Mam sporo podobnych doświadczeń z Polski (bo w tzw. cywilizowanym świecie, a
nieco w nim bywałem, NIGDY mnie podobne przygody nie spotkały). Najcześciej
jednak jest to zetknięcie nie z policją, a z ochroną. Używam wtedy standardowej
formuły: "albo proszę wezwać policję i przedstawić podstawę prawną zakazu albo
mnie dotknąć, a wtedy to ja wezwę policję. A teraz proszę mi nie przeszkadzać.".
Działa. Ochroniarz głupieje, zaczyna wydzwaniać do swoich przełożonych, dyrekcji
itd., a potem najczęściej się odczepia. Raz mi się tylko zdarzyło, że się
wkurzył i wsadził mi palec w obiektyw. Wezwałem policję oraz właściciela firmy
ochoniarskiej. Ja zostałem przeproszony, a ochroniarz rozstał się z pracą.
W opisywanym przypadku sytuacja jest nieco inna i zupełnie niepojęta, bo do tych
ludzi "przyczepili się" policjanci. Co bym w takiej sytuacji zrobił? Najpierw
bym poprosił o podanie podstawy prawnej do wydania zakazu i ewentalnej
konfiskaty, a potem spisał dane policjantów i złożył oficjalną skargę u ich
przełożonego. W tym momencie nie byłoby dyskusji typu "nie mam całego prawa w
głowie", bowiem musiałbym otrzymać pisemną odpowiedź. A w takiej sytuacji
urzędnik (w tym wypadku policjant) poważnie się zastanowi, zanim napisze jakąś
bzdurę.
Reasumując, radzę: nie bać się i zawsze żądać informacji na jakiej podstawie
(kodeks, paragraf) czegoś nam zakazują albo czymś grożą. Nie żyjemy w caracie,
ale (podobno) w demokratycznym państwie PRAWA (...i Sprawiedliwości ;-D ).
--
Maciej
Zapraszam do
mojej galerii