Dodaj do ulubionych

Kulinarne urządzenie świata

15.03.17, 12:59
W tej powszechnej pogoni za nowinkami, oby były dalsze, bardziej oryginalne, nowocześniejsze zastanawiam się na ile jest to nam potrzebne.

Wciąż jesteśmy bombardowani zdrowymi nowinkami, że trzeba jeść sushi, pić rooibah, yerbę, jeść owoce goji, nasiona chia, kuskus, glony... Itd, itd...

A czy świat nie jest właśnie tak urządzony, że wszystkie potrzebne rzeczy mamy koło siebie?

My w Polsce mamy mnóstwo warzyw, które można jeść na świeżo a na zimę zakisić i mamy pełną dawkę witamin.

Eskimosi mają tran, mięso z fok czy ryb.

Zawsze gdzieś coś jest do zjedzenia. I jakoś ludzie przeżywali. ;)

Może czas uodpornić się na kolejne zdrowotne nowinki? Jeść, próbować, poznawać, smakować ale pamiętać, że chyba wszystko co nam potrzebne do zdrowia mamy obok siebie?
Edytor zaawansowany
  • 15.03.17, 13:45
    > A czy świat nie jest właśnie tak urządzony, że wszystkie potrzebne rzeczy mamy koło siebie?

    No właśnie nie jest. I to jest główny powód funkcjonowania gospodarek i wymiany handlowej, od skali mikro po globalną.

    > Zawsze gdzieś coś jest do zjedzenia. I jakoś ludzie przeżywali. ;)

    Z wyjątkiem tych, co umarli z głodu. Japonia 1782-88, Rok bez lata 1816, Irlandia 1845-52, Liban 1914-18, Persja 1917-18, Ukraina 1932-33, Holandia 1944, Etiopia 1984-85, Dem. Rep. Kongo 1998-2004...
  • 16.03.17, 11:19
    Potrzebne do życia w zdrowiu. Co nam w Europie jest niezbędne, co sprawia, że jesteśmy zdrowsi, z innego rejonu świata?

    Przynajmniej część tych klęsk głodowych była wywołana sztucznie a nie przez klimat (Ukraina, Holandia...).
  • 15.03.17, 15:31
    posenerka napisała:

    > Wciąż jesteśmy bombardowani zdrowymi nowinkami, że trzeba jeść sushi, pić rooib
    > ah, yerbę, jeść owoce goji, nasiona chia, kuskus, glony... Itd, itd...

    Nie trzeba - można. Trzeba za to być otwartym i poznawać świat, trzeba się rozwijać, także kulinarnie.

    > A czy świat nie jest właśnie tak urządzony, że wszystkie potrzebne rzeczy mamy
    > koło siebie?

    To zależy od tego, czego kto potrzebuje. Nie neguję, że przeżyłabym życie w Polsce smacznie i zapewne zdrowo, macie tam świetną żywność, dzięki polskim sklepom mam ją pod ręką i bardzo się z tego cieszę bo nie wyobrażam sobie życia bez np. barszczu czy kiszonek. Tyle, że potrzeby nie ograniczają się, a przynajmniej nie powinny, do jedzenia. Dla mnie siedzenie w jednym miejscu kiedy się siedzieć nie musi i zamykanie się na nowe doświadczenia mimo możliwości rozwijania się to bezsens i źle o człowieku świadczy.

    > My w Polsce mamy mnóstwo warzyw, które można jeść na świeżo a na zimę zakisić i
    > mamy pełną dawkę witamin.

    Owszem, są wspaniałe. A potem się leci do innych krajów i poznaje się nowe warzywa, i one też są wspaniałe.


    > Zawsze gdzieś coś jest do zjedzenia. I jakoś ludzie przeżywali. ;)

    "Jakoś". Kiedy się nie ma wyboru to się nie marudzi i cieszy tym, co jest, to prawda. Ale jeśli ma się wybór to głupotą jest z niego nie korzystać.

    >
    > Może czas uodpornić się na kolejne zdrowotne nowinki?

    A może czas pojąć, że nie dla każdego są to "nowinki" i może ktoś je glony dlatego, że je polubił i mu smakują? Że to nie jest dla niego trend i pogoń za modą tylko "samo życie"? Że docenia to, co ma obok siebie, ale chce poznać to, co obok siebie mają inni ludzie na świecie? Nie bierz tych pytań do siebie, rozumiem co chciałaś postem przekazać, zgadzam się z Tobą do pewnego stopnia ale z całego serca jestem za odkrywaniem smaków bez niedoceniania tych "obok siebie". Czasy "Janków Muzykantów" pod względem kulinarnym mamy już chyba za sobą i teraz po to, czego potrzebujemy dla satysfakcji a nie wyłącznie przeżycia życia "jakoś", możemy sięgnąć bardzo daleko.
    :-)


    --
    Chaotyczna neutralna.
  • 16.03.17, 11:22
    Źle mnie zrozumiałaś. Poznawania nowych smaków jest super.
    Świetnie, że możemy próbować dań z końca świata.

    Tylko mierzi mnie, że co chwilę coś się promuje jako zdrową nowość, która ma nas ratować od raka, innych chorób czy wręcz śmierci.

    Nie chodzi o smak a o zdrowie.
  • 16.03.17, 11:36
    A to trochę inny temat, robienie z kuchni apteki. Nie od dzisiaj naśmiewam się z przepisów, gdzie w miejsce 'pyszne' wstawia się 'zdrowe'. Nie bez powodu farmaceuta i kucharz to dwa odrębne zawody.
  • 16.03.17, 11:51
    I może zbyt enigmatycznie napisałam swój post ale właśnie tylko o to mi chodziło. Nowinki ze świata, które mają być panaceum na wszystko.
    Nie chodzi o smak, sama jestem ciekawa nowych smaków. Ale nie cierpię jak mi się wmawia, że to "nowe odkrycie naukowców z dziedziny medycyny" i nagle w każdym kulinarnym programie wszyscy to stosują. :)

  • 16.03.17, 19:23
    Najnowsze odkrycie zwykle i tak kończy jako 'made in China' (jak jagody goji) albo jako kandyzowane i - tfu! - olejowane świństwo, jak żurawiny.

    --
    Moja mama ma Nobla z fizyki, mój tata pracuje w przedszkolu.
  • 16.03.17, 19:23
    Najnowsze odkrycie zwykle i tak kończy jako 'made in China' (jak jagody goji) albo jako kandyzowane i - tfu! - olejowane świństwo, jak żurawiny.

    --
    śpiewali kiepsko, ale bronili swego prawa do fałszowania
  • 16.03.17, 13:12
    posenerka napisała:

    > Tylko mierzi mnie, że co chwilę coś się promuje jako zdrową nowość, która ma na
    > s ratować od raka, innych chorób czy wręcz śmierci.

    No bo po części to pewnie prawda (pominąwszy działania różnych lobby i badania sponsorowane, patrz stara kampania o cukrze z hasłami "Matko, nie żałuj dziecku cukru"). Nauka idzie do przodu, odkrywamy, jak poszczególne składniki działają na organizm. A niektórych z nich nie znajdziesz na miejscu. Banalny przykład: czy w Polsce rośnie coś zawierającego kofeinę? A skoro nie, czy jest jakiś nieszkodliwy odpowiednik?
    No dobra, bez kawy można żyć. Ale jeśli znajdzie się coś, o udowodnionym działaniu na zdrowie (np. przeciwnowotworowo), to nie widzę powodu, by twardo zakładać, że "wszystko dobre mam lokalnie". W kwestii Eskimosów - żyć, żyli, ale trzeba by sprawdzić, jaką mieli średnią życia na tej swoje diecie i na co chorowali najczęściej. To, że ludzie przez dziesięciolecia przystosowali się do jakiejś diety, nie znaczy jeszcze, że jest ona optymalna dla naszego organizmu.

    Z drugiej strony, do wszelkich odkryć trzeba podchodzić z dystansem, już kiedyś wciskano nam margarynę jako zdrową, "bo masło ma cholesterol", teraz margaryna jest ble. Wcale nie trzeba sięgać z przykładami do produktów z drugiego końca świata. Ba, nawet do tematu żywienia. Kiedyś matkom zalecano starannie myć piersi przed każdym karmieniem, teraz zaleca się po karmieniu posmarować brodawki własnym pokarmem i pozostawić do wyschnięcia, ponieważ mycie wysusza i sprzyja ich pękaniu. W wielu dziedzinach związanych ze zdrowiem obecnie zaleca się coś kompletnie odwrotnego niż kiedyś...


    --
    Robótkowe ADHD
  • 16.03.17, 13:21
    W wielu dziedzinach związanych ze zdrowiem obecnie zaleca się coś k
    > ompletnie odwrotnego niż kiedyś...


    No właśnie. I czy coś na tym tracimy?

    Przez lata myślałam, że kawa to najlepszy wynalazek świata, czułam jak po niej rośnie we mnie chęć, siła, energia.

    Przestałam pić i jakoś czuję się tak samo jeśli z rana wypiję wodę z wit. C czy zjem płatki owsiane na wodzie.
    Żyję i funkcjonuję tak samo, nie potrzeba mi kawy.

    Jak ktoś chce kawy to niech pije ile wlezie.

    Przez lata mi się wydawało, że nie potrafię bez niej funkcjonować. Odstawiłam i okazuje się, że nic się nie zmieniło.

    Co takiego się znalazło o działaniu przeciwnotworowym?
  • 15.03.17, 18:18
    To zdrowe to nie wiem czy jeszcze zdrowe. W końcu ciągle się dowiaduje, że coś jest niezdrowe. Nie gardzę polskim jedzeniem ale próbować coś nowego tez lubię.
  • 16.03.17, 11:23
    Jak napisałam squirk - nie chodzi o nowe smaki a o kolejne mody na niby zdrowe rzeczy.
  • 15.03.17, 18:54
    Jak czujesz przymus w którąkolwiek stronę - że albo swoje, albo wyłącznie z importu - to źle.
    Jak czujesz przygodę, kiedy pierwszy raz pożerasz pędy paproci albo chmielu albo jesz ośmiorniczki czy śmierdzące jak fuskejza sery - to jest ok. Kiedy czujesz przymus, żeby podczas jedzenia snobistycznych przysmaków zrobić sobie lub talerzowi zdjęcie i wrzucić na fejsbuka-czy-na-co-tam-sie-teraz-wrzuca, to znaczy że nie o jedzenie chodzi.

    Próbować - tak. Zmuszać się - nigdy. Wybór to jedna z popularnych definicji wolności, w kuchni to też obowiązuje.

    --
    Socjologia kobiety a sprawa Jaxy.
  • 16.03.17, 11:26
    Nie chodzi o jedzenie ani smak. Smakowanie nowych rzeczy to jak poznawanie nowych miejsc - w większości nas to siedzi.
    Chodzi o uodpornienie się na mody, na produkty, które mają być "lepsze i zdrowe".
    Jak np. olej kokosowy.
    Czy jest zdrowszy od dostępnych nam tłuszczów?
  • 16.03.17, 19:25
    Kokosowy ma swoje zalety - np krzepnie w temperaturze pokojowej lepiej niż kazdy inny dostępny.

    --
    a moja mama zawsze mi powtarzala: 'maksiu, badz grzecznym kotkiem, bo odrodzisz sie czlowiekiem'
  • 16.03.17, 00:14
    Czyli po wypowiedzi bene_gesserit jemy w duchu "let the sunshine in!". Ja powoli wprowadzam jakieś nowości w swoim gotowaniu, bo muszę sprawdzić jak mi cos smakuje i jak to się robi. Ale po to grzebie w internecie, żeby kuchnie czasem odmienić i dlatego jedzenie czegoś nowego to też fajna rzecz. Np. lubię kalmary ale nie cierpię ich surowego wyglądu. Istnieją dla mnie w wersji restauracyjnej. Wyjechałam do Niemiec ponad 20 lat temu. Tam była wtedy moda na sushi. Dzisiaj po tylu latach jak widzę ludzi opętanych sushi w Warszawie to myślę, że w opóźnionej wiosce mieszkam.
  • 16.03.17, 00:38
    kobalt_x napisała:

    Wyjechałam do Niemiec ponad 20 lat temu. Tam była wtedy moda na sushi. Dzisi
    > aj po tylu latach jak widzę ludzi opętanych sushi w Warszawie to myślę, że w op
    > óźnionej wiosce mieszkam.

    Staram się nie oceniać i uważam, że na ogół - pomijając hipsterów i inne istoty bez własnego zdania - ludzie jedzą coś bo zwyczajnie im smakuje. O ile mi wiadomo sushi było w Polsce modne kilka lat temu, nie mieszkam tam i rzadko bywam ale sushi jem regularnie bo za nim przepadam, nigdy mnie nie interesowało czy jest modne, ot, polubiłam, to jem, to samo podejście widzę w otoczeniu. Może to jeszcze bardziej opóźniona wioska bo nie znam nikogo, kogo obchodzi modne jedzenie ;-)

    --
    Chaotyczna neutralna.
  • 16.03.17, 19:26
    Uwielbiam sushi. I dlatego je jem. A nie: jem sushi, więc pewnie je uwielbiam.

    'Opóźniona wioska' to nieprzyjemne i niegrzeczne określenie.

    --
    śpiewali kiepsko, ale bronili swego prawa do fałszowania
  • 16.03.17, 07:56
    Mnie przekonuje stara filozofia kulinarna: jedz to, co lokalne i sezonowe. Mogę wydziwiać z technikami i aranżami, ale produkt musi być miejscowy i dopasowany do pory roku. Dlatego rzeczy egzotyczne lubię jadać w egzotycznych miejscach. Różnica w smaku zwykle jest znaczna.

    --
    Nie potrzebuję dodatkowych informacji o wegeżyciu.
  • 16.03.17, 09:33
    > Mnie przekonuje stara filozofia kulinarna: jedz to, co lokalne i sezonowe.

    Tylko jeśli dobrze się przyjrzeć, to ta lokalność (i sezonowość także) okazać się może mityczna.

    Najwięcej wyrobów czekoladowych konsumuje się w Szwajcarii, jakieś 9kg na łebka. Kakaowiec w dolinach alpejskich nie rośnie.

    Ani polska gleba, ani klimat do upawy chińskiej kamelii się nie nadaje, tymczasem w spożyciu herbaty rodacy plasują się na szóstym miejscu na świecie, wyprzedzając największych światowych producentów herbat.

    Absolutnymi smakoszami kawy są Finowie i Norwegowie. Wietnam jest drugim po Brazylii eksporterem kawy, choć w jej spożyciu plasuje się dopiero na 98 miejscu. Za to mają fioła na punkcie bagietek z pasztetem (ban mi pa te) i rosołu (pho), których nauczyli się od Francuzów. Pszenicę do produkcji pieczywa sprowadzają zapewne z Chin i Indii, tak mają pola uprawne zajęte ryżem, kawą, wilcem i bawołami.

    Kuchnia hinduska i pozostałe azjatyckie nie mogłyby epatować ostrością chili, gdyby nie przywlekli je z Mezoameryki portugalscy kupcy. Tak, ci sami przedstawiciele zapomianego morskiego imperium, którzy z francuskiego ciastka ze słodką jajeczną masą uczynili jeden z przysmaków Makao.

    Słabość mieszkańców Wysp Brytyjskich do napojów wyskokowych skrzętnie wykorzystało kilka innych państw, produkując u siebie alkohole z myślą o angielskim głównie odbiorcy. Co prawda obecnie najwięcej porto pije się we Francji, ale nie zapominajmy o turystach i emerytach z UK zaludniających plaże Lazurowego Wybrzeża i prowansalskie garigi.

    Banan, owoc natywny dla Azji Południowschodniej bez europejskich kolonizatorów Ameryk nie zrobiłby kariery, a jego najpopularniejsza odmiana, Cavendish, wyhodowana została w szklarniach Chatsworth House, Derbyshire, środkowa Anglia.

    Ziemniaki - bulwiaste źródło skrobii tak rozpowszechnione w Europie, że nawet autor 'Gry o Tron' w swoim fantastyczno-średniowiecznym świecie umieszcza je na stołach tamtejszego 'Starego Świata' - pochodzą z And.

    Ani pomidory, ani makaron nie były kiedyś lokalne dla regionu płw. Apenińskiego, tak samo jak ryż i migdały na płw. Iberyjskim.

    > Dlatego rzeczy egzotyczne lubię jadać w egzotycznych miejscach.
    > Różnica w smaku zwykle jest znaczna.

    Zatem herbatę kenijską w Kenii, a robustę w Hanoi? Tylko oni tam leją ją na skondensowane mleko, europejski wynalazek i jeszcze kostki lodu dają.

    Za to meksykańska czekolada jest beznadziejna. O wiele lepiej idzie im produkcja i dystrybucja bloczków pasty z takiej rośliny, co w Meksyku nie rośnie. Jankesi i wakacjusze na Kanarach/Balearach dadzą się pokroić za odrobinkę tej przyprawy.
  • 16.03.17, 10:00
    To wszystko prawda. Ale o lokalności jedzenia myślę trochę prościej - na co dzień kupuję to, co u nas właśnie rośnie lub co powstało na miejscu. Zimą raczej do obiadu duszone buraczki (buraki się dobrze przechowują przez zimę) i kiszona kapusta niż sałata i pomidory. Oczywiście, jadam i pijam importowane produkty, ale makaron z małżami to ja wolę jednak we Włoszech zjeść. I to raczej na południu.

    --
    Nie potrzebuję dodatkowych informacji o wegeżyciu.
  • 16.03.17, 11:31
    Lokalność w dzisiejszych czasach w gruncie rzeczy sprowadza się do dostępności w najbliższym sklepie, nie oszukujmy się. Rolnikami w zdecydowanej większości nie jesteśmy i skazani jesteśmy na politykę dostawczą naszych sklepów. W moim Lidlu, niemieckiej sieciówce na irlandzkiej ziemi, kiszona kapusta jest o wiele egzotyczniejsza od szklarniowych pomidorków w styczniu unijnego albo pozaunijnego pochodzenia, w zależności od tego kto da więcej za mniej. Sauerkraut pojawi się tam podczas tygodnia niemieckiego, albo polskiego. A na co dzień z peklowanych przetworów są ogórki, cebulki czy buraczki w occie. Produkowane zapewne za granicą. Z danych za rok 2011 wynikało, że Irlandia więcej świeżych owoców i warzyw spowadzała z UK niż produkowała u siebie. Ograniczyć się do tłuczonych miejscowych pyr z miejscowym jarmużem? I szklarniowych truskawek z Wexfordu, które do polskich się nie umywają, nawet tych z działek na glebach klasy V ? Mityczne Włochy mitycznymi Włochami, ale są też miejsca na ziemi mało urodzajne, wręcz jałowe, gdzie tylko szczy i kasza. Tę nową modę na local, fresh & organic potraktowałbym grubą szczyptą soli. Himalajskiej.

    Przechowywanie produktów? W apartamenciku skleconym z płyty gipsowo-kartonowej z bez podpiwniczenia, z mikrolodóweczką i dwiema szafkami w ślepej kuchni? W dobie wielkopowierzchniowych gigamarketów zaopatrzonych we wszystko przez 364dni w roku i często 24h na dobę to zakrawa na trzymanie świni na balkonie. Mam kumpelę, która się w coś podobnego bawi: kupuje jabłka na tony i kisi z nich ocet, zagracając niemiłosiernie kuchnię wynajmowanej na spółę chaty. Problemem pierwszego świata jest skonsumowanie tego wszystkiego na czas. W lokalnych kinach właśnie puszczają reklamy społeczne o marnowaniu nadkupywanej żywności.
  • 16.03.17, 17:57
    Dlatego ja dobrowolnie i z zadowoleniem mieszkam na prowincji, ogród mam i piwnicę, gdzie mogę sobie kapustę kisić. I takie tam. A gdy zapragnę egzotyki, to godzinę drogi stąd mam lotnisko i tyle.

    --
    Nie potrzebuję dodatkowych informacji o wegeżyciu.
  • 16.03.17, 19:12
    mim_maior napisała:

    > Mnie przekonuje stara filozofia kulinarna: jedz to, co lokalne i sezonowe. Mogę
    > wydziwiać z technikami i aranżami, ale produkt musi być miejscow

    No nie wiem, nie wiem, ja tam sobie oliwy ani oliwek odmówić nie mogę, mimo że nie mamy u nas klimatu śródziemnomorskiego. Rzepakowy czy lniany nie są smaczniejsze przez to, że polskie.
    --
    feminists aren’t humorless just because your jokes suck
  • 28.03.17, 13:14
    Polecam olej rydzowy. Ponoć właściwości lnianego ale smak raczej sezamowego. Lubię do nabiału lub śledzi.
  • 16.03.17, 11:34
    Moi drodzy, chodzi mi o zdrowie a nie o smak.

    Nie wiem co teraz jest na hiper super topie bo staram się nie poddawać ale pamiętam szał na olej kokosowy. Zdrowy wewnętrznie i zewnętrznie. Gdy w końcu po setkach zachwytów w mediach i od znajomych kupiłam, to nawet się do smarowania stóp nie nadawał. ;)

    Co w nim jest takiego, czego nie ma w olejach dostępnych w naszym regionie? W czym jest zdrowszy?
  • 16.03.17, 11:50
    Jeśli nagle świat opanowuje szał na jakiś wcześniej niepopularny produkt, to często mamy do czynienia z marketingowym spinem najwyższej próby: jakieś tam niby badania okołomedyczne podchwycone przez dietetyków, przechwycone przez lajfstajlowych guru, podpatrzone przez jedzeniowe blogerki i domorosłe aptekarki, by w końcu osiąść w powszechnej świadomości. Pamiętacie obsesję z manukowym miodem i ten durnowaty indeks UMF do niego stworzony? Superfoody to olej z węża XXI wieku.

    Kokosowy olej ładnie pachnie, nie powiem. I to jest moje przede wszystkim kryterium zastosowania.
  • 16.03.17, 11:57
    O, manukowy miód... Właśnie o to mi chodziło.

    Kokosowy miał się nadawać też jako balsam do ciała. Mi wysuszał skórę. W kosmetyce wolę rydzowy lub lniany albo zwyczajny rycynowy.

    A smarowanie się się kokosowym olejem przypomina mi PRLowski szał na smarowanie się masłem czekoladowym zamiast olejku do opalania.
    Nigdy nie próbowałam, bo w mojej okolicy takiego masła nie było ale wieść gminna niosła jak to cudownie opalał. ;)
  • 16.03.17, 12:50
    Generalnie z szeroko rozumianym przemysłem żywnościowym zalecałbym zdrową dozę sceptycyzmu wtedy, kiedy mowa o zdrowiu tego czy innego produktu. Myślę, że profilaktyka cholesterolowa w wykonaniu margaryn wystarczająco się skompromitowała. Reklamom batonów i napojów słodzonych dostarczających energii sportowcom też nie ma co wierzyć. Propagowanie superżywności to ta sama ściema, choć pewnie w wykonaniu wielu jej uczestników szczera i poczciwa w zamiarze. Tak czy owak, do sklepów ze zdrową żywnością zachodzę od wielkiego dzwona, wtedy tylko kiedy mają coś, czego w normalnym sklepie nie mogę znaleźć, na przykład suszonych drożdży aktywnych, czy tahini. Za to niech się bujają z tą swoją 'organiczną-etyczną' mąką żytnią kosztującą 3 razy tyle, co w polskim sklepie. No i ten apteczny zapach odżywek dla pakerów i wegetariańskich suplementów diety jest nieznośny. Wolę smrodek stoisk warzywnych i halalowych oraz krześcijańskich rzeźników na Moore Street.
  • 16.03.17, 12:59
    Właśnie po to powstał ten wątek: nie szukaj panaceum na końcu świata bo na bank masz to koło siebie.
    Próbuj, jedz co chcesz ale nie wierz, że jakieś nasionka z końca świata cię wyleczą bo na bank nasionka o podobnych właściwościach znajdziesz koło siebie.

    Tylko będą inaczej smakować. Smakuj.
  • 16.03.17, 16:42
    > Właśnie po to powstał ten wątek: nie szukaj panaceum na końcu świata bo na bank
    > masz to koło siebie.
    > Próbuj, jedz co chcesz ale nie wierz, że jakieś nasionka z końca świata cię wyl
    > eczą bo na bank nasionka o podobnych właściwościach znajdziesz koło siebie.

    Dowcip polega na tym, że niektóre "swojskie" warzywa były kiedyś także nowinkami i przyjechały z końca świata.
    Ziemniak dotarł do Europy w XVI wieku, pochodzi z Ameryki Południowej, podobnie pomidory, kukurydza.
    Pory, selery, brokuł, kalafiory pochodzą z rejonów śródziemnomorskich, a w Polsce spopularyzowały się dopiero za sprawą królowej Bony.

    --
    Demokracja - system, który pozwala ci wybrać, kto będzie tobą pomiatał.
  • Gość: x IP: *.hsi06.unitymediagroup.de 16.03.17, 20:00
    Republik Radzieckich. Chruszczow chciał nawet siać kukurydzę na Księżycu ;D
  • 16.03.17, 14:14
    > niech się bujają z tą swoją 'organiczną-etyczną' mąką żytnią

    Akurat żywność organiczna sens ma, płacisz więcej za ograniczenie środków chemicznych w jej uprawie. Siłą rzeczy plony mogą być niższe a uprawa trudniejsza, więc i musi kosztować więcej. Przynajmniej te certyfikowane gospodarstwa są jakoś kontrolowane i jest szansa, że zjem mąkę ze zboża niedosuszanego Roundapem przy jednoczesnym beztroskim zignorowaniu okresu karencji.

    --
    Demokracja - system, który pozwala ci wybrać, kto będzie tobą pomiatał.
  • 16.03.17, 14:20
    Szansa... Słowo klucz.
  • 16.03.17, 19:48
    Kokosowy na mokrą skórę, jeśli już. I na mokre włosy, szczególnie na końcówki.

    --
    dont hejt de pleja, hejt de gejm
  • 16.03.17, 14:17
    a wiesz, ze cos podobnego mi przeszlo przez mysl, jak czytalam niedawno kolorowa prase w poczekalnii
    jeden tydzien wychwalanie np kiszonek, bo probiotyki, nastepnym razem mieszanie z blotem za kwasowosc uszkadzajaca uklad pokarmowy
    potem nagonka na ilosc w nich soli


    a ja i tak wieze tylko w spawdzona zdrowotnosc czosnku, miodu i cebuli, o :-)

    --
    co bylo to bylo
    co moze byc jest
    a bedzie to co bedzie
  • 16.03.17, 14:23
    Do kiszenia nie potrzeba wiele soli.

    Wierzmy w stare przepisy a nie nowe. ;)
  • 16.03.17, 19:56
    "Co w nim jest takiego, czego nie ma w olejach dostępnych w naszym regionie? W czym jest zdrowszy? "

    Olej kokosowy zawiera bardzo dużo tłuszczu nasyconego, który jest najbardziej odporny na obróbkę termiczną, z tego względu nadaje się więc do smażenia. Z tłuszczów dostępnych w naszym regionie do smażenia dobrze się nadaje łój wołowy, ale chyba w dzisiejszych czasach jest bardziej egzotyczny niż olej kokosowy. To jest nadal kontrowersyjny temat, bo niektórzy nadal są zdania, że tłuszcze nasycone są wyjątkowo niezdrowe i przyczyniają się do chorób serca, a inni twierdzą, że to są kalumnie, a szkodliwe są rafinowane węglowodany, w tym szczególnie cukier. Rafinowane oleje roślinne, których zazwyczaj używa się do smażenia właśnie ze względu na nagonkę na tłuszcze nasycone, zawierają dużo wielonienasyconych kwasów tłuszczowych, wrażliwych na obróbkę, temperaturę i światło i ulegających uszkodzeniu już w procesie rafinacji, albo nawet w procesie pozyskiwania tłuszczu z ziaren.
  • 16.03.17, 12:36
    posenerka napisała:

    > A czy świat nie jest właśnie tak urządzony, że wszystkie potrzebne rzeczy mamy
    > koło siebie?

    Tak!

    Może czas uodpornić się na kolejne zdrowotne nowinki?

    innego smaku szukac, próbować, to zycie!

    --
    "leben und leben lassen"
  • 16.03.17, 15:41
    Czytałam o tym, że wszystkie oleje i oliwy roslinne mają coś niezdrowego. Wyjatkiem ma być kokosowy i parę innych rzadkich i egzotycznych. Kiedyś odrzucono tłuszcze zwierzęce do smażenia bo niezdrowe. Teraz czytam, że gęsi smalec jest zdrowy. Nasiona chia to duża ilość antyoksydantów, ktorych potrzebujemy. Antyoksydanty są prawie we wszystkich zielonych i czerwonych warzywach i dużo ich w lesnych jagodach. Te nasiona chia pojawiły się jako składnik tabletek do odchudzania i niektórzy uwierzyli, że od nich schudną. To zależy co jesz. Czy potrzebujesz dodatkowy zastrzyk antyoksydantów. Po prostu poczytaj o antyoksydantach (przeciwutleniacze).
  • 16.03.17, 16:27
    no popatrz, a mi dietetyczka od lekarza kazala ograniczyc mleko kokosowe, bo to podnosi cholestrol
    tak samo jak tluszcz np ze swinki

    a jedyne zdrowo to tloczone na zimno rzepakowy, lniany, oliwa, ale nie podgrzewac
    jak juz podgrzewac to mniej strat bedzie na smalcu gesim lub kaczym, o

    :)

    --
    co bylo to bylo
    co moze byc jest
    a bedzie to co bedzie
  • 16.03.17, 18:43
    Czuję, że się do gęsiego smalcu przekonam. Kokosowy olej jeszcze do mnie nie trafia. Kuskus to pszenica. Lubię ale pszenica to żadna nowość i jej uprawa jest bardzo uprzemysłowiona. Glony? A gdzie te czyste morza jak ryby z rtęcią pływają? Czasem myślę, że lepiej nie studiować co jest zdrowe. Za jakiś czas dowiem się, że to niezdrowe.
  • 16.03.17, 19:51
    Jabłka rosną w sadzie tuż obok autostrady. I pryskane są do imentu, tak samo jak swojskie maliny. Jagody z lasu? Proszę bardzo, z toksoplazmozą z odchodów zwierzęcych i z kleszczem w łydce, zarażonym boreliozą albo czym gorszym. Itd itd itd.

    Takie myślenie prowadzi na manowce, tzn prosto w Bieszczady do jakiejś chaty bez prądu, bieżącej wody i podpasek oraz aspiryny.

    --
    Wiara w kompleks braku członka to oczywisty przejaw kompleksu braku macicy.
  • 17.03.17, 00:02
    Jagody z lasu lubię! I nie zamienie w lato na nasiona chia! A gdzie te rosną? Też przy autostradzie albo przy kokainie? Nie chodzi o to żeby nie jeść i nie próbować ale jak się grzebać dokładnie co ma być zdrowe to faktycznie do chaty na bezludnej wyspie można się przenieść. Trochę wiedzy o żywności jest potrzebne ale za dużo wiedzy chyba może doprowadzić do nie jedzenia niczego.
  • 29.03.17, 04:15
    Bo jak wiemy, wszelkie ziemniaki, pomidory, marchewki, czekolady, kawy, pieprze to takie od razu polskie były...
  • 02.04.17, 12:34
    Polecam przeczytanie całego wątku. :)
    Pozdrawiam

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.