Od 5 lat mieszkam we wspólnocie, fakt - poczatkowo było trudno(
byłam w zarzadzie 4 lata). Było trudno, bo:
1. musieliśmy wyszarpac pieniądze od dotychczasowego zarzadcy (ZGKiM)
2. nadrabiać 15 letnie zaległości
Dziś wygląda to tak:
1. czynsz się nie zmienił, od 5 lat jest ten sam (poza wzrostem
wody/ścieki na co nie mamy wpływu), mamy swoja kotłownię, więc
pilnuje się kiedy ma być ciepło a kiedy zmniejszyć ogrzewanie
2. mamy nowy dach i załozyliśmy antenę wspólną (blok liczy 44 lokale
mieszkalne i cały dół - uzytkowane przez miasto),
3. zrobiliśmy remont klatek schodowych +wymiana drzwi wejściowych (3
szt)+ daszki
4. wymienilismy okna wspólnej części budynku (klatki schodowe, okna
w piwnicach)
5. pozyskaliśmy antenę ery na dachu, z tytułu której wpływa 25
tys/kwartał, co jest ogromnym zastrzykiem finansowym i umozliwia
przeprowadzanie remontów bez podwyżki z tyt funduszu remontowego
6. w te wakacje ociepliliśmy cały budynek + tynki(!!!) bez zł.
pozyczki (zebrało się z wynajmu od Ery)
7. przeprowadziliśmy wymianę wszystkich pionów (hydraulika)
8. całe podwórko wyłozyliśmy kostką + rośliny zielone
Nigdy w zyciu nie byłoby tego gdyby nie założenie wspólnoty. AAA,
zapomniałam dodać, że to stary blok. No ale nie braliśmy zarządcy -
2 osoby prowadziły zarząd i księgowość (odpłatnie, mało - ale
odpłatnie).
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.