Dodaj do ulubionych

Żenady kulinarne

31.01.10, 18:28
W moim domu rodzinnym (rodziny nikt sobie nie wybiera :P) kilkukrotne (nawet
do 5 razy) smażenie frytek na starym oleju.Był do smażenia taki stary rondelek
(okopcony,że masakra,takim obleśnym czarnym grubym tłuszczem,pod spodem był
biały z kwiatkiem) po usmażeniu porcji frytek resztę oleju wkładało się do
szafki i czekał on na kolejne smażenie (czasem było ono nawet po
tygodniu-wiadomo codziennie się frytek nie je).Smażyło się na nim frytki do
"oporu" gdy w końcu większa część oleju wyparowała do tego starego dolewało
się po prostu trochę nowego.
A jak u Was było?
Edytor zaawansowany
  • Gość: x IP: *.unitymediagroup.de 31.01.10, 18:32
    wystarczy przefiltrować i ponownie użyć. Można kilkakrotnie smażyć frytki. Przy
    całkowitej wymianie oleju zaleca się dodanie niewielkiej ilości poprzedniego.
  • znana.jako.ggigus 31.01.10, 18:40
    tez mialam taki garnek, musze go odebrac mamie, z sitkiem, superwygodna sprawa.
    I jakie frytki a la Pozarski mozna przyrzadzac, caly okres dojrzewania spedzilam
    razem z frytkami a la Pozarski (smazy sie ziemniaki w srednio goracym oleju az
    beda miekkie i prawie przezroczyste, po czym sie je wyjmuje, podgrzewa olej na
    b. goracy, frytki na minute do goracego oleju i wychodza takie pyszne,
    chrupiace, ojej...
    --
    ’Cause I told you once / And then I told you twice / And now I told you three
    times / And at the risk of repeating myself I’m gonna say it again: I wanna be
    your lover - Jarvis Cocker.
  • gazeta_mi_placi 31.01.10, 18:46
    >tez mialam taki garnek...

    I też był calutki pokryty czarnym lepkim obleśnym tłuszczem?
    Nie wierzę :-)
  • znana.jako.ggigus 31.01.10, 18:51
    czesto myty. Olej wylewalam do butelki, a garnek pracowicie mylam z wewn. i zewn.
    Proste.
    --
    ’Cause I told you once / And then I told you twice / And now I told you three
    times / And at the risk of repeating myself I’m gonna say it again: I wanna be
    your lover - Jarvis Cocker.
  • gazeta_mi_placi 31.01.10, 18:52
    Tamten z zewnątrz był czarniutki i lepki.Brrrr....
  • znana.jako.ggigus 31.01.10, 18:55
    biedny garnek, ofiara rodziny brudasków
    --
    ’Cause I told you once / And then I told you twice / And now I told you three
    times / And at the risk of repeating myself I’m gonna say it again: I wanna be
    your lover - Jarvis Cocker.
  • gazeta_mi_placi 31.01.10, 18:44
    A na czym polegało filtrowanie bo obawiam się,że nikt tego nie robił :-)
  • annjen 03.02.10, 22:07
    ja też tak robię, filtruję przez ręcznik papierowy:)
  • Gość: titta IP: *.botany.gu.se 12.02.10, 11:13
    Ciekawe jaka jest zawarosc akrylamidu i innych ciekawych substancji
    w taim oleju wielokrotnego urzytku...
  • lykaena 31.01.10, 18:53
    Ja często piekę ćwiartki ziemniaków w naczyniu żaroodpornym , na pozostałych w
    nim resztkach z pieczenia np. mięsa- oczywiście te resztki nie czekają tam w
    nieskończoność ,tylko 1 dzień.
    --
    "..Powiedziałem: znam takie miejsce, gdzie przychodzą umierać koty..."
  • simon_r 04.02.10, 17:19
    to nie żadna żenada tylko świetne wykorzystanie aromatu, który pozostał po pieczeni.

    --
    ------------
    Podróże małe i duże.
  • Gość: autorce watku IP: *.aster.pl 31.01.10, 19:00
    serdecznie wspolczujemy
  • bene_gesserit 31.01.10, 19:35
    He he he.
    W moim domu rodzinnym tez byl taki rondel - czarny od tluszczu, z
    parokrotnie uzywanym do fryt olejem. Trzymalo sie toto w
    piekarniku, i kiedy byl wyciagany, rechotalysmy z siostrą z
    uciechy - frytki w tamtych czasach to byl nie lada przysmak. Garnek
    wywędrowal na śmietnik, kiedysmy wkroczyly w wiek dojrzewania i
    frytki zostaly zbanowane, bo tuczą.

    Oprocz tego z dziecinstwa pamietam kolekcje zup w proszku, ktorymi
    rodzice zaprawiali chyba kazda zupe. Ustalanie menu na jutro
    zaczynalo sie czesto od szukania natchnienia w koszyczku z tymi
    zupami. O dziwo - byc moze dlatego, ze zupa w proszku stanowila
    jeden z licznych skladnikow - zupy rodzicow, szczegolnie ojca,
    zawsze byly przepyszne.


    --
    dont hejt de pleja, hejt de gejm
  • gazeta_mi_placi 31.01.10, 23:01
    >W moim domu rodzinnym tez byl taki rondel - czarny od tluszczu, z
    parokrotnie uzywanym do fryt olejem. Trzymalo sie toto w
    piekarniku, i kiedy byl wyciagany.

    Yyyyyyy....
    Tak szczerze mówiąc to nie była szafka tylko piekarnik (tak mi się napisało w pośpiechu).
    Siostra to Ty? :P
    Kiedyś jak wpadłam w nerwy i odskrobałam z tego tłuszczu ukazał sie sympatyczny biały garnuszek z kolorowym kwiatkiem.
    Ale po kilkunastu smażeniach....
  • bene_gesserit 31.01.10, 23:51
    He he he, nie to nie ja, moja siostra bywa na forum, ale nie pisze
    pod twoim nickiem. Noi nie ma tipsow ;)

    Swoja droga - na amerykanskim forum Chow byl swego czasu podobny
    watek - kilkaset smiesznych wpisow o roznych koszmarach kuchennych
    z domow rodzinnych. A u nasz wszyscy pierwsi, zeby sie pochwalic,
    ale posmiac sie z siebie nie ma komu :(

    --
    śpiewali kiepsko, ale bronili swego prawa do fałszowania
  • kwiatek_leona 05.02.10, 21:31
    "...na amerykanskim forum Chow byl swego czasu podobny watek..."
    Bene, to Ty tez Chowhound? Jak milo!
  • bene_gesserit 05.02.10, 22:25
    E, podczytuje tylko czasem. Za bardzo ono lokalne jest w sensie
    amerykanskie, wiec egzotyczne dla mnie.

    --
    'Promiskuityzm to tylko u bab. U mężczyzny wolnego to tylko dumna
    męska potencja.' zyziozyzio na fk, calkiem serio
  • izabelski 01.02.10, 00:08
    poki co to tylko moge wspomniec mdla grochiowke :-)

    --
    na dziecinne zachowanie uodporniła mnie praca
  • mvszka 01.02.10, 07:35
    Za żenadę kulinarną uważam zupę szczawiową.
    Wygląd i smak trawy. Jadło się to chyba z braku produktów w sklepach
    i pieniędzy, ale powszechnie-to tu, to tam.
    Mama moja była na tyle łaskawa,że jajko kroiła na pół i takie
    wrzucała do tej zupy, ale pamiętam jak raz gdzieś w gościach u
    jakiejś ciotki wjeżdża na stół ta zupa z jajkiem w całości. Nie
    wypadało zjeść zupy a zostawić jajka- ale jak przekroić łyżką
    ślizgające się na talerzu jajo...?
    Jajo wylądowało w cukiernicy, a zupa rozmaiciła nudny śnieżnobiały
    obrus
    --
    Przyszłość zaczyna się dziś nie jutro
  • default 01.02.10, 08:48
    mvszka napisała:

    > Za żenadę kulinarną uważam zupę szczawiową.
    > Wygląd i smak trawy.

    Najwyraźniej nie miałaś okazji zjeść dobrze przysrządzonej zupy
    szczawiowej, albo to po prostu nie Twój smak. Ale dobra zupa
    szczawiowa to pyszności, a nie żenada.

    Natomiast widziałam kiedyś coś potwornego u sąsiadki mojej Mamy -
    smażyła racuchy z jabłkiem na oleju tak rozgrzanym, że dymił na całą
    kuchnię, placki wychodziły niemal czarne, składała je na stos na
    talerzu, a na koniec ten stos polała obficie owym dymiącym,
    pociemniałym olejem z patelni !!!
  • bene_gesserit 03.02.10, 21:59
    > talerzu, a na koniec ten stos polała obficie owym dymiącym,
    > pociemniałym olejem z patelni !!!

    Ratunku!

    --
    mirabelek po prostu nie ma, sa zmyslone.
  • Gość: wybradna IP: *.iwch.lodz.pl 05.02.10, 15:13
    błe co za okropieństwo
    Ja niemile wspominam obiad jedzony u cioci, zrobiła ozory w sosie
    jakimś tam. Mieso było gumowate jak to ozor. Jakoś nie mogę jeść
    takich dziwnych rzeczy jak ozory, flaczki, kaszanka galarety z
    mięsem, czy z rybami .... ble
  • dominikjandomin 05.02.10, 16:17
    Gość portalu: wybradna napisał(a):

    > błe co za okropieństwo
    > Ja niemile wspominam obiad jedzony u cioci, zrobiła ozory w sosie
    > jakimś tam. Mieso było gumowate jak to ozor.

    To co ta ciotka dawała do tych ozorów, że były GUMOWATE? Jakoś domowe ozory
    NIGDY nie były gumowate u mojej Mamy.
  • Gość: . IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.02.10, 22:12
    Gość portalu: wybradna napisał(a):

    > Jakoś nie mogę jeść
    > takich dziwnych rzeczy jak ozory, flaczki, kaszanka galarety z
    > mięsem, czy z rybami .... ble


    Sama jesteś dziwna i ble :P

    A poważnie, to te dania dziwne nie są - po prostu ci nie podchodzą. Albo w życiu nie jadłaś dobrze zrobionych :)



  • Gość: Tomek IP: *.olsztyn.vectranet.pl 12.02.10, 14:46
    Ozór wołowy...mniam!A ogony wołowe jedliscie?Chudziutkie,
    smaczniutkie.to najlepsze cześci z krówki.Tylko trzeba UMIEC zrobić.
    to tak, jak z golonką.
  • Gość: pobre diablo IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.02.10, 20:20
    A ogon z byka? Jak wam się to widzi? Zjedzony w Hiszpanii był pyszny.
  • aga999929 13.02.10, 00:56
    Ogony wołowe sa suuuuuper!
  • Gość: Anna IP: *.md4.pl 12.02.10, 11:10
    Będąc nastolatką zostałam zaproszona przez ciotkę, która zaserwowała mnie i
    mojej młodszej siostrze bardzo krwisty (wręcz krwawy stek) z zimnym puree
    ziemniaczanym i niedogotowaną fasolką. Kulinarny koszmar...
    Innym razem byłyśmy na wakacjach u kuzynostwa. Jadłyśmy obiad u innej ciotki,
    która robiła takie drożdżowe kluski na parze. Potem opowiadała komuś: "Ania
    zjadła 4 kluski, Kasia 6 a Wojtuś 12"... :)

    Czasem mam obawy przed jedzeniem obiadu u kogoś, bo wydaje mi się, że dostanę
    coś czego nie lubię ;)
    Kiedyś dziadkowie męża zaprosili nas na herbatkę, przychodzimy a tu babcia
    szykuje obiad. Obawiałam się czegoś tłustego (jak to u babć bywa) a tu totalne
    zaskoczenie, wszystko było ze smakiem i na poziomie. :)

  • atra1 12.02.10, 14:47
    zimne pure, to insza inszość, ale co złego w twardawej fasolsce i
    krwistym befsztyku? Tak obiektywnie? W Polsce się fasolkę gotuje do
    bólu, co i owszem jest fajne z bułką tartą np, ale wg mnie równie
    dobra jest na lekko-twardo ugotowana fasolka szparagowa, polana
    oliwą wymieszanąz octem balsamicznym i ząbkiem czosnku. Inna szkoła,
    nie znaczy zła.
    --
    Podawanie pensji w wartościach brutto jest jak podawanie długości
    penisa wraz z kręgosłupem.
  • Gość: Anna IP: *.md4.pl 12.02.10, 18:49
    No ja bym dziewczynom w wieku 11-13 lat tego nie zaserwowała...
  • atra1 12.02.10, 23:25
    mi, jako 14-latce, więc niewiele więcej, pasowało. To nie kwestia
    wieku, ale chyba otwartości kulinarnej. Teraz stek wolę taki medium,
    a nie jak cieknie z niego, ale do miesa fasokę wolę twardawą, ale za
    to do jajka sadzonego ugotowaną solidnie fasolkę z bułką tartą. No i
    teraz trudniej mi niektóre nowinki przychodzą.
    --
    Podawanie pensji w wartościach brutto jest jak podawanie długości
    penisa wraz z kręgosłupem.
  • aga999929 13.02.10, 00:53
    Ozorki dobrze przyrządzone nie sa gumawate tylko delikatne i wręcz
    rozpływające się w ustach. Najlepsze w sosie śmietanowo
    musztardowym. Pycha!!
  • Gość: Olucha-klucha IP: *.internetdsl.tpnet.pl 12.02.10, 11:10
    Jezuniu.... dlaczego?? a ja tak lubię placuszki...
    Mój dom rodzinny był pod względem kulinarnym rajem. I tata i mama
    bardzo dobrze gotowali.
    Żenada? upiekłam szynkę na święta i zostawiłam w piekarniku.
    Zapomniałam o niej. W Nowy Rok myśleliśmy już o przeprowadzce...
  • lia.13 12.02.10, 13:49
    w sensie spaliła się szynka i kuchnia wraz z nią czy ześmierdła w piekarniku a
    wy podejrzewaliście zdechłego szczura za szafką?
  • Gość: Olucha-klucha IP: *.internetdsl.tpnet.pl 13.02.10, 06:31
    została w wyłączonym piekarniku i czekała... czekała.... Bo najpierw
    chcialam zeby wystygła w piekarniku, a potem zapomniałam. Najgorsze,
    ze taka byłam z niej dumna, marynowałam w winie, miodzie,
    przyprawach.
  • buttergirl 13.02.10, 14:16
    default napisała:

    > mvszka napisała:
    >
    > > Za żenadę kulinarną uważam zupę szczawiową.
    > > Wygląd i smak trawy.
    >
    > Najwyraźniej nie miałaś okazji zjeść dobrze przysrządzonej zupy
    > szczawiowej, albo to po prostu nie Twój smak. Ale dobra zupa
    > szczawiowa to pyszności, a nie żenada. \


    Odebrałam to bardziej jako konkretną zupę podaną u konkretnie ciotki z całym
    jajkiem.
    W tym wypadku zupa szczawiowa faktycznie była "żenadą" (fuj, nie lubidefault
    napisała:

    > mvszka napisała:
    >
    > > Za żenadę kulinarną uważam zupę szczawiową.
    > > Wygląd i smak trawy.
    >
    > Najwyraźniej nie miałaś okazji zjeść dobrze przysrządzonej zupy
    > szczawiowej, albo to po prostu nie Twój smak. Ale dobra zupa
    > szczawiowa to pyszności, a nie żenada.

    Myślę, że bardziej chodziło o konkretną zupę szczawiową u konkretnej ciotki z
    konkretnie całym jajem. ;) Coś jak ptysie bez łyżeczki. ;)
  • megakomp 16.03.10, 22:04
    W mojej rodzinie to standard, żeby przesmażonym olejem polewać to, co
    się na nim wcześniej smażyło, ale na polewanie racuchów nikt jeszcze
    nie wpadł. Czarny garnek z olejem na frytki do dziś stoi gdzieś w
    spiżarni u mojej mamy ;). A moja babcia też zbiera wszelkie
    patelniowe tłuszcze. To chyba taka mentalność z dawnych czasów, kiedy
    wszystko trzeba było oszczędzać. Ja tam olej zawsze wylewam po
    smażeniu, a jeszcze częściej to smażę na tak małej ilości oliwy z
    oliwek, że jak danie jest gotowe, to nie ma co wylewać :D.
    --
    Mój optymistyczny blog kulinarny
    Pozytywna Kuchnia
  • annjen 03.02.10, 22:10
    eee, ja tam lubię szczawiową:)
  • aga857 06.02.10, 11:43
    Ja też bardzo lubię szczawiową. W moim domu jej się nie robiło. Smak poznałam
    dopiero w Warszawie na Płatniczej- tam szczawiowa z jajkiem to prawie niebo w
    gębie.
  • Gość: big.ot IP: 195.82.180.* 12.02.10, 15:00
    Dobrze ugotowana i przyprawiona szczawiowa naprawdę nie jest zła, a już
    na pewno lepsza od zbyt tłustego źle przyprawionego rosołu.


    Ja natomiast zupełnie nie rozumiem idei pierogów z jagodami. Co to
    właściwie jest? Obiad ? Deser? Przekąska? Poza tym. Ciasto z pierogów
    nie bardzo mi współgra z jagodami
  • Gość: loop IP: *.cust-adsl.tiscali.it 13.02.10, 15:37
    Szczególnej idei pierogi z jagodami nie mają, po prostu z biedy, braku
    wyboru, braku supermarketów;) - ludzie szli do lasu, z darmo mieli
    mnóstwo jagód w sezonie i wymyślali, jak je wykorzystać dla
    zaspokojenia głodu.
  • quba 17.02.10, 11:31



    Gość portalu: loop napisał(a):


    ludzie szli do lasu, z darmo mieli
    > mnóstwo jagód w sezonie i wymyślali, jak je wykorzystać dla
    > zaspokojenia głodu.



    To że ludzie byli biedni, wcale nie upoważniało ich do korzystania z
    zasobów lasu.
    Las należał do kogoś, wlaściciel dworu był zwykle wlaścisielem lasu,
    a za zbieranie runa leśnego chłopi ponosili kary.
    --



    Wszyscy mamy jakieś swoje przywary i niekoniecznie to znaczy, że
    trzeba
    pielęgnować w sercu dawne urazy i odświeżać je bez końca.
  • Gość: aaa IP: *.internetdsl.tpnet.pl 12.02.10, 21:39
    ;)
    Właśnie dzisiaj ugotowałam, chcesz trochę???
    Ale faktycznie wszystkie kwaśne zupy są mało ambitne: pomidorowa,
    szczawiowa, ogórkowa - można je zrobić w 20 min i to ze świerzych
    produktów.
  • Gość: aaa IP: *.internetdsl.tpnet.pl 12.02.10, 21:42
    świeŻych - upsss
  • Gość: wredny_widelec IP: 193.23.174.* 13.02.10, 12:15
    Mnie zupa szczawiowa smakowała, a najlepiej pamiętam chodzenie z ciotką po łące
    i zbieranie szczawiu - dla dziecka to była świetna zabawa, aż się chciało potem
    jeść tę zupę. Czasem zbierałyśmy też młode pokrzywy na zupę z pokrzyw :)

    A jajo na twardo najlepiej było, oczywiście, wziąć na łyżkę i podgryzać zębami.
  • sueellen 20.02.10, 11:20
    ojej, uwielbiam szczawiowa mojej babci!
    --
    Bo taki, co kochać nie umie - przegra, choć wszystko rozumie.
    Bóg cię pokarze swą nieczułością za to, żeś gardził ludzką miłością.
  • szadoka 03.02.10, 14:33
    W moim rodzinnym domu tez taki byl. Czarny od spodu od wielokrotnie
    przypalonego tluszczu. Brrr.
    A'propos calego jajka, moja szwagierka opowiadala, ze jako dziecko,
    dostawala w przedszkolu cale jajko w majonezie i do tego lyzke...
  • bene_gesserit 03.02.10, 22:01
    He he.
    Jajko w sosie chrzanowym w moim przedszkolu bylo ulubionym daniem,
    bo to nie bylo mieso, wątróbka ani ryba, ktorych jakos dzieciary
    nie lubily.
    U nas chodzila pani z nozem i kroila na pol. Dzieci nozy nie
    dostawaly, bo wiadomo, ze sie pokaleczą, he he he. Zanim doszla do
    ostatnich, obiadek juz im stygl, noi polowki tez sie slizgaly, ale
    pomagalismy sobie paluchami :)

    --
    śpiewali kiepsko, ale bronili swego prawa do fałszowania
  • Gość: titta IP: *.botany.gu.se 12.02.10, 11:22
    To odwrotnie niz u nas. Tego jaka nik nie jadl, w odroznieniu od
    ryby czu miesa. Straszniejsza byla tulko panierowana mortadela z
    ziemniakami polanymi olejem na ktorym sie smazyla. Jajko calkiem
    dobrze sie zawijalo w chusteczke, a potem siup do kibelka i po
    klopocie. Jajka oczywiscie byly zielonkawe od dlugiego gotowania.
  • Gość: pycha IP: *.adsl.alicedsl.de 20.02.10, 23:15
    kartofle+panierowana mortadela+kapusta kiszona wszystkim polecam
  • eeela 05.02.10, 02:03

    > W moim rodzinnym domu tez taki byl. Czarny od spodu od wielokrotnie
    > przypalonego tluszczu. Brrr.

    Czarne, spalone od tłuszczu patelnie to właśnie są najlepsze :)

    Chińczycy na przykład nie lubią nowych woków i mają specjalne techniki, żeby im
    jak najszybciej nadać warstewkę spalonego tłuszczu, która potem nadaje potrawom
    specjalny aromat. Nazywają to 'duszą' woka.

    Meksykanie podobnie traktują swoje comale - dobry comal to stary comal, spalony,
    broń Boże nie należy go doszorowywać. Comal ma być czarny, i to dzięki temu
    opalane na nim warzywa nadają salsom cudownego aromatu :-) Moje chłopię ma comal
    niemal tak stary jak on sam, czyli pod trzydziechę ma ;-)



    --
    Beer is living proof that God loves us and wants us to be happy.
  • Gość: mfg IP: 212.180.147.* 12.03.10, 12:06
    Eeela, jeśli nie potrafisz odróżnić brudu i spalonego tłuszczu od powłoki
    węglowej, to nie pleć bzdur. Woka ze stali węglowej należy opalić i
    zaimpregnować olejem, ale cały "syf" ze spalonego tłuszczu się usuwa, a woka się
    myje (powłoka węglowa nie jest łatwa to zdrapania). To tyle, jeśli chodzi o
    woka. Co do comali, to się nie znam, ale biorąc pod uwagę stopień meksykańskiej
    higieny, nie zdziwiłbym się, że jedzą fajitas z domieszką 30-sto letniego
    spalonego tłuszczu;)
  • eeela 14.03.10, 00:22
    Woka ze stali węglowej należy opalić i
    > zaimpregnować olejem, ale cały "syf" ze spalonego tłuszczu się usuwa, a woka si
    > ę
    > myje (powłoka węglowa nie jest łatwa to zdrapania). To tyle, jeśli chodzi o
    > woka.

    Mało wiesz o tym, jak się Chińczycy obchodzą z wokami :-) Woki się tylko
    opłukuje i do sucha wyciera, nie myje, bo mycie zdziera powłokę ochronną,
    powoduje natychmiastowe pojawienie się rdzy, a ta jest nieco niezdrowa i szybko
    woka niszczy. Podobnie z comalem, nie myje się, nie szoruje, tylko opłukuje wodą
    i suszy.


    --
    Perdedor no es aquel que no acumula logros, sino el que no puede reconocerlos
    cuando los tiene.
  • maria_74 03.02.10, 21:22
    wrzucała do gara to, co aktualnie miała pod ręką: włoszczyznę (w całości),
    marchewkę, kalafior i ziemniaki (pokrojone w przybliżeniu w kostkę), kawałek
    mięsa (jakiegokolwiek), kroiła parówki, wrzucała makaron, a jeśli zupa była za
    rzadka, dodawała ryżu.
    Ta potrawa to legenda rodzinna.
  • gazeta_mi_placi 04.02.10, 21:18
    U nas pomidorówkę się słodziło :/
    A do rosołu często dodawano ziemniaki :D
  • maria_74 05.02.10, 08:49
    Nie wiem co to znaczy w Twoim wypadku tzw. słodzenie, ale ja dodaję dla złamania
    ostrości smaku cukier do niektórych zup np. ogórkowej, co prawda tylko większą
    szczyptę, ale zawsze to jakieś słodzenie jest.
  • Gość: . IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.02.10, 22:13
    gazeta_mi_placi napisała:

    > A do rosołu często dodawano ziemniaki :D


    Pycha!
  • ursz-ulka 23.02.10, 17:16
    ja powiem tak- są takie dni że wrzucam do gara - a szczegółowiej na
    patelnię - co jest pod ręką, metoda się nie zmieniła, ale z uplywem
    czasu zmieniają się składniki, na pewno nie są to parówki, ziemniaki
    i marchew, a raczej mrożonka, pieczarki/grzyby mun, papryka,
    cukinia, pomidory ,makaron np.sojowy/ryż/kotlety sojowe i różnego
    rodzaju zioła, oleje (z pestek winogron czy oliwa) i doprawiacz -
    sos sojowy/vegeta/sos chilli
    i smakuje to dobrze, za każdym razem nieco inaczej, kwestia jednak
    podejścia, bo dla mnie kalafior plus ziemniak plus parówa to porażka
    --
    nie cieeeeeeeerpię kotóf!!!
  • simon_r 04.02.10, 17:21
    prawdziwą żenada kulinarną jest używanie kostek przyprawowych Knorr'a
    zawierających głównie glutaminian sodu.

    --
    ------------
    Podróże małe i duże.
  • Gość: x IP: *.unitymediagroup.de 04.02.10, 21:03
    nie wiem jak w Polsce, ale w Niemczech nie widzę glutaminianu u Knorra.
  • simon_r 05.02.10, 10:58
    nie mówię o kostkach rosołowych tylko o kostkach przyprawowych typu czosnek w
    kostce... zobacz ile w niej jest czosnku a ile chemii.

    --
    ------------
    Podróże małe i duże.
  • gazeta_mi_placi 05.02.10, 20:57
    Dobrze,że napisałaś.Czasem używałam tego "czosnku" :/
  • Gość: . IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.02.10, 22:15
    gazeta_mi_placi napisała:

    > Dobrze,że napisałaś.Czasem używałam tego "czosnku" :/

    No i co z tego? Używasz czasami, jak sama piszesz, i żyjesz.
  • simon_r 09.02.10, 12:21
    pewnie że żyje... od tego tak od razu się nie umiera.
    Tylko, że glutaminian sodu jest obok soli jednym z dodatkowych źródeł jonów
    sodu, których i tak mamy w dużym nadmiarze co powoduje nadciśnienie tętnicze...
    a potem w wieku 40 lat ZAWAŁ.

    Poza tym przyzwyczajając się do glutaminianów itp. ulepszaczy nie zyskujemy
    bynajmniej lepszego smaku potraw tylko otwieramy bardziej kubki smakowe...
    innymi słowy znieczulamy swoje zmysły na subtelności. To tak jakby gapić się
    cały czas w słońce bo takie piękne a potem przestaje się widzieć odcienie :)
    --
    ------------
    Podróże małe i duże.
  • Gość: titta IP: *.botany.gu.se 12.02.10, 11:37
    Powiedz to Azjatom, ktorzy glutaminian sodu (ajinomoto) uwazaja po
    prostu za jedna z przypraw.
  • dominikjandomin 06.02.10, 15:39
    Gość portalu: x napisał(a):

    > nie wiem jak w Polsce, ale w Niemczech nie widzę glutaminianu u Knorra.

    Rosół z kury: glutaminian sodu na 3 pozycji w składzie.
  • minniemouse 08.02.10, 07:22
    nie wiem jak w Polsce, ale w Niemczech nie widzę glutaminianu u Knorra.

    glutaminian moze ukrywac sie pod innymi nazwami:


    Glutamate Textured protein
    Monosodium glutamate Hydrolyzed protein
    Monopotassium glutamate (any protein that is hydrolyzed)
    Glutamic acid
    Yeast extract
    Calcium caseinate
    Yeast food
    Sodium caseinate
    Autolyzed yeast
    Gelatin Yeast nutrient


    Minnie
    --
    Warto przeczytac na forum Migrena:

    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=12154&w=85321110
    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=12154&w=92045900
  • asiu-sia 19.02.10, 08:23
    > Yeast extract
    > Calcium caseinate
    > Yeast food
    > Sodium caseinate
    > Autolyzed yeast
    > Gelatin Yeast nutrient
    >
    hmmm.... zawsze myslalam ze "yeast" to drozdze /spożywcze piekarnicze winne/
  • Gość: paniena IP: *.range86-156.btcentralplus.com 04.02.10, 20:52
    dla mnie to 'Pomysl na....' albo 'fixy'
  • Gość: x IP: *.unitymediagroup.de 04.02.10, 21:04
  • simon_r 05.02.10, 16:27
    I to właśnie właściwe postawienie sprawy...
    Kwestia nieumytych garnków nie jest żenadą kulinarną tylko zwykłym niechlujstwem.

    --
    ------------
    Podróże małe i duże.
  • ursz-ulka 23.02.10, 17:23
    inna rzecz taki fix u siebie prywatnie, choć jednak z rzadka
    ale dla mnie żenadą jest ten fix postawiony na proszonym niedizelnym
    obiedzie, masakra, ktoś mnie zaprasza a stawia wymieszaną śmietane z
    proszkiem na makaronie, spotkało mnie to, jakoś tak dziwnie

    --
    nie cieeeeeeeerpię kotóf!!!
  • Gość: paniena IP: *.range86-156.btcentralplus.com 04.02.10, 21:33
    i jeszcze legendarna 'Herbatka Cioci Jadzi ' - w szklance z koszykiem z
    aluminium, 1 torebka zaparzana dla 5-7 osob.
    Moja znajoma robi bigos z dodatkiem keczupu, jak chlapnie za duzo, to potem
    dodaje cukru.
    Torebka herbaciana odkladana na spodeczek i uzywana kilkukrotnie, w ciagu na
    przyklad 2 dni.
  • Gość: elisa IP: *.adsl.inetia.pl 04.02.10, 22:27
    Co do bigosu, to znam ludzi, którzy podprawiają go ZASMAŻKĄ!!
  • Gość: paniena IP: *.range86-156.btcentralplus.com 05.02.10, 00:48
    to musza byc milosnicy kabaretu OTTO
  • iluminacja256 07.02.10, 18:43
    Ketchup to raczej nie , ale sama czasem dodaje to bigosu troche
    koncentratu pomidorowego (koniecznie Dawtona ) Nadaje ladniejszy
    kolor i dodatkowo "dokwasza" bigos, łamiac jednolity smak kapusty -
    radzę kiedyś spróbować.
  • Gość: aga IP: *.n4u.abpl.pl 13.02.10, 00:10
    U nas się torebki od herbaty odkłada, jak jest z tych bardziej wydajnych, bośmy
    "krakowskie centusie" - w końcu smakuje tam samo, a wolniej schodzi :) Nie widzę
    w tym nic zdrożnego..

    A z żenad - mój Tato znany jest z wyjątkowego rozmachu, kiedy już zabierze się
    za jedzenie. I tak postanowił kiedyś doprawić fasolkę po bretońsku zrobioną
    przez mamę... pokrojonymi w grube plastry ogórkami kiszonymi :) Strasznie mu
    było potem przykro że nie chcemy dokładki...
  • jagoda85 13.02.10, 14:27

    To pijesz popłuczyny herbaty? Herbata ma być mocna aromatyczna, a
    nie woda zabarwiona.
    --
    Jestem jak trzcina, zawsze wracam do pionu.
  • Gość: happy_end IP: *.chello.pl 16.02.10, 20:44
    Tja. Pomiedzy popluczynami a siekiera zostawiajaca osad na zebach
    jest jeszcze mnostwo mozliwosci... Ale spoko, lepiej zadrzec wysoko
    nosa i wykreowac sie na znawczynie herbaty, pijaca tylko najlepsze
    gatunki, wylacznie w prawdziwej porcelanie. Ludu...
  • justysialek 17.02.10, 15:36
    A kto tak powiedział?
    To, że ty taką lubisz, nie znaczy, że wszyscy muszą. Ja mocnej
    herbaty nie tknę, to już wolę mocna kawę.
    Z jednej torebki spokojnie mogę zrobić sobie 2 herbaty, więc szkoda
    wyrzucać od razu - to tak, jakby zjeść połowę jabłka, bo więcej nie
    możesz, a resztę wywalić do kosza. Czasem zostawiam te torebki na
    drugie użycie ale wykorzystuję je sama, nikomu innemu nie robię z
    nich herbaty.
    --
    My pretty mouth will frame the phrases that will
    Disprove your faith in man
  • szarrak 17.02.10, 04:22
    dobra zielona jest lepsza przy drugim parzeniu - jak z przyjaciółką robimy
    herbatę, to ta, co jest w gościach, ma zaparzaną jako druga (z tego samego
    "wkładu" w zaparzaczu) w ramach uprzejmości. jak sobie robię zieloną to też
    zaparzam przynajmniej dwa razy, oczywiście nie w ciągu kilku dni, tylko godzin.
    --
    PraKupa ///
    Bobsonkiiii =^-^=
  • ursz-ulka 23.02.10, 17:19
    no generalnie z zieloną ma się co innego jak z czarną - ta zaparzona
    kilka razy jest już szkodliwa podobno
    --
    nie cieeeeeeeerpię kotóf!!!
  • misself 05.02.10, 10:50
    Półmiski z mąką i bułką tartą po panierowaniu trafiające do szafki.
    Mycie garnków tylko od środka (jest to szczególnie ohydne przy kuchence gazowej).
    Regularne zanurzanie rąk w cieście i innych masach z pierścionkami na palcach,
    na których to pierścionkach były wieloletnie osady.
    Suszenie torebek z herbatą do późniejszego wykorzystania.
    Szorowanie garnków popiołem z papierosów.

    Wszystkie te rzeczy widziałam na własne oczy u rodziny bądź znajomych albo znam
    z opowieści.
    --
    "Stara panna na wydaniu." (by Abirek)
  • aiczka 05.02.10, 11:14
    > Regularne zanurzanie rąk w cieście i innych masach z pierścionkami na palcach,

    Ojej, ale to jak z baśni o "Oślej Skórce"! Może ktoś sobie zawsze wyobrażał, jak
    to "przypadkiem, albo może nie całkiem przypadkiem" zsuwa mmu się z ręki
    pierścień i potem książę go znajduje itd. ^_^
  • miss_coco 05.02.10, 11:28
    Ogladam sobie program Come Dine With Me i pani Aneta z Polski sie
    produkuje z polskimi potrawami. Na deser galaretka z torebki,
    pokrojona w kosteczke podana w pucharkach z bita smietana.
  • pani.serwusowa 06.02.10, 11:24
    Zartujesz? Napisz prosze co jeszcze przygotowala, bo umieram z ciekawosci. Moze
    uda mi sie dzi sobejrzec powtorki, ale nie wiem czy sie na nia zalapie.
    --
    Te cwane sępy!
  • miss_coco 07.02.10, 17:30
    No nie zartuje ;))
    Podala jako apéritif "namietna szarlotke" z wodki i soku jablkowego
    Na pierwsze danie byl barszcz ukrainski, na glowne golabki.
    No i potem ta galaretka. Uczestnicy programu stwierdzili, ze bylo
    sycaco i malo wyrafinowanie... Najbardziej mnie bawilo, ze pani
    Aneta miala taki koszyczek z przyprawami w proszku przywiezionymi z
    kraju i wlasciwie do wszystkiego dodawala tych kuchcikow czy jak i
    tam. Jak goscie sie pytali co to za dziwny smak, pani Aneta
    spieszyla wyjasnic, ze to nasze narodowe przyprawy ;)) i goscie
    zdumieni kiwali glowami. A potem dla rozrywki byla gra w butelke.
    mozna obejrzec tutaj
    undinerpresqueparfait.rtltvi.be/2009/06/01/aneta/
  • Gość: . IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.02.10, 17:54
    Polskie desery sprowadzone do polskiej specjalności - galaretki :/ Rrrrrrrrrrrrany ;/
  • Gość: aga IP: 78.250.114.* 14.02.10, 03:51
    Ojeżu :D Belgijskiej wersji nie znałam, we francuskiej były akcenty polskie, ale delikatne i hmmm... oryginalne, ale nie torebkowe (pan przekonywał, że typowe polskie naleśniki to tylko takie z dodatkiem piany z białek).
    A tu jakaś vegeta, zdublowana przyprawą do bigosu (oczywiście z toną glutaminianu bo jakże inaczej), i do tego imbir, i tymianek. Wszystko dodane do gołąbków z jagnięciną... brrrrrrrrrr, wyobraźnia kulinarna mi siadła...
    I ta galaretka z proszku, jakby trudno było zrobić prawdziwą... Plus teoretyczny za barszcz (ukraiński on nie był bo nie było fasoli ani kapusty) na wywarze z kości, choć to nie znaczy, że "kosteczki" nie poszły w ruch (nie pokazali). Ogólnie mam wrażenie że dostała fory za obcość i nieznajomość języka, a nieumiejętność gotowania zavegetowała.
    --
  • lia.13 12.02.10, 14:35
    Może i nie zamknęłabym całości polskich deserów w galaretce z bitą śmietaną, ale
    u mnie w domu nadal często pojawia się ona na stole. Z dodatkiem wiśni
    zaprawionych w cukrze czy świeżych owoców, herbatników oraz całościowo posypany
    wiórkami czekoladowym, deser jest pyszny i na lato bardzo odświeżający ;) Deser
    można także polać advocatem czy innym likierem lub sosem owocowym. Jak kto lubi ;)
  • mrs.t 12.02.10, 17:53

    miss_coco napisała:

    > Ogladam sobie program Come Dine With Me i pani Aneta z Polski sie

    o gdzie to ogladasz? ktory odcinek?jakie miasto?
  • Gość: Kasia IP: *.chello.pl 12.02.10, 11:55
    Moja mama tak robi, jak jej zwracam uwagę, to się obraża... dlatego
    nikogo nie zapraszam do siebie na obiad... wstyd ;((( Ech... niech
    no tylko doczekam się własnej kuchni :D
  • Gość: maryśka IP: 83.143.139.* 12.02.10, 13:14
    [u] mojej teściowej z bułką i z mąką było podobnie.Tłumaczono to oszczędnością.
    Patelni po smażeniu się nie myło tylko wyskrobywało.
  • dzioucha_z_lasu 05.02.10, 12:02
    Kurcze, ja też miałam w domu rodzinnym taki gar do frytek! Z
    wierzchu był prawie czarny, olej był wymieniany raz na ruski rok,
    ale kurcze - jakie dobre frytki wychodziły! I była - a właściwie
    nadal jest - patelnia. Duża, bardzo stara, żeliwna. Oczywiście od
    środka myta, ale od zewnątrz pokryta warstwą wieloletniego hmmm...
    chyba węgla :D I jest to najlepsza patelnia świata, wszystkie
    teflony mogą się schować - nic nie przywiera, piecze się na niej
    idealnie, podejrzewam, że ma obecnie własciwości najlepszych
    chińskich woków :D

    --
    ---------------
    sygnaturka w przebudowie
  • bene_gesserit 05.02.10, 12:13
    dzioucha_z_lasu napisała:

    > Kurcze, ja też miałam w domu rodzinnym taki gar do frytek! Z
    > wierzchu był prawie czarny, olej był wymieniany raz na ruski rok,
    > ale kurcze - jakie dobre frytki wychodziły!

    Z cytowanej juz tu przezemnie ksiazki 'Frytka doskonala',
    traktującej o chemii kulinarnej jasno wynika, ze stary, spalony
    olej jest najepszy do frytek (chemicznego wyjasnienia nie pamietam,
    o ile sie jednak nie myle chodzi o costam-costam z polimerami :).
    Tylko na starym oleju frytki wyjda slicznie zaurmienione i
    chrupiące. Podobno doświadczeni kucharze przy wymienianiu oleju we
    frytownicy zawsze dolewaja część starego.


    --
    śpiewali kiepsko, ale bronili swego prawa do fałszowania
  • kikimora78 05.02.10, 12:55
    hehe - moi rodzice chyba jeszcze mają taką patelkę. jest taka odkąd pamiętam
    więc ma pewnie ze 30 lat i jeszcze się trzyma.
    jak to mówią "przedwojenna robota, gnietsa - nie łamietsa"
    --
    blog o moim szydełkowaniu www.kikimora.blogs.no
  • avvg 05.02.10, 16:30
    Jeśli przedwojenna robota, to raczej ma więcej niż 30 lat.
    Co miałaś z historii? Jedyna wojna, jaka miała tu miejsce 30 lat temu,
    to ta wypowiedziana przez Jaruzelskiego własnemu narodowi.
  • dzioucha_z_lasu 05.02.10, 16:33
    ale może chodziło o wojnę na Bałkanach :D

    --
    ---------------
    sygnaturka w przebudowie
  • Gość: . IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.02.10, 22:21
    avvg napisał:

    > Jeśli przedwojenna robota, to raczej ma więcej niż 30 lat.
    > Co miałaś z historii?


    Czytaj uważniej: nie napisała, że patelnia jest przedwojenna, tylko, że patelnia jest solidna, nie do zdarcia, taka przysłowiowa, przedwojenna robota - "przedwojenna robota, gniotsa - nie łamiotsa"


    Chociaż ja akurat znam inną wersję tego powiedzenia: "Radziecka robota! Gniotsa, nie łamiotsa" :D


  • kikimora78 07.02.10, 20:11
    > Co miałaś z historii? Jedyna wojna, jaka miała tu miejsce 30 lat temu,
    > to ta wypowiedziana przez Jaruzelskiego własnemu narodowi.

    no i zgadza się - nie?
    szkoda tylko że w szkole nie było zajęć z poczucia humoru ;p
    --
    blog o moim szydełkowaniu www.kikimora.blogs.no
  • jagoda85 05.02.10, 20:05

    Jeśli już to "gniotsa, nie łamiotsa"
    --
    Jestem jak trzcina, zawsze wracam do pionu.
  • kocia_noga 05.02.10, 20:25
    Taką starą czarną patelnię kiedyś, gdy dorastałam i chciałam
    reformować moją zacofaną rodzinę, wyszorowałam do świecącej blachy...
    A z żenad kulinarnych to pamiętam marotanie mojej matki nad książką
    kucharską : cztery jajka..ale po co cztery, wystarczy trzy...pół
    kostki masła... tyle masła to za dużo, dam ćwiartkę...szklanka
    mąki... co z tego wyjdzie? ... dwie szklanki będzie dobrze...łyżka
    śmietany...obejdzie się bez śmietany..itd. I my te ciasta musieliśmy
    jeść, toteż jak pojechałam pierwszy raz na kolonie i w niedzielę
    było drożdżowe myślałam, że to największy pzrysmak na świecie.
    --
    "życie dziecka jest ważniejsze niż zycie ciężarnej.
    Obowiązkiem moralnym cięzarnej jest poswięcic swe zycie dla zycia
    swego
    dziecka, jak to zrobiła heroiczna Agata Mroz"
    obrońcy życia na FF
  • iwu 05.02.10, 22:27
    Żenadę kulinarną zafundowała nam kiedyś teściowa. Przyniosła nam
    mianowicie garnek z zamrożoną zawartością, jaką były flaki. Flaki, a
    la teściowa, czyli z czym popadnie - te były z grzybami i z papryką,
    podejrzewam, że konserwową. Flaki były słone jak cała Wieliczka, a
    po odmrożeniu wyłowiłam z nich gumkę recepturkę, bo kobicina
    wrzuciła do zupy włoszczyznę w pęczku, bez uwalniania jej z gumki
    oraz z piasku, który odnalazł się potem na dnie garnka. Od tamtej
    pory nie ufam jej zupom.

    --
    [url=http://avatars.jurko.net][img]
    http://img1.jurko.net/avatar_1911.gif[/img][/url]
  • Gość: . IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.02.10, 22:29
    O rany, słabo mi :(
  • suziluzi 12.02.10, 15:30
    fantastyczne to z gumką i z piaskiem :D
  • Gość: Savon de Marseille IP: *.dyn.iinet.net.au 13.02.10, 08:18
    Oplulam ekran!
  • Gość: ryba25 IP: *.core.ynet.pl 09.02.10, 16:14
    Podobnie oszczędnościowy patent: domowy pasztet robiony z kiełbasy zwyczajnej.
    Autentyk, na szczęście nie w mojej rodzinie, uff...
  • tentimenti 05.02.10, 22:39
    Kiedyś, w głębokim dzieciństwie, zaprosiła mnie koleżanka z bloku na frytki, bo
    jej babcia wlasnie smazy. Czemu nie?
    Przychodzimy, cala rodzina juz siedzi, talerzyki, widelczyki i
    zajadaja...myslalam, ze zle widze - wszyscy wciagali te frytki, ale czarne jak
    wegiel do rysowania :) Kazda jedna czarna i chrupiaca. Sterta węgla.

    --
    Łyżeczka - gotuję dlamalucha
  • Gość: ala IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.02.10, 22:44
    Smutne to
  • Gość: kaja IP: *.dynamic.gprs.plus.pl 05.02.10, 23:52
    Nie zapomnę kolezanki mojej mamy od której wszystkie dzieciaki
    uciekały.Miała dziwne pomysły.Pamiętam jak zaprosiła mnie i brata na
    deser.Wyciągnęła mrożone truskawki i wprost wysypała nam na
    talerzyki,mówiąc:jedzcie dzieci.
  • Gość: ania IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.02.10, 08:24
    Hahaha, no z tego to się nieźle uśmiałam :D
  • Gość: Andrzej IP: *.lukman.pl 13.02.10, 07:37
    Gotowanie kaszy gryczanej w torebkach
  • zwierze_futerkowe 17.02.10, 13:34
    Gość portalu: kaja napisał(a):

    > Wyciągnęła mrożone truskawki i wprost wysypała nam na
    > talerzyki,mówiąc:jedzcie dzieci.

    To ja bym do niej codziennie chodziła na deser. ;) To było lepsze niż lody:
    wziąć do buzi taką lodowatą, zamrożoną na kamień truskawkę i czekać, aż zmięknie.
  • Gość: koldbrann IP: *.171.79.219.static.crowley.pl 18.02.10, 13:23
    hehe, a ja lubię mrożone truskawki podjadać - trzymać w buzi, aż się rozpuszczą
    albo podgryzać po trochu. pyszności :)
  • Gość: gość IP: 194.42.110.* 12.02.10, 20:00
    smutne??? uśmiałam się do łez
  • mea8 06.02.10, 11:17
    Jak nic do tematu pasuje ulubiony deser w rodzinie mojego meza.
    Galaretka z torebki pokrojona w kostke, wymieszana z cala miska
    ubitej "Śnieżki". Fuj fuj, zawsze sie dziwia, ze nie jem bo
    doskonale wiedza, ze uwielbiam bita smietane:) Nie widza roznicy.
    --
    Bocianom już dziękuję :)
  • sta-fraszka 12.02.10, 17:12
    U mnie w domu (w babcinej kuchni) ta bulka po kotletach byla na nastepny raz.
    Ale po rybach nigdy.
    --
    Sheldon: Why are you crying?
    Penny: Because I'm stupid!
    Sheldon: Well that's no reason to cry; one cries because one is sad. For
    example, I cry because others are stupid and it makes me sad. [BBT, s03 e10]
  • moniakociara 09.02.10, 16:38
    Moja teściowa po smazeniu naleśnikow nigdy nie myła patelni, bo przecież jest
    czysta...

    A moja rodzicielka, jeżeli po smażeniu ryby zostala jakas mąka, to pzesypywala
    ja do specjalnego pojemniczka na nastepny raz - ja to zawsze nasypuje tyle ile
    mi trzeba. Ale ryby zawsze jadlam ze smakiem w domu :D
  • Gość: joanek IP: *.chello.pl 12.02.10, 11:05
    dodawanie kostek rosołowych do wszystkiego, tak tak.
    i w ogóle te rzeczy różne, co się składają z samych polepszaczy, to oczywista oczywistość.

    ale jeśli chodzi o żenadę w stanie czystym, to moim faworytem jest groszek zielony lub kukurydza z puszki, występująca jako surówka_do_obiadu.
    najlepiej podgrzewana.
    w tej puszce podgrzewana, na gazie.
    i na talerz to potem.
    i to surówka jest.
  • kocia_noga 12.02.10, 11:16
    O materdeju, na to bym nie wpadła:) Ludzie to mają fantazję:))
    --
    "życie dziecka jest ważniejsze niż zycie ciężarnej.
    Obowiązkiem moralnym cięzarnej jest poswięcic swe zycie dla zycia
    swego
    dziecka, jak to zrobiła heroiczna Agata Mroz"
    obrońcy życia na FF
  • mhr-cs 12.02.10, 11:29
    Gość portalu: joanek napisał(a):

    > dodawanie kostek rosołowych do wszystkiego, tak tak.
    > i w ogóle te rzeczy różne, co się składają z samych polepszaczy,
    to oczywista o
    > czywistość.
    >
    > ale jeśli chodzi o żenadę w stanie czystym, to moim faworytem jest
    groszek ziel
    > ony lub kukurydza z puszki, występująca jako surówka_do_obiadu.
    > najlepiej podgrzewana.
    > w tej puszce podgrzewana, na gazie.
    > i na talerz to potem.
    > i to surówka jest.
  • Gość: joanek IP: *.chello.pl 12.02.10, 11:33
    Nie, oni mówią na to surówka.
    Sama bym tego nie wymyśliła, mam bardzo marną wyobraźnię.
  • ursz-ulka 23.02.10, 17:27
    to nie żenada, to nygustwo do kwadratu....
    --
    nie cieeeeeeeerpię kotóf!!!
  • Gość: Moam IP: *.elartnet.pl 12.02.10, 12:34
    u nich to dość popularny dodatek do obiadu, nawet jak widzisz w filmie obiad
    typowej amerykańskiej rodziny, to na stole obowiązkowo jest groszek, przeważnie
    z puszki :)
  • mhr-cs 12.02.10, 13:09
    Gość portalu: Moam napisał(a):

    > u nich to dość popularny dodatek do obiadu, nawet jak widzisz w
    filmie obiad
    > typowej amerykańskiej rodziny, to na stole obowiązkowo jest
    groszek, przeważnie
    > z puszki :)

    wczesniej nie,a wiec jak
  • Gość: stary IP: 151.193.120.* 12.02.10, 11:30
    Tez zawsze uzywam tluszczu wielokrotnie.
    Co drugi raz filtruje go przez 3 geste chusteczki (na sitku), nie odczuwamy
    roznicy w smaku miedzy smazonymi frytkami na swiezym oleju a takim wielokrotnie.
    Podstawa czystosci to wysoki garnek, wtedy nic sie nie przypala i zadnej warstwy
    czarnego syfu nie ma.
  • Gość: wredna_synowa IP: *.internetdsl.tpnet.pl 12.02.10, 11:31
    U mojej teściowej - koszmar zawartości lodówki. Oni tam celebrują
    śniadanka i to co zostanie składaja na jeden tależyk dla nie-wiadomo-
    kogo. I tak: plasterek pomidora sparzonego, obok poł trójkącika
    serka, dupeczka zeschniętej kiełbasy, ścinek parówki.... a na
    nastęny posiłek otwiera się nowe coś, na co się ma ochotę. Nic nie
    pozakrywane, nic nie popakowane. Potem tort smakuje leżącymi obok
    kiszonymi ogóraskami i podwawelską z półki niżej. Wszyscy nosem
    kręcą, więc tort... wraca do lodówki. I czeka. Bo moze a nuż za 3
    godziny będzie bardziej smakował jak tort. Podobne cuda wianki ma w
    szafkach kuchennych. Rzeczy jeszcze z ubiegłego wieku, jakies
    niemieckie z aldiego, nie wiadomo co do czego ale tanie było, to
    kupiła.
  • Gość: Ja IP: 91.209.116.* 12.02.10, 11:43
    Dla mnie żenadą jest kaszanka, flaki, zupki chińskie i inne pseudo posiłki,
    smażenie na kiepskim oleju, korzystanie z kiepskiej jakości produktów - np.
    używanie mielonki zamiast dobrej gatunkowo szynki podczas robienia pizzy...można
    wymieniać w nieskończoność. Na szczęście w rodzinnym domu nauczono mnie dobrej
    kuchni :)
  • Gość: titta IP: *.botany.gu.se 12.02.10, 11:58
    >Na szczęście w rodzinnym domu nauczono mnie dobrej
    kuchni :)
    Oj, chyba nie zupelnie, skoro flaki segregujesz razem z zupkami
    instant. No chyba, ze te flaki to tez z torebki.

  • mhr-cs 12.02.10, 12:02
    Gość portalu: Ja napisał(a):

    > Dla mnie żenadą jest kaszanka, flaki, zupki chińskie i inne pseudo
    posiłki,
    > smażenie na kiepskim oleju, korzystanie z kiepskiej jakości
    produktów - np.
    > używanie mielonki zamiast dobrej gatunkowo szynki podczas robienia
    pizzy...możn
    > a
    > wymieniać w nieskończoność. Na szczęście w rodzinnym domu nauczono
    mnie dobrej
    > kuchni :)
  • miriam08 12.02.10, 12:08
    Z tego, co czytam wynika, że te oszczędności, zostawianie na następny raz mąki ,
    czy bułki tartej, pochodzi z czasów kartkowych, kiedy te produkty były
    wydzielane na osobę w niewielkiej ilości i to jest pozostałośc. Co do oleju
    wielokrotnego użytku, to z tego co wiem tradycja galicyjska, przysłowiowa
    oszczędnośc Krakusów, gdzie nic nie mogło się zmarnowac.
    Moja mama w czasach PRL, jeśli dostała gdzieś alufolię, to ją używała
    wielokrotnie, a proszek Ajax, przywieziony z Anglii był używanu głównie do
    generalnych porządków i starczał na 5 lat.
  • Gość: no name IP: *.4web.pl 12.02.10, 16:41
    zostawianie na następny raz mąki
    > ,
    > czy bułki tartej, pochodzi z czasów kartkowych, kiedy te produkty
    były
    > wydzielane na osobę w niewielkiej ilości

    Ludzie, czy wam się ten PRL nie myli z II wojna swiatową?
    Bułka tarta nigdy nie była na kartki! Tak samo jak mąka.


    Co innego cukier - ten to i owszem, był.
  • miriam08 12.02.10, 17:44
    Oczywiście, że mąka, makaron i płatki owsiane były na kartki - 81-83 rok. Bułka
    tarta rzeczywiście na kartki nie była, ale szkoda było marnowac, więc mieszało
    się ją z jajkiem i smażyło pseudo kotlety.
  • dominikjandomin 12.02.10, 14:33
    Gość portalu: Ja napisał(a):

    > Dla mnie żenadą jest kaszanka, flaki, zupki chińskie i inne pseudo posiłki,

    Sorry, ale to brednia - porównanie kaszanki i flaków do paskudztw typu zupka
    chińska.
  • Gość: spaten IP: *.internetdsl.tpnet.pl 12.02.10, 13:04
    Ja z innej beczki :-)
    Kulinarną żenadą jest Pascal Brodnicki i jego Knor przyprawy. Ja
    rozumiem że program musi mieć sponsora ale nie w taki nachalny
    sposób. Nawet Makłaowicz w plenerze nie użyłby koski chociaż akurat
    w plenerze byłoby to jakoś wygodnie.
    Żenada roku!!

    Z wszstkich gotujących kucharzy najlepiej wypada James Olivier.
  • Gość: Cailin IP: *.range86-132.btcentralplus.com 12.02.10, 14:06
    A kto to?

    Bo chyba nie Jamie Oliver?


    > Z wszstkich gotujących kucharzy najlepiej wypada James Olivier.
  • dominikjandomin 12.02.10, 14:30
    Gość portalu: spaten napisał(a):


    > Kulinarną żenadą jest Pascal Brodnicki i jego Knor przyprawy. Ja
    > rozumiem że program musi mieć sponsora ale nie w taki nachalny
    > sposób.

    Mylisz się dokumentnie. To nie Knorr sponsoruje Pascala. To jest program
    reklamowy Knorra, w którym zatrudniony jest Pascal.
  • Gość: mii IP: *.fbx.proxad.net 12.02.10, 16:27

    A na wszystkim zarabia TVN.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka