Dodaj do ulubionych

Plagiat zamiast dzieła

24.07.12, 20:18
Rozkręca się afera z kradzieżą metodą wytnij-wklej:

Dziś Magdalena Makarowska, z zawodu dietetyczna, wydała specjalne oświadczenie, w którym tłumaczy, że użyła w książce "różnych przepisów, w tym pochodzących od znajomych i pacjentów". "Choć to wyjaśnienie może brzmieć naiwnie, tak było. Korzystałam z bazy własnych i zasłyszanych pomysłów i treści, których część - jak się okazuje - ma swoje miejsce w sieci" - czytamy w oświadczeniu. Makarowska zapewnia, że jest już w kontakcie z "zainteresowanymi osobami" i że będą wspólnie szukać satysfakcjonującego dla wszystkich rozwiązania.

Wydawnictwo Feeria informuje na swojej stronie, że na czas wyjaśnienia kontrowersji wstrzymano sprzedaż książki.


Tyleż brzmi to naiwnie, co nieprawdopodobnie.
Nie tyle dziwi mnie kradzież treści z netu, tylko brak śladu - choćby najmniejszego - ich przetworzenia. Dlaczego? Chyba ze chodziło o 'napisanie' ksiązki w jeden wieczór.


--
feminists aren’t humorless just because your jokes suck
Edytor zaawansowany
  • kropkaa 24.07.12, 20:34
    Też nie mogę sobie wyobrazić jak można być aż tak głupim.
    Najbardziej znane blogi, przecież to nie mogło nie wypłynąć.
  • bene_gesserit 24.07.12, 20:38
    Ktoś kto ma ambicje i parcie na szkło, ma za dużo do stracenia żeby się tak naiwnie podkładać. Przemyślałam sprawę i wydaje mi się, ze jej ktoś to napisał. Zleciła napisanie. Zapłata pewnie była okazyjna, więc i taka okazała się być jakość 'dzieła'.

    --
    dont hejt de pleja, hejt de gejm
  • kropkaa 24.07.12, 20:50
    Też to obstawiałam.
    Ale mnie co innego jeszcze dziwi. To są naprawdę znane blogi, jeśli ktoś się interesuje się tematem to tam zagląda. Nikt się nie kapnął? Ani "autorka", ani wydawnictwo?
  • pani.serwusowa 25.07.12, 17:50
    Ktos jej pisal te ksiazke? To lgala w takim razie w telewizji, mowiac, ze nie zgodzilaby sie podpisac pod praca ghost writera. W te, czy wewte - kobieta klamie.

    A najzabawniejsze jest to, ze ona sama tez byla blogerka.
    --
    Zmysły w kuchni
  • kropkaa 26.07.12, 12:27
    Wiesz co, nie wiem kto i czy w ogóle, ale oglądając ten jej wywiad jakoś tak przekonywująca była, jakby naprawdę nie wiedziała, że te przepisy są powszechnie znane. No chyba że tak potrafi kłamać. Choć niby też zapewniała, że to jej "dzieło".
  • bene_gesserit 27.07.12, 20:18
    Zaraz tam blogerką. Dwa przepisy, ze zdjęciami niewiadomego pochodzenia.
    --
    Moja mama ma Nobla z fizyki, mój tata pracuje w przedszkolu.
  • tralalumpek 24.07.12, 20:57
    ...najbardziej znane blogi...a coz innego blogerzy robia, tez kopiuje ile wejdzie
    jedni mniej drudzy bardziej bezczelnie i doslownie
    nie bronie autorki ksiazki bo tak naprawde nie wiem ile w tych emochacj prawdy
    media sa niesamowite jezeli idzie i rozdmuchanie i iskry pozaru
  • kropkaa 24.07.12, 21:17
    Blog to nie jest dysertacja naukowa na podstawie 10-letnich badań tylko zbiór wypróbowanych przepisów. Ktoś szuka przepisu, piecze, udoskonala, fotografuje, podaje źródło, albo wymyśla sam. I tyle. Nic więcej od bloga nie oczekuję. Rozpraw filozoficznych szukam w bibliotece.
  • Gość: Marek IP: *.37.174.134.dyn.user.ono.com 24.07.12, 21:25
    W wiekszosci, blogi kulinarne sa "chore". Przerost formy nad trescia. Zamiast przekazywac wlasne, nawet skromne doswiadczenia, przescigaja sie z innymi blogami w ilosci czy "dziwnosci" przepisów. Rozumie ambicje ale nie chore. Inna rzecz to zdrowe, osobiste poszukiwania i kreatywnosc ... ale wlasna. Co do praw autorskich (bardzo trudne w gastronomii) i szczególnie fotografi, powinny byc przestrzegane.
  • kropkaa 24.07.12, 21:37
    Swoje skromne doświadczenia mam. Nie mam czasu, szkoda mi pieniędzy na kombiniowanie. Po to wchodzę na blog. Bo wiem, że ktoś to wypróbował i udoskonalił po to, bym ja nie musiała. Klikam 'Donate', bo uważam, że będzie uczciwe, jeśli wspomogę moją ulubioną blogerkę. I jeśli nie będzie musiała się zastanawiać, czy ma na masło, to ja sporo skorzystam. Nie potrzebuję skromnych doświadczeń, potrzebuję pięknych i smacznych pewniaków.
  • kuchniazone 24.07.12, 21:48
    nie chodzi o przepis, chodzi o pomysł na przepis, aranżację, opis, pomysł
    to jest zerżnięte
    bo że jajecznica, to tłuszcz i dwa jajka każdy wie i nic nowego w temacie prócz dodatków nie wymyśli
    --
    kuchniazone.blogspot.com/
  • pani.serwusowa 25.07.12, 17:45
    Otoz to! Przepis jako idea nie jest chroniony (i bardzo dobrze!), ale juz konkretny opis wykonania ubrany w konkretny jezyk podlega ochronie prawnej, nawet jesli jest udostepniony nieodplatnie. W ksiazkach (wiem o dwoch) znalazly sie zywcem skopiowane teksty, nie tylko przepisy, ale osobiste przemyslenia, opisy doswiadczen (karmienie piersia), zamieniono chyba tylko syna na corke, czy odwrotnie. To jest zlamanie prawa, czerpanie korzysci finansowych poslugujac sie kradzionymi tresciami.
    --
    Zmysły w kuchni
  • kajaanna 24.07.12, 21:06
    Dziś Magdalena Makarowska, z zawodu dietetyczna, wydała specjalne oświadczenie, w którym tłumaczy, że użyła w książce "różnych przepisów, w tym pochodzących od znajomych i pacjentów"

    I jak mamy zrozumieć, zdjęcia z blogów też ze sobą przynosili?
  • linn_linn 24.07.12, 21:17
    Nalezy rozumiec, ze teraz chodzi sie do dietetyka z wlasnymi przepisami i jeszcze placi?

    www.centrum-natura.pl/jedz%20pysznie%20razem%20z%20dzieckiem.html
    "W mojej książce „Jedz pysznie… razem z dzieckiem” pojawiły się przepisy i fragmenty komentarzy, obecne na blogach i w źródłach internetowych prowadzonych przez inne osoby."
    Przepisy przepisami, a komentarze skad sie wziely w ksiazce?
  • kropkaa 24.07.12, 21:19
    > Przepisy przepisami, a komentarze skad sie wziely w ksiazce?

    No, myślała, że to pacjenci komentowali ;-)
  • kuchniazone 24.07.12, 21:49
    liczę na przykładne, publiczne i sprawiedliwe ukaranie tej pożal się "pisarki"

    --
    kuchniazone.blogspot.com/
  • krysia2000 24.07.12, 21:54
    Polski food porn wchodzi w fazę szczytową w takim razie. Nic, tylko czekać na post coital tristesse.

    Nieładne zrzynanie tak trochę odkładając na bok spytam cynicznie: "Kto ucierpiał?" I kto się na krzywdzie pokrzywdzonych wzbogacił? Autorka książeczki z przepisami dla milusińskich kosztem kulinarnych artystek-fotografek? Poważnie? Naprawdę poważnie się ktoś przejął pozycją książkową z "pysznie" w tytule?

    Tak się czasem coraz głośniej zastanawiam, co niektóre bardziej opętało: nieuleczalna miłość do żarcia, czy źle pojęta sława artysty. I odpowiedź mam już przyszykowaną...

    --
    To pisałam ja, Krysia2000, kuchmistrzyni samozwańcza.
  • momas 24.07.12, 22:17
    A mnie to oburza. Na poważnie. Chodzi o sposób działania. Nieważne, czy to ksiazka kucharska, czy coś innego. CHODZI O SAM SPOSOB POSTEPOWANIA.
    To tak sam mechanizm dzialania, jak w przypadku kopiowania z internetu wypracowan przez uczniow, kupowanie/kopiowanie prezentacji maturalnych. I temu stanowczo mowie nie. Takiemu procederowi. To jest po prostu nieuczciwe.
    Jezeli przyzwolic na takie "niewinne" kopiowanie, to moze rowniez przyzwolic na plagiaty prac maisterskich czy doktoratow, prac naukowych? No bo w sumie, co za roznica.... :(


    --
    Liczba literówek jest wprost proporcjonalna do poziomu irytacji.
  • krysia2000 24.07.12, 22:54
    momas napisała:

    > A mnie to oburza. Na poważnie. Chodzi o sposób działania. Nieważne, czy to ksia
    > zka kucharska, czy coś innego. CHODZI O SAM SPOSOB POSTEPOWANIA.

    Zgodzę się, tylko... To jest książka kucharska i do tego piję. Prace naukowe, magisterki, wypracowania szkolne odłóżmy na bok, for the sake of argument.

    Kulinarnia się zrobiły już jakiś czas temu popularnym polem artystycznego wyżycia. Piszę "kulinaria" a nie "gastronomia" nie bez kozery. Choć właściwie powinnam konsekwentnie używać terminu "food porn", ale nie chcę brzmieć jak pierwsza lepsza ulicznica. ;o) Powracając... nie chce mi się wierzyć, że aż taka wrzawa by się podniosła, gdyby ktoś opublikował książkę, która byłaby słowo w słowo zerżnięta z, dajmy na to, prywatnego netowego poradnika wyplatacza koszyków, albo strony fanów fejenordu. Chociaż nie wiem, zawsze mogę się mylić... Tak, czy owak, zdumiewa siła autorskich uczuć żywionych przez twórczynie względem nieautorskich, bądź co bądź, przepisów opatrzonych jakże wnikliwymi oberwacjami własnymi na temat smaku, życia i w ogóle. Plus zdjęcie przesłona 1.8. To jeszcze jest zamiłowanie, czy już posesja?

    Blogerki co ze swojej strony mogłyby zrobić, to odsłonić przyłbice, odrzucić nieadekwatną do tego, co robią formułę beztroskiego pamiętnika anonimowej niczki z możliwością komentowania przez czytelników, i go pro. Założą może niech odpłatny portal, pod własnym imieniem i nazwiskiem ze zdjęciem.... Albo jeszcze lepiej: prawdziwą cukiernię, piekarnię, albo knajpkę! Wtedy ich pot, zdarte pazury, miętkie kolana, siarczyste przekleństwa, poparzone dłonie, pocięte paluchy, nieopłacone godziny i zafrasowane łby cięższe od wora z obierzynami być może wystarczająco uświęcą zapał oburzenia na klienta co wyszedł bez uiszczenia należności i na domiar złego niedojedzoną drożdżówkę sprzedał bezdomnemu. Albo uświadomią, że pisanie z malowaniem o jedzeniu ma tyle wspólnego z kuchnią, co pornografia z seksem. Miłość specjalnie unieobecniłam w porównaniu. Nie chcę brzmieć jak pierwsza lepsza romantyczka.

    --
    To pisałam ja, Krysia2000, kuchmistrzyni samozwańcza.
  • momas 25.07.12, 09:17
    .....Zgodzę się, tylko... To jest książka kucharska i do tego piję. Prace naukowe, magisterki, wypracowania szkolne odłóżmy na bok, for the sake of argument......

    Ale dlaczego? Przeciez to jest ten sam mechanizm. Kopiuj i wklej
    Czyli w przypadku ksiazki kucharskiej, mozna kopiowac, nawet nie zmieniajac, chocby troche przetwarzajac tresc?
    Do jednych spraw stosowac jedną "uczciwosc", do innych inną?
    Hmmm, jednak ja uwazam, ze uczciwosc powinna być jedna. Moze niezyciowa jestem.


    "Zycie jest za poważne, żeby traktować je poważnie" - owszem, ale dzieki temu, ze istnieją normy moralne jakos sie toczy. Niezbyt mi sie podoba wizja życia w całkowitym bezhołowiu, na zasadzie chcesz czegoś - siegaj po to nie ogladając sie na nic. Wszelkie chwyty dozwolone.
    Sciaganie tresci z netu, bez podania zrodla i publikowanie tych tresci jako swoje wlasne, nawet jesli dotyczy to wyplatania koszykow - jest wlasnie jednym z wielu przykladów degrengolady .
    Mnie sie to nie podoba.
    No, ale to moje zdanie :)


    --
    Liczba literówek jest wprost proporcjonalna do poziomu irytacji.
  • krysia2000 25.07.12, 10:28
    > Ale dlaczego? Przeciez to jest ten sam mechanizm. Kopiuj i wklej

    A między innymi dlatego, że to jest tak powszechny preceder, z którego tak niewiele wynika, że kto by się przejmował... ;o) Tak obok, pół żartem spytam, czy pamiętasz chociaż tytuł swojej pracy magisterskiej?

    > Czyli w przypadku ksiazki kucharskiej, mozna kopiowac, nawet nie zmieniajac, ch
    > ocby troche przetwarzajac tresc?

    Ustalmy jedno: nie popieram ściągania od czasów szkolnych, kiedy to nauczycielka wzięła mnie i kolegę na środek sali i kazała nam odczytać równocześnie odpowiedzi na pytania ze sprawdzianu. Śmiechu było co niemiara. Plus po laczku dla obojga.

    Co natomiast proponuję, to rodzaj reality check dla autorek przejętych swoją kulinarną misją do tego stopnia, że odkryły plagiat w książce tak nieapetycznie zatytuowanej, że .... no właśnie! Co szukały w tej książce, że znalazły w niej siebie same? :o) Przecież nie nowych przepisów, bo trzeba było przespać ostatnie 25 lat, żeby kulinarnych natchnień dla swoich fanek szukać w polskich wydawnictwach. Tak na wesoło: może to znak, że w polskiej kuchni stały się wyrocznią? Nawet w kwestiach karmienia maluchów i podczytywania przy pyrkocącym gulaszu.

    Go pro, ladies! Chyba niektóre z Was dojrzały na tyle, żeby wyleźć z blogowego kociołka i przestać się dusić w sosie daremnego wyścigu, która prędzej wypróbuje znalezione w sieci i zagranicznych księgarniach recipes, ricettas, recettes und rezepten, zadebiutuje nimi w .pl, ponapawa się tysiącami "o-jejku-jakie-to-musi-być-pyszne-zjadłabym-monitor-ale-jestem-za-słaba-bo-od-3-dni-nic-nie-jadłam" od setek friendów i followerów, w ramach podzięki i protetycznie wyrażonej miłości ogłaszając konkurs na najciekawszy komć, gdzie nagrodą będzie fantazyjnie przewiązany słoiczek dżemiku?

    Chcecie parać się przekazywaniem wiedzy o gotowaniu? To się porządnie wydajcie i kontrolujcie proces. Otwarty dziennik amatorskiej kucharki-fotografki-poetki na dłuższą metę nie da rady. Prędzej czy później przejedzie się po Waszych wyrzeczeniach kolejna z d... kastingu wzięta dietetyczka z czasem antenowym i ładniejszym uśmiechem. Względna anonimowość Waszych sieciowych postaci działa na Waszą zgubę. Patrzcie tylko, jak to się robi w świecie: wielki szoł, przystojni kucharze i domowe gospodynie-boginie z ciałami tak idealnie opiętymi w gorset, że w ich wieku wszystkie chciałybyście tak wyglądać. A gotować? A to inna sprawa...

    Może więc chcecie gotować tak, jak nikt inny gotować nie umi i brać za to pieniądze? Też nic nie stoi na przeszkodzie, choć przestrzec powinnam, że gastronomia to może być dość obcesowe sprowadzenie na ziemię. 60% to krojenie cebuli. Pozostałe 40% to obieranie ziemniaków.

    > "Zycie jest za poważne, żeby traktować je poważnie" - owszem, ale dzieki temu,
    > ze istnieją normy moralne jakos sie toczy. Niezbyt mi sie podoba wizja życia w
    > całkowitym bezhołowiu, na zasadzie chcesz czegoś - siegaj po to nie ogladając
    > sie na nic. Wszelkie chwyty dozwolone.

    Ależ oczywiście. Nadzorować i karać! Tylko w trochę inną strunę brzdąkam...

    --
    To pisałam ja, Krysia2000, kuchmistrzyni samozwańcza.
  • linn_linn 25.07.12, 11:51
    Blogi maja swoich czytelnikow i to oni najczesciej w komentarzach informuja blogera o tym, ze przepisy czy zdjecia gdzies ktos wykorzystal.
  • momas 25.07.12, 14:34

    A między innymi dlatego, że to jest tak powszechny preceder, z którego tak niewiele wynika, że kto by się przejmował... ;o) Tak obok, pół żartem spytam, czy pamiętasz chociaż tytuł swojej pracy magisterskiej?


    Czyli jak cos jest powszechne to dozwolone?
    Niewiele wynika? To, ze ktos czerpie zyski z pracy innych - fakt, niewiele....

    Tytul pracy mgr pamietam dobrze. Jak rowniez co w niej bylo i co z mojej pracy wyniklo. Pamietam rowniez wszystkie tytuly i tresc moich pozniejszych prac :)
    Nawet nie musze siegac po nie do netu :)

    Co do reszty - chyba sie nie rozumiemy. Ja pisze o fakcie nieuczciwosci w stosowaniu kopiuj wklej, Ty o blogerkach i blogach.

    A ostatnie zdanie - karac i nadzorowac.... Nie trzeba tak radykalnie. Wystarczy byc uczciwym. A na nieuczciwosc sie nie zgadzac. Czy w tym watku padlo slowo o karze? Nie, po prostu wiekszosc napiętnowala takie dzialanie.




    --
    Liczba literówek jest wprost proporcjonalna do poziomu irytacji.
  • bene_gesserit 24.07.12, 22:28
    Książki były dwie.

    A ucierpieli ci, ktorzy receptury wymyslili albo udoskonalili, wykonując je parę razy i dopieszczając, a potem to opisali. Nie chodzi o kasę, ale - ze tak cynicznie odpowiem - szacunek i uczciwość.

    --
    Wiara w kompleks braku członka to oczywisty przejaw kompleksu braku macicy.
  • krysia2000 24.07.12, 23:12
    Zycie jest za poważne, żeby traktować je poważnie. Powiedział mi to pewien szkoleniowiec z Danii, dla którego onegdaj tłumaczyłam szkolenie. Nie pamiętam, jak się nazywał... A przypomniałam sobie! Ole. Zapewne cytował kogoś, tylko nie wiem czy Hamleta, czy może Oskara Matzeratha. Nieważne zresztą.

    Z tymi recepturami i Bene krotofilna. Receptury wymyślili i udoskonalili, powiadasz? To co, pytam się, jeszcze porabiają w sieci, w ponure nastroje popadając? Niech się starają o gwiazdki miszlena i prawdziwe pieniądze ze sławą. Och, sorry, parę razy tylko... To o parę tysięcy razy za mało.

    Glorified home cooks, with all due respect. Chciałam napisać "housewives", ale się w sumie Ciebie lękam. :o)

    Brak szacunku i nieuczciwość autorki dwóch książek to swoją drogą. Cóż, autorka żadna.

    --
    To pisałam ja, Krysia2000, kuchmistrzyni samozwańcza.
  • Gość: n_bata IP: 212.160.148.* 25.07.12, 10:13
    ale Krycha pierniczysz banialuki podlane pseudanoukowym i pseudopoetyckim sosikiem
    laska ukradla przepisy
    slowo w slowo skopiowala z blogow
    z internetu
    a przeciez wiadomo, ze jak w internecie cos znajdziesz to mozesz sobie to zabrac i zrobic co chcesz (to byla ironia!!!!!!!!!)
    jest zlodziejka
    plagiatorka i oszustka
    tak jak matolki, ktore kopiuja prace magisterskie, doktorskie i referaty

    to jest dokladnie to samo
    KRADZIEZ i OSZUSTWO

    dokladnie tak samo nalezy to traktowac, jak wlamanie do domu i kradziez sreber po babci
    czy w takim przypadku tez oczekujesz od policji, ze ci powie, zebys sie nie dasala, zycie jest zbyt powazne, by powaznie traktowac kradziez jakich starych, zasniedzialych beznadzienych naczyn z gownianego srebra?
  • glasscraft 24.07.12, 22:31
    Ja Ci powiem, kto sie przejal: te iles tam - jak widac - naiwniakow, ktorym ciagle sie wydaje, ze "sciaganie na klasowce" jest oszustwem. Nawet jezeli pani nie zarobila na ksiazczynie, to sposob w jaki uzyskala material do jej publikacji, jest watpliwej jakosci. A dla niektorych ciagle "nie kradnij" jest wazne. Bez wgledu na to, czy krysia uwaza to za food porn industry, czy nie.
    --
    Light travels faster than sound - that's why some people appear bright until you hear them talk...
  • aqua48 24.07.12, 22:55
    Dobre parenaście lat temu konsultowalam, poproszona przez wydawnictwo, merytoryczną wartość "dzieła" tworzonego na zasadzie kopiuj-wklej. Wtedy raczej powycinaj i posklejaj. Autor po wysłuchaniu mojej opinii uważał podobnie jak Krysia, że przeciez nikt nie poniósł szkody, więc nic sie nie stało. Na szczęście wydawca uważał inaczej. A jednak szkoda, że wydawnictwa obecnie zarzucają ten dobry obyczaj sprawdzania nowych autorów. A wystarczy skorzystać z odpowiedniego programu... nie trzeba już zatrudniać konultantów.
  • krysia2000 24.07.12, 22:58
    Wyceń zatem szkodę, ale tak realnie.

    --
    To pisałam ja, Krysia2000, kuchmistrzyni samozwańcza.
  • blue.berry 25.07.12, 09:39
    nie chodzi o realne wycenianie szkody ale o fakt kradzieży. bo kradzież to kradzież. nieważne czy zdjęcia, czy recenzji filmu/książki czy napisanego własnymi słowami przepisu z dodatkiem porad. chodzi o "radosne" przeświadczenie o tym, że jak coś jest w necie, to jest za darmo. oraz o podejście, że jak coś sie z netu skopiuje to nikt nie zauważy. i nie jest to kwestia tylko przepisów. z tym problemem "wożą się" w naprawdę dużym stopniu fotografowie (a już szczególnie fotoreporterzy). polecam poczytanie:
    blindspot.blox.pl/2012/06/Cala-Polska-kradnie-zdjecia.html
    blindspot.blox.pl/2012/07/Cala-Polska-kradnie-zdjecia-cz-II.html
    www.creamteam.biz/blog/index.php/2010/jak-reserved-lpp-zrobil-reklame-polska/comment-page-1/#comment-42414
    czy chociażby graficy:
    www.alw.pl/2009/07/zlodziej-z-allegro/
    należy szanować cudzą własność, niezależnie czy jest to własność fotografa czy blogerki kulinarnej. i już.
  • krysia2000 25.07.12, 10:33
    A to dość kruchy temat. Jeden już muzyk został utopiony, ośmielając się zająć stanowisko w podobnej sprawie inne niż większość zbulwersowanych netterów, głośno dopytujących się premiera skąd będą ściagać pornole.

    --
    To pisałam ja, Krysia2000, kuchmistrzyni samozwańcza.
  • Gość: blue.berry IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.07.12, 11:34
    > A to dość kruchy temat.
    nie, to temat o kradzieży. i niezależnie od tego co się kradnie, kradzież pozostaje kradzieżą.
  • kropkaa 24.07.12, 22:48
    E tam, skąd.
    Aktualnie siedzę nad kopiowaniem Twoich rad w Twoich postach, na szczęście widzę, że do tych spraw, to Ty spoko-luzik. Ulżylo mi, że nawet nie muszę szyku zmieniać.
    Kasę wzięłam, książki szukaj w dobrych księgarniach. Autor: Kropkaa.
  • krysia2000 24.07.12, 22:57
    Podaj tytuł, chętnie poczytam. Jakoś nigdy nie miałam siły zabrać się za napisanie książki i jeżeli mnie w tym wyręczysz, to będę wdzięczna.

    --
    To pisałam ja, Krysia2000, kuchmistrzyni samozwańcza.
  • edyta95 24.07.12, 23:18
    od dawna nie kupuję książek kulinarnach, bo nie mam takiej potrzeby, mam kilka ulubionych blogów i to mi w zupełności wystarcza. Jak widać słusznie. A co ciekawe uwielbiam ksiązki, z zawodu wyuczonego jestem księgarzem i kontakt z ksiązką drukowaną bardzo sobie cenię. Mam nadzieję, ze pani Makarowska dostanie po nosie i będzie stosownym przykładem dla innych "autorów".
  • kropkaa 24.07.12, 23:48
    "Rady K2 zebrane przez Ka" - brzmi nieźle, co? Kasę i sławę tivi śniadaniowych zgarniam ja ;-)
  • princesswhitewolf 25.07.12, 11:26
    Panie Krysia bos ty sie w ogole zrobila jakos leniwa i wchodze na youtube by ogladac twoje filmiki a tam jakby rzadko cokolwiek nowego sie pojawia. Lamiesz mi serce.
  • kropkaa 25.07.12, 12:22
    Uśmiecham się o linki :-) Pls.
  • squirk 25.07.12, 12:25
    Ja także, jeśli można :-)

    --
    Chaotyczna neutralna.
  • princesswhitewolf 25.07.12, 15:13
    forum.gazeta.pl/forum/w,48129,134540490,134540490,Kolejna_produkcja.html
    na samym poczatku tego watku jest jeden z nich.
  • kropkaa 26.07.12, 12:31
    Dzięki!
  • krzysztofsf 25.07.12, 08:35
    Niektorym sie wydaje, ze swiat realny jest bardzo oddalony od rzeczywistosci wirtualnej internetu, wrecz z nia niepowiazany.

    Do tego, jesli pod tekstem czy obrazkiem nie ma wolami napisane, ze jest to czyjas wlasnosc, to mozna ja powielac, kopiowac i dodatkowo - czerpac profity finansowe, traktujac chwile pojawienia sie w formie papierowego wydawnictwa jako faktyczny pierwszy moment zaistnienia danego wytworu.

    Sadze, ze jesli autorka ksiazki podeszlaby z wieksza pokora do swojej ksiazki i przed publikacja poprosilaby autorki blogow o zgode na cytowanie, rownoczesnie deklarujac i naturalnie publikujac w tekscie dokladne adresy blogow, uzyskalaby zgode od wlascicielek, traktujacych to jako swoista nobilitacje oraz reklame.

    Taka forma podanie przepisow, uzupelnianych (zakladam) komentarzami dietetyka, moglaby byc tworcza i ciekawa dla wszystkich zainteresowanych.

    Tak przy okazji, sadze, ze niedlugo bardzo sie rozwina roznego rodzaju portale multiblogerskie, gdzie wlasciciel portalu bedzie zamieszczal wybrane najlepsze wpisy dnia z roznych dziedzin, pogrupowane dla roznych odbiorcow.
    Moze nawet w formie takiej, ze najpierw bedzie mozna przeczytac wpis w platnym portalu, a dopiero nastepnego dnia bedzie dostepny w samym blogu autora.



    --
    Petycja - stop cenzurze internetu
    Polecam Linuxeducd - uruchamiasz z plyty bez szkody dla ukochanego Windowsa
  • linn_linn 25.07.12, 09:02
    Juz widze kolejke placacych za ksiazke bedaca zbiorem gratisowych przepisow z internetu z komentarzami dietetyczki.
  • pietnacha40 25.07.12, 12:30
    zyski i wszelkiego rodzaju profity ,które z tytułu książki zgarnęła złodziejka . Jej autoreklama w tv ,która pociągnie za sobą ewentualnych klientów ,zamówienia na porady w czasopismach itd .
    --
    [img]http://tiny.pl/hx4sx[/img]
  • pani.serwusowa 25.07.12, 17:49
    O tym samym chcialam napisac. Wypromowala sie na tyle skutecznie, ze pojawia sie regularnie w TV. A za tym sypia sie kontakty, mozliwosci i w koncu zlecenia. I nie biore tego z kosmosu, bo znam osoby dla ktorych wystep w tv byl przelomowy.
    --
    Zmysły w kuchni
  • Gość: x IP: *.adsl.alicedsl.de 26.07.12, 03:23
    a co zazdroscisz ze to nie ty?:)))
  • shachar 25.07.12, 12:38
    Niska społeczna szkodliwość czynu - to mnie zawsze oburzało w argumentacji, kiedy czytałam, że tego czy owego obwiesia wypuszczono do domu z grzywną 5 zł po tym, jak zabrał babci siatkę dziurawą, czy 12latkowi telefon. Ma się to tak do wątku, że niezależnie od tego jaka jest wartość zagarniętego mienia, to nie należy go przywłaszczać sobie i już.A ta pani potem naganiałaby sobie klientów jako "znany autor poczytnych tytułów nt dietetyki" w profilach netowych..wiecie jak to działa. Niech trochę wysili kiepełe :-)
  • Gość: kropka IP: *.static.enta.net 25.07.12, 17:35
    Troche mam opozniony zaplon i dzis dopiero czytalam o sprawie, znalazlam jeszcze to:

    kobieta.gazeta.pl/kobieta/1,107881,12184497,Kopiuja_blogi_kulinarne___plagiat_przepisow_w_ksiazce.html
    Kurka blaszka, czytam to forum i nie wierze, ze ktos moze uwazac, ze afera jest rodmuchana i niepotrzebna, bo to tylko ksiazka kucharska. A nawet jesli tylko przepis w gazecie, ktora kupuje garstka ludzi? Ktos kto redaguje tekst, robi zdjecia ma placone od gazety, tak czy nie? Zakosic z bloga nie problem, wydrukowac, zarobic, ale nie poniesc kosztow. A ile blogerek mogloby spokojnie wydac ksiazki z przepisami i poradami, ale nie zostana wydane, bo nie pokazuja sie w telewizji sniadaniowej co im gwarantowaloby wysokie progi sprzedazy (kurde jak taki Szyc i "jego" ksiazka sie sprzedali)? Ja bym wolala kupic ksiazke Trufli (sprawa dotyczy tez jej i jeszcze tej dziewczyny z pieprz czy wanilia) niz jakiejs kobiety, ktora mi pierniczy w telewizji (i pewnie ghost writer pisze, bo ona przez to, ze "bywa" nie ma czasu pisac, zreszta posluchajcie jej, abo poczytajcie jej blog; a nie poczytacie - usunela go chyba dzis, wlasnie sprawdzilam. W kazdym razie prowadzila blog, chyba nikt nie czytal, bo dala sobie spokoj po dwoch marnych wpisach). Telewizje ogladam rzadko, a blogow kilka czytam regularnie - i bardziej jakos ufam tym dziewczynom z internetu. Naiwnosc moze? Moze tak, ale przerobilam juz dziesiatki przepisow z blogow i nie zaliczylam wpadki. Sama moze bym i chciala miec blog, ale to trzeba regularnosci, czasu, aparatu, talerzykow, i innych bzdur, ale przede wszystkim PRACY.

    Przede wszystkim - kobieta zalamala prawo. Nie sadze, ze skonczy sie na sali sadowej, mysle, ze za pieniadze z telewizji ona bedzie w stanie zaplacic komus za to, ze wzbogacila sie na jego pracy. Co mnie najbardziej zszokowalo, to to, ze ona idzie w zaparte. :( Podczas gdy w jakims wywiadzie twierdzila, ze sama wszystko pisala. Klamczucha brzydka. A i jeszcze sprawa wydawnictwa Feeria - wydali oswiadczenie z ktorego wynika, ze moze i zrobili blad wydajac jej ksiazki, ale przeciez jej sposob bycia i "jej porady" uratowaly zdrowie wielu osob. No rece opadaja...

  • linn_linn 25.07.12, 17:47
    Wlasnie... nie mozna pomijac roli wydawcy. Nie musi miec oprogramowania FBI, aby w prosty sposob sprawdzic ewentualne "zlepki" z internetu. Problem dotyczy takze m.in. prac dyplomowych.
  • edyta95 26.07.12, 09:03
    sama dopiero co pisałam pracę dyplomową, uczelnia wymaga testu antyplagiatem w momencie składania pracy. Zatem nawet studenci muszą wysilić się bardziej i przynajmniej szyk zdania zmienić
  • linn_linn 25.07.12, 20:57
    Znacie pierwsza ksiazke autorki?
    ksiazki.tv/n/1791
    Jak to jest? Najpierw debiut nagrodzony swiatowa nagroda, a potem ksiazka bedaca zlepkiem fragmentow wyszukanych na blogach / w tzw. miedzyczasie kariera w tv /. Macie jakies wytlumaczenie? ;)
  • getmail 25.07.12, 21:15
    poszła na łatwiznę, jak wszyscy teraz; takie czasy
    --
    getmail
    strony.neth.pl/
  • linn_linn 25.07.12, 23:20
    To nie byloby jeszcze tak zle. Obawiam sie, ze moze byc o wiele gorzej.
  • tralalumpek 25.07.12, 21:40
    wytrzymalam cale 8 minut tego wywiadu,
    moje pierwsze pytanie, gdzie te wszystkie panie uczyly sie jezyka polskiego, zwlaszcza ta pani dziennikarka/redaktorka o blond wlosach, akcent z jakim pani ta sie wyslawia jest straszny! o ile pamietam w j. polskim akcent w slowach pada na okreslona sylabe
    co do wypowiedzi autorki ksiazki, nie da aie tego sluchac , ani ze wzgledu na slownictwo ani ze wzgledu na tresc
  • pietnacha40 26.07.12, 09:40
    moze pierwszej ksiązce tez należałoby się przyjrzeć
    --
    [img]http://tiny.pl/hx4sx[/img]
  • Gość: gość IP: *.dynamic.gprs.plus.pl 08.08.12, 16:27
    Dzieło??? Proszę porównać przepisy z tego "dzieła" z przepisami sieci Naturhouse, bo tam ta Pani wcześniej pracowała.
  • linn_linn 09.08.12, 08:39
    To raczej Naturhouse powinien to zrobic :) Dziwne, ze blogerzy i ich czytelnicy bronia autorstwa teksow, a Naturhouse siedzi cicho.
  • Gość: Klara IP: *.pam.szczecin.pl 26.07.12, 09:49
    Kolejny artykuł analizujący sprawę plagiatów:
    kobieta.gazeta.pl/kobieta/1,107881,12184497,Kopiuja_blogi_kulinarne__Czy_im_sie_to_upiecze_.html
  • ania_m66 26.07.12, 10:46
    Gość portalu: Klara napisał(a):

    > Kolejny artykuł analizujący sprawę plagiatów:
    > kobieta.gazeta.pl/kobieta/1,107881,12184497,Kopiuja_blogi_kulinarne__Czy_im_sie_to_upiecze_.html

    znamienne jest w tym artykule to, ze najszerzej wypowiada sie dla portalu gazety blogierka, ktora niestety nie zostala skopiowana przez (slusznie) pietnowana autorke ksiazki ktora to pare lat temu usunela wszystkie swoje zdjecia z GP motywujac ten krok tym, ze ta sama gazeta.pl, ktorej wlasnie udzielila wywiadu publikuje je bez jej zgody :))))
    --
    my body is my temple. and my nightclub.
  • krysia2000 26.07.12, 13:51
    Dzieki za linka do artykulu. Poruszone zostaly w nim te kwestie, o ktorych chcialam napisac, ale chyba mi nie wyszlo. Ustosunkuje sie do nich wieczorem, po tyrce i wykonaniu pomaranczowej konfitury do parfeta z jagniecej watrobki. Eeeech, meczarnia istna i ani slowa dziekuje. ;o))

    --
    To pisałam ja, Krysia2000, kuchmistrzyni samozwańcza.
  • krysia2000 26.07.12, 23:43
    Odsuńmy na bok autorkę książki. Jest nikim. Jeśli ktoś myśli, że kobita zrobi karierę cudzym trudem, podszywając się za specjalistę od żywienia na kanale polskiej telewizji, to gratuluję bujnej wyobraźni. Słoik z konfiturami jest trochę wyżej.

    Natomiast zastanowić się można po raz kolejny nad tym, czym są właściwie kulinarne blogi, kim są ich autorki, oraz co takiego i przede wszystkim PO CO robią. To jest, wbrew pozorom, wcale nie takie znowu odejście od tematu. To jest, IMO, kwestia w całym zdarzeniu kluczowa.

    Zanim rozpiszę się dalej, czytelnie i wyraźnie oznajmiam wszystkim, że nie popieram tego, co uczyniła dietetyczka od pysznego jedzenia. Moje stanowisko od opinii pokrzywdzonych różni się stopniem... rozbawienia. I nie chodzi o to, że mi wesoło z powodu "kradzieży" intelektualnej dokonanej na koleżankach przepisiarkach, ani dlatego, że sama nie zostałam
    okradziona z treści, bo bloga nie prowadzę. Bawi mnie śmiertelna powaga kuchennych amatorek (w całej rozciągłości znaczeniowej tego słowa) w stosunku do czegoś, co w swej istocie nie jest warte więcej (ani mniej) od poplamionego zeszytu z babcinymi czy maminymi recepturami.

    Nie zrozumcie mnie źle: po mojej matce ostał się taki zeszyt, poplamiony, z kilkoma wpisami trudnymi do odcyfrowania, kiedy choroba nieubłaganie odbierała jej władze w rękach. Biada temu, kto go kiedykolwiek zagubi. Matka nie żyje już od 10 lat. Kochałam ją i to bardzo. Lecz w dalszym ciągu zeszyt jest tylko tym, czym jest: zbiorem przepisów, przepisanych, wklejonych z gazet lub podyktowanych przez somsiadkę - jako takich pozbawionych wartości do momentu, kiedy czyjaś zdolna ręka przeistoczy zawarte w nich spisy składników, ich proporcje i algorytmy postępowania w... żarcie. O co więc kopię kruszyć?

    "Wiele osób nie zdaje sobie sprawy, że prowadzenie bloga to właśnie praca na pełen etat. Przygotowanie potrawy, jej sfotografowanie i opisanie to nie jest przysłowiowe 5 minut. Ale dla większości z nas to o wiele, wiele więcej , bo wkładamy w bloga emocje, uczucia i naszą dobrą energię. Oddajemy kawałek siebie i swojego świata..." - pisze Ewelina z Around the kitchen table i nie wiem czy każda osoba, ale pewnie większość ludzi parających się pracą zawodową zastanawia

    się, czy dziewczyna ma pojęcie, o czym mówi. Ale nie będę za innych się wypowiadać, bo każdy jest trochę inny i czasem zbyt

    pochopne analogie się wyciąga, tylko dlatego, że ktoś z twarzy przypomina nam szwagra. No to swoim się doświadczeniem

    podzielę, a Forumowicze mogą ze swojej strony mi powiedzieć, czy mają tak samo, czy może zuuuuuuuuuuuupełnie inaczej.

    Byłam dziś w pracy. 8 godzin. Rozpakowywałam kartony. Z pościelą. Cały dzień. Niektóre są ciężkie, te na przykład z gęstą

    tkaniną, taką 600 nici na cal. Czy ja to lubię? Poważnie pytacie? Czy ja się znam na pościelach, albo chociaż nimi

    interesuję? Ze spania w pościeli zdaję sobie sprawę zazwyczaj wtedy, jak jest już tak szywna od brudu, że mi się łamię,

    kiedy się w nocy obracam na bok owijając kołdrą. O istnieniu sklepów z pościelą przypominam sobie wtedy, kiedy od zadrażnień o szorstką tapicerkę kanapy krosty na plecach zaczynają mi ropieć. Tym niemniej pracuję w sklepie z

    pościelą. Zgadnijcie, co będę robić jutro? Pracować. W sklepie z pościelą. Obrazowo: będę rozpakowywać kartony, metkować

    towar i zwozić go z magazynu na sklep. I tak w kółko. Day in day out day off day in day out day off. Co mnie zmusza/skłania/zachęca do wykonywania tego syzyfowego zajęcia? A letki copiątkowy zastrzyk cyferek po stronie kredytowej na moim bankowym wyciągu, co pozwala mi na przeżycie kolejnego tygodnia, chytrze zbalansowanego pomiędzy krawędzią pracowniczego obowiązku, nie do końca wygodną rodzinno-mieszkaniową sytuacją, hedonistycznym obrżarstwem połączonym z zapalonym kucharzeniem oraz już nie okazjonalnym sięganiem do kieliszka, i do tego joggingowa pokuta oraz cała ta fizjologiczna reszta. (Wybaczcie zatem, pójdę się przebiec...)

    No, wróciłam, i o czym to ja? A! O pracy. No, tak wygląda moja praca. Śmiem twierdzić, że podobnie maluje się sytuacja zawodowa większości osób. Szczegóły są nieistotne - ja też nie wiedziałam do niedawna jaka jest różnica pomiędzy obłoczką typu housewife a oxford. ;o) Robię coś dla kogoś, nieważne w jakim stanie emocjonalnym, bo na szczęście na floorze stać i się do klientów łasić nie muszę. Ważne jest żebym była punktualna, w miarę wydajna i nie myliła się za często w cenach. No i wiedziała, kto tam rządzi i kto naprawdę tam rządzi. Ciacha przynoszę dziewczynom przy okazji, po cichu budując sobie społeczny kapitalik. Społeczny, nie do końca wyrażalny w prawnych środkach płatniczych.

    Prowadzenie bloga, bez obowiązków, terminów, wypłat i nieodmiennie złego szefa, to proszę pani, koło pracy nawet nie stało. Jeśli myślicie, że pracą nazwać można cokolwiek, co regularnie zajmuje sporo czasu, wymaga poświęcenia prawie bez reszty duszy i ciała, to w takim razie dlaczego nikt nam nie płaci za spanie? Przecież wyjąwszy patologicznych insomniaków, jakby nie patrzeć 1/3 życia zabiera nam ofiarne leżenie płasko z zamkniętymi oczyma we względnym bezruchu. No tak, czy nie?

    "I nie mówię tu o blogerach, dla których blog to arkusz Excel i którzy, pisząc blogi dla czystego zysku, skrupulatnie kalkulują, co im się opłaca a co nie..." Hmm, a powinnaś, Ewelino. Jeśli piszesz o pracy, jaką rzekomo jest prowadzenie bloga, to tym samym pisać musisz o zysku i kalkulacji. Wszystko inne, choćby nie wiem, ile ci czasu i życiowej ochoty pochłaniało, jest zwykłą pozaekonomiczną czynnością, w najszlachetniejszym wypadku uciążliwym hobby. Czyli pasją. Jeśli tego ktoś nie pojmuje, to wobec takiej ekonomicznej ignorancji pozostaję bezsilna.

    "Mówię o blogerach, dla których blog to część ich samych" (EM) - No i tu powoli a nieuchronnie zbliżamy się do sedna szaleństwa. Które od początku chciałam w tym wątku rozebrać.

    Może lepiej różnicę pomiędzy pracą a blogiem zilustruje poniższa wypowiedź Liski:

    "Oprócz bloga mam pracę, która polega między innymi na tym, że na zlecenie piszę teksty, wymyślam przepisy i robię zdjęcia. Zanim napiszę pierwsze zdanie, przygotowuję koncepcję tego, o czym chcę powiedzieć. Jeśli opracowuję przepis - idę do sklepu, robię zakupy, przychodzę do domu, wyjmuję z szuflady wagę, a na kartce zapisuję wszystkie notatki i uwagi do przepisu, który właśnie powstaje. Każdy etap przygotowania dania fotografuję, a jeśli jest taki wymóg, przygotowuję kilka stylizacji danej potrawy. Jeśli efekt końcowy przepisu, który wymyśliłam, nie satysfakcjonuje mnie - robię go od nowa. I za tak wykonaną pracę, otrzymuję wynagrodzenie".


    Czy naprawdę trzeba tłumaczyć różnicę pomiędzy takim tak sobie brzdękaniem na gitarze, a koncertową trasą?

    Nie wiem, czy cytowana powyżej Liska świadomie czy może niechcący dokonała rozróżnienia pomiędzy pracą a blogiem. Zakładam, że to pierwsze. Lubię studiować ludzi.

    Cóż, zapytam zatem, czy zgodzicie się ze mną, że w tym kontekście twierdzenie, jakoby nastąpiło w omawianym w wątku przypadku zawłaszczenie owoców cudzej pracy jest dramatycznym nadużyciem. Dla mnie to oczywiste. Pomijając problem tego, ile leniwa, nieładna, nieautentyczna i zapewne pozbawiona krzty kulinarnego talentu autorka przepysznego bryka na jego publikacji zarobiła, powiedzcie mi - prosto i bez wyzywania od pieprzniczki głupot - ile zarabiają na będącej przedmiotem sporu działalności blogerki? Jeśli sporo i poważnie, to są niepoważne, że się na wypadek kradzieży własności intelektualnej nie zabezpieczają. Jeśli natomiast jedynym wynagrodzeniem, jakim się karmią jest fejsbukowo-blogspotowy poklask, windujący na kulinarny panteon ich chlebek Kowalskiej_69 i rozpalający marzenie o własnym programie tv w popołudniowym paśmie, to mówić pozostaje o niepoprawnej romantyczności. Nie do końca pozbawionym złudzeń polecam zapoznać się z historią homara a la Newberg.
  • linn_linn 27.07.12, 06:51
    Rozpisalas sie jednak... za bardzo... szkoda...
  • momas 27.07.12, 09:37
    oj Krysiu....
    wiesz co mi się nasunęlo po przeczytaniu Twojego wywodu?

    Wręcz mistrzowsko rozmydlasz kwestę kradziezy.

    Przypomina mi to rozmydlanie historii (np w kwestii obozów koncentracyjnych)


    Ktoś prowadzi bloga (a swoją drogą, odnoszę wrazenie, ze blogerki kulinarne strasznie Cie frustruję) - jego sprawa. Jezeli Cie irytują - po co tam wchodzisz?
    Ja nie chodzę na wystawy malarskie twórców, ktorych działa uwazam za bohomazy :)
    Szanuję swoje nerwy.
    Blogerki prowadzą blogi kulinarne. To ich hobby (czasami przeradza sie w zajęcie przynoszące dochód). Mają taką ochotę/wewnętrzną potrzebę. Czemu tego mają nie robić?
    Jezeli jest to dobry blog - obroni się, kiepski - upadnie.
    Czyzby hobby bylo naganne?
    Dlaczego kpisz z czyjegos hobby? Jezeli blog zawiera pretensjonalne tresci - swiadczy to o autorze (na marginesie, wypowiedzi na forum Kuchnia tez niosą duzo tresci o osobie je piszące). Jezeli Ci to nie odpowiada - nie wchodz tam....

    Oburzenie wywolal fakt kradziezy. Nie kradziezy przepisu lecz bezczelna kradziez (kopiowania) tresci. Tu akurat kulinarnych.
    Gdyby wspomniane juz wczesniej wyplatanie koszykow bylo tak samo popularne jak kulinarnia - podobna sytuacja, najprawdopodobniej, wywolalaby podobny odzew.




    --
    Liczba literówek jest wprost proporcjonalna do poziomu irytacji.
  • tralalumpek 27.07.12, 10:26
    momas napisała:

    ***krysia nie potrzebuje adwokata w mojej osobie, nie wystepuje tez w takiej roli ale poniewaz kazdy czyta wpisy to i ja przeczytalam a po przeczytaniu lekko sie zagotowalam


    > oj Krysiu....
    > wiesz co mi się nasunęlo po przeczytaniu Twojego wywodu?
    >
    > Wręcz mistrzowsko rozmydlasz kwestę kradziezy.
    >
    > Przypomina mi to rozmydlanie historii (np w kwestii obozów koncentracyjnych)
    >
    >
    ***troche za daleko psunelas sie w porownaniach, krysia wyraznie pisze co mysli na temat tej konkretnej sytuacji czyli ksiazki



    > Ktoś prowadzi bloga (a swoją drogą, odnoszę wrazenie, ze blogerki kulinarne str
    > asznie Cie frustruję) - jego sprawa. Jezeli Cie irytują - po co tam wchodzisz?
    >
    > Ja nie chodzę na wystawy malarskie twórców, ktorych działa uwazam za bohomazy :
    > )
    > Szanuję swoje nerwy.

    ****ja nie wchodze na bloki kulinarne, olewam ale nachalnosc blogerek na np galerii potraw irytuje mnie,





    > Blogerki prowadzą blogi kulinarne. To ich hobby (czasami przeradza sie w zajęci
    > e przynoszące dochód). Mają taką ochotę/wewnętrzną potrzebę. Czemu tego mają ni
    > e robić?
    > Jezeli jest to dobry blog - obroni się, kiepski - upadnie.
    > Czyzby hobby bylo naganne?
    > Dlaczego kpisz z czyjegos hobby? Jezeli blog zawiera pretensjonalne tresci - sw
    > iadczy to o autorze (na marginesie, wypowiedzi na forum Kuchnia tez niosą duzo
    > tresci o osobie je piszące). Jezeli Ci to nie odpowiada - nie wchodz tam....
    >

    ****nigdzie nikt nie napisal, krysia tez ze prowadzenie blogow kulinarnych jest naganne, idziesz w swoich wywodach w bezsens


    > Oburzenie wywolal fakt kradziezy. Nie kradziezy przepisu lecz bezczelna kradzie
    > z (kopiowania) tresci. Tu akurat kulinarnych.
    > Gdyby wspomniane juz wczesniej wyplatanie koszykow bylo tak samo popularne jak
    > kulinarnia - podobna sytuacja, najprawdopodobniej, wywolalaby podobny odzew.
    >
    >
    *****a moze by tak pomyslec nad strona prawna takich tematow, zamiast oczywiscie podniecac sie siodmym przykazaniem -nie wszyscy znaja dekalog :))

  • krysia2000 27.07.12, 10:37
    ... Pewnie i jeszcze 30 postow, to zle bede odebrana. No coz, kuchenne emocje...

    momas napisała:


    > Wręcz mistrzowsko rozmydlasz kwestę kradziezy.
    >
    > Przypomina mi to rozmydlanie historii (np w kwestii obozów koncentracyjnych)

    Hmm. Nasladujac Twoj tok myslenia powinnam zinterpretowac te wypowiedz jako przypisywanie mi faszystowskich sympatii. Czy o to chodzilo?

    > Jezeli Cie irytują - po co tam wchodzisz?

    Znowu naduzywasz. Naprawde uwazasz, ze chodze po kulinarnych blogach? Na dwa zagladam. A jesli sie rozchodzi o kulinarna wiedze, to blogi hmm... jakby to napisac bez posadzen o holokaust?... Blogi to pochodna ksiazek, gazet, programow tv, ktore... jakby to napisac bez posadzen o holokaust... sa o wiele powazniejszymi przedsiewzieciami od sieciowych dziennikow gospodyn domowych, ktore... jakby to napisac bez posadzen o holokaust... zdaje mi sie, ze w tej formie ugrzezly i... jakby to napisac bez posadzen o holokaust... one sa bardziej sfrustrowane niz ja. Jak inaczej wyjasnic, bez posadzen o holokaust, oburzenie na fakt zawlaszczenia w celach zarobkowych tresci, ktore one same publikowaly nieodplatnie, jednoczesnie twierdzac, ze to przeciez ich praca? Dostrzegasz zagubienie, czy tylko adwokata diabla?

    Don't get mad, get even! Wydajcie sie, zgloscie do tv, otworzcie knajpe, wykonajcie drugi i trzeci krok ku Dzejmiemu, Gordonowi i Najdzeli, a jak bedziecie twardo stapac, to takie stajace w drodze robaczki jak dietetyczka z tvn czy zazdrosna krysia z forum po prostu rozgnieciecie wysokim obcasem.

    > Blogerki prowadzą blogi kulinarne. To ich hobby (czasami przeradza sie w zajęci
    > e przynoszące dochód). Mają taką ochotę/wewnętrzną potrzebę. Czemu tego mają ni
    > e robić?
    > Jezeli jest to dobry blog - obroni się, kiepski - upadnie.
    > Czyzby hobby bylo naganne?

    Ja o burakach, ona o ziemniakach... Kto powiedzial, ze maja tego nie robic? Kto powiedzial, ze hobby jest naganne?

    > Dlaczego kpisz z czyjegos hobby?

    Receopadaja... Nie, nie kpie z niczyjego hobby. Kpie z noszenia cierniowej korony i uzurpowania hobby statusu pracy, "bo wkladam przeciez czastke siebie". Jest taka szczegolna czynnosc, w ktora sie wklada czastke siebie, lecz ktorej czasem nawet hobby nazywac nie wypada.

    > Oburzenie wywolal fakt kradziezy. Nie kradziezy przepisu lecz bezczelna kradzie
    > z (kopiowania) tresci. Tu akurat kulinarnych.

    A ja ciagle o czyms innym niz sam fakt kradziezy.... Ale jakby to napisac bez posadzen o holokaust?

    Ksiazki byly dwie, tak? Jak to mowil dzordz dubja? Fooled me once...

    --
    To pisałam ja, Krysia2000, kuchmistrzyni samozwańcza.
  • momas 27.07.12, 14:35
    wiesz, chyba toche nadinterpretujesz moją wypowiedz (oskarzenia o przypisywanie Ci faszystowskich ciągot) oraz naduzywasz obwiniania Cie o Holokaust.

    Tak, nie uwazasz za prace prowadzenia bloga - to tylko taka nieekonomiczna pasja.. (a swoją drogą, np wychowywanie dzieci, ktore to nie przynosi zyskow ekonomicznych, poza tym spelnia wszyskie Twoje kryteria hobby, to tez pasja? zadna praca ?)
    Czyli:
    ....
    Cóż, zapytam zatem, czy zgodzicie się ze mną, że w tym kontekście twierdzenie, jakoby nastąpiło w omawianym w wątku przypadku zawłaszczenie owoców cudzej pracy jest dramatycznym nadużyciem....

    I to jest wg mnie relatywizowanie kwestii podniesionej w wątku.
    Tresci bloga mozna kopiowac i nie jest to kradziez. Gdzie jest wiec granica do ktorej mozna bezkarnie posługiwc sie treściami zamieszczonymi przez inne osoby?

    Kpisz z korony cierniowej wkladanej przez blogerki.. Bo śa jakie są i traktują swoją pasję powaznie?

    Na marginesie - pisząc o obozach nie mialam na mysli Holokaustu. Chodzilo mi o nazwe i unikanie slowa niemieckie. (a niby nazisci to marsjanie?) Ale to juz inny temat na inne forum i inną dyskusję.
    Chodziło mi tylko o mechanizm zamydlania
    ----
    Liczba literówek jest wprost proporcjonalna do poziomu irytacji.
  • pani.serwusowa 27.07.12, 15:52
    Mozna probowac popychac ten blog w kierunku zarobkowym - niektorym sie to udalo. Albo moze inaczej - zarabiaja nie na samym blogu, ale blog pomogl im sie przebic w branzy - wydac ksiazke, pisac do gazet, czy zostac fotografem czy stylista jedzenia. I super, jesli mozna robic to co sie kocha i na tym zarabiac, to jest sie bardzo szczesliwym czlowiekem, a zdrowy, normalny czlowiek powinien do szczescia dazyc. I tez dlatego uwazam, ze udostepnianie przepisow, zdjec, przemyslen, opinii nieodplatnie na blogu jest potrzebne, bo moze pomoc w tej trudnej sciezce. Wiadomo - blogow w Polsce jest 2 tysiace, przebije sie moze 10-20 (?), tylko ze kazdemu wolno probowac i kazdy powinien miec swiadomosc, ze jego tworczosc (jaka by nie byla) jest chroniona prawem, a naruszenie go karane.

    Moj blog nie zarabia na siebie, czy to znaczy, ze ma mniejsza wartosc i mozna sobie robic z nim co sie zywnie podoba? O pardon, zaczal miec w ciagu ostatnich tygodni mininalne zyski z reklam (ktore uruchomilam po ponad 2 latach), tylko po to, abym bez naruszania domowego budzetu mogla kupowac raz na jakis czas ksiazki kucharskie - tanie nie sa. Po to, abym mogla sama nacieszyc oczy, tak juz mam, ze lubie je kolekcjonowac, ale takze dlatego, ze moze natchna mnie do nowych wpisow, a moi czytelnicy chetnie przeczytaja recenzje - spotkalam sie z cieplym odzewem, wiec mysle, ze recenzje jednak kogos interesuja. W tym sensie generuje jakies male zyski, czy w takim razie moge napisac juz, ze prowadzac blog pracuje? (pytanie retoryczne, serio, duskutowac mi sie nie chce na ten temat, swietny przyzklad z dzieckiem czy dbaniem o dom podala Momas, nikt nam za to nie placi, ale to nadal praca, ciezka)

    Wolalabym jednak, aby to cokolwiek co zwiazane z blogiem - gotowanie, stylizacja, fotografowanie, wychodzenie do knajp, recenzje, pisanie bylo moja praca na pelen etat, abym mogla z tego zyc i nie wyciagac reki po pieniadze podatnikow. Nie kariera i lans w TV, nawet nie restauracja. Moze probuje cos zrobic w tym kierunku i moze natrafiam na mur. Moze znam takie, ktore sa swietne w tym co robia, a tez natrafiaja na mur. Bo wydawnictwo np. woli wydac ksiazke sygnowana znanym nazwiskiem (nie szefa kuchni!), czy gazeta krajowa zatrudnic felietoniste na tych samych zasadach. Ja prowadze sobie ten blog, wierzac moze naiwnie, ze kiedys moje marzenia o wyjsciu z nudnego biura sie spelnia. Cos planuje, cos realizuje malymi krokami. I mysle, ze nie ja jedna. Nie mam na tyle bezczelnosci i nie mam takich plecow, aby pojawic sie w telewizji i klamac w zywe oczy, ze jestem autorka swietnych przepisow, a moje rady uratuja czytelnikom zdrowie, a nawet zycie. W takich czasach przyszlo nam zyc, ze promuje sie byle jakie wydmuszki.

    Ktos zalamal prawo, ktos zarobil na pracy innych, ktora sobie przywlaszczyl. Ja sie na to nie zgadzam. I nie zgadza sie na to takze cala rzesza osob, ktore z blogowaniem nie maja nic wspolnego, o czym sie przekonalam w mijajacym tygodniu. Kradziez to jest kradziez, nie stosujmy podwojnych standardow.

    --
    Zmysły w kuchni
  • kropkaa 27.07.12, 19:09
    Zgadzam się.
    Nie każdy chce prowadzić knajpę czy kawiarnię albo restaurację, czy dlatego należy dyskredytować jego blog?
    Takie życie, wszystko kosztuje. Esencja waniliowa, prąd, książka kucharska, aparat fotograficzny. Za to płaci bloger. I nie ważne czy poświęca się swojemu hobby godzinę tygodniowo, czy kilka dziennie - jego czas, jego praca, jego prawo do jego zdjęć.
    Blogów są tysiące, kilkanaście się liczy. Nie wystarczy pasja, potrzebny czas i kasa. Uważam, że zarabianie blogera jest z zyskiem dla wszystkich. A wpis i oprawa należą do autora. Jakbym wydała książkę, a jako gratis dołączyła Twoje filmiki nie wiem, czy też tak radośnie być śpiewał.
  • tralalumpek 27.07.12, 16:07
    rzecz w tym ze czytajac ciebie mozna sie strasznie zamydlic
  • croyance 03.08.12, 19:45
    Tresc merytoryczna, ze tak powiem, ukradzionego artykulu nie ma zadnego znaczenia.
    Rownie dobrze ktos by mogl skopiowac artykuly z bloga podrozniczego i opublikowac pod swoim nazwiskiej w 'Poznaj Swiat', czy 'National Geographic'. Liczy sie o sam plagiat, a nie tresc.
    --

    Sprawdz, co slychac w Narnii
  • blue.berry 27.07.12, 10:10
    zdecydowanie jest to nie na temat. raczej powinnaś umieścić ten post w jednym z wątków, których tu już było parę, a służących do wylewania swoich niechęci w stosunku do autorek blogów kulinarnych.
    i tak jak napisałam wcześniej - temat dotyczy kradzieży. a kradzież to kradzież. i naprawdę nie ma znaczenia czy jest to kradzież zdjęcia, grafiki, treści. jak również nie ma znaczenia czy to własność maluczkiego czy dużego. czy było to świetne, dobre czy takie sobie.
  • princesswhitewolf 27.07.12, 12:02
    a wiesz co Kryska mi sie nasunelo czytajac po raz kolejny jakis tam wpis?

    Ze jestes Pan wredna baba, ze nam zalujesz bloga. Wlasnie to TY pownnas prowadzic bloga. Kurcze blade, niedopieczone taki talent kucharski i pisarski z humorem i rozsadkiem sie marnuje.

  • shachar 27.07.12, 13:05
    Ta, albo otworzyć knajpę :-)
    Dobrze wiesz Krysia, że z knajpą to inna historia, nie wystarczy umieć gotować lub cykać ładne fotki, trzeba mieć kiepełe na karku, multitasking w małym palcu, umieć zagonić ludzi do pracy.
    Nie każdy blogger musi ewaluować w kierunku otwierania swojej własnej restauracji czy serwisu gotowalniczego i żadne dywagacje nad śmiesznością sytuacji tej czy owej bloggerki, ktora po godzinach pincetą trefi korzonki buraczka na talerzu nie zmienią faktu że ten babsztyl od książki może sobie skopiować i zostawić kartkę pocałujta mnie w dupę.
    A swoją drogą, gdyby wydanie książki miało tej babie zaszkodzić w karierze, to chyba 10x by się zastanowiła zanim wpadła by na pomysł wydawania czegokolwiek. Tym razem tak się jej pechowo złożyło że ktoś ją złapał za rękę, ale w zamyśle chyba nie zamierzała dokładać do interesu.
  • pani.serwusowa 27.07.12, 16:02
    To przede wszystkim sa potrzebne duze pieniadze. I byc gotowym na ich utrate, co w przypadku jak sie jest odpowiedzialnym np. swoje dzieci jest za bardzo ryzykowne. Jesli dobrze pamietam 8 na 10 nowootwartych knajp jest zamykana w ciagu roku od otwarcia.

    ---
    Zmysły w kuchni
  • shachar 27.07.12, 14:45
    Krysiu, a przy okazji tego wywodu nr 1 to co Ciebie bardziej frustruje; że bloggerki nie popychają swoich karier w kierunku lączącym pasję z dineros, czy że Ty tego nie czynisz? Tak mi się nasunęło po przeczytaniu ,że w pościelnictwie tym razem robisz. Widzisz jak to jest.
  • bene_gesserit 27.07.12, 20:24
    bez obrazy, jak potłuczona.

    Reality check? Proszę bardzo.
    Ty upierasz się, ze jedynym znaczeniem jest (3), całe forum próbuje ci od dwóch dni tłumaczyć, ze są też znaczenia (1) i (2). Co potwierdza słownik, amen.
    Nie mówiąc już o tym, ze ocenianie czyichkolwiek strat z jakiegokolwiek powodu na zasadzie 'błahe są, bo są błahe' jest cokolwiek nie fair.


    --
    Żona pierze, gotuje, sprząta, robi zakupy i opiekuje się dziećmi, mąż wbija gwoździe, pilnuje domostwa przed niedźwiedziami i zombie oraz zdobywa żywność na polowaniu.
  • krysia2000 26.07.12, 23:45
    Zatem po co zbieracie przepisy i wprowadzacie w czyn przepisy? To w sumie jasne i naturalne: wyjaśnienie odwołujące się do miłości i kwestii smaku wydaje się wiarygodne. Ale to nie koniec! Dlaczego dokumentujecie fotograficznie proces wprowadzenia w czyn przepisów, upychacie go w nie do końca adekwatną formę pamiętnika ulegając przy tym czasem pokusie literackości, bez ograniczeń dostępu publikujecie nieodpłatnie w medium o światowym zasięgu (w większości przypadków nie ponosząc żadnych dodatkowych kosztów takiej publikacji), otwierając się przy tym na oklaski, z jednoczesnym zastrzeżeniem możliwości wyciszenia gwizdów (jeśli wybaczycie tę złosliwostkę), a następnie wołacie, że ktoś Was okradł, bo bezczelnie bez przeredagowania "Wasze" receptury wraz z towarzyszącymi im myślami wziął i wydał odpłatnie. Skoro za korzystanie z owoców Waszego publikacyjnego trudu nie pobieracie opłat (zakładam, że tak jest w większości przypadków, bo jeśli okaże się, że odpowiedzią na ten skandal będzie masowe stawianie mytniczych rogatek na blogach, to o ile się po rozpuku pozbieram, to obiecuję, Princess, że dokończę wideła i nakręce parę nowych ;o)), to co w takim razie tak boleśnie pustką zionie?

    Może sama pustka, zwana inaczej... próżnością? Trudne słowo, wiem.

    --
    To pisałam ja, Krysia2000, kuchmistrzyni samozwańcza.
  • bene_gesserit 27.07.12, 20:30
    Ale o czym rozmawiamy? O niegodnych motywacjach autorek blogów (swoją drogą, tego typu paskudne domysly nt cudzych intencji świadczą raczej o tobie, sorry) czy o tym, ze ktoś zabrał coś, co nie należało do niego i sprzedał jako swoje?

    Troche tak, jakbyś tłumaczyła kobiecie której ktoś ukradł biżuterię, ze 'przecież nosiłaś ją z próżnosci, stara, nie powinnaś czuć się pokrzywdzona, gdyż grzeszyłaś nosząc ją'.


    --
    śpiewali kiepsko, ale bronili swego prawa do fałszowania
  • momas 26.07.12, 14:16
    Czyli co? Powinna calkowicie sie obrazic na gazeta.pl i nic nie mowic?
    Calkowicie obrazic sie na ten portal i nie korzystac z niego?

    Chyba nie rozumiem...




    --
    Liczba literówek jest wprost proporcjonalna do poziomu irytacji.
  • ania_m66 26.07.12, 14:48
    momas napisała:

    > Czyli co? Powinna calkowicie sie obrazic na gazeta.pl i nic nie mowic?
    > Calkowicie obrazic sie na ten portal i nie korzystac z niego?
    >
    > Chyba nie rozumiem...
    >
    >
    >
    >
    opowiadac o zlodziejstwie portalowi na ktory sie 2-3 lata temu za niejakie "zlodziejstwo" (publikacje zdjec bez zgody wlasciciela zgodne z regulaminem agory) obrazilo usuwajac wszystkie wlasne zdjecia osobiscie uwazam za smieszne. kazdy inny moze miec na ten temat swoje zdanie, moje jasno przedstawilam.
    poza tym nikt przepisow z tego konkretnego bloga w celach zysku w ksiazce sprzedawanej za pieniadze nie umiescil.
    o tym, ze internetowe strony kradna z blogow na potegie wiemy wszyscy. co jakis czas pojawiaja sie w galerii i tu stosowne watki. oczywiscie, ze kradziez jest kradzieza, ale kradziez w czysto zarobkowym celu - tantiemy z ksiazki - jest na pewno powazniejszym przestepstwem niz wklejenie ukradzionego zdjecia zupki wraz z przepisem na jakims marnym blogasku ktorego nikt nie czyta czy z konkretnym kradzionym przepisem, czy bez.




    --
    my body is my temple. and my nightclub.
  • Gość: x IP: *.adsl.alicedsl.de 26.07.12, 15:22
    brawo!:))
  • linn_linn 26.07.12, 10:27
    Znalazlam w necie dowody, ze ksiazka nie jest plagiatem. :) "Autorka ksiazki" blogow, o ktorych mowa, absolutnie nie sledzila. Zagladala do kilku innych, ale do Liskowego na pewno nie. :) Gdyby sledzila, to na pewno wymienilaby je w profilu. A nie wymienila...
    Pobawilam sie dalej i przy okazji dokopalam sie do bloga kulinarnego "autorki ksiazki" no i to dopiero jest szok / blog zostal zlikwidowany, ale ja sie dokopalam /. Od lutego do kwietnia 2011 4 wpisy zrobione metoda antyplagiatowa: przepisu "pyszne sniadanie na pyszny poranek" nie splagiatowalby nawet najgorszy bloger kulinarny. Mozna jednak zrozumiec powod, dla ktorego blog zostal zamkniety, a "narodzila sie ksiazka".

    Wniosek jest jeden: jesli w ogole ktos jeszcze kupuje ksiazki i czasopisma kulinarne, to najwyzszy czas zaprzestac. Winni sa nie tylko ci, ktorzy wydaja plagiaty, ale takze ci, ktoryz je kupuja. Bez nich ten rynek nie mialby sie tak dbrze, jak sie ma. Nie napedzajmy tej koniunktury. Zaoszczedzone pieniadze lepiej wydac na dobre jedzenie.
  • kropkaa 26.07.12, 12:46
    W ogóle ja się zawsze dziwię kto kupuje to "książki" wydawane przez gwiazdy i gwiazdki. Po co komu książka kucharska Karola Strasburgera czy Andrzeja Grabowskiego? Kiedyś czekałam na stoisku w hm i przejrzałam pierwsze książki Ewy Wachowicz. Przeciętny blog ma lepsze zdjęcia niż były w wielkopomnym dziele byłej Miss. Podejrzewam, że poziom omawianej książki jest podobny.
  • kajaanna 28.07.12, 13:32
    > Znalazlam w necie dowody, ze ksiazka nie jest plagiatem. :) "Autorka ksiazki" b
    > logow, o ktorych mowa, absolutnie nie sledzila. Zagladala do kilku innych, ale
    > do Liskowego na pewno nie. :) Gdyby sledzila, to na pewno wymienilaby je w prof
    > ilu. A nie wymienila...

    ****
    Obawiam się, że się mylisz. Liska sama o tym napisała:

    whiteplate.blogspot.com/2012/07/jak-powstaje-przepis-jak-powstaje-tekst.html
  • bene_gesserit 28.07.12, 13:37
    W końcu obejrzałam zlinkowany przez Liskę wywiad z autorką. W świetle odkryć co do metod twórczych brzmi to strasznie. Szczyt cynizmu, ble.
    --
    push to add drama
  • linn_linn 28.07.12, 14:58
    Widac golym okiem, ze bylo to napisanie ironicznie. Przyjrzyj sie jeszcze raz.
  • mhr2 27.07.12, 10:55
    to kropka wody na kamieniu, czym sie przejmowac

    --
    Gib jedem eine zweite Chance, denn irgendwann brauchst du sie selber...
  • pietnacha40 27.07.12, 16:45
    nie wykonuję w nim żadnej cięzko - fizyczno - żmudnej pracy . Ot ,wkladając uczucia i przyjemność , sadzę sobie kwiatki . Pewnego dnia przychodzi pani ,zrywa i sprzedaje w swojej kwiaciarni . Nie powinnam jakoś tego poważnie traktować ? W końcu to tylko hobby ,z którego i tak nie miałam zamiaru czerpać korzyści . Sąsiadki wprawdzie wpadają , pooglądają ,wezmą jakąś szczepkę ,czy jak się to zwie , no ale w końcu to tylko kilka kwiatków . Nie piszę bloga . Ale czasem robię zdjęcia i wiem ile trzeba włożyć pracy ,tak właśnie - pracy ,zeby zdjęcie było ładne . Ale gdybym pisała , gdybym wymyslała przepis ,co jest sztuką ,a już na pewno trzeba mieć talent , to by mnie zgotowało ,gdyby jakaś pańcia to wydrukowała i przypisała sobie .
    Przypuszczam też ,ze gdyby poszkodowane blogerki chciały teraz wydać książkę z tymi przepisami ,to by mogły mieć kłopot z prawnikami pańci . No bo książkę skopiowały !

    --
    [img]http://tiny.pl/hx4sx[/img]
  • Gość: en IP: *.dynamic.chello.pl 02.08.12, 10:16
    Kradzież to kradzież, a ta pani od książki ukradła cudze zdania i przepisy.
    Krysiu, a jeżeli ktoś skopiuje wszystkie twoje długie i barwne posty, ułoży z nich książkę i ją wyda pod własnym nazwiskiem? Też będziesz uważać, że to właściwie twoja wina, bo sama tyłka nie ruszyłaś? Przeprowadzisz autoanalizę?
  • Gość: oli IP: *.internetdsl.tpnet.pl 02.08.12, 10:33
    Artykuł o kradzieży przepisów z czyjegoś bloga był na pierwszej stronie gazety.
    Dla mnie to jest REKLAMA tego bloga, potem książki. Tego bloga w ogóle nie znałam, a teraz wiem że istnieje.
    Ty robisz bloga, ja robię książkę, rozdmuchujemy sprawę "kradzieży" i interes się kręci;-)
  • linn_linn 02.08.12, 17:20
    Ty nie znalas... To faktycznie wiele wyjasnia.
  • Gość: oli IP: *.internetdsl.tpnet.pl 03.08.12, 09:24
    A myślisz że wszyscy znają i czytają blogi?? tym bardziej kulinarne?
    W bliższym i dalszym mi otoczeniu, to na blogi zaglądają jednie nastolatki.
  • mhr2 03.08.12, 12:27
    Gość portalu: oli napisał(a):

    > W bliższym i dalszym mi otoczeniu, to na blogi zaglądają jednie nastolatki.

    to moze przesadzasz, ale prawda jest ze sa to przepisy znane od dziesiatek lat,
    przepisy znane tylko urozmaicone, ale jak sa osoby ktore to tak uwielbiaja dlaczego nie?
    czy nie kazdy robi cos nowego?

    --
    Gib jedem eine zweite Chance, denn irgendwann brauchst du sie selber...
  • linn_linn 04.08.12, 07:27
    Nastolatki czytaja blogi kulinarne? Moze dlatego, ze w domach zwykle one zajmuja sie gotowaniem.
    Nie chodzi o to, ze wszysycy znaja i czytaja blogi. Ty bloga Liski nie znasz, wiec powinnas powstrzymac sie od wydawania opinii na jego temat w zdobywaniu popularnosci. Autorka na brak czytelnikow nie narzeka i nie ma podpierania sie plagiatowa ksiazka. Ma natomiast prawo do obrony tego, zo w blogu zamieszcza. Mialaby nawet wtedy, gdyby czytala go tylko jej rodzina. Tak jak nabywca ksiazki ma prawo liczyc na to, ze ksiazka jest oryginalnym dzielem autora, a nie zlepkiem przepisow z internetu.
  • bene_gesserit 04.08.12, 13:35
    Gość portalu: oli napisał(a):

    > Artykuł o kradzieży przepisów z czyjegoś bloga był na pierwszej stronie gazety.
    >
    > Dla mnie to jest REKLAMA tego bloga, potem książki. Tego bloga w ogóle nie znał
    > am, a teraz wiem że istnieje.

    To, obawiam się, niczego nie dowodzi.

    > Ty robisz bloga, ja robię książkę, rozdmuchujemy sprawę "kradzieży" i interes s
    > ię kręci;-)

    Yhyyy. Bo rzeczywiście to najlepszy sposób na reklamę cudzego bloga: zniszczyć sobie świetną właśnie rozpoczynającą się karierę, spalić 'twarz' i nazwisko. Ciekawe którą z autorek skradzionych blogów byłoby stać na coś takiego.
    --
    Żona pierze, gotuje, sprząta, robi zakupy i opiekuje się dziećmi, mąż wbija gwoździe, pilnuje domostwa przed niedźwiedziami i zombie oraz zdobywa żywność na polowaniu.
  • Gość: bigo IP: *.dip.t-dialin.net 04.08.12, 14:04
    bene_gesserit napisała:

    > Yhyyy. Bo rzeczywiście to najlepszy sposób na reklamę cudzego bloga: zniszczyć
    > sobie świetną właśnie rozpoczynającą się karierę, spalić 'twarz' i nazwisko. Ci
    > ekawe którą z autorek skradzionych blogów byłoby stać na coś takiego.


  • linn_linn 07.03.13, 09:03
    wyborcza.pl/1,87648,13497981,Plagiatuje_pan_pierogi_.html
  • Gość: senin IP: *.dyn.iinet.net.au 07.03.13, 10:34
    "Przekonuje, że Bawarskie (z kiełbasą myśliwską i pieczarkami) to dawne pierogi Myśliwskie, według jego receptury, a Wiejskie (z wątróbką i białym winem) to kopia jego Sołtysowych.


    pierogi soltysa z bialym winem,buahahaha... nasci staropolskie ;PPP


    za to duzo hollywoodu w tem polskim kuchennym byznesie

    obiecano druga japonie, a jest duga Ameryka.... no chyba umre ze smiechu
  • jhbsk 07.03.13, 12:26
    Ten pan chyba chce się usilnie ośmieszyć.
    --
    JS
  • vandikia 07.03.13, 12:30
    w tym przypadku przyznam rację wściekającemu się facetowi jeśli wpadł na pomysł biznesu pierogowego, znalazł dogodną lokalizację, rozkręcił wszystko i został wystawiony do wiatru

    tu chodzi o plagiat całej koncepcji, a nie przepisu, tak mi się wydaje ale może inaczej tego problemu ugryźć nie można

    jeśli sama zrobiłabym w moim mieście rozeznanie co jest, czego nie ma, co się może udać, założyłabym np. naleśnikarnię, wymyśliła wystrój wnętrza, który przyciągałby klientów, wymyśliła menu itd itd.. i ktoś po 3-4 miesiącach otworzyłby niedaleko identyczny lokal z takim samym wystrojem i menu to miałaby być zadowolona, że żeruje na moim pomyśle, wysiłku i jeszcze robi mi konkurencję?
  • linn_linn 07.03.13, 12:55
    Mozna miec najlepszy pomysl i pasc. Piekarz,ktury "wygonil" z Altamury / wloski region Apulia / McDonalda, stal sie slawny na calym swiecie i nawet film o nim zrobili. Mc probowal sie ratowac, zmieniac osoby zarzadzajace, wprowadzac nowe pomysly i co? I nic. Mimo klimatyzowanej sali na 550 osob musial zamknac.
  • linn_linn 07.03.13, 12:56
    ..piekarz, KTORY.. oczywiscie
    www.i-italy.org/9688/focaccia-blues-when-david-defeats-goliath
    Male jest piekne. W tym przypadku dobre.
  • jhbsk 07.03.13, 13:06
    vandikia napisała:

    > jeśli sama zrobiłabym w moim mieście rozeznanie co jest, czego nie ma, co się m
    > oże udać, założyłabym np. naleśnikarnię, wymyśliła wystrój wnętrza, który przyc
    > iągałby klientów, wymyśliła menu itd itd.. i ktoś po 3-4 miesiącach otworzyłby
    > niedaleko identyczny lokal z takim samym wystrojem i menu to miałaby być zadowo
    > lona, że żeruje na moim pomyśle, wysiłku i jeszcze robi mi konkurencję?

    Prawda, tylko, że wg mnie ten pan się ośmiesza, bo mówi o plagiacie przepisu.
    --
    JS
  • pietnacha40 07.03.13, 16:37
    plagiatu bloga? Ktoś wie?
    --
    [img]http://tiny.pl/hx4sx[/img]

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka