wszystkie zdjęcia z wizyty:
img251.imageshack.us/gal.php?g=sdc10260.jpg
Dnia 15 lutego 2010 roku wysłuchałem w Radiu Zachód audycji pani
Patalas, która rozmawiała z p. Lidią Aleksandrowicz o schronisku dla
zwierząt. Mowa była między innymi o porządkowaniu po "starych", że
był brud i syf, ale, ze już udało się wszystko doprowadzić do
porządku. Mowa również była, że zabrało im sprzątanie około 12
godzin... Dziś wiem już dlaczego.
Przeczytałem też wczoraj w Gazecie Wyborczej o tym, jak to "psy
tonęły w wodzie pomieszanej z odchodami"- to było po "przejęciu".
Pamiętacie jakie były temperatury w lutym, na początku- od -12 do -
15 stopni poniżej zera! Skąd więc woda w boksach? A może to wymysły?
Postanowiłem to sprawdzić.
Na mój widok ( robiłem zdjęcia) wypadł 1 pracownik z kuchni, jakby
lekko zdezorientowany i poleciał po taczkę ( była godz. 15.00). Nie
wiem, jak u poprzedników, ale teraz to mnie zaskoczyło, że o tej
porze zaczyna sie sprzątać.
Wszędzie z boksów wysypywały się mokre trociny, pomieszane ze słomą,
leżały porozrzucane mokre, ubrudzone koce, psy stały w wodzie,
błocie z zasikanych trocin i wody z cieknących dachów (mówię tu o
części nowych boksów !).
Pazury zwierzaki miały poprzerastane, niektóre nie wychodziły z
bud, mimo zachęcania.
W starej części nie zasypano dziur, które psy wykopały. budy miały
wewnątrz piach udeptany, na kształt podestów, czy platform, od kilku
dni nie wyrównany.
Wystawały druty z prowizorycznie łatanych dziur, o które mogły sie
psy pokaleczyć ( jeden z psiaków miał cały nos w bliznach).
Wokół boksów od zewnątrz (widoczne na zdjęciach) były dziury
szczurze wielkości dwóch złączonych pięści.
Niektóre psy kaszlały, inne miały zaropiałe oczy.
Był pies z wielkim guzem na łapie.
Psu, który "biegał za ogonem w boksie" ogon ten amputowano. Na
dzień był przywiązany do klamki drzwi, bez możliwości schronienia
się w budzie. Przy nim stała buda dla kotów, malutka, że nawet ten
amputowany ogon nie zmieściłby się.
W pomieszczeniach biurowych wszędzie są "poupychane zwierzęta". Mimo
zimna nie palono w piecu.
Wielkie hałdy śniegu przyozdobione były resztami wyrzucanej karmy,
odchodami, słomą i trocinami- poczekajmy na cieplejszą temp.
powietrza i sie zrobi przyjemny smrodek- nie mówiąc już o robactwie
i chorobach.
W wielu boksach psy miały biegunkę, w niektórych miskach był lód
zamiast wody, lód też wyrzucano w boksie, gdzie topiąc się,
pogłębiał już i tak znaczne "bagienko".
Z tyłu za schroniskiem (na łące nie należącej do schroniska)
utworzono kompostownik ze śmieci, kocy, trocin, odchodów i słomy.
Podobno ZGKiM nie wymieniał schronisku kontenera (a może jakies
oszczędności?).
Kotka (podobno na kwarantannie) biegała luzem po hali i beztrosko
przechodziła do boksów psich ( kotka niesterylizowana, nie
szczepiona).
Wszędzie nasypano sterty trocin i słomy- może żeby zasypać
niesprzątnięte odchody lub lód z misek?.
Wszystkie korytarze między boksami tonęły wręcz w moczu, wodzie i
roztopionym kale.
Zdjęcia nie wymagają dodatkowego komentarza!
Zaznaczam, że była godzina 15, więc teoretycznie wszystko już dawno
powinno być zrobione!
Wstyd, że kierownictwo
nie potrafi zmotywować ludzi do pracy
w efektywny sposób!
Stąd też wiemy, dlaczego tak długo "nie wyrabiają się ze sprzątaniem"
Jestem ciekaw na kogo teraz zwalą zastaną sytuację?
Kto nie wierzy, niech idzie i sprawdzi, do jutra tego nie
posprzątają.