Dodaj do ulubionych

Co Wam nigdy nie wychodzi?

25.04.04, 17:39
Co do mnie, to znowu nie wyszły mi gołąbki (po raz wtóry kapusta była
gruba,twarda i chociaż tym razem dość długo ją nie tylko parzyłam ale i
obgotowywałam (biała kapusta), to i tak liście choć ładnie odchodziły, nie
nadawały się do zawinięcia farszu. Z taką formą gołąbków już dam sobie
spokój. Poza tym naleśniki również po wielu próbach do niczego. Z pewnych
potraw przyjdzie mi zrezygnować, tym bardziej, że nie mogę sobie pozwolić na
marnotrawstwo.
Obserwuj wątek
    • ampolion Re: Co Wam nigdy nie wychodzi? 26.04.04, 05:02
      Najlesza kapusta na gołąbki to taka, która jest zdecydowanie duża, ale waży
      nieproporcjonalnie mało biorąc pod uwagę rozmiar. Taka kapusta ma luźne liście,
      kóre mogą być również cieńsze.
      --
      Od przybytku głowa nie boli.
        • kwieta4 Re: Co Wam nigdy nie wychodzi? 26.04.04, 06:47
          :))
          nawet wprawionym ciasto drozdzowe moze splatac psikusa, wiec sie nie obwiniaj.
          pieklam z tysiac razy, a nigdy do konca nie jestem pewna. nawet jesli nie bylo
          zakalca - konsystencja potrafila byc przedziwna. wyrabialam recznie ponad
          sily, 'zatrudnialam' wszelkie mozliwe maszyny, wyganialam wszystkich z domu,
          zeby nie bylo przeciagow, krzykow, zadziwien itd.:)). zaczelam juz miec powazne
          kompleksy, bo w domu stale sie dopominali wlasnie drozdzowego(Vit B:), a ja
          bylam taka kiepska. przenioslam sie z piecyka gazowego na elektryczny, potem
          musialam dostosowac polskie przepisy do kanadyjskiej maki, ktora jest inna, co
          tu kryc. pozniej jeszcze uczylam sie /bez entuzjazmu/ uzywac suche drozdze, tez
          mi nie szlo. ale, ze jestem uparta i zla jak mnie 'przedmioty' chca pokonac,
          zawzielam sie na to drozdzowe tak strasznie i trenowalam 'na rodzinie' tak
          dlugo, ze az ta cala produkcja wlazla mi w krew. bylam biegla w temacie, ale..
          kiedys na wielkanoc jednak kupilam babke w polskim sklepie. i to byl przelom.
          bez wzgledu na to jak puchate beda moje placki, zrozumialam, ze maja
          niepowtarzalny, upojny, domowy smak. wanilii, pomaranczowej skorki itp. i jak
          sie pieka, to wszyscy odzyskuja dobry humor:))
          bo to jest zdecydowanie ciasto, ktore musi byc pieczone w domu, wlasnie ze
          wzgledu na zapach podczas pieczenia:). dlatego skreslilam drozdzowe z
          listy 'dania z duzego garnka'/te, ktore sa smaczne tylko na stolowce, w
          restauracji itp, bo gotowane sa masowo, w kotlach, co dodaje im specjalnego
          smaku/. to jest ciasto domowe i w cukierni go po prostu nie zauwazam:)

          wiem, ze latwo sie wkurzyc na drozdzowe, ale to strata tylko dla nas, wiec
          lepiej sie przelamac. piec pol porcji, zeby nie zal bylo wyrzucic jak
          rzeczywiscie wyjdzie z pieca zakalcem:). zwykle jest najwyzej troche zbite, ale
          na drugi dzien z maslem i dzemem moze np. za chalke robic:)). to jest zdrowe
          ciasto, bez wzgledu na to jak wyrosnie!
          aha, a niepewnym podpowiem jeszcze, ze ciasto na babke jest 'lzejsze' niz na
          placek i krocej sie je wyrabia. latwiej jest piec na poczatku babki, a potem
          przejsc na placki. z kruszonka:))))))mniam.
          • ka2 Re: Co Wam nigdy nie wychodzi? 26.04.04, 08:07
            zauważyłam, że im mniej się staram, tym lepsze drożdżowe mi wychodzi :)
            a na tym forum znalazłam przepis " leniwa baba " czy jakoś tak i od tej pory
            buły takie puchate mi wychodzą jak nigdy
              • kwieta4 Re: Co Wam nigdy nie wychodzi? 26.04.04, 08:14
                a tu jest przepis, dla leniwych i niepewnych:))
                forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=77&w=3082872&a=3083059
                cytuje:
                Mam świetny i sprawdzony przepis na ciasto drozdżowe-ja go znam pod nazwą:
                "Leniwa Baba"
                Ten przepis wymaga czasu- ale roboty z nim niewiele a zatem wieczorem biorę
                większą michę i w kolejności:
                1) na samo dno kładziemy pokruszone 10 dkg drożdży
                2) sypiemy 2 szklanki cukru
                3) wlewamy 4 rozbełtane jajka
                4) 1 kostka masła startego na tarce z grubymi oczkami
                5) całość zalewamy gorącym mlekiem 1 i 1/2 szklanki
                - i teraz można iść spać a tak poważnie to sobie musi postać kilka godzin a
                zatem po tych conajmniej 4 godzinach
                6) wsypujemy 1 kg mąki przesianej
                7) dodajemy rodzynki, skórkę, zapachy
                całość mieszamy, dość dokładnie żeby ciasto było jednolite i gładkie a teraz
                niech sobie porośnie. Nasstępnie wkładamy do wysmarowanej tłuszczem brytfanki,
                jeszcze może sobie trochę postać niech sobie znowu podrośnie i hop do pieca.
                Pieczemy w średnio nagrzenym piekarniku

                Jest to ciasto co to nawet leniwej babie wyjdzie- zawsze.
                Polecam.
                • brookie Re: Co Wam nigdy nie wychodzi? 26.04.04, 08:27
                  Kwieta! Dzieki za podtrzymanie mnie na duchu- bede probowac az drozdzowe mi
                  wyjdzie pulchne. Z tego co zrozumialam mieszkasz w Kanadzie, ja pisze z Oz.
                  Trudno wybrac odpowiednia make, czy kupujesz ta rosnaca czy zwykla, do ktorej
                  dodajesz proszek do pieczenia?
                • Gość: Hanna Re: Co Wam nigdy nie wychodzi? IP: 64.213.238.* 29.04.04, 00:47
                  Kwieta4, dzieki, wyglada to dosc latwo. Tylo mam jeden problem, nie mam tu
                  swiezych drodzy, tylko w proszku, ile wiec ich trzeba? Kiedys moja ciocia
                  w "Ogonioku" takim ruskim pisemku za komuny, zobaczyla ciasto drozdzowe
                  topione. Po zagnieceniu go bez cukru wkladalo sie bryla ciasta do wiekiego
                  naczynia aby sobie swobodnie plywalo i roslo. Potem-do miski, dodac cukier,
                  lekko wgniesc i sie pieklo., Co to byla za pycha, moze ktos ma przepis?
                  • kwieta4 Re: drozdzowe typu "topielec" 03.05.04, 04:08
                    Haniu, cos mnie przyciaga do starych watkow:), dzieki czemu trafilam na Twoje
                    pytania. mam coraz mniej czasu na Forum i przez to luki w czytaniu :(.
                    ciasto, ktore wspominasz, to 'topielec' wlasnie. mam przepis w ksiazce
                    o 'kuchni staropolskiej', nie mam jej jednak pod reka. znalazlam cos na forum,
                    mysle, ze taki sam, ale jeszcze potem porownam i dam znac, czy sie roznia.

                    co do drozdzy sypkich to i ja mam dylemat. zawsze ich daje tyle, ile jest w
                    przepisie, tylko z zywymi pozwalam sobie eksperymentowac. na chalke np. na 5
                    szklanek maki daje 16 g suchych drozdzy, a na babke - na 2,5szklanki maki 8g
                    drozdzy. poglowkuj, a ja swoja droga musze zaczac szukac logicznego
                    przelicznika, bo mi dokucza ta niepewnosc:)
                    a tu przepis na topielca, ten internetowy:
                    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=77&w=10029911&a=10046898TOPIELEC

                    0,5 kg mąki
                    kostka margaryny
                    10 dag drożdży
                    4 jajka
                    1,5 szklanki cukru
                    cukier waniliowy
                    aromat cytrynowy lub skórka otarta z cytryny
                    rodzynki

                    Do dużej miski przesiać mąkę, wkruszyć drożdże, dodać pokrojoną w kostkę (lub
                    utartą na tarce) margarynę, jajka i zarobić ciasto, ale nie wyrabiać. W dużym
                    garnku przygotować wodę i wrzucić ciasto do tej wody. Do miski, którą
                    używaliśmy do ciasta wsypać pozostałe składniki.
                    Kiedy ciasto wypłynie przełożyć do miski i zarobić ponownie z pozostałymi
                    składnikami, tak aby dokładnie się połączyły, ale nie przesadzać z
                    wyrabianiem.
                    Przełożyć do przygotowanej formy (duża blacha, prodiż lub tortownica 26 cm).
                    Rozgrzać piekarnik, a w tym czasie ciasto trochę zacznie rosnąć. Piec w temp.
                    ok. 180 st. Sprawdzić patyczkiem czy upieczone.


                    Ciasto to faktycznie zawsze wychodzi, nie jest to jednak klasyczne drożdżowe
                    jakie można kupić w cukierniach. Im bardziej się go wyrobi w drugiej fazie tym
                    będzie lżejszy i pulchny jednak zawsze pozostanie inny. Niemniej jest
                    wspaniały, można dodać utartej skórki cytrynowej, skórki pomarańczowej.


                • Gość: Gośka Re: Co Wam nigdy nie wychodzi? IP: *.penetrator.com.pl 30.04.04, 13:28
                  Co to znaczy średnio nagrzany piekarnik??
                  Może to śmieszne pytanie, ale jest bardzo kiepska w kuchni (zwłaszca jeśli chodzi o wypieki), i wszelkie przepisy z określeniami: trochę, na oko, średnio dużo, średniomało, średnio nagrzany itp. są dla mnie bezużyteczne, a ten przepis na "leniwą babę" wygląda smakowicie i łatwo tylko to ostanie zdanie...
        • quba Re: Co Wam nigdy nie wychodzi? 29.04.04, 18:22
          Gość portalu: Brookie napisał(a):

          > Z golabkami problemow nie mam, ale ciasto drozdzowe wychodzi mi do niczego.
          > Slabo wyrasta i wychodzi jakies "zbite".


          moze dajesz za duzo drożdzy


          --
          i im bardziej Puchatek tam zaglądał, tym bardziej Prosiaczka tam nie było
    • zuzinkas Carbonara 26.04.04, 10:26
      mnie nie wyszla carbonara, jajko sie scielo i wygladalo to jak makaron
      wymieszany z jajecznica :-(
      linn moze ty mi pomozesz?????
      --
      ---------\\- -//---------
      ---------( @ @ )---------
      ----o00o-- (_)--o00o-----
        • zuzinkas Re: Carbonara 26.04.04, 10:48
          ja tak zrobilam ale bylo rzadkie, nie scielo sie, wiec postawilam na
          najmniejszym palniku na minimalnym ogniu.
          bede musiala jeszcze raz spròbowac
          --
          ---------\\- -//---------
          ---------( @ @ )---------
          ----o00o-- (_)--o00o-----
          • crapaud Re: Carbonara 28.04.04, 16:21
            Witaj
            Wymieszaj jajka (jedno żółtko + jedno całe jajko) z parmezanem w salaterce. Jak
            spaghetti będzie już ugotowane, wrzuć je do salaterki i doddaj podsmażony bekon
            oraz świeżo zmielony pieprz. Wymieszaj dokładnie, przykryj talerzem na 2-3 min.
      • Gość: anka Re: BURACZKI!!! IP: *.devs.futuro.pl 03.05.04, 12:33
        mi tez nie wychodzily ale juz wiem jak sie robi.Gotowe buraczki starte i
        ugotowane mozna kupic w markecie, wrzucasz je do garnka , dodajesz troszke
        wody, cukru, soku z cytryny, maselka. Na malej patelni rozgrzej troche oleju i
        dodaj lyzke maki , tak sie zrobi zasmazka.Polacz to weszystko, zagotuj
        chwilke , jak nie zagotujesz , bedzie czuc make i bedzie niedobre.Czasem jak mi
        sie nie chce robic zasmazki to daje wiecej masla i zageszczam wszystko gotowa
        zasmazka biala knorra. Tez dobre.
      • Gość: sunny naleśniki z przygodami IP: 213.17.133.* 26.04.04, 19:56
        Też mi nie wychodzą naleśniki...Chyba ciasto jakieś nie takie. Owszem, są
        smaczne, ale grube prawie jak meksykańskie tortillas:-) Cienki, elegancki
        naleśnik to moje niespełnione marzenie.
        Druga rzecz - siada mi biszkopt, czyli z tortów nici. Krem dobry, góra dobra, a
        dolny blat siada i jest niezjadliwy. Odcinam go widelczykiem, bo szkoda tortu:-
        ) No ale dobrze byłoby się nauczyć...
        • kwyka Re: naleśniki z przygodami 27.04.04, 17:29
          Ja tam już zarzuciłam myśl o cienkich naleśnikach... Teraz robię całkowicie
          pozbawione tłuszczu i wciskam wszystkim, ze muszą takie grubcie być, bo nie
          mogę jeść tłuszczów. Kaszka
          --
          "Chciałabym dość w życiu do takiego punktu, żeby pomagać innym, nie zdając
          sobie nawet sprawy z tego, a zwłaszcza nie myśląc, że to miły gest. To dopiero
          osiągnięcie. Czy to nie byłoby wspaniałe?" (Jonathan Carroll, "Poza ciszą")
        • Gość: maria Re: naleśniki z przygodami IP: *.net / 212.160.158.* 28.04.04, 17:16
          Biszkopt:
          1 szklanka mąki (przsianej)
          1 szklanka cukru, cukier waniliowy
          5 jajek
          Przygotować tortownicę - ja smaruję masłem i wysypuję mąką.
          Jeśli duża - biszkopt nie będzie zbyt wysoki, jeśli mała - biszkopt urośnie
          do jej wysokości. Do jednej szklanki wsypać mąkę, do drugiej - cukier.
          Włączyć piekarnik, rozgrzać go.
          Ważny jest czas - żeby z ubitych jajek powietrze 'nie uciekło'.
          Ubić w garnku na sztywno pianę z 5 białek, wlać żółtka, trochę poubijać,
          żeby się dobrze wymieszały, wsypać cukier, jeszcze kilkanaście ruchów
          trzepaczką, a kiedy się rozpuści - wsypać mąkę i szybko wymieszać.
          Wylać do tortownicy, wlożyć do piekarnika, skręcić gaz (ok. 210 chyba, nie
          mam termometru, ale kiedyś miałam, i pamiętam, że w czasie pieczenia
          temperatura nie była wyższa).
          Od momentu rozpoczęcia bicia białek do chwili włożenia do piekarnika nie
          upływa zwykle więcej niż 15 min. (oczywiście, przy pewnej wprawie).
          W porównaniu z kupowanymi spodami - to naprawdę pycha - aromatyczne
          i puchate. Radzę bić pianę ręcznie, a nie mikserem - mam wrażenie, że
          ręcznie lepiej się 'napowietrza'.
          Serdecznie życze powodzenia i zachęcam do wypróbowania przepisu, ktory
          od dawna 'funkcjonuje' w mojej rodzinie.
        • Gość: t Re: naleśniki z przygodami IP: *.proxyplus.cz / *.centertel.pl 29.04.04, 09:50
          nam z żoną naleśniki wychodzą.
          parę hintów:
          - woda gazowana, zawsze pół na pół z mlekiem (po szklance/kubku)
          - na 2 szklanki płynu, jedno jajko
          - szczypta soli
          - łyżka rozpuszczonego masła (dolewa się na końcu)
          - mąki dodajemy zawsze aby konsystencja była oleista... - tu trzeba pamiętać,
          że są różne rodzaje mąki: puszkkka.spinacz.pl/maka.php3
          najczęściej dostępna i kupowana jest poznańska - a ta jest nie jest akurat
          najlepsza do naleśników. Można spróbować krupczatkę. Ostatnio nie wystarczyło
          nam mąki pszennej i zostały dodane płatki+mąka żytnia - efekt niezły.
          Ale dalej:
          - ciasto musi odstać 1h
          - potem jeszcze dodajemy trochę (parę łyżek) wody, mieszamy i smażymy
          - smażenie najlepiej na patelni o grubym dnie, ja mam w domu pokrytą tytanem -
          drogie toto, ale sprawdza się najlepiej. Teflon też może być. Cienka patelnia
          będzie przypalać. Patelnie trzeba delikatnie natłuścić co któryś naleśnik (samo
          ciasto ma już trochę tłuszczu w sobie). Smażyć na sporym ogniu.
          - pierwszy naleśnik jeszcze nigdy nie wyszedł :)

          Wg. mnie jeśli komuś nie wychodzą to:
          1. używa złej mąki
          2. ma złą patelnię
          3. za dużo mleka w stosunku do wody.

          miłego smażenia...
    • neta-b Re: Do ulalaw 27.04.04, 10:03
      Mam sprawdzony i rewelacyjnie tani przepis na naleśniki.
      Miksuje sie:
      - 1 1/2 szkl maki
      - 1 szkl wody
      - 1 szkl mleka
      - 1 jajko
      - szczypta soli
      - 2 łyżki oleju

      Ja smażę na niedużej patelni cienkie naleśniki. Patelnię smaruję leciutko
      p.ędzelkiem z olejem. Wychodza bardzo sprężyste i pyszne. Wczoraj robiłam z
      powidłami śliwkowymi.
      --
      Aneta Mama Adrianka ur. 04.03.2001r.
    • brunosch naleśniki 27.04.04, 11:50
      najbardziej tajemnicza potrawa, która przygotowywana wg wszelkich przepisów z
      uwzględnieniem uwag i dobrych rad etc, mimo to wychodzi kluchowata, poszarpana
      i ohydna pod każdym względem.
      I nie wiadomo dlaczego.

      --
      Samobójcy są czasami bardzo wybredni. Wiem coś o tym.
      • babazgaga Re: naleśniki 27.04.04, 16:23
        Oj naleśniki, naleśniki...
        A już myślałam że zupełnie ze mną źle, ale skoro takie zdolne ludki jak
        brunosch tysz maja podobne problemy, to się troche podbudowałam. Naleśniki sa
        najlepsze jak zrobi jej mój tatko, a że robi dość często, to zwykle mam
        proszony niedzielny albo sobotni obiadek naleśnikowy u moich rodziców:)
        A z tymi naleśnikami to najdziwniejsze jest to, że ciasto akuratne umiem
        zrobić, i jak ktoś inny potem usmaży, to jest OK, a mi za żadne skarby świata
        jakoś nie idzie. I też nie wiem dlaczego....
      • Gość: Anna 17 Re: naleśniki IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.04.04, 00:17
        J aprzepis na smażenie naleśników mam ze starej (lata 50) książki kucharskiej
        dla samotnych i zakochanych - uwspółcześniając: żadnej patelni teflonowej, na
        takiej ciążko o dobry naleśnik, musi być tradycyjna żelazna (czy z czegoś tam
        przypominającego żelazo, nie znam się). Po wtóre: do ciasta nie dolewać
        tłuszczu, chyba, że lubi się ociekające tłuszczem (brrr). Należy natomiast
        nadziać na widelec kawałek słoniny i smarować nim patelnię przed każdym
        wylaniem ciasta. Wylewać trzymając patelnię przechyloną, obkręcić nią tak, by
        ciasto pokryło całą płaską powierzchnię patelni, a nadmiar zlać do miski. I tak
        w kółko. Naleśniki wychodzą cienkie, ale smaczne. Aha! I patelnia musi być
        dobrze nagrzana przed każdym wylaniem ciasta, a ogień średnio-mały (by
        naleśników nie przyrumienić).
        Powodzenia :-)
          • Gość: annika Re: naleśniki IP: *.ice.ae.wroc.pl 29.04.04, 13:58
            jaka by nie była - musi byc dobrze (tzn. długo i pomału) rozgrzana, tluszczu
            musi byc minimalne minimum ;) bo inaczej ciasto zamiast rozlac sie cienka
            warstwa na patelni scina sie i jest grube. Nie ma szans zeby nie wyszly o ile
            mleko jest pol na pol z woda :)
            • Gość: potoka Re: naleśniki IP: 213.25.39.* 30.04.04, 12:36
              ja jakos zawsze potrafilem zrobic nalesniki (choc kilka razy wyszla masakra i
              trudno powiedziec dlaczego) ciasto zawsze robilem "na oko": jajko + maka +
              mleko + woda + odrobina o. z oliwek (niekoniecznie). Rozgrzewam patelnie
              teflonowa z grubym dnem, wlewam pare kropli oliwy i dokladnie rozlewam po calym
              dnie a jajk juz jest gorace to wlewam ciasto - powinno latwo sie rozlewac nie
              moze byc zbyt geste. Pierwszy nalesnik jest do wywalenia - ma wchlonac nadmiar
              tluszczu z patelni ale rownoczesnie sluzy do rownomiernego rozprowadzenia tegoz.
              nastepne nalesniki smaze juz bez podlewania tluszczykiem (proponowane przez
              kogos powyzej smarowanie skorka sloninki tez jest cool) Mam kuchenke z plyta
              ceramiczna i uzywam zawsze full power'u pod patelnia. Nalesniczek mozna
              przewracac na rozne sposoby: Profi - przez podrzucenie patelnia "z nadgarstka"
              (niepolecane dla poczatkujacych ale daje wiele satysfakcji - szczegolnie jak
              sie pokazuje dzieckom ;-)) Standard - przez przelozenie paluszkami lub nozem
              Ostatnio z wersju deserowych - z nutella, cukrem, bananami itp. przerzucilem
              sie na wersje "wytrawne" - po przelozeniu na druga strone mozna polozyc
              plasterek sera zoltego, szyneczki, pomidorka itp i zlozyc na pol. Wersja
              preferowana przez moja zone to zapieczenie ze szpinaczkiem i z. serem.
              PS skoro ona potrafila sie nauczyc smazenia nalesnikow (10 lat po slubie) to na
              pewno kazdy potrafi a wiem co mowie ;-)
      • wedrowiec2 Re: Co Wam nigdy nie wychodzi? 27.04.04, 17:46
        Nigdy nie wyszedł biszkopt. W najlepszym razie ma wysokość omletu, w najgorszym
        razie jest jak naleśnik.
        Z naleśnikami nie mam kłopotu - w ostateczności przecieram przez sito (we
        wczesnej młodości, gdy robiłam pierwsze naleśniki), albo rozbijam kluchy
        mikserem. Proporcji składników nie podaje, bo robię je "na oko". Zawsze są
        cienkie, miękkie i elastyczne.
        • Gość: madzia Re: Co Wam nigdy nie wychodzi? IP: *.icpnet.pl / *.icpnet.pl 28.04.04, 20:10
          co do grudek w naleśnikach, to dla osób nieposiadających miksera rada -
          najpierw wyrabiany takie bardzo gęste ciasto jak na pierogi prawie, a jak już
          ma "gładką" konsystencję to wtedy rozrabiamy je resztą mleka i wody.

          co do smażenia ryb - koszmar - mojemu mężowi wychodzi to lepiej niż mi, ani
          świeże ani mrożone, nawet paluszki rybne.
          jeszcze ciagle próbuję, ale zazwyczaj później płaczę.
          • Gość: tatiana Re: Co Wam nigdy nie wychodzi? IP: *.class144.petrotel.pl 30.04.04, 13:50
            Przez trzy lata robiłam naleśniki bez użycia miksera. Do ich przygotowania
            używałam dużego, ok litrowego SŁOIKA oraz siły fizycznej w postaci mojego
            mężczyzny. To wystarczało, by wyszło gładkie ciasto.

            Rybka w panierce - no problem ;)

            Biorę filet (mintaj/morszczuk) troszkę go rozmrażam, ale jak mi potrzebny zaraz
            (głód) to nawet nie czekam. Przyprawiam gotową mieszanką ziół, potem taplam
            kolejno w mące, jajku (dobrze jest je lekko posolić i dorzucić ziółek, bo te z
            ryby lubia spłynąć), gotowej panierce (polecam firmę "Cykoria" - dobra i
            niedroga).
            Dobrze też skropić cytryną - ja to robię jak już jest na patelni lub na talerzu.

            Potem już tylko na średnio rozgrzaną patelnię i staram się NIE RUSZAĆ zanim się
            nie usmaży, bo wtedy najłatwiej zgubic panierkę. Wszystko dodatkowo przykrywam
            pokrywką, by w środku też dobrze się usmażyło.

            Chyba musi być dobre, bo zjada to nawet mój facet, któremu każda ryba mułem
            podchodzi:]



            Dziś piątek, tak więc życzę smacznego poszczącym i nie tylko!!!
        • alew Re: Co Wam nigdy nie wychodzi? 30.04.04, 16:20
          Mam świetny przepis na biszkopt. Dawniej wypróbowywałam różne( ubijanie na
          parze,odważanie mąki ile ważą jajka) i nigdy nie byłam pewna efektu.Koleżanka
          sama wypróbowała i ja też kilka razy przepis następujący:6jaj,1 szklanka
          cukru,12,5dkg krupczatki(właśnie tak,nie innej),7,5dkg maki ziemn.,1 łyeczka
          proszku do pieczenia. Ubić białka z cukrem,dosypywać mąkę,na końcu żółtka,Piec
          w średniej tortownicy(ok.23cm).Ładnie wyrasta, nie osiada po pieczeniu.
      • kwieta4 Re: Panierka na rybie 27.04.04, 19:03
        z wlasnego, bolesnego:) doswiadczenia wiem, ze rybe:
        1. przed panierowaniem trzeba wytrzec recznikiem papierowym
        2. obtoczyc w mace, zanim pojdzie w jajko i bulke
        3. nawet jesli jest tylko omaczona - wrzucic na goracy tluszcz i podsmazyc
        dobrze(!) z jednej strony, potem z drugiej i nigdy wiecej na patelni jej nie
        obracac /tak samo zreszta jak rybe w 'lanym'ciescie, a i wszelkie miesne
        kotlety tez/
    • ak.ro Re: Co Wam nigdy nie wychodzi? 28.04.04, 12:31
      Witam,

      po wielu eksperymentach kulinarnych mogę podszepnąć jak nie udadzą się gołąbki
      to robię jednogarnkowy przysmak: kapusta, którą owijam mięsko wyławiam,
      szatkuję a pulpeciki pomiędzy i pyszne, a co do drożdżówki to mogę zdradzić, że
      wszystkie składniki w temperaturze pokojowej do miski (często wyciągamy drożdże
      czy jajka z lodóki) a żeby wyrosło należy je nabić tzn. uderzać tak jak byśmy
      dawali drożdżówce klapsy po uderzeniu przyciągając ruchem dłoń do siebie
      Tak pobite ciasto nie spróbuje nie urosnąć!:-)))
    • mantha Re: Co Wam nigdy nie wychodzi? 28.04.04, 12:37
      Nie potrafie odsmażać rzeczy uprzednio usmazonych.
      nie potrafie dobrac odpowiedniego rodzaju tluszczu, jego temperatury, dlugosci
      smazenia. w rezultacie na wierzchu spalenizna, w srodku zimne.
      moze kiedys odkryje cala prawde na temat odsmazania, ale na dzien dzisiejszy
      jest to dla mnie wiedza tajemna.
      • hania55 Re: Co Wam nigdy nie wychodzi? 28.04.04, 12:49
        Moja babcia nauczyła mnie takiego patentu na odgrzewanie kotletów w panierce
        albo mielonych - na patelni czy w rondelku trzeba rozpuścić masło i wlać
        troszkę gorącej wody. Włożyć kotlety, przykryć i ogrzewać na małym ogniu
        najpierw z jednej, później z drugiej strony. Nic się nie przypala, nic nie
        obłazi, nie nasiąka dodatkową porcją tłuszczu. Jeszcze lepszy patent, to
        odgrzewanie takich specjałów w piecu (nie w piekarniku!), ale podstawową
        trudnością może być brak pieca :-)
    • Gość: Aga D. Re: Co Wam nigdy nie wychodzi? IP: *.law.uj.edu.pl 28.04.04, 14:23
      Ja też się przestałam męczyć zawijaniem gołąbków w liście kapuściane - teraz
      poszłam na łatwiznę - szatkuję kapustę i robię "zapiekankę gołąbkową" - do
      naczynia żaroodpornego warstwa kapustki i warstwa ryżyku z mięskiem, warstwa
      kapustki... itd. Zalewam to bulionem i sosem pomidorowym i zapiekam. No. I to
      jest to co mi teraz wychodzi. Pycha!
      Mój mąż zaczął dzięki temu jeść kapustę (wcześniej zjadał tylko nadzienie
      gołąbkowe)
      Smacznego, polecam spróbujcie
      Aga
      • ulawaw Re: Aga 28.04.04, 15:33
        też zrobiłam taką "zapiekankę", tylko z samego farszu. Teraz dodam kapustę.
        Tylko odpowiedz mi, czy do żaroodpornego naczynia dajesz surówą kapustę
        (wcześniej oczywiście poszatkowaną), czy trochę ją obgotowujesz? I ile pieczesz
        i w jakiej temp.? Pozdrawiam.
      • Gość: tatiana Re: Co Wam nigdy nie wychodzi? IP: *.class144.petrotel.pl 30.04.04, 14:07
        Ja się kiedyś tak zawzięłam na ciasto ptysiowe, ze po nieudanej próbie
        natychmiast zabrałam sie do kolejnej batalii - skończyłam po północy, ale było
        warto.
        Pierwsze mi opadło, bo za wcześnie je wyjęłam z piekarnika. Wystraszyłam sie bo
        siedziało tam dwa razy dłużej niż w przepisie, nie było jeszcze spalone.

        Przy ciastach generalnie sprawdza sie metoda mojej mamy - by sprawdzić, czy się
        już upiekło nakłuwam je metalową szpilką do roladek. Jak wychodzi czyściutka i
        sucha to znaczy, że już jest gotowe
    • Gość: el@ Re: Co Wam nigdy nie wychodzi? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 28.04.04, 20:54
      Mnie gołąbki akurat wychodzą .Ale jak masz taki problem - idź na skróty. Ja też
      czasem tak robię jak musze zaoszczędzić na czasie. Poprostu spażoną kapustę
      azmiel lub posiekaj i ........wymieszaj z farszem. Z masy ufomuj coś w
      kształcie gołąbków i upiecz w piekarniku. Sosy - pieczerkowy,grzybowy lub
      pomidorowy. Ewentualnie tylko cebulka zrumieniona solo lub z boczkiem
      • kwieta4 Re: sernik nie wychodzi? 29.04.04, 02:04
        ejze, meow, naprawde? a robisz z zelatyna, albo galaretka/w mniejszej ilosci
        wody/?
        a moze wkladasz do sera owoce, ktore nie pozwalaja sie zsiasc galaretce? ja np.
        nie dodaje bitej piany, bo nie lubie z nia nic 'na surowo' i wszystko jest ok.
        lepiej sie skus jeszcze raz, bo lato nadchodzi, a sernik na zimno jest super.
        moze nawet ktos ma jakis extra przepis? ja sama cos poszukam, specjalnie dla
        Ciebie, choc robie zawsze na oko:)- ja Ty nalesniki, wiec wiesz jak to sie
        odbywa:))i nie poddawaj sie!!
        • alizah o naleśnikach 29.04.04, 08:39
          w moim wielokrotnie wypróbowanym przepisie na naleśniki jest łyżka mąki
          ziemniaczanej, dzięki temu ciasto może być cienkie i nie rozłazi się.

          Przychylam się do zdania, że grunt to dobra patelnia, najlepiej z porządnej
          stali, mam taką i chociaż kosztuje drożej od np. Tefala, to jednak warta jest ceny.
    • Gość: gosia Re: Co Wam nigdy nie wychodzi? IP: 195.47.221.* 29.04.04, 12:08
      Mnie zawsze wszystko wychodzi, chociaz moja pierwsza zupa z proszku sie nie
      udala. To niestety po mnie widac, a o moich imprezach kraza legendy. A to
      dlatego, ze uwielbiam gotowac. Ograniczam sie do konkretnych dan, dlatego, ze
      uwazam, ze slodkosci mozna kupic w sklepach. Duzo podrozuje zawodowo: Azja,
      Australia, a ostatnio Afryka i dlatego czerpie z lokalnych kuchni. Czesto lacze
      rozne przepisy i wychodzi mi taki "fusion". Zbieram przepisy i ksiazki
      kucharskie, ale bez przesady. Biblia byla dla mnie stara dobra Kuchnia Polska,
      z ktorej nauczylam sie robic doskonaly kapusniak z wlasnoreczmie robionej
      kapusty kiszonej, bo akurat tam gdzie bylam jej nie bylo. Teraz czekam na
      przesylke z Merlinu znowu z dwiema ksiazkami. W Australii (tam sie przenioslam)
      duzo ludzi je gotowe potrawy, w ktorych niewiadomo co jest, wiec jest duzo
      grubasow. W zwiazku z tym w telewizji jest mnostwo programow o zdrowym
      gotowaniu m.in. kuchnia azjatycka. To mnie wciagnelo i teraz tkwie w lisciach
      limonkowych, trawie cytrynowej, czili, curry, czosnku, imbirze, sosach:
      sojowym, rybnym, ostrygowym itd. Pozdrawiam wszystkich i mam jedna rade:
      gotowanie trzeba lubic, a jak sie nie lubi to niech to robi ktos inny (maz?).
Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka