Ratowanie wylotówki z Warszawy na południe
Trzeba wszelkimi dostępnymi w demokracji drogami postulować
jaknajpilniejszą zmianę obowiązującego prawa i zlikwidować te
operetkowe "konsultacje społeczne". Sprowadzają się one do tego, że
jakieś maleńkie grupki, kanapowe organizacje, albo wręcz pojedynczy
ludzie są w stanie zablokować ważną inwestycję infrastrukturalną.
Wielu z nich ze składania protestów, a następnie (za stosowną
gratyfikację) odstępowania od nich - uczyniło sobie sposób na życie.
Proszę mi nie mówić, że owe "konsultacje społeczne" to przejaw
demokracji. Jeśli już - to demokracji szlacheckiej z jej liberum
veto, pieniactwem, warcholstwem i zrywaniem sejmów. Organizacje eko-
oszołomów i zielonych terrorystów powiadają, że występują w imieniu
społecznym. Może konkretnie: czyim? Czy zgodnie z regułami
obowiązującymi w demokracji - zostały wyłonione drogą
demokratycznych wyborów i posiadają mandat przedstawicielski? Nie,
oni sami siebie obwołali wyrazicielami "głosu ludu". Tak naprawdę to
reprezentują wyłącznie samych siebie. Ich pozorna siła wynika li
tylko z faktu, iż potrafią głośno drzeć japę i wykorzystują obecne
chore prawo, które nakazuje się z nimi liczyć.
Obywatele powinni mieć możliwość artykułowania swojego punktu
widzenia, ale istnieją powołane do tego organy: rady gmin, powiatów,
dzielnic, miast. I tamtędy powinny iść ewentualne protesty. Jeśli
dana rada przegłosuje, że protest jest słuszny - nabiera on statusu
oficjalnego i idzie dalej. Wszelkie wściekłe ryki różnych tam
(przepraszam za wyrażenie) Przyjaznych Miast, Zielonych Regionów,
innej podobnego autoramentu hołoty, bądź też zorganizowanych ad hoc
pod ich auspicjami Warcholskich Komitetów Protestacyjnych Liberum
Veto - powinny natychmaist lądować tam, gdzie jest ich miejsce,
mianowicie w koszu na śmieci. A ewntualni zwolennicy protestowania
na miejscu, na placu budowy - powinni być potraktowani jak niedawno
pod KDT.