Dodaj do ulubionych

jedzenie Polaków w ostatnich ~20 latach.

02.07.18, 19:45
Ciekawe jakie są Wasze obserwacje.
Każdy z nas żyje pewnie w innym środowisku. Ostatnio bardzo często zaglądam na youtube'a i dziwi mnie jak pokolenie mające dostęp do informacji nie ma pojęcia o wielu podstawowych kwestiach kulinarnych, nie potrafi wyciągnąć wniosków tylko wyciąga info z szerszego kontekstu.
Moje wnioski też będą nieco uproszczone:)
Reklamy obrzydziły glutaminian sodu i wszystkie E, ale poprawiacze w produktach i tak maja się świetnie. Tak samo jak sól, cukier i ocet w produktach reklamowanych jako bez konserwantów.
Programy kulinarne z Gessler na czele uświadomiły, że do restauracji nie idzie się zjeść zupę z proszku i mrożone pierogi. Przyjęły się zupy dnia, dania dnia, zestawy obiadowe robione na świeżo, w dobrych cenach.
Nieśmiało wraca smalec do smażenia kotletów.
Nie wszystkie sałatki są już upacianymi brejami tylko podaje się je na talerzach z rozsypanymi składnikami.
Panga została wyparta przez łososia.
Z moich osobistych zmian kulinarnych:
20 lat temu zachwycałam się tym co obce, teraz zachwycam się sezonowością w Polsce.
Edytor zaawansowany
  • znana.jako.ggigus 03.07.18, 09:47
    Sol, cukier i ocet to wzmacniacze smaku. Sama tak doprawiam wszystko od dawna.
    Przed 1989 w restauracjach tez sie jadlo normalnie i to nie zupe z proszku i nie mrozone pierogi. Dosys czesto chodzilam z rodzicami, glownie z ojcem.
    Wydaje mi sie, ze minelo oszoloemienie kolorami, dodatkami chemicznymi. ale to nie tylko w Pl, lata 90 to byl piekny czas oszolomienia produktem, fetyszem. Teraz wracamy do zrodel i dobrze!

    --
    ’Cause I told you once / And then I told you twice / And now I told you three times / And at the risk of repeating myself I’m gonna say it again: I wanna be your lover - Jarvis Cocker.
  • nowaczek1 03.07.18, 12:39
    Sól, cukier i ocet to znane od dawien dawna konserwanty. Tyle, że uzyskiwane naturalnie. To, że przy okazji wzmacniają smak, jest ich dodatkowym atutem.
    Od wieków solono mięso, aby je dłużej przechowywać, a czasem je dodatkowo suszono. Dżemy i konfitury to sposób na dłuższe przechowywanie owoców zakonserwowanych w cukrze. Kapustę i ogórki kiszono na zimę, kwas mlekowy jest też doskonałym naturalnym konserwantem.
    W przemyśle spożywczym sól, cukier i ocet (czy też kwas cytrynowy) uznawane są za konserwanty, więc producenci, którzy reklamują produkty zawierające sól czy cukier jako 'bez konserwantów' - okłamują nabywców. Powinni używać zwrotu: 'bez syntetycznych konserwantów' czy też 'wyłącznie z naturalnymi konserwantami', ale to by było kiepskie marketingowo.
  • coralin 03.07.18, 13:17
    Właśnie o to mi chodziło. Szczególnie zabawnie brzmią zupy w proszku bez konserwantów. A co tam trzeba konserwować? Obok mnie był taki punkt z tradycyjnym, pracochłonnym jedzeniem typu: pierogi, gołąbki i większy od nazwy sklepu był napis: bez konserwantów.
  • znana.jako.ggigus 03.07.18, 13:30
    No bo aby konserwowac pierogi sola, nalezy je tak posolic, aby byly niejadalne.
    Sol/cukeir/ocet to powszechne dodatki, ale mala ilosc.
    Cukruw konfiturze jest wiecej i zgoda, ze wowczas sluzy m in do konserwowania.

    coralin napisała:

    > Właśnie o to mi chodziło. Szczególnie zabawnie brzmią zupy w proszku bez konser
    > wantów. A co tam trzeba konserwować? Obok mnie był taki punkt z tradycyjnym, pr
    > acochłonnym jedzeniem typu: pierogi, gołąbki i większy od nazwy sklepu był napi
    > s: bez konserwantów.




    --
    ’Cause I told you once / And then I told you twice / And now I told you three times / And at the risk of repeating myself I’m gonna say it again: I wanna be your lover - Jarvis Cocker.
  • rosynanta 02.08.18, 11:49
    znana.jako.ggigus napisała:

    > Cukruw konfiturze jest wiecej i zgoda, ze wowczas sluzy m in do konserwowania.

    W dobie pasteryzacji to raczej dla smaku i jako tańszy od owoców wypełniacz ;)
  • bene_gesserit 08.07.18, 15:16
    coralin napisała:

    > Właśnie o to mi chodziło. Szczególnie zabawnie brzmią zupy w proszku bez konser
    > wantów. A co tam trzeba konserwować? Obok mnie był taki punkt z tradycyjnym, pr
    > acochłonnym jedzeniem typu: pierogi, gołąbki i większy od nazwy sklepu był napi
    > s: bez konserwantów.

    O, jeśli chodzi o 'bez', to zrobiło ono ostatnio karierę niemal tak wielką, jak w latach 90 - babunie i dziadunie jako patroni wędlin i przetworów. Na soku można przeczytać, że jest bezglutenowy np. Jak kto głupi, to to kupi.

    --
    śpiewali kiepsko, ale bronili swego prawa do fałszowania
  • autumna 09.07.18, 09:10
    > Na soku można przeczytać, że jest bezglutenowy

    W przyprawie do piernika też nie ma tego, czego w niej nigdy ne było:

    hurtownia-spozywcza.pl/media/products/820fc8466ba5cf2902c8aae3c1af5ccd/images/thumbnail/large_64303712.jpg?lm=1504863376
    (Szkoda, że właściwie nie ma w niej też przypraw, w głównej części składa się z cukru)

    --
    Robótkowe ADHD
  • bene_gesserit 09.07.18, 17:38
    Tu akurat się nie zgadzam - niektóre firmy dosypują uparcie do mieszanek korzennych mąkę:
    czytamyetykiety.pl/przyprawa-do-piernika/
    Ech, życie :(

    --
    feminists aren't humorless just because your jokes suck
  • autumna 09.07.18, 18:19
    bene_gesserit napisała:

    > Tu akurat się nie zgadzam - niektóre firmy dosypują uparcie do mieszanek korzen
    > nych mąkę:

    Dla ścisłości, większość. Albo kakao. Generalnie jakiś tańszy składnik zastępujący przyprawy. Nie wiem, z czym się nie zgadzasz? Może się mętnie wcześniej wyraziłam. Prymat się na opakowaniu chwali brakiem w przyprawie do piernika glutaminianu sodu i konserwantów, których tam i tak przecież nigdy nie było. Szkoda, że się nie może pochwalić brakiem "wypełniacza".




    --
    Robótkowe ADHD
  • coralin 25.08.18, 12:49
    Ostatnio przesoliłam kotleciki jaglano-cukiniowe, bo w przyprawie Małgosi było 30% soli.
  • znana.jako.ggigus 25.08.18, 13:37
    ano, w składzie sól na pierwszym miejscu

    --
    ’Cause I told you once / And then I told you twice / And now I told you three times / And at the risk of repeating myself I’m gonna say it again: I wanna be your lover - Jarvis Cocker.
  • Gość: x IP: *.hsi03.unitymediagroup.de 25.08.18, 19:28
    czytania to wyższa szkoła jazdy, teraz to tylko sms, mms itd.
  • coralin 26.08.18, 00:42
    Tak, moja wina, bo ta przyprawa przez lata całe była bez soli. Mam szklany słoiczek i pod spodem naklejkę ze składem, który przykleiłam jeszcze lata temu. Do słoiczka wsypywałam kolejne zakupy przyprawy. Akurat przed sezonem cukiniowym kupiłam 2 zatem oryginalne opakowanie ze składem miałam i stąd to odkrycie, że 30% soli sypnęli. Do soli nic nie mam, ale jednak w tego typu przyprawach do mdłych dań solidne sypniecie spowoduje przesolenie.
  • znana.jako.ggigus 26.08.18, 08:36
    okay, rozumiem.
    Tak swoją drogą skąd w Pl nagle ta popularność tego typu przypraw? Pytam, bo mnie koleżanka też uraczyła podobymi paroma, rozejrzałam sią po sieci i tego jest masa.

    --
    ’Cause I told you once / And then I told you twice / And now I told you three times / And at the risk of repeating myself I’m gonna say it again: I wanna be your lover - Jarvis Cocker.
  • coralin 26.08.18, 13:46
    Mieszanki przypraw są popularne w wielu miejscach na świecie. Pasty curry, proszki curry, ras el hanout prowansalskie opierają się na mieszankach.
    Pieprz ziołowy to też mieszanka ziół i przypraw. Trudno każdemu wymierzyć idealne proporcje. Zioła Małgosi to taki podkręcacz smaku z gorczycą, kolendrą i innymi składnikami. Ja nie umiałabym wymierzyć proporcji.
  • znana.jako.ggigus 26.08.18, 14:25
    Tak, ale trudno porównać zioła Małgosi do curry np.

    --
    ’Cause I told you once / And then I told you twice / And now I told you three times / And at the risk of repeating myself I’m gonna say it again: I wanna be your lover - Jarvis Cocker.
  • coralin 26.08.18, 15:39
    Dlaczego? Równie trudne jest wymierzenie proporcji składników, aby powstał obłędny smak.
  • znana.jako.ggigus 26.08.18, 16:10
    bo tego typu przypraw Małgosi, Basi czy Jasi (google: przyprawa Małgosi, ziółka Małgośki, przyprawa Jaś i Małgosia) czyli różnorodnych mieszanek, zawierących wszystko, co możliwe, jest masa. Przyprawa Małgosi ma w dodatku wspomóc spalanie tłuszczu, hm.
    Spala tłuczcz bdb np rower, obecnie robię ok. 20 km dziennie i sporo jem. No ale podczas jazdy spalam tak dobre 500kcal, więc luz.
    Na polskim rynku jest zalew ego typu produktów, bo właśnie u koleżanki miałam okazję otworzyć szafkę, a tam wiele produktów, każdy od innego producenta, koleżanka mi dała do spróbowania.
    A curry np, no każdy kucharz powiedzmy ma własną recepturę, ale tak mniej więcej wiadomo , o co chodzi.

    --
    ’Cause I told you once / And then I told you twice / And now I told you three times / And at the risk of repeating myself I’m gonna say it again: I wanna be your lover - Jarvis Cocker.
  • coralin 26.08.18, 20:41
    Nie bardzo rozumiem. Czyli jeśli każdy kucharz ma prawo do własnej receptury curry, to tak samo do tej śmiesznie dla Ciebie brzmiącej przyprawy . Niczego nie chcę spalać, pewne produkty są tak mdłe w smaku, że kapitalnie smak podkręca mieszanka ziół/przypraw w stylu pieprzu ziołowego. Ziółka Małgosi takie były i są, ale niektórzy producenci sypnęli 30% soli. Do soli nic nie mam, ale jak solidnie się przyprawą sypnie to się przesoli.
  • znana.jako.ggigus 27.08.18, 06:18
    Nie, nie musisz od razu takim agresywnym tonem i nie wciskaj mi, że piszę o śmiesznych recepturach.
    Bo nie pisałam.
    Chodzi mi o różnicę znaczeniowo-kulinarną, tym bardziej że są i zioła i ziółka i Małgosi i i Jasia i Małgosi. A curry jako pojęcie jest, zbiorowe, a nie ma np. curry Indiry, curry Gandhi, curry Delhi i curry Indiry z Delhi np.
    Nie wiem, dodawałam zawsze szczyptę pieprzu ziołowego do zup i jakoś tak specjalnie różnicy nie widzę.
    A zioła to bym dodała tak na oko, co mi pasuje.


    --
    ’Cause I told you once / And then I told you twice / And now I told you three times / And at the risk of repeating myself I’m gonna say it again: I wanna be your lover - Jarvis Cocker.
  • coralin 27.08.18, 12:58
    Odmian curry jest przecież mnóstwo. Ty byś dodała na oko, ale ja nie umiem wymierzyć proporcji gorczycy, kolendry ziarnistej, ziela angielskiego, kminku, lubczyku i suszonych warzyw.
  • jackk3 27.08.18, 00:03
    Jazde rowerem pochwalam ale jesteś pewna tych 500 kcal?
  • znana.jako.ggigus 27.08.18, 06:15
    no tak było podane w zależności od typu jazdy - 400-600kcal, a ja zasuwam. Mam takich parę górek.

    --
    ’Cause I told you once / And then I told you twice / And now I told you three times / And at the risk of repeating myself I’m gonna say it again: I wanna be your lover - Jarvis Cocker.
  • jackk3 27.08.18, 07:35
    Co masz na myśli ze było podane?
  • znana.jako.ggigus 27.08.18, 08:06
    ze kiedy podalam odleglosc 10 km jazdy rowerem w jedna strone (tak na oko robie 20 do 25 km dziennie, bo rzadko kiedy robie tylko trase dom-praca-dom), i w zaleznosci od stopnia intensywnsci, bylo podane - taki wysilek oznacza 350-600 kcal.
    A ze jade szybko (szczegolenie rano), mam do pokonania pare gorek i przyjezdzam solidnie rozgrzana, a takze od dluzszego czasu jem jak kon i nie tyje, a takze po porannej jezdzie rzucam sie na sniadanie w pracy - z tego wszystkiego wnioskuje, ze sporo spalam.

    --
    ’Cause I told you once / And then I told you twice / And now I told you three times / And at the risk of repeating myself I’m gonna say it again: I wanna be your lover - Jarvis Cocker.
  • krysia20000 27.08.18, 13:59
    20km spokojnie da się tyle spalić na rowerze, pod warunkiem, że wzniesień na trasie jest trochę i wiatr w twarz słaby powiewa (taka bryza 10km/h). 360kcal spali 65kg osoba na 15kg rowerze jadąc przez 20km po płaskim bezwietrznym terenie pedałując z mocą zaledwie 150 watów, co w kolarskich rankingach wypada słabiutko. Przy nachyleniu terenu 1%, co na 20km oznacza wzniesienie się na względną wysokość ok 200 metrów (zakładając nierealistyczną oczywiście równomierność nachylenia) i wietrze 10km/h, spalanie już podskoczy do ponad 500kcal przy tej samej mocy pedałowania i tym samej masie rowerzysty na tym samym rowerze.

    Średnio średniawo statystyczny rowerzysta pedałujący w tempie amatorskim przez godzinę spali pomiędzy 500 a 600 kcal.
  • jackk3 27.08.18, 19:49
    Wartosci nie poparte porzadnymi danymi np z pomiaru mocy i dodatkowo np z pulsometrow sa bardzo niemiarodajme. Prekonalem sie o tym wiele (bardzo wiele) lat temu. Tu krotki artykul o tym
    www.bicycling.com/training/a20019281/overestimating-calorie-burn-when-cycling/
    Wlasciwie tylko pomiar mocy (plus dobry sprzet i algorytmy) gwarantuja miarodajne rezultaty.
    Tutaj np wczoraj krotki rozjazd prawie rekreacja (no moze 'troche' szybciej niz rekreacja)
    flow.polar.com/training/analysis/2766047507
    Z tymi Watami to tez ostroznie bo 150 to jasne ze w Pro peletonie to jest nic (choc tez tak jezdza) ale juz np 180/200 utrzynac przez 3-4 godz to nie jest latwo. Temat rzeka oczywisci. Kolezance ggigus polecam kupno dobrego pulsometru i wyznaczenie stref tetna i wtedy ilosc spalonych kalorii spada znacznie.
  • krysia20000 27.08.18, 22:16
    Najprecyzyjniejszy pomiar przepalonych kalorii to będzie analiza objętości wydychanego CO2, ale najzagorzalszy nawet MAMIL w masce z rurką podpiętą do jakiegoś ustrojstwa jeździć nie będzie niczym Darth Vader, czy Bane.

    No, ale jakby nie patrzeć w niecałą godzinę prawie rekreacyjnej przejażdżki wypaliłeś 674 kcal, przy 2 głównych podjazdach o nachyleniu ok. 1.5% rozciągniętych na jakieś 4 km każde. Wiatr dopiero późnym popołudniem się zerwał, więc pod tym względem też bez uciążliwości. W Bawarii znajdzie się trochę bardziej wnoszące się i opadające drogi, przecież zaraz pod Monachium zaczyna się alpejskie przedgórze, zatem całkiem możliwe, że Ggiguś daje radę przepalić swoją końską dietę.

    Swoją drogą z europejskiego punktu widzenia ta trasa to jak pas startowy, prosta aż po horyzont. W Irlandii tak płaski krajobraz uświadczysz tylko gapiąc się w morze. ;o)
  • jackk3 27.08.18, 23:15
    Zgoda z tym CO2 ale w warunkach polowych raczej nie mozliwe tylko trenazer. Tam jest wiecej niz 1.5. Wykres tego nie pokazuje ('na zywo' to jest do 4-5% oczywiscie nie zawsze). Wlasnie dlatego ta trasa na rozjazd jak znalazl bo droga prosta. Mieszkam przy samych gorach tak ze jak sie chce powspinac to masa tego jest nawet po kikanascie % z wyjazdami nawet na ponad 2200 (slynny Highwood Pass - mozna poguglowac bo widoki przednie szczegolnie pozna jesienia. Co do wiatrow to mialem szczescie wczoraj tylko na ostatnich paru km zaczeko lekko wiac tak z 15-20 (widac to na wykresie HR) co u mnie jest to tyle co nic bo czesto jezdze przy 30-40 i duzo duzo wiecej. Ale to juz jest 'hardcore'. No ale nie ma co narzekac bo dzieki temu ze wieje slynny Chinook zimy nie sa tak ciezkie.
  • krysia20000 28.08.18, 00:38
    Cool. Za niecały miesiąc spróbuję się przejechać z San Diego do Julian i mam nadzieję, że Santa Ana nie pokrzyżuje mi planów.
  • znana.jako.ggigus 28.08.18, 08:39
    ja robie minimalnie 20, to tylko dom-praca-dom. np w sobote 24, w niedziele 34. Poza tym tempo, pare wzniesien miejskich.


    --
    ’Cause I told you once / And then I told you twice / And now I told you three times / And at the risk of repeating myself I’m gonna say it again: I wanna be your lover - Jarvis Cocker.
  • krysia20000 03.07.18, 11:41
    'Tak samo jak sól, cukier i ocet w produktach reklamowanych jako bez konserwantów.'

    No jak tak radykalnie idziemy, to warstwa aszpiku na pasztecie powinna być uznana za konserwant, kaczy smalec w konficie i hermetyczne opakowanie. Oraz wszelkie inne zabiegi przedłużające przydatność produktu do spożycia: suszenie, pasteryzacja, czy wędzenie.

    Co do głównego tematu, to pojęcia nie mam, gdyż od dwóch prawie dekad jestem poza Polską, a tutejsza Polonia, jak każda inna diaspora, znajduje się w specyficznym zawieszeniu czasoprzestrzennym i nie może być traktowana jako wiarygona reprezentatywna próbka Polaków. Moje kulinarne nawyki są zdecydowanie niepolskie, mojej najbliższej rodziny na obczyźnie przebywającej także. Za to wśród wielu znajomych tu mieszkających radykalnych zmian w nawykach żywieniowych nie zauważyłem. Część owszem, otwarta jest na wpływy nowego środowiska, choć raczej z tej internacjonalnej, restauracyjno-telewizyjno-internetowej jej strony, niż przyswajając sobie domowe tradycje kuchni tego kraju, które co tu dużo mówić, ubożuchne są i mocno zdegenerowane przez przemysł żywnościowy oraz ofertę gastronomii pospiesznej (czipersy, chińczyki na wynos, pubowe żarło, makdonaldy i nandosy, te sprawy). Ale spora część je 'jak u mamy'.
  • aqua48 03.07.18, 16:49
    W Polsce nadal też część społeczeństwa je "jak u mamy" i pichci kompociki z rabarbaru i wiśni :) W większych miastach z powodu godzin pracy spopularyzowało się jadanie na mieście w rozmaitych barach i restauracyjkach. Dania na dowóz do miejsca pracy lub domu. Niewielkich lokali z krotką kartą dań i sezonowymi potrawami jest coraz więcej i większy wybór rozmaitych kuchni świata się też pojawił. Można wyskoczyć na frytki, na chinkali albo na sushi lub na ruskie w zależności od ochoty. Jest też coraz więcej niezbyt dużych gospodarstw produkujących produkty regionalne, zmieniających receptury i dodatki, poszukujących nowych smaków - to np. sery, chleby, miody, i sprzedających te wyroby na straganach, to bardzo fajne. Ja np. uwielbiam bundz z kozieradką. Pojawiają się obcokrajowcy z marynowanymi cytrynami i pełnym wyborem oliwek, bądź holenderskimi lub francuskimi serami, choć to nadal drogie specjały.
    Moim zdaniem sporo się zmieniło na plus. Zwiększyła się też świadomość kupujących. Dużo niewysoko wykształconych ludzi z małych miejscowości wyjeżdża za pracą i przywozi nowe doświadczenia, również, a może przede wszystkim kulinarne. Te nie są w ich środowisku ganione jako niewłaściwe, grzeszne, czy burzące dotychczasowy światopogląd i maja szansę się przyjąć.
    Dla mnie takim sygnałem zmiany była obserwacja przed ponad dziesięciu laty w wiejskim sklepie kupującej przede mną starszej kobiety w chusteczce na głowie - sprzedawczyni zapytała czy podać jej sok, czy napój, a ona po krótkim zastanowieniu odparła rzeczowo - sok, bo jest zdrowszy.
  • bene_gesserit 08.07.18, 15:21
    krysia20000 napisał(a):

    > 'Tak samo jak sól, cukier i ocet w produktach reklamowanych jako bez konserwant
    > ów.'
    >
    > No jak tak radykalnie idziemy, to warstwa aszpiku na pasztecie powinna być uzna
    > na za konserwant, kaczy smalec w konficie i hermetyczne opakowanie. Oraz wszelk
    > ie inne zabiegi przedłużające przydatność produktu do spożycia: suszenie, paste
    > ryzacja, czy wędzenie.

    Krystyna-Latarnik chyba za mało Pana Tadeusza na obczyźnie czyta, bo konserwant to substancja chemiczna, a nie sposób przetworzenia.

    > Co do głównego tematu, to pojęcia nie mam, gdyż od dwóch prawie dekad jestem po
    > za Polską, a tutejsza Polonia, jak każda inna diaspora, znajduje się w specyfic
    > znym zawieszeniu czasoprzestrzennym i nie może być traktowana jako wiarygona re
    > prezentatywna próbka Polaków. Moje kulinarne nawyki są zdecydowanie niepolskie,
    > mojej najbliższej rodziny na obczyźnie przebywającej także. Za to wśród wielu
    > znajomych tu mieszkających radykalnych zmian w nawykach żywieniowych nie zauważ
    > yłem. Część owszem, otwarta jest na wpływy nowego środowiska, choć raczej z tej
    > internacjonalnej, restauracyjno-telewizyjno-internetowej jej strony, niż przys
    > wajając sobie domowe tradycje kuchni tego kraju, które co tu dużo mówić, ubożuc
    > hne są i mocno zdegenerowane przez przemysł żywnościowy oraz ofertę gastronomii
    > pospiesznej (czipersy, chińczyki na wynos, pubowe żarło, makdonaldy i nandosy,
    > te sprawy). Ale spora część je 'jak u mamy'.

    A i u nas, w matczyźnie, zapanowała spora różnorodność. Internet wysyła wymyślne przyprawy i dodatki nawet na zabitą prowincję, programy kulinarne obce są i ale i swoje, a i poziom aspiracji kulinarnych bardzo różnorodny, jeśli sądzić stoły przyjaciół i informacje z nudnawego licencyjnego programu 'Ugotowani'.

    --
    Żona pierze, gotuje, sprząta, robi zakupy i opiekuje się dziećmi, mąż wbija gwoździe, pilnuje domostwa przed niedźwiedziami i zombie oraz zdobywa żywność na polowaniu.
  • krysia20000 08.07.18, 19:10
    Ma Bene rację, Krysia Sfrutrowany Przekładacz Papierków na obczyźnie upodobała sobie obcojęzyczne lektury. I to w dodatku nie eposy rymowane aleksandrynem. I w jednej z nich znalazła coś takiego:

    'Preservation is implemented in two modes, chemical and physical. Chemical preservation entails adding chemical compounds to the product. Physical preservation entails processes such as refrigeration or drying. Preservative food additives reduce the risk of foodborne infections, decrease microbial spoilage, and preserve fresh attributes and nutritional quality. Some physical techniques for food preservation include dehydration, UVC radiation, freeze-drying, and refrigeration. Chemical preservation and physical preservation techniques are sometimes combined.'

    Właściwie każda forma obróbki żywności wiąże się albo z uzdatnieniem składników do spożycia, albo z przedłużeniem jej przydatności do spożycia, czyli konserwacją. Wzięcie cukru, octu i soli kuchennej za konserwanty, jak to uczyniła autorka wątku jest cokolwiek osobliwe, zgodzisz się? Przecież to jasne i oczywiste, że producenci afiszujący się jako nie używający konserwantów na myśli mają chemiczne dodatki do żywności na liście E figurujące pomiędzy numerami 200 a 299. Spośród trzech inkryminowanych składników naciągając na sześć uszów tylko kwas octowy oznaczony jako E260 jest konserwantem w sensie ścisłym. Naciągając, ponieważ jego kilku- kilkunastoprocentowy roztwór, czyli ocet spożywczy już konserwanem nie jest, tak samo jak konserwantem jest kwas mlekowy (E270), ale nie kwaśne mleko, albo kwas jabłkowy (E296), ale nie jabłka.
  • bene_gesserit 08.07.18, 20:07
    Noale skoro po polsku, to obawiam się, ze obowiązują polskie znaczenia, nie przełożone. Tylko się nie zaczytaj i nie zapomnij włączyć latarni sjp.pwn.pl/sjp/konserwant;2473317.html

    --
    Wiara w kompleks braku członka to oczywisty przejaw kompleksu braku macicy.
  • krysia20000 08.07.18, 20:29
    To nie zapomnij w ten sam słownik wpisać słowo 'środek'. I się nie zaczytaj przy czwartym i piątym znaczeniu.
  • bene_gesserit 08.07.18, 20:43
    Se zajrzyj, Krystyna, do innych słowników, jak zdrowia pragnę. Zanurzyłaś się w języku anglosaskim, ale my tu po polsku.

    --
    cute but psycho. things even out
  • krysia20000 08.07.18, 21:20
    Może jeszcze raz przeczytaj moją wypowiedź i postaraj się odgadnąć co miałem na myśli pisząc 'no jak tak radykalnie idziemy...' W razie czego służę wyjaśnieniami.

    Następnie zejdź trzy wypowiedzi niżej i przeczytaj jeszcze raz moją wypowiedź zaczynającą się od 'Przecież to jasne i oczywiste...' Cofnij się następnie do wypowiedzi założycielki wątku narzekającej na obecność soli, cukru i octu w produktach reklamowanych jako bez konserwantów. I teraz spójrz na tę szczegółową definicję, po polsku:

    'Substancje konserwujące (konserwanty) stanowią jedną z grup dodatków do żywności, czyli substancji, które nie są naturalnymi składnikami żywności.

    Substancje konserwujące w skuteczny sposób pozwalają zapobiegać lub hamować niekorzystne procesy powodujące psucie i obniżenie jakości żywności. Stosowanie tych substancji wpływa na przedłużenie trwałości surowców, półproduktów i wyrobów gotowych oraz przeciwdziała niekorzystnym zmianom podczas ich przechowywania.

    [...]

    Substancje konserwujące, podobnie jak inne dodatki do żywności, są oznaczone numerem identyfikacyjnym stosowanym w systemie INS oraz symbolem E. Symbol E umieszczony na
    opakowaniu jest wskazaniem przez producenta, że zastosowane substancje są uwzględnione na liście zatwierdzonej przez Unię Europejską. Substancje konserwujące mają kody E 200 – E 299.

    Zgodnie z Rozporządzeniem Ministra Rolnictwa i Rozwoju Wsi z dnia 10 lipca 2007 (Dz. U. 2007 nr 137, poz. 966) w sprawie znakowania środków spożywczych (z późniejszymi zmianami) – rodzaj stosowanych dodatków do żywności powinien być przedstawiony w składzie produktu umieszczonym na etykiecie. Producent jest zobowiązany do podania funkcji technologicznej substancji wraz z jego nazwą lub numerem „E”, np. substancja konserwująca: benzoesan sodu lub substancja konserwująca: E 211.

    Stosowanie substancji konserwujących i innych dodatków do żywności reguluje Rozporządzenie Ministra Zdrowia z dnia 22 listopada 2010 (Dz. U. 2010 nr 232 poz. 152) w sprawie dozwolonych substancji dodatkowych. Dokument ten określa, jakie środki są dozwolone, do których produktów i w jakich maksymalnych ilościach można je stosować.'


    Dalszym krokiem może być przeszukanie listy numerów E od 200 do 299 w daremnej próbie odnalezienia tam sacharozy, chlorku sodu i wodnych roztworów kwasu octowego. I ponownie zastanowienie się, co poeta miał na myśli proponując jeszcze niedorzeczniej od autorki wątku rozszerzone rozumienie pojęcia konserwantów.
  • bene_gesserit 08.07.18, 22:15
    Nie wiem, Kryśka, co się z tobą dzieje, ale wszczynanie dyskusji na pięćset akapitów w sprawie tak błahej to kompletnie nie dla mnie.
    Dla ciebie widać tak - ubolewam.

    krysia20000 napisał(a):
    <ciachciarachciach>

    --
    Żona pierze, gotuje, sprząta, robi zakupy i opiekuje się dziećmi, mąż wbija gwoździe, pilnuje domostwa przed niedźwiedziami i zombie oraz zdobywa żywność na polowaniu.
  • krysia20000 09.07.18, 00:16
    Najwyraźniej nie była sprawa taka błaha, skoro zdecydowałaś się przed wypowiedzią na temat zaczepić ledwie zawoalowaną, za to ponowioną wycieczką osobistą na latarnię i próbować pouczyć już to linkiem do trzysłownej definicji ... wróć! pobieżnego objaśnienia znaczenia terminu bądź co bądź nie potocznego, już to innymi słownikami, jak zdrowia pragniesz. Zajrzałem, jak se chciałaś, starając się zadośćuczynić zasadzie rzeczowości pokazałem przy tym, co wyczytałem i nie wiesz co się ze mną dzieje? Jesteś pewna, że ze mną?

    Ale i tak możesz mieć rację. To może być nie dla Ciebie.
  • coralin 23.07.18, 06:55
    Nie pisałam o konserwantach w rozróżnieniu na naturalne i sztuczne, pisałam o konserwantach, a sól, cukier, ocet takimi są.
  • krysia20000 23.07.18, 14:52
    Dobrze, dobrze, to spójrzmy na to z przeciwnej strony i pogłębmy bardziej niedorzeczność tego stanowiska wymagając od producentów, aby do siatek i skrzynek ze świeżymi cytrynami, pomarańczami, limonkami, grepjfrutami, winogronami a także truskawkami, jagodami, jeżynami, pomidorami i ananasami przyczepiać karteczki z napisem 'zawierają konserwanty (E330)' a cukier, miód, sól i ocet oznaczyć wykrzyknikiem na całą powierzchnię opakowań i przenieść w ogóle do działu chemii gospodarczej.

    Ciekaw teraz jestem, czy moja droga Bene zechce Cię oświecić esjotpem.
  • coralin 23.07.18, 17:38
    Zakrawa na histerię to, co piszesz.
    Ani nie ma sensu pisać, że keczup jest bez konserwantu skoro zawiera sporo cukru, soli i octu ani nie ma sensu jak to histerycznie piszesz "oznaczyć wykrzyknikiem na całą powierzchnię opakowań i przenieść w ogóle do działu chemii gospodarczej".
  • krysia20000 24.07.18, 02:32
    Boszszszsz, czy naprawdę nie rozumiesz, co to jest konserwant w żywnościowej nomenklaturze? Przecież keczup to marynowana zaprawa (kondyment), oryginalnie rybna kiszonka pokrewna sosom sojowym, potem grzybowa, a obecnie pomidorowa i obecność soli czy octu w nim to warunek sine qua non, tak samo jak obecność cukru w cukrze, kwasu octowego w occie, soli w soli i kwasu cytrynowego w cytrynie. To nie jest pasata pomidorowa tak samo, jak kiszona kapusta to nie jest kapusta świeża. Skoro już wróciłem do tej obłąkanej kapusty kiszonej/kwaszonej, czy na niej też powinno być oznaczone, że zawiera konserwanty? Na dżemach i konfiurach także?

    Na histerię zakrawa, co ja piszę? Przecież to Ty, kochaniutka Coralin otwierasz wątek słowami o ignorancji w kwestii podstawowych kwestii kulinarnych i walisz beztroskie głupotki o tym, że produkty zawierające cukier, sól czy ocet nie są oznaczane jako zawierające konserwanty. A niby czemu miałyby mieć te oznaczenia, odpowiedz sobie na to podstawowe pytanie. Czy ewentualna informacja o konserwantach w składzie wynika z troski o spokój konsumenta obawiającego się WSZELKICH substancji i metod przedłużających przydatność do spożycia (na dobrą sprawę każdy rodzaj obróbki żywności służy albo uprzydatnieniu jej do spożycia albo przedłużeniu jej przydatności do spożycia), czy może obawiającego się SYNTETYCZNYCH substancji przedłużających przydatność do spożycia, potocznie nazywanych 'chemią'?

    Podkręcam te głupotki, aby wykazać ich absurdalność, a Ty się próbujesz wykpić marnie odbijaną piłeczką z napisem 'histeria'.
  • coralin 24.07.18, 07:31
    krysia20000 napisał(a):

    i walisz
    > beztroskie głupotki o tym, że produkty zawierające cukier, sól czy ocet nie są
    > oznaczane jako zawierające konserwanty.

    Nieprawda nie napisałam tak. Wcale nie wymagam, by na keczupie pisano, że zawierają konserwanty tylko ,żeby nie chwalono się na przodzie opakowania że ich NIE zawieraj skoro zawierają cukier, sól i ocet. Widzisz różnicę?
    W sumie nawet nie wymagam niczego co śmieszy mnie, dziwi łykanie manipulacji producentów przez klientów.
  • krysia20000 24.07.18, 10:35
    Powolutku. Jak myślisz, co chce przekazać producent na opakowaniu piszący, że jego produkt nie zawiera konserwantów? Czyżby to, że nie zastosował ŻADNYCH środków i substancji przedłużających przydatność produktu do spożycia?
  • coralin 24.07.18, 12:21
    Oczywiście. Mogłabym się spodziewać jakiś magicznych/nowoczesnych metod konserwowania, ale to, że są tam sól, cukier i ocet to wybacz jest oszustwo pisać i chwalić się z przodu opakowania, że bez konserwantów.
  • krysia20000 24.07.18, 13:23
    Na czym owo oszustwo polega, zechcesz wyjaśnić? To znaczy kto traci z tego powodu, że producent X Twoim zdaniem wprowadza konsumenta w błąd pisząc, że produkty zawierające cukier, ocet i sól są bez konserwantów? Gdzie jest owa istotna różnica, która sprawia, że w ogóle o konserwantach lub ich braku się informuje? Co to jest ten konserwant, że aż tak jego obecnością/nieobecnością zainteresowany miałby być konsument?
  • coralin 24.07.18, 13:34
    Oszustwo polega na afiszowaniu się informacją z przodu opakowania/reklamą, że produkt jest bez konserwantu. Konserwantami są sól, cukier, ocet. Nie szkodzi ,że naturalnymi. Na tym samym oszustwie bazują producenci kiszonek/kwaszonek. W wielu regionach kwaszone to z octem (wątek obok potwierdził) i producenci ochoczo korzystają mimo PN i Twoich protestów na niszowym forum.
  • krysia20000 24.07.18, 15:52
    Ponawiam pytanie inaczej: jakiej informacji oczekuje konsument pytając o obecność konserwantów w składzie? Czy pyta o cukier, sól i ocet, czy może raczej o benzoesan sodu, kwas mrówkowy, dwutlenek siarki, siarczyn potasu, propionian potasu i kwas fumarowy?

    I jeszcze inaczej; czy tak samo dla konsumenta produktem z udziałem konserwantów będzie:

    a) ciasto czekoladowe składające się z czekolady, mąki, CUKRU, masła, mleka, jaj, SOLI i środków spulchniających;

    jak i

    b) ciasto czekoladowe składające się z mlecznej czekolady, CUKRU pudru, olejów roślinnych, wody, środków aromatyzujących, syropu z inwertowanej sacharozy, zmodyfikowanej skrobii kukurydzianej, środków emulsyfikujących (mono i diglicerydów kwasów tłuszczowych), polepszonej mąki pszennej (z dodatkiem węglanu wapnia, żelaza, niacyny, witaminy B1), CUKRU, jaj, wody, inwertowanej sacharozy, dekstrozy, środka utrzymującego wilgotność (gliceryny), barwników (karmelu amoniakalno-siarczynowego, tlenków żelaza), wody, środka utrzymującego wilgotność (gliceryny), odtłuszczonego kakao, środka aromatyzującego, glikolu propylenowego, średnio alkalicznego kakao, odtłuszczonego mleka w proszku, środków spulchniających, emulsyfikatorów (mono i diglicerydów kwasów tłuszczowych, estrów kwasów tłuszczowych i poliglicerolu, zmodyfikowanej skrobi kukurydzianej, środka aromatyzującego, SOLI, sody oczyszczonej, KONSERWANTÓW (kwas sorbowy, propionian wapnia) i mąki sojowej?

    To drugie to szczegółowa lista składników gotowego ciasta czekoladowego dostępnego w moim Tesco.

    'W wielu regionach kwaszone to z octem (wątek obok potwierdził)'

    Raczysz sobie żartować. W wątku kiszone-kwaszone wypowiedziało się łącznie 12 osób. Spośród nich tylko Qubraq i Nchyb napisali, że dla nich jest różnica między kwaszonym a kiszonym, nie precyzując przy tym, na czym owa różnica miałaby polegać. Co Mhr2 miała na myśli, tego nie odgadnie nikt. Ty stanęłaś nad zagadnieniem okrakiem i coraz mniej wygodnie Ci w tej pozycji. Natomiast:

    1.Hazo używa terminu 'kwaszone', i wiadomo, o co chodzi
    2. Gigguś 'kiszone',
    3. Mykonid także, zastrzegając, że na przetwory octowe mówią 'konserwowe'
    4. Wadera3 'kwaszone' i zaznacza, że chodzi o przetwory powstałe w wyniku naturalnej (mlekowej) fermentacji
    5. Waga170 przychyla się do stanowiska Wadery
    6. W Warszawie Filgi wszystko jest 'kiszone'
    7. Aqua48 uważa, że kiszone=kwaszone
    8. Ja także

    Nikt, - dosłownie 0, z wyjątkiem przytaczanych przez Cię opinii od których się nota Bene chwiejnie odżegnujesz w jednym miejscu a przychylasz w innym - nie napisał otwarcie, że przecież kwaszone to z octem, nie inaczej. Chyba, że masz na myśli wątek założony przez jakąś trollującą pacynkę z krzychowej skarpetki.
  • coralin 24.07.18, 16:19
    Myślę,że jedynym argumentem, który przekona Cię, że kwaszone to w polskich realiach( choć w sprzeczności do polskich norm) może być i kiszone naturalnie i z dodatkiem octu to wstawienie zdjęć z nazwą i składem produktu. Jako,że to niszowe forum, a mnie szkoda życia na takie zabawy to nie obiecuję. Może przy okazji sfotografuję.
  • bene_gesserit 23.07.18, 20:35
    Krystyna, weź się uspokój i oszczędź sobie wstydu, bo naprawdę. Poluzuj.

    --
    I was taught manners; if I have something bad to say about you, I am going to say it behind your back.
  • krysia20000 24.07.18, 02:33
    A cóż niby jest takiego wstydliwego?
  • bene_gesserit 08.07.18, 15:21
    krysia20000 napisał(a):

    > 'Tak samo jak sól, cukier i ocet w produktach reklamowanych jako bez konserwant
    > ów.'
    >
    > No jak tak radykalnie idziemy, to warstwa aszpiku na pasztecie powinna być uzna
    > na za konserwant, kaczy smalec w konficie i hermetyczne opakowanie. Oraz wszelk
    > ie inne zabiegi przedłużające przydatność produktu do spożycia: suszenie, paste
    > ryzacja, czy wędzenie.
    >
    > Co do głównego tematu, to pojęcia nie mam, gdyż od dwóch prawie dekad jestem po
    > za Polską, a tutejsza Polonia, jak każda inna diaspora, znajduje się w specyfic
    > znym zawieszeniu czasoprzestrzennym i nie może być traktowana jako wiarygona re
    > prezentatywna próbka Polaków. Moje kulinarne nawyki są zdecydowanie niepolskie,
    > mojej najbliższej rodziny na obczyźnie przebywającej także. Za to wśród wielu
    > znajomych tu mieszkających radykalnych zmian w nawykach żywieniowych nie zauważ
    > yłem. Część owszem, otwarta jest na wpływy nowego środowiska, choć raczej z tej
    > internacjonalnej, restauracyjno-telewizyjno-internetowej jej strony, niż przys
    > wajając sobie domowe tradycje kuchni tego kraju, które co tu dużo mówić, ubożuc
    > hne są i mocno zdegenerowane przez przemysł żywnościowy oraz ofertę gastronomii
    > pospiesznej (czipersy, chińczyki na wynos, pubowe żarło, makdonaldy i nandosy,
    > te sprawy). Ale spora część je 'jak u mamy'.




    --
    Moja mama ma Nobla z fizyki, mój tata pracuje w przedszkolu.
  • bene_gesserit 08.07.18, 15:14
    Niby wracamy do źródeł, ale modne panie i tak wybierają nasiona chia i komosę ryżową zamiast siemienia lnianego i kaszy jaglanej. Droższe i światowsze jest lepsze (chociaż nie mają pojęcia, że chia, żeby oddały wszystkie swoje dobrodziejstwa, trzeba przed spożyciem zmiażdzyć, he he he).

    Łatwo określić, jaka była polska kuchnia w latach 90. - wtedy goście nakarmieni ryżem z sosem chińskim z torebki knurra byli zachwyceni, uwielbiali też dodatki egzotiko (np plaster ananasa z puszki na schabowym).
    Lata 2000 to miłość do kuchni biesiadnej, włoskiej i sushi.
    Lata 2010+, zwłaszcza druga ich połowa, przejdą chyba do historii jako wielki atak kuchni wege i wegańskiej. U mnie w mieście nie otwiera się innych knajp, a dbałość o odpowiednie ilości posiłków bezmięsnych w stosunku do mięsnych, weszła, ku mojemu bezbrzeżnemu zdziwieniu, nawet pod strzechy.


    --
    dont hejt de pleja, hejt de gejm
  • anula36 15.07.18, 13:07
    sledze taka grupe na FB" co dzis zgotujemy" jakos tam tego wege nie widze, prost przeciwnie kazda zupa na jakims miechu, jak mloda kapucha to ze skwarkami z boczku, w lokalnej budce miesnej tez zakupy wedlin i miesa w sobote jak przed koncem swiata.
  • bene_gesserit 23.07.18, 20:37
    Mi się wydaje, że większe ośrodki są w awangardzie, a mniejsze - parę lat za nimi. To jest naturalne.
    Sama jestem ciekawa pochodu wegetarianizmu i weganizmu przez całą Polskę. I trudno mi w to uwierzyć - ale kto wie?

    --
    cute but psycho. things even out
  • znana.jako.ggigus 24.07.18, 10:03
    Tez jestem zaskoczona. I to przyjemnie! Szczegolnie pochod weganizmu, nie spodziewalam sie tego. ale moze to chwilowa moda i minie

    --
    ’Cause I told you once / And then I told you twice / And now I told you three times / And at the risk of repeating myself I’m gonna say it again: I wanna be your lover - Jarvis Cocker.
  • coralin 24.07.18, 07:37
    Coś w tym jest. Już sam fakt, że w zestawach lunchowych w bardzo wielu knajpach są 2 dania do wyboru w tym 1 wegetariański świadczy o tym, że wielu Polaków już niekonicznie chce jeść codziennie na obiad mięso.
  • anula36 24.07.18, 09:58
    w knajpach to widze ( Krakow), w zakupach sklepowych juz mniej.
  • coralin 24.07.18, 10:46
    To prawda. Dziś miałam problem z kupieniem cukinii.Szczyt sezonu. Byłam w sieciowym sklepie na osiedlu i nie było, w warzywniaku pani miała jakieś nieco miękkawe już 2 sztuki. Dla wielu bezmięsny posiłek to nadal pierogi, kluski, placki ziemniaczane. Ale zmiany jednak idą.
    Takie markety (ani mały ani wielki) jak wspomniany przeze mnie wydają mi się bardzo miarodajne do obserwacji zapotrzebowań kulinarnych, bardziej niż hipermarkety.
    Mam takie 2 na osiedlu i jest ogromny wybór wędlin, dużo nie tyle gotowców co produktów typu fix do dań. Jest fantastyczny wybór nabiału regionalnych producentów i nie chodzi mi o serki do smarowania, kolorowe jogurciki tylko kefir, śmietana, twaróg na wagę. Wieprzowina, filety z kurczaka, parę ryb tylko mrożonych, zero wołowiny nawet najtańszej z kością na rosół. Ktoś powie: cena, ale wędliny za 40 zł schodzą, bo nadal jesteśmy chyba mocno kanapkowi. W sezonie na kiszenie wszystkie niezbędne produkty zajmują sporo miejsca. W ubiegłym roku widziałam nawet worki poszatkowanej kapusty na kiszenie domowe.
  • anula36 24.07.18, 11:14
    dla mnie tez miarodajna jest ta grupa na FB, dzielaja sie w niej w wiekszosci mlode osoby ( ok 30tki), takie normalne przecietne, nie duzieljace sie w knajpach, gotujace w domu ( czyli tak jak ja) no kurcze nie ma przepisu zeby nie bylo jakiegos wywaru/ dodatku miesnego, no chociaz skwareczki do okrasy:)
  • anula36 24.07.18, 11:19
    ale miesne spostrzezenia skelpowe mam podobne, w srednich sklepach to co kroluje i najszybciej schodzi to kurczak ( piersi glownie) , schab, wolowe rzadko sie pojawia a jak juz to lezy tak dlugo,ze strach kupic, no ale kto kupi wolowe, skoro kroluje rosol na kurczaku zdechlaku. Cielecina moze 2 razy w tyg jak dobrze pojdzie ( choc mam taki maly skepik gdzie jest w ciaglej sprzedayz i zawsze siweza) krolik? o zgrozo tylko w Biedrze okresowo. Swoja droga jak ostanio zaproponowalam znajomym krolika na obiad to zrobili oczy jak spodki - pelne przerazenia kurze nogi obgryzli z lubiscia;)
  • coralin 24.07.18, 11:41
    Uwielbiam królika, ale Twoich znajomych rozumiem. Sporo ludzi ma doświadczenia z dzieciństwa, że to zwierzątko do zabawy, głaskania i przytulania jak pies czy kot. Nie podawaj takich rzeczy.
  • znana.jako.ggigus 24.07.18, 19:32
    jedne głaszczesz, drugie zabijasz?
    nie podawaj królika, bo go głaskałaś. Hm

    --
    ’Cause I told you once / And then I told you twice / And now I told you three times / And at the risk of repeating myself I’m gonna say it again: I wanna be your lover - Jarvis Cocker.
  • anula36 24.07.18, 20:27
    ja bardziej mam takie doswiadczenia, bo wychowalam sie na wsi przy mnie te kroliki byly zabijane i oprawiane, nei traktoje je jako maskotki. Malo glaskane, czsem sie je wykarmialo smiczkiem zeby potem skrecic lebek.
    Znajomi tez nie maja takich skojarzen, zwyczajnei sie brzydza takim zwierzakiem ( tak jak inni krewetkami) - wola kurczaka z marketu.
    Akurat mialam krolika wiec zapytalam czy sobie zycza,nic na sile.
  • znana.jako.ggigus 25.07.18, 09:42
    W pelni rozumiem. znam wielu ludzi, ktorzy jako dzeici mieli co roku nowego krolika.
    Wg mnie to zaklamanie - jem kurczaka, jem krwoe, ale milusiego krolika juz nie.

    --
    ’Cause I told you once / And then I told you twice / And now I told you three times / And at the risk of repeating myself I’m gonna say it again: I wanna be your lover - Jarvis Cocker.
  • coralin 25.07.18, 10:57
    Chyba jesteś wegetarianką stąd takie opinie.
    W wielu kulturach ludzie jedzą określone zwierzęta, bo mają blokadę religijną/kulturową przed jedzeniem innych. U wielu Polaków jest blokada przez jedzeniem królika z przyczyn o jakich wspomniałam.
  • znana.jako.ggigus 25.07.18, 20:12
    I właśnie tego nie rozumiem - w czym krowa, koń (chociaż koni je się coraz mniej) czy świna isą gorsze od milusiego, miękkiego króliczka? To też b użytkowe podejście - królika nie zjem, bo jest dla mnie fajny i miękutki, a szczeciniasta świnia jest dobra do jedzenia.
    Piesek, kot czy świnka morska - omg tego nie zjem, bo tradycja! (protesty podczas mistzostw świata w Korei np)
    Hipokyzja, ale to Twoja sprawa.

    --
    ’Cause I told you once / And then I told you twice / And now I told you three times / And at the risk of repeating myself I’m gonna say it again: I wanna be your lover - Jarvis Cocker.
  • bene_gesserit 25.07.18, 18:53
    Gigi, co wynika z nazwaniem tego 'hipokryzją'?
    Znam wegetarianina, który szafuje tym słowem nader obficie. Kompletnie tego nie rozumiem. Chyba, ze chodzi o poczucie się lepiej. Jesz mięso i w dodatku jesteś hipokrytką, a ja nie jem i w dodatku jestem ten uczciwy.

    --
    Socjologia kobiety a sprawa Jaxy.
  • znana.jako.ggigus 25.07.18, 20:09
    Nie, zupełnie zupełnie źle mnie zrozumiałaś.
    Dla mnie hipokryzja to kogoś głaskać, a innego zjeść.

    --
    ’Cause I told you once / And then I told you twice / And now I told you three times / And at the risk of repeating myself I’m gonna say it again: I wanna be your lover - Jarvis Cocker.
  • bene_gesserit 25.07.18, 20:19
    Hipokryzja zakłada intencję bycia nieszczerym. Tu jej, oczywiście nie ma. Coralin słusznie pisze powyżej.

    Kiedy jadłaś mięso, nie spróbowałabyś kota ani psa, nie mówiąc już o ludzinie. Nie hipokryzja, tylko kultura.

    --
    cute but psycho. things even out
  • znana.jako.ggigus 25.07.18, 20:59
    Hipokryzja to także ocena czyjegoś zachowania, podwójnych standardów.
    Nie, nie spróbowałam, ale gdybym jadła mięso, to bym się nie oburzała, że inni jedzą psy i koty o króliki i nie pisała bym - nie podawaj tego.


    --
    ’Cause I told you once / And then I told you twice / And now I told you three times / And at the risk of repeating myself I’m gonna say it again: I wanna be your lover - Jarvis Cocker.
  • coralin 25.07.18, 21:32
    Jesteś wegetarianką i sobie gdybasz. Dla Ciebie każde żywe stworzenie jest takie samo w znaczeniu kulinarnym, dla większości ludzi na świecie-nie.
  • znana.jako.ggigus 25.07.18, 22:22
    Nie, to raczej Ty decydujesz za większość ludzi (masz jakieś dane?) i nie masz odpowiedzi na to, dlaczego jedne głaszczesz, a inne zabijasz.
    Tę kwestię podejmują od dawna etycy.

    --
    ’Cause I told you once / And then I told you twice / And now I told you three times / And at the risk of repeating myself I’m gonna say it again: I wanna be your lover - Jarvis Cocker.
  • coralin 26.07.18, 08:09
    Większość wyznawców islamu nie je wieprzowiny, większość hinuistów wołowiny. Nie wiedziałam,że to takie odkrywcze.
  • znana.jako.ggigus 26.07.18, 09:00
    Nie chodzi o o wzlgedy religijne.
    Przeciez dobrze wiesz.
    no i wlasnie dla innych kultur jedzenei krow jest tabu.

    --
    ’Cause I told you once / And then I told you twice / And now I told you three times / And at the risk of repeating myself I’m gonna say it again: I wanna be your lover - Jarvis Cocker.
  • coralin 26.07.18, 12:44
    Ależ oczywiście, że kulturowe lub religijne. Dla wyznawców pewnych religii jedzenie krów jest tabu, dla inny wieprzowiny,ale jedzenie mięsa innych zwierząt -nie. W naszym kręgu kulturowym jedzenie psa, kota jest mocnym tabu. Koniny czy królika już mniejszym, ale też.
  • znana.jako.ggigus 26.07.18, 13:21
    I jak juz napisalam, to podejscie jest poddawane w watpliwosci. Generalnie, a nie jak chcialas mnie pouczyc, ze to zadna nowosc.
    Bo to przeciez samo w sobie paradoks, ze dla jednej kultury krowa jest be, a dla drugiej korowa jest pyszna.
    Akurat jedzenie psow czy kotow to tabu od niedawna, po wojnie bylo inaczej. To jest to podwojne myslenie . mam Pikusia i go kocham, bo to indywidualne stworzonko, to go nie zjem.
    Jedzenie koni, takze ze wzgledu na popularnosc jezdziectwa, staje sie tabu. A jeszcze w latach 8o byly sklepy z miesem drugiej kategorii, to byla konina. We Francji przysmak. Jak widac to sprawy wzgledne i przez etykow poddane watpliwosciom.
    I o tym pisalam w kontekscie hipokryzyji, a nie o tym ze sie lepiej jako wege czuje. Nie, nie czuje sie ani lepiej, ani gorzej.


    --
    ’Cause I told you once / And then I told you twice / And now I told you three times / And at the risk of repeating myself I’m gonna say it again: I wanna be your lover - Jarvis Cocker.
  • krysia20000 26.07.18, 13:53
    'Bo to przeciez samo w sobie paradoks, ze dla jednej kultury krowa jest be, a dla drugiej korowa jest pyszna.'

    A co jest paradoksalnego w tym, że w jednym regionie świata warunki przyrodnicze sprzyjają hodowli udomowionych wodnych bawołów na tyle, że stanowią źródło pożywienia tak obfite, że konsumpcja nie zubaża gospodarczych zasobów, podczas gdy w innym regionie świata udomowione bawoły wodne to hudoba luksusowa, której spożycie oznaczałoby utratę siły pociągowej, źródła mleka i jego przetworów, nawozu i opału?

    I z naszej okcydentalnej strony patrząc, postrzegana wartość użytkowa psa, kota czy konia na tyle przewyższa jego wartość odżywczą, że ich jedzenie rozważa się zazwyczaj w sytuacjach głodowej desperacji. Po prostu większy pożytek jest z czujnego pilnowacza dobytku i lotniskowego wykrywacza zakazanych substancji farmakologicznych niż z potrawki z niego, większy z miłego w dotyku okazjonalnego przynosiciela zgładzonych myszy i wróbelków niż żylastych skwarek z niego, i większy z jeszcze do niedawna powszechnej siły pociągiowej, a dziś symbolu statusu i źródła sportowo-hazardowych zarobków, niż z kabanokebaba, choć wbrew pozorom konina jest bardzo pyszna.

    Zauważ przy tym, że człowiek współczesny mięso spożywa obecnie z mało zróżnicowanych gatunkowo źródeł, ograniczając się w zasadzie do kilku gatunków, na dodatek silnie zmodyfikowanych w ciągu kilku tysięcy lat wyizolowanej hodowli. Wyjście poza kurczaka, wieprzowinę, wołowinę i jagnięcinę to rzadkość, nawet jeśli nie stoją za tym żadne ograniczenia natury religijno-moralnej. Szczupłość zasobów stoi za ograniczeniami w polowaniu na dziką zwierzynę czy wędkarstwie na przykład, a nie żadne paradoksy i hipokryzje.
  • znana.jako.ggigus 26.07.18, 14:57
    wlasnei nie chodzi o warunki hodowli czy o tak uzytkwoe podejscie do innych, o jakim piszesz.
    O to wszystko nie chodzi wlasnie

    --
    ’Cause I told you once / And then I told you twice / And now I told you three times / And at the risk of repeating myself I’m gonna say it again: I wanna be your lover - Jarvis Cocker.
  • krysia20000 26.07.18, 15:27
    Chociaż wiesz, o co chodzi i potrafisz to zebrać w słowa?
  • coralin 26.07.18, 14:44
    Ależ nikt nie zabrania Ci wyrażania opinii o takim podejściu. Dla wegetarianina każde jedzone zwierzę to to samo. Dla ludzi jedzących mięso-nie.
    Konina jest nawet u mnie na osiedlu.
  • znana.jako.ggigus 26.07.18, 14:56
    jak juz wiele razy pisalam, tym problemem zajmuja sie ETYCY ,a nie wegerarianie. Naprawde chodzi o cos innego niz co ja jem i co Ty jesz

    --
    ’Cause I told you once / And then I told you twice / And now I told you three times / And at the risk of repeating myself I’m gonna say it again: I wanna be your lover - Jarvis Cocker.
  • coralin 26.07.18, 15:29
    Niech się zajmują.
  • amused.to.death 23.08.18, 16:30
    coralin napisała:

    > że wielu Polaków już niekonicznie chce jeść codziennie na obiad mięso.

    Ja tam mam, co nie znaczy, że mięsa nie lubię ;)




    --
    Amused Observer - blog o podróżach bardzo dalekich i całkiem bliskich.
  • shachar 25.07.18, 08:02
    Myślałam, że to wątek o kanibaliźmie.
  • Gość: x¹ IP: *.hsi03.unitymediagroup.de 25.07.18, 09:44
    wyjątkowo nieapetyczny naród ;)
  • coralin 25.07.18, 11:01
    Myślałam, że po ponad 25 latach polskiego internetu ludzie łapią elipsę konieczną w nadawaniu tytułów wątków.
  • znana.jako.ggigus 26.07.18, 13:22
    Taka rola elipsy, ze mozna ja wziac doslownie...

    --
    ’Cause I told you once / And then I told you twice / And now I told you three times / And at the risk of repeating myself I’m gonna say it again: I wanna be your lover - Jarvis Cocker.
  • znana.jako.ggigus 26.07.18, 13:21
    Fakt!!!

    --
    ’Cause I told you once / And then I told you twice / And now I told you three times / And at the risk of repeating myself I’m gonna say it again: I wanna be your lover - Jarvis Cocker.
  • hanusinamama 25.07.18, 23:14
    NO tylko ta panga zamieniona na łososia NIe wiem co gorsze panga czy łosoś hodowlany. Ja jezeli juz bym zamieniła na mintaja albo solę...o na halibuta. Ale nie na łososia
  • coralin 26.07.18, 08:11
    To co pisałam nie jest oceną tylko spostrzeżeniami. Tez nie lubię łososia, ale trudno nie zauważyć mody na niego. Zresztą podobnie jak na filety z kurczaka, których nie kupuję wcale, co nie zmienia faktu,że chyba wyparły schabowego.
  • mhr2 03.08.18, 12:51
    Moda Moda schabowego uwielbiam!

    --
    "leben und leben lassen"
  • coralin 25.08.18, 12:45
    Kolejne zmiany to coraz więcej dobrego pieczywa, po czasie zachwytu ciepłymi bułeczkami z ciasta mrożonego i czasie zachwytu pieczywem ze słonecznikiem i innymi ziarnami. Kilka dni temu w Biedronce zobaczyłam bułkę geesowską. W sklepie osiedlowym, w którym jest wspaniały wybór nabiału i warzyw jeszcze do niedawna ciężko było kupić dobre pieczywo, a wczoraj odkryłam dobre chleby z okolicznej piekarni. Na zakwasie, z mąki, wody i soli. Chyba załapali, że do pobliskiego Społem ludzie chodzili głównie po dobre pieczywo.
  • janek53 27.08.18, 21:40
    Szanowni ... aby byc szczesliwym kulinarnie i Wasze rodziny czszesliwe smakowo, zmieszajcie 20 (lub wiecej) przypraw posypujac tymi ... to co sie da. Nawet kromke chleba czy rosól.
    Ludzie ... opanujjie sie. J
  • coralin 28.08.18, 13:24
    Nie wiem w jakim celu prowadzisz tę krucjatę anty przyprawową? Owszem jem pomidory nawet bez soli, ale letnie, polędwicy wołowej wystarczy tylko sól, tak jak młodym ziemniakom. Masa potraw bez przypraw jest dla mnie okropna w smaku. I w czym Ci to przeszkadza? Nie aspiruję do żadnych gwiazdek i kiedy jesienią będę robić zupę z dyni to sypnę przypraw,że ho ho. Moje życie, moje kubki smakowe.
  • janek53 28.08.18, 15:03
    "Nie wiem w jakim celu prowadzisz tę krucjatę anty przyprawową?"

    Coralin chica. Ja wiem. Chodzi o "uzycie w kompozycji dan, jedynie produkty o okreslonych wlasciwosciach smakowych a nie "zabijac" je jakimis tam przyprawami. Jesli jakis produkt bazowy wymaga iles tam przypraw aby byl "zjadliwy", jedno z dwóch: nie uzywac produkru bazowego (mozna zastapic czymkolwiek) lub ... posypac przyprawami kawalek chleba. Bedzie smakowalo tak samo.

    Dobra kuchnia to PRODUKT BAZOWY DOBREJ JAKOSCI I JEGO SMAK. Dobrze, odrobina soli (nawyk). Co nalezy, jest poznac oryginalne smaki produktów i ... cieszyc sie nimi (smakowac). Okaze sie, ze kazda ryba czy mieso smakuja inaczej a nie tak samo, konsekwencja 5 przypraw.

    J53.




  • coralin 28.08.18, 17:05
    Nie każdy ma możliwość żywienia się produktami najwyższej jakości. Pomidory letnie jem same, nawet bez soli. W okresie od X do IV nie mam dostępu do pysznych. Tak jest z wieloma rzeczami. Czerwcowe truskawki w Polsce nie potrzebują niczego, obecne maliny też. Owszem gdybym codziennie jadła polędwicę wołową i ziemniaki z wody, jedyną przyprawą mogłaby być sól. Do tego micha sałaty z oliwą. Ale tak nie jem i... nie chcę jeść cały czas.Owszem to co wspomniałam i jeszcze parę innych produktów w sezonie, ale nie tylko to.
    Nie wiem jak sobie wyobrażasz azjatycką kuchnie bez przypraw.
  • coralin 28.08.18, 13:30
    Zerknęłam do Twoich przepisów na jajecznicę na fotoforum i jestem wręcz w szoku. Do jajecznicy z szynką iberyjską na 100% nie dodałabym pieprzu. Chyba piszesz co innego, a robisz co innego.
  • janek53 28.08.18, 15:07
    Cora

    "Do jajecznicy z szynką iberyjską na 100% nie dodałabym pieprzu. Chyba piszesz co innego, a robisz co innego."

    Cala prawda. Co prezentuje na Foto Forum to typowe dania (wykonanie hiszpanskie) wiec nie moge zmieniac tubylszych zasad (przepisów).

    Dla mnie i moich, gotuje inaczej.

    J.53.
  • janek53 28.08.18, 15:31
    Przyklad (ZERO PRZYPRAW - szczypta soli):

    www.youtube.com/watch?v=XaKQCuW_g_Y
    www.youtube.com/watch?v=nN33hSi_NE4
    www.youtube.com/watch?v=3317Dh3xgn4
    To ostatnie, z sola, natka pietruszki, czosnkiem i pil-pil.

    Niesamowite. Nalezy odwiedzic Kraj Basków. Referencja kulinarna.

    J53.
  • coralin 28.08.18, 16:54
    Byłam w Kraju Basków 2 lata temu.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka