Biegam w Warszawskim od 1995 i z roku na rok jest piękniej - dzisiaj setki
dopingujących dzieci, z dowcipem i pasją, świetne stacje z napojami, kilka kapel
i orkiestr przygrywających biegaczom i widzom, coraz więcej ludzi klaszczących.
Byłem dumny ze swojego miasta i wdzięczny woluntariuszom. Dla mnie i mojej
niebiegającej rodziny maraton to wielkie święto więc cieszymy się kiedy to
święto ma coraz fajniejszą oprawę. Natomiast jak zawsze trochę smutno jak się
przebiega przez "nowe dzielnice" - Sadybę i Wilanów, a tam wrogie albo obojętne
twarze i tylko jakaś starsza pani lub pan (rzadziej) zaklaszcze i słowem dobrym
wesprze. Pozdrawiam biegających i sympatyków...
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.