Dodaj do ulubionych

niebiańska rozkosz

IP: *.aster.pl / *.aster.pl 09.05.04, 18:27
kulinarne uniesienie... niebiańska rozkosz podniebienia...chwilo
trwaj...Doświadczyliście czegoś podobnego jedząc...no wlaśnie co? Zdradżcie
co was ostatnio zachwycilo w kuchni tak, że musieliście zdobyć
przepis.Podziel się wrażeniami i recepturą. Może ta potrawa ma więcej fanów?
Edytor zaawansowany
  • Gość: lomas IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.05.04, 20:21
    Teraz to sie może wydać śmieszne, ale naprawdę nie tak dawno temu, gdy o takich
    rarytasach u nas można było pomarzyć byłam u znajomych w Monachium i nigdy nie
    zapomnę jakie wrażenie zrobił na mnie pomidor, mozzarella z bazylią oliwą i
    octem balsamicznym.
    Pamietam jak wiozłam kilka doniczek bazylii i mozzarelle do domu i ten ból gdy
    zapasy sie skończyły...
    Dobrze że już nie muszę przemycać ziółek :)
    Pozdrawiam
  • Gość: CynamonowaMay IP: *.lubin.dialog.net.pl 10.05.04, 08:10
    Jest wiele rzeczy, którymi uwielbiam się delektować, ale teraz, odrazu
    pomyślałam o kremie kawowym, który jadłam kilka lat temu u mojej ciotki we
    Francji. Pierwszy raz jadłam taki specjał i odrazu się zakochałam. Kiedy na
    moją prośbę ciocia zrobiła go po raz durgi, pamiętam, że z podwójną porcją w
    wielkim szklanym pucharku, wyszłam z domu do ogródka, bo nie chciałam, żeby mi
    ktoś przeszkadzał w rozkoszowaniu się tym niebiańskim przysmakiem, cudo...

    Od tego momentu kremy i musy wszelkich smaków (najlepsze wg. mnie to kawowy,
    waniliowy, karmelowy, amaretto i cytryna) to moje ukochane desery, uwielbiam,
    do tego chwila spokoju, ciepły kącik i książka...tak niewiele do szczęscia
    potrzeba:):):)

    Pozdrawiam, CynamonowaMay!
  • Gość: Dillmah IP: *.acn.waw.pl 10.05.04, 11:39
    CynamonowaMay'a :) nie badz taka
    ...daj przepis od Cioci :)
    (i ja odkrylam swiat musow francuskich :)
  • Gość: CynamonowaMay IP: *.lubin.dialog.net.pl 10.05.04, 13:36
    Hi, hi, witaj Dillmah!

    Z chęcią podzieliłabym się tym francuskim przepisem, bo ja nie z tych co
    strzegą recept na swoje ulubione przysmaki, ale niestety dawno mi się
    zapodział. Oczywiście zaraz po tym jak go nie mogłam znaleźć, postarałam się
    odtworzyć z pamięci i teraz robię tak (jest chyba troszkę inaczej niż w
    oryginale, ale też pysznie:)

    KREM KAWOWY:
    3 łyzeczki żelatyny zalać niewielką ilością wody, by spęczniała, następnie
    mieszac z kilkoma łyżkami wrztąku aż się rozpuścić, zagotować.
    Ubić szklankę śmietany i wstawić do lodówki. W drugim naczyniu ubić pianę z 4
    białek, dodawać kolejno 3/4 szkl. cukru, zółtka, pół szkl. ostudzonego i dobrze
    odcedzonego naparu czarnej kawy i żelatynę.
    Połączyć z bitą śmietaną, powtórnie ubić i nałożyć do pucharków. Gdy troszkę
    zastygnie posypać wiórkami czekoladowymi.
    Smacznego!
  • Gość: CynamonowaMay IP: *.lubin.dialog.net.pl 10.05.04, 13:39
    A, zapomniałam, cukier oczywiście puder, a napar kawowy robię z 2 czubatych
    łyżeczek kawy!
  • Gość: Dillmah IP: *.acn.waw.pl 10.05.04, 14:17
    ...caluje raczki! :)

    bedziemy sie jakos odwdzieczac tylko zastanowie sie jeszcze czym...kulinarnym!
  • brunosch 10.05.04, 13:18
    Najświeższe i najmilsze wspomnienie to terrina z sera i łososia - tak pyszna
    przekąska, że uprosiłem o przepis i natychmiast go tutaj podałem :)))
    Ale częściej niż prośby o przepisy, uprawiam piractwo kulinarne - rozgrzebuję
    potrawę w celach analitycznych i próbuję odtworzyć ją w domu.
    --
    Samobójcy są czasami bardzo wybredni. Wiem coś o tym.
  • baky 10.05.04, 14:13
    brunosch napisał:
    > Ale częściej niż prośby o przepisy, uprawiam piractwo kulinarne - rozgrzebuję
    > potrawę w celach analitycznych i próbuję odtworzyć ją w domu.

    Tedy posłuchaj Szanowny! Mam To jeszcze świeżo na "twardym dysku" - w pamięci
    znaczy sję.
    W sobotę złowiłem pstrąga potokowego, bagatela - 59 cm i 2,3 kg wagi :o))
    -(łaskawy jest ten sezon dla mnie).
    Cza było coś z rubeńkią zrobić. Zrobiłem tak:
    Ostało się rosołu, a w lodówce od piątku koczowały szparagi. Tak więc,
    pokroiłem kropkowańca na steki (jak łososiowe), trąciłem czym cza i do lodówki
    na godzinę wstawiłem. Teraz szparagi (obrane :o)) pokroiłem wszerz na połówki i
    wrzuciłem na gorący olej do głębokiej pateli. Lekko podsmażyłem (dodałem do
    oleju trochę masła) i dałem pstrąga. Jeszcze 5 - 10 min. razem (pstrąg z obu
    stron) i do tego wlało się 1 i 1/2 szklanki rosołu. Dałem temu pod przykryciem
    dusić się 15 min. Po tym czasie wyjąłem szparagi i steki z kropkowanego, które
    pięknie ułożyłem na talerzach. Pozostały sosik trąciłem śmietaną i chrzanem
    (sporo), doprawiłem do smaku, a następnie polałem jadło.
    To było G E N I A L N E!
  • brunosch 10.05.04, 14:43
    Czy jest jakiś Święty Patron Wędkarzy?
    Strasznie Ci sprzyja, bo jak nie troćki, to inne pstrągi. jak mnie się raz
    udało złapać dwa rybięta wielkości kciuka, to rodzina powitała mnie gromkim:
    Witaj Hemingway'u!
    Skazany więc jestem na takie łowiska, z których żadna ryba nie zwieje, bo sobie
    już cichutko leżą. A to, co opisujesz, musiało być że hohoho!
    --
    ser to nie jest filadelfijski szlifierz!
  • baky 10.05.04, 14:56
    brunosch napisał:

    > Czy jest jakiś Święty Patron Wędkarzy?

    No nie wiem. Może Noe? Hmmm... ciekawym, na co Noe łowił ryby? Wszystkiego miał
    po parce... hmmm...

    > jak mnie się raz udało złapać dwa rybięta wielkości kciuka...

    Hihi... no, ryby się jednak łowi :o))

    > A to, co opisujesz, musiało być że hohoho!

    Owszem, było doskonałe! Bardzo mi podpasował chrzan ze szparagami. Świetnie się
    to uzupełniło. Ta "kompozycja" jest naprawdę dobra.
    Dotychczas jadłem je z masełkiem (gotowane), z bułką tartą, a tu postanowiłem
    trochę inaczej (może to tylko dla mnie nowość?) i pasowało! Przyznam, że byłem
    z siebie dumny.
  • brunosch 10.05.04, 15:11
    baky napisał:
    > No nie wiem. Może Noe? Hmmm... ciekawym, na co Noe łowił ryby? Wszystkiego
    miał po parce... hmmm...

    Jak się nad tym zastanowić, to potop musiał być wielkim benefisem dla ryb.

    > Hihi... no, ryby się jednak łowi :o))

    Się nie łowi, się je zanudza na śmierć widokiem wędki. W końcu jakaś zawiąże
    sobie na czole białą hustę i jako ten kamikadze popełni selbstmord na haku.
    --
    ser to nie jest filadelfijski szlifierz!
  • baky 10.05.04, 15:43
    brunosch napisał:

    > Się nie łowi, się je zanudza na śmierć widokiem wędki. W końcu jakaś zawiąże
    > sobie na czole białą hustę i jako ten kamikadze popełni selbstmord na haku.

    :o))))))
    Rozumiem, że mówisz za siebie - to oczywiste.
    W tym wypadku - faktycznie - można powiedzieć , że się ryby ŁAPIE, hihi...

    PS. Nie zdziwiłbym się gdyby Noe, okazał się prekursorem muszkarstwa, a kręcił
    muchy z brody i wąsów własnych.
  • Gość: kluba1 IP: *.we.client2.attbi.com 10.05.04, 16:52
    Wlasnie tak sie ostatnio delektuje potrawa z nowego miejsca w mojej okolicy
    serwujaego jedzenie chinskie. Potrawa nazywa sie " shrimps with walnuts" -
    niby proste ale w smaku cudo!! Na warstwie kwiatuszkow brokulow przygotowanych
    na parze ( nie ociekaja w ten sposob woda) jest warstwa sporych krewetek, mam
    wrazenie ze szybko "zarozowionych" w bardzo niewielkiej ilosci moze rosolu z
    bardzo mala iloscia corn starch ( jest taka mala przylepnosc sosu do krewetki ,
    ale BARDZO mala)polanych bialym , slodkim sosem. Dluugo myslalam, co jest w tym
    sosie i doszlam do nastepujacego, szokujacego wniosku : orzechy wloskie w
    polowkach , sa podgrzewane ( nie moga byc za bardzo podsmazone dlatego
    napisalam podgrzewane, bo sa chrupkie, ale w dalszym ciagu soczyste,
    cos jak pieczone kasztany, mozliwe, ze sa do tego brane nie obsuszone orzechy)
    a pozniej podlewane - skondensowanym , slodkim mlekiem !! Calosc- PYCHA!! Sos
    wychodzi dosyc gesty ale nie zupelnie taki ciagnacy sie jak mleko skondensowane
    z puszki, ma wspanialy "orzechowy" aromat. Ostrzegam : to jest moje
    zrozumienie tej potrawy - z kucharzem nie moge sie porozumiec - nie mowi on po
    angielsku. Pycha niesamowita !! Nie czuje sie soli ani zadnych innych przypraw
    tylko mleczna slodycz z aromatem orzechow wloskich . Ciekawa jestem, czy ktos
    to kiedys jadl lub przygotowywal i czy naprawde dobrze rozpoznalam skladniki
    potrawy ??
  • Gość: Camille IP: *.snvacaid.dynamic.covad.net 10.05.04, 22:23
    Taka "niebianska rozkosz" funduje sobie raz w roku od kilku lat na urodziny-
    jest to Princess cake /czyli tort ksiezniczki/ od jednego z lokalnych
    cukiernikow. Podobno jego pochodzenie jest skandynawskie, ale jest to
    absolutnie najlepszy kupny tort jaki jadlam w zyciu/po prostu Skandynawia nigdy
    nie kojarzyla mi sie z niczym dobrym do jedzenia, oprocz ryb oczywiscie, sorry
    jesli urazilam czyjes uczucia..../.
    To ciasto jasnego koloru, troche "biszkoptowate", przeciete na pol, posmarowane
    cieniutka warstwa konfitur malinowych, na to warstwa kremu waniliowego,
    wierzchnia czesc ciasta jest pocieta w kawalki ktore sprawiaja, ze ciasto
    przybiera ksztalt kopuly, cala wierzchnia czesc ciasta okryta jest bita
    smietana i to wszystko pokryte warstwa cienkiego marcepanu- w przypadku "mojej"
    cukierni jest on zawsze w kolorze seledynowym, z blado-rozowymi rozyczkami z
    kremu. Ale spotkalam sie z roznymi wersjami koloru marcepanu na tym torcie-
    bezowym, bialym i niebieskim. Sa przepisy w internecie, ale przeraza mnie ten
    marcepan, a konkretnie jego nalozenie-sprawa chyba trudna, wiec raz do roku
    fundne sobie wielka przyjemnosc bez wielkiej pracy!

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka