30.07.09, 14:54
mateusz.pl/czytania/2009/20090729.htm
"„My miłujemy Boga, ponieważ Bóg sam pierwszy nas umiłował” (1, J
4,19). Człowiek jako zwykłe stworzenie jest zdolny tylko do miłości
ludzkiej, która może być afektem, sympatią, uczuciem, a także
namiętnością, i może nawet oddać się całkowicie osobie ukochanej,
jak to czyni matka względem dziecka. Wszystko to jest szlachetne i
piękne, lecz jest nieskończenie dalekie od miłości, która
jest „uczestnictwem w nieskończonej miłości, jaką jest Duch Święty”
(św. Tomasz: II-a II-ae, 24, 7), a więc miłości samego Boga.

W zakresie miłości człowiek nie może podjąć żadnej inicjatywy; ona
może przyjść tylko od Boga. Istotnie, Bóg umiłował
człowieka „pierwszy”, a miłując go rozlał w nim swoją boską miłość,
aby człowiek mógł Go miłować Jego własną miłością. Zdolność
afektywna człowieka, choćby była wielka, nie może dosięgnąć ani
zdradzić najmniejszego nawet stopnia miłości Bożej. „Miłość — naucza
św. Tomasz — nie może być w nas z natury ani też zostać nabyta
siłami przyrodzonymi, lecz jest rozlana przez Ducha Świętego, który
jest miłością Ojca i Syna, a uczestnictwo w niej udzielone nam, jest
właśnie miłością stworzoną” (tamże 2). Święty Doktor wyjaśnia i
rozszerza słynne stwierdzenie św. Pawła: „Miłość Boża rozlana jest w
sercach naszych przez Ducha Świętego, który został nam dany” (Rz 5,
5).

Miłość Boga uprzedziła człowieka i nie czekała aż on będzie jej
godnym, lecz miłując go, już tym samym nadała mu godność. „W tym —
wyjaśnia św. Jan — przejawia się miłość, że nie my umiłowaliśmy
Boga, ale że On sam nas umiłował i posłał Syna swojego jako ofiarę
przebłagalną za nasze grzechy” (1 J 4, 10). Aby miłość boska mogła
dosięgnąć człowieka, Bóg musiał obalić zaporę, jaką postawił grzech,
a uczynił to nie przez pośrednictwo patriarchów czy proroków, lecz
przez swojego Boskiego Syna. To jest największa inicjatywa, a
równocześnie największy dowód miłości Boga ku człowiekowi."

O. Gabriel od św. Marii Magdaleny, karmelita bosy
Żyć Bogiem, t. II, str. 461
Obserwuj wątek
    • z2006 Re: Miłość 31.07.09, 06:42
      mateusz.pl/czytania/2009/20090731.htm
      "Św. Paweł wyliczając dary charyzmatyczne, jakich Bóg udzielił
      wiernym w Koryncie, kończy: „Starajcie się o większe dary: a ja wam
      wskażę drogę jeszcze doskonalszą” (1 Kor 12, 31), i zaraz rozwija
      swój słynny hymn o miłości, wynosząc ją ponad wszystkie charyzmaty i
      cnoty. „Gdybym mówił językami ludzi i aniołów, a miłości bym nie
      miał, stałbym się jak miedź brzęcząca albo cymbał brzmiący... Tak
      wiec trwają wiara, nadzieja, miłość... z nich zaś największa jest
      miłość” (tamże 13, 1. 13). Dlaczego? Najtrafniejszą odpowiedź dał
      św. Jan: „każdy, kto miłuje, narodził się z Boga” (1 J 4, 7); a kto
      miłuje, przechodzi ze śmierci do życia (tamże 3, 14). Tylko miłość
      czyni ludzi dziećmi Bożymi, przeprowadza ze śmierci grzechu do życia
      w łasce. Gdzie nie ma miłości, tam nie ma łaski, nie ma życia: „Kto
      nie miłuje, trwa w śmierci” (tamże), i przeciwnie, kto miłuje, „trwa
      w Bogu, a Bóg trwa w nim” (tamże 4, 16).

      Wiara i nadzieja, i wszystkie charyzmaty nie wystarczają, by
      uzdolnić do przejścia ze śmierci do życia. Wszystkie te wartości
      może posiadać także ten, kto jeszcze nie otrzymał łaski uświęcającej
      lub już ją utracił; jedynie miłości nie można posiąść bez łaski.
      Miłość bowiem nie może współistnieć ze śmiercią grzechu; jest
      nieodłączna od łaski, jakby spojona z nią. Nie może być inaczej,
      ponieważ łaska czyni człowieka uczestnikiem życia Bożego, ono zaś
      jest życiem miłości.

      Co więcej, miłość „nigdy nie ustaje” (1 Kor 13, 8) i pozostanie, nie
      przemijając, przez całą wieczność. „Proroctwa się skończą; dar
      języków zniknie” (tamże); nawet wiara i nadzieja przeminą, ustępując
      miejsca widzeniu i uszczęśliwiającemu posiadaniu Boga, którego w
      niebie „zobaczymy twarzą w twarz”, lecz miłość pozostanie wiekuistym
      węzłem zjednoczenia człowieka z Bogiem. Tutaj na ziemi człowiek ma
      zawsze smutną możliwość utracenia miłości, lecz w niebie będzie w
      niej utwierdzony w sposób trwały. Będzie utwierdzony w miłości,
      będzie trwał na zawsze w Bogu, a Bóg w nim."

      O. Gabriel od św. Marii Magdaleny, karmelita bosy
      Żyć Bogiem, t. II, str. 468
    • z2006 Re: Miłość 01.08.09, 20:59
      mateusz.pl/czytania/2009/20090801.htm
      "„Niech będzie błogosławiony Bóg i Ojciec Pana naszego Jezusa
      Chrystusa, który... wybrał nas przed założeniem świata, abyśmy byli
      święci i nieskalani przed Jego obliczem [w miłości]” (Ef 1, 3-4).
      Bóg chce, abyśmy się stali święci przez miłość, i nie może być
      inaczej, gdyż tylko On, święty, jest miłością. Bóg rozlewając w
      człowieku swoją miłość, udziela mu swojej świętości. Bóg uświęca
      człowieka czyniąc go coraz podobniejszym do siebie, a to oznacza, że
      coraz głębiej wkorzenia go w miłość. W miarę jak chrześcijanin
      otwiera się na dar miłości Bożej i współpracuje z jej rozwojem,
      staje się świętym świętością samego Boga. „Bądźcie więc naśladowcami
      Boga jako dzieci umiłowane i postępujcie drogą miłości”, wzywa św.
      Paweł (Ef 5, 1). Dzieci winny upodobnić się do Ojca: „Bądźcie wy
      doskonali, jak doskonały jest Ojciec wasz niebieski” (Mt 5, 48).
      Jeśli świętość Ojca jest miłością, to taką ma być i świętość dzieci.

      Należy jednak rozumieć miłość w całej jej pełni: miłość Boga i
      miłość bliźniego, oddanie się Bogu i oddanie się bliźniemu.

      Człowiek nie może sam dać sobie świętości, jedynie Bóg może go
      uświęcić; jest więc jasne, że im więcej będzie z Nim zjednoczony,
      tym więcej Bóg będzie mu udzielał swojej świętości. Siłą jednoczącą
      człowieka z Bogiem jest właśnie miłość. „Miłość — poucza św. Tomasz —
      sprawia, że człowiek dąży do Boga jednocząc swe uczucia z Bogiem,
      tak że człowiek żyje już nie sobie, lecz Bogu” (II-a II-ae 17, 6).
      Lecz przedtem miłość dokonuje czegoś o wiele głębszego: sprawia, że
      Bóg mieszka w człowieku, a człowiek w Bogu: „Jeśli Mnie kto
      miłuje... Ojciec mój umiłuje go, i przyjdziemy do niego, i będziemy
      w nim przebywać” (J 14, 23). A kiedy Bóg, przez miłość i łaskę, jest
      obecny w człowieku, to zawsze miłość owa łączy człowieka z Nim tak
      bardzo, że już nie będzie żył sobie, lecz Bogu. Płomienny okrzyk św.
      Pawła: „już nie ja żyję, lecz żyje we mnie Chrystus” (Ga 2, 20),
      jest wyrazem najwyższej miłości łączącej go ściśle z Tym, który
      powiedział: „Wy trwajcie we Mnie, a Ja [będę trwał] w was... wy
      trwajcie w miłości mojej” (J 15, 4. 9)."

      http://mateusz.pl/czytania/2009/20090801.htm
    • z2006 Re: Miłość 03.08.09, 06:14
      mateusz.pl/czytania/2009/20090803.htm
      "„Słuchaj, Izraelu: Pan jest naszym Bogiem — Pan jedyny. Będziesz
      miłował Twojego Boga, Pana, z całego swego serca i z całej duszy
      swojej, ze wszystkich swych sił” (Pwt 6, 4-5). W ten sposób Mojżesz
      ogłosił przykazanie miłości Boga. A Jezus, zapytany o pierwsze
      przykazanie Prawa, powtórzył te same słowa: „Będziesz miłował Pana
      Boga swego całym swoim sercem, całą swoją duszą, całym swoim umysłem
      i całą swoją mocą” (Mk 12, 30).

      Bóg, miłość nieskończona, wiecznie szczęśliwy sam w sobie, nie
      potrzebuje miłości ludzi, a jednak jej pragnie. Jest Bogiem i
      kochając człowieka stworzył w nim miłość, uczestnictwo w swojej
      miłości nieskończonej. Miłość ta jest „Jego”, należy do Niego; jest
      o nią zazdrosny, pragnie jej, broni i nakazuje ją. Miłość, która
      zstąpiła od Boga do człowieka, powinna od człowieka wznieść się do
      Boga. Dlatego Jezus ukazał przykazanie miłości nie tylko jako
      pierwsze, lecz jako największe ze wszystkich: „Nie ma innego
      przykazania większego od tego” (tamże 31). Nie ma większego — ze
      względu na to, co należy się Bogu, a także ze względu na
      szczęśliwość człowieka. Człowiek żyje w miłości Boga: Jego miłość
      stworzyła go, utrzymuje go w istnieniu, „powołuje [go] łaskawie do
      uczestnictwa z sobą w życiu i w chwale, rozlewa hojnie swą boską
      dobroć i rozlewać jej nie przestaje... osiągając równocześnie i
      własną chwalę, i naszą szczęśliwość” (DM 2). Człowiek odczuwa palącą
      potrzebę miłości Boga; pragnie, aby Bóg go miłował i aby on miłował
      Boga: jest to kwestia jego życia i jego szczęśliwości
      wiecznej. „Stworzyłeś nas dla siebie, o Panie, i niespokojne jest
      serce nasze, dopóki nie spocznie w Tobie” (św. Augustyn: Wyznania I,
      1, 1). Nic tak nie wielbi Boga, jak dobrowolna miłość Jego
      stworzenia, lecz równocześnie nic tak nie uszlachetnia człowieka i
      nie czyni go tak szczęśliwym, jak miłość jego Boga. Przykazanie
      miłości jest ośrodkiem życia chrześcijańskiego; chrześcijanin, o
      wiele bardziej niż pobożny Izraelita, powinien mieć je wypisane na
      sercu i wypełniać to, co mówi Pismo: „Wpoisz je twoim synom,
      będziesz o nim mówił przebywając w domu, w czasie podróży, kładąc
      się spać i wstając ze snu” (Pwt 6,7)."

      O. Gabriel od św. Marii Magdaleny, karmelita bosy
      Żyć Bogiem, t. III, str. 16
    • z2006 Re: Miłość 04.08.09, 06:24
      mateusz.pl/czytania/2009/20090804.htm
      "Zaledwie Jezus skończył mówić o miłości Boga, o „największym i
      pierwszym przykazaniu”, dodał: „A drugie podobne jest do niego:
      Będziesz miłował swego bliźniego jak siebie samego. Na tych dwóch
      przykazaniach opiera się całe Prawo i Prorocy” (Mt 22, 38-40).
      Wielka nowość, którą przyniósł Jezus, leży w tym, że połączył i
      jakby zlał w jedno przykazanie miłości Boga i miłości bliźniego,
      ukazując je jako podstawę wszystkich innych. Miłość jest jedna w
      swoim źródle, w Bogu; jest jedna także w chrześcijaninie, w którym
      została rozlana na chrzcie świętym jako stworzony udział w
      nieskończonej miłości, którą Bóg miłuje siebie samego, Dobro
      najwyższe, i miłuje ludzi, stworzenia swojej miłości. „Pan Jezus —
      twierdzi Sobór — na wszystkich zesłał Ducha Świętego, który miał ich
      wewnętrznie pobudzić, aby miłowali Boga z całego serca, z całej
      duszy, z całej myśli i z całej mocy swojej i aby siebie wzajemnie
      tak miłowali, jak Chrystus ich umiłował” (KK 40). W miłości
      Chrystusa zawiera się miłość Ojca, Boga w trójcy jedynego.

      Miłość w chrześcijaninie ma ten sam kierunek co w Bogu: miłość do
      Boga i miłość do ludzi. Nie można oddzielić miłości należnej Bogu od
      tej, którą się winno ludziom; znaczyłoby to zniszczyć ją. Św. Jan,
      apostoł-teolog miłości, mówi o tym swoim gorącym, przejrzystym,
      dosadnym stylem. „Nie jest z Boga ten... kto nie miłuje swego
      brata... Jeśliby ktoś mówił: «miłuję Boga», a brata swego
      nienawidził, jest kłamcą, albowiem kto nie miłuje brata swego,
      którego widzi, nie może miłować Boga, którego nie widzi” (1 J 3,10;
      4, 20). Człowiek jest żywym obrazem Boga; cała jego istota nosi na
      sobie Jego znamię; kto gardzi człowiekiem, gardzi też Bogiem. Sam
      fakt istnienia człowieka mówi, że Bóg go chciał, że go umiłował i
      miłuje; każdy człowiek — nawet najbiedniejszy, najnędzniejszy,
      najniegodniejszy — jest dziełem Jego miłości; zamknąć serce dla
      człowieka znaczy zamknąć je dla miłości Boga. Odrzucić człowieka,
      nawet jednego, znaczy odrzucić Boga. Wniosek sam się narzuca:
      przykazanie miłości Boga nie będzie zachowane, jeżeli nie zachowa
      się także i przykazania miłości bliźniego."

      O. Gabriel od św. Marii Magdaleny, karmelita bosy
      Żyć Bogiem, t. III, str. 19
    • z2006 Re: Miłość 05.08.09, 06:38
      mateusz.pl/czytania/2009/20090805.htm
      "„Na tych dwóch przykazaniach opiera się całe Prawo i Prorocy” (Mt
      22, 40). Jezus nie powiedział, że wszystko opiera się na samym
      przykazaniu miłości Boga, lecz uzupełnił je przykazaniem miłości
      bliźniego, Św. Augustyn oświadcza: „Kochaj i czyń, co chcesz”. Kto
      naprawdę miłuje Boga, miłuje także bliźniego, bo „takie mamy od
      Niego przykazanie” (1 J 4, 21). Kto naprawdę miłuje Boga i
      bliźniego, samorzutnie zachowuje także wszystkie inne przykazania,
      miłość bowiem skłania sama przez się do tego, aby dobrze życzyć
      osobie umiłowanej i pełnić jej wolę. Ponadto każde przykazanie jest
      skierowane do miłości i ma na celu rozwijać i zabezpieczać praktykę
      miłości w odniesieniu do Boga i bliźniego. Bogu należy się zawsze
      pierwsze miejsce: Jego natęży bezwzględnie stawiać ponad wszelkie
      stworzenie. „Kto miłuje ojca lub matkę bardziej niż Mnie, nie jest
      Mnie godzien. I kto miłuje syna lub córkę bardziej niż Mnie, nie
      jest Mnie godzien” (Mt 10, 37). Nie wolno z miłości ku stworzeniu
      nawet najdroższemu, obrażać Stwórcy, ujmować coś z miłości Jemu
      należnej. Bóg żąda bezwzględnego pierwszeństwa; należy Go miłować
      więcej niż rodziców, więcej niż dzieci, więcej niż siebie samych i
      własne życie, miłować za cenę każdej ofiary. „Kto nie bierze swego
      krzyża, a idzie za Mną, nie jest Mnie godzien... a kto straci swe
      życie z mego powodu, znajdzie je” (tamże 38-39).

      Lecz nic nie ujmuje się Bogu, kiedy miłuje się bliźniego w
      odniesieniu do Niego: jako Jego obraz, jako Jego dziecko, jeżeli się
      miłuje, tak jak Bóg go miłuje, starając się o jego prawdziwe dobro i
      prawdziwą szczęśliwość. Tylko miłość teologiczna może tak miłować,
      ponad wszystkie więzy ciała i krwi, ponad wszelką sympatię czy
      antypatię, namiętność, korzyść czy poszukiwanie osobistego
      zadowolenia. Miłość bliźniego staje się wówczas najbezpieczniejszą
      poręką i najpewniejszym świadectwem miłości Boga. „Nikt nigdy Boga
      nie oglądał. Jeżeli miłujemy się wzajemnie, Bóg trwa w nas i miłość
      ku Niemu jest w nas doskonała” (1 J 4, 12). Wówczas rozumie się,
      dlaczego miłość bliźniego może i powinna być uważana za podstawę
      prawa."

      O. Gabriel od św. Marii Magdaleny, karmelita bosy
      Żyć Bogiem, t. III, str. 23
    • z2006 Re: Miłość 06.08.09, 06:36
      mateusz.pl/czytania/2009/20090806.htm
      "„Słyszeliście, że powiedziano: Będziesz miłował swego bliźniego, a
      nieprzyjaciela swego będziesz nienawidził. A Ja wam powiadam:
      miłujcie waszych nieprzyjaciół i módlcie się za tych, którzy was
      prześladują; tak będziecie synami Ojca waszego, który jest w niebie;
      ponieważ On sprawia, że słońce Jego wschodzi nad złymi i nad
      dobrymi, i On zsyła deszcz na sprawiedliwych i niesprawiedliwych”
      (Mt 5, 43-45). Według prawa Mojżeszowego, miłość bliźniego nie
      przekraczała więzów krwi i granic ojczyzny. Jezus jednym
      pociągnięciem odnawia Prawo; rozciąga przykazanie miłości na każdego
      człowieka, nie wyłączając nieprzyjaciół, niesprawiedliwych, obcych i
      wzoruje miłość chrześcijanina na nieskończonej miłości Ojca
      niebieskiego.

      Kiedy uczony w Prawie zapyta: „Kto jest moim bliźnim?” (Łk 10, 29),
      Mistrz zamiast jakiegoś wykładu przedstawia mu konkretny przypadek:
      przypowieść o dobrym Samarytaninie. Nie trzeba roztrząsać, kto jest
      lub nie jest „bliźnim”; wszyscy ludzie są bliźnimi. Istotną rzeczą
      jest być bliźnim każdego, czyli zbliżyć się do każdego człowieka,
      szczególnie do potrzebującego, nie dociekając, jakie są jego idee,
      do jakiej partii czy religii należy, a więc zrobić właśnie tak, jak
      uczynił Samarytanin. Opowiadanie łatwo zrozumieć, lecz praktyka
      wymaga zmiany mentalności, głębokiego nawrócenia, aby dorównać prawu
      miłości, prawu, jakie odnowił Chrystus. Również chrześcijanin
      odczuwa często pokusę, aby miłując tych, którzy jego miłują czy też
      należą do tej samej grupy lub do tej samej partii, przechodzić
      obojętnie wobec innych. „Jeśli miłujecie tylko tych, którzy was
      miłują, cóż za nagrodę mieć będziecie?... I jeśli pozdrawiacie tylko
      swych braci, cóż szczególnego czynicie? Czyż i poganie tego nie
      czynią?” (Mt 5, 46-47). Duch pogański czyha na miłość, by ją
      zniszczyć, a przecież przyczyna miłości nie leży w bliźnim, w jego
      miłości, usłużności, cnotach, ani też w sympatii, jaką się odczuwa
      względem niego, czy w więzach krwi. Przyczyna miłości znajduje się
      jedynie w Bogu, którego dzieckiem jest każdy człowiek. Bóg pragnie,
      aby Go odkrywano i miłowano w każdym człowieku, nawet wówczas, gdy
      grzech zniekształcił w nim obraz Boży, aby Go odnaleźć, trzeba
      wydobyć Go spod chropowatości niewdzięcznej natury lub spod błędów i
      rumowiska zła."

      O. Gabriel od św. Marii Magdaleny, karmelita bosy
      Żyć Bogiem, t. III, str. 27
    • z2006 Re: Miłość 07.08.09, 06:35
      mateusz.pl/czytania/2009/20090807.htm
      "„Będziesz miłował swego bliźniego jak siebie samego” (Mt 22, 39).
      Jezus potwierdził to przykazanie, bo istniało już ono w Prawie
      żydowskim, w którym jest wyjaśnione z zadziwiającą drobiazgowością.
      Na przykład: „Kiedy żąć będziesz zboże ziemi waszej, nie będziesz
      żął aż do samego skraju pola i nie będziesz zbierał kłosów
      pozostałych na polu. Nie będziesz zbierał tego, co spadło na ziemię
      z winnicy. Zostawisz to dla ubogiego i dla przybysza”. Albo
      też: „Zapłata najemnika nie będzie pozostawać w twoim domu przez noc
      i aż do poranka” (Kpł 19, 9-10. 13). Można by zapytać, czy dziś,
      żyjąc w pełni chrześcijaństwem, mamy na uwadze takie szczegóły? A
      nawet jeszcze więcej: „Nie będziesz żywił w sercu nienawiści do
      brata... nie będziesz szukał pomsty, nie będziesz żywił urazy do
      synów twego ludu” (tamże 17-18). To jest prawdziwy wstęp do miłości
      ewangelicznej. Również chrześcijanin ma nad czym się zastanowić, tym
      bardziej, że Ewangelia wymaga od niego takiego zachowania nie tylko
      względem braci i współziomków, lecz względem wszystkich ludzi.

      W Księdze Tobiasza znajdujemy wezwanie bardzo znaczące: „Czym sam
      się brzydzisz, nie czyń tego nikomu” (4, 15). Jest to wytłumaczenie
      negatywne przykazania miłowania bliźniego jak siebie samego; a jest
      to już niemało. Lecz Jezus idzie dalej i daje wyjaśnienie
      pozytywne: „Wszystko, co byście chcieli, żeby wam ludzie czynili, i
      wy im czyńcie” (Mt 7, 12). Dla chrześcijanina nie dość nie
      nienawidzić, nie żywić urazy, nie mścić się, nie dość nie czynić
      zła; powinien czynić dobrze: czynić bliźniemu to wszystko dobro,
      jakiego pragnie dla siebie. Oto dziedzina nieograniczona. Kto więc
      przechodzi nad tym przykazaniem do porządku myśląc, że już nic nie
      ma do zrobienia, dowodzi, że traktuje je zbyt powierzchownie. Dobro,
      jakiego każdy pragnie dla siebie samego, jest tak wielkie, że gdyby
      chciał go naprawdę także dla każdego bliźniego, problem miłości
      braterskiej byłby rozwiązany: każdy człowiek byłby przyjacielem
      szczerym, wielkodusznym, wiernym dla drugiego człowieka. A byłaby to
      najszlachetniejsza przyjaźń, bo oparta na Bogu, zakorzeniona w Jego
      miłości. Takiego właśnie świadectwa życia chrześcijańskiego Sobór
      Watykański II żąda od każdego wierzącego: „Okazywać miłość i
      szacunek” (KK 11) wszystkim, wśród których żyjemy lub których
      spotykamy na swojej drodze."

      http://mateusz.pl/czytania/2009/20090807.htm
    • z2006 Re: Miłość 12.08.09, 07:58
      mateusz.pl/czytania/2009/20090812.htm
      "Łaskawość jest owocem serca dobrego, życzliwego, które na wzór Boga
      pragnie i stara się jedynie o dobro braci: „Zawsze usiłujcie czynić
      dobrze sobie nawzajem i wobec wszystkich”, zachęca św. Paweł (1 Tes
      5, 15). Jeśli serce jest dobre, dobre są również myśli i życzliwe
      sądy.

      „Czemu to widzisz drzazgę w oku swego brata, a belki we własnym oku
      nie dostrzegasz?” (Mt 7, 3). Im człowiek jest uboższy w cnotę, tym
      lżejsze wydają mu się własne błędy, cięższe zaś — błędy innych,
      szczególnie jeśli dotykają jego wrażliwości. Łatwo ulega więc
      pokusie, by stać się sędzią bliźniego. Takie postępowanie wykazuje,
      jak mała jest jego miłość. Nazbyt łatwo niewielka doza tego ducha
      krytycyzmu zagnieżdża się również w tych, którzy oddają się
      pobożności, a może i żyją w cieniu ołtarza. Zagraża to jednak samemu
      korzeniowi życia duchowego, ponieważ rani miłość, która jest jego
      fundamentem. Tam gdzie miłość, ukochanie, tam jest także Bóg. Gdzie
      zaś miłość i ukochanie jest małe, Bóg przebywa niechętnie, człowiek
      zaś nie ma żadnej lub prawie żadnej łączności z Nim, a życie w
      pobożności jest tylko zewnętrzną nadbudową.

      Sąd należy tylko do Boga, bo jedynie On przenika serca. „Człowiek
      patrzy na to, co widoczne dla oczu, Pan natomiast patrzy na serce”
      (1 Sm 16, 7). Nie znając intencji i okoliczności działania innych,
      sąd człowieka — nie obowiązanego do sądzenia — jest zawsze
      nierozważny i nadużywa praw Boga. „Kim jesteś ty — upomina św.
      Paweł — co się odważasz sądzić cudzego sługę? To, czy on stoi, czy
      upada, jest rzeczą jego pana” (Rz 14, 4). Panem jest Bóg, przed
      którego trybunałem wszyscy staniemy: „każdy z nas o sobie samym zda
      sprawę Bogu „(tamże 12). Jezus potępił sąd bezlitosny. Od sądu
      uzależnił miarę przebaczenia: „Nie sądźcie, abyście nie byli
      sądzeni; bo takim sądem, jakim sądzicie, i was osądzą” (Mt 7, 1-2).
      Miłość, zamiast sądzić bliźniego, żywi dla niego uczucia
      miłosierdzia, stara się go raczej usprawiedliwiać niż potępiać."

      O. Gabriel od św. Marii Magdaleny, karmelita bosy
      Żyć Bogiem, t. III, str. 53
    • z2006 Re: Miłość 13.08.09, 08:45
      mateusz.pl/czytania/2009/20090813.htm
      "„...Miłość nie unosi się pychą, nie szuka poklasku” (1 Kor 13, 4).
      Próżna chwała szuka własnej czci, podczas gdy miłość działa, „aby
      się podobać nie ludziom, ale Bogu” (1 Tes 2, 4). Próżna chwała czyni
      własne ja ośrodkiem życia; miłość zaś stawia w centrum Boga i
      bliźniego. Próżna chwała nadyma się tym niewiele, co posiada; miłość
      zaś pozbawia się wszystkiego, co ma, by oddać je drugim. Próżna
      chwała szuka siebie, miłość zaś oddaje się Bogu i braciom. Miłość i
      próżna chwała idą w przeciwnym kierunku i wykluczają się
      nawzajem. „Dusza rozmiłowana — mówi św. Jan od Krzyża — jest cicha,
      łagodna i pokorna” (S. 28).

      Im głębsza jest miłość, tym więcej chrześcijanin oddaje się drugim.,
      służy bliźniemu, wspiera potrzebującego z prostotą i delikatnością,
      nie podkreślając swoich usług; owszem, stara się je
      ukryć. „Strzeżcie się, żebyście uczynków pobożnych nie wykonywali
      przed ludźmi, aby was widzieli”, powiedział Jezus (Mt 6, 1). Miłość
      nie głosi donośnie swoich dobrych uczynków; „kiedy dajesz jałmużnę,
      niech nie wie lewa twoja ręka, co czyni prawa, aby twoja jałmużna
      pozostała w ukryciu. A Ojciec twój, który widzi w ukryciu, odda
      tobie” (tamże 3-4). Miłość daje nie z wyższością, lecz staje na
      równym poziomie z obdarowywanym. Brat udziela bratu, ciesząc się, że
      może z nim dzielić to, co posiada, i nie daje odczuć swojej
      wyższości, jest bowiem przekonany, że jej nie ma. „Kto uważa, że
      jest czymś, gdy jest niczym, ten zwodzi samego siebie” (Ga 6, 3).
      Miłość pochodzi od Boga, a Bóg jest prawdą, dlatego gdzie jest
      szczera miłość, tam nie może być pozoru próżnej chwały.

      „Ten, kto się chlubi, w Panu niech się chlubi”, mówi św. Paweł (2
      Kor 10, 17). Chwałą chrześcijanina jest kochać i dobrze czynić
      bliźniemu, lecz nie chełpi się z tego; jest natomiast wdzięczny
      bliźniemu, że daje mu okazję; wdzięczny Bogu za to, że swoją łaską
      podtrzymuje go w dobrym."

      O. Gabriel od św. Marii Magdaleny, karmelita bosy
      Żyć Bogiem, t. III, str. 57
    • z2006 Re: Miłość 14.08.09, 07:22
      mateusz.pl/czytania/2009/20090814.htm
      "Miłość „nie szuka swego” (1 Kor 13, 5). Wrażliwość na potrzeby
      innych, gotowość do uszanowania i służenia bliźniemu nie
      usprawiedliwia roszczeń do wzajemności. Miłość daje się
      wielkodusznie innym, lecz nie żąda niczego dla siebie. „Czyńcie
      dobrze i pożyczajcie, niczego się za to nie spodziewając. A wasza
      nagroda będzie wielka i będziecie synami Najwyższego; ponieważ On
      jest dobry dla niewdzięcznych i złych” (Łk 6, 35). Miłować to nie
      znaczy dawać, aby mieć, lecz dawać bez wyrachowania i oglądania się
      na swoją korzyść, miłość bowiem uważa się za wynagrodzoną w
      najwyższym stopniu, gdy może czcić Boga, służyć Mu i miłować go w
      bliźnim. Kto ma serce pełne miłości, miłuje, służy, wydaje siebie
      dla pociechy, jaką daje służenie Bogu w Jego stworzeniach, dla
      radości naśladowania Jego nieskończonej hojności i z poczucia, że
      się jest Jego dzieckiem. Czyż może być większa nagroda niż dzielić z
      Jezusem tytuł „syna Najwyższego” (Łk 1, 32)? Chrześcijanin, aby
      dostąpić tej jedynej nagrody, ucieka przed wszelką nagrodą doczesną
      i stara się dobrze czynić przede wszystkim tym, od których nie może
      się spodziewać żadnej odpłaty. „Gdy wydajesz obiad albo wieczerzę,
      nie zapraszaj swoich przyjaciół ani braci, ani zamożnych sąsiadów,
      aby cię i oni nawzajem nie zaprosili, i miałbyś odpłatę. Lecz kiedy
      urządzasz przyjęcie, zaproś ubogich, ułomnych, chromych i
      niewidomych. A będziesz szczęśliwy, ponieważ nie mają czym tobie się
      odwdzięczyć” (Łk 14, 12-14). Logika Ewangelii jest bezmiernie daleka
      od wyrachowania; lecz niewielu jest takich, którzy mają odwagę
      stosować ją całkowicie.

      „Postępowanie wasze niech będzie wolne od chciwości” — zachęca
      Apostoł (Hbr 13, 5), i poleca żyć w miłości „mając na oku nie tylko
      swoje własne sprawy, ale też i drugich” (Flp 2, 4). Zarodek
      samolubstwa czyni ludzi chciwymi i interesownymi nawet w pełnieniu
      dobra. Ukrywa się on i czyni spustoszenie nawet w sercu pobożnych
      osób: wyjaławia miłość, zatwardza serca, gasi współczucie dla
      potrzeb i cierpień bliźniego. Wówczas może powtórzyć się wydarzenie
      z lewitą i kapłanem, którzy nie troszcząc się o rannego spotkanego
      przy drodze, poszli dalej zajęci swoimi sprawami."

      O. Gabriel od św. Marii Magdaleny, karmelita bosy
      Żyć Bogiem, t. III, str. 60
    • z2006 Re: Miłość 18.08.09, 20:10
      mateusz.pl/czytania/2009/20090818.htm
      "Miłość „nie cieszy się z niesprawiedliwości, lecz współweseli się z
      prawdą” (1 Kor 13, 6). Oto dwa przymioty, których nie można
      oddzielać, ponieważ sprawiedliwość zakłada prawdę i odwrotnie, a
      niesprawiedliwość jest oszukiwaniem samego siebie, zdradą lub
      przynajmniej złudzeniem, że się żyje w prawdzie.

      W Bogu miłość i prawda utożsamiają się bez reszty, ponieważ w Nim
      wszystko jest miłością i wszystko jest prawdą. Słowo ukazał Jan
      jako „światłość prawdziwą, która oświeca każdego człowieka” (1, 9);
      nie jako światło zimne, lecz jako światło, które jest płomieniem
      miłości, ponieważ „Bóg jest miłością” (1 J 4, 16). A światłość
      prawdziwą, czyli prawdę Bożą, przyniósł na świat Syn Boga przez
      posługę swojej miłości.

      Bóg, ponieważ miłuje człowieka, stawia go w prawdzie i prowadzi do
      dobra. Miłość i dobroć względem bliźniego „nie mają nas bynajmniej
      czynić obojętnymi na prawdę i dobro. Przeciwnie, sama miłość
      przynagla uczniów Chrystusowych, aby głosić wszystkim ludziom
      zbawczą prawdę” (KDK 28). Ta nauka Soboru Watykańskiego II jasno
      ukazuje, że nigdy nie wolno zdradzić prawdy pod pozorem miłości.
      Zresztą nie byłaby prawdziwa miłość, która nie prowadziłaby do
      prawdy. Lecz równocześnie nie można narzucać prawdy siłą; trzeba
      raczej mieć cierpliwość, by z wielką miłością i stopniowo, przez
      akty miłości, torować drogę światłu. Trzeba również „odróżniać błąd,
      który zawsze winno się odrzucać, od błądzącego, który wciąż
      zachowuje godność osoby, nawet jeśli uległ fałszywym czy mniej
      ścisłym pojęciom religijnym” (tamże). Św. Paweł zachęca
      głosić „prawdę w miłości” (Ef 4, 15); obrona prawdy nie powinna
      nigdy obracać się na niekorzyść miłości. Nawet mimo różnicy sądów,
      wierni powinni zawsze starać się „w szczerej rozmowie oświecać się
      nawzajem, zachowując miłość jedni względem drugich i zatroskani
      przede wszystkim o dobro wspólne” (KDK 43). Pogodzić miłość i prawdę
      nie zawsze jest łatwo z powodu ograniczoności człowieka, lecz jest
      to cel, do którego należy dążyć ze spojrzeniem zwróconym na Boga. On
      jest prawdą i miłością i przez miłość prowadzi człowieka do prawdy i
      dobra."

      O. Gabriel od św. Marii Magdaleny, karmelita bosy
      Żyć Bogiem, t. III, str. 80
    • z2006 Re: Miłość 21.08.09, 05:20
      mateusz.pl/czytania/2009/20090821.htm
      "Jezus zostawiając Apostołom nowe przykazanie, powiedział: „Jak Mnie
      umiłował Ojciec, tak i Ja was umiłowałem. Trwajcie w miłości mojej!”
      (J 15, 19); miłości, która z Ojca wylewa się na Syna, przez Syna zaś
      dochodzi do uczniów, wezwanych, aby „trwali” w niej zachowując się w
      sposób odpowiedni do Jego boskich wymagań, które zresztą wyraźnie
      formułuje: „Jeśli będziecie zachowywać moje przykazania, będziecie
      trwać w miłości mojej” (tamże 10); wśród nich zaś Chrystus stawia w
      pierwszym rzędzie „swoje” przykazanie: „Abyście się wzajemnie
      miłowali, tak jak Ja was umiłowałem” (tamże 12). Uczniowie powinni
      kochać się wzajemnie miłością, która jest przedłużeniem miłości,
      jaką Chrystus ich umiłował, a równocześnie świadectwem ich miłości
      dla Chrystusa rozpoznanego i miłowanego w każdym bracie. Ta miłość
      powinna ich skupić, zjednoczyć, tworzyć z nich jedno, o co Pan
      będzie się modlił w swojej kapłańskiej modlitwie: „Ojcze Święty,
      zachowaj ich w Twoim imieniu... aby tak jak My stanowili jedno” (J
      17, 11). Złość świata będzie zagrażała jedności uczniów, wysili całą
      swoją przebiegłość, by ich poróżnić zrywając więzy miłości
      wzajemnej. Jezus przewidział to i modlił się, aby ich jedność była
      tak doskonała i nadprzyrodzona, by stała się odblaskiem
      nierozerwalnego zjednoczenia istniejącego między Nim a Ojcem. Prosił
      o to zjednoczenie nie tylko dla małej garstki uczniów żyjących z
      Nim, lecz dla wszystkich wierzących, którzy przyjdą po nich, dla
      całego Kościoła: „Nie tylko za nimi proszę, ale i za tymi, którzy
      dzięki ich słowu będą wierzyć we Mnie; aby wszyscy stanowili
      jedno... aby i oni stanowili jedno w Nas, tak jak My jedno
      stanowimy” (tamże 20-22). Sobór Watykański II przytaczając te słowa
      oświadcza: „Pan Jezus... otwierając przed rozumem ludzkim
      niedostępne perspektywy, daje znać o pewnym podobieństwie między
      jednością Osób Boskich, a jednością synów Bożych zespolonych w
      prawdzie i miłości” (KDK 24). Trudno o wznioślejszy ideał
      zjednoczenia. Należy zawsze dążyć do niego, żyjąc w tej jedynej
      prawdzie, to jest w wierze w Chrystusa i w Jego Ewangelię; i w
      jednej miłości: miłości dla Chrystusa i dla Ojca."

      O. Gabriel od św. Marii Magdaleny, karmelita bosy
      Żyć Bogiem, t. III, str. 90
    • z2006 Re: Miłość 22.08.09, 08:13
      mateusz.pl/czytania/2009/20090822.htm
      "Chrześcijanin, który żyje dla Boga i pragnie Go miłować ze
      wszystkich swoich sił, musi być pewien, że jego miłość dla Niego nie
      jest złudzeniem, lecz w jaki sposób może się o tym upewnić?
      Odpowiada apostoł Jan: „Jeżeli miłujemy się wzajemnie, Bóg trwa w
      nas i miłość ku Niemu jest w nas doskonała” (1 J 5, 12). Wielkim
      sprawdzianem prawdziwej miłości Boga jest miłość bliźniego.
      Sprawdzian to niezawodny, miłość teologiczna bowiem jest jedna i
      jeśli trudno jest stwierdzić ją w obcowaniu z Bogiem, to łatwo
      przekonać się o niej w obcowaniu z bliźnim. Nie trzeba wielkiej
      spostrzegawczości, by zdać sobie sprawę z tego, czy miłość braterska
      ogranicza się. do słów, czy też jest rzeczywistością konkretną,
      stwierdzoną czynami. Św. Teresa od Jezusa poucza swoje córki: „Mimo
      wielu dowodów stwierdzających, że Go miłujemy, na pewno jednak nigdy
      wiedzieć nie możemy; ale łatwo jest poznać, czy kochamy bliźniego.
      Im wyższy ujrzycie w sobie postęp w tej cnocie miłości bliźniego,
      tym mocniej, miejcie to za rzecz pewną, będziecie utwierdzone w
      miłości Boga” (T. V, 3, 8). Jeśli miłość braterska jest szczera,
      serdeczna, uczynna, nie może wątpić, że „miłość ku Bogu jest w nas
      doskonała” (1 J 4, 12). Apostoł posuwa się jeszcze dalej i mówi: „My
      wiemy, że przeszliśmy ze śmierci do życia, bo miłujemy braci, kto
      zaś nie miłuje, trwa w śmierci” (tamże 3, 14). Chrześcijanin
      uczestniczy w życiu Boga, jeśli żyje w miłości, „bo Bóg jest
      miłością” (tamże 4, 8).

      Żyć w miłości i żyć w Bogu to jedno i to samo. Odrzucać miłość to
      znaczy odrzucać życie; zamykać się dla miłości to zamykać się dla
      Boga. Wystarczy odmówić miłości jednemu człowiekowi, by zerwać więzy
      miłości, a zatem i życie z Bogiem. „Każdy, kto nienawidzi swego
      brata, jest zabójcą, a wiecie, że żaden zabójca nie nosi w sobie
      życia wiecznego” (tamże 3, 15). Życie w Bogu, miłość i łaska to trzy
      wartości współzależne, które nie mogą istnieć jedna bez drugiej.
      Miłość względem bliźniego jest pewnym znakiem prawdziwej miłości
      Boga, a zatem życia w Bogu, życia łaski, wstępem do życia wiecznego."

      O. Gabriel od św. Marii Magdaleny, karmelita bosy
      Żyć Bogiem, t. III, str. 93
    • z2006 Re: Miłość 12.10.09, 18:04
      mateusz.pl/czytania/2009/20091012.htm
      "„Bóg jest miłością. W tym objawiła się miłość Boga ku nam, że
      zesłał Syna swego Jednorodzonego na świat, abyśmy życie mieli dzięki
      Niemu” (1 J 4, 8-9). W Bogu wszystko jest miłością; miłość stanowi
      Jego życie wewnętrzne, a jej płodność wyraża się przez tajemnicę
      Trójcy; miłość jest całym Jego działaniem zewnętrznym w czasie, na
      pożytek człowieka; miłością jest stworzenie, a jeszcze większą
      miłością odkupienie. W miarę jak chrześcijanin wnika w tajemnicę
      Boga-Miłości, wchodzi w nurt Jego miłości nieskończonej; a gdy
      miłuje Boga ze wszystkich sił i pragnie, i szuka ponad wszystko Jego
      chwały, równocześnie miłuje z Nim, dla Niego i w Nim wszystkich
      ludzi, stworzenia Jego miłości. W ten sposób uczestniczy on w trosce
      i inicjatywie Bożej zbawienia ludzi, wchodzi w historię zbawienia
      nie tylko, by doznawać jego dobrodziejstw i zostać zbawionym, lecz
      także by współpracować nad zbawieniem braci, w zjednoczeniu z
      Chrystusem, Zbawicielem, Gorliwość apostolska jest więc samorzutnym
      owocem miłości Boga rozlanej w sercu wierzącego przez Ducha Świętego
      (Rz 5, 5) i wspieranej przez Niego, aby się w pełni rozwijała.

      W ten sposób zrodziła się porywająca żarliwość świętego Pawła, który
      pisze: „Miłość Chrystusa przynagla nas, pomnych na to, że jeden
      umarł za wszystkich” (2 Kor 5, 14). Myśl, Że „jeden” — Chrystus,
      Jednorodzony Ojca — umarł „za wszystkich”, nie daje spokoju
      Apostołowi, który chce głosić wszędzie „Jezusa Chrystusa”, i
      to „ukrzyżowanego” (1 Kor 2, 2), by wyrwać wszystkich ludzi z
      grzechu i dać im życie, „aby... już nie żyli dla siebie, lecz dla
      Tego, który za nich umarł i zmartwychwstał” (2 Kor 5, 15). Apostoł
      wierzy głęboko w odkupicielskie dzieło Chrystusa, a myśl, że Jego
      śmierć może być bezskuteczna choćby nawet dla jednego brata, nie
      daje mu spokoju. Podobna troska i zapał dręczył Teresę od
      Jezusa: „Jest to szczególny pociąg i skłonność, jaką mam od Pana.
      Mam to przekonanie, że więcej w oczach Jego waży jedna dusza, którą
      byśmy, z łaski i miłosierdzia Jego, pracą i modlitwą naszą Jemu
      pozyskali, niż wszelkie inne, jakie byśmy mogli oddać Mu usługi”
      (Fd. 1, 7)."

      http://mateusz.pl/czytania/2009/20091012.htm

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka