Jak powszechnie wiadomo, na Zielonej Wyspie grupą, wśród której panuje największe bezrobocie (rzędu 40 procent) są młodzi zdolni wykształceni z wielkich miast, głównie absolwenci studiów w wieku ok. 25 lat.
Drodzy Młodzi Przyjaciele. Czuję się w obowiązku zwierzyć się Wam z bardzo przykrej tajemnicy. Nie jesteście - większość z Was - dobrze wykształceni, a jedynie tak Wam się wydaje. Zostaliście oszukani najpierw przez nauczycieli, a potem przez wykładowców - wyznał na łamach Gazety Toaletowej Jan Stanek, profesor fizyki z Uniwersytetu Jagiellońskiego. Brawa dla pana profesora za szczerość, lepiej reagować późno niż wcale.
O tyle to ciekawe, że akurat Toaletowa ma największe "zasługi" na polu tzw. zwiększania wskaźnika skolaryzacji, ale przede wszystkim na polu sterowania młodymi (nie tylko zdolnymi i nie tylko z wielkich miast), co warto studiować, czym warto się zajmować, po czym będzie "kasa, fura, skóra, komóra, służbowy laptop, mieszkanie, oraz bon na usługi w LuxMedzie".
Początek lat 90-tych to wszechobecna propaganda pędu do wiedzy, oraz studiowania modnych wówczas ekonomii, ekonometrii, handlu zagranicznego, stosunków międzynarodowych etc. Były to czasy, kiedy absolwent szkoły średniej (z maturą) znający jako tako angielski, i umiejący obsługiwać faks, i inne urządzenia biurowe, a jeszcze do tego "peceta" miał sporą wartość na rynku pracy, gdyż powstawały jak "grzyby po deszczu" dziesiątki firm, często z przyrostkiem -ex na końcu, co by nowocześnie brzmiało.
W gruncie rzeczy panowała jednak jakaś tam równowaga. Dzięki "odsiewowi" na maturze, a potem na egzaminach wstępnych na studia, dostawali się tam najlepsi, i tzw. tłuk pancerny, choćby nie wiadomo "czyim" synem był, nie miał szans się "uchować". Dziś jest troszeczkę inaczej, wystarczy nazywać się np. Sawicki, i nie ma znaczenia, że kolokwium, zaliczenie i egzamin napisało się na 2 "na szynach".
wyborcza.pl/1,75478,11039909,Jak_syn_ministra_Sawickiego_weterynarzem_zostal.html
W gruncie rzeczy cała perfidia "propagandy" masowego pędu na studia z dziedziny ekonomii polegała na tym, że większość stanowisk zajęła już w latach 1988-89 "nomenklatura", często niewykształcona. W 1988 r. nie miała znaczenia przy obsadzaniu stołków przyszłych "spółeczek nomenklaturowych" żadna wiedza, tylko legitymacja partyjna. Ale już kilka-kilkanaście lat później, po zmianie kierunku wiatru, okazało się, że "trzeba mieć wykształcenie, doświadczenie", oraz kilka innych cech łącznie. Spełniali te wymagania już tylko synowie i córki towarzyszy z lat 80-tych. System edukacji został tak sprytnie stworzono, aby dać młodym iluzję wykształcenia, i kariery, oraz "kasy", bo "ucz się ucz, nauka to potęgi klucz". Tak młodym zresztą radzili rodzice, którzy tej szansy nie mieli.
Jednocześnie trwała propaganda obrzydzania matematyki, fizyki, chemii ... Udział studentów kierunków technicznych w ogólnej liczbie zmniejszył się drastycznie, z 30-40 do niecałych 10 procent. Był to element dewastacji w szerszym znaczeniu, praktycznie Blitzkriegu dokonanego na gospodarce Polski. Tak jak zaorano przemysł, ośrodki badawczo-rozwojowe, tak jak zaczęto likwidować technika i szkoły zawodowe, tak zanikła cała "kultura techniczna". Zniknęły z ramówki TVP Sonda, Kwant, czy nawet Pomysłowy Dobromir, a w zamian pojawiły się Dynastie, i inne seriale i bajki importowane z USA i Zachodu. Szybko zakończyły swój żywot pożyteczne sklepy Centralnej Składnicy Harcerskiej, w której można było zakupić tzw. zabawki politechniczne (obawiam się że wyrażenie dla obecnych 10-18-latków kompletnie nieznane).
Potem dewastacja szła już w postępie geometrycznym. Pod nóż szły biblioteki wiejskie, szkolne w małych miejscowościach, dalej Młodzieżowe Domy Kultury, modelarnie, kółka krótkofalarskie, kółka komputerowe. Wszędzie słychać było "nie ma kasy", "nie stać nas na utrzymanie", "nie ma sponsorów".
Mijały lata, i Toaletowa stworzyła nową propagandę. Studiuj łatwo miękko i przyjemnie np. politologię, psychologię, socjologię, pedagogikę, filologię, no a po 2003-04 koniecznie administrację Jewropejską (kiedy już wszystkie miejsca i stanowiska zostały zajęte i zarezerwowane dla "kolesi"). A że lewica internacjonalistyczna (UW i później SLD) zaczęła realizować kolejny etap dewastacji kraju, czego efektem musiała być ruina, i olbrzymie bezrobocie (co groziło poważnymi buntami młodzieży) to gremia "wyższe" "poradziły" ekipie zarządzającej masą upadłościową o nazwie Polska, jak ustrzec się wybuchu niezadowolenia społecznego. Ucieczką przed "masą krytyczną" okazało się wejście do UE i propaganda wyjazdów za pracą, czyli "spuszczenie powietrza z balona", oraz radykalne zmniejszenie wymagań przy przyjęciach na studia. Od tej pory na uczelnię mogli się już dostać ci, którzy parę lat wcześniej mieliby problem z ukończeniem zawodówki. I o to chodziło. Wysłać kilkaset tys. potencjalnych bezrobotnych na studia, dać nielicznym "ochłap" w postaci stypendium 300-400 zł, o ile oczywiście nie przekroczyli dochodu na osobę w rodzinie. Lepsze to niż zapewnić pracę, rozwijając przemysł, albo mieć spalony jak w 1976 r. Komitet Wojewódzki.
Minęły kolejne lata, w zamian za pożyczkę, dotację od "płatników" ze "starej" UE, lokalni "gaulajterzy" odwdzięczyli się dalszą likwidacją przemysłu i wojska. I jaka kolejna propaganda powstała ? Ano kusi się teraz "studiujcie na polibudach", w TV i internecie pełno wyrazistych reklam typu Dziewczyny na Traktory ups. Polibudy.
Przy obecnym zdewastowanym programie nauczania tzw. tłuk pancerny nie potrafiący obliczyć nie tylko najprostszej całki (ale i "zwykłego" zadania dotyczącego funkcji, czy stereometrii) po zdaniu matury z matematyki na 40 procent "punktów" może bez problemu dostać się na "kierunek zamawiany" oraz dostawać "z programu finansowanego przez Unię" 1000 zł plus (istne curiosum) darmowe "zajęcia wyrównawcze z matematyki i fizyki". Nieprawdopodobne ośmieszenie kształcenia politechnicznego. Finansuje to UE, czyli Niemcy, nie ma się co dziwić, że uczelnie techniczne POkończy za kilka lat rzesza pseudoinżynierów znających co najwyżej angielski, i będzie rozsławiać po zmywakach tzw. Polnische Wirtschaft.
Ci najzdolniejsi którzy ukończą uczelnie ze świetnymi wynikami, też pracy nie znajdą, bo przemysłu nie ma, a OBR-y to już zjawisko wręcz marginalne, i wszystkie "stołki" zajęte, głównie przez fachowców z zagranicy, na zasadzie, jaki właściciel firmy, taka kadra zarządzająca oraz dział R&D.
Tak więc pozostaje znów dla "złapanych na propagandę" wyjazd, podjęcie pracy wyrobnika lub innego "komputerowca" (znam mgr inż. pracujących w urzędach pracy czy skarbówkach), ale z marzeń o projektowaniu, tworzeniu, kreatywnej pracy, nici. I kolejne pokolenie "zrobione na szaro".
Stalin mówił: kto walczy z ZSRR temu strzał w potylicę. Bierut mówił: kto walczy z władzą ludową temu należy się więzienie. Gomułka mówił: komu się władza ludowa nie podoba temu odrąbiemy rękę. Urban mówił : komu się władza ludowa nie podoba ten może wyjechać. Jak więc widać, od 1981 do 2012 roku mimo tzw. POstępu nie ma żadnych zmian.