Dodaj do ulubionych

Jedzonko w przedszkolu :)

09.03.19, 12:13
Pamiętacie jeszcze przedszkolne jedzonko?
Co szczególnie lubiliście, a czego nie znosiliście? :)
Najpierw o mnie:

Lubiłam:
- kotlety...
- duży pieróg z mięsem... (mięsko ze środka smakowało trochę jak kotlet mielony)
- nuggetsy rybne...
- zlizywanie cukru pudru z babki drożdżowej...
- bułkę z Nutellą...

Nie lubiłam:
- zupy kompotowej vel zupy owocowej...
- makaronu z serem i truskawkami...
- wielkiej kluchy zwanej "leniwą"...
- babki ziemniaczanej...
- kaszy manny z soczkiem...
- bigosu...
- budyniu z kożuchem...
- ciapki kukurydzianej z mlekiem...

A Wy - co kochaliście, a czego nie cierpieliście?
--
Mordechaj (Krakowiak) [4.05.1877-4.06.1942]
Alter (Warszawiak) [31.05.1885-7.07.1941]
Edytor zaawansowany
  • Gość: x IP: *.hsi03.unitymediagroup.de 09.03.19, 13:35
    to nadaje się na forum Wspomnienia z dziecinstwa
  • chayah 09.03.19, 20:54
    Nie znam forum "Wspomnienia z dzieciństwa". Zainspirował mnie inny wątek z forum "Kuchnia".

    --
    Mordechaj (Krakowiak) [4.05.1877-4.06.1942]
    Alter (Warszawiak) [31.05.1885-7.07.1941]
  • nchyb 13.03.19, 10:20
    >>to nadaje się na forum Wspomnienia z dziecinstwa

    niekoniecznie
    to jest ściśle związane z kuchnią przecież, z jedzeniem

    wspomnienia kulinarne z dzieciństwa mają spore przełożenie IMO na wybory kulinarne w danym momencie
    Ja dzięki temu wątkowi właśnie przypomniałam sobie leniwe kluseczki i nabrałam na nie wielkiej ochoty i zaraz będę przypominać sobie najsmaczniejszy przepis...
  • janek53 09.03.19, 20:26
    A ja jadlem wszysto. Bawilem sie daniami. Byc moze, byl to efekt przyszlych kulinarnych doswiadczen.
    Potem, hulajnoga, tance, zabawy, stroje y podobne. Sczesliwy okres.
    J53.
  • reniam_123 10.03.19, 13:55
    Uwielbiałam: zupę owocową, kopytka z sosem, kotlety rybne, makaron z sokiem, ryż na mleku polany truskawkami, mleko w kubku z kożuchem na wierzchu, zawsze się dziwiłam czemu wszyscy tak tego nie lubią :) Jabłko gotowane/pieczone (nie wiem) polane pysznym sosem waniliowym, dzisiaj myślę, że musiał to być rzadszy budyń waniliowy.

    Nie cierpiałam takiej jednej zupy, pojawiała się średnio raz na dwa tygodnie, była ciemna, kremowa i paskudna. Myślę, że mogła to być zupa cebulowa.

    Na pewno miałam więcej takich ulubionych i nie lubianych potraw, dzisiaj już wszystkiego nie pamiętam, natomiast takie rzeczy jak bułka z nutellą czy nuggetsy nie były nam serwowane, nie w tamtym czasie (lata 70-te)
  • krysia20000 11.03.19, 11:32
    "Byc moze, byl to efekt przyszlych kulinarnych doswiadczen."

    Chyba się czasowo i kauzalnie zapętliłeś.
  • aqua48 11.03.19, 15:00
    krysia20000 napisał(a):

    > "Byc moze, byl to efekt przyszlych kulinarnych doswiadczen."
    > Chyba się czasowo i kauzalnie zapętliłeś.

    Oj tam, czepiasz się Krysiu, w tym przedszkolu podawali wstążki Mobiusa z serem.
  • krysia20000 11.03.19, 17:14
    Śniadanie Loopera.
  • janek53 11.03.19, 21:32
    ;-)

    "Chyba się czasowo i kauzalnie zapętliłeś".

    Typowe dla osób kreatywnych. Nie wiedza po co (dlaczego) zyja. "Grochem w sciane" - jedyne doswiadczenie. Zalosne ale znosne.
    J53.
  • janek53 11.03.19, 20:31
    I jeszcze zyjesz?
  • nchyb 13.03.19, 10:12
    Za moich przedszkolnych czasów nie było w polskich przedszkolach nutelli. Nie pamiętam też nugettsów, ciapki kukurydzianej, jednej kluchy leniwej/były leniwe, małe drobne pyszne/ pieroga z mięsem ani babki ziemniaczanej, którą zresztą lubię.

    Były zupy mleczne, których nie lubiłam i nie lubię do dziś. Na samo wspomnienie kożucha na mleku mam odruch wymiotny.
    Kompociki były ok, ziemniaczki, buraczki itp.
    Ale ogólnie ja w czasach przedszkolnych byłam totalnym niejadkiem, więc nic nie chciałam jeść. Przeszło mi znacznie później...


  • krysia20000 13.03.19, 12:07
    Większość ostańców na tym forum znajduje się w wieku okołoemerytalnym, więc doświadczenia przedszkolne mamy w najlepszym wypadku schyłkowo-PRLowskie, z całym dobrodziejstwem inwentarza żywienia zbiorowego kraju dzielnie zmagającego się z przejściowymi trudnościami aprowizacyjnymi. Trochę się bardzo staro poczułem, kiedy autorka wątku z przedszkola pamieta popularne dziś włoskie smarowidło z kakao i orzechów laskowych. Nutella przed 1989 to najwyżej mogła być przywieziona od ciotki na robotach w RFN, z łyżeczką wydzielaną raz na tydzień. Kurcze blade, nawet gumy do żucia do nabycia były prawie wyłącznie w sklepach walutowych. Tak drogocenne, że zbierało się po nich papierki (z infantylnie zabawną historyjką obrazkową w stylu kaczor Donald poślizgnął się na skórce od banana, a myszka Miki tak się długo śmiała z tego, aż spadło na nią stutonowe kowadło i wszyscy żyli długo i szczęśliwie) i zaciągało zapachem syntetycznej słodyczy wciąż się z nich snujących.

    Mi nabiałowo-kluchowa oferta przedszkolnych i później szkolnych stołówek przypadła do gustu, bo zupy mleczne lubiłem, nawet te z rozgotowanego na przezroczysty ryżu. Zaschnięta kaszka manna z jeziorkami i rzecznymi korytami z 'malinowego' soku była wręcz fascynująca. Kożuch... mmmm... prawie jak mięsna wkładka, albo serek, którym w rzeczy samej jest. Pierogi tak, ale tylko na słodko. Czymś jeszcze tam karmili? Śledziem w śmietanie, mielonym, mortadelą w panierce z mizerią ogórkową? Czy to trochę później?
  • evro44 13.03.19, 20:03
    a szpinaczek taki maziasty bez smaku? Wszystkie dzieci rzygały. A fasolka po bretońsku, ryż z jabłkami i specjalność którą akurat lubiłam - mielone mięsko wołowe z rosołu polane np. sosem koperkowym i jeszcze jajko na twardo w sosie chrzanowym. Piękne czasy :)
  • nchyb 14.03.19, 08:46
    to mielone mięsko z rosołku u nas nazywało się - mięso pusze. Moja mama długo nie mogła zrozumieć co to jest...
  • beata_ 15.03.19, 22:47
    nchyb napisała:

    > to mielone mięsko z rosołku u nas nazywało się - mięso pusze. Moja mama długo
    > nie mogła zrozumieć co to jest...

    U nas nazywało się to "potrawką" - jeśli robione/podawane na szybko z jakimś sosem - chrzanowym, koperkowym, "rosolkowym"... :-)
    O ile nie zostało zużyte do bardziej pracochłonnych pierogów :-)

    Ps
    A tak z ciekawości - da się jakoś wyjaśnić, skąd to "mięso pusze"? :-)
    Lubię znać takie niuanse :-)

  • aqua48 14.03.19, 13:37
    O, to ja w licealnej stołówce szkolnej miałam w piątki jajo na twardo w sosie chrzanowym z puree ziemniaczanym. Smak panierowanej mortadeli też znam stamtąd. Bardzo to lubiłam, bo u mnie domu nie jadało się tak :)
  • krysia20000 14.03.19, 15:34
    Jajo ugotowane na szaro z chrzanem pamiętam i smakowo było lepsze niż wyglądało. Panierowana mortadela także dawała radę jako podróbka schaboszczaka, tym bardziej, że z jej drobno mielonym miąższem dziecięce uzębienie łatwiej sobie radziło, niż z rozklepanym płatem schabu.

    W późnej podstawówce i wczesnym liceum stołowaliśmy się w wojskowym kasynie szefowanym przez ojca. Poziom nadal stołówkowy, ale z półgwiazdką: białe obrusy i zastawa lepszego sortu, kelnerska obsługa złożona z żołnierzy ZSW i żon podoficerów, menu z trzema propozycjami dań głównych i dwiema zupami, kotlet schabowy z obowiązkowym kawałkiem żeberka, jak nazwa nakazuje, przystawki serwowane na talerzykach obok, cukiernia-kawiarnia w sali obok i kantyna dla pilotów z jeszcze lepszym menu.
  • Gość: x IP: *.hsi03.unitymediagroup.de 14.03.19, 19:28
    no i piwo było zawsze ;)
  • jackk3 14.03.19, 19:42
    Dobre czasy SPR-u. Do kasyna czasami chodzilismy glownie wlasnie na dobre piwo ale z kadra raczej nie bratalismy sie za czesto. Z przedszkola to pamietam ten smrod przypalonego mleka/ kaszki manny i innego swinstwa. Walilo na cala okolice choc bylo to chyba jedno z lepszych przedszkoli w Krakowie. Na studiach zalatwilem sobie stolowke przy Akademii Medycznej (przy ul. Wislisko - ten kto z Krakowa to wie ze to byla najlepsza stolowka studencka). Dzisiaj po niej i niejako tego rodzaju obiadow nie ma sladu. A chodziliscie czasami z menazkami? Bo ja tak.
  • aqua48 15.03.19, 15:18
    jackk3 napisał:

    >A chodziliscie czasami z menazkami? Bo ja tak.

    Przez chyba dwa lata szkoły podstawowej nosiłyśmy na zmianę z koleżanką codziennie obiady w menażkach z nieistniejącego już budynku pogotowia przy Siemiradzkiego dla starszej pani mieszkającej niedaleko. Moja szkoła miała ją pod opieką. Była to dobra szkoła odpowiedzialności - bo gdyby nikt nie przyszedł staruszka nie miałaby co jeść...
    A długo potem jak urodziło się pierwsze dziecko, mąż przynosił mi obiady w menażkach z pracy. Przy noworodku i niemowlęciu to była duża pomoc organizacyjna. A obiady, mimo iż to stołówka szkolna, były bardzo dobre :)
  • beata_ 15.03.19, 23:33
    krysia20000 napisał(a):

    > [...]

    :-)
    Znam te klimaty, chociaż może ciut mniej "wypasione", ze stołówki/kantyny WAT, z której tzw. pracownicy cywilni WAT mogli korzystać (znaczy ich rodziny), po wykupieniu abonamentu na obiady :-)
    Niezłe były te obiady (dobrą ekipę kuchenną mieli - ze smakiem i zamiłowaniem do gotowania), a ceny niewygórowane mimo "przejściowych trudności". Zawsze 2 zupy, 2 dania główne i 2 desery do wyboru.

    Ps
    Mam nadzieję, że wiadomo z grubsza, co to WAT. W razie wątpliwości - Wojskowa Akademia Techniczna w Warszawie/Bemowo/obecnie Boernerowo. Nadal istniejąca, choć od lat nie wiem, co oferuje oprócz nauki podchorążych i studentów cywilnych.
    Kiedyś tylko wojsko (podchorążowie), potem tzw. cywilni - teraz nie wiem.

    Pps
    Przepraszam za mocną dygresję i OT... Ale to moje dzieciństwo i wczesna młodość :-)

    Ppps
    Lotnicy zawsze mieli inaczej! Wiadomo - elita! :-D
    Żartuuuję! :-)
  • beata_ 15.03.19, 22:38
    krysia20000 napisał(a):


    > [...] Czymś jeszcze tam karmili? Śledziem w śmietanie [...]

    No śledziem w śmietanie w przedszkolu, to raczej nie karmili - to tak z własnych "przedszkolakowych", a potem wczesnoszkolnych doświadczeń. Daaaawno to było :-)
    Owszem - śledź występował (wędzony - pikling) w postaci pasty z cebulką i oliwą (olejem?) na podwieczorkowe kanapki.

    Z późniejszych czasów (lata 80-te), kiedy pracowałam w przedszkolu - też śledź w śmietanie nie figurował, jako taki. Jako pasta śledziowa na kanapki jw - jak najbardziej... Potem piklinga zastąpiła wędzona makrela (kiedy była już dostępna). Ości z niej o wiele łatwiej usunąć niemal do zera.

    Myślę, że to ze względów bezpieczeństwa - ości! Łatwiej było (i jest) się ich pozbyć przygotowując pastę kanapkową niż z surowego (nawet wymoczonego) śledzia w dzwonkach. To dotyczy każdje w zasadzie ryby - dlatego (od kiedy są dostępne) stosuje się dla dzieci rybne paluszki i inne tego typu "wynalazki" :-)
  • daria275 16.03.19, 10:31
    beata_ napisała:

    > No śledziem w śmietanie w przedszkolu, to raczej nie karmili - to tak z własnyc
    > h "przedszkolakowych", a potem wczesnoszkolnych doświadczeń. Daaaawno to było :
    > -)
    > Owszem - śledź występował (wędzony - pikling) w postaci pasty z cebulką i oliwą
    > (olejem?) na podwieczorkowe kanapki.
    >
    > Z późniejszych czasów (lata 80-te), kiedy pracowałam w przedszkolu - też śledź
    > w śmietanie nie figurował, jako taki. Jako pasta śledziowa na kanapki jw - jak
    > najbardziej... Potem piklinga zastąpiła wędzona makrela (kiedy była już dostępn
    > a). Ości z niej o wiele łatwiej usunąć niemal do zera.
    >
    > Myślę, że to ze względów bezpieczeństwa - ości! Łatwiej było (i jest) się ich p
    > ozbyć przygotowując pastę kanapkową niż z surowego (nawet wymoczonego) śledzia
    > w dzwonkach. To dotyczy każdje w zasadzie ryby - dlatego (od kiedy są dostępne)
    > stosuje się dla dzieci rybne paluszki i inne tego typu "wynalazki" :-)

    O, gdybyż to moje kierownictwo w przedszkolu wiedziało, to może nie karmiłoby nas - a raczej usiłowałoby karmić - tą potrawą... Moje lata przedszkolne przypadają na drugą połowę lat 80. i owszem - śledź w tej postaci często pojawiał się na talerzach. Może w tych właśnie prehistorycznych czasach powinnam szukać źródeł swojej obecnej awersji do ryby na "ś". Awersji tak wielkiej, że nie jestem w stanie na nią patrzeć, nawet widok wiaderka na sklepowej półce mnie odstręcza, nie mówiąc już o przebywaniu w pomieszczeniu, gdzie ś. się przyrządza (rodzina ma tego świadomość i docenia mój coroczny akt heroizmu przy zasiadaniu do wigilijnego stołu, gdzie w imię tradycji oczywiście się pojawia).

    A żeby skończyć na przyjemnych wspomnieniach przedszkolnych - zdecydowanie należę do frakcji nabiałowej, zatem wszelkie kluski na mleku, kaszki, kożuchy to mój świat. Makaronu z serem z przedszkolnej stołówki nie pamiętam, ta potrawa kojarzy mi się z wakacjami u babci - jako że początek kanikuły przypadał na szczyt sezonu truskawkowego, to pierwsze dwa tygodnie wakacji pod względem kulinarnym przybierały u ś.p. babci Nadziei rozmaite wariacje na temat truskawki - wszelkie pierogi, naleśniki, rzeczony makaron (swojski, a jakże) z twarogiem (swojskim, a jakże) i truskawkami. A po obiedzie szło się (czytaj: my dzieciarnia) na pole, żeby uwieńczyć posiłek deserem w postaci truskawek rwanych prosto z krzaka :)
  • beata_ 17.03.19, 22:39
    daria275 napisała:

    > O, gdybyż to moje kierownictwo w przedszkolu wiedziało, to może nie karmiłoby nas [...]

    Kierownictwo powinno za to siedzieć... Naprawdę tak myślę!

  • domi_doci 15.03.19, 15:17
    Ja nie miałam obiadów w przedszkolu, ALE! ten smak herbatki i pączka na drugie śniadanie zostanie ze mną na zawsze :D
  • beata_ 17.03.19, 22:26
    To musiało nie być prawdziwe (całodzienne) przedszkole, tylko tzw. "zerówka" :-)
  • damascena 21.03.19, 11:19
    Lubiłam budyń z sokiem owocowym, zupę owocową, rybę z ziemniakami, bigos.
    Nie lubiłam kotletów, wątróbki, kanapek z szynką, zupy mlecznej.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.