> O czym w końcu piszesz? O promieniowaniu magnetycznym, które jest przyzwoicie z
> badane i opisane, czy o "promieniowaniu geopatycznym", które robi wodę z mózgu
O tym, że jedno z drugim jest powiązane i da się przełożyć (o ile są to dobre
radiestezyjne pomiary ilościowe) za pomocą rachunku różniczkowego.
Radiesteci (ale dobrzy, bo zgadzam się, że mnóstwo szarlatanów określa się
mianem "radiestetów", są absolutnie nieskuteczni, robią ludziom wodę z mózgu i
wyrządzają szkody) nie mieli kosztownych przyrządów, ale potrafili reagować na
lokalne różnice wektora pola magnetycznego. Ponieważ tylko "coś" odczuwali, nie
mając teoretycznego przygotowania geofizycznego (która to dyscyplina nauki jest
znacznie późniejsza od radiestezji), to sobie "to" tak jakoś nazwali - a ile w
różnych dyscyplinach nauki (a nawet tej samej) mamy synonimów na ten sam obiekt
lub zjawisko?
P.S. Zupełnie nie wiem, czy w tym konkretnym przypadku w Warszawie działał dobry
fachowiec czy szarlatan.
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.