Dodaj do ulubionych

Dania z czasów PRLu

08.08.18, 09:26
Na jednym z blogów kulinarnych znalazłam zakładkę tego typu i z ciekawości ją przejrzałam. Jestem z końcówki PRLu więc samych czasów dobrze nie zaznałam, ale mam wrażenie, że moja mama i babcia gotowały mało PRLowsko. Z wymienionych tam potraw jadłam naleśniki z serem, kopytka, leniwe, makaron z cukrem, ryż z jabłkami, pseudo-schabowe czyli pierś kurczaka w jajku i... niewiele więcej
Jakie dania kojarzą wam się z PRLem?
Edytor zaawansowany
  • damdalen 08.08.18, 10:59
    Ja też urodziłam się pod koniec tej epoki.
    Pamiętam:
    - blok czekoladowy bynajmniej nie z czekoladą, "chatka Baby Jagi"
    - wafle (andruty) z masą kakaową lub galaretkową
    - ciasta na margarynie np. Fale Dunaju, ciasta z masą budyniową (ta na na szczęście na maśle)
    - desery z galaretkami, ogólnie zamiłowanie do kolorowych galaretek w proszku
    - sałatki majonezowe i w zasadzie tylko majonezowe, ale może jako dziecko na inne nie zwracałam uwagi
    - podrobów sporo: móżdżek cielęcy z jajecznicą, gulasz z płucek, flaczki oczywiście
    - pasta jajeczna z serkiem topionym, zupy z serkiem topionym chyba też były
    - słodkie mączne drugie dania, np. racuchy z rabarbarem, knedle ze śliwkami
    - niby-pizza na grubym cieście z przecierem pomidorowym, pieczarkami, szynką i dowolnym serem żółtym
    - pasty twarogowe na 101 sposobów
    - zapiekanki z bagietek lub wydrążone bułki zapiekane z jakimś nadzieniem (mielone mięso/pieczarki)
  • coralin 10.08.18, 13:34
    damdalen napisała:

    > - desery z galaretkami, ogólnie zamiłowanie do kolorowych galaretek w proszku

    Zdecydowanie. Pamiętam te witryny w cukierniach i tam przede wszystkim galaretki.

    W stołówce, którą wspomniałam w innym wpisie podawano zamiast kompotu rozcieńczony kisiel.
    Ciotka podbijała smak swojej zupy zupą ogonową w proszku.
    Herbatę parzyło się w małych czajniczkach.
  • martaesz 19.08.18, 15:03
    Móżdzek cielęcy z jajecznicą.
    😣😣😣😣😣😣😣😣😣😣😣😖😖😖😖😖😖😖😖😖😖😖
  • janek53 09.08.18, 00:12
    Nie wiem co sie Wam dzieje z tym PRL-em.
    Jadlo sie lepiej i zdrowiej. Teraz, duzo potraw z dodatkami wszelkiego typu E, durny grill i inne podobne (szpan kulinarny).
    Panstwo dajcie spokój z tym tematem. I jesli juz, radze wrócic do tamtych czasów.
    J53.
  • znana.jako.ggigus 09.08.18, 08:37
    wlasnie. PRL to jakas epoka ciemna i biedna. Straszna.


    --
    ’Cause I told you once / And then I told you twice / And now I told you three times / And at the risk of repeating myself I’m gonna say it again: I wanna be your lover - Jarvis Cocker.
  • mhr2 09.08.18, 09:54
    Dobre gotowac to nie kwestia epoki, jeden umie inny nigdy nie nauczy!

    --
    "leben und leben lassen"
  • autumna 09.08.18, 11:14
    > Jakie dania kojarzą wam się z PRLem?

    Żadne. Może ewentualnie blok kakaowy na margarynie jako bieda-substytut czekolady. Reszta to normalne dania jadane w Polsce także wcześniej (a także jak sądzę, na zgniłym kapitalistycznym Zachodzie) i niebędące jakimiś specjalnymi PRL-owskimi wynalazkami. Co ewentualnie można uznać za charakterystyczne dla PRL to częstsze pojawianie się potraw mącznych z racji ograniczonego dostępu do mięsa i brak owoców egzotycznych. I, co trudno uznać za wadę, więcej jedzenia nieprzetworzonego - pamiętam z domu wekowane mięsa w galaretce, jadane zamiast wędlin.

    "Niby-pizza"... A to jakieś uchybienie kulinarne, grube ciasto z nadzieniem? Chyba każdy kraj ma swoją wersję placka z czymś na wierzchu (lub zawiniętym w środku), włoski wariant nie jest jedynym słusznym.

    --
    Robótkowe ADHD
  • erte2 20.08.18, 20:36
    autumna
    Kochaniutka, PRL "kulinarnie" nie był jednakowy i dzielił się na kilka epok.
    Tużpowojenne czasy to była powszechna bieda, żywność na kartki i rarytasy z UNRY. Lat '40. co prawda nie pamiętam, ale '50. już jak najbardziej (rocznik 1947.). Wówczas kartek już co prawda nie było, ale pamiętam swoja mamę stojącą w kolejkach po masło, chleb czy kawałek świniny. Ale też funkcjonował (trochę nielegalnie) rynek i tam można było kupić np. kurczaka (często nawet żywego!) który miał dwie cechy: był cholernie dobry (bo wolno żyjący, karmiony zbożem i co-tam-sobie-znalazł) i cholernie drogi (30-40 zł przy średnich zarobkach w granicach 1200).
    Lata '60. to było smakowe eldorado. Kabanosy które można było w deskę wbijać, myśliwska sucha którą można było wbijać te kabanosy, jałowcowa naprawdę pachnąca jałowcem, chałwa której smak pamiętam do dziś, wedlowska czekolada (pod firmą "22 Lipca") z orzechami...
    Ale znów - to wszystko trzeba było zdobywać (słynne "spod lady"), a poza tym - horrendalnie drogie. Stugramowa czekolada kosztowała ok. 20 - 25 zł, myśliwska za kg 120, kilogram cytryn, pomarańcz czy bananów - 40 (jednakowa cena za każde), 10 dkg kawy 25 - 30 zł (a to wszystko przy zarobkach nieprzekraczających na ogół 1500 zł - np. mój ojciec, główny księgowy w dość dużej /oczywiście państwowej/ firmie zarabiał "aż" 1800/). Za to było pod dostatkiem ryb (głownie morskich), i na dodatek rzeczywiście tanich, np. kilogram świeżego dorsza kosztował 5 zł. (słownie: pięć złotych, dziś niewyobrażalne), ale było ich w Bałtyku zatrzęsienie i łowione były rabunkowo, stąd dziś ich niewiele).
    Potem przyszedł "gierkowski dobrobyt". Zarabiało się więcej, ale i żarcie "psiało" (sławetne kurczaki przemysłowo karmione mączką rybną - fuj!), a w sklepach pokazywało się trochę "rarytasów" (m.in. dobre herbaty czy nienajgorsze brandy). Ale potem gwałtownie wszystko "pizło" - kolejki pod sklepami, brak dosłownie wszystkiego, ceny "komercyjne", pierwsze po okresie powojennym kartki żywnościowe (sławetne "bony towarowe" na cukier wypuszczone w czerwcu roku 1976.), braki na rynku wszystkiego - od chleba i jakichkolwiek wędlin aż po napoje chłodzące i papier do dupy.
    No i lata '80. - powszechna reglamentacja wszystkiego, wyroby czekoladopodobne (oryginalna etykieta: "Tabliczka czekoladopodobna - wyrób z masy tłustej" - aż ślinka leciała!).
    Dziś w zasadzie wszystko jest "uśrednione". Wędliny na ogół są jadalne, kurczak taniutki ale bez kilku łyżek przypraw bez smaku, kawa tania ale mało aromatyczna, a "krakowska sucha" daje się wyżąć.
    Oczywiście są wyroby rzeczywiście smaczne i wysokowartościowe, ale przeciętnego Kowalskiego nie bardzo jest na nie stać. A może inaczej: jest tyle atrakcyjnych ofert rynkowych przedmiotów trwałego użytku że zarabiającemu średnią krajową Kowalskiemu szkoda wydać 80 złotych na kilogram szynki parmeńskiej czy francuskiego aromatycznego sera, choć bardziej go stać na to niż mojego ojca z pensją głównego księgowego. A nasza polska szynka (dostępna naonczas dwa razy w roku na święta) kosztowała również 80 złotych.
  • coralin 09.08.18, 12:20
    PRL skończył się w 89, zatem te pizze na nawet grubym cieście i kotlety z fileta z kurczaka to nie za bardzo te czasy, raczej połowa lat 90. Moja pamięć to lata 78-89.
    Z mięs najbardziej pożądana była wieprzowina i wędliny z niej. I z tym był największy problem. Kojarzę 2 rodzaje sera żółtego i z zakupem nie było wielkiego problemu (może poza początkiem lat 80). Nabiał typu twaróg, mleko,śmietana łatwo dostępne i prawdziwe (można było nawet zamówić takie mleko pod drzwi). Chleb ze sklepów podłej jakości i kolejki do piekarni po lepsze (to też 2 połowa lat 80).
    Jadło się mniej warzyw.Np. cukinia i papryka jako powszechne warzywa to dopiero koniec lat 80.
    Dania bezmięsne były oparte na mące i cukrze- pierogi, kopytka.
    Końcem lat 70 były w sklepach rybnych powszechnie dostępne kalmary, których nikt nie chciał kupować i kerguleny, dorsze. Chyba nawet powstało wtedy przysłowie jedz dorsza, g..no gorsze.
  • Gość: juju IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.08.18, 14:19
    nie,to jest stare przysłowie sprzed wojny,moja babcia zawsze tak mówiła
  • znana.jako.ggigus 09.08.18, 15:23
    i wg mnie sie jadlo warzyw duzo, no u mnie w domu, kurczak w warzywach, to byl kawalek miesa i gora warzyw np

    --
    ’Cause I told you once / And then I told you twice / And now I told you three times / And at the risk of repeating myself I’m gonna say it again: I wanna be your lover - Jarvis Cocker.
  • hrabina.de.profundis 10.08.18, 12:09
    Wszystko zależy od domu i upodobań kulinarnych. U mnie (lata 70-te i 80-te) jadało się bardzo dużo warzyw (również tych mniej typowych bo mieliśmy ogródek) i nabiału a prawie w ogóle potraw mącznych. Czasami kasze. I nie ma to nic wspólnego z PRL-em bo moja kuchnia jest podobna. Często też w tygodniu korzystaliśmy z obiadów stołówkowych. Pyszne jedzonko. Kiedy ostatnio córka opowiadała mi o obiadach w internacie, to... płakać się chce.
  • coralin 10.08.18, 13:04
    Z tymi obiadami stołówkowymi to bywało różnie. Pamietam że ubłagałam mamę by nie chodzić na obiady w podstawówce, bo były tak niedobre. Za to pamiętam z okresu liceum stołówkę dla ludzi z okolicznych urzędów i to była rewelacja. Najbardziej pamiętam dania robione z "niczego": cynaderki, kotleciki z jajek, zupa cebulowa (nigdy potem nie jadłam tak dobrej).
  • hanusinamama 09.08.18, 23:02
    Moj tesc mowił ze wtedy było tez duzo halibuta. I był tani!!!
  • Gość: gość IP: *.96.140.91.ipv4.supernova.orange.pl 26.08.18, 10:44
    mylisz sie.

    Np. w Krakowie pierwsza pizzeria (na małym rynku) była otwarta w 1975. Piec byl niewielki, więc sie stalo 2-3 godzin czasami. Rok póżniej były juz 3 pizzerie. A 1975 to jak najbardziej PRL.
  • coralin 26.08.18, 13:53
    Ale fakt, że coś można było zjeść, nie oznacza, że się jadało powszechnie. Oczywiście,że bywały banany, pomarańcze, ale że się to powszechnie jadło to naprawdę przesada. Ja kojarzę z Krakowa pizzerię na Szewskiej. W Przemyślu w 1978 też założono pizzerię. Takie same klimaty. Sympatyczne, ale czy ja wiem czy pizza?

    pizzeria-galicyjska.pl/
  • znana.jako.ggigus 09.08.18, 12:40
    piers z kurczaka to lata 90, zapiekanki z postu damdalen wlasciwie tez.

    --
    ’Cause I told you once / And then I told you twice / And now I told you three times / And at the risk of repeating myself I’m gonna say it again: I wanna be your lover - Jarvis Cocker.
  • ellaja 23.08.18, 16:13
    Dla mnie na pewno nie byly to lata 90. W 1975 zaczelam prace jako wychowawczyni w przedszkolu, bylam mloda dziewczyna tuz po szkole i wlasnie tam, pierwszy raz jadlam piers z kurczaka w panierce ..Jak to ktos tu nazwal ''falszywym schabowym''.. Od pani kucharki ,ktora wtedy tam pracowala, dowiedzialam sie jak przyrzadzic ten smakowity kotlecik , o gotowaniu nie mialam wtedy zbyt duzego pojecia .Jesli Pani Stenia super KUCHARECZKA to czyta, to bedzie wiedziala kto serdecznie ja pozdrawia.
  • donatienfrancois 09.08.18, 19:10
    Vistula, Baltic Vodka, Istra Crema, Lacrima, Cabernet, Egri Bicaver, Górnicze, Tokaj Aszu, Tokaj Szamorodni, Złoty Brzeg, Pliska, Gold Wasser, Marlboro, Camel, lucky strike, Astor, Kent, Pall Mall, Dunhill, Gauloises
  • janek53 09.08.18, 22:19
    Jaki "wredny" ten PRL. Nie bylo co jesc ani pic, .. a babcie zyja 90 lat.
    Proponuje przejrzec statystyke chorób wszelkiego typu (kroniczne, nowotwory) od 1990 do dzisiaj.
    BABCIE maja racje. Proponuje refleksie. "Quo Vadis"?
    J53
  • agisk 10.08.18, 08:12
    Ciasto twarogowe - Chatka:) Zawsze obserwowałam jak jest zawijane w folię aluminiową i "się formuje".
  • znana.jako.ggigus 10.08.18, 08:58
    folia aluminowa w PRL? kogos fantazja poniosla. Tego syfu wowczas nie bylo

    --
    ’Cause I told you once / And then I told you twice / And now I told you three times / And at the risk of repeating myself I’m gonna say it again: I wanna be your lover - Jarvis Cocker.
  • krysia20000 10.08.18, 10:47
    Ależ oczywiście, że w PRL folia aluminiowa była dostępna. Kapsle do butelek mleka, śmietany i innych płynnych mlecznych przetworów wykonane były z folii alu. Wieczka serków homo (w plastikowych pudełkach o zgrozo!) także. Srebełka po co lepszych czekoladach i czekoladkach to folia alu przecież. Arkusze folii do użytku domowego produkowało m.in. PDMO Tychy. Na różnych Allegro i innych web-rupeciarniach przesiąkniętych nostalgiczną stęchlizną można wyszperać.

    Metalowe folie spożywcze wyrabiano już w XIX wieku, początkowo z cyny (stąd powszechnie w USA używa się określenia 'tin foil'). Pierwsze arkusze alufolii to Szwajcaria i rok 1910. Po drugiej wojnie światowej jej użycie rozpowszechniło się i dotarło także za Żelazną Kurtynę.

    Poza tym, 'wówczas' w przypadku PRL to dość nieprecyzyjne pojęcia. Cały koncept wątku pt. 'Dania z czasów PRL' też ustawia dyskusję w cokolwiek mglistym obszarze. PRL istniał od 1952 do 1989, więc w tym PRLu nie było telewizji, potem była telewizja z jednym programem czarno-białym, potem z dwoma programami, wkrótce potem z dwoma programami w systemie kolorowym SECAM, jeszcze potem z dwoma programami ogólnopolskimi i trzecim regionalnym. Ba, jeszcze PRL załapał się na wprowadzenie serwisu telegazetowego. Tak więc w zależności, kto kiedy się urodził, gdzie dokładnie w PRLu mieszkał (bo spore były różnice w dostępności przeróżnych dóbr i usług w zależności od lokalizacji, z uprzywilejowaną pozycją stolicy i wielkich ośrodków miejskich, jako taką aprowizacją średnich miast szczebla stolicy województwa po reformie administracyjnej 1975 i w dużej mierze samozdatnymi, przynajmniej żywnościowo, wsiami) i co zawodna pamięć mu w miarę wiernie odnotowała, to zarzekać się będzie, że tego nie było, a to było jak najbardziej. Ja z końcowych PRLowskich czasów pamiętam zarówno doszczętnie puste sklepy odzieżowe w Pile, gdzie dorastałem i wyprawy do Poznania albo Łodzi po buty, kartki na benzynę, mięso i cukier, sklep mięsny na terenie jednostki wojskowej ojca, dostępny tylko dla rodzin żołnierskich i 'cywilnych' kolegów zazdrosnym okiem dostrzegających szynkową w mojej bułce, smutek szkolnych stołówek, gdzie najjaśniejszym punktem były słodko-mączne obiady, jak i stosunkowy przepych wojskowego kasyna, z trzema daniami do wyboru, odrębną jadalnią dla pilotów, cukiernią prowadzoną przez sąsiada, kelnerską obsługą, białymi obrusami i obowiązkowym kawałkiem żebra w kotlecie, jak sama nazwa sugeruje.

    Poza tym warto porównać ówczesne światowe trendy kulinarne, żeby zobaczyć, jak mimo gospodarczej siermięgi i kryzysu lat 80tych, staliśmy z jedzeniem.
  • znana.jako.ggigus 10.08.18, 10:50
    Ale nikt nie piekl w domu z folia aluminiowa
    Fajnie ze stresciles wiki

    --
    ’Cause I told you once / And then I told you twice / And now I told you three times / And at the risk of repeating myself I’m gonna say it again: I wanna be your lover - Jarvis Cocker.
  • trypel 10.08.18, 11:02
    piekł
    gruba folia która mogła nawet przeciąc skórę
    w moim miescie na Dolnym Ślasku chyba była wynoszona z jakis zakładow bo mozna było kupić na targu w wielkich rolach, babcia zawsze z niej korzystała odkad pamietam (pozne 70te)

    --
    Kobieto! Nigdy nie stawaj pomiędzy twoim mężczyzną, a jego kolegami. Pamiętaj, że on nie zastąpi swoich kolegów masturbacją. Ale ciebie tak.
  • znana.jako.ggigus 10.08.18, 11:15
    ale wynoszenie z zakladow na Dolnym slasku (jestem z Legnicy hehe) to nie jest powszechna dostepnosc

    --
    ’Cause I told you once / And then I told you twice / And now I told you three times / And at the risk of repeating myself I’m gonna say it again: I wanna be your lover - Jarvis Cocker.
  • trypel 10.08.18, 11:17
    hehe ja tez :)
    w takim razie u nas w latach 70tych pod zamkiem na targowisku folia była obecna i co za tym idzie uzywana w domach (przynajmniej niektórych)

    --
    Kobieto! Nigdy nie stawaj pomiędzy twoim mężczyzną, a jego kolegami. Pamiętaj, że on nie zastąpi swoich kolegów masturbacją. Ale ciebie tak.
  • znana.jako.ggigus 10.08.18, 11:38
    Sprowadzilam sie do Legnicy z rodzicami w 19179 i pare lat potem chodzilam na targ. wowczas nie bylo folii.

    --
    ’Cause I told you once / And then I told you twice / And now I told you three times / And at the risk of repeating myself I’m gonna say it again: I wanna be your lover - Jarvis Cocker.
  • trypel 10.08.18, 11:42
    pare lat potem to ja juz tam sprzedawałem w wakcje przywiezione z Bulgarii plyty. :) w wakacje

    --
    Kobieto! Nigdy nie stawaj pomiędzy twoim mężczyzną, a jego kolegami. Pamiętaj, że on nie zastąpi swoich kolegów masturbacją. Ale ciebie tak.
  • znana.jako.ggigus 10.08.18, 11:47
    boah, to byles szyszka. Moze sie znamy z widzenia?

    --
    ’Cause I told you once / And then I told you twice / And now I told you three times / And at the risk of repeating myself I’m gonna say it again: I wanna be your lover - Jarvis Cocker.
  • trypel 10.08.18, 11:53
    mimo wszystko 100 tys ludzi
    dwójka a potem liceum nr 2

    --
    Kobieto! Nigdy nie stawaj pomiędzy twoim mężczyzną, a jego kolegami. Pamiętaj, że on nie zastąpi swoich kolegów masturbacją. Ale ciebie tak.
  • znana.jako.ggigus 10.08.18, 12:16
    no to sie z ogolniaka mozemy znac, ja osiemnastka, bo jak siek olo kwadratu meiszka

    heheh swiat jest maly

    --
    ’Cause I told you once / And then I told you twice / And now I told you three times / And at the risk of repeating myself I’m gonna say it again: I wanna be your lover - Jarvis Cocker.
  • trypel 10.08.18, 12:23
    nie musisz mówić
    ostatnio na forum ktos mi polecał knajpe w Legnicy ( Tivoli) wiec jest nas wiecej :)
    w sumie ja nawet aktualną żonę mam stad (z forum) wiec swiat wyglada inaczej niz 100 lat temu

    --
    Kobieto! Nigdy nie stawaj pomiędzy twoim mężczyzną, a jego kolegami. Pamiętaj, że on nie zastąpi swoich kolegów masturbacją. Ale ciebie tak.
  • znana.jako.ggigus 10.08.18, 13:25
    nie znac Tivoli???!!!
    no nie wiem

    --
    ’Cause I told you once / And then I told you twice / And now I told you three times / And at the risk of repeating myself I’m gonna say it again: I wanna be your lover - Jarvis Cocker.
  • trypel 10.08.18, 13:31
    no własnie znał i polecał mi jak sie wybiore bo nie wiedzial że ja stamtąd

    --
    Kobieto! Nigdy nie stawaj pomiędzy twoim mężczyzną, a jego kolegami. Pamiętaj, że on nie zastąpi swoich kolegów masturbacją. Ale ciebie tak.
  • znana.jako.ggigus 10.08.18, 13:34
    myslalam, ze Ty nie znales, zle zrozumialam, pardon

    --
    ’Cause I told you once / And then I told you twice / And now I told you three times / And at the risk of repeating myself I’m gonna say it again: I wanna be your lover - Jarvis Cocker.
  • znana.jako.ggigus 10.08.18, 12:21
    ale jak jestem w L-cy, to mijam wielu ludzi, znanych mi z widzenia. Niektorzy mi sie przygladaj i tez nie pamietam skad sie znamy.
    100 tys wiadomo, ale jakas czesc sie znalo i zna

    --
    ’Cause I told you once / And then I told you twice / And now I told you three times / And at the risk of repeating myself I’m gonna say it again: I wanna be your lover - Jarvis Cocker.
  • trypel 10.08.18, 12:24
    nie mam pamieci do twarzy, nie rozpoznaje nawet znajomych sprzed 20 lat

    --
    Kobieto! Nigdy nie stawaj pomiędzy twoim mężczyzną, a jego kolegami. Pamiętaj, że on nie zastąpi swoich kolegów masturbacją. Ale ciebie tak.
  • znana.jako.ggigus 10.08.18, 13:24
    byc moze ja bym Cie poznala z ogolniaka raczej nie z targu

    --
    ’Cause I told you once / And then I told you twice / And now I told you three times / And at the risk of repeating myself I’m gonna say it again: I wanna be your lover - Jarvis Cocker.
  • znana.jako.ggigus 10.08.18, 13:43
    z moja siostra do klasy nie chodziles, ona miala same dziewczyny w klasie:)

    --
    ’Cause I told you once / And then I told you twice / And now I told you three times / And at the risk of repeating myself I’m gonna say it again: I wanna be your lover - Jarvis Cocker.
  • trypel 10.08.18, 14:12
    z reguły w humanach tak było, ale za to jakie ładne dziewczyny tam były w moim roczniku
    az sie łza w oku kręci

    --
    Kobieto! Nigdy nie stawaj pomiędzy twoim mężczyzną, a jego kolegami. Pamiętaj, że on nie zastąpi swoich kolegów masturbacją. Ale ciebie tak.
  • znana.jako.ggigus 10.08.18, 14:15
    to nie byla humana, mniejsza.
    Nie bede wiecej pisac, bo i tak mozna po tych wpisach niejedno odczytac

    --
    ’Cause I told you once / And then I told you twice / And now I told you three times / And at the risk of repeating myself I’m gonna say it again: I wanna be your lover - Jarvis Cocker.
  • trypel 10.08.18, 14:21
    wierzysz w animowosc w internecie?
    mnie tu kiedys zidentyfikowała firma co mi obsługiwała flotę pare lat temu, i gosc na spotkaniu zapytał a pan to jest trypel?
    w ramach wspominek kulinarnych - koło ILO była na rogu pizzeria, od zawsze, tradycyjna polska pizza na grubym drozdzowym ciescie, pieczarki, sos pomidorowy i minimalna ilosc sera, jakie to pyszne było
    i zawsze kolejka czekająca na kolejną partię prosto z pieca (wielkie blachy)


    --
    Kobieto! Nigdy nie stawaj pomiędzy twoim mężczyzną, a jego kolegami. Pamiętaj, że on nie zastąpi swoich kolegów masturbacją. Ale ciebie tak.
  • znana.jako.ggigus 10.08.18, 14:24
    no pewnie ze znam pizzerie
    ze nie wspomne o zapiekankach na dworcu
    niezle, z identyfikacja!!

    --
    ’Cause I told you once / And then I told you twice / And now I told you three times / And at the risk of repeating myself I’m gonna say it again: I wanna be your lover - Jarvis Cocker.
  • znana.jako.ggigus 10.08.18, 14:25
    jendo czego zaluje, ze nie chodzilam do WZ, ale zawsze jakos mi odwagi brakowalo. I w Ratuszowej poszlam na piwo, pierwsze piwo, gorzkie, ja dalam sobie spokoj, wiec panowie ze stolika obok przejeli bez slowa. Co za czasy to byly

    --
    ’Cause I told you once / And then I told you twice / And now I told you three times / And at the risk of repeating myself I’m gonna say it again: I wanna be your lover - Jarvis Cocker.
  • trypel 10.08.18, 14:54
    do WZ dopiero w maturalnej, i do cuprum :) bo jako jedyna była otwarta od 8.00 (wagary!)
    w ratuszowej bywałem, kolega mieszkał naprzeciwko nad delikatesami

    --
    Kobieto! Nigdy nie stawaj pomiędzy twoim mężczyzną, a jego kolegami. Pamiętaj, że on nie zastąpi swoich kolegów masturbacją. Ale ciebie tak.
  • znana.jako.ggigus 10.08.18, 15:01
    jeszcze Parnasik i Slodka dziurka nam zostala. Slodka dziurka to jedna z najpiekniejszych nazw cukierni. Geniusz wymyslil!!
    I frytki na Jaworzyskiej kolo mechanika, ale skoro chodziles do dwojki (takze podstawowki), to moze nie znasz tych rejonow.

    --
    ’Cause I told you once / And then I told you twice / And now I told you three times / And at the risk of repeating myself I’m gonna say it again: I wanna be your lover - Jarvis Cocker.
  • trypel 10.08.18, 15:08
    Parnasika i Słodkiej dziurki nie pamietam - wiek robi swoje. I dieta :D
    tzn parnasik mi sie kojarzy ale nic ponadto, na jaworzynską dziadek jezdził do piekarni. Chyba.
    A wiesz że cuprum miało poza restauracją też stołówkę i mozna było wejsc z ulicy (pietro pod restauracja) i zupa była nalewana z kubków na talerz :D

    a pod pałami bywałas czy nie to pokolenie?

    --
    Kobieto! Nigdy nie stawaj pomiędzy twoim mężczyzną, a jego kolegami. Pamiętaj, że on nie zastąpi swoich kolegów masturbacją. Ale ciebie tak.
  • znana.jako.ggigus 10.08.18, 15:20
    Piekarna ta na koncu Jaworzynskiej, gdze ponoc wszyscy jedzili, czy ta na wysokosci nru 30 (nazwiska wlasciciela nie pamietam) - wg mnie najlepszy chleb.
    Zupe z kubkow na talerz to pamietam i to z innych restauracji. Fajny zwyczaj.
    PArnasik na placu Slowianskim, kolo geodezji, taka knajpa mlodziezowa, wszelkie imprezy to tam.
    Pod palami to gdzie?
    Co i gdzie to bylo? Moze ja tez czegos nie pamietam?
    Bo jeszcze Brodway! I o Brodway - swojki, legnicki Brodway - pisal Mariusz Szczygiel w Na przelaj, nawet go o to zagadalam pare lat temu.

    --
    ’Cause I told you once / And then I told you twice / And now I told you three times / And at the risk of repeating myself I’m gonna say it again: I wanna be your lover - Jarvis Cocker.
  • znana.jako.ggigus 10.08.18, 15:21
    PS O Curpum nie wiedzialam.
    A Stara Zagore pamietasz? Krem sultanski!!!

    --
    ’Cause I told you once / And then I told you twice / And now I told you three times / And at the risk of repeating myself I’m gonna say it again: I wanna be your lover - Jarvis Cocker.
  • trypel 10.08.18, 15:37
    bo bylismy miastem partnerskim.
    nawiasem mówiac Stara Zagora to większa dziura niz Legnica :)
    pamietam,
    obok był pierwszy fast food w Legnicy w latach 90tych, hamburgiery i inne frytki :)

    jak uciekłem z Legnicy w 91 roku to przez 20 lat prawie nie zaglądałem poza wizytami u rodziców, a od 2-3 lat tak mnie ciągnie ze jak odwoże młodego do dziadków to potem jezdzę po miescie i odwiedzam stare smieci.



    --
    Kobieto! Nigdy nie stawaj pomiędzy twoim mężczyzną, a jego kolegami. Pamiętaj, że on nie zastąpi swoich kolegów masturbacją. Ale ciebie tak.
  • znana.jako.ggigus 10.08.18, 20:24
    No wiem, że to miaato partnerskie i że to dziura. Byłam w Starej Zagorze przejazdem, dziura straszna.

    --
    ’Cause I told you once / And then I told you twice / And now I told you three times / And at the risk of repeating myself I’m gonna say it again: I wanna be your lover - Jarvis Cocker.
  • trypel 10.08.18, 15:29
    Pod Pałami, dawny klub milicyjny, potem knajpa z muzyką, najlepsza tradycyjna sałatka jarzynowa, najlepsze, zimne nóżki - wyguglałem - teraz to sie nazywa restauracja kolorowa. Łącznik miedzy Chojnowską a Złotoryjską (Muzealna?)
    Manhattan był ale brodway???? gdzie? Szczygiel chodził do ekonoma?

    --
    Kobieto! Nigdy nie stawaj pomiędzy twoim mężczyzną, a jego kolegami. Pamiętaj, że on nie zastąpi swoich kolegów masturbacją. Ale ciebie tak.
  • znana.jako.ggigus 10.08.18, 20:26
    Nie kojarzę zupełnie, ale nazwa oficjalna jaka była?
    Tak, do ekonoma. Był ze Złotoryi

    --
    ’Cause I told you once / And then I told you twice / And now I told you three times / And at the risk of repeating myself I’m gonna say it again: I wanna be your lover - Jarvis Cocker.
  • znana.jako.ggigus 11.08.18, 15:29
    Brodway to ten deptak koło Malinki i tej knajpy, naprzeciwko skwer, jak się szło od Megasamu do kościoła Piotra i Pawla, a potem był teatr.
    Wzdłuż swkeru (teraz tam pomnik papieża stoi) stała w piątek młodzież szkolna.
    To był Brodway.
    A Oksford to zawodówka.
    Piekarnia na Jaworzyńskiej, o której pisałeś, to ta u Pojaska czy ta na końcu? Bo ja u Pojaska kupowałam.
    Parę lat dobrych temu spotkałam go na ulicy, znałam go z widzenia.


    --
    ’Cause I told you once / And then I told you twice / And now I told you three times / And at the risk of repeating myself I’m gonna say it again: I wanna be your lover - Jarvis Cocker.
  • Gość: św.marek IP: *.hsi03.unitymediagroup.de 11.08.18, 18:05
    :D
  • znana.jako.ggigus 11.08.18, 19:18
    idąc od Megasamu po prawej Delikatesy, ale za rogiem - na Rynku. Broadway był na Rosenbergów jeszsze. Naprzeciwko skweru ciągnęła się knajpa, w tym samym budynku była też pijalnia soków Malinka.
    Ty też legniczanin? Albo czasowo zesłany?

    --
    ’Cause I told you once / And then I told you twice / And now I told you three times / And at the risk of repeating myself I’m gonna say it again: I wanna be your lover - Jarvis Cocker.
  • trypel 11.08.18, 19:44
    Malinka była wczesniej tam gdzie potem był manhattan, tak?. Pamietam że zanim dostałem lody z polewą porzeczkową to musiałem tam wypić sok marchwiowy (do dzisiaj nie ruszę)
    broadwaya nie pamiętam :(
    a jak sie wychodziło z ratuszowej pod schodami to naprzeciwko były deliatesy, kosciól po prawej (wychodząc)

    --
    Kobieto! Nigdy nie stawaj pomiędzy twoim mężczyzną, a jego kolegami. Pamiętaj, że on nie zastąpi swoich kolegów masturbacją. Ale ciebie tak.
  • znana.jako.ggigus 11.08.18, 20:08
    Nie!!!!! Malinka była naprzeciwko, ten nowy blok, ciągnął się do Rynku. Za rokiem były Deliktesy i Moda Polska. Te delikatesy właśnie naprzecwko Ratuszowej pod schodami (od kiedy nie ma ten tej knajpy i dlaczego?) Malinka to była taka mała knajpka, potem się ciągnęła jakaś restauracja. Mamę spytam.
    Manhattan, co tam było przed Manhattanem?? Chyba jakiś skwer, nie pamiętam

    --
    ’Cause I told you once / And then I told you twice / And now I told you three times / And at the risk of repeating myself I’m gonna say it again: I wanna be your lover - Jarvis Cocker.
  • trypel 12.08.18, 15:37
    to druga lokalizacja, wczesniej (sprawdziłem u rodziców) na lody chodziło sie do pawilonu własnie tam gdzie potem po wyburzeniu wyrosł manhattan

    --
    Kobieto! Nigdy nie stawaj pomiędzy twoim mężczyzną, a jego kolegami. Pamiętaj, że on nie zastąpi swoich kolegów masturbacją. Ale ciebie tak.
  • znana.jako.ggigus 13.08.18, 08:55
    Oki, nie wiedzialam.
    Jak sie nazywala ta restauracja za Malinka, ciagnaca sie az do rogu. nie moge sobie przypomniec

    --
    ’Cause I told you once / And then I told you twice / And now I told you three times / And at the risk of repeating myself I’m gonna say it again: I wanna be your lover - Jarvis Cocker.
  • krysia20000 10.08.18, 14:07
    Nikt, tzn. nie Ty i Twoje anegdotyczne otoczenie? Jakoś pamiętam z lat 80tych wykładanie dna blachy do ciast folią aluminiową i wydłubywanie skrawków z ukrojonych kawałków ciasta. I pamiętam też keksy w aluminiowych keksówkach, z których się zdrapywało palcami przywarte do dna okruchy, najtrudniej w pomarszczonych rogach. I nie, nikt w moim otoczeniu nie mieszkał w Legnicy i nie wynosił folii z zakładu, by sprzedawać ją na targu.

    Więc wbrew nostalgicznie wykrzywionej opinii ten syf był dostępny w PRL.
  • znana.jako.ggigus 10.08.18, 14:18
    ale nie w sklepach, kryspinie

    --
    ’Cause I told you once / And then I told you twice / And now I told you three times / And at the risk of repeating myself I’m gonna say it again: I wanna be your lover - Jarvis Cocker.
  • krysia20000 10.08.18, 15:34
    Jak nie w sklepach, jak w sklepach?

    www.olx.pl/oferta/folia-aluminiowa-pamiatka-z-prl-CID767-IDr3n3H.html
    www.olx.pl/oferta/folia-aluminiowa-gadzet-prl-CID767-IDmuoPA.html#0ef51b0740

    A że towar rzadki, to inna sprawa. Przecież papier toaletowy był towarem luksusowym w pewnym momencie.
  • trypel 10.08.18, 15:42
    zasadniczo wiekszosc rzeczy była towarem lukusowym
    klatke dalej miałem miesny (od urodzenia do 13 rż) i do końca życia nie zapomnę kolejek które sie ustawiały wieczorem i stały przez całą noc pod naszymi oknami

    --
    Kobieto! Nigdy nie stawaj pomiędzy twoim mężczyzną, a jego kolegami. Pamiętaj, że on nie zastąpi swoich kolegów masturbacją. Ale ciebie tak.
  • znana.jako.ggigus 11.08.18, 15:26
    No ja mandarynki i banany też jadłam, raz pamiętam rzucili banany i też mogłabym zamieścić zdjęcie.


    --
    ’Cause I told you once / And then I told you twice / And now I told you three times / And at the risk of repeating myself I’m gonna say it again: I wanna be your lover - Jarvis Cocker.
  • autumna 10.08.18, 15:53
    krysia20000 napisał(a):

    > Nikt, tzn. nie Ty i Twoje anegdotyczne otoczenie? Jakoś pamiętam z lat 80tych w
    > ykładanie dna blachy do ciast folią aluminiową

    Myślę, że to trochę kwestia zaopatrzenia, które nie było równomierne w całym kraju. Przykładowo, będąc u rodziny we Wrocławiu opychałam się pieczywem chrupkim, takim w niebieskim opakowaniu, którego na oczy nie widziałam w rodzinnym mieście.
    Alufolii z rolki nie pamiętam. Musiała być w tym czasie i miejscu niedostępna, skoro zbierałam pieczołowicie tę od czekolad z przeznaczeniem na ozdoby choinkowe i w innej postaci jej za dzieciństwa nie widziałam. Pod ciasto podkładało się u mnie natłuszczony papier śniadaniowy.





    --
    Mam poprzestawiane w piramidzie Masłowa.
  • krysia20000 10.08.18, 16:29
    Folia alu nie była w rolkach, a w arkuszach sprzedawana. A o nierównomiernym zaopatrzeniu już wspominałem. Asortyment pieczywa ponad standardowy bochenek wiedeński i bułki półdupki, czyli choćby rogale, albo bułki mleczne to były rarytasy. Mleko skondensowane w puszkach pierwszy raz na oczy zobaczyłem u babci w Poznaniu. Sto kilometrów na północ, w prawie 80-tysięcznym mieście rzecz niespotykana. W tym samym mieście z tego co pamiętam, były dwie czy trzy lodziarnie, z czego dwie miały automaty do lodów włoskich, a jedna to była przyczepa z okienkiem, z którego pani z wielkim kokiem sprzedawała lody na patyku 'Bambino', w jednym na raz smaku z trzech możliwych (śmietankowe, kakałowe, albo truskawkowe). Do tego kawiarnia koło lotniska z deserkami w pucharkach, cukiernia Fryc i to w zasadzie wszystko. Przy tym taki 'Hortex' w Łodzi na Piotrkowskiej z topolami wyrastającymi ze środka jawił się jak jakaś czarodziejska kraina słodkości.
  • jackk3 11.08.18, 18:54
    W Pile byłem w SPR ale tylko 3 miesiące. Niezły cyrk tam był.
  • coralin 10.08.18, 13:23
    Nie pamiętam na pewno jej powszechnego użycia. Za to pamiętam, że chleb to bez żadnego opakowania kładło się do koszyka lub ekspedientka podawała gołą ręką. Po ziemniaki szło się z własną siatką.
  • znana.jako.ggigus 10.08.18, 13:58
    dzis to brzmi jak bajka, po ziemniaki z siata. Ale dlatego smieci sie wyrzucalo raz na tydzien, a nie co dwa, trzy dni

    --
    ’Cause I told you once / And then I told you twice / And now I told you three times / And at the risk of repeating myself I’m gonna say it again: I wanna be your lover - Jarvis Cocker.
  • coralin 10.08.18, 14:15
    Mnie zastanawia, że mimo braku sterylności chyba rzadkością były "grypy żołądkowe". Wszy w przedszkolach były i teraz też są.
  • znana.jako.ggigus 10.08.18, 14:17
    Tez sie nad tym zastanawialam. Nie pameitam grypy zoladkowej z dziecinstwa, a teraz ciagle ktos gdzies ma.
    Brak sterylnosci wcale nie jest zly, bo sie czlowiek uodparnia. Nie na darmo lekarze przypuszczaja, ze alergie to po czesc skutek zbyt duzej czystosci

    --
    ’Cause I told you once / And then I told you twice / And now I told you three times / And at the risk of repeating myself I’m gonna say it again: I wanna be your lover - Jarvis Cocker.
  • trypel 10.08.18, 14:25
    córa urodziła sie na wsi, bawiła sie w psem w budzie (zdarzyło jej sie tam zasnąc bo duza buda była), łaziła cały dzień po wsi po lesie, gryziona, ukąszana itd, teraz ma 19 lat i zero alergii i nigdy nie miała tzw grypy zołądkowej
    syn z miasta, juz gorzej, to nie dowod ale sterylnosc nie jest dobra i zastanawiam sie po cholere ludzie (poza chirurgami) uzywają żeli zabijajacych 99.999% zarazek, sami sobie szkodzą


    --
    Kobieto! Nigdy nie stawaj pomiędzy twoim mężczyzną, a jego kolegami. Pamiętaj, że on nie zastąpi swoich kolegów masturbacją. Ale ciebie tak.
  • coralin 10.08.18, 15:44
    To pucowanie wszystkiego mocno żrącymi środkami to jakiś obłęd.
  • trypel 10.08.18, 14:15
    były takie siatki siatkowe rozciągane co sie miesciły w kieszeni a spokojnie potem pare kg do nich sie ladowało :)

    nie tylko chleb ale wszystko sie gola dłonią podawało

    --
    Kobieto! Nigdy nie stawaj pomiędzy twoim mężczyzną, a jego kolegami. Pamiętaj, że on nie zastąpi swoich kolegów masturbacją. Ale ciebie tak.
  • donatienfrancois 10.08.18, 14:32
    U mnie było targowisko na którym handlowano wszystkim, mięso wisiało na hakach oblepione muchami, pani pakowała je w gazety, mleko lało się do kanki, kapustę i ogórki kiszone do garnka (pani naleje kwaśnicy), każdy miał własne opakowanie i nie było śmieci. Butelki na kaucję.
  • trypel 10.08.18, 11:05
    u nas był to dośc powszechnie dostępny (poza oficjalnym obiegiem) rodzaj miesa. Smakowały jak królik.
    do tego suszone ryby w cienkich płatach z sklepu wojskowego z bratniej armii
    puszki tuszonki z tegoż sklepu
    pyszna kawa w tubkach, słodka i mleczna
    i wszechobecne kurczaki których u nas było aż za dużo (i zero innego miesa poza nutrią i tym co ojciec upolował na szczescie)



    --
    Kobieto! Nigdy nie stawaj pomiędzy twoim mężczyzną, a jego kolegami. Pamiętaj, że on nie zastąpi swoich kolegów masturbacją. Ale ciebie tak.
  • znana.jako.ggigus 10.08.18, 11:16
    Jestes z Legnicy?
    Ze w ichnich sklepach bywales?

    trypel napisał:

    > do tego suszone ryby w cienkich płatach z sklepu wojskowego z bratniej armii
    > puszki tuszonki z tegoż sklepu
    >
    >




    --
    ’Cause I told you once / And then I told you twice / And now I told you three times / And at the risk of repeating myself I’m gonna say it again: I wanna be your lover - Jarvis Cocker.
  • trypel 10.08.18, 11:18
    :) tak jest
    z tego co pamietam to na Chojnowskiej był taki do którego sie można było wkrecic ale wujek bywało pracował w kwadracie i tam był full wypas magazin

    --
    Kobieto! Nigdy nie stawaj pomiędzy twoim mężczyzną, a jego kolegami. Pamiętaj, że on nie zastąpi swoich kolegów masturbacją. Ale ciebie tak.
  • znana.jako.ggigus 10.08.18, 11:35
    Ano tak, bywalam w obu. Bo ja obok Kwadratu mieszkalam.

    --
    ’Cause I told you once / And then I told you twice / And now I told you three times / And at the risk of repeating myself I’m gonna say it again: I wanna be your lover - Jarvis Cocker.
  • znana.jako.ggigus 10.08.18, 11:37
    a nie na Dzialkowej?


    --
    ’Cause I told you once / And then I told you twice / And now I told you three times / And at the risk of repeating myself I’m gonna say it again: I wanna be your lover - Jarvis Cocker.
  • trypel 10.08.18, 11:40
    Kolege z ogolniaka miałem na dzialkowej ale chyba nie. Chojnowska i kwadrat.
    a kapielisko radzieckie w Kunicach pamietasz? tam tez był bufet a wchodzilo sie wodą albo dziuą w plocie

    --
    Kobieto! Nigdy nie stawaj pomiędzy twoim mężczyzną, a jego kolegami. Pamiętaj, że on nie zastąpi swoich kolegów masturbacją. Ale ciebie tak.
  • znana.jako.ggigus 10.08.18, 11:46
    sprawdzalam na mapie, moj ojciec mial niedaleko garaz i sklep byl na Dzialkowej!
    A inny zaraz kolo koszar na Hutnikow.
    Nie, pamietam kapielisko zwykle. I w Kuniach i to jak sie na Chojnow jechalo i Glinianki, tam teraz w domach po Rosjanach Polacy mieszkaja


    --
    ’Cause I told you once / And then I told you twice / And now I told you three times / And at the risk of repeating myself I’m gonna say it again: I wanna be your lover - Jarvis Cocker.
  • trypel 10.08.18, 11:52
    ok, chyba jestem nieco starszy wiec skleroza działa :)
    w kazdym razie cukierki tez były dobre
    tam koło glinianek teraz moi rodzice mieszkają w kwadracie

    --
    Kobieto! Nigdy nie stawaj pomiędzy twoim mężczyzną, a jego kolegami. Pamiętaj, że on nie zastąpi swoich kolegów masturbacją. Ale ciebie tak.
  • donatienfrancois 10.08.18, 12:23
    trypel napisał:


    > w kazdym razie cukierki tez były dobre

    Dobrze że wspomniałeś o radzieckich cukierkach. Moja ciotka pracowała w browarze we Lwówku Śląskim. Ruscy jak po piwo przyjeżdżali to zawsze całe kartony cukierków przywozili, oj nażarłem się tego, to było niebo w gębie.
  • trypel 10.08.18, 12:24
    mocno orzechowo kakaowe kruche
    moje ulubione, dalej cos takiego w Kijowie robia

    --
    Kobieto! Nigdy nie stawaj pomiędzy twoim mężczyzną, a jego kolegami. Pamiętaj, że on nie zastąpi swoich kolegów masturbacją. Ale ciebie tak.
  • donatienfrancois 10.08.18, 12:48
    Ja jadłem chyba z Litwy czy innej Białorusi, dokładnie nie pamiętam bo to była końcówka lat 50 - tych i początek 60 - tych. Wiem jedno, praliny były wielkości naszych dwóch a smak mogę porównać tylko do belgijskich ręcznie robionych.
  • znana.jako.ggigus 10.08.18, 13:42
    albo w rosyjskich sklepach mozesz dostac w innych krajach, np Niemczech

    --
    ’Cause I told you once / And then I told you twice / And now I told you three times / And at the risk of repeating myself I’m gonna say it again: I wanna be your lover - Jarvis Cocker.
  • bialeem 10.08.18, 12:51
    Jak byłam mała, to babcia zabrała mnie do sąsiada, który miał nutrie. Byłam przekonana, że toto się hoduje na futra a nie mięcho.
  • trypel 10.08.18, 13:32
    miecho było uzyskiwane przy okazji :)

    --
    Kobieto! Nigdy nie stawaj pomiędzy twoim mężczyzną, a jego kolegami. Pamiętaj, że on nie zastąpi swoich kolegów masturbacją. Ale ciebie tak.
  • bialeem 10.08.18, 13:54
    Spróbowałabym:D Ciekawe czy da się dostać i jak się obrabia.
  • trypel 10.08.18, 14:13
    a kto dzisiaj nutrie hoduje, chyba już chyba w takich czapkach i futrach nie chodzi

    --
    Kobieto! Nigdy nie stawaj pomiędzy twoim mężczyzną, a jego kolegami. Pamiętaj, że on nie zastąpi swoich kolegów masturbacją. Ale ciebie tak.
  • znana.jako.ggigus 10.08.18, 14:15
    ale to przysmak ponoc znowu jest
    a futro bylo fatalne, mowili

    --
    ’Cause I told you once / And then I told you twice / And now I told you three times / And at the risk of repeating myself I’m gonna say it again: I wanna be your lover - Jarvis Cocker.
  • pigeon_shit_dust 10.08.18, 15:28
    Ocet, wodka Baltycka i wino z Kruszwicy.
  • pigeon_shit_dust 10.08.18, 15:28


    --
    Aby uczynić z ludzi niewolników, należy dać im pieniądze, których nie zarobili
  • janek53 11.08.18, 01:00
    Wszystkie te odpowiedzi/wypowiedzi na ten temat, potwierdzaja, ze ten PRL, byl lepszy i zdrowszy. Proponuje wrócic do porzadku kulinarnnego tamtych czasów.
    J53.
  • aqua48 11.08.18, 10:05
    janek53 napisał:

    > Wszystkie te odpowiedzi/wypowiedzi na ten temat, potwierdzaja, ze ten PRL, byl
    > lepszy i zdrowszy. Proponuje wrócic do porzadku kulinarnnego tamtych czasów.
    > J53.

    A ja proponuję nie pitolić bez sensu. PRL to okresowe braki niemal wszystkiego. To cukier, masło, mięso i wędlina na kartki, a prócz tego kolejki po wszystko. To okropne wyroby czekoladopodobne. I solone masło z bloku po kawałku na głowę jak ktoś wystał. Jak nie, żarł margarynę do chleba, tę najgorszą. To kompletny brak wyboru i pomarańcze oraz cytryny rzucane do sklepów jedynie przed świętami. Jak statki dowiozły...To również paskudny błękitek oraz paprykarz szczeciński, jedyne z dostępnych ryb.
    Pamiętam moją pierwszą podróż do Francji i znajomego który ku memu wielkiemu, ogromnemu rozczarowaniu poczęstował mnie tam kupionymi specjalnie dla mnie jabłkami... bo zauważył, że w Polsce "szczególnie lubimy jabłka". A po prostu innych owoców nie było. I jak ja mu to miałam wytłumaczyć?
    A ten dobry nabiał, swojskie wędliny i warzywa owszem były, jak ktoś miał rodzinę na wsi. Jak nie - zęby w ścianę i szoruj do kolejki. I tak stałam godzinami. Po mąkę i ryż sypane do dużych kopert wziętych z biura, po kaszę mannę którą wymieniałam na cukier z koleżanką z pracy, bo ona miała małe dziecko, a ja ojca który słodził.
    A choroby i alergie były, tylko nikt się nimi nie przejmował. Wysypki smarowało się mazidłem z apteki, i tłumaczyło dzieciom, że od wysypki nic się jeszcze nikomu nie stało. Umierało się "ze starości" nie na zaawansowanego raka. Dziadek miał sklerozę nie alzeheimera, a wcześniaki były po prostu nie do odratowania w takiej skali jak teraz.
    Więc proponuję nie idealizować tamtych czasów i wziąć się w garść.
  • znana.jako.ggigus 11.08.18, 12:39
    W PRL były różne etapy zaopatrzenia, mało tego w małych skleżach PGRowskich na wsiach można było się nieźle zaopatrzyć.

    --
    ’Cause I told you once / And then I told you twice / And now I told you three times / And at the risk of repeating myself I’m gonna say it again: I wanna be your lover - Jarvis Cocker.
  • Gość: x IP: *.hsi03.unitymediagroup.de 11.08.18, 15:08
    ja jeździłem na prowincję po książki. Miałem inny apetyt. W małomiasteczkowych księgarniach można było kupić bez problemu np. pozycje KIK.
    Z kulinarnych pozycji pamiętam zrazy zawijane nitką, którą przeklinałem. Pojechaliśmy w 60 latach prywatnie na zaproszenie do NRD i mama kupiła specjalne igły do rolad. To był dopiero szpan! ;)
  • Gość: x IP: *.hsi03.unitymediagroup.de 11.08.18, 15:15
    Na wiele rzeczy przymykałem oko, miałem pieniądze, to sobie radziłem. Ale jak wprowadzono kartki na wódkę, to wiedziałem, że ten ustrój musi upaść :D
  • coralin 17.08.18, 19:33
    aqua48 napisała:



    > To okropne wyroby czekoladopodobne.

    Teraz większość wyrobów w Polsce to czekoladopodobne.
  • Gość: x IP: *.hsi03.unitymediagroup.de 18.08.18, 00:19
    Sprawdziłem, w Polsce też są dostępne czekolady o zawartości 70% kakao i więcej, równocześnie z niewielką zawartością cukru.
    Na początek wydają się gorzkie, niesmaczne, ale wystarczy potrzymać kawałek czekolady kilka minut na języku i już jesteśmy w raju.
  • bene_gesserit 18.08.18, 10:31
    Oczywiście, że są. Noi? Coralin słusznie napisała o 'większości wyrobów', nie o wszystkich. Pod nazwą 'czekolada' sprzedaje się syf z cukru i tłuszczu palmowego, z symbolicznymi dodatkami. To nie powinno być legalne.

    --
    śpiewali kiepsko, ale bronili swego prawa do fałszowania
  • coralin 18.08.18, 11:06
    Bene już napisała. Oczywiście, że są. Chodzi o to, co przeważa i nie jest uczciwie nazwane. W PRL też bywały prawdziwe czekolady, a wyroby czekoladopodobne uczciwie nazywano. Zresztą z nazewnictwem w obecnej Polsce to jest kompletna samowola.
  • martaesz 19.08.18, 15:06
    Gość portalu: x napisał(a):

    > Sprawdziłem, w Polsce też są dostępne czekolady o zawartości 70% kakao i więcej
    > , równocześnie z niewielką zawartością cukru.
    > Na początek wydają się gorzkie, niesmaczne, ale wystarczy potrzymać kawałek cze
    > kolady kilka minut na języku i już jesteśmy w raju.
    Po 30 😁toleruję tylko gorzką czekoladę.
    Bez oleju palmowego .
  • triismegistos 22.08.18, 16:58
    Yyy, które?

    --
    Żarty z wnoszenia lodówki na czwarte piętro kończą się gdy trzeba wnieść lodówkę na czwarte piętro.
  • bene_gesserit 22.08.18, 20:47
    Mnóstwo tanich czekolad śmierdzi na odległość olejem kokosowym - nawet nie trzeba czytać składu. A duża cześć czekolad w ogóle ma domieszkę oleju kokosowego, palmowego, rzepakowego, shea albo czegoś w tym rodzaju. I cukier na pierwszym miejscu w składzie.

    --
    - Kiedy zorientowałaś się, Pani, że jesteś Boginią?
    - Cóż, pewnego dnia modliłam się i nagle zrozumiałam, że mówię do siebie.
  • Gość: x IP: *.hsi03.unitymediagroup.de 23.08.18, 05:49
    i o to chodzi.
  • coralin 25.08.18, 12:23
    No właśnie. Kakao o obniżonej zawartości tłuszczu, za to inne tłuszcze w zastępstwie.
  • znana.jako.ggigus 25.08.18, 13:37
    trzeba czytać skład

    --
    ’Cause I told you once / And then I told you twice / And now I told you three times / And at the risk of repeating myself I’m gonna say it again: I wanna be your lover - Jarvis Cocker.
  • coralin 25.08.18, 14:41
    No oczywiście, ale ludzie jak nie mają napisu wyrób czekoladopodobny to nie mając pojęcia o składzie, myślą, że kupują czekoladę, a kupują wyrób czekoladopodobny, wnioskując po składzie. Ale to trzeba wywnioskować po składzie. Niezmiernie bawi mnie to naśmiewanie się z wyrobów czekoladopodobnych w PRL skoro teraz większość w polskich sklepach jest taka. Bez uczciwego napisu, a niewiele osób ze składu wywnioskuje.
  • Gość: x IP: *.hsi03.unitymediagroup.de 25.08.18, 19:22
    Jeżeli ktoś kupuje coś po kształcie opakowania, nie patrząc co jest w środku, to sam sobie winien. Dlaczego producent ma pisać wyrob czekoladopodobny, skoro mu na tym podobieństwie nie zależy, wręcz przeciwnie, nie chce kojarzenia z jakimiś podejrzanymi produktami.
    Tabliczka deserowa to tabliczka deserowa, a nie jakaś namiastka czekolady. Chcesz wiedzieć co w środku, to przeczytaj albo zapytaj sprzedawcę.
  • bene_gesserit 25.08.18, 21:41
    Podążając twoją ścieżką rozumowania, kupujący mogą mieć pretensję jedynie do siebie, jeśli kupią tabliczkę sprasowanego nawozu, opakowaną w papierek z napisem 'czekolada'.

    Prawo powinno chronić klientów, bo w starciu z międzynarodowymi korporacjami zwłaszcza jesteśmy bezradni. Każde zakupy trwałyby godzinami, gdyby za każdym razem trzeba było czytać opakowania, prosić o skład i certyfikaty. No weź się puknij w co tam masz.

    --
    Wiara w kompleks braku członka to oczywisty przejaw kompleksu braku macicy.
  • coralin 26.08.18, 01:01
    bene_gesserit napisała:

    > Każde zakupy trwałyby godzinami, gdyby za każdym raz
    > em trzeba było czytać opakowania, prosić o skład.

    W sklepie z ogromnym wyborem pieczywa na kromki jest opasły segregator ze składami. Nie podołałam z odnalezieniem składu chleba, który lubiłam, a który chyba przesłodzili ze 2 razy i mnie odrzuciło. Cukier lub cukropodobne w składzie były , ale i tak zawartość procentowa jest zmienna. Jak się sypnie;)
  • Gość: x IP: *.hsi03.unitymediagroup.de 26.08.18, 02:35
    Ciągle narzekacie, że w Polsce nie ma wyboru. To jak to jest w końcu?
  • coralin 26.08.18, 14:02
    Ogromny wybór oznacza,że jest ich z 100-200 z różnych piekarni. Ludzie kupują na kromki. Nie jest to norma w Polsce. Akurat napisałam o sklepie z dużym wyborem pieczywa, dobrego. Oczywiście ok.17 nie masz już takiego wyboru. Akurat mam na osiedlu taki sklep, jest ich kilka w moim mieście.
  • Gość: x IP: *.hsi03.unitymediagroup.de 26.08.18, 02:29
    z napisem czekolada, w której nie ma czekolady.
    P.S. Sama się puknij.
  • coralin 26.08.18, 00:53
    W Polsce trzeba być wciąż czujnym. W wątku obok piszę Ci o zakupie przyprawy, którą kupowałam wiele lat. I tak, przy 25 zakupie już nie przeczytałam, że jednak dosypali 30% soli, której wcześniej nie było wcale. Czytam składy nowych, nieznanych mi produktów, ale jeśli miałabym analizować skład każdego produktu JUŻ KUPOWANEGO WCZEŚNIEJ przy każdym kolejnym zakupie to chyba nie starczyłoby mi życia na nic więcej.
  • znana.jako.ggigus 26.08.18, 08:39
    niekoniecznie, po prostu szybko przelatujesz okiem. Ja np odkąd jestem weganką, czytałam namiętnie etykietki i odkyłam jajka, mleko w najrozmaitzych produktach, np sewatka w czipsach ziemniaczanych. A ponieważ niektóre produkty nagler stają się wegańskie czy też nowe prokukty firm, których bym o taką rewolucję nie podejrzewała, to też zawsze czytam. Dlatego stwierdzam, że to czynność rutynowa.
    Czujnym trzeba być wszędzie, bo producent ma zysk w głowie.

    --
    ’Cause I told you once / And then I told you twice / And now I told you three times / And at the risk of repeating myself I’m gonna say it again: I wanna be your lover - Jarvis Cocker.
  • autumna 11.08.18, 13:53
    > PRL, byl lepszy i zdrowszy.

    W PRL tak samo można było się żywić beznadziejnie niezdrowo, żrąc choćby produkty smażone w panierce ociekającej tłuszczem i sypiąc dziecku cukier do każdej kaszki. To bardziej kwestia świadomości, a nie zaopatrzenia. Poradniki Ireny Gumowskiej, w których musiała tłumaczyć, by nie zmuszać "niejadków" do jedzenia, bo grube wcale nie znaczy zdrowe, nie powstały bez powodu.

    --
    Mam poprzestawiane w piramidzie Masłowa.
  • coralin 18.08.18, 13:52
    Cukier w PRL uważano za pożywny zgodnie z przedwojenną reklamą: "cukier krzepi". Podobnie tłuszcz.
    Mimo tego nadwaga pojawiała się u ludzi po 40 czyli przez zwolniony metabolizm lub menopauzę. Otyłość to było rzadkie zjawisko.
    Teraz Polacy nadal kochają słodkość. Niekoniecznie z cukrem.
    Boją się tylko tłuszczu zwierzęcego, ale zajadają utwardzone oleje roślinne.
    Uwielbiają mokre i różowe wędliny. Na osiedlu mam 2 sklepy, w których szynki, które podeschły przeceniają, bo "nie wyglądają". Polak już się przyzwyczaił, że chleb czy wędlina ma się psuć po czasie, a nie wysychać, co jest zjawiskiem normalnym dla dobrego produktu.
  • Gość: x IP: *.hsi03.unitymediagroup.de 18.08.18, 14:30
    od kilkudziesięciu lat jestem Polakiem i nie pasuję do tych stereotypów.
    P.S. Co to za ukochana słodkość, niekoniecznie z cukrem? Nie łapię za słówka, ale staram się wychwycić sens nawet w każdej bzdurze.
  • coralin 18.08.18, 14:53
    Ukochana słodkość to dodatek syropu glukozowo-fruktozowego. W Polsce większość wędlin to zawiera, musztardy. Piszę tylko o tym, co kupuję. Większość przetworzonych produktów ma bardzo słodki smak, choć często bez cukru. Nawet ostatnio lubiany chleb był za słodki w smaku. Słodki smak króluje w Polsce.
  • Gość: x IP: *.hsi03.unitymediagroup.de 18.08.18, 19:26
    W Niemczech też ładują cukry do wszystkiego.
    Zamiast wędlin i kiełbas wolę upiec czyste mięso, przynajmniej wiem, co mam na talerzu. Z owocami też nie przesadzam, wolę jagodowe, zawierają najmniej cukru.
    Słodki smak króluje w kręgach mniej wykształconych. Po wyglądzie wózka z zakupami można rozpoznać kto zacz.
  • coralin 18.08.18, 20:00
    Może i tak. Kupiłam musztardę będąc ostatnio poza Polską. Jest gorzka tak jak być powinna. W Polsce nawet pikantne keczupy czy musztardy są przede wszystkim słodkie.
    Za owocami nie przepadam, bo dla mnie za słodkie. Jestem mocno warzywna.
  • znana.jako.ggigus 20.08.18, 15:03
    niestety, np firma Roleski nie podaje skladu musztardy. A ja juz tak sie zniemczylam, ze kupuje tutejsza. Chociaz roleski jest w sklepach w Niemczech, kacik etno Europa Wsch

    --
    ’Cause I told you once / And then I told you twice / And now I told you three times / And at the risk of repeating myself I’m gonna say it again: I wanna be your lover - Jarvis Cocker.
  • coralin 18.08.18, 16:28
    Gość portalu: x napisał(a):

    > od kilkudziesięciu lat jestem Polakiem i nie pasuję do tych stereotypów.

    A mieszkasz w Polsce? Mogę zle kojarzyć, ale chyba w Niemczech.
  • Gość: x IP: *.hsi03.unitymediagroup.de 18.08.18, 19:29
    ŻYJĘ w Niemczech, a to coś więcej niż tylko mieszkanie.
  • coralin 18.08.18, 20:02
    No właśnie i chyba nie do końca możesz kojarzyć asortyment polskich sklepów takich na codzienne zakupy.
  • znana.jako.ggigus 20.08.18, 15:02
    Skad wiesz? mozna przeciez czesto bywac w Pl

    --
    ’Cause I told you once / And then I told you twice / And now I told you three times / And at the risk of repeating myself I’m gonna say it again: I wanna be your lover - Jarvis Cocker.
  • coralin 20.08.18, 15:51
    Oczywiście. I można pisać mądrości z internetu, że ogórki kwaszone są takie same jak kiszone ZAWSZE.
    I, że producent, który dodaje syrop glukozowo-fruktozowy nie pochwali się, że nie dodał cukru. W polskich realiach często się pochwali.
    Bywanie to nie mieszkanie. Bez obrazy, ale uderza w wielu wątkach nieznajomość polskich realiów średniego miasta.
  • znana.jako.ggigus 20.08.18, 15:58
    nie wiem, jak jest z syropem w Pl, zreszta sama go niedawno odkrylam i sama niedawno odrkylam go w paru produktach.
    wiele spraw sie ciagle zmienia, wszedzie, syrop czy np rozwoj kuchni weganskiej w Polsce. I bywajac i czytajac o tych zmianach, mozna znac aktualny stan rzeczy

    --
    ’Cause I told you once / And then I told you twice / And now I told you three times / And at the risk of repeating myself I’m gonna say it again: I wanna be your lover - Jarvis Cocker.
  • krysia20000 20.08.18, 18:31
    ... Mieszkam w Polsce
    Mieszkam tu, tu, tu, tu!

    Lepsze mądrości z internetu niż uparte głupoty. Kiszone = kwaszone = kiszone = kwaszone.

    Jeśli jakiś producent ośmiela się wciskać kit, że cukru nie zawiera produkt, który w składzie ma syrop glukozowo-fruktozowy lub jakikolwiek inny cukier, który akurat nie jest sacharozą, to jak to mówił Peja, wiecie co z nim zrobić.

    Ciągle nie udało się znaleźć w sklepie żadnych ogórków w occie, które podpisane byłyby 'ogórki kwaszone'?
  • coralin 20.08.18, 18:53
    No wiesz, ale nawet te głupoty są realne, a nie wirtualne. Co z tego, że napiszesz, że kiszone=kwaszone skoro wiele kwaszonych jest z octem.
    Tak samo reklamowane bez cukru potrafią być z syropem glukozowo-fruktozowym.
    Chyba pogrążyłeś się za bardzo w świecie wirtualnym i oderwałeś nie tylko od polskiej rzeczywistości.
  • krysia20000 28.08.18, 17:37
    Znajdź chociaż jeden słoik z produktem na którym będzie napisane kwaszone, a w składzie znajdzie się ocet, to wtedy porozmawiamy o oderwaniu od rzeczywistości.

    Ja się przeszedłem po polskich sklepach i sorki, ale nic takiego nie uświadczyłem. Owszem były 'ściemy' w postaci 'sałatki z kapusty kiszonej', gdzie oprócz unormowanych składników znajdowały się inne dodatki (cukier, olej, i inne takie). Kluczowa jest tu fraza 'sałatka z', którą się producent wymiguje, nie łamiąc przy tym zasad nazewnictwa produktów. I znalazłem kapustę kwaszoną, gdzie w składzie był dodatek kwasu innego niż mlekowy, ale nie octowego, tylko cytrynowego i askorbinowego (witamina C). To od Rolnika. Żeby było zabawniej, zarówno kwas cytrynowy jak i askorbinowy w indeksie E posiadają numery odpowiednio 330 i 300, więc znajdują się nie w grupie konserwantów (jeśli pamiętasz z poprzednich dyskusji, za konserwanty w sensie ścisłym na terenie EU uznaje się dodatki do żywności z numerami E od 200 do 299), a w grupie przeciwutleniaczy i regulatorów kwasowości (E 300 do E399). W świetle tego producent spokojnie napisać może, że jego produkt z dodatkiem E300 i E330 nie zawiera konserwantów. Co zresztą czyni. :)

    Po raz ostatni postaraj się zrozumieć, że twierdzenie jakoby istniała jakakolwiek językowym zwyczajem podparta różnica między kiszonym a kwaszonym polegająca na tym, że to pierwsze jest produktem powstałym w wyniku mlekowej fermentacji, a to drugie oznacza marynowane w octowym roztworze, albo jakkolwiek inaczej 'niekoszernie' wytworzone jest niepopartą niczym, opócz internetowej plotki, bzdurą. Wirtualną bzdurą.

    Kiszone=kwaszone=kiszone=kwaszone.

    Również chciałbym zobaczyć produkt zawierający syrop glukozowo-fruktozowy reklamowany jako nie zawierający cukru. Dyrektywa Rady UE 2001/111/WE wyraźnie definiuje 11 typów produktów, które rozumieć należy jako cukry przeznaczone do spożycia przez ludzi. Syrop glukozowo-fruktozowy podpada pod kategorię siódmą: 'Syrop glukozowy - oczyszczony i skoncentrowany roztwór wodny sacharydów odżywczych uzyskanych ze skrobi lub inuliny'. W innych przepisach używa się terminu 'izoglukoza'. Ktokolwiek reklamować będzie produkt zawierający więcej niż 2% syropu glukozowo-fruktozowego jako nie zawierający cukru (nie 'cukru białego', nie .cukru z buraków', nie 'sacharozy' po prostu łamie przepisy.
  • krysia20000 12.08.18, 13:38
    Do PRLu wrócić? Co tak skromnie, Janeczku? Czemu nie wczesne średniowiecze, albo antyk? Po gęstych, nieprzebytych borach pląsała wtedy wesoło organiczna dziczyzna, zero przemysłowych zanieczyszczeń kasz porastających okoliczne polany, a przede wszystkim diabelskimi przyprawami w ilościach więcej niż pięć obracali wyłącznie barbarzyńscy Saraceni i Maurowie. Było tak zdrowo, że taki Matuzalem dożył 969 lat i zmarł z nudów.
  • mhr2 11.08.18, 13:21
    Nie pamieta wszystkie potrawa Wspanial do dzis!

    --
    "leben und leben lassen"
  • evro44 12.08.18, 18:35
    Dziecko, ta pierś z kurczaka to powiew nowej epoki. Nikt w owych czasach nie dzielił w ten sposób kurczaka. Lata 70-dziesiąte to żywy kogut lub królik zakupiony na rynku (u nas nie funkcjonował targ :)) w sobotę i zakatrupiony wieczorem coby go w niedzielę spożyć. Moja matka odkrywszy brojlery zachwyciła się ich mięsem, bo soczyste i miękkie, nie jak te żylaste kuro-koguty wiejskie. W 80-dziesiątych to oczywiście kolejki i wtedy świnki się mordowało co jakiś czas.Wszystkie warzywa i owoce tylko sezonowo. Na przednówku to śniły się pomidory, ogórki czy rzodkiewki. W sezonie wekowało się wszystko co mogło w zimie wylądować na stole jako sałatka, kompot, dżem czy wkład do zupy. A nawiązując do halibuta - była to jedna z najtańszych ryb. No i jeszcze smak szynki czy baleronu wystanych przed świętami...
  • Gość: x IP: *.hsi03.unitymediagroup.de 13.08.18, 09:13
    A sztandarowe danie PRL kotlet de volaille (inaczej po kijowsku) to z czego był robiony?
  • damdalen 13.08.18, 13:28
    Ja z wczesnego dzieciństwa pamiętam jedno z moich ulubionych wówczas dań, czyli kotlet drobiowy panierowany podawany do marchewki z groszkiem i ziemniaków z koperkiem. Z tym, że moja pamięć sięga jedynie do końcówki lat 80tych. Wcześniej naprawdę z kury nie wydzielano piersi i udek? Bo udka pieczone w prodiżu też pamiętam, ale nie umiem tego w czasie umiejscowić.
  • aqua48 13.08.18, 14:02
    damdalen napisała:

    >Wcześniej naprawdę z kury nie wydzielano piersi i udek? Bo udka pieczone w prodiżu też p
    > amiętam, ale nie umiem tego w czasie umiejscowić.

    Wydzielano, ale w domu, po zakupie kurczaka w całości. Nie było dostępnych w sklepach osobno ćwiartek, piersi i skrzydełek. Kupowało się kurczaka w całości. U mnie w domu zawsze żartowano że szkoda, że kurczak nie ma czterech nóg, bo nóżki szły, a piersi nikt nie chciał jeść.
  • krysia20000 13.08.18, 15:28
    Masowa, zmechanizowana produkcja drobiu kurzęcego rozpoczęła się dopiero we wczesnych latach 60tych dwudziestego wieku. Wtedy w USA wyhodowano odpowiednią hybrydę kury domowej nadającą się do domowych piekarników rozkręconych na maksa (stąd nazwa 'broiler'), charakteryzującą się szybkim przyrostem masy, nawet do 2kg w półtora miesiąca. Do tego opracowano ubojnie i linie produkcyjne, gdzie taśmowo rozbierano tusze na części: pierś/filet z piersi, nogi, albo jeszcze drobniej uda i pałki i skrzydełka.

    Wcześniej kura, tak jak napisała Aqua i Evro to było stosunkowo mało wydajne źródło mięsa, nabywane zazwyczaj jako cała tusza. Jak u królika, z którym przez jakiś czas kura konkurowała jako źródło taniego mięsa, najwięcej go było w nogach. Pierś była nieomal równie atrakcyjna jak grzbiet.
  • Gość: x IP: *.hsi03.unitymediagroup.de 13.08.18, 17:29
    1. nie w latach 60, lecz dużo wcześniej.
    2. w półtora miesiąca brojler osiąga 1,0 do 1,2 kg, po dwóch ca. 1,5 kg. Powyżej to nie jest brojler lecz pularda, 2,0 nawet 2,5 kg po 10 tygodniach do 3 miesięcy.
    Nazwa brojler pochodzi z francuskiego, domyśl się od jakiego słowa.
    P.S. Drób kurzęcy (!) to chyba drób kurzy nieodkurzony odkurzaczem.
  • krysia20000 13.08.18, 23:21
    00. Sprawdź w słowniku znaczenia słowa 'kłamać', zanim zatytułujesz swoje posty
    0. Kotuś, nazwa brojler pochodzi z angielskiego. Nie wiem, czy we współczesnej francusczyznie znajdziesz choć jedno słowo zawierające dyftong 'oj'. To, że angielskie słowo 'broil' wzięło się ze starofrancuskiego słowa oznaczającego palenie, to sprawa drugorzędna. Jakaś ćwierć do połowy słownictwa angielskiego ma francuski, albo normański rodowód. W amerykańskiej angielszczyznie 'broiler' odnosi się do sekcji grillowej piekarnika. Na każdym jankeskim piekarniku masz nawet nastawę 'broil', która w jukeju oznaczona będzie 'grill'. Zatem 'broiler chicken' to "kura na pieczyste", "kura piekarnikowa", "kura rusztowa" i obecnie słowo to oznacza wszelką mięsną odmianę kurczaka.
    1. Wcześniej broiler oznaczał zazwyczaj kurczaka płci męskiej odrzuconego z hodowli. Produkcja jaj w hodowli kur miała priorytet. Owszem, jeszcze w latach 30tych XX wieku krzyżowano rasy kur w celu uzyskania wydajnej mięsnej odmiany, ale dopiero po drugiej wojnie światowej rozwinięto za oceanem koncept masowej produkcji mięsa drobiowego i olbrzymie zasługi w tym polu ma m. in. niejaki Donald Shaver, Kanadyjczyk który w 1958 roku rozpoczął wielkoformatową produkcję brojlerów, obok równie wielkoformatowej hodowli niosek, by w latach 80tych operować na rynkach 94 krajów świata.
    2. Za www.poultryhub.org:

    'Typical figures for growth and feed conversion ratio (FCR, kg feed per kg gain) in good commercial production are:
    Days Weight Feed Conversion Ration (FCR)
    0-21 900 g 1.42
    21-43 2.3 kg 1.85'

    Zajrzyj sobie jeszcze na www.livestocking.net/estimated-growth-feed-consumption-rates-broiler
  • Gość: x IP: *.hsi03.unitymediagroup.de 14.08.18, 14:14
    z bieguna północnego?
    Unijne kurczaki widzę na codzień.
  • krysia20000 14.08.18, 15:50
    Chcesz dane unijne? W 2005 w EU-25 prawie 9mln ton mięsa z brojlerów wyprodukowano, na prawie72 mln ton w całym świecie. W tym samym roku w USA wyprodukowano prawie 2x więcej. Na chwilę obecną światowa podaż mięsa kurzego przewyższa podaż wołowiny i zaczyna doganiać podaż wieprzowiny. Jagnięcina i koźlina to przy tym rarytasy, nieomal dziczyzna.

    Jakby nie patrzeć, przemysłowa rewolucja kurczakowa przyszła zza Oceanu, więc intuicyjne kojarzenie wzrostu jego popularności w Polsce ze schyłkiem PRL nie jest specjalnie błędne, cokolwiek byś nie uważał na temat kurczaków po kijowsku, które z tego co pamiętam, w Polsce Ludowej owszem były znane, ale traktowano je jako bankietowe, wykwintniejsze danie, a nie coś, co było obiadową codziennością, jak dzisiaj panierowane kurze filety, które wyparły schaboszczaka. O kurzym mięsie w kanapkach, czy sałatkach nie wspominając.
  • janek53 14.08.18, 16:29
    Jaka jest roznica miedzy Polska Ludowa i ta Rzeczpospolita?
  • krysia20000 15.08.18, 12:29
    Kulinarna, polityczno-ustrojowa, czy gospodarcza?
  • Gość: x IP: *.hsi03.unitymediagroup.de 14.08.18, 17:03
    Nie chcę danych unijnych, zapytałem czy masz dane z bieguna północnego.
    W wątku jest mowa o kurczakach w PRL a ty podajesz linki do antypodów. A naród to czyta i podziwia, jaki ten krysia mundry :)
    P.S. To był KOTLET po kijowsku a nie qrczak.
  • krysia20000 15.08.18, 12:28
    W dobrodusznym przeświadczeniu przekonany byłem, że nie pytasz poważnie o dane z bieguna północnego, tylko retorycznym wybiegiem na poziomie trollika pośledniej kategorii chciałeś zwrócić uwagę na unijne okoliczności przyrody, w których wiedzieć żywot. Poważnie chciałbyś zapoznać się z jakimikolwiek gospodarczymi statystykami znad zamarzłego Oceanu Arktycznego formalnie nie stanowiącego terytorium żadnego państwa?

    Antypody, króliczku to region globu znajdujący się zupełnie po drugiej stronie, coś jakbyś dokonał symetrycznego odwzorowania względem punktu, którym jest jądro Ziemi. Dla Polski, pod jakimkolwiek ustrojem by nie była antypodami będą wody południowego Pacyfiku, na południowy wschód od Nowej Zelandii. Ameryka Północna to ta sama półkula, jakbyś się z nazwy nie domyślił. A wspominam o niej w kontekście kurczaków i PRL, żeby wskazać na to, że masowa na przemysłową skalę hodowla mięsnych ras kur rozpoczęła się tam właśnie, nabierając rozpędu po drugiej wojnie światowej, by rozprzestrzenić się po całym niemal świecie, nie omijajając przy tym Polski. I żadne tutaj błędne sugerowanie francuskiego rodowodu brojlerów nic nie da.

    Cokolwiek by nie mówić o kurczaku po kijowsku (jak mi napiszesz dlaczego nie powinienem używać tej nazwy, to ja przypomnę, dlaczego ja nie używam nazwy 'kotlet'), to sztandarowym daniem PRL nie był w sensie popularnego niedzielnego obiadu. To było nieomal burżujskie danie i jako przykład radzieckiej haute cuisine przedstwiane było Zachodowi. Porcjowane kurczaki w sprzedaży nie były powszechne, ponieważ dopóki nie zaadoptowano 'imperialistycznych', taśmowych metod produkcji mięsa drobiowego, to nie było go w takiej ilości, żeby w owiniętych folią tackach można było nabyć 4 czy 6 filetów, i tylko filetów, tak jak dzisiaj. Dewolaje dla czteroosobowej rodziny wiązały się z koniecznością zakupu dwóch całych tusz, no chyba, że gdzieś sklep rzeźnicko-drobiowy na miejscu porcjował i można było kupić oddzielnie piersi, nogi, skrzydełka i grzbiety. Czego nie pamiętam, ale mogę się mylić, urodziłem się w drugiej połowie Gierka i dorastałem w kryzysowych latach postanowojennych. Być może jakaś Złota Era w PRL przez chwilę trwała, a gotowe kurczaki po kijowsku w supersamach były tak samo jak w brytyjskich Marksach i Spencerach (zadebiutowały tam w 1976r. jako pierwsze gotowe danie do odgrzania w domu i do dziś stanowi żelazną pozycję ich asortymentu gotowców) Za to pamiętam, że kurczak w całości pieczony, albo w potrawce to był ekstra niecodzienny obiad i trochę czasu upłynęło, zanim panierowane filety z kurczaka stały się równorzędnym daniem do podobnie przygotowywanego schabu, a dziś chyba nawet częściej spożywane od niego.
  • aqua48 18.08.18, 17:34
    krysia20000 napisał(a):

    >Dewolaje dla czteroosobowej rodziny wiązały się z koniecznością zakupu dwóch całych
    > tusz

    O to to. Z reszty kurczaków robiło się rosół, a większą część mięsa z tego rosołu na dodatek przerabiano jeszcze na galaretkę drobiową :)
  • znana.jako.ggigus 14.08.18, 15:02
    wg Wiki troche wczesniej, a ja czytalam o jakiejs gospodyni, ktora niechcacy to odkryla
    Szkoda ze zaden z hodowcow nie chce sam sie zamnknac na przestrzen kartki a4

    --
    ’Cause I told you once / And then I told you twice / And now I told you three times / And at the risk of repeating myself I’m gonna say it again: I wanna be your lover - Jarvis Cocker.
  • evro44 14.08.18, 15:21
    Dziecięciem będąc po restauracjach nie chodziłam a mama prostą kuchnię "uprawiała". A poza tym nas czwórka do jednego koguta więc devolaje tylko dla dwójki by wyszły. Pierś jadałam z kością i nawet panierowaną!!!
  • trypel 13.08.18, 13:57
    O to to
    Całe dzieciństwo kupowało sie na rynku. Potem sie wyprowadziłem i okazało sie ze rynek to to miejsce w centrum gdzie stoi ratusz (albo stał) a kupuje sie na targu, bazarze, placu
    Tez dziwne to było.


    --
    Kobieto! Nigdy nie stawaj pomiędzy twoim mężczyzną, a jego kolegami. Pamiętaj, że on nie zastąpi swoich kolegów masturbacją. Ale ciebie tak.
  • filga 13.08.18, 22:31
    E tam. Na wschodzie kraju kupuje się nadal na rynku
  • julita165 18.08.18, 23:20
    Moja pamięć sięga przełomu lat 70/80-tych. Pamiętam wyroby czekoladopodobne, ciepłe lody ( rodzaj słodkiej pianki w wafelku ), gumy Donald i kulki, oranzade ( w płynie i w proszku ). I humane ! Przysmak mojego dziecinstwa, kupowana dla młodszego brata chyba w Pewexie ale ja też jadłam bo wprost uwielbiałam. Jak sama już miałam dziecko i gdzieś trafiłam na bananowa humane to az nie mogłam się doczekać żeby synkowi kupić. Ten niestety kaszkami w ogóle pogardził więc sama pozarlam opakowanie 😁. Z dań gotowanych w domu ....jakoś nic specjalnego, czego teraz się nie robi do głowy mi nie przychodzi. Pamiętam za to solone holenderskie masło, z tzw darów , rozdawane czasem po lekcjach religii w kościele. Tak pysznego masła już nigdy w życiu nie jadłam😁.
  • coralin 19.08.18, 11:38
    To, że produkt nie zawiera cukru nie oznacza,że nie jest słodki, bo zawiera syrop glukozowy.
  • Gość: x IP: *.hsi03.unitymediagroup.de 19.08.18, 17:00
    nie musisz posiadać wiedzy na poziomie krysi, ale coś tam wypada wiedzieć zanim wejdziesz do kuchni.
    pl.wikipedia.org/wiki/Cukier
  • coralin 19.08.18, 17:38
    Chcesz mi wmówić, że w Polsce na produktach zawierających syrop glukozowo-fruktozowy producent nie robi napisu, że nie zawiera cukru?
  • coralin 19.08.18, 17:51
    Ani Krysia, ani Ty chyba nie żyjecie teraz w Polsce.Te linki do wikipedii i dane z google są śmieszne nieco. Tak jakbym ja po tygodniu pobytu gdzieś wydawała opinię. Zapraszam tak na pół roku do Polski. Obecnej.
  • janek53 19.08.18, 17:43
    I "Kogel mogel"? To co?

    Cos wspanialego. Takie sobie ... wspomnienia (lata '50 - '60). Pelna PRL. Z radia brzmialy "Matysiaki" i "Weoly autobus" a my, zajadalismy sie pierogami (najlepsze te z miesem) i tym "Koglem". Doskonaly przyklad "braku demokracji". Z demokracja, zginal Kogel. ;-)

    Co za demokratyczna BZDURA (ta kulinarna).

    J53.
  • krysia20000 20.08.18, 12:08
    Jesteś pewien, że kogel mogel zginął? I że to jakiś specyficznie prlowski smakołyk? Przecież to aszkenazyjskiego pochodzenia zabaione a lo pobre.
  • bene_gesserit 20.08.18, 12:17
    Zaginął jak sen złoty, ostatni raz widziano go koło Przylądka Dobrej Nadziei, ale nikt nie zrobił mu zdjęcia, a świadkowie - sprawdzono - byli nietrzeźwi.

    Ech.




    --
    Wiara w kompleks braku członka to oczywisty przejaw kompleksu braku macicy.
  • mamusia1999 19.08.18, 23:28
    Sernik na zimno z serków homo! Z galaretką na wierzchu. Zupa gulaszowa na kiełbasie zwyczajnej. I z przejrzałą cukinią. Wino porzeczkowe własnej roboty. Czekoladki "pralinki" z różową masą krochmalową. Pastylki miętowe, pudrowe. Sok jabłkowy Tymbarku w proszku. Lody Bambino z kiosku nabiałowego. Ryż dmuchany.
  • damdalen 20.08.18, 07:56
    I jeżyki z tego ryżu dmuchanego.
  • aqua48 20.08.18, 14:58
    Z ryżu dmuchanego i topionych cukierków toffi, to się robiło szyszki. Wyjątkowe paskudztwo. Ale dobry był kolorowy ryż dmuchany w polewie. Tylko trudno dostępny. I niezapomniane twarde cukierki krojone z rulonika, w przekroju mające kwiatki. W metalowych pudełkach...smak dzieciństwa. Mam jeszcze takie pudełko na pamiątkę.
  • kornela991 21.08.18, 14:01
    Bardzo lubiłam chipsy tacos i batoniki picnic. Pamiętacie je jeszcze? Wiem, że te chrupki były już jakiś czas temu w biedronce.
  • staurois 21.08.18, 22:16
    To chyba nie do tego tematu.
  • trypel 23.08.18, 16:51
    nia

    a kojarzycie co bylo podawane na obiady w stołówkach zakładowych, przedszkolach i szkołach
    pamietam dania oparte na sosie chrzanowym: grube serdelki w sosie + ziemniaki, jajko na twardo w sosie chrzanowym + ziemniaki, makaron z dzemem, obiad lux czyli slizgacz, ziemniaki i buraczki, koszmarna zielona breja szpinakowa, mocno rozwodniony kisiel jako napoj,



    --
    Kobieto! Nigdy nie stawaj pomiędzy twoim mężczyzną, a jego kolegami. Pamiętaj, że on nie zastąpi swoich kolegów masturbacją. Ale ciebie tak.
  • bialeem 23.08.18, 17:51
    Co to ślizgacz?
  • trypel 23.08.18, 18:51
    Mielony typu przegląd tygodnia

    --
    Kobieto! Nigdy nie stawaj pomiędzy twoim mężczyzną, a jego kolegami. Pamiętaj, że on nie zastąpi swoich kolegów masturbacją. Ale ciebie tak.
  • hazo 23.08.18, 20:02
    Ja z lat 1960-75 pamiętam w stołówce barszcz z buraków zabielany śmietaną z kartoflami pokrojonymi w kawałki pływającymi w tej zupie. No i kluski nazywane "nylonowymi". To były kluski z ugotowanych kartofli z dodatkiem tylko skrobi ziemniaczanej.
    A z prywatnej kuchni pamiętam baraninę, którą wszyscy uwielbialiśmy i która wtedy była bardzo łatwo dostępna, bo niewielu znajdowała nabywców. Potem (przynajmniej w Warszawie) ze zwykłych sklepów zniknęła. Może pojawia się jako jagnięcina w specjalistycznych drogich sklepach, ale ja do takich nie chodzę.
  • salomea78 27.08.18, 09:28
    Kogel mogel z kakao lub bez. Szyszki z ryzu perforowanego. Sernik z ziemniakow. Jablecznik. Maslaki w smietanie. Kompot z mirabelek albo z czerwonej porzeczki. Pierogi z jagodami. Herbata z sokiem malinowym. Syrop na przeziebienie z rzepki i cebuli w komplecie z chlebem z rozgniecionym czosnkiem. Ziemniaki popijane zsiadlym mlekiem. Jagody, truskawki lub poziomki z cukrem i ze smietana.
  • referee 01.09.18, 00:04
    To, że w PRL jadało się gorzej niż teraz to trochę mit. Jestem antykomunistą z antykomunistycznej rodziny, ale krytyka PRL w czambuł to wedlug mnie przesada.
    W PRL Kuchnia nie była tak tak multikulturalna jak obecnie i nie było tyle produktów do zaoferowania, jak i nie nie było tylu kucharzy hobbystów. Kucharze z zawodu byli traktowani jako galernicy, nie to co teraz. Obecnie prawie każdy kucharz to celebryta, występuje w tv, pisze książki, etc.
    W PRL pożywiano się się zdrowiej chociaż świadomość gastronomiczna była na dużo niższym poziomie jak teraz. Warzywa, owoce, mięso było super zdrowe. Pieczywo, słodycze, nabiał bez konserwantów.
    Na śniadanie jadało się np. chleb z rzodkiewką, pomidorem, ogórkiem i może jako dodatek mikroskopijna ilość jajka, wędliny, sera- o ile wogóle.

    Kolacja podobnie.

    Tzn. tylko obiad był nieraz ciężko strawny i niezdrowy, natomiast kolacja i śniadanie zdecydowanie nie.

    Teraz to ludzie są takie " francuskie pieski" mają wymagania i subtelne podniebienie. Zapominają, że często prosta kaszanka cza tania kiełbasa z grilla popijana własnej roboty nalewką albo czystą albo krajowym tanim piwem jest fajniejsze jak jakieś egzotyczne żarełko z 10 letnie wino albo whisky.
  • squirk 01.09.18, 00:37

    > Teraz to ludzie są takie " francuskie pieski" mają wymagania i subtelne podnieb
    > ienie. Zapominają, że często prosta kaszanka cza tania kiełbasa z grilla popija
    > na własnej roboty nalewką albo czystą albo krajowym tanim piwem jest fajniejsze
    > jak jakieś egzotyczne żarełko z 10 letnie wino albo whisky.

    Myślę, że zdrowo i logicznie jest uwzględniać fakt, że inni ludzie mają inny gust. Dla mnie tania kiełbasa z grilla i zwykłe tanie piwo są nieakceptowalne, po prostu. Wolę nie zjeść niczego niż zjeść takie coś w sytuacji innej, niż zagrożenie śmiercią z głodu. Rozumiem, że moje preferencje smakowe (czyli egzotyczne żarełko) mogą komuś nie pasować, więc ich nikomu nie narzucam. Polecam to podejście, ułatwia życie.
    :-)


    --
    Chaotyczna neutralna.
  • zara99 02.09.18, 09:34
    rumsztyk z pieczarkami w knajpach gdzie stawaliśmy na obiad po drodze do celu wakacyjnego.
    bitka wołowa z buraczkami zasmażanymi, niedzielny pieczony kurczak z zielona sałatą ze śmietaną.
    kotlety mielone i gołabki w sosie pomidorowym robione przez babcię.
    paszteciki z mięsem z rosołu (zawijane naleśniki, a nie bułki drożdżowe z nadzieniem) i barszczyk czerwony robione przez drugą babcię.
    marchewka z groszkiem, zasmażana, jako dodatek warzywny do obiadu.
    zupa pieczarkowa i z fasolki szparagowej w szkolnej surówce, tam też okropna surówka z cykorii, gorzka jak nieszczęście.
    kasza gryczana z sosem grzybowym z grzybów leśnych, czy to świeżych czy suszonych.
    kanapki z zielonym ogórkiem posypanym lekko solą lub czasem odrobiną cukru - to incydentalnie ale tak pamiętam.
    młode kartofelki z koperkiem i zsiadłym mlekiem.
    chleb razowy na miodzie z masłem i pierwszymi pomidorami - poezja - teraz czasem małe pomidorki daktylowe mają taki smak.
    makaron z sosem pomidorowym i kawałkami parówek bądź kiełbasy zwyczajnej, do którego suszoną bazylię i oregano kupowaliśmy w aptece bo tam występowały jako zioła do naparów. zasadniczo zioła w kuchni u mnie w domu pochodziły z apteki, dopiero dużo póżniej pojawiły się w sklepach.
    mleko skondensowane zwykłe i kakaowe w tubie, kawa marago w puszce i kawa mielona w spożywczaku bezpośredno po nabyciu torebki ziaren palonych bo był tam młynek do kawy.
    konserwa turystyczna i paprykarz szczeciński królujace na letnich obozach wędrownych. pyszny biały ser i prawie dwukilowy chlep biały też bardzo dobry ze sklepów GS.
    dżem z zielonych pomidorów nabyty w sklepie w Jaśle,, na wycieczce szkolnej jako coś zupełnie nieznanego, chyba nigdy więcej nie jadłam.
    w czasie stanu wojennego: bez kartkowa mrożona baranina z nowej zelandii, także mrożona kergulena. brak masła kartkowego, ale solone holenderskie z darów rozmaitych się trafiało.
    czasem trafiala się też konina.
    bułka nadziewana gorącym farszem pieczarkowym sprzedawana z przyczepki typu: niewiadów.
    "baba ze wsi" z cielęciną co tydzień, chyba każde biuro w warszawie miało "swoją babę". a cielęcina była następnie pieczona i jako wędlina na kanapki.
    śledź po japońsku - czyli położony na plastrze ogórka i polany majonezem, chociaż spotkałam się też z wersją z plastrem żółtego sera.
  • aqua48 02.09.18, 22:20
    zara99 napisała:

    > dżem z zielonych pomidorów nabyty w sklepie w Jaśle,, na wycieczce szkolnej jak
    > o coś zupełnie nieznanego, chyba nigdy więcej nie jadłam.

    Tak, pamiętam ten dżem. Pojawił się jak byłam na zimowisku w Szczyrku i nikt go nie kupował, mimo, że niewiele więcej tam było w sklepie, bo ludzie nie wiedzieli jaki dobry. Potem rzeczywiście zniknął.
    Pamiętam jeszcze ozory, czasami udało się kupić wędzony wołowy. Pycha, po ugotowaniu w jarzynach i obraniu ze skóry jadło się toto na zimno jako wędlinę.
  • filga 02.09.18, 22:41
    Na obozach wedrownych to zupy z proszku i klopsy w sosie pomidorowym ze słoika.
    Ale śledzie po japońsku pamiętam inaczej. Jakoś tak na salatce jarzynowej

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka