Czytam ten artykuł i zastanawiam się, jak to możliwe, żeby świadomość
praw pełnoletnich uczniów tak bardzo uległa uwstecznieniu? Kiedy w
połowie lat 90. kończyłam liceum i w klasie maturalnej skończyłam 18
lat, dla wszystkich było oczywiste, że i ja, i moi koledzy mają prawo
sami usprawiedliwiać swoje nieobecności i że rodzice nie mają tu nic
do gadania. W świetle prawa byliśmy dorośli, inną kwestią było to,
jak niektórzy z tej dorosłości korzystali. Jakoś wszyscy doszliśmy
szczęśliwie do matury, przypadków poprawek matury też było bardzo
niewiele. To samo w kwestii nauczania religii: o ile się orientuję n
podstawie doniesień prasowych, teraz wciąż rodzice decydują o tym,
czy uczeń szkoły średniej będzie uczęszczał na katechezę czy też nie.
Za moich czasów szkolnych taka sytuacja dotyczyła jedynie
podstawówki, uczeń szkoły średniej, nawet ten niepełnoletni
podejmował decyzję samodzielnie (oczywiście, mogła być presja ze
strony rodziców, ale nie w sensie formalnym). Coś mi się widzi, że
mentalność w polskiej oświacie schodzi coraz bardziej na psy (nie
obrażając swojskich Burków i Azorków).
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.