Kraje Zachodniej Europy prześcigają się w utrudnianiu sobie życia poprzez
stopniowe ograniczenia wolności, malutkimi kroczkami.
Każdy krok uzasadniany jest identycznie: zysk dla pewnej "grupy społecznej" (w
tym przypadku kasjerzy) oraz niskie koszty dla całej reszty społeczeństwa ("to
tylko kilka dni w roku", albo - "to tylko nieznaczny wzrost ceny bananów / butów
/ komputerów", itd).
Summa summarum - tracą wszyscy: zysk dla danej grupki odniesiony kosztem innych
jest aż nadto równoważony kosztami poniesionymi innymi ograniczeniami wolności w
imię tysięcy innych grupek.
UE powolutku, bez rewolucji, w imię dobra ludu, zamienia się w ZSRR-bis.
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.