Dodaj do ulubionych

Tak sobie mysle ...

06.06.17, 04:29
Od wielu lat, zastanawiam sie nad motywacja osób które deklaruja sie wegetarianami, wege lub podobnymi. Chodzi mi o konkretne motywy, szczególnie ... te kulinarne.
J53.
Edytor zaawansowany
  • 06.06.17, 07:47
    Kulinarne są żadne, przecież weganie tropią w potrawach homeopatyczne ilości niedozwolonych produktów, które nawet w laboratoriach trudno wykryć i smaku potrawy nie zmieniają. To religia, niestety.
  • 06.06.17, 10:29
    paczka142 napisała:

    > To religia, niestety.

    cos w tym rodzaju, nikomu nie przeszkadza




    --
    "leben und leben lassen"
  • 06.06.17, 08:43
    Raczej nie ma tu pola do długich rozważań. Motywy są albo zdrowotne, albo etyczne. Jedyne kulinarne są takie, że ktoś zwyczajnie mięsa nie lubi i już - choć to chyba przypadek rzadki, by ktoś z tego powodu wykluczył absolutnie wszystkie produkty mięsne. Dzieci czasem nie cierpią mięsa w takich postaciach, gdzie wyczuwalna jest jego włóknista struktura, ale parówki to już chętnie wciągają. A niby jakie mogą być inne motywacje kulinarne?

    --
    Demokracja - system, który pozwala ci wybrać, kto będzie tobą pomiatał.
  • 06.06.17, 22:00
    A jakież to zdrowotne miałyby być? Alergia na alfa-galaktozę?
  • 07.06.17, 08:11
    Akurat rozważania o kwestiach zdrowotnych pochodzą znacznie sprzed epoki obsesji alergicznej i mają uzasadnione podstawy. Ponoć budowa człowieka i jego układu pokarmowego wskazuje, że nie jest on przystosowany do pokarmów mięsnych, przez co jego spożycie nam szkodzi w różny sposób. M.in. przewód pokarmowy jest znacznie dłuższy, co powoduje zaleganie niestrawionych pozostałości mięsa, które u mięsożerców są wydalane znacznie szybciej. Tyle pamiętam z książki Grodeckiej "Zmierzch świadomości łowcy" czytanej lata temu, pewnie są w internecie argumentacje obszerniejsze.
    O ile mi wiadomo, jest potwierdzone badaniami, że dieta z dużym udziałem czerwonego mięsa sprzyja rozwojowi raka jelita i chorób krążenia, a także obciąża nerki nadmiarem metabolitów pochodzących z białka, więc trudno temu odmówić choć częściowej racji.


    --
    Robótkowe ADHD
  • 07.06.17, 09:07
    akurat ksiazka grodeckiej to straszny stek bzdur uragajacy potwornie inteligencji czytelnika.
    w pelni podpisuje sie pod opinia czytelniczki - wegetarianki
    lubimyczytac.pl/ksiazka/35989/wegetarianizm---zmierzch-swiadomosci-lowcy
    a tak btw pod koniec lat 90tych i na poczatku tego wieku kilka lat nie jadlam miessa, bo mnie jakos brzydzilo i nie smakowalo. w roku 2000 przyszlam tu na uniwersytet. nasa mensa miala juz wtedy od wielu lat tzw menu alternatywne., czyli wegetarianskie
    w kolejce po nie stalismy z kolega z pracy, jego przyszla zona i dwoma ijego kumplami z gatunku tych wieloletnich. wszyscy wegetarianie juz od lat 80tych kiedy byli w szkole.
    zona kumpla zmarla w sierpniu 2011. przedtem zmagala sie prawie 3 lata z rakiem piersi. jeden z jego kumpli umarl w marcu tego roku na raka watroby. sam kolega z pracy umarl pod koniec stycznia 2016 na wyjatkowo bolesnego i paskudnego raka otrzewnej. wszyscy to zdowo odzywiajacy sie wegetarianie (dziewczyna nawet wieloletnia weganka) i w wieku po 40. ona nawet przed.

    --
    ekspert d.s. zamachow panstwa islamskiego i uchodzcow
  • 07.06.17, 10:10
    ania_m66 napisała:
    > akurat ksiazka grodeckiej to straszny stek bzdur uragajacy potwornie inteligenc
    > ji czytelnika.

    Niewiele z tej książki pamiętam, ale owszem, uderzyła mnie teoria, że kobieca menstruacja powstała jako dodatkowy kanał pozbycia się toksyn z organizmu i przy "prawidłowej" niskobiałkowej diecie zanika. O ile wiem, to zanika właśnie przy niedożywieniu (np. u anorektyczek czy kobiet w obozach koncentracyjnych). Ale akurat nie chodziło o to, czy źródło dobre czy nie, tylko czym ludzie motywują przejście na wegetarianizm.

    > zona kumpla zmarla w sierpniu 2011. przedtem zmagala sie prawie 3 lata z rakiem
    > piersi. jeden z jego kumpli umarl w marcu tego roku na raka watroby. sam koleg
    > a z pracy umarl pod koniec stycznia 2016 na wyjatkowo bolesnego i paskudnego ra
    > ka otrzewnej. wszyscy to zdowo odzywiajacy sie wegetarianie (dziewczyna nawet w
    > ieloletnia weganka) i w wieku po 40. ona nawet przed.

    A czy ktoś twierdzi, że wegetarianie nie umierają na żadnego raka? Tu poza czynnikami zewnętrznymi w dużej mierze gra ruletka genetyczna. Z innej beczki, niezależnie od rodzaju diety zastanawiające jest, jak działa na nas wieloletnie, systematyczne spożywanie chemii rolniczej, która w historii ludzkości jest obecna stosunkowo krótko (np. Roundup od 1974). Co komu po diecie idealnej, jeśli będzie przeładowana np. azotanami?

    --
    Demokracja - system, który pozwala ci wybrać, kto będzie tobą pomiatał.
  • 07.06.17, 11:34
    Słowo kluczowe: ponoć. Takie 'zdrowotne', a raczej 'ewolucyjno-adaptacyjne' argumenty o nieprzystosowaniu układu pokarmowego człowieka do spożywania mięsa pośrednio sugerują jakoby ta powszechna praktyka stanowiła rodzaj jakaś przypadkowego wynaturzenia, czegoś na kształt nikotynowego, czy alkoholowego nałogu. Jeśli jedzenie mięsa jest tak obce ludzkiej naturze, to jak to jest, że zdolności łowieckie naszego gatunku są tak niebotyczne, że na szczycie dowolnego łańcucha pokarmowego ponad Homo sapiens nie znajduje się żaden inny gatunek, z superdrapieżnikami włącznie? I dlaczego tak trudno odnaleźć ludzkie społeczności, nawet te stosunkowo odizolowane od innych, zupełnie nie znające smaku mięsa?

    Wystarczy przyjrzeć się układom pokarmowym ssaków roślinożernych (przeżuwaczy i cekotrofojadów), żeby zorietować się, że specjalistami od diety roślinnej nie jesteśmy w jeszcze większym stopniu, niż brakuje nam do obligatoryjnych mięsożerców. Jesteśmy wszystkożerni i jako taki nasz układ pokarmowy do trawienia różnorakich pokarmów jest dostosowany, najlepiej przetworzonych, czyli zewnętrznie nadtrawionych w drodze obróbki żywności (której tak, jak człowiek w makrobiologicznym świecie nie potrafi nikt, warto zauważyć). A jack of all trades and a master of none.
  • 07.06.17, 20:38
    To wszystko akurat świadczy głównie o ekspansywności i dużych zdolnościach adaptacyjnych naszego gatunku. Wyżywimy się tym, co się akurat w danym rejonie trafiło, a czy jako jednostkom nam to wychodzi na zdrowie i długość oraz jakość życia - to inna bajka.

    --
    Robótkowe ADHD
  • 07.06.17, 20:30
    Moje pytanie ma glebszy aspekt ...

    W latach 80' tych, uczestniczylem w bardzo dokladnych badaniach (Zespól Prof. Paszkowski Akademia Rolnicza Lublin) tzw. "istot" nazywanych "roslina". Od tego czasu, reakcje roslin i ich parametry fizjologiczne, zmienialy sie w mojej mentalnosci.

    Uwazam, ze rosliny sa tak inteligente i .. zywe jak inne istoty. Maja swój program, rozwój, rozmnozenie, ... czerpia pozywienie z ziemi, sa rodzaju meskiego i zeñskiego.

    Czego wiecej oczekuja anty mieso tzw. wegetariani i inni podobni? Jesc "istoty zywe" chocby zielone?

    Jedna wielka bzdura. To "zielone" dokladnie oznacza to "zwierzece". Tyle, ze ... jakby bez swiadomosci.

    Panstvo wege ... jecie zywe rosliny.

    J53.
  • 07.06.17, 20:41
    No, są tacy, co się z tym zgadzają:
    pl.wikipedia.org/wiki/Frutarianizm

    --
    Demokracja - system, który pozwala ci wybrać, kto będzie tobą pomiatał.
  • 07.06.17, 20:45
    Genialne. Nie wiedzialem, ze taki trend istnieje. Dziekuje za link.
    J53.
  • 07.06.17, 20:54
    Iii, frutarianizm to małe piwo, poczytaj, co to jest bretarianizm. Rozwiązuje wszystkie problemy etyczne. Odpowiednio długo stosowany, zapewne także i zdrowotne. Skutecznie i na wieczność, że tak powiem.

    --
    Robótkowe ADHD
  • 07.06.17, 23:12
    Nic w naturze nie chce dać się zjeść. Wszystko jest w stanie mieć toksyny i rośliny też. Taki już świat. A my to pewnie mocno niestrawne stworzenia. Miałam w życiu awersje do mięsa ale bez ideologii do tego. Jakiś czas nie jadłam, bo lepiej się z tym czułam. Jak miałam ochotę to zaczęłam znowu je jeść.
  • Gość: x IP: *.hsi06.unitymediagroup.de 09.06.17, 21:03
    ale daj ludziom żyć tak, jak chcą. Myśl lepiej o sobie, życie upływa.
  • 09.06.17, 23:54
    Oczywiscie. Niech zyja jak chca ale jednoczesnie, niech nie propaguja opinii bardziej niz mylnych, usprawiedliwiajac swoja posture. Sadze, ze na bazie wielu badan i doswiadczen scricto naukowych, po prostu sa omylni. Intencja tego watku (tematu) bylo wzbudzic pewne refleksie w temacie wegetarianskim i ... podobnych.
    Mysle, ze jesli juz, z punktu widzenia natury, mysle, ze Frutarianizm jest jedyna opcja kyóra mozna zaakceptowac z punktu widzenia wegatarianizmu. Sama natura (swiat roslinny) nam to pokazuje (wskazuje).
    J53.
  • Gość: x IP: *.hsi06.unitymediagroup.de 10.06.17, 00:49
    i akademickiego wykształcenia, myślisz nadal jak aparatczyk z PRL.
    "Niech żyją jak chcą, ale niech nie propagują".
    Czy ktoś ci każe tak postępować?
    Nawet czytać tego nie musisz.
  • 10.06.17, 09:15
    Dokładnie, jedni ludzie mogą sobie propagować. A inni nie muszą się wcale tym przejmować. Głoszenie haseł: niech ludzie nie robią tego czy tamtego bo to szkodliwe...jest szkodliwe :)
    Czytałam kiedyś książeczkę pana który odżywiał się wyłącznie energią słoneczną, dzięki czemu uleczył się z wielu chorób. A przynajmniej w jedno i drugie wierzył. I ok. Dopóki mnie nie ZMUSZA do tego samego niech mu tam będzie, życzę mu wszystkiego dobrego.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.