Dodaj do ulubionych

Czy mam ochrzcić dziecko, chociaż jestem niewie...

20.11.07, 03:45
W podobnej sytuacji nie ochrzciłbym swojego dziecka. Odmówiłbym.
Oczywiście, z miłością i wraźliwością wobec jego uczuć, ale mimo
wszystko bym odmówił. Wytłumaczyłbym synu, na czym polega chrzest.
Że jest to zdarzenie, podczas którego Pani jako rodzić zobowiązuje
się wobec kościoła, że będzie Pani wychowała syna we wiarze
Katolickiej. A Pani nie może ani tak obiecać, ani tak go wychować.
Inaczej, okłamałaby Pani siebie i syna. Nie może Pani "wspierać"
syna w "jego wyborze". Porównanie księdza tego z nauką angielskiego
jest absurdem. Bo za każdym razem jak będzie go Pani odprowadzać do
szkółki niedzielnej, będzie Pani myślała, że piorą jemu tam mózg.
Jeśli temu Pani się nie przeciwstawi, chociażby swoją odmową w
sprawie chrztu, to właśnie dopiero w tym Pani zniszczy zaufanie, o
którym mówił ksiądz. Bo się ksiądz myli. Niszczymy zaufanie nie
wtedy, gdy nie dajemy dziecku tego, co on chce. Niszczymy gdy nie
rozmawiamy ze sobą. Gdy nie wie, dlaczego nie możemy z nim się
zgadzać. Gdy nie dbamy o to, żeby to, co my wierzymy stanowiło
podstawę naszych działań. Gdy mówimy jedno a robimy drugie. Nie może
Pani postępować inaczej, niż mówi Pani serce. Jak dziecko będzie
duże, to sam wsiądzi do tramwaju i pojedzie na oazę. Trochę później
sam da się ochrzcić. Lub nie. Będzie to jego decyzją. Dzisiaj,
chrzest to decyzją Pani. A Pani ma prawo nie wierzyć, i nie udawać,
że jest inaczej. Jeśli Pani to zrobi pod presją innych, to w jaki
sposób Pani nauczy swojego dziecka, że może być prawdziwy wobec
samego siebie? Za 20 lat, gdy jako dorosły będzie potrzebowało
skorzystać ze swojego prawa do odmiennego zdania, do życia w zgodzie
ze swoim sumieniem, to Pani dziecko będzie umiało to robić tylko pod
warunkiem, że Pani pokaże mu jak to się robi.

A jeśli chodzi o przekonanie dziecka, że chrzest "zbliży go do
Boga", to moim zdaniem jest to doskonałą okazją do nauki krytycznego
myślenia. Może warto poprosić go, żeby wyjaśniło, co on rozumie
przez "bliższy Bogu". Jak można być bliski lub daleki Bogu, który
jest wszechobecny? Nie chodzi o rozmowę, by Pani na siłę przekonała
swojego syna, jak on ma myśleć. Ale może Pani wskazać drogę do
samego myślenia.
Edytor zaawansowany
  • brutoos1 20.11.07, 08:56
    Pomijając wszystkie teorie, praktyka wygląda tak, że jeśli dziecko już dorośnie
    i będzie chciało wziąć ślub kościelny, to będzie miało MNÓSTWO problemów, bo
    najpierw chrzest, potem komunia a potem jeszcze bierzmowanie - nie da się
    wszystkiego zrobić w 5 minut.

    Lepiej pozwolić mu na chrzest, zwłaszcza że ojciec dziecka jest wierzący i
    mógłby się tym zająć. Nie ma sensu utrudniać dziecku życia zwłaszcza w tym
    przypadku.

    Czysta prawda..
  • maaac 20.11.07, 16:47
    > Pomijając wszystkie teorie, praktyka wygląda tak, że jeśli dziecko >
    już dorośnie i będzie chciało wziąć ślub kościelny, to będzie
    > miało MNÓSTWO problemów, bo najpierw chrzest, potem komunia a
    > potem jeszcze bierzmowanie - nie da się wszystkiego zrobić w 5
    > minut.
    Dla osoby wierzącej wszelkie trudności do pokonania przy chęci ślubu
    kościelnego powinny się nie liczyć. Zresztą jakby był naprawdę
    wierzący to w wieku w którym ksiądz by mógł go ochrzcić byłby już
    ochrzczony na długo zanim dojrzeje do ślubu.
    Zupełnie co innego jak ślub kościelny wynika z czystego oportunizmu.
    Wtedy dobrze mu tak. Niech się pomęczy!!!
    Argument że ma to mu w przyszłości pomóc w ślubie kościelnym jest co
    najmniej niestosowny.

    > Lepiej pozwolić mu na chrzest, zwłaszcza że ojciec dziecka jest
    > wierzący i mógłby się tym zająć. Nie ma sensu utrudniać dziecku
    > życia zwłaszcza w tym przypadku.
    Ona się zgodziła :). Nie zgodziła się jedynie na kłamstwo by
    powiedzieć księdzu że jest wierzącą... W sumie fajny z tatusia
    katolik, chciał budować wiarę dziecka u samego zarania na kłamstwie.
    --
    Grafika od nowego layout'u forum wywalić na zbity monitor!
  • tatavariata 21.11.07, 01:36
    Czy ochrzcić dziecko czy nie.
    Chciałbym, żeby na tym forum wypowiedziało się więcej osób, które _mają dzieci_.
    Opinię osoby, która dzieci nie ma znam. Sam byłem taką osobą. Było dla mnie wtedy jasne, że jako osoba niewierząca i nie mająca ślubu kościelnego, nie będę chrzcił dziecka tym bardziej, że nie mogę wybierać w jego imieniu. Niech samo dorośnie i się wtedy opowie czy chce czy nie chce być ochrzczone. Nawet Chrystus został ochrzczony jako człowiek juz dorosły. Do tego dochodzi gloryfikacja postawy nonkonformistycznej itp itd.

    Chcę powiedzieć, że rzecz cała zupełnie inaczej wygląda z punktu widzenia rodzica. Jestem ojcem i współodpowiadam za szczęście mojego dziecka.
    Za rok moja córka pójdzie do przedszkola i zacznie się przygoda z przymusową religią. Już wcześniej w DF był artykuł o próbie wypisania dziecka z religii w przedszkolu. To jest dramat dla dziecka - kto skazałby dziecko na bycie poza grupą przez godzinę a może i dwie w tygodniu? Przecież nawet jeśli (w co nie wierzę) religia będzie pierwszą lub ostatnią godziną w przedszkolu, to nie mogę chodzić raz w tygodniu godzinę później do pracy. Etyki jako alternatywy nie ma chyba w żadnym przedszkolu w Polsce. A zatem moje dziecko będzie chodziło na religię, bo nie żyjemy w państwie świeckim.
    W tym momencie pojawi się zapewne pytanie o bycie ochrzczonym. Ja widziałem te wszystkie rady, żeby z dzieckiem rozmawiać i tłumaczyć o ile lepsza jest postawa otwarta niż zamykanie się w murach katolicyzmu, żeby przekonywać, że kiedyś samo dokona wyboru, itp.
    (Nawiasem mówiąc kupiłem już nawet ilustrowaną książeczkę o różnych mitologiach, żeby oswajać dziecko z różnymi wiarami; jest tam i o Wisznu, i o Buddzie, ale nie ma nic o Jezusie. Dziwne, nie?)
    Ludzie kochani, rozmawiamy o sześcio, siedmiolatkach! Tu nie ma mowy o zimnej argumenacji opartej na dwóch tysiącach lat dowodów przeciw. Tu jest - a Antek i Zosia są ochrzczeni, a Karol za rok pójdzie do komunii i dostanie rower i cała rodzina się zjedzie, nawet ciocia z Kanady, a pani na Religii powiedziała, że spłonę w piekle. Sorry, ale nie wierzę w poważną rozmowę o Bogu z 6-latką.

    Moi rodzice są wierzący i praktykujący. Ja też byłem i to aż do 18. roku życia. Moim świadomym i dorosłym wyborem jest moja niewiara. I tu nie chodzi o "bo nie chce mi się chodzić do kościoła". Wynika to z wielu przemyśleń i rozważań, rozmów, również z księdzem, dociekań.
    Trudno mi ocenić, czy gdybym nie był ochrzczony, gdybym nie był u komunii i gdybym nie chodził na religię, to czy dziś byłbym tym samym człowiekiem. Może właśnie na przekór byłbym dziś gorliwie wierzący. Owszem, cholera mnie bierze na myśl o kościelnej indoktrynacji, ale może ona wcale nie jest taka straszna. W końcu ja sam przez nią przeszedłem a jednak umiem dokonywać wyborów. I wielu innych ludzi, których cenię, było tak samo indoktrynowanych (no może nie w przedszkolu, to były inne czasy jednak - a swoją drogą - Ale mamy taliban!)

    I czy jest moralnie właściwym, aby w imię własnych ideaów stawać na barykadzie z dzieckiem za rękę? Może ono nie chce stać na tej barykadzie, może dzieciństwo na barykadzie to nie jest wymarzone dzieciństwo. Nie chcę, żeby moje oczko w głowie od najmłodszych lat walczyło samo (z Tatą i Mamą) przeciw wszystkim w imię ideałów Taty, do których może kiedyś dorośnie, a może to nigdy nie będą jego ideały.

    W sumie to mam to szczęście, że jestem niewierzący: mogę na głos wydeklamować "Ojcze nasz" traktując to jak pusty wiersz bez znaczenia i imogę śc do kościoła nie bojąc się, że Bóg trafi mnie piorunem z nieba. Mogę posyłać dziecko na religię i będzie to dla mnie jedynie hańba konformizmu.
    Bo pomyślcie w jakiej fatalnej sytuacji są innowiercy! Ich dzieci też chodzą do publicznego przedszkola. I dla nich to ogromny dramat.
    --
    Oto jest Maja, ur. 01.07.2005
  • maaac 21.11.07, 05:31
    Chcesz dziecku ułatwić życie? Myślisz że na tym się skończy? Potem
    pojawią się względem ciebie różne obowiązki "kościelne" do których
    będą zmuszały cię raz podjęte decyzje.
    I co chcesz do momentu gdzy dziecko nareszcie zacznie potrafić mieć
    własne zdanie "symulować" bycie katolikiem? A może będziesz uczył
    dziecko od małego życia w kłamstwie? Ma mówić że tata wierzy, a w
    domu widzieć że to nie prawda? Chcesz by kiedyś Twoje dziecko
    odkryło że ojciec nie miał odwagi bronić swoich przekonań? To nie
    będzie szybko - w wieku nastu lat, a może później.

    > Bo pomyślcie w jakiej fatalnej sytuacji są innowiercy! Ich dzieci
    > też chodzą do publicznego przedszkola. I dla nich to ogromny
    > dramat.
    A ja powiem raczej, że kwestia przyzwyczajenia. Albo inaczej -
    inowiercy są non stop świadomi, że muszą walczyć jako diaspora o
    swoją wiarę. To co robi obecnie niby "świeckie" państwo tylko im tą
    walkę utrudnia, ale to i tak nic w porównaniu do różnych okresów
    prześladowań religijnych, które i tak potrafili przetrwać.

    --
    Grafika od nowego layout'u forum wywalić na zbity monitor!
  • tatavariata 21.11.07, 19:35
    Rozważam ochrzczenie dziecka i pozwolenie mu chodzenia na religię.
    Nie zamierzam symulować bycia katolikiem.
    Choć co to właściwie znaczy? Że będę uczestniczył w Wigilii, kładł prezenty pod choinką i malował jajka na Wielkanoc? Czy to jest symulowanie katolicyzmu?
    --
    Oto jest Maja, ur. 01.07.2005
  • maaac 22.11.07, 05:38
    tatavariata napisał:

    > Rozważam ochrzczenie dziecka i pozwolenie mu chodzenia na religię.
    > Nie zamierzam symulować bycia katolikiem.
    > Choć co to właściwie znaczy? Że będę uczestniczył w Wigilii, kładł
    > prezenty pod choinką i malował jajka na Wielkanoc? Czy to jest
    > symulowanie katolicyzmu?
    Nie to znaczy że zaczniesz chodzić do kościoła i uczestniczyć w
    obrzędach religijnych.
    Jeżeli chodzi tylko o "ułatwienie życia dziecku" to nie kończy się
    na pozwoleniu jemu uczestnictwu w tym co inne dzieci. Potem
    zaczynają się pretensje do zachowań rodziców - dla czego nie chodzi
    z nimi w niedziele na msze, dlaczego nie przyjmują Kolendy, dla
    czego się nie spowiadają. Nagle dowiesz się że przez twoje
    zachowanie dziecko jest dalej "obywatelem 2 kategorii" wśród kolegów.
    Jak zrobiłeś już pierwszy krok i je "dla jego dobra" ochrzciłeś i
    pozwoliłeś chodzić na religię pojawi się następne pytanie czy "dla
    jego dobra" nie zaczniesz chodzić do kościoła, itd. Będziesz to
    wszystko robił?
    No a potem co? Już tak do śmierci? Czy jak dziecko dojdzie do
    bierzmowania nagle ujawnisz swoje ateistyczne poglądy? I jak myślisz
    jak to dziecko odbierze?

    Jeszcze jedna sprawa - chrzest dziecka oznacza Twoją deklarację, że
    wychowasz go w wierze chrześcijańskiej. Złożysz taką przysięgę
    naprawdę z intencją jej dotrzymania? Jak to się ma do Twoich
    poglądów? Skłamiesz?

    Naprawdę - jak się zrobi jeden krok w kierunku konformizmu to
    grzęźnie się w nim coraz bardziej. Staraj się raczej nauczyć dziecko
    posiadać swoje poglądy i ich bronić, nawet kosztem ponoszenia
    wysokich cen. Później to doceni.

    A co do posyłania dziecka na religię... Jak będzie starsze i będzie
    to jego autonomiczna decyzja czemu nie?

    Tak w ramach anegdoty: Znajoma pilnie uczestniczyła w nauce
    religii - była wręcz prymusem. Katechetka zastanawiała się czy ją
    nie posłać na jakieś konkursy "wiedzy o". "Niestety" sprawa padła po
    audycji w lokalnym radiu katolickim, do którego zaproszono grupę
    młodzieży innowierczej. Koleżanka tam się przyznała, że jest córką
    pastora... Biedna kobieta była wstrząśnięta. Ona kumpeli się nie
    pytała, a ta ani nikt z klasy, nie widział potrzeby informowania
    katechetki.
    --
    Grafika od nowego layout'u forum wywalić na zbity monitor!
  • tetlian 25.11.07, 19:29
    Co to za matka? Najpierw zapisała syna na lekcje religii. Tam nakładli mu głupot
    do głowy, a teraz się dziwi dlaczego dziecko chce być ochrzczone.
    --
    Idiota i Debil
  • robertw18 25.11.07, 19:44
    Przecież nie jest tak, że należy wierzyć w każdego Wisznu, Szatana czy Białego Słonia tylko dlatego, że w okolicy w niego wierzą.
    Pozdr.
  • spokojny_swir 25.11.07, 19:56
    jestem osboą wierzącą
    również zbyt młodą osobą, żeby wiedzieć, jak wygląda sytuacja posyłania dzieci
    na lekcję religii.

    Nie mogę w ogóle zrozumieć dlaczego Ci rodzice posyłają swoje dzieci na lekcje
    religii. Gdybym był osobą niewierzącą i chciał wychowa ć dziecko w tym duchu, to
    bym nie posyłał dziecka na takie zajęcia.

    Jedna osoba w artykule się wypowiadała, że posłała dziecko dlatego, żeby poznało
    inne religie. Przecież to bezsens. W tym wieku kształtuje się zręby własnej
    osobowości dziecka, a nie wiedzę ludziach, którzy mają inne przekonania. Dziecko
    nie jest w stanie dokonać takiej selekcji. To co mu mówi ksiądz bierze do siebie.

    Ta uwaga wydaje mi się bardzo oczywista. To pewnie nie taka prosta sprawa, więc
    będę wdzięczny za wytłumaczenie mi, dlaczego w ogóle w takiej sytuacji posyłać
    dziecko na lekcje religii.
  • ma-ag 25.11.07, 20:05
    Bo albo dziecko bedzie z innymi siedziało na religii albo samopas
    szdędalo bez opieki po korytarzach szkoły. Lub poza jej murami. Amen.
  • flash3r 25.11.07, 23:45


    ma-ag napisała:

    > Bo albo dziecko bedzie z innymi siedziało na religii albo samopas
    > szdędalo bez opieki po korytarzach szkoły. Lub poza jej murami.
    > Amen.

    Proszę nie uogólniać, np. u mnie w szkole co prawda zajęć z etyki nie było ale
    osoby nie chodzące na religię miały obowiązek przebywać w tym czasie w czytelni
    (i wpisać się tam na listę). Dzieci młodsze mogą przecież ten czas spędzać w
    świetlicy (istnieją jeszcze ? ;) )

    Powtórzę to co mówili już inni. Gdy Magda zapisywała syna na lekcję religii nie
    kłóciło się to jakoś z jej światopoglądem, natomiast chodzenie z synem do
    kościoła już z tym światopoglądem się kłóci. Skoro deklaruje, że jest
    niewierząca i chce tak wychować syna (albo tak żeby ewentualnie sam wybrał czy
    chce być ochrzczony czy nie) to powinna być konsekwentna.

    Swoją drogą to też ciekawe, że można z jednej strony można odrzucać dogmaty
    wiary i wiarę w święte obrazki, figurki itd. a z drugiej traktować chrzest tak
    dosłownie, niczym urzędniczą czynność. Ja - który w świetle prawa KK jestem
    niewierzący - rozumiem że wiara to coś więcej niż obrzęd chrztu.

    --
    prawymokiem.salon24.pl
    downtempo.blox.pl/html
    myflash.blox.pl
  • birdies 29.11.07, 14:03
    Tez jestem niewierząca mam syna w zerówce.Nie było problemów z
    religią.Zajęcia są na koniec dnia tak,że poprostu go zabieram o
    kilka minut wcześniej.I nie docierają do mnie sygnały żeby był z
    tego powodu gorzej traktowany przez innych.Ostatnio od niego
    usłyszałam że chciałby chodzić na religię(babcia jest wierząca a
    dużo z nią przebywa).NIe potrafił nawet wytłumaczyć dlaczego chce
    chodzić.Dziecko i tak tego nie rozumie a ja uważam ze na zajęciach
    robia wode z mozgu(pamietam to dobrze).Według mnie to posyłanie
    dziecka na religię gdy rodzice są niewierzący jest totalną
    pomyłką.Jak ono bedzie cierpiec gdy inni beda szykowac sie do
    komunii a ono nie.Chyba ze rodzice sie nawroca.
  • japico 27.03.09, 11:00
    birdies napisała:
    Według mnie to posyłanie
    > dziecka na religię gdy rodzice są niewierzący jest totalną
    > pomyłką.

    - Może tak, może nie. Wymaga jednak od rodziców więcej rozmów z dzieckiem, by
    dziecko wiedziało co to jest religia. Wówczas posiądzie wiedzę, o której jego
    koledzy i koleżanki mogą jedynie pomarzyć. Pod warunkiem, że mama/tatuś są
    świadomi swoich wyborów.
  • sandiii 25.11.07, 23:07
    Nie ma alternatywy dla godzin "nauki" religii, etyka jest tylko w pobożnych
    (nomen omen) życzeniach. Religia jest niezgodnie z założeniem w środku dnia
    szkolnego co wyklucza wcześniejsze wyjście lub późniejszy przyjście do szkoły.
    Ot hipokryzja w wydaniu klasycznym.
  • spokojny_swir 26.11.07, 13:18
    proszę spojrzeć co napisał flash3r

    dziecko może w tym czasie przebywać w czytelni (czasami jest to nawet wymagane).
    Wg mnie w tym czasie pewnie by mogło odrobić pewnie z połowę tego, co ma zadane.

    młodsze dzieci mogą w tym czasie pójść do świetlicy.

    To chyba drobna rzecz w porównaniu z wychowywaniem dziecka w całkowicie innym duchu.
  • chomsterek 26.11.07, 14:48
    > Nie mogę w ogóle zrozumieć dlaczego Ci rodzice posyłają swoje dzieci na lekcje
    > religii. Gdybym był osobą niewierzącą i chciał wychowa ć dziecko w tym duchu, t
    > o
    > bym nie posyłał dziecka na takie zajęcia.
    Podejrzewam, ze wiekszosc takich dzieci uczeszcza na religie po to, aby "nie
    odstawac" od rowiesnikow, albo tez dlatego, ze lekcje wypadaja w srodku dnia, a
    szkola nie oferuje w tym samym czasie niczego w zamian - wiec na religie posyla
    sie dziecko "z braku laku". Niestety, przy takim podejsciu do sprawy, trudno sie
    dziwic, ze zdezorientowana pociecha zaczyna sie nagle domagac chrztu.
  • aga_bee 30.11.07, 18:46
    w poslce nie da sie dziecka nie poslac na religie - nie ma
    alternatywy - bedzie tym gorsszym, jedynym w klasie co nie chodzi,
    wytykanym palcami i szykanowanym - maluch tego nie zrozumie!

    ja swiadomie przestalam chodzic na religie w liceum!!!! i mimo ze
    wiedzialam co robie mialam MASE nieprzyjemnosci. nie wyobrazam sobie
    dziecka kilkuletniego ktore zrozumie ze nie bedzie chodzic na lekcje
    religi z innymi dziecmi.
  • ginnix 12.12.07, 13:29
    No tak...Problem w tym,że rodzice nie wierzą wcale.Gdyby byli buddystami albo
    protestantami nie byłoby problemu.W końcu "tolerancja najważniejsza"...
  • kaza40 15.12.07, 15:13
    proste,a gdzie je posłać w tym czasie nie ma lekcji etyki,ma stać na
    korytarzu lub psocić?
  • spgm-1903 30.03.10, 10:43
    > Nie mogę w ogóle zrozumieć dlaczego Ci rodzice posyłają swoje dzieci na lekcje religii. Gdybym był osobą niewierzącą i chciał wychowa ć dziecko w tym duchu, to bym nie posyłał dziecka na takie zajęcia.

    mam pewne obawy co do tego jak się dziecko zachowa. kiedyś pamiętam, że w wieku 14 lat przestałem wierzyć w katolickie bóstwa, religię traktowałem jako lekcję przymusową, rysowałem sobie jak ksiądz puszczał gromy na mą niewiarę. na pytanie kolegów czy idę do kościoła powiedziałem, że nie. jakież wielie ich zdziwienie było, niewiele brakowało, a zaczęłiby rozsiewać plotki, ze "on to do kosciola nie choooodziii...." i należy mu się jeden zjazd gołym tyłkiem po nieheblowanej desce.
    ale nie mam tej kontroli nad swoim dzieckiem (teoretycznym). pod względem psychologicznym zastanowiłbym się dwa razy. w tak młodym wieku dzieciak bierze za priorytet zachowanie społeczności. jeśli oni ida do komunii znaczy, ze to należy zrobić, bo taki jest standard. dzieciak chce być w tej właśnie grupie. kazdy z nas wie jak małolaty potrafią być okrutne, gdy ktoś np nosi okulary - niemalże banicja, bo jest odmienne. przy okazji wierzą we wszystko, co im się powie. rzeczowe dyskusje nie mają tu miejsca, bo ono po prostu tego nie zrozumie! nie będzie chciało! dla niego liczy się społeczność. potem, gdy staje się starsze, po prostu wierzy w to, bo wszyscy tak mówią.

    ludzie lubią eksperymentować. chciałbym poznać ich decyzje i wyniki. wiadomo od dawna o pewnym zachowaniu dzieciaków, które nauczą się słowa "nie", ilustruje to powiedzenie, że jeżeli chcesz żeby dziecko coś zrobiło - zabroń mu tego.
    podejrzewam zatem, że celowe odciąganie i argumentacja, która jest bezcelowa nie ma większego sensu, bo naraża się na prawdopodobieństwo, że dziecko sytanie się gorliwie wierzące - na przekór rodzicom. dlatego niech sobie chodzi na religię, ale w domu tłumaczmy mu błędy w rozumowaniu księdza, niech zadaje pytania poprzez nas. niech ma ten chcrzest, to tylko jedna furtka możliwości więcej, suche wykorzystanie systemu, w który nie musimy wierzyć. podobnie z komunizmem: wielu stawało się partyjnymi tylko po to, by móc coś uzyskać zupełnie w tę ideę nie wierząc.

    zatem: jak dzieciak dorośnie na tyle, że zacznie samo myśleć analitycznie prowadzić z nim dyskusje nt religii, pokazywać inne modele i nie patrzeć na innych, którzy będą mówić "czy p[an(i) nie potrafi być normalnym jak inni?"

    moja recepta, może się sprawdzi: posłać dzieciaka na religię, niech ma te chrzty i bierzmowania, wiedząc CO dla niego się liczy: centrum uwagi, prezenty, spójność społeczna ze znajomymi, a potem postawić na rzeczową dyskusję. a własne idee odsunąć nieco na bok, przecież każdy z nas, ateistów wie że sama obecność w kościele nie zrobi z nas katoli. a z dzieckiem rozmawiać, rozmawiać, rozmawiać, wdawać go w pułapki logicznego myślenia, może dzięki temu samemu poruszając swe zwojki do czegoś sensownego dojdzie.
    --
    Czym się różni socjalizm od kapitalizmu? Różni się tym, że w socjalizmie panuje
    wyzysk człowieka przez człowieka a w kapitalizmie odwrotnie.
  • enrque111 30.03.10, 11:03
    spgm-1903 napisał:

    > mam pewne obawy co do tego jak się dziecko zachowa. kiedyś pamiętam, że w wieku
    > 14 lat przestałem wierzyć w katolickie bóstwa, religię traktowałem jako lekcję
    > przymusową, rysowałem sobie jak ksiądz puszczał gromy na mą niewiarę. na pytan
    > ie kolegów czy idę do kościoła powiedziałem, że nie.

    Współczuję ci, nic dziwnego że twoja wiedza na temat religii, Kościoła i wychowania jest tak płytka i naiwna, jak umysłowość dziecka 8 letniego.

    > ale nie mam tej kontroli nad swoim dzieckiem (teoretycznym). pod względem psych
    > ologicznym zastanowiłbym się dwa razy. w tak młodym wieku dzieciak bierze za pr
    > iorytet zachowanie społeczności. jeśli oni ida do komunii znaczy, ze to należy
    > zrobić, bo taki jest standard. dzieciak chce być w tej właśnie grupie.

    Także nie dziwię się, że dla twego dziecka grupa jest większym autorytetem, niż ty. Skoro sam nie posiadasz "kręgosłupa moralnego", a wiedzę masz w powijakach, to się nie dziw że twoje dziecko uważa się za mądrzejsze.

    > to powiedzenie, że jeżeli chcesz żeby dziecko coś zrobiło - zabroń mu tego.

    Nie koniecznie. Gdy będzie chciało wsadzić rękę do ogniska, ostrzeż go, ale pozwól wsadzić, po kilku takich ostrzeżeniach, ale bez zakazywania osiągniesz znakomite efekty :)))

    naraża się na prawdopodobieństwo, że dziecko sytanie s
    > ię gorliwie wierzące - na przekór rodzicom. dlatego niech sobie chodzi na relig
    > ię, ale w domu tłumaczmy mu błędy w rozumowaniu księdza, niech zadaje pytania p
    > oprzez nas. niech ma ten chcrzest, to tylko jedna furtka możliwości więcej, suc
    > he wykorzystanie systemu, w który nie musimy wierzyć. podobnie z komunizmem: wi
    > elu stawało się partyjnymi tylko po to, by móc coś uzyskać zupełnie w tę ideę n
    > ie wierząc.

    Tak też myślałem - konformizm, prywata i hedonizm to są twoje środki i cele życiowe. Tacy jak ty byli zawsze świetnymi wykonawcami poleceń każdej władzy, czy każdej grupy, która mogła im ofiarować jakieś korzyści. Jest to najpodlejszy gatunek człowieka, który stanie się nawet oprawcą w obozie koncentracyjnym, za miskę "bałandy", czy za obierek ziemniaka skatuje własnego brata.

    > zatem: jak dzieciak dorośnie na tyle, że zacznie samo myśleć analitycznie prowa
    > dzić z nim dyskusje nt religii, pokazywać inne modele i nie patrzeć na innych,
    > którzy będą mówić "czy p[an(i) nie potrafi być normalnym jak inni?"

    Cóż ty z taką "wiedzą", mentalnością i rozumem możesz pokazywać, czy tym bardziej prowadzić dyskusje nt. religii ?

    > moja recepta, może się sprawdzi: posłać dzieciaka na religię, niech ma te chrzt
    > y i bierzmowania, wiedząc CO dla niego się liczy: centrum uwagi, prezenty, spój
    > ność społeczna ze znajomymi, a potem postawić na rzeczową dyskusję. a własne id
    > ee odsunąć nieco na bok, przecież każdy z nas, ateistów wie że sama obecność w
    > kościele nie zrobi z nas katoli. a z dzieckiem rozmawiać, rozmawiać, rozmawiać,
    > wdawać go w pułapki logicznego myślenia, może dzięki temu samemu poruszając sw
    > e zwojki do czegoś sensownego dojdzie.

    Świetna jest twoja recepta ! Mam nadzieję, że twój ród skończy się na tym jedynym twoim dziecku :)))
    --
    Jest broń straszniejsza niż oszczerstwo - to PRAWDA.
  • spgm-1903 31.03.10, 01:06
    przepraszam, o wszechwiedzący, że wyraziłem swe poglądy i uraziłem twe nimi oczy
    święte.

    człowieku, ty zastanowiłeś się co piszesz?
    czemu mnie atakujesz? dlatego, że mam wątpliwości?
    dlaczego przezywasz mnie najpodlejszym gatunkiem człowieka, skoro twa wiedza
    ogranicza się tylko do mojej wypowiedzi, która jest ZASTANOWIENIEM SIĘ. wiesz,
    za takie gadanie jak powyższe mam wielką ochotę przywalić ci w twój zasmarkany
    nochal, żebyś sie nauczył.

    _________________________________
    Współczuję ci, nic dziwnego że twoja wiedza na temat religii, Kościoła i
    wychowania jest tak płytka i naiwna, jak umysłowość dziecka 8 letniego.
    >> zgodziłbym się, gdyby nie to, że mam już znacznie więcej lat niż wówczas. pudło.
    _________________________________
    Także nie dziwię się, że dla twego dziecka grupa jest większym autorytetem, niż
    ty. Skoro sam nie posiadasz "kręgosłupa moralnego", a wiedzę masz w powijakach,
    to się nie dziw że twoje dziecko uważa się za mądrzejsze.
    >> dziecka nie mam, ale najwyraźniej i ty dziecka nie masz skoro cedzisz takie
    bzdury. zapomniał wół jak cielęciem był? zawsze się rodziców słuchałeś, a jak
    cię bili to szedłeś za maminą sukieneczkę?
    _____________________________
    Tak też myślałem - konformizm, prywata i hedonizm to są twoje środki i cele
    życiowe. Tacy jak ty byli zawsze świetnymi wykonawcami poleceń każdej władzy,
    czy każdej grupy, która mogła im ofiarować jakieś korzyści. Jest to najpodlejszy
    gatunek człowieka, który stanie się nawet oprawcą w obozie koncentracyjnym, za
    miskę "bałandy", czy za obierek ziemniaka skatuje własnego brata.
    >> bzdura, bzdura, bzdura. pieprzysz takie farmazony, że pszuczę to mimochodem.
    albo nie.
    to, ze TY jestes takim zatwardziałym ideologiem nie znaczy, ze kazdy inny to
    podły człowiek. każda jednostka jest suwerenna i nie mogę w jego imieniu
    decydować, a przeciez lepiej jak ma kilka furtek więcej otwartych, bo ki diabeł
    wie, która mu się przyda?
    a za tę bałandę to należy ci się pięść w pysk. najlepiej kilka. nie chcę używać
    cięższych słów, ale uwierz, ze nie miałbym litości w tuningowaniu twojej
    facjaty, mimo iż jestem raczej spokojnym człowiekiem.
    z tą władzą serdecznie sie pomyliłeś, panie Czołowy Anarchisto Państwa
    Polskiego. ale nie chce mi się ci tłumaczyć całej zawiłości, bo dla ciebie
    jestem i tak kawałem bezmyślnego mięcha. i vice versa. teraz juz tak. nie
    rozmawiam z debilami.
    ___________________________________
    Świetna jest twoja recepta ! Mam nadzieję, że twój ród skończy się na tym
    jedynym twoim dziecku
    >> umrzyj. proszę. dla dobra społeczeństwa. a przedtem możesz mnie cmoknąć za te
    inwektywy. wkurzyłeś mnie, ale po co ja w ogóle z tobą dyskutuję? chyba, zeby
    rozładowac nerwy, bo takiego pieprzenia naprawdę dawno nie czytałem.

    ale cóż, opinie są jak tyłki, każdy ma swoją. ale takiego g..wna sie nie
    spodziewałem na twoim pośladku.
    zastanów się kto ma bardziej zagrzmocone we łbie.
    --
    Czym się różni socjalizm od kapitalizmu? Różni się tym, że w socjalizmie panuje
    wyzysk człowieka przez człowieka a w kapitalizmie odwrotnie.
  • kolter66 31.03.10, 07:58
    spgm-1903 napisał:

    >
    > człowieku, ty zastanowiłeś się co piszesz?

    On pisząc , ślini się szczerzy zęby aż mu ślina cieknie po brodzie.
  • enrque111 31.03.10, 09:37
    Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
  • spgm-1903 31.03.10, 14:40
    > Przecież nie masz żadnych wątpliwości, skoro chcesz cynicznie, dla zwykłego kon
    > formizmu posłać dzieciaka na religię, niech ma te chrzty i bierzmowania,
    > a później wdawać go w pułapki logicznego myślenia po to aby tłumaczy
    > ć mu błędy w rozumowaniu księdza
    bo, jak piszesz chrzest, to tylko jedna
    > furtka możliwości więcej
    .
    mylisz się, o wszechwiedzący.
    wątpliwości mam - czy iść po własnej linii myślenia czy dać dziecku późniejszą
    możliwość wyboru. zbieram informacje tych, którzy nie posłali dzieci w system.
    jak pewnie nie wiesz, to wieczna walka z systemem nie zawsze ma sens. nie
    porównuj tu komunizmu, bo to zupełnie co innego i jest chwytem poniżej pasa.
    dziecka nie zamierzam wciskać w meandry dwójmyślenia, a uświadamiać mu jego
    sprzeczność z moim spojrzeniem na świat. dizeciak oczywiście sam wybierze, można
    mu zabraniać i kierować w najmłodszych latach. weźmy pod uwagę jednakże
    psychologię dzieciaka, bo to nie jest przedmiot, którego można ustawiać gdzie
    się chce. można, ale każdy wie po co to - dla własnego wygodnictwa lepiej uczyć
    go, że ma być bezwzględnie posłuszne zamiast samodzielnie myśleć. porównam to do
    pojazd i drogi: można jechać na wprost nie bacząc na skutki i efekty, tylko
    potem nie należy się dziwić, że zawieszenie odmawia współpracy, a można bawić
    się w luczowanie i pokazdywanie właściwej jazdy tak, by kierowca nauczył się
    odpowiedniego sposobu prowadzenia.

    > Dlatego wcale cię nie "atakuję", a jedynie przedstawiam jako przykład osobnika,
    > którego jeszcze niedawno zwykło się nazywać homo sovieticus, który potr
    > afi dostosować się do każdych warunków, aby tylko jemu było dobrze i wygodnie
    e nie, wcale mnei nie atakujesz. wyzywając od kumpla nazistów, sugerując
    posrednio, ze jestem najpodlejszym typem człowieka, ze bylbym w stanie zabić dla
    miski ryżu. ciebie owszem. brata nie. chyba, ze dla ciebie nawet najwiekszy wróg
    jest twoim bratem, ale takiej duchowości się po tobie nie spodziewam, a raczej
    egoistyczną radość z wyzywania kogoś o odmiennych poglądach. wiesz, że to
    bliskie trollowaniu?

    > Tak, twoi nazistowscy i sowieccy bracia często praktykowali takie metody w oboz
    > ach koncentracyjnych i komunistycznych jaczejkach, aby tylko podlizać się władz
    > y i zasłużyć na "michę bałandy", ale równie często również dla zwykłej, sadysty
    > cznej przyjemności (teraz jestem przekonany, że przodków miałeś "partyjnych", k
    > tórzy do dziś chwalą Gierka)
    twoje przekonania zwisają mi zaraz koło moich jąder. po prostu mam gdzieś czy
    uważasz, ze moja rodzina była partyjniakami czy nie. poza tym wyzywając w ten
    sposób, jak w pierwszym zdaniu, przegrałeś rozmowę. nie masz argumentów, więc
    używasz nazistów w moim kontekście. podejrzewam, że gdybyś żył w okresie XVI
    wieku z przyjemnością zabijałbyś innowierców nazywając ich zwierzętami. wyraża
    się to w twoim nienawistnym zabarwieniu obelg. ale po co ja to piszę. przecież
    to tylko wniosek po jednej wypowiedzi...
    a co do homo sovieticus - to stosunkowo nowo wymyslony termin, ale wygodny, bo
    koncentruje pewne cechy promowane w komunizmie. otóz drogi ENRQUE - wielce się
    mylisz, ale nie zamierzam ci tego udowadniać, bo szkoda moich nerwów. i tak
    wiesz o mnie więcej niż ja sam o sobie, czyż nie?
    ty oczywiście jesteś działaczm podziemia i każdą władzę oficjalnie masz w d, co
    oczywiście promujesz wszem i wobec. dlatego TY masz honor i nie podliżesz się
    władzy.
    współczuję takiego polaryzacyjnego myślenia. kto nie z nami ten przeciw nam?
    skąd Polska to zna i dlaczego od '44?

    > Nie wątpię, że masz już znacznie więcej lat niż wówczas, ale twoja umysł
    > owość nadal tkwi w tamtym wieku, 8 lat
    wiesz, nie chce mi się tego nawet komentować, bo wychodzi na to, ześ
    wszechwiedzący i opanowałeś mój mózg za pomocą łącza internetowego, że zbadałeś
    wszystkie me zwoje mózgowe i wiesz co myślę.

    Współczuję ci, że tego nie doświadczyłeś, twoi rodzice spędzali zapewn
    > e czas na zebraniach i masówkach partyjnych, albo zajmowali się podobnie jak ty
    > dziś hedonistycznymi rozrywkami.
    jestes tak okrutnie żenujący...

    > Bardzo dobrze, że dziecka nie posiadasz (dla tego dziecka oczywiście). Co zaś d
    > o karcenia przez swoich rodziców, to do dziś jestem im za to bardzo wdzięczny -
    > rodzice są po to aby dziecko wychować - kiedy trzeba pochwalić, a kiedy trzeba
    > ukarać.
    z jednym się zgodzę - co do roli rodziców. ale zrobili pewien błąd - naduzywali
    patelni w twym wychowywaniu.
    sprawy dziecka dobrze określa (teoretyczny) problem opisany w komedii
    Idiokracja. Debil ma z debilką mnóóóstwo dzieci, zaś ten inteligencki (z czasem
    wychodzi, ze nie mniejszy debil niż debil pierwotny) dzieci nie ma i w efekcie
    na ziemi są dzieci tylko debili, czyli debile. to oczywiście teoria, bo z debili
    zrodzić sie może geniusz, ale ilość debili go zgniecie i zrobi urawniłowkę. bo
    dobrze im wśód debili, a mądrzejszy ktoś zaczyna być zagrożeniem, bo jest
    mądrzejszy.
    ale do dzieci wracając - planuj sobie dzieci - uważaj tylko żeby nie trafiły ci
    się debile większe niż ich ojciec czy raczej matka (bo debil lubi dobierać
    partnerów równych sobie), bo będziesz żałował ich obecności. oby ci się debile
    nie trafiły, oby twoje dzieci były mądrzejsze niż twoja ciasna makówka.
    mówię to na zasadzie, że osoba, która nie potrafi przedstawić merytorycznych
    argumentów przezywając i porównując jest istotnie debilem. ale ty tego nie
    wiesz. ty się tego nie dowiesz, bo do siebie nie przyjmiesz. godzi to w twoje
    dobre zdanie o sobie samym, godzi w twoje mniemanie o sobie, jako osoby dumnej i
    światłej, którą otaczają debile.

    > No właśnie ! To przecież jest konformizm czystej wody, brak własnych poglądów,
    > brak kręgosłupa moralnego, postawa wiecznego niewolnika, patrzącego jak zadowol
    > ić pana i otrzymać nagrodę, ale cichaczem podwędzić mu parę groszy, bo może się
    > przydadzą, a w razie gdy panu powinie się noga, to przyłączyć się do jego wrog
    > ów i najmocniej na niego pomstować i okładać kopniakami.
    zauważ, że konformizm nie zawsze oznacza dawać się opluć, nie zawsze WARTO byc
    nonkonformistą. nie zawsze TRZEBA się spierać i zawsze mówić nie. i dlatego
    tobie bliżej do 8-latka (a nawet 4-latka), który pokazując swą zadziorność i
    który odkrył właśnie słowo "nie" nadużywając go po wielokroć i w nie zawsze
    stosownych sytuacjach.
    podam zaś inny przykład: jak myślisz - dlaczego Linux Ubuntu został wyposażony w
    program odczytujący format NTFS zamiast uparcie promować ext3 i reiserfs? DLA
    KOMPATYBILNOŚCI. by współpraca była zgodna i nie było niespójności i błędów,
    zwłaszcza, że Linux to nisza, a Windows to prawie monopolista. do monopolisty
    warto się dostosować, by być kompatybilnym. spójność środowiskowa. można mieć
    własne przekonania, ale po co samemu skazywać się na banicję skoro można dobrze
    żyć we wspólnocie niekoniecznie żywo w niej uczestnicząc? przykład: jakoś się
    porozumiewasz z katolikami, z buddystami, z ateistami, deistami, teistami i
    agnostykami. tylko nie zawsze rozmawiacie o tym w kontekście ideologicznym.
    ale dla ciebie nie ma kompromisów. nie ma form pośrednich i wielokulturowości.
    idee traktujesz jak formy najwyższe, których trzeba się ściśle trzymać inaczej
    jest się zdrajcą bałandziarzem, lizaczem tyłków władz. wiesz, takich ludzi jak
    ty najbardziej się boję -radykalnych, nieprzystających do współpracy, bo po
    prostu uznają tylko i wyłacznie własny format, innymi gardząc i uważając za
    niższe formy, gorsze. nie jesteś w stanie prowadzić rozmowy w sposób
    merytoryczny. twoje obelgi są tu moim wsparciem argumentu. jestes pieniaczem.
    współczuję ci.

    Największi zwyrodnialcy, w życiu prywatnym byli "spokojnymi
    > ludźmi", co nie przeszkadzało im sadystycznie pastwić się nad innymi, gdy tylko
    > otrzymali jakąś władzę (choćby i obozowego kapo).
    najwięksi zwyrodnialcy najczęściej mieli albo poprzesta
  • enrque111 31.03.10, 22:37
    spgm-1903 napisał:

    > wątpliwości mam - czy iść po własnej linii myślenia czy dać dziecku późniejszą
    > możliwość wyboru.

    Nie idź po własnej linii myślenia - nie jest to twoja najmocniejsza strona. "Daj dziecku późniejszą możliwość wyboru", nie posyłaj go na naukę języków obcych - jak dorośnie, to sam zadecyduje, którego chce się uczyć ................. możesz nawet posunąć się w tym jeszcze dalej i nie kazać mu uczyć się niektórych przedmiotów w szkole - jak dorośnie, to sam zdecyduje, albo w ogóle nie posyłaj go do szkół (najwyżej zapłacisz grzywnę) - gdy dorośnie, to sam wybierze sobie szkołę :))

    > e nie, wcale mnei nie atakujesz. wyzywając od kumpla nazistów, sugerując
    > posrednio, ze jestem najpodlejszym typem człowieka, ze bylbym w stanie zabić dl
    > a
    > miski ryżu. ciebie owszem. brata nie.

    Jedynie wyciągam wnioski z tego, co napisałeś. Każdy normalny człowiek zgodzi się zapewne z tym, że konformista jest najlepszym wykonawcą poleceń, choćby były zbrodnicze.

    chyba, ze dla ciebie nawet najwiekszy wró
    > g
    > jest twoim bratem, ale takiej duchowości się po tobie nie spodziewam, a raczej
    > egoistyczną radość z wyzywania kogoś o odmiennych poglądach. wiesz, że to
    > bliskie trollowaniu?

    Tak mówią niektórzy osobnicy, podczas gdy sami nie przebierają w słowach - ja to nazywam sarkazmem, ale nigdy nie posunąłem się do obrzucania adwersarza słowami powszechnie uważanymi za obelżywe.

    > twoje przekonania zwisają mi zaraz koło moich jąder. po prostu mam gdzieś czy
    > uważasz, ze moja rodzina była partyjniakami czy nie. poza tym wyzywając w ten
    > sposób, jak w pierwszym zdaniu, przegrałeś rozmowę.

    Domyślałem się, że "słów mądrych nie słuchasz", nic więc dziwnego że masz kłopoty z myśleniem. Z tego zdania wnioskuję, że trafiłem w dziesiątkę, co do "twojej partyjniackiej rodziny".

    podejrzewam, że gdybyś żył w okresie XVI
    > wieku z przyjemnością zabijałbyś innowierców nazywając ich zwierzętami. wyraża
    > się to w twoim nienawistnym zabarwieniu obelg. ale po co ja to piszę. przecież
    > to tylko wniosek po jednej wypowiedzi...

    Ci "innowiercy" (o czym byś wiedział, gdybyś się uczył w szkole zamiast rysować sobie) zabijali katolików ze znacznie większą gorliwością niż zwierzęta.

    > a co do homo sovieticus - to stosunkowo nowo wymyslony termin, ale wygodny, bo
    > koncentruje pewne cechy promowane w komunizmie.

    Skoro prawie 30 letni termin nazywasz nowo wymyślonym, to cóż jeszcze można powiedzieć o twojej "uczoności" :((((((

    otóz drogi ENRQUE - wielce się
    > mylisz, ale nie zamierzam ci tego udowadniać, bo szkoda moich nerwów. i tak
    > wiesz o mnie więcej niż ja sam o sobie, czyż nie?

    Drogi SPGM - może "więcej o tobie" nie wiem, ale dużo się domyślam i sądzę, że jednak nie wiele się mylę :)

    > ty oczywiście jesteś działaczm podziemia i każdą władzę oficjalnie masz w d, co
    > oczywiście promujesz wszem i wobec. dlatego TY masz honor i nie podliżesz się
    > władzy.
    > współczuję takiego polaryzacyjnego myślenia. kto nie z nami ten przeciw nam?
    > skąd Polska to zna i dlaczego od '44?

    Ty powinieneś to wiedzieć lepiej ode mnie.

    > wiesz, nie chce mi się tego nawet komentować, bo wychodzi na to, ześ
    > wszechwiedzący i opanowałeś mój mózg za pomocą łącza internetowego, że zbadałeś
    > wszystkie me zwoje mózgowe i wiesz co myślę.

    Jak już napisałem - wyciągam jedynie wnioski z twoich własnych słów.

    > Współczuję ci, że tego nie doświadczyłeś, twoi rodzice spędzali zapewn
    > > e czas na zebraniach i masówkach partyjnych, albo zajmowali się podobnie
    > jak ty
    > > dziś hedonistycznymi rozrywkami.
    > jestes tak okrutnie żenujący...

    Nie wątpię, szczególnie wówczas gdy wyciągam prawidłowe wnioski.

    > z jednym się zgodzę - co do roli rodziców. ale zrobili pewien błąd - naduzywali
    > patelni w twym wychowywaniu.

    :))) Znów się mylisz, gdyby "nadużywali", to dziś bym ich nie chwalił :)))

    Także ci już napisałem, abyś nie troskał się o moje dzieci - pilnuj raczej swego, bo jeszcze "zacznie samodzielnie myśleć" i stracisz z nim kontakt :)

    > mówię to na zasadzie, że osoba, która nie potrafi przedstawić merytorycznych
    > argumentów przezywając i porównując jest istotnie debilem. ale ty tego nie
    > wiesz. ty się tego nie dowiesz, bo do siebie nie przyjmiesz. godzi to w twoje
    > dobre zdanie o sobie samym, godzi w twoje mniemanie o sobie, jako osoby dumnej
    > i
    > światłej, którą otaczają debile.

    Zwróć uwagę, że ja ani razu nie użyłem w stosunku do ciebie słowa "debil", ty zaś cały czas wmawiasz jakbym to powiedział, a i sam określasz mnie tym mianem, więc po co te puste morały ?

    > zauważ, że konformizm nie zawsze oznacza dawać się opluć, nie zawsze WARTO byc
    > nonkonformistą. nie zawsze TRZEBA się spierać i zawsze mówić nie. i dlatego
    > tobie bliżej do 8-latka (a nawet 4-latka), który pokazując swą zadziorność i
    > który odkrył właśnie słowo "nie" nadużywając go po wielokroć i w nie zawsze
    > stosownych sytuacjach.

    Nigdy nie powiedziałem, że zawsze TRZEBA się spierać i zawsze mówić nie, powiedziałem jedynie, że taka postawa jak twoja, czyli szukanie wygodnego "ustawienia się" bez względu na poglądy, a właściwie ich brak, jest konformizmem i tyle.

    można mieć
    > własne przekonania, ale po co samemu skazywać się na banicję skoro można dobrze
    > żyć we wspólnocie niekoniecznie żywo w niej uczestnicząc?

    No właśnie. Tylko zdechłe ryby płyną z prądem :)

    jakoś się
    > porozumiewasz z katolikami, z buddystami, z ateistami, deistami, teistami i
    > agnostykami. tylko nie zawsze rozmawiacie o tym w kontekście ideologicznym.
    > ale dla ciebie nie ma kompromisów. nie ma form pośrednich i wielokulturowości.
    > idee traktujesz jak formy najwyższe, których trzeba się ściśle trzymać inaczej
    > jest się zdrajcą bałandziarzem, lizaczem tyłków władz. wiesz, takich ludzi jak
    > ty najbardziej się boję -radykalnych, nieprzystających do współpracy, bo po
    > prostu uznają tylko i wyłacznie własny format, innymi gardząc i uważając za
    > niższe formy, gorsze. nie jesteś w stanie prowadzić rozmowy w sposób
    > merytoryczny. twoje obelgi są tu moim wsparciem argumentu. jestes pieniaczem.
    > współczuję ci.

    Zbytek łaski. Obelg w przeciwieństwie do ciebie nie rzucałem. Wielokulturowość, to wymysł lewoacko-masońskich antyklerykałów, dążących do wyeliminowania wartości chrześcijańskich, a kompromisy również powinny mieć swoje granice inaczej stają się kapitulacją.
    Jakie zaś widzisz w moich wypowiedziach "pieniactwo", to już tylko ty sam możesz odpowiedzieć, ponieważ (w przeciwieństwie do ciebie) nie groziłem nikomu pobiciem, ani nie rzucałem pustych, bezzasadnych oskarżeń.
    --
    Jest broń straszniejsza niż oszczerstwo - to PRAWDA.
  • spgm-1903 31.03.10, 14:49
    CD.
    > Znowu się pomyliłeś. Brzydzę się anarchizmem - jest to wymysł lewacko-masoński.
    > Domyślam się jednak, że teraz juz tak nie rozmawiasz z debilami (każdy
    > prymitywny oprawca w ten sposób nazywa swoje ofiary), ponieważ komuna w tradycy
    > jnym wydaniu już się skończyła
    lewacko-masoński... powiedział prawicowiec, bo przecież któż inny ma kompleks
    ofiary, przerost dumy narodowej, brzydzi się innymi sposobami myślenia, które są
    sprzeczne z jego mniemaniem...
    masz jakiś problem z tymi oprawcami, czy po prostu trollujesz?
    czy ty się w ogóle uczyłes o systemach rządzenia ludźmi? śmiem powiątpiewać, bo
    to co piszesz wydaje się być tylko tym, co ci wpoili do makówy znajomi, którzy
    oczywiście u boku samego Kuronia tworzyli KOR.
    nie wiesz wiele o tym na czym bazował kominuzm, pewnie obca ci jest jego
    historia, bo jeśli miałeś z nią styczność to chyba tylko przez okienko, w
    beciku. panie "kozak w necie pipa w świecie".

    > I tak, dobrze że nauczyli cię czytać, bo z myśleniem to już do końca życia będz
    > iesz miał problemy
    idź się ucz do matury, bo nie zdasz czytania ze zrozumieniem. już tu widzę, że
    masz solidne problemy. nie umiesz rozmawiać!
    --
    Czym się różni socjalizm od kapitalizmu? Różni się tym, że w socjalizmie panuje
    wyzysk człowieka przez człowieka a w kapitalizmie odwrotnie.
  • enrque111 31.03.10, 22:41
    spgm-1903 napisał:

    > CD.
    > > Znowu się pomyliłeś. Brzydzę się anarchizmem - jest to wymysł lewacko-mas
    > oński.
    > > Domyślam się jednak, że teraz juz tak nie rozmawiasz z debilami (k
    > ażdy
    > > prymitywny oprawca w ten sposób nazywa swoje ofiary), ponieważ komuna w t
    > radycy
    > > jnym wydaniu już się skończyła
    > lewacko-masoński... powiedział prawicowiec, bo przecież któż inny ma kompleks
    > ofiary, przerost dumy narodowej, brzydzi się innymi sposobami myślenia, które s
    > ą
    > sprzeczne z jego mniemaniem...
    > masz jakiś problem z tymi oprawcami, czy po prostu trollujesz?
    > czy ty się w ogóle uczyłes o systemach rządzenia ludźmi? śmiem powiątpiewać, bo
    > to co piszesz wydaje się być tylko tym, co ci wpoili do makówy znajomi, którzy
    > oczywiście u boku samego Kuronia tworzyli KOR.
    > nie wiesz wiele o tym na czym bazował kominuzm, pewnie obca ci jest jego
    > historia,

    Mam nadzieję, że mnie oświecisz, wszak z racji rodzinnych, znasz go od podszewki :)

    bo jeśli miałeś z nią styczność to chyba tylko przez okienko, w
    > beciku. panie "kozak w necie pipa w świecie".

    Niewiele o mnie wiesz.

    > > I tak, dobrze że nauczyli cię czytać, bo z myśleniem to już do końca życi
    > a będz
    > > iesz miał problemy
    > idź się ucz do matury, bo nie zdasz czytania ze zrozumieniem. już tu widzę, że
    > masz solidne problemy. nie umiesz rozmawiać!

    Jak dotąd, nawet nieźle mi idzie, ani razu się nie zająknąłem :)
    --
    Jest broń straszniejsza niż oszczerstwo - to PRAWDA.
  • maupa13 26.11.07, 06:31
    Łatwo ci mówić.

    Ja pamiętam czasy, gdy religii jeszcze nie było w szkole, a i tak czułam się
    wyrzutkiem w naszym hiperkatolickim kraju - bo nie chodziłam na religię do
    kościoła (za tzw. "komuny" - co co dopiero teraz się dzieje???).
    Chodziłam do cerkwi, ale o dziwo do tego też w tym rzekomo chrześcijańskim kraju
    bałam się przyznać... Mimo że z prawosławia wywodzi się katolicyzm! (rozłam i
    reforma, jak potem wyznania protestanckie z katolicyzmu).
    Przez jakiś czas chodziłam też do kościoła - moja mama widocznie, jak bohaterka
    artykułu, nie chciała żebym była "dziwakiem". Strasznie się zrobiłam fanatyczna,
    zakonnicą chciałam zostać nawet!

    Teraz jestem niewierząca, i przyglądając się temu co się dzieje, cieszy mnie to
    ogromnie - nie dałam się zaczadzić.

    Zgroza. Rzeczywiście bliżej nam Iranu niż Europy pod tym względem.
    Chociaż nie, Islam szanuje chrześcijan (wszystkich!) jako "Ludzi Księgi"
    Tylko jego ortodoksyjne odłamy - niczym niektórzy katolicy - nie tolerują
    "Innowierców".

    robertw18 napisał:

    > Przecież nie jest tak, że należy wierzyć w każdego Wisznu, Szatana czy
    Białego> Słonia tylko dlatego, że w okolicy w niego wierzą.Pozdr.


    --
    Czuję, że budzi się we mnie zwierzę. Niestety, to chyba leniwiec.
  • iluminacja256 26.11.07, 09:19
    Strasznie się zrobiłam fanatyczna
    > ,
    > zakonnicą chciałam zostać nawet!

    Ano własnie, dzieciaki traktuję religie jako mit i przygodę - i dlatego tak
    cholernie łatwo zrobić z dziecka fanatyka...Przykre, ale cała ta cudownosc,
    dziwnośc, rytuał i inne bajery działa na dziecko w dwójnasób, skoro jakoś dziala
    też na dorosłego. Przed komunia wszyscy czekaja jak to będzie, a potem nic się
    nei zmienia, ale zostaje grupowe przezycie i metafizyka. To bardzo, bardzo zle ,
    ze religia jest w szkole , o przedszkolu nei mówiac...
  • nett1980 26.11.07, 15:09
    " a i tak czułam się
    wyrzutkiem w naszym hiperkatolickim kraju - bo nie chodziłam na
    religię do
    kościoła (za tzw. "komuny" - co co dopiero teraz się dzieje???)."
    Przestalam chodzic na religie tez za komuny, ale sie tak nie czulam,
    nie wiem, ludzie fiksuja na wlasnym punkcie czy co. Zaznaczam, ze
    bylam nadwrazliwa natolatka.

    --
    "Większość rządów więcej wydaje, niż zarabia na ściąganych
    podatkach. Rośnie więc dług publiczny, którego obsługa kosztuje tym
    więcej, im wyższe jest zadłużenie kraju i oprocentowanie długu."
  • resu 26.11.07, 13:18
    I skurczybyki o tym wiedzą domagając się religii w przedszkolach.
    Dobrze, że w świętego Mikołaja nie każą wierzyć dorosłym pod
    przymusem. Jeszcze :-) .
  • nakapa 21.11.07, 12:10
    Prosił Pan o wypowiedzi rodziców. Jestem mamą 6-letniej dziewczynki.
    I też zmagam sie z omawianym problemem. Też mam rozterki. Ale
    przeraża mnie, że napotykam na coraz więcej głosów w podobnym duchu
    jak Pański, ze strony osób które cenię i szanuję. Podzielam
    wszystkie Pana obawy. Ale jedno nie ulega dla mnie wątpliwości: że
    absolutną podstawą więzi z dzieckiem musi być szczerość i uczciwość
    wobec niego! Nie wyobrażam sobie przez tyle lat udawać przed nim,
    lawirować. Po pierwsze i tak będzie czuło, że coś jest nie tak, a
    kiedy dojdzie do swojego rozumu -to jak mnie oceni?

    Co do praktyki - gdy zaczęła sie przedszkolna religia powiedziałam
    córce, ze nie chcemy by chodziła na zajęcia bo tam przedstawiają
    tylko jedną, a jest ich bardzo wiele. Też zaopatrzyłam się w
    książki :D. Dla najmłodszych polecam "Odkryjmy wiekie religie
    świata" Benoit Marchon (jest chrześcijaństwo :D) I czytam dziecku o
    różnych wierzeniach. Pozwalam też jej wypełniać podręcznik do
    katechezy, komentując to co w nim jest tak jak mówię o innych
    religiach (więc nie ma poczucia, ze omija ja coś co mają inne
    dzieci). W czasie zajęć z religii idzie do innej grupy i tam rysuje
    (chcę poprosić przedszkolankę żeby jej ten czas jakoś
    uatrakcyjniła). Fakt, że jeśli mogę to odbieram córkę wcześniej z
    przedszkola w dniu , w którym wypada religia.

    Widzę, że przez przedszkole jakoś przebrniemy. Ale jak będzie w
    szkole? I największe zagrożenie dla rodziców córek -Komunia!
    Dostaję furii myśląc przed jakimi problemami stoję ja i moje dziecko
    z powodu życia w wyznaniowym kraju. A nic się nie zmieni jeśli
    ludzie wciąż będą się bali postępować zgodnie z własnymi poglądami.
    Poza tym bez przesady. Wielu ma gorzej.

    A jeśli dla mojej córki zbyt trudnym doświadczeniem okaże się bycie
    w religijnej mniejszości i zażąda zapisania jej na zajęcia to jej
    oczywiście pozwolę, ale będzie znała moje zdanie na ten temat.

    Gdzieś wyczytałam,że wszystko czego dziecku potrzeba od rodziców
    można ująć w trzech słowach: miłości, wolności i prawdy. Wszystkich
    tych rzeczy.
    Pozdrawiam serdecznie
  • tatavariata 21.11.07, 20:00
    Dziękuję za Twój post.
    Też przeraża mnie, że spotykam coraz więcej takich głosów. Przeraża mnie, że sam o tym myślę poważnie.
    Z drugiej strony wiele osób na tym forum krytykuje niekonsekwencję ateizmu - jeśli jesteś ateistą i otwarcie to przyznajesz to twoim moralnym obowiązkiem jest nie chrzcić dziecka i nie posyłać go na religię. Moim zdaniem to trochę dziwne i głupie. Przecież ateizm nie jest wiarą, nikt nie musi dowodzić swojego ateizmu na każdym kroku. Przedmiotowe traktowanie wiary katolickiej nie jest grzechem dla ateisty, bo ateista nie wierzy w "grzech".

    Tak jak przewidywałem, od wczoraj na forum pojawiło się dużo głosów w stylu "ja nigdy nie ochrzczę swojego dziecka, kiedy już je będę miał/a". Każdy bezdzietny jest taki mądry.

    Co do praktyki - w przedszkolu powiedziałaś córce, że nie chcesz, aby chodziła na zajęcia religii. Jak ona to przyjęła? Czy zabroniłaś jej chodzić czy tylko wyraziłaś swoje zdanie? Jak dziecko czuje się z tym, że zamiast na religię idzie rysować? Czy jest jedyna?

    No i ta nieszczęsna komunia. Też mnie to martwi.

    Napisałaś, że jeśli córka będzie chciała się zapisać na religię to jej pozwolisz, ale będzie znała twoje zdanie na ten temat. Czy to znaczy, że będzie czuła twoje niezadowolenie i dezaprobatę? Czy przypadkiem nie każesz jej wybierać między religią a sobą? Coś w stylu - możesz wierzyć w Boga ale mamusi będzie przykro. Niczego Ci nie zarzucam, tylko pytam.
    Czy właściwie masz do religii stosunek negatywny czy ambiwalentny?

    Pozdrawiam.
    --
    Oto jest Maja, ur. 01.07.2005
  • winifred 25.11.07, 19:17
    pozwole sobie zacytowac: "Czy przypadkiem nie każesz jej wybierać
    między religią a sobą? Coś w stylu - możesz wierzyć w Boga ale
    mamusi będzie przykro."
    ale dlaczego ma to tak wyglądać, że mamusi ma być przykro: ja
    wyobrazam sobie to raczej jako: mozesz chodzić na religię ale ja w
    to nie wierzę, jesli tobie sie podoba, to ok." to kobieta chyba
    raczej chciałaby postawić sprawe jasno, a nie stwarzac kolejne
    problemy, dylemat wyboru.

    swoją drogą to bede miała taki sam problem. w przyszłości. nie mamy
    kościelnego ślubu, na razie nie mamy tez dzieci. na razie. a potem
    cały ten cyrk. zapytałam kolezanke, jak to mozliwe ze ochrzciła
    swojego synka, ze przeciez tez nie mają slubu koscielnego.
    powiedziała ze kiedy ksiądz spytał czy są rodziną katolicką
    odpowiedziała że tak. juz sie zaczeło....

    "chory" to kraj który mnie zmusza do takich wyborów, do odizolowania
    swojego dziecka od grupy rówieśniczej, lub do zycia w permanentnym
    kłamstwie.to przykre
  • babcia47 02.12.07, 15:00
    Problem poruszany na tym wątku ja "przerabiałam kilkanaście lat temu
    i moge opisać jak sobie z nim poradziłam i jakie sa skutki po
    latach. Wyszłam za mąz za człowieka wierzącego z deklaracji ale na
    deklaracjach i okazjonalnych gestach w kierunku wiary sie kończyło.
    Oboje jesteśmy jedynakami i w tym samym miescie mieszkaja nasi
    rodzice (!) Moja mama wierząca, ojciec ateista i teściowie
    deklarujący wiarę i "mocno" praktykujacy. Ponieważ cała nasza
    kultura ma swoje korzenie w chrześcijanstwie..i sama uznawałam, że
    moim dzieciom moze "wiara" byc potrzebna od strony psychicznej (nie
    tylko formalnej) postanowiłam dać im mozliwość jej poznania i
    samodzielnego wyboru czy w przyszłości będą osobami wierzącymi czy
    nie, ale z drugiej strony chronic je przed próba wymuszania tej
    wiary a raczej zachowań związanych z katolicyzmem wymaganych przez
    wyznawców. Dzieci zostały ochrzczone..ze względu na męża i dziadków.
    Później nie unikałam rozmów z dziećmi na temat religii (o dziwo, ja
    niewierząca miałam i mam najwięcej wiadomości na jej temat)ale
    zawsze dzieciom tłumaczyłam, że ludzie nie wiedzą wielu rzeczy ani
    nie znaja przeszłości w zwiazku z tym maja swoje wyobrażenia na ten
    temat..a te są różne. Kiedy przekazywałam im wiedzę na temat religii
    zawsze mówiłam, że spora część ludzi wierzy, że tak jest lub
    było..ale ja mam na ten temat inne zdanie. Robiłam to dlatego..bo od
    religii w wieku 12 lat odrzuciły mnie różnice zauważone u mojej mamy
    miedzy głoszona i wyznawaną wiarą..a tym co robiła ona i jej
    wierząca rodzinka, a tekze niestety kapłani..potem niestety byłam
    obiektem wielu niewybrednych ataków i musiałam snieść wiele
    przykrości i upokorzeń. Stroną "praktykowania" moich synów zajęli
    sie dziadkowie, którzy w niedziele i swięta zabierali dzieci do
    kościoła, oczywiście oni równiez z nimi rozmawiali na temat swoich
    przekonan, lecz nie potrafili przekazać nic więcej niz.."bo tak
    trzeba".Był czas, że w moim mieście proboszczem był wspaniały
    człowiek, który potrafił zorganizować msze wyłącznie dla małych
    dzieci..przekazac im wiedzę bez ocierania się o hipokryzję i
    zachecic do chodzenia do kościoła i na katechezę w salce
    katechetycznej. Kiedy żył i dokąd nie przeniesiono religii do szkoły
    moje dzieci chętnie chodziły na zajęcia sami prosili o taka
    możliwośc, bo właśnie chodzili w gronie rówieśników z podwórka i
    szkoły (starszy syn zaczął chodzić na własną prośbę w wieku 5 lat).
    Mi to nie przeszkadzało, a nawet cieszyło, bo wiedziałam, że ta
    wiedza im się przyda w późniejszym życiu a mi pomagało to
    przekazywać im wiedze np.z zakresu moralności, bo dekalog to zasady,
    które (poza 3 pierwszymi przykazaniami)obowiązuja każdego porządnego
    człowieka.
    Przeniesienie religii do szkoły i coraz bardziej krytyczne
    przyglądanie się postepowaniu ludzi i "nauczycieli" w okresie
    dorastania zadecydowało, ze moje dzieci są dziś ateistami i to mimo,
    że do zakończenia szkół srednich uczęszczali na lekcje religii(z
    własnej chęci i ciekawości jak mówili). Starszy syn jest juz żonaty,
    bywa czasem w kościele z żoną..do towarzystwa..ale ślub
    wziął "konkordatowy", żeby zabezpieczyć sie przed próbą wymuszania
    na nim czegokolwiek ze strony rodziny zony lub księży, z którymi
    bedzie się kiedys stykał. Ma to znaczenie o tyle, że zgodził sie na
    wychowanie dzieci w wierze katolickiej..a bywało, że księża
    odmawiali sakramentów dziecku..bo tatus nie chodzi na mszę (znam
    przypadki) Uważam, że dobrze zrobiłam dając moim dzieciom wybór i
    mozliwośc poznania religii katolickiej, ale nie zaniedbałam
    przekazywania wiedzy równiez na temat innych religii. Starałam się
    nie faworyzować żadnych pogladów w tym równiez własnych i sądzę, że
    udało mi się, poniewaz sam proces trwał długo i chyba jest wynikiem
    ich własnych przemysleń i przekonań. Mozliwe to jednak było dzięki
    temu, ze częśc dotyczaca "praktykowania" mogłam powierzyć komus
    innemu..moje uczestnictwo w obrzędach religijnych dało by dzieciom
    sprzeczne sygnały i zniszczyło by nie tylko z założenia intencje ale
    i mój autorytet, nie mozna budowac wiary na oszustwie, bo to dzieci
    wyłapią bardzo szybko!!
  • lmblmb 22.11.07, 07:31
    tatavariata napisał:

    > Opinię osoby, która dzieci nie ma znam. [...]

    Mam dwójkę dzieci. Problem uważam za rozdmuchany, bo za 20 lat, kiedy moje
    dzieci będą się żenić/wychodzić za mąż, kościół będzie w sytuacji szukania
    wiernych, a nie grożenia odmową ślubu. Zresztą zawsze uważałem, że to nie oni mi
    łaskę robią że istnieją.

    Sam mam negatywne wspomnienia "kościelne" - byłem ochrzczony w wieku sześciu
    lat, bo ksiądz w Kaliszu chciał "co łaska nie mniej niż 600 złotych" (na
    dzisiejsze przeliczone). Wyobraź sobie stres sześciolatka, który musiał przejść
    przez taką imprezę nie mówiąc nikomu. Chyba wiem teraz jak czują się Żydzi.

    > Do tego dochodzi gloryfikacja posta
    > wy nonkonformistycznej itp itd.

    Z tym uważaj. Dobrze jest mieć własne zdanie, ale Polacy to generalnie wyważają
    otwarte drzwi. Czasami dobrze być konformistą.

    > Za rok moja córka pójdzie do przedszkola i zacznie się przygoda z
    > przymusową religią.

    Mieszkam w Poznaniu. Religię mój syn spędzał z kolegą i przedszkolanką na
    "korytarzu" (miejsce zabaw i ćwiczeń dzieci).

    Syn nie czuł się wytykany, córka też nie.

    Ani jedna (Żydówka), ani druga przedszkolanka ("gojka") nie miały problemu z
    wyborem rodziców.

    > Już wcześniej w DF był artykuł o próbie wypisania dziecka z religii
    > w przedszkolu. To jest dramat dla dziecka - kto skazałby dziecko na
    > bycie poza grupą przez godzinę a może i dwie w tygodniu?

    Bez przesady z tym skazaniem!

    > A zatem moje dziecko będzie chodziło na religię, bo nie żyjemy w
    > państwie świeckim.

    Przepraszam, a nie dlatego, że jesteś słaby?

    > Tu jest - a Antek i Zosia są ochrzczeni, a Karol za rok pójdzie
    > do komunii i dostanie rower i cała rodzina się zjedzie, nawet
    > ciocia z Kanady,

    Masz córkę, masz trochę większy problem. Z samcami jest prościej, bo nie zadają
    pytań. Mojemu synowi powiedziałem, że komunia to "stek przestarzałych przesądów"
    (głosem najwyższej pogardy), plus obiecałem lokomotywę do kolejki i kompromis
    zawarty. Nie będzie problemu, bo będzie miał się czym chwalić - przecież to o to
    chodzi w komunii.

    > a pani na Religii powiedziała, że spłonę w piekle.

    O bosz, gdzie mieszkasz? Ja nie mam żadnych problemów z takimi gadkami ze strony
    dzieci.

    > Moim świadomym i dorosłym wyborem jest moja niewiara. I tu nie
    > chodzi o "bo nie chce mi się chodzić do kościoła". Wynika to z
    > wielu przemyśleń i rozważań, rozmów, również z księdzem, dociekań.

    Ja miałem takie same wspomnienia. I co, łatwo było wyjść z kościoła? Nie.

    To samo chcesz zafundować córce?

    > Trudno mi ocenić, czy gdybym nie był ochrzczony, gdybym nie był
    > u komunii i gdy bym nie chodził na religię, to czy dziś byłbym tym
    > samym człowiekiem.

    To ja Ci podpowiem. Jako dziecko ani chrzest, ani komunia nie ma ŻADNEGO
    znaczenia religijnego. Chrzestu nie pamiętasz, komunia dla dziecka to obżarstwo
    i prezenty (plus fajna kiecka dla dziewczynki). Religia rozwija się w człowieku
    później.

    Zastąp te gusła władsnym pomysłem i po sprawie.

    > I czy jest moralnie właściwym, aby w imię własnych ideaów stawać na
    > barykadzie z dzieckiem za rękę?

    Z perspektywy mojego miejsca zamieszkania nie ma żadnej barykady (ale byłem w
    różnych kątach Polski i widziałem np. krzyż nad drzwiami do Auchan, wiem jak jest).

    > Może ono nie chce stać na tej barykadzie, może dzieciństwo
    > na barykadzie to nie jest wymarzone dzieciństwo.

    A może właśnie odwrotnie? Przeżyłem w taki sposób dzieciństwo (jako migrant -
    "inny, bo nie z regionu") i nie wspominam tego bardzo źle.

    > może to nigdy nie będą jego ideały.

    Jak sądzisz, kto za 20 lat będzie dziwakiem, ten chodzący do kościoła, czy ten
    nie chodzący?

    Moim zdaniem przesadzasz z powagą sytuacji. Problem nie jest taki duży.



    --
    LMB
    Motto Polaków: "Marudzę, więc jestem".
  • drojb 24.11.07, 01:25
    To właśnie jest sedno! Zastraszenie było narzędziem totalitaryzmu,
    teraz jest strachem "na Lachy" katolicyzmu. Postęp w tym, że już nie
    ma inkwizycji, nikt ateisty do lochu nie wtrąca, więc naprawdę
    wystarczy kilka rozmów z dzieckiem. A jeśli będzie chciało być
    katolikiem - nie należy się przeciwstawiać. Wyrośnie.
  • jvenables14 25.11.07, 19:36

    > przez taką imprezę nie mówiąc nikomu. Chyba wiem teraz jak czują się Żydzi

    A jak sie maja czuc? Normalnie jak kazdy

    A co do przezycia religijnego, ja w czasie komunii odczuwalem silny nastroj religijnosci i podnioslosci tego swieta. Wiec roznie z tym bywa. choc oczywiscie na drugi dzien tematem bylo ile kto dostal kasy.

    Ministrnat
  • greegy 26.11.07, 10:14
    Hej! Nie wszyscy ateisci sa takimi materialistami jak Ty i dzieci tez sa rozne.
    "komunia dla dziecka to obżarstwo
    i prezenty (plus fajna kiecka dla dziewczynki). Religia rozwija się w człowieku
    później.

    Zastąp te gusła władsnym pomysłem i po sprawie.

    Ja czulem sie oklamany przez lata..do dzis to we mnie siedzi..jak zrozumialem,
    ze to nie dzieciatko przynosi prezenty. Przed I Komunia sam sie spowiadalem , bo
    zdazylem zgrzeszyc przed. Nie bylem wychowywany w jakiejs ortodoksyjnej rodzinie
    ale wszystko bylo uporzadkowane i zawsze prawdziwe z tym wyjatkiem..., rodzice
    sie zagapili...ale mysle, ze to byl powazny problem dla nich jak widzieli, ze
    jestem taki "wierzacy".
    Bohaterka reportazu ma na koncie pierwszy blad...jej synek nie jest przecietnym
    dzieckiem, niech nie popelni kolejnego dla dobra ich obu.
  • lmblmb 27.11.07, 08:23
    greegy napisał:

    > Hej! Nie wszyscy ateisci sa takimi materialistami jak Ty

    Czy ja jestem ateistą? Pokaż mi w tekście gdzie to napisałem, lub pośrednio - z
    czego to wynika w tym, co napisałem. Nieco się rozędziłeś. Co do materializmu -
    zostałem wychowany w Wielkopolsce, to normalne.

    > i dzieci tez sa rozne.

    Oczywiście, ale każdy rodzic stara się, aby jego (jej) dzieci podążały drogą
    rodziców.

    > Ja czulem sie oklamany przez lata..do dzis to we mnie siedzi..jak
    > zrozumialem, ze to nie dzieciatko przynosi prezenty.

    Czytam raz i drugi, i nie rozumiem... Jakie dzieciątko przynosi prezenty? Mówili
    ci, że Jezus przynosi prezenty?

    > Przed I Komunia sam sie spowiadalem, bo zdazylem zgrzeszyc przed.

    Ale zrozumiałeś to dopiero z dystansu lat. Nie czujesz się manipulowany?

    --
    LMB
    Motto Polaków: "Marudzę, więc jestem".
  • cwany_snejk 25.11.07, 18:55
    ezus się ochrzcił mając 30 lat. Coś więcej?!
  • cwany_snejk 25.11.07, 19:02
    Zdziwiłbyś się tatawariata jak wielu katolików odmawia
    modlitwę "ojcze nasz" jak pusty frazes. Spytaj kogokolwiek czy wie
    co mówi modląc się "święc się imię Twoje" - jakie imię? albo
    przyjdź Królestwo Twoje" - jakie królestwo i gdzie ma przyjść?

    oszczędź tego dziecku i odpuść mu religię. W zamian kup biblię i
    czytaj. Po prostu
  • jvenables14 25.11.07, 19:28
    A ty odmawiasz ta modlitwe? Swiec sie imie twoje, oznacza swiecenie jego osoby. Slawic czy swiecic czyjes imie oznacza wyslawianie osoby, a nie balwochwalczy kult imienia Jehowa (Jahwe tak w ogole, Jehowa to XIX-wieczny wymysl)
    Bredni o 1000-letnim krolestwie i innych jehowickich banialuków nie skomentuje

    Ministrant- lektor
  • maaac 25.11.07, 19:44
    Ani Jahwe ani Jehowa :) tylko JHWH. Żydzi pisali tylko spółgłoski.
    pl.wikipedia.org/wiki/Jahwe
    --
    Grafika od nowego layout'u forum wywalić na zbity monitor!
  • jvenables14 25.11.07, 19:51
    To tzw. tetragram, ale biblisci uwazaja ze odczytywano go Jahwe. Proste
  • maaac 25.11.07, 20:34
    jvenables14 napisał:

    > To tzw. tetragram, ale biblisci uwazaja ze odczytywano go Jahwe.
    > Proste

    A inni bibliści mają prawo odczytywać go inaczej. Równie proste.
    Prawdą jedynie są te cztery literym, a reszta to wyłącznie
    spekulacje różnych biblistów. Kruszenie kopii jakimi samogłoskami
    wypełnić te przerwy jest trochę śmieszne.

    --
    Grafika od nowego layout'u forum wywalić na zbity monitor!
  • jvenables14 25.11.07, 20:41
    Czasem rozmawiam z śJ i lubie sie przekomarzac o to. Dla nich to ma znaczenie, bo oprzywiazuja do brzmienia imienia duza wage, ostatecznie przyznaja jednak ze obie wersje sa rownoprawne. choc nie dla mnie :)
  • maaac 25.11.07, 20:53
    Ok może dla Ciebie są istotne. Kwestia wiary. Ty wierzysz w istotność.
    Twoje prawo. Tyle że ta wiara nie wynika z katolicyzmu czy szerzej
    chrześcijaństwa. To wyłącznie twoja prywatna wiara i jak ją chcesz
    szerzyć miło by było byś to podawał.
    --
    Grafika od nowego layout'u forum wywalić na zbity monitor!
  • hirth 26.11.07, 11:26
    bez przerwy rżnięcie, mordy, poniżanie kobiet, gwałty - tego się nie daje
    czytać dzieciom.
    Jak im wytłumaczyć ofiarę z Izaaka? Jak dziecku wytłumaczyć oddanie córki
    tłumowi na gwałt lub kazirodztwo Lota?
  • japico 27.03.09, 11:21
    cwany_snejk napisał:
    W zamian kup biblię i > czytaj. Po prostu

    - - Broń Boże, tylko nie Biblię. Dla wielu dorosłych bez przygotowania jest nie
    do strawienia. Może samemu się przygotować (choćby Kosidowski) i porozmawiać w
    dostępny dla dziecka sposób? Także o innych sprawach, np. skąd wziął się Bóg,
    dlaczego ludzie pierwotni potrzebowali boga/ów? Czy religia jest potrzebna by
    być dobrym? Etc. itd.
  • xtrin 25.11.07, 20:52
    tatavariata napisał:
    > Mogę posyłać dziecko na religię i będzie
    > to dla mnie jedynie hańba konformizmu.

    Niestety nie jest to takie łatwe. Unikniesz jednych problemów, pojawią się inne.
    Trzeba będzie chodzić z dzieckiem do kościoła, co może i nie jest dla Ciebie
    problemem, ale dziecko będzie świadome tego, że się do tego zmuszasz. Prędzej
    czy później pojawi się w nim strach, że tatuś nie pójdzie do nieba i jak wtedy
    zareagujesz?

    Tutaj głównym problemem jest praktycznie obowiązkowa religia w przedszkolach i
    szkołach. I podejście podobne Twojemu tylko umacnia ten schemat. Gdyby podobni
    Tobie rodzice twardo postawili sprawę to być może coś dałoby się zmienić. Ale
    jeżeli stawiacie na konformizm to jest jak jest.
  • keradk 25.11.07, 21:06
    o jakze smieszni sa ci antywierzacy! niby nie wierza a tak sie wiara
    przejmuja:) i jaki wielki problem maja - presja zeby ochrzcic!
    presja! a oni dzielni bojownicy o zycie bez religii, ulegaja po
    ciezkm boju przeciwko calemu swiatu! coz za patos! coz za
    bohaterstwo... az sie zygac chce.

    Naprawde... czasami mam wrazenie ze jedyna godna pochwaly postawa wg
    wyborczej jest bycie lewicowa niewierzaca (koniecznie
    antykatolicka!) feministka, a najlepiej lesbijka. I ostrzyc sie na
    pale, bo to jest dopiero nonkonformizm. a kazdy kto mysli inaczej to
    jest ofiara propagandy i ma zaprogramowany mozg. zobacznie jacy
    smieszni jestescie gdy tak sie miotacie.
  • jjr44 25.11.07, 23:22
    śmieszne to przypisywanie wyborczej najgorszych intencji. jakbyś nie
    był(a) w stanie przeczytać artykułu i zobaczyć że rzeczywiście
    ludzie mają z tym problem.
    Dla mnie takie osoby jak ty nie są wierzące, rzygac ci sie chce bo
    ludzie wahają sie miedzy wiernością swoim zasadom a konformizmem
    który może ułatwic życie dziecku. Zdecydowanie jest to
    niechrześcijańskie. MOże tak wiecej szacunku dla ludzi? przecież tej
    kobiecie byłoby zdecydowanie łatwiej gdyby ochrzciła dziecko i
    wysłałą na religię. Znam takich, którzy maja kościół w głębokim
    powazaniu, masza dla nich to jakiś hokus pokus a sakramenty to
    zabobon ale dla świetego spokoju ulegają społecznej presji. Takich
    ludzi chciałbyś widzieć w kościele? Mnie sie chce rzygać jak widzę
    taką hipokryzję.
  • morticiaa 25.11.07, 23:36
    a ja, choć jestem raczej agnostykiem, na pewno go mieć nie będę. O ile religia
    będzie nadal jednym ze szkolnych przedmiotów, ochrzczę dziecko i wyślę na
    religię, żeby nie musiało przechodzić tego, co ja przechodziłam przez całą
    podstawówkę. Dzieci mnie nie akceptowały, nie chciały się ze mną bawić, musiałam
    kłamać (co jeszcze jakoś przechodziło dopóki ktoś bardzo inteligentny nie
    wprowadził katechezy do szkół). Mając 15 lat wymusiłyśmy z siostrą zgodę na
    chrzest. Cieszę się, że to zrobiłyśmy. Po kilkunastu latach ona jest wierzącą i
    praktykującą katoliczką. Ja nie odnalazłam się w Kościele, nie wzięłam ślubu
    kościelnego i szukam dalej. Braku tolerancji ze strony kolegów i koleżanek nie
    zapomnę do końca życia. Strasznie być odrzuconym. Proszę mi uwierzyć, że
    nieustępliwość rodziców była dla mnie wielkim dramatem. Dlatego nie będę
    przedkładać wierności moim poglądom nad szczęście dziecka. Jeżeli moje dziecko
    będzie wierzyć w Boga, będę zadowolona, bo to wielkie wsparcie w życiu. Jeżeli
    zdecyduje sie nie chodzić na religię - proszę bardzo.
  • dor.otka 26.11.07, 09:13
    Od kiedy to religia jest w przedszkolu przymusowa??
    --
    ----------
    www.otwieramy.pl/?p=118453
  • dr_kidler66 26.11.07, 09:25
    dor.otka napisała:

    > Od kiedy to religia jest w przedszkolu przymusowa??
    Ano jest czy tego chcesz czy nie !!!!!
  • greegy 26.11.07, 09:51
    Religia w przedszkolu? NIe wiedzialem, ale jaja....to jest skandal. Niewierzacy
    powinni sie lepiej zorganizowac. Mysle, ze powinna pani wkroczyc na droge
    sadowa, ale nie sama, wraz z innymi , ktorzy maja podobne problemy. Jak mozna
    mowic potem o wierze?jak sie takiego malucha wypierze wczesniej. Ja bym go
    ochrzcil ale zeby byl blizej krasnoludkow, nie bedzie tak rozczarowany jak sie
    zorientuje, ze to bujda z tymi krasnalami.
  • viornisko 26.11.07, 10:10
    "Niech samo dorośnie i się wtedy opowie czy chce czy nie chce być
    ochrzczone." - jak dorośnie niech samo zadecyduje czy pójdzie do
    szkoły.

    To rodzice mają wychować dzieci, a nie czekać aż "dorośnie".
    Czejkanie na"dorosły" wiek jest oszukiwaniem siebie i dziecka.
  • paula-76 26.11.07, 13:10
    W tyn roku moja córka idzie do komunii. Szczerze mówiąc rozumiem całkowicie Pana
    rozterki. Nie chodzę z nią do kościoła (na szczęście ma blisko i może robić to
    sama), z katechizmu odpytuję tak jak z wiersza(i to tylko trudniejsze rzeczy, bo
    pozostałe nie wymagały pomocy). Powiedziałam jej, że wiara jest bardzo osobistą
    sprawą każdego człowieka, że jedni wierza i chodzą do kościoła, a inni nie
    wierzą (ja) i nie chodzą, że nie można oceniać ludzi poprzez ich wiarę, że
    dawniej wierzono w różne inne rzeczy (mity greckie, wierzenia dawnych Słowian) i
    że teraz też są różne religie, które różnią się od siebie... Przebrnęłam pytanie
    o to, skąd się wziął pierwszy człowiek na ziemi (są różne teorie na ten temat i
    różne wierzenia, nauka cały czas szuka wyjaśnień na wiele różnych rzeczy...) syn
    jest jeszcze w przedszkolu i też przejdzie ten etap (tak jak ja przechodziłam).
    Ważne, żeby uczyć dziecko tolerancji i samodzielnego myślenia, teraz nie dokona
    radykalnych wyborów, ale będzie wiedziało, że one istnieją. Jak byłam mała
    bawiłam się w domu kieliszkiem i opłatkiem i odprawiałam mszę (ku rozpaczy moich
    niepraktykujących rodziców, którzy jednak nigdy mi tego nie zabraniali), na
    szczęście tego nie muszę przeżywać, ale uważam, że dziecko ma prawo iść "z
    prądem", na samodzielne decyzje przyjdzie czas. Podarowałam sobie dyskusje z
    księdzem o braku mojej wiary i po prostu zgłosiliśmy dziecko, które uczestniczy
    w spotkaniach i niedzielnych mszach (z dość dużym entuzjazmem). Nie mam
    problemu, żeby iść do kościoła w dniu komunii (i zapewne bardzo się wzruszę)
    widząc radość mojego dziecka. Jako osoba dorosła i tak zrobi jak będzie
    chciała.... Jedyny dyskomfort jaki jest jeszcze przede mną to wybrania się na
    któreś z licznych spotkań dla rodziców, żeby chociaż zamówić Albę...
    Pozdrawiam
  • holyboy_666 26.11.07, 15:34
    moja córka (6 lat) nie jest ochrzczona i nie będzie, dopóki nie dorośnie i sama
    nie zechce. przez 'dorośnie' rozumiem, że będzie w stanie zrozumieć społeczną i
    kulturową rolę religii i ocenić co ta czy inna religia może czlowiekowi dać
    dobrego. przy tym postaram się dopilnować, żeby poznała obłudę kleru
    katolickiego, oraz by wizerunek półnagiego, zamęczonego na śmierć na krzyżu
    faceta nie wyrządził jej zbyt dużo szkód w głowie.

    i ja, i jej mama (nie jesteśmy małż.) byliśmy i jesteśmy przeciwni
    konformizmowi. dziecko nie chodziło i nie chodzi na religię w przedszkolu (jest
    w tym czasie w innej grupie).

    nie rezygnuj, rozmawiaj z dzieckiem, zmien przedszkole, dobrze wybierz szkołę
    (przejdz się - sprawdz plany lekcji, porzmawiaj z dyrektorem. poszukaj forów
    dot. spraw edukacji i swojego miasta, zadawaj pytania) WARTO!


    btw xiądz z artykułu jest obłudnym hipokrytą i manipluatorem. wszystkie te
    gładkie zdania mają przykryć prikaz: ewangelizować za wszelką cenę,
    minimalizować i deprecjonować inne religie. w republice bolanda agresywna
    ewangelizacja zaczela sie od wprowadzania religii kat. do szkół i przedszkoli
    boczną furtką (konkordat, ktorego przygotowywanie było ukrywane az do dnia
    podpisania).
    religię w przedszkolu uważam za największy skandal, jaki kiedykolwiek w tym
    biednym kraju wyrządzono ludziom. partie przemijają, a zasiane dzieciakom ziarno
    fałszu i zła ciągnie się przez całe życie. w moich przedkonkordatowych czasach
    dziecięcych na religię chodziłem do salki przy kościele. do dziś pamietam pewną
    naprawdę straszną historię o złych niewierzących dzieciach, którą pewna głupia
    pi...da w czarnym fartuszku zwana 'siostrą' nam kiedyś opowiedziala.

    paradoksalnie; religia w szkole (stopnie) obróci sie przeciwko niej samej, co
    mnie bardzo cieszy.

    BARDZO.

    i będę wspierał moje dziecko, aby dało radę


    btw2
    jestem osobą głęboko wierzącą, ale nigdy mi nie przyszło do głowy, aby swoją
    wiarę nazywać w jakikolwiek sposób, a tym bardziej kogos do niej przekonywać. to
    moja PRYWATNA sprawa.


    --
    (wszech)polska szkoła;-)
  • mill_ka 01.12.07, 21:21
    Przerażające to wszystko. Z Pana wypowiedzi a także wielu innych wynika, że
    żyjemy w kraju fundamentalistów religijnych i NIE MAMY WYBORU! Mój brat
    twierdzi, że jeżeli ta garstka która się nie boi nie będzie mówić głośno o
    swoich przekonaniach, to nic się w Polsce nie zmieni. Dlatego nie ochrzciliśmy
    naszego dziecka. Jego tata nie był chrzczony, bierzmowany, nie był do komunii i
    nie braliśmy ślubu kościelnego, w ogóle jeszcze nie mamy ślubu :) Zbieramy na
    huczne wesele. Za to mamy cudowną 3-miesięczną córeczkę i żyjemy na wsi. Po
    kilkumiesięcznych moich dywagacjach, rozmowach itp.. (mój ukochany od początku
    był stanowczo przeciw) postanowiłam także nie chrzcić dziecka tylko po to, by
    nie narażać go na represje, choć myśl o odrzuceniu przez grupę rówieśników
    powraca. Zwłaszcza na wsi, w małym wiejskim przedszkolu i szkole. Jednocześnie
    wybór życia na wsi to świadoma decyzja. Rozmawiałam o tym z księdzem (doradził
    by nie chrzcić wbrew sobie!), przyjaciółmi i jesteśmy zgodni, że nie należy iść
    za stadem tylko po to by uniknąć trudnych konfrontacji. Ale przede wszystkim
    powiedzcie - Wy, którzy chrzcicie nie wierząc - jak możecie przysięgać przed
    ołtarzem, ze wychowacie dziecko po katolicku??! Jak można przysięgać wbrew
    sumieniu? czy jeśli dziecko po latach zapyta o tę rozbieżność co powiecie?
    Przysięgaliśmy fałszywie dla Twojego dobra? To ma być lepsze niż brak chrztu? My
    wychowamy maleńką zgodnie z przykazaniem o miłości bliźniego, ale ono jest
    uniwersalne, przynależne nie tylko chrześcijaństwu. Natomiast będziemy mówić o
    tym, że są inne wyznania, że są niewierzący i że MAMY WYBÓR. To może być
    bolesne, może rodzić problemy, ale pokaże naszemu dziecku od małego różnorodność
    świata. Jeśli - idąc za owczym pędem i presją klasy - będzie chciała iść do
    komunii, trudno, nie będziemy jej zabraniać, ale nie sądzę, byśmy nagle poszli
    do spowiedzi i komunii!. Jeśli będzie chciała się ochrzcić, OK, ma tzw. cywilną
    mamę chrzestną (mądrą katoliczkę), którą nazywamy "opiekunką duchową". Ona może
    jej pomóc.
    "Ojciec chrzestny" jest natomiast antyklerykałem, więc małą będzie znać dwie
    strony zagadnienia. Obie te osoby zgodziły się towarzyszyć naszej córeczce,
    wspierać ją i być jej opiekunami. Urządziliśmy małą uroczystość przyjęcia jej na
    świat, podpisane zostały świadectwa upamiętniające to wydarzenie, dostała
    pamiątkowe drobiazgi i są zdjęcia. Ja sama ochrzciłam ją korzystając z
    kościelnej formuły i przekazując jej dobrą energię, bo chciałam powierzyć ją
    Bogu i Aniołom, ale nie Kościołowi. Wierzę w moc rytuałów. Sama przez lata byłam
    gorliwą katoliczką: schole, oazy, rekolekcje, Grupa Odnowy w Duchu Świętym
    itp... Odeszłam zniesmaczona, bo czym bliżej Kościoła tym dalej od nauki Jezusa.
    To mój osobisty dramat niemożności tkwienia w strukturze fałszywej, zakłamanej i
    masowej, indoktrynującej bez żadnych oporów ze strony państwa i Polaków dzieci
    już od najmłodszych lat, żerującej na poczuciu winy wyznawców, wciąż pełnych
    grzechów. Brakuje mi wspólnoty, ale nie chcę by moje dziecko od początku
    zasilało "95 % katolików". To fałszywe do bólu, bo ci katolicy pojawiają się w
    kościele dwa razy do roku, chrzczą dzieci, bo wypada się pokazać przed rodziną,
    żenią się, bo biała suknia, posyłają do komunii, bo prezenty. Chrześcijaństwo to
    piękna religia, wszechobecna kościelna indoktrynacja i buta są nie do
    zaakceptowania. Ale może za 8 lat, gdy nasza córeczka będzie w drugiej klasie,
    obudzę się w nowym tolerancyjnym?? :) Czego i Wam życzę. Milka.
  • drojb 24.11.07, 01:15
    To jakaś polska paranoja - ślub religijny osoby niewierzącej. Czyżby
    w naszej kulturze istniała kategoria "niewierzący praktykujący"? Co
    się z nami porobiło? Gdzie sumienie? Wierność samemu sobie?
  • wlodar1 25.11.07, 18:47
    drojb napisała:

    > To jakaś polska paranoja - ślub religijny osoby niewierzącej. Czyżby
    > w naszej kulturze istniała kategoria "niewierzący praktykujący"? Co
    > się z nami porobiło? Gdzie sumienie? Wierność samemu sobie?
    Poszło precz... :/

    Jest jeszcze ewentualnie ślub mieszany, ale tu trzeba się zgodzić, że małżonek
    musi wychować dzieci w wierze katolickiej, więc jak dla mnie odpada. A samo
    małżeństwo to przecież tylko umowa cywilno-prawna między dwoma osobami, a ślub
    religijny to tylko przeciąganie struny.
  • camparis 25.11.07, 22:50
    Ja się nie zgodziłam na ślub mieszany i mąż to uszanował. Wiedział,
    że jestem niewierząca i akceptował mnie taką jaka jestem. Dziecka
    też nie ochrzciliśmy i jakoś nie mamy problemów. W przedszkolu bawi
    się w tym czasie z inną grupą.
  • artremi 22.02.08, 04:40
    Tylko w Polsce mozna spotkac takich glupich ludzi z dylematem, czy
    chrzcic lub brac slub koscielny jesli sie jest osoba niewierzaca.
    Komunizm pozbawil ludzi jakiegokolwiek myslenia. Glupia polska
    mlodziez. :-(

    drojb napisała:
    > To jakaś polska paranoja - ślub religijny osoby niewierzącej.
    Czyżby
    > w naszej kulturze istniała kategoria "niewierzący praktykujący"?
    Co
    > się z nami porobiło? Gdzie sumienie? Wierność samemu sobie?
  • bangui 25.11.07, 19:18
    są chrześcijanami . Sami powtarzają ,że szatan może wszystko ,więc może im wmówic ,że księża ,Papież ,kościoły to dobro ,a tak naprawdę to świątynie zła ,a Papież to przywódca opętanych przez szatana . Papież to prawa ręka szatana na Ziemi ?
  • zorro_zx 26.11.07, 12:13
    Miałem to szczęście, że w przedszkolu, do którego chodziła moja
    córka większość rodziców opowiedziała się przeciwko zajęciom z
    religii (katolickiej). Dzieki temu nie było istotne, że niektóre
    dzieci, w tym moje, nie są ochrzczone. Na pierwszym zebraniu w
    szkole był poruszony przez panią dyrektor temat lekcji religii.Tacy
    jak ja, konformiści, "łykali tę żabę" i nic nie mówili. Ostro
    zaprotestował jeden ojciec. Dyrektorka powiedziała, że nic nie może
    na to poradzić, to prikaz ministertwa. I tak moje dziecko chodziło
    na lekcje religii. Kiedyś przyszła do domu i oznajmiła, że Beatlesi
    to sataniści, i zaraz zapytała, co to za jedni. Ochrzciliśmy córkę
    konformistycznie przed komunią, bo inaczej nie mogłaby do niej
    przystąpić. Udało się znaleźć księdza, który bez problemów,
    spokojnie i bez upominania to przeprowadził. Ale gdyby nie było
    religii w szkole, tak jak w przedszkolu, problem byłby zdecydowanie
    mniejszy. Szkoła powinna być świecka, taka sama dla wszystkich.
    Teraz naucza się "jedynie słusznej" religii.
  • nakapa 21.11.07, 12:15
    A w praktyce to żaden problem. Kościół się bardzo cieszy z powrotu
    takich "zbłąkanych owieczek". Trzeba wykuć podstawy katechizmu i
    zdać przed księdzem. Zwykła klasówka. Wiem z autopsji.
  • lmblmb 22.11.07, 07:07
    brutoos1 napisał:

    > Pomijając wszystkie teorie, praktyka wygląda tak, że jeśli dziecko
    > już dorośnie i będzie chciało wziąć ślub kościelny, to będzie miało
    > MNÓSTWO problemów,

    Większość ludzi, których znam bierze ślub kościelny głównie dla wrażenia i
    zjawiska - bo w kościele jest ładniej.

    > Lepiej pozwolić mu na chrzest, zwłaszcza że ojciec dziecka jest
    > wierzący i mógłby się tym zająć. Nie ma sensu utrudniać dziecku
    > życia zwłaszcza w tym przypadku.
    >
    > Czysta prawda..

    Czysta propaganda, nic innego.

    --
    LMB
    Motto Polaków: "Marudzę, więc jestem".
  • cwany_snejk 25.11.07, 18:54
    Nie żyjemy chyba w pprzonym Pakistanie. Co to kurde jest? Zostań
    katolikiem bo będziesz miał kłopoty? Ludzie opamiętajcie sie!
  • keradk 25.11.07, 21:14
    pewnie ze ne ma nic takiego jak opisali - to jest normalna nagonka
    wyborczej na chrzescijanstwo - religie skrajnie niezgodna z
    kierunkiem gazety. glowne zalorzenia tej religii sa w konflikcie z
    postawami gloszonymi przez wyborcza. chodzi glownie o milosc
    blizniego i bezinteresownosc, pomoc drugiemu. to kluci sie z
    socjalizmem gloszonym przez wyborcza - to wszystko ma zapewniac
    panstwo... gdyby ludzie zyli wg zasad religii chrzescijanskiej,
    panstwo opiekuncze byloby zbedne.
  • beata.k.myslovitz 25.11.07, 19:05
    Gdy dziecko dorośnie i będzie chciało wziąć ślub kościelny...HA HA HA Czy nie
    sądzisz, że gdy dorośnie i określi swoją wiarę lub niewiarę to w pierwszym
    przypadku już dawno będzie po chrzcie itd., a w drugim przypadku raczej ten ślub
    kościelny nie będzie mu potrzebny, byłby fikcyjny...nie rozumiem po co osoba
    niewierząca miałaby brać ślub kościelny :/ dziwactwo...
  • spokojny_swir 25.11.07, 19:54
    jestem osboą wierzącą
    również zbyt młodą osobą, żeby wiedzieć, jak wygląda sytuacja posyłania dzieci
    na lekcję religii.

    Nie mogę w ogóle zrozumieć dlaczego Ci rodzice posyłają swoje dzieci na lekcje
    religii. Gdybym był osobą niewierzącą i chciał wychowa ć dziecko w tym duchu, to
    bym nie posyłał dziecka na takie zajęcia.

    Jedna osoba w artykule się wypowiadała, że posłała dziecko dlatego, żeby poznało
    inne religie. Przecież to bezsens. W tym wieku kształtuje się zręby własnej
    osobowości dziecka, a nie wiedzę ludziach, którzy mają inne przekonania. Dziecko
    nie jest w stanie dokonać takiej selekcji. To co mu mówi ksiądz bierze do siebie.

    Ta uwaga wydaje mi się bardzo oczywista. To pewnie nie taka prosta sprawa, więc
    będę wdzięczny za wytłumaczenie mi, dlaczego w ogóle w takiej sytuacji posyłać
    dziecko na lekcje religii.
  • roneczka 25.11.07, 20:18
    Ja brałam w tym roku ślub z nieochrzczonym.Nie było żadnego
    problemu. Kościół dopuszcza ślub osoby wierzącej z niewierzącą bez
    potrzeby przyjmowania niezbędnych sakramentów. Ślubu udzielają sobie
    młodzi nie ksiądz.
  • ignacy.j.dziamdziak 26.11.07, 00:41
    szanowny/a brutoos1 - otóż wyjaśniam, że da się wszystkie sakramenty
    załatwić w kilka chwil - to tylko kwestia ceny; znam takie przypadki!
  • f_a_t_e 26.11.07, 09:07
    brutoos1 napisał:

    > Pomijając wszystkie teorie, praktyka wygląda tak, że jeśli dziecko
    już dorośnie
    > i będzie chciało wziąć ślub kościelny, to będzie miało MNÓSTWO
    problemów, bo
    > najpierw chrzest, potem komunia a potem jeszcze bierzmowanie - nie
    da się
    > wszystkiego zrobić w 5 minut.
    >
    > Lepiej pozwolić mu na chrzest, zwłaszcza że ojciec dziecka jest
    wierzący i
    > mógłby się tym zająć. Nie ma sensu utrudniać dziecku życia
    zwłaszcza w tym
    > przypadku.
    >
    > Czysta prawda..

    A po co kościelny? Bo tak trzeba?? W razie czego bez problemów mozna
    wziąc kościelny slub, gdy jedna strona jest niewierząca...
  • krwe 26.11.07, 10:08
    ale otoczenie w polandii, zrobi wszystko aby po kryjomu przed Tobą, Twoje
    dziecko przekabacić na katolyka.
    Tu rządzi sekta z watykanu i jeszcze długo porządzi,niestety.
  • ant777 26.11.07, 10:15
    brutoos1 napisał:

    > Pomijając wszystkie teorie, praktyka wygląda tak, że jeśli dziecko
    już dorośnie i będzie chciało wziąć ślub kościelny, to będzie miało
    MNÓSTWO problemów, bo najpierw chrzest, potem komunia a potem
    jeszcze bierzmowanie - nie da się wszystkiego zrobić w 5 minut.

    Pomijając wszystkie teorie, praktyka wygląda tak, że jeśli dziecko
    już dorośnie i NIE będzie chciało wziąć ślub kościelny, to NIE
    będzie miało ZADNYCH problemów, bo ODPADNIE najpierw chrzest, potem
    komunia a potem jeszcze bierzmowanie.
  • dr_kidler66 26.11.07, 10:24
    ant777 napisał:

    > brutoos1 napisał:
    >
    > > Pomijając wszystkie teorie, praktyka wygląda tak, że jeśli dziecko
    > już dorośnie i będzie chciało wziąć ślub kościelny, to będzie miało
    > MNÓSTWO problemów, bo najpierw chrzest, potem komunia a potem
    > jeszcze bierzmowanie - nie da się wszystkiego zrobić w 5 minut.
    >
    > Pomijając wszystkie teorie, praktyka wygląda tak, że jeśli dziecko
    > już dorośnie i NIE będzie chciało wziąć ślub kościelny, to NIE
    > będzie miało ZADNYCH problemów, bo ODPADNIE najpierw chrzest, potem
    > komunia a potem jeszcze bierzmowanie. Ot
    swiete slowa , skoro ktos kocha to i zniesie te wszytskie watykanskie przeszkody !!!
  • magm4 26.11.07, 12:48
    To dlaczego ojciec sie tym nie zajmie? Matka się zgadza na chrzest, ale to ona musi chodzić do księdza i sie prosić. Dlaczego ojciec nie pójdzie tylko zrzuca cała winę na matkę? Niech idzie do księdza i to załatwi, w końcu też jest rodzicem. A jak jest wierzący to niech on później chodzi z dzieckiem do koscioła. A nie zmuszają matkę żeby robiła cos wbrew sobie.
  • irma.prokopczuk 26.11.07, 13:33
    Nie jest to prawdą, co tu piszesz. Można wziąć ślub kościelny nie
    będąc wierzącym i bez chrztu. Sam ceremonia wygląda nieznacznie
    inaczej niż normalnie no i osoba nie wierzaca nie przyjmuje
    komunii...Ale da się to wszystko załatwić bez bólu ....
  • heathen777 20.11.07, 10:29
    Moim zdaniem u Magdy wyszła teraz jej niekonsekwencja. Skoro uważa się za
    niewierzącą, dlaczego w ogóle zgodziła się na posyłanie syna na lekcje religii?
    Czy tu też na wszystkim zaważyła rodzina?
    Poza tym co dla pani Magdy jest priorytetem? Poglądy czy to jak ją widzą inni?
    Kompletnie nie rozumiem jej rodziców. Zero poszanowania dla własnej córki i jej
    wyborów. Teraz przed takim dylematem stoi Magda i w zasadzie trudno tu cokolwiek
    radzić, bo decyzja chyba została już podjęta. Nie przez nią samą, ale przez jej
    konformizm.
    W całej tej sytuacji mam mieszane uczucia. Mam wrażenie, że Magda w ogóle nie
    rozmawiała ze swoim synem o wierze, Bogu, o odpowiednim postępowaniu,
    odpowiedzialności.
    W zasadzie jest stąd jedno, choć tylko znikomej szansy wyjście. To, że syn
    traktuje na razie lekcję religii jak przyciągające, bo ciekawe, kolorowe
    opowiastki o dobrych uczynkach, Jezusku, kochającym Bogu itd. Kwestia tego czy
    matka będzie potrafiła z nim o tym rozmawiać i uświadamiać go w taki sposób, by
    nie ranić jego uczuć.
  • vegas 20.11.07, 23:55
    heathen777 napisał:

    > Moim zdaniem u Magdy wyszła teraz jej niekonsekwencja. Skoro uważa się za
    > niewierzącą, dlaczego w ogóle zgodziła się na posyłanie syna na lekcje religii?

    Religia jest w przedszkolu w środku dnia. Nie ma alternatywy - w przedszkolu nie ma etyki. Co może zrobić zatem? Ma poprosić aby dwa razy w tygodniu dziecko przez godzinę siedziało w szatni??

    Tu każdy jest komfomistą. Nawet psycholożka-ateistka. Tu po prostu nie ma łatwego rozwiązania. No, może wycofać religię z przedszkoli i szkół.
  • andrzej369 21.11.07, 16:04
    Nie może, tylko jak najszybcie wycofac z przedszkoli i szkol lekcje indoktrynacji religijnej !

    Jeżeli tego nie zrobimy, będziemy poglebiac chorobe psychiczna Narodu polskiego.
  • xkx 21.11.07, 17:42
    A zdradzisz mi tajemnice, kto (jak partia polityczna) tego dokona?
    Bo z tych, co są teraz w parlamencie niema żadnej, która by się
    odważyła na wojnę z KK. Polska to nie Francja gdzie nawet publiczne
    epatowanie symbolami religijnymi jest zakazane a co dopiero
    nauczanie religi w szkołach publicznych.
  • andrzej369 21.11.07, 18:29
    Xkx, to nie partia ma to zmienic, lecz ludzka swiadomosc !
    Kazda partia wyrasta na fundamentalizmie wiary (religii).
    Czlowiekowi przynaleznemu do partii, nie chodzi o dobro spoleczenstwa, im chodzi tylko o wladze nad czlowiekiem.
    Partia - to religia.

    andrzej369
  • xkx 21.11.07, 21:01
    Decyzje o normalności czyli o wyprowadzeniu religi ze szkól mogą
    podjąc jedynie politycy. A w polskich warunkach ja raczej tego nie
    dozyje.
  • pamana 25.11.07, 18:45
    Moje dziecko na ta godzine chodizlo do innej grupy na zajecia wiec problemu nie
    bylo,w szkole nie ma etyki i dziecko w tym czasie idzie do swietlicy.wystarczy
    dorobina pomyslunku a nie pojscie na latwizne.
    p.
  • frizzabella 20.11.07, 10:46
    ja kompletnie nie rozumiem dlaczego wszyscy sie mieszaja w zycie
    Pani Magdy. To tylko i wylacznie Jej decyzja ze nie chce chodzic do
    kosciola. Wkurzaja mnie Katechetki i Ksieza ktorzy w takich
    przypadkach twierdza ze dziecko samo wie najlepiej i chce poczuc
    wiez z Bogiem, a w sytuacji odwrotnej ma sie sluchac Rodzicow i nie
    dyskutowac. Juz widze jak "partnersko" nasz Kosciol traktuje
    osmiolatka, ktory nie chce chodzic na religie... A co do chrztu,
    uwazam ze o przyszlosci dziecka powinni decydowac Rodzice, ani sama
    Matka ani tym bardziej Dziadkowie i Kosciol. Podagac z Ojcem, moze
    on ma jakas propozycje rozwiazania calej sprawy..Moze warto sie
    przejsc do NORMALNEGO ksiedza, ktory doradzi? Moze moglby
    porozmawiac z chlopcem o innych religiach? Sa tacy jeszcze :)
    Przeciez slub w kosciele tez biora osoby niewierzace..Mysle, ze
    wszystko da sie zrobic. Niech sie Pani nie da zaszczuc, bo w tej
    sytuacji jest Pani samiutenka..ja pewnie przeszlabym sie do szkoly i
    porozmawiala z Katechetka, ale nie jestem pewna, czy to by Synowi
    pomoglo :) Pozdrawiam!
  • stoova 26.11.07, 11:39
    Kościół wykorzystuje fakt, że dzieci od zawsze są mniej tolerancyjne a przy tym
    bardzo okrutne.
    Straszmy ateistę, że jego dziecko wpadnie do przepaści 'jakiegoś ruchu religijnego'.
    Nasze społeczeństwo, wprowadzając do szkół i przedszkoli katechezy (bo to nie są
    lekcje wielu religii, tylko tej jednej) zapomniały o odpowiedzialności.
    Religię wprowadzono tłumacząc to wolnym wyborem rodziców do kształcenia swoich
    pociech w zgodzie z własnymi poglądami. Zapomniano tylko o poglądach innych niż
    większości.
    Ateisto i innowierco! Swoimi podatkami wspieraj indoktrynację religijną własnych
    dzieci! Idź ochrzcić dziecko (zapłać za to... jak tu przeczytałem, że jakiś
    katolik nazwał kogoś nazywającego rzeczy po imieniu materialistą, to myślałem,
    że ze śmiechu pęknę), bo inaczej inne dzieci - wychowane w duchu religii miłości
    i szacunku - wytkną twoje palcem, nie będą się chciały z odszczepieńcem i
    odmieńcem bawić, a w dodatku ten nie dostanie ślubu kościelnego, przez co żadna
    go nie zechce.

    Dlaczego mam się poddawać przymusowi? Dlaczego kościół i katolicy nie
    dostrzegają, że zmuszają innych do własnych przekonań? Religia was powinna uczyć
    dostrzegać zło. A co robi? Sama jest złem.
    Za wprowadzeniem religii do szkół powinna iść odpowiedzialność. Wprowadzający
    religię do szkoły i przedszkola powinien pomyśleć o dzieciach, które na religię
    nie będą - z różnych względów - chodziły. Co to do cholery jest, że dzieciak,
    który nie chodzi na religię zostawiany jest sam sobie? A co będzie jak mu się
    krzywda stanie? Zostawiając studentów samych na zajęciach prowadzący musi się
    liczyć z prawnymi konsekwencjami. Dziecko w przedszkolu ma siedzieć w szatni?
    Gdzie ja żyję?!

    Droga Frizzabello. Odpisuję pod Twoim postem, ponieważ jako pierwsza napisałaś
    rzecz oczywistą:
    "Juz widze jak "partnersko" nasz Kosciol traktuje
    osmiolatka, ktory nie chce chodzic na religie".
    Pani Magdo - niech Pani przeczyta to zdanie i zastanowi się, czy chce Pani, by
    Pani dziecko dostało się w ręce ludzi tak myślących.
    Przekazać dziecku, że uleganie presji środowiska nie jest wyrazem własnej woli
    nie jest wcale takie trudne. Skoro na katechezie udało się dziecku wpoić kim
    jest bóg, to z takim banałem też się chyba uda.
  • chemikpe 20.11.07, 11:12
    Z jednej strony mamy tu do czynienia z konformizmem mamy - która chciałaby
    ochrzcić synka żeby się nie odróżniał od tłumu i żeby w przyszłości "nie miał
    kłopotów". A z drugiej strony z planową, świadomą akcją indoktrynacji
    kilkuletnich dzieci przez instytucję religijną.
    Mamusię spytałbym, czy naprawdę chce, żeby jej syn wyrósł na barana zawsze
    grzecznie idącego za stadem, bezkrytycznie wierzącego w to, co mówi stado,
    zawsze posłusznego, zawsze wykonującego rozkazy... Poleciłbym jej bardzo ciekawy
    rozdział na temat indoktrynacji dzieci w książce Richarda Dawkinsa "Bóg urojony".
    Uważam, że jeśli rodzic szanuje dziecko, to powinien pozostawić mu możliwość
    wyboru - tak, żeby NAJPIERW nauczyło się samodzielnie myśleć, a dopiero potem
    zdecydowało, czy chce wyznawać jakąś religię, czy nie. Ale w Polsce się dzieci
    nie szanuje. Szacunek dla dziecka to dla większości naszych katolickich rodaków
    jakaś dziwna pedalska fanaberia. O szacunku dla dziecka mówił Korczak, ale -
    proszempanioł - Korczak to przecież był Żyd.

    Porażająca jest obłuda kościelnych urzędników: "jeśli siedmiolatek będzie
    domagał się chrztu [...] to po prostu razem z nim to zrobić". Obłuda i
    bezczelność! A gdyby siedmioletnia dziewczynka chciała rozpocząć współżycie
    seksualne, to czy ksiądz też by powiedział, że "ma swój rozum" i niech robi co
    chce? A gdyby siedmiolatek z katolickiej rodziny chciał przestać chodzić do
    kościoła, czy też ksiądz uznałby, że ma "używanie rozumu" i że trzeba mu dać
    wolną rękę?
    Kościół doskonale sobie zdaje sprawę, że jeśli kilkuletnim dzieciom uklepie się
    mózgi, to później większość z nich już nigdy nie odważy się wyjść poza wtłoczony
    im do głów schemat średniowiecznych bajek i przesądów. W Polsce tragedia polega
    na tym, że państwo jest wspólnikiem w tym praniu mózgów dzieciom.
    Ja w dzieciństwie miałem przyjemność chodzić przez kilka lat do francuskiej
    szkoły w arabskim kraju. Nie miałem pojęcia, jaką religię wyznają (jeśli
    wyznają) rodziny moich kolegów i koleżanek z rodzin arabskich, europejskich czy
    mieszanych. To była szkoła ucząca otwartości, życzliwości dla innych bez względu
    na kolor skóry, pochodzenie, kulturę. Naszej obecnej polskiej szkole bliżej do
    Iranu, niż do Europy...
    Nie mam dzieci, ale jeśli będę miał, to chciałbym je wychować na samodzielnie
    myślących ludzi, a nie na barany (owieczki). Więc może trzeba będzie wyjechać.
    Do Czech?

  • orlet 20.11.07, 13:04
    chemikpe napisał:

    > Poleciłbym jej bardzo ciekaw
    > y
    > rozdział na temat indoktrynacji dzieci w książce Richarda Dawkinsa "Bóg urojony
    > ".

    A czy to przypadkiem też nie jest indoktrynacja antyklerykalna?


    > chce? A gdyby siedmiolatek z katolickiej rodziny chciał przestać chodzić do
    > kościoła, czy też ksiądz uznałby, że ma "używanie rozumu" i że trzeba mu dać
    > wolną rękę?

    Przecież tak właśnie pytany ksiąz odpowiedział.


    --
    Orlet
  • chemikpe 20.11.07, 13:23
    Co do Dawkinsa: różnica między książką Dawkinsa a religią polega na tym, że
    Dawkins nie przedstawia swoich poglądów jako prawdy objawionej. Nie ma też
    niebezpieczeństwa, że jakieś małe dziecko zostanie zindoktrynowane przez książkę
    Dawkinsa - chociażby dlatego, że książka ta jest niezrozumiała dla osoby, która
    nie ma podstawowych wiadomości z biologii na poziomie mniej więcej gimnazjalnym.
    A więc zdołają ją przeczytać tylko osoby o jako tako ukształtowanym
    światopoglądzie.

    Co do drugiej uwagi - faktycznie, tak ksiądz powiedział. Ale ja odnoszę się nie
    do tego, co księża i wierni MÓWIĄ, tylko do tego, co ROBIĄ. Jeśli jakiś ksiądz
    jest w stanie faktycznie uszanować wolę 8-letniego dziecka, to chylę czoła z
    szacunkiem. Ale ja się z takim przypadkiem nigdy nie spotkałem. Przygniatająca
    większość ludzi wierzących jasno pokazuje, że nie uznają prawa dziecka do
    kształtowania własnych poglądów, wtłaczając kilkuletnim maluszkom do głowy
    dogmaty. A taki maluszek wierzy bez zastrzeżeń we wszystko, co usłyszy od starszych.
  • tojatojatoja 21.11.07, 20:43
    chemikpe napisał:

    >Przygniatająca większość ludzi wierzących jasno pokazuje, że nie
    > uznają prawa dziecka do kształtowania własnych poglądów, wtłaczając
    > kilkuletnim maluszkom do głowy dogmaty.

    Tak właśnie jest moja mama, która nie dawała mi prawa (i w sumie nadal nie daje
    mimo przekroczenia przeze mnie 30 roku życia) do decydowania o moim stosunku do
    wiary i kościoła. Zmuszała mnie szantażem emocjonalnym (no bo przecież nie
    biciem - na szczęście ;-) do chodzenia na msze i religię, aż w końcu, jak
    uzyskałam pełnoletność, się postawiłam i przestałam chodzić na religię.
    Krytyczny stosunek do religii miałam już od 4-5 klasy podstawówki, do
    bierzmowania przystąpiłam jako osoba, która wg kościoła popełniła świętokradztwo
    - wzięłam komunię nie wyspowiadawszy się. Nie mogłam być sobą, nie szanowano
    mojego prawa do określenia swojego stosunku do religii i do tej pory mam wstręt
    do kościoła i hipokryzji, jaka jest w wierzących zmuszających swoje dzieci do
    chodzenia drogą KK i nie dających im prawa wyboru. Dzięki mojej mamie nauczyłam
    się jak oszukiwać i kłamać, ukrywać fakt, że nie chodzę na msze, bo nie dawała
    mi prawa do szczerości. Natomiast naukę religii w pierwszych latach podstawówki
    (jeszcze w kościele, a nie w szkole) wspominam jako koszmar, bo ciągle słuchałam
    tam opowieści, które za bardzo działały na moją wyobraźnię i nie pozwalały mi na
    normalny zdrowy sen dziecka i na beztroskie dzieciństwo.
  • absurdynka 25.11.07, 19:35
    Ja miałam DOKŁADNIE to samo!!!! tylko że na szczęście ojciec ateista mnie
    popierał i do pionu ustawiał, aż skończyłam 18 lat i dyskusje ucichły... teraz
    mieszkam daleko od rodziców i mam spokój, ale aktu apostazji nie podpiszę bo by
    mi piekło na ziemi wyskoczyło

    --
    some things in life are bad
    they can really make you mad
    other things just make you swear and curse
  • martyna.marczak 16.03.08, 11:17
    Wydaje mi się, że mimo wszystko Twój stosunek do Kościoła jest związany nie z klerem, katechezą, a dewocją mamy.
    Bo tak naprawdę ciężko jest mi uwierzyć w to, że w szkole opowiadano Ci jakieś straszne historie (O jonaszu i Wielorybie? Co strasznego można opowiadać dzieciom?). Nie obraź się - nie wiem po prostu ile masz lat. Dzisiejszym maluchom bardziej działają na wyobraźnię dziwne kreskówki, niż łagodne i baśniowe opowiastki biblijne...
    Ja też byłam "zmuszana" do chodzenia do kościoła, ale moi rodzice otwarcie mi powiedzielil: po bierzmowaniu rób co chcesz. I robię, nie chodzę bo mi szkoda czasu. Ale nie uważam, żeby stało się coś złego w związku z tym, że przez jakiś tam piętnastoletni okres czasu trochę do tego kościoła sobie pochodziłam.
  • maupa13 26.11.07, 06:34
    Jeśli będzie to obowiązkowa lektura na lekcjach religii, i każą to na mszy
    czytać w kościele - to niewątpliwie tak!

    orlet napisał:
    > A czy to przypadkiem też nie jest indoktrynacja antyklerykalna?

    > chemikpe napisał: >
    > > Poleciłbym jej bardzo ciekawy
    > > rozdział na temat indoktrynacji dzieci w książce Richarda Dawkinsa "Bóg u>
    rojony> > ".
    >

    >
    >
  • maura4 21.11.07, 09:06
    Kto stawia nas Polaków w takich sytuacjach ? Kto dał kolejnym rządom
    prawo do czynienia z nas konformistów ? Jest XXI wiek,państwo
    teoretycznie świeckie z teoretycznym rozdziałem od koscioła.Religia
    w państwowych przedszkolach,religia w państwowych szkołach.A
    Polacy ? Cichusko jak baranki.Czasem troche ponarzekaja na forum.Na
    pana Tuska nie licze,bo pamietam jak wymigiwał sie od odpowiedzi na
    swiatopoglądowe kwestie.
  • jvenables14 25.11.07, 19:44
    to. Tusk w duzej mierze reprezentuje srodowisko prokoscielne. Wiec niestety, masz pecha :p

    Ministrant
  • maura4 25.11.07, 20:18
    To nie ja mam pecha,ale nasz biedny kraj zaplątany w konkordat ma
    pecha do strachliwych polityków.Ja wiem co mam zrobic,aby nie
    zaplątac się w sytuację opisaną w artykule.
  • jvenables14 25.11.07, 20:21
    Gdyby nie Kosciol, ten kraj stoczylby sie na dno. Madrzy politycy trzymaja z KK

    ministrant
  • maura4 25.11.07, 20:30
    To ile krajów w Europie cieszy się konkordatowym szczęsciem ,ktore
    zafundowali im politycy bez wiadomo czego ? Trzy ? W sobotniej
    Wyborczej jest ciekawy artykuł o opustoszałych kościolach w
    Irlandii.Polecam.Irlandia bez koscielnego gorsetu wspina się na
    wyżyny,a sądzisz,że my poszlibyśmy na dno ?
  • jvenables14 25.11.07, 20:44
    Wplyw Kosciola na gospodarke jest zaden. Rozwoj Irlandii wzial sie z tego, ze nie dusili jej przez 45 lat komunisci i zaczeli isc do przodu 15 lat wczesniej niz my.Przy tym sa duzo mniejszym panstwem. My nie dosc ze mielismy komunizm, to w dodatku oprocz pierwszej 1992 i lat 2005-2007 Polska byla w rekach oligarchow, cwaniakow i bylej SBcji, ktora myslala tylko jak sie na Polsce dorobic. Groszowe prywatyzacje, przekrety, afery, upadki przedsiebirstw itd. To jest przyczyna naszej pozycji w swiecie, a nie KK.
  • maura4 25.11.07, 20:56
    Przeczytaj ten artykuł,a zobaczysz,że Irlandczycy mówia,że
    zrzucenie koscielnego gorsetu to dla nich znaczy tyle, co dla nas
    1989r.
  • jvenables14 25.11.07, 19:48
    Zyjesz w katolickim kraju i pogodz sie z tym. Wiem, ze marzy ci sie francuski lewacki zamordyzm, ale zapomnij o tym. Widac, ze w tej szkole nauczyli cie szacunku dla odmiennosci, zapomnieli tylko nauczyc szacunku do katolikow i KK. Lewicowa tolerancja, z nutka zwierzecego antyklerykalizmu to typowe dla francuzikow.

  • japico 27.03.09, 11:56
    venables14 napisał:
    > Zyjesz w katolickim kraju i pogodz sie z tym.
    - - Tylko dlaczego mam się z tym godzić, wytłumaczysz mi to?
    Widac, ze w tej szkole nauczyli cie szacu > nku dla odmiennosci, zapomnieli
    tylko nauczyc szacunku do katolikow i KK.
    - Dlaczego miałbym mieć szacunek do katolików, kiedy oni nie mają go dla mnie?

    Lewic> owa tolerancja, z nutka zwierzecego antyklerykalizmu to typowe dla
    francuzikow.
    - - Kościół sam zasłużył sobie na antyklerykalizm i jestem zdania, że każdy
    ksiądz powinien być antyklerykałem jeśli ma choć krztę rozsądku i oleju w głowie.
  • heterofob2 20.11.07, 11:34
    "Dziecko dorasta, samo chce się ochrzcić, więc nie można mu odmówić."
    "Ośmiolatek jest często tak samo mądry jak pięćdziesięciolatek. (...)Nie można
    go zbywać, pomijać jego prośbę."

    czemu tego nie mówicie, gdy któreś dziecko decyduje, że NIE chce chodzić do
    kościoła, nie chce do komunii, nie chce na religię?

    czemu dziecko, które chce się ochrzcić, jest mądre i dojrzałe, a takie, które
    nie chce mieć do czynienia z krk, "głupie i złe" (cytat z JPII!!!)
    --
    Mam wszystko, ale chcę więcej: pragnę,byś także coś miał.
  • orlet 20.11.07, 13:07
    Przecież pytany w artykule ksiądz właśnie to powiedział.

    Zresztą nie ma problemu by dziecko nie chodziło do kościoła, na religię czy do komunii. O tym wszystkim decyduje nie ksiądz, a rodzice.

    Problemem jest właśnie konformizm rodziców, ale pretensje do ksiądza, byle tylko ugryźć kościół/Kościół.
    --
    Orlet
  • chemikpe 20.11.07, 13:34
    W wieku przedszkolnym i szkolnym NAJważniejsze na świecie jest dla dziecka
    zdanie rówieśników. Wykluczenie z grupy jest dla dziecka najstraszniejszą karą.
    A więc jeśli dziecko czymkolwiek się odróżnia od grupy (od klasy, paczki, dzieci
    z podwórka) to uważa się za gorsze. Tak samo czuje się dziecko nie chodzące na
    religię, jak dziecko nie posiadające komórki, albo dziecko chodzące w niemodnych
    ciuchach. Największymi konformistami na świecie są dzieci i nastolatki - bo
    gotowe są oddać duszę za akceptację grupy.
  • jvenables14 25.11.07, 19:56
    Wyroznianie sie innym wyznaniem, nie jest pietnujace, czasem nawet nobilitujace. Niechodzenia na religie czesto uznaje sie za spryt i zalatwienie sobie wolnej godziny. Status materialny ma tu o wiele wieksze znaczenie. Najczescie wysmiewa sie z osob biedniejszych i slabych fizycznie, jesli sa innego wyznania to tylko pretekst. Dziany ateista, nie ma tych problemow. Wszystko wiec w szkole rozbija sie o kase, a w przedszkolu dzieci maja religie gdzies i to tyle w tym temacie.
    Ministrant
  • wojo.b 27.11.07, 09:13
    Wskaż źródło w którym jest podane, że w ten sposób papież wypowiedział się o
    dzieciach. Jeśli nie jesteś w stanie, właź pod stół i odszczekaj kłamstwa.
  • orlet 20.11.07, 12:51
    A co to jest psycholożka?

    Swoją drogą rozumiem postawę księdza.

    Jeżeli samemu jest się niewierzącym to jak można w wierze wychować dziecko? Zakłamany jest więc ksiądz, czy osoba, która chrzci dziecko tylko dla papierka?

    --
    Orlet
  • ibryl 20.11.07, 14:34
    Szanowna Pani Magdo!; Szanowni forumowicze, którzy mają dzieci lub
    nie lub może będą je mieć; szanowny autorze
    ze smutkiem zauważyłem, że nikt, po za księdzem z artykułu nie
    zauważył, że podmiotem tej historii jest dziecko, a nie jego matka.
    Dzieci nie są niczyją właśnością, w szczególności nie są własnością
    rodzców, dziadków ani tym bardziej forumowiczów. Dziecko decydując o
    o sobie, podejmując dobre i złe decyzje, uczy się czym jest wolność,
    że łaczy się ona z odpowiedzialnością, że raz podjęte decyzje mogą
    nieść skutki na całe życie itd. nie znaczy to broń boże, że dziecko
    ma robić co tylko mu przyjdzie do głowy; rodzice są od tego by je
    mądrze wspierać w podejmowaniu decyzji (w tym również zabraniać
    realizacji ewidętnie złych wyborów);
    a propo: chrzest i seks to nie jest to samo
    pozdrawiam
  • chemikpe 20.11.07, 15:53
    "dzieci nie są niczyją własnością" - to piękne hasło. Zgadzam się z nim i
    chciałbym by wszyscy tak myśleli. Ale nie mylmy haseł z rzeczywistością. To
    hasło można sobie oprawić w ramki i powiesić na ścianie, a stan faktyczny jest
    taki, że ogromna większość dzieci jest traktowana przez dorosłych tak jakby były
    własnością tych dorosłych.
    Dziecko jest słabsze, mniej wie, mniej rozumie - i właśnie dlatego dorośli mogą
    je tak traktować. Jeśli przygniatającej większości Polaków nawet do głowy nie
    przyjdzie, że ich dzieci mogłyby mieć inne niż oni poglądy religijne, to znaczy,
    że traktują te dzieci jak swoją własność. Zresztą dorosłych wiernych Kościół
    traktuje tak samo jak dzieci.
  • aron2004 20.11.07, 18:39
    to nieprawda że Polska jest podobna do Iranu, bo w Iranie nie wolno
    modlić się do obrazków.
    --
    lubelskiebusy.blogspot.com/
  • greg0.75 25.11.07, 19:20
    ergo: u nas wolno więcej...
    (u nas = "w państwie katolickim / wyznaniowym / totalitaryzmu religijnego" czy co tam jeszcze szanowni Wojujący pragną podstawić)
    (a: przy "Wojujący" celowo nie wpisałem orientacji...)
  • ibryl 21.11.07, 08:53
    niestety masz rację
  • johncleese 25.11.07, 20:04
    Zgadzam się z Tobą. Masz racje. Nie wiem tylko dlaczego Drogi
    Forumowiczu zalożyłeś ze chrzest jest właściwym wyborem.
    pozdrawiam
    --
    a niech to
  • john-ziel 20.11.07, 14:36
    Oczywiście, że nie. Trzeba bronić swoich poglądów. Dziecko ma czas
    na tego typu decyzje. Pani psycholog ma rację kiedy mówi, że zapewne
    chce znaleźć oparcie w grupie. Temat jest mi bliski. Jestem
    protestantem. Osobiście zależy mi na tym (wraz z małżonką) aby mój
    syn i córka (odpowiednio 4 i 2 lata) dokonali w tej arcydelikatnej
    sprawie samodzielnego wyboru. Nie jest naszym zamiarem
    niejako "przekazanie" im naszego wyznania. Na obecnym etapie
    przekazujemy im informacje stosownie do wieku. W przyszłości
    chcielibyśmy aby wiedziały, że istnieją inne religie i wyznania i
    szanowały wszystkich ludzi niezależnie od przekonań. Niestety moje
    państwo opuściło nas i wielu innych obywateli stając się
    orędownikiem dominującego wyznania.Chcę przy tym podkreślić, że jest
    wielu ludzi wyznania rzymsko - katolickiego, którzy w tej sprawie
    wykazują postawę taktu i delikatności. Niestety są patrząc na ogół
    są w mniejszości. Średnia polska jest taka, że uczy się postaw
    konformistyczych byle by przy okazji wciągnąć ludzi w obręb Kościoła
    Rzysmko - Katolickiego. Katecheza jest niezbędnym elementem
    tworzenia nacisku w tym zakresie. Nie chodzi przy tym o rzeczywiste
    otwarcie człowieka na Boga, lecz o rozwój Kościoła jako instytucji i
    zapewnienie bytu chierarchii. Dodam, że każde wyznanie (grupa
    religija) ma tendencje do zawłaszczania spraw w tym zakresie.
    Dlatego mądre są te państwa, które wprowadzają prawny lub faktyczny
    rozdział od kościołów i związków wyznaniowych. Bogu to nie szkodzi
    (jak wynika z Biblii szanuje On bowiem godność każdego człowieka,
    zapraszając go do relacji i ze sobą) a uwalnia dzieci i ich rodziców
    od tak bolesnych rozterek o jakich mowa w reportażu.
  • vegas 21.11.07, 00:00
    Popieram! (poza pisownią słowa "hierarchia")
    Bądźmy państwem świeckim.
  • annaka 20.11.07, 16:27
    Najbardziej "rozwala" mnie stwierdzenie, że 7-latek może podjąć
    dojrzałe decyzje w sferze religijnej i trzeba mu umożliwić je
    zrealizować.
    Mogę dać głowę, że gdyby synek chciał zostać np. muzułmaninem albo
    nosić pejsy - ksiądz zmienił by zdanie diametralnie.
    Nie masz przekonania - nie chrzcij. po co??
  • vera123321 20.11.07, 16:43
    Tak powinnas ochrzcić dziecko i posłać do komunii, bo twoje dziecko jest
    nieszczęśliwe ,czuje sie jak brzydkie kaczatko z dziećmi które są przygotowywane
    do pierwszej komunii ,jak urośnie to sam zdecyduje ,ale teraz daj mu szanse
    ochrzcij i poslij do komunii bo robisz mu krzywde.
  • boston911 20.11.07, 16:51
    Powinni te Magde spalic na stosie przed Palacem Kultury!


    --
    "Co do homoseksualistów, to również w tym środowisku bywałem i znam
    je do szpiku kości...[...] I teraz się pochwale.Byłem w saunie dla
    homoseksualistów."(ddyzma5, dyżurny homofob na forum GW)
  • maaac 20.11.07, 16:52
    A teraz przenieśmy się w czasie w lata 30dzieste do pewnego ościennego
    państwa....
    I jak by wygadała rada? "Tak pozwól dziecku działać w HJocie i
    zamawiać piwo, bo >>czuje się jak brzydkie kaczątko z dziećmi które
    są<< ubrane w takie ładne mundurki"
    Nie chodzi mi broń Boże o zrównywanie chrześcijaństwa z faszystami,
    ale ci ludzie co dziś "dla świętego spokoju" chrzczą dzieci, wtedy dla
    świętego spokoju zapisywali się do NSDAP czy w komunizmie do PZPR.
    --
    Grafika od nowego layout'u forum wywalić na zbity monitor!
  • shaitan2 20.11.07, 17:08
    "Nie chodzi mi broń Boże o zrównywanie chrześcijaństwa z faszystami..."
    ale co w tym zlego?
    www.racjonalista.pl/kk.php/s,2751
  • maaac 21.11.07, 05:05
    Jest złe. Chrześcijaństwo nie ma nic wspólnego z faszyzmem choć
    ludzie mieniący się chrześcijanami mogą być faszystami.
    Raczej chodziło mi o szkodliwą postawę "płynięcia z nurtem".
    Dopiero podanie skrajnego przykładu może kimś na tyle wstrząsnąć by
    zrozumiał co tak naprawdę robi.
    --
    Grafika od nowego layout'u forum wywalić na zbity monitor!
  • lilu71 26.11.07, 15:22
    Tak... No to właśnie jest słynny "racjonalizm". Oczywiście, że nic w tym złego
    pod warunkiem, że pozwolisz na zrównanie z nimi również ateistów.
    --
    Każda rzecz ma dwie strony. Fanatycy widzą tylko jedną.(Anonim)
  • komorka25 25.11.07, 20:02
    vera123321 napisała:

    > Tak powinnas ochrzcić dziecko i posłać do komunii, bo twoje
    > dziecko jest nieszczęśliwe ,czuje sie jak brzydkie kaczatko
    > z dziećmi które są przygotowywane
    > do pierwszej komunii ...

    Pleciesz. Nie wiesz, czy dziecko jest szczęśliwe, czy nie. Z
    artykułu wynika jedynie, że jest zastraszone przez pie..ieta
    katechetke i nie rozumiejących meritum sprawy kolegów. Poza tym,
    niezależnie od poglądów pani Magdy, JEST PRZYGOTOWYWANE do komunii,
    bo chodzi na te indoktrynujące zajęcia i zdobywa wiedzę o legendach,
    np. jak Jezus nakarmił jednym chlebem 5 tysiecy ludzi, albo
    wskrzesił starego trupa. Problemem jest natomiast to, że matka nie
    postawiła sprawy jasno.

    > jak urośnie to sam zdecyduje ,ale teraz daj mu szanse
    > ochrzcij i poslij do komunii bo robisz mu krzywde.

    Krzywdę to mu zrobi jak ulegnie presji katomatołów i ochrzci syna
    oraz pozwoli mu pójśc do komunii, bo to bgędzie od niej wymagało
    ŚWIADOMEGO OKŁAMYWANIA dziecka, które będzie wiedziało, o tym, że
    matka kłamie.

  • honecker32 20.11.07, 17:23
    obok jest artykul o pracy dzieci w Indiach, napisane jest jak mozna
    łatwo "ustawic" takie dziecko
  • pampilio 20.11.07, 18:27
    Moj syn jako jedyne dziecko w szkole (miasto ok. 50 tys.) nie chodzi na religie.
    W zerowce zgodzilam sie, zeby bral udzial w zajeciach z katecheta (byl to
    zwyczajny przejaw konformizmu i obaw, ze bedzie sie czul i bedzie traktowany jak
    odmieniec), ale po kilku lekcjach sam zrezygnowal. Nie jest z tego powodu
    traktowany jak "brzydkie kaczatko". Rozmawialam z nim o religii katolickiej,
    innych religiach, religijnosci i stosunku ludzi do religii od poczatku, tzn. od
    kiedy sam zaczal pytac. Powiedzialam, ze ja sama kiedys chodzilam do kosciola,
    ale przestalam, a on moze kiedys zaczac, jednak chce, zeby podjal te decyzje,
    jak juz bedzie wiedzial, co robi, swiadomie. Na razie nie czuje takiej potrzeby.
    Kiedys powiedzial nawet, ze inne dzieci mu zazdroszcza, ze nie musi chodzic na
    religie (ale to juz zupelnie inna historia).
  • jvenables14 25.11.07, 20:01
    naprawde, bo wiekszosc pieniaczy z tego forum zyje w alternatywnej rzeczywistosci.
  • sergi1980 20.11.07, 18:31

    Do napisania tych słów skłoniła mnie opinia wyrażona przez dr Arską-
    Karyłowską w dyskutowanym artykule. Jestem absolwentem psychologii
    UAM w Poznaniu i Universite Bordeaux II we Francji. Dobrze znam
    słabości tej nauki, wynikajace z wielu, często ze soba sprzecznych
    nurtów,opinii,poglądów,wyników badań. Tymczasem osoby, które nie
    znają tych niuansów traktują opinie psychologów z takim samym
    stopniem zaufania i pewności, jak opinie lekarzy-specjalistów.To
    zjawisko niebezpieczne, szczególnie jeśli te opinie mają posłużyc
    podjęciu decyzji.Dlatego poddaję poniżej argumentację dr Arskiej-
    Karyłowskiej krytyce, aby ukazac drugą stronę medalu.

    Z artykułu dowiadujemy się,że pani Arska-Karyłowska,mimo że jest
    niewierząca, zdecydowała się ochrzcić córkę."Uznała, że jeśli żyje w
    kraju, gdzie 95 procent mieszkańców deklaruje katolicyzm, brak
    chrztu może być kiedyś dla dziecka problemem".Taka postawa w
    społeczeństwie obywatelskim powinna budzi wręcz instynktowny
    sprzeciw. Jest to przykład na skrajny oportunizm,żeby nie
    powiedziec: tchórzostwo.Czy powinniśmy kierowac życiem własnego
    dziecka zgodnie z tym, co myślą i robią inni?Gdyby np. okazało się,
    że wg takich czy innych badań 60% Polaków to antysemici,czy
    powinniśmy wychowywac w tym duchu nasze dziecko? Bo rozumując jak dr
    Arska-Karyłowska: jeśli nasze dziecko będzie lubic Żydów, a nie daj
    Boże jeszcze o tym głośno mówic, to moze byc to dla dziecka w
    przyszłości problem.Wychowajmy go zatem na antysemitę!

    Ten oportunizm powraca ze zdwojoną siłą, gdy dr Arska-Karyłowska
    stwierdza, że "Magda nie ma wyboru".Oczywiście, gdyby Magda chciała
    wszystkich wokół siebie uszczęśliwic i wzbudzic do siebie sympatię
    całego świata: rzeczywiście nie ma wyboru. Jeśli ochrzci dziecko, to
    wszyscy będą zadowoleni: samo dziecko, rodzice Magdy,Kościół, a może
    nawet-przynajmniej na początku-sama Magda. "A jeśli matka mu odmówi,
    Janek będzie miał do niej ogromny, niewybaczalny żal,który może
    przerwie bezcenną więź pomiędzy nimi"-stwierdza dr Arska-Karyłowska.
    Pewnośc tego stwierdzenia jest zadziwiająca.Pani dr nawet nie
    rozmawiała z Magdą i jej synem, a feruje tak radykalne
    opinie.Tymczasem można równie dobrze zaproponowac inne hipotezy
    (podkreślam:HIPOTEZY):
    1)bezcenna więż zostanie zerwana, owszem, ale wtedy gdy matka
    ochrzci dziecko.Dlaczego? Poniewaz z czasem Magda moze dojsc do
    wniosku, ze Janek (oczywiscie nie do konca swiadomie) zmusił ją do
    zaparcia sie siebie, wlasnym pogladom i przekonaniom.Moze odczuwac
    do niego niezupełnie uświadomiony zal, który będzię się od czasu do
    czasu ujawniac, z negatywnym skutkiem dla ich relacji.
    2)bedzie wrecz przeciwnie do tego, co sugeruje dr Arska-Karyłowska!
    Tzn. jeśli matka nie zgodzi się na chrzest Janka, byc może z czasem
    zrozumie on, że jego mama wykazała się odwagą, będzie jej wdzięczny,
    może nawet dumny z tego,ze matka uchroniła go przed dyktaturą
    większości.

    Inna negatywna konsekwencja niezgody na chrzest, przed jaką ostrzega
    dr Arska-Karyłowska:"Janek mógłby też w konsekwencji wskoczyc w
    przyszłości bez trzymanki w jakiś ruch religijny".Pytania w tym
    wypadku się mnożą: czy Kościół to nie jest również "jakiś ruch
    religijny"? A jeśli nie, to w czym jest lepszy od "jakiegoś ruchu
    religijnego"? Czyżby, mimo deklarowanego ateizmu, dr Arska-
    Karyłowska uważała,że jest tylko jedna słuszna religia, a wszystkie
    inne to sekty?

    Na marginesie dodam:uważam,że chrzest nieświadomych dzieci jaki jest
    praktykowany w Kościele katolickim to jest właśnie wpychanie dzieci
    w religię -że użyję tego określenia Pani dr- "bez
    trzymanki". "Trzymankę" możemy rozumiec jako rozwinietą, krytyczną
    inteligencję.Dzieci w wieku Janka jeszcze takowej nie posiadaja...

    Na koniec dr Arska-Karyłowska nie może się powstrzymac, jak wielu
    innych psychologów wypowiadających się w mediach,
    od "psychoanalitycznego wtrętu": "Jednak najważniejsze w tej sprawie
    jest to, że Magda powinna poszukać wsparcia dla samej siebie. Mnie
    się wydaje, że problem chrztu to bardziej owoc jej konfliktu z
    rodzicami niż problem Janka". Oczywiście,mamy rozwiązanie! Rodzice!
    Kompleks Edypa! Treści wyparte.Magda nie chce ochrzcic syna?Tu
    chodzi o konflikt Magdy z rodzicami! Tak właśnie Magdo powinnaś
    patrzec na swój problem. Zdajesz sobie z tego sprawę? Nie? A więc
    wyparłaś! Tą psychoanalityczną logiką można rozwiązac każdy problem.
    Co z tego jednak wynika?Nic.

    Nie mam zdolności jasnowidzenia, jakie wydaje się miec dr Arska-
    Karyłowska, udziekająca rad, mimo że nawet nie rozmawiała z Magdą i
    jej synem. Dlatego ja nie dam Magdzie rady, jak powinna postąpic.
    Ale muszę zaprotestowac, gdy czytam, ze po relacji z rozmów z
    księdzem i panią psycholog Magda powiedziała: "wygląda na to,że nie
    mam wyjścia". Nie zgadzam się z Tobą, Magdo. Ty sama najlepiej znasz
    sytuacje, swojego syna, a przede wszystkim znasz siebie.Lepiej niż
    ksiądz, psycholog, czy ktokolwiek inny.Jak probowalem wykazac
    powyżej: na każdą tezę psychologa można znaleźc antytezę. Ksiądz?
    Przecież to ostatnia osoba, która może byc w tej sprawie
    obiektywna.Dlatego to w sobie musisz przede wszystkim znaleźc
    odpowiedz na zaistniały dylemat.I tylko w sobie.Nie pozwól, by za
    Ciebie decydowali "podpowiadacze",zawsze przekonani o swojej racji.

    Sergiusz Wolski
  • vegas 21.11.07, 00:08
    Bardzo dziękuję za ten wpis.
    Miło jest usłyszeć, że nie wszyscy traktują opinie psychologów za niepodważalne i ściśle naukowe. Szczególnie, kiedy osobą taką jest psycholog.
    Jak najbardziej zgadzam się z wyrażanym w poście powyżej poglądem.
  • onufry.zagloba 21.11.07, 07:40
    Inna rzecz, ze ukazuje toto i nedze polskiej psychologii stawiajacej
    na - niestety - oportunizm i spiewanie w zgodnym chorze. I na jakas
    zla ceche kultury polskiej, KULTURY PLEBEJSKIEJ, ktora najwyrazniej
    dzis dominuje - vide: realizowanie wszedzie i na kazdym szczeblu
    ludowego porzekadla o pokornym cieleciu, co dwie matki ssie. Polak-
    indywidualista i rebeliant to najwyrazniej juz tylko jakis narodowy
    mit. Smutne.

    --
    "Partia z narodem, narod z partia!" Gomulka? Nie, KACZYNSKI!
  • wlodar1 25.11.07, 18:43
    Ja również dziękuję, że ktoś rozsądny się wypowiedział. Jak czytałem ten artykuł
    po raz pierwszy to miałem ochotę zamordować tą 'psycholożkę'. Czysty oportunizm
    i wygoda. A jeszcze ta rozmowa z księdzem - bezsensowna. Nie jestem
    wykwalifikowanym psychologiem, ba!, jestem zwykłym młodym człowiekiem o
    krytycznym umyśle i nie podoba mi się taki oportunizm u ludzi.

    Nie mam dzieci, ale mam nadzieję, że takich się doczekam i również nie będę ich
    chrzcił. Nie będzie mnie interesować w tym względzie zdanie rodziny mojej czy
    żony. To będzie nasza decyzja i poniesiemy jej konsekwencje.

    Zgadzam się a autorem, że chrzczenie dziecka to wpychanie go bez trzymanki w
    religię. Mało, to jest czysta indoktrynacja. Każe się dziecku chodzić na
    religię, modlić do bozi, wkuwać jakieś formułki, straszy się je pójściem
    rodziców do piekła, bo są nie wierzący. Boję się, że Magda jednak ugnie się pod
    presją rodziny i nie obroni własnych przekonań. Chociaż żywię nadzieję, że
    jednak jej się uda obronić.
  • johncleese 25.11.07, 20:56
    Mam podobne odczucia po lekturze tego artykulu. Ale to co chcialbym
    Ci powiedziec to to, ze tez jestem mlodym czlowiekiem, ktory nie
    chce chrzcic dziecka. Nie bede sie kierowal zdaniem (byc moze
    odmiennym) mojej rodziny czy tez rodziny mojej przyszlej zony. Ty
    napisales, ze we dwoje podejmiecie taka decyzje i bedziecie ponosic
    jej konsekwencje. Z calego serca Ci tego zycze, bo w moim przypadku
    przyszla zona ma wlasnie odmienne zdanie i jest przekonana o
    potrzebie chrztu :(
    --
    a niech to
  • nakapa 21.11.07, 12:35
    Bardzo Panu dziękuję za ten głos. Wszystko to czułam czytając
    wypowiedź psycholożki z artykułu, nie umiałabym jednak tego przekuć
    w precyzyjne słowa... Co za ulga!
  • yllen-kita 25.11.07, 19:35
    Bardzo Panu dziekuje za ten wpis. Zreszta jak widze z postow nie ja
    jedna. Ubral Pan w logiczne uzasadnienie to co chodzilo mi po glowie
    gdy czytalam cala dyskusje a szczegolnie wypowiedz pani 'pozal-sie-
    Boze' psycholog (przepraszam ale jej rada najbardziej
    mnie 'znokaltowala').
    A Pani Magdzie opowiem drobniutka sytuacje gdy bylam wczesna
    nastolatka. Nie zwiazana z religia ale z robieniem czegos bo robia
    to inni. Domagalam sie zgody od mojej mamy na cos co moja mama
    uwazala za niezbyt odpowiednie dla mnie. Na argument, ze ta czy inna
    kolezanka moze, moja mama odrzekla 'a jak one pojda zarabiac na
    zycie pod latarnie to tez bedziesz chciala je nasladowac'. Wtedy
    bylam wsciekla ale do dzis mi zostalo, ze nie nalezy
    nasladowac 'tlumu'. Moze Pani sprobuje synowi pokazac, ze Pani
    postawa wynika z Pani przekonan. Jest oczywiscie Pani w bardzo
    trudnej sytuacji ale moze znajdzie Pani 'taka latarnie' by moglo to
    do Pani synka dotrzec, ze nie zawsze warto isc z pradem. Powodzenia.
    Bardziej traci sie zaufanie dziecka gdy widzi ono zaklamanie
    doroslych.
  • maupa13 26.11.07, 06:44
    Dzięki za mądry wpis, bo naprawdę czasem zaczynam tracić wiarę... w ludzi :-)

    --
    Czuję, że budzi się we mnie zwierzę. Niestety, to chyba leniwiec.
  • stoova 26.11.07, 12:01
    Dzięki za wpis
  • keltoi 20.11.07, 19:00
    Rodzina ochrzciła mnie, bo to taka tradycja, chociaż z naprawdę wierzących w domu, tej najbliższej rodzinie decydującej, jest Tata. Poszłam na religię, bo mnie interesowało, co tam się robi.
    Do Komunii poszłam, bo chciałam - poszłam, w najskromniejszej sukience w kościele, zrobiłam kolejną sensację, bo jako dziecko śpiewające stanęłam sobie przed ołtarzem i czekając na swoją zwrotkę gibałam się na wszystkie strony do rytmu. Już widać było, że mam luzackie podejście do sacrum i zapędy do wolnomyślicielstwa. :D
    Miałam szczęście o tyle, że rodzice należą do myślących i kiedy za to "wolnomyślicielstwo" dostałam od siostry katechetki na religii w dalszej klasie SP w ryj, to już nie musiałam chodzić. A katechetka musiała zmienić szkołę. W wyniku interwencji właśnie Szanownego Pana Ojca. I nidgy nie miałam żadnych problemów, nawet w LO, gdzie przyszłam z założenia z kartką, że nie interesuje mnie religia.

    Teraz się tak czysto teoretycznie zastanawiam - co to za problem? Chrzest jest mi do niczego nie potrzebny, nie pamiętam, żebym używała aktu chrztu... Urodzenia tak. Ale chrztu? I co to za argument - że jakby się chciało ślub kościelny brać? Zawsze miałam swobodę myśli - zaznaczam, że w stricte katolickiej rodzinie, mam stryjka księdza - a do ślubu kościelnego pójdę chyba o ile w ogóle tylko z czystej próżności dla sukni... :] Jak mi się będzie chciało, to pobiegam po instytucjach, przemęczę się na zajęciach z życia przedmałżeńskiego i będę miała - bo tak sobie zdecyduję, mój wybór, mój problem. Ale z racji tego, że nie wierzę ani a Kościół, ani żadnego boga - raczej nie sądzę.

    Wszystko dzięki temu, że nikt mi religii na siłę nie wciskał. Kiedyś w jakiejś głębszej rozmowie rodzice mnie - jeszcze nastolatkę - zapytali, czy mam im za złe, że mnie ochrzcili, czy nie wolałabym teraz sama sobie wybrać. Po przemyśleniu stwierdziłam, że co się stało, to się nie odstanie, ale chyba jednak wolałabym sobie sama wybrać. Może bym nawet wierzyła. A tak weszłam w życie z garbem, że jestem w Kościele Katolickim i można mi to wypominać, że niby i chrzest, i komunia, a tu co? Dziś wychodzi na to, że od siedmiu lat kościoła z bliżej niż 200 metrów nie widziałam. Na szczęscie nikt z rodziny mi po głowie nie jeździ, znajomych mam różnych - od wierzących-praktykujących katolików, przez muzułamnów po ateistów-zapaleńców. No i co z tego. Nikt sobie do oczu nie skacze.

    Nie rozumiem zawahania Pani Magdy. W weekend posadzić dziecko na fotelu i wytłumaczyć - ja lubię brukselkę, a Ty nie. Ja mogę zrobić prawo jazdy, a ty jeszcze nie. Różnimy się mnóstwem rzeczy. Ja nie wierzę, a Ty co? Jak to jest? Naprawdę chcesz być w Kościele? Co to znaczy - bliżej Jezusa? Co to zmieni? Czemu chcesz takiej zmiany? Ja jako siedmiolatka wtłumaczyłam rodzicom, że mam wątpliwości co do wiary i zastanawiam się w związku z tym, czy iść do tej całej komunii. A rodzice mi wytłumaczyli, że w życiu wiele się zmienia i jeśli teraz czuję taką potrzebę, to proszę cię bardzo. Nie ma co traktować dziecka jak intelektualnego niedoroba - niech decyduje, jak się sparzy, to będzie miało przemyślenia, jak mu się spodoba, też będzie dobrze. Teraz tylko znaleźć księdza, co nie będzie żył przeszłością i do przodu.

    Uprzejmie informuję, że zeszłego lata w mojej rodzinie ochrzczono czterolatka z "niesakramentalnego", ba!, w ogóle niezalegalizowanego związku. W małym mieście, pośród blisko żyjącej rodziny, bez histerii, urodziło się dziecko parze dorosłych ludzi, gdzie on jest rozwodnikiem, a jak dziecko podrosło stwierdzono, że ochrzcimy. Nikt nie robił problemów. Wiecie dlaczego? Dziecko prowadzane do kościoła rezolutnie zapytało podczas widzianego chrztu, czy też się tak darło. Rodzice powiedzieli, że nie, bo nie było chrzczone. Dziecko zapytało "Dlaczego?". Rodzice popatrzyli po sobie i zapytali "No właśnie?". I ochrzścili.
    Nie róbmy ze chrztu takiego fetyszu. Jak komuś nie zależy, to tylko rodzinna okazja, którą można powspominać. A jak komuś zależy zupełnie odwrotnie, to istnieje coś takiego jak apostazja. Bez indoktrynacji w rodzinie wszystko i zawsze można. Potęga rozumu.

    Używanego.
    --
    Jak on mi strasznie pokaże!
    Jak ja okropnie zobaczę!
  • vegas 21.11.07, 00:27
    keltoi napisała:
    > Wszystko dzięki temu, że nikt mi religii na siłę nie wciskał. Kiedyś w jakiejś głębszej rozmowie rodzice mnie - jeszcze nastolatkę - zapytali, czy mam im za złe, że mnie ochrzcili, czy nie wolałabym teraz sama sobie wybrać. Po przemyśleniu stwierdziłam, że co się stało, to się nie odstanie, ale chyba jednak wolałabym sobie sama wybrać. Może bym nawet wierzyła. A tak weszłam w życie z garbem, że jestem w Kościele Katolickim i można mi to wypominać, że niby i chrzest, i komunia, a tu co?

    Nie zgodzę się z powyższym fragmentem i to już w kilku punktach. Jesteś osobą niewierzącą i posługującą się rozumem nie dlatego, że nikt ci religii na siłę nie wciskał, ale dlatego, że jesteś człowiekiem inteligentnym. Nie ma to nic wspólnego z tym, że nie chodziłaś na religię w liceum.
    To, że zostałaś ochrzczona nie ma żadnego wpływu na to, że jesteś dziś niewierząca. Napisałaś "może bym nawet wierzyła". Skoro już założyliśmy powyżej, że jesteś człowiekiem inteligentnym, to sama umiesz wybrać - wierzę lub nie wierzę. Jakiś odległy fakt z życia oseska nie ma tu znaczenia.
    A co do istnienia garba w postaci chrztu i komunii - nikt inteligentny (i ty sama w związku z tym również) nie może wypominać ci faktu bycia ochrzczonym lub uczestniczenia w komunii św. Do pewnych rzeczy się dojrzewa, na przykład do niewierzenia w Boga. Skoro jesteś osobą dorosłą i jest to twój świadomy wybór, to nic więcej się nie liczy.
    Wiara jest intymną sprawą każdego człowieka. Przynajmniej każdego dorosłego człowieka.

    I jeszcze jedno - Twoje przeżycia, doświadczenia i wybory życiowe są tylko Twoje. I nie możesz zakładać, że ktoś inny dokona podobnych wyborów lub będzie patrzył na wiarę tak jak ty patrzyłaś. Dlatego też moim zdaniem Twój ciekawy skądinąd wywód nie pomoże bohaterce tego artykułu w dokonaniu wyboru.
  • keltoi 21.11.07, 16:48
    vegas napisał:
    > Nie zgodzę się z powyższym fragmentem i to już w kilku punktach. Jesteś osobą n
    > iewierzącą i posługującą się rozumem nie dlatego, że nikt ci religii na siłę ni
    > e wciskał, ale dlatego, że jesteś człowiekiem inteligentnym.[..]
    > A co do istnienia garba w postaci chrztu i komunii - nikt inteligentny (i ty sa
    > ma w związku z tym również) nie może wypominać ci faktu bycia ochrzczonym lub u
    > czestniczenia w komunii św.

    I tu niestety mamy problem - nie wszyscy dookoła są inteligentni ;)
    A ja z racji bycia myślącą, czasem się zastanawiam, jak to by było - a jakbym była wierząca. Może inaczej? Takie tam, akademickie dyskusje ze sobą. :)

    > I jeszcze jedno - Twoje przeżycia, doświadczenia i wybory życiowe są tylko Twoj
    > e. I nie możesz zakładać, że ktoś inny dokona podobnych wyborów lub będzie patr
    > zył na wiarę tak jak ty patrzyłaś. Dlatego też moim zdaniem Twój ciekawy skądin
    > ąd wywód nie pomoże bohaterce tego artykułu w dokonaniu wyboru.

    Nie mówię, że musi. Ale może. Czasem czyjaś opowieść może nam dać jakieś pomysły na włsne rozwiązania. W żadnym wypadku nie namawiam do "mojego" rozwiązania, raczej chciałam zauważyć, że tak w ogóle, to się da. Dużo róznych rzeczy.
    Pozdrawiam!

    --
    i znów z wrodzonym urokiem zgubiłam wątek.
  • agatazieba 26.11.07, 00:08
    problem w tym, że ludzie wypominają. mówią: "przecież jesteś katolikiem" i nie
    przyjmują do wiadomości, że nie jesteś. albo: "ona taka wierząca, a teraz co?
    ślub cywilny bierze".
  • camparis 25.11.07, 23:43
    keltoi napisała:
    > a do ślubu kościelnego pójdę chyba o ile w ogóle tylko
    > z czystej próżności dla sukni... :]

    HA HA HA

    Ja poszłam do ślubu cywilnego w sukni! Takiej jakiej chciałam!
    Wprawdzi słyszałam krytyczne głosy, że taka sukienka, to chyba tylko
    do ślubu kościelnego się nadaje i że do ślubu cywilnego to powinnam
    zdecydować się na białą garsonkę.

    Moją jedyną odpowiedzią było: A KTO MI ZABRONI ZAŁOŻYĆ TAKĄ SUKIENKĘ
    JAKĄ CHCĘ? I z reguły kończyły się głupie teksty.

    Miałam prześliczną suknię ecru do samej ziemi, z szykownym gorsetem
    i kwiaty we włosach. I czułam się piękna. Bez konieczności
    udowadniania, że tak mogę się ubrać tylko do kościoła.
  • boykotka 20.11.07, 19:04
    Co to znaczy, że ksiądz nie chce ochrzcić dziecka, bo matka jest
    niewierząca ? Przecież posłała dziecko na religię, więc spełniła
    wszystkie z możliwych w jej przypadku przesłanki wychowania dziecka
    w wierze katolickiej. Po za ty dziecko ma wierzącego ojca i
    wierzących dziadków. To skandal, że ksiądz podważa wiarygodność
    matki w oczach dziecka.
    Dwa lata temu w podobnej sytuacji byłam matką chrzesną mojego
    bratanka. W moim przypadku brat wysłuchał półgodzinnego kazania na
    temat "godności bycia matką chrzesną". Dodam na koniec, że
    sprawdzanie moich kwalifikacji skończyło się z chwilą sowitej
    zapłaty za chrzest. A już zaczynałam mieć wyrzuty sumienia :)))
  • bantus 20.11.07, 19:13
    zwariować można. niech powie dziecku, że jezus to postać z bajek dla dorosłych i
    się skończy. ile można się droczyć z dzieckiem? i po co?
  • public_enemy 20.11.07, 19:31
    Niedługo będę w podobnej sytuacji bo gdy urodzi mi sie dziecki moja
    żona będzie je chciała ochrzcić jako osoba wierząca, a po części
    dlatego że wszyscy tak robią. Później historia z komunią, no bo jak
    to tak wszystkie inne dzieci mają a nasze nie. Ja szczerze mówiąc
    jako ateista jestem przeciwny. Jako dziecko nie miałem wyboru, razem
    z innymi owieczkami byłem prowadzany do kościoła, na religie
    chodziłem bo mi rodzice kazali, a była jeszcze wtedy w kościele.
    Komunie, bierzmowania "jak pan bóg przykazał", dopiero w wieku
    nastoletnim dojrzałem do tego żęby uświadomić sobie w co byłem
    wrobiony, przestałem chodzić do kościoła, slub miałem jeszcze
    kościelny tylko dlatego żeby nie robić przykrości żonie. Gdy w
    liceum przenieśli religię do szkół, wkurzało mnie to że jestem
    odpytywany z 10 przykazań, zaraz po 18 urodzinach wypisalem się na
    własną prośbę. Takiego ostracyzmu ze strony kleru jak po tym
    zdarzeniu chyba jeszcze nie widziałem, widnieje to do dzisiaj w
    mojej kartotece, jeszcze z 5 lat po tym zdarzeniu ksiądz po kolędzie
    wypominał rodzicom że nie chodziłem na religię.
    Jestem przeciwny chrzczeniu dzieci na siłę, dziecko nie jest na tyle
    dojrzałe żeby zrozumieć czym jest albo nie jest bóg, więc bardzo
    proszę zostawić dezycję na później. Mamy chory system z jedynie
    słuszną religią w szkole i żadną alternatywą, już w przedszkolu
    religia jest w środku dnia po to żeby czasem dziecka nie zabrać
    wczesniej albo przywieźć później. Dlaczego kler nie chce się na to
    zgodzić, i przy każdej duskusji mówią, że to przecież nie zaszkodzi.
    Dzieci które nie chodzą na religię czują się później odrzucone przez
    grupę, tak samobyłoby gdyby zamiast religii była godzina grania na
    WII. Wtedy Janek mówiłby że chce być bliżej WII.
    Ja uważam że zdecydowano za mnie i teraz żeby się wypisac z tych
    zabobonów muszę przyjść z dwoma świadkami i odowadniać że jestem
    poczytalny!! 30 lat temu nikt się nad tym zastanawiał, a ja się
    teraz zastanawiam czy być oportunistą i dla "świętego spokoju"
    ochrzcić dziecko, czy pozwolić mu forsować jedynie słuszną wizję
    świata. Na szczęście mieszkam na razie za granicą, ale kiedyś wrócę
    i będę mial ten sam problem...
  • public_enemy 20.11.07, 19:31
    Niedługo będę w podobnej sytuacji bo gdy urodzi mi sie dziecki moja
    żona będzie je chciała ochrzcić jako osoba wierząca, a po części
    dlatego że wszyscy tak robią. Później historia z komunią, no bo jak
    to tak wszystkie inne dzieci mają a nasze nie. Ja szczerze mówiąc
    jako ateista jestem przeciwny. Jako dziecko nie miałem wyboru, razem
    z innymi owieczkami byłem prowadzany do kościoła, na religie
    chodziłem bo mi rodzice kazali, a była jeszcze wtedy w kościele.
    Komunie, bierzmowania "jak pan bóg przykazał", dopiero w wieku
    nastoletnim dojrzałem do tego żęby uświadomić sobie w co byłem
    wrobiony, przestałem chodzić do kościoła, slub miałem jeszcze
    kościelny tylko dlatego żeby nie robić przykrości żonie. Gdy w
    liceum przenieśli religię do szkół, wkurzało mnie to że jestem
    odpytywany z 10 przykazań, zaraz po 18 urodzinach wypisalem się na
    własną prośbę. Takiego ostracyzmu ze strony kleru jak po tym
    zdarzeniu chyba jeszcze nie widziałem, widnieje to do dzisiaj w
    mojej kartotece, jeszcze z 5 lat po tym zdarzeniu ksiądz po kolędzie
    wypominał rodzicom że nie chodziłem na religię.
    Jestem przeciwny chrzczeniu dzieci na siłę, dziecko nie jest na tyle
    dojrzałe żeby zrozumieć czym jest albo nie jest bóg, więc bardzo
    proszę zostawić dezycję na później. Mamy chory system z jedynie
    słuszną religią w szkole i żadną alternatywą, już w przedszkolu
    religia jest w środku dnia po to żeby czasem dziecka nie zabrać
    wczesniej albo przywieźć później. Dlaczego kler nie chce się na to
    zgodzić, i przy każdej duskusji mówią, że to przecież nie zaszkodzi.
    Dzieci które nie chodzą na religię czują się później odrzucone przez
    grupę, tak samobyłoby gdyby zamiast religii była godzina grania na
    WII. Wtedy Janek mówiłby że chce być bliżej WII.
    Ja uważam że zdecydowano za mnie i teraz żeby się wypisac z tych
    zabobonów muszę przyjść z dwoma świadkami i odowadniać że jestem
    poczytalny!! 30 lat temu nikt się nad tym zastanawiał, a ja się
    teraz zastanawiam czy być oportunistą i dla "świętego spokoju"
    ochrzcić dziecko, czy pozwolić mu forsować jedynie słuszną wizję
    świata. Na szczęście mieszkam na razie za granicą, ale kiedyś wrócę
    i będę mial ten sam problem...
  • z616 20.11.07, 19:36
    pani Magdo
    zamiast dac sobie wmawiac to co mowia wszyscy wokolo, niech pani to odrzuci

    dziecko chce zeby je ochrzcic? dziwi sie pani? jak na religii mu wmawiaja bzdury - przecie to dziecko wiec bierze wszyko na powaznie- trzeba dziecko wypisac z religii

    zamaist ciagle odpierac ataki ze strony syna, niech pani zacznie z nim rozmawiac o oszustwie, wladzy, kasie, ktore sa podstawa funkcionowania spoleczenstwa, ktore jest rzadzaone przez te "prawa"

    prawda nigdy nie jest latwa, tymbardziej jak dookola dzieciak slyszy steki bzdur, a od rodzicow nie moze sie doweidziec prawdy
    sadzac po tej sytuacji wiekrzy autorytet dla dziecka stanowi jego facetka od religii niz matka czy ojciec... - proponuje to zmienic - proponuje zaczac uswaidamiac dziecko (co juz powinni byc dawno temu zrobione) - inaczej bedzie coraz gorzej - prosze podac mu przyklady roznych sekt i czemu kosciol zwalcza sekty, a do siebie sklania setki tys ludzi
    przeanalizowac pezyklady - ma pani internet zaden problem poszukac i przeanalizowac... w ostatecznosci udac sie do psychologa ateisty :P
  • jorlewue 20.11.07, 19:40
    W takiej sytuacji ochrzciłabym - z czystego pragmatyzmu. Moi rodzice
    są bardzo średnio wierzący. Ale byłam ochrzczona i chodziłam na
    religię. Po I komunii i całej tej szopce miałam ciężki okres
    dewocji - nawkręcałam sobie, że Pan Bóg, aniołki i te sprawy.
    Popylałam do kościoła z książeczką do nabożeństwa itp. co wieczór
    rachunek sumienia... A moi rodzice ani mi zabraniali, ani się tym
    interesowali. Ja widziałam, że oni nie chodzą, więc po jakimś czasie
    mnie się też znudziło :) Jeśli dziecko bardzo chce, to niech ma -
    jak nową zabawkę. A postawy i tak przejmuje się od rodziców :)
  • z616 20.11.07, 19:49
    a jak by dziecko bardzo chcialo przystapic do sekty pod wezwaniem swietego lucyfera? to bys pozwolila?

    przecie bardzo chce, potraktuj to jak danie mu nowej fajnej zabawki:P
  • z616 20.11.07, 19:40
    - Myślę, że Magda nie ma wyboru i musi poważnie potraktować prośbę synka

    od keidy dzieci maja cokolwiek do gadania w ich wychowaniu?

    cieakwe czy starzy sie zgodza wypisac 7 latka z religii i z kosciola na jego prosbe - watpie..
  • idonea 20.11.07, 20:06
    ... z synem. Nieważne, czy w ostatecznym rachunku zdecydujesz się na ten
    chrzest, czy nie, warto jest porozmawiać z dzieckiem o tym, czym jest religia,
    czy religie, przedstawić mu historię i stan swoich poglądów na tę sprawę. Jeśli
    po poznaniu różnych faktów dziecko dalej chce brać w tym udział, wtedy możesz
    się zgodzić.
    Moje dziecko w wieku 4 lat obejrzało przypadkiem film dokumentalny o inkwizycji.
    Widok pana, który wybrał śmierć przez ugotowanie w gorącym oleju niż wyrzeczenie
    się swoich poglądów poruszył ją do żywego. Odbyłyśmy potem długą rozmowę o tym,
    i dlaczego takie rzeczy się działy (a w niektórych częściach świata nadal się
    dzieją).
    Najważniejsze, żeby jakakolewiek będzie ostateczna decyzja, nie była podjęta pod
    wpływem strachu (np. przed piekłem) czy konformizmu, chociaż czy można na tym
    etapie tego uninknąć? Chłopiec już wierzy, że chrzest w jakiś sposób zmieni jego
    jakość życia, że ktoś, nawet ten wyobrazony pan Bóg bardziej go "polubi". Czyli
    obawia się, że teraz jest gorszy i oddzielony od tego, co jego środowisko uznaje
    za największe dobro. Na pewno trudno sobie z taką świadomością poradzić.

  • alaluk 20.11.07, 20:40
    Czegoś nie rozumiem... Skoro pani Magda sama wcześniej chodziła do
    kościoła, a teraz deklaruje się jako niewierząca, to po co posłała
    dziecko na religię? Skoro już posłała, ergo - poszła na kompromis,
    to dlaczego nie chce pójść dalej? W końcu święcona woda nie boli.
    Tak samo, jak nie bolą różne inne obrzędy, w których - z ciekawości
    nawet - można wziąć udział w różnych świątyniach: choćby Hare
    Kriszna (dobre żarcie dają!). Dzisiaj religie są jak supermarket -
    można sobie wybrać co się chce, skosztować różnych obrzędów (i
    czasem szybko o tym zapomnieć), pozostanie tylko trochę ezgotyki.
    Jeśli Pani Magda jest niewierząca, to czemu robi z tego chrztu
    dziecka taki problem. Ochrzcić chłopaka i tyle! W końcu Polska to
    kraj katolicki, taką półkę w tym supermarkecie z religią mamy
    najbliżej. Synek będzie zadowolony, a kto wie, może okaże się, że
    Biblia mówi prawdę? Kiedy Pani Magda umrze i stanie przed świętym
    Piotrem, może to będzie jej policzone jako dobry uczynek... Co komu
    szkodzi trochę święconej wody? Tylko diabeł się jej boi...
  • bnew 20.11.07, 21:08
    tak, tak dla swietego spokoju ustąp klechomi i presji społeczeństwa.
    Oczywiście trzeba im zapłacić odpowiednią sumkę bo dach przecieka,
    ale to już inna historia. Jak za dwa lata zachce tatuażu bo koledzy
    mają to tez mu ustąpić, a jak będzie chciał przejść za 3 na
    radykalny islam to też się zgodzić czy już wtedy nie no bo przecież
    w polsce już nie taki popularny to się nie będzie podobało.
    Najbardziej mnie wkurza to zakłamanie księdza, który powiedział że
    jeżeli dziecko chciałoby przestać chodzić do kościoła to trzeba się
    z tym zgodzić, g..no prawda. Wtedy krzyczeliby najgłośniej jak sie
    da że bezbożnicy nie wychowują dziecka po chrześcijańsku. I przy
    każdej okazji wytykaliby to biednemu dziecku i rodzicom.
    Ochrzcij dziecko teraz, a za 20 lat zapytana dlaczego to zrobiłaś
    nie będziesz miała co odpowiedzieć...
    Przydałby się u nas podatek kościelny, okazałoby się że w Polsce
    jest przy dobrym wietrze 30% katolików a nie 99% :)))
    --
    "When one person suffers from a delusion it is called insanity. When
    many people suffer from a delusion it is called religion." Robert
    Pirsig
  • harovoj 21.11.07, 10:18
    bnew napisał:
    > Przydałby się u nas podatek kościelny, okazałoby się że w Polsce
    > jest przy dobrym wietrze 30% katolików a nie 99% :)))

    najlepiej dziesięcinę;)
  • puk-puk 25.11.07, 18:40
    masz 99% racji (100% nikt nie ma)
    podatek należałoby nazwać - wyznaniowy, demokratycznie, wszyscy
    wierzący mogliby go płacić na rzecz swojego wyznania
    wartośc kwoty np, 0,01 płacy - i oczywiście bez odpisu
    albo apostazja
  • wa_ga1 25.11.07, 22:46
    Masz po trzykroć rację ! Swojego dzieciaka nie ochrzciłam i nie
    mam żadnych problemow - jest już dorosły , ale b. często
    rozmawialismy dlaczego nie kochamy bogow i kościołow .
  • bnew 20.11.07, 22:12
    tak, tak dla swietego spokoju ustąp klechomi i presji społeczeństwa.
    Oczywiście trzeba im zapłacić odpowiednią sumkę bo dach przecieka,
    ale to już inna historia. Jak za dwa lata zachce tatuażu bo koledzy
    mają to tez mu ustąpić, a jak będzie chciał przejść za 3 na
    radykalny islam to też się zgodzić czy już wtedy nie no bo przecież
    w polsce już nie taki popularny to się nie będzie podobało.
    Najbardziej mnie wkurza to zakłamanie księdza, który powiedział że
    jeżeli dziecko chciałoby przestać chodzić do kościoła to trzeba się
    z tym zgodzić, g..no prawda. Wtedy krzyczeliby najgłośniej jak sie
    da że bezbożnicy nie wychowują dziecka po chrześcijańsku. I przy
    każdej okazji wytykaliby to biednemu dziecku i rodzicom.
    Ochrzcij dziecko teraz, a za 20 lat zapytana dlaczego to zrobiłaś
    nie będziesz miała co odpowiedzieć...
    Przydałby się u nas podatek kościelny, okazałoby się że w Polsce
    jest przy dobrym wietrze 30% katolików a nie 99% :)))
    --
    "When one person suffers from a delusion it is called insanity. When
    many people suffer from a delusion it is called religion." Robert
    Pirsig
  • greg0.75 25.11.07, 19:40
    ten facet od gorącego oleju był p...m fanatykiem, dla którgo jakaś wyklepana od niechcenia formułka była ważniejsza od własnej ... (głowy) czy może szlachetnym męczennikiem za swoje przekonania?

    Pytanie czy był wyznawca którejś z powszechnie znanych religii czy może proto - wolnomyslielem jest w sumie drugorzędne...
  • jeanie_mccake 20.11.07, 22:30
    Pokaz najpierw dziecku wszystkie znane dowody na istnienie bogow,
    potem porownaj nauke biblii z nauka kosciola katolickiego.
    Jesli bogow a wiec piekla nie ma, dziecko nie musi sie ochrzcic,
    jesli chrzescijanski bog istnieje, to moze sie ochrzcic w piekle,
    gdzie przeciez ksiezy, jako balwochwalcow i uzurpatorow J.
    Chrystusa, nie brakuje.
  • onufry.zagloba 21.11.07, 07:30
    U nas (anglikanie) pieklo jakis czas temu przestalo oficjalnie
    istniec; w innych wyznaniach reformowanych jest podobnie:)
    --
    "Partia z narodem, narod z partia!" Gomulka? Nie, KACZYNSKI!
  • jaras 20.11.07, 23:32
    Dziecko w tym wieku potrzebuje przede wszystkim akceptacji, zarówno ze strony rówieśników jak i dorosłych (również wspomnianej siostry-katechetki). Między bajki można włożyć argumenty księdza, że ośmiolatek może być dojrzały i dokonywać wyborów, on po prostu nie chce być inny niż pozostałe dzieci! A taki właśnie się czuje. Co gorsza, za swoją "inność" wini matkę. Wygląda na to, że argumenty katechetki (i prawdopodobnie, rówieśników) przekonują go bardziej niż te, które słyszy od matki, być może ona nie potrafi przekazać mu swego punktu widzenia w odpowiedni sposób.
    Coż, sam jestem ateistą ale w tym przypadku ochrzciłbym dziecko. Chcemy tego czy nie, ale żyjemy w katolickim i niestety, dość nietolerancyjnym kraju. Często musimy zatem iść na kompromis żeby nie skazywać siebie, bądź swoich dzieci na odrzucenie przez społeczeństwo. Dla ośmiolatka takie odrzucenie może fatalnie wpłynąć na rozwój psychiczny, nie mówiąc o przyszłych relacjach z matką. Co więcej, nasze dzieci nie są naszą własnością i nie powinniśmy na siłę kształtować ich światopoglądu według własnego widzimisię, tym bardziej, że często przynosi to odwrotny skutek.

    Zatem, podsumowując: Jeśli argumenty katechetki trafiają do dziecka lepiej niż nasze własne (a wygląda na to, że jest tak w przedstawionym w artykule przypadku), powinniśmy zgodzić się na chrzest. To konieczny kompromis, mniejsze zło. Alternatywą mogłoby być jedynie przeniesienie dziecka do innej, prywatnej, światopoglądowo ateistycznej szkoły, jednak wątpię czy takie istnieją...

    Na pocieszenie tylko dodam, że rezultatem intensywnej katolickiej indoktrynacji w wieku szkolnym może być bunt przeciwko religii, włącznie z całkowitym jej odrzuceniem w okresie późniejszym. :-)
  • arras_1333 20.11.07, 23:48
    Chodziłem do katolickiego przedszkola, jestem osobą wierzącą. Dziecko w wieku
    7lat nie ma jeszcze na tyle mądrości, żeby samodzielnie podejmować decyzję w
    sprawie wiary, ja w tym wieku myślałem na religii o piosenkach, które można
    pośpiewać, rysunkach, fajnej atmosferze na lekcjach. Pamiętam też wytykanie
    palcami dzieci, które nie chodziły na religię, od Żydów, krzyczenie na przerwach
    że pójdą do piekła. Myślę, że skoro to dziecko już chodzi na religię, powinno
    być ochrzczone, niech matka nie krzywdzi dziecka dla swoich wielkich ideałów.
    Kiedy dziecko podrośnie, samo zdecyduje czy chce dalej byc w kościele czy tez
    nie, to będzie jego suwerenna decyzja, wielu moich znajomych odwróciło się od
    kościoła w pewnym wieku, to bzdura że zostanie się zindoktrynowanym,
    przynajmniej ja się tak nie czuję.

    Do ateistów, mamy wolny kraj i wolność poglądów, ja nie obrażam was dlatego wy
    nie obrażajcie mojej religii, bo mieszając kościół z błotem, sami zaprzeczacie
    waszej wolności, próbując narzucić reszcie społeczeństwa swój jedyny słuszny
    światopogląd. Pozdrawiam.
  • chemikpe 21.11.07, 12:28
    Do arrasa: To bardzo częste wśród katolików przekonanie, że ateiści to są jacyś
    "oni". Szanowny arrasie, nie ma żadnego kościoła ateistycznego, nie ma żadnego
    ateistycznego Jana Pawła II, ateiści to nie są baranki i owieczki pod wodzą
    ateistycznych kapłanów. Ateiści nie działają wspólnie, w porozumieniu, w grupie.
    Jeśli czujesz się obrażony wypowiedzią jakiegoś ateisty, to wiedz, że ateista
    mówi wyłącznie w swoim własnym imieniu. Więc Twoje stwierdzenia o ateistach -
    "wy obrażacie", "wy zaprzeczacie" - pokazują tylko Twój odpowiednio
    ukształtowany (od przedszkola)kolektywistyczny świoatopogląd.
    z wyrazami szacunku
    ateista
  • greg0.75 25.11.07, 20:03
    Oczywiście nikt nie imputuje WAM tworzenia hierarchicznych, zcentralizowanych struktur, gremialnej prznależności do jakichkolwiek sformalizowanych ruchów czy nawet jedorodności światopoglądowej; niemniej jednak:
    - identycznie określana tożsamość
    - częściowa choćby zbieżność poglądów
    - grupowe wspieranie swoich racji (patrz bieżąca dyskusja)
    pozwalają na objęcia WAS - choćby dla wygody wypowiedzi - wspólnym mianownikem.
    BTW: istnieją oczywiście również sformalizowane struktury grupujące ateistów / antyklerykałów / "wolnomyslicieli" / "racjonalistów"
    (cudzysłowy służą wyłączeniu z dwu ostatnich grup ludzi samozwańczo i niezasłużenie podszywających się pod wymienione kategorie, nie zaś deprecjonowaniu postaw)
  • maupa13 26.11.07, 07:00
    Ja nie jestem ateistką, a chrzest w tym przypadku uważam za niemoralny - i za
    niemoralną uważam postawę księdza zwłaszcza, bo deprecjonuje własny sakrament -
    też mnie do "onych" zaliczysz?

    Nie jestem ateistką, wierzę - a w co, to moja sprawa...


    --
    Czuję, że budzi się we mnie zwierzę. Niestety, to chyba leniwiec.
  • fiolek_alpejski 20.11.07, 23:58
    Za żadne skarby nie ochrzciłabym swojego dziecka. Sama jestem
    ateistką i wiem, że w tym kraju to nie jest łatwe. Ale
    niewykluczone, że Twoj syn moze Ci byc kiedys za to wdzieczny, ze
    bylas 'odwazna' i nie włączyłaś go do grupy hipokrytów, którzy
    wierzą, bo 'tak wypada'. Dziecko, jak powiedział moj przedmowca na
    forum, musi sie uczyc krytycznego myslenia. Jesli zostanie nauczone,
    ze zawsze za wszelką cenę musi dopasowywac się do innych, to
    zostanie mu wpojony konformizm i brak poczucia indywidualnosci. Nie
    sadze, zeby 8 letnie dziecko wiedzialo, na czym polega istota chrztu
    wedlug kosciola. Na pewno nie nalezy zachecac go do tego, aby
    bezmyslnie nasladowalo innych ludzi. To niebezpieczne.
  • zezen 21.11.07, 00:47
    Opowiem własną historię.

    1. Jestem ochrzczony. Uczyniła to babcia, bez zgody moich rodziców
    (ateiści - nawet o tym nie wiedzieli). Więc się da.

    2. Gdy miałem 7 (może 8) lat, mama zapytała mnie, czy chcę chodzić
    na lekcje religii. Większość moich kolegów się "komuniowała" wtedy,
    więc naciski ze strony rówieśników były, a owszem. Zastanowiłem się
    nad tym sam (! kluczowe słowo) i z propozycji zrezygnowałem.

    3. Do tej pory nie jestem "skomuniowany" i na religię nigdy nie
    chodziłem.

    4. Mam 37 lat. Wiem o historii kościoła katolickiego, katechizmie
    itp. więcej niż przeciętna (sprawdziłem to na swych katolickich
    przyjaciołach). Od 20 lat chodzę dosyć regularnie do kościołów -
    przeważnie katolickich, na mszę. W ramach higieny duchowej odwiedzam
    też inne, od czasu do czasu. Czuję Boga i dosyć się lubimy. Miła z
    niej babka (! - gdyż: "I've seen God and you know what - she's black
    and lesbian" ale to już wykracza poza tematykę tego wpisu).

    5. Od kilku lat mam dziecko, albo raczej - ono mnie ma. Poczekam do
    odpowiedniego wieku, zanim go ochrzczę lub do innej wspólnoty
    zaproszę. Bóg będzie potrzebować i jego pomocy.

    Moja rada dla bohaterki artykułu - daj swemu dziecku zdecydować, co
    chce, a będzie Ci za to wdzięczne przez dziesiątki lat. Jakąkolwiek
    decyzję teraz by podjęło.

  • tatavariata 21.11.07, 01:54
    Mądra opinia.

    Podejrzewam, że spotkasz się z odpowiedziami typu: a co jeśli dziecko zdecyduje o wstąpieniu do NSDAP, braniu narkotyków albo skoku z mostu?
    --
    Oto jest Maja, ur. 01.07.2005
  • xkx 21.11.07, 10:15
    Tylko wytłumacz mi jedno jesli jestem ateistą to po kiego licha nie
    do końca? Po kiego licha jesli ja jestem ateista i chce by moje
    dzicko nim było posyłam je na religie? Wybacz ja takie postepowanie
    okreslam mianem niekonsekwencji.
  • andrzej369 21.11.07, 13:58
    Brawo Fiolku alpejski !

    Przede wszystkim, sami pracujmy nad nasza swiadomoscia, bez indoktrynacji innych.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.