Próbowałam,ale jedyne co najsensowniejsze , to wykorzystywanie tych
owoców jako lecznicze herbatki.Nie wiem co rozumiesz pod pojęciem
głogu.Owoce głogu maja duża pestkę wokół której jest troche
słodkawego,mączystego miąższu.Mozesz je suszyć i wykorzystywać
jako składnik herbatek leczących i wzmacniających mięsień
sercowy,ale z głogu najcenniejszy jest kwiat,a właściwie płatki
kwiatu.Wyciągi z nich są składnikiem ziół i kropli
nasercowych. Głogami nazywaja również owoce dzikiej róży. Tu
już można się pobawić w dżemy,marmolady,wina,susze. Mają one
sporo mikroelementów i bardzo dużo witaminy C,ale problemem są
nasionka zawarte wewnątrz owocu.Małe białawe ziarenka pokryte
sztywnymi włoskami. Na dżemy,marmolady należy te nasionka
usunąć,a owoce dokładnie wypłukać by pozbyć się tych
włosków.Na wino można owoce użyć w całości,można je zmiażdżyć
razem z nasionkami,można też je wypestkować. Straszna
robota,ale wino wychodzi z takich czystych owoców kapitalne.
Smak i aromat bardzo delikatny,takie damskie wino.Jesli uzywa
sie całych , miażdżonych owoców wino należy dokładnie
przefiltrować. Dżemy i marmolady są bardzo smaczne,aromatyczne i
kwaskowate.Ja robiłam to z dużych owoców , z róży rosnącej nad
morzem.
Tarninę używałam wyłącznie do robienia parowanego soku do
herbaty.Zrywalismy ją po pierwszych mrozach,wówczas od biedy można
ja było zjeść.Sok z niej wychodzi bardzo
fajny,kwaskowaty,cierpkawy,ale aromatyczny i smaczny. Jarzębinę
przerabiałam na dżem. Zrywałam ją we wrzesniu, jak była juz
dojrzała,a potem mroziłam ją w zamrażarce, by pozbyć się goryczy.
Dżem(z całych owoców) był taki sobie. Gorycz nadal była
wyczuwalna,smak nierewelacyjny.Miała słuzyć jako lek
przeciwreumatyczny-nie posłuzyła , bo jak każdy lek była mało
zjadliwa.Kilka słoików po kilku latach wywaliłam.