Zabraliśmy stamtąd dziecko na żądanie po 5 dniach.
I na piątym biegu gnali do Dziekanowa. Mała leciała przez ręce po
przedawkowaniu leków, przekroczyła wszystkie normy, miała zdewastowaną
wątrobę, ledwo żyła, a pani ordynator oddziału skwitowała to wszystko głupawym
tekstem "nigdy nie widziałam dziecka w tak złym stanie, to już nie wiem, co
jej jeszcze podać..", kiedy wcześniej było jej powtarzane do znudzenia, że
dziecko nie może tych leków przyjmować, że od nich się wykańcza...ale co ja
wiem, przecież jestem tylko matką i z pewnością głupią. To się pani ordynator
pomyliła, mieliśmy pełną świadomość jej błędów. Oczywiście wtedy były jej
potrzebne zdjęcia takiego ciężkiego przypadku do swojej publikacji naukowej i
dopóki ich nie zrobiła, była miła. Myśmy się w swojej głupocie zgodzili i już
za sekundę rzucała dzieckiem w ciężkim stanie jak workiem kartofli po łóżku,
do prawie nieprzytomnej warczała podniesionym tonem komendy jak ma się
ustawić. Zaniemówiliśmy w szoku. Gdyby nie mąż i jego stanowcza reakcja nie
wiem, jakby się to wszystko skończyło.
Horror, syf, brud, przedawkowywanie leków, fałszowanie kart wypisu,
utrudnianie wyjścia, podwładni pani ordynator za jej plecami potwierdzający,
że jest walnięta i popełnia ogromny błąd, a leki przez nią zalecone należy
raczej wyrzucać do kosza.. To tylko drobiazgi z ogromu tego, co tam się działo.
Nigdy więcej.
Nie chciałabym nigdy więcej tej kobiety spotkać na ulicy, ale gdybyśmy się
wszyscy skrzyknęli to mamy szansę zawalczyć o naprawę tej placówki. Jestem
otwarta. Znam masę rodziców, którym dzieci tam po prostu uszkodzono. Spotkałam
się niejednokrotnie z bardzo złymi opiniami o tym szpitalu wygłaszanymi przez
samo środowisko lekarskie, nie przytoczę, bo bywały mocno kolokwialne.
Może czas coś z tym zrobić - pojedynczo nie mamy szans, ale jeśli jest nas
tyle to przecież warto.