• drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego

Zakwas buraczany do picia lub zakwaszania barszczu Dodaj do ulubionych

  • 14.06.04, 20:37
    Pisałem o tym w wątku "A co robicie z przedwczorajszym chlebem" ale może ktoś
    się interesuje barszczem a nie czyta wątków o chlebie. Warto wiedzieć czego
    nie robić żeby nie zepsuć zakwasu.

    Wybieram na bazarze lub w jarzyniaku buraki pełne, ciemne, takie sokowe. Myję
    z ziemi, obieram cienko, kroję w półplastry (lepiej sie kroi połówki niz
    kolebiący sie na wszystkie strony burak) i do słoja, najlepiej dużego
    wielolitrowego. Co jakiś czas wrzucam rozgniecione na desce ząbki czosnku.
    Napełniam słój do 3/4 objętości i zalewam przegotowaną ostudzoną wodą tak
    żeby buraki dobrze przykryć, (moze być i kranówa, zależy gdzie kto mieszka,
    ja w W-wie) i nakrywam kilkoma płatkami gazy lub szmatką żeby sie muszki
    octówki tam nie dostały. Nic więcej nie daję! Żadnych skórek czy kromek
    chleba! Żadnych liści wiśniowych, chrzanowych czy selerowych (co nie znaczy,
    że te różne liście nie mogą dodać jakiegoś extra dodatkowego posmaczku).
    Buraki woda czosnek!
    Trzymam je tak w spokju 5 dni po czym zlewam zakwas (np. przy pomocy
    rurki polietylenowej) i powtarzam operację zalewania ostudzoną przegotowaną
    wodą. Znów pięć dni i mam kolejny zakwas - nieco słabszy ale takoż
    wyśmienity!!! Do trzech razy sztuka choć ostatnio miałem tak soczyste buraki,
    że i czwarty raz nalałem i dziś właśnie zlałem. Jasne, że znacznie cieńszy
    od "pierwszego zlewania" ale ciągle smaczny.
    Pierwszą zlewkę chowam do lodówki na dolewki do czerwonego czystego gorącego
    barszczu winnego, którym popijam wszystko co gorące - pierogi, gołąbki,
    sajgonki, bigos, grzyby, itp. oraz zimne np. chleb ze smalcem i skwareczkami.
    2 i 3 zlewkę pijam na zimno jak kompot, kwaśne mleko czy wodę po ogórkach,
    rozcieńczone przegotowaną wodą i posolone trochę do smaku jak sok pomidorowy.
    Otóż sok pomidorowy zmieszny z takim zakwasem jest wyjątkowo pyszny!!!
    Fantastyczny jest również barszczyk pomidorowy!
    Pozdrawiam
    Andrzej
    Edytor zaawansowany
    • 14.06.04, 21:43
      A ja zakwaszam bez czosnku, ale z prawdziwym chlebem. Tzn. takim bez
      ulepszaczy, pieczonym na uczciwym zakwasie. A reszta, tzn. woda, gaza, itd. -
      tak jak w Twoim przepisie.
      • Gość: Aga* IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.06.04, 13:25
        Ja daję jeszcze koper, kiedy jest taki suchy jak do ogórków kisonych lub
        nasiona (kiedy nie ma) - poza tym wszystko tak samo. Pycha !!!
    • 15.06.04, 16:50
      Jak go używacie? Na zimno czy na gorąco? A.
      • 15.06.04, 16:52
        Na gorąco, bo latem na buraczkach robię chłodnik.
    • 15.06.04, 20:03
      qubraq napisał:

      > Trzymam je tak w spokju 5 dni po czym zlewam zakwas (np. przy pomocy
      > rurki polietylenowej) i powtarzam operację zalewania ostudzoną przegotowaną
      > wodą.

      Ja poproszę o wytłumaczenie, jak krowie na granicy : jak Ty zlewasz ten kwasik?
      Pozdrawiam!
      --
      Skrytobójcy są wśród nas!
      • 15.06.04, 20:50
        Ja zlewam przez gazę, żeby nie dostały się żadne farfocle.
      • 17.06.04, 14:07
        saiss napisała:

        > Ja poproszę o wytłumaczenie, jak krowie na granicy: jak Ty zlewasz ten kwasik?
        > Pozdrawiam!
        Jestem pewny, że gdybym taką piękną krówkę na granicy spotkał to bym ino
        patrzył i patrzył... zpomniawszy języka w gębie.
        Ściąganie rurką (tzw. lewarem hydraulicznym) przypomina ściaganie benzyny ze
        zbiornika (Twój tato lub brat na pewno Ci pokażą a rurkę poliwinylową fi 4 mm
        kupisz w sklepach motoryzacyjnych), ale na ogół roztwór jest czysty więc po
        prostu przechylam słój i ręcznie przytrzymuję buraki usiłujące mi wylecieć ze
        słoja. Większych pojemników nie ma sensu używać bo za tydzień można znów sobie
        nastawić buraczki, prawda?
        Ja podobnie jak Ty uwielbiam pierogi (szczególnie tzw. "ruskie"), kluski
        wszelakiej maści no i kartofelki takoż!
        Pozdrowienia
        Andrzej
        • 17.06.04, 14:43
          Pamiętam, że jak byłam mała i stwierdzono u mnie anemię, to mama nastawiała
          właśnie taki zakwas z buraków i dostawałam go do picia. Smakował mi, ale sama
          nigdy nie robiłam. Dotąd barszcz czerwony zakwaszałam cytryną, ale spróbuję z
          zakwasem. Dzięki za przepis.
          Kasia
        • 17.06.04, 20:14
          qubraq napisał:


          > Jestem pewny, że gdybym taką piękną krówkę na granicy spotkał to bym ino
          > patrzył i patrzył... zpomniawszy języka w gębie.

          Dziękuję za komplement :)

          > Ja podobnie jak Ty uwielbiam pierogi (szczególnie tzw. "ruskie"), kluski
          > wszelakiej maści no i kartofelki takoż!

          No to się rozumiemy. Muszę wypsróbować ten kwas.
          Pozdrawiam serdecznie!
          --
          Skrytobójcy są wśród nas!
    • 17.06.04, 15:32
      Ja sie przyznam, że kiedyś też tak jak moja mama, babcia i wszystkie kobiety z
      rodziny zakwaszałem barszcz z dodatkiem kromki chleba razowego tzw. bombowca
      (komiśnego z wojskowej piekarni). Ale zawsze miałem piane na wierzchu,
      pleśnialo mi to, fermentowało w słoiku no i nie było przyjemne w smaku aż raz
      wreszcie przypadkiem, chyba żonie na złość, nie dałem chleba za to zwiększyłem
      dwukrotnie ilość czosnku... no i wyszło! robię tak do dzisiaj.
      Nawet do bigosu, zamiast czerwonego wina wytrawnego, dodaję właśnie zakwasu
      buraczanego. Ale to mało, kiedyś gdy wino z dzikiej róży wyszło mi zbyt słodkie
      to zezłoszczony dolałem trochę zakasu. Na początku było dziwnie bo wino różane
      pachniało czosnkiem ale po jakimś czasie straciło ten zapach a smak jego był
      niesamowity, ale nie był zły!
      Andrzej
      • 17.06.04, 15:40
        Ja dodaję kromkę chleba do kwaszenia, pleśń zbieram, zakwas zlewam przez gazę i
        nie ma później pleśni w słoiku. Jeśli w trakcie kiszenia wytrąca się zielona
        pleśń - zakwas wywalić. Jeśli tylko biała, zbierać.

        Spróbuję Twojego sposobu z kiszeniem z czosnkiem.

        A do gotowania barszczu dodaję zawsze czerwone wino.
        • 17.06.04, 16:13
          hania55 napisała:

          >... do gotowania barszczu dodaję zawsze czerwone wino.

          Nigdy na to nie wpadłem, ale czy potem jeszcze czymś go zakwaszasz czy starczy
          Ci to co w winie ? A.
          • 17.06.04, 16:17
            Zakwaszam cytryną. Wina dodaję dla większej złożoności smaku i dla koloru.
            Czasami dodaję parę (dosłownie parę) kropel octu balsamico. Suszony prawdziwek,
            duuuuuużo czosnku, szczypta cukru.
            • Gość: Cynamoon IP: *.it / 62.233.189.* 17.06.04, 19:35
              Robilam wiele razy, z chlebem ale draznila mnie ta plesn i jej zapaszek.
              Sprobuje bez.
              Tylko czy o tej porze sa jeszcze dobre buraki???
              Bo mnie sie wydaje, ze stare juz za stare a mlode jeszzce za mlode...
              alez ja bym sie napila teraz takiego zakwasu...
              • 17.06.04, 20:16
                Spróbuj na młodych. Stare już pewnie lekko przywiędnięte i z piwnicznym
                zapaszkiem. Ja mam jeszcze butelkę zakwasu od zimy. W lodówce może stać nawet
                kilka miesięcy. Wykorzystam na chłodnik :-)
    • 17.06.04, 23:28
      Zakupy robię u siebie koło Wilanowa i nie dalej niż dziś widziałem takie piękne
      buraki ćwikłowe sokowe, a jakże, duże czerstwe nawet chciałem wziąć na zapas ze
      3 kilo, dopiero co prawda zrobiłem kilka litrów zakwasu ale to pójdzie w try
      miga. Przyznaję się: nie wiem czy to były stare czy już takie piękne młode.
      Droga "Sajnamuun", tam u Ciebie w Lublinie na starym mieście między zamkiem a
      ul. Okrzei był kiedyś bar w którym można było (za komuny) napić się zakwasu.
      Ile razy byłem na Mełgiewskiej w mojej Fabryce (ja ją projektowałem!) to nie
      jadłem mimo zaproszenia w stołówce tylko gnałem na górę na stare miasto do tego
      baru na pierogi tzw. "ruskie" i zakwas, który na moją prośbę dziewczyny mi
      podgrzewaly mocno a ja sobie juz przy stoliku doprawiałem solą i pieprzem.
      Byłem tam przez wiele lat stałym klientem.
      Andrzej
      • Gość: Cynamoon IP: *.it / 62.233.189.* 18.06.04, 18:04
        Prosze, prosze ;-)))

        A tego baru to juz na pewno nie ma!
        Jedynym reliktem z tamtych czasow jest Bar Mleczny Raclawicki, ostatni w
        Lublinie.
        Chociaz ostatnio remont tam robia, co moze zwiastowac koniec baru...
        Szkoda...
        Pewne smaki sa niezapomniane.
        • 19.06.04, 20:39
          Gość portalu: Cynamoon napisał(a):

          > Prosze, prosze ;-)))
          > > A tego baru to juz na pewno nie ma!
          > Jedynym reliktem z tamtych czasow jest Bar Mleczny Raclawicki, ostatni w
          > Lublinie.
          > Chociaz ostatnio remont tam robia, co moze zwiastowac koniec baru...
          > Szkoda...
          > Pewne smaki sa niezapomniane.

          Taak..., ostatni raz byłem w Lublinie w 2000 r. wizytowałem budowę nowej
          malarni samochodów DAE-WOO; wystawiono mnie koreańskiemu dyrektorowi budowy na
          pożarcie, żebym go zabawiał opowiadaniem bajek podczas gdy koledzy moi z innych
          branż próbowali jakoś przeforsować ze swoimi koreańskimi partnerami swoje
          pomysły. Ja nie uczestniczyłem w tych targach ponieważ moje wymogi
          (przeciwpożarowe) były bezdyskusyjne - albo im podpiszę pod względem ppoż albo
          będą tak długo zmieniać aż będzie dobrze czyli bezpiecznie dla pracujących tam
          ludzi oczywiście Polaków!
          Wspomnienia, wspomnienia, ten salon Pegeota vis-a-vis Fabryki Samochodów też ja
          projektowałem a ten ogromny hypermarket francuski ciutkę dalej też zaczynałem
          ale Francuzi wstrzymali trochę no i odpadliśmy od tematu.
          Ciekawostka - mój Wojtek jest asystentem na grafice na warszawskiej ASP.
          Pozdrowienia
          Andrzej
          • 19.06.04, 21:05
            A ja skończyłam tam malarstwo :))
            --
            mam nadzieję, że nie użyłam słowa "aha", a jeżeli użyłam - mam nadzieję, że nie
            napisałam go przez "ch" :o)
            • 19.06.04, 21:24
              krasnowo napisała:

              > A ja skończyłam tam malarstwo :))
              A mój Wojtek też - 2 lata temu u prof. Czaji- ale mu grafika bardziej pasuje.
              Razem z nim kończyła wnuczka Chełmońskiego - Agnieszka, której sztuka mi
              bardziej przypadła do gustu niż mojego syna (wstyd!). Ja byłem eksternem na I
              roku przeszło 40 lat temu u prof. Kobzdeja ale musiałem kończyć swoje studia
              lotnicze i iść do roboty...
              A.
              • Gość: krasnowo IP: *.sejny.sdi.tpnet.pl 19.06.04, 22:09
                W '95 zrobiłam dyplom ( hmmm... to już tyle czasu...) u prof.Gostomskiego,
                Czaji nie kojarzę niestety, jako malarz też niestety jest mi nieznany (muszę
                poszukać w Internecie), zatęskniło mi się i za ASP i za Warszwą - będę musiała
                zorganizować sobie mały wypad - przy okazji uzupełnię zapasy herbatki :)))
                • 20.06.04, 08:49
                  Czy do sporzadzenia zakwasu buracznego nie daje sie soli?
                  • Gość: krasnowo IP: *.sejny.sdi.tpnet.pl 20.06.04, 12:01
                    ja dodaję - i sól, i cukier.
                  • 20.06.04, 13:45
                    dan8 napisała:

                    > Czy do sporzadzenia zakwasu buracznego nie daje sie soli?

                    Ja nie dodaję = tylko buraki, woda przegotowana i czosnek; doprawiam dopiero
                    później. Wczoraj kupiłem sobie "kołduny" na tacce firmy Greenex SA, (są bardzo
                    smaczne i dobrze zrobione) i zjadłem z gorącym czerwonym barszczem, w którym
                    1/3 stanowił rzeczony zakwas, 1/3 smak grzybowy a resztę zwykły czysty jarski
                    barszcz czerwony gotowany na włoszczyźnie. Doprawiłem go m.in. utartym
                    kminkiem, koperkiem zielonym i ... kindzą czyli zieloną kolendrą (tzn. tym co
                    Pichciarz i Camille nazywają "silantrą" ). Wiecie jaki barszcz był smaczny;
                    sporo mi zostało więc było czym popijać drugie danie. Ale smak z powodu
                    kolendry niesamowity!
                    Andrzej
                • 20.06.04, 20:58
                  Gość portalu: krasnowo napisał(a):

                  > Czaji nie kojarzę niestety, jako malarz też niestety jest mi nieznany (muszę
                  > poszukać w Internecie), zatęskniło mi się i za ASP i za Warszwą - będę
                  musiała
                  > zorganizować sobie mały wypad - przy okazji uzupełnię zapasy herbatki :)))

                  Prof. Czaja chodzi z laską; wysoki, potężnie zbudowany. A.
                  • Gość: Cynamoon IP: *.it / 62.233.189.* 04.07.04, 18:26
                    No i wlasnie pije zakwasik, zrobiony bez chleba, z samym czosnkiem.
                    Rewelacja!
                    Wczoraj zalalam buraki po raz drugi i przyszlo mi do glowy, ze przeciez mzona
                    zalac je ciepla woda (goraca sie nie odwazylam)i troszeczke osolilam.
                    Dzis rano smakowal jakby stal kilka dni!
                    I zaczelam sie zastanawiac, ze przeciez ogorki kisi sie zalewajac goraca woda z
                    sola, wiec dlaczego buraki letnia?
                    Czy jest jakas regula?

                    Btw, Andrzeju, ja tez grafik, tylko troche nieudaczny bo od dwoch lat marudze z
                    dyplomem i zrobic nie moge. We wrzesniu ostatnie podejscie ;-)
                    Pozdrawiam.
                    • Gość: krasnowo IP: *.sejny.sdi.tpnet.pl 04.07.04, 19:01
                      Robię w wersji trochę bogatszej (daję jeszcze włoszczyznę i jabłko),
                      przyprawiam od razu i zawsze zalewam gorącą wodą - jeszcze nigdy nie miałam
                      żadnej wpadki. Pozdrawiam Agata
                    • 04.07.04, 19:24
                      Gość portalu: Cynamoon napisał(a):

                      > No i wlasnie pije zakwasik, zrobiony bez chleba, z samym czosnkiem.
                      > Rewelacja!
                      > Wczoraj zalalam buraki po raz drugi i przyszlo mi do glowy, ze przeciez mzona
                      > zalac je ciepla woda (goraca sie nie odwazylam)i troszeczke osolilam.
                      > Dzis rano smakowal jakby stal kilka dni!
                      > I zaczelam sie zastanawiac, ze przeciez ogorki kisi sie zalewajac goraca woda
                      z
                      >
                      > sola, wiec dlaczego buraki letnia?
                      > Czy jest jakas regula?
                      >
                      > Btw, Andrzeju, ja tez grafik, tylko troche nieudaczny bo od dwoch lat marudze
                      z
                      >
                      > dyplomem i zrobic nie moge. We wrzesniu ostatnie podejscie ;-)
                      > Pozdrawiam.

                      Cześć kochana [Sajnamuun], szczerze mówiąc nie wiem dlaczego, mama robiła to
                      ostudzoną wodą to i ja robię ale prawdę mówiąc zalewam ciepłą jeszcze (ale nie
                      gorącą!) - z tego samego powodu co Ty; natomiast nie solę jej żeby nie
                      pozabijać, jak myślę tych dobrodusznych stworzonek robiących tam w słoju to co
                      nam tak smakuje (choć zastanawiam się dlaczego czosnek nie robi im krzywdy a
                      jednocześnie być może zwalcza pleśnie, cholera - nie wiem!!! nie jestem
                      technologiem żywności). Moze ktoś mądrzejszy to wyjaśni głośno, ok?

                      To mówisz, że nie poznałbym teraz Lublina, że tam na górze wszystko się
                      zmieniło; Eh! Tamto już się wróci; tam na górze był taki mały szpital w zaułku.
                      Czy coś się buduje - jakiś wielki hypermarket vis-a-vis Fabryki SC na ulicy
                      Mełgiewskiej, nie wiesz?

                      No to górą graficy, mój Wojtek asystuje u prof. Krzysztofa Wyznera, jeśli Cię
                      interesuje kontakt z nim to napisz do mnie na priv Gazety, odpowiem!
                      Niech żyje zakwasik buraczany!
                      A.
                      • Gość: krasnowo IP: *.sejny.sdi.tpnet.pl 04.07.04, 20:58
                        Z tą solą Qbraqu to jakiś przesąd musi być :o)) - kwas buraczany uczyłam się
                        robić od babci - zawsze soliło i pieprzyło się go od razu, zalewało gorącą wodą
                        i nie było możliwości, żeby nie wyszedł, zresztą przecierz tak samo robi się
                        ogórki kiszone i nikt nigdy nie słyszał, żeby solić je po zakiszeniu :o)
                        Sól w żaden sposób nie wpływa na żywotność bakterii fermentacji mlekowej, jako
                        beztlenowce muszą natomiast mieć zapewniony brak dostępu tlenu do naczynia z
                        kiszonką - dlatego np. ubija się kapustę. Pozdrowienia - Agata
                        • 04.07.04, 22:18
                          Gość portalu: krasnowo napisał(a):

                          > Z tą solą Qbraqu to jakiś przesąd musi być :o)) - kwas buraczany uczyłam się
                          > robić od babci - zawsze soliło i pieprzyło się go od razu, zalewało gorącą
                          wodą
                          >
                          > i nie było możliwości, żeby nie wyszedł, zresztą przecierz tak samo robi się
                          > ogórki kiszone i nikt nigdy nie słyszał, żeby solić je po zakiszeniu :o)
                          > Sól w żaden sposób nie wpływa na żywotność bakterii fermentacji mlekowej,
                          jako
                          > beztlenowce muszą natomiast mieć zapewniony brak dostępu tlenu do naczynia z
                          > kiszonką - dlatego np. ubija się kapustę. Pozdrowienia - Agata

                          Aga, to po prostu moja niewiedza, Ty mówisz jakies bakterie fermentacji
                          mlekowej, beztlenowce... o rany to strasznie skomplikowane. Wcale nie jestem
                          pewny czy moja mama soliła czy nie tak mi sie po prostu wydawało bo potem
                          zawsze sobie dolewałem do zakwasu trochę przegotowanej wody i soliłem do picia.
                          Niestety tak mi życie przeciekło między palcami, że nie zdążyłem mamy zapytać
                          tysięcy strasznie pożytecznych rzeczy, m.in. i tego też. Obydwie moje babcie
                          przeszły na drugą stronę 80-90 lat temu, rodzice 30 lat temu, ileż można było
                          pytać ku obopólnej korzyści i radości...
                          Wolę wierzyć Twojej babci niż swojej pamięci. Ogórków jeszcze nie kwasiłem ani
                          nie brałem w tym udziału. Akurat tego z czasów zajęć gospodarskich w domu
                          dziecka nie pamiętam!
                          Andrzej

                          • 04.07.04, 22:33
                            No przecież ja też wcale taka mądra nie jestem :)) to o bakteriach wzięłam z
                            knigi :), ale solić - zawsze solę - i jest dobrze.
                            --
                            www.krasnowo.webpark.pl
                            • Gość: Cynamoon IP: *.it / 62.233.189.* 05.07.04, 14:51
                              Wiecie co? Zdaje sie , sa dwie szkoly kwaszenia burakow.
                              Rozne w roznych ksiazkach kucharskich. Ciekawe dlaczego?
                              Ja zazwyczaj robilam bez soli i z letnia woda a teraz zrobilam inaczej.
                              Wydaje mi sie jednak, ze zalewany goraca i solony zakwas smakuje troche inaczej.
                              Zajrze jeszcze do mojej ulubionej ksiazki kucharskiej z (chyba) 1939 (!) roku.
                              Tam jest mnostwo anegdotek i tlumaczen dlaczego cos robi sie tak a nie inaczej
                              i jak bedzie cos ciekawego na ten temat, podziele sie tym z Wami.

                              I jeszcze mi sie przypomnialo, ze pare lat temu jadlam u kolezanki mieszanke
                              kiszonych warzyw. Przyniosla cos takiego z piwnicy do obiadu.
                              W sloiczku byly kawalki marchewek, kalafiory, zabki czosnku, kawalki kapusty,
                              pietruszka, seler i pewnie jeszcze inne. Bylam tym zachwycona a jej mama
                              powiedziala mi, ze robi sie to tak samo jak ogorki kiszone.
                              Zamierzam sprobowac zrobic taka mieszanke!

                              Andrzeju, Lublin bardzo sie zmienil. Ciagle cos dobudowuja i przebudowuja.
                              Ale i tak to bardzo lewniwe miasto ;-) choc dosc ladne.
                              Tych okolic o ktorych piszesz nie znam zbyt dobrze (mieszkam niemal w centrum,
                              w poblizu szpitala wojskowego), ale o ile wiem, nie ma tam hipermarketu, chyba
                              po prostu jest tam niezabudowany teren.
                              A Twojego syna chetnie bym o cos graficznego zapytala (z nieba mi spadasz!) to
                              tez dziekuje Ci za propozycje napisania. Uczynie to, jak bede sprawna umyslowo,
                              bo jeszcze biore silny antybiotyk, po ktorym czuje sie lekko kolowata i nie
                              rozumiem co sie do mnie mowi :-)
                              Pozdrawiam
                              • Gość: krasnowo IP: *.sejny.sdi.tpnet.pl 05.07.04, 16:25
                                Nigdy nie zapomnę targu - gdzieś w okolicach Soczi (byłam tam z rodzicami na
                                wczasach - miałam jakieś 12 lat) i stoiska z kiszonkami ! Fasolka szparagowa,
                                czosnek (całe głowki), paryka, buraki, marchewki, kalafiory (w całości),
                                kapusty - w całości, nakrojone na krzyż, z burakiem w środku, o ogórkach nie
                                wspomnę, bo w tym zestawie wydawały się wręcz banalne. Od tego czasu wielkim
                                sentymentem darzę wszystkie kiszonki i dużo ich robię - marcheweczki i
                                kalafiora nie robiłam, ale paprykę, cukinię, czosnek i fasolkę szparagową -
                                regularnie, z tej ostatniej pyszna zupa w zimie (ogórkowa inaczej :o))
                                • Gość: Cynamoon IP: *.it / 62.233.189.* 05.07.04, 16:56
                                  WOW! Ja tez bym nie zapomniala takiego targu!
                                  Ciekawe, dlaczego kiszenie innych warzyw niz ogorki i ewentualnie buraki jest
                                  zupelnie niepopularne!?!?
    • 05.07.04, 17:16
      Drogie Dziewczyny, niestety o kiszonkach zupełnie pojęcie nie mam, bo tak
      naprawdę to żaden kucharz ze mnie, ot-co! i "Vesna" miałaby rację mówiąc "d...
      nie facet!".
      Co do Wojtka to możesz pisać do mnie również na <qubraq@o2.pl>.
      A.
    • 21.07.04, 22:54
      Faktycznie, zalewam buraki wręcz gorącą wodą i mocno 2 x dziennie mieszam
      kopyścią i po trzech dniach zakwas juz jest dobry. Dzięki dziewczynom za
      naukę!!!
      A.
  • Powiadamiaj o nowych wpisach

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.