04.01.15, 23:12
Witam.
Zrobiłam dzisiaj na obiad gołąbki. Wszytko ok, tylko wyszły twardawe. Kupiłam mięso, sama zmieliłam.
Kupiłam 80 dkg karczku i kawałek brzuszka ( żeby były bardziej miekkie a i tak wyszło inaczej).
Dodałam do tego przesmażone 2 cebulki i ryż ugotowany, 1 jajko całe.
Dm masy nie dodałam namoczonej bułki, bo nie wiem czy do gołąbków należy dodawać?
Zawinęłam w liście i gotowałam koło 30-40 minut.
Nie wiem gdzie tkwi błąd że farsz był twardawy. Co dodajecie do mięsa żeby było miekkie: gołąbki, kotlety.
Słyszałam że niektórzy dodają śmietanę, wodę mineralną.
Proszę o podpowiedzi.
Edytor zaawansowany
  • Gość: ikssss IP: *.w90-4.abo.wanadoo.fr 04.01.15, 23:53
    Mięso dość tłuste, ryż na półtwardo (dogotowuje się w gołąbkach). Żadnego jajka, żadnej bułki (to nie kotlety mielone!). I tyle.
  • matylda1001 05.01.15, 00:47
    Oczywiście, żadnych jajek ani bułki. Mięso nie musi być tłuste, ryż półtwardy a wody tyle, żeby gołąbki cały czas były zanurzone. Wydaje mi się, że 30-40 minut gotowania to jednak za krótko. Ja gotuję minimum godzinę a najczęściej półtorej.
    --
    naprawdę, na pewno, po prostu, wprost, zresztą, na razie, dlaczego.
  • kiwaczek69 05.01.15, 01:27
    Za krótko gotowałaś, dlatego wyszło twarde.
    Jajko i bułka faktycznie niepotrzebne.
  • jjacon2 05.01.15, 09:34
    Dzięki za podpowiedzi. Myślałam , że bułka zmiękcza, tylko tak mi się kojarzyło że do gołąbków to nie bardzo.
    Co w takim razie dodajecie do kotletów i z jakiego mięsa zrobić żeby były miękkie?
  • budzik11 05.01.15, 12:25
    Bułka faktycznie zmiękcza, ale do gołąbków się jej nie daje. Ani jajka.
    Do kotletów daję bułkę tartą (bułki całe, które kupuję, po namoczeniu mają konsystencję waty, więc wolę dać suchą bułkę tartą), jajko, przyprawy i obowiązkowo łyżkę majonezu (za radą M. Gessler) - dzięki temu kotlety są soczyste i miękkie :-) I obtaczam w bułce tartej, smażę długo na małym ogniu.
  • matylda1001 06.01.15, 00:26
    Suchej bułki tartej lepiej nie używać bo wyciąga wilgoć z mięsa i powoduje, że kotlety stają się twarde, zbite. Jeżeli już koniecznie tarta, to przy wyrabianiu trzeba dodać do masy mięsnej trochę wody albo rosołu. Lepiej kupić dobrą bułkę, wysuszyć, namoczyć w wodzie lub w mleku i dobrze odcisnąć. Ja dodaję 2 nieduże bułki na kilogram mięsa. Najlepsze wychodzą z karczku, ale może byc też taka trochę bardziej tłusta łopatka. Otaczam w bułce tartej i kładę na dobrze rozgrzany tłuszcz (u mnie olej). Ważne, żeby po szybkim zrumienieniu przełożyć kotlety na drugą stronę. Gdy druga strona się zrumieni zmniejszam 'ogień' i jeszcze trochę podsmażam. Kotlety smaży się szybko, bez przykrywania. Gdy są gotowe zdejmuje z patelni na papierowy ręcznik. Wychodzą pyszne.
    --
    naprawdę, na pewno, po prostu, wprost, zresztą, na razie, dlaczego.
  • matylda1001 06.01.15, 00:35
    Zapomniałam napisać o jajku (jedno duże, a jak mam małe, to dwa) i o surowej cebuli, średniej, którą mielę razem z mięsem i bułką. Z przypraw tylko sól i sporo mielonego pieprzu, ale każdy może dodać takie przyprawy, jakie lubi. Z jajkami też nie należy przesadzać, jak damy za dużo, to kotlety wyjdą twarde.
    --
    naprawdę, na pewno, po prostu, wprost, zresztą, na razie, dlaczego.
  • aneta-1989 06.01.15, 01:24
    Jeszcze do mięsa mielonego daje się łyżkę śmietany wtedy kotlety są pulchne.
  • budzik11 06.01.15, 12:54
    matylda1001 napisała:

    > Suchej bułki tartej lepiej nie używać bo wyciąga wilgoć z mięsa i powoduje, że
    > kotlety stają się twarde, zbite. Jeżeli już koniecznie tarta, to przy wyrabiani
    > u trzeba dodać do masy mięsnej trochę wody albo rosołu.

    Wcale nie. Moje kotlety są miękkie i soczyste, nie dodaję żadnej wody ani rosołu (do tatara się dodaje). Przecież bułka nie wyciąga tej wilgoci z mięsa gdzieś na zewnątrz, tylko zostaje to nadal w kotlecie, sprawiając, że jest on właśnie soczysty. Poza tym z bułką kotlety łatwo jest formować.
  • matylda1001 06.01.15, 15:53
    Twoje kotlety, to Ty wiesz lepiej, ja by nie zaryzykowała. Moja córka zrobiła kiedyś taką pieczeń z piersi kurczaka - zmielone mieso, jajka, przyprawy i w przepisie było, żeby dodać bułkę tartą, więc dodała. Smak był dobry ale pieczeń wyszła bardzo twarda, gumowata. Zrobiłam tę samą pieczeń, ale dodałam namoczoną odciśniętą bułkę - wyszła kruchutka i soczysta. Przecież w przypadku kotletów musi się dziac tak samo. Bułka tarta musi nasiąknąć, skądś te soki musi wyciągnąć.
    --
    naprawdę, na pewno, po prostu, wprost, zresztą, na razie, dlaczego.
  • smutas13 07.01.15, 20:17
    matylda1001 napisała:

    Suchej bułki tartej lepiej nie używać bo wyciąga wilgoć z mięsa i powoduje, że kotlety stają się twarde, zbite. Jeżeli już koniecznie tarta, to przy wyrabianiu trzeba dodać do masy mięsnej trochę wody albo rosołu.

    Popieram i potwierdzam na własnej porażce, kiedy do kotletów mielonych z powodu braku zwykłej, namoczonej bułki, dosypałam suchej, tartej. Kotlety wyszły twarde, jak kamień.
    Od tamtej pory, dokładam do kotletów mielonych bułkę tartą namoczoną wodą lub rosołem.


    --
    ...bo gdy się trzyma fason, to się nawet spada z klasą...
    Piotr Bukartyk
  • squirk 07.01.15, 20:55
    smutas13 napisała:

    > matylda1001 napisała:
    >
    > Suchej bułki tartej lepiej nie używać bo wyciąga wilgoć z mięsa i powoduje,
    > że kotlety stają się twarde, zbite. Jeżeli już koniecznie tarta, to przy wyrabi
    > aniu trzeba dodać do masy mięsnej trochę wody albo rosołu.

    >
    > Popieram i potwierdzam na własnej porażce, kiedy do kotletów mielonych z powodu
    > braku zwykłej, namoczonej bułki, dosypałam suchej, tartej. Kotlety wyszły twar
    > de, jak kamień.

    A jakie miały wyjść skoro dałaś SUCHĄ bułkę? Gdybyś świeżą dodała bez namoczenia kotlety też wyszłyby twarde. Przecież to logiczne że skoro moczy się jedną to drugą też trzeba namoczyć, obie wchłaniają płyn, jeśli się go nie doda wchłoną ten z mięsa.
    Też dodaję tartą czasem ale nasiąkniętą, kotlety wychodzą miękkie i soczyste.

    --
    Chaotyczna neutralna.
  • smutas13 08.01.15, 17:49

    > A jakie miały wyjść skoro dałaś SUCHĄ bułkę? Gdybyś świeżą dodała bez namoczeni
    > a kotlety też wyszłyby twarde. Przecież to logiczne że skoro moczy się jedną to
    > drugą też trzeba namoczyć, obie wchłaniają płyn, jeśli się go nie doda wchłoną
    > ten z mięsa.
    > Też dodaję tartą czasem ale nasiąkniętą, kotlety wychodzą miękkie i soczyste.
    >

    Uuuu....tyle delikatności w Twojej wypowiedzi....



    --
    ...bo gdy się trzyma fason, to się nawet spada z klasą...
    Piotr Bukartyk
  • Gość: babcia IP: *.toya.net.pl 05.01.15, 12:30
    Robie od lat wielu wszystko tak jak Ty Tylko na małym ogniu gotuje tak jak matylda półtorej godziny zawsze. Wychodzą bardzo dobre miękkie i smaczne. Wiem że to nie zdrowe ale do wody dodaje kostke bulionową warzywną. Napewno bez tej kostki też będą dobre i zdrowsze ale pisze tak jak ja robie.
  • aqua48 05.01.15, 17:10
    Daję do farszu mięso mielone wieprzowe, albo wieprzowo-wołowe, ryż ugotowany na półtwardo, pół na pół z ugotowaną kaszą gryczaną oraz dużo smażonej cebuli. Tyle. Gołąbki zalewam rosołem i duszę w szybkowarze.
  • qubraq 05.01.15, 18:00
    Przepraszam ale to nie gołąbki lecz "kapusta faszerowana" popularna w środkowej części Polski; czy się mylę?...
  • marbor1 05.01.15, 21:15
    Dla mnie kapusta faszerowana, tj. kapusta w całości parzona i później po ostudzeniu nakłada się między liście farsz. Dusi się ją potem w całości. Ale w różnych regionach Polski inaczej ta potrawa może się nazywać.
  • matylda1001 06.01.15, 00:03
    qubraq napisał:

    > Przepraszam ale to nie gołąbki lecz "kapusta faszerowana" popularna w środkowej
    części Polski; czy się mylę?...<

    Nie, farsz zawiniety w pojedynczy liść kapusty to gołąbek. Kapusta faszerowana wygląda TAK
    Kiedys zostałam nia poczęstowana, była bardzo smaczna i oryginalnie wyglądała, ale sama nie próbowałam sie z nią zmierzyc :)



    --
    naprawdę, na pewno, po prostu, wprost, zresztą, na razie, dlaczego.
  • aqua48 06.01.15, 10:44
    Moim zdaniem kapustę faszerowaną faszeruje się mięsem BEZ ryżu, nakłada farsz między liście i dusi główkę w całości. Gołąbki posiadają farsz z ryżem, bądź kaszą zawinięty w pojedyncze liście i duszone jako osobne pakuneczki :)
  • matylda1001 06.01.15, 12:18
    Ja myślę, że nie tyle chodzi tu o rodzaj farszu co o wygląd potrawy.
    --
    naprawdę, na pewno, po prostu, wprost, zresztą, na razie, dlaczego.
  • budzik11 07.01.15, 22:18
    aqua48 napisała:

    > Moim zdaniem kapustę faszerowaną faszeruje się mięsem BEZ ryżu, nakłada farsz m
    > iędzy liście i dusi główkę w całości.

    Czytam właśnie ("Warzywa z garnka i patelni" Polskiej Oficyny Wydawniczej "BGW" z 1991r.) przepis na "Kapustę włoską nadziewaną" i nadzienie jest takie samo jak surowe kotlety mielone (mięso, jajko, cebula, bułka, przyprawy). A po sąsiedzku, na tej samej stronie, jest przepis na "Gołąbki z białej kapusty z masłem i tartą bułką" i nadzienie stanowi farsz z posiekanej kapusty, tłuszczu, jajka, bułki, cebuli i przypraw. Taka kapusta faszerowana kapustą ;-) Ale wygląda bardzo apetycznie, zresztą na kapusta włoska nadziewana również.
  • Gość: x IP: *.178.000.pools.vodafone-ip.de 12.01.15, 14:04
    budzik11 napisała:

    > tartą bułką" i nadzienie stanowi farsz z posiekanej kapusty, tłuszczu, jajka,
    > bułki, cebuli i przypraw. Taka kapusta faszerowana kapustą ;-) Ale wygląda bard
    > zo apetycznie, zresztą na kapusta włoska nadziewana również.
  • qubraq 06.01.15, 14:47
    matylda1001 napisała:

    > Nie, farsz zawiniety w pojedynczy liść kapusty to gołąbek. Kapusta faszerowana
    > wygląda T
    > AK

    > Kiedys zostałam nia poczęstowana, była bardzo smaczna i oryginalnie wyglądała,
    > ale sama nie próbowałam sie z nią zmierzyc :)

    O jejku, nigdy czegos takiego nie spotkałem; ciekawe jak smakuje; do 1955 roku nie wiedziałem ze mozna w liscie kapusty - tak jak gołąbki - zawijać mięso mielone odpowiednio przygotowane; wczesniej znałem tylko gołąbki czyli pojedyńcze liście kapusty nadziewane farszem ryżowo-mięsnym lub ryżowo-grzybowym (postne na Wilię); zawsze to jednak były pojedyńcze pakuneczki tak jak Bułgarzy robia gołąbeczki zawijane w liscie winogronowe albo Wietnamczycy tzw. po naszemu "sajgonki"; gołąbki z farszem ryżowo-mięsnym robiła moja mama i robiło sie w domu dziecka; dopiero w stołówce akademickiej na Koszykowej czasem dostawalismy takiego gołąbka polanego sosem pomidorowym no i potem juz w pracy tu w Warszawie, w stołówce biurowej na Wspólnej przez prawie 40 lat... :-) Zawsze jednak tęskniłem do takich "maminych" gołąbków ale samem jakos ani mnie ani mojej żonie one nie wychodziły; czasem gdy byłem u mojej kuzynki na Olszynce Grochowskiej to dostawałem parę gołąbków "na zaś"; te kupowane na bazarze były wstretne; razu pewnego, kiedy poprosilem w sklepie czy na stoisku na bazarze o gołąbki, myśląc że to są z ryżem, dostałem własnie nielubiane przeze mnie gołąbki tylko z mięsem; tyle mojego usprawiedliwiania się... ;-)
  • matylda1001 06.01.15, 15:37
    qubraq napisał:

    >O jejku, nigdy czegos takiego nie spotkałem; ciekawe jak smakuje<

    Wygląda oryginalnie, ale smakuje tak samo, jak gołąbek. W końcu składniki, przyprawy takie same i dusi się tak samo.

    Prawdziwy gołąbek ma farsz z mielonego mięsa i ryżu, ale że w liść kapusty da się zawinąć prawie wszystko, to powstają coraz bardziej oryginalne wersje. Niektóre z gołąbkami łączy tylko ta kapusta i sposób zawijania :) Podobnie jest z sosami. Ten najbardziej właściwy, to pomidorowy. I to nie zrobiony osobno, ale powinien powstać na bazie wody, w której gotowały się gołąbki, ma mieć smak taki pomidorowo - kapuściany.
    Tak było przez wieki, ale zamieszanie zrobiły zakłady zbiorowego żywienia, wszelkie bary i stołówki po wojnie. Zaczęły serwować gołąbki pod nazwą kapusty faszerowanej. W czasach kryzysu zaczęły nadziewać kapustę różnymi wynalazkami, a w warszawskim "Zodiaku" obok flaczków z kalmara figurowały gołąbki rybne, raz się nacięłam... :)

    --
    naprawdę, na pewno, po prostu, wprost, zresztą, na razie, dlaczego.
  • qubraq 07.01.15, 10:38
    matylda1001 napisała:

    > ... Podobnie jest z sosami. Ten najbardziej właściwy, to pomidorowy. I to nie zrobiony
    > osobno, ale powinien powstać na bazie wody, w której gotowały się gołąbki, ma mieć smak
    > taki pomidorowo - kapuściany.

    ...a wiesz, że myśmy nigdy nie jedli gołąbków z sosem, po prostu odgrzewalo się je na patelni na smalcu lub na maśle do zrumienienia i takie podawalo na talerzu; często sie je popijalo czystym czerwonym goracym barszczem; ja do dzisiaj tak własnie je jadam ;-)
  • mhr2 07.01.15, 16:27
    qubraq napisał:

    > , po prostu odgrzewalo się
    > je na patelni na smalcu lub na maśle do zrumienienia

    jak byly robione?

    --
    "leben und leben lassen"
  • qubraq 07.01.15, 18:34
    mhr2 napisała:

    > jak byly robione?

    normalnie, jak gołąbki z farszem ryżowo-mięsnym... :-)
  • mhr2 10.01.15, 10:30
    qubraq napisał:

    > normalnie, jak gołąbki z farszem ryżowo-mięsnym... :-)

    jak przygotowane przed wlozeniem na patelnie, gotowane?

    --
    "leben und leben lassen"
  • qubraq 11.01.15, 10:07
    mhr2 napisała:

    > jak przygotowane przed wlozeniem na patelnie, gotowane?

    no oczywiście że gotowane i to dość długo potem stygły razem z garnkiem i dopiero ostudzone( w zimie wynosiło sie na dwór - na mróz) odgrzewało się na patelni ;-)

  • tralalumpek 07.01.15, 18:38
    tez takie wlasnie na tluszczu podsmazone najbardziej lubie, skorka sie taka robi zlotawo brozowa na lisciach kapusty...,mniam
    z sosem juz mniej smakuje, przypominaja mi sie czasy barow mlecznych gdzie obowiazkowo golabki byly z sosem pomidorowym podawane
    jezeli musze z sosem to juz raczej z sosem grzybowym wole
  • qubraq 08.01.15, 09:46
    tralalumpek napisała:

    > tez takie wlasnie na tluszczu podsmazone najbardziej lubie, skorka sie taka rob
    > i zlotawo brozowa na lisciach kapusty...,mniam
    > z sosem juz mniej smakuje, przypominaja mi sie czasy barow mlecznych gdzie obow
    > iazkowo golabki byly z sosem pomidorowym podawane
    > jezeli musze z sosem to juz raczej z sosem grzybowym wole

    oj tak tak, mam tak samo ale z sosem grzybowym jeszcze nie próbowałem, dzieki za podpowiedź! ;-)
  • matylda1001 07.01.15, 19:40
    qubraq napisał:

    > ...a wiesz, że myśmy nigdy nie jedli gołąbków z sosem, po prostu odgrzewalo się je na patelni na smalcu lub na maśle do zrumienienia i takie podawalo na talerzu; często sie je popijalo czystym czerwonym goracym barszczem; ja do dzisiaj tak własnie je jadam ;-)<

    Gdzieś juz słyszałam o tak podawanych gołąbkach, muszę kiedyś spróbować. To chyba sposób lwowski? szkoda byloby mi tylko tego sosu, bardzo go lubię, ale czerwony barszczyk też lubię :)
    --
    naprawdę, na pewno, po prostu, wprost, zresztą, na razie, dlaczego.
  • nowaczek1 08.01.15, 12:43
    >Prawdziwy gołąbek ma farsz z mielonego mięsa i ryżu, ale że w liść kapusty da się zawinąć prawie
    >wszystko, to powstają coraz bardziej oryginalne wersje.

    Z całym szacunkiem Matylda, ale nie masz racji.
    Gołąbki z mięsa i ryżu to właśnie wtórna wariacja. Moja rodzina pochodzi z okolic Przemyśla, i tam, z dziada-pradziada zawsze były gołąbki.
    Gołąbki funkcjonowały po tą nazwą na wsiach nadgranicznych od 18.-19. wieku, z tego co prababcia opowiadała (nie pamięta czy wcześniej też).
    I wtedy, wyobraź sobie, ryżu nie znali. Pomidory też dopiero później dotarły na wieś, w 20. wieku.
    Mieli za to kapustę, ziemniaki, kasze i grzyby.
    No i wyobraź sobie, że właśnie z tych składników robili gołąbki: z ziemniakami, z kaszą i mięsem, z kaszą i grzybami. A sos zawsze był grzybowy, nie było pomidorowego.
    To jest właśnie kanon gołąbków, a nie to, co twierdzisz z perspektywy 21-wiecznej gospodyni domowej mieszkającej w dużym mieście.
  • qubraq 08.01.15, 14:48
    nowaczek1 napisał:

    > ... Moja rodzina pochodzi z okolic Przemyśla, i tam, z dziada-pradziada zawsze były gołąbki.
    > Gołąbki funkcjonowały po tą nazwą na wsiach nadgranicznych od 18.-19. Mieli za to
    > kapustę, ziemniaki, kasze i grzyby.
    > No i wyobraź sobie, że właśnie z tych składników robili gołąbki: z ziemniakami,
    > z kaszą i mięsem, z kaszą i grzybami. A sos zawsze był grzybowy, nie było pomidorowego.

    Tak tak, teraz sobie przypominam, moja mama (Lwowianka) mówiła że w przemyskim rejonie robią gołąbki z kaszą i miesem oraz z kasza i grzybami; jeszcze dzisiaj mozna w Galerii Mokotów w stoisku "Kuchni Brawaty" (z Sanoka) kupic gołąbki z kaszą i grzybami ale sos do nich trzeba sobie samemu zrobić ;-)
  • matylda1001 08.01.15, 20:30
    nowaczek1 napisał:

    > Gołąbki funkcjonowały po tą nazwą na wsiach nadgranicznych od 18.-19. wieku, z
    tego co prababcia opowiadała (nie pamięta czy wcześniej też).
    I wtedy, wyobraź sobie, ryżu nie znali.Pomidory też dopiero później dotarły na
    wieś, w 20. wieku. . <

    Poniżej przepis na potrawę z ryżem z XVII-wiecznej książki kucharskiej:
    Ryż z mlekiem
    Wprzód wypłukawszy pięknie ugotuy przez pół godziny w wodzie przy małym ogniu, żeby rozpękł się; ley potym po trochu mleka ciepłego, póki się nie ugotuye, osól i cukrem posyp, day na stół niezbyt gęsty, ani też rzadki.

    Autor odnotowuje tym samym jeden ze sposobów staropolskich na podawanie ryżu: gotowanie go w mleku. Tak jemy go i dzisiaj.
    TU więcej o historii ryżu w Polsce, a pomidory są znane i uprawiane od czasów królowej Bony.

    > Mieli za to kapustę, ziemniaki, kasze i grzyby.
    No i wyobraź sobie, że właśnie z tych składników robili gołąbki:To jest właśnie kanon gołąbków, a nie to, co twierdzisz z perspektywy 21-wiecznej gospodyni domowej mieszkającej w dużym mieście.<

    Nie twierdzę, że tak nie robili, w końcu bywają różne, regionalne wersje przepisów, nie tylko na gołąbki. W każdym razie Polska jest trochę większa niż okolice Przemyśla. Rozstrzygać co było w Polsce wcześniej - ryż i pomidory, czy gołąbki nie ma sensu. W każdym razie najstarsze przepisy na gołąbki z jakimi się zetknęłam, to mięso z ryżem i pomidorowy sos.
    --
    naprawdę, na pewno, po prostu, wprost, zresztą, na razie, dlaczego.
  • nowaczek1 09.01.15, 10:47
    >Poniżej przepis na potrawę z ryżem z XVII-wiecznej książki kucharskiej:
    >a pomidory są znane i uprawiane od czasów królowej Bony.

    No proszę cię, wykręcasz kota ogonem i próbujesz mi udowodnić, że się mylę.
    Oczywiście, że ryż w Polsce bywał już w XVII wieku, z tym się zgodzę. Ale nie bywał na ubogiej wsi! O to mi chodziło. To samo z pomidorami. Pewnie, że Bona zażerała się pomidorami. Ale na wsi ich nie było.
    Pisałem o wsi podprzemyskiej! A nie o bogatych mieszczanach jedzących egzotyczne potrawy. I z tejże wsi wywodzi się polski gołąbek z kaszą, mięsem, grzybami i ziemniakami.
  • Gość: x IP: *.094.222.pools.vodafone-ip.de 09.01.15, 13:44
    nowaczek1 napisał:

    > z tejże wsi wywodzi się polski gołąbek z kaszą, mięsem, grzybami i
    > ziemniakami
  • matylda1001 10.01.15, 00:21
    nowaczek1 napisał:

    >> Pisałem o wsi podprzemyskiej! A nie o bogatych mieszczanach jedzących egzotyczne potrawy. I z tejże wsi wywodzi się polski gołąbek z kaszą, mięsem, grzybami i ziemniakami.<

    Jeżeli zrobię Ci przyjemność wierząc, że potrawę pod nazwą "gołąbki" wymyśliła Twoja prababcia w podprzemyskiej wsi, to ja chętnie uwierzę :) ale chyba niezupełnie o to chodzi, prawda? Gołąbki z kaszą gryczaną i grzybami, i w grzybowym sosie, na dodatek w kiszonych liściach kapusty , przywiozła mi kiedyś do spróbowania koleżanka od swojej mamy spod Torunia. Tam podobno występują jako tradycyjna potrawa wigilijna. To oczywiste, ze ludzie na wsiach przyrządzali potrawy przede wszystkim z tego, co wyprodukowali w swoich gospodarstwach. Nie kupowali ryżu (wcale nie był takim drogim, egzotycznym rarytasem) skoro mogli go doskonale zastąpić kaszą. Mniejsza o kaszę, ale z tymi pomidorami to przesadzasz. Pomidory były powszechnie uprawiane na Mazowszu już w XIX wieku. Znane były już od Bony, ale wcześniej uchodziły za niejadalne, a nawet trujące. Używano ich przede wszystkim do dekorowania rabat kwiatowych. Tak czy inaczej uprawiano je nie na warszawskich trawnikach, ale na wsiach. Jadano ich dużo w sezonie i robiono przetwory na zimę, także na wsiach. Nie rozumiem dlaczego pod Przemyślem miałoby być inaczej.
    --
    naprawdę, na pewno, po prostu, wprost, zresztą, na razie, dlaczego.
  • wadera3 10.01.15, 09:54
    nowaczek1 napisał:

    > Pisałem o wsi podprzemyskiej! A nie o bogatych mieszczanach jedzących egzotyczne
    > potrawy.
    > I z tejże wsi wywodzi się polski gołąbek z kaszą, mięsem, grzybami i
    > ziemniakami.

    Nie jestem historykiem, ani fanem historii, jednak z mojej wiedzy wynika, iż na żadnej polskiej, biednej wsi chłopi mięsa prawie nie jadali, bo nie było to ani we zwyczaju, ani ich nie było na to stać.
    Kasza polana skwarkami już była dość wykwintnym daniem, a mięso kilka razy w roku od wielkiego święta.

    A tu cytat z Konopielki Redlińskiego, tak jadano(znaczy nie jadano) na polskiej wsi, i to już był 20 wiek:

    "Handzia tylko ognia pilnuje i donosi jej: to wode, to cybule, to jajka, a ona coś szykuje, jedzenie jakieś niezwyczajne. Gotowali w trzech- sagankach: w jednym jakiś barszcz czy krupnik, w drugim kartofli, oskrobane, w trzecim buraki stertę na miazgę. Jak sie im ta miazga ugotowała, saganek zdjęli i zaczęło sie najgorsze: postawili patelnie, a co na tej patelni?
    Kawał kumpiaka, taki że kapustę możno by na nim gotować przez pół miesiąca, pokroiła ona w plastry! Te plastry obstukała na desce polankiem i zaczęła smażyć. A smalcu to rzucała bez miary, jakby błotem chlapała, a nie sadłem topionym! Smażywszy nałupiła cybuli i cybulo mięso obłożyła, prawda, strasznie skwierczało, pachniało, Handzia dzieci odganiała, bo całkiem zgłupieli, leźli do piecy jak muchi w mleko, tato zastygli na murku, patrzyli babom na ręce i postękiwali: O Kirelejson, cybula! Omatkoboska, jajko! aż z tego wszystkiego różaniec wyjęli i dawaj modlić sie oczy zapluszczywszy, tytko dychajo, zapadli łykajo. A mnie serce boli patrzyć, na język ciśnie sie jedno: czy wy baby w Boga nie wierzycie? Tyle dobra na raz marnować! A może my dziś parszuka zakłuli i temu tyle smażenia, bo świeżyny dużo? Może dziś kłusty czwartek? Nie, cholera, toż wiem dobrze, że dziś nidziela a do czwartku i do popielca z pięć tygodni jeszcze! A parszuka to my kłuli po kopaniu, parszuczka niedużego, jak on ma do postu wystarczyć, to po kostce trzeba brać, po troszku. A tu masz! Że uczycielka sie szasta, pojąć moge, ale Handzia, czemu ona. miary nima!"



    --
    Lepiej grzeszyć, a później żałować, niż żałować, że się nie zgrzeszyło
  • tralalumpek 10.01.15, 11:38
    nie traktowalabym konopielki jako ksiazki historycznej a co do wsi i zycia tam np na poczatku zeszlego wieku to bym tak nie uogolniala
  • wadera3 10.01.15, 11:50
    To był tylko przykład, moi przodkowie(jak i wszystkich innych w sumie) pochodzą ze wsi, jak przez mgłę pamiętam bywanie tam, ale jako żywo jadania mięsa na obiad - nie. Za to pamiętam świniobicie i związany z tym czas poruszenia i wyjątkowości sytuacji, mimo iż moi dziadkowie do biedoty(i ciemnoty typu przykładowy Kaźmirz) nie należeli.

    --
    Lepiej grzeszyć, a później żałować, niż żałować, że się nie zgrzeszyło
  • tralalumpek 10.01.15, 17:22
    no to bym sie osmielila polemizowac ... ale nie chce publicznie :)
  • wadera3 10.01.15, 18:14
    Twoja polemika z moimi wspomnieniami jest raczej skazana na porażkę.

    --
    Lepiej grzeszyć, a później żałować, niż żałować, że się nie zgrzeszyło
  • tralalumpek 10.01.15, 18:20
    kazdy ma jakies wspomnienia i nie tylko wspomnienia, rowniez opowiesci w uszach ludzi zyjacych na poczatku minionego wieku
    to co ty przezylas, niekoniecznie musi byc wykladnikiem zycia na wsi polskiej
  • wadera3 10.01.15, 18:41
    Tak jak oczekiwałam, dyskusja z Tobą jest żadna, jak zwykle zresztą, i wcale mnie to nie dziwi.

    --
    Lepiej grzeszyć, a później żałować, niż żałować, że się nie zgrzeszyło
  • tralalumpek 10.01.15, 19:34
    alez ty nie dyskutujesz, ty mi oznajmiasz a oprocz tego robisz osobiste wycieczki
    ja chetnie podyskutuje tylko skoro ja twierdze ze bylo inaczej a w moim wieku mi wolno powolywac sie na doswiadczenia a ty swoje wypowiedzi opierasz na zamglonych wspomnieniach bywajac gdzies jako dziecko?
  • wadera3 10.01.15, 20:44
    tralalumpek napisała:

    > alez ty nie dyskutujesz, ty mi oznajmiasz a oprocz tego robisz osobiste wycieczki

    Dyskutować, znaczy wypowiadać swoje zdanie, a na wycieczki sama zapracowujesz.

    > ja chetnie podyskutuje tylko skoro ja twierdze ze bylo inaczej a w moim wieku
    > mi wolno powolywac sie na doswiadczenia

    W moim wieku prawdopodobnie (z dużą dozą pewności) tym bardziej mam się na co powoływać - doświadczenie moje, Mamy, Babci (urodzonej jeszcze w XIX wieku)

    >a ty swoje wypowiedzi opierasz na zamglonych wspomnieniach bywajac gdzies jako dziecko?

    Dlatego zamglone, że moje bywanie jako dziecka u Babci na wsi odbywało się ponad pół wieku temu, dość dawno żeby mogło się przymglić.


    --
    Lepiej grzeszyć, a później żałować, niż żałować, że się nie zgrzeszyło
  • tralalumpek 11.01.15, 09:43
    ok, masz racje dyskutowac nie bede, szkoda mi czasu, nie ta fala ...
  • matylda1001 10.01.15, 19:27
    wadera3 napisała:

    >moi przodkowie(jak i wszystkich innych w sumie) pochodzą ze wsi<

    Nie uogólniaj. Może sporej grupy, może nawet większości ale nie "wszystkich innych w sumie". No, chyba, że chodzi o to, iż dawno, bardzo dawno temu, miasta w ogóle nie istniały ;)
    --
    naprawdę, na pewno, po prostu, wprost, zresztą, na razie, dlaczego.
  • wadera3 10.01.15, 20:33
    matylda1001 napisała:

    > No, chyba, że chodzi o to, iż dawno, bardzo dawno temu, miasta w
    > ogóle nie istniały ;)

    Dokładnie.

    --
    Lepiej grzeszyć, a później żałować, niż żałować, że się nie zgrzeszyło
  • matylda1001 10.01.15, 21:23
    wadera3 napisała:

    >> Dokładnie.<

    Chyba, że tak :) ale trudno powoływać się na czasy, których nikt nie pamięta.
    --
    naprawdę, na pewno, po prostu, wprost, zresztą, na razie, dlaczego.
  • beata_ 09.01.15, 22:13
    qubraq napisał:

    > Przepraszam ale to nie gołąbki lecz "kapusta faszerowana" popularna w środkowej
    > części Polski; czy się mylę?...

    U mnie tam też zawsze "kapusta faszerowana" (Mazowsze), a gołąbki to z mięsem + inny niż namoczona i odciśnięta bułka dodatek (ryż, kasza czy co tam jeszcze kogo natchnie). No takie mam rozróżnienie w głowie. Zapewne dlatego, że widocznie akurat moja rodzina parę pokoleń wstecz nie znała tej kapusty faszerowanej/nadziewanej w całości. Ja też czegoś takiego nie znałam i dopiero tu na forum zostałam uświadomiona :-)
    Nawiasem mówiąc, nazwa "kapusta nadziewana" bardzo by mi pasowała do tego dania - przynajmniej nie zawaliłby mi się mój światopogląd :-D

    Za gołąbkami (tymi z ryżem) nie przepadam, za to kapustę faszerowaną (czyli "gołąbki" bez ryżu) uwielbiam! :-)

    --
    Nigdy...!
  • matylda1001 09.01.15, 23:41
    beata_ napisała:

    > Nawiasem mówiąc, nazwa "kapusta nadziewana" bardzo by mi pasowała do tego dania
    - przynajmniej nie zawaliłby mi się mój światopogląd :-D<

    Mam taką starą książkę kucharską, pewnie jeszcze mojej babci. Niestety nie ma okładki, ale musi pochodzić jeszcze sprzed wojny (albo i dawniej) bo są tu funty, kwarty, łuty. W tej książce kapusta faszerowana (ta w główce) występuje pod nazwa kapusta nadziewana. Farsz powinien się składać z mielonego mięsa wieprzowego, ryżu, jajka, cebuli smażonej i natki pietruszki (dużo). Są tu też gołąbki - ciekawy farsz: wieprzowe mięso mielone, bułka tarta (!) jajko, cebula smażona. Sos oczywiście pomidorowy. Nie ma mowy o żadnym ryżu albo kaszy. No i teraz to już zupełnie nie wiem co i jak :) Mam też gdzieś książkę Ćwierczakiewiczowej (przedruk), przepisy z połowy XIXw. Ciekawe co tam jest na ten temat, musze poszukać i sprawdzić bo mnie to zaciekawiło.
    --
    naprawdę, na pewno, po prostu, wprost, zresztą, na razie, dlaczego.
  • qubraq 10.01.15, 10:19
    matylda1001 napisała:

    > Mam taką starą książkę kucharską, pewnie jeszcze mojej babci. Niestety nie ma o
    > kładki, ale musi pochodzić jeszcze sprzed wojny (albo i dawniej) bo są tu funty
    > , kwarty, łuty. W tej książce kapusta faszerowana (ta w główce) występuje pod n
    > azwa kapusta nadziewana. ......
    mam starą Gruszecką Monatową i tp; zajrze do nich - ciekawym co pisza na ten temat ;-)
  • aankaa 10.01.15, 19:17
    Są tu też gołąbki - ciekawy farsz: wieprzowe mięso mielone, bułka tarta (!) jajko, cebula smażona. Sos oczywiście pomidorowy. Nie ma mowy o żadnym ryżu albo kaszy

    dokładnie takie robione są w mojej rodzinie od kilku pokoleń
  • beata_ 10.01.15, 19:53
    matylda1001 napisała:

    > Mam taką starą książkę kucharską, pewnie jeszcze mojej babci. [...]
    > W tej książce kapusta faszerowana (ta w główce) występuje pod nazwą
    > kapusta nadziewana. Farsz powinien się składać z mielonego mięsa wieprzowe
    > go, ryżu, jajka, cebuli smażonej i natki pietruszki (dużo).

    I ta właśnie nazwa - kapusta nadziewana - by mi bardzo ładnie grała :-)
    Ale inna rzecz, że ja to może jakaś dziwna jestem...
    Sensu w tym wielkiego nie ma, bo nadziewać czy faszerować, to synonimy (czy wyrazy bliskoznaczne) - liczy się przyzwyczajenie. Emocje chyba też :-)))
    Nie znałam kapusty faszerowanej/nadziewanej w główce i nie jadłam nigdy, ale to nie ma znaczenia w tym momencie...

    > Są tu też gołąbki - ciekawy farsz: wieprzowe mięso mielone, bułka tarta (!) jajko, cebula
    > smażona.

    O!
    Właśnie prawie, jak u mnie tylko, że z tym "prawie", to jak z radiem Erewań... ;-))

    Bo:
    1. mielona wieprzowina - TAK
    2.bułka - TAK (ale nie tarta, tylko porządna, a nie nadmuchana "kajzerka" ususzona i namoczona potem - dalibóg nie do końca rozumiem tę technologię: suszyć, żeby potem moczyć - ale się stosuję)
    3.jajko - prec ! - to nie kotlet mielony, który potrzebuje "trzymajdła" wewnątrz siebie - tu za "trzymajdło" robi liść kapusty przecież
    4. cebula - TAK (ale też "prawie" - ja daję drobniutko posiekaną surową, jak moja mama, babcia i prababcia - także samo do kotletów mielonych)
    5. no i oczywiście "po naszemu" nie są to stricte gołąbki, które z definicji (słusznej czy nie, ale naszej rodzinnej) mają ryż wmieszany w mięso, tylko "faszerówka" - czyli kapusta faszerowana. :-)

    > Sos oczywiście pomidorowy.

    A dlaczego oczywiście pomidorowy? I dla kogo tak oczywiście?
    Bo dla mnie i wielu innych oczywistym jest sos naturalny "spod" kapusty... z którym można potem ewentualnie dowolnie pokombinować smakowo. Nazwanie tego "wodą z gotowania" czy jakoś podobnie, to jakieś nieporozumienie. Sorry, ale jak ktoś gotuje (w sensie przyrządza) cokolwiek w samej wodzie... no nóż się w kieszeni otwiera...

    I jeszcze zapytam (może nie Ciebie, bo chyba akurat nic o tym nie mówiłaś) - dlaczego jakikolwiek sos (pomidorowy, grzyby czy inny) ma być koniecznie robiony osobno ?!?!?! I na bazie czego, skoro znakomitą bazą jest to "coś" w czym dusi się kapusta - faszerowana oczywiście! :-)
    Toż na bazie tego "płynu" można zrobić DOWOLNY sos, a cały dowcip polega na tym, że ma to smak duszonej kapusty i nadzienia.
    Ktoś już też tu o tym wspominał i miał przenajświętszą rację...



    Nie ma mowy o żadnym ryżu albo kaszy. No i teraz to
    > już zupełnie nie wiem co i jak :) Mam też gdzieś książkę Ćwierczakiewiczowej (
    > przedruk), przepisy z połowy XIXw. Ciekawe co tam jest na ten temat, musze posz
    > ukać i sprawdzić bo mnie to zaciekawiło.


    --
    Nigdy...!
  • matylda1001 10.01.15, 21:18
    beata_ napisała:

    > I ta właśnie nazwa - kapusta nadziewana - by mi bardzo ładnie grała :-)<

    To taki ukłon w Twoim kierunku :)

    > Nie znałam kapusty faszerowanej/nadziewanej w główce i nie jadłam nigdy<

    Ja jadłam raz, koleżanka zrobiła i poczęstowała, ona lubi takie różne dziwne potrawy. Poza tym jednym razem nigdy i nigdzie nie widziałam faszerowanej kapusty. Nie robił nikt z rodziny, znajomych, nie spotkałam się z tą potrawa w żadnej restauracji, barze, ani na Mazowszu ani gdziekolwiek indziej. Sama bym się nie zabrała do zrobienia, bo dla mnie to 'kosmos'. Wystarczająco upierdliwe jest rozbieranie kapusty na gołąbki :)

    > Właśnie prawie, jak u mnie tylko, że z tym "prawie", to jak z radiem Erewań... ;-))<

    No, Erewań :) bo jednak jajko zasadniczo zmienia konsystencję, a i bułka tarta też. Wprawdzie ma większą szansę nie zaszkodzić gołąbkom niż mielonym kotletom, ale nie widzę sensu jej użycia. Co do cebuli, ja daje podsmażoną, ale moja mama na przykład nie dodawała żadnej, tylko mięso, ryż i przyprawy.

    > A dlaczego oczywiście pomidorowy? I dla kogo tak [b]oczywiście?[/
    > b]

    A ja wiem? chyba dla mnie oczywiście, bo gdzie czytam jakis przepis, to sos oczywiście pomidorowy. Jak juz na przykład grzybowy, to i farsz grzybowy. Nie wiem dlaczego.

    > Bo dla mnie i wielu innych oczywistym jest sos naturalny "spod" kapusty.
    .. z którym można potem ewentualnie dowolnie pokombinować smakowo. Nazwanie teg
    o "wodą z gotowania" czy jakoś podobnie, to jakieś nieporozumienie. Sorry, ale
    jak ktoś gotuje (w sensie przyrządza) cokolwiek w samej wodzie... no nóż się w
    kieszeni otwiera...<

    Nawet jeśli ktoś nic do tej 'wody' nie doda, to i tak nie można tego nazwać 'wodą z gotowania'bo to wspaniały wywar.

    > I jeszcze zapytam (może nie Ciebie, bo chyba akurat nic o tym nie mówiłaś) - dlaczego jakikolwiek sos (pomidorowy, grzyby czy inny) ma być koniecznie robiony osobno ?!?!?! I na bazie czego, skoro znakomitą bazą jest to "coś" w czym dusi się kapusta - faszerowana oczywiście! :-)
    Toż na bazie tego "płynu" można zrobić DOWOLNY sos, a cały dowcip polega na tym, że ma to smak duszonej kapusty i nadzienia.
    Ktoś już też tu o tym wspominał i miał przenajświętszą rację...<

    To ja miałam tę przenajświętszą rację :) ale też chętnie dowiem się dlaczego ten przenajświętszy wywar jest tak źle traktowany.

    Niestety... "Ćwierczakiewiczową" znalazłam, ale to inna książka ("Jedyne praktyczne przepisy konfitur, różnych marynat, wędlin, wódek, likierów, win owocowych, miodów oraz ciast" Według wydania z 1885r) O gołąbkach i kapuście faszerowanej nic w niej nie ma. Potrzebna by była ta druga książka pt. "365 obiadów"



    --
    naprawdę, na pewno, po prostu, wprost, zresztą, na razie, dlaczego.
  • mhr2 07.01.15, 12:31
    kupuje mielone(wieprzowina), dodaje cebule, przyprawy, ryz suchy, mase zawijam w liscie kapusty, osmazam, polewam przecierem pomidorowym i lekko gotuje;)

    --
    "leben und leben lassen"
  • wadera3 07.01.15, 14:41
    I co z tego wychodzi?
    --
    Lepiej grzeszyć, a później żałować, niż żałować, że się nie zgrzeszyło
  • mhr2 07.01.15, 15:00
    wadera3 napisała:

    > I co z tego wychodzi?

    w pomidorowym sosie;)

    --
    "leben und leben lassen"
  • akacja06 08.01.15, 21:58
    Aby mieso po ugotowaniu nie bylo twarde i zbite wystarczy smialo dodac do farszu soku z cytryny. Mieso jest wtedy kruche i rozpadajace sie.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka