Dodaj do ulubionych

Co zabieracie w podróż pociągiem?

17.06.13, 20:08
Będziemy jechali 10 godzin pociągiem,co radzicie zabrać do jedzenia. Chciałam zabrać bułki z kotletem schabowym,ale mówią mi że to się z czasem kruszy i jest nie apetyczne. Może chleb z serem i swojską szynka wędzoną. Do tego jabłka ,banany i pokrojone pomidory-aby się nie wybrudzić.Wiadomo jeszcze jakie ciasteczka,cukierki i orzeszki. A co wy bierzecie jak wyjeżdżacie w dłuższą podróż? Proszę napiszcie ze swojego doświadczenia.
Edytor zaawansowany
  • 17.06.13, 20:34
    ja jak jezdzilam w taka dluga trase pociagiem to obowiazkowo bralam piwo i alkohol. A do jedzenia kanapki, slodycze i np. banan. Nie bierz nic smierdzacego- latem to makabra jechac w przedziale z kims kto wyciagnie jakiegos smierdziela typu jajko na twardo albo cos w tym stylu.
    10h to nie jest az tak dlugo zeby nie wytrzymac bez jedzenia- no chyba ze masz male dzieci- to wtedy wez cos takiego co mozna nawet dac w ramach rozrywki zeby je zajac na chwile. Jak to jest Intercity to powinien tez byc wagon restauracyjny albo wozek sprzedajacy goraca kawe/herbate.
    Zrob kanapki z bulki- swiezej, posmaruj z obu stron maslem - zeby sie ladnie lepilo i zeby bulka nie przemokla jak wlozysz plasterek jakiegos warzywa, ja bym wrzucila do srodka: lisc salaty kruchej, albo swiezy szpinak, jakas wedline (skoro jestes miesozerna) najlepiej po kilka plasterkow, albo ten kotlet schabowy i cienko pokrojona papryke i ogorek konserwowy- gotowe! jesli kazda bulke owiniesz w osobny papier to nie beda sie rozsypywaly ani nie beda nieapetyczne. mozesz zrobic np. polowe kanapek z innym nadzieniem a druga polowe z innym- to tez jest fun potem takie kanapki wyciagac.
    Aha- mi tez smakuje w takich kanapkach majonez :) albo jakis inny gesty sos.
    --
    youtu.be/19eBAfUFK3E
  • 17.06.13, 22:01
    > Aha- mi tez smakuje w takich kanapkach majonez :) albo jakis inny gesty sos.
    Majonez na podróz w niewiadomych warunkach cieplnych to zdecydowanie nie jest dobry pomysl...
  • Gość: Bz IP: *.play-internet.pl 11.08.17, 15:04
    Makabra to siedziec obok alkoholika. Ten to dopieso cuchnie.
  • 17.06.13, 20:35
    Piekę bułki z nadzieniem pizzowym, pieczarkowym albo dobrej jakości kiełbaską/parówką, są drożdżowe więc bardzo się nie kruszą, sprawdzają się także podczas dłuższej podrózy samochodem (opcja świeżo przetestowana).
    :-)

    --
    Chaotyczna neutralna.
  • 17.06.13, 20:37
    aaa- ja takie bulki z nadzieniem pizzowym jadalam w UK- tam sie nazywa pie, i z roznych ciast sa robione- z takiego jak croissant, albo jakiegos drozdzowego albo takiego francuskiego (tylko na slono). Pyszne sa jak sa cieplutkie- chyba sobie zrobie jutro cos takiego :)
    --
    youtu.be/19eBAfUFK3E
  • 17.06.13, 20:42
    Na zimno też przetestowane (pieczarkowe też) a z uwagi na warunki konsumpcji piekę drożdżowe bo najmniej się kruszą, sprawdzone także jako awaryjny posiłek jedzony przez panów w garniturach, nie pobrudzili się ;-)

    --
    Chaotyczna neutralna.
  • 17.06.13, 22:15
    pociagiem nie jechalam wiele, wiele lat :) ale nawet wtedy w prehistorycznych czasach byly wagony rest.,
    pamietam jednak, kiedys jadac z K-wa do W-wy oczywiscie pociagiem w ktorym byla mozliwosc zjedzenia czegos...pani w wagonie zajadala kanapki, zagryzala jajkami na twardo...podroz trwala chyba 2,5 czy 3 godziny...
  • 18.06.13, 11:36
    tralalumpek napisała:

    > pamietam jednak, kiedys jadac z K-wa do W-wy oczywiscie pociagiem w ktorym byla
    > mozliwosc zjedzenia czegos...pani w wagonie zajadala kanapki, zagryzala jajkam
    > i na twardo...podroz trwala chyba 2,5 czy 3 godziny...

    , a co masz na mysli, biedna kobieta, skad jedzie, albo lubi jesc, mialas z tym problem?

    --
    "wer wind sät wird sturm ernten"
  • 18.06.13, 12:35
    tak, mialam z tym problem, biedni ludzie nie jezdza 'takim' pociagami :))) kupuja bilety na inne rodzaje pociagow a roznice inwestuja w kanapki :)
  • Gość: monika IP: *.olsztyn.mm.pl 17.06.13, 23:12
    A ta podróż to z dziećmi czy bez?
    Bo jak bez dzieci to w sumie nie aż taki problem, jak jadę sama taką drogę to mam zwykle ze 2 drożdżówki (kupne dworcowe, a co tam ;)) + jakaś kanapka, jak z kimś to piekę jakieś fajne drożdżowe, z kruszonką, z owocami jak są albo inny nie za mocno brudzący placek - ale to tak raczej "for fun", żeby było miło jak się wspólnie zajada pyszne ciacho + kanapka albo jakieś kalarepki, rzodkiewki do chrupania i wystarcza. No i kawa, dworcowa na drogę koniecznie, jak jest WARS to tam też.

    Pozdrawiam :-)
  • Gość: en IP: *.spine.pl 18.06.13, 00:29
    Przede wszystkim coś do picia: wodę, termos z kawą lub herbatą. Proste kanapki bez majonezu i pomidorów (rozciapują się). Z zimnym mielonym albo plasterkami pieczonego kurczaka byłyby świetne. Ewentualnie pomidory osobno. Jakieś owoce - banan, jabłko. Jak lubisz - jogurt, z łyżeczką. Serwetki papierowe. Koniecznie chusteczki do umycia rąk, bo często nie ma wody w toalecie.
    Ostatnio dużo jeździłam pociągami i wiem, że wagony restauracyjne/barowe na długich trasach występują rzadko. A bywa, że panowie z wózeczkami, którzy wsiadają po drodze, mają tylko wafelki, batoniki, przedwczorajsze kanapki, ohydną kawę rozpuszczalną i słodkie soki. Lepiej wziąć coś ze sobą.
  • 18.06.13, 07:36
    wodę! zawsze mnie strasznie suszy w pociągach, a jak sie prześpię, to juz w ogóle susza maksymalna, wiec sok pomarańczowy
    zwykłe kanapki z serem i jakimis warzywami w środku powinny wytrzymać 4-5h, bo zakładam ze zjeść można w środku podróży
    poza tym portfel - w warsie nie trują :)
  • 18.06.13, 09:51
    polecam male kotlety schabowe, Chicken-Nuggets(nie ma tlumaczenia), pieczywo, ale wszystko osobno zapakowane, owoce w upaly raczej nie, wode z cytryna, moze cos gotowego, ostatnia taka podroz robilam 40lat temu, troche zazdroszcze:)

    --
    "wer wind sät wird sturm ernten"
  • 18.06.13, 11:56
    mhr, pierwszy raz widzę Twoją wypowiedź napisaną z sensem i poprawnę gramatycznie:) Tak trzymaj!
  • 19.06.13, 09:14
    Tak, szczególnie sensowny jest ten fragment o zazdroszczeniu 10h jazdy pociągiem... w Polsce jak mniemam, skoro autorka wątku podnosi jakże swojski temat brania wałówy na czas przemieszczania się środkami lokomocji, czynności nadzwyczaj znojnej, podczas której z głodu od siedzenia, rozwiązywania krzyżowek panoramicznych i lektury kryminałów romantycznych zemrzeć można. No chyba, że się stoi, bo to do Zakopca do Zakopca ciuchcia mknie i nieustannie trzeba balansować ciałem, bo wagon strasznie kolibie - wtedy bez korniszonów w zwojach ze słoniny ani rusz.

    --
    "Scratch a konik and find a romantic..."
  • 19.06.13, 19:37
    bucefał, na pewno przeczytaleś wypowiedź mhr? Bo piszesz od czapy...
  • 19.06.13, 21:43
    > ostatnia taka podroz robilam 40lat temu, troche zazdroszcze:)

    Od czapy? Zazdrościć, nawet trochę, 10h spędzonych w polskim orjentekspresie, czy tej ekscytacji z pakowania mini kotletów schabowych, chicken nuggets, czegoś gotowego, ale owoców w upały raczej nie?

    Swoją drogą pytanie o to, co jeść w pociągu co najmniej infantylne jest.

    --
    "Scratch a konik and find a romantic..."
  • 21.06.13, 14:22
    Wiesz, jak ktos pisze, ze ostatni raz podrozowal pociagiem 40 lat temu, mozna sie domyslec lekkiej nuty nostalgii na mysl o tej podrozy. A nostalgia ma to do siebie, ze nie bierze pod uwage warunkow jazdy I czysosci skladu pociagu...
  • 18.06.13, 12:27
    Nie wiem, czemu macie coś przeciwko majonezowi (chyba, że to domowy, ze świeżych jajek). Kupny, przemysłowy majonez robiony jest z proszku, przetworzonego milion razy i raczej żadne życie (bakterie Salmonelli np.) nie miały szansy się uchować. Bardziej bałabym się tych kotletów i wędlin (jad kiełbasiany). Jeśli już KONIECZNIE musiałabym coś zjeść, to wzięłabym drożdżówki, jakieś ciasto, sok, niebrudzące owoce itp.
    W Warsie jedzenie jest 1. kosmicznie drogie, 2. niesmaczne.
  • 18.06.13, 13:10
    Tydzien temu jadłam zurek w Warsie. Cena 9,9 . I naprawdę był OK.
    Zestaw ze schabowym ok 26 zł.
    www.wars.pl/#/sekcjaGastroREST
    No nie są to ceny baru mlecznego - owszem, ale w obiady w okolicznych bufetach pracowniczych, koło mojej pracy - za podobny zestaw liczą ok 18 zł...
    Jak na Wars to i tak niezłe ceny. Kiedyś narzuty były znacznie wyższe..
    Ps. W restauracji hotelowej w Krakowie - miseczka zupy 25 zł :)
    Tyle, ze wagony restauracyjne to raczej Intercity.
    10 h w Polsce to chyba trasa typu Kraków-Gdańsk, obsługiwane przez TLK. A tam, co najwyżej wagony barowe, z przekąskami.

    Co do meritum -
    jedzenie mało pachnące, bez ostrych przypraw typu mocno naczosnkowana kiełbasa, jajka na twardo.
    Chyba, ze macie do dyspozycji sami - cały przedział.

    Proponowane kotleciki schabowe/drobiowe
    keks wytrawny
    mini-pizze
    minikisze

    Ewentualnie kurczak pieczony (dla tradycjonalistów) :D
    Usmiech stąd, ze cioptka mojej przyjaciólki podrózując z Łap do Białegostoku (40 min?) ZAWSZE miała ze soba pieczonego kurczaka i podróz zaczynala od zjadania go.
    :D:D:D



    --
    Liczba literówek jest wprost proporcjonalna do poziomu irytacji.
  • 18.06.13, 13:33
    Często jadę 5 godzin autobusem. Jeszcze parę lat temu nie zabierałam w podróż kanapek, ale niestety oferta gastronomiczna na postoju jest nie pod mój gust i teraz zabieram to, co lubię czyli dobre pieczywo, wędlinę lub ser i pomidory w pudełku, rukolę. Wystarczy jeśli w drodze powrotnej będę się żywić tym, co będzie. Nie doradzę Ci konkretnie co zabrać, bo każdy ma inny gust, ale na pewno zabierz pyszności z domu, oczywiście z wykluczeniem jajek, tuńczyka, cebuli itp.
  • 18.06.13, 14:08
    Od zawsze, na długie podróże robię takie "coś": rzodkiewka, pomidor,ogórek, szczypiorek, czosnek, żółty ser, jajko na twardo, opcjonalnie wędlina dobrej jakości, lub sałata. Do tego jogurt z majonezem. Zapomniałam o koperku :) Kroję/ ścieram/ w zależności kto będzie konsumował.
    To serio wytrzymuje długie podróże, do tego pieczywo, wystarczy. No oczywiście owoce
    " jednokęsowe":)

    --
    wikul napisał
  • 18.06.13, 23:17
    >rzodkiewka, pomidor,ogórek, szczypiorek, czosnek

    Współczuję towarzyszom podróży...
  • 19.06.13, 00:40
    Co niby masz zabrać? Rozumiem, że marudzących dzieci nie będzie, więc jaki problem? 10 godzin to nie wieczność i chyba nie trzeba cały czas podjadać ;).
    Długie podróże odbywam od bardzo dawna i naprawdę nigdy nie przyszłoby mi do głowy brać "na drogę" schabowego :/.
    Moje menu to 3-4 bułki/kanapki z serem lub wędliną, lub tym i tym, przełożone liściem sałaty + coś słodkiego, bo czasem się zachce, ewentualnie jabłko lub inny "niebrudzący" owoc i niegazowana woda do picia.

    Pewnie nie pomogłam ;).

    --
    www.youtube.com/watch?v=68XchGI6H-4
  • 19.06.13, 11:50
    Dziękuję wszystim za podpowiedzi,co zabrać na drogę do pociągu. Co prawda inni się dziwili jak można tak długo jechać? Tak w Polsce można,bo nie jedzie się jednym pociągiem do celu,czasmi trzeba się prześiadać. Ale pewnie dla nie których z państwa nie do wyobrażenia,a jeszcze pociąg.Tak,to bezpieczniejszy pojazd jak samochód.
  • 19.06.13, 12:00
    e tam . mozna jechac i 19 godzin. Na trasie Przemyśl-Szczecin. Bez przesiadki.
    A 10 bez przesiadki do juz pisałam...
    --
    Liczba literówek jest wprost proporcjonalna do poziomu irytacji.
  • 19.06.13, 12:04
    re12nia napisała:

    > Dziękuję wszystim za podpowiedzi,co zabrać na drogę do pociągu. Co prawda inni
    > się dziwili jak można tak długo jechać? Tak w Polsce można,bo nie jedzie się je
    > dnym pociągiem do celu,czasmi trzeba się prześiadać. Ale pewnie dla nie których
    > z państwa nie do wyobrażenia,a jeszcze pociąg.Tak,to bezpieczniejszy pojazd ja
    > k samochód.
    wbrew pozorom istnieja jednakowoz punkty w ktorych w (niektorych) pociagach i na (wszystkich) dworcach mozna zakupic cos jadalnego.
    wcale mnie nie dziwi, ze ktos jedzie 10 godzin pociagiem, ale troche dziwi mnie, ze nie dotarlo do niego, ze czasy sie zmienily.
    ja wzielabym na taka podroz 1"dyzurna" bulke z serem czy kotletem, 1-2 jablka, jakiegos batonika (raczej nie bardzo czekoladowego w upaly) i butelke wody a nie robila bramborium bo straaaaszna podroz wymagajace specjalnego menu. szczegolnie latem. dorosly czlowiek wytrzyma spokojnie pare godzin bez jedzenia. no chyba, ze np cukrzyk.
    pociag jest bez watpienia bezpieczniejszym srodkiem lokomocji NIZ samochod. i, jesli nie zapchany po dach, stanowczo wygodniejszym.

    --
    I will eat your happiness...
  • 19.06.13, 12:12
    o rany, a może ktos lubi jeść w pociągu? Ja lubię! Pociąg rusza i ja automatycznie robie się głodna, tak na zawałonie. Uwielbiam sie gapić w okno i cos tam sobie skubac. Nie cierpię jak mi sie tylko coś kruszy i nie wiadomo co wtedy robić, jak wszytko na podłoge leci..:) Ja obowiązkowa zbairam w drogę banany, najporęczniej je się je. Zazwyczaj kupuje jakieś miekkie bagietki z fajnym nadzieniem na ostro na dworcu. Ale do czego zmierzam - najporęczniejsze są tortille - pakujesz tam co chcesz, zwijasz ściśle w folie aluminiową i w pociągu tylko odwijasz od góry w dół w miarę jedzenia i nic sie nie kruszy, ręce się nie kleją, pomidor nie wypada. Niestey nie zawsze mam czas takie cos przygotować :)
    --
    sznupkowiewpodrozyzycia.blogspot.co.uk/
  • 19.06.13, 12:52
    sznupkowie napisał(a):

    > o rany, a może ktos lubi jeść w pociągu?
    oczywiscie, ze moze. ale pytanie brzmialo "co (w domysle wy) zabieracie w podroz pociagiem?"
    a nie "co ja mam zabrac?".
    totez dostala odpowiedzi od innych co oni zabieraja (albo i nie) i dlaczego :)

    --
    I will eat your happiness...
  • 19.06.13, 17:51
    Tortilla z pokrojonym pomidorem po kilku godzinach podróży musi wyjątkowo smakować ;).

    --
    www.youtube.com/watch?v=68XchGI6H-4
  • 19.06.13, 13:00
    jezeli sie trzeba przesiadac to tym bardziej jest mozliwosc kupienia czegos na stacji i zjedzenia poza pociagiem, jezeli omijasz wagony restauracyjne
  • 19.06.13, 13:32
    Ja jeszcze niedawno przynajmniej raz w miesiacu zaliczalam 7-8 godzinna podroz pociagiem.

    Rowniez latem, w upaly. Jak juz ktos powiedzial, najesc sie przed podroza w domu, do pociagu wziac cos do picia ( wode , sok ) i jesli nie ma wagonu restauracyjnego termos z kawa lub herbata. Do tego buleczki drozdzowe, banany, jablka, ciastka typu muffiny.
    Dowiedz sie przede wszystkim czy w pociagu jest wagon restauracyjny. Ja jezdzilam niemieckimi pociagami, wiec taki wagon zawsze byl ( z przyzwoitym zarelkiem ).
  • Gość: en IP: *.spine.pl 19.06.13, 13:51
    Tak, na dworcach można kupić coś jadalnego, są to głównie kanapki z bezsmakowych bułek z margaryną, tanim serem, szynką i szklarniowym pomidorem. Raczej wczorajsze i dość drogie. Albo fast-food. W restauracyjnym nie jest tanio, za to średnio smacznie. Często Warsu nie ma, i to właśnie na długich trasach, np. Szczecin-Przemyśl albo Kraków-Olsztyn. Poza tym bywa i tak, że Warsu "nie dołączyli", choć w rozpisce jest. Czasy się zmieniły, ale nie wszędzie. Lepiej mieć coś do przegryzienia i popicia. 10 godzin bez wody to niezdrowo, a lepiej zjeść domowe kanapki niż te z tygodniową przydatnością do spożycia.
  • Gość: x IP: *.unitymediagroup.de 19.06.13, 15:54
  • Gość: miu IP: *.fbx.proxad.net 19.06.13, 18:42
    Kilka razy w roku przemieszczam sie pociagami. 90% z nich to EC i IC, ktore od dziesieciu lat zawsze prowadza wagony restauracyjne (nie barowe a wlasnie restauracyjne). Jedzenie jest w nich OK, szczegolnie zestawy sniadaniowe, ktore sa tanie i swieze. Szczerze polecam, zwlaszcza ze jest wybor roznych snadan.

    Jesli zapowiada sie inny pociag, to ze wzgledu na wspolpasazerow, staram sie zabierac jedzenie jak najmniej "wonne", czyli zadnych kielbas wiejskich na czosnku, salami, jaj na twardo, maryna w kanapkach, ketchupow, itd. Unikam tez jedzenia ktorym mozna sie poplamic i staram sie, zeby posilek byl "ubogoresztkowy", bo na ogol w wagonie jest malo miejsca na smieci i dobrze jesli nie smierdza, szczegolnie przez wiele godzin.

    W efekcie stawiam na ciemne pieczywo, posmarowane serem topionym (maslo jelczeje) z delikatnym serem zoltym, czyli bezzapachowym. Do pogryzania orzechy lub mieszanka studencka, ktore sa bardzo sycace, wiec nie tankuje sie przez cala podroz jak wyglodniale dziecko ;) Do tego tylko picie. Gdybym chciala zabrac slodycze, to najchetniej drobne, ktore sie nie krusza.

    PS. Ostatnio zauwazylam, ze na trasach 3-4 godzinnych malo kto je, ale na 10 godz. trzeba cos wziac, szczegolnie jesli nie bedzie wagonu restauracyjnego, a np. tylko barowy lub niespodzianka PKP pt. "bedzie albo nie".
  • Gość: konrad_dk IP: *.dip0.t-ipconnect.de 19.06.13, 22:00
    re12nia napisała:

    > Będziemy jechali 10 godzin pociągiem,co radzicie zabrać do jedzenia. Chciałam z
    > abrać bułki z kotletem schabowym,ale mówią mi że to się z czasem kruszy i jest
    > nie apetyczne. Może chleb z serem i swojską szynka wędzoną. Do tego jabłka

    Kopiuje i wklejam kończąc na jabłkach (banany już ominąłem, gdyż nie byłoby adekwatnie to moich wspomnień). Przypominają mi się moje podróże, jako dzieciaka w ostatniej dekadzie PRL; Gdańsk- Wisła, Gdańsk- Zakopane, Gdańsk-Kraków - kilkunastogodzinne maratony pociągowe z rodzicami, albo ze dorosłymi kuzynkami; zapach jajek na twardo, mielonych i schabowych na zimno pozostał mi do dzisiaj. Aha no i herbata z cytryną z termosu. OK. Why not, chociaż osobiście odradzam.
    Ale jeżeli już chcesz, to polecam ciemne pieczywo (nie kruszy się i świetnie smakuje nawet jako czerstwe) i produktami wędzonymi i suszonymi. Albo nie rób kanapek, tylko weź pieczywo, wędliny , sery i warzywa- tak najlepiej, smaczniej i najpraktyczniej
  • 20.06.13, 22:31
    A propos korzystania z Warsa, które sporo osób zasugerowało, mam odpowiedź - NIE! Ostatnio przerzuciłam się na inne formy transportu, ale zbyt dobrze pamiętam moje doświadczenia związane z pociągowym jedzeniem. Wars jakiś czas temu "odświeżył" swoją ofertę poprzez wprowadzenie ładnych, kolorowych kart i nowych dań, ale to, co się za nimi kryje, woła pomstę do nieba. Wars jest odpowiedzialny za najgorsze danie, które do tej pory jadłam, ukrywające się pod dumną nazwą "parpadelle w sosie serowym". Słabo mi się robi na samo wspomnienie.
    Jedzenie w przypadkowych miejscach podczas przesiadek również nie jest dobrym pomysłem. Można liczyć na kiepskie fastfoody i zupki z proszku.
    Tak więc jeśli chodzi o podróżowanie pociągiem, zgadzam się z autorką wątku, że jednak warto zabrać swoje jedzenie (wprawdzie uwielbiam jedzenie poza domem, ale tylko dobrej jakości). Nie rozumiem tylko, w czym problem. Nawet 10-godzinna podróż nie jest na tyle długa, żeby deliberować nad tym, co ze sobą zabrać. Wystarczą dwie kanapki, jabłko i drożdżówka, żeby spokojnie dotrwać do końca podróży.
  • 21.06.13, 00:01
    batoniki zbozowe z bakaliami, orzechy, migdaly
    wode
    --
    co bylo to bylo
    co moze byc jest
    a bedzie to co bedzie
  • 21.06.13, 12:01
    takie cos mozna zawsze wziasc!

    --
    "wer wind sät wird sturm ernten"
  • Gość: anew IP: *.mirasoft.pl 21.06.13, 23:12
    Ja zabierałam małe bułki z kotletem albo z suchą wędliną,banany,drożdżówki lub muffiny,mieszankę studencką i wodę.No i kawę w termosie:)
  • Gość: Grażyna IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.06.13, 14:25
    Najlepiej kabanoski, ciemny chleb i pomidorki koktajlowe w pudełku. Nic się nie kruszy, nie wylewa i jest smaczne nawet po 10 godzinach.
  • 22.06.13, 04:08
    Podróż pociągiem to przygoda, która rożciąga się stąd do tamtąd. Ażeby się w niej rozsmakować, już na drugiej stacji nalezy, a nawet trzeba, bo człowiek staje się wtedy głodny jak źwirz, rozwinąć wiktuały. I co my tam mamy? Dobrze jest mieć herbatę w butelkach po czymś, albo w termosie.
    Nóżkę z kury, niestety jajco, i ,o bogowie! kanapkę z kotletem panierowanym!! do tego pomidora w łapie.I ogórka.
    Można wtedy wyglądać przez okno, wierząc że nic złego nam się nie przydarzy, podziwiać widoki, przejść się korytarzem dla palaczy, słowem ponudzuć się aż do Małkinii....
  • 22.06.13, 11:44
    shachar napisała:

    > Podróż pociągiem to przygoda,

    mam nadzieje ze z niej skozystam:)

    --
    "wer wind sät wird sturm ernten"
  • Gość: anew IP: *.mirasoft.pl 22.06.13, 21:53
    Ironii tyle,że wstyd.
  • Gość: xy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.05.14, 16:52
    A ja mam gdzieś, co współpasażerowie myślą o moich kanapkach z jajkiem i zabieram je i do pociągu, i do samolotu. Jeżdżę często nocnymi pociągami i zauważyłam, że wielu pasażerów, szczególnie mężczyzn, nie może iść spać w pociągu, jeśli się nie narąbie, a wiele osób nie wysiedzi paru godzin w samolocie, jeśli się nie znieczuli alkoholem. Wobec smrodu przetrawianego piwa zmieszanego z zapaszkiem kolejnego, na świeżo spożywanego, moje jajko to pikuś. Jedzenie zabieram zawsze, bo oferta przewoźników mi nie odpowiada, a poza tym od pewnej grudniowej wyprawy dobrych parę lat, kiedy to z powodu złych warunków atmosferycznych moja podróż znacznie się przeciągnęła, a nic do jedzena nie mozna było kupić, uważam, że wałówkę warto mieć - trochę bardziej konkretną niż pączki i batoniki.
  • Gość: portalu IP: *.zabrze.vectranet.pl 03.05.14, 17:23
    Ale i tak dla tych podchmielonych współpasażerów będziesz tą od której wali kiełbasą czy jajkiem.
  • 03.05.14, 22:00
    Gość portalu: xy napisał(a):

    > A ja mam gdzieś, co współpasażerowie myślą o moich kanapkach z jajkiem i zabier
    > am je i do pociągu, i do samolotu.

    Och, wierzę ci, jestem pewna, że jest bardzo wiele osób którym absolutnie nie przeszkadza to, że śmierdzą one same, ich odzież czy ich jedzenie.

    --
    Chaotyczna neutralna.
  • 04.05.14, 13:37
    Gość portalu: xy napisał(a):

    > A ja mam gdzieś, co współpasażerowie myślą o moich kanapkach z jajkiem i zabier
    > am je i do pociągu, i do samolotu.

    To nie jest kwestia co myślą, tylko jak się męczą niektórzy. Myśleć to mogą o czyimś wyglądzie, ale to nie przeszkadza. Od zapachu nie można uciec. Roztaczanie intensywnego zapachu (np. mocne perfumy) w takich miejscach zamkniętych to brak szacunku do ludzi.
  • 11.08.17, 16:27
    Ja pamiętam jazdę autokarem na południe Niemiec w 1993. Klimatyzacja tylko na papierze, postoje na granicy... do 28 godzin jazdy. Te kiełbachy i jajka pasażerów powodowały u mnie odmowę jedzenia. W tym roku jadąc do Wilna zabrałam dużo racuchów owsianych firmy Sante. Szybko się je robi z kefirem i jabłkiem. I po 24 godzinach sympatycznie pachniały i świeżo wyglądały. Polecam.
  • 13.08.17, 16:17
    I przez te 24 godziny jazdy do Wilna nie było gdzie sobie kupić czegoś innego? :D
  • 13.08.17, 17:55
    Oczywiście, że było i tyle to nie trwało. Po prostu racuchy zostały nie całkiem zjedzone i zjadłam resztę jeszcze po tylu godzinach bo apetyczne dalej były.
  • 13.08.17, 18:01
    To taki pojemnik z podwójną pokrywką, który w środku ma płyn do zamrożenia dla ochłody może przedłużył im życie. W każdym bądź razie to nie kiełbacha z jajem.
  • Gość: ll IP: *.free.aero2.net.pl 16.08.17, 11:46
    Strasznie stary watek, ma juz pare lat.

    Teraz nalezy unikac jedzenia, ktore pachnie, bo wiekszosc pociagow jest bezprzedzialowa. Jak sie wyjmie cos pachnacego, to kicha. Najlepszy jest polski ser zolty, czyli bez smaku i bez zapachu, drozdzowki, owoce, itd. Odradzam maslo, bo jelczeje, lepsze sa serki do smarowania. Odpadaja wszelkie wedliny poza suchymi (ale np. cieply kindudzk mocno pachnie i tez sie nie nadaje).
  • 16.08.17, 11:58
    Gość portalu: ll napisał(a):

    > Strasznie stary watek, ma juz pare lat.

    powtórka niemożliwe szkoda




    --
    "leben und leben lassen"

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.