Wyleciał z pracy, bo poczęstował zupą... za 60 groszy
Kelner: - Pytał mnie o motywy kradzieży. Kilka łyżek zupy było warte 60 groszy. Wiceprezes: - Czy gość w odwiedzinach proponuje innemu, żeby wziął coś z szafy, bo nie ma gospodarza?
Według mnie gość słusznie wyleciał z roboty, w pracy się dokładnie wykonuje polecenia - to nie ten pan kelner decyduje co się wyrzuca, co sprzedaje a co rozdaje. Ten pan ma nosić jedzenie do stolików i kasować pieniądze, to jest jego praca i za to bierze wypłatę, rozdawanie towaru(czyli cudzej własności) na własną rękę to jest właśnie kradzież i powinien się cieszyć że nie pojechał na komisariat.
--
D`oh!
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.