Komentarze do artykułu
Awaria na kolei naprawiona. Opóźnienia aż do wieczora
Poważna awaria trakcji przy Dworcu Zachodnim. Pociąg SKM pozrywał siec trakcyjną na trzech torach. Kolej podmiejska nie kursowała, pociągi jeździły tylko po torach dalekobieżnych, czyli omijały przystanki Stadion, Powiśle, Śródmieście i Ochota. Kolejarze przyznają, że opóźnienia potrwają do wieczora.
Awaria - może się zdarzyć, ale chaos....
Chaos współtworzyli dyżurni ruchu.
Warszawa Zachodnia. Staje pociąg podmiejski do Warszawy Wschodniej. Stoi.
Stoi. Po kilku minutach pasażerowie zwracają się do kierownika: co się dzieje?
Kierownik odpowiada, że jest uszkodzona trakcja i że nie wie, kiedy ruszymy.
Ale jedna nitka torów do strony Warszawy funkcjonuje. Kiedy pojedziemy przez
Warszawę Centralna, jeśli przez Ochotę nie można? Kierownik pyta dyżurnych
ruchu. Bez reakcji. Pytanie poszło, odpowiedź nie wróciła.
Z megafonów płynie informacja, że pociągi dalekobieżne honorują bilety kolei
mazowieckich i że zaraz na peron wjedzie skład Łódź-Warszawa Wschodnia.
Wjechał na peron 7. Pasażerowie z podmiejskiego chcieliby przejść do
dalekobieżnego, bo może odjedzie wcześniej. Ale się obawiają, że w
międzyczasie ruszy podmiejski. A do "łódzkiego" trzeba przejść pod torami, w
tunelu. Czyli jednym ruchem się nie wróci.
Kierownik podmiejskiego nadal nie wie, co dalej, bo on też nie jest o planach
informowany. Pasażerowie częściowo wychodzą z dworca kierując się do
autobusów. Ci, którzy zostają, przeczuwają, że wcześniej odjedzie podmiejski.
Przeczuwają niewłaściwie. Rusza dalekobieżny z Łodzi. Jedzie, ale koło za
kołem, "noga za nogą". Przejechanie z Warszawy Zachodniej do Centralnej
zajmuje około dziesięciu minut.
Gdy dochodzi do awarii, jedni powinni ją usuwać, a drudzy zapewniać pasażerom
aktualne informacje. Pasażerowie nie są bowiem szarą magmą, z którą można
czekać jak z węglem, czy piaskiem w wagonach towarowych. Gdyby informacja
biegła sprawniej, część pasażerów z podmiejskiego wcześniej udałaby się do
autobusów, część przesiadłaby się do dalekobieżnego z Łodzi. Byłoby spokojniej
i naturalniej. Tymczasem panował informacyjny chaos, w którym zachodził w
głowę, co jest i co będzie, również kierownik pociągu podmiejskiego. A
"łódzkiego" również. Jemu też dyżurni nic nie mówili. Jedyna przekazana
informacja: nagle światło czerwone na semaforze zmieniło się na żółte.
Wchodzimy: rzucił przez okno maszynista. Bo na peronie zostałby i kierownik
pociągu.