz urzednika, a tym samym państwo, na przykład wstepując w z. małzeński bedąc w innym, to państwo też Was nie złączyło, z racji tego, ze nie mogło, pomimo, ze urzednik niedoiformowany i oszkukany wygłosił formułke. Czy tearz juz pojmujesz?
                                          --
                                          Korcia
                                          "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście :)"
                                          • Ależ skarbie.
                                            Mówimy o URZĘDNIKU PANA BOGA.
                                            A nie o jakimś tam urzędniku.
                                            Ten urzędnik może być niedoinformowany, ale urzędnik pana Boga?
                                            No nie żartuj!
                                            Ma tyle możliwości, aby doinformowanym być, że już o sakramencie pokuty nie wspomnę ;).

                                            --
                                            przesłanie religii poniżających kobiety brzmi: " facet pochodzi od małpy, a kobietę stworzył Bóg " ;)
                                            • krytykantka07 napisała:

                                              > Ależ skarbie.
                                              > Mówimy o URZĘDNIKU PANA BOGA.
                                              > A nie o jakimś tam urzędniku.
                                              > Ten urzędnik może być niedoinformowany, ale urzędnik pana Boga?
                                              > No nie żartuj!
                                              > Ma tyle możliwości, aby doinformowanym być, że już o sakramencie pokuty nie wsp
                                              > omnę ;).

                                              >

                                              Ktytykantko, naprawde jesli chcesz sie kłocić, albo ponizyc jakiegoś "głupiego katolika" to trafiłas pod zły adres:)

                                              Napisałam ci to w innym watku i powtarzac sie nie bede.

                                              Urzednik Pana Boga to jest człowiek i MOZE zostać oszukany, pomylic się albo byc niedioformowany. Ciagle powracasz do spowiedzi, jako do niejako "instytucji", która powinna załatwiac wszystko w temacie.

                                              Wybacz, ale wykazujesz się tu brakiem logiki, z czysto ludzkiego unktu widzenia. PRZED slubem przysteoujesz do spowedzi, prawda? No własnie. Zakładając, ze ktos swiadomie coś wazznego zataja przed narzeczonym/narzeczoną lub/ i sppwiednikiem (waznego z punky widzenia waznosci udzielenia sakramentu małzeństwa), jaka masz gwarancje, ze spowiadając sie później - powie prawde?
                                              Żadną. Spowiedź i sam sakrament pokuty i pojednania nie ejst dla Boga (no wie wszystko), ani dla spowiednika:) jest dla człowieka. To on ma szanse oczyscic w nim swą dusze z grzechów ale człowiek moze potrakowac spowiedź jako wycieczke, pokazanie sie przed ludźmi itp. Wolna jego wola - wolno mu grzeszyć.

                                              Stąd Twe załozenie, ze samo wyznanie na spowiedzi "oszukałem mazłonke w tym i w tym i moje małzeństwo jest niewazne" nie moze być podstawa do uznania niewaznosci kanonicznie. Po pierwsze nie wiesz czy ten ktoś mówi prawde i CO nim kieruje. Amoz ełamie znów, albo kłamie tym rzem? Hmm?
                                              --
                                              Korcia
                                              "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście :)"
                                              • kora3 napisała:

                                                > Ktytykantko, naprawde jesli chcesz sie kłocić, albo ponizyc jakiegoś "głupiego
                                                > katolika" to trafiłas pod zły adres:)

                                                Już Ci wyjaśniłam w innym wątku, że nie mam ambicji aby poniżać jakiegoś głupiego katolika.
                                                A kłócić się nie lubię.
                                                Chcę tylko zrozumieć, ale przekonują mnie tylko moje argumenty.
                                                Czyli argumenty specyficzne jako, że nie rozumiem pozornej pracy...

                                                > Urzednik Pana Boga to jest człowiek i MOZE zostać oszukany, pomylic się albo by> c niedioformowany. Ciagle powracasz do spowiedzi, jako do niejako "instytucji",
                                                > która powinna załatwiac wszystko w temacie.

                                                Urzędnik Boga, skarbie powinien być doinformowany przez samego Boga ;).
                                                Tak jak urzędnik przez swojego przełożonego...
                                                Bo to jest w interesie jego przełożonego.
                                                Inaczej urzędnik wykonuje niepotrzebną nikomu pracę, a płaci społeczeństwo za skutki jego głupoty...
                                                W tym przypadku urzędnik Boga doinformowany nie jest o czy świadczy choć jedno małżeństwo, którego nie powinien złączyć...

                                                > Wybacz, ale wykazujesz się tu brakiem logiki, z czysto ludzkiego unktu widzenia
                                                > . PRZED slubem przysteoujesz do spowedzi, prawda?

                                                Oczywiście, że przystępuję, bo traktuję sakrament poważnie ze względu na jego oprawę i doniosłość.
                                                Ale jeśli mój przyszły mąż tak samo tego nie traktuje to znaczy, że kpi z Boga a Bóg to wie.
                                                Do głowy mi wtedy nie przychodzi, aby dążyć do rozwiązania małżeństwa i grzechów nie popełniam.
                                                Ale jeśli mój mąż popełnia pierwszy grzech to jest to dla mnie sygnał, że on wierzący nie jest.
                                                I to daje mi prawo do związania się z kimś, kto jest wierzący...

                                                > No własnie. Zakładając, ze kt> os swiadomie coś wazznego zataja przed narzeczonym/narzeczoną lub/ i sppwiedni> kiem (waznego z punky widzenia waznosci udzielenia sakramentu małzeństwa), jaka> masz gwarancje, ze spowiadając sie później - powie prawde?

                                                Ano taką, że jeśli jego uczynki świadczą o tym, że nie rozumie co robi to nie zrozumie.
                                                I takie małżeństwo z powodzeniem można rozwiązać...

                                                > Żadną. Spowiedź i sam sakrament pokuty i pojednania nie ejst dla Boga (no wie w> szystko), ani dla spowiednika:) jest dla człowieka. To on ma szanse oczyscic w > nim swą dusze z grzechów ale człowiek moze potrakowac spowiedź jako wycieczke,
                                                > pokazanie sie przed ludźmi itp. Wolna jego wola - wolno mu grzeszyć.

                                                Czyli mówimy o ludziach udających wierzących.
                                                Takim na nic Bóg nie jest potrzebny.

                                                > Stąd Twe załozenie, ze samo wyznanie na spowiedzi "oszukałem mazłonke w tym i w
                                                > tym i moje małzeństwo jest niewazne" nie moze być podstawa do uznania niewazno> sci kanonicznie.

                                                Oczywiście, że może być.
                                                Jest dowodem tego, że kpię sobie z Boga i nie jestem wierząca, a chciałam tylko robić za gwiazdę w białej sukni z welonem ;).

                                                > Po pierwsze nie wiesz czy ten ktoś mówi prawde i CO nim kieruj> e. Amoz ełamie znów, albo kłamie tym rzem? Hmm?

                                                Skoro znów kłamie to znaczy, że i tak w Boga nie wierzy...
                                                Czyli trzymanie go na siłę w Kościele sensu nie ma.

                                                --
                                                przesłanie religii poniżających kobiety brzmi: " facet pochodzi od małpy, a kobietę stworzył Bóg " ;)
                                                • krytykantka07 napisała:

                                                  > Chcę tylko zrozumieć, ale przekonują mnie tylko moje argumenty.
                                                  > Czyli argumenty specyficzne jako, że nie rozumiem pozornej pracy...


                                                  no jesli ktos jest w stanie zrozumiec tylko swoje, to raczej dyskusja nie ma sensu :)
                                                  .
                                                  >
                                                  > Urzędnik Boga, skarbie powinien być doinformowany przez samego Boga ;).
                                                  > Tak jak urzędnik przez swojego przełożonego...


                                                  No o doszłysmy do sedna - bycie spowiednikiem nie zapewnia jasnowidztwa - jesteś w stanie pojac?
                                                  Bycie sedzia tez go nie zapewnia. Winny w sadzie MOZE klamac, albo milczec - za składanie fałszywych zeznać ani w sledztwie ani w sadzie nie grozi oskarzonemu NIC. Z załoznenia bowiem oslkarzony nie musi obciązac sam siebie:) jesli prokurator nie ma mocnych dowodów to sąd nawet domniemuja sosobsvie winę oskarzonego MUSI oddalic zarzuty. Subiekywne zdanie sadu się nie liczy, obowiazuje domniemanie niewinnosci. Rozumiesz analogię?:)

                                                  > Bo to jest w interesie jego przełożonego.
                                                  > Inaczej urzędnik wykonuje niepotrzebną nikomu pracę, a płaci społeczeństwo za s
                                                  > kutki jego głupoty...


                                                  jak wyzej - niedooiformowanie urzednika, czy jego przełozonego nie musi wynikac z jego winy:)
                                                  Urzedni czy sedzia ma obowizek sprawdzenia tego, co sprawdzic moze. Ani ksiadz, ani urzednik, ani sedzia nie ma skanera mózgu stron:)
                                                  >
                                                  > Oczywiście, że przystępuję, bo traktuję sakrament poważnie ze względu na jego o
                                                  > prawę i doniosłość


                                                  no :) tylko to TY a ktos inny moze przystapic oszukańczo!!!!

                                                  > Ale jeśli mój przyszły mąż tak samo tego nie traktuje to znaczy, że kpi z Boga
                                                  > a Bóg to wie.


                                                  no ok ale TY o tym nie wiesz, dzialasz w swoim imieniu i w dobrej wierze


                                                  > Ale jeśli mój mąż popełnia pierwszy grzech to jest to dla mnie sygnał, że on wi
                                                  > erzący nie jest.
                                                  > I to daje mi prawo do związania się z kimś, kto jest wierzący...



                                                  masz na mysli dowolny grzech? :) Rozmiem, ze Ty jako wierzaca jestes bezgrzeszna ?:)

                                                  >
                                                  > Ano taką, że jeśli jego uczynki świadczą o tym, że nie rozumie co robi to nie z
                                                  > rozumie.
                                                  > I takie małżeństwo z powodzeniem można rozwiązać...


                                                  Ktos zabrania ci je rozwiazać przez rozwód?

                                                  >
                                                  > Czyli mówimy o ludziach udających wierzących.
                                                  > Takim na nic Bóg nie jest potrzebny


                                                  Wg Ciebuie wierzaca jest tylkoosoba bezgrzeszna?
                                                  > .
                                                  >
                                                  > Oczywiście, że może być.
                                                  > Jest dowodem tego, że kpię sobie z Boga i nie jestem wierząca, a chciałam tylko
                                                  > robić za gwiazdę w białej sukni z welonem ;).


                                                  Bzdura:) Moze byc również tak, ze nie zdawałas sobie sprawy z powagi kanonicznej, moze być tak, ze oszuałas w dobrej wierze, mze byc w końcu tak, jak z moim eksmezem - on bedąc chory naprawde wierzył, ze nie jest chory tylko nawiedzony.
                                                  ?
                                                  >
                                                  > Skoro znów kłamie to znaczy, że i tak w Boga nie wierzy...
                                                  > Czyli trzymanie go na siłę w Kościele sensu nie ma.


                                                  ale skad wiesz, ze tearz kłaniie? albo mówi prawde?:)
                                                  >


                                                  --
                                                  Korcia
                                                  "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście :)"
                                                  • kora3 napisała:

                                                    > No o doszłysmy do sedna - bycie spowiednikiem nie zapewnia jasnowidztwa - jeste> ś w stanie pojac?

                                                    Ja już dawno to pojęłam teraz tłumaczę to Tobie ;).
                                                    Skoro spowiednik nie jest jasnowidzem to jak myśli Boga odgadnie?
                                                    Przypominam, że człowieka łatwiej prześwietlić.
                                                    Zawsze odpowiednio podkręcony się wygada.
                                                    Bóg nie mówi nic i nawet się nie pokazuje...

                                                    > Bycie sedzia tez go nie zapewnia. Winny w sadzie MOZE klamac, albo milczec - z> a składanie fałszywych zeznać ani w sledztwie ani w sadzie nie grozi oskarzone> mu NIC. Z załoznenia bowiem oslkarzony nie musi obciązac sam siebie:) jesli pro> kurator nie ma mocnych dowodów to sąd nawet domniemuja sosobsvie winę oskarzone> go MUSI oddalic zarzuty. Subiekywne zdanie sadu się nie liczy, obowiazuje dom> niemanie niewinnosci. Rozumiesz analogię?:)

                                                    Oczywiście, skoro sąd na Boga powołać się nie może.
                                                    Co mu zostaje innego?
                                                    Musi pracować sam bo drzwi otwartych nie ma.
                                                    Ale wyważania otwartych drzwi nie rozumiem ;)
                                                    Inne reguły obowiązują w prawie świeckim, a inne w prawie boskim.

                                                    > jak wyzej - niedooiformowanie urzednika, czy jego przełozonego nie musi wynikac
                                                    > z jego winy:)

                                                    Oczywiście, bo na Boga się nie powołał.

                                                    > Urzedni czy sedzia ma obowizek sprawdzenia tego, co sprawdzic moze. Ani ksiadz,
                                                    > ani urzednik, ani sedzia nie ma skanera mózgu stron:)

                                                    Ksiądz ma coś w rodzaju wiedzy o tym, co myśli Bóg.
                                                    To wystarczy.

                                                    > no :) tylko to TY a ktos inny moze przystapic oszukańczo!!!!

                                                    To się dowiem po krótkim czasie ;).

                                                    > no ok ale TY o tym nie wiesz, dzialasz w swoim imieniu i w dobrej wierze

                                                    Zgadza się, więc jeśli zobaczę, że mnie oszukał to nie dyskutuję.
                                                    Uznaję go za niewierzącego w Boga.

                                                    > masz na mysli dowolny grzech? :) Rozmiem, ze Ty jako wierzaca jestes bezgrzeszn> a ?:)

                                                    Mam na myśli dowolny grzech.
                                                    Bo wyznawcy Jezusa muszą być bezgrzeszni i wzajemnie się doskonalić w miłości bliźniego.
                                                    Jeśli ktoś tego nie rozumie to jest oszustem.
                                                    Wyznawcy Jezusa są z sobą bo chcą i ostatnią rzeczą o jaką można ich podejrzewać to to, że będą sobie bycie z sobą utrudniać.

                                                    > Ktos zabrania ci je rozwiazać przez rozwód?

                                                    W drugą stronę łatwiej.
                                                    Jak ktoś oszukał Boga to oszukał i człowieka, bo tym bardziej skrupułów nie miał.
                                                    Czyli rozwód z jego winy być powinien.
                                                    Najpierw unieważnienie małżeństwa w Kościele, a później w sądzie orzeczenie rozwodu na podstawie dokumentu kościelnego.
                                                    Nie na odwrót.

                                                    > Wg Ciebuie wierzaca jest tylkoosoba bezgrzeszna?

                                                    Oczywiście, że tak.
                                                    Takim Jezus mówił o nierozerwalności małżeństwa.
                                                    A raczej takim co na to mieli zadatki...

                                                    > Bzdura:) Moze byc również tak, ze nie zdawałas sobie sprawy z powagi kanoniczne> j, moze być tak, ze oszuałas w dobrej wierze, mze byc w końcu tak, jak z moim e
                                                    > ksmezem - on bedąc chory naprawde wierzył, ze nie jest chory tylko nawiedzony.

                                                    Toż mówię o sobie w wyimaginowanej sytuacji.
                                                    Więc nie mów mi co myślę.
                                                    Spowiadam się z moich grzechów czyli z tego co zrobiłam i dlaczego mój ślub kościelny jest nieważny.
                                                    Po prostu nie dorosłam do kościelnego ślubu...
                                                    Prawda jak ładnie brzmi? ;)

                                                    > ale skad wiesz, ze tearz kłaniie? albo mówi prawde?:)

                                                    A to najmniej ważne.
                                                    Spowiednik albo musi mnie uznać za kogoś kto z premedytacją męża oszukał, albo za osobę niepełnosprawną umysłowo.
                                                    I jeden i drugi przypadek ma te same konsekwencje...

                                                    --
                                                    przesłanie religii poniżających kobiety brzmi: " facet pochodzi od małpy, a kobietę stworzył Bóg " ;)
                                                  • krytykantka07 napisała:
                                                    >
                                                    > Ja już dawno to pojęłam teraz tłumaczę to Tobie ;).

                                                    calkiem niepotrzebnie, bo ja to wiem :)

                                                    > Skoro spowiednik nie jest jasnowidzem to jak myśli Boga odgadnie?

                                                    spowiednik nie odgaduje mysli Boga :) błedna jest taka onterpretacja funkcji spowiednika i dosc naiwna. Spowiednik zna pewnien kanon, zasady wg Koscioła ustanowione, które mówią jakie grzechy mozna odpuszczac i na jakich zasadach. Iczywiscie obowiazkiem spowiednika jest w moare mozliwosci rozeznanie okolicznosci grzechu oraz pouczenie penitenta, ale nie poznanie mysli Boga. Jesli nie zgadzasz się z tym, ze Kosciół własciwie onterpretuje Pismo Sw. oraz nauke Jezusa, nie masz żadnego przypmusu byc w tym Kosciele, przystepowac w nim do jakichkolwiek sakramentów - proste

                                                    >
                                                    > Oczywiście, skoro sąd na Boga powołać się nie może.


                                                    Sad powołuje się na prawo za to, a to tez mozna oszukać. Nie pojmujesz ejdnej rzeczy - nie musisz akceptowac faktu, ze KRK powołuje sie na Boga, ani uwzac, ze powołuje się on słusznie. Wystarczy nie korzystac z tego, co ma do zaoferowania i po problemie:)

                                                    > Inne reguły obowiązują w prawie świeckim, a inne w prawie boskim.


                                                    no nie zawsze :) np. zarówno w prawie boskim jak i swieckim wazne sa okolicznoci przewinienia, stan dobrowolnosci w czynieniu go Prawo swieckie jest nawet bardziej restrykcyjne niż koscielne - nienzjomosc prawa nie zwalnia od obowiazku przestrzegania go, ani odpowiedzialnosci za złamanie go, choc czasem moze byc okolicznoscia łagodzaca w przypadku grzechu konieczna jest jego swiadomosc.
                                                    >
                                                    >
                                                    > Oczywiście, bo na Boga się nie powołał.

                                                    ale powołał się na prawo :)

                                                    >
                                                    > Ksiądz ma coś w rodzaju wiedzy o tym, co myśli Bóg.
                                                    > To wystarczy.


                                                    nie, to nie ejst prawda. Zasady interpretacji dekalogu itp sa dosc sztywne, ale w miare stałe. Nie ma tak, ze na spowiednika nagle spływa cudowna wiedza o tym, ze pnitent klamie, albo ze mozna mu odpuscić nie odpuszczalny w tej instancji, czy okolicznsciach grzech. Nauka Koscioa nie głosi, ze spowiednik staje sie wcieleniem Boga, a jedynie, ze Kosciół maplenipotencje do wiedzy co OGOLNIE Bóg sądzi o grzechach :)
                                                    >
                                                    > To się dowiem po krótkim czasie ;).

                                                    Z ciekawosci zapytam : jak?:)

                                                    >
                                                    > Zgadza się, więc jeśli zobaczę, że mnie oszukał to nie dyskutuję.
                                                    > Uznaję go za niewierzącego w Boga


                                                    Ale Ty mozesz uznawac co chcesz :) tymczasem Kosciół ma swoje zasady okreslenia co znaczy "niewierzacy" na pewno popenienie grzechu takim kryteroim jako takie nie jest :)
                                                    .

                                                    > Mam na myśli dowolny grzech.
                                                    > Bo wyznawcy Jezusa muszą być bezgrzeszni i wzajemnie się doskonalić w miłości b
                                                    > liźniego


                                                    Moze w tym wyznaniu, które Ty reprezentujesz, tak jest:) Ale w KRK uznaje sie, ze kazdy z papiezem włacznie jest człowiekiem, wiec jest z załozenia grzeszny.

                                                    > Jeśli ktoś tego nie rozumie to jest oszustem.
                                                    > Wyznawcy Jezusa są z sobą bo chcą i ostatnią rzeczą o jaką można ich podejrzewa
                                                    > ć to to, że będą sobie bycie z sobą utrudniać


                                                    a utrudnianie niue ejst aby grzechem ? Wszak po to sie jest z soba by budowac, a nie utrudniac:)

                                                    >
                                                    > W drugą stronę łatwiej.
                                                    > Jak ktoś oszukał Boga to oszukał i człowieka, bo tym bardziej skrupułów nie mia
                                                    > ł.
                                                    > Czyli rozwód z jego winy być powinien.


                                                    hola, hola :) a czy zdajesz sobie sprawe, ze nie ylko swiadome oszustwo jest przyczynkiem do stw niewaznosci? np takim przyczynkiem jest niezdolnosc emocjonalna do tworzeniewiezi małzeńskiej - o czym mozesz nie mieć pojecia nie mieszkając z narzeczonym wczesniej,przed slubem, a Kosciół nie pochwala owego mieszkania, wiec logiczne, ze stosując się do jego zasad nie mialas szans tego sprawdzic i NIE WIESZ Nie oszukałas kogos swiadomie.

                                                    > Najpierw unieważnienie małżeństwa w Kościele, a później w sądzie orzeczenie roz
                                                    > wodu na podstawie dokumentu kościelnego.
                                                    > Nie na odwrót.


                                                    Ale o przeczy zasadzie rozdziau Kosciola od państwa Krytykantko:) przeczy Ustawie zasadniczej :) Wg niej Twoje prawa i obowiazki wobec państwa i jego instytucji nie mogą być zalezne od wyznania. :) Ślub konkordatowy pozornie jest TYLKO slubem koscielnym:) Jest po prostu mozliwoscią pominiecia ceremonii swieckiej, ale przy spełnieniu nie tylko swieckich warunków, ale i ze swieckimi konsekwencjami i przekazaniem wzajemnym dolumentacji :)
                                                    Która to dokumentacja ma swiadczyc o dwóch slubach: swieckim i koscielnym. Swiecki powoduje okreslone skutki cywilnoprawne, koscielny - kanoniczne i one się wzajemnie nie przenikają.

                                                    >
                                                    > Oczywiście, że tak.

                                                    acha :)

                                                    > Takim Jezus mówił o nierozerwalności małżeństwa.
                                                    > A raczej takim co na to mieli zadatki...


                                                    Ale nie ma bezgrzesznych :) .

                                                    > Spowiadam się z moich grzechów czyli z tego co zrobiłam i dlaczego mój ślub koś
                                                    > cielny jest nieważny.
                                                    > Po prostu nie dorosłam do kościelnego ślubu...
                                                    > Prawda jak ładnie brzmi? ;)


                                                    W Kosciele to sie nazywa iezdolnoscia emocjonalna do twoerzenia wiezi malzeńskiej, ale nie mozna tego stwierdzic na podstawie jedynie oswiadczenia strony
                                                    >
                                                    > > ale skad wiesz, ze tearz kłaniie? albo mówi prawde?:)
                                                    >
                                                    > A to najmniej ważne.
                                                    > Spowiednik albo musi mnie uznać za kogoś kto z premedytacją męża oszukał, albo
                                                    > za osobę niepełnosprawną umysłowo.
                                                    > I jeden i drugi przypadek ma te same konsekwencje...


                                                    W Kosciele nie Wazne, czy ktoś w momencie brania slubu byl w pełni wladz umysłowych. na poziomoe pozwalajacym na zrozumienie istoty małżeństwa sakramentalnego.

                                                    --
                                                    Korcia
                                                    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście :)"
                                                  • kora3 napisała:

                                                    > calkiem niepotrzebnie, bo ja to wiem :)

                                                    Ale zapominasz, albo do końca nie rozumiesz co to oznacza.
                                                    Ja myślę prosto i wyciągam proste wnioski, bo komplikować nie lubię...

                                                    > spowiednik nie odgaduje mysli Boga :)

                                                    No to jego rola jest fikcyjna.

                                                    > błedna jest taka onterpretacja funkcji sp> owiednika i dosc naiwna. Spowiednik zna pewnien kanon, zasady wg Koscioła ustan> owione, które mówią jakie grzechy mozna odpuszczac i na jakich zasadach.

                                                    Nie można, a raczej nie ma potrzeby osobie bez grzechu, albo mniej grzesznej od spowiednika odpuszczać grzechy.
                                                    To manifestacja pychy jeśli chodzi o spowiednika.
                                                    Nic nie tłumaczy pychy spowiednika odpuszczającego mało ważne grzechy, gdy sam jest np. pedofilem!

                                                    > Oczywi> scie obowiazkiem spowiednika jest w moare mozliwosci rozeznanie okolicznosci g
                                                    > rzechu oraz pouczenie penitenta, ale nie poznanie mysli Boga.

                                                    Pouczenie, gdy sam jest bardziej grzeszny?
                                                    Ty takie postępowanie popierasz?
                                                    Toż on nigdy wtedy nie wróci na drogę prowadzącą do Boga...

                                                    > Jesli nie zgadzas> z się z tym, ze Kosciół własciwie onterpretuje Pismo Sw. oraz nauke Jezusa, ni> e masz żadnego przypmusu byc w tym Kosciele, przystepowac w nim do jakichkolwie> k sakramentów - proste

                                                    Nie miałam wyboru gdy byłam dzieckiem i zostałam ochrzczona.
                                                    Ale nie o to chodzi, jaki ja mam wybór i z czym się zgadzam lub nie.
                                                    Ja mówię o odpowiedzialności.
                                                    Jeśli będę się upierać, że spowiednik ma prawo mnie pouczać, gdy jest bardziej grzeszny ode mnie to wydaję wyrok na tych, których krzywdzi.
                                                    Gdy płacę tacowe to opłacam ekscesy pedofila.
                                                    Czy mam prawo wydać wyrok na dzieci i udawać, że to mnie nie dotyczy?
                                                    Jestem współwinna.
                                                    Jeśli spowiednik nie jest bez grzechu, a o grzechach Kościoła się mówi, to rola Kościoła w roli spowiedników, którzy mają prawo pouczać mniej grzesznych od siebie się skończyła.
                                                    Spowiednicy nie mogą nikogo pouczać!

                                                    > Sad powołuje się na prawo za to, a to tez mozna oszukać. Nie pojmujesz ejdnej
                                                    r> zeczy - nie musisz akceptowac faktu, ze KRK powołuje sie na Boga, ani uwzac, ze
                                                    > powołuje się on słusznie. Wystarczy nie korzystac z tego, co ma do zaoferowani> a i po problemie:)

                                                    Wyjaśniłam powyżej w co problem...
                                                    Grzech zaniedbania to tez grzech.
                                                    To mi radzisz?

                                                    > no nie zawsze :) np. zarówno w prawie boskim jak i swieckim wazne sa okolicznoc> i przewinienia, stan dobrowolnosci w czynieniu go Prawo swieckie jest nawet b> rdziej restrykcyjne niż koscielne - nienzjomosc prawa nie zwalnia od obowiazku > przestrzegania go, ani odpowiedzialnosci za złamanie go, choc czasem moze byc o> kolicznoscia łagodzaca w przypadku grzechu konieczna jest jego swiadomosc.

                                                    Powtórzę, bo się nie rozumiemy.
                                                    Prawo boskie wyklucza oszukiwanie Boga.

                                                    > ale powołał się na prawo :)

                                                    To najmniej ważne.
                                                    Wierzącym prawo świeckie potrzebne nie jest.
                                                    Dla nich wymiar sprawiedliwości może nie istnieć.
                                                    Oni mają bać się piekła i Boga.

                                                    > nie, to nie ejst prawda. Zasady interpretacji dekalogu itp sa dosc sztywne, ale
                                                    > w miare stałe. Nie ma tak, ze na spowiednika nagle spływa cudowna wiedza o tym
                                                    > , ze pnitent klamie, albo ze mozna mu odpuscić nie odpuszczalny w tej instancji
                                                    > , czy okolicznsciach grzech. Nauka Koscioa nie głosi, ze spowiednik staje sie
                                                    > wcieleniem Boga, a jedynie, ze Kosciół maplenipotencje do wiedzy co OGOLNIE Bóg
                                                    > sądzi o grzechach :)

                                                    Nie ma zasad dekalogu, bo to brednie.
                                                    Dekalog to prymitywne prawo.
                                                    Bóg nie wymyśliłby tych przykazań, bo grzech myślą już wyklucza grzech czynem.
                                                    Czyli żaden wierzący nie grzeszyłby czynem, bo gdyby zgrzeszył myślą to już musiałby się zastanowić nad sobą...
                                                    A cały czas mówimy o grzechach czynem, które odpuszcza spowiednik i które mają swoistą interpretację.
                                                    Mają ale po co?

                                                    > Z ciekawosci zapytam : jak?:)

                                                    Z obserwacji ;).

                                                    > Ale Ty mozesz uznawac co chcesz :) tymczasem Kosciół ma swoje zasady okreslenia
                                                    > co znaczy "niewierzacy" na pewno popenienie grzechu takim kryteroim jako takie
                                                    > nie jest :)

                                                    To problem Kościoła, że dla siebie i swoich grzechów zostawił furtkę.
                                                    Tego nie miał prawa robić.

                                                    > Moze w tym wyznaniu, które Ty reprezentujesz, tak jest:) Ale w KRK uznaje sie,
                                                    > ze kazdy z papiezem włacznie jest człowiekiem, wiec jest z załozenia grzeszny.

                                                    No to powinien dążyć do zlikwidowania Kościoła.
                                                    Jezus mówił o ludziach, którzy potrafią się sami doskonalić, a nie szukają alibi dla swoich niepowodzeń.

                                                    > a utrudnianie niue ejst aby grzechem ? Wszak po to sie jest z soba by budowac,
                                                    > a nie utrudniac:)

                                                    Powtórzę.
                                                    Jeśli ktoś chce być z sobą nie utrudnia sobie tego.
                                                    Utrudnia wtedy, gdy nie jest pewien.
                                                    A jeśli nie jest pewien to nie jest pewien w ogóle, a nie po ślubie.
                                                    Skoro do ślubu doszło to znaczy, że oszukiwał.

                                                    > hola, hola :) a czy zdajesz sobie sprawe, ze nie ylko swiadome oszustwo jest
                                                    pr> zyczynkiem do stw niewaznosci? np takim przyczynkiem jest niezdolnosc emocjonal> na do tworzeniewiezi małzeńskiej - o czym mozesz nie mieć pojecia nie mieszkają> c z narzeczonym wczesniej,przed slubem, a Kosciół nie pochwala owego mieszkani> a, wiec logiczne, ze stosując się do jego zasad nie mialas szans tego sprawdzic> i NIE WIESZ Nie oszukałas kogos swiadomie.

                                                    Zdaję sobie sprawę z tego, że człowiek który o tym nie wiedział, został oszukany przez drugą stronę i jego rodzinę.
                                                    No to co proponujesz?
                                                    Przymusowe badania psychiatryczne dla kandydatów do ożenku? ;).

                                                    > Ale o przeczy zasadzie rozdziau Kosciola od państwa Krytykantko:)

                                                    A kto mówi, że nie?
                                                    Dokumenty z rozwodu cywilnego powinny miec moc wiążącą dla Kościoła.
                                                    Zresztą sam fakt rozwodu powinien być dla Kościoła znakiem do unieważnienia małżeństwa swoich wyznawców, bo rozwód świadczy o tym, że oszukali Boga.
                                                    Nie ma co się bawić w sąd...

                                                    przeczy Usta> wie zasadniczej :) Wg niej Twoje prawa i obowiazki wobec państwa i jego instytu> cji nie mogą być zalezne od wyznania. :)

                                                    No i nie są.

                                                    > Ślub konkordatowy pozornie jest TYLKO > slubem koscielnym:) Jest po prostu mozliwoscią pominiecia ceremonii swieckiej, > ale przy spełnieniu nie tylko swieckich warunków, ale i ze swieckimi konsekwenc> jami i przekazaniem wzajemnym dolumentacji :) > Która to dokumentacja ma swiadczyc o dwóch slubach: swieckim i koscielnym. Swie> cki powoduje okreslone skutki cywilnoprawne, koscielny - kanoniczne i one się w> zajemnie nie przenikają.

                                                    Pominięcie ceremonii świeckiej gdy Kościół nad swoimi wyznawcami nie panuje?

                                                    > Ale nie ma bezgrzesznych :) .

                                                    Skoro naukę Jezusa zniszczyli bo chcieli grzeszyć - to nie ma.
                                                    Niech sobie grzeszą, ale na Jezusa niech się nie powołują.

                                                    > W Kosciele to sie nazywa iezdolnoscia emocjonalna do twoerzenia wiezi malzeński> ej, ale nie mozna tego stwierdzic na podstawie jedynie oswiadczenia strony

                                                    Można stwierdzić na podstawie opinii rodziców.
                                                    Bo wtedy nie tylko jest niezdolność do tworzenia więzi małżeńskiej, ale w ogóle jakiejkolwiek więzi.
                                                    W ostateczności psychiatra ;)

                                                    > W Kosciele nie Wazne, czy ktoś w momencie brania slubu byl w pełni wladz umysło> wych. na poziomoe pozwalajacym na zrozumienie istoty małżeństwa sakramentalnego

                                                    No i sama widzisz ;).
                                                    Nic tylko psychiatra przed ślubem.
                                                    Wymóg czasów wynikający z emancypacji kobiet ;).
                                                    Gdy emancypacji kobiet nie było to i problemów nie było.
                                                    Każdy się nadawał do małżeństwa...
                                                    A kogo obchodziły żony męczennice?
                                                    Nawet na ołtarzach żadnej nie ma...

                                                    --
                                                    przesłanie religii poniżających kobiety brzmi: " facet pochodzi od małpy, a kobietę stworzył Bóg " ;)
                                                  • krytykantka07 napisała:
                                                    >
                                                    > Ale zapominasz, albo do końca nie rozumiesz co to oznacza.
                                                    > Ja myślę prosto i wyciągam proste wnioski, bo komplikować nie lubię...


                                                    ale Ty możesz myslec i prosto i skomplikowanie, tylko skad pomysl, ze KRK ma się zastosowac do twego toku myslenia?:)
                                                    >
                                                    > No to jego rola jest fikcyjna


                                                    skoro tak uwazasz nie masz obowiazku korzystac ze spowiedzi usznej:) to nie US, ze kara za niewysłanie PIY-u
                                                    >
                                                    > Nie można, a raczej nie ma potrzeby osobie bez grzechu, albo mniej grzesznej od
                                                    > spowiednika odpuszczać grzechy.


                                                    W KRK grzech spowiednika nie ma nic do rzeczy przy odpuzczaniu grzechów penitenta

                                                    > Pouczenie, gdy sam jest bardziej grzeszny?
                                                    > Ty takie postępowanie popierasz?
                                                    > Toż on nigdy wtedy nie wróci na drogę prowadzącą do Boga...


                                                    krytykantko, jestem zmuszona powiedziec ci dosadnie. Mam wrazenie, ze nie umiesz nie tylko czytac ze zrozumieniem, ale i romawiac, bo uparcie nie rozumiesz co pisze rozmówca. Nie mam nic do popierania, ani niepopierania, bo mnie to nie dotyczy - pisałam już kilka razy, ze nie czuje sie katoliczka, członkiem wspólnoty KRK i nie korzstam z jego oferty dotarcia do nieba:) MNIE KRK nie odpowiada, a jesli komś innemu odpowiada to jego wolny wybór i nic mi do tego.
                                                    >
                                                    > Nie miałam wyboru gdy byłam dzieckiem i zostałam ochrzczona.
                                                    > Ale nie o to chodzi, jaki ja mam wybór i z czym się zgadzam lub nie.


                                                    Alez własnie o TO CHODZI - kazdy MA wybór i jesli chce wybierac KRK z jego zasadami ma prawo.


                                                    > Jeśli będę się upierać, że spowiednik ma prawo mnie pouczać, gdy jest bardziej
                                                    > grzeszny ode mnie to wydaję wyrok na tych, których krzywdzi.
                                                    > Gdy płacę tacowe to opłacam ekscesy pedofila.


                                                    Ełumaczylam ci ZASADY dzialania spowiednika wg KEK wiecej nie bede :)

                                                    > Spowiednicy nie mogą nikogo pouczać!

                                                    przyjmuje twe zdanie do woadomosci, a teraz powiedz mi co ono wnosi? Napisz do Watykanu, zorganizuj pikiete nie wiem :)

                                                    >
                                                    > Wyjaśniłam powyżej w co problem...
                                                    > Grzech zaniedbania to tez grzech.
                                                    > To mi radzisz?


                                                    Nie czuje sie kompetentna , by radzić ci w takiej sprawie :)
                                                    >
                                                    > To najmniej ważne.
                                                    > Wierzącym prawo świeckie potrzebne nie jest.
                                                    > Dla nich wymiar sprawiedliwości może nie istnieć.
                                                    > Oni mają bać się piekła i Boga.



                                                    a ja myslałam, ze kochac blixniego :)
                                                    >
                                                    > Z obserwacji ;).

                                                    jak technicznie, skoro spowiadac się mozesz u dowolnego skiedza, a nie u konkretnego :)

                                                    >
                                                    > To problem Kościoła, że dla siebie i swoich grzechów zostawił furtkę.
                                                    > Tego nie miał prawa robić.


                                                    Pisz do Watykanu :)

                                                    >
                                                    > Powtórzę.
                                                    > Jeśli ktoś chce być z sobą nie utrudnia sobie tego.
                                                    > Utrudnia wtedy, gdy nie jest pewien.
                                                    > A jeśli nie jest pewien to nie jest pewien w ogóle, a nie po ślubie.
                                                    > Skoro do ślubu doszło to znaczy, że oszukiwał.


                                                    Chyba za wiele doswiadczenia to ty nie masz :)
                                                    >
                                                    .
                                                    > No to co proponujesz?
                                                    > Przymusowe badania psychiatryczne dla kandydatów do ożenku? ;).



                                                    ja nic nie proponuje, bo mnie to nie dotyczy, dla mnie wustarczy mozliwosc rozwodu :)
                                                    >

                                                    > Dokumenty z rozwodu cywilnego powinny miec moc wiążącą dla Kościoła.
                                                    > Zresztą sam fakt rozwodu powinien być dla Kościoła znakiem do unieważnienia mał
                                                    > żeństwa swoich wyznawców, bo rozwód świadczy o tym, że oszukali Boga.
                                                    > Nie ma co się bawić w sąd...


                                                    a ktos ci sie kaze "bawic w sad"? :) nie baw się :)
                                                    >
                                                    > No i nie są.
                                                    >
                                                    > Pominięcie ceremonii świeckiej gdy Kościół nad swoimi wyznawcami nie panuje?

                                                    Ceremonia jako taka nie jest potrzebma, skoro sa dokuenty :)
                                                    >
                                                    > Skoro naukę Jezusa zniszczyli bo chcieli grzeszyć - to nie ma.
                                                    > Niech sobie grzeszą, ale na Jezusa niech się nie powołują.


                                                    powtorze : Pisz do Watykanu
                                                    >
                                                    > Można stwierdzić na podstawie opinii rodziców.
                                                    > Bo wtedy nie tylko jest niezdolność do tworzenia więzi małżeńskiej, ale w ogóle
                                                    > jakiejkolwiek więzi.
                                                    > W ostateczności psychiatra ;)


                                                    bzdurt opowiadasz:)

                                                    Rodziców? a jak sa prosci, nie zyja itp? >
                                                  • ...kilka prostych pytań.

                                                    Jeśli dostajesz rozwód w sądzie z wyłącznej winy pozwanego, czy to automatycznie nie oznacza, że powinnaś otrzymać unieważnienie małżeństwa kościelnego?
                                                    Nie ma wtedy żadnych procedur dążących do stwierdzenia, że żądanie unieważnienia małżeństwa jest zasadne?
                                                    Czyli po otrzymaniu takowego rozwodu i przesłaniu papierów do kurii otrzymujesz od razu " rozwód " kościelny bez procedur dodatkowych?

                                                    Jeśli nie to o czym my mówimy?
                                                    Przy rozwodach bez orzekania o winie dopuściłabym opcję, że Kościół orzeka, aczkolwiek i tak to niczego nie zmieni...
                                                    Wymogi w prawie świeckim są bardziej liberalne niż w boskim, bo dopuszczone są grzechy czynem...

                                                    --
                                                    przesłanie religii poniżających kobiety brzmi: " facet pochodzi od małpy, a kobietę stworzył Bóg " ;)
                                                  • krytykantka07 napisała:
                                                    >
                                                    > Jeśli dostajesz rozwód w sądzie z wyłącznej winy pozwanego, czy to automatyczn
                                                    > ie nie oznacza, że powinnaś otrzymać unieważnienie małżeństwa kościelnego?


                                                    Nie. Albowiem stw. niewaznosci nie dotyczy małzeństwa, a stanu przed zawarciem małzeństwa - waznie, albo nie.

                                                    > Nie ma wtedy żadnych procedur dążących do stwierdzenia, że żądanie unieważnieni
                                                    > a małżeństwa jest zasadne?


                                                    Nadal nie rozumeisz i mieszasz pojecia. Czy naprawde nie widszisz róznicy miedzy sytuacja, że coś jest wazne i się to uNIEWAZNIA, a sytuacją, gdy wcale nie stało się wazne?

                                                    > Czyli po otrzymaniu takowego rozwodu i przesłaniu papierów do kurii otrzymujesz
                                                    > od razu " rozwód " kościelny bez procedur dodatkowych?


                                                    Mzoe to wygodne byłoby, natomiast całkowicie niezgodne z koscielną idea stw. niewaznosci. Jak wspomniałam wyzej: w procesie stw. niewaznosci bada się, czy doszło waznie do sakramentalnego małżeństwa. Czyli, jak łatwo wydedukować:): zcy PRZED slubem bądż w jego trakcie istniały okolicznosci czyniące mażłeństwo niewaznie zawartym. Stan W TRAKCIE trwania takiego zwiazku interesuje sąd biskupi tylko w aspekcie przedslubnych przyczyn, a nie jako taki. Rozwód zcy z winy wylaczne, czy obopólnej, czy bez orzekania o niej otrzymujesz z przyczyn POślubnych ze tak powiem:)

                                                    I tak np. zdrada, która jest istotną przyczyną do rozwodu, jako taka nie jest skutecznym powodem do stw. niewaznosci, chyba, ze narzeczony/narzeczona zdradzał/a już przed slubem i zaweirajac zwiazek nie zameirzała pzrestać.

                                                    --
                                                    Korcia
                                                    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście :)"
                                                  • Właściwie to odpowiedziałaś na moje pytania, acz sama nie wiesz, co napisałaś.
                                                    Otóż dla Ciebie cały czas Kościół jest autorytetem.
                                                    Tak jak czujesz respekt przed pseudointeligencją świecką i broniłabyś tego, co ona głosi, tak czujesz respekt przed pseudowiedzą samozwańczych bożych wybrańców.
                                                    Dzięki naukom Kościoła zmarnowałaś sobie lata w małżeństwie, które nigdy dla Boga nie było ważne, bo On wiedział, że Twój mąż do małżeństwa nie dojrzał i tego małżeństwa nie złączył.
                                                    Natomiast kler uznał, że małżeństwo było ważne, ale to małżeństwo rozłączył.
                                                    Czyli kler mądrzejszy od Boga?
                                                    Ja naprawdę nie ma nic przeciwko organizacjom, które swoim członkom fundują piękne śluby, pogrzeby i inne uroczystości.
                                                    Ale niech się przy tym nie powołują na Boga.
                                                    To, co dla nich na początku jest ważne, a przestaje być ważne po jakimś czasie, dla Boga nigdy ważne nie było, bo On wiedział czym się to skończy...
                                                    I jeszcze jedno.
                                                    Wyznawcy Jezusa doskonalą się w miłości bliźniego małżeństwie.
                                                    Dlatego mniej doskonali są przed ślubem niż po ślubie.
                                                    Na odwrót niż głosi Kościół...

                                                    --
                                                    przesłanie religii poniżających kobiety brzmi: " facet pochodzi od małpy, a kobietę stworzył Bóg " ;)
                                                  • krytykantka07 napisała:

                                                    > Właściwie to odpowiedziałaś na moje pytania, acz sama nie wiesz, co napisałaś.
                                                    > Otóż dla Ciebie cały czas Kościół jest autorytetem.


                                                    Wiem co napisałam, a Kosciół nie ejst dla mnie autorytetem:) Mój stosunek do czyich wierzeń jest po prostu taki, ze ja ja je szanuje:)

                                                    > Tak jak czujesz respekt przed pseudointeligencją świecką i broniłabyś tego, co
                                                    > ona głosi, tak czujesz respekt przed pseudowiedzą samozwańczych bożych wybrańcó
                                                    > w.


                                                    Nie wiem o jaka pseudointeligencję ci chodzi, ale ja broniłabym praa kazdego do własnego pogladu :)

                                                    > Dzięki naukom Kościoła zmarnowałaś sobie lata w małżeństwie, które nigdy dla Bo
                                                    > ga nie było ważne, bo On wiedział, że Twój mąż do małżeństwa nie dojrzał i tego
                                                    > małżeństwa nie złączył


                                                    Qrczę, raptem pare :) postów ze mna wymieniłas a tak "wiele" o mnie wiesz. :) Knkretnie nic:) Kosciół do tego DLA MNIE , ze sobie zmarnowała pare lat (ie tak duzo) nie ma NIC Ja nie wyszłam za mojego eksa dla Kosciola, tylko dlatego, ze to było dla Niego wazne, zeby miec slb, a mnie na nim zalezało, Podpbnie nie ozstałam siez nim po roku np nie dlatego ze był moim mezem "kocielnym" tylko dlatego, ze mi na nim zalezało. a później sie rozstałam jednak, bo przestało mi zalezec, apoza tym uznałam, ze nie ma sensu i juz z Kociołem to nie miała nic wsplnego:)


                                                    > Natomiast kler uznał, że małżeństwo było ważne, ale to małżeństwo rozłączył.


                                                    Kler jeszcze nic nie uznał:) w tej konkretnej sprawie :)

                                                    > Ja naprawdę nie ma nic przeciwko organizacjom, które swoim członkom fundują pię
                                                    > kne śluby, pogrzeby i inne uroczystości.
                                                    > Ale niech się przy tym nie powołują na Boga.


                                                    Rzecz w tym, że te organizacje mają prawo powoływac sie na Boga, gwarantuje im to polskie prawo :) I nie tylko KRK je ma, ale i inne koscioły oraz zw wyznaniowe - a ludzie mają prawo do nich nalezec.

                                                    > I jeszcze jedno.
                                                    > Wyznawcy Jezusa doskonalą się w miłości bliźniego małżeństwie.
                                                    > Dlatego mniej doskonali są przed ślubem niż po ślubie.
                                                    > Na odwrót niż głosi Kościół...


                                                    Przytocz mmi tekst tego koscielnego oredzia, bo ja sobie go nie przypominam :)
                                                    --
                                                    Korcia
                                                    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście :)"
                                                  • kora3 napisała:

                                                    > Wiem co napisałam, a Kosciół nie ejst dla mnie autorytetem:)

                                                    Czyżby ?
                                                    To czym tłumaczysz jego władzę, której się podporządkowałaś?
                                                    Wiedzą Kościoła?
                                                    Sama tę wiedzę Kościoła uznajesz za niepodważalny fakt i odnosisz się do Boga.
                                                    Czyli uważasz, że wiedza Kościoła od Boga pochodzi.

                                                    > Mój stosunek do cz> yich wierzeń jest po prostu taki, ze ja ja je szanuje:)

                                                    Ja szanuję wierzenia, ale w nich nie mam udziału.
                                                    Ty robisz coś innego.
                                                    Szukasz dla nich wytłumaczenia.
                                                    I wplątujesz w to Boga.

                                                    > Nie wiem o jaka pseudointeligencję ci chodzi, ale ja broniłabym praa kazdego do
                                                    > własnego pogladu :)

                                                    Polityczna poprawność kochanie?
                                                    Uważaj, bo to pułapka ;).
                                                    Nie bronię niczego do czego nie jestem przekonana.
                                                    I tak nie jestem przekonana do tego, że jakikolwiek przywódca religijny jakiejkolwiek z trzech głównych religii ma rację.
                                                    Ale ja szukam przyczyny pierwotnej, zatem potępiam trzy bliźniacze religie, a nie jedną.

                                                    > Qrczę, raptem pare :) postów ze mna wymieniłas a tak "wiele" o mnie wiesz. :)

                                                    Jak to powiedział Anioł: mądremu wystarczą dwa słowa, a głupiemu to i referatu mało ;).

                                                    Ko> nkretnie nic:)

                                                    Tylko to, co napisałaś.
                                                    Wszak rozwód nie zdarza się z miłości do partnera, który robi wszystko, abyś była szczęśliwa.
                                                    Chyba nie chcesz mi powiedzieć, że on tak robił, a na zołzę trafił, biedaczek...

                                                    > Kosciół do tego DLA MNIE , ze sobie zmarnowała pare lat (ie tak > duzo) nie ma NIC

                                                    Owszem ma, bo dzięki Kościołowi był taki, a nie inny.

                                                    > Ja nie wyszłam za mojego eksa dla Kosciola, tylko dlatego, ze > to było dla Niego wazne, zeby miec slb, a mnie na nim zalezało,

                                                    Ty To jednak ciekawy przypadek jesteś ;).
                                                    Eksa piszesz z dużej litery...
                                                    Tylko mi nie mów, że Jemu nie zależało na Tobie, tylko na owym ślubie, bo inaczej jako prawdziwy katolik kobiety by nie miał ;).
                                                    A Ty byłaś pod ręką i do tego zależało Ci na Nim.
                                                    Zostałaś więc wykorzystana.
                                                    I nie wiedziałaś na co się porywasz.

                                                    > Podpbnie nie oz> stałam siez nim po roku np nie dlatego ze był moim mezem "kocielnym" tylko dlat> ego, ze mi na nim zalezało. a później sie rozstałam jednak, bo przestało mi
                                                    zal> ezec, apoza tym uznałam, ze nie ma sensu i juz z Kociołem to nie miała nic
                                                    wspó> lnego:)

                                                    Aż rok wytrzymałaś z katolikiem, który " doskonałym mężem " zgodnie z nauką Kościoła był.
                                                    A przestało Ci zależeć z jakich to powodów, skoro tak się motasz?
                                                    Bo się zmienił?
                                                    Czy dlatego, że nie rozumiesz pojęcia: " idealny mąż ".
                                                    Oszukałaś Jego czy siebie?

                                                    > Kler jeszcze nic nie uznał:) w tej konkretnej sprawie :)

                                                    A co ma do uznawania?
                                                    Rozwód cywilny masz?
                                                    Masz, a katoliczką nie jesteś.
                                                    I nigdy nią nie byłaś.
                                                    Zatem Wasz ślub i tak był fikcją, bo Twój idealny mąż poślubił nieidealną kobietę.

                                                    > Rzecz w tym, że te organizacje mają prawo powoływac sie na Boga, gwarantuje im
                                                    > to polskie prawo :)

                                                    Ty to masz pomysły.
                                                    Organizacje religijne nie mają prawa powoływać się na Boga i tego w żadnym razie nie gwarantuje im polskie prawo.
                                                    Bóg to ojciec wszystkich ludzi, kochający wszystkich jednakowo.
                                                    Dlatego nikt nie ma prawa twierdzić, że Bóg go wybrał.
                                                    W żadnym razie prawo nie może tego gwarantować.

                                                    > I nie tylko KRK je ma, ale i inne koscioły oraz zw wyznanio> we - a ludzie mają prawo do nich nalezec.

                                                    Toż mówię, że mają wolność wyznania, a nie prawo powoływania się na Boga...
                                                    Już wyjaśniłam Ci , że Bóg, który wiedział, że Wasze małżeństwo nie przetrwa wcale go nie związał.
                                                    Kościół o tym nie wiedział i związał.

                                                    > Przytocz mmi tekst tego koscielnego oredzia, bo ja sobie go nie przypominam :)

                                                    Oj żartowniś z Ciebie ;).
                                                    A w jakim wtedy celu Kościół wprowadziłby sakrament pokuty i wiarę w niebo dla wybranych a piekło dla grzeszników?
                                                    Zresztą w każdej religii to jest...
                                                    Gdyby ludzie doskonalili się w miłości bliźniego w małżeństwie czy Kościół wymyśliłby jak uznać za nieważne to co sam kiedys uznał za ważne?
                                                    Bóg i tak nie potrzebuje wyjaśnień Kościoła, aby wiedzieć, że coś nigdy dla Niego ważne nie było.

                                                    A Jego wyznawcy z Niego kpili i udawali wiarę...
                                                    Poza tym jest jeszcze jedna kwestia dla Boga, o której mówił Jezus czyli Bóg: pierwsi partnerzy seksualni to byłoby małżeństwo w oczach Boga.
                                                    Kolejne to już cudzołóstwo...
                                                    Jezus mówił o tym, Jego wyznawcy to pierwsi partnerzy seksualni dążący do wzajemnego doskonalenia się w miłości bliźniego.
                                                    Tacy nigdy się nie rozstaną.
                                                    A jak rozstają się ci, co w Niego nie wierzą?
                                                    Toż z innych religii ludzie też się rozstają i świat trwa...
                                                    Bóg do tamtych nie ma nic.
                                                    Tyle tylko, że innym zamiast nieba na ziemi, które Bóg im dał, stworzyli sobie i innym piekło.
                                                    Ale Bóg teraz nie interweniuje.
                                                    Dopiero po śmierci zabierze wszystkich do nieba.

                                                    --
                                                    przesłanie religii poniżających kobiety brzmi: " facet pochodzi od małpy, a kobietę stworzył Bóg " ;)
                                                  • krytykantka07 napisała:
                                                    >
                                                    > Czyżby ?
                                                    > To czym tłumaczysz jego władzę, której się podporządkowałaś?
                                                    > Wiedzą Kościoła?


                                                    No ja sie wąłsnie nie podporządkowałam :) nie zyje wg zasad Kodcioła i niczego odeń nie potrzebuję:)

                                                    > Sama tę wiedzę Kościoła uznajesz za niepodważalny fakt i odnosisz się do Boga.
                                                    > Czyli uważasz, że wiedza Kościoła od Boga pochodzi.


                                                    Mylisz pojecia, uwazam, ze wierni mają prawo tak mysleć, co nie oznacza wcale, ze ja tak musze mysleć :)

                                                    >
                                                    > Ja szanuję wierzenia, ale w nich nie mam udziału.
                                                    > Ty robisz coś innego.


                                                    Co innego?

                                                    > Szukasz dla nich wytłumaczenia.
                                                    > I wplątujesz w to Boga.


                                                    Ty nadal nie rozumiesz. Ja przedstawiam stanowisko Kosciola, a nie ustosunkowuję się do niego:)
                                                    >
                                                    > Polityczna poprawność kochanie?
                                                    > Uważaj, bo to pułapka ;).


                                                    Nie, charakter taki i zboczenie zawodowe:) Uwazam, ze to nie pułapka, a niezbywalne prawo do wlasnych pogladow kazdeggo.
                                                    Jesli nie robi ci to wielkiej róznicy nie pisz prosze do mnie "skarbie" i "kochanie" - nie lubię "skarbie", a jak kobieta do mnie mówi kochanie - też niespecjalnie.

                                                    > Nie bronię niczego do czego nie jestem przekonana.
                                                    > I tak nie jestem przekonana do tego, że jakikolwiek przywódca religijny jakiejk
                                                    > olwiek z trzech głównych religii ma rację.


                                                    nadal nie rozumeisz - też nie uwazam, by jakikolwiek przywódca religijny mial rację:) ale pozwalam innym ludziom mieć odmienne zdanie.
                                                    >
                                                    > Jak to powiedział Anioł: mądremu wystarczą dwa słowa, a głupiemu to i referatu
                                                    > mało ;).


                                                    hehe, dobry autorytet :) To powiedzenie brzmi chyba w oryginale "Mądrej glowie dosc po słowie" tylko, z e madra głowa wyciaga po dwóch słowach mądre wnioski, a nie jakiegokolwiek :)
                                                    >
                                                    > Tylko to, co napisałaś.
                                                    > Wszak rozwód nie zdarza się z miłości do partnera, który robi wszystko, abyś by
                                                    > ła szczęśliwa.


                                                    No róznie to bywa, ale w tym przypadku owszem tak bylo i co?

                                                    > Chyba nie chcesz mi powiedzieć, że on tak robił, a na zołzę trafił, biedaczek..

                                                    Nie, ale od pewnego zcasu, kiedy wiem, ze jest chory nie patrze na jego postepowanie jak na celowe złosliwosci. Wiem,ze to od chorego nie zalezy.

                                                    >
                                                    > Owszem ma, bo dzięki Kościołowi był taki, a nie inny.


                                                    Nieprawda, mnie też się tak kiedyś wydawało, ale on po prostyu jest ciezko chory i tyle.
                                                    >
                                                    > Ty To jednak ciekawy przypadek jesteś ;).

                                                    dlazcego?

                                                    > Eksa piszesz z dużej litery...

                                                    Nie tak "z duzej litery": jak dużą literą :) tak na marginesie. A co, jak Eks to już musze go nienawidzić? Z innym Eksem nawet się przyjaźnię i co?

                                                    > Tylko mi nie mów, że Jemu nie zależało na Tobie, tylko na owym ślubie, bo inacz
                                                    > ej jako prawdziwy katolik kobiety by nie miał ;).


                                                    Nie, tak nie było. Zalezało mu na mnie i nie postawil mi jakeigoś warunku , ze albo slub, albo sie rozstajemy, po propstu mnie prosil i argumentował, ze mnie nie zalezy na ślubie, ani jego braku, a jemu zalezy na slubie, wiec...

                                                    > A Ty byłaś pod ręką i do tego zależało Ci na Nim.
                                                    > Zostałaś więc wykorzystana.


                                                    Mity tworzysz:)

                                                    >
                                                    > Aż rok wytrzymałaś z katolikiem, który " doskonałym mężem " zgodnie z nauką Koś
                                                    > cioła był.


                                                    Akurat przez rok było calkiem ok:)

                                                    > A przestało Ci zależeć z jakich to powodów, skoro tak się motasz?
                                                    > Bo się zmienił?

                                                    Nie amm ochoty wdawać sie w szczegóły. Zresztą napisałam ci już: mój eksmąz jest chory psychicznie i był takowy, jak bralismy slub, bo ta choroba zostaął u niego zdiagnozowana duzoo wczesniej a jest nieuleczalna. W okresie kiedy sie poznaliśmy jeszcze brał leki, potem zaprzestal i choroba stopniowo zaxzeła znów sie ujawniać.

                                                    > Czy dlatego, że nie rozumiesz pojęcia: " idealny mąż ".
                                                    > Oszukałaś Jego czy siebie?


                                                    Jesli uwazasz, ze osoba chora psychicznie jest idealnym partnerem zyciowym to coś z Tobą nie tak, sorry.
                                                    >
                                                    > A co ma do uznawania?
                                                    > Rozwód cywilny masz?
                                                    > Masz, a katoliczką nie jesteś.
                                                    > I nigdy nią nie byłaś.


                                                    W swietle prawa kanonicznego zcyli w oczach Kosciiola jestem nią nadal:) co mi w zasadzie nie przeszkazda, bo mam to gdzieś :)
                                                    >

                                                    >
                                                    > Ty to masz pomysły.
                                                    > Organizacje religijne nie mają prawa powoływać się na Boga i tego w żadnym razi
                                                    > e nie gwarantuje im polskie prawo.


                                                    Polskie prawo nie gwarantuje wplnosci wyznania?

                                                    > Bóg to ojciec wszystkich ludzi, kochający wszystkich jednakowo.
                                                    > Dlatego nikt nie ma prawa twierdzić, że Bóg go wybrał.
                                                    > W żadnym razie prawo nie może tego gwarantować.


                                                    Dobra wskaz pzreois, ustawe, ktora tego zabrania:)


                                                    --
                                                    Korcia
                                                    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście :)"
                                                  • kora3 napisała:

                                                    > No ja sie wąłsnie nie podporządkowałam :) nie zyje wg zasad Kodcioła i niczego > odeń nie potrzebuję:)

                                                    Nie okłamuj się.
                                                    Uznałaś i do tej pory uznajesz, że Kościół jest władny za Boga rozstrzygnąć czy Twoje małżeństwo było kiedykolwiek ważne.
                                                    To już sąd cywilny rozstrzygnął i Kościół nic nowego nie wymyśli.
                                                    A dla Boga Twoje małżeństwo nigdy ważne nie było.
                                                    Tak jak i inne małżeństwa katolików , którym Bóg myli się z klerem.
                                                    Bóg, takiej pychy jak u kleru nie popiera i dlatego wyraźnie im pokazuje co złączyli.
                                                    Czyli coś, co dla Boga nie ma żadnej wartości.

                                                    > Mylisz pojecia, uwazam, ze wierni mają prawo tak mysleć, co nie oznacza wcale, > ze ja tak musze mysleć :)

                                                    Ależ tak myślisz.
                                                    W jakim innym celu poszłabyś na rozmowę do kurii?
                                                    Pozwalać facetom w sukienkach wyważać otwarte drzwi?
                                                    Jak byli tacy uczciwi to gdzie byli gdy Twój przyszły mąż z Tobą na nauki przedmałżeńskie chodził?
                                                    Nie pouczyli go, że jest człowiekiem chorym umysłowo?
                                                    Kto kogo tu oszukiwał?
                                                    Ty mogłaś być pierwszą naiwną, ale nie spowiednik!
                                                    Miałaś prawo wymagać od Kościoła, aby towar, który Ci sprzedał czyli katolika, wierzącego, że małżeństwo jest nierozerwalne - nie był trefny.
                                                    A tak kupiłaś kota w worku.

                                                    > Co innego?

                                                    Tak, bierzesz udział w wierzeniach, bo wydaje Ci się, że powinnaś podpierać się autorytetami.
                                                    Myślisz, że taka głupia jesteś i nie masz do niczego prawa?
                                                    Miałaś prawo być szczęśliwa w małżeństwie z człowiekiem, który rozumie, kim jest Bóg.
                                                    Dlaczego wszystkich tłumaczysz, a nie siebie?

                                                    > Ty nadal nie rozumiesz. Ja przedstawiam stanowisko Kosciola, a nie ustosunkowuj> ę się do niego:)

                                                    Jak nie jak tak?
                                                    Przedstawiasz stanowisko Kościoła i darzysz Kościół autorytetem, przedstawisz stanowisko sądu i myślisz, że sąd taki mądry i wreszcie przedstawiasz stanowisko psychologa /psychiatry i tłumaczysz chorego psychicznie.
                                                    Przy takich ludziach jak Ty świat dojdzie do tego, że uczciwi ludzie będą zabawkami w rękach psychopatów i będą tłumaczyć ich postępowanie.
                                                    Zresztą niewiele brakuje przy politpoprawności, którą obserwujemy.
                                                    Ty masz udział w tym, że porządni ludzie nie mają praw.
                                                    Zrzekłaś się swoich i swoją postawą głosisz, aby inni to samo zrobili.
                                                    Idealna jesteś na żonę Araba...
                                                    Gdzie Twoja godność i poczucie własnej wartości?
                                                    Tłumacz dalej psychopatów, drani i zboczeńców.

                                                    > Nie, charakter taki i zboczenie zawodowe:) Uwazam, ze to nie pułapka, a niezbyw> alne prawo do wlasnych pogladow kazdeggo.

                                                    Ty nie masz własnych poglądów.
                                                    Powtarzasz cudze.
                                                    Nawet nie zadasz sobie pytania, dlaczego miałaś obowiązek cierpieć i dlaczego masz obowiązek bronić teraz na forum postępowania swojego byłego męża.
                                                    Co Ciebie obchodzi jego choroba?
                                                    Nie ma żadnego usprawiedliwienia dla katolika wierzącego w Boga i uznającego ślub kościelny za boże błogosławieństwo dla związku.

                                                    > Jesli nie robi ci to wielkiej róznicy nie pisz prosze do mnie "skarbie" i "koch> anie" - nie lubię "skarbie", a jak kobieta do mnie mówi kochanie - też niespecj> alnie.

                                                    Widzisz Korciu, jesteś tak naiwna i tak się dałaś zmanipulować, że traktuje Cię jak dziecko, aby zmusić Cię do samodzielnego myślenia.
                                                    Nie powtarzaj cudzych poglądów.
                                                    Mów za siebie.
                                                    Do czego miałaś prawo w małżeństwie i dlaczego uważasz, że można wytłumaczyć Twoją sytuację?
                                                    Miałaś prawo być szczęśliwsza niż kobieta w małżeństwie, w którym Boga nie ma.
                                                    W Twoim był podobno.
                                                    Albo wreszcie uznaj, że słudzy Boga nic nie wiedzą i Bóg Twojego małżeństwa i tak nie pobłogosławił.
                                                    Przestań tłumaczyć ich pozorną pracę.

                                                    > nadal nie rozumeisz - też nie uwazam, by jakikolwiek przywódca religijny mial r> ację:) ale pozwalam innym ludziom mieć odmienne zdanie.

                                                    Pozwalasz ludziom wodzić się za nos.
                                                    Ludziom przekonanym o swojej wyjątkowości.
                                                    Przy nich czujesz się mała i nic niewarta?
                                                    Dlaczego mylisz słowa Boga ze słowami Jego samozwańczych przedstawicieli.

                                                    > hehe, dobry autorytet :) To powiedzenie brzmi chyba w oryginale "Mądrej glowie
                                                    > dosc po słowie" tylko, z e madra głowa wyciaga po dwóch słowach mądre wnioski,
                                                    > a nie jakiegokolwiek :)

                                                    Mądra głowa wyciąga wnioski, których nawet Ty boisz się wyciągnąć.
                                                    Dlatego uparcie przekonujesz, że kler ma prawo rozdzielić coś co wg. niego było ważne ( bo sam nie rozumiejąc co robi tę ważność mu nadał ).
                                                    Kler ma prawo, ale Bóg do tego prawa nie ma nic.
                                                    Bóg nikomu nie dał władzy do wypowiadania się w Jego imieniu na temat tego, czy On uznał dany związek za małżeństwo.

                                                    > No róznie to bywa, ale w tym przypadku owszem tak bylo i co?

                                                    Sama się nad tym zastanów.

                                                    > Nie, ale od pewnego zcasu, kiedy wiem, ze jest chory nie patrze na jego postepo> wanie jak na celowe złosliwosci. Wiem,ze to od chorego nie zalezy.

                                                    Biedaczek.
                                                    Już mi Go żal.
                                                    Nie mogłaś wykazać odrobinę zrozumienia i się dla Niego poświęcić?

                                                    > Nieprawda, mnie też się tak kiedyś wydawało, ale on po prostyu jest ciezko chor> y i tyle.

                                                    To nie miał prawa decydować się na małżeństwo z Tobą.
                                                    A ci, co byli od Niego mądrzejsi nie powinni Wam udzielić ślubu kościelnego.
                                                    Miał powiedzieć na spowiedzi, że nie jest człowiekiem w pełni zdrowym umysłowo i wtedy spowiednik by mu odradził małżeństwo, skoro nie spełniał warunków by mężem być.

                                                    > dlazcego?

                                                    Wyjaśniłam w tamtym poście pod spodem.

                                                    > A co, jak Eks t> o już musze go nienawidzić? Z innym Eksem nawet się przyjaźnię i co?

                                                    Mówimy o człowieku, który miał obowiązek zapewnić Ci szczęście, bo powoływał się na Boga.
                                                    Gdyby na Boga się nie powoływał to nie miałby tego obowiązku.
                                                    Więc Go nie tłumacz.

                                                    > Nie, tak nie było. Zalezało mu na mnie i nie postawil mi jakeigoś warunku , ze > albo slub, albo sie rozstajemy, po propstu mnie prosil i argumentował, ze mnie > nie zalezy na ślubie, ani jego braku, a jemu zalezy na slubie, wiec...

                                                    Nie wiedział, co znaczy ślub kościelny?
                                                    To przysięga podobno złożona Bogu.
                                                    Kogo chciał oszukać?

                                                    > Mity tworzysz:)

                                                    Sprawdzam wszystkie możliwości.
                                                    Ty je weryfikujesz ;).

                                                    > Akurat przez rok było calkiem ok:)

                                                    Ale w małżeństwie ludzi, którzy składają przysięgę Bogu ma być coraz lepiej...

                                                    > Nie amm ochoty wdawać sie w szczegóły. Zresztą napisałam ci już: mój eksmąz je> st chory psychicznie i był takowy, jak bralismy slub, bo ta choroba zostaął u n> iego zdiagnozowana duzoo wczesniej a jest nieuleczalna.

                                                    Czyli jak sama widzisz ślubu kościelnego nie powinien dostać.

                                                    > W okresie kiedy sie poz> naliśmy jeszcze brał leki, potem zaprzestal i choroba stopniowo zaxzeła znów si> e ujawniać.

                                                    Do kościółka i do spowiedzi nie chodził?
                                                    Nikt Jemu nie wyjaśnił, że leki brać musi?
                                                    Żaden spowiednik?
                                                    To niech spowiednik weźmie winę na siebie za rozpad Waszego małżeństwa.
                                                    Rozumiem, że Ty do kościółka i do spowiedzi nie chodziłaś.

                                                    > Jesli uwazasz, ze osoba chora psychicznie jest idealnym partnerem zyciowym to c> oś z Tobą nie tak, sorry.

                                                    To Ty za Niego wyszłaś uważając Go za idealnego partnera, a nie ja.

                                                    > W swietle prawa kanonicznego zcyli w oczach Kosciiola jestem nią nadal:) co mi
                                                    > w zasadzie nie przeszkazda, bo mam to gdzieś :)

                                                    W świetle prawa kanonicznego czyli w oczach Boga.
                                                    W świetle prawa jakiejś organizacji to Ty sobie możesz być żoną.
                                                    Ale niech ta organizacja na Boga się nie powołuje.

                                                    > Polskie prawo nie gwarantuje wplnosci wyznania?

                                                    To już napisałam.
                                                    Polska gwarantuje wolność wyznania, a nie gwarantuje, że Bóg stoi za organizacją religijną.

                                                    > Dobra wskaz pzreois, ustawe, ktora tego zabrania:)

                                                    Czego zabrania?
                                                    Powoływania się na Boga?
                                                    A jaka ustawa może zawierać w sobie prawdę na temat tego co myśli Bóg?
                                                    Bóg nie przemawia.
                                                    Dlatego spryciarze mogą Jego imię wykorzystywać do własnych celów...

                                                    --
                                                    przesłanie religii poniżających kobiety brzmi: " facet pochodzi od małpy, a kobietę stworzył Bóg " ;)
                                                  • krytykantka07 napisała:
                                                    >
                                                    > Nie okłamuj się.
                                                    > Uznałaś i do tej pory uznajesz, że Kościół jest władny za Boga rozstrzygnąć czy
                                                    > Twoje małżeństwo było kiedykolwiek ważne.


                                                    Krytykantko, oklamujesz Ty siebie, bo nie umiesz pojąc, ze sa ludzie, którzy sa w stanie pójsc komuś innemu na reke, tylko po to, zeby ten ktoś miał SWOJE sumienie w porzadku:) A jesli juz chodzi o Eksa to calkiem wg Ciebie anormalne pewnie. :)
                                                    Zastanow się na serio: gdybbym ja SWOJE zycie uzalezniała od tego co na temat mjego byłego mazłeśńtwa powie sobie Kosciół, to nie zyłabym chyba w konkubinacie bez checi na slub nawet cywilny, a i bez planów na ślub koscielny w szczególnosci:)
                                                    Mnie tito czy Kosciół uzna za wazne, czy nie:) Ja od 7 lat jestem po rozwodzie i mam poapiery na to, ze z ekmezem nie jestem zwiazana i jak widzisz, wystarcza mi to :)

                                                    > A dla Boga Twoje małżeństwo nigdy ważne nie było.
                                                    Pewnie tak, ale to mojemu EKs zalezało, żeby rozstrzygnał o tym sąd biskupi .

                                                     W jakim innym celu poszłabyś na rozmowę do kurii?
                                                     Nie zrozumiesz tego  Gdybym nie poszła mój Eks pewnie uwazałby także decyzję na „niewazne” za nieprawdziwą i nadal uparcie uwazałby mnie za swoją zonę.

                                                    > Jak byli tacy uczciwi to gdzie byli gdy Twój przyszły mąż z Tobą na nauki przed
                                                     małżeńskie chodził?

                                                    Na miejscu byli, ale choroba mojego eksmeza nie jest taka prosta, ze z przeproszeniem szcezka i obsikuje drzewa Sorry nie wiem jak prosto ci mam to wytlumaczyc inaczej 

                                                     Nie pouczyli go, że jest człowiekiem chorym umysłowo?

                                                    Uwazasz, ze prowadzacy nauki przedmałzeńskie sa biegłymi psychoatrami?

                                                     Ty mogłaś być pierwszą naiwną, ale nie spowiednik!
                                                    Spowiednicy sa biegłymi psychiatrami?????
                                                    >
                                                    A tak kupiłaś kota w worku.
                                                    A ty poddałaś przyszłego meza badaniom? 

                                                    >
                                                    > Tak, bierzesz udział w wierzeniach, bo wydaje Ci się, że powinnaś podpierać się
                                                     autorytetami.

                                                    Nie , bo zdanie owego jak psozesz “autorytetu” nic dla mnie nie znaczy , jak widać. Po prostu mam szacunek dla człowieka z którym kiedys byłam. Wiem, nie umiesz tego pojąc.

                                                     Myślisz, że taka głupia jesteś i nie masz do niczego prawa?

                                                    Wrecz przeciwnie, wiem do czego mam prawo i wyekwekwowałam je

                                                     Dlaczego wszystkich tłumaczysz, a nie siebie?
                                                    B ja się nie mam z czego tłumaczyc
                                                    >
                                                    że sąd taki mądry i wreszcie przedstawiasz stanowisko
                                                     psychologa /psychiatry i tłumaczysz chorego psychicznie.

                                                    Czy sad taki madry to nie wiem, nie wnikam, natomiast chorego trudno obwiniac za to, ze chory.

                                                     Idealna jesteś na żonę Araba...

                                                    Wiesz co? Puknij się w glowe  Już kto jak kto, ale ja na zone araba nadaje się , jak Ty na filozofa  Załoze się, ze umiem wyegzekwować prawa swoje, a także innych (taka mam prace) lepiej niż Ty

                                                    > Gdzie Twoja godność i poczucie własnej wartości?

                                                    Moje poczucie godnosci mówi mi kobieto, ze nie powinam mscic się na chorym psychicznie człowieku, bo to MNIE niegodne, Że MOGĘ zrobic cos dla kogoa, kogo nie kocham, ale kiedyś był mi bliski. Wiem, nie pojmujesz
                                                    .
                                                    >
                                                     Ty nie masz własnych poglądów.

                                                    buahahhaha
                                                     Powtarzasz cudze.
                                                    Przytaczam cudze, mam swoje. Wiem, nie wizisz róznicy. Pomysl troszkę 

                                                    > Nawet nie zadasz sobie pytania, dlaczego miałaś obowiązek cierpieć i dlaczego m
                                                     asz obowiązek bronić teraz na forum postępowania swojego byłego męża.

                                                    Bo nie mialam zadnego obowiazku cierpiec Wiesz, ty jestes po prostu, wybacz, ograniczona. Myslisz samymi stereotypami wydaje ci się, że przez 3 lata usiłowałam cos zrobic, bo mialam slub koscielny z moim Eksem Słodkie, ale idiotyczne  Gdtbym nie miała z nim zadnego slubu, też bym próbowala. Bo go kochałam jeszcze jakiś czas, bo był mi bliski, bo nie umialam zrozumieć, co się dzieje. W pewnym momencie wypalło się i uczucie i chec zrozumienia.

                                                     Co Ciebie obchodzi jego choroba?
                                                    Mnie zal chorych ludzi, nie chcialabym, żeby mnie to spotkało, a ten człowiek był mi kiedys bliski.
                                                    ..
                                                    >
                                                    > Widzisz Korciu, jesteś tak naiwna i tak się dałaś zmanipulować, że traktuje Cię
                                                     jak dziecko, aby zmusić Cię do samodzielnego myślenia.

                                                     nie cz ojca dzieci robic .
                                                    > Do czego miałaś prawo w małżeństwie i dlaczego uważasz, że można wytłumaczyć Tw
                                                     oją sytuację?
                                                    Do samorealizacji, spokoju, własnego zdania, dostatku, szacunku, wolnosci, decydowania o sobie, bliskosci, spelnienia itd. Dla mnie to są wartosci w zwiazku

                                                     Przestań tłumaczyć ich pozorną pracę.
                                                    Ja ci tłumaczylam ich stanowisko w sprawie, ich praca mnie nie obchodzi, pozorna, czy prawdziwa
                                                    >
                                                     Przy nich czujesz się mała i nic niewarta?
                                                    Nie transponuj swoich odczuc na innych  Pewnie się tak cujesz Ty i uwazasz, ze inni maja tak samo. Popracuj nad tym, ale nie wiem jak, ja tak nigdy nie mialam

                                                    >
                                                    > Dlatego uparcie przekonujesz, że kler ma prawo rozdzielić coś co wg. niego było
                                                     ważne ( bo sam nie rozumiejąc co robi tę ważność mu nadał ).

                                                    Bo jeśli ktos idzie na zasady kletu, to je akceptuje – proste. A jak przestaje, to sobie z klerem daje spokój, też proste.
                                                    >
                                                    >
                                                    > Biedaczek.
                                                    > Już mi Go żal.
                                                     Nie mogłaś wykazać odrobinę zrozumienia i się dla Niego poświęcić?
                                                    Nie i nie przyszło mi to do głowy 

                                                    >
                                                    > To nie miał prawa decydować się na małżeństwo z Tobą.
                                                     A ci, co byli od Niego mądrzejsi nie powinni Wam udzielić ślubu kościelnego.

                                                    Rozumiesz co znaczy schizofrenia paranoidalna? Z grubsza to, ze jakby kogos zabił jest spora szanasa, by uznano go za niepoczytalnego dziewczyno I nie dlatego, ze komus bułoby go zal, tylko dlatego, ze naukowo udowodniono, ze taki chory nie wie co robi, tak bardzo jego psychika zawladnela choroba. A Ty wyjeżdzasz, ze nie miał prawa. Jasne, nie miał, ale on jest niepoczytalny

                                                    > Miał powiedzieć na spowiedzi, że nie jest człowiekiem w pełni zdrowym umysłowo
                                                    Umiesz czytac, to poczytaj co jest napisane powyzej 

                                                    >
                                                    > Mówimy o człowieku, który miał obowiązek zapewnić Ci szczęście, bo powoływał si
                                                     ę na Boga.

                                                    Widzisz na mnie powoływanie się na Boga nie robi po pierwsze wrazenia, bo wiem co porafia ludzie stale się nan powołujacy: niektórzy ksieza, albo chocby moi tesciowe, ludzie zdrowi i swiadomi, ze ich syn jest chory
                                                    Szczescia oczekiwałam wlasnie od tego drugiego eksa, choc na Boga się nie powolywał. Wiem, nie rozumiesz

                                                    > Gdyby na Boga się nie powoływał to nie miałby tego obowiązku.
                                                     Więc Go nie tłumacz.
                                                    Jeśli człowiek cos deklaruje, niezaleznie od powoływania się na cokolwiek, topowinien jeśli to możliwe dotrzymac. Wiem, nie pojmujesz

                                                    > To przysięga podobno złożona Bogu.
                                                    Slub koscielny to przysiega złozona MAŁZONKOWI w obliczu Boga Mało cos wiesz o tym slubie  Oszikać kogo chcial? Nie pojmujesz czym jst schizo. On był przekonany, ze jest zdrowy, tylko szczególnie nawiedzony, nie oszukiwał swiadomie.
                                                    >
                                                     Ale w małżeństwie ludzi, którzy składają przysięgę Bogu ma być coraz lepiej...

                                                    Ale zcasem nie ejst z róznych przyczyn
                                                    >
                                                     Czyli jak sama widzisz ślubu kościelnego nie powinien dostać.
                                                    Oczywscie, ze nie, z paru przyczyn. Ale przed slubem nie bada się narzeczonych psuchiatrycznie, wiesz?
                                                    >
                                                     Do kościółka i do spowiedzi nie chodził?
                                                    Chodzil, nawet często 

                                                    > Nikt Jemu nie wyjaśnił, że leki brać musi?
                                                    > Żaden spowiednik?
                                                     To niech spowiednik weźmie winę na siebie za rozpad Waszego małżeństwa.
                                                    A bierzesz pod uwagę, ze mój Eks przekonany, ze jest zdrowy nie wspominał o chorobie?

                                                     Rozumiem, że Ty do kościółka i do spowiedzi nie chodziłaś.

                                                    Czasem, jak miałam ochote, owszem ch
                                                  • krytykantka07 napisała:
                                                    .

                                                    Czasem, jak miałam ochote, owszem chodzilam .
                                                    >
                                                     To Ty za Niego wyszłaś uważając Go za idealnego partnera, a nie ja.

                                                    No, a moja kolezanka wyszła za dziwkarza w narzeczeństwie jej ne zdradzał, a potem tak i co?


                                                    W świetle prawa kanonicznego czyli w oczach Boga.
                                                    Wg mojego uznania, nie Co mi zrobisz?


                                                    Czego zabrania?
                                                    Powoływania się na Boga?
                                                    A jaka ustawa może zawierać w sobie prawdę na temat tego co myśli Bóg?
                                                    Zatem w swietle prawa wolno powoływac się na Boga, czy ktoś tego słucha, to inna sprawa



                                                    --
                                                    Korcia
                                                    "droga ekspresowa do serca
                                                  • kora3 napisała:

                                                    > No, a moja kolezanka wyszła za dziwkarza w narzeczeństwie jej ne zdradzał, a po> tem tak i co?

                                                    Wyszła za katolika, który przed nią miał inne?
                                                    Kiedy był dziwkarzem?

                                                    > W świetle prawa kanonicznego czyli w oczach Boga.
                                                    > Wg mojego uznania, nie Co mi zrobisz?

                                                    Nie wiem, o co pytasz ;).
                                                    Prawo kanoniczne nie ma nic wspólnego z Bogiem.
                                                    To moje zdanie.
                                                    A jakie jest Twoje?

                                                    > Zatem w swietle prawa wolno powoływac się na Boga, czy ktoś tego słucha, to inn
                                                    > a sprawa

                                                    Widzisz Korciu właśnie nie można ;).
                                                    Doszlibyśmy wtedy do absurdu, bo zawsze byłoby tylko 50 % pewności czyli Bóg tak chciał, albo Bóg tak nie chciał.
                                                    I to by tłumaczyło wszystko.
                                                    Zależy kto by tłumaczył.
                                                    Dlatego niebezpiecznie jest zgadywać myśli Boga ;).

                                                    --
                                                    przesłanie religii poniżających kobiety brzmi: " facet pochodzi od małpy, a kobietę stworzył Bóg " ;)
                                                  • krytykantka07 napisała:
                                                    >
                                                    > Wyszła za katolika, który przed nią miał inne?
                                                    > Kiedy był dziwkarzem?


                                                    Nie iem czy miał przed nia inne, w kazdym razie zdardzać jął ja po slubie, w czas jakiś
                                                    >
                                                    > Nie wiem, o co pytasz ;).
                                                    > Prawo kanoniczne nie ma nic wspólnego z Bogiem.
                                                    > To moje zdanie.
                                                    > A jakie jest Twoje?


                                                    takiez samo :)
                                                    >
                                                    >
                                                    > Widzisz Korciu właśnie nie można ;).
                                                    > Doszlibyśmy wtedy do absurdu, bo zawsze byłoby tylko 50 % pewności czyli Bóg ta
                                                    > k chciał, albo Bóg tak nie chciał.
                                                    > I to by tłumaczyło wszystko.


                                                    Krytykantko, wolo, wolno, zobacz ile religii na swiecie sie owołuje, nawey małych zwiazków wyznaniowych

                                                    --
                                                    Korcia
                                                    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście :)"
                                                  • kora3 napisała:

                                                    > Nie iem czy miał przed nia inne, w kazdym razie zdardzać jął ja po slubie, w c> zas jakiś

                                                    Czyli do ślubu kościelnego nie dojrzał.
                                                    I do tego ze spowiednika sobie kpił.
                                                    Zatem ślub kościelny był nieważny.
                                                    To znaczy był ważny w oczach Kościoła, ale w imieniu Boga nie można było go udzielić i Bóg nie uznawał tego ślubu za ważny.

                                                    > Krytykantko, wolo, wolno, zobacz ile religii na swiecie sie owołuje, nawey mały> ch zwiazków wyznaniowych

                                                    Niestety, ale gdyby tak było to niczego nie dałoby się postanowić.
                                                    A postęp techniczny byłby zerowy ;).
                                                    Dlatego jestem za tym, aby wszyscy się powoływali na Boga.
                                                    Gdyby doszli do absurdu to by zrozumieli co się stało ;).

                                                    Kiedyś czytałam o Hodży Nasreddinie.
                                                    To taki mędrzec i filozof wschodu, który wykorzystywał głupotę ludzi religijnych.
                                                    Była historia o tym, jak powoływał się na gwiazdy, aby obniżyć podatki gdy został doradcą samego emira ;).
                                                    Wszystko tłumaczył układem gwiazd.
                                                    A wiadomo, że z bogiem i gwiazdami nie da się dyskutować, tym bardziej, że to bóg gwiazdami rządzi...
                                                    Przepiszę Ci później fragment ;).

                                                    --
                                                    przesłanie religii poniżających kobiety brzmi: " facet pochodzi od małpy, a kobietę stworzył Bóg " ;)
                                                  • Za nieważność w oczach Boga, Twojego małżeństwa odpowiedzialni są ludzie, którzy nie zrobili tego, co należało.
                                                    A co należało to już wiemy: spowiednicy nie są psychiatrami, prowadzący nauki przedmałżeńskie takoż.
                                                    Rodzice Twojego męża też nie byli w porządku, bo nic Ci nie powiedzieli.
                                                    No i jak Bóg, który to wszystko wiedział miał Twoje małżeństwo uznać?
                                                    To Twój mąż katolik i jego rodzina powołując się na Boga mieli zrobić wszystko, abyś otrzymała potrzebne Ci informacje.
                                                    Twój mąż skoro był chory ( biedaczek ) nie mógł sam podjąć decyzji o ślubie i do tego powołać się na Boga.
                                                    A skoro Kościół nie zrobił co do niego należało, to zamiast się zastanawiać czy małżeństwo jest ważne w oczach Boga powinien uznać, że nie jest.
                                                    I do tego z jego winy, bo Boga oszukał.
                                                    Grzech zaniedbania ze strony Kościoła to grzech.
                                                    Jak wychował swoje owieczki, że nikt nie zrobił tego, co do niego należało?
                                                    Dlatego teraz jakieś sprawdzanie po czasie tego, co ma na papierze od sądu cywilnego uważam za stratę czasu i pozorną pracę.
                                                    Ty nie byłaś katoliczką, bo zasady Kościoła Cię nie interesują, Twój mąż nie był katolikiem, a ślubu kościelnego Wam udzielono.
                                                    Gdyby nie powoływanie się na Boga, tylko na samą organizację kościelną i jej zwyczaje to nie byłoby problemu.
                                                    To tak jakby najwyższy przedstawiciel partii udzielał ślubu członkom swojej partii ;)
                                                    Ale Kościół udzielił innego ślubu
                                                    Ślubu, którego nie można udzielić jeśli ktoś powołuje się na Boga, bo wtedy właśnie przed zawarciem małżeństwa obowiązkowe badania psychiatryczne muszą być zrobione...
                                                    Należało wszystko sprawdzić co do sprawdzenia było, a w trakcie małżeństwa to monitorować.
                                                    Od tego jest sakrament pokuty.
                                                    A tak na marginesie...
                                                    Zastanawia mnie czy nie spowiadałaś się z tego, że nie jesteś dobrą żoną, gdy jeszcze nie wiedziałaś co stało się z Twoim mężem.
                                                    I co spowiednik mógłby wtedy odpowiedzieć...

                                                    --
                                                    przesłanie religii poniżających kobiety brzmi: " facet pochodzi od małpy, a kobietę stworzył Bóg " ;)
                                                  • krytykantka07 napisała:

                                                    > A co należało to już wiemy: spowiednicy nie są psychiatrami, prowadzący nauki p
                                                    > rzedmałżeńskie takoż.
                                                    > Rodzice Twojego męża też nie byli w porządku, bo nic Ci nie powiedzieli.


                                                    nie wiem co ty chcesz od spowiedników i prowadzacych nauki Krytykantko. Nie wiem co on mówiła ma spowiedzi - ale pewnie nie mówił o swojej chorobie. Na naukach przedmałzńskich tudzież nie mówił.

                                                    > Twój mąż skoro był chory ( biedaczek ) nie mógł sam podjąć decyzji o ślubie i d
                                                    > o tego powołać się na Boga.


                                                    tu masz rację

                                                    > A skoro Kościół nie zrobił co do niego należało, to zamiast się zastanawiać czy
                                                    > małżeństwo jest ważne w oczach Boga powinien uznać, że nie jest.
                                                    > I do tego z jego winy, bo Boga oszukał.


                                                    Kosciół nie miał mozliwosci niczego zrobić, mysmy nie bli z wioski 300 osób :), ze proboszcz i sąsiedzi wszystich znają iwiedza o nich wszystko.

                                                    > Ty nie byłaś katoliczką, bo zasady Kościoła Cię nie interesują, Twój mąż nie by
                                                    > ł katolikiem, a ślubu kościelnego Wam udzielono.


                                                    Ty czegos nie rozumiesz - ŻADEN kosciól, ani zadne wyznanie nie ma mizliwosci "przesiwetlania" duuszy, czy serca człowieka :)

                                                    > Ślubu, którego nie można udzielić jeśli ktoś powołuje się na Boga, bo wtedy wła
                                                    > śnie przed zawarciem małżeństwa obowiązkowe badania psychiatryczne muszą być zr
                                                    > obione...


                                                    nie ma takiego przepisu ...

                                                    > Należało wszystko sprawdzić co do sprawdzenia było, a w trakcie małżeństwa to m
                                                    > onitorować.


                                                    jak soboe to technicznie wuobrażasz. Jak monitorować?:)

                                                    > Zastanawia mnie czy nie spowiadałaś się z tego, że nie jesteś dobrą żoną, gdy j
                                                    > eszcze nie wiedziałaś co stało się z Twoim mężem.
                                                    > I co spowiednik mógłby wtedy odpowiedzieć...


                                                    że co? co prawda nie muszę sie tłumaczyc z czego sie koedykolwiek spowiadałam , ale :) zareczam ci, ze nigdy z czegos co nie miało miejsca. :)

                                                    --
                                                    Korcia
                                                    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście :)"
                                                  • kora3 napisała:

                                                    > nie wiem co ty chcesz od spowiedników i prowadzacych nauki Krytykantko. Nie wi> em co on mówiła ma spowiedzi - ale pewnie nie mówił o swojej chorobie. Na nauk> ach przedmałzńskich tudzież nie mówił.

                                                    Sama napisałaś, że nie był całkiem normalny.
                                                    A więc miał być ubezwłasnowolniony i nie miał prawa podejmować ważnej decyzji samodzielnie...
                                                    Tym bardziej, że ta decyzja miała konsekwencje w stosunku do osoby, która miała prawo o chorobie wiedzieć.
                                                    Co do spowiedników...
                                                    Oni są od monitorowania życia katolików.
                                                    Dlatego jeśli wszystkiego nie wiedzą, to nie mają prawa mieszać do swoich decyzji Boga.

                                                    > tu masz rację

                                                    Wiem, ale to oznacza, że takich ludzi należy ubezwłasnowolnić w trybie kościelnym, bo oni nie mają prawa zakładać rodzin.

                                                    > Kosciół nie miał mozliwosci niczego zrobić, mysmy nie bli z wioski 300 osób :),
                                                    > ze proboszcz i sąsiedzi wszystich znają iwiedza o nich wszystko.

                                                    Ależ tu nie o to chodzi.
                                                    Rachunek sumienia i uczciwe wyznanie grzechów bez zatajania i oszukiwania wystarczy.
                                                    Ale do tego ksiądz musi umieć wpływać na ludzi...
                                                    Tu jak widać nie umiał.
                                                    Zresztą co się miał wysilać.
                                                    Zawsze można powiedzieć: Bóg tak chciał i kazać żonie siedzieć cicho.
                                                    W przeszłości tak Kościół postępował, a teraz emancypacja pomieszała mu szyki ;).

                                                    > Ty czegos nie rozumiesz - ŻADEN kosciól, ani zadne wyznanie nie ma mizliwosci "
                                                    > przesiwetlania" duuszy, czy serca człowieka :)

                                                    Ależ ma.
                                                    Dzięki sakramentowi pokuty.
                                                    Jeśli katolik oszukuje przy spowiedzi i zataja grzechy to żaden z niego katolik.
                                                    Ale nigdy wtedy ksiądz nie może powoływać się na Boga.
                                                    Podstawą, aby mógł się powoływać jest uczciwość wierzących.
                                                    Bez tego nie można udzielić ślubu kościelnego.

                                                    > nie ma takiego przepisu ...

                                                    Owszem, bo przepisy zakładają uczciwość spowiadających się katolików.
                                                    Czyli są to tylko pobożne życzenia.
                                                    Na tej postawie nie można Boga wciągać do udzielania ślubu i w Jego imieniu się wypowiadać.

                                                    > jak soboe to technicznie wuobrażasz. Jak monitorować?:)

                                                    Bardzo prosto.
                                                    Porozmawiać szczerze i uczciwie w obecności całej rodziny przed spowiedzią.
                                                    A o szczegóły pytać w konfesjonale.

                                                    > że co? co prawda nie muszę sie tłumaczyc z czego sie koedykolwiek spowiadałam ,
                                                    > ale :) zareczam ci, ze nigdy z czegos co nie miało miejsca. :)

                                                    To nie był żart.
                                                    Mogłaś powiedzieć na spowiedzi, że masz problemy z mężem i dowiedziałabyś się wtedy, że to Ty jesteś winna, bo żona ma być posłuszna i nieść swój krzyż.
                                                    Takie jest stanowisko Kościoła.
                                                    Zupełnie inne od tego, które miał Jezus.
                                                    Bo to silniejszy miał się podporządkować, ale przede wszystkim nie oszukiwać przed ślubem...
                                                    A wtedy Ty dowiedziałabyś się, że w takim razie ślub kościelny był pomyłką.

                                                    --
                                                    przesłanie religii poniżających kobiety brzmi: " facet pochodzi od małpy, a kobietę stworzył Bóg " ;)
                                                  • krytykantka07 napisała:
                                                    >
                                                    > Sama napisałaś, że nie był całkiem normalny.
                                                    > A więc miał być ubezwłasnowolniony i nie miał prawa podejmować ważnej decyzji s
                                                    > amodzielnie...


                                                    Krytykantko, mozeny gadać, ale czytaj ze zrozumieniem, ok?
                                                    Wyjasnie Ci jeszcze raz. Mój eksmąż, jako nastolatek zostal zdiagnozowany, jako chory na schizofrenię. Mial wówczas 17 lat. Zaczał brac leki i choroba nie dawała o sobie znac. Zdał mature, a potem przez trzy lata intensywnie pracował z terapeutą, bra leki. Potem dosta się na studia, na których się poznalismy, na razie jako koledzy. Schizofrenia nie narusza intelektu chorego, a i nie ejst z automatu choroba powodujacą koniecznosc, czy nawet mozliwosc ubezwasnowolnienia Tak sie dzieje, gdy chory ma jej ataki czest i nie ejst poddatny na leczenie, albo nie chce sie leczyć. Po pewnym czasei, bedąc juz na studiach znalazł sie zw grupie religijnej, działającej przy KRK, gdzie przekonano go niejako, ze jego objawy, te ktore miał, jako nastolatek (głosy Boga, aniołow, diabłow) to nie omamy, a charyzmaty. Po pewnym czasie przestał się wiec leczyc, wierzac, ze nie ejst chory, a nawiedzony
                                                    Ale jego zachowanie nie była jakieś dziwne, w kazdym razie wsród ludzi zpoza grupy Uchodził za religijnego, ale nie za kogoś z odchyłem.

                                                    $
                                                    > Tym bardziej, że ta decyzja miała konsekwencje w stosunku do osoby, która miała
                                                    > prawo o chorobie wiedzieć


                                                    Oczywiscie i to jest głowny powód uznania małżeństwa za niewazne przez Kosciół, a nie to o o on wnioskował
                                                    .
                                                    > Co do spowiedników...
                                                    > Oni są od monitorowania życia katolików.
                                                    > Dlatego jeśli wszystkiego nie wiedzą, to nie mają prawa mieszać do swoich decyz
                                                    > ji Boga


                                                    Zaraz to JAK ma spowiednik monitorowac to zycie wiernych, jak nie przez wysłuchiwanie tego, co penitent mówi podczas spowiedzi?
                                                    >
                                                    > Wiem, ale to oznacza, że takich ludzi należy ubezwłasnowolnić w trybie kościeln
                                                    > ym, bo oni nie mają prawa zakładać rodzin.


                                                    wiesz, dokladnie ci nie powiem, jak jest w prawie kaninicznym, czy ta choroba z automatu eliminuje człwoieka, jako kandydata na małzonka, na pewno jednak nie olno zatajac jej przed narzeczonym/narzeczoną, tylko w obecnych zcasach, gdy ludzie nie zyją w klkuset osobowych komunach, przemieszczają się nie ejsteś w stanie znac przeszłosci np. patafian To i skad masz wiedziec, e ktos zostal dawno zduagnozowany jako schizofrenik?

                                                    > Ale do tego ksiądz musi umieć wpływać na ludzi...
                                                    > Tu jak widać nie umiał.
                                                    > Zresztą co się miał wysilać.


                                                    Zastanów się, mój eks chodził do wielu spowiedników, czesto z tego co wiem On SAM uwazał, ze jest zdtowy, nie rozumiesz tego? Dlatego nie mówił o swojej chorobie, bo uwazał, ze jej nie ma. Poniewaz bralismy slub koscielny poza miejscem zamieszkania nas obojga (stalego) to spisywano z nami tzw protokół. Tam sa konkretne oytania, mon takie czy jest sie choym na cos powaznego a jesli, to czy narzeczony/na o tym wie. Protokół przeprowadza sie trzyetapowo: narzeczona solo, narzeczony solo i wspólnie. Podczas procesu w Kurii był dołaczony do akt, mój eks zeznał, ze nie cierpi na zadna chorobe powazna i nie zataił tego przede mną.

                                                    > Zawsze można powiedzieć: Bóg tak chciał i kazać żonie siedzieć cicho.

                                                    Ale co mozna kazac? daj spokój, nikt mi nie kazał nic, an naet gdyby próbował, to i tak rbiłabym , jak ja uwazam:)

                                                    >
                                                    > Ależ ma.
                                                    > Dzięki sakramentowi pokuty.
                                                    > Jeśli katolik oszukuje przy spowiedzi i zataja grzechy to żaden z niego katolik


                                                    Owszem ale ty nie wiesz, zy zataja grzechy przecież:)

                                                    >
                                                    > Owszem, bo przepisy zakładają uczciwość spowiadających się katolików.
                                                    > Czyli są to tylko pobożne życzenia.


                                                    no tak, na tym polega cały sakramet - na szxzerym wyznaniu grzechów, szczerej skrusze i szczerej checi poprawy - inaczej jest niewazny.

                                                    >
                                                    > Bardzo prosto.
                                                    > Porozmawiać szczerze i uczciwie w obecności całej rodziny przed spowiedzią.
                                                    > A o szczegóły pytać w konfesjonale.


                                                    A skad pewnosc, ze rodzina się nie umówi? że cała rodzina jest katolikami?

                                                    >
                                                    > To nie był żart.
                                                    > Mogłaś powiedzieć na spowiedzi, że masz problemy z mężem i dowiedziałabyś się w
                                                    > tedy, że to Ty jesteś winna, bo żona ma być posłuszna i nieść swój krzyż.


                                                    Bzdury opowiadasz:) Sroko juz chcesz szczegółów to owszem, rozmawiałam z ksiezmi na temat tego, co wyprawiał mój eksmąż. Nie podczas spowiedzi, bo ta mi się rzadko zdarzała :) a poza tym, WIEM, ze podczas spowuedzi nie spowiada sie kogos tylko siebie:)
                                                    A uprzedzając twoje "madre " uwagi - rozmawiałam z ksiezmu, nie dlatego, żebym uwazała, ze dla mnie ksiądz jest autorytetrem, ale dlatego, ze wiedzialam, ze jest aitorytetem dla eksa chodziło o to, ze odmawiał pójscia do "niechrzescijańskiego" czyli zwykłego psychologa itp. Kilku ksiezy radziło mi odizolowac się od niego na zasadzie separacji i dopiero na odległosc działać w temacie pomocy mu. Było to trudne, bi nie chciał się wyprowadzić, mimo, ze mieszkanie było tylko moje a kiedy już wreszcie udało mi sie go pozbyc z domu, nie mialam już ochoy na zadne kontakty z nim, jako moim mezem Tak czy owak, nie usłyszałam, od zadnego skeidza, a gadalam z 4 ze mam znosić:)


                                                    > A wtedy Ty dowiedziałabyś się, że w takim razie ślub kościelny był pomyłką.



                                                    Ale co to za róznica Krytykantko? Cywilny też był pomylka, a gdyby mój eks nie byl chory, tylko miał jako zdrowy człlwiek cos nie do zniesienia dla mnie to też bym próbowała to zmienic, a jakby sie nie dalo, to tez bym go zostawiła i czesc.

                                                    Tak, jak ci napisałam - wziełam slub, bo mnie na slubach nie zalezalo, ani na ich braku, a jemu na koscielnym i cywilnym - tak. Mam rozwód i dla mnie sprawa jest załatwiona, a orzeczenie SB nic nie ma do mojego zycia, bo czy bedzie na tak, czy na nie :) nic to dla mnie nie zmieni.
                                                    >


                                                    --
                                                    Korcia
                                                    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście :)"
                                                  • Nie wiem, co mi jeszcze raz wyjaśniasz, bo pierwszy raz widzę taki Twój wpis.
                                                    No więc mamy sytuację, o której napisałam: za nieważność Twojego małżeństwa odpowiadają ludzie, dodatkowo ci, co przekonali go, że jest nawiedzony, a nie chory.
                                                    Ale tę wersję na pewno znała też rodzina i powinien znać spowiednik.
                                                    Jeśli Twój mąż ukrył ten fakt, to małżeństwo było nieważne w oczach Boga.
                                                    Czyli Kościół w ogóle nie może się powoływać na Boga udzielając ślubu, bo nigdy nie wie, co ludzie ukryją.
                                                    Nie ma na nich żadnego wpływu.
                                                    I do tego wystarczy się przyznać...

                                                    Co do Twojej opinii w sprawie 4 doradców ;).
                                                    Nikt nie powiedział Ci, że możesz starać się o unieważnienie małżeństwa, a tylko kazał Ci się odseparować od męża.
                                                    Zatem dla nich małżeństwo było ważne.
                                                    Separacje doradzają, ale czasowo, a później wybaczenie i powrót...
                                                    Nie doradzają, aby starać się unieważnić małżeństwo, bo dla nich bez względu na wszystko jest ważne...
                                                    Któryś z nich porozmawiać zechciał z Twoim mężem?
                                                    Wątpię...
                                                    A gdybyś nie miała dokąd pójść, a dom byłby Twojego męża?
                                                    Jakbyś miała rozwiązać problem separacji?
                                                    Takie pomysły to może mieć sąd cywilny, ale nie Kościół.
                                                    Wszak powołuje się na Boga.
                                                    Sąd cywilny nakaz eksmisji załatwi...
                                                    Dlaczego ksiądz po rozmowie z Twoim mężem ( i to pierwszy ksiądz, do którego zwróciłaś się o radę ) nie przekonał go, że ma się wynieść?

                                                    --
                                                    przesłanie religii poniżających kobiety brzmi: " facet pochodzi od małpy, a kobietę stworzył Bóg " ;)
                                      • Dziękuję za wyczerpujące wyjaśnienie. Zgadzam się, że ten cały Bóg to fikcja i ściema, a te "zasady" są tylko po to, żeby jakoś uzasadnić potrzebę istnienia sług bożych.

                                        --
                                        Spieszmy się czytać posty, tak szybko znikają...
                                        • oby.watel napisał:

                                          > Dziękuję za wyczerpujące wyjaśnienie. Zgadzam się, że ten cały Bóg to fikcja i
                                          > ściema, a te "zasady" są tylko po to, żeby jakoś uzasadnić potrzebę istnienia s
                                          > ług bożych.


                                          proszę bardzo :) co do reszty Twej wypowiedzi:) masz prawo do swego zdania, a szczesliwie tak sie sklada, ze z usług owych sług nie musisz korzystać i jest po problemie:)
                                          >


                                          --
                                          Korcia
                                          "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście :)"
                                          • Wiesz, gdyby tak było jak mówisz, to faktycznie problemu by nie było. Problem w tym, że muszę korzystać czy chcę czy nie. Dziecka nie mogę z religii zwolnić, bo oczywiście wbrew ustaleniom bogobojne ciało wstawiło ją w sam środek zajęć. Żądania zmiany lekcji religii na coś innego pozostały bez echa. Za to dziecko zaczęło być szykanowane....

                                            Ale zostawmy moje problemy. Wyobraź sobie, że pewien pijany mężczyzna, mieszkający na stałe w śmietniku, wyraził się był niepochlebnie o urzędującym prezydencie. Na nogi natychmiast postawiony został cały aparat sprawiedliwości. Za menelem, który po chwili już nie pamiętał co mówił i po co, zostały rozesłane listy gończe...

                                            Minęło trochę czasu, prezydent zginął, a głos zabrał trzeźwy i poczytalny... ksiądz. I co powiedział? Ano ni mniej ni więcej, tylko oskarżył urzędującego premiera, prezydenta i ministrów o zbiorowe morderstwo. I co? I ani on nie jest ścigany za pomówienie, ani przestępcy pociągnięci do odpowiedzialności - wymiar sprawiedliwości nagle ogłuchł i oślepł...

                                            Cytat: Jestem absolutnie przekonany, że jest to zbrodnia z zimną krwią wykonana, planowana w szczegółach przez kilka miesięcy wcześniej, wykonana przy współudziale służb rosyjskich i jakichś istotnych czynników na Zachodzie. W normalnym kraju byliby osądzeni i dostaliby najwyższy wyrok. Mam tu na myśli Tuska, Komorowskiego, Arabskiego, Bogdana Klicha i szereg ich wspólników. Proces powinien to wykazać, ale kto ten proces w Polsce przeprowadzi? Wiemy jakie są sądy, jaka jest prokuratura, wiemy kto Polską rządzi, wiemy jaki jest stan świadomości większej części społeczeństwa.

                                            --
                                            Spieszmy się czytać posty, tak szybko znikają...
                                            • oby.watel napisał:

                                              > Wiesz, gdyby tak było jak mówisz, to faktycznie problemu by nie było. Problem w
                                              > tym, że muszę korzystać czy chcę czy nie. Dziecka nie mogę z religii zwolnić,
                                              > bo oczywiście wbrew ustaleniom bogobojne ciało wstawiło ją w sam środek zajęć.
                                              > Żądania zmiany lekcji religii na coś innego pozostały bez echa. Za to dziecko z
                                              > aczęło być szykanowane....


                                              wiesz, no ja nie mam dzieci, wiec nie są szykanowane Ale jesli sytuacja ma miejsce, jak opisujesz, to podpowiem ci, ze nad ciałem pedagogicznym jest jeszcze zwierzchnosc w postaci organu prowadzacego: wójt, burmistrz, prezydent miasta oraz nadzorującego: kuratorium. Zachecam do zwrócenia się do tychze o interwencję, poniewaz z ustawy zdaje się jest tak, ze religia ma byc ostatnia, albo pierwszą lekcją, a ziecku a czas "okienka" - pbojetnie z czego wynikajacego ma byc zaoewniona opieka (np. w swietlicy) - jesli ludzie nie bedą sami chcieli egzekwowac swoich praw nikt za nich tego nie załatwi.

                                              >
                                              > Ale zostawmy moje problemy. Wyobraź sobie, że pewien pijany mężczyzna, mieszkaj
                                              > ący na stałe w śmietniku, wyraził się był niepochlebnie o urzędującym prezydenc
                                              > ie. Na nogi natychmiast postawiony został cały aparat sprawiedliwości. Za menel
                                              > em, który po chwili już nie pamiętał co mówił i po co, zostały rozesłane listy
                                              > gończe...


                                              nie musze sobie wyobrazac, bo pamuetam re sytację:)

                                              >
                                              > Minęło trochę czasu, prezydent zginął, a głos zabrał trzeźwy i poczytalny... ks
                                              > iądz. I co powiedział? Ano ni mniej ni więcej, tylko oskarżył urzędującego prem
                                              > iera, prezydenta i ministrów o zbiorowe morderstwo. I co? I ani on nie jest ści
                                              > gany za pomówienie, ani przestępcy pociągnięci do odpowiedzialności - wymiar sp
                                              > rawiedliwości nagle ogłuchł i oślepł...


                                              słyszałam z róznych ust, takze swieckich, mniej lub bardziej zakamuflowane wypowiedzi tego rodzaju

                                              Masz racje, ale nie wiem czego ode mnie oczekujesz. O ile mi wiadom obraza głowy państwa jest czynem sciganym z urzedu Natomiast osoba pomawiana moze złozuc doniesienie do prokuatury, albo wystapic do sądu. skoto ptemier minister Klich tego nie robia, to co ja mam zrobic?

                                              Wiesz, wtraciłam się w re rozmowe tylko z jednego powodu: bo mam lekie uczulenie na niescisłe informacje. Po prostu a ze mam doswiadczenie ws stw niewaznosci to i napisałam o tych opłatach.


                                              --
                                              Korcia
                                              "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście :)"
                                              • Ponieważ nie brałem ślubu w kościele, to i rozwodu brać nie muszę, bo nie łączył Bóg, ale dwoje świadomych, dorosłych ludzi. Liczby podałem za artykułem. Jeśli uważasz, że są nierzetelne żądaj sprostowania u źródła - w Dzienniku, a nie poprawiaj mnie. Bo mnie to szczerze mówiąc ani ziębi, ani grzeje ile ta hucpa kosztuje.

                                                Co do Twoich rad - masz rację. Należałoby drążyć temat. Tyle, że to chodzi nie o mnie, ale moje dziecko. To ono ponosi konsekwencje moich działań. Więc nie będę walczył z wiatrakami narażając pociechę. Na tym tez polega perfidia tych panów z watykańskiego nadania - pod pręgierzem znajdują się dzieci, a nie rodzice.

                                                Co do sprawy prezydenta i premiera - niczego od Ciebie nie oczekuję oprócz odrobiny empatii - tak w tym kraju wygląda prawo. Można zostać ukaranym za płacenie bilonem. Albo uniknąć kary uczestnicząc w zbiorowym gwałcie. A Ty chcesz, żebym szukał sprawiedliwości? Gdzie? Pani Tysiąc dopiero Strasburg pomógł...

                                                --
                                                Spieszmy się czytać posty, tak szybko znikają...
                                                • oby.watel napisał:

                                                  > Ponieważ nie brałem ślubu w kościele, to i rozwodu brać nie muszę

                                                  pierwsze slysze:) znaczy, jakbys chcial się rozstac z zona to nie musisz isc do sądu ?

                                                  , bo nie łączy
                                                  > ł Bóg, ale dwoje świadomych, dorosłych ludzi. Liczby podałem za artykułem. Jeśl
                                                  > i uważasz, że są nierzetelne żądaj sprostowania u źródła - w Dzienniku, a nie p
                                                  > oprawiaj mnie. Bo mnie to szczerze mówiąc ani ziębi, ani grzeje ile ta hucpa ko
                                                  > sztuje


                                                  no widszi, a ja bralam slub w kosciele, a rozwód dostalam w sadzie bez problemu i w kosciele nic załatwiac w zwiazku z rozwodem nie musiala, a ze poszłam reke eksowi ws. st niewznosci to moja dobra wola, nikt mnie nie zmuszał. :)
                                                  Nie bede zadac sprostowania w Dzienniku, bo nie jestem bezposrednio tymi liczbami zainteresowana, nie mnie oszkukano, to co mnie to obchodzi?:)

                                                  >
                                                  . Na tym tez polega perfidia tych pan
                                                  > ów z watykańskiego nadania - pod pręgierzem znajdują się dzieci, a nie rodzice.


                                                  "Dzięki" takiej posawie nic nie mozna z tym zrobic - twój wybór.

                                                  >
                                                  > Co do sprawy prezydenta i premiera - niczego od Ciebie nie oczekuję oprócz odro
                                                  > biny empatii - tak w tym kraju wygląda prawo. Można zostać ukaranym za płacenie
                                                  > bilonem. Albo uniknąć kary uczestnicząc w zbiorowym gwałcie. A Ty chcesz, żeby
                                                  > m szukał sprawiedliwości? Gdzie? Pani Tysiąc dopiero Strasburg pomógł...


                                                  Bo oani Tysiąc sie zwrócila, w tym rzecz :)

                                                  >


                                                  --
                                                  Korcia
                                                  "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście :)"
                                                  • kora3 napisała:

                                                    > pierwsze slysze:) znaczy, jakbys chcial się rozstac z zona to nie musisz isc do
                                                    > sądu ?

                                                    Pewnie jakbym chciał, to bym musiał.

                                                    > "Dzięki" takiej posawie nic nie mozna z tym zrobic - twój wybór.

                                                    Nie do końca tak jest i doskonale o tym wiesz. Gdyby chodziło o mnie, to byłby mój wybór. Dzieci nie masz, ale wyobraźnię chyba masz.

                                                    > Bo oani Tysiąc sie zwrócila, w tym rzecz :)

                                                    A co po drodze przeżyła, to czyja rzecz? A jak się ta cała sprawa odbija na jej dzieciach?

                                                    --
                                                    Spieszmy się czytać posty, tak szybko znikają...
                                                  • 11.09.10, 17:44
                                                    oby.watel napisał:
                                                    >
                                                    > Pewnie jakbym chciał, to bym musiał.

                                                    no własnie i nie wscieka Cię to? wszak ze sluben tylko do uzecu musiałes, a nie do sądu ..
                                                    >
                                                    > Nie do końca tak jest i doskonale o tym wiesz. Gdyby chodziło o mnie, to byłby
                                                    > mój wybór. Dzieci nie masz, ale wyobraźnię chyba masz


                                                    owszem i mam też znajomych, którzy mają dzieci, które nie chodza na religie, nie sa nawet ochrzczone i nie sa szykanowene, bo umieli sobie z tym poradzic:)

                                                    >
                                                    > A co po drodze przeżyła, to czyja rzecz? A jak się ta cała sprawa odbija na jej
                                                    > dzieciach?


                                                    ano pewnie - ja w sytuacji pani Tysiąc zrobiłabym aborcje po cichu - przyznaje. Ale rozmowa z dyrelcja szkoły, kuratorium , czy prezydentem masta to nie to samo, co ogólnoposli rozgłos Te instyrucje podobnue jak wiele innych nie są jasnowizami, jak się im nie zgłasza czegs, moga tego nie wiedziec i nie reagowac



                                                    --
                                                    Korcia
                                                    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście :)"
                                                  • Oczywiście, że mnie wścieka. Bo oczekuję jakiejś logiki i zaufania. Jeśli uznaliśmy, że chcemy być ze sobą razem, to to postanowienie zgłaszamy gdzie trzeba, podpisujemy co trzeba i jestesmy razem. Jeśli postanowimy, że nie chcemy być razem, to nikt nam nie wierzy. Musimy udać się do sądu, poddać poniżającej procedurze, żeby to udowodnić. Nie uważasz, że to jakaś paranoja?

                                                    --
                                                    Spieszmy się czytać posty, tak szybko znikają...
                                                  • :) tylko nie bierzesz pod uwage pewnej oczywistosci:)
                                                    Otóż cywilnoprawnie slub niesie z sobą pewne skutki cywilnoprawne, to raz. a dwa, że nie zawsze jest tak, ze małzonkowie zgadzają się co do rozstania, albo jego istoty. Jesli tak jest, ze się zgadzają, to nie sa poddawani zadnej ponizającej procedurze:) ja się rozwodziłam, wiec wiem :)
                                                    Za zcasów mojego rozwodu (praie 7 lat temu) jeszcze obligaroryjna była rozprawa ugodowa. Nie wiem czy 15 minut trwało :) chyba w okolicach czasu udzielania slubu cywilnego. Sad sparwdził dokumety, zapytał mnie jako powódke, czy podtrzymuje pozew, powiedzialam, ze tak, mój eks powiedzia, ze nie chce rozwodu, bo ejst katolikiem i tyle. Wyznaczono termin nastepnej rozprawy:) Pomiedzy tymi rozprawami zdołałam przekonac eksa, ze jak bedzie robił trudnosci nie bedzie fajnie :) nastepna rozprawa - 10 minut - ja podtrzymywałam pozew, eks sie zgodził na rozwód i tyle:) Tearz o ile wiem rozprawa ugodowa nie ejst konieczna - rozwód mozna dostac na pierwszej i ostatniej rozprawie, gdy strony zgodnie oswiadczają, ze chcą go, same się gdogadają ws. dzieci opieki i alimetów (jesli wczesniej nie było sparwy o to) i zgłosza ossiwadczenia do zaprotokołowania.

                                                    Schody bracie zaczynają sie, gdy strony chcą orzekac o winie, albo jedna ze stron nie godzui się na rozwód, ewentualnie na warukach powództwa.

                                                    Teraz rodzi się pytanie: czy to jest wina sądu, państwa, czy strony/stron?
                                                    Co rzeba zrobic, gdy brak ZGODNYCH oswiadczen ob stron do do istoty, albo sposobyu rozwiazania małzeństwa? a?:)
                                                    --
                                                    Korcia
                                                    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście :)"
                                                  • Nie wiem. Na pewno utrudnić procedurę zawierania małżeństwa. Bo nie zawsze to takie bezbolesne. Często gęsto to dramat jednej ze stron. Po trzecie wprowadzić do szkół obowiązkowe lekcje wychowania seksualnego i rodzinnego. Prowadzone przez fachowców, a nie szamanów. Bo seks w małżeństwie jest równie ważny jak inne sprawy, jeśli nie ważniejszy.

                                                    Czasem tez jest tak, że druga strona po odmówieniu 638 zdrowasiek oświadcza, że nie da rozwodu, bo nie. Nie dlatego, że kocha, lecz wręcz przeciwnie. Czasem bez zdrowasiek też nie chce dać. Bo jej to wisi, a wie, że dokuczy ex...

                                                    --
                                                    Spieszmy się czytać posty, tak szybko znikają...
                                                  • z edukacja : masz racje
                                                    z utridnienie zawierana małzeństwa : jak technicznie sobie to wuobrazasz?
                                                    natomast z tym, ze ktos nie chce dac rozwodu podajac powody religijne. ano zdarza sie :) ja sama miaam podobna sytuację.
                                                    spraw wszelako wyglada tak, e w polski prawie wiezrenia stron nie są podstawa do nieudzielenia rozwodu.
                                                    --
                                                    Korcia
                                                    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście :)"

                                                  • dla mnie nie ma tematów tabu i na pewno zostawie slad na zalinkowanym forum :)
                                                    ze swej strony, w ramach rewanzu zapraszam Ciebie i nie tylko ma to forum.gazeta.pl/forum/f,95165,Czlowiek_Etyka_Spoleczenstwo.html
                                                    mzna pogadac na poziomie

                                                    w temacie niegodzenia sie na rozwód :) działa w nim fotum katolickie, na którym przekonuje sie ludzi, ze trzeba z zaloznienia walczyc bez szanas powodzenia o to, ale .

                                                    Polskie prawo przewiduje trzy suyuacje, w których sad moze nie udzielić rozwodu na serio nie ma ro nic wspólnego z wiezreniami stron :)

                                                    --
                                                    Korcia
                                                    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście :)"
                                                  • Pozostawienie śladu wymaga pewnych magicznych czynności. Daj jakoś znać, proszę. Miło mi będzie niezmiernie.

                                                    Doskonale wiesz, że polskie prawo w niczym nie ustępuje prawu Gabonu, a czasami nawet je przewyższa. Tam zgromadziłem kilka przykładów. Mam zamiar dodać kolejne, tylko jakiś ostatnio odczuwam brak weny... Obecność kogoś żywego na pewno wpłynie mobilizująco. Kasandry to tez dotyczy. Niehumanitarnie jest czmychać :)

                                                    --
                                                    Spieszmy się czytać posty, tak szybko znikają...
                                                  • oby.watel napisał:

                                                    > Pozostawienie śladu wymaga pewnych magicznych czynności. Daj jakoś znać, proszę
                                                    > . Miło mi będzie niezmiernie.

                                                    mnie tez :) na poczte gazeciana, czy na frum?

                                                    >
                                                    > Doskonale wiesz, że polskie prawo w niczym nie ustępuje prawu Gabonu, a czasami
                                                    > nawet je przewyższa. Tam zgromadziłem kilka przykładów. Mam zamiar dodać kolej
                                                    > ne, tylko jakiś ostatnio odczuwam brak weny... Obecność kogoś żywego na pewno w
                                                    > płynie mobilizująco. Kasandry to tez dotyczy. Niehumanitarnie jest czmychać :)
                                                    >

                                                    :)
                                                    wiesz oswqdzcenia typu "nie zgadzam sie na rozwód z przyczyn religijnych sad na ogół ma w d ale sprytny złosliwiec religujny jest ws tanie otrudniać, acz nie w nieskończosc ?)
                                                    --
                                                    Korcia
                                                    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście :)"
                                                  • Rejestracja wymaga aktywacji. Boty się rejestrowały. Wiesz, nawet człowiek religijny nie zawsze jest w ciemię bity i nie zgadza się na rozwód, bo kocha ponad życie i głęboko wierzy, że wszystko się jeszcze ułoży.

                                                    --
                                                    Spieszmy się czytać posty, tak szybko znikają...
                                                  • i zgadzam sie z tym, co napisałeś , ale ....

                                                    Rozwód rzadko kiedy jest tzw. gromem z jasnego nieba. Najczesciej poprzedza go kryzys, mniej lub bardziej dostrzegany, przez obie strony. To raz.

                                                    A dwa: to, o czym mówisz, owo "kochanie nad zycie" nosi nazwe: uzaleznienie emocjonalne od partnera Pewnie, że jesli się kogoś kocha, na kims ci zalezy, to zawsze jestes od tego kogoś zalezny :) ale normalnie człowiek to kontroluje i ma to granice, nawet wówczas, gdy się bardzo kocha . Gdy mowa o uzaleznieniu - granice rozsadku zostają przekroczone - tak, jak w nałogu. Osoba uzalezniona nie wyobraza sobie zyca bez obiektu uzaleznienia, traktujac go jeniczesnie jak bóstwo i jak swa własnosc. Jest to stan podsójnie niebezpieczny bo i dla uzaleznionego i dla samego zwiazku. Wiekszosc ludzi postrzega zyce z uzalezniona odeń osobą, jako klatke. a z klatki, prawie kazdy, nawet podswiadomie, chce zwiać:)

                                                    Dlatego jesli dochodzi do sytuacji kryzysowej, stosuje się wobec uciekającego tzw otwarcie klatki Pod zadnym pozorem nie wolno zatrzymywac go n siłe, bo przyniesie to efekt zgoła odmienny od zameirzonego.
                                                    Tylko "otwarcie klatki" daje szanse na zmiane decyzji, ale tylko szanse. Moze bowiem byc tak, ze osoba chcaca odejsc, nie czyni tylko podswiadmej ucieczkli z klatki, ale podjeła decyzje ostateczna.
                                                    Kazdy terapeuta powie ci, że pierwsze co trzeba zrobić poza otwarciem klatki to pogodzic sie z faktami, jakie one by nie były. Trzeba pogodzić sie z tym, ze osoba odchodzaca mze nie chcueć wrócić, nawet jesli zastosujemy najlepsze metody na ratowanie zwiazku.

                                                    osoby uzaleznione mają z tym ogromny problem, poniewaz wszystko co czynia w takiej sytuacji czynią z jednej pobidki: zeby wrócił/wrócila. tymczasem teraia takich osób musi przebiegac dwutorowo - w kierunku naprawy zwiazku o ile sie da, ale przede wszystkim w kierunku uniezaleznienia się od partnera/rki w sensie emocjonalnym, co sprowadza do uswiadomienia sobie faktów, akceptacji ich i zajecia SOBA nie tylko w kontekscie istnienia obiektu uzaleznienia.

                                                    naturalnie izaleznienie od partnera dotyka i osoby wierzace i niewierzace, nie ejst to jakis sundrom ludzi wierzacych broń Boze:) Chociaż zdarza się tak, ze osoba po slubie koscielnym, doychczas nie za bardzo inteesujac aise sprawami religijnymi, w sytuacji takiego kryzysu zwraca sie ku Bogu i nic w tym złego. xle się dzieje dopiero wtedy, gdy popada w skrajnosc a jeszcze nie daj Boze trafi na ludzi, którzy wmowia mu, ze katolikowi/katoliczce nie wolno zgodzic się na rozwód i trzeba niezaleznie od mozliwosci ratowania zwiazku nie godzić się za skarby. Uzaleznionej osobie w to graj, bo ma wrecie "realny" powód, dla którego ukochana osoba "nie moze" od niej odejsc - sakramentalny ślub.

                                                    Prawda jest taka, ze KAZDY moze odejsc, nawet jesli nie uzyska rozwodu. Sprawa wyglada tak, ze nawet jesli sad (oczywiscie swiecki mam na mysli) nie orzeknie rozwodu (a jest to mozliwe przy braku zgody drugiej stronyz kilku przyczyn, które z wyznaniem nie mają nic wspólnego), to nie jest w stanie administracyjnie zmusić strony chcącej rozwodu do mieszkania, czy tym bardziej zycia z tym, kto na rozwód sie nie godzi. Moze zobowiazac do opieki nad taka osoba (jesli mowa o chorej osobie), do urzymywania jej, ale nie moze zmusic do sprawowania tej opieku osobiscie, czyli mozna po prostu wynając kogoś do opieki, zapłacić mu i wyprowadzic się, np. Technicznie wiec brak rozwodu nie oznacza "zatrzymania przy sobie" współmałzonka, który chce odejsc. Ten brak ogranicza mu jedynie mozliwosc zawarcia zw małzeńskiego z kimś innym, co w dobie powszechnej akceptacji zw nieformalnych, nie ejst dla wielu zadną b. dotkliwa sprawą.
                                                    --
                                                    Korcia
                                                    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście :)"
                                                  • Kurczę, szkoda, że taki głos się zmarnuje, pójdzie w zapomnienie. Nie mogłabyś go wkleić tam? Nie zostałby zagadany. Zwłaszcza, że nie zrozumiałaś mnie. Ja mówiłem tylko o tym, że jeśli się chce komuś zrobić na złość, dopiec, to niekoniecznie trzeba się powoływać w sądzie na wiarę. Można usychać z miłości (na pokaz), można przeczyć "zanikowi pożycia" ujawniając w sądzie, że nie dalej jak w zeszłym tygodniu spędziliśmy razem upojna noc i "jak możesz tak kłamać, że nic już nas nie łączy?" Chodzi mi o zwykłe, pospolite robienie na złość zwane czasem robieniem wbrew.

                                                    --
                                                    Spieszmy się czytać posty, tak szybko znikają...
                                                  • obiecuję zalogowac się tam :) ale niew iem czy dzis, bo robię pare rzeczy na raz i już na kolejne forum dzis rady nie dam isc :)
                                                    wiesz, oczywidcie, ze da sie kłamac w sądzie:) ale po to sa swiadkowie np. , zeby sprawe wyjasnic z grubsza :)

                                                    Mój eks powoływał się na katlicyzm swój co sad uprzejmie podczas pierwszej rozprawy ignorował i słusznie:)
                                                    Natomiast PO tej rozprawie zaproponował mi, żebym uczestniczyła z nim w jakis mediacjach z udziałem ksiedza. Odmówilam, nie dlatego, ze onbawiam się ducownych, tylko dlatego, ze moja decyzja o rozstaniu i chęci sformalizowania tegoz była ostateczna i nie do zmiany, wiec szkoda byłoby zcasu i naszego i tego kapłana.
                                                    Poniewaz mój eks nadal upierał się, ze wiara nie zwala mu na udzielenie zgody na rozwód poinformowałam go szczerze, ze mnie na szybkosci załatwienia sprawy nie zalezy tak bardzo. jesli wiec nie zecce zachowywac sie normalnie, to bede zmuszona w sadzie domagac się rozwodu z jego winy i ujawnię szczegóły jego zachowania. Po krótkim namysle i chyba naradzie z rodziną uznal, ze da mi rozwód, skoro "stawiam go w takiej sytuacji". :)

                                                    Zapewne miał swiadomosc, ze sad wybałuszy oczy , jak usłyszy co wyprawiał :)
                                                    --
                                                    Korcia
                                                    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście :)"

                                                  • --
                                                    Korcia
                                                    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście :)"
                                                  • No cóż. Na okrągło już jesteś aktywna nawet wtedy, kiedy nie masz czasu. Szczerze mówiąc boję się dalej ciągnąc tu rozmowę, bo może i ona ciekawa, ale odnoszę wrażenie, że robi się zbyt oczywista. Tam jest co prawda też miejsce publiczne, lecz jakby bardziej kameralne. A na pewno mniej uczęszczane.

                                                    Bo sprawa miłości i zauroczenia jest ciekawa. Zwróć uwagę, że jedni trwają w jednym związku całe życie i są szczęśliwi, inni nie. Czy mogą mieć tu zastosowanie takie truizmy, że do tanga trzeba dwojga, albo mądry głupiemu ustąpi? Bo czasem wiódł ślepy kulawego i... zeszli na manowce.

                                                    --
                                                    Spieszmy się czytać posty, tak szybko znikają...
                                                  • Czasem zdumiewa mnie, że co innego chcę napisać, a co innego spod palców wychodzi. Ponieważ jestem mistrzem literówek (byłem, dopóki nie spotkałem Ciebie :) staram się zerknąć na tekst zanim wyślę. Ale czasem uda się przeoczyć jakąś perełeczkę. No i przeoczyłem. Oczywiście chodziło mi o to, że rozmowa robi się w moim odczuciu zbyt osobista, a nie oczywista. Oczywiście winnego pomyłki pociągnę do odpowiedzialności zaraz po tym, jak go dorwę.

                                                    --
                                                    Spieszmy się czytać posty, tak szybko znikają...
                                                  • 12.09.10, 15:00
                                                    ja na goscia :) od tematów bez tabu :) troche dziwne, ale ok :)

                                                    a jesli chodz o moje mistrzistwo - ma bardzo, bardzo prozaiczną geneze:) Otóż ja sporo piszę w pracy. A tak się składa, że uzywamy tam innej klawiatury (pod znakami sa "podpisane" inne litery, niz te namalowane na klawiaturze):) Dziwne, bo dosc łatwo było się tego nauczyc, natomiast wyeliminowac to na normalnej klawiarurze mnie jest b. trudno. Przepraszam za literówki:)
                                                    --
                                                    Korcia
                                                    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście :)"
                                                  • Wybacz, ale nie jestem pewny, czy załapałem, więc dopytam - dziwne, że osobiste? O to chodzi? Jeśli tak, to wydaje mi się że - że tak to ujmę - co innego tabu, a co innego ekshibicjonizm. Ja osobiście nie życzę sobie, żeby mnie lub mojego rozmówcę jakiś fanatyk publicznie łajał, pouczał czy osądzał.

                                                    A co do literówek - liczy się efekt końcowy. Wstydzę się zaprezentować tekst przed korektą...

                                                    A nie da się domowej klawiatury dopasować do wymagań pracy, żeby nie trzeba było za każdym razem przestawiać się?

                                                    --
                                                    Spieszmy się czytać posty, tak szybko znikają...
                                                  • 12.09.10, 15:53
                                                    oby.watel napisał:

                                                    > Wybacz, ale nie jestem pewny, czy załapałem, więc dopytam - dziwne, że osobiste
                                                    > ? O to chodzi? Jeśli tak, to wydaje mi się że - że tak to ujmę - co innego tabu
                                                    > , a co innego ekshibicjonizm. Ja osobiście nie życzę sobie, żeby mnie lub mojeg
                                                    > o rozmówcę jakiś fanatyk publicznie łajał, pouczał czy osądzał.


                                                    wiesz, ja chyba az takich szczegółow zeby być poejrzewaną o ekshibicjonuzm nie piszę :) A połajanki tego rodzaju traktuje tak, jak ich autorów w realu :)

                                                    >
                                                    > A nie da się domowej klawiatury dopasować do wymagań pracy, żeby nie trzeba był
                                                    > o za każdym razem przestawiać się?


                                                    Nie, bo ona działa tylko pod konkretny edutor, jesli z tego edytora przekopiujesz do worda to masz krzaczki :) miałam kiedyś taka aplikację do mozliwosci kopiowania, ale niestety wraz zaktualizacją przestała działać, a nowej nie mam jak wydebić od informatyka, pewnie nie ma :)
                                                    >


                                                    --
                                                    Korcia
                                                    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście :)"
                                                  • kora3 napisała:

                                                    > wiesz, ja chyba az takich szczegółow zeby być poejrzewaną o ekshibicjonuzm nie
                                                    > piszę :) A połajanki tego rodzaju traktuje tak, jak ich autorów w realu :)

                                                    Nie wiem. Nie mnie oceniać. Twoje życie prywatne to Twoja prywatna sprawa. A już na pewno jest nią stan cywilny i ewentualne (niesłuszne) preferencje. Potrzeba tylko tutaj wykładu na temat życia, współżycia i pożycia bez ślubu. Jakby papierek posiadał jakąś cudowną moc. Jeśli Bóg jest wszechwiedzący, to po jasna cholerę klechę mam informować o swoich zamiarach? Bóg wie i bez niego. A nawet więcej - zna (przynajmniej teoretycznie) moje PRAWDZIWE uczucia, motywy i zamiary.

                                                    --
                                                    Spieszmy się czytać posty, tak szybko znikają...
                                                  • min musze powiedziec, ze szczesliwie mam takich rodziców, którzy nauczyli mnie, ze tym,, co powie Kowalski, albo Nowak o moich sparwach, należy się przejmowac z grubsza tak, jak zeszłoroczną pogodą na Grenlandii, dzieki czemu nie ma problemu z takimi "wykladwocami":)

                                                    Ja osobicie równiez od zawsze uwazałam, ze MNIE żadne papiery, sluby, szopki do zycia nie są potrzebne. raz się ugiełam i poniosłam konsekwencje - tyle.

                                                    Rozumiem, ze uwazasz, ze nie musisz klechy czy kogokolwiek informowac o swoich zamiarach, planach, uczuciach. Tylko, ze też nikt Cie nie zmusza i o to mi biega cały czas:)

                                                    Jesli mówilibyśmy o kraju, gdzie mozliwy jest TYLKO slub wyznaniowy to twoje pretensje byłyby uzaadnione, ale w sytuacji, gdy mozna zawrzec slub jedynie w majestacie prawa, albo wcale nie zawierac, a razem życ, brzmia nieco niepowaznie.

                                                    biorąc dowolny slub, czy to wyznaniowy, czy cywilny musimy się liczyc z konsekwencjami :) Jesli ktos bierze slub w KRK musi liczyć się z tym, że ten Koscioł ma okreslone zasady, na ktych mozna zawrzec waznie małzeństwo sakramentalne. Miedzy innymi ta zasadą jest załozenie NIEROZERWALNOSCI tego zwiazku w sensie kanonicznym. Jesli komyus nie odpowiada ta formula, moze z tego slubu, bez szwanku dla spraw cywolnoprawnych zrezygnowac na rzecz slubu w USC:)
                                                    --
                                                    Korcia
                                                    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście :)"
                                                  • ok na pewno tam zajrze :)

                                                    co do truizmów :) no cóż...wiele zalezy od tego, jak sobie ludzie wyobrazają zwiazek i czego chca od zycia:) Kiedyś na innym forum, pewna pani :) napisała mi, ze nie sztuka jest znaleźć faceta, a utrzymac go przy sobie:) bardzo mi to sławetne zdanie utkwiło w pamieci, bo nie wyobrazam sobie zwiazku "zwiazku"? który polega na utrzymywaniu kogoś przy sobie:) ale najwyraźniej sa ludzie, którym to wystarcza, a nawet jest fajne - ich prawo:)

                                                    Ja jestem zdania, ze po to luzie sią łacza w pary, zeby było im razem niz osobno, a nie gorzej. Jesli zaczyna być gorzej, o znaczy, że trzeba sie zastanowić czy i jak da się to naprawic, razem Bywa tak, ze się nie da, nawet mmo szczerych checi z obu stron. I wówczas trzeba się rozstac Najlpeiej z szacunkiem i kulturalnie, ale nie wszystkim się to, niestety, z róznych przyczyn, udaje. Tyle mego truozmu :)
                                                    --
                                                    Korcia
                                                    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście :)"
                                                  • Może przerzuć to tam, póki nie zginie przysypane śmieciami. Chętnie pogadam o truizmach i sposobach na wytrwanie przy jednym bez traktowania tego jak dopust, czy wyrok. Może Twój nowy dołączy do dyskusji?

                                                    Jeśli nie sprawiło by kłopotu przepuszczenie przez Worda...

                                                    --
                                                    Spieszmy się czytać posty, tak szybko znikają...
                                                  • :) wiesz, jak dla mnie jedynym sposobem na to o czym piszesz, jest zadowolenie ze zwiazku, a to jest odczucie dosc subiektywme:)

                                                    "Twój nowy" to rozumiem mój facet? :) Oj nie, zupełnie nie interesuja go fora internetowe:) juz przedzej mojego ekspartnera, moze bardziej on :) ale nie obieca za niego :)
                                                    --
                                                    Korcia
                                                    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście :)"
            • oby.watel napisał:

              > Skoro to Bóg łączy, a wiadomo skądinąd, że jest wszystkowiedzący, to jak można
              > coś ukryć? Przecież to się kupy nie trzyma - łączy wiedząc, że to szwindel i os> zustwo?

              A co w tym dziwnego.
              Łączy choć wie, że to szwindel i oszustwo.
              Katolikom tez pomaga prześladować ateistów, choć wie, że źle robią , a do tego posługują się szwindlem i oszustwem.

              > Zaprawdę katolicy uważają swojego Boga za idiotę?

              Za idiotę to może nie, ale za kogoś, kto ma im nie przeszkadzać w ich chęci niszczenia innym życia - to tak ;).

              --
              przesłanie religii poniżających kobiety brzmi: " facet pochodzi od małpy, a kobietę stworzył Bóg " ;)
              • Z załozenia Bog wie, ze to oszustwo i wcale nie laczy :) podobnie, jak odpikanie przez ksiedzaw konfesjinał nie oznacza odpuszczenia grzechów:)
                Jesli człowiek podczas spowiedzi zatai grzechy, sklamie otd to spowiedz, odbyta z całym ceremoniałem jesy tazke niewazna - nie budzi to waszego zdumienia?
                --
                Korcia
                "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście :)"
                • kora3 napisała:

                  > Z załozenia Bog wie, ze to oszustwo i wcale nie laczy :) podobnie, jak odpikani> e przez ksiedzaw konfesjinał nie oznacza odpuszczenia grzechów:)

                  Czyli Bóg, który wiedział, że małżonkowie zostali przez rodziny zmuszeni do małżeństwa - wcale małżonków nie złączył?
                  Jeśli Bóg wiedział, że pobierają się z wyrachowania, a nie z miłości czyli zawierają umowę - nie złączył?
                  Jeśli Bóg wiedział, że nie są szczerzy wobec siebie, bo sztuka uwodzenia temu nie sprzyja i wiedział, że i tak po jakimś czasie wyjdzie to na jaw - nie złączył?
                  No to kiedy złączył?
                  Jeszcze trochę i do absurdu dojdziemy ;).

                  > Jesli człowiek podczas spowiedzi zatai grzechy, sklamie otd to spowiedz, odbyta
                  > z całym ceremoniałem jesy tazke niewazna - nie budzi to waszego zdumienia?

                  Owszem, dlatego pytam o sens tych szopek...
                  Kapłan musi uznać swoją niewiedzę i już.
                  Zatem na Boga powoływać mu się nie wolno...
                  Bóg oszukany nie jest, bo o tym wie.

                  --
                  przesłanie religii poniżających kobiety brzmi: " facet pochodzi od małpy, a kobietę stworzył Bóg " ;)
                  • krytykantka07 napisała:
                    >
                    > Czyli Bóg, który wiedział, że małżonkowie zostali przez rodziny zmuszeni do mał
                    > żeństwa - wcale małżonków nie złączył?
                    > Jeśli Bóg wiedział, że pobierają się z wyrachowania, a nie z miłości czyli zawi
                    > erają umowę - nie złączył?


                    bardzo mozliwe, ze nie ale to orzeka na Zoemu Sad Biskuoi, a Bóg w niebie i jego stanowiska nie znamy , na razie:)

                    > Jeśli Bóg wiedział, że nie są szczerzy wobec siebie, bo sztuka uwodzenia temu n
                    > ie sprzyja i wiedział, że i tak po jakimś czasie wyjdzie to na jaw - nie złączy
                    > ł?
                    > No to kiedy złączył?
                    > Jeszcze trochę i do absurdu dojdziemy ;).


                    no dochodzisz do absurdu, ale teraz Ty, bo niekazda nieszczerosc jest podstawa do rozpatrywania niewaznosci. :)

                    > Owszem, dlatego pytam o sens tych szopek...
                    > Kapłan musi uznać swoją niewiedzę i już.
                    > Zatem na Boga powoływać mu się nie wolno...
                    > Bóg oszukany nie jest, bo o tym wie.


                    Krytykantko, byłas kiedykolwirk katoliczka, albo zgłebialaś wiedze o katolicuxmie choc troszke? Mam wrazenie, ze nie , bo zadajesz aniwne pytania. Spowiednik nie ejst nieomylny i nikt odeń tego nie oczekuje, nie ejst tez jasnowizacy, ani wszechwiedzący, nie ejst wcieleniem Boga na Ziemi, a łącznikiem i to w przypadku odpusczenia grzechów podczas sakramentu pokuty i pojednania szczególnym, bo na ten moment wg nauki Kosciola ma szczególna moc, której nie ma w innym momencie. Dlatego nie ma znaczenia grzech spowiednika dla penitenta i sakramentu, ale to juz powazniejsze dyskujsje, trudno w nie wchodzic nie majac wiedzy na ten temat

                    --
                    Korcia
                    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście :)"
          • jedynie z pozoru Krytykantko

            jakkolwiek procedura stw miewaznosci osobiscie budzi we mnie kilka watpliwosci, chocby takie, ze btak konfrontacji syron i swiadków oraz inne, to jednak nie sadze, by rozsadne było rozwiazanie, które proponujesz.

            Po pierwsze dlatego, ze zakladasz iz spowiednik musiałby bezgranicznie werzyc jednej tylko stronie i na jej "zeznaniu" podczas spowiedzi opierać osad sprawy. Jakkolwiek spowiednik z załozenia wierzy penitentowi, bo inaczej spowiedx nie miałaby sensu, to jednak zasada jest taka ze człowie spowieda sam sie, a nie kogoś wobec ego stwierdzenie,z e mazłonek oszukał jest stwierdzeniem jenostronnym. Poza tym kazdy ma prawo ustosunkowac sie do tego co mu sie zarzuca, prawda? a po trzecie spowiednika obowiazkuje tajemnica spowiedzi nie mzoe wiec zaczepić współmałzonka spowiadającego się i indagowac go an okolczmnosc spowiedzi innej osoby:)

            W swieciki siwecie zwaz też nie wystarczy pójsc do sadu i powiedziec, ze małzonke zdradza, nie łozy na rodzine, nie cce się juz z nim być itd zeby sąd rozwiazał amzłensow cywilnoprawne przez rozwód. Konieczne jest powiadomienie pozwanego o pozwie, a takze chocby jedna rozprawa.

            Na zasadzie o której mówisz, mogłby pójsc np Twój maz do spoweudzi, powiedziec,z e s ty go oszukała i zaliczyłabys stw niewaznosci i jak proponujesz ekskomunikę :) O ile wiem zresztą takie cis nie powoduje ekskomuniki w kazdym razie nie z automatu, a nie wiem czy w ogóle :) Ale Kosciół w procesie stara się zbadać sytuację z obu stron, po to sa powoływaniu swiadkowie. Samo oswiadczenie strony zainteresowanej stw niewaznosci nie wystrczy i to calkiem zrozumałe. Oczywoscie strona pozwana nie usi w procesie czynnie uczestniczyc, ale musi zostac powiadomiona. Moze nie zareahgowac na pismo ws rozpoczecia procedury wcale. Ona i tak zostanie wdrozona. Ale musi miec mozliwosc uczestnictwa.
            --
            Korcia
            "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście :)"

    • ---------------------------
      Ród ludzki ma tylko jedną naprawdę skuteczną broń – śmiech. Mark Twain
    • uniewznienie małzeństwa w KRK jest mozliwe, ale zasjmuje się tym wyłącznie Watykan (albo jego pełnomocnik w danym kraju) i dotyczy to TYLKo absolutnie wyjatkowych sytuacji

      To o czym piszesz to STWIERDZENIE NIEWAZNOSCI Zanum sie zapienisz, pozwól dokończyć:)
      Otóż: uniewaznia sie coś co było wanze, ale waznym być przestało, natomiast stwierdzenie niewaznosci jest stwierdzeniem, ze coś nie było wazne nigdy. Jest to istotna logicznie róznica i nie ma nic wspólnego z manipulacja analogia jest taka, jak w swieckim swiecie: uniewaznia się zaginiony dokument, bo osoba która miała doń prawo utracila go (zgubienie, kradziez), a ogłasza sie, ze dany dokumet jest podrobiony, wystawiony nieprawnie (wskutek pomyłki, swiadomego oszustwa otd). Albo rozwód rozwiazuje małzoenstwo cywilne, czyli uniewznia umowe cywilnoprawną miedzy małzonkami, ale jesli np dwoje ludzi zawarło cywilne małzenstwo nie mając dotego prawa -np.jedno, albo oboje nie mieli zdolnosci prawnej do zawarcia mażłeństwa (brak wymaganego wieku, pozostawianie w nierozwizanym zw małzeńskim), czy też przykladowo króras ze stron posłuzyła sie w celu zawarcia małzeństwa cudzym dokumentem, labo danymi to małzeństwo (cywilne) jest nie uniewazniane, a z gruntu swego niewazne.
      tyle w kwesii wyjasnienia nazewnictwa

      Natomiast - zawarte w prawie kanonicznym powody, dla których rozpatrywane jest w ogóle badanie , czy małzeństwo zostało waznie zawarte budzą mniejsze albo wieksze watpliwosci

      Mało kto ma wątpliwosc, czy uczciwym jest zatajenie przed narzeczonym/ narzeczona faktu ze sie ejst psychicznie chorum na chorobe, która uniemoziwia stworzenie prawidłowej wiezi, czy też na chorobe genetyczną, ewenualnie, ze sie jest z kims zwiazanym emocjonalnie i fizycznie i nie zamierza sie tej wiezi zrywac itp.

      Duzo wieksze watpliwosci budzi "niezdolnosc emocjonalna do tworzenia zwiazku" właszca, gdy rozpatrywana jest u ludzi dojrzałych w moemcie zawierania zwiazku, a samo badanie odbywa się np. 10 lat po rozwodzie już Istotnie, moze z tym byc róznie i daje to mozliwosc manopulacji. Nie mozna jednak wykluczyć,ze ktos zawierając ziazek mazłeński nie był swoadomy swej choroby psychicznej (brak diagmozu, leczenia) ale był juz chory i to uniemozliwiało stowrzenie wiezi.

      Co do kosztów jakie podajesz Wydają mi się moooocno zawyzone Ja uczestnicze w procesie stw niewaznosci nie z mojej inicjatywy Na razei kosztowało mnie to tyle, co na znaczki pocztowe:) musialam bowiem pisemnie zwrócić sie o przsłuchiwanie mnie w miejscu zamieszkania, a nie w miejscu złozenia pzowu oraz podac pisemnie swiadków. Przypuszczam, ze podane przez ciebie kwoty zwieraja honorarium kancelarii adwokackich, o których wspominasz :) i tak są bardzo wysokie, bo przesłuchanie w Kurii odbywa się bez udziału drugiej strony i w ogóle stron w przypadku swiadków oraz bez udziału jakichkolwiek osób trzecich - honorarium moze wiec dotyczyc tylko pisania pozwu, pism jakiś, odwołań itp. a nie uczestnictwa w "rozprawach". - takie koszty bez stawiennictwa w sądzie to dosc kuriozalny pomysł:)
      Mój eksmąż mówił mi, ze nie płacił za pozew co laska, a 500 złotych 3,5 roku temu. O dalszych jego kosztach nic nie wiem, ale ja w ramach procesu byłam przesłuchiwana w Kurii (w miejscu zamieszakania) 2 razy i raz poddana konsulacji z psychilogiem (też w miejscu zamieszkania). Zgłosilam 2 swiadków słuchanych - w miescu zamieszaknia, z których jedno byo takie samo, jak miejsce złozenia pozwu. Mójj eksmąz z tego co wiem słuchany był 2 razy (nie weim gdzie) miał 12 swiadków:) (w tym jedna osoba niepełnosprawna przesłuchiwana w domu) był poddany konsiltacji psychologicznej i psychiatrycznej (po opinii psychologa) Wiem to wszystko z akt, z którymi mogłam sie zapoznac w Kurii miejsca zamieszaknia całkiem bezpłatnie. Jedyna gadka o kasie w stosunku do mnie byla wówczas, gdy dostałam orzeczenie pierwszej instancji (w takich sprawach , inaczej niz w sadzie cywilnym zwsze jest II instacja, która bada akta i orzeczenie pierwszej) ze uznaje się nasze mażłeństwo za niewaznie zawarte z wuny mojego meza i jesli chce poznac tresc orzeczenia mam wpłacić 80 zł - nie musze, moge Nie byłam zainteresowana i nie wpłaciłam :)
      pewnie po orzeczeniu II instncji tez dostne taka propozycje, ale też nie skorzystam :) nie zalezy mi na tym, to nie mój interes:) Zadnych rachunków nie dostalam i jak sadze nie dostane, a jesli to i tak nie zapłace, bo nie podpisywałam zadnej umowy dot partycupowania w kosztach procesu Dodam, ze nie ejstem biedna:) a jak sadze mojego eksa nie stac na zapłacenie ani 10n ani tym bardziej 30 tys złotych za te zabawe :) Predzej mnie, ale nie sposb mnie do teo zmusic, w swietle tego zdaje mi się, ze masz jakies fałszywa info, albo adwokat cie naciagnał i to zdrowo :)


      --
      Korcia
      "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście :)"
      • Och wybacz mi. Uniżenie proszę o wybaczenie. Przepisałem bezmyślnie z gazety, podałem link, a nie zapytałem Ciebie. Wybaczysz mi to niedociągnięcie? No bo to oczywiste, że skoro Ty nie zapłaciłaś, to znaczy, ze ceny są wzięte z sufitu.

        To by było na tyle jeśli chodzi o sarkazm. A teraz poważnie. Jak to możliwe, że coś, co Bóg złączył jest nieważne? Wynikałoby z tego bowiem, że da się zrobić Boga w konia. Naiwnie myśli, że wszystko OK, łączy, a tu figa z makiem - podstęp, oszustwo. Co w tej sytuacji jest kłamstwem - to, że Bóg jest wszystkowiedzący, czy że łączy?

        --
        Spieszmy się czytać posty, tak szybko znikają...
        • oby.watel napisał:

          > Och wybacz mi. Uniżenie proszę o wybaczenie. Przepisałem bezmyślnie z gazety, p
          > odałem link, a nie zapytałem Ciebie. Wybaczysz mi to niedociągnięcie? No bo to
          > oczywiste, że skoro Ty nie zapłaciłaś, to znaczy, ze ceny są wzięte z sufitu.


          zbyteczny sarkazm - ceny sa z syfitu wg mnie w kazdym razie jesli chodzi o oopłaty w Kurii czy macierzystej, czy dzialającej w ramach pomocy prawnej. Nie mam jednak stosownej wiedzy co do honorariów kancelarii o jakich wspominasz Zwaz wszelako na to, ze to ejst koszt nie obligatoryjny Nikt nie wymaga posiadania w takim procesie adwokata. Jesli istotnie kanelarie pobierałyby akie opłaty za swoke usługi w takich procesach, czego nie wykluczam, to najzyczajniej po prostu ludzie dają się naciagac, z własnej woli Nie ma technicznej mozliwosci, by ktos cie reprezentował w takim procesie, w odróznieniu od sadu cywilnego np. gdzie ozesz swoim pełnomocnikiem uczunic kogokolwiek. Zatem koszt taki byłby kosztem tylko i wyłączie korespondencji z Kurią czyli napisania pozwu, zgłoszenia swiadków ustosunkowania się do orzezcenia pierwszej isntancji, jakis odwołań proceduralnych. Za samo isanie pism to horrendalne ceny :) ale jesli ktos chce płacic, to płaci - nie jest jednak takze nie musi :)

          >
          A teraz poważnie. Jak to możliwe, że
          > coś, co Bóg złączył jest nieważne? Wynikałoby z tego bowiem, że da się zrobić
          > Boga w konia. Naiwnie myśli, że wszystko OK, łączy, a tu figa z makiem - podstę
          > p, oszustwo. Co w tej sytuacji jest kłamstwem - to, że Bóg jest wszystkowiedząc
          > y, czy że łączy?


          nie musszmnie atakowac, nie ejstem nai kanonikiem, ani naet katoliczja już :) podzieliłam sie tylko wiedzą. Jak to mozliwe to o co pytasz wyjasniam powyzej tak samo to mozliwe, jak podpisanie umowy, która w mysl prawa nie moze być waznie zawarta z przyczymny formalnej zawinionej przez strony, strone, albo nie. Jesli małzonsdtwo nie zostało waznie zawarte, to wcake nie zostało zawarte i Bóg nie zlaczył - proste jak drut.

          Ja osobiscie mam wiele watpliwosci co do pewnych procedur i powodow stw niewaznosci, ale sama idea jest dla mnie dosc jasna.
          >


          --
          Korcia
          "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście :)"
          • kora3 napisała:

            > Jes> li małzonsdtwo nie zostało waznie zawarte, to wcake nie zostało zawarte i Bóg n> ie zlaczył - proste jak drut.

            Dla mnie niekoniecznie ;).
            A może działa tu jeszcze przyczyna z winy kapłana?
            Bo skoro wziął ślub z Bogiem, a dzieci molestuje to w oczach Boga on kapłanem nie jest i małżeństwa, które pobłogosławił nie są ważne? ;)

            > Ja osobiscie mam wiele watpliwosci co do pewnych procedur i powodow stw niewazn
            > osci, ale sama idea jest dla mnie dosc jasna.

            Dla mnie jak widzisz - zupełnie nie jest to jasne ;).
            A tym bardziej tyle korowodów tam gdzie rozwiązanie jest takie proste.

            --
            przesłanie religii poniżających kobiety brzmi: " facet pochodzi od małpy, a kobietę stworzył Bóg " ;)
            • krytykantka07 napisała:
              >
              > Dla mnie niekoniecznie ;).
              > A może działa tu jeszcze przyczyna z winy kapłana?
              > Bo skoro wziął ślub z Bogiem, a dzieci molestuje to w oczach Boga on kapłanem n
              > ie jest i małżeństwa, które pobłogosławił nie są ważne? ;)


              Jesli ksiądz taki jest dopuszczony do odprawiania mszy i potwierdzenia i błogosławienia małzeństwa to jest wazne. Grzech kaplana nie jest przyczyna niewaznosci małzeństwa.
              >
              > Dla mnie jak widzisz - zupełnie nie jest to jasne ;).
              > A tym bardziej tyle korowodów tam gdzie rozwiązanie jest takie proste.


              Nie jst proste.
              >


              --
              Korcia
              "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście :)"
          • Dziękuję za wyjaśnienia. Porównanie do umowy nawet by mnie przekonało, gdyby nie jeden drobny szkopuł. Mianowicie nikt nie twierdzi, że za umową stoi osobiście Bóg.

            Eksponujesz fakt oszustwa, przytaczasz warunki jakie musi spełnić małżeństwo, by być nieważne niejako "z mocy prawa". Pana Boga więc da się wykiwać - to wynika jednoznacznie z tych wywodów. Ale zostawmy to.

            Małżeństwo, w którym jedna strona znęca się nad drugą, poniża ją, maltretuje, urządza jej piekło na ziemi jest ważne, zestawione przez Boga i nienaruszalne? I klecha ma decydować o życiu tego nieszczęśnika? I ten nieszczęśnik nie ma prawa do ułożenia sobie życia z innym partnerem? Bo 2000 lat temu ktoś napisał, że tak ktoś inny powiedział, więc tak ma być? Ale w innym miejscu napisane jest co innego. Że wystarczy oddalić. Jakie jest kryterium doboru zaleceń? Tak czy owak tylko pozazdrościć takiego Boga i takiego życia.

            --
            Spieszmy się czytać posty, tak szybko znikają...
            • oby.watel napisał:

              > Dziękuję za wyjaśnienia. Porównanie do umowy nawet by mnie przekonało, gdyby ni
              > e jeden drobny szkopuł. Mianowicie nikt nie twierdzi, że za umową stoi osobiści
              > e Bóg.


              a owszem, nikt nie twierdzi:)
              >
              > Eksponujesz fakt oszustwa, przytaczasz warunki jakie musi spełnić małżeństwo, b
              > y być nieważne niejako "z mocy prawa". Pana Boga więc da się wykiwać - to wynik
              > a jednoznacznie z tych wywodów. Ale zostawmy to


              nie, nie da się - nie zrozumiałeś Mylisz ceremonię z sakramentem. Tak jak mozesz oszukac ksiedza podczas spowuedzi, tak samo mozesz i małzonka, albo Kosciół podczas slubu. Ale taka spowiedz i takie małzeństwo sa niewazne z urzedu
              >
              > Małżeństwo, w którym jedna strona znęca się nad drugą, poniża ją, maltretuje, u
              > rządza jej piekło na ziemi jest ważne, zestawione przez Boga i nienaruszalne? I
              > klecha ma decydować o życiu tego nieszczęśnika? I ten nieszczęśnik nie ma praw
              > a do ułożenia sobie życia z innym partnerem?



              Powoli, powoli :) Najpierw kwestoa znecania sie. Otóz prawo kanoniczne dopuszcza, a nawet zcasem zaleca w takich sytuacjach separację, która finkcjonuje równiez w prawie swieckim.
              Natomiast stw niewaznosci rozwaza stan PRZED ceremonia slubna. Wiec takie małżeństwo moze być niwqwaznie zawarte jest wpsółmałzonek miałzamiar się znecac, albo przed slubem miał problemy z agresja Jesli nie - to jest wazne (w kazdym razie nie ejst niewazne z powodu znecania się).
              I owszem jesli katoliczja chce w pełni korzyatac z sakramentów - pokuty i pojednania oraz eucharystii to nie moze formalnie, ani nieformalnie na stale wziązać sie z kims innym. Sam akt seksualny nie mający chatakteru trwania w grzechu moze soatc i zwykle zostaje odpuszczony podczas spowiedzi.

              Pytasz czy klecha o tym decyduje? A skad :) Ta osoba decyduje:) Rozwód, zycie w nieformalnym związku, czy też wstąpienie w nowy, cywilny zwiazek jest w Polsce całkowicie legalne. Nie groza za to zadne sankcje:) Świecki sad moze nie udzielic rozwodu parze z paru powodów, ale katolicyzm ani jednej, ani obu stron, a takze ślub koscielny pary do nich nie należa. Czyli mzna się rozwieśc i zyc sobie z kim się chce, albo samemu.

              Pomijasz Obywatelu moim zdaniem niezwykle istotny faky wg mnie. Otóż ani bycie katolikiem, ani przystepowanie do dowolnych sakramentów nie ejst obligatoryjne, ani przymsowe. :) Mozna z ego zawsze zrezygnować! Jestem na to zywym :) przykladem.
              KRK ma takie a nie inne zasady w przypadku waznego małzeństwa, ale nie obowiazuja w państwoie, tylko w Kosciele. Nie musisz sie ich trzymac, jesli nie chcesz.
              Wybacz, ale dla mnie wymaganie, zeby Kosciół (dowolny) zmieniał swe zasady bo komuś z wiernych nie pasuja jest bezczelne:) Nie pasuje mi, to robie po swojemu, a nie wymagam, zeby sie do mnie dostosowano, nie? Nie mozna miec ciastka i zjesc ciastka:)


              --
              Korcia
              "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście :)"
              • Ależ to kościół zmienia zasady jak mu pasuje. Przystąpili do Niego faryzeusze i chcąc Go wystawić na próbę, pytali Go, czy wolno mężowi oddalić żonę. Odpowiadając zapytał ich: Co wam nakazał Mojżesz? Oni rzekli: Mojżesz pozwolił napisać list rozwodowy i oddalić. Wówczas Jezus rzekł do nich: Przez wzgląd na zatwardziałość serc waszych napisał wam to przykazanie. Lecz na początku stworzenia Bóg stworzył ich jako mężczyznę i kobietę: dlatego opuści człowiek ojca swego i matkę i złączy się ze swoją żoną, i będą oboje jednym ciałem. A tak już nie są dwoje, lecz jedno ciało. Co więc Bóg złączył, tego człowiek niech nie rozdziela!

                Gdzie tu mowa o nieważności tego, co Bóg złączył? Przecież ślub to świadoma decyzja dwojga ludzi. Ci ludzie dobrowolnie udają się do sługi bożego. Sługa boży robi to, co do niego należy za co łaska. Nie docieka, czy się nadają, czy nie oszukują. W ogóle niczym się nie interesuje. Udziela ślubu w imieniu Boga. Podsumowując - w domu bożym sługa boży udziela sakramentu małżeństwa oszustom, a wszechmocny i wszystkowiedzący Bóg nic. To psu na budę taki Bóg. A to wszystko jawi się jako jedna wielka lipa.

                --
                Spieszmy się czytać posty, tak szybko znikają...
                • oby.watel napisał:

                  >
                  > Gdzie tu mowa o nieważności tego, co Bóg złączył? Przecież ślub to świadoma dec
                  > yzja dwojga ludzi.


                  ło matko, uparty z ciebie człoek w udawaniu :) Owszem, swiadoma decyzja, ale przy załozeniu, ze jedno drugiego nie oeszukuje, nie? Podpsianie umowy toz swiadoma decyzja, a jednak mozesz zostac oszukany:)


                  Ci ludzie dobrowolnie udają się do sługi bożego. Sługa boży
                  > robi to, co do niego należy za co łaska. Nie docieka, czy się nadają, czy nie o
                  > szukują. W ogóle niczym się nie interesuje


                  Nie do końca masz rację. aby móc zawrzec sakrament małzeństwa trzeba spełniac warunki zarówni kanoniczne, jak i cywilnoprawne. Na te okolicznosc trzeba przedstawic stosowne dokumenty. Zwykle trzeba takze uczestniczyc w naukach przedmałzeńskich.

                  . Udziela ślubu w imieniu Boga. Podsu
                  > mowując - w domu bożym sługa boży udziela sakramentu małżeństwa oszustom


                  Żadem sługa bozy nie udziela sakramentu małzeństwa, sakramentu tego udzielają sobie sami małzonkowie, sorry, ale to ejst PODSTAWOWY zakres wiedzy :)

                  Jesli zainteresowani klamią, łamią zasady kanoniczme, oszukują to nie ma zadnego sakramentu, jest tylko ceremonia, dokładnie taka, jakbys zagrał w filmie, ze bierzesz slub. :)

                  , a wsz
                  > echmocny i wszystkowiedzący Bóg nic. To psu na budę taki Bóg. A to wszystko jaw
                  > i się jako jedna wielka lipa.


                  a czego bys oczekiwał?



                  --
                  Korcia
                  "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście :)"
                  • kora3 napisała:

                    > a czego bys oczekiwał?

                    Że nie złączy.

                    Bardzo zręcznie odwracasz kota ogonem. Więc ja też spróbuję. Skoro "żadem sługa boży nie udziela sakramentu małżeństwa, sakramentu tego udzielają sobie sami małżonkowie", to do czego jest potrzebny sługa boży? Bo w tej sytuacji jawi się jako szaman obtańcowujący nowożeńców, oczywiści nie bezinteresownie.

                    Przywołajmy przykład umowy. Jeśli umowa z mocy prawa jest nieważna, to nieważne są też skutki, jakie wywołała. A poszkodowanemu należy się odszkodowanie. Jeśli obtańcowana przez duchownego para zawarła nieważny związek, to należy się zwrot kosztów i odszkodowanie. Skąd opłaty za unieważnienie nieważnego?

                    Z drugiej (a może trzeciej) strony to i tak zdumiewające. Co tam Bóg, co tam moje sumienie. Jak dostanę papier od księdza, że nie było ślubu, to znaczy, że nie mam grzechu i wszechmocny może mi skoczyć...

                    --
                    Spieszmy się czytać posty, tak szybko znikają...
                    • oby.watel napisał:
                      >
                      > Że nie złączy

                      no i nie łaczy - stw niewaznosci mówi wlasnie o tym, ze do sakramentu nie doszło.
                      .
                      >
                      > Bardzo zręcznie odwracasz kota ogonem

                      gdzie?:)

                      . Więc ja też spróbuję. Skoro "żadem sługa
                      > boży nie udziela sakramentu małżeństwa, sakramentu tego udzielają sobie sami m
                      > ałżonkowie", to do czego jest potrzebny sługa boży? Bo w tej sytuacji jawi się
                      > jako szaman obtańcowujący nowożeńców, oczywiści nie bezinteresownie.


                      do odprawienia mszy oraz potwierdzenia mazłeństwa powagą Koscioła Katolickiego. Jesli m nie wierzysz, ze i malzonkowie sa szafarzami sakrmanetu małzeństwa i sami sobie go udzielają w obecnosci kapłana, to moze poszpueraj w xródłach, zamiast głupio pytac :)

                      a do "szamaństwa" - powtarzam raz jeszcze - zaweiranie małżeństw w kosciele, dowolnym, czy innym wyznaniu nie jest konieczne, by małzeństwo cywilnoprawnie zaistniało:) Jesli ktos zawiera w dowolnym kosciele, to widac tego chce i chce za takze zapłacic


                      Jeśl
                      > i obtańcowana przez duchownego para zawarła nieważny związek, to należy się zwr
                      > ot kosztów i odszkodowanie. Skąd opłaty za unieważnienie nieważnego
                      [/i]

                      Brak tu logiki w tym co piszesz :) dlaczego ksiądz miałby zwracac koszty jakie poniesli małoznkowie, jesli nie on jest przyczyna niewaznosci? To tak jakby notariusz musiał oddac swoje honorarium dlatego, ze ktoś oszukal kogos innego (jego też zresztą, wprowadzajac w bład) Kazdy ma prawo na drodze cywilnej roscic sobie prawo do zwroru kosztów ale przez te osobę, z której powodu doszło do sparwy :)
                      Skad opalta dla wnoszącego pozew? A z takich samych powodów, jak w sądzie cywilnym, swieckim. Siwerzenie niewaznosci nie odbywa sie z urzedu, a na wniosek - analogicznie do spraw cywilnych w sadzie swieckim. Wnosząc pozew placisz za to, ze chcesz aby sad rozstrzygnal w tej sprawie.

                      >
                      > Z drugiej (a może trzeciej) strony to i tak zdumiewające. Co tam Bóg, co tam mo
                      > je sumienie. Jak dostanę papier od księdza, że nie było ślubu, to znaczy, że ni
                      > e mam grzechu i wszechmocny może mi skoczyć...


                      Posłuchaj, zapewne nie btak ludzi, którzy wystepuja o stw niewaznosci, bo zalezy im na kolejnej fajnej ceremonii, albo na czyms podobnym. Nie unikniesz tego. ale sądze, ze jest wielu ludzi przekonanych i słusznie , ze ich małzeństwo nie było waznie zawartym sakramentem. Otrzymanie tego papieru nie ejst ani łatwe, ani szybkie - proces trwa długo, u mnie prawie już 4 lata, a sprawa od pewnego momentu jest ewidentna:)
                      Ja mam do tego dystans i obiektywny stosunek , bo wynik sparwy mi lata, termi rostrzrygniecia tudziez, a jakie by ono nie było, niczego w moim zyciu nie zmieni. Dla mnie gosc dawno przestał być moim nmezem, a dobrych pare lat temu potwierdził to rozwód i to jest dla mnie wazny dokument, a nie pisma z Kurii
                      >


                      --
                      Korcia
                      "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście :)"
                      • No dobrze odwołam się zatem do Twoich osobistych doświadczeń.
                        Skoro masz rozwód cywilny, a nie był Ci potrzebny rozwód kościelny to w jakim celu pozwoliłaś na to, aby Ciebie przesłuchiwano?
                        Do głowy by mi nie przyszło, aby pozwolić się przesłuchiwać jakiemuś kolegium facetów w sukienkach, gdyby nawet mój były mąż chciał unieważnienia małżeństwa kościelnego.
                        Niech sobie sami myślą, a ja im pomagać nie zamierzałabym, skoro Bóg może ich oświecić.
                        Dla mnie jakieś tam kolegium facetów w sukienkach to żaden autorytet.
                        Na wezwanie w sprawie bym się po prostu nie stawiła.
                        I kto mógłby mnie tam siłą doprowadzić?
                        Mogłabym ewentualnie wysłać do kurii list i to taki aby tym pozorantom w piety poszedł ;).
                        A drugiego ślubu kościelnego po prostu bym nie chciała, bo wiem, że to ściema...

                        --
                        przesłanie religii poniżających kobiety brzmi: " facet pochodzi od małpy, a kobietę stworzył Bóg " ;)
                        • krytykantka07 napisała:

                          > No dobrze odwołam się zatem do Twoich osobistych doświadczeń.

                          proszę bardzo :)

                          > Skoro masz rozwód cywilny, a nie był Ci potrzebny rozwód kościelny to w jakim c
                          > elu pozwoliłaś na to, aby Ciebie przesłuchiwano?


                          Pomjajac błedy w nazewnictwie :) Krytykantko miła - z powodu mojego eksmeza. Jakkolwiek sie z nim rozwiodlam, nie zycze mu źle. Wiedzialam, że dla niego slub koscielny i w ogóle zycie w zgodzie z Bogiem w jego przekonaniu, to bardzo wazne sparwy. Glownie z tego powodu zresztą wzielismy sluby - mnie do niczego nie były potzebne, tylko jemu.
                          Uznałam, ze skoro moja obecnosc moze pomóc coś wyjaśnic, to dlaczego nie?

                          > Do głowy by mi nie przyszło, aby pozwolić się przesłuchiwać jakiemuś kolegium f
                          > acetów w sukienkach, gdyby nawet mój były mąż chciał unieważnienia małżeństwa k
                          > ościelnego


                          No, a ja wiedziala, ze on o to wniósł, dostałam ZAWIADOMIEMIE i ZAPROSZENIE. Tak to potrakowałam, Sad bikupi nie zmusza bowiem do uczestnictwa.:) Nawiaem mówic - słuchanym jest się w 4 oczy z jednym facetem - ksiedzem :) ale to na marginesie :)

                          [i]> Niech sobie sami myślą, a ja im pomagać nie zamierzałabym, skoro Bóg może ich o
                          > świecić
                          > Dla mnie jakieś tam kolegium facetów w sukienkach to żaden autorytet


                          Dla mnie też nie, ale jesli mogłam eksowi pomóc, czemu nie? A ze wyszło, jak wyszło, no to juz nie moja wina :)
                          .
                          > Na wezwanie w sprawie bym się po prostu nie stawiła.
                          > I kto mógłby mnie tam siłą doprowadzić?


                          Nikt nie mógłby Cię dprowadzic, a niestawic sie wolno:) Procedura nie ejst taka, że dostajesz wewanie. Dostajesz zawiadomienie o złozeniu pozwu i instrukcje, co dalej, jesli chcesz uczestniczyc w procesie. ale to tez na marginesie.

                          > Mogłabym ewentualnie wysłać do kurii list i to taki aby tym pozorantom w piety
                          > poszedł ;).


                          Nigdzie by im nie poszedł, te korespondencje otwiera i sortuje jakaś siostrz zakona, albo ksiezyna i bluzgi oarz niemerytoryczne rzeczy moze i włacza do akt, ale sie tym nie przejmuje :)

                          > A drugiego ślubu kościelnego po prostu bym nie chciała, bo wiem, że to ściema..
                          > .
                          ja nawet pierwszego nie chciałam za bradzo. Nie dlatego, ze mysłałam,z e to sciema, po prostu mnie sluby nigdy nie było do bucia z koms potrzbne :)


                          --
                          Korcia
                          "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście :)"
                    • jest tak negatywny, ze przestałeś rozumwac w tym temacie logiczmie.

                      jestem w stanie pojac negatywny stosunek, ale zatracenia logiki, juz nie. Ja sama mam okreslone zanie o KRK, dlatego nie czuję sie oda dawna członkiem tej wspolnoty. Ale nie obwiniam kOsciola za to, ze ma swoje zasady (póki nie chce ich przenosic na państwo, wcale mnie nie obchodzą:)) i za to, ze ludzie doprowaolnie sie tym zasadom poddają
                      Ty zachowujesz sie troszkę tak, jakbyś poszedł do meksykańskiej restauracji z własnej nieprzymuszonej woli i zaczał się wsciekać, ze w karcie nie ma chińsszczyzny, a zamowione przez ciebie taco nie przypomina wcale sajgonków i żadał zwroru kasy oraz robił dym:)

                      Ludzie MAJĄ WYBÓR - mogą brac w kosciele slubu, albo nie. Jesli chcą, to biorą i musza się liczyc z konsekwencjami kanonicznymi tegoż postepiowania.

                      W Polsce mozna zyc bez slubu, jakiegokolwiek, razem, ale jesli się weźmie slub, to też trzeba się liczyć z komsekwencjami prawnymi I jesli chce sie człowiek rozwieśc to musi wniesc do sadu, zapłacić za pozew i adwolata (jesli chce miec) Moze sobie też po prostu pójsc od współmazłonka i nijakieg rozwody nie brac, ale musi wowczas mieć swiadomosc, ze w swoetle prawa nadal jest zoną, czy mezem czyims
                      --
                      Korcia
                      "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście :)"
                      • A ja rozumiem oby.watela.
                        Mam takie samo zdanie.
                        Kapłan jest tylko pośrednikiem i można przed nim coś ukryć.
                        Natomiast kapłan powołuje się na Boga.
                        Przed Bogiem ukryć niczego się nie da.
                        Jeśli ktoś mówi kapłanowi, że go oszukał i dlatego ślub udzielony był nieważny, to kapłan żadnego powodu nie ma, aby w to nie wierzyć i unieważnienie małżeństwa ma być.
                        Do czego Bogu w imieniu którego kapłan występuje zeznania świadków i procedura sądowa?
                        Bóg i tak wie, jak było naprawdę...
                        Nikt nie ma prawa nikogo sądzić i to mówił Jezus.
                        Do tego świadków powoływać zeznających pod przysięgą, bo przysięgać nie wolno...
                        Bóg decyduje, a kapłan w Jego imieniu coś robi.
                        A że kapłan ma za mało wiedzy, to w momencie gdy ktoś mu mówi, że go oszukał - po prostu uznaje swój błąd, a nie ma potrzeby, aby wyższa instancja coś rozpatrywała, powołując się na Boga.
                        Wszak Bóg oszukany nie jest...

                        --
                        przesłanie religii poniżających kobiety brzmi: " facet pochodzi od małpy, a kobietę stworzył Bóg " ;)
                        • krytykantka07 napisała:

                          > A ja rozumiem oby.watela.
                          > Mam takie samo zdanie.
                          > Kapłan jest tylko pośrednikiem i można przed nim coś ukryć.
                          > Natomiast kapłan powołuje się na Boga.
                          > Przed Bogiem ukryć niczego się nie da.
                          > Jeśli ktoś mówi kapłanowi, że go oszukał i dlatego ślub udzielony był nieważny,
                          > to kapłan żadnego powodu nie ma, aby w to nie wierzyć i unieważnienie małżeńst
                          > wa ma być.


                          A ty dalej swoje :) Raz jeszcze, choc zakrawato na syztfowa prace powtarzam Ci: jenostronne oswiadczenie nie moze być podstawa do osadu sprawy, ani w sadzie swieckim, ani kocielnym, ani w sledztwie, ani w zwyczajnej rozmowie :)
                          Ale ok idxmy Twoim tropem :) skoro oswiadczasz ze sklamalas wówczas, jakie są gwarancje, ze teraz mówisz prawdę?:)

                          > Do czego Bogu w imieniu którego kapłan występuje zeznania świadków i procedura
                          > sądowa?


                          Alez Bogu na nic, Bóg jak słusznie zauwazasz, procedury nijakiej nie potrzebuje:)

                          rzecz w tym, że do uznania małzenstwa za sakramentalne też nie wystarczy pomyslenie sobie, ze tak by chcieli małzonków, ani ich oswiadczenie tego podczas spowiedzi Nie?


                          > Nikt nie ma prawa nikogo sądzić i to mówił Jezus.
                          Chyba nie do końca dobrze to interpretujesz. Jezus mówił o tym, że nikt nie ma prawa osadzac serca czlowieka, ani potepiac jego, ale moze potepac czyn Gdyby literazlnie trzymac się tego co mówisz, nikt wierzacy nie mógłby wystepowac w sadze, ani jako strona, ani oskarzony, ani pokrzywdzony ani pełnomocnik, ani prokurator, ani jako sedzia. :)
                          A jednak moze. :)
                          Nawiasem mówiac - proces stw niewaznosci z załozenie toczy się W SPRAWIE a nie przeciw. Nie ma na celu udowodnienia winy, a poznanie prawdy. Nie sadzi się wiec nikogo:)

                          > Do tego świadków powoływać zeznających pod przysięgą, bo przysięgać nie wolno..

                          Nie sklada się zadnych przysiag, a jedynie przyrzeczenie, ze się bedzie mówić prawde i nie bedie zdradzać istotnych szczegółów sprawy oraz nie uzgadniało sie zznań z nikim
                          Bardzo podobne przyrzeczenie odbiera od swiadka strona w proceie cywilnym, jesli sobie tego zazyczy.

                          > A że kapłan ma za mało wiedzy, to w momencie gdy ktoś mu mówi, że go oszukał -
                          > po prostu uznaje swój błąd, a nie ma potrzeby, aby wyższa instancja coś rozpatr
                          > ywała, powołując się na Boga.
                          > Wszak Bóg oszukany nie jest...


                          W kółko powtarzasz to samo :) Proces NIE MA NA CELU wykazanie, ze Bóg został ozukany Krytykantko:)
                          >


                          --
                          Korcia
                          "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście :)"
przejdź do: 1-100 101-155
(101-155)

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Okazje.info.pl

Bestsellery

Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.