> Każdy urzędnik, chcąc uniknąć w takiej sytuacji podejrzeń, nawet by nie
próbowa
> ł
> niczego więcej jak tylko prywatnie porozmawiać na wywiadówce jako rodzic. A
> jeśli uważał by, ze robi się niesprawiedliwą krzywdę jego dziecku, to
zwyczajni
> e
> jako obywatel składa oficjalną skargę do kuratorium i jednocześnie prosi, o
> wyłączenie jego osoby z racji pełnionego stanowiska, z procesu rozpoznania
> sprawy i decyzji w sprawie.
>
Nie wiem, czy znasz historię księcia "Bercika", późniejszego króla brytyjskiego
Edwarda VII, syna królowej Wiktorii i księcia Alberta. To był taki cwaniaczek i
play-boy, który uważał, że z racji pozycji rodziców może sobie pozwolić na
wszystko. Chodził do ekskluzywnego college'u. Książę Albert chodził na
wywiadówki, tak jak inni i w dodatku musiał wysłuchiwać skarg i pretensji. Nie
podskakiwał, tylko słuchał ze spuszczoną głową. Dyrektor takiej szkoły bowiem
miał (i ma) niemal nieograniczoną władzę na terenie szkoły i nie ma "zmiłuj
się", nawet król musi się ugiąć. Ale w naszej Rzeczpospolitej Szlacheckiej to
niemożliwe.
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.