Dodaj do ulubionych

różnice regionalne

27.06.14, 21:39
Wiele przepisów bardzo się różni w zależności od regionu Polski. Np. rosół.

Dla mnie, z ziem zachodnich, to mięso i włoszczyzna. Absolutnie wykluczone są liść laurowy, ziele angielskie i czosnek. Bo wtedy rosół smakowałby jak gorąca galareta. Do rosołu tylko natka pietruszki, a nie koperek.

Jadłam "inne tradycyjne rosoły" i każda gospodyni podpierała się doświadczeniem matek, babek, prababek..itd.

Ciekawa jestem nie tylko przepisu na rosół, ale też na inne "polskie" dania. Jesteśmy bardzo dużym i zróżnicowanym regionalnie krajem. Może warto wymienić się smakami.

Edytor zaawansowany
  • horpyna4 27.06.14, 22:09
    Podczas wyjazdu urlopowego jadam obiady w różnych restauracjach i staram się z dnia na dzień zmieniać knajpę, jeżeli jest ich w okolicy więcej. W ten sposób poznaję dania typowe dla danego regionu, bo zazwyczaj powtarzają się w obrębie pewnego obszaru.

    Jeszcze jakieś 40, a nawet 50 lat temu zaczęłam zauważać różnice między regionami. Choćby sposób podawania buraczków do obiadu: jak ktoś przywykł do jedzenia jarzyny na gorąco, to może zdziwić się, jak mu gdzieś podadzą na zimno. To samo zresztą z naleśnikami na słodko - w jednym regionie podawano je na gorąco, z patelni, a w innym na zimno, bo nie były smażone po zawinięciu. Tak po prostu tam jadano.

    We wschodniej Polsce (dawny zabór rosyjski) potrawy dość często przyprawiano śmietaną, między innymi zupy owocowe. W zachodniej przypominały kompot z kluskami.

    W połowie lat 70. w okolicach Chojnic jednym z typowych dań obiadowych był pieczony boczek podawany na gorąco. Nie spotkałam tam wtedy restauracji, która by go nie serwowała.
  • pluton232 27.06.14, 22:37
    Wielkie różnice są też jeśli chodzi o przygotowanie młodej kapusty.
    Ja wyniosłam z domu przepis taki: sparzyć kapustę dodać szczypiorek , koperek, odrobinę octu lub soku z cytryny, szczyptę soli cukru i śmietanę 36% i smażyć jak kto woli długo. Ale np. moja teściowa spod Bydgoszczy do młodej kapusty daje tylko masło i ocet. Mnie nie smakuje, ale dla niej to smak młodej kapusty z dzieciństwa.
  • Gość: Ewa IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.06.14, 15:09
    Choćby sposób podawania buraczków do obiadu: jak ktoś przywykł do jedzenia jarzyny na gorąco, to może zdziwić się, jak mu gdzieś podadzą na zimno. To samo zresztą z naleśnikami na słodko - w jednym regionie podawano je na gorąco, z patelni, a w innym na zimno, bo nie były smażone po zawinięciu. Tak po prostu ta m jadano.

    Nie zgodze sie... u mnie jada sie buraczki pod różna postacią i na ciepło i na zimno z chrzanem. Podobnie z nalesnikami, te na słodko z serem zawsze sie smażyło na patelni i podawało na goraco, podobnie z dżemem własnej roboty ale juz nalesniki z dżemem ze sklepu to tylko na zimno bo wiadomo ze taki dżem to sama żelatyna...
  • horpyna4 28.06.14, 20:14
    Ewo, nie o buraczki z chrzanem mi chodziło, tylko o ugotowane na tzw. jarzynę, jak to kiedyś nazywano. Po prostu w jednych regionach podawano je na ciepło, w innych tylko na zimno. Być może i to nieco się zmieniło, mnie chodzi o czasy głębokiego peerelu.

    Tak samo naleśniki. Znałam dom, gdzie naleśników własnej produkcji już nie smażono po zwinięciu, a podczas podróży po Polsce trafiłam i w knajpach na takie dania. I były to m.in. naleśniki z serem.

    Myślę, że teraz bardziej ujednolicił się sposób przygotowywania potraw choćby dzięki kulinarnym programom TV. Pół wieku temu nie tylko nie było internetu, ale i takiej telewizji, jak dzisiaj.
  • Gość: Ewa IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.06.14, 20:57
    Tylko ze ja napisałam ze u nas jada sie od zawsze buraczki na wiele sposobów, na gorąco również, ugotowane, starte na tarce, podduszone na odrobinie masła z dodatkiem octu winnego plus odrobina soli i cukru dla zbilansowania smaków... pycha:)
  • mona_mayfair 30.06.14, 02:48
    U mnie dawało sie jeszcze śmietanę ;)
  • Gość: Ewa IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.07.14, 14:24
    U mnie w domu tez ale ja staram sie troszke odchudzic swoja kuchnie i ze smietany zrezygnowałam juz dawno:):)
  • quba 01.07.14, 20:24
    ja ścieram buraczki na tarce, dodaję szczyptę soli, pieprzu, cukru, łyżkę octu i podaję na zimno do wołowiny, gulaszu, i jeszcze do paru innych dań,
    Moi sąsiedzi, buraczki robią z cebulką, śmietaną, podgrzane (mnie rośnie to w ustach).
    Chrzan z buraczkami czyli ćwikła to dodatek do mięs i jaj na twardo, na zimno,na przykład na stole wielkanocnym, do śniadania.
    Ale my ćwikłę często jemy, bo i buraczki i chrzan są zdrowe, i je lubimy bardziej niż sam chrzan.

    --
    Tradycja to dąb, który tysiąc lat rósł w górę. Niech nikt kiełka małego z dębem nie przymierza. Tradycja naszych dziejów jest warownym murem, to jest właśnie kolęda, świąteczna wieczerza... To jest ludu śpiewanie, to jest ojców mowa, to jest nasza historia, której się nie zmieni. A to co dookoła powstaje, od nowa, to jest nasza codzienność, w której my żyjemy.
  • Gość: mika IP: *.dynamic.gprs.plus.pl 04.07.14, 13:41
    A ja scieram buraczki roznie, w zaleznosci od tego jakie chce. Podaje i na zimno, i na cieplo zalezy do jakiego dania. Czasem tez kroje w kostke (zgroza ;) ! ) - wtedy sa na zimno.
  • mhr2 05.07.14, 14:53
    quba napisał:

    > Ale my ćwikłę często jemy, bo i buraczki i chrzan są zdrowe, i je lubimy bardzi
    > ej niż sam chrzan.

    dlaczego miałbym z tego zrezygnowac

    --
    "leben und leben lassen"
  • Gość: mika IP: *.dynamic.gprs.plus.pl 27.06.14, 22:40
    W Polsce z powodu wojennej homogenizacji narodu (wielka rzez, a potem rownie wielka wedrowka ludu), mamy bardzo niezwykla sytuacje: w sumie jedno menu dla calego narodu, z niewielka iloscia dan regionalnych, glownie tam, gdzie udalo sie... malo wedrowac i jakos przezyc. Zanika kuchnia lwowska i wilenska, prawie nie jest znana tradycyjna kuchnia warszawska (sic!). Dobrze ze sa roznice regionalne.

    Jesli piszesz "ziemie zachodnie" to skad pochodza Twoi przodkowie?
  • znana.jako.ggigus 27.06.14, 22:52
    ja tez dorastalam na Zachodzie Polski hehe, rodzina (z obu stron) pochodzi z Polski centralnej, zadne Kresy. Pierogi ruskie moja mama jadla na stuiach na stolowce i wporwadzila do nieufnej rodziny u siebie. Bo zeby tak gotowac razem ziemniaki i twarog w ciescie??
    --
    ’Cause I told you once / And then I told you twice / And now I told you three times / And at the risk of repeating myself I’m gonna say it again: I wanna be your lover - Jarvis Cocker.
  • pluton232 28.06.14, 00:02
    Mika, Moi dziadkowie są z Tarnopola
  • qubraq 28.06.14, 10:59
    pluton232 napisała:

    > Mika, Moi dziadkowie są z Tarnopola

    Witaj krajanko, ja jestem ze Lwowa ale u nas liscie bobkowe ziele angielskie kminek czosnek i inne przyprawy z naszego ogrodu i zarubieżnych łąk i pól były w codziennym użyciu; nie wyobrazam sobie rosołu bez przypraw takich jak lisc bobkowy i ziele angielskie... :-)
    Niestety na mnie sie konczą lwowskie smaki - moje dzieci i wnuki juz jakos odstały od moich "smaków" - to smutne... selawi...
  • Gość: mika IP: *.dynamic.gprs.plus.pl 28.06.14, 13:52
    Super ciekawe. To by pokazywalo, ze roznice nie sa regionalne, tylko rodzinne.
  • jarek_zielona_pietruszka 28.06.14, 00:31
    Gość portalu: mika napisał(a):

    > prawie nie
    > jest znana tradycyjna kuchnia warszawska (sic!).

    Komu nie jest znana temu nie jest znana. W Warszawie rodowitych Warszawiaków jest ok 5%. reszta to naleciałości. Skąd mają znać kuchnię warszawską. Każdy kto urodził się w Warszawie, albo pomieszkał 2-3 miesiące uważa się za Warszawiaka, a tak faktycznie o Warszawie nic nie wie. Robią tylko złą reklamę prawdziwym Warszawiakom.

    --
    tiny.pl/q2m8x Zapraszam
  • triismegistos 28.06.14, 12:30
    Uomatko. Mieszkałam parę lat w stolicy, jak ktoś na jakimś spędzie ludności (typy festiwale) pytał mnie skąd jeste to zamiast tłumaczyć zawiłości moich wyprowadzek mówiłam po prostu "z Warszawy". Straszny wstyd wam przyniosłam, zaiste.
    Z kuchni warszawszkiej znam tylko minogi i flaki "z pulpetamy". Te ostatnie przekazał mi dziadek, stary lwowiak.
    --
    [img]http://vader.joemonster.org/upload/zpu/6554800aa859b5019.gif[/img]
  • Gość: mika IP: *.dynamic.gprs.plus.pl 28.06.14, 13:54
    Jadlas minogi?! Gdzie?
  • triismegistos 29.06.14, 21:50
    W jakiejś knajpei chyba na Pradze...
    --
    Jak mówią starzy partyzanci: lepiej strzelić, przeładować i jeszcze raz strzelić, niż świecić latarką i pytać: "Kto tu jest?!"
  • bene_gesserit 04.07.14, 21:46
    jarek_zielona_pietruszka napisał:

    > Komu nie jest znana temu nie jest znana. W Warszawie rodowitych Warszawiaków je
    > st ok 5%. reszta to naleciałości. Skąd mają znać kuchnię warszawską. Każdy kto
    > urodził się w Warszawie, albo pomieszkał 2-3 miesiące uważa się za Warszawiaka
    > , a tak faktycznie o Warszawie nic nie wie. Robią tylko złą reklamę prawdziwym
    > Warszawiakom.

    Uhuuhu, a ci prawdziwi to dopiero robią sobei dobrą reklamę. Zwłaszcza uprzejmymi postami na forum.


    --
    dont hejt de pleja, hejt de gejm
  • momas 28.06.14, 08:32
    Gołąbki - jak mawiał M Kuroń zawartość ryzu rośnie proporcjonalnie w kierunku wschodu Polski
    Leniwe - regionalnie nie wiem, ale część robi z serem i ziemniakami, część tylko z serem

    Parę lat temu był podobny wątek - nie mogę sie do niego dokopać - tam było sporo takich róznic.

    --
    Liczba literówek jest wprost proporcjonalna do poziomu irytacji.
  • Gość: annjen IP: *.dynamic.chello.pl 08.07.14, 12:18
    :)))) To dlatego gołąbki mojej teściowej (ok. 30 km od wschodniej granicy) zawierają prawie sam ryż:)
  • momas 28.06.14, 11:27
    oooo.... znalazłam:)
    forum.gazeta.pl/forum/w,77,87789487,,jedna_nazwa_rozny_sklad_.html?v=2
    --
    Liczba literówek jest wprost proporcjonalna do poziomu irytacji.
  • Gość: x IP: *.dip0.t-ipconnect.de 28.06.14, 12:18
    region regionem, osoby sa rozne, mysle ze to juz nieaktualne!
  • budzik11 28.06.14, 12:32
    To nie tylko kwestia regionu, ale chyba przede wszystkim tradycji rodzinnych i smaków poznawanych w dzieciństwie. Ja np. bardzo się zdziwiłam dowiedziawszy się kiedyś, że ktoś dodaje do bigosu wino i/lub przecier pomidorowy.
  • Gość: Ewa IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.06.14, 15:14
    Dla mnie rosół to mieso, włoszczyzna, palona cebula, 1-2 suszone grzybki, ziele angielskie, liście laurowe, lubczyk. Ktoś pisał ze im dalej na wschód tym więcej ryżu w gołąbkach, nie do końca, u mnie ryż spełnia role "spulchniacza" mięsa, do gołąbków obowiązkowo daje duuuużo smażonej cebuli i suszonych grzybów.
    PS. pisze z Podkarpacia.
  • mhr2 29.06.14, 09:44
    Gość portalu: Ewa napisał(a):

    > Dla mnie rosół to mieso, włoszczyzna, palona cebula, 1-2 suszone grzybki, ziele
    > angielskie, liście laurowe, lubczyk.

    robie podobnie, wiekszosc robi tak albo podobnie, indywidualne dodatki jak czosnek to kwestia smaku, tak jak dosalanie bez probowania!

    --
    "leben und leben lassen"
  • Gość: Ewa IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.06.14, 21:00
    Mnie jakoś z czosnkiem do rosołu nie po drodze:) za to uwielbiam rosół z dodatkiem ostrej papryki (dodawanej juz na talerzu bo tylko ja tak jadam :)) i mnóstwem natki pietruszki.
  • Gość: dorotkah IP: 73.44.79.* 30.06.14, 02:17
    U mnie w ogole sie nie dodawalo ryzu do golabkow.Podawalo sie z bardzo rzadkim sosem pomidorowym i ziemniakami.Pierogi ruskie pierwszy raz jadlam jako nastolatka w barze mlecznym.W domu tylko miesne albo na slodko z serem.Byly zupy owocowe z makaronem i najlepsza gesta,slodka zupa powidlowa.Moja rodzina pochodzi z Warszawy.
  • Gość: Ewa IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.07.14, 14:33
    U nas w domu pierogów ze słodkim serem się nie jadało, "wprowadził' je do menu rodzinnego szwagier który pochodzi z Krakowa. podobnie jak zup owocowych chociaż pamiętam je z przedszkola. Poza ruskimi jadaliśmy i jadamy z mięsem, owocowe, z kapustą i grzybami. Moja mama jeszcze robiła z kapusta i serem białym ale u mnie w domu juz się nie przyjęły (maz patrzył na nie krzywo:)) chociaż pochodzimy z tych samych okolic. Zresztą jak przeanalizowac kuchnie mojej mamy i teściowej (pochodziły z tej samej miejscowości) to są to dwie odległe galaktyki :), może dlatego ze moja mama gotowała bo lubiła a teściowa bo musiała.. teraz nie musi i jest szczęśliwa:)
  • mona_mayfair 30.06.14, 02:53
    Ja do rosołu daję ząbek czosnku w łupinie, czasem imbir. Ziele i liść obowiązkowo.
  • zlosliwiec.zlosliwiec 04.07.14, 13:16
    Kraj kwadratowy, na prawie calej powierzchni plaski jak stol, poprzecinany najwyzej rzeczkami glebokimi po pas i walami polodowcowymi, w jednej i tej samej do bolu strefie klimatycznej - jakich tu regionalizmow oczekiwac? Ze 'u mnie w domu buraczki cieple, a w stolowce nad morzem jak bylam dzieckiem to podali zimne?' Moze jeszcze roznice w polozeniu schaboszczaka na talerzu rozpatrzyc, albo ile razy sie go w panierce obtacza: w poznanskiem dwa, w kieleckiem jeden?

    Szerzej patrzcie, syntetyczniej, w kontekscie kuchni srodkowoeuropejskiej.
  • znana.jako.ggigus 04.07.14, 14:13
    np slowa zaklepka czy zgoc (z z jak zdzblo) nie sa znane szerzej w Pl.
    Dlugi czas myslalam, ze zaklepka to standard w polskim ale tak nie jest.
    Cale laat toczylam dyskusje w podstawowce, jaki barszcz sie podaje na Wigilie i Wielkanoc.
    O pierogach ruskich czy pierogach owocowych na ciescie drozdowym nie wspomne.
    --
    ’Cause I told you once / And then I told you twice / And now I told you three times / And at the risk of repeating myself I’m gonna say it again: I wanna be your lover - Jarvis Cocker.
  • zlosliwiec.zlosliwiec 04.07.14, 14:37
    Rzeczywiście spore różnice, wręcz oceaniczne. Barszcz czerwony czy barszcz biały, z pasztecikiem czy uszkami, pierogi gotowane czy pierogi pieczone, serek homogenizowany napoczynać od prawego czy od lewego brzegu, woda grodziska czy mazowszanka, strój łowicki czy strój krakowski?
  • znana.jako.ggigus 04.07.14, 15:43
    kutia tez. Pochodze z centralnej Polski i chętnie sięgam po źgoc.
    Dla ciebie nie ma różnic, dla mnie są. To wszystko.
    --
    ’Cause I told you once / And then I told you twice / And now I told you three times / And at the risk of repeating myself I’m gonna say it again: I wanna be your lover - Jarvis Cocker.
  • bene_gesserit 04.07.14, 21:51
    Kraj przed pogromami, wysiedlaniami i walcem historii miał sporo mniejszości: żydowską, łemkowską, holenderską, karaimską, tatarską, niemiecką, rosyjską, ukraińską, ormiańską, białoruską, słowacką itd itd itd Każda z tych kultur ma swoją kuchnię, przpomnę. Kształt kraju ani jego rzekoma płaskość nie mają tu nic do rzeczy.
    --
    dont hejt de pleja, hejt de gejm
  • buka007 04.07.14, 22:05
    no tak, Bene, ale to nie sä różnice regionalne.
    Kształt kraju moze nie ma nic do rzeczy, ale jego płaskośc zdeterminowała kulinarność. I nie tylko. Bardzo polecam ci lekturę książki Jasona Goodwina "On Foot to the Golden Horn".


    bene_gesserit napisała:

    > Kraj przed pogromami, wysiedlaniami i walcem historii miał sporo mniejszości: ż
    > ydowską, łemkowską, holenderską, karaimską, tatarską, niemiecką, rosyjską, ukra
    > ińską, ormiańską, białoruską, słowacką itd itd itd Każda z tych kultur ma swoją
    > kuchnię,
  • bene_gesserit 04.07.14, 23:23
    Ależ oczywiście, ze to jest kuchnia regionalna. Region wyróżniany jest między innymi przez cechy etnograficzne. Tak czy inaczej - mnogość tradycji zawsze się pojawia w wątkach okołoświątecznych. Z tych wątków dowiedziałam się o istnieniu zupy z maku, bez której niektórzy nie wyobrażają sobie Bożego Narodzenia.

    O czym my w ogóle mówimy? Oczywiste jest, że poszczególne Heimaten mają swoje kuchnie. Także w Polsce. I nie trzeba do tego mieszkać na Podhalu )


    --
    - Kiedy zorientowałaś się, Pani, że jesteś Boginią?
    - Cóż, pewnego dnia modliłam się i nagle zrozumiałam, że mówię do siebie.
  • zlosliwiec.zlosliwiec 04.07.14, 23:43
    No tak, kuchnia łemkowska, ukraińska, białoruska, ukraińska to są odrębne kuchnie, really. Jeśli będziemy się tak rozdrabniać, to wyróżnijmy kuchnię Nowaków, Kowalskich, Kaczmarków, Wiśniewskich........

    > Kształt kraju ani jego rzekoma płaskość nie mają tu nic do
    > rzeczy.

    Geografia kraju ma sporo do rzeczy. Przejezdne warunki naturalne sprzyjają kulturowej dyfuzji, a przy identycznych nieomal na całej powierzchni krajów okolicznościach przyrody trudno o wyraźnie inne jej dary, co nadać mogłyby lokalnego kolorytu w obrębie polskiej kuchni. Polska to nie Francja z wołowo-jabłkowo-maślaną nadatlantycką Normandia ze swoją wieprzowiną w sosie śmietanowo-cydrowym, jabłkowymi plackami w kastardzie; śródziemnomorską Prowansją, ziołowo-oliwno-pomidorowo-bakłażanową; truflowym Piemontem i Alpami, z twardymi serami górskimi. To nie Hiszpania z dżdżystymi krajem Basków i poceltycką Galicją, gdzie króluje solony dorsz; dumną śródziemnomorską Katalonią, czarnym ryżem i aragońskim dziedzictwem, królewską Kastylią; poarabską półpustynną, górzystą Andaluzją gdzie migdały są tanie jak barszcz. To nie Włochy, zjednoczone w jeden organizm państwowy dopiero w drugiej połowie XIX wieku. To nie Chiny z Kantonem, Syczuanem, Anhui, Szantungiem, Fukienem, Szanghajem, Hunanem i Czekiangiem. To nawet nie Niemcy. Średniej wielkości nizinny europejski kwadraciak, etnicznie zuniformizowany, z kulinarną tradycją nie odbiegającą znacząco od tych obecnych w szerszym regionie środkowej Europy.
  • bene_gesserit 05.07.14, 20:05
    Yhyyy, Polska to nie Hiszpania ani Francja, a woda jest mokra. Mamy też zdecydowanie gorszy marketing i o wiele mniej turystów spragnionych przemodnej autentyczności.

    To, że nie znasz polskiej kuchni regionalnej, nie oznacza, ze ona nie istnieje.
    Flaki po warszawsku, kulebiak, pierekaczewniki, skękacze, karminadle, maczanka krakowska, łamańce, kutia, fafernychy, barszcz ukraiński, kiszka ziemniaczana, amoniaczki, chłodnik litewski, kwaśnica, szczupak na szaro, rogale śwętomarcińskie, pierogi ruskie, czernina, zupa brzadowa, małdrzyki, gzik, cebularze, bombolki, bliny, kwaśnica, ciastka ze skwarkami, pascha, sernik z kaszą gryczaną, flaki z pulpetamy, lin w śmietanie, modro kapusta, kluski szare, makiełki, apfelsztrudel, chleb gogołowicki, rejbak, piwo kozienicowe, ciupka z grochem.
    Itd itd itd, to się pewnie liczy w pierdyliardy, tylko moja wiedza jest zbyt uboga. To jest polskie dziedzictwo kulturowe. Fakty.


    --
    śpiewali kiepsko, ale bronili swego prawa do fałszowania
  • zlosliwiec.zlosliwiec 05.07.14, 23:17
    Zaciekawiłaś mnie z tym chlebem gogołowickim. Już sobie myślę, co to za niezwyczajne, endemiczne cudo, a tu proszę, co znalazłem:

    "Chleb gogołowicki wypiekany jest od trzech pokoleń przez jedną z rodzin, która przybyła na Dolny Śląsk z Kresów Wschodnich i osiadła we wsi Gogołowice pod Miliczem. Przez wiele lat chleb wypiekano na własny użytek i dla znajomych. Chleb robiony jest na zakwasie
    i wypiekany trzy razy w tygodniu na liściach kapusty lub chrzanu w opalanym drewnem piecu szamotowym. Chleb ma grubą, chrupiącą skórkę i bardzo długo zachowuje świeżość. Mąka używana do wypieku chleba pochodzi z własnego gospodarstwa producenta. Chleb zdobył uznanie konsumentów z województwa dolnośląskiego, wielkopolskiego, śląskiego oraz turystów z zagranicy. Chleb, a zwłaszcza jego wyborny smak i zapach, docenione zostały przez jury wojewódzkiego konkursu Nasze Kulinarne Dziedzictwo, gdzie zajął I miejsce. Chleb wpisany został na Listę Produktów Tradycyjnych."

    Kiedy mogę swój chleb krysiowy na zakwasie, dojrzewający w nigdy nie czyszczonych koszykach rozrostowych i pieczony od lat sześciu raz w tygodniu w piekarniku z szamotową podkładką wpisać na listę produktów tradycyjnych?
  • squirk 05.07.14, 23:50
    zlosliwiec.zlosliwiec napisał:

    > Kiedy mogę swój chleb krysiowy na zakwasie, dojrzewający w nigdy nie czyszczony
    > ch koszykach rozrostowych i pieczony od lat sześciu raz w tygodniu w piekarniku
    > z szamotową podkładką wpisać na listę produktów tradycyjnych?

    Sądzę, że wtedy, kiedy przestanie być chwalony tylko przez Ciebie a zdobędzie uznanie na targach, dostanie nagrody i ludzie będą chcieli go kupować.

    --
    Chaotyczna neutralna.
  • zlosliwiec.zlosliwiec 06.07.14, 11:42
    Napisz, gdzie Ci bochenek podrzucić, to będziesz dziesiątą chwalącą.
  • squirk 06.07.14, 17:21
    zlosliwiec.zlosliwiec napisał:

    > Napisz, gdzie Ci bochenek podrzucić, to będziesz dziesiątą chwalącą.

    Ojej. W Polsce piekłam na zamówienie dla kilkunastu osób, tu dla kilku a dwie koleżanki będę uczyła pieczenbia, nie tylko chlebów, mój zakwas jest rozdawany w Polsce i Irlandii (dzięki Zakwasowej Mapie), dotarł zasuszony do Belgii i USA. Nie przyszłoby mi do głowy robienie zamieszania i domaganie się zaszczytów z powodu tak zwyczajnego, jak pieczenie chleba i dzielenie się nim z bliskimi. To, że jakaś rodzina się wybiła i piecze fantastyczny, nagradzany chleb, też mnie nie uwiera, najwyraźniej zasłużyli i niech się tym cieszą.

    --
    Chaotyczna neutralna.
  • bene_gesserit 06.07.14, 00:53
    To fajnie, że udało się zainteresować polską kuchnią Polaka, znawcy kuchni Piemontu, Lacjum i Andaluzji. Sprawdz sobie może jeszcze parę nazw, to przestaniesz pleść androny o dziabaniu ziemniaka.
    --
    Moja mama ma Nobla z fizyki, mój tata pracuje w przedszkolu.
  • zlosliwiec.zlosliwiec 06.07.14, 01:04
    Androny to ogłaszanie dziedzictwem kulturowym i faktem zwykłego chleba z rodzinnej piekarni.
  • bene_gesserit 06.07.14, 01:12
    Kuchnia narodowa to część kultury każdego kraju. Kultura to dziedzictwo. Oczywiście, nie ma obowiązku czuć do niego sentymentu, nawet jeśli wyrosło się na kartoflankach, żurku i bigosie. Spokojnie można się przeflancować na Piemont i zagryźć go Toskanią, wolna wola. Z tym, ze to niemądre się upierać, że w Polsce czegoś takiego jak kuchnia poszczególnych regionów nie ma, bo tylko od trufli albo solonego dorsza można doznać prawdziwego, czyli zagranicznego orgazmu kulinarnego.


    --
    Żona pierze, gotuje, sprząta, robi zakupy i opiekuje się dziećmi, mąż wbija gwoździe, pilnuje domostwa przed niedźwiedziami i zombie oraz zdobywa żywność na polowaniu.
  • squirk 06.07.14, 04:44
    bene_gesserit napisała:

    Spokojnie można się przeflancować na Piemont i zag
    > ryźć go Toskanią, wolna wola.

    Na "mieszkam/bywam zagranico - jestem taki lepszy od was" nie poradzisz.
    :-)

    --
    Chaotyczna neutralna.
  • bene_gesserit 06.07.14, 12:07
    E, to postawa częsta również u Polaków, którzy nie emigrowali. Polskie znaczy bylejakie, zwłaszcza jeśli sie porówna do Europy Zachodniej. Cena, jaką płacimy za wygodną pozycję kraju prowincjonalnego. Niemieckie jest synonimem porządności, francuskie - wyrafinowania, włoskie - fantazji, a polskie - bylejakości, szarości i, oczywiście - bezinteresownej zawiści. I okazuje się, bez zdziwień, ze kelnerów mamy bez wyjątku jak z 'Misia', a kuchni regionalnej w ogóle nie mamy, bo co u nas, w tej Polsce za regiony, bez gór, trufli i kwadratowe...

    Jak kto tak lubi sobie dokładać, po polsku i na polskim forum, to jego sprawa, ale zaprzeczania faktów po prostu nie znoszę.

    --
    Żona pierze, gotuje, sprząta, robi zakupy i opiekuje się dziećmi, mąż wbija gwoździe, pilnuje domostwa przed niedźwiedziami i zombie oraz zdobywa żywność na polowaniu.
  • cauliflowerpl 04.07.14, 19:24
    Bardzo fajny wątek,
    Ja w sumie wyrosłam w przekonaniu (ostro wpajanym mi w szkole), że "kuchnia polska" to kuchnia polska i już, a do tego wszyscy mamy jednakowe żołądki, chociaż tu już o coś innego chodziło :) Podkreślanie, chwalenie się różnorodnością gastronomiczną regionów uderzyła i zachwyciła mnie po wyjeździe do Hiszpanii i od tamtej pory szukam i w Polsce.

    Na studiach (Lublin) poznałam pierogi z soczewicą, które stały się moimi ulubionymi. Farsz to gotowana soczewica, trochę boczku i smażonej cebuli, można dodać pietruszkę. Przyprawić i nadziewać. W rodzinnych stronach nie widywałam, chociaż wcale niedaleko.
    Pyszne ;)
    --
    Navarra - mój kawałek podłogi
  • quba 04.07.14, 21:32
    a dla mnie czosnek, piment i liść laurowy w rosole, to jakby galareta na gorąco.
    Lubczyk jak najbardziej.
    Na talerzu - dodaję zieloną pietruszkę.
    W czasie gotowania dodaję kawałeczek włoskiej kapusty, pieprz ziarnisty, dodaję go sporo, musi być por, opalona cebula, seler, lubię liście selera, związuję razem z porem, wspomnianą kapustą i potem wyjadam, na talerzu mam zawsze najwięcej rosołu, bo górka z tego garni.
    Lubię rosół, ale dziś trudno znaleźć kawałek dobrej wołowiny.
    Kiedy już ją kupię, to po rosole jest obowiązkowo robienie pierogów z mięsem i kapustą.
    Uwielbiamy.Mąż najbardziej - odsmażane, ja wolę prosto z garnka.
    Mam fajnie, bo odziedziczyłam kuchnię wileńską i lwowską, po obojgu Rodzicach, więc te wszystkie cepeliny, flaczki, rosoły, pieczenie na dziko, milion rodzajów pierogów, gołąbków ( z samym mięsem, bez ryżu), kopytka, grzyby kiszone, całe główki kapusty kiszone ( zróbcie z takiej kapusty gołąbki,to dopiero jest rarytas) na dodatek lubię gotować i umiem.
    W ogóle na świecie jest pełno różnych smaków pysznych.


    --
    Tradycja to dąb, który tysiąc lat rósł w górę. Niech nikt kiełka małego z dębem nie przymierza. Tradycja naszych dziejów jest warownym murem, to jest właśnie kolęda, świąteczna wieczerza... To jest ludu śpiewanie, to jest ojców mowa, to jest nasza historia, której się nie zmieni. A to co dookoła powstaje, od nowa, to jest nasza codzienność, w której my żyjemy.
  • Gość: ana IP: *.internetdsl.tpnet.pl 05.07.14, 12:47
    Dla mnie rosół to kura, wołowina i obowiązkowo udo kacze, lubczyk, liść laurowy i ziele angielskie. Włoszczyzna bez cebuli i bez kapusty.
    Mam korzenie "tarnopolsko" - żydowskie.
  • mhr2 05.07.14, 12:58
    Gość portalu: ana napisał(a):

    > Dla mnie rosół to kura, wołowina i obowiązkowo udo kacze, lubczyk, liść laurowy
    > i ziele angielskie. Włoszczyzna bez cebuli i bez kapusty.
    > Mam korzenie "tarnopolsko" - żydowskie.


    --
    "leben und leben lassen"
  • Gość: x IP: *.dip0.t-ipconnect.de 06.07.14, 09:39
    quba napisał:

    > a dla mnie czosnek, piment i liść laurowy w rosole, to jakby galareta na gorąco

    używasz wieprzowe do rosolu?
  • smutas13 06.07.14, 20:40
    Niby banalne - placki ziemniaczane.
    Od zawsze pamiętam placki smażone na patelni na oleju. Podawane z cukrem, z dodatkiem śmietany lub same - chrupiące prosto z patelni.

    Od kiedy (pierwszy raz jadłam je u mojej teściowej - Śląsk Cieszyński) spróbowałam placków pieczonych na grubej, żeliwnej blasze, polanych stopionym masłem, częściej goszczą na moim stole niż smażone na patelni.
    Można je podawać także z gulaszem.
    --
    ...i chodzi tylko o to jedynie, by świat wyglądał tak, jak powinien...
    Piotr Bukartyk
  • bene_gesserit 07.07.14, 22:07
    Och, placki :)
    Proste danie nader czułe na różnice - u mnie w domu zawsze na smalcu (potem smalcu z olejem), zawsze ze startą cebulą, dodaną do ziemniaków - nawet, a zwłaszcza jeśli miały być na słodko.

    --
    - Kiedy zorientowałaś się, Pani, że jesteś Boginią?
    - Cóż, pewnego dnia modliłam się i nagle zrozumiałam, że mówię do siebie.
  • tralalumpek 06.07.14, 21:12
    dom w ktorym sie wychowalam czyli miejsce, od 14 wieku nalezy do naszej rodziny a wiec mysle ze tradycja jakas sie ustalila, niemniej jednak Mama kuchnie urozmaicala bo kluski slaskie w domu bywaly chociaz Malopolska chyba ich nie miala w programie :)
    rosol byl z kurzyny i jarzyny, rzadziej bywal z mies mieszanych
    ja natomiast wprowadzilam czosnek i grzybka do rosolu, rosol zawsze z pietruszka , nigdy z koprem
    o nalesnikach bylka wyzej mowa: u nas byly i na cieplo i na zimno, z serem jablkami smazonymi ....polewane sokiem albo smietana....a czasem jako dzieci podjadalismy takie puste, z cukrem tylko
    buraczki na wiele sposobow, na cieplo, na zimno, na kwasno....
    z takich zasadniczych roznic widzialam zawsze swiateczne zwyczaje, u nas w domu nie bylo kutii, nie bylo karpia po zydowsku ....
  • Gość: baba IP: *.tktelekom.pl 07.07.14, 00:35
    Wreszcie sensowna wypowiedź bo nie ma kuchni regionalnej a są domowe. W sąsiednich domach zasiedlonych od pokoleń gotuje się rosoły a wywar z mięsa i dodatków jest taki jaki gospodyni lubi a nie taki jaki nazywa się regionalnym. No i bywał rosół na wołowinie a mięso albo lądowało w pierogach lub było podawane w sosie chrzanowym. Bywał rosół z królika czy gęsi/oczywiście z części które nie nadawały się na pieczeń/ ale zawsze z takimi samymi dodatkami/marchew,pietruszka,seler,por ,ziele,liść laurowy, gałka i cebula opieczona na płycie W moim domu placki ziemniaczane od zawsze były z cebulą i pieprzem a u sąsiadów tylko z solą. U nas jadło się je ze śmietaną i cukrem,powidłami śliwkowymi lub z gulaszem a u sąsiadów tylko z cukrem. Z sentymentem wspominam postną potrawę z cebuli zalanej na kilka godzin olejem z rzepiku/nie wiem jaka poprawna nazwę ma ta roślina/ posolonej i jedzonej ze swieżym chlebem. We wszystkich rodzinach latem jadło się tzw breję czyli zupę z wiśni z zacierkami i śmietaną ale i tak w każdym domu miała inny smak.
  • znana.jako.ggigus 07.07.14, 22:11

    --
    ’Cause I told you once / And then I told you twice / And now I told you three times / And at the risk of repeating myself I’m gonna say it again: I wanna be your lover - Jarvis Cocker.
  • cauliflowerpl 07.07.14, 23:11
    "Wreszcie sensowna wypowiedź bo nie ma kuchni regionalnej a są domowe."

    A to, że na wschodzie jada się bliny a na śląsku panszkraut, to zbieg okoliczności ;)

    --
    Navarra - mój kawałek podłogi
  • tralalumpek 07.07.14, 23:38
    bliny tez mi sa z domu rodzinnego znane, chociaz ani po kadzieli, ani po mieczu wschodni nie bylismy ;)

    a co to panczkraut podgladnelam:
    www.youtube.com/watch?v=tarqwgoRw8o
  • cauliflowerpl 07.07.14, 23:49
    Ja blinów czy ciapkapusty nie jadłam nigdy aż do osiągnięcia zaawansowanej dorosłości, bo na rodzinnym Podkarpaciu te dania były mało znane. Ale jak najbardziej wierzę, że bywają serwowane w domach oddalonych od miejsca pochodzenia owych wynalazków. Na podobnej zasadzie jak to, że nigdy nie byłam we Włoszech ani nikt z rodziny stamtąd nie pochodzi, a spaghetti zdarza mi się zjeść ;)

    Ale twierdzenie na tej podstawie, że w Polsce nie ma kuchni regionalnej jest dość odważne.

    --
    Navarra - mój kawałek podłogi
  • cauliflowerpl 07.07.14, 23:52
    Ostatnie zdanie tyczy się oczywiście wypowiedzi pod Twoją.
    --
    Navarra - mój kawałek podłogi
  • tralalumpek 07.07.14, 23:56
    Polska to taka dziwna kantry bo jak tu mowic o regionach kiedy to Polakow wymieszali regionami ile weszlo po tej drugiej swiatowej
    popatrzmy na zachodnie teryny, ilu tam z dziada pradziada... na polnoc....itd itp
  • cauliflowerpl 08.07.14, 00:04
    Też prawda, a składniki ogólnodostępne, bo jakichś wynalazków uprawianych/hodowanych wyłącznie w jednym regionie za wielu nie ma.
    Bliny bym zjadła... Ale nie mam odwagi zrobić, nie wyjdą mi na bank.

    --
    Navarra - mój kawałek podłogi
  • qubraq 08.07.14, 10:56
    tralalumpek napisała:

    > Polska to taka dziwna kantry bo jak tu mowic o regionach kiedy to Polakow wymie
    > szali regionami ile weszlo po tej drugiej swiatowej popatrzmy na zachodnie teryny, ilu tam z > dziada pradziada... na polnoc....itd itp

    Cześć N, przypomniałyście mi, że do rosołu kurzego mozna dodac ciutkę gałki muszkatołowej; ja ostatnio zacząłem dodawac do rosołu odrobine garam masala i jest całkiem smacznie ale przekonałem sie ze sam czysty rosół jest przysmakiem podczas kiedy w moim wieku musze jeść duzo jarzyn wiec dziele gotowany długo rosół na dwie części: na jednej dalej - jako na bulionie - gotuje świeze warzywa ale krótko na zupew wielowarzywną a drugą część używam do popijania - juz z kubka - drugiego dania ;-)
  • tralalumpek 08.07.14, 12:11
    o, milo Cie widziec qubraq :) pozdrawiam i macham lapka z goracego Wiednia
  • Gość: x IP: *.dip0.t-ipconnect.de 08.07.14, 11:23
    Gość portalu: baba napisał(a):

    > Wreszcie sensowna wypowiedź bo nie ma kuchni regionalnej a są domowe. W sąsiedn
    > ich domach zasiedlonych od pokoleń gotuje się rosoły a wywar z mięsa i dodatków
    > jest taki jaki gospodyni lubi a nie taki jaki nazywa się regionalnym.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka