• drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego

Kuchenne rewolucje - nowa seria Dodaj do ulubionych

  • 19.02.11, 19:54
    Pozwoliłam sobie założyć nowy wątek,bo stary już długi strasznie był.Mam nadzieję,że nie macie nic przeciwko.
    A dzisiejszy odcinek dział się w moim mieście. Byłam w tym lokalu już po rewolucji i miło zaskoczyły mnie niskie ceny i wystrój - jest dużo przyjemniej.Ale nadal pusto.Może po dzisiejszym programie się zapełni.Niestety,nie dane mi było zjeść.Lokal mi się spodobał,ceny ok.Postanowiłam tam zrobić z koleżanką urodziny .I co ? rezerwacja stolika,potwierdzona na godzinę przed przybyciem.Przyprowadzamy gości i dowiadujemy się,że nie dostaniemy wybranego stolika,bo został wcześniej zarezerwowany.Jak wcześniej ? Wzruszenie ramion.I co ciekawe ? Michał,który podobno się wycofał stał obok.Odwrócony plecami,ręce w kieszeni,zagapiony w tv.Bez reakcji - przepraszam ,nieporozumienie,butelka wina na zgodę .Nic .Robi sabotaż siostrze ? Bo z knajpy,która ma podobno długi ,wyszło mu 12 osób.
    --
    [img]http://tiny.pl/hx4sx[/img]
    Zaawansowany formularz
    • 21.02.11, 15:20
      pietnacha40 napisała:

      > Pozwoliłam sobie założyć nowy wątek,bo stary już długi strasznie był.Mam nadzie
      > ję,że nie macie nic przeciwko.
      nic przeciwko,
      nowy nie lepszy?
    • 21.02.11, 15:57
      Ja mam wrażenie , że pani MG czytała to forum
      --
      "..on silną dłonią złapał za mój kark i poprosił bym zaśpiewał jeszcze..."
      • 21.02.11, 15:59
        lykaena napisała:

        > Ja mam wrażenie , że pani MG czytała to forum
        • 21.02.11, 19:09
          Nie trzeba było się jakoś awanturować czy coś?

          --
          [img]http://www.suwaczek.pl/cache/b2fff311e8.png[/img]
          • 21.02.11, 20:01
            ?
            --
            "..on silną dłonią złapał za mój kark i poprosił bym zaśpiewał jeszcze..."
    • 21.02.11, 19:54
      Bardzo sztuczny odcinek, reżyser przesadził.
      Przesadził z podaniem pistacji w skorupkach, przesadził z podkowianą klątwą. Miało pewnie wyjść ciekawo, z dreszczykiem a wyszło kiepsko, bo nie wierzę, że ktoś dał się nabrać.

      Czy poprzedni odcinek z nowej serii to ten z baranem z 30kg masła? Pewnie wyjdzie moja poznańskość ale takie marnotrawienie 30kg masła wzbudza we mnie odrazę... Pomysł durny.
      • 21.02.11, 20:03
        buttergirl napisała:

        "........Czy poprzedni odcinek z nowej serii to ten z baranem z 30kg masła? Pewnie wyjdz
        > ie moja poznańskość ale takie marnotrawienie 30kg masła wzbudza we mnie odrazę.
        > .. Pomysł durny"

        Ja co prawda z miasta Łodzi, gdzie psom szczekanie szkodzi, ale miałam podobne uczucia.
        A Ty na dodatek buttergirl .... ;)
        --
        "..on silną dłonią złapał za mój kark i poprosił bym zaśpiewał jeszcze..."
        • 21.02.11, 20:15
          lykaena napisała:

          > A Ty na dodatek buttergirl .... ;)

          :D :D :D Zabiłaś mnie :D :D :D
          Bo kompletnie nie skojarzyłam. ;) Akurat wybierając nick miałam przed sobą puszkę ulubionych maślanych ciastek. ;)

          Dodatkowo Gesslerka chyba chciała, żeby ten maślany baran stal tam zawsze??? Bo coś mówiła, że to ma być symbol tego miejsca...
          Mam nadzieję, że nie stoi tam codziennie.
          • 21.02.11, 20:48
            No jeśli zamarzł to stoi ;)

            W ogóle ona często ma takie pomysły z dupy, niby resto na skraju bankructwa , a jej pierwsze rady to nakupić, nakupić ,nakupić.
            A już takie marnotrawstwo jak to z butterbaranem ;) to kuriozum

            --
            "..on silną dłonią złapał za mój kark i poprosił bym zaśpiewał jeszcze..."
            • 21.02.11, 21:06
              lykaena napisała:

              > No jeśli zamarzł to stoi ;)
              >
              > W ogóle ona często ma takie pomysły z dupy, niby resto na skraju bankructwa , a
              > jej pierwsze rady to nakupić, nakupić ,nakupić.

              Ale za to chyba płaci TVN? Te całe zmiany wystroju itd... Ta pierwsza kolacja chyba gratis...

              > A już takie marnotrawstwo jak to z butterbaranem ;) to kuriozum

              Debilizm... Kompletna durnota.
            • 28.02.11, 16:17
              Mam podobne reflekcje.

              MG prowadzi czy tez raczej firmuje nazwiskiem knajpy z cenami duzo powyzej 20 zl za glowne danie, a 'doradza' glownie takim (no, moze zdarzylo sie pare takich, w ktorych ze trzy pozycje w menu kosztowaly do 35zl, ale tak na oko to wyjątki). Pewnie dlatego jej pomysly sprawiaja (na wlascicielach i widzach) wrazenie wziętych z innego kosmosu.


              --
              Dość wyzysku! Wymawiamy służbę!
              • 28.02.11, 19:07
                bene_gesserit napisała:

                > Mam podobne reflekcje.
                >
                > MG prowadzi czy tez raczej firmuje nazwiskiem knajpy z cenami duzo powyzej 20 z
                > l za glowne danie, a 'doradza' glownie takim (no, moze zdarzylo sie pare takich
                > , w ktorych ze trzy pozycje w menu kosztowaly do 35zl, ale tak na oko to wyjątk
                > i). Pewnie dlatego jej pomysly sprawiaja (na wlascicielach i widzach) wrazenie
                > wziętych z innego kosmosu.

                Mylisz się. Nie chodzi o cenę ale poziom abstrakcji.
                • 28.02.11, 22:11
                  Poziom abstrakcji czynienia z 30 kg masla barana reklamowego - nawet, jesli potem takiego ulepionego ma sie w kuchni zuzywac w miare potrzeb - to rowniez kwestia kosztow.
                  --
                  śpiewali kiepsko, ale bronili swego prawa do fałszowania
      • 21.02.11, 20:27
        Coś trzeba było zrobić,bo się okazało,że kuchnia całkiem smaczna i na dodatek czysta,a pokrzyczeć trzeba :D Nie do końca zrozumiałam o co chodziło z tym piekarnikiem ? Ktoś tam suszył grzyby ? I dlaczego kobieta usiłowała jeść te pistacje ze skorupką ????

        --
        [img]http://tiny.pl/hx4sx[/img]
        • 21.02.11, 20:56
          pietnacha40 napisała:

          > Coś trzeba było zrobić,bo się okazało,że kuchnia całkiem smaczna i na dodatek c
          > zysta,a pokrzyczeć trzeba :D Nie do końca zrozumiałam o co chodziło z tym pieka
          > rnikiem ? Ktoś tam suszył grzyby ? I dlaczego kobieta usiłowała jeść te pistacj
          > e ze skorupką ????
          >

          Nie wiem o co chodzi z piekarnikiem, ten odcinek oglądałam dość wyrywkowo...
          Co do pistacji - nikt normalny by ich nie chciał jeść ze skorupką ale chyba też drugi inny normalny nie dawałby takich pistacji do ozdoby ;) Wyłożone jako przekąska - jak najbardziej. Ale takie umoczone w sosie? To równie dobrze można wrzucić do ozdoby orzechy włoskie w skorupach albo migdały w skorupkach - czy ktoś tak robi? Nie. Dlatego dla mnie pomysł absurdalny, zmyślony, głupi. Urozmaicanie odcinka na siłę.
    • 21.02.11, 21:10
      niektórym lokalom nie pomoze kuchenna rewolucja jeśli nie zmeinią pracowników lub podejścia do klientów!
      • Gość: GMK IP: *.centertel.pl 22.02.11, 12:06
        Coraz bardziej podoba mi się działalność Pani MG. Pomysł z restauracją w stylu "polskie tapas" w Krakowie, świetny, kwaśnica na gęsinie w Zakopcu takoż. Restauracja -disco jako mekka niedzielnych niedrogich obiadków z pieczonym prosiakiem też fajny pomysł. I rzeczywiście szkoda, że czasami przeginają z pomysłami realizatorskimi typu odwracanie podkowy czy maślany baran. Nie wiem czy wszechmocny format na to pozwala, ale chciałabym by realizatorzy
        pokazali nam restauracje z pierwszych odcinków po kilku sezonach, byłoby to pouczające. A może uczestnicy tego forum wymienią się uwagami co się dzisiaj dzieje w tych miejscach?
        • 28.02.11, 16:19
          Wszechmocny format owszem pozwala na to. Ramsay caly odcinek pod koniec pierwszej serii w GB i caly pod koniec ktorejstam w USA poswiecil miejscom, ktore odwiedzil i smialo pokazal te, ktore sobie nie poradzily (i przepytal bylych pracownikow, czemu, co sie stalo) i te, ktore sie wykaraskaly z klopotow. Bardzo to bylo ciekawe.
          --
          cute but psycho. things even out
    • 22.02.11, 12:20
      10 na tydzien
      to moze byc ciekawe,
      a wy macie jedna,biedna
    • Gość: genny IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.02.11, 12:56
      Nie oglądam tv, nie znam więc programów p. Gessler, ani żadnych innych. Ale właśnie wróciłam z Zakopanego, gdzie m.in. odwiedziłam polecaną Obrochtówkę. I, przykro mi stwierdzic, była to porazka na całej linii. Wprawdzie nie wybraliśmy specjalnosci zakładu, tj jagnięciny lecz tylko zwyczajnego pstrąga, ale:
      - miał być z grilla, był z patelni
      - zupełnie niedosmaczony, bez ziół, pieprzu, a nawet soli, taki dietetyczny
      - bardziej sparzony niż upieczony
      - masło było zwyczajne, żadne tam czosnkowe, odkrojone byle jak z kostki
      - całość podana na zupełnie zimnym talerzu
      - najlepszy był chrzan

      I zupełnie nie rozumiem idei nakrywania stołu nie obrusem, serwetami lecz kocami. Przyznam, że nie kojarzyło mi sie to dobrze i przeszkadzało. Nawet bardzo. Ale może sie czepiam. W każdym razie, nigdy więcej.
      • 22.02.11, 13:03
        Gość portalu: genny napisał(a):

        > I zupełnie nie rozumiem idei nakrywania stołu nie obrusem, serwetami lecz koca
        > mi.
        no wiesz to juz stare
        i normalne od lat?
        czy jeszcze spisz,
        mazysz o starych czasach?
        • 22.02.11, 13:23
          Wybacz, Mhr, ale jednaak to pomysl o tyle niezrozumialy, o ile nieapetycany.
          Latwiej jednak dokladnie uprac obrus lub bieznik niz koc.
          Koce, skory owszem, ale jako zabezpieczenie przed mrozem pasazerow san w czasie kuligu.
          Pod dachem - nieT!
          • 25.02.11, 15:41
            felinecaline napisała:

            > Wybacz, Mhr, ale jednaak to pomysl o tyle niezrozumialy, o ile nieapetycany.
            > Latwiej jednak dokladnie uprac obrus lub bieznik niz koc.
            > Koce, skory owszem, ale jako zabezpieczenie przed mrozem pasazerow san w czasie
            > kuligu.
            > Pod dachem - nieT!

            jestem paw?
            o co ci chodzi?
            • 25.02.11, 16:06
              Sama napisalas:
              portalu: genny napisał(a):

              > I zupełnie nie rozumiem idei nakrywania stołu nie obrusem, serwetami lecz koca
              > mi.
              no wiesz to juz stare
              i normalne od lat?
              czy jeszcze spisz,
              mazysz o starych czasach?
    • 22.02.11, 17:38
      Ów maślany baran to apogeum niedorzeczności tego programu - zaraz po wystawce surowego mięsa.

      Po co to było, na litość boską?
      • 22.02.11, 19:32
        O ile ja dobrze zrozumialam, to ten baran miala byc zrobiony,obfotografowany, zdjecie powieszone w gablocie reklamowej (reklamowa gablooooota-kto pamieta Lesia ?:-), mial stac przed lokalem w czasie pierwszej kolacji a potem mial byc zwyczajnie zuzyty spozywczo.
        Idea wystawiania surowego miesa w upalne lato -zgoda, absurd, ale maslo w chlodna zime dobrze sie kojarzy.
        Odcinek z goralami bardzo mi sie podobal, Gesslerowa jakas taka mniej zaczepna, bardziej ciepla i rozumiejaca, nie bylo zadnej briuszczet czy innych fonetycznych kontrowersji, no i gory kurde, te gory ...
        Jesli chodzi o Tychy, pomysl dobry ale temu bratu to zle z oczu patrzylo, taki szyto kryto sabotazysta, on sie cos za latwo poddal , nieraz siostrze da popalic na zasadzie-jak ja nie moge to i jej niech sie nie uda.
        Wrednawy typek i niezle jej jeszcze zalezie za skore.
        --
        Jestem bardzo pracowity wtedy, kiedy pracuje.

        Henryk Sienkiewicz
        • 22.02.11, 19:56
          Nie ogladalam tego odcinka , ale wtrace tylko ze bardzo popularne sa wystawy miesa ktore bedzie serwowane klientom , np w Hiszpanii. Ze wzgledu na klimat i higiene wystawia sie je w specjalnej chlodniczej gablocie i ma to sens.
          • 24.02.11, 22:35
            > Nbardzo popularne sa wystawy miesa ktore bedzie serwowane
            > klientom , np w Hiszpanii.

            A w Chinach na straganach wystawiają martwe psy. A w Brazylii świnki morskie. A w Szwecji z kolei jedzą zgniłe śledzie. I tak dalej.

            Nie ma to znaczenia jak gdzieś tam się robi. Surowe mięso nie jest ani atrakcyjne, ani apetyczne - robienie więc z niego głównej ATRAKCJI WIZUALNEJ jest dziwaczne.

            I zalatuje totalną kalką scenariuszową, choć jak znam np. amerykańskie "Kitchen Nightmares" to tam nikt "światowej" wystawki surowego mięsa nie urządzał.

            Ponadto z tego mięsa i tak nie robiono by jedzenia dla gości; więc zmarnowane pieniądze. Pieniądze upadającej restauracji...
            • 25.02.11, 15:23
              > Nie ma to znaczenia jak gdzieś tam się robi. Surowe mięso nie jest ani atrakcyj
              > ne, ani apetyczne

              Ja lubię popatrzeć, nie wrzucaj wszystkich do jednego wora.

              16%VOL
              22%VAT
              • 25.02.11, 15:58
                very.martini napisała:

                > Nie ma to znaczenia jak gdzieś tam się robi. Surowe mięso nie jest ani at
                > rakcyj
                > > ne, ani apetyczne
                >
                zalezy dla kogo?
              • 28.02.11, 16:26
                Pokrojone mieso wystawione na ostre swiatlo szybko sie utlenia na nieapetyczny brazowo-szaro-zielonkawy kolorek. NIe mowiac o tym, ze zaden polski Sanepid za zadne pieniadze by nie zaakceptowal takiego rozwiazania, bo lodowka z surowym miesem przed wejsciem do lokalu to pogwalcenie kilkunastu zasad higieny.
                --
                Dość wyzysku! Wymawiamy służbę!
                • 28.02.11, 19:10
                  Super ta twoja wypowiedź ale znów nie na temat. :)
                  W programie wystawiono masło a nie mięso.
                  • Gość: lol IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.02.11, 21:41
                    0kruh napisał:

                    > Super ta twoja wypowiedź ale znów nie na temat. :)
                    > W programie wystawiono masło a nie mięso.

                    ale w jednej z knajp na zewnatrz stalo mieso z tego co mi sie przypomina
                  • 28.02.11, 22:14
                    Yhyy. Szkoda tylko, ze nie skumales kontekstu watkowej odnogi - mowa byla o wszesniejszej, rownie absurdalnej inicjatywie MG, polegajacej na wystawieniu przed knajpe mielonego miesa w oszklonej witrynie.
                    --
                    dont hejt de pleja, hejt de gejm
                    • 01.03.11, 09:19
                      Sprawdzone wielokrotnie poza krajem w cieplejszyn klimacie :
                      nie ma w tym nic zlego jesli :
                      witryna jest nieskazitelnie czysta, chlodzona i serwuje sie z niej na biezaco wybrany przez klienta kawalek miesa. Wtedy mieso nie ma czasu sie utleniac ;-D
                      A to co sie nawet troche utleni leci do gara anyway ..
        • 28.02.11, 16:23
          > Odcinek z goralami bardzo mi sie podobal, Gesslerowa jakas taka mniej zaczep
          > na, bardziej ciepla i rozumiejaca, nie bylo zadnej briuszczet czy innych fonety
          > cznych kontrowersji, no i gory kurde, te gory ...

          Za to dla rownowagi w ostatnim odcinku bylo pare razy 'chile' zamiast 'chili' ('mieso doprawiamy chile', 'dobrze to chile czuc' itd), a w ramach 'ulepszenia' wystroju na kazdym stoliku postawiono kwiat w paskudnie mrugajacej lampkami led doniczce, ktora zmieniala kolorki co sekunde. Mam nadzieje, ze walscicielki je wywalily :/

          --
          cute but psycho. things even out
          • 28.02.11, 19:01
            Hahaha, mnie także to chile w ucho ukłuło.

            Poza tym odcinek wydał mi się sztuczny i na siłę z tym promowaniem frakcji meksykańskiej.
            Najpierw je zrąbała, wyśmiała, a później nagle okazało się, ze to matka nie umie gotować.
            No i już całkiem obok pani MG to nie spodobał mi się komentarz jednej z sióstr , że papużki są trzy tak jak i my - a mama to co?
            Najpierw jedna się do matki w ogóle nie przyznawała, później to - jakieś takie niezdrowe, nieładne.

            --
            "..on silną dłonią złapał za mój kark i poprosił bym zaśpiewał jeszcze..."
            • 28.02.11, 19:03
              Aha i jeszcze nienaturalne wydało mi się zdziwienie klientów -grupy młodych ludzi na hasło margarita.
              --
              "..on silną dłonią złapał za mój kark i poprosił bym zaśpiewał jeszcze..."
          • 28.02.11, 21:56
            Bylo, bylo, tez zauwazylam, lampki byly be, ale reszta odcinka podobala mi sie bardzo jak w innym poscie tu napisalam. Podobalo mi sie tez ze Gesslerowa nie uwaza sie za nieomylna-gosciom smakowala "meksykanska" kuchnia-ok,bedzie "meksykanska"-najwazniejsze zeby klientela dopisywala. I o to chodzi.
            --
            Jestem bardzo pracowity wtedy, kiedy pracuje.

            Henryk Sienkiewicz
      • 06.03.11, 21:06
        ... zobaczył maślanego barana, powiedziałby - jestem tego pewna - coś w stylu: Holy Macro! What the f&$^@ is that?.

        Stary, dobry Gordon. :)
    • 28.02.11, 13:01
      a wie ktoś jak się robi taką zupę z fasoli jak w programie? Albo nie taką, ale meksykańską?
      • 28.02.11, 15:50
        Ciekawe jak się restauracji powodzi po rewolucji?
        Niemal zerowe pojęcie o meksykańskiej kuchni dobrze nie wróży.
    • 28.02.11, 16:06
      Ktoś tu już podał taki pomysłą,a ja ostatnio widziałam to w serii "Kuchennych koszmarów" czyli powrót po roku,dwóch latach.Powrót po dwóch tygodniach nie jest miarodajny,bo restauracja jeszcze w tedy nie zdąży zaistnieć w mediach.Co można ocenić po dwóch tygodniach ? Chętnie bym zobaczyła restauracje z pierwszej serii.
      Nie znam sięna meksykańskiej kuchni.Wiem o niej tyle ,ile opowiedziała mi przyjaciółka.I widzę jedno - nie ma u nas większości składników,a w szczególności ich mieszanek przypraw.Nie wspominając o różnorodności papryk.Uważam,że taką kuchnię może prowadzić ktoś ,kto tam długo mieszkał,wtedy to będzie wiarygodne.Bazowanie na przepisach i polskich składnikach,to namiastka.Też może być dobra,ale to zaledwie echo.
      --
      [img]http://tiny.pl/hx4sx[/img]
      • 28.02.11, 17:00
        Mnie sie ten odcinek podobal chyba najbardziej po goralskim (no bo co do Tatr to nieobiektywwna jestem).
        Pierwszy duzy plus-babeczki z prawdziwa klasa-zadnych placzow i ucieczek na zaplecze (gdzie kamerzysta zwykle biedaczki goni az do drzwi kibla). Zle wiesci na klate i pelna mobilizacja.
        Drugi plus ciekawe wnetrze ktoremu niewiele bylo trzeba, a pomysl z elementami polskiego folkloru naprawde super-nie sadzilam ze efekt moze byc az taki dobry-wybralabym sie tam tylko dla doznan widokowych.
        Trzeci plus-pomysl z drezyna-na to nawet Ramsay by nie wpadl.
        A co do autentycznosci kuchni-wszedzie kuchnie sie modyfikuje do miejscowych gustow, chyba ze restauracja jest w wielkim miescie gdzie mieszka wielu emigrantow , ale i wtedy sa wersje nieco lagodniejsze na przyklad. jesli bedzie smakowac to dobra i namiastka.
    • 06.03.11, 13:20
      Pani Gessler specjalizuje się w dość dziwnej "krytyce zapachowej". Moje ulubione cytaty to: "śmierdzi spoconą świnią", "zajeżdża padliną" i, od wczoraj, "pachnie starym piekarnikiem".

      Z akcji groteskowych - wczoraj był wyścig pracowników w brudnych workach po ziemniakach...
      • 06.03.11, 14:12
        Akurat ten piekarnik rozumiem, choc inne okreslenia przyznaje, dosc kontrowersyjne.
        I odcinki coraz sympatyczniejsze, moze zaczeli zwracac uwage na podejscie wlascicieli do programu. Ostatni gosciu-wlasiciel byl calkiem przyjemny.
        Nie podobalo mi sie ganianie zaplakanych ludzi po zapleczu i dasy wlascicieli (ktorzy skoro tacy nieomylni po grzyba zapraszali telewizje) a teraz jakos tego nie ma.
        --
        Jestem bardzo pracowity wtedy, kiedy pracuje.

        Henryk Sienkiewicz
      • 06.03.11, 15:41
        padłam, jak usłyszałam ,,wodzianka" :-/
        --
        fotoforum.gazeta.pl/5,2,inaa1.html
        urok
        pereł sznur
        na huśtawce nastroju
        • 06.03.11, 16:44
          Czy ona w końcu podała im ten przepis na "wodziankę". Mam ochotę się wybrać do tego lokalu na koguta.
          --
          [img]http://tiny.pl/hx4sx[/img]
          • 06.03.11, 17:22
            A Ty sobie wyobrazasz, ze dla Pani G z Warsiawy wodzionka bylaby jadalna? Przeciez musi byc hmmm...elegancko.
            • 06.03.11, 18:09
              Twierdziła ,że da im przepis ,który ma 200 a nawet 100 lat :D Może przez to ,że antyk, to nabiera cech elegancyji ;) A ja nigdy tej zupy nie jadłam !

              --
              [img]http://tiny.pl/hx4sx[/img]
              • 06.03.11, 18:17
                O, dziucha, a myślałam, żeś ty nasza ;)
                • 07.03.11, 16:15
                  ewa9717 napisała:

                  > O, dziucha, a myślałam, żeś ty nasza ;)

                  bo tak jest,ale się jakoś nie złożyło :D Naczelna kucharka - babcia - była z Wielkopolski,ale moja mama tę zupę chyba nawet właśnie w tym rejonie jadła ( u cioci) .Ja znam tylko z opowieści :)


                  --
                  [img]http://tiny.pl/hx4sx[/img]
              • 06.03.11, 18:23
                Przepis chyba tysiacletni Plemienia Slezan i potomnych glosil: Na dno miski (lub "glebokiego" talerz nalozyc lyzke loju (lub innego "tustego", posolic, popieprzyc, dorzucic dowolna dawke posiekanego czosnku i zalac wrzatkiem.
                Jesc, jak tylko przestanie okrutnie parzyc w usta.
                I ot, cala filozofia.
                Elegancja polega na tym, zeby nie siorpac.
            • 07.03.11, 22:15
              ej no, przecież jej ta wodzionka nie podeszła z powodu wegety, nie dlatego, że nieelegancka była ;)
        • 06.03.11, 20:51
          inaa1 napisała:

          > padłam, jak usłyszałam ,,wodzianka" :-/

          a nie padłaś, jak usłyszałaś 'karpaczo'? wtf?

          --
          You can lead a shoe to water, but you can't make it drink.
          • 06.03.11, 20:58
            Pani G jest bardziej wiarygodna kiedy przeklina niz kiedy posluguje sie jezykami obcymi.
            Nie jest zreszta w ogole specjalnie wiarygodna .
            • 06.03.11, 22:00
              Moze i nie jest. ale SZOL MAMY.Ale, ale powiedzcie mi co zlego jest w slowie WODZIANKA. Bo ja tez znam to slowo w tej wersji. Poznalam dawno temu, bylo w jakiejs bajce.Tylko sie do niej okruchy chleba wdrabialo. Czy to jest to o czym ja mysle?
              --
              Jestem bardzo pracowity wtedy, kiedy pracuje.

              Henryk Sienkiewicz
              • 06.03.11, 22:14
                Owszem, o tym chlebie - najlepiej mocno czerstwym zapomnialam.
                W "wodziance" jako takij nie ma nic zlego :D; ale na Slasku i w kontekscie nastawienia restauracji na rodzima, regionalna kuchnie to jednak wlasnie wodzionka".
                • 07.03.11, 19:02
                  Moja śląska koleżanka na wspomnienie o wodzionce się obraziła. Że to biedni kiedyś jedli odparła, bo ja zapytałam czy ją jada. :)
                  --
                  ...oczy tej małej, jak dwa błękity...
                  . . . . . . Rodzinka od kuchni . . . . . .
                  • 07.03.11, 19:08
                    A to ciekawe..... co ją tak obraziło ?
                    --
                    [img]http://tiny.pl/hx4sx[/img]
                    • 07.03.11, 19:20
                      Co za dziwna kobieta! Wodzionka jest prima ;)
                      • 07.03.11, 19:52
                        Wodzionka jest prima, ale temat dla niektorych Slazakowmoze byc delikatny.
                        Teraz jadanie wodzionki to taka sobie fantazja, kiedys dla niektorych byla to dosc smutna koniecznosc.
                        Inna rzecz, ze wiele pysznych potraw z "kuchni dla biednych" sie wywodzi, np.
                        raki.
                        • 07.03.11, 20:06
                          chleb ze smalcem i żurek :) Co jest obrażliwego w byciu biednym się pytam ? Czy w pochodzeniu z biednej rodziny ? Moja mama mówiła,że całe lata po ślubie nie gotowała żurku,tyle się go przez lata w domu najadła.Może z wodzionką było tak samo,tylko do dzisiaj jej nie przeszło :D
                          --
                          [img]http://tiny.pl/hx4sx[/img]
                          • 07.03.11, 20:23
                            Dla Ciebie, dla mnie, dla wielu innych nic, dla niektorych to rzecz wstydliwa i nalezy to po prostu uszanowac.
                            • 08.03.11, 02:43
                              E tam, glupoty sie nie szanuje. Troche tak, jakby sie Wloch obrazal na pytanie, czy jada w domu makaron z oliwa i czosnkiem. Albo Francuzi jakby sie obruszali na pytania o cassoulet.
                              --
                              Żona pierze, gotuje, sprząta, robi zakupy i opiekuje się dziećmi, mąż wbija gwoździe, pilnuje domostwa przed niedźwiedziami i zombie oraz zdobywa żywność na polowaniu.
                              • 08.03.11, 11:53
                                Zwłaszcza, że wspomniałam przy tym o piosence dwóch chłopaków z Mam Talent (może niektórzy pamiętają), myślałam, że się śmiać będzie. :)
                                Koleżanka chce być Ą-Ę, więc nie śmie myśleć o zupie dla biedaków. Ja się siorbnąć przy niej boję. :)
                                --
                                ...oczy tej małej, jak dwa błękity...
                                . . . . . . Rodzinka od kuchni . . . . . .
                              • 08.03.11, 12:26
                                Nie zgadzam sie, Bene.
                                To nie glupota, to rodzaj dumy, do ktorej nawet biedni maja prawo.
                                Nie pamietam dokladnie jak ono brzmialo, ale bylo swego czasu przyslowie, ze prawdziwej biedy nie widac - bo jest dyskretna i "nie pcha sie w oczy".
                                Ale zostawia tez pietno w psychice biednych i to po "ente" pokolenie, wiec proponowalabym wyrozmuialosc w stosunku do kolezanki.
                                I unikala bym siorbania, tak w jej obecnosci jak i solo :D
                                • 08.03.11, 16:16
                                  Mi sie nie podoba duma, ktora polega na wyrzekaniu sie dziedzictwa, takze kulinarnego. Byc moze z mojej nieslaskiej perspektywy jednak widac to inaczej - dla mnie wodzionka jest po prostu smacznym posilkiem, a nie symbolem czegokolwiek.
                                  --
                                  feminists aren’t humorless just because your jokes suck
                                  • 08.03.11, 16:24
                                    Czytam i nie wierzę :D
                                    Jakieś histerie dot. tanich potraw? Nie znam nikogo, kto by się wstydził pyr z gzikiem, śledzi w śmietanie czy ślepych ryb albo einkopf zupy. To są biedne, tanie danie dania ale wspominane z nostalgią i nikt się nie obraża ani nie wstydzi z ich powodu.
                                    Przynajmniej w moim Poznaniu.
                                    Do tego plyndze albo szare kluchy. Wszystko taniocha, wszystko smaczne i chce się wciąż jeść.
                                • 08.03.11, 20:07
                                  ona raczej nie pochodziła z ubogiego domu,tylko poczuła się urażona,że ją o to posądzono. Ja to odczytałam tak - no wiesz ! takich zup się u nas nie jadało !
                                  Chyba ,że to reakcja osoby kiedyś ubogiej,ale ja tu dumy nie widzę. Raczej pogardę.
                                  --
                                  [img]http://tiny.pl/hx4sx[/img]
                                  • 08.03.11, 20:21
                                    To jednak jest duma- falszywa, bo falszywa i nader zle ulokowana i owszem, obciazona pogarda dla biedy i biednych, stad chec ukrycia (przemilczenia) wlasnej przeszlosci czy poprzednich, nawet odleglych pokolen swojej rodziny.
                                    • 08.03.11, 20:36
                                      Z tym się zgadzam :)
                                      --
                                      [img]http://tiny.pl/hx4sx[/img]
                                    • 09.03.11, 10:08
                                      DOkladnie-to przez taka dume ci zamozniejsi moga czuc sie lepsi(ci co maja na to ochote, a jest ich niemalo), a wielu ludzi zyje ponad stan bo sasiad(ktory tez czesto zyje ponad stan bo sasiad)zobledzone myslenie.. Ja wiem jak traumatyczne potrafi byc ubostwo, sama doswiadczylam kilku jego przejawow i trzeba miec troche charakteru zeby nie udawac. Jednakze w czasach gdzie naprawde zamozni ludzie jadaja zurek postny i kapusniak opisana postawa zakrawa na paranoje.Ja moge to szanowac, dlaczego nie, szanuje chorych ludzi, ale zeby zaraz uwazac na norme?
                                      --
                                      Jestem bardzo pracowity wtedy, kiedy pracuje.

                                      Henryk Sienkiewicz
                                      • 11.03.11, 11:15
                                        Niedługo się z nią spotkam i będę drążyć temat. Ja np. lubię zalewajkę i też się tego nie wstydzę, a to raczej królowa zup nie jest. :)
                                        --
                                        ...oczy tej małej, jak dwa błękity...
                                        . . . . . . Rodzinka od kuchni . . . . . .
                                  • 11.03.11, 11:37
                                    pietnacha40

                                    > Chyba ,że to reakcja osoby kiedyś ubogiej,ale ja tu dumy nie widzę. Raczej poga
                                    > rdę.
                                    podzielam zdanie
                                    bo tak o sobie
                                    pisalo wiele osob,
                                    wiec co?
    • 08.03.11, 12:57
      Zaciekawił mnie ten chłodnik ze śledzia ale okazuje się, że to mw zwykły śledź w śmietanie (wg wpisu MG na jej blogu) tylko bardziej w postaci zupy i z dodatkiem zarówno śledzi w kawałku jak i zmiksowanych ze śmietaną.
      Pamiętam to jako tradycyjną postną potrawę, podawaną z ziemniakami w mundurkach.
      (dodawało się też jabłko ale nie zawsze).

      Durne konkurencje jak bieg w workach czy wyścig drezynami. Lepiej by było urządzić jakąś rywalizację związaną z gotowaniem.
      • 08.03.11, 16:24
        buttergirl

        napisalas to
        co w koncu kazdy
        powinien napisc,
        bo czym sie to rozni
        od strony Gp?
      • 13.03.11, 00:29
        Ja się zastanawiam gdzie MG jadła pizzę skoro z uporem maniaka twierdzi, że powinna być .. sztywna.


        --
        miszmasz-marghe.blogspot.com/
        i
        malutki-kuchcik.blogspot.com/
        • 13.03.11, 08:22
          A ja się zawsze zastanawiam,jak to z nią jest. No bo faktem jest,że ma te knajpy od lat i jakoś prosperują.Ale to nawet nie o to chodzi. Kończyła porządną szkołę kucharską,uczyła się w porządnych restauracjach.Bywa w świecie,na wielkich przyjęciach,zna języki .I często,gęsto padają jakieś bzdury z ekranu. Ten program jest kopią Kuchennych Koszmarów.Czy Ramsay też wali takie byki ? Też gada bzdury ,tylko po to,żeby stworzyć sztuczny problem ?
          --
          [img]http://tiny.pl/hx4sx[/img]
        • 13.03.11, 11:14
          marghe_72 napisała:

          > Ja się zastanawiam gdzie MG jadła pizzę skoro z uporem maniaka twierdzi, że po
          > winna być .. sztywna.
          >
          A najgorsze jest to, że są osoby mniej z kuchnią obeznane, które terorie i nomenklaturę MG przyjmują bezkrytycznie - bruszczettę, karpaczo, sztywną pizzę i potem epatują puryzmem kuchennym by MG. Ta pizza się nie nadaje, bo nie trzyma poziomu, a MG mówiła...
          Mam do czynienia z takim jednym egzemplarzem i nie przetłumaczysz.

          A propos ostatniego odcinka, powalające były teorie kelnerko-barmanko-narzeczonej: ja robię dla ciebie wszystko, a co będzie to tylko bóg wie. Koszmarna kobieta.

          --
          You can lead a shoe to water, but you can't make it drink.
          • 13.03.11, 11:31
            selica napisała:
            > A propos ostatniego odcinka, powalające były teorie kelnerko-barmanko-narzeczonej: ja robię dla ciebie wszystko, a co będzie to tylko bóg wie. Koszmarna kobieta.

            Czy ja wiem - bardziej koszmarny to byl ten sierotka biedna wlasciciel. Gdyby on sie jasno wobec dziewczyny okreslil i postawil sprawe otwarcie rowniez wobec rodziny sytuacja bylaby ok.
          • 13.03.11, 11:35
            Uwaga poza-kuchenna: jednak "kowal zawinil a"...MG kelnerke skazala na zwolnienie.
            Przeciez na poczatku to wcale nie kelnerka byla winna nieukontentowaniu delikatnego podniebienia i kaleczenia rownie delikatnych uszu "rewolucjonistki" a...kucharz.
            Potem nagle i jakos niezauwazalnie MG zlienila front i na kelnerce skupila swoje zarzuty w sposob nie tyle niedelikatny co wrecz chamski nastajac na nader chetna zreszta "tesciowa in spe" co na samego wlasciciela - kochasia na wyjawienie szczegolow istniejacego pomiedzy nimi zwiazku.
            Uwaga kuchenna: instalowanie w sercu Polski, krainie kuligow amerykanskiego "OK-baru" ze skwapliwie dolewana przez "kelnerke z castingu"lurowata kawa to propozycja tylez karkolomna co nieapetyczna.
            Co do samego castingu i jego wynikow - wylonil rzeczywiscie "sily" nieslychanie fachowe - zreszta tylez, co fachowcami ( oprocz "papy pizzaiolo") byl klan wlascicieli.
            I jeszcze: ciekawa jestem jak madame MG widzi napiwki swojego personelu?
            A na koniec - jako estetce i kreatorce doradzilabym naprawde szczerze zmiane look'u osobistego i mowie tu nie tylko o "kuafiurze", ale o caloksztalcie, zwlaszcza o przyciasnych i przykusych w stosunku do "imponujacej" tuszy giezelkach wlascicielki.
            • dolewana przez "kelnerke z castingu"lurowata kawa to propozycja tylez karkolomna co nieapetyczna."

              czy MG mowila cos o dolewaniu lurowatej kawy ? czy moze sama dojzalas w tv co chcialas ?
              co do ubioru Gesslerowej to ubiera sie bardzo ok i adekwatnie do figury. pokazuje szczuple lydki a na gorne partie narzuca kilka luzniejsze warstwy. swietnie wyglada jak na swoje 57 lat. no chyba, ze wg ciebie powinna zlozyc worek po ziemniakach?
              • 13.03.11, 13:26
                Kobieto, zmien monitor.
                Te jej wszystkie giezla az kleja sie do nader obfitych "schabow" i okraglych plecow - twoja idolka ma niezly zaczatek "wdowiego garbu" i niemal nigdy nie podnosi calkowicie glowy .
                I wlasnie w tych swoich adekwatnych kreacjach wyglada jakby miala przywdziany worek .
                Jeszcze bardziej niechlujny niz taki po ziemniakach.
                A co do kawy - przegapilas chyba moment, w ktorym opowiadala o tym uroczym zwyczaju "dolewania klientowi na kazde zyczenie kawy, tak, jak robia to urocze i usluzne panie kelnerki w amerykanskich barach - gdybyz to jeszcze byla kawa swiezo parzona "na zyczenie a nie ustawicznie "doparzana", tak, jak to ma tam naprawde miejsce - stoi sobie ekspress przelewowy, jak dzbanek sie oprozni to sie...dolewa wody.
                Taka barowa amerykanska kawa ma wyglad naszej conajwyzej dosc mocnej herbaty.
                I takie standardy przenosic na polski grunt? To juz wole kawe w dawnym stylu "zalewajka".
                I wole poprosic a zeby mi taka usluzna pani kelnerka nie nadskakiwala przeszkadzajac w konsumpcji i rozmowie.
                • 13.03.11, 15:22
                  Chyba inny program widziałyśmy.

                  Po pierwsze, to chyba nie Gesslerowa opowiadała o kelnerkach chodzących z dzbankami i dolewających kawy, tylko jeden z braci.

                  Po drugie, to nie było przedstawione jako pomysł do zrealizowania, tylko takie opowieści na temat wyobrażeń amerykańskiej knajpy typu diner, w ramach inspirującej burzy mózgów. Równie dobrze mogły to być czerwone siedzenia ze skaju.

                  Po trzecie, nic takiego mi się nie rzuciło w oczy - żadnej kelnerki z dzbankiem nie widziałam.

                  Po czwarte, gdyby nawet wprowadzili - na litość dowolnie rozumianej istoty wyższej, dlaczego z góry zakładasz, że miałoby wyglądać jak anegdotach o amerykańskiej kawie ("weź ziarenko kawy, obwiąż sznurkiem i zanurz na chwilę w litrze wody")?
                  • 13.03.11, 15:31
                    Mnie sie wydaje, ze te wszystkie opowiastki o hamerykanskich barach, usluznych kelnerkach (zwlaszcza), soczystych hamburgerach (potem i tak kucharz robil je po swojemu, czyli trocinowate :P) i w ogole cale to wzywanie na pomoc Gesslerowej byly wylacznie po to, zeby sie owej kelnerki pozbyc i czuc sie z tego "rozgrzeszonym".
                    Jej partner jakos wcale nie wydawal sie szczesliwszy i bardziej zaangazowany w rodzilny interes po rozstaniu.
                    Jego braciszek zreszta - o dziwo- tez nie.
                    A co do kelnerki - mam nadzieje, ze znalazla sobie prace adekwatna do swoich tak aspiracji jak i mozliwosci - oby z daleka od "Alchemikow". No i partnera tez - przynajmniej choc odrobine bardziej stanowczego.
                    • 13.03.11, 15:47
                      Ponownie odnoszę wrażenie, że oglądałyśmy jakiś inny program.

                      Jakim rozstaniu?!! Kiedy Gesslerowa pojawiła się tam "na kontroli", kelnerko-barmanka rządziła sobie w najlepsze (np. zabierając kelnerkom napiwki). Ani nie wyrzucono jej z pracy, ani bezjajeczny koleś się z nią nie rozstał. A w każdym razie nic tego nie sugerowało.

                      Co do powodu wezwania Gesslerowej, to podejrzewam, że był taki, jak w większości przypadków - że wymyśli jakiś cudowny, nieomal niewymagający zmian, forsy ani kiwnięcia palcem sposób, który sprawi, że klienci pojawią się w knajpie.

                      Braciszek nie miał co być zaangażowany w knajpę, przecież powiedział otwartym tekstem, że w obliczu postawy pana kochasia barmanki wycofują się z tej zabawy całkowicie.

                      Dalsze losy panny roszczeniowej są mi obojętne (bo co do jej możliwości, to moja opinia jest taka, że nie nadaje się nawet do mycia kibli) - najlepsze, co ta nieporadna rodzina mogła zrobić, to albo zmusić pana kochasia barmanki, żeby pozbył się panienki (choćby z knajpy), a w razie oporu pozbyć się jego samego i zagonić do roboty brata z żoną, którzy wyglądali na przytomnych. To jedyna szansa nie nieprzepieprzenie rodzinnego biznesu założonego przez starszych państwa 20 lat temu.
                      • 13.03.11, 15:56
                        Na dodatek powiedział, że otwierają knajpę codziennie o dwunastej, kiedy wszyscy inni twierdzili, że pracę zaczynają od 15 -16, a i tak o tej porze często nie mieli zrobionego zaopatrzenia bo właściciel nie miał czasu. I też się nie dziwię, że w takiej sytuacji brat oświadczył, że nie identyfikuje się z tym co tam się dzieje.
            • 13.03.11, 12:57
              felinecaline napisała:

              > A na koniec - jako estetce i kreatorce doradzilabym naprawde szczerze zmiane lo
              > ok'u osobistego i mowie tu nie tylko o "kuafiurze", ale o caloksztalcie, zwlasz
              > cza o przyciasnych i przykusych w stosunku do "imponujacej" tuszy giezelkach wl
              > ascicielki.

              Ale dyżurny szaliczek Burberry jest w każdym odcinku ;)

              --
              You can lead a shoe to water, but you can't make it drink.
              • 13.03.11, 13:33
                Mnie się ta barmanka przestała podobać po tekście - ja nie jestem kelnerka, nie będę usługiwała,mam ambicję.Kelnerką byłam, teraz jestem barmanką. Dla mnie to wyglądało ,że sobie przygruchała właściciela,żeby status podnieść. Raz,na osobności mówi,że są parą ,przy wszystkich zaprzecza . Wiele razy widziałam żony prezesów bardziej prezesowe niż mężowie :D Pani barmanka li i jedynie z nazwy . Nieteściowa ,trzeba przyznać,też za ładnie nie zagbrzmiała. A co się okazało po 6 tygodniach ? Pani barmanka rządzi i kasuje napiwki kelnerek,kuchnia i dostawy leżą. Z drugiej strony,na co MG liczyła - że on ją zostawi ? Ale sporo racji miałą,jeśli chodzi o związki narzeczony - praca.
                --
                [img]http://tiny.pl/hx4sx[/img]
                • 13.03.11, 14:18
                  Mnie też się ta barmanka nie spodobała, ta histeria, lekceważenie gości, odstawianie damy i niegrzeczne komentarze, były poniżej wszelkiej krytyki, tak samo z resztą jak przekleństwa lecące z kuchni na całą salę. A już jej mina na kwintę w momencie, kiedy powinna być zadowolona, bo do knajpy walili goście to żenua. W końcu mieli jakieś problemy, czy nie? Jeśli tak dobrze im się powodziło, to po co zapraszali Magdę Gessler?
                  A co do samej Magdy, to też uważam, że przy jej gabarytach ubiera się całkiem nieźle. Komentarz o "wdowim garbie"i "boczkach" zupełnie niepotrzebny. Nikt nie jest idealny. Pewnie dla jej własnego zdrowia byłoby lepiej gdyby schudła, ale to jej problem. Osobiście nie sądzę, żeby miała jeszcze kiedykolwiek wyglądać jak Doda.
                  • 13.03.11, 14:25
                    Nikt nie jest idealny i dobrze jest zdawac sobie sprawe ze swoich defektow i je korygowac a w kazdym razie uwazac, by ich nie podkreslac.
                    Nawiasem mowiac i mnie jest daleko od idealu, ale ja wlasnie scisle sie do tej zasady stosuje a poza tym nie bryluje publicznie. I za to Ci Panie Boziu dzieki.
                    • 13.03.11, 14:52
                      felinecaline napisała:

                      > Nikt nie jest idealny i dobrze jest zdawac sobie sprawe ze swoich defektow i je
                      > korygowac a w kazdym razie uwazac, by ich nie podkreslac.

                      No właśnie MG, zakrywa swoją figurę, nosi szale, żeby ukryć brak talii, a eksponuje nogi, które ma akurat całkiem niezłe - zgrabne łydki i cienkie kostki. A włosy, cóż taka fura loków w tym wieku to raczej atut, miałaby mieć trzy żałosne strąki? Można jej nie lubić, ale w sumie prezentuje się nieźle i nie wygląda ciotkowato. Kolory ubrań też zawsze ładne i dobrane do koloru cery. A że nie jest szczupła to ma nie występować publicznie? No proszę...
                      • 13.03.11, 15:04
                        Moja droga, "trzy zalosne straki" nie sa absolutnie norma w tym wieku ani nawet znacznie pozniej, zwlaszcza przy dzisiejszych technikach fryzjerskich i mozliwosciach finansowych pani G :D - i swietnie.
                        Natomiast co do ukrywania lub eksponowania - czasami mam wrazenie, ze ekipa filmujaca "rewolucje" wyrzadza Jej mocno kiepska przysluge fotografujac ja pod swiatlo, co powoduje f, ze giezelka staja sie przezroczyste i uwydatniaja sie defekty sylwetki albo tez tak, ze spod jasnej sukienczyny przeswituja...czarne dessusy.
                        A zdarzylo sie to "ladne" pare razy.
                        Ogolnie poziom tego programu zdaje sie "pukac w podloge od spodu". I juz nie bede sie rozwodzic nad detalami np "dorozkarskim" jezyku "rewolucjonistki.
                        Moze pasuje to do Ramsay'a i formuly programu ale nie do eterycznej estetki.
                        • 13.03.11, 15:12
                          felinecaline napisała:
                          > Natomiast co do ukrywania lub eksponowania - czasami mam wrazenie, ze ekipa
                          > filmujaca "rewolucje" wyrzadza Jej mocno kiepska przysluge fotografujac ja p
                          > od swiatlo, co powoduje f, ze giezelka staja sie przezroczyste i uwydatniaja si
                          > e defekty sylwetki albo tez tak, ze spod jasnej sukienczyny przeswituja...cza
                          > rne dessusy.
                          > A zdarzylo sie to "ladne" pare razy.

                          Aj tam, aj tam, księżnej Di też się tak przytrafiło... Najważniejsze, że te dessousy były:)
                          • 13.03.11, 15:25
                            No, rzeczywiscie - "po sylwetce" obie lady mozna latwo pomylic :D
                            • 13.03.11, 15:50
                              felinecaline napisała:

                              > No, rzeczywiscie - "po sylwetce" obie lady mozna latwo pomylic :

                              Tu nie chodzi o sylwetkę, tylko o to, że każdemu można krzywdę uczynić zdjęciem "pod słońce".
                    • 13.03.11, 15:34
                      Gesslerowa może i nie ma figury modelki, ale jeśli wziąć pod uwagę, hm, warunki naturalne, wygląda bardzo dobrze. Te krótkie sukieneczki akurat jej pasują, bo jest niska, a nogi ma niezłe. Dziwaczne swetry, pelerynki i szale maskują masywność góry, a burza włosów i biżuteria przyciągają uwagę (odwracając ją zarazem od elementów niekorzystnych). Jak Ty byś ją wystylizowała, jak rany? Włosy na jeża i garnitur? To by dopiero była katastrofa.

                      Poza tym - ludzie, rany, ona ma prawie 60 lat. Źle wy wygląda np. jak poniżej?

                      kultura.dziennik.pl/telewizja-i-seriale/galeria/321173,13,oto-gwiazdy-tvn-2011-galeria-zdjec.html
                      • 13.03.11, 16:16
                        [i]Tu az nie potrzeba calej rewolucji, zaledwie korekta paru szczegolow - przy pomocy painta efekt bylby taki:
                        fotoforum.gazeta.pl/zdjecie/2650050,2,1,gesslergwiazdakuchennych643482.html
                    • Gość: mme IP: *.icpnet.pl 14.03.11, 07:45
                      felinecaline napisała:

                      > Nikt nie jest idealny i dobrze jest zdawac sobie sprawe ze swoich defektow i je
                      > korygowac a w kazdym razie uwazac, by ich nie podkreslac.

                      To jakaś kolejna norma UE? Dajcie babie spokój z uwagami co do ubioru, tym bardziej, że to forum kuchnia a nie moda czy uroda.
                      Na swój wiek wygląda nieźle i mimo dużych krągłości wciąż ma powodzenie u facetów.
                      Czy wszyscy muszą wyglądać tak samo równo jak unijna marchewka czy banan?
                      Jak widać część ludzi uważa, że ubiera się dobrze, czyli nie jest źle, wciąż się różnimy gustami.
            • 13.03.11, 15:16
              To obecność kelnerko-barmanki i nieudolność jej bezjajecznego kochasia były zasadniczym powodem panującego w tej knajpie bajzlu. Kochaś-właściciel zamiast zarządzać knajpą zajmował się ugłaskiwaniem i uspokajaniem skrajnie chamowatej, leniwej, niekompetentnej i roszczeniowej panienki. Panienka zamiast zrobić w knajpie cokolwiek zajmowała się opieprzaniem się, strzelaniem fochów i jakimiś akcjami z wychodzeniem i barykadowaniem się w kiblu. Egzemplarz idealnie nienadający się do niczego, jako kelnerka - nieuprzejma, niewychowana, wręcz szczycąca się tym, że nie wie, co się w tej knajpie podaje ("dziczyzna", my ass), ogółem tylko odstraszająca gości, jako barmanka - no ludzie, jak ktoś poproszony o wytrawnego, gorzkiego drinka robi go z krupniku, to powinien raczej przekwalifikować się na szorowanie kibli.

              Wskutek czego powstała sytuacja, w której w zasadzie nie wiadomo było, kto w tej knajpie rządzi, czy raczej nie rządził tam nikt, bo kochaś-właściciel był jakiś wycofany, a panienka tylko rządziła się. Co gorsza, status tej panny był mocno niejasny, niby wszyscy wiedzieli, że to panienka właściciela, ale to było mocno w podtekście - sama panna najpierw mówi, że są parą, a potem - że nie, bo są tylko dobrymi przyjaciółmi.

              Nie żebym była przekonana, że sytuacja, kiedy konkubinat wspólnie pracuje przy tym samym biznesie, jest z góry skazana na niepowodzenie, ale to się nie uda w sytuacji, kiedy jednym z członków tego konkubinatu jest kompletne, roszczeniowe zero, któremu się wydaje, że jak się jest panienką szefa, to można klientom nieomal rzucać łaskawie kartą po ladzie.

              Swoją drogą, ten odcinek wzbudził we mnie brzydkie podejrzenia - naprawdę są ludzie, którzy robią z siebie takich idiotów? Publicznie? Za darmo? A może to jednak byli aktorzy?
              • 13.03.11, 16:54
                > Swoją drogą, ten odcinek wzbudził we mnie brzydkie podejrzenia - naprawdę są lu
                > dzie, którzy robią z siebie takich idiotów? Publicznie? Za darmo? A może to jed
                > nak byli aktorzy?

                No właśnie. A sama restauracja wyglądała jak tymczasowy budynek (zrobiony z takich cienkich, karonowo-gipsowych ścian), zbudowany od zera na potrzeby tego odcinka...
              • 13.03.11, 19:38
                Też się tak właśnie zastanawiałam co to ma być moda na sukces czy kuchenne rewolucje.
                Że tez ludziom nie wstyd prać publicznie brudy i się tak przed światem żenować.

                --
                "..on silną dłonią złapał za mój kark i poprosił bym zaśpiewał jeszcze..."
              • 13.03.11, 20:50
                Panienka musiala byc za to dobra w czyms innym. Bo tylko w taki sposob mozna faceta tak skrajnie oglupic.
                --
                Jestem bardzo pracowity wtedy, kiedy pracuje.

                Henryk Sienkiewicz
          • 13.03.11, 23:01
            selica napisała:
            > A najgorsze jest to, że są osoby mniej z kuchnią obeznane, które terorie i nome
            > nklaturę MG przyjmują bezkrytycznie - bruszczettę, karpaczo, sztywną pizzę i po
            > tem epatują puryzmem kuchennym by MG. Ta pizza się nie nadaje, bo nie trzyma po
            > ziomu, a MG mówiła...
            > Mam do czynienia z takim jednym egzemplarzem i nie przetłumaczysz.
            >
            i ragu' bolognese, którego się nie miesza z makaronem
            Zadałam pytanie na FB, w odpowiedzi usłyszałam, że babcia pani MG pochodziła z Toskanii i ona wie lepiej (nb Bologna nie lezy w Toskanii ;-) )

            --
            miszmasz-marghe.blogspot.com/
            i
            malutki-kuchcik.blogspot.com/
        • Gość: rrr IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.03.11, 17:01
          marghe_72 napisała:

          > Ja się zastanawiam gdzie MG jadła pizzę skoro z uporem maniaka twierdzi, że po
          > winna być .. sztywna.

          w sensie ze nie powinna uginac sie pod tona składników, tak jak czesto ma to miejsce, ze bierzemy kawałek pizzy i nam wszystko leci..prawdziwa pizze powinnas własnie wziąć sobie do reki i ugryźć ..mam akurat pizzerie w swoim miescie, ktora prowadzi włoch tam jest własnie taka piza, a nie uguinajaca sie pod ciezarem tipowskich składników jak np w słynnej sieciowce da grasso
          • 13.03.11, 23:06
            Gość portalu: rrr napisał(a):

            > w sensie ze nie powinna uginac sie pod tona składników, tak jak czesto ma to mi
            > ejsce, ze bierzemy kawałek pizzy i nam wszystko leci..prawdziwa pizze powinnas
            > własnie wziąć sobie do reki i ugryźć ..mam akurat pizzerie w swoim miescie, kto
            > ra prowadzi włoch tam jest własnie taka piza, a nie uguinajaca sie pod ciezare
            > m tipowskich składników jak np w słynnej sieciowce da grasso

            Wątpię, żeby MG o to chodziło.
            Wystarczy zajrzeć do jej pizzerii na warszawskiej Starówce..
            Masakra.
            Poza tym MG nie tylko w kwestii pizzy dała plamę..

            ps. uwagi odnośnie wyglądu bardzo nei na miejscu
            --
            miszmasz-marghe.blogspot.com/
            i
            malutki-kuchcik.blogspot.com/
            • Gość: mme IP: *.icpnet.pl 14.03.11, 07:52
              marghe_72 napisała:

              > ps. uwagi odnośnie wyglądu bardzo nei na miejscu

              W końcu ktoś to zauważył...
              • 19.03.11, 18:11
                ryż śmierdzi smarem starego statku
                inne danie śmierdzi smażonym leszczem
                lol
                --
                When I want your opinion, I'll give it to you.
    • 13.03.11, 19:05
      A ja się zgadzam z felinecaline- jednego razu MG objawiła się w telewizorze w dopasowanej (nie obcisłej) sukience z niewielkim dekoltem i nieco podniesionym stanem- i wyglądała o jakieś 15 kg młodziej. Te powiewające dyrdony, warstwy i workowate sukienczyny robią z niej kwadrat, pozbawiają ją zupełnie sylwetki i postarzają, a szkoda, bo twarz ma niezłą i szkoda, że ubrania robią jej krzywdę. A co do czarnej bielizny- przyglądałam się temu czemuś w letnich odcinkach i mialam wrażenie, że to raczej jakiś pas jest, jak torebeczki na biodra, jakie nosili cinkciarze...Zdumiewający obiekt.
    • felinecaline chce tutaj bardzo pokazac jaka jest malostkowa plotkara. a moze jednak masochistka
      program objerzdza od 3 sezonow i nadal go oglada :D. jak mi sie cos nie podoba to nie widze sensu w ogladaniu tego. moze ze znajomymi tez tak ma tzn spotyka sie z nielubianymi a potem tylki im obrabia :P
      • objeżdza*
      • 13.03.11, 19:19
        (tak kulinarna jak i estetyczna Pani G jeszcze wymysli.
        Widzisz, ja ten program ogladam nie na zasadzie masochizmu a dla rozrywki - na zasadzie co za ciekawostke Pani G nam tym razem zaserwuje - tak pod wzgledem kulinarnym (bywaja calkiem udane) jak i slownikowym (co nie tylko ja zauwazylam) czy tez estetycznym i to nie tylko w odniesieniu do prezencji samej "rewolucjonistki" co do wprowadzanych zmian w wystroju restauracji.
        Czesto - co przyznaje bez przykrosci sa one calkiem udane.
        Gorzej jednak wlasnie z prezencja - i to stwierdzenie wbrew temu, co sadzisz nie przynosi mi nijakiej satysfakcji.
        Gdyby to byl ktos z mojego bezposredniego otoczenia - nawet lubiany powiedzialabym mu to prosto w oczy.
        Nielubianemu ...chyba bym nie powiedziala nic :D
    • Gość: gościu IP: *.dynamic.chello.pl 19.03.11, 18:17
      Po "bruszczettach" i innych przyszedł czas "ryż basmanti " i "kurczaka tanduri"

      żenujące.
      • Gość: gościu IP: *.dynamic.chello.pl 19.03.11, 18:51
        • Gość: ida IP: *.icpnet.pl 19.03.11, 19:02
          dziwne, oglądałam ten sam odcinek a słyszałam prawidłowe nazwy

          • Gość: gościu IP: *.dynamic.chello.pl 19.03.11, 19:07
            jeśli oglądałabyś dokładnie to usłyszałabyś że z ust Pani Gessler nazwa ta padła dwukrotnie, pierwszy raz "somosy" i drugi raz pewnie po tym jak usłyszała prawidłową wymowę tego hindusa czyli "samosy".
            • 19.03.11, 23:53
              Bo pani Magda, co od dawna można zauważyć, zna się tylko na restauracyjnej kuchni polskiej. To, że źle wymawia nazwy hinduskich dań, kiepsko jednak świadczy o jej profesjonalizmie. W końcu wie, gdzie jedzie, powinna sobie wcześniej poczytać to i owo o hinduskiej kuchni, np. w Internecie, nauczyć się prawidłowych nazw najpopularniejszych potraw.
              A co do jej rad... Hmmm, sam jestem miłośnikiem oryginalnych kuchni, a nie podróbek dla polskiego klienta, ale ostrość kuchni hinduskiej jest poza granicami wytrzymałości dla przeciętnego Polaka, zwłaszcza dotyczy to kuchni południowohinduskiej (ten pan z tego, co zrozumiałem, pochodzi właśnie z południowych Indii). Myślę, że żona tego Hindusa może nie myli się, starając się przystosować tę kuchnię do gustów polskich. Polak i tak nie zauważy różnicy.
              Ostatnio byłem w innej restauracji hinduskiej w Poznaniu, koło Malty. Kolaga entuzjazmował się, a dla mnie to było niezłe może jedzenie, ale totalnie niedoprawione, niehinduskie. Cóż, ja wiem, jak powinno smakować jedzenie hinduskie, a on nie. Ale który Polak niby wie, jak powinno smakować?
              • 20.03.11, 10:45
                No właśnie niewielu wie i może by się chciało dowiedzieć ? Ja bym chciała .Lubię poznawać nowe kuchnie i chcę,żeby kuchnia hinduska smakowała jak hinduska,nawet gdyby miała być za ostra. Pamiętam ,jak grecką sałatkę przerabiała na polską modłę .Mam nadzieję,że ten Grek nie podaje jej według zmodyfikowanego "pod Polaków" przepisu.
                --
                [img]http://tiny.pl/hx4sx[/img]
                • 24.03.11, 12:58
                  Mam nadzieję,że ten Grek nie podaje jej według zmodyfikowanego "pod Po
                  > laków" przepisu.

                  Nie, nie podaje. Ta grecka knajpa upadła bardzo szybko po emisji tego programu.
    • 20.03.11, 09:19
      Nie rozumiem jednej rzeczy, którą zaobserwowałam już w którejś z poprzednich serii, kiedy pani Magda poucza cudzoziemca, jak smakować powinny potrawy z jego państwa.
      Pamiętacie Greka, też z Poznania?
      Magda: tak nie powinna smakować musaka.
      Grek: ale ja jestem Grekiem, tak smakuje musaka w Grecji i tak się ją właśnie robi.
      M.: w Grecji może i tak, ale jesteśmy w Polsce i Polacy nie lubią takich mdłych potraw, musisz bardziej przyprawić.
      G.: ale tak smakuje oryginalna, grecka tradycyjna musaka, taką chciałbym tutaj robić.
      M.: nie, nie, nie! w ogóle się nie znasz na greckiej kuchni!!!!!!!

      Teraz podobnie:
      Magda: to nie ma nic wspólnego z hinduską kuchnią.
      Hindus: ale jestem Hindusem, takie dania gotowała moja mama
      M. : nie, nie, nie! w ogóle się nie znasz na hinduskiej kuchni!!!!!!!
      Potem trochę zmieniła front, jak posterowała żoną, żeby nie przerabiała tych dań, na modłę kapuśniaku i pomidorówki.

      Ale nie wkurzylibyście się, jak jaka Nigella, albo inszy Anthony, powiedział do was: tak nie smakują pierogi, co z tego, że wasza mama, Polka w którymś tam pokoleniu, babka, prababka i trzy ciotki robiły takie pierogi, barszcz, schabowe, gołąbki i inne dania polskiej kuchni, skoro to ja, Anthony Bourdain, urodzony w Nowym Jorku wiem najlepiej jak takie dania powinny smakować, bo jestem Szefem Kuchni.

      Minus dla retauracji za ściemnioną gadkę o naturalnych składnikach. i granulowany czosnek.

      --
      You can lead a shoe to water, but you can't make it drink.
      • 20.03.11, 10:46
        Faktycznie jest to irytujące u Gessler. Wiadomo, że można dostosować kuchnię do podniebień Polaków, ale zarzucanie Hindusowi, że nie umie gotować po hindusku jest przesadą. Choć jak ktoś tu zauważył ciężko mówić o hinduskiej kuchni, różni się ona w zależności od regionu, a nawet domu.
        • 20.03.11, 13:53
          Ale ona wcale mu nie narzucała. Dania były do niczego,bo żona paćkała koncentratem. Kazała jej się nie wtrącać i gotować kucharzowi całkowicie po swojemu. Padło nawet zdanie - raz ja się czegoś nauczę . Nawet się pytała o ilość przypraw i kolejne etapy.
          Za to baaaaaardzo mnie na końcu rozczarowała właścicielka :(
          --
          [img]http://tiny.pl/hx4sx[/img]
          • 20.03.11, 14:11
            Może właścicielka bardziej zdaje sobie sprawę z realiów i gustu Polaków? Polacy generalnie lubią obce kuchnie, ale w wersji po polsku:)
            • 20.03.11, 14:21
              coralin napisała:

              > Może właścicielka bardziej zdaje sobie sprawę z realiów i gustu Polaków? Polacy
              > generalnie lubią obce kuchnie, ale w wersji po polsku:)

              a skąd taka opinia ? Ja osobiście nie lubię,ani nikt z moich znajomych. Dostaję wysypki czytając w menu skład sałatki greckiej ,zaczynający się od "kapusta pekińska" . No i gdyby pani właścicielka miała rację,to by lokal w szwach pękał. Te jej breje były obrzydliwe :(


              --
              [img]http://tiny.pl/hx4sx[/img]
              • 20.03.11, 15:08
                Opinia stąd, że to forum nie jest miarodajne. "Ja osobiście" nie potrzebuję keczupu ani innego zimnego sosu do pizzy, ale większość Polaków tak, 99% pizzerii dodaje sosy zimne gratis do pizzy. Skąd to sie bierze jeśli nie z upodobań Polaków, którzy lubią sobie uciapać pizzę takim zimnym sosem czosnkowym, keczupem lub innym sosem?
                Większość je sałatkę grecką z pokrojonymi w kostkę warzywami i fetą , sztucznym sosem, a nie z warzywami pokrojonymi w ćwiartki i kawałkiem sera na wierzchu i oliwą. Pekińska też im nie przeszkadza, bo i tak sztuczny sos poprawi smak wszystkiego.
                • 20.03.11, 15:55
                  a może tak jadają,bo knajpy,które ich powinny edukować,karmią właśnie daniami "pod" ? Dla mnie to spore nieporozumienie iść do restauracji z obcą kuchniąi oczekiwać ,że się dostanie coś swojskiego .Po co się chodzi do takiej knajpy ? Po żurek ? Chcę polskie smaki idę do polskiej jadłodajni. Otwieram Meksyk,to chcę Meksyk a nie Katowice.
                  --
                  [img]http://tiny.pl/hx4sx[/img]
                  • 20.03.11, 16:27
                    Ale knajpy, które dają dania oryginalne, bez poprawiaczy smaku często upadają. Knajpy nie są od edukowania tylko od zarabiania. Sądzisz, że te 99% pizzerii uważa za stosowne dodawanie zimnych sosów , keczupu do pizzy? Połowa z nich dodaje, bo inaczej by upadła.
                    Wielką zaletą programu Gessler moim zdaniem jest zwracanie uwagi na poprawiacze. Ale ta edukacja musi zacząć się w domach i ten program daje szansę. Kiedy kubki smakowe odwykną od veget i kostek Polacy (powszechnie, a nie tylko ułamek procenta) docenią prawdziwe smaki i przyprawy.
                    • 20.03.11, 18:05
                      tu się zgadzam - ten program,to dobra rzecz,by uświadomić ludziom ,za jakie bylejactwo, w większości przypadków, płacą . Nie wiem jednak , czy da się z narodu wytrzebić vegetę :D
                      --
                      [img]http://tiny.pl/hx4sx[/img]
                      • 20.03.11, 18:36
                        pietnacha40 napisała:

                        > tu się zgadzam - ten program,to dobra rzecz,by uświadomić ludziom ,za jakie byl
                        > ejactwo, w większości przypadków, płacą . Nie wiem jednak , czy da się z narodu
                        > wytrzebić vegetę :D

                        Myślę, ze dużo ludzi wyjeżdża za granicę na wakacje, jedzą tam i niektórym nawet smakuje, (choć znam i inne przypadki) na tyle żeby trochę zmienić swoje przyzwyczajenia, ale to proces długotrwały. Jeszcze niedawno niedziela bez rosołu i w ogóle obiad bez mięsa to dla wielu Polaków nie był obiad, ale bez surówki owszem, to się trochę już zmieniło. Jednak pizza "hawajska" z ananasem z puszki i suszonym oregano o smaku trocin, posypana "wyrobem seropodobnym" (bo kosztuje mniej niż 10 zł za kg w hurcie) i zalana najtańszym keczupem króluje w wielu polskich pizzeriach, choć pomału przestaje być synonimem egzotyki kulinarnej. Mam taką nadzieję...
                        • 20.03.11, 18:46
                          Nie ma nic złego w niedzielnym rosole.
                          Wyjazdy wakacyjne Polaków to na ogół wczasy w kurortach, w których podaje się rzeczy mające niewiele wspólnego z kuchnią danego kraju.
                          • 20.03.11, 18:56
                            coralin napisała:

                            > Nie ma nic złego w niedzielnym rosole.
                            Jeśli nie jest podawany przez całe życie jako aksjomat niedzielnego obiadu :)

                            > Wyjazdy wakacyjne Polaków to na ogół wczasy w kurortach, w których podaje się r
                            > zeczy mające niewiele wspólnego z kuchnią danego kraju.

                            Nie mówiłam o ludziach, którzy leżą w kurorcie tydzień plackiem na plaży i mają ze sobą na wczasach tylko drobne pieniądze na toaletę na lotnisku. Oni i tak są przegrani jeśli chodzi o szukanie nowości.

                            • 20.03.11, 19:03
                              Ale większość wyjazdów Polaków to wrażenia po kuchni "egzotycznej" pozostałe po hotelu.
                • 20.03.11, 16:48
                  > Skąd to sie bierze jeśli nie z upodobań Pola
                  > ków, którzy lubią sobie uciapać pizzę takim zimnym sosem czosnkowym, keczupem

                  Z pizzą chodzi o "poślizg" - ludzie potrzebują czegoś, co po prostu ułatwi połykanie. A że nie mamy w Polsce "kultury oliwnej" (za to przerośnietą "kulturę keczupową"), stąd też nieszczęsny sos pomidorowy do pizzy.

                  W Krakowie ostatnio jadłam tak genialną pizzę podaną z doskonałą oliwą. Da się. :)
                  • Gość: ma IP: *.dynamic.chello.pl 20.03.11, 19:25
                    gdzie w krakowie dostane pizze z oliwą?
                    • 25.03.11, 00:15
                      Pewnie w wielu miejscach. Chociażby w Il Forno na Małym Rynku - pizza z pieca opalanego drewnem, a oliwa na stoliku, wystarczy sobie polać.
                    • 27.03.11, 15:27
                      na Mikolajskiej podawali pizze z oliwa aromatyczna.
                      --
                      Pilotowal i Spadl
          • 25.03.11, 22:05
            pietnacha40 napisała:

            > Ale ona wcale mu nie narzucała. Dania były do niczego,bo żona paćkała koncentra
            > tem.

            Na samym poczatku Nick wyraźnie twierdził, że jego dania są jak najbardziej hinduskie / oryginalne, takie jadał w domu ("Wyślę to do mamy")..


            --
            miszmasz-marghe.blogspot.com/
            i
            malutki-kuchcik.blogspot.com/
            • 26.03.11, 10:50
              tak mówił . Ale póżniej wyszło na to,że ten nadmiar sosu pomidorowego,to zasługa żony . Przypuszczam,że gotował jak mu babcia kazała,a póżniej dopaćkiwał sosu,jak kazała żona,która stwierdziła ,że Polacy inaczej nie ruszą . A brał całość do siebie ,nie do końca wiedząc o co się czepia blond tornado :D Jak zaczął gotować sam,to wyszło zupełnie co innego . A to chyba był jedyny odcinek,gdzie Gesslerowa się pytała co i jak i w jakiej kolejności.
              --
              [img]http://tiny.pl/hx4sx[/img]
              • 26.03.11, 23:59
                pietnacha40 napisała:

                . A to chyba był jedyny odcinek,gdzie Ge
                > sslerowa się pytała co i jak i w jakiej kolejności.
                Ano, jedyny..


                --
                miszmasz-marghe.blogspot.com/
                i
                malutki-kuchcik.blogspot.com/
      • 20.03.11, 14:05
        selica napisała:




        > Ale nie wkurzylibyście się, jak jaka Nigella, albo inszy Anthony, powiedział do
        > was: tak nie smakują pierogi, co z tego, że wasza mama, Polka w którymś tam po
        > koleniu, babka, prababka i trzy ciotki robiły takie pierogi, barszcz, schabowe,
        > gołąbki i inne dania polskiej kuchni, skoro to ja, Anthony Bourdain, urodzony
        > w Nowym Jorku wiem najlepiej jak takie dania powinny smakować, bo jestem Szefem
        > Kuchni.

        Wydaje mi się, że nie o pouczanie jak coś powinno smakować tu chodzi, tylko o znalezienie złotego środka między tym jak smakują te potrawy przyrządzane przez autochtona, a tym co będzie smakowało polskim klientom knajpy na tyle, żeby zechcieli do niej wrócić, albo polecić znajomym. A jednocześnie żeby było egzotycznie. I o to chodziło u Greka ze zbyt mdłą musaką. Większość Polaków ciągle nie lubi i nie jada jarzyn al dente, dań mało słonych, rosołu bez maggi i gulaszu bez vegety. Rozejrzyjcie się dookoła.
        Mogę otworzyć polską restaurację na krańcu świata, ale skoro podejrzewam, że pierogi ruskie byłyby dla miejscowych zbyt łagodne lub wręcz bez smaku, a np. takie flaki czy barszcz zupełnie niejadalne, to albo zmienię menu, albo doprawię inaczej. Mogę się upierać, że tak robiła te potrawy moja mama, i są one typowo polskie, ale jeśli chcę na knajpie zarobić i przyciągnąć klientelę, to muszę iść na jakiś kompromis, prawda? W tym programie nie chodzi o zrobienie jednej znakomitej kolacji dla znajomych, tylko o zdobycie klienta na co dzień.

        • 20.03.11, 14:17
          No właśnie nie wydaje mi się . Zakładając oczywiście ,że jest się dobrym kucharzem. Bo to ,że Grek był Grekiem,nie znaczy ,że potrafił gotować. Ja też nie potrafię zrobić naleśników,pomimo,że robię z przepisu mojej babci. To nie jest argument,że stary przepis,więc na pewno pyszne . Potrzebny jeszcze talent. Otwierając gdzieś knajpę z polskim jadłem,albo bym gotowała jak należy,albo kompromisem by była zmiana menu .Nie wyobrażam sobie,że mam zmieniać smak żurku pod meksykańskie gusta,przykładowo. Dobre gotowanie broni się samo i nie trzeba niczego robić "pod" . Dla mnie to brak profesjonalizmu i szacunku dla własnych tradycji. Jeśli chcę kogoś zaznajomić z polską kuchnią,dlaczego mam ją zmieniać i dawać fałszywy obraz ?
          --
          [img]http://tiny.pl/hx4sx[/img]
          • 20.03.11, 14:23
            pietnacha40 napisała:

            > Jeśli chcę kogoś zaznajomić z polską kuchnią,dlaczego mam ją zmieniać i da
            > wać fałszywy obraz ?

            Z tego co wczoraj wielokrotnie podkreślała właścicielka prowadzą knajpę nie nie idei czy pasji, ale dla utrzymania siebie.
          • 20.03.11, 14:56
            pietnacha40 napisała:
            Dla mnie to brak profesjonalizmu i szacunku dla własnych trady
            > cji. Jeśli chcę kogoś zaznajomić z polską kuchnią,dlaczego mam ją zmieniać i da
            > wać fałszywy obraz ?
            Dlatego, że wzięte kredyty nie spłacą się same, a pracownikom i dostawcom trzeba płacić ?
            A przypadku tego biznesu bardziej się liczy szacunek dla smaku i upodobań klientów niż prawdziwy, czy fałszywy obraz i tradycje? Są gatunki usług czy rzemiosła, w których sam klient sobie nie poradzi. Zęba sobie sami nie zaplombujemy, okularów nie zrobimy i butów nie naprawimy. Niestety w przypadku prowadzenia restauracji ma się do czynienia z klientem wymagającym, kapryśnym i zwykle mającym przeświadczenie, że sam też potrafi niezgorzej gotować.
            A tu poza tym nie tyle chodzi o zaznajomienie z kuchnią jakiegoś kraju (po to się do tego kraju jedzie i je na miejscu, albo korzysta z knajpek i barów dla emigrantów) ile o przekonanie ludzi, że w tym akurat miejscu można dobrze, niedrogo i zdrowo zjeść coś, czego nie ugotowałoby się w domu.
            • 20.03.11, 16:08
              No ,ale ona kurcze,popłynęła właśnie na tym gotowaniu pod polskiego klienta i jego smaki. Ludzie tam nie jadali ,bo dawała jakieś obrzydliwe pulpy pomidorowe,za niebotyczne pieniądze. Tam nie miał się kto przekonać do kuchni hinduskiej. Nie dała temu biednemu facetowi dobrze gotować .Jak się skończył odcinek ? Wraziła paluchy i zaczęła oszczędzać na czosnku. Oglądam taki program "Restauracja" .Była tam para Walijka i Wietnamczyk - małżeństwo. Wymyślili ,że otworzą knajpę wietnamską pod walijskich klientów . Wietnam z Walią na jednym talerzu .To była masakra. Nie da się połączyć dobrze dwóch tak odmiennych narodów. Dokładnie,jak nie da się połączyć kuchni hinduskiej z polską. Jeżeli się nie sprawdziła kuchnia hinduska ( a tego w sumie nie wiemy) to trzeba było zrobić dobre polskie jedzenie,choćby smaczne zapiekanki a nie taki miszung.
              Co do szacunku dla klienta. Jak idę do knajpy i znam smaki danego kraju,a dostaję jakieś mieszanki pod ciotkowe urodziny,to czuję się oszukana i mam wrażenie ,że mają mnie tam za głupca.
              --
              [img]http://tiny.pl/hx4sx[/img]
              • 20.03.11, 18:02
                pietnacha40 napisała:

                > No ,ale ona kurcze,popłynęła właśnie na tym gotowaniu pod polskiego klienta i j
                > ego smaki. Ludzie tam nie jadali ,bo dawała jakieś obrzydliwe pulpy pomidorowe,
                > za niebotyczne pieniądze. Tam nie miał się kto przekonać do kuchni hinduskiej.
                > Nie dała temu biednemu facetowi dobrze gotować .

                Popłynęła nie tylko na tym, także na fakcie, że jak stwierdził jeden młodych przychodziły starsze panie, pytały o gołąbki i żurek i wychodziły z kwitkiem. A co by szkodziło nagotować żurku, gołąbków i też podawać skoro było takie zapotrzebowanie, a jako np. czekadełko dawać te hinduskie pierożki. Może następnym razem taka babcia by się skusiła na ryż z kurczakiem? Dawno temu pracowałam w miejscu w którym kucharz wyśmienicie gotujący robił też dania na zamówienie poza menu, np. wystawna kolacja z pysznych rybek, a dla dzieci, które przyszły z rodzicami i nie lubiły ryb był kotlecik z kurczaka. I korona z głowy mu nie spadła, że zniża się do takiego prozaicznego dania i podaje pół porcji, a klienci byli zadowoleni.

                • 20.03.11, 18:12
                  a to już zupełnie co innego . Na pewno lepiej wymieszać menu i robić kilka dań hinduskich ,a kilka polskich,niż próbować przerabiać dania hinduskie na polskie. Samo by się okazało co lepsze i czego chcą goście.
                  --
                  [img]http://tiny.pl/hx4sx[/img]
              • 20.03.11, 18:42
                Hm, wszyscy macie rację.

                1. Dania wyglądały na niejadalne, bo zalane sosem pomidorowym w ilościach hurtowych, ten butter chicken przypominał raczej krem pomidorowy z kawałkami kurczaka. Więc to nie było dobre same w sobie, wcale nie tanie i nie ma żadnego znaczenia, czy to było autentyczne, czy nie.

                2. Też wolę autentyki niż podróbki robione pod smak danej nacji, ale to się faktycznie może nie sprzedać, bo pewne potrawy mogą być niejadalne. Ale sądzę, że da się jakoś wyważyć poziom "kastomizacji" - czym innym jest jednak "jakby schabowy", "jakby kapuśniak" i "jakby kartoflana"*, a czym innym obniżenie ostrości dania o pół stopnia. O ile to pierwsze, czyli dostosowanie egzotycznych dań do podniebienia przeciętnego zjadacza schabowych i ruskich nie ma sensu, i tu się zgadzam, że lepiej zrobić budę z zapiekankami, to to drugie już prędzej.

                3. Może się mylę, ale pan Hindus nie wyglądał na gościa, który umie gotować. Pomysł z knajpą ewidentnie pachniał wymyśleniem dla niego jakiegokolwiek zajęcia, które mógłby tu wykonywać. Gdybym ja zaczęła gdzieś w knajpie gotować potrawy kuchni polskiej, to skończyłoby się katastrofą (nie przepadam, jadam okazjonalnie, i lepiej umiem zrobić tajską zupę kokosową niż schabowego, srsly).

                4. Oni od razu zaczęli strzałem w stopę, bo takie osiedle i taka formuła knajpy to nie jest patent na egzotykę. Dla misia z siłki, pożeracza pizzy, to będzie za egzotyczne, jeszcze Krysi nie podejdzie albo się będzie Krysia męczyć z ujmowaniem czapati w otipsione dłonie. Poszukiwacz nowych smaków, przedstawiciel klasy średniej, woli pojechać do centrum i nie będzie jadł na plastikowych talerzach. (No, może się utrzymać, jak jest najbardziej zajebista w województwie i ludzie zjeżdżają z daleka, ale chyba im to nie grozi.)

                *"-Co to jest? - zapytałem sympatycznej, bardzo polskiej kelnerki w chińskim fartuszku, wskazując pozycję w menu.
                - To jakby kapuśniak, ale z grzybami chińskimi - wyjaśniła.
                - A ta pozycja? - wskazałem następną zupę.
                - A to jakby kartoflana, ale z chińskim makaronem - powiedziała.
                - A to mięso?
                - To jakby schabowy, ale z chińskim sosem.
                Zamówiliśmy jakby chińskie dania. Tak jak mówiła kelnerka, zupa była kapuśniakiem z dwoma kawałkami chińskiego grzyba mun i zupełnie polskimi pieczarkami. Drugie danie to był schabowy, ale pokrojony w paseczki z sosem słodko kwaśnym w miseczce."
                (Leszek Talko, "Talki w podróży")
                • 21.03.11, 11:39
                  > 4. Oni od razu zaczęli strzałem w stopę, bo takie osiedle i taka formuła knajpy
                  > to nie jest patent na egzotykę. Dla misia z siłki, pożeracza pizzy, to będzie
                  > za egzotyczne, jeszcze Krysi nie podejdzie albo się będzie Krysia męczyć z ujmo
                  > waniem czapati w otipsione dłonie. Poszukiwacz nowych smaków, przedstawiciel kl
                  > asy średniej, woli pojechać do centrum i nie będzie jadł na plastikowych talerz
                  > ach. (No, może się utrzymać, jak jest najbardziej zajebista w województwie i lu
                  > dzie zjeżdżają z daleka, ale chyba im to nie grozi.)

                  No właśnie, IMO to był podstawowy problem. PRL-owskie blokowisko to chyba jednak nie jest dobre miejsce na hinduszczyznę. Chińsko-wietnamskie budy są już przez lud polski oswojone, ale Indie to na razie egzotyka, którą jedzą nieliczni i raczej od święta - a jeśli tak, to poszukują bardziej eleganckiej lokalizacji i oprawy. Wg mnie sam pomysł biznesowy był zły, i cokolwiek Magda Gessler by nie wymyśliła, cudu nie będzie. Chyba, że na os. Czecha mieszka na tyle dużo Hindusów, że to oni będą mogli stanowić trzon klienteli.
                  --
                  I am not a vegetarian because I love animals; I am a vegetarian because I hate plants. - A. Whitney Brown
                  • Gość: ida IP: *.icpnet.pl 21.03.11, 19:41
                    a ja się nie zgadzam- na tych osiedlach jest mnóstwo bud z pizzą i zapiekankami, z kuchnią polską pewnie też- indian ocean własnie przez to miał szansę zaistnieć, bo był inny. Nie popadajmy ciągle w schematyczne myślenie i spróbujmy tworzyć coś nowego- przecież np. w Wlk. Brytanii hinduskie jedzenie jest częstym i lubianym przez wszystkich takeawayem. Czemu nie spróbowac u nas?

                    Poza tym nie zapominajcie, że IO działa też na telefon, przyjmują zamówienia ze sporego obszaru Poznania (w sumie to nie wiem czy było o tym w programie, ale takie są fakty).

                    I kompletnie absurdalny jest dla mnie pomysł kogoś powyzej żeby Hindus miał gotować gołąbki. Owszem, spadnie mu z głowy korona, bo się na tym nie zna. Ma gotować to, co potrafi i z tego uczynić atut, a nie wrzucać do karty pierogi obok tikka masala.
                    • 22.03.11, 09:35
                      Gość portalu: ida napisał(a):

                      > a ja się nie zgadzam- na tych osiedlach jest mnóstwo bud z pizzą i zapiekankami
                      > , z kuchnią polską pewnie też- indian ocean własnie przez to miał szansę zaistn
                      > ieć, bo był inny. Nie popadajmy ciągle w schematyczne myślenie i spróbujmy twor
                      > zyć coś nowego- przecież np. w Wlk. Brytanii hinduskie jedzenie jest częstym i
                      > lubianym przez wszystkich takeawayem. Czemu nie spróbowac u nas?

                      U nas w ogóle takeawaye są dużo mniej popularne. A w W. Brytanii w dodatku mieszkają miliony Hindusów, i indyjskie jedzenie jest znane od dziesięcioleci. Mam nadzieję, że u nas z czasem też się przyjmie, tak jak się przyjęła chińszczyzna, ale bycie pionierem jest jednak trudne. I jeśli właścicielom brak pieniędzy (jak mówiła przez łzy kobieta w programie) i nie stać ich na to żeby przez parę lat dokładać do interesu, to ja jednak uważam, że pomysł był co najmniej ryzykowny.
                      --
                      I am not a vegetarian because I love animals; I am a vegetarian because I hate plants. - A. Whitney Brown
        • 20.03.11, 16:51
          W tym "Hindusie" dosłownie zabiło "podawanie" jedzenia na... talerzach z plastiku. No takiego zdziczenia to już dawno nie widziałam; hańba!
          • 20.03.11, 19:21
            Najnowszego odcinka nie widziałam jeszcze. Recenzje porewolucyjną przeczytałam na blogu Zjeść Poznań, całkiem pozytywnie.

            zjescpoznan.blogspot.com/2011/02/indian-oceanpl-po-kuchennych.html
            --
            grubajadzia.blogspot.com
    • Gość: xian IP: *.7-2.cable.virginmedia.com 22.03.11, 02:10
      Witam wszystkich,

      Zastanawiam się, czy są tu fani Ramseya i co sądzą o programie tvn? Ja widzę ogromne różnice:

      1. Prowadzący
      Ramsay to znany chef gotujący od kilkudziesięciu lat, szlifowal umiejętności w kilkunastu znakomitych restauracjach Londynu i Paryża. Właściciel kilkudziesięciu restauracji od Londynu po Dubaj. Dwie gwiazdki michelina jako chef, jako właściciel trzy (to max, tylko kilkanaście restauracji w europie ma 3 gwiazdki).
      Gessler to z wykształcenia malarka, z restauracjami nie miała nic wspólnego aż do poznania swojego drugiego męża (z rodziny znanych restauratorów). Nigdy nie miała treningu jako chef, biznes poznawała jako żona właściciela. O żadną gwiazdkę się oczywiście nie otarła.

      2. Próbowanie jedzenia
      On jest ostrym, czasem chamskim ale kompetentnym i mówiącym wszystko prosto w twarz krytykiem. Ona to raczej narzekająca na wszystko, (ale tak ogólnie, bez wchodzenia w szczegóły) jęcząca baba. On powie, że to na talerzu to najgorszy kawał gówna w jego życiu ale doda np. czego brakuje w sosie, co jest niedogotowane, dlaczego jest to źle przyprawione, dlaczego ma złą temperaturę, dlaczego jest źle skomponowane, albo źle się prezentuje, ona co najwyżej powie że śmierdzi knurem.
      On chwali dobre jedzenie i prawie się nim nie zajmuje, jeśli jakość jedzenia to nie jest problem restauracji. Ona musi skrytykować wszystko (no, z wyjątkiem jednego dania na program).
      On często robi stress test podrzucając gości w jednym czasie, żeby zobaczyć jakość serwisu w czasie dużego obłożenia, ona nie.

      3. Zmiany wystroju
      On nie udaje, że się zna na wszystkim, zmiany robią dekoratorzy i projektanci, ale tylko tam, gdzie jest to konieczne i tylko tam, gdzie to przyniesie korzyść. Czasem nie ma ich wcale, czasem to wymiana wszystkiego, łącznie ze stolikami, krzesłami, barem i całą zastawą stołową.
      Ona udaje, że zmiany są jej pomysłem (a może i są, bo profesjonalnie to nie wygląda). Polegają na odmalowaniu ścian, zmianie obrusów, usunięciu zbędnych dekoracji i dodaniu kilku gadżetów z ikei.

      4. Promocje
      Gordon robi je tam, gdzie są potrzebne. Z mniejszych miejscowościach sam przyjazd ekipy z kamerami zapełnia knajpy. Kiedy je robi, robi je z jajem.
      Magda robi je zawsze, zawsze tak samo, rozda trochę jedzenia, czasem każąc się biednym ludziom przebierać w głupie ciuchy.

      5. Finałowa kolacja
      On robi ją czasem kilka razy, jeśli coś nie wychodzi. Ludzie za jedzenie płacą i właściciel zgarnia niemałą sumkę na oddech od finansowych problemów. Mają normalne menu do wyboru. Ona zaprasza do jedzenia za darmo (wszyscy to samo), więc wszyscy chwalą, zwłaszcza że często wydają się być znajomymi właścicieli. Co to ma niby być za test?

      6. Product placement
      On może reklamować komputerowy system obsługi zamówien czy sprzęt kuchenny (najlepszych marek) podarowując go restauracji - i tyle.
      Ona reklamuje gotowanie przy użyciu proszków i suszonych ziół taniego masowego producenta. Wstyd, to jak kiedyś jakiś fracuski pseudokucharz gotował w tv na kostkach.

      ===
      Jednym słowem on wyszukuje słabości restauracji i naprawia je, widać w tym pasję i szczerą chęć pomocy, ona zawsze robi wszystko według jednego scenariusza specjalnie się nie przejmując efektem (sukces będzie, nakarmieni za darmo i tak pochwalą).
      • Gość: gościu IP: *.dynamic.chello.pl 22.03.11, 10:16
        Oglądałem wersję brytyjska z Gordonem dużo wcześniej niż polską i przyznaję, że polską jestem rozczarowany tak samo jak ty i zgadzam się ze wszystkimi uwagami od początku do końca, ale...
        Mimo tego iż za Panią Gessler delikatnie mówiąc nie przepadam, a jej wybór uważam za niezbyt trafiony, to jednak winą za ostateczny efekt obarczyłbym jednak TVN i producenta, który realizował format.
        • 24.03.11, 13:07
          Moze to, ze tak bardzo wam się nie podobaja Kuchenne rewolucje wynika z tego, ze najpierw widzieliście angielską lub amerykańska wersję? Ja teraz zaczełam ogladac Kitchen Nightmares US i musze przyznać, że to porażka. Każdy program jest zmontowany identycznie, z niekończącymi sie zapowiedziami co bedzie za 5 min, co po reklamach a co juz było. Każda finałowa kolacja wygląda tak samo, zawsze na poczatku im nie idzie i ludzie nie dostaja jedzenia, potem zawsze jest jakiś tandetny przełom, a to w menadżejro, a to w właścicielu a to w kucharzu i nagle wszystko zaczyna iść jak z płatka. Zawsze jest jakis kozioł ofiarny, a to leniwy kucharz, a to nieudolny menadzer. Długo moglabym tak pisać. Do programu gesslerowej mozna mieć duzo zastrzeżeń, ale jak widac wzburza dyskusje, ludzie o nim mówia i oglądają i o to chodzi.
          --
          grubajadzia.blogspot.com
          • 24.03.11, 19:11
            Wersja amerykańska też ssie. Najlepsza jest brytyjska i to tam właśnie w niej Gordi jest the best: rzeczowy, konkretny, z dobrymi pomysłami i rzeczowymi radami.
            • 24.03.11, 20:26
              Rzeczowe i subtelne:
              www.youtube.com/watch?v=QAORhvFaTHs
              • 24.03.11, 21:41
                > Rzeczowe i subtelne:
                > www.youtube.com/watch?v=QAORhvFaTHs

                Znam całą serię UKowych "rewolucji". I wiem, że Gordona to różni od Gessler, że ta druga wyczuwa w potrawie "zapach smaru starego statku, na którym płynął ryż", a Gordon - po prostu "kiepski ryż". Czaisz różnicę?
      • 24.03.11, 15:39
        Gessler miała do czynienia z restauracjami mieszkając w Madrycie .Była menagerem jednej z nich , chodziłą tam też do jakieś kucharskiej szkoły ze znanymi w tej chwili szefami kuchni europejskiej. Był ostatnio na TVN film z nią chodzącą po Madrycie i pokazującą te miejsca. Oczywiście ,że Ramsay jest bardziej znany - piłkarz ,który zrobił zrobił karierę jako restaurator gotujący dla królowej i chyba pierwszy brytyjczyk z tymi gwiazdkami. Daleko naszej szefowej do niego .Ale nikt u nas nie dorasta,jej się dostał program i tyle .
        Co do zmian wystroju ,to się nie zgodzę .Najczęściej są udane i ciekawe pomysły. Ma wykształcenie malarskie,to oko ma i do barw i do proporcji . może się to podobać mniej lub więcej ,ale jeszcze nie skopała wnętrza.Co do promocji - całkowicie się zgadzam .Ramsay często też w nich uczestniczy. Kolacje zawsze udane,u Ramsaya zawsze tornado ,a na końcu wszyscy żyli długo i szczęśliwie. Ma też tkliwo rodzinne wstawki,któe jakby ostatnio wprowadzono i u nas. Myślę ,że reklamuje akurat to ,co mu dają do reklamowania .To chyba wszędzie tak działa - jest osoba i szuka sponsora.WidaćTVN ma słabszą osobę,że znalazł tylko przyprawy :D Plusem jest to,że to jednak prawdziwe przyprawy,a nie właśnie mieszanki z poprawiaczami i kostki . Mnie się podobają jego powroty po kilku latach do tych restauracji.
        No i przy okazji okazuje się,że na zachodzie i w Hameryce też mają brudno, nieświeżo,
        mrożone produkty i proszkowe sosy. Nie jesteśmy tacy samotni w tej bylejakości,jak czasem ktoś próbuje nam wmówić :D
        --
        [img]http://tiny.pl/hx4sx[/img]
    • 27.03.11, 13:02
      Kapitalna restauracja, może się wybiorę do tego skansenu PRL?

      Kelner - jak z Barei.
      Sprzątaczka - jak z "Kroniki filmowej".
      Kierownik - włączający wentylację z domu. :)
      Herbata w stołówkowej szklance.

      I TE sprzęty. Dwa razy pod rząd oglądałam. ;)
      • 27.03.11, 13:10
        Noi nowy lapsus jezykowy MG: 'purée' wymawiane 'pure'. Moze to nie sa lapsusy, ale ona tak celowo? Bo sporo tego.
        --
        dont hejt de pleja, hejt de gejm
        • 27.03.11, 14:00
          A ja wgzasady "benefice du doute" uznalam, ze sie przeslyszalam.
          Dzieki za uspokojenie mnie co do mojego zmyslu sluchu.
        • 27.03.11, 18:50
          Zaczynam się właśnie zastanawiać czy te lapsusy "czile" 'bruszczietta" "pure" "lemonka" to nie są takie kuchenne prowokacje , by po prostu mówili - nieważne źle czy dobrze, byle mówili.

          Wydaje mi się niemożliwe, aby kreatorka smaku i stylu nie umiała wymówić kilku dość nieskomplikowanych nazw własnych.

          A co do odcinka, to naprawdę po ludzku szkoda mi się zrobiło tego starszego właściciela w pewnym momencie (może taki był zamysł scenarzystów - to się udał).

          Natomiast kelner Edek to jakaś pomyłka przez duże P.



          --
          "..on silną dłonią złapał za mój kark i poprosił bym zaśpiewał jeszcze..."
          • 27.03.11, 19:34
            Myslisz, ze zalozeniem jest "rownac w dol"?
            Twoje uczucia w stosunku do wlasciciela w pelni podzielam.
            Z "kuchennych rewolucji" powoli robi sie "pralnia rodzinna"" (polecam program: jak pozbyc sie metresy syna - wspolwlasciciela").
            • 28.03.11, 10:07
              Nie wiem czy umyślnie czy nieumyślnie, ale rzeczywiście robi się z tego programu moda na sukces.
              Odnośnie narzeczonej- bufetowej z ambicjami to oglądałam i oczy przecierałam ze zdumienia jak można tak robić z siebie durniów na oczach całej Polski, zresztą gdzieś jest tu mój komentarz ntt.
              --
              "..on silną dłonią złapał za mój kark i poprosił bym zaśpiewał jeszcze..."
              • Gość: mme IP: *.icpnet.pl 28.03.11, 11:22
                To chyba cecha TVN... Rewolucje zaczynają przypominać Rozmowy w toku.
                W jednym i w drugim przypadku nie wierzę, by ludzie byli zdolni robić z siebie takich durniów przed kamerą i prać brudy. Wyreżyserowane, podstawione.Tylko gotowania coraz mniej...

                A może jestem naiwna?
                • 28.03.11, 12:23
                  A ja uważam, ze sedno problemu z utykajacym biznesem (nie tylko restauracyjnym) bardzo czesto lezy w braku dogadania sie z partnerami czy z personelem. Niekiedy tak nie jest (jak w Bialymstoku, gdzie problemem byla niedostateczna wiedza), ale bywa i tak, ze pracownicy wiedza w czym problem ale szef sobie nie da niczego powiedziec bo on wie najlepiej.
                  Nie wroze wielkiej przyszlosci biznesowi gdzie sprawy personalne nie zostaly rozwiazane, jak w Tychach (braciszek sabotujacy)linb w Tomaszowie (panna panoszaca sie).
                  Nic dziwnego ze takie rzeczy wychodza w programach tzw 'uzdrawiajacych".
                  --
                  Jestem bardzo pracowity wtedy, kiedy pracuje.

                  Henryk Sienkiewicz
          • 28.03.11, 14:22
            > A co do odcinka, to naprawdę po ludzku szkoda mi się zrobiło tego starszego wła
            > ściciela w pewnym momencie (może taki był zamysł scenarzystów - to się udał).

            A mnie wręcz przeciwnie. Właściciel nie potrafił dać pracownikom nawet wentylacji.
            Wątek z klimatyzacją świetnie pokazał, że ten starszy pan ma zerowe pojęcie o szanowaniu pracowników.
            Z czułością gromadził zepsute sprzęty a swoim ludziom odmawiał odrobiny świeżego powietrza.

            Nie wiem na ile ta inscenizacja była prawdziwa ale jeśli była prawdziwa to tej knajpie należy się plajta i tyle. Tatuś i córka kompletnie nie potrafią współpracować z załogą.

            • 28.03.11, 18:46
              Żal,bo jakoś tak żal starszego,wzruszającego się pana. Ale mi żal nie było .Po pierwsze z powodów napisanych powyżej,po drugie dlatego,że nie dał szansy nowemu . Ma córkę i swoje lata .Wiem,jak ciężko rozstać się niektórym z pracą - patrząc na niego ,widziłam swojego ojca. Ale miłość jego życia zacumowała na dnie,a on nie robił nic,żeby ją ratować .Ja wiem najlepiej,to bardzo zły doradca. Albo się idzie naprzód i śledzi zmiany,albo się tak kończy. Córka ,to osobny rozdział . Dla niej zabawa ,to obciach . I w sumie,to jej wejście w kapuchę, niechcąco zrobił się obciach .Samo jej wyszło :D U nas się mówi d.pna pani na takie lale.
              --
              [img]http://tiny.pl/hx4sx[/img]
    • 02.04.11, 20:09
      Komentarze lektora w tym odcinku wyjątkowo ironiczne, fajnie. ;) "Gier i zabaw" nie komentuje, bo takiej bzdury (chodzenie z jajkiem w łyżce i w zębach) już dawno nie widziano.

      Właściciel-"prezes" - ten, z plastikowym gadżetem w uchu - wyglądał przez to komicznie.
      • 03.04.11, 11:57
        Właściciele nie nadają się nawet do sprzedaży hot dogów z budki.
        Widać, że klient to dla nich wyłącznie dojna krowa, którą trzeba oskubać z kasy na ile się da, za wszelką cenę. Wyraźny brak serca do tego co robią.
        • 03.04.11, 12:33
          właściwie nadają się tylko i wyłącznie do sprzedaży w usyfionej budce.

          nic tak mnie nie odrzuca w obrazie polskich ,,byznesmenów" jak kompilacja: nowoczesny sprzęt, drogie wina i brak zębów w paszczy, i wydęty ,,bebzon "w kusej marynarce.

          to chyba kwestia czasu, jak do czulentu będą dawać słoninę, bo taniej.

          --
          fotoforum.gazeta.pl/5,2,inaa1.html
          urok
          pereł sznur
          na huśtawce nastroju
          • 03.04.11, 16:08
            inaa1 napisała:

            > właściwie nadają się tylko i wyłącznie do sprzedaży w usyfionej budce.
            >
            > nic tak mnie nie odrzuca w obrazie polskich ,,byznesmenów" jak kompilacja: nowo
            > czesny sprzęt, drogie wina i brak zębów w paszczy, i wydęty ,,bebzon "w kusej m
            > arynarce.
            >
            > to chyba kwestia czasu, jak do czulentu będą dawać słoninę, bo taniej.
            >
            bardzo trafne podsumowanie :D

            --
            [img]http://tiny.pl/hx4sx[/img]
          • 03.04.11, 16:40
            To jest model "wąsacz polski klasyczny". (Za PRL-u wąsy maskowały braki w uzębieniu i niektórym tak zostało). Czyli wąs, garnitur bez krawata, brzuch piwny i Bluetooth w uchu. W czasach, kiedy działał na straganie typu "szczęki", po awansie z łóżka polowego, chadzał zapewne w kreszowym dresie.
        • 03.04.11, 12:38
          Dla mnie nieporozumieniem była zamiana kuchni hiszpańskiej w żydowską. Pomysł może i dobry ,ale nie dla tego towarzystwa. Nie angażowali się w Hiszpanię,zaangażują się w kuchnię żydowską ? Już sam opór wobec zmiany nazwy był dziwny - markę chcieli chronić :D czy jakieś "ale" żydowskie ? Do tego ,nie jestem przekonana,czy akurat Żydów ta knajpa przyciągnie,jak Magda sugerowała . Kuchnia żydowska,to chyba coś więcej niż danie według przepisu ?
          Sami właściciele - kupa śmiechu :D Ludzie mają wielki przerost formy nad treścią . Prezes i dyrektor :D Ciągnęli losy ,czy ten który dał więcej kasy to prezes ? I który ważniejszy w tej strukturze ? Podnoszący mniemanie o sobie i zajmowanym stanowisku gadżet w uchu pominę.
          Warszawiacy ,proszę się udać na kontrolę i opisać jak tam wygląda .Bardzo jestem ciekawa :)

          --
          [img]http://tiny.pl/hx4sx[/img]
          • Gość: Eia IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.04.11, 13:05
            IMO też pomysł z kuchnia zydowską zupełnie nietrafiony. Na 30 piętrze nowoczesnego wieżowca ze szkła i stali? Nastawionej jak się domyślam w zamierzeniu właścicieli, prezezów, dyrektorów, kierowników i menedżerów na zgoła inna klientelę: bogatych japiszonów z korporacji, którzy pracują w tym samym budynku i wyskoczą na lunch albo obiad po pracy koło 21.00 i którym wino na pewno będzie smakowało, bo jak coś kosztuje 700 złotych, to przecież musi być dobre, prawda?

            A kuchnia żydowska? Owszem, ale w małej piwniczce albo jakimś nastrojowym zaułku, gdzie klezmer przygrywa nastrojowo i prszede wszystkim przygotowane potrawy są koszerne - nie tylko na talerzu ale i przygotowane według zasad, czyli niejako w dwóch kuchniach, z osobnymi kuchenkami, lodówkami, naczyniami itp... Knajpka, do której wyznawcy judaizmu (turyści z Izraela!) wejdą, mając zaufanie do kucharza, że otrzymują potrawę zgodną z wszelkimi nakazami religii i kultury

            A tu? "Pod Salomonem" na szczycie wieżowca-biurowca... I jeszcze ta nazwa - oczywiście pomysł prezesów, którzy zgodzili się na zmianę menu, upierając się jednocześnie przy "Valencii" był kretyński, ale propozycje MG też kijowe - podała im dwa warianty, z Dawidem i Salomonem i kazała wybierać... nie można było czegoś ładniejszego wybrać?
            Ale skoro we wcześniejszych odcinkach pojawiła się "Świnka" czy chyba jeszcze gorzej "Pod świnką" (nie pamiętam dokładnie), to wszystkiego można się teraz spodziewać...
            • 03.04.11, 13:15
              pan prezes z panem dyrektorem całkowitej reorganizacji kuchni chyba by nie przeżyli... ;-)

              w takim miejscu faktycznie bardziej by pasowała ,,korpo" kuchnia - z sałatkami, kanapkami, paroma daniami obiadowymi, ewentualnie coś samo obsługowego, a w porze wieczorowej bardziej ekskluzywne dania serwowane.

              --
              fotoforum.gazeta.pl/5,2,inaa1.html
              urok
              pereł sznur
              na huśtawce nastroju
              • 03.04.11, 13:28
                Ale z menu wynika, że oni codziennie oferują dość tanie dania obiadowe. Zerknijcie w menu na ostatnie strony.
                www.restauracjavalencia.pl/
                W tym przypadku nie było problemu z absolutnym brakiem klientów, ale z brakiem ich po godzinach pracy biurowca.
                Podobnie jak w odwiedzanych lokalach "na prowincji" nie było chyba problemu z przyjęciami weselnymi, komuniami itp. (bo w sezonie najgorsza knajpa z warunkami lokalowymi takie obłożenie ma), ale takimi indywidualnymi klientami.
            • 03.04.11, 13:17
              > Ale skoro we wcześniejszych odcinkach pojawiła się "Świnka" czy chyba jeszcze g
              > orzej "Pod świnką"

              Lepiej: "Pod prosiakiem".
              • 03.04.11, 18:44
                A czy wy też słyszeliście, że jak na początku krytykowała kuchnię to powiedziała "w kuchni WĘGIERSKIEJ powinno być więcej sosu" -czy jakoś podobnie ??

                Nie miałam okazji zobaczyć powtórki i stwierdzić czy to tylko ja mam słuchowe omamy czy może to było jakieś trafne porównanie.

                --
                "..on silną dłonią złapał za mój kark i poprosił bym zaśpiewał jeszcze..."
                • 03.04.11, 19:06
                  Chyba rzecz dotyczyła wątróbki po węgiersku z "menu lunchowego".
                  • 03.04.11, 19:25
                    Aha, no to teraz rozumiem.
                    Tak to jest jak się układa puzzle z panoramą Gdańska słuchając telewizora :)

                    --
                    "..on silną dłonią złapał za mój kark i poprosił bym zaśpiewał jeszcze..."
                • 03.04.11, 19:26
                  Węgierskiej, bo to była "wątróbka po węgiersku", której cała węgierskość polegała na dorzuceniu papryki.
            • 04.04.11, 10:30

              nie kazdy Zyd jest ortodoxem,jak wybuduja muzeum moga nawet niezła kase zbierac,jesli jestes z Wawy to cybya wiesz co to jest za miejsce?
              --
              "Przedkładaj wiele małych przyjemności nad niewiele wielkich"
          • 03.04.11, 21:15
            > Warszawiacy ,proszę się udać na kontrolę i opisać jak tam wygląda .Bardzo jeste
            > m ciekawa :)
            No co Ty, struć nas chcesz? :) W życiu bym tam nic nie zjadła...
      • 03.04.11, 20:21
        z_plus_z napisał:

        > Komentarze lektora w tym odcinku wyjątkowo ironiczne, fajnie. ;) "Gier i zabaw"
        > nie komentuje, bo takiej bzdury (chodzenie z jajkiem w łyżce i w zębach) już d
        > awno nie widziano.
        >
        > Właściciel-"prezes" - ten, z plastikowym gadżetem w uchu - wyglądał przez to ko
        > micznie.

        pan dyrektor ze słuchawką w uchu, tekstami o kapralu i swoimi czterema zębami to jest własnie to co nazywa się w dzisiejszych czasach wieśniactwem... i nie decyduje o tym miejsce pochodzenia ani miejsce zamieszkania, oj nie ...
      • Gość: jakaja IP: *.centertel.pl 04.04.11, 11:09
        Ten program robi się coraz gorszy.
        Już bym wolała, żeby te rewolucje trwały tydzień lub 2 tygodnie ale żeby to było faktycznie o gotowaniu i prowadzeniu restauracji. A nie zmuszanie na wizji chłopka do przeprosin bo przecież jak on śmiał mieć inne zdanie. Może był niegrzeczny jednak słusznie stwierdził, że MG do dobrze wychowanych również nie należy.
        I cały personel robi z siebie na wizji kretynów nosząc w zębach łychę z jajkiem. Kto to wymyśla? Czy to ma podnieść oglądalność? Bo na pewno nie spowoduje, że personel się zjednoczy. Szkoda, że bardziej robi się z tego Big Brother za to coraz mniej gotowania a coraz więcej wywlekania brudów i robienia konfliktów.
        Jak patrzę na sposoby ratowania przez rozwichrzoną MG upadających restauracji to na miejscu właścicieli baaardzo poważnie bym się zastanowiła nad poproszeniem tej pani o "pomoc".
    • 04.04.11, 12:13
      Czy nikt oprócz mnie nie wyłapał "przejęzyczenia" (tradycyjnego już u P. Gessler) w ostatnim odcinku? "Cietrzewica" zamiast ciecierzycy? Już wyobraziłam sobie radosnego kuraka podobnego do cietrzewia, ale po sekundzie załapałam, o czym jest mowa. A może się przesłyszałam?!
      --
      "Nawet jeśli pytanie jest poważne i nauka nie potrafi na nie odpowiedzieć, to wcale nie oznacza, że odpowiedź zna religia."
      R. Dawkins
      • 04.04.11, 12:14
        Ok, już zajrzałam sobie do bliźniaczego wątku;)
        --
        "Nawet jeśli pytanie jest poważne i nauka nie potrafi na nie odpowiedzieć, to wcale nie oznacza, że odpowiedź zna religia."
        R. Dawkins
        • 04.04.11, 12:39
          Tego jest tyle, że chyba się przestaje zwracać na to uwagę? ;)
          Jeszcze był ryż "basmanti"...

          • 04.04.11, 12:59
            Wrecz przeciwnie.
            Ja, przy calym traktowaniu tego programu jako stricte rozrywkowego i to na pograniczu groteski z tygodnia na tydzien wyczekuje na nowe perelki i skwapliwie je wylapuje w zboznym celu spisania slownika. Jest ryzyko, ze bedzie opasly :D.
            Poza tym uwazam, ze jesli jest sie prezenterem programu kulinarnego to bez potrzeby bieglej znajomosci wszystkich jezykow swiata wypada sie nauczyc kilkunastu najbardziej rudymentarnych slowek i zwrotow z prezentowanej dziedziny.
            Tym bardziej, jezeli sie jest rownolegle wlascicielka pewnej liczby restAuracji pretendujacych do klasy wytwornych.
            • 04.04.11, 13:37
              Ktoś rzucił, że te przejęzyczenia są celowe... jak u Pascala.
              Nie wiem. Ale trudno mi uwierzyć, że MG, w końcu "kobieta światowa" (mieszkała w kilku krajach poza PL, nawet chyba na innych kontynentach i chyba się nawet poza PL urodziła) nie zna tak popularnych w kuchni słów i wyrażeń...

              Naiwnie:
              rozpisany scenariusz z błędami językowymi i określeniami typu " ten ryż śmierdzi brudnym statkiem" (czy jakoś tak to szło)...

              Co mnie wkurza to narzekanie na podane dania bez wytknięcia konkretnych błędów i opisu jak powinno być poprawnie.

              Ogólnie program jest kiepski ale nałóg oglądania kuchennych programów jest silniejszy. ;)
            • 04.04.11, 19:50
              > Ja, przy calym traktowaniu tego programu jako stricte rozrywkowego i to na pogr
              > aniczu groteski z tygodnia na tydzien wyczekuje na nowe perelki i skwapliwie je
              > wylapuje w zboznym celu spisania slownika.

              Z kolei ja mam w planach zebrać "porównania zapachowe" Pani Gessler: wiecie, ten "śmierdzący starym statkiem ryż" (pewnie "basmanti"?), "chuć kocia" i takie tam. W tym też MG jest świetna. Myślę, że możemy to skompilować w jedno opracowanie. ;)
      • 04.04.11, 18:32
        alinka_li napisała:

        "Cietrzewica" zamiast ciecierzycy? Już wyobraziłam sobie
        > radosnego kuraka podobnego do cietrzewia, ale po sekundzie załapałam, o czym j
        > est mowa.

        bo to pewnie taki skrót myslowy - skrzyżowanie cietrzewia z ciecierzycą, albo zupa z ciecierzycy na cietrzewiu ;)

        a swoją drogą, to faktycznie w poprzednich seriach było wiecej przepisów, jakiś ciekawostek kulinarnych
        • 04.04.11, 21:31
          Nie, cietrzewica to samica cietrzewia karmiona ciecierzycą...
    • 09.04.11, 14:17
      Ponoć dziś będzie druga, po Jeszburgerze, egzekucja.
      • 09.04.11, 14:46
        Druga? Przeciez 75% tych programow to byly egzekucje - ta w Jeszburgerze dokonana przy pomocy ostrej broni a reszta ") la Lukrecja Borgia" tzn przy pomocy trucizny-wolniej lub szybciej dzialajacej.
        I na moj gust taki jest gleboko skrywany sens tych programow: reklama jakiejs firmy produkujacej przyprawy i kryptoreklamka pani "kreatorki".
        • 09.04.11, 16:14
          Egzekucje to moze sa , ale na poczatku.Potem na ogol sa zachety sa, chyba ze chamskie karczycho serwujace smierdzace mieso albo chodzaca kuchnia bo wlasciciel kuce karmi myslac ze tak sie restauracje prowadzi.
          --
          Jestem bardzo pracowity wtedy, kiedy pracuje.

          Henryk Sienkiewicz
        • 11.04.11, 15:48
          > I na moj gust taki jest gleboko skrywany sens tych programow: reklama jakiejs
          > firmy produkujacej przyprawy i kryptoreklamka pani "kreatorki".

          Hm, czy w slodkiej Francji znają takie zjawisko jak "reality show"?
          • 11.04.11, 16:05
            Zapewniam Cie solennie, ze znaja, jednak "reality show" nigdzie na swiecie i nijak nie implikuje chamstwa uzycia wulgarnych slow i wyrazen .
            Ogladalam niedawno angielska wersje "rewolucji gdzie rzecz dziala sie w jakiejs przydroznej knajpce - pubie jak glosil szyld a w rzeczywistosci pretensjonalnej prowincjonalnej restauracyjce z ambicjami do "wyzszych sfer".
            Otoz rewolucjonista - zbawca (nie mam pojecia kto zacz, bo program wlaczylam przypadkiem i ogladalam nie od poczatku) nie uzyl ani jednego - jedyniutkiego takiego slowa, nie epatowal ordynarnym zachowaniem, za to byl rzeczowy, jego zas rady doskonale przemyslane i latwe do zastosowania bez horrendalnych kosztow.
            Czyli - mozna. :D
            • 12.04.11, 15:33
              Można-śmożna. Kuchenne rewolucje to licencjonowany format Kitchen Nightmares, z Ramsayem, który bluzga. Może format wymaga określonej liczby bluzgów na minutę.
              • 12.04.11, 15:45
                Wiesz, co jeszcze ujdzie "chlopu jak dab" to juz jest nie do przyjecia, jesli wychodzi ze starannie uszminkowanych usteczek subtelnej kreatorki - estetki. W ogole z ust kobiecych.
                Rozne rzeczy owej pani smierdza (to tez mozna powiedziec delikatniej), ale zdaje sie, ze "pecunia non olet".
                Podtrzymuje to, co powiedzialam - w ogladanej emisji, o ktorej pisalam nie padlo jedno ordynarne slowo, jedynie kilka dosc dosadnych wyrazen, ale nie przyprawiajacych o "uwiad uszu".

                • 12.04.11, 22:26
                  O rany, Wy tam w słodkiej Francji chyba macie problemy z kumaniem, mimo jadania żab, kum-kum, bez urazy.

                  Gesslerowa klnie, bo a) taki jest format, b) ktoś uznał, że to się sprzeda lepiej niż bez bluzgów (zresztą starannie wypikanych), c) Gesslerowej za to płacą i widać uznała, że jej się to opłaca.

                  TVN na tym zarabia, program najwyraźniej odniósł sukces, skoro robią trzeci sezon, Gesslerowa na tym zarabia i jeszcze ma reklamę, knajpy mają, z lepszym lub gorszym skutkiem, szansę na drugie życie, tysiące ludzi, w tym ja, oglądają z zainteresowaniem i dobrze się przy tym bawią. Ty oglądasz, żeby pojęczeć na brzydką, źle ubraną Gesslerową, która w dodatku brzydko klnie. Salony sado-maso Wam tam pozamykali, czy jak?!
            • 14.04.11, 22:57
              ideologiom i zapewnieniom o nieuzywaniu brzydkich slow w telewizorze;
              Od poniedzialku wieczor rusza francuska wersja "Cauchemar en cuisine" czyli remake z Ramseya, i moja droga feline...... do bycia francuska Magda Gessler producenci od poczatku zabiegali by ten program poprowadzil Philippe Etchebest, wlasciciel restauracji w Saint Emilion o dwoch makaronach Michelin ale.....jako byly bokser i byly rugbyman jest znany ze swojej kwiecistej mowy i rozne brzydkie slowa przychodza mu rownie latwo jak smazenie stecka, hehe
              Podobno jest czy ma byc idealna kalka Gordona Ramseya i jego charakteru, ten ex bokser i ten, zobaczymy w poniedzialek wieczor, z tym ze ja sie tak szybko nie gorsze:):):)
              --
              Pilotowal i Spadl
      • 09.04.11, 19:12
        no i po jaką cholerę zapraszali Gessler? dla reklamy? bez sensu.

        pozbyć się kucharki, która potrafiła gotować a zostawić? szkoda gadać.

        a knajpy z taką kuchnią w Krakowie brakuje.

        --
        fotoforum.gazeta.pl/5,2,inaa1.html
        urok
        pereł sznur
        na huśtawce nastroju
        • 09.04.11, 19:21
          Pierwszy raz od baaardzo dawna na prawdę odcinek mi się podobał. Żadnych idiotycznych konkurencji, fajny pomysł na knajpę, wszystkie rady trafione. Szkoda że właściciele nie byli w stanie tego wykorzystać. Ale faktycznie z takim podejściem niech wracają do swoich zawodów. Pomyłek językowych jakoś niewiele ( ale ja ciągle jestem pod wrażeniem cietrzewicy ;)) Bardzo pięknie pokazali jak jedna osoba jest w stanie zepsuć atmosferę w restauracji i strasznie namieszać pomiędzy ekipą. Czekam na więcej takich odcinków, niech będą nawet ze szczęśliwym zakończeniem :)
          • 09.04.11, 19:38
            Tak sobie usiluje uswiadomic, jakie res"TOU"racje egzystuja w strefach przemyslowo - peryferyjnych mojego miasta? I nijak nie chce mi wyjsc inaczej niz tylko rozne "garmanzerie", ze posluze sie nomenklatura peerlowska jeszcze.
            Tzn zakaski - przekaski (bez zadnej aluzji do tych z Warszawskiego Krakowskiego Przedmiescia) - "dlugie serie"pozywnych potraw, typu: zestaw wedlin, pasztetow, wszelkich mozliwych polproduktow do szybkiego skomponowania sobie na talerzu mega- sycacej,kalorycznej kompozycji pozwalajacej przetrwac do konca dnia pracy ludzi zatrudnionych w okolicy.
            Ale zadne tam wymyslne delicje Galicji czy to "naszej" (austrowegiersko-krakowsko cesarsko krolewskiej, czy hiszpanskiej czy wsiaka inna "egzotyka".
            Po to sie czlowiek wybiera do srodmiescia, do jakichs tradycyjnych miejsc posiadajacych pietno tradycji czy historii.
            I na litosc boska i Pani G: pierwsza rada, jaka bym dala wlascicielom a ona zostawila sobie ja na msciwy "deser": wroccie do korzeni albo mniej elegancko "pilnuj szewcze kopyta".
            Kobito, jestes wyksztalcona kosmetyczka - toz to dziedzina istna "zyla zlota" .
          • Gość: rumburak IP: *.7-2.cable.virginmedia.com 12.04.11, 03:32
            > Pomyłek językowych jakoś niewiele ( ale ja
            > ciągle jestem pod wrażeniem cietrzewicy ;)

            było pure (czytane w ten właśnie sposób, z akcentem na pierwszą sylabę) - zastanawiam się, czy ona robi to specjalnie ;)
    • Gość: obiektywna IP: *.internetdsl.tpnet.pl 11.04.11, 15:09
      szkoda ich potencjału i kasy-ładny duży lokal,zamówione naczynia z logo (które p.Magda kazała im wyrzucić). Może koszt kupna (albo wynajęcia) tego lokalu był tani, ale to nie ma grosz sensu!!! Knajpa w okropnej przemysłowej dzielnicy Krakowa gdzie nie ma nawet biur tylko hale produkcyjne i błoto!!!! Po co otwierać takie "coś' i marnować kasę??? Ludzie sami są sobie winni-albo masz kasę i otwierasz knajpę w dobrym miejscu albo nie otwierasz wcale!!!!
      • 11.04.11, 15:17
        Nikt im nie kazał wyrzucać zastawy. Knajpa może i dała by sobie radę, gdyby nie podejście właścicieli, którzy chyba się modlili, żeby im ten interes wreszcie padł. Dostali bardzo sensowne rady, dostali dobry początek i bardzo starannie to zmarnowali. Jak ktoś nie chce sobie pomóc, to mu się na siłę nie pomoże. Mam nadzieję, że pani Jadzia znalazła pracę w jakimś fajniejszym miejscu, gdzie ktoś umiał wykorzystać jej umiejętności.

        --
        --------------
        Bądź jak ptak...
        • 11.04.11, 21:12
          Mnie sie wydaje ze pani Jadzi nie odpowiadal klimat tego miejsca gdzie ulubiennica wlascicielki donosi na wszystkich i nie wiadomo czego sie spodziewac. Zeby prowadzic knajpe trzeba znac sie na ludziach a nie lekcewazyc kure znoszaca zlote jaja na korzysc obijajacej sie przydupaski.
          Ci ludzie sa zwyczajnie naiwni, nie nadaja sie.
          --
          Jestem bardzo pracowity wtedy, kiedy pracuje.

          Henryk Sienkiewicz
      • 11.04.11, 15:54
        Zastawy nikt im akurat nie kazał wyrzucać, natomiast co do reszty - zgoda. Trzeba upaść na głowę, żeby robić knajpę inną niż tania jadłodajnia w takim miejscu. Jeśli ich nie było stać na knajpę w centrum, to już lepiej zrobić taką wiejską knajpę gdzieś pod miastem, blisko jakiejś drogi wylotowej, ale w ładnym miejscu, z ogrodem, trawką, placem zabaw dla dzieci. Koszty zapewne podobne albo niższe, a ludzie by przyjechali, żeby w lecie zjeść pod drzewami i dzieci wypuścić do wyszalni.
        • 11.04.11, 17:52
          Akurat miejsce wcale nie takie złe - w okolicy buduje się nowe domy, a restauracji, czy barów mało, poza tym z okolicznych hurtowni dowożą towary - kierowcy też coś muszą jeść, w okolicy sporo biur, pracownicy siedzą do późna jak na wygnaniu i zamawiają coś do jedzenia bo muszą. Gdyby właściciele postawili na dowóz smacznego i taniego jedzenia może mieliby szansę? Jednak widać było, że nie potrafią pilnować personelu, po co aż trójka kelnerów przy pustej sali? I stracili naprawdę fajną kucharkę, zamiast zacząć z nią współpracować.
          • 11.04.11, 20:04
            Tam jest strasznie, strasznie brzydko. Naprawdę. W takie miejsca człowiek nie zapuszcza się na romantyczną kolację z ukochanym ani w żadnym celu gastronomicznym innym niż wrzucenie w siebie byle czego. Korpo-stołówka, jedzenie dla kierowców, domowe papu z dowozem, sałatki i kanapki, dania barowe - zgoda, to wszystko mogłoby tam za "zaskoczyć", ale nie ę ą kominek i golonko za 30 zł.

            Co do personelu, pełna zgoda. Ci państwo nie nadają się do prowadzenia knajpy nie dlatego, że są kosmetyczką i budowlańcem, tylko dlatego, nie potrafią zarządzać personelem w żadnym aspekcie - nie potrafią ludzi dobierać, utrzymać, dyscyplinować, pilnować, egzekwować, wplątują się w jakieś idiotyczne układy (wydaje mi się, że tolerowali nieróbstwo tej kelnerki w zamian za donoszenie).
    • 11.04.11, 19:14
      To jeszcze raz ja o Jędzy.

      Jadłam tam jakiś czas temu i obsługiwała mnie Słynna Ola. :)

      Lokalizacja jest fatalna, w tą ulicę nie sposób wejść przypadkiem! Obok - magazyny, skup złomu ale i... biura, zwłaszcza wielki nowoczesny biurowiec MIX. Co oznacza, że knajpa powinna targetować w te właśnie biura i rozwozić pracownikom obiady. Ale konkurencja silna: pizzerie przy dworcu oraz ciesząca się popularnością pierogarnia.

      Karta była bardzo banalna, zwyczajne schaboszczaki i rosoły. Byłam tam po "rewolucji", widząc że już zaszła, więc myślałam że Gessler właśnie wprowadziła takie proste, polskie jedzenie, wystylizowała zastawę na kotły czarownicy a jako główny "magnes" wymyśliła gulaszową podaną na ostro w kociołku dla dwóch osób itd.
      Dań z Austrii nie było wcale.

      Kelnerka zachowywała się poprawnie, jedzenie było ok.

      Co zrobili źle właściciele? To oczywiste: widząc, że MG oczekuje dostosowania się do swoich pomysłów i od tego uzależnia swoje "tak" lub "nie", powinni nawet upozorować na potrzeby telewizji wprowadzenie zmian na te parę tygodni. Za wszelką cenę. Przecież zawsze można było je wycofać kiedyś, prawda? Dostaliby reklamę, która - nie czarujmy się, cudów by nie zdziałała w tym miejscu - ale zapewniłaby jakąś tam markę tej knajpy jako miejsca na weekendowe wydarzenia (wesela, chrzciny). Do tego silny nacisk na biurowce, o których pisałam i może by się udało.

      Teraz będzie znacznie gorzej.
      • Gość: Anka H. IP: *.internetdsl.tpnet.pl 12.04.11, 10:33
        na potrzeby robotników zatrudnionych w okolicznych halach i barakach to można było postawić budkę z kebabami i zapiekankami-lepiej by szło niż wypasiona restauracja z kosmicznymi cenami. Kasa wyrzucona w błoto (dosłownie). No ale tę młodszą o 10 lat żonkę stać jeszcze na solarium i ciuchy-to chyba nie najgorzej przędą...
        • 12.04.11, 12:23
          Pani powiedziała, że miesięcznie dokładają 30 tysięcy do biznesu, więc chyba muszą mieć z czego dokładać.

          --
          Osioł zna siedem sposobów pływania, ale jak zobaczy wodę, to o wszystkim zapomni.
          • Gość: wiola IP: *.unknown.vectranet.pl 12.04.11, 18:03
            po raz pierwszy podobał się pomysł, nie wiem po co tacy ludzie zapraszają Panią Magdę chyba tylko dla reklamy w tv. Weszłam sobie na ich stronkę ujedzy.pl i jest tam oświadczenie właścicielki na temat programu a po galerii widać że stawiają głównie na imprezy typu wesela i spotkania pracownicze.
    • 12.04.11, 18:28
      Kiedy mnie sie bardzo dobrze "medzi" tutaj.
      Pomijajac formule programu, ktorego rzeczywiscie ogladac nie musze ale ogladam, bo ...
      lubie wiedziec m.innymi jak daleko moze sie posunac ludzka glupota nie wyobrazam obie zebym miala uzywac (czy to publicznie, czy scisle prywatnie, przy swiadkach czy w samotnosci) slow tak leciutko i z wyczuwalnym upodobaniem wypowiadanych dosc hmmmm masowo przez pania rewolucjonistke w kazdym programie. A jesli w mojej obecnosci wypowiada je mezczyzna - coz, nie pochlebia to w moim mniemaniu jego meskosci. Wspolczuje kazdemu, komu przychodzi takie zachowanie znosic. Co mysle o tych, ktorzy sie w tym lubuja wole przemilczec.
      Czyzby przyprawy reklamowanej w programie firmy nie wystarczaly dla nadania odpowiedniej pikanterii przygotowanym potrawom?
      • 15.04.11, 21:47
        > slow tak leciutko i z wyczuwalnym upodobaniem wypowi
        > adanych dosc hmmmm masowo przez pania rewolucjonistke w kazdym programie

        Mój ulubiony, autentyczny, cytat pani Gesler to: "Dupa, dupa, gó#$no".
        Powiedziała tak chyba w pierwszym odcinku KR - pewnie chodziło o "odbębnienie" ilości słówek zgodnie z licencją. ;-)
    • 12.04.11, 19:47
      Mendzic moze sie i pisze, ale ...raczej sie nie mowi - w ogole to jedno ze slow do unikania.
      Nie wylewajcie swoich gorzkich zalow nad moim losem, ja ani nie jesze, ani w zaden sposob nie cierpie z powodu sukcesow pani G, program ogladam bynajmniej nie w celu umartwiania sie a wprost przeciwpoloznie, jako rodzaj ni to kabaretu ni to groteski, do zadnej klasy nie pretenduje a "rewolucjonistce" naprawde chetnie bym ja przyznala, gdybym widziala cien powodu.
  • Powiadamiaj o nowych wpisach

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.